Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Pub "Ostatnia stacja"

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Pub "Ostatnia stacja"   17.07.17 1:37

Pub "Ostatnia stacja"

Kilkaset jardów od stacji metra znajduje się ukryty przed mugolami niepozorny pub, który pomimo skrycia w cieniu kamienic i szykownych sklepów oraz klubów, powstrzymuje czarodziejów przed powrotem do domów. Jest to przybytek serwujący jedno z lepszych ale w Londynie, a także inne różnorodne alkohole. Nic więc dziwnego że co wieczór gdy tylko nadejdzie zmierzch pub wypełnia się ludźmi, a ich radosne rozmowy, pokrzykiwania i śpiewy mieszające się z muzyką szaf grających tworzy osobliwy koncert ludzkiego zbiorowiska, niemożliwe do pomylenia z czymkolwiek dźwięki zabawy i beztroski. Rzadko kiedy zdarzają tu się bójki, nad porządkiem czuwa tutaj niezmiennie para braci półkrwi, postawnych i barczystych właścicieli lokalu. Jeśli więc wieczorem nie masz jeszcze ochoty wracać do domu, a w kieszeni odkryjesz parę galeonów to "Ostatnia stacja" może okazać się właśnie tym miejscem, którego szukasz.


Powrót do góry Go down
Drew Macnair
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair
Zawód : Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : 5
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 4
CZARNA MAGIA : 30
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Pub "Ostatnia stacja"   26.07.17 20:52

| 22.04.56’

Pozornie spokojne miejsce, barowe krzesło i barman serwujący smakowite ale łechtające podniebienia gości, dla których szafa grająca okazywała się nie tylko rozrywką, ale i muzą, którą należało sowicie nagradzać za wydawane dźwięki. Tłumnie klaskali, skakali i darli ryła, jakoby świat właśnie miał się skończyć, a oni chcieli mu jeszcze raz o sobie przypomnieć. Wcale nie chodziło o to, że siedzącemu przy długim barze szatynowi brakowało luzu, tylko nie lubił gibać się na parkiecie jak poparzony salamandrowym ogniem, a tym bardziej nie leżało w jego guście naśladowanie syreniego śpiewu przyciągającego tutejsze ulicznice. Planował w najlepszym towarzystwie – oczywiście swoim własnym – napić się większej ilości ognistej i wrócić cało na Nokturn, albowiem w dniu następnym miał przynieść na włości nie garść, a cały worek pachnących sykli.
Oparłszy się łokciami o blat chwycił między palce szkło zdobione reliefem z cichą nadzieją, że kolejna kolejka pomoże mu zebrać myśli, a przede wszystkim złapać równowagę. O tak, nawet nie próbował podnieść się z wysokiego krzesła, bo choć wydawało mu się, iż jest lekki jak piórko to z pewnością zaryłby o ziemię niczym troll po drętwocie. Może był pijany, ale nie głupi, więc ufając tym wszystkim opowiastkom postanowił dobrze się nawodnić nim ruszy w ciężką misję powrotną. W końcu w alkoholu tez musiała być jakaś woda, prawda? Pewnie ów zabobon wymyśliła kobieta – jak zwykle nic sprecyzowanego, zasada „domyśl się” – chociaż próbował.
Wystukując palcami rytm jednej z piosenek wyciągnął nogi nieco bardziej przed siebie i upił siarczystego łyka rozkoszując się ulubionym, ostrym smakiem. Papieros żarzył się między jego palcami, by po chwili dymem wypełnić wargi, a następnie płuca. Rzadko miewał podobne wieczory. Był typem pracoholika, który trudził się w swym zawodzie i pasji, a nie marnował czas na nocne hece wieńczone porannym kacem i utratą wspomnień. Ostatnie dni dały mu się jednak w kość, a buzujące w głowie pozostałości czaru, z jakim przyszło mu się zmierzyć, nadal podnosiło tętno i sprawiało, iż  płynąca w żyłach krew zdawała się palić. Wypełniała go złość i pragnienie zemsty, lecz wówczas był na to zbyt słaby; wiedział to, nie był samobójcą. Nie można powiedzieć, że wdepnął w bagno – on w nim zatopiony był już po ramiona.
Z każdego kąta słychać było głośne krzyki, choć przez moment miał wrażenie, że te znacznie wzmogły się na sile. Obróciwszy głowę w kierunku źródła cholernego hałasu ściągnął brwi, bo choć wcześniejsze nie przeszkadzały mu nader mocno, to te dochodzące z prawej strony zdawały się nie do wytrzymania. Osiłek ledwo stał na dwóch nogach trzymając się wolną ręką rantu baru, zaś w drugiej dzierżył piwo, które z pewnością spróbowało już kilka osób siedzących w jego otoczeniu. Nie przebierał w słowach do czarnowłosego mężczyzny, którego twarz przypominała worek treningowy i choć ten wyraźnie go ignorował, to nie dawał za wygraną. Biorąc trzy głębokie wdechy powtarzał sobie, że to nie jego sprawa, jednak coraz cięższe w kalibrze i tonie animozje zaczynały wyraźnie go drażnić, albowiem echem huczały w jego głowie. Jeszcze chwila, jeszcze momencik. Zaciskająca się dłoń dookoła szkła była tego dowodem. -Panie możesz iść sobie pan pokrzyczeć gdzieś na drugi koniec sali tam gdzie reszta tych baranów?  Nie wszyscy mają ochotę na wyjca nad uchem.- warknął, choć nie było w tym krzty nerwów; bardziej irytacji. Zapewne już bełkotał, ale było mu wszystko jedno – byle ów zmora znalazła swego potwora w innym miejscu.






The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Powrót do góry Go down
Samuel Skamander
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t1272-samuel-skamander https://www.morsmordre.net/t1372-filozof#10888 https://www.morsmordre.net/t1374p9-auror-na-motorze#11334 https://www.morsmordre.net/f186-harley-street-5-3 https://www.morsmordre.net/t3509-skrytka-bankowa-nr-358#61242 https://www.morsmordre.net/t1597-samuel-skamander#26793
Zawód : starszy auror
Wiek : 28
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Kto sieje wiatr, zbiera burzę
OPCM : 42
UROKI : 20
ELIKSIRY : 1
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pub "Ostatnia stacja"   29.07.17 20:31

Zabawne, że największy hałas nie potrafił wytrącić go z równowagi. Wręcz odwrotnie. Im większy zgiełk panował wokół Samuela, tym łatwej było mu odciąć się od rzeczywistości niechcianej. Przynajmniej dzisiejszego dnia. Z premedytacją wybrał lokal, o którym wiedział, że ciężko byłoby w nim znaleźć fragment, wydzielonej ciszy. Nie potrzebował jej i jednocześnie rozpaczliwie pragnął, ale pragnieniem zupełnie innym niż to oferowane przez  świat. Brakowało mu spokoju, ale tego w myślach, wciąż zbroczonego doświadczeniami z Próby, które żywo galopowały przez umysł, odzywając się bólem we wciąż niezagojonych ranach. Świeże blizny znaczyły jego ciało, a najbardziej widoczne przy szyi nie bez powody przypominały szarpana pazurami dzikiej bestii. Ślady rozdarcia zdobiły lewą stronę szczęki, idąc dalej przez szyję i niknąć pod czarna koszulą.
Z zamówioną Ognistą usiadł na uboczu, nie wierząc, ze ktokolwiek wpadnie na idiotyczny pomysł zaczepiania. Kilka kobiet, które świdrowały go wzrokiem - ignorował, odmawiając swego towarzystwa. Szum łomotał masą głosów, śmiechów, krzyków, muzyką i odgłosem stóp wybijających mniej lub bardziej rytmiczne takty. Dziś żadne z tych zjawisk nie dotyczyło Samuela, a spojrzenie darzyło się niespokojną iskrą. I jakkolwiek Skamander bywał swobodnym bywalcem podobnych barów, nie przypuszczał, że dostąpi niemiłego zaszczytu zainteresowania, zdecydowanie mało atrakcyjnego w każdy możliwy sposób.
Początkowe zaczepki umknęły jego uwadze. Mętny wzrok jegomościa i gruby paluch wskazywany w jego stronę powinien zaalarmować skuteczniej, ale dziwna gonitwa myśli i panujący wokół zgiełk wyparły podobną świadomość. Możliwe, ze Skamander nie należał do osiłków, których omijało się przy pierwszym wglądzie, ale posiadał wystarczająco pary i nabyte w pracy umiejętności, by skutecznie neutralizować głupie zagrywki i prowokacje do bójek. A szarżujący coraz śmielej, pijany osiłek zdawał się w rożnym stopniu ignorować wszelkie sygnały, co Samuel jego słowa. Przynajmniej do czasu.
Narastający szum i obecność, która pojawiła się obok, rażąc w przestrzeń, której Skamander nie planował przekraczać, zaczynała wzbudzać dyskomfort. Ignorowanie słów, które z każda chwilą się przybliżały to jedno, a rozlewane na jego bark, mętne piwo i tłusty paluch, który zaczepił o koszulę to drugie. A zapowiadało się, że nabuzowany barowicz nie miał zamiaru przestać, traktując Skamanderowe milczenie, jako absurdalną zachętę do dalszej "rozgrywki". Błąd.
Czarna brew drgała już niebezpiecznie, gdy do coraz bardziej nachalnego głosu dotarły kolejne, obstępujące stolik, przy którym siedział Samuel. Właściwie zdziwił się, gdy dotarł go obcy, chociaż nośny głos szatyna siedzącego przy barze. I wtedy zapalnik ruszył, błyszcząc siarczyście gniewną iskrą w ciemnych źrenicach aurora - Lepiej by było, żebyś posłuchał pana - pierwsze słowa wypluł gardłowo, nisko, bardziej przypinając warkot dzikiego stworzenia. Potem słowa już nie miały znaczenia.
W tym samym momencie, gdy nieznajomy zakończył wypowiedź, pijak szarpnął się gwałtownie do przodu, a ciężki kufel, który zaciskał w łapsku - cisnął w stronę baru, dziwnie celnie kierując lot w głowę  szatyna. Nie minęła chwila, gdy towarzysz osiłka z łomotem zamachnął się nad głową Skamandera, ale tego mężczyzna już się spodziewał. Złapał za blat stolika i pchnął go przed siebie, by uderzyć tych znajdujących się przed nim. Czyjeś łapska złapały Samuela za brak, ktoś machnął butelką, a powietrze zakwiliło od gęstniejącego wokół powietrza. Walka była nieunikniona.






Cause I walk through the valley of the shadow of death

And I fear no evil because
I'm blind.

Powrót do góry Go down
Drew Macnair
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair
Zawód : Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : 5
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 4
CZARNA MAGIA : 30
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Pub "Ostatnia stacja"   04.08.17 10:55

Nie rozumiał z jakiego powodu rosły mężczyzna, którego rany na szyi nadal widocznie tętniły krew, był tak pasywny wobec nieproszonego gościa. Jego spokój, obojętność wzroku i zupełna ignorancja sprawiły, że Macnair’owi prawie zrobiło się go szkoda, albowiem istniało prawdopodobieństwo, iż był kompletnie pijany albo niepełnosprawny. Ogromna ilość przymiotników, którymi został opisany, tworzyła całkiem niezłą charakterystykę, bez obaw dla czytelnika, iż nie zrozumie „co autor miał na myśli”, bowiem przekaz był wyjątkowo prosty i dosadny. Agresor nie miał żadnych hamulców – pożerał słowem czarnowłosego, jakoby ktoś sowicie mu za to zapłacił i w pakiecie zapewniał osobistą ochronę; w końcu wiadomym było, iż często takowe sytuacje nie kończyły się nader zdrowo dla jednej ze stron. Zdawał się wyjątkowo pewny siebie, choć większość ów dumy trzymali towarzysze, którzy gromko ujadali przy wspólnym stoliku i śmiali się w niebogłosy na każdą z kolejnych zaczepek. Człowiek kłótliwy: długi język, krótki rozum.
Rzuciwszy wcześniejszą prośbę odwrócił się w kierunku baru nie planując obserwować ów dantejskiej sceny. Wyraził się jasno i wyraźnie toteż jedynie oczekiwał, aż rudy czerep hałaśliwego klienta pubu zniknie mu z pola widzenia, a paskudny głos już więcej nie zapiecze w uszy. Unikał pakowania się w nie swoje sprawy i tak w zasadzie było wówczas, bo zwrócił uwagę na głośność – nie samo spectrum awantury, więc kiedy coś iście masywnego świsnęło boleśnie przez jego bark, a następnie zatrzymało się na trzymanym szkle wypełnionym ognistą, wstał z dużym impetem wywracając przy tym hoker. Złość mieszana z napływającą adrenaliną zapulsowała w jego żyłach, a pusta whiskaczówka drgnęła w dłoni. Właściwie sam nie wiedział, co bardziej go zirytowało – fakt, iż został zaatakowany, czy kwestia straconego alkoholu? Pewnych rzeczy się nie marnowało; ognista zawsze była na pierwszym miejscu ów listy.
Ruszył przed siebie starając się zachować równowagę i zobaczywszy jak reszta bandy doskakuje do agresora, aby posprzątać zrobiony przez niego bałagan, wściekł się jeszcze bardziej. Był pijany – różne myśli atakowały jego głowę, a buzujące emocje, nad którymi będąc pod wpływem nie potrafił panować, szargały zdrowym rozsądkiem i wolą przetrwania. Mógł zmyć się z nie swojej piaskownicy i uniknąć walki o wiaderko z łopatką, jednak chęć obicia pijanych pysków wydała się zbyt kusząca. Problem tylko leżał w jego stanie, bo jeśli oni okażą się silniejsi to uśpiony spryt na nic się zda, podobnie jak racjonalne myślenie pływające wówczas niczym rozbitek na wielkim, wysokoprocentowym oceanie.
Działał intuicyjnie – zacisnąwszy dłoń na szyjce wybornego ale wykonał zamach1 starając się trafić jednego z napastników. Był od niego zdecydowanie tęższy i nieco wyższy, jednak przewagę zdobył dzięki elementowi zaskoczenia, bo banda dzikusów będąca zaaferowana swą wisienką na torcie, nawet nie zauważyła, że szatyn nie zamierzał dać się spłoszyć jednym ruchem. Huk upadającego stołu sprawił, iż napastnicy odskoczyli, co Drew wykorzystał, aby przemieścić się bliżej czarnowłosego, który już nie sprawiał wrażenia niedorozwiniętego. Chwyciwszy go za bark popchnął momentalnie do przodu2, aby jego głowa uniknęła bliższego spotkania z Porterem Starego Sue i samemu łapiąc równowagę chwycił się o jedno z oparć złamanego krzesła, które runęło pod jego ciężarem. Zaiste kurwa uleciało z jego warg, ale nim zdążył poczuć jakikolwiek ból podciągnął się na nogi układając ramiona w pozycji gotowej do obrony, co okazało się słuszne, albowiem jeden z oprawców celował w nim sierpowym. -Gdzie z tymi łapami- warknął uchylając się nad ciosem i nim ten zdążył zareagować uderzył go silnie w brzuch sprawiając, że zatoczył się do tyłu odsuwając od szatyna. -Jakieś pomysły bohaterze? Nagrodą jest księżniczka? Złote jajo smoka?- rzucił kpiąco wiedząc, że nie było sedna sporu tylko złoty środek, który należało znaleźć siłą.






The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Powrót do góry Go down
Samuel Skamander
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t1272-samuel-skamander https://www.morsmordre.net/t1372-filozof#10888 https://www.morsmordre.net/t1374p9-auror-na-motorze#11334 https://www.morsmordre.net/f186-harley-street-5-3 https://www.morsmordre.net/t3509-skrytka-bankowa-nr-358#61242 https://www.morsmordre.net/t1597-samuel-skamander#26793
Zawód : starszy auror
Wiek : 28
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Kto sieje wiatr, zbiera burzę
OPCM : 42
UROKI : 20
ELIKSIRY : 1
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pub "Ostatnia stacja"   05.09.17 20:45

Tak łatwo było dać się zwieść pozorom. Tylko perspektywa przygłupiego, albo porządnie pijanego obserwatora mogła brać zachowanie Samuela za bezmyślną słabość. I nawet jeśli nieświadomie podsunął więcej bodźców sugerujących mylną ocenę, banda pijanych typów przekroczyła granice braku pomyślunku. Czy przyczyną była naturalnie wyrysowana na obitych facjatach głupota, czy przytłumiona zbyt dużą ilością rozwodnionego piwa, rysującego brudne plamy na tłustych koszulach - nie wiedział i nie  planował analizować. Impuls był nagły i zbyt dosadny, by Skamander mógł zastanowić się nad szerząca się falą, która nieuchronnie gnała ku masowej bijatyce. Gromadka, która stanowiła źródło, szukała zaczepki, upatrując łatwej zdobyczy w sylwetce nieujawnionego aurora.
Adrenalina skoczyła z gwałtownością, która nie pomagała w opanowaniu. Samuel był rozbity po wydarzeniach, które jeszcze kilka dni temu zmiażdżyły w nim niemal wszystko, co kiedyś uznawał za słabość. Stał się skałą, głos słyszał wyraźnie, dźwięczący między lokalowym zgiełkiem i coraz większym natężeniem rozognionych głosów, gotowych do przejścia z teoretycznego gruntu pijackiego podekscytowania, do praktycznej formy użycia siły perswazji.
I jak wykrzywioną perspektywę rudowłosej mordy, która chuchnęła w stronę Skamandera zjełczałym od niestrawionych resztek, oddechem, auror poruszył się zaskakująco szybko, taranując najbliżej znajdujące się zbiegowisko, które mimo chwiejnego, żeglarskiego kroku, całkiem sprawnie zerwali się z brudnej, śliskiej od coraz soczyściej zalewanej trunkami podłogi. Co jeszcze znajdowało się w poziomie stóp, wolał nie sprawdzać, a uniknął jej zbyt bliskiego poznania tylko dlatego, że gwałtowne szarpnięcie za ramię, które początkowo uznał za atak, okazały się zbawiennym unikiem nieoczekiwanego sprzymierzeńca. Zanim odwrócił się, reagując na głos nieznajomego szatyna, zamachnął się, celując nisko w przeponę jegomościa, który dziwnie wykręcony startował własnie przeskoczyć przez przewrócony stolik, dzierżąc dumnie w ręku ułamany - prawdopodobnie - kawałek krzesełkowej nóżki. Cios odbił się od zwałów tłuszczu, a chwilowy napastnik wyłożył się bez większej gracji, zahaczając nogami i zmaltretowany mebel. Nie znaczyło to jednak, że szala przechyliła się na korzyść Samuela, chociaż wydawało się, że już nie tylko on stał się centrum wydarzeń.
Samuel zderzył się w końcu plecami ciemnowłosym, wyciągając przed siebie łokieć, gdy kolejny zwał tłuszczy naprał z dziwnym charkotem w jego stronę. Nie zdołał zauważyć, kiedy wciąż niezabliźnione rany na przedramionach otworzyły się, znacząc szkarłatna wilgocią podwinięte rękawy koszuli. Margie ostrzegała, że powinien był się wstrzymać przed zbyt intensywnymi treningami, ale cóż, te nieprzewidywane nie wliczały się w skład przestrogi, prawda? - A może wpierdol? - zaproponował z zadziwiająca prostotą i równą, czarnohumorzastą kpiną- Zobacz, jak pięknie proszą - uderzenie w łydkę, boleśnie wygięło, znosząc twarz Skamandera nagłym, gniewno-bolesnym grymasem, tym razem robiąc zwrot, przestępując na drugą nogę i kopniakiem sprezentował szczerbaty uśmiech chudego pijaka. Ciężki trzewik szurnął po szczęce, ale patykowaty całkiem zwinnie przeczołgał się pod  - wciąż stojący - nadkruszony stołek - tu masz księżniczkę, niezbyt urodziwą co prawda... - wskazał łokciem turlającego się nisko parszywca. Zdziwił, że głos mu nie zachwiał się i tak łatwo przeszedł w stan zapalczywej, kpiącej chęci rozkwaszenia zbiegowiska. Towarzysz, który nieoczekiwanie się pojawił wydawał się całkiem znośnym towarzyszem  broni. Nie zastanawiał się kim był i co kierowało pobudkami. Bójka była nieunikniona. I masochistycznie, była to zaskakująco przyjemna perspektywa.






Cause I walk through the valley of the shadow of death

And I fear no evil because
I'm blind.

Powrót do góry Go down
Drew Macnair
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair
Zawód : Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : 5
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 4
CZARNA MAGIA : 30
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Pub "Ostatnia stacja"   13.10.17 20:59

Mogli kierować się racjonalnym myśleniem namawiającym do kompromisowego załatwienia sprawy, choć w zasadzie całe jej sedno nie leżało w brodatym mężczyźnie, a bandzie pijanych oprychów, którzy pomylili go z grającą szafą. Jeśli liczyli, iż ten wda się w słowną przepychankę zwieńczoną opuszczeniem lokalu, to z pewnością zdziwił ich stoicki spokój, z jakim przywitał ich swym pierwszym ciosem.
Macnair wiedział, że to nie była jego piaskownica, jednak wciągnięto go tam siłą serwując puste szkło, w którym jeszcze przed momentem miał swój ulubiony trunek. Nie zastanawiał się kim był jego chwilowy sojusznik, jakimi poglądami się kierował, a tym bardziej dla kogo pracował. To wszystko nie miało wówczas żadnego znaczenia; czynniki, które jeszcze chwilę temu zaważyłyby na ich ewentualnej znajomości poszły na bok pozostawiając odkryte pole agresji i chęci krwawej zemsty. Gardził bowiem tego typu bezmózgami i prostkami.
Niejednokrotnie walczył wręcz, ale nie dało się ukryć, iż zdecydowanie lepszy był we władaniu różdżką, a co za tym szło – czarną magią. Szczęściem w nieszczęściu był fakt, iż nie doszło do tego typu rozgrywki, bo zajęcie jego czarnowłosego kompana zmusiłoby do bitwy już nie tylko z oprawcami, a nim samym. Brzydzili go aurorzy, gardził wszelakimi służbami dbającymi o rzekome prawo mające na celu niwelowanie zakazanych segmentów magii, która była ponad siły wielu – budząca strach i popłoch. Macnair żywił ogromny respekt do ów dziedziny i był na tyle jej głodny, iż w każdy możliwy sposób starał się szkolić poszerzając swe horyzonty oparłszy się przede wszystkim na praktyce. Niestety nie było zbyt wielu świadomych chętnych na testowanie jego możliwości.
Tempo działań sprawiło, iż reagował bardziej intuicyjnie jak z rozsądkiem. Uniesione pięści zapewniające względną obronę były jedyną deską ratunku przed kolejnym, mocniejszym ciosem wędrującym wprost na twarz szatyna, którego usta wygięte były w ironicznym wyrazie. Nie czuł bólu, kiedy nieudany unik zwieńczony został strużką krwi w kąciku rozciętej wargi, więc wykonał krok w przód, by dosięgnąć kontratakiem wysoką, śmierdzącą tygodniowym kacem szumowinę. Prąd przeszedł wzdłuż jego kłykci, jednak nie zdążył zobaczyć na ile udany był atak, albowiem kolejny ruszył z drewnianym trzonem krzesła zapewne myląc go z różdżką. Przez myśl przeszło mu, że nim ktokolwiek takową dostanie winien być zdać egzamin na inteligencję, choć wtem z pewnością Pokątna wraz z Nokturem zmniejszyłaby swe zaludnienie przeszło o połowę.  Idioci.
-Wpierdol brzmi dla nich jak nagroda.- powiedział przez ramię starając się zachować równowagę, która wbrew buzującej adrenalinie nadal stanowiła wyzwanie z uwagi na ilość przelanej ognistej. Rzuciwszy kątem oka na wskazane przez towarzysza miejsce uśmiechnął się szelmowsko, jakoby naprawdę wizja ów księżniczki mu się spodobała. Skoro wyłożyła się jak na tacy należało sowicie ją nagrodzić dopełniając dzieła. -Widzę jak smalisz do niej trzewiki, ale o gustach się nie dyskutuje.- zaśmiał się pod nosem starając uchylić przed kolejną falą rozlewającego się piwa i choć poczuł na twarzy resztki stęchłej piany nie było czasu na szukanie oponenta. Schyliwszy się po pękniętą butelkę uraczył księżniczkę szklanym deszczem hukiem rozpoczętym o przewrócony mebel. Piękności już mu odebrać nie mógł, ale może załatwił choć kilka blizn by ten poczuł się nieco bardziej męsko?






The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Powrót do góry Go down
Samuel Skamander
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t1272-samuel-skamander https://www.morsmordre.net/t1372-filozof#10888 https://www.morsmordre.net/t1374p9-auror-na-motorze#11334 https://www.morsmordre.net/f186-harley-street-5-3 https://www.morsmordre.net/t3509-skrytka-bankowa-nr-358#61242 https://www.morsmordre.net/t1597-samuel-skamander#26793
Zawód : starszy auror
Wiek : 28
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Kto sieje wiatr, zbiera burzę
OPCM : 42
UROKI : 20
ELIKSIRY : 1
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pub "Ostatnia stacja"   22.11.17 22:18

Czas, jak zawsze w sytuacjach zagrożenia, zdawał się wpadać w dziwny rezonans. W jednej chwili rzeczywistość zwalniała i w niemożliwym przybliżeniu dostrzegał rozszerzające się źrenice jednego z oprychów, gdy wykonywał zamach rozbitym kuflem. W kolejnej następowała seria ciosów, uników i splątanego zapachu krwi, potu i rozlewającego się alkoholu. A wszystko przytłoczone duszącą aurą buchającej adrenaliny.
Nie spodziewał się jakiegokolwiek wsparcia. Lokal nie należał do najlepszych i zwyczajowo, każdy wolał trzymać się własnych spraw, często udając ślepotę nawet w momencie, gdy pięść godziła towarzysza obok. Oczywiście wykluczało się moment, w którym każdy tłukł każdego, a w podobną formę rozrywki przeradzała się nieumiejętna zaczepka. Jeśli szukali łatwej rozróby, znalazła się. Nikt jednak nie przewidywał, że potencjalna ofiara może stać się łowcą. I to z nieoczekiwanym towarzyszem u boku.
Zgranie przyszło naturalnie, stając plecami do siebie, tworzyli swoisty, najeżony (pięściami) mur. Gdyby wiedział, kto osłonił go przed ciosem, gdyby przyszło zmierzyć im się w otwartej, magicznej walce, zapewne miałby tutaj więcej niż jedną różdżkę przeciw sobie. Plugawa moc zbyt łatwo pętała te bardziej podatne na manipulację umysły, pragnieniem władzy i złudnym poczuciem wyższości nad ofiarą. Wszyto po to, by uwięzić w okowach rosnącej ciemności, szaleństwa i na koniec upadku. Upadali wszyscy, bez wyjątku. A czarna magia strącała w przepaść najszybciej. Tylko, gdy po zarośniętym policzku pociekła stróżka krwi, tuż po tym, gdy wyłamane siedzenie krzesła uderzyło go w skroń, wcale nie myślał o mroku, z którym mierzył się jako auror i jako gwardzista. na sekundę zamroczyło go. Umysł wypełniła jednie intuicyjna, zapalczywa chęć przetrącenia kilku szczęk, które tak raźno nastawiały się w pijackiej przepychance. Zbił przedramieniem szturmującego własnie osiłka, tym razem obierając sobie za cel nos nieznajomego. Zakrzywiony gwóźdź, który wystawał z kolejnego, wyłamanego stolika, rozorał skórę, ale prowizoryczna maczuga z impetem odbiła się w stronę atakującego chujka. W tym samym momencie szatyn stworzył rozbijającą się butelką urokliwą feerię barw, odbijanych się w szklanych odłamkach, naznaczonych kroplami szkarłatu - Mam ich kilka do rozdania - odchylił się w bok, zahaczając ramieniem o podniesione krzesło. Jak widać, prymitywizm kazał sięgać po najprostsze formy narzędzi, używając właściwie wszystkiego, co można było utrzymać w dłoniach. Coś śliskiego i miękkiego pod butem okazało się ręką upadającego nieszczęśnika, który zwalił się na turlającą "księżniczkę" - Podzielę się. Wystarczy mi tamta - i kopniakiem potraktował przeciskającego się na czworaka jegomościa. Z zaciśniętej dłoni wysunął się ostry fragment szkła.
Robiło się coraz tłoczniej, przez salę przelatywały kolejne, elementy wyposażenia, nawet barman rzucił ciężkim metalowym kubkiem w łeb pijaka, który próbował przelecieć przez całą długość baru - Duszno się robi, nie sądzisz - wycharczał na wydechu, przy kolejnym zamachnięciu, zupełnie, jakby rozmawiał z kumplem przy zbyt długo sączonym piwie. Z rozciętej brwi płynęła krew, a siniec przy oku coraz bardziej puchł. Splunął w twarz szaleńca, który - niższy do niego, próbował chwycić go za fraki i potraktować uderzeniem z czoła. Drzwi wydawały się jednocześnie daleko i blisko, ale przewalając się skupiska bójek, stanowiły nie lada wyzwanie. Tak, jak oddychanie. I chodzenie.






Cause I walk through the valley of the shadow of death

And I fear no evil because
I'm blind.

Powrót do góry Go down
Drew Macnair
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair
Zawód : Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : 5
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 4
CZARNA MAGIA : 30
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Pub "Ostatnia stacja"   20.12.17 23:29

Szatyn nigdy nie stałby się wsparciem, gdyby bójka nie dotknęła w pośredni sposób także jego samego. Brak mu było heroicznych cech, rzadko stawał na straży sprawiedliwości, a tym bardziej zasadom fair play, które jasno mówiły, iż należało zachować równowagę w ilości pięści po obu stronach ringu. Nie można było mówić tu o szczęściu chwilowego sojusznika, choć z pewnością pomoc Macnaira wydała się nieoceniona w zmniejszonej ilości ciosów, które przyjął na siebie, a także skupieniu uwagi kilku oprychów wcześniej spoglądających jedynie na długowłosego. Był pod wpływem, a to sprawiło, iż poczucie jego siły i własnej wartości momentalnie wzrosło, dzięki czemu uważał się za niepokonanego, choć zdecydowanie zbyt rzadko walczył wręcz, aby mógł w ogóle przymierzać się do podobnego tytułu.
Czas jakoby stanął w miejscu. Dźwięki rozmywały się w powietrzu, głośne krzyki mieszały się ze sobą tworząc mozaikę niezrozumiałych słów ginących w jego uszach niczym w próżni. Każdy ruch i gest wydawał się zwolniony, wręcz odtwarzany jak na ogromnej scenie, przed którą spoczywała nienasycona publiczność hucznie nagradzająca aktorów za swą autentyczność. Czy oni grali? Czy te sceny były jedynie wynikiem zapisanych pergaminów? Wierzył w przeznaczenie, ale nie w nielogiczne przypadki – lecz czy jednak takowe nie wiązały się ze sobą? Czy przyszłość nie była naszpikowana niewyjaśnionymi sytuacjami na zawsze zmieniającymi bieg wydarzeń?
Wpadł w trans. Trans paskudnie niebezpieczny, pozbawiony granic i wszelakich instynktów samozachowawczych. Swąd krwi sprawił, że jego żyły zaczęły pulsować, a nieznikający uśmiech jeszcze bardziej poszerzać. Uwielbiał prowadzić, kochał układać karty wedle których kolejne osoby miały brać udział w rozgrywce – jego cholernej grze niemającej nic wspólnego z popołudniowymi pogaduchami przy kominku. Ryzyko stało się szatyna domeną i mimo częstych porażek, musów leczenia ran u nieznajomych uzdrowicieli stało się to jego uzależnieniem – pieprzoną działką widły.
Nie zastanawiał się kogo miał u swego boku, nie myślał czyje plecy opierały się o jego sprawiając wrażenie jednych pięści, jednego umysłu pragnącego tylko i wyłącznie zniszczenia wroga. Gdyby w ruch weszły różdżki z pewnością role odwróciłby się, bowiem nierzadko korzystał z najmroczniejszej dziedziny magii – w końcu ta była jego najmocniejszą stroną. Aurorzy… nawet nie przeszło mu to przez myśl, gdy kolejny cios pomknął w kierunku ufajdanego własną śliną oprycha usilnie starającego się przenieść walkę do parteru. -Brzmi jak sensowny plan, powinieneś rozdawać talony.- rzucił w ruchu, bowiem oponent nie został obojętny na silny sierpowy, który zanotował na swojej szczęce i w żwawym tempie zapragnął się odegrać. Szatyn zdążył się uchylić, jednak leżące tuż za jego stopami krzesło sprawiło, że poleciał do tyłu i z głośnym hukiem połamał wadzący mebel.
-Szlag.- syknął starając unieść się na nogi z pomocą jednej z rąk, którą chwycił śliski od piwa blat. Nikt nie zamierzał czekać na szatyna, a tym bardziej zapalony osiłek będący zapewne wybitnym trollem w trakcie szkolnych lat i szybkim ruchem poleciał tuż za nim, jeszcze w powietrzu składając się do kolejnego ciosu. Drew miał zbyt mało czasu na pomyślunek wieńczony racjonalnym wyjściem, zatem wolną dłonią uniósł nad swą klatką piersiową ostrą część połamanej nogi od krzesła, której ułamek sekundy później dosłownym „właścicielem” stał się napastnik. Drewniany kołek przebił jego skórę powodując fontannę szkarłatnej krwi obryzgującej wszystko dookoła, a w szczególności samego Macnaira, którego szata przypominała już tylko piwno-krwistą mieszankę.
Zrzuciwszy z siebie oponenta podciągnął się na obolałe nogi. Gość jeszcze skomlał coś pod nosem, więc odetchnął z ulgą, że prawdopodobnie jeszcze go nie zabił. Nie zmieniało to jednak faktu, że należało się ulotnić – spadać z tego burdelu jak najszybciej. -Obawiam się, że jestem dla niej zbyt brzydki. Zdecydowanie leci na ten Twój zawadiacki wąsik.- stwierdził kpiąco opierając się jedną z dłoni już nie o paskudnie śmierdzącą ladę, a ramię chwilowego towarzysza, którego rany stawały się coraz bardziej widoczne. -Rozbiłeś cały alkohol, to na chuj tu siedzieć. Dla księżniczki?- rzucił jakoby z wyrzutem, choć takowego w ogóle nie było i odwróciwszy się w stronę drzwi zaczął przeciskać się między szturchającymi ludźmi. Pragnął zniknąć w tłumie i wydostać się na zewnątrz, aby nie tylko zaczerpnąć powietrza, ale i chlusnąć własnej ognistej prosto ze srebrnej piersiówki.






The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Powrót do góry Go down
Samuel Skamander
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t1272-samuel-skamander https://www.morsmordre.net/t1372-filozof#10888 https://www.morsmordre.net/t1374p9-auror-na-motorze#11334 https://www.morsmordre.net/f186-harley-street-5-3 https://www.morsmordre.net/t3509-skrytka-bankowa-nr-358#61242 https://www.morsmordre.net/t1597-samuel-skamander#26793
Zawód : starszy auror
Wiek : 28
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Kto sieje wiatr, zbiera burzę
OPCM : 42
UROKI : 20
ELIKSIRY : 1
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pub "Ostatnia stacja"   13.01.18 23:00

Możliwość, że mógłby z własnej woli wdać się akurat dziś w bójkę była raczej znikoma. Wbrew temu znalazł sie w miejscu, które wręcz prosiły się o interakcję. Prowokacja o destrukcyjną formę niszczenia samego siebie. tylko p to, by wypełnić jątrzącą się i pożerającą go pustkę, a może szaleństwo? Na zawsze otwarta rana nie związana z żadną z tych widocznych na ciele, krwawiących. Albo pozbycie sie bólu, który dusił się gdzieś za mostkiem, pulsował, jak niewidzialny, ale żywy odłamek, który znikał tylko stłumiony bólem fizycznym?
To było prostsze. Nie myśleć, analizować, zagłębiać się w urywkach powtarzających się wizji, przekleństwa, które łomotało w świadomości, niczym ruszony dzwon. Zamach, uderzenie, otrzymany cios, zmysły wyczulone na atak, świst sunącej w szczękę pięści, zapach krwi i dźwięk gruchotanych kości. Dziwna, irracjonalna melodia, która na kilka chwil uciszała wyjące w głowie demony. I nieoczekiwany i towarzysz, jak on nieświadomy roli, jaką dziś przypisał im los. Spotkanie dwóch biegunów we wspólnej walce. Bez powodu. Bez zobowiązania. I bez reguł.
Wielokrotnie doświadczał stanu, który zamknął ich w swoich ramach. Jak wycięty z gazety, ruchomy obraz poruszających się - z pozoru chaotycznie - sylwetek. Od środka, czas zawijał się w zaplecionej bańce, to zwalniając, to przyspieszając, mieszając ze sobą zmysły i wrażenia.  Krew, pot, alkohol i brutalność popychająca każdą z zebranych sylwetek do działania. Albo strach, sądząc po kilku, kryjących się w cieniu i pod stolikami, skulonych postaci. Samuel nie widział ich. Zaślepiony? A może po prostu skupiony na własnej sile, pożytkowaniu jej w posyłanych ciosach, kopniakach i unikach, gdy ostry fragment rozbitego szkła przecinał koszulę na barku, tnąc skórę głębiej. Szkarłat oblepił materiał i przywarł do ciała, niby druga skóra - A co ja niby robię? - nie uniknął rozdarcia, ale zacisnął odsłonięte w wilczym uśmiechu zęby, odnajdując sprawcę, który ślizgał się na plamie czegoś, czego nikt wolałby już nie sprawdzać. W barowych bójkach, panowała nieoficjalna zasada...barku zasad? też, ale bez użytku różdżek. Ich obecność wytrącała rzeczywistość z toru i tworzył się zwyczajny chaos - Do twarzy ci w czerwieni - mruknął chrapliwie, gdy uchylił sie przed kolejnym ciosem, patrząc już tylko kątem oka, jak osiłek nadziewa się na ostry fragment trzymany w palcach szatyna. Zwaliste cielsko osunęło się na podłogę, odsłaniając widok nieznajomego, który dźwigał się na nogi. Pewnie nie musiał, ale poharatana ręka sięgnęła do jego ramienia, ułatwiając pozycję wyjściową - Już nie leci. Leży - szarpnął się do przodu, opierając po drodze na jednym z przymocowanych do podłogo stolików. bardzo mądrze, patrząc po większości, strzaskanych modelach - Dla wrażeń - odpowiedział na wydechu, dosłownie, akurat w momencie, gdy wrota skrzypnęły, a odór spoconych ciał, krwi i alkoholu, został zastąpiony zimnym, uderzającym w twarz wiatrem. Zakaszlał paskudnie, wypluwając mieszankę krwi. Oparł się barkiem o ścianę, znacząc szkarłatem obdrapaną powierzchnię. Drzwi skrzypnęły ponownie, wypuszczając falę stłumionych dźwięków i ciemnowłosego nieznajomego. Skamander wsunął  rękę pod klapę kurtki przez moment walcząc ze ślizgającymi się od krwi palcami. Wyciągnął niedużą piersiówkę - tego już się nie rozbije - przysunął do ust, ciągnąc łyk zdecydowanie lepszej ognistej, niż miał nieprzyjemność pić w lokalu. Bez wahania wyciągnął manierkę w stronę szatyna. Bez pytania o imię, bez podziękowania i bez słowa.






Cause I walk through the valley of the shadow of death

And I fear no evil because
I'm blind.

Powrót do góry Go down
Drew Macnair
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair
Zawód : Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : 5
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 4
CZARNA MAGIA : 30
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Pub "Ostatnia stacja"   20.01.18 20:18

Smród walki unosił się w powietrzu dochodząc do każdego kąta obślizgłego baru, choć po drugiej stronie ludzie zdawali się w ogóle tym nie przejąć. Czyżby dla nich było to czymś normalnym? Krew, pot, łzy przestraszonych panienek i strach kujący w nozdrza niczym najpaskudniejszy swąd powodujący nie tylko ból głowy, ale przede wszystkim wymiotny odruch. Szkarłatne plamy tworzące istną podłogową mozaikę, rozbite szkło stanowiące pułapkę samą w sobie, a przede wszystkim nadmiar rozbitego alkoholu klejącego się nie tylko na materiałowych ubraniach, ale pozostałych meblach.
Drew nie przywykł do walki wręcz. Rzadko pozwalał sobie na istną bijatykę w imię zasad, bowiem dla niego było to jedynie marnowanie własnych sił oraz zdrowia niezbędnego do podróży, w ilości których nie przywyknął próżnować. Znając podstawowe ciosy starał się jak najmocniej uszkodzić przeciwnika, ale z uwagi na to zapominał o kryciu swojej twarzy będącej wówczas kilkukrotnym celem zapyziałych oprychów. Walili na oślep, szukali jednego momentu zawahania, utracenia koncentracji, skupienia się na nieodpowiednim wrogu, by z całą werwą powalić na ziemię. Wszystko to wyglądało niczym karuzela; świat nieustannie kręcił się rozmazując obraz, powodując zawroty głowy, utrudniając swobodny oddech i racjonalne myślenie. Pobudzając do działania adrenalinę organizm wyłączał podstawowe, samozachowawcze zmysły i skazywał na łaskę losu, szczęścia, a przede wszystkim test własnego cwaniactwa.
-Póki co nie widzę, abyś dogadywał się ze swoimi klientami.- stwierdził zdecydowanie głośniej, bowiem gość z paskudnie wyglądającą żuchwą – zapewne kilkukrotnie już przestawioną – rzucił się na niego od strony pleców splatając dłonie na wysokości klatki piersiowej. -Jak chcesz się przytulić to mogłeś powiedzieć, kwiatuszku.- burknął zniesmaczony, a następnie chwycił przedramiona oprycha powalając go ciężarem własnego ciała na bok. Zabolało, paskudny promień bólu zdawał się pulsować w okolicy, zapewne nadwyrężonego, barku i choć był pod wpływem, i tak nie udało mu się uniknąć wyraźnego grymasu. Nie myślał wówczas o tym, iż mogło być to coś poważniejszego, choć z pewnością powinien.
Huknąwszy łokciem w twarz napastnika dźwignął się na nogi kierując naładowany złością wzrok w kierunku towarzysza. Rzecz jasna nie był poirytowany jego postępowaniem, ale całą sytuacją zmuszającą nie tylko do otwartej walki, ale głupiego ryzyka, iż jakiś kretyn naćpany Tęgoskórem Żelaznozębnym wyobrazi sobie, że bierze właśnie udział w Turnieju Trójmagicznym i panienka na którą ma ochotę nakaże mu wygrać bez względu na wagę brutalności czynów. -We wszystkim mi do twarzy.- skinął głową do Sama nim przyspieszył kroku, aby jak najszybciej wydostać się na zewnątrz. Paskudnym było uczucie ocierających się spoconych ciał, widok rozanielonych dziwek w towarzystwie pseudo zamożnych mężów wychowujących w domu dzieci i dźwięk cierpkiej muzyki stanowiącej źródło zabawy leniwych, wijących się ciał. Nie miał ochoty już na nic poza ognistą.
Opadając na kamienny chodnik nieopodal wejścia mógł w końcu złapać świeży oddech. Zimne powietrze uderzyło w jego policzki, objęło ramiona i wystudziło targającą adrenalinę, która echem nakazywała wrócić, by dokończyć dzieła. Nie wiedział czy podołali całemu stadu, ale na pewno kilku z nich zapamięta ów noc do końca życia – może nawet wyjątkowo krótkiego. -O tyle dobrze.- uniósł wzrok na Sama by uśmiechnąć się kpiąco i chwycić od niego piersiówkę. Upił znaczną część – dosłownie na jednym wdechu – a następnie oddał własność nie zważając na jego potrzebę podrasowania swojego stopnia upojenia. -Zrób coś z twarzą, bo jeszcze Twoja kobieta pomyśli, że jakaś waćpanna za mocno Ci na niej ścisnęła uda.- rzucił szyderczo chwytając ramię towarzysza, by móc się na nim podeprzeć i podciągnąć ku górze. Nie liczył na żadne ckliwe podziękowania, był facetem – nie żadną wzruszoną sojuszem pizdą. -Masz dług wdzięczności, ale nie jestem lichwiarzem. Oprocentowanie leci wolno.- zaśmiał się pod nosem wsunąwszy papierosa do ust, którego kraniec potarł palcami, a następnie odwrócił się kierując w stronę Nokturnu. Czyżby kiedykolwiek Skamander miał szansę odwdzięczyć się? Gdyby wiedział kim naprawdę był… to zapewne nie.

/zt






The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Powrót do góry Go down
Samuel Skamander
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t1272-samuel-skamander https://www.morsmordre.net/t1372-filozof#10888 https://www.morsmordre.net/t1374p9-auror-na-motorze#11334 https://www.morsmordre.net/f186-harley-street-5-3 https://www.morsmordre.net/t3509-skrytka-bankowa-nr-358#61242 https://www.morsmordre.net/t1597-samuel-skamander#26793
Zawód : starszy auror
Wiek : 28
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Kto sieje wiatr, zbiera burzę
OPCM : 42
UROKI : 20
ELIKSIRY : 1
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pub "Ostatnia stacja"   04.02.18 23:09

Pytanie brzmiało - dlaczego. Jedna wielka zagadka, która obserwowała poczynania w oddaleniu, nie dając właściwej odpowiedzi ani otoczeniu, ani samemu Skamanderowi. Jeżeli potrzebował odosobnienia, odpoczynku, kroki nie poniosłyby go do obskurnej speluny. Jeśli szukał zwady, nie czekałby na oficjalną zaczepkę, chociaż o taką nie było trudno. Coś niebezpiecznego paliło się jasno w aurorskiej piersi, płomień, który parzył, zaciskając żarzące się szpony coraz ciaśniej, jakby chciało rozerwać i pożreć zawartość jego duszy.
Było to możliwe. Samuel dzierżył w sobie broń i wciąż niezagojone rany, tkwiące dużo głębiej, niż mówiły o tym niezasklepione rany i blizny w otoczce cienkiej, napiętej brzydko skóry, przypominającej pergaminową, wysuszoną kartkę z siecią sinych ścieżek. A pod spękana skorupą ciała, krył się gniew i pustka jednocześnie, ból i spokój, którego nazwać nie umiał. Sprzeczność rozbitych fragmentów jestestwa scalonych w jedno na nowo. Elementów dziwnie obcych i znanych, których - jeszcze teraz - nie umiał złożyć w całość. Możliwe, że nigdy nie miał tego pojąć, ale nie żałował. Autodestrukcja. Nawet teraz, w ciemnym lokalu, śmierdzącym zbyt mocno zjełczałym piwem, a potem, gdy powietrze zgęstniało, utkać krwawą sieć, unoszącą się w oddechach walczących.
Nie było tu żadnej chwały, brakowało celu i jasnego zamiaru, który przyświecał wymierzanym ciosom tym na oślep i wyuczonych wieloletnią pracą. Nie było też zadania, pytań i odpowiedzi, nie będzie też raportu, który drażnił palce śladami atramentu. Był za to ciężki oddech, zapach krwi, potu i rozwodnionego piwa, mieszający się z jękami tłukących się oprychów. I gdyby ktoś spojrzał z boku, nawet Samuel wpisałby sie w obraz upadku, tylko w spojrzeniu kryła się jakaś ostrość, rozpalona gorączką i wtłoczona w czysty gniew, pozbawiony bezmyślności. Liczyła się walka, którą nieoczekiwanie toczył ramię w ramię z nieznanym mu szatynem. Bez pytań i powodów, bez przyjacielskich zagrywek. Obcy stojący obok w tej samej walce. I żadne nie myślało, że walczą w innej wojnie - Nie muszę - sapnięcie zakończyło krótki wywód, zamykając usta nie tylko sobie, ale i stojącemu chwiejnie przeciwnikowi - Zapewne, nie mi to oceniać - słowa rzucone cicho, niemal przez ramię, gdy łokciem odpychał napastnika stojącego mu na ścieżce do wyjścia. Mdłe zapachy dusiły w gardle i nie dziwił się, że kilku klęczało na podłodze nad rozlewająca się plamą, zawartości żołądkowej.
Zimne powietrze i jeszcze zimniejsza ściana, o którą się opierał, skutecznie wtłaczała przytomność, a alkohol na ustach i piekący posmak w gardle, wypłukiwał spelunowe zapachy - Ideału nie można poprawiać - usta wygięły się, jakoś dziko, wisielczo, ale śmiech nie przedarł się przez ściśniętą krtań, za to dłoń pewnie zacisnęła się na ramieniu szatyna, stawiając go do pionu. Nie odpowiedział na rzucone stwierdzenie. Dług. Skamander nie był jednak pewien, czy nieznajomy wyświadczył mu przysługę, czy też przekleństwo... dalszego życia.

| zt






Cause I walk through the valley of the shadow of death

And I fear no evil because
I'm blind.

Powrót do góry Go down
 

Pub "Ostatnia stacja"

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Opuszczona stacja kolejowa
» Nieczynna stacja benzynowa
» Stacja benzynowa
» Nieczynna stacja benzynowa
» Przewodnik po realiach

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Dalsze dzielnice-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-18