Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Pub "Ostatnia stacja"
AutorWiadomość
Pub "Ostatnia stacja" [odnośnik]17.07.17 1:37
First topic message reminder :

Pub "Ostatnia stacja"

★★
Kilkaset jardów od stacji metra znajduje się ukryty przed mugolami niepozorny pub, który pomimo skrycia w cieniu kamienic i szykownych sklepów oraz klubów, powstrzymuje czarodziejów przed powrotem do domów. Jest to przybytek serwujący jedno z lepszych ale w Londynie, a także inne różnorodne alkohole. Nic więc dziwnego że co wieczór gdy tylko nadejdzie zmierzch pub wypełnia się ludźmi, a ich radosne rozmowy, pokrzykiwania i śpiewy mieszające się z muzyką szaf grających tworzy osobliwy koncert ludzkiego zbiorowiska, niemożliwe do pomylenia z czymkolwiek dźwięki zabawy i beztroski. Rzadko kiedy zdarzają tu się bójki, nad porządkiem czuwa tutaj niezmiennie para braci półkrwi, postawnych i barczystych właścicieli lokalu. Jeśli więc wieczorem nie masz jeszcze ochoty wracać do domu, a w kieszeni odkryjesz parę galeonów to "Ostatnia stacja" może okazać się właśnie tym miejscem, którego szukasz.

W tej lokacji obowiązuje bonus do rzutu kością w wysokości +5 dla Zakonników i +10 dla Gwardzistów.
[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 25.03.22 20:26, w całości zmieniany 2 razy
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Pub "Ostatnia stacja" - Page 5 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Pub "Ostatnia stacja" [odnośnik]05.05.21 23:13
Ta niezaprzeczalna wiara, że wiem, w jakim kierunku należy spojrzeć i jaki obrać cel doprowadzała ideę, a może zwyczajną myśl do tchnięcia jej rzeczywistość. Dobrze znałem się na udawaniu, przynajmniej chciałem się znać, może nawet oszukiwałem samego siebie, żeby tylko każde słowo wypowiedziane w jego kierunku miało choćby cień racji bytu. Musieliśmy stać się samodzielni, zapomnieć o tym, co było wcześniej i skupić się na tym, co później, dalej, choć mętny wzrok brata przypominał mi, że jego wola była nieco inna, różniliśmy się, jak dwie krople wody. Znałem jego niedoskonałości i nawet one nie były w stanie pozwolić na zostawienie go gdzieś z tyłu, nawet, teraz kiedy wydawał się tak oczywistym, marudzącym bagażem.
Jego zaczepka nijak mnie rozbawiła, choć wiedziałem, że się starał, nie dogryzał, a zwyczajnie wyrażał jakiś własny bunt, który powinien mi powiedzieć wiele. Nie skupiałem się na jego słowach, był zbyt zmęczony. Mój umysł nie dopuszczał myśli, że ja również, musiałem być silny, nieważne jak ból łopatek dodawał kolejnego przytłoczenia do ostatnich dni. Cichy śmiech lekko podbudował moje siły, bo może wcale nie było tak źle? Mieliśmy przecież siebie, to już był dobry początek. Dawno się nie uśmiechał, ja również, bo czym nazwać to zwykłe wykrzywienie ust w imitacji, którą otaczałem się nawet wcześniej. Teraz też się uśmiechnąłem tylko jakoś inaczej, tak razem z nim, po bratersku, jakby opowiedział naprawdę dobry żart. Potrzebowaliśmy jakiejś drogi.
Wiedziałem, że nie zdoła zrobić tego, jak należy i płynność była wielką niewiadomą dla jego równie szczupłego, kościstego ciała. Często nie byłem w stanie zrozumieć, dlaczego tak się upierał na pokazywaniu, że potrafi, kiedy rzeczywistość wykazywała coś całkiem innego. Dawałem mu uczyć się na własnej skórze, nie lubiłem się powtarzać, szczególnie przy własnych propozycjach i jakimś zmartwieniu. Trzymałem różdżkę w pogotowiu, w razie, gdyby postanowił jednak sprostać podłodze, mogłem go w każdej chwili wspomóc zaklęciem. Ostatnie czego mi było trzeba to połamany bliźniak. Nie życzyłem mu źle. Dobrze, że budynek nie był wysoki, bardziej półpiętro, może to jakiś przedsionek? Obróciłem się do ulicy, szukając jakiejś wskazówki. Miałem nam przewodzić, bo już na nikogo nie mogliśmy liczyć. Skupiając się na wyłapaniu odpowiedniego celu do pierwszego wypytania o miejsce noclegowe, zauważyłem kilka osób przed najbardziej rozświetlonym punktem wyglądającym jak pub. U nas w kraju wyglądało to inaczej, powstrzymałem się przed ciętym komentarzem, chyba powoli naprawdę dopadało mnie to zmęczenie.
- To na pewno gdzieś tutaj. - rzuciłem do niego przez ramię w rodzimym języku, musiał się pozbierać, zwykle był moim ogonem. Powieki lekko przymknęły się, oszczędzając mi nagłej jasności bijącej z latarni. - Tam spytamy - co dalej - gdzie jesteśmy - potem się ułoży. Poczekałem, aż zrówna się ze mną i ruszyłem w kierunku ludzi. Wiedziałem, jak bardzo pragnął być już w ciszy i spokoju, sam z przyjemnością oddałbym się tej niemal odległej wygodzie. Od prawie dziesięciu dni brakowało mi zapachów, które nieświadomie stały się również moją amortencją. Tęskniłem za naukami Żercy, tym duszącym zapachem stęchlizny i kadziami, które pozwalały odpłynąć w inny świat, czasem dosłownie, momentami tylko metaforycznie, ciekawe czy mieli tu takich. - Poznajesz ten język? - spytałem nagle, wyłapując dziwaczne dźwięki, wydarte skrawki rozmów, które nijak pasowały mi do pięknych, precyzyjnych niczym ostrze słów wymawianych przez nasze bliźniacze szczęki. Jak daleko zdołaliśmy uciec?
Kostya Kalashnikov
Zawód : początkujący zaklinacz
Wiek : 19/20
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
ваше движение
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9280-konstantyn-kalashnikov#282606 https://www.morsmordre.net/t9617-konstantyn#292314 https://www.morsmordre.net/t9514-ja-nie-govoryu-po-angliyski#289333 https://www.morsmordre.net/t9857-pokoj-konstantyna#298469 https://www.morsmordre.net/t10432-skrytka-bankowa-2144#315296 https://www.morsmordre.net/t9539-konstantyn-kalashnikov#290089
Re: Pub "Ostatnia stacja" [odnośnik]06.05.21 1:23
Braciszek najwyraźniej nie potrzebował mapy, co prawdopodobnie oznaczało jedno z dwojga - albo dobrze orientował się w terenie, albo mylnie zinterpretowałem nasze położenie. Tymczasowo odrzuciłem drugą spośród możliwości.
Zmarszczyłem nos i mocno zacisnąłem usta, kiedy dobiegł mnie zaduch wionący z pobliskich pubów. Ludzie przebywający wśród tej duszącej mieszaniny aromatów zupełnie nie zwracali na nią uwagi ani nie okazywali żadnego dyskomfortu, a przynajmniej ja niczego takiego nie zauważyłem. Czyżby przywykli do fetoru, bo całe miasto wydzielało go jednakowo? Nie żeby Leningrad pachniał fiołkami i dało się do tego odoru po prostu przyzwyczaić. Chociaż, musiałem przyznać, że przecięta przez nas uliczka wyglądała na nieporównywalnie czystszą niż ta, przy której kiedyś mieszkaliśmy. Kiedyś... Jak dawno temu? Minęło raptem kilka dni, a ja już powoli traciłem rachubę czasu.
Wątpliwości Konstantyna odnośnie do naszej lokalizacji jeszcze nie wzbudziły mojej czujności, podobnie jak pytanie o zewsząd rozbrzmiewającą w powietrzu mowę.
- Tak, poznaję - odpowiedziałem, zbyt zmęczony, by natychmiast wychwycić ukrytą w kilku słowach treść, która wreszcie mnie zaalarmowała. Zareagowałem z niewielkim, acz wyczuwalnym opóźnieniem. - To przecież angielski. Czekaj, czekaj, Koka... Chyba nie chcesz powiedzieć... Nie wiesz, gdzie jesteśmy? - wyraziłem na głos myśl, która nadała słowom brata przerażające znaczenie. Nawet nie zarejestrowałem momentu, w którym stanąłem jak wryty, porażony nową rewelacją. W tej chwili niczego nie pragnąłem bardziej niż przeczytania kilku zdań pisanych cyrylicą lub usłyszenia ojczystego języka.
Nie cofniemy czasu. Nie wrócimy tam. Czy właśnie tak miał wyglądać nasz nowy dom? A może to tylko przystanek na drodze ku jeszcze odleglejszemu celowi?
Na przekór moim cichym życzeniom mijający nas przechodnie z ożywieniem o czymś rozprawiali, kiedy w napięciu wyczekiwałem odpowiedzi. Chociaż czyniły nieznośny rwetes, większość osób miała dość przyzwoitości, by przynajmniej nie naruszać mojej przestrzeni osobistej.
Kirill Kalashnikov
Zawód : Alchemik
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
This is our life; there's no use in asking what if.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9819-kirill-kalashnikov https://www.morsmordre.net/t9829-poczta-kirilla#298019 https://www.morsmordre.net/t9830-kirill-kalashnikov#298021 https://www.morsmordre.net/t9832-skrytka-bankowa-nr-21-084#298023 https://www.morsmordre.net/t9831-kirill-kalashnikov#298022
Re: Pub "Ostatnia stacja" [odnośnik]06.05.21 17:39
Wiedziałem, że niepowodzenie mogło oznaczać panikę, ostatnie czego w rzeczywistości potrzebowaliśmy, ale coraz ciężej było mi się dziwić, kiedy moje nogi również zaczynały być coraz cięższe. Gdyby tylko był to ktoś inny, byle znajomy lub piękna dama z pewnością odprawiłbym ich z kwitkiem, jego nie mogłem, to przecież moje drugie ja. Potrzebował opieki, tak jak ja potrzebowałem jego eliksirów, raczej nie przyznałbym się, że również zależało mi na jego komforcie, prawie porównywalnie jak na własnym.
Zrównaliśmy się ze światłem latarni. Nienawidził tak ostrej jasności, szczególnie że od pewnego czasu nie mieliśmy okazji znaleźć miejsca z piwnicą, trudno, musieliśmy jakoś to wytrzymać. Razem, bo on swoje bolączki, a ja jego słowa. Wątpiłem nawet by Mama wiedziała, co należy powiedzieć, była słabą kobietą, ale i tak ją kocham kochałem. Zmarłych można darzyć uczuciem innym niż szacunek? Teraz starałem się o tym nie myśleć, musieliśmy przecież znaleźć miejsce do snu, a potem ponownie będę myślał, gdzie pochowali jej truchło, w jakim była stanie i dlaczego stało się to tak szybko.
Wyczuwałem, że zaraz zrozumie, wiedziałem, co mogły ciągnąć za sobą te następstwa. Potrzebował wyjaśnienia, chłodnej kalkulacji, którą zdoła przemyśleć i zaakceptować, bo innej drogi nie było, nieważne jak głośno by protestował. Puściłem nawet to, że nazwał mnie w ten sposób przy obcych ludziach, choć ściągnąłem barki i brwi w trwodze. Nie był to najlepszy ze stanów, kiedy powinniśmy dyskutować, nie kiedy był na wyczerpaniu, a ja powoli zaczynałem rozumieć, czym są granice cierpliwości. Momentalnie zauważyłem, że zwolnił i w niemalże tej samej sekundzie stanąłem w miejscu, próbując nie robić scen. Naprawdę nie było to nam potrzebne, nie tutaj i teraz.
- Spokojnie Kirill. Przecież chodziło nam o wyjazd, pamiętasz? To angielski, świetnie mówisz po angielsku, pamiętam, jak wspominałeś o tamtej części rodziny, może będzie okazja się z nimi spotkać. - łgałem jak z nut, musiałem go uspokoić, zapewnić, że wszystko będzie w porządku, bo jesteśmy tam, gdzie chcieliśmy, choć nie miałem pojęcia, gdzie to właściwie jest. Ważne, żeby się udało. Nie chciałem dawać mu nadziei, ale teraz? Powoli już opadałem z sił tego ciągłego trzymania się za naszą dwójkę. Mimo to nie zamierzałem się poddawać. Mogłem powiedzieć każdą historię, bylebyśmy znaleźli jakieś miejsce dla siebie. Robiłem to dla naszego dobra, bo po cóż innego? - Dzisiaj musimy znaleźć miejsce do spania. - zdecydowałem twardo, żeby tylko nie próbował znajdywać dziur w planie, który był przecież bardzo prosty. Teraz potrzebowałem jego zdolności językowych, szczególnie że staliśmy nieopodal tego pubu z dziwacznym szyldem. U nas takich nie było. Beztroska tryskająca od osób rozmawiających gdzieś przy wejściu nieco kontrastowała z naszym drętwym postojem na ulicy. Dobrze, że nic nie jechało. - Zejdziemy z ulicy, spytamy o gospodę i znajdziemy pokój. - zacząłem dość racjonalnie, bo przecież musiał wiedzieć, wtedy się uspokoi, musiał. Proszę Kirill. Spojrzałem na niego w ten sposób, jaki nikogo innego na świecie, bo tylko jego mogłem faktycznie o cokolwiek prosić z głębi serca, które już i tak zdawało się ledwo bić.
Kostya Kalashnikov
Zawód : początkujący zaklinacz
Wiek : 19/20
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
ваше движение
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9280-konstantyn-kalashnikov#282606 https://www.morsmordre.net/t9617-konstantyn#292314 https://www.morsmordre.net/t9514-ja-nie-govoryu-po-angliyski#289333 https://www.morsmordre.net/t9857-pokoj-konstantyna#298469 https://www.morsmordre.net/t10432-skrytka-bankowa-2144#315296 https://www.morsmordre.net/t9539-konstantyn-kalashnikov#290089
Re: Pub "Ostatnia stacja" [odnośnik]07.05.21 1:25
Zatrzymał się, by nie pozostawiać mnie w tyle. Wtajemniczony w jego naprędce sklecony plan, musiałem przyznać mu rację. Nasze położenie nie było aż tak tragiczne, skoro znałem język angielski i mogłem przynajmniej do pewnego stopnia zapanować nad sytuacją. Tego wieczoru Konstantyn mnie potrzebował, bo tylko ja potrafiłem załatwić nam tymczasowy nocleg w obcym, obojętnym na nasze losy zakątku świata. Wspomniał też o krewnych, lecz czy rzeczywiście mieliśmy powody, by liczyć na przychylność nieznanych nam członków rodziny? Życie nauczyło mnie, że w ostatecznym rachunku każdy strzeże własnego interesu. Tylko nie Konstantyn. Tylko jemu warto było ufać.
- To możliwe, o ile znajdujemy się w Anglii - zauważyłem. Potrzebowaliśmy bardziej precyzyjnych informacji, a ja nie byłem w najlepszej formie do rozwiązywania łamigłówek.
Jak okiem sięgnąć, nie dostrzegałem żadnej wskazówki. Ani jednej flagi, ani jednego samochodu, którego tablice rejestracyjne zdradzałyby jego pochodzenie. Czy wolno nam było po prostu zapytać przechodnia o to, w jakim mieście się znajdujemy? Skoro uciekaliśmy i próbowaliśmy się ukryć, lepiej nie dawać nikomu nawet najdrobniejszych informacji na nasz temat. Nie przewidując wagi nawet najbardziej banalnych słów, wolałem jak najdłużej trzymać język za zębami.
Mimo to musiałem wiedzieć, co to za miejsce. Brak jakiegokolwiek punktu odniesienia sprawiał, że traciłem resztki pewności siebie, a zachowanie spokoju przychodziło mi z coraz większym trudem.
Myśl, Kirill, myśl. Przebywaliśmy w anglojęzycznym kraju, co znacznie zawężało krąg poszukiwań. W których państwach mówiło się po angielsku? Czy potrafiłbym wymienić wszystkie? Pod stopami nie widziałem martwych, pożółkłych liści, świadczących o jesiennej porze, a typowy dla nocy ziąb nie rozwiewał wątpliwości. Noc. Panowała noc.
Mój wzrok prześlizgnął się między chodnikiem a twarzą brata, gdy z zachwytu nad własną pomysłowością klasnąłem w dłonie.
- Wejdźmy tutaj - przystałem na jego pomysł, gestem wskazując najbliższy lokal. - Zrobimy to, co proponujesz, ale najpierw zapytamy o godzinę - zasugerowałem, po czym w oczekiwaniu na potencjalny sprzeciw zrobiłem krótką pauzę. Nie widziałem w rozmawianiu o porze dnia niczego niebezpiecznego, ale wolałem się jeszcze upewnić.
Kirill Kalashnikov
Zawód : Alchemik
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
This is our life; there's no use in asking what if.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9819-kirill-kalashnikov https://www.morsmordre.net/t9829-poczta-kirilla#298019 https://www.morsmordre.net/t9830-kirill-kalashnikov#298021 https://www.morsmordre.net/t9832-skrytka-bankowa-nr-21-084#298023 https://www.morsmordre.net/t9831-kirill-kalashnikov#298022
Re: Pub "Ostatnia stacja" [odnośnik]08.05.21 21:04
Grałem każdą kartą, która mogła pokazać mu plusy całej sytuacji, nie było ich zbyt wiele, ale zawsze było to coś, co mój pewny głos przeplatał w stuprocentową rację. Nawet nie wiedział, kiedy starałem się modulować odpowiednio, choć wiedziałem, że jemu potrzebne były konkrety i fakty. Nie mogłem się dziwić, też chciałem wiedzieć co dalej. Nie zniechęcałem się brakiem wiary, przecież tylko moja wola trzymała nas przy życiu, inaczej trafilibyśmy za kratki przez dziwne zrządzenie losu. Dobrze wiedziałem, że moralność społeczna wyznaczała pewne granice, a w tych zawierało się również morderstwo, jednakże nikt nie miał prawa podnosić na nas ręki bez powodu i bez konsekwencji, nawet tych oddalonych w czasie - żaden mugol, czarodziej, a nawet zwierzę. Bezprawność tych czynów sprawiała, że przeklinałem się tylko za jedno, była to zbyt krótka i łaskawa śmierć, jednak nie tam miał zapędzać się mój umysł, musiałem być skupiony na tym, co tu i teraz.
- Sprawdźmy to. - przytaknąłem nieco już osłabiony tym ciągłym gadaniem oczywistości, ale przecież Kiro tego potrzebował, to dla niego cały czas próbowałem wykrzesać ten krok dalej z pogodą ducha, inaczej skupiłbym się po prostu na mechanizmie poruszania się. Świadomie nie potrzebował niczego, nieświadomie wiedziałem, że moje nastawienie pozwoli mu przeć dalej, więc się starałem. Jakiś jesienny letarg, czy też podróżne zmęczenie otuliło mnie na tej ulicy, aż nie wyrwało mnie klaśnięcie jego dłoni. Szybko spojrzałem na brata z konsternacją, o cóż tym razem chodziło. W pierwszych nutach słów słyszałem już, że jest zadowolony z siebie, dobrze, niech staje na nogi. Przytaknąłem gestem głowy kilkukrotnie.
- Lepiej jeśli wykorzystasz swoje zdolności lingwistyczne, nikt nie będzie dopytywał, skąd się tu wzięliśmy... przynajmniej nie sugeruj niczego. Pamiętaj, żeby nic nie mówić o tym, co nas spotkało. - stwierdziłem dla upewnienia się, że ten nie chlapnie byle głupstwa, które mogłoby kosztować nas czegokolwiek ponad to, co należało się za spanie. Wyciągnąłem różdżkę z kieszeni, wkładając ją do swojego prawego rękawa, tak aby w nagłym przypadku łatwo było ją użyć. Musiałem przewidywać ruchy przeciwnika, dokładnie tak jak w szachach, choć te wydawały się już odległym wspomnieniem pięknych czasów, kiedy wieczory były, tak spokojne i dość rutynowe. Nienawidziłem bezradności, a teraz? Zdawało się, że byliśmy skazani na zdolności brata, który lekko mówiąc, mógł nieco skomplikować nasze położenie, wierzyłem, że znajdzie w moich słowach mądrość, która pokieruje jego umysłem w dobrą stronę. Widziałem trybiki, które poruszały jego myśli i pozwoliłem mu na trochę pomyślunku, był przecież częścią przygody, naszej przygody.
- Godzina jest podejrzana, spytaj lepiej o miejsce, gdzie można się przespać, widać, że podróżujemy, nikt nie będzie pytać skąd. - stwierdziłem krótko, akceptując częściowo jego pomysł, bo przecież pytania o porę mogły wprowadzić nas w kłopoty... szczególnie że z kieszonki na kamizelce wystawał łańcuszek od kieszonkowego zegarka. - Nie więcej, nie mniej, pamiętaj, żeby podziękować i życzyć dobrej nocy. - dodałem zaraz w rodzimym języku, którym posługiwaliśmy się od początku. Mówiłem coraz ciszej, ponieważ zbliżaliśmy się do wejścia, przy stojących na dworze postaciach zamilkłem od razu, najpierw wysłuchawszy słów ze strony brata, musieliśmy zachowywać pozory. Poprawiłem rękę z torbą i spojrzałem na stojących na dworze, wyłapując przy tym wzrok jednej z fikuśnie, dość odważnie ubranych panien patrzących na nas, bez zawahania złapałem jej wzrok i posłałem skłon z całkiem niegroźnym uśmiechem na twarzy. Wchodziliśmy do środka, Kiro musiał przewodzić, nienawidziłem tych chwil niepewności.
Kostya Kalashnikov
Zawód : początkujący zaklinacz
Wiek : 19/20
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
ваше движение
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9280-konstantyn-kalashnikov#282606 https://www.morsmordre.net/t9617-konstantyn#292314 https://www.morsmordre.net/t9514-ja-nie-govoryu-po-angliyski#289333 https://www.morsmordre.net/t9857-pokoj-konstantyna#298469 https://www.morsmordre.net/t10432-skrytka-bankowa-2144#315296 https://www.morsmordre.net/t9539-konstantyn-kalashnikov#290089
Re: Pub "Ostatnia stacja" [odnośnik]20.05.21 1:13
Instrukcje były całkiem proste, jednoznaczne, a ich wykonaniu mogło zaszkodzić jedynie narastające zmęczenie. Musieliśmy zbadać nasze położenie i znaleźć bezpieczne miejsce do snu. Starałem się nie myśleć o liczbie niewiadomych dotyczących naszej najbliższej przyszłości. W tym momencie to my ją kształtowaliśmy, to od nas zależało, jak potoczą się dalsze losy. Świadomość nawet znikomej kontroli nad sytuacją pozwalała mi działać. Znałem język, co nas ratowało i jednocześnie przenosiło na mnie całą odpowiedzialność za słowa, które zapewnią nam zgubę lub zbawienie.
Konstantyn czuwał nad tym, żeby precyzyjnie przekazać mi swoje oczekiwania. Zapytać o miejsce do spania - wykonalne. Podziękować i życzyć dobrej nocy - nic prostszego. Zdumiało mnie tylko, że nie wspomniał o powitaniu ani o osobie, do której należało skierować prośbę o nocleg. Wnioskowałem, że są to albo sprawy oczywiste, albo pozbawione większego znaczenia. Uznając za mało prawdopodobne, by dysponujący odpowiednikiem Anglosasi unikali mówienia "dobry wieczór", postanowiłem zdać się na konwencjonalną formułkę, która nie powinna nikomu wyrządzić krzywdy.
- Nie ma problemu - zapewniłem, również zniżając głos do szeptu. Jeżeli Konstantyn martwił się powodzeniem misji, chciałem go uspokoić.
Szybko okazało się, że mój brat nieszczególnie wygląda na zmartwionego. Popatrzyłem nań spod zmarszczonych brwi, kiedy ukłonił się jednej ze stojących na zewnątrz kobiet. Co on wyrabiał? Nie spojrzał na mnie porozumiewawczo, dając znać, bym uczynił to samo, dlatego wziąłem jego zachowanie za spowodowane kaprysem.
- Nie mamy na to czasu - zganiłem go, w miarę możliwości po cichu. Chwilę temu sam optował za wzbudzaniem podejrzeń, prawda? Z drugiej strony, już sam fakt pojawienia się bliźniąt ściągał na nas zbędną uwagę obserwatorów. Po dziś dzień nie zdołałem zrozumieć, dlaczego tak się na nas gapili.
Ciążące powieki i uczucie zgrzytającego pod nimi piasku potęgowały wrażenie oślepiania przez uliczne światła. Z każdym krokiem moje pole widzenia ulegało nieznacznemu zawężeniu, a docierające do moich uszu dźwięki traciły spójność.
Zlokalizowałem bar i przecisnąłem się między stolikami, żeby porozmawiać z stojącym za ladą mężczyzną. Cierpliwie zaczekałem aż skończy nalewać drinka rumianej, roześmianej klientce i spojrzy w naszą stronę. Psiakrew, sam chętnie bym się teraz napił czegoś mocniejszego, ale, jak sam wspomniałem, teraz nie mieliśmy na to czasu.
- Dobry wieczór - zagadnąłem szybko, zanim barman zdążył się odezwać. - Szukamy noclegu. Czy... czy wie pan, gdzie moglibyśmy się przespać? To znaczy, przenocować? Dzisiaj, dzisiejszej nocy - sprecyzowałem, tak na wszelki wypadek.
Czułem, jak zamknięte w pięści dłonie pokrywają się cienką warstewką potu, a obcy język więźnie w ściśniętym gardle. W duchu liczyłem na to, że rozmowa ograniczy się do krótkiej wymiany informacji i już za chwilę wraz z Konstantynem znajdziemy się w ciepłych łóżkach, najedzeni, bezpieczni, oddaleni od tłumów i wypełniającej lokal muzyki.
Kirill Kalashnikov
Zawód : Alchemik
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
This is our life; there's no use in asking what if.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9819-kirill-kalashnikov https://www.morsmordre.net/t9829-poczta-kirilla#298019 https://www.morsmordre.net/t9830-kirill-kalashnikov#298021 https://www.morsmordre.net/t9832-skrytka-bankowa-nr-21-084#298023 https://www.morsmordre.net/t9831-kirill-kalashnikov#298022
Re: Pub "Ostatnia stacja" [odnośnik]23.06.21 17:10
Oczywiście, że wiedziałem, co należy robić, choć zmęczenie powoli pozwalało mojemu ciału na zmniejszenie wysiłku w maksymalnie wyprostowanych plecach. Jeszcze trochę i już będziemy siedzieć w pokoju zamknięci od obcych oczu, jeszcze trochę i zdołamy znaleźć swoje miejsce, które ułatwiłoby nam całą tę wędrówkę bez końca. Należało trzymać się celu. Upartość umysłu i postanowienia utworzone w głowie otwierały moje oczy, zmuszając do stałej czujności.
Przyjąłem jego słowa jako uszczypliwość, bo przecież nie miał pojęcia, co w rzeczywistości miałem w głowie kiwając w stronę panienki na zewnątrz. Nie były mi w głowie żadne niedorzeczeństwa, a jedynie same możliwości wykorzystania ewentualnej, nowej znajomości. Kiro nie myślał w ten sposób, był bardzo prosty, czasem można się nawet pokusić o stwierdzenie, że zbyt prosty, a jednak przestąpiłem przez próg wraz z nim. Mieliśmy przecież jakiś cel, czyż nie?
Kiedy Kiro rozmawiał przy barze, ja spokojnie rozglądałem się po pomieszczeniu, badając nie tylko jego wnętrze, ale również wartość. Muzyka w środku nie przypominała specjalnie znajomej, choć wiedziałem, że były to rytym idealnie wpasowujące się do takiego średniej jakości lokalu. Czujnym wzrokiem wyłapałem niemalże identyczne, barczyste sylwetki, które w jakiś dziwaczny sposób przypomniały mi nas. Dopiero ujrzawszy ich twarze, zrozumiałem dlaczego - byli bliźniakami, dokładnie tak samo jak my! Gdyby tylko ich dobrze podejść, może... usłyszałem kaszel barmana, który podszedł do Kiro. Wykrzyczał mu kilka słów i dzięki jego pomocy odnaleźliśmy ulicę z szykownymi sklepami oraz klubami, a jeszcze trochę dalej było miejsce hotelowe. Lokal nie wyglądał na zapuszczony, wręcz przeciwnie, dlatego pewnie i cena nie była najlepsza, ale w ten jeden dzień, kiedy brakowało nam już siły i praktycznie całą drogę spędziliśmy na milczeniu, czułem, że możemy pozwolić sobie na taki wydatek. Nigdy nie uznawałem komfortu ponad inne wartości, jednak suchość w ustach i trudność utrzymania otwartych powiek robiła swoje. Mój mózg nie działał tak sprawnie, jak zwykle. Zacząłem się martwić.
Pierwsze co zrobiłem, wchodząc do pokoju, to otworzyłem okno. Zaduch tego miejsca zwiastował niską cenę. Przez ostatnie dni mieszkaliśmy w gorszych miejscach, a to ewidentnie było zadbane. Brak pajęczyn, kurzu i wyświechtanych łóżek mówił sam za siebie. Będziemy musieli wstać rano.
Odłożyłem torbę ze swoimi rzeczami pod drugie łóżko. Oddałem mu to umiejscowione w jego ulubionym miejscu, bo przecież dla mnie i tak nie miało to znaczenia. Liczyło się tylko abym miał na widoku drzwi oraz różdżkę pod poduszką, więcej nie potrzebowałem. Przygotowawszy się do spania, umyłem jeszcze zęby, gotów z rana wejść pod prysznic, bo kiedy tylko położyłem głowę na poduszce, zrozumiałem, jak bardzo jestem zmęczony. Przy na wpół otwartych oczach widziałem jedynie kształty przedmiotów, a w tym również brata na drugim łóżku. Znałem częstotliwość jego oddechu, jeszcze nie spał.
- Kiro - szepnąłem cicho, nie chciałem przerywać tej ciszy nocy, która o dziwo nie tętniła jak ten klub trzy kamienice dalej. - świetnie sobie dzisiaj dałeś radę. - pochwaliłem go szczerze, bo przecież w moim obowiązku było odpowiednie manewrowanie pomiędzy słowami a dziś? Dziś to on doprowadził nas do celu, nawet jeśli to ja prowadziłem go za rękę i dawałem porady. Musiałem go jakoś podbudować, bo inaczej... inaczej zacząłby myśleć, a wtedy pozostałyby już tylko gorzkie łzy. Nie chciałem, żeby płakał. Nigdy więcej. - Jutro dzień. Poradzimy sobie. - szepnąłem do niego, praktycznie czując, jak mój umysł przestaje rejestrować obrazów w pokoju. Potrzebowałem tego snu bardziej niż kiedykolwiek indziej, wiedziałem, że on również. Teraz mógł iść spokojnie z uśmiechem na ustach, choć dobrze wiedziałem, że on nie potrafi wzbudzić go na zawołanie jak ja. Kto wie, może kiedyś się nauczy?
Kostya Kalashnikov
Zawód : początkujący zaklinacz
Wiek : 19/20
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
ваше движение
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9280-konstantyn-kalashnikov#282606 https://www.morsmordre.net/t9617-konstantyn#292314 https://www.morsmordre.net/t9514-ja-nie-govoryu-po-angliyski#289333 https://www.morsmordre.net/t9857-pokoj-konstantyna#298469 https://www.morsmordre.net/t10432-skrytka-bankowa-2144#315296 https://www.morsmordre.net/t9539-konstantyn-kalashnikov#290089
Re: Pub "Ostatnia stacja" [odnośnik]28.06.21 18:58
Nie żałowałem, że opuszczamy zatłoczony lokal i powracamy na ulicy. Doceniałem rześkie, nocne powietrze, a nawet światło stało się nieco mniej nieznośne dla moich zmęczonych oczu. Wystarczyło mi socjalizacji jak na jeden wieczór, toteż miałem nadzieję, że nie będziemy zatrzymywali się w celu prowadzenia zbędnych pogawędek.
- Pójdźmy od razu do tego hotelu – poprosiłem. - Wnioskując po tym, co słyszałem, znajduje się on niedaleko.
Kostia mnie nie rozczarował i już po kilkunastu minutach znaleźliśmy się pod drzwiami domu wypoczynkowego. Walcząc ze zmęczeniem, dogadałem się z właścicielem i wkrótce dotarliśmy do wynajętej na jedną noc sypialni. Nie był to nasz pokój, a sprawiające wrażenie wygodnych łóżka nie rekompensowały przytłaczającego poczucia obcości. Tutaj prawie wszystko, począwszy od wystroju aż po zapach było inne, nowe. Ani skromny bagaż, ani nawet obecność brata nie czyniły pomieszczenia bardziej przytulnym.
Przestałem wstrzymywać powietrze, kiedy Koka otworzył okno, i z wdzięcznością przyjąłem zaoferowanie mi łóżka stojącego w lewej, patrząc od wejścia, części pokoju. On pozwolił sobie na odłożenie wzięcia prysznica na następny dzień, ja, nawet przy tym poziomie zmęczenia, nie potrafiłbym zasnąć bez wykonania tej czynności. Ziewając szeroko, wreszcie położyłem głowę na poduszce i okryłem ciało szorstką, wysłużoną kołdrą. Jej dotyk, niczym nie przypominający dotyku mojej pościeli, sprawiał mi ból, więc po krótkim testowaniu wytrzymałości odrzuciłem ją precz.
Leżałem w bezruchu, jak każdej trudniejszej nocy przypominając sobie serca eliksirów i sortując je w myślach ze względu na pochodzenie oraz zastosowanie. Tym razem bardzo trudno było poświęcić im większą część uwagi, bo myśli odbiegały w niewłaściwym kierunku, kłując jak zadry. Nie chciałem zastanawiać się nad niczym innym niż eliksiry ani pamiętać, że istnieją jakiekolwiek problemy do rozważenia. Tojad, roślinne Jaja popiełka, zwierzęce.
Podobnie jak ja, Konstantyn nie spał i choć starałem się nie hałasować, dobrze zdawał sobie sprawę z tego, że nie mogę zmrużyć oka. Co mogłem odpowiedzieć na jego słowa? Czy w ogóle oczekiwał jakiejś reakcji?
- Wiem, że sobie poradzimy – odparłem wreszcie. Nie wyraziłem głośno myśli, że w pojedynkę nie mam żadnych szans, by przetrwać, że zbyt obawiam się go stracić, by opłakiwać śmierć mamy. Myślę, że zdawał sobie sprawę z tego, iż podążę za nim wszędzie – nawet do samego grobu.
Kirill Kalashnikov
Zawód : Alchemik
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
This is our life; there's no use in asking what if.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9819-kirill-kalashnikov https://www.morsmordre.net/t9829-poczta-kirilla#298019 https://www.morsmordre.net/t9830-kirill-kalashnikov#298021 https://www.morsmordre.net/t9832-skrytka-bankowa-nr-21-084#298023 https://www.morsmordre.net/t9831-kirill-kalashnikov#298022
Re: Pub "Ostatnia stacja" [odnośnik]12.07.21 20:54
Nikt inny nie zdecydowałby za mnie, dlatego nawet nie zamierzałem pytać go o zdanie. Był dość dzielny w ciągu ostatnich tygodni jak na siebie. Nigdy nie sądziłem, że bylibyśmy kiedykolwiek podstawieni w takiej sytuacji, a jednak teraz z tym doświadczeniem wiedziałem, że mogę na niego liczyć. Nie powtórzyłbym kompletnie niczego, ale pewna świadomość, że poradziłby sobie sam, sprawiała, że gdzieś w świadomości pojawiał się cień zmartwienia. Zwykle szybko pozbywałem się choćby najmniejszych emocji, które mogły zepsuć wszystko, a jednak tworzyło to jakiś wewnętrzny niepokój, którego nie byłem w stanie zbyt dobrze sprecyzować. Myślałem głównie, że to kwestia tego jedzenia, którym mieliśmy okazję się poczęstować w ciągu dnia i tak też założyłem. Żadna niepowołana myśl nie mogła przebiec przez moją głowę, nie ta, która umniejszałaby mojej osobie, a przecież myśl, że Kiro mógłby mnie nie potrzebować, tworzyła chaos. Odciąłem szybko ten nierozumny kłębek, za którym nawet nie zamierzałem podążać!
Rozpiąłem nieco nocną koszulę, czując duszność straszliwego miasta, w jakim się znajdowaliśmy. Nawet poza ścisłym centrum coś wydawało się nie być w porządku. Nie chodziło o sam swąd roznoszący się po ulicach, gdzie bezwładne ciała leżały na sobie, a jakąś nieuchwytną część klimatu. Zdecydowanie łatwo było wyczuć, że nie były to nasze kresy. Musieliśmy sobie poradzić i jego słowa, których oczywiście nie potrzebowałem, upewniły mnie w tej myśli. Wiedziałem, że dam radę znaleźć nam jakiś kąt i miejsce, zdołam to wszystko postawić na odpowiednie tory, jeszcze tylko nie wiedziałem w jaki sposób.
Nie musiałem odpowiadać, wystarczyły mi wypowiedziane w rosyjskim języku słowa, które zaczęły kołysać do snu w objęcia Morfeusza, prawie. Noc wcale nie była tak prosta, przez cały czas paranoiczna czujność zmuszała mnie do leżenia z różdżką pod poduszką i ręką tuż przy niej. Wolałem być gotowy na wszystko, jednak słabość ludzkiego ciała chciała przymusić mnie do zmrużenia oka i z pewnym wstydem przed samym sobą w końcu się poddałem. Na szczęście wiedziałem o tym tylko ja i nigdy nikt inny nie miał się o tym dowiedzieć. Nie była to pierwsza rzecz, którą miałem zatrzymać tylko dla siebie. Byłem zbyt wycieńczony, żeby przeciwstawić się żądaniom człowieczych ograniczeń. Nienawidziłem tego stanu.
Czekało nas jeszcze jutro i każdy dzień po jutrze. Musiałem pomyśleć nad planem.

| zt. x2
Kostya Kalashnikov
Zawód : początkujący zaklinacz
Wiek : 19/20
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
ваше движение
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9280-konstantyn-kalashnikov#282606 https://www.morsmordre.net/t9617-konstantyn#292314 https://www.morsmordre.net/t9514-ja-nie-govoryu-po-angliyski#289333 https://www.morsmordre.net/t9857-pokoj-konstantyna#298469 https://www.morsmordre.net/t10432-skrytka-bankowa-2144#315296 https://www.morsmordre.net/t9539-konstantyn-kalashnikov#290089

Strona 5 z 5 Previous  1, 2, 3, 4, 5

Pub "Ostatnia stacja"
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach