Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Korzeniowy Wąwóz, Walia
AutorWiadomość
Korzeniowy Wąwóz, Walia [odnośnik]17.07.17 1:33
First topic message reminder :

Korzeniowy Wąwóz

Mówi się, że jest to efektem naturalnych zmian po jednej z najbardziej deszczowych jesieni. Jedna z pamiętnych burz rozlała do tej pory spokojnie płynący potok, a rwąca woda przelała się przez niewysokie wzgórze. Masy wody miały tak wielką moc, że utworzyły wiodącą w dół rozpadlinę, tworząc koryto pełne odkrytych korzeni wiekowych drzew.
Prawda jest inna, otulona magią, jak życie każdego czarodzieja. Burza istniała, owszem, ale przyczyną była moc czarownicy, którą przydybano na wzgórzu w pościgu urządzonym ku uciesze okrutnego szlachcica. Pozbawiona różdżki w desperackiej próbie rzuciła przekleństwo, a wraz z jej śmiercią uczestnicy polowania zostali skazani na ucieczkę przed potężnym żywiołem, który zmiótł z powierzchni nie tylko ich, ale wszystko, co stanęło mu na drodze.
Ścieżka, którą pokonują niczego nieświadomi przechodnie, naznaczona była krwią, która od czasu do czasu barwiła grube korzenie wystających drzew. Nikt nawet nie przypuszczał, że niektóre zaginięcia wiązały się ściśle z miejscem kaźni czarownicy.


Rzut kością k6 (rzuca jedna osoba a treść dotyczy obu graczy):
1 - Nie dzieje się nic, podziwiacie uroki niezwykłej, naturalnej konstrukcji, zastanawiając się, jakim cudem to wszystko trwa bez najmniejszych zniszczeń. Tylko od czasu do czasy wydaje wam się, że słyszycie w oddali ciche wołanie i śmiech.
2 - Ścieżka przez wąwóz wydaje wam się dziwnie ciężka. Pokonujecie jednak cały odcinek z lekką zadyszką. Macie jednak wrażenie, że ktoś was obserwuje, a pośród szumu okolicznego lasu wyłapujecie pojedyncze, chociaż niewyraźne słowa.
3 - Spacer przechodzi bez najmniejszych przeszkód. Nic nie zakłóciło wam planów, a wokół panowała niezastąpiona cisza. Po drodze znajdujecie nawet szklaną błyskotkę. Jedno z was może ją wziąć.
4 - Nie odstępuje was kołatanie serca i zawroty głowy, a od czasu do czasu wydaje wam się, że czujecie za sobą obecność. Cień drobnej kobiety zastępuje wam drogę, a gdy chcecie ją zawołać, ta rozsypuje się z wiatrem, znikając gdzieś w ziemi. Otrzymujecie 5 punktów obrażeń psychicznych.
5 - Widzicie przed sobą kobietę. Biegnie kilka metrów przed wami i wydaje ci się, że jest przestraszona. Jeśli próbujecie ją dogonić, gwałtownie hamuje i odwraca się, a wy widzicie, jak ku wam płyną szponiaste dłonie. Każde z was rzuca k100 - st uniknięcia ataku wynosi 60, ale możecie również skorzystać z zaklęcia protego. Jeśli się udaje, zostajesz jedynie zadrapany i tracisz 10 PŻ. Jeśli nie wychodzi unik, czujesz jak coś rozcina ci pierś, ale kobieca sylwetka znika. Tracisz 30 PŻ.
6 - Każde z was rzuca dodatkowo k100 na jasny umysł. Jeśli wynik będzie równy bądź większy niż 50 - nie dzieje się nic, chociaż czujesz przenikliwe zimno. Jeżeli wynik jest mniejszy niż 50 - masz omamy. Widzisz, jak środkiem wąwozu płynie rozpędzona fala...krwi, która uderza w ciebie z mocą. Ból jest przeraźliwy, dusisz się i słyszysz cierpiętnicze krzyki mordowanej kobiety. Tracisz 40 PŻ, a gdy w końcu możesz oddychać - po krwi nie ma śladu. Jeśli tylko jednej osobie wyszedł rzut, to widzi swego towarzysza przerażonego, mamrotającego, szamoczącego się i ciężko go uspokoić. Wszystko wraca do normy po kilku chwilach, ale towarzysz wymaga pomocy uzdrowicielskiej.
Lokacja zawiera kości.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Korzeniowy Wąwóz, Walia - Page 3 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Korzeniowy Wąwóz, Walia [odnośnik]08.06.20 22:23
| 7 kwietnia jest w porządku!

Nie znała się zbyt dobrze na magicznych stworzeniach - wiedzę na ten temat posiadała podstawową, nigdy nie zagłębiając się zbyt intensywnie w rejony dotyczące zarówno zwierząt jak i istot żyjących w czarodziejskim świecie. Z tego powodu zadała pytanie o olbrzymy na ostatnim spotkaniu Zakonu i z tego samego powodu poczytała o nich więcej, już później. Zdziwiła się strukturą plemienną oraz ich zwyczajami, ale nie zamierzała nikogo oceniać z tego tytułu. Zdobyte informacje traktowała raczej jako ciekawostkę niż powód do ważkich rozmyślań spędzających sen z powiek. Bardziej bała się o powodzenie misji - poradzą sobie? Ostatnia nie skończyła się najlepiej; to znaczy, ostatecznie uciekli z sędzią do bezpiecznej kryjówki, ale straty moralne okazały się ogromne. Zginęło wtedy dwóch napastników, domostwa zostały strawione przez niszczycielską pożogę. Pomimo wielu miesięcy walki dla organizacji Ria wciąż nie potrafiła uwierzyć, że w ludziach kryło się tyle zła. Spaczenia tak ogromnego, że pragnęli zabijać w imię chorych idei. Po co, co z tego mieli? Nic oprócz całkowitej destrukcji.
Była ciekawa jak będzie im się razem współpracować - miała już okazję poznać Gabriela oraz Just, jednak Michael, pewnie z powodu dość znacznej różnicy wieku, pozostawał zagadką. Szanowała wszystkich aurorów, większość rodziny rudowłosej parała się właśnie tym zawodem, mężczyzna na pewno miał odpowiednie przeszkolenie bojowe oraz doświadczenie w walce. Weasley nadal raczkowała na ścieżce wojennej, ale nadrabiała zapałem i chęcią zmiany podupadającego świata. Pytanie czy te cechy miały wystarczyć w dzisiejszym zadaniu?
Nie było proste. Zakradnięcie się do agresywnych olbrzymów, zabranie ich własności, przepędzenie oraz pakt z innym plemieniem nie mogło być z definicji łatwe czy przyjemne. Nie mniej Rhiannon gotowa była na zmierzenie się ze wszelkimi przeciwnościami losu - jeśli zawiedzie to nie dlatego, że poddała się już na początku.
Spotkali się w umówionym miejscu, żeby następnie przelecieć pod docelową lokalizację na miotłach. Cieszyła się, że to będzie ich główny środek transportu; jeśli znała się na czymś, to właśnie na tym. Skryli się w pobliskich drzewach, choć wypatrywanie czegokolwiek w tych warunkach stanowiło nie lada wyzwanie, stąd Ria skupiła uwagę na obmyślaniu strategii. Skinęła energicznie głową. - To dobry pomysł, sama miałam to zaproponować. Wzięłam od Charlie eliksir kameleona, powinien znacząco ułatwić nam przynajmniej część zadania - przytaknęła cicho. Po chwili przeniosła zdziwiony wzrok z kryjówki na kompas ofiarowywany jej przez mężczyznę. Zacisnęła lekko palce na metalu, kwitując słowa kpiącym uniesieniem kąciku ust. - Muszę spytać: wszystkie Tonksy są takie? Wiesz, w stylu nie oglądaj się na mnie, jestem bohaterem, załatwię wszystkich w pojedynkę? - Nie umiała powstrzymać się od niniejszego pytania, choć miało ono zabrzmieć dobrodusznie. Z Just było dokładnie to samo, poczuła więc, jakby miała deja vu. - Jesteś bardziej doświadczony ode mnie, zaufam twojemu osądowi. Muszę mimo to zaznaczyć, że jako Weasley nie jestem najlepsza w ucieczce - dodała. Pewnie pojawi się zgrzyt, niejeden i nie dwa, ale postara się dostosować do życzeń aurora. To on dowodził, to on znał się lepiej na strategii, ponieważ ta wyniesiona z quidditchowego boiska różniła się znacząco od tej stosowanej podczas walk. - Nie mam też doświadczenia w perswazji - przyznała, oddając czarodziejowi pole manewru w tej kwestii. Wolała nawet nie próbować… Jeszcze raz skinęła głową, dając znać, że rozumie plan. W międzyczasie sięgnęła do torby po fiolkę eliksiru i opróżniła ją.

| Mam ze sobą: różdżkę, miotłę, szczurzą czaszkę, eliksiry: kameleona, kociego wzroku, niezłomności, czuwający strażnik, maść z wodnej gwiazdy, marynowana narośl ze szczuroszczeta, antidotum podstawowe. Biorę od Michaela kompas oraz zużywam eliksir kameleona.



Just stay with me, hold you and protect you from the other ones, the evil ones.
Ria Macmillan
Zawód : ścigająca Harpii z Holyhead
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
be brave
especially when you're scared
OPCM : 28
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 16
SPRAWNOŚĆ : 9
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6105-ria-weasley https://www.morsmordre.net/t6110-rudy-rydz https://www.morsmordre.net/t6109-rudy-lew https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t6112-skrytka-nr-1520 https://www.morsmordre.net/t6111-ria-weasley
Re: Korzeniowy Wąwóz, Walia [odnośnik]13.06.20 8:39
Uniósł lekko brwi na uwagę Rii - trafną, a zarazem dowcipną. Odruchowo wygiął usta w uśmiechu rozbawienia, ale w duchu poczuł ukłucie niepokoju. Wiedział, że sam sprawiał wrażenie nieustraszonego, czasem nawet za bardzo. Był starszym bratem, był pierwszym aurorem w rodzinie, był wilkołakiem i nie zakładał dla siebie długiego ani szczęśliwego życia. Jeśli ktoś powinien się poświęcać, to on - doświadczony w walce, a zarazem żyjący dla celu, nie dla rodziny ani już nawet nie dla siebie. Ale... dlaczego Just albo Gabriel mieliby podzielać jego skłonność do poświęcania się? Byli młodzi, zdrowi, całe życie przed nimi - może i Just czuła się odpowiedzialna za wszystko jako Gwardzistka, ale dla niego wciąż pozostawała młodszą siostrzyczką.
Wrócił myślami do Rii, której wcale nie chciał deprymować swoją "bohaterską postawą"
-Być może, ale kierują mną względy praktyczne. Gorzej latam na miotle, jestem mniej zwinny od Ciebie i... cóż, większy. Trudniej mi się ukryć i zakraść po Złoty Bursztyn, a to odzyskanie artefaktu jest dzisiaj priorytetem. - wyjaśnił wyczerpująco, ale możliwie zwięźle. Mówił serdecznie, ale wnet spojrzał w oczy Rii i przybrał bardziej stanowczy ton. -Dlatego pamiętaj - powodzenie misji zależy od Ciebie i od zdobycia artefaktu. Jeśli obydwoje zaczniemy walczyć z olbrzymami, ryzykujemy porażką. - wierzył, że wyjdą z jaskini wspólnie i cało, ale chciał uświadomić młodej dziewczynie, co naprawdę było dziś najważniejsze i najbardziej bohaterskie.
-Powodzenia. Jeśli nie złapię cię przy wyjściu z jaskini, spotkamy się już u Krehana i użyję perswazji... choć wierzę, że i Bursztyn wystarczy. - obydwoje wiedzieli od informatora Zakonu, gdzie znajduje się siedziba przyjaźnie nastawionych olbrzymów. W razie opóźnień bądź komplikacji, najlepiej będzie spotkać się już tam. Z tej będą musieli uciekać jak najszybciej.
Michael nie wypatrzył żadnych strażników, więc kiwnął głową do Rii - a raczej w stronę Rii, bo nawet jemu trudno było wyraźnie ją wypatrzyć po eliksirze Kameleona. Położył palec na ustach, od teraz musieli być jak najciszej, i pokazał aby podlecieli w stronę wejścia. Było wysokie i ogromne, jak na wejście do siedziby olbrzymów przystało. Tonks wleciał do środka na miotle i z ulgą dostrzegł, że reszta dawnej kopalni wydaje się mieć podobnie wysokie stropy. Bez problemu dadzą radę przelecieć przez tunele dawnego szybu, a poruszanie się w powietrzu dawało im natychmiastową przewagę. Tutejsze olbrzymy nie widziały zbyt dobrze, posługiwały się głównie słuchem i węchem - Ria, dodatkowo zamaskowana eliksirem Kameleona, powinna być dla nich niewidzialna. Tonks zamierzał zadbać o to, by była również niesłyszalna.
Chwilę leciał z Rią, a potem dostrzegł na horyzoncie sylwetki strażników i porozumiewawczo kiwnął Weasleyównie głową. Czas się rozdzielić, tym bardziej, że szyb szczęśliwie się rozgałęział. Michael odleciał kawałek od Rii, a potem wyjął z kieszeni płaszcza łajnobombę i rzucił ją w stronę rozgałęzienia szybu. Liczył, że smród najpierw zamaskuje zapach jego i Rii, a potem wybuchnie w bocznym korytarzu, skłaniając olbrzymy do udania się w tamtą stronę. To powinno zapewnić Rii bezpieczny przelot dalej. Sam Michael miał zamiar improwizować - jeśli rozproszenie łajnobombą zadziała, poleci jeszcze kawałek dalej za Rią, aby pomóc jej przy innych patrolach.

spostrzegawczość III (obniża ST rzutu do celu o 15)
próbuję rzucić łajnobombą o ok. 20 pól w dal, po skosie, tak aby wpadła w boczną gałąź szybu (st 60, obniżone st 45, dodaję podwojoną zwinność)







You can tame a big bad wolf
if you don't feed him

Michael Tonks
Zawód : Rebeliant
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Can I not save
One from the pitiless wave?
OPCM : 46
UROKI : 36
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5/30
SPRAWNOŚĆ : 11/36
Genetyka : Wilkołak
Korzeniowy Wąwóz, Walia - Page 3 7f6edca3a6f0f363d163c63d8a811d78
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7124-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t7131-do-michaela https://www.morsmordre.net/t7129-wilkolak-mugolak https://www.morsmordre.net/f139-mickleham-old-london-rd-1 https://www.morsmordre.net/t7132-skrytka-bankowa-nr-1759#189352 https://www.morsmordre.net/t7130-michael-tonks
Re: Korzeniowy Wąwóz, Walia [odnośnik]13.06.20 8:39
The member 'Michael Tonks' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 82
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Korzeniowy Wąwóz, Walia - Page 3 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Korzeniowy Wąwóz, Walia [odnośnik]19.06.20 21:20
Może tak już musiało być - bohaterskość została niejako wpisana w zawód aurora, którym parali się zarówno Michael jak i Gabriel; z kolei bycie gwardzistką wymagało równoważnego poświęcenia dla sprawy. Pewnie to stąd wynikały wszystkie cechy jakie przypisywała Tonksom, jednego z braci wrzucając do tego samego worka. Rozumiała to, otoczona krewnymi zajmującymi niegdyś te same stanowiska, pojmowała konspekt odpowiedzialności za innych oraz brzemię konieczności rzucania się na pierwszy ogień w wirze walki. Jeszcze niedawno sama taka była, choć ostatnio coraz silniej pojmowała pewną rolę społeczną, jaką miała niedługo wypełnić. Teraz jednak o tym nie myślała, starając się stłumić w sobie bunt. Wbrew logice nadal pozostawała Weasleyem, co oznaczało trudności w podporządkowaniu się oraz uskutecznianiu zachowania typowo tchórzowskiego. Mimo wszystko słowa mężczyzny zdołały osiąść na sumieniu Rii, która skinęła mu głową. Oczywiście, że miał rację - widocznie w tym przypadku już zawsze umysł miał ścierać się z uczuciami.
- Nie da się ukryć, że zamiana ról byłaby dość… bezcelowa - przytaknęła krótko, z nieznacznym rozbawieniem objawiającym się w drgnięciu kącików ust. Próbowała wyobrazić sobie rozmówcę przemykającego na miotle w korytarzach oraz siebie próbującą pokonać olbrzymy. Nie, to w ogóle nie miało sensu. Z tego powodu podjęła trudną decyzję o całkowitym postępowaniu wobec wskazówek Michaela. Zdobycie artefaktu w istocie to najważniejszy punkt dzisiejszej obławy. Nabrała więc powietrza w płuca, wytężając wzrok w okolicach zejścia do podziemi. Chwyciła też mocniej trzonek miotły i zmarszczyła w skupieniu czoło. - Uda się. Przeżyjemy i potem będziemy się śmiać z naszej tremy - rzuciła stanowczo, chcąc przekonać bardziej siebie niż samego czarodzieja. Wydawał się być od niej spokojniejszy. Pewnie był na niejednej niebezpiecznej akcji, Rhiannon miała ich na koncie ledwie kilka, zdecydowana większość, jak nie wszystkie, od czasów dołączenia do Zakonu. Brakowało jej doświadczenia na pewność siebie. Mimo wewnętrznych sprzeczności uniosła zdecydowanie podbródek nim wsiadła na miotłę. - Tobie również. Nie daj się zabić, byłoby szkoda. - Mrugnęła do niego porozumiewawczo z zamiarem wprowadzenia nieco lżejszej atmosfery. Poprawiła torbę, gotowa do działania. Odbiła się nogami od ziemi, żeby lecieć uważnie tuż obok Tonksa. Rozglądała się wokół, pilnując, żeby nie zostać przyłapaną ani nie wlecieć przypadkiem w jakąś przeszkodę. Odczekała na spektakularny rzut łajnobomby i uśmiechnęła się do siebie - zamiast aurorem powinien zostać ścigającym w jakiejś drużynie Quidditcha. Choć wtedy świat dużo straciłby na takiej podmiance. W przeciwieństwie do sfery magicznego sportu!
Nie mniej, po usłyszeniu wybuchu i zgodnie z sygnałem, Weasley ruszyła pędem w podziemia, do korytarzy. Starała się lecieć szybko, ale przy tym również ostrożnie, żeby nie spalić przykrywki. Ona pozostawała niewidzialna, acz miotła wciąż mogła zostać wypatrzona - czy raczej wykryta, ponieważ to plemię olbrzymów pozostawało ślepe. Zaczęła więc kluczyć w poszukiwaniu Złotego Bursztynu, aż wreszcie mogła pochwycić go w ręce i ruszyć w drogę powrotną.



Just stay with me, hold you and protect you from the other ones, the evil ones.
Ria Macmillan
Zawód : ścigająca Harpii z Holyhead
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
be brave
especially when you're scared
OPCM : 28
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 16
SPRAWNOŚĆ : 9
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6105-ria-weasley https://www.morsmordre.net/t6110-rudy-rydz https://www.morsmordre.net/t6109-rudy-lew https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t6112-skrytka-nr-1520 https://www.morsmordre.net/t6111-ria-weasley
Re: Korzeniowy Wąwóz, Walia [odnośnik]20.06.20 6:38
Słowa Rii wywołały uśmiech na jego twarzy - nawet jeśli chciała pocieszyć głównie siebie, to dodała otuchy i jemu. Oczywiście, był bardziej doświadczony w ryzykownych misjach niż panna Weasley i pewnie bardziej odporny na stres przy bezpośrednim narażaniu życia i zdrowia. Lepiej potrafił też ukryć własne emocje - w Norwegii przez ponad rok dowodził w końcu grupą aurorów i wiedział, że lider nie powinien okazywać strachu. Może i nie był teraz liderem, podejmowali w końcu decyzje wspólnie, ale był aurorem, który wybierał się na misję z młodą szlachcianką. Pomimo pokerowej fasady, odczuwał lęk i niepewność względem własnej wiedzy o olbrzymach. Może nie tyle lęk przed tym, że stanie mu się krzywda - likantropia oduczyła go troski o własne życie - ale zasadny niepokój o Rię, a także strach przed niepowodzeniem. Od wypełnionej misji zależało w końcu naprawdę wiele, Zakon miał nieskończenie mniej środków finansowych i politycznych, a także mniej sojuszników niż Rycerze Walpurgii. Widząc dementory na ulicach Londynu, podejrzewał w końcu, że te okropne stwory są związane z ich wrogami.

Nie było jednak czasu na pogaduszki ani przemyślenia. Trafnie rzucona łajnobomba poleciała w boczny tunel, dokładnie tam, gdzie celował Michael. Smród powiódł się już za szybującym w powietrzu przedmiotem, ale eksplodował dopiero w tunelu, gdy łajnobomba uderzyła o skały. Natychmiast przyciągnęło to uwagę strażników, otwierając przejście dla Rii i na krótki czas uniemożliwiając im dostrzeżenie samego Tonksa. Panna Weasley poszybowała w tunelu, a Tonks został na razie z tyłu, ostrożniej. Chciał się upewnić, że nikt nie pogna za nią. I że nikt nie stanie jej na drodze.
-Homenum Revelio. - szepnął, korzystając z chwilowej dezorientacji strażników. Ku jego uldze, udane zaklęcie nie wykazało żadnych istot na drodze Rii. Czyżby ci, którzy skierowali się już w stronę bocznego tunelu, byli jedynymi na drodze do Złotego Bursztynu? Najwyraźniej tak, ale misja nie mogła przecież być tak łatwa. Tonks usłyszał głośne kroki, które trudno było przeoczyć - najpierw więcej kroków w tunelu z łajnobombą, potem kolejne w przeciwstawnej, bocznej odnodze kopalni. Ria była już daleko, ale jeśli strażnicy wybiegną teraz na korytarz, mogą usłyszeć albo zauważyć jego.
Najlepiej będzie skierować ich wszystkich w stronę smrodu łajnobomby i zatrzymać tam na tyle długo, zanim zrozumieją podstęp. Tonks gorąco liczył na to, że zawodowa zawodniczka w Quidditcha szybko upora się z zadaniem, samo znalezienie Bursztynu wydawało się teraz trudniejsze niż prędki wylot z kopalni. Przynajmniej plemię złodziei wydawało się próżne, w opowieściach - Michael liczył na to, że okażą się one prawdą i Bursztyn będzie raczej eksponowany niż ukryty. Na to już nie mógł nic poradzić, musiał za to utrzymać czystą drogę wyjścia dla Rii, za wszelką cenę.
-Canateria Ficta. - szepnął ledwo (miał nadzieję) słyszalnie, kierując różdżkę za łajnobombą i strażnikami. Proste zaklęcie z zakresu transmutacji nie powinno leżeć poniżej jego możliwości. Przypomniał sobie lekcje z tej dziedziny magii i skupił na chęci wyciszenia fal dźwiękowych wokół siebie i wywołania prostego szmeru ludzkich kroków w tunelu, do którego chciał ściągnąć olbrzymy.


You can tame a big bad wolf
if you don't feed him

Michael Tonks
Zawód : Rebeliant
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Can I not save
One from the pitiless wave?
OPCM : 46
UROKI : 36
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5/30
SPRAWNOŚĆ : 11/36
Genetyka : Wilkołak
Korzeniowy Wąwóz, Walia - Page 3 7f6edca3a6f0f363d163c63d8a811d78
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7124-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t7131-do-michaela https://www.morsmordre.net/t7129-wilkolak-mugolak https://www.morsmordre.net/f139-mickleham-old-london-rd-1 https://www.morsmordre.net/t7132-skrytka-bankowa-nr-1759#189352 https://www.morsmordre.net/t7130-michael-tonks
Re: Korzeniowy Wąwóz, Walia [odnośnik]20.06.20 6:38
The member 'Michael Tonks' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 79
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Korzeniowy Wąwóz, Walia - Page 3 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Korzeniowy Wąwóz, Walia [odnośnik]20.06.20 22:18
Nie zamierzała odpuścić - nawet jeśli miała dziś polegnąć i zawalić dosłownie wszystko, to nie podda się bez walki. Wyobraziła sobie, że to mecz; trudny, pełen problemów na drodze, ale to nic takiego. Od tłuczków umiera się rzadko i choć Weasley nigdy nie była szukającą, tak teraz czas na wybrzydzanie minął. Poradzą sobie. Cokolwiek stanie im na drodze i choć najprawdopodobniej będą to po prostu olbrzymy, to jakoś z tego wybrną. Oboje mieli jeszcze mnóstwo życia przed sobą, nawet jeśli Michael myślał w duchu coś zupełnie przeciwnego. W końcu czarodziejska egzystencja trwa dłużej od niemagicznej, ich medycyna również była bardziej rozwinięta, a organizmy odporniejsze - muszą dać sobie radę. Zostało przecież jeszcze tyle rzeczy do zrobienia, miejsc do odkrycia, doświadczeń do zdobycia. Oto jedno z nich stało właśnie przed nimi.
Głowa rudowłosej szybko przepełniła się podobnymi, motywującymi gadkami, jak zwykła to robić przed rozgrywkami w Quidditchu. Pozwalało to na lepsze skupienie, zrozumienie tematu, poznanie przeciwników. Z Tonksem mieli w dłoniach wiele atutów, z których po prostu należało skorzystać. Rozegrać partię na swoją korzyść. Wykorzystać słabości oponentów oraz osiągnąć zamierzony cel jakim była wygrana. Zupełnie nie myślała o innych przeciwnościach, o spotkaniu z czarną magią w Azkabanie, o pożodze podczas ratowania Burtencha; o wielu pomyłkach jakich dopuściła się nieświadomie. O swych słabościach. To nie w nie miała dzisiejszej nocy wierzyć - to w ich siłę oraz zdolność współpracy.
Mężczyzna zaskakiwał, choć przecież Ria nie powinna być zdziwiona ani trochę. Aurorski zawód wymagał wiele poświęceń oraz morderczych treningów, intensywniejszych od tych meczowych - dużo bardziej niebezpiecznych. To musiało przygotować go na tę akcję pod wieloma kątami: sprawnościowymi, magicznymi, spostrzegawczościowymi. Łajnobomba poleciała w odpowiednim kierunku, hałas poprzedził smród, jaki później musiał rozlać się po korytarzach, w których przepływ powietrza pozostawał znikomy. Nie odczuwała tego mknąc na miotle najlepiej jak potrafiła. Starała się nie zdradzić ze swoją obecnością i pozostać czujna, choć ciemność poprzetykana gdzieniegdzie światłem pochodni nie ułatwiała niczego. Zwłaszcza, gdy nie do końca wiedziała czego się spodziewać oraz gdzie miał tkwić ten potężny artefakt. Trochę błądziła nim odnalazła do niego drogę, ale udało się. Możliwie bezszelestnie wetknęła Złoty Bursztyn do zabranej torby, choć ta pękała już trochę w szwach od zabranych eliksirów. To nic. Zawróciła delikatnie, znów starając się połączyć ze sobą prędkość oraz ostrożność, szczególnie w pilnowaniu zabranego przedmiotu. Jednocześnie sama wypatrywała przeszkód, nasłuchiwała kroków i modliła się o to, żeby bez problemu powrócić do samotnego aurora. Oby go nie namierzyli i był cały i zdrowy.



Just stay with me, hold you and protect you from the other ones, the evil ones.
Ria Macmillan
Zawód : ścigająca Harpii z Holyhead
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
be brave
especially when you're scared
OPCM : 28
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 16
SPRAWNOŚĆ : 9
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6105-ria-weasley https://www.morsmordre.net/t6110-rudy-rydz https://www.morsmordre.net/t6109-rudy-lew https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t6112-skrytka-nr-1520 https://www.morsmordre.net/t6111-ria-weasley
Re: Korzeniowy Wąwóz, Walia [odnośnik]20.06.20 22:18
The member 'Ria Macmillan' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 34
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Korzeniowy Wąwóz, Walia - Page 3 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Korzeniowy Wąwóz, Walia [odnośnik]20.06.20 23:39
Zaklęcie powiodło się śpiewająco, przypominając Michaelowi, że transmutacja jest w jego zawodzie mniej bezużyteczna niż mógłby się spodziewać. Fale dźwiękowe wokół aurora najwyraźniej zastygły, wyciszając miejsce wokół Michaela. W tunelu, do którego chciał posłać dwójkę strażników z przeciwległego korytarza* rozbrzmiał nieskomplikowany odgłos szmeru, z założenia imitujący czyjąś obecność. Canateria Ficta nie owocowała złożonymi odgłosami, przynajmniej nie w wyobraźni kogoś o podstawowej znajomości transmutacji (jak Mike), ale to akurat działało na korzyść Tonksa. Hałas, który spowodowało jego zaklęcie, był na tyle wyraźny aby zwrócić uwagę strażników, ale na tyle nieokreślony, by nie kierować ich podejrzeń w stronę konkretnego zagrożenia. Był zbyt cichy, by imitować kroki olbrzymów, ale podejrzenia strażników mogły pójść zarówno w stronę ludzkich intruzów, jak i zabłąkanego zwierzęcia. Przynajmniej wedle nadziei Michaela, który nie miał pojęcia, w jaką stronę biegnie logika olbrzymich myśli. Grunt, że trik zdawał się działać - nikt nie zwrócił na niego uwagi, olbrzymy skierowały się w stronę dźwięku i smrodu.
Tonks dojrzał tymczasem zmierzającą ku niemu miotłę, a wytężając mocno wzrok byłby pewnie w stanie wyłapać zarys ukrytej dzięki eliksirowi Rii. Tyle było mu trzeba, dziewczyna świetnie się spisała, radząc sobie z Bursztynem tak szybko. Kiwnął jej głową, pokazując na migi dłonią by zbliżała się do wyjścia i...
...choć Ria starała się poruszać jak najciszej, słuch olbrzymów był wrażliwy. Choć Michael uśpił być może ich węch łajnobombą (której zapach docierał nawet do jego nozdrzy), i wyciszył samego siebie Canaterią Ficta, to nie zdołał wyciszyć Rii. Jeden ze strażników przystanął na środku tunelu i zastygł, zwracając się w stronę, z której nadlatywała panna Weasley.
Tonks nie zamierzał dopuścić, by olbrzym zdołał uczynić coś więcej. Posłał Rii nieco spanikowane i bardzo jednoznaczne spojrzenie (UCIEKAJ), a potem wymierzył różdżkę w zafrapowanego strażnika.
-Impeta. - syknął. Nie mieli czasu na pojedynek ani wielkich szans w pojedynku, nie mieli też czasu na bardziej wyrafinowane odciąganie uwagi. Tonks wiedział, że gdy tylko znajdą się na świeżym powietrzu, wzniosą miotły wysoko i uciekną daleko. Pisk, okropny nawet dla ludzi (wybacz, Ria - Michael miał nadzieję, że każdy mecz przyzwyczaił ją do nierzadko ogłuszających okrzyków kibiców, ale liczył też na to, że Weasleyówna nie zdąży zbliżyć się do pola działania zaklęcia obszarowego) musiał być nie do zniesienia dla plemienia olbrzymów, które orientowało się w przestrzeni głównie za pomocą węchu i słuchu. Obszarowe działanie Impety powinno na moment zdezorientować nie tylko podejrzliwego strażnika, ale i jego kolegę w bocznym tunelu.
Rzuciwszy zaklęcie, złapał się mocniej miotły. Niezależnie od wyniku zaklęcia, musieli uciekać, TERAZ.



*bardzo orientacyjna mapka - ciemnoniebieska Ria, jasnoniebieski Michael, czerwone olbrzymy (część jest już w bocznym tunelu, w którym cuchnie łajnobomba, a dwójka wyszła z drugiego bocznego tunelu, jeden wszedł do tego właściwego, a drugi się waha), zielone hexy - droga w stronę wyjścia


You can tame a big bad wolf
if you don't feed him

Michael Tonks
Zawód : Rebeliant
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Can I not save
One from the pitiless wave?
OPCM : 46
UROKI : 36
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5/30
SPRAWNOŚĆ : 11/36
Genetyka : Wilkołak
Korzeniowy Wąwóz, Walia - Page 3 7f6edca3a6f0f363d163c63d8a811d78
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7124-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t7131-do-michaela https://www.morsmordre.net/t7129-wilkolak-mugolak https://www.morsmordre.net/f139-mickleham-old-london-rd-1 https://www.morsmordre.net/t7132-skrytka-bankowa-nr-1759#189352 https://www.morsmordre.net/t7130-michael-tonks
Re: Korzeniowy Wąwóz, Walia [odnośnik]20.06.20 23:39
The member 'Michael Tonks' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 35
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Korzeniowy Wąwóz, Walia - Page 3 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Korzeniowy Wąwóz, Walia [odnośnik]22.06.20 10:13
Korytarze mnożyły się, Ria zbyt mocno skupiona na zadaniu w pewnym momencie straciła poczucie zorientowania w przestrzeni - nie słyszała kolejnych prób sabotażu olbrzymów. Biedne, pewnie wprowadzone w całkowitą dezorientację, ale nie mogła żałować kogoś, kto pragnął jedynie śmierci innych. Nie współczuła więc im wcale, licząc przy tym po cichu, że plemię do jakiego zmierzali z Michaelem okaże się dużo bardziej przyjazne. A przynajmniej skore do pertraktacji. Także i je musiała niestety zrzucić na barki aurora, ponieważ Weasley nie należała do wprawnych mówczyń, o przekonywaniu do swoich racji też nie miała wielkiego pojęcia. Taka chyba cecha rodzinna, większość z jej krewnych wolała skoncentrować się na czynach niż słowach i później takie były tego efekty. Czasem żałowała swoich braków, jednak teraz nic nie mogła już na nie poradzić. Nie było ani czasu ani odpowiednich warunków w celu wystosowania prośby do mężczyzny o naukę trudnej sztuki perswazji. Choć byłoby to bez wątpienia niezwykle zabawne, gdyby udało im się zaszyć w jednym z korytarzy i rozpocząć lekcję. Niestety nieprzyjazne im istoty prędko odnaleźliby ich za pomocą słuchu, ale to nic, warto marzyć!
Niekoniecznie teraz, ponieważ rudowłosa miała mimo wszystko zadanie do wykonania. Niełatwe, aczkolwiek sądziła, że poradziła sobie dobrze w manewrach miotlarskich, tak samo jak w byciu cichą. Na Merlina, przecież nawet nie stawiała kroków na ziemi! Widocznie olbrzymy prezentowały jeszcze wrażliwszą na dźwięki stronę - tak wrażliwą, że przemknięcie obok nich nie było możliwe. Zmarszczyła gniewnie nos, gdy jeden z członków patrolu zaczął interesować się jej osobą. Niedobrze. Zaczęła gorączkowo zastanawiać się co teraz, gotowa nawet wyrzucić jakąś fiolkę z eliksirem w stronę jednego z tuneli, gdy na pomoc znów przybył Tonks. Inkantacja zaklęcia rozległa się po przestrzeni nie dając nikomu złudzeń, że ingerencja zdecydowanie nie należała do przypadkowych. Cholera, szło im za dobrze. Nie mniej urok zdołał zdezorientować (i z pewnością zdenerwować…) olbrzymy, co pozwoliło Rhiannon na kontynuowanie lotu w stronę czarodzieja. Przez chwilę zdążyła nawet usłyszeć ten przerażający pisk zafundowany przez Michaela, na co skrzywiła się, ale tego widzieć jeszcze nie mógł. Cóż, i tak wolała podobne rozwiązanie niż walka, w której nie mieli nawet szans. To znaczy, on jeszcze przetrwałby na ringu dość długo, ona pewnie padłaby w kilku sekundach. Może minutach przy odrobinie szczęścia.
Tego jak widać nie mieli w ograniczonej ilości, więc już razem przemykali na miotłach w kierunku wyjścia. Ria starała się nic nie mówić, żeby nie zwabiać do nich hordy rozwścieczonych mięśniaków, ale wiele nieeleganckich słów cisnęło się na usta. Na szczęście pomimo turbulencji na drodze oraz dość dalekiej ucieczce udało im się zostawić kopalnię za sobą. Mniej więcej w tamtym momencie Weasley znów była widoczna - na tyle na ile pozwalało liche światło księżyca. - Merlinie, co za noc! - skwitowała ni to rozbawiona, ni to przerażona. - Mam go - dodała zaraz potem, uchylając wieko torby i pokazując mężczyźnie kawałek Złotego Bursztynu. - Teraz pertraktacje? - dopytała dla pewności, ale już praktycznie po chwili byli w drodze do plemienia, które miało być im przychylniejsze.



Just stay with me, hold you and protect you from the other ones, the evil ones.
Ria Macmillan
Zawód : ścigająca Harpii z Holyhead
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
be brave
especially when you're scared
OPCM : 28
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 16
SPRAWNOŚĆ : 9
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6105-ria-weasley https://www.morsmordre.net/t6110-rudy-rydz https://www.morsmordre.net/t6109-rudy-lew https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t6112-skrytka-nr-1520 https://www.morsmordre.net/t6111-ria-weasley
Re: Korzeniowy Wąwóz, Walia [odnośnik]22.06.20 20:23
Urok pomknął w stronę dwóch olbrzymich strażników, a przeraźliwy pisk wkrótce rozbrzmiał w ich uszach, dając Rii czas na przemknięcie obok. Gdy tylko zrównała się z Michaelem, auror obrócił się na miotle i puścił się pędem w stronę wyjścia z kopalni, cały czas mając obok siebie pannę Weasley i pozwalając jej nadawać (szybkie!) tempo. Słyszeli za sobą kroki rozwścieczonej straży, ale olbrzymy nadal były zdezorientowane hałasem i smrodem, a oni sami wkrótce wydostali się na powierzchnię. Michael od razu poderwał miotłę do góry, chcąc wzbić się jak najwyżej poza zasięg ewentualnego pościgu. Olbrzymy nie mogły na szczęście latać, ale mogły mieć dobrego cela. Dopiero na odpowiedniej wysokości, odwrócił się pytająco w stronę Rii, a jej potwierdzenie, że zdobyła Bursztyn, przyjął z wyraźną ulgą.
-Brawo! - uśmiechnął się promiennie, ale czujnym wzrokiem nadal omiatał korony drzew (ponad które zdążyli się wzbić) i kopalnię, którą zostawili za sobą. -Nie ma czasu do stracenia, lećmy dalej. Okradzione olbrzymy okupują puszczę, mogą się tu kręcić albo nas ścigać. - zadecydował, łapiąc w końcu oddech. Dziwnie było mu nazywać misję kradzieżą, ale w sumie właśnie to zrobili - wykradli już raz skradziony przedmiot. Nie miał jednak czasu zastanawiać się dalej nad moralnymi implikacjami, wszystko w kopalni działo się w końcu tak szybko. Teraz też nie mieli czasu zwalniać, dla własnego bezpieczeństwa powinni jak najprędzej znaleźć się na terenach przyjaznego plemienia.

W końcu opuścili puszczę i dolecieli do wyznaczonego miejsca, gdzie znajdowało się wejście do tuneli zajmowanych przez przyjaźniejsze, podziemne plemię.
Michael posłał Rii uspokajające spojrzenie, a potem zniżył miotłę i płynnie wylądował. Odczekał, aż panna Weasley zejdzie ze swojej miotły, a potem ruszył do tunelu, już pieszo. Trzymał się z przodu, na wszelki wypadek.
-Jesteśmy Zakonem Feniksa! Przychodzimy z propozycją przyjaźni i darem dla Was i gurga Krehana! - krzyknął u wejścia do tunelu, a potem ruszył dalej. W oddali słyszał odgłosy kroków, i w istocie, po kilku minutach wędrówki trafił do podziemnej sali, gdzie poczuł na sobie ciekawskie oddechy kilku olbrzymów. Jeden z nich wydawał się starszy i większy od innych, a Michael spróbował spojrzeć mu w oczy - pokryte bielmem.
No nic.
-Gurg Krehan. - pochylił głowę i ukłonił się, celowo robiąc to zamaszyście (aby gurg odgadł jego gest z ruchów powietrza, jeśli go nie zobaczy). Gurg tymczasem wydawał się zainteresowany Rią - a raczej zawartością jej sakiewki, zwracając głowę w stronę Bursztynu, a nie Michaela. Tonks postanowił szybko przejść do rzeczy.
-Wiemy, że was okradziono. Że złe olbrzymy zabrały was skarb. Odzyskaliśmy go dla was. Bursztyn znów jest wasz. - wyjaśnił. Pamiętał, że olbrzymy lepiej rozumieją proste komunikaty, więc starał się budować krótkie, niezłożone zdania, nie upraszczając ani nie rozmywając przy tym swojego przekazu.
-Wiemy, że zabierają wam nie tylko skarby. Że zabierają waszą ziemię. Że zabijają. Że są silni. Ale siła to nie wszystko. Jesteśmy mali, jesteśmy w dwójkę - ja i ona. I sami zabraliśmy im Bursztyn - magią i sprytem. Możemy dalej wam pomagać. My i wy - przyjaźń i sojusz. - kontynuował, robiąc pauzy w odpowiednich momentach i kontrolnie zerkając na olbrzymy. Dał Rii gestem znać, by wręczyła im Bursztyn.
-Złe plemię zabrało też nasz dom - miasto Londyn. Zabrali ziemię, zabili ludzi. Są chciwi, najpierw zabrali nasz dom, potem mogą przyjść po tereny tutaj. Używają magii, która niszczy życie, niszczy naturę. Walczymy z nimi - dzielnie i nieustannie, ale potrzebujemy pomocy. Do naszego domu można dojść podziemiami, sami tego nie umiemy - a wy tak. My możemy za to pomóc z olbrzymami, które zabierają wasze tereny - znamy magię, umiemy się ukrywać. Możemy pomóc sobie nawzajem, my i wy. Gurgu Krehanie, w imieniu całego plemienia przyjmij wasz Bursztyn oraz naszą propozycję przyjaźni. Sojusz z Zakonem Feniksa. - zakończył przedstawiać swoją sprawę. Skłonił się jeszcze raz, a potem zerknął na Rię - czy powinni zostawić olbrzymom czas do namysłu i udać się do wyjścia?

perswazja I


You can tame a big bad wolf
if you don't feed him

Michael Tonks
Zawód : Rebeliant
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Can I not save
One from the pitiless wave?
OPCM : 46
UROKI : 36
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5/30
SPRAWNOŚĆ : 11/36
Genetyka : Wilkołak
Korzeniowy Wąwóz, Walia - Page 3 7f6edca3a6f0f363d163c63d8a811d78
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7124-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t7131-do-michaela https://www.morsmordre.net/t7129-wilkolak-mugolak https://www.morsmordre.net/f139-mickleham-old-london-rd-1 https://www.morsmordre.net/t7132-skrytka-bankowa-nr-1759#189352 https://www.morsmordre.net/t7130-michael-tonks
Re: Korzeniowy Wąwóz, Walia [odnośnik]22.06.20 22:38
Kiedy już zdołali wylecieć z niebezpiecznych, skąpanych w mroku tuneli poczuła ulgę. Dusiła się w podziemiach, w powietrzu, które można było z powodzeniem przeciąć nożem - gdyby którekolwiek z nich takowy zabrało, choć kto wie co skrywały kieszenie Michaela? Bała się zapytać, więc po prostu skupiła się na ucieczce. Mało odważnej, mało spektakularnej, w końcu to walka przynosiła chlubę oraz podziw, ale nie tego szukali. Szukali rozwiązania dla trudnej sytuacji. Musieli zbroić się, nie wplątywać się w brawurowe sytuacje. Przeczyło to co prawda krwi płynącej w kobiecych żyłach, acz musiała podporządkować się logice. Ponownie. Olbrzymy z pewnością nie posiadały honoru w walce - skoro zabijali swych pobratymców z innych stron. Ta walka nigdy nie byłaby uczciwa, pomijając już, że z góry skazana na porażkę. Zamknęła więc dostęp do absurdalnych myśli i skupiła się na przeżyciu, zostawiając rumor oraz wściekłość zaatakowanych daleko za sobą. Wkrótce również pod sobą, ponieważ wraz z aurorem wznieśli się dość wysoko w górę, skąd żaden atak nie mógł ich dosięgnąć. Przynajmniej teoretycznie, choć Ria łudziła się, że również praktycznie.
Nie powstrzymała szerszego uśmiechu, gdy podobny pojawił się na męskiej twarzy; dobrze, że nie zawaliła tego zadania całkowicie. To pozwoliło rudowłosej skoncentrować część świadomości na podziwianiu pięknej, księżycowej łuny oraz wiatru smagającego policzki i rozwiewającego włosy. Przez chwilę poczuła się jak po zwycięskim meczu, gdy wszystko szło po ich myśli, gdy poczucie ulgi wślizgiwało się na miejsce stresu oraz determinacji.
Niestety nie mogło ono trwać wiecznie - nie skończyli jeszcze misji. Pozostało im przekonać drugie plemię istot, żeby zawiązały pakt z Zakonem Feniksa. Było to potrzebne dla ocalenia wielu niewinnych istot uciemiężonych przez aktualną władzę. Dlatego na powrót spoważniała, posyłając Tonksowi jedynie krótkie skinięcie głową.
Wiedziała, że nie przyda się za bardzo w nadchodzącej batalii argumentacji. Nie była przesadnie przekonująca, większość raczej egzekwując żądaniami niż pokojową siłą perswazji. Żałowała, oczywiście, że tak. Jednak było już za późno, gdy podchodzili do miejsca, w którym żyły olbrzymy. Podążała za czarodziejem, robiąc dokładnie to samo co on, starając się też nie zdradzić delikatnego podenerwowania jakie odczuwała w nieznanym towarzystwie silniejszych i większych od nich. Skłoniła się głęboko, choć zwykle tego nie robiła. Wychwyciwszy znak w towarzyszącej jej sylwetce najpierw ukazała wszystkim zdobyty Złoty Bursztyn, żeby po chwili wręczyć go gurgowi możliwie spokojnie, bez gwałtownych ruchów. Odetchnęła dopiero wróciwszy z powrotem na swoje miejsce u boku Michaela. Słuchała go z uwagą, zerkając po stojących nieopodal stworzeniach, aż na ich przywódcy skończywszy. - Opłaci się to nam wszystkim - przytaknęła jeszcze, bez elaborowania, bez wkopywania samej siebie i w ogóle ich oboje. Nie chciała niszczyć starań zawiązanych przez aurora. Chciała tylko dać znać, że ta współpraca będzie obustronna. Powinni ją rozważyć. Czekała więc w napięciu na werdykt. Licząc przy tym, że ich nie zaatakują…
Na szczęście nic takiego nie stało się, choć czarodzieje długo czekali na decyzję. Bez względu na wszystko dali z siebie wszystko nim powrócili do swoich domów w nadziei, że może coś zmieni się na lepsze w dzisiejszym świecie.

| zt Michael i Ria



Just stay with me, hold you and protect you from the other ones, the evil ones.
Ria Macmillan
Zawód : ścigająca Harpii z Holyhead
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
be brave
especially when you're scared
OPCM : 28
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 16
SPRAWNOŚĆ : 9
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6105-ria-weasley https://www.morsmordre.net/t6110-rudy-rydz https://www.morsmordre.net/t6109-rudy-lew https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t6112-skrytka-nr-1520 https://www.morsmordre.net/t6111-ria-weasley
Re: Korzeniowy Wąwóz, Walia [odnośnik]30.06.21 20:31
| 5 listopada

Starał się opuszczać Oazę najrzadziej jak tylko mógł. Każde wyjście wiązało się z ryzykiem, a w końcu nie narażał wyłącznie siebie. No cóż, na chęciach się kończyło, bo choć obowiązki skutecznie go zajmowały, tak ciężko było mu "usiedzieć" w jednym miejscu. Poza tym, wciąż chciał się spotykać z Sheilą, Nelką i Anią. Chciał pomagać Zakonowi, naprawdę działać w słusznej sprawie. Rozbudowa Oazy też była ważna, ale chciał robić coś bardziej znaczącego, coś co faktycznie może zmienić ich sytuacje, obronić jego rodzinę, jego bliskich, niewinnych ludzi, przed tym co może się stać, przed tym co już się dzieje. Nie chciał siedzieć bezczynnie wciąż jednak nie był Zakonnikiem i raczej szybko nim nie zostanie, a i w ich sprawę zaangażowany był od niedawna. Pozostało mu się więc na razie skupić na rozwoju Oazy korzystając z takich chwil jak ta, gdy nie musiał się wymykać, bo kazano mu wyjść poza obręb wyspy. Choć może "kazano" to zbyt surowe określenie. Poproszono go, aby odebrał zamówienie ziół potrzebnych do eliksirów, tak też więc zrobił, ale nie byłby sobą, gdyby nie zboczył nieco z kursu. Pomyślał, że skoro dano mu cały wolny dzień to równie dobrze i on sam może udać się w poszukiwaniu jakiś ziół. Co prawda nie będą one może tak przydatne jak te co niósł właśnie w torbie. Kwiatu paproci nie zbierze, bo te już dawno przekwitły, drzewa figowego z kolei raczej tutaj nie uświadczy, ale taką wnykopieńkę już tak. A nóż widelec jakieś grzyby, czy borówki mu się jeszcze nawiną, albo co lepsze może spotka jakąś miłą rodzinę nieśmiałków, o której będzie mógł później opowiedzieć Tytusowi. Może znowu spotka na swej drodze wozaka? Oby tym razem miał lepszy humor. O! A może gdzieś w konarach drzew dostrzeże nawet lelka! Zdecydowanie brakowało mu zajęć ONMS, albo wymykania się z Sheilą do Zakazanego Lasu. Biedne zwierzątka, magiczne, czy nie, też cierpiały przez tą wojnę.
Starał się za bardzo nie hałasować poruszając się po leśnej ściółce, niestety nie należało on do najcichszych i najbardziej subtelnych osób. Czasami dziwił się, że w ogóle był w stanie wypatrzyć jakiekolwiek zwierzęta w ich domowych warunkach, nie mówiąc już o zbliżaniu się do nich. Przecież niektóre jest tak łatwo spłoszyć, a jednak zwykle same przekraczały jego ścieżkę. Mama mówiła, że ma do nich rękę. Zdecydowanie lubi tak myśleć. O! Żuczek! Pomału uniósł lewe ramię do góry, aby móc przyjrzeć się swojemu nowemu przyjacielowi, który pojawił się na jego swetrze znikąd. Przykucnął pod jednym z drzew, aby palcem najdelikatniej jak potrafił strącić z siebie małego, błyszczącego w słońcu owada na mięciutki mech. Tam mu będzie na pewno wygodniej. Uniósł swój wzrok w górę, spoglądając w niebo wyglądające zza liści, uznawszy, że będzie musiał pomału wracać. Wstał, aby spacerem przejść się jeszcze trochę nie rozglądając się już jednak w poszukiwaniu jakichkolwiek skarbów. Miał już wszystko i to w nadmiarze. Wyszedł spomiędzy drzew natrafiając na przeszkodę w postaci wąwozu. Zeskoczył twardo na równie nogi ze ściany wąwozu na ścieżkę przecinając tym samym czyjąś drogę. Z góry, przez drzewa obok nie zauważył chłopaka, który stał teraz przed nim. W głowie słyszał już tyradę Billego na temat tego dlaczego ważnym jest, aby unikał kontaktów z nieznajomymi. Co jeśli to szmalcownik? Eeeeeee, chyba nie. Nie wyglądał na takiego, ale jak wygląda szmalcownik? Nie ma przecież napisanego na czole "Szmalcownik", a mógłby mieć, byłoby na pewno łatwiej. Gdzie moja różdżka? Lewa kieszeń? Prawa kieszeń? Kieszeń w torbie? Jak można nie wiedzieć gdzie się różdżkę wsadziło? Ale! Co jeśli to nie szmalcownik? Przecież nie każdy nieznajomy to szmalcownik. No przecież! A i z twarzy jakiś taki znajomy się wydawał. Byli chyba w podobnym wieku. Może się znali z Hogwartu? Tak młodych szmalcowników to chyba nawet nie ma. Skołowany błądził wzrokiem po nieznajomym może wpatrując się nieco zbyt intensywnie, nie wiedząc czy powinien zagaić rozmowę, czy nie. Był w takich sprawach co najmniej nieudolny. Nie musiał się jednak długo zastanawiać nad swoim kolejnym ruchem zauważając małą, cudowną istotę wyglądającą z kaszkietu chłopaka. Znaczy, nie wie czy to jego kaszkiet, ale on go trzyma, więc chyba jego.  - Jaki śliczny! -  Stwierdził rozczulonym głosem dając się całkowicie pochłonąć wbitym w niego ślepią. Jakie oczka miał cudne i uszka malutkie i sierść pewnie miękką. Może jak poprosi to będzie mógł go pogłaskać?
Aidan Moore
Zawód : Prace dorywcze
Wiek : 18
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
The only way to deal with
an unfree world is to become
so absolutely free that your very existence is an act of rebellion.
OPCM : 10
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 12
SPRAWNOŚĆ : 13
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9575-aidan-moore#291411 https://www.morsmordre.net/t9693-bazyl#294574 https://www.morsmordre.net/t9692-zabie-udko#294568 https://www.morsmordre.net/f376-irlandia-gory-derryveagh https://www.morsmordre.net/t9923-skrytka-bankowa-nr-2197#299908 https://www.morsmordre.net/t9696-aidan-moore#294585
Re: Korzeniowy Wąwóz, Walia [odnośnik]01.07.21 9:29
Kolejny dzień, trzeba było znaleźć sobie nowe zajęcie. Jakiekolwiek. Albo cel - również jakikolwiek. Kto wiedział, co mogło się stać, kiedy się podróżowało - w szczególności podczas wojny, chociaż stanowczo w Dolinie, w Walii wydawało się być znacznie bezpieczniej... A jednocześnie nudno. Nie mógłby tutaj zostać na stałe. Potrzebował czegoś w rodzaju adrenaliny - może też dlatego w głowie siedział mu powrót do Londynu? W końcu adrenalina pomagała mu nie myśleć o tym wszystkim, co miałby teraz robić poza włóczeniem się. Coś się mogło dziać tu i teraz, mógł się skupić na tym zamiast na planowaniu! A planowanie nigdy nie było jego mocną stroną. Powinien o tym pamiętać...
No i zawsze mógł poszukać jakiejś inspiracji, jakichś legend - może w następnym mieście znów uda mu się zarobić nieco pieniędzy na zabawianiu tłumu? Albo dostać nieco jedzenia? Cóż, w końcu jedno jabłko od lady Abbott wciąż mu zostało z wczorajszego opowiadania bajek na ulicy - a jedzenie czasem było nawet lepszą walutą niż pieniądze, szczególnie w czasach wojny. Pieniędzmi brzucha się nie wypełni, ale już posiłkiem tak.
Wkroczył w wąwóz, zastanawiając się powoli nad tym, jaką to miejsce mogło być historię - lub legendę. Nauczył się z podróży, że każde miejsce jakieś miało. Nawiedzone, dające im nadzieję... Wszystko mogło się wydarzyć.
Dosłownie był przygotowany na wszystko co przyniesie mu los. Nie miał nic do stracenia, a nikt nie skrzywdziłby tak uroczego towarzysza jakim był Dynia i od kilku dni wraz z nim włóczył się przez ziemie wysp brytyjskich. Kto by chciał skrzywdzić kotka? Był potworny, potrafił gryźć i drapać co prezentowało się na przedramionach Thomasa - i mimo to, jakimś dziwnym trafem, Dynia do niego wracał kiedy tylko mógł. Spał z nim, nie uciekał. Chyba po prostu trafiły na siebie dwie przybłędy i uznały, że mogą ze swojej obecności wzajemnie skorzystać.
Nic nie było im straszne. Prawie nic.
Serce mu stanęło na moment, kiedy ktoś tak nagle pojawił się mu na drodze w wąwozie. Cóż, może i wzrostem byli podobni, ale co jak co - raczej to Tomek był mniejszej postury. Odruchowo wykonał krok w tył, a kot wyczuwając jakiś dziwny ruch swojego człowieka, wychylił się z niesionego w rękach kaszkietu. Nie wiedząc dlaczego, właśnie ten element garderoby czarodzieja sobie upatrzył za najwygodniejszy, domagając się być blisko niego, a były Gryfon nie widział noszenia wiecznie Dyni na głowie.
Chwilę milczał, czekając na ruch blondyna. Nie pokazywał, żeby się bał. Ha! Jeszcze czego, każdy wiedział, że to ostatnie, co powinien pokazywać w spotkaniu z nieznajomymi. Musiał walczyć o dominację, o to żeby ktoś nie próbował go wykiwać. Ale stanowczo nie widział tego samego podejścia w błądzącym spojrzeniu nieznajomego. Czekał na słowa... Cokolwiek. Może przeprosiny przyprawienia o zawał..?
- Wiem, że jestem śliczny, ale wybacz, nie jesteś w moim typie - odpowiedział, uśmiechając się zaraz. Wiedział przecież, że ten mówi o kocie! Ale skoro nieznajomy zainteresował się kotem, a nie nim to chyba nie był taki zły, prawda?
- Często wyskakujesz tak na ludzi nieuzbrojony? Trochę słaba napaść - dodał po chwili, wciąż trzymając w jednej ręce kota, drugą wsuwając do kieszeni niby nic, w rzeczywistości zaciskając palce na różdżce. Ostrożnie zaczął się też rozglądać czy przypadkiem blondynowi ktoś nie towarzyszył. W końcu, mimo że Thomas był stanwoczo bardziej ufny niż niektórzy z taborów, włóczenie się samemu nauczyło go ostrożności. Raz pojawi się nagle Dementor, innym razem mogło wyskoczyć na nich coś innego.
- Dynia się wabi. Chcesz pogłaskać? - zaproponował, bo skoro kolega był tak zainteresowany zwierzakiem, jeśli zajmie ręce jego futerkiem, tym bardziej nie będzie stanowił zagrożenia. Chyba, że miałby zamiar rzucać w niego kotem... Ale to wciąż, Tomek sięgnąłby po różdżkę dużo szybciej od niego. No i już się nauczył, że Dynia spada na cztery łapy jak spada i nie ma co się bać o to, że stanie mu się jakaś krzywda pod tym względem!



Am I hurting? Am I sad? Should I stay, or should I go? Will there ever be a place for the broken in the light?
If I make another move there'll be no more turning back; If I find a way to change, if I step into the light...
then it all will fade away
Thomas Doe
Zawód : Złodziej, grajek
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Things didn't go exactly as planned
but I'm not dead so it's a win
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 17
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Korzeniowy Wąwóz, Walia - Page 3 AGJxEk6
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9764-thomas-doe?nid=5#297075 https://www.morsmordre.net/t9998-buleczka?highlight=Bu%C5%82eczka https://www.morsmordre.net/t9805-fircyk https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9797-skrytka-bankowa-nr-2234 https://www.morsmordre.net/t9798-thomas-doe#297380

Strona 3 z 4 Previous  1, 2, 3, 4  Next

Korzeniowy Wąwóz, Walia
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach