Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia



Login:

Hasło:

Park Exmoor
AutorWiadomość
First topic message reminder :

Park Exmoor

Utworzony niedawno, bo zaledwie w 1954 roku Park Narodowy Exmoor rozciąga się w głównej mierze na terenach Somerset, zaś jego najbardziej wysunięta na zachód część położona jest w Devon. Park słynie z najwyższych w Anglii klifów, Hangman oraz Cubonehill, wysokich na ponad trzysta metrów - w niezbyt wietrzne dni stają się one jednymi z ulubionych miejsc piknikowych zarówno mugoli jak i czarodziejów, kusząc zapierającymi dech w piersi widokami oraz niezwykłymi okazami miejscowej fauny i flory.
Niektóre strefy parku zostały wydzielone tylko dla społeczności magicznej. Somerset jest bowiem siedzibą Abbottów, którzy roztaczają honorową opiekę nad rzadkim gatunkiem dzikiego kuca aetonana; małymi skrzydlatymi konikami żyjącymi wyłącznie na terenach Parku Exmoor. Zwierzęta są z reguły łagodne, tylko młodociane okazy wykazują niezwykłą energię brykając radośnie na polanach. Na dorosłych kucach mogą jeździć dzieci oraz lekkie, drobne osoby dorosłe.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Park Exmoor - Page 5 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down


Od razu ją do siebie przytulił, obejmując i przyciągając do siebie mocniej. Nie musieli w końcu się martwić wścibskim wzrokiem, nie musieli się przejmować marudnymi komentarzami mieszkańców Doliny na to, że przecież nie wypada się przytulać. Była wojna, nie było czasu na nic! A nawet jeśli nie wypadało się przytulać na rynku to dlaczego tak właściwie? Przecież to nie było wcale niczym złym! Pokazywanie takiego zainteresowania drugą osobą!
- Mamy cały dzień dzisiaj, prawda? Odwiozę cię do Doliny po tym, zabrałem miotłę... - zapewnił z uśmiechem, spoglądając na twarz Kerry, kiedy ta mówiła. Może nawet zapatrzył się na moment, nie reagując początkowa na komplement. Zaraz jednak potrząsnął lekko głową, stając przy dziewczynie, acz nie zdejmując wcale ręki z jej boku, prowadząc ją na koc.
- Oh... to... to nic, naprawdę, żadne skomplikowane zaklęcia - zapewnił, bo dlaczego miałby kłamać, że był wybitnym czarodziejem? Nie był, nawet daleko było mu do przeciętniaka. Po prostu czasem radził sobie z czymś bardziej, a dużo częściej mniej - magia regularnie odmawiała mu współpracy, dokładnie tak jak poprzedniego dnia, kiedy w środku lasu spotkał Samuela. Każde zaklęcie odmówiło mu posłuszeństwa wtedy.
Cieszył się, że dzisiaj było dużo lepiej. Nie czuł wcale ciężaru tego, co go dopiero spotkało - nie, kiedy jedyne co miał na myśli to była Kerstin.
- Ale cieszę się, że ci się podoba. Powinno być miło i ciepło, jeśli nie to rzucę kolejne zaklęcie, ale... tak, powinno być w porządku - potwierdził, prowadząc dziewczynę na koc, na którym zaraz pozwolił pierw jej usiąść, a zaraz po tym przysiadł obok niej z uśmiechem. Sięgnął zaraz do torby, sięgając po termos, w którym była zaparzona czarna herbata i dwa metalowe kubki, pierw nalewając do jednego z nich naparu i podając go dziewczynie.
Znów zatrzymał wzrok na jej twarzy, uśmiechając się jak idiota, zwyczajnie w świecie ciesząc się, że dzisiaj mogli spędzić cały dzień - sam na sam, bez niczyjej ingerencji tutaj na miejscu. Mogli być po prostu... po prostu. Tak, żeby nikt im nie przeszkadzał, tak żeby nikt się im nie wtrącał i nie rzucał im dziwnych spojrzeń.
- Oh, wybacz - rzucił nagle, spuszczając wzrok z powrotem na termos, aby nalać i sobie herbaty. - Po prostu wyglądasz pięknie i ciężko mi oderwać wzrok - wyjaśnił zaraz, po tym zamykając termos i odkładając go z powrotem do torby na później. Znów podniósł na nią wzrok z uśmiechem, wygodnie się opierając na jednej ręce.
- Śniło ci się coś dzisiaj? - zapytał spokojnie, bo lubił o tym słuchać - a może jeszcze bardziej lubił o tym słuchać w momencie, w którym sam unikał snu jak ognia. Nie potrafił zasnąć, miał ogromne problemy z nim, co stanowczo odbijało się na jego podkrążonych oczach. Ale nie mógł inaczej. Koszmary nie dawały mu wciąż spokoju i niby wiedział, że mógł napisać do Castora albo do Jaydena z prośbą o coś na sen, ale... nie potrzebował tego! To przecież w końcu minie, a on nie był słaby, żeby musieć brać jakieś eliksiry tego typu. Nie potrzebował tego, to nie tak, że sobie nie radził. Było z nim przecież wszystko w porządku - bardziej powinien martwić się o Jamesa i Marcela. Jak oni się czuli, czy byli w stanie odpocząć? Co z Jamesem? Idiota wciąż mu nie odpisał, znów przestał dawać znaki życia. Oczywiście, że się o niego martwił! Był jego bratem młodszym i mu na nim zależało. Zresztą, kto jak nie James powinien również poznać Kerry? Kto miałby im udzielić ślubu jeśli nie James?


Never any good, I’m never any good,
and yet somehow I live on
Never living up to any expectation
Yet somehow I still live on
Thomas Doe
Zawód : Złodziej, grajek, szmalcownik, konfident - od siedmiu boleści
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Things didn't go exactly as planned
but I'm not dead so it's a win
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 17
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Park Exmoor - Page 5 MxeJPhJ
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9764-thomas-doe?nid=5#297075 https://www.morsmordre.net/t9998-buleczka?highlight=Bu%C5%82eczka https://www.morsmordre.net/t9805-fircyk https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9797-skrytka-bankowa-nr-2234 https://www.morsmordre.net/t9798-thomas-doe#297380

Powrót do góry Go down

Wstyd było się przyznawać, ale nikt nigdy nie przytulał jej tak jak Thomas. Uściski Michaela, Just i Gabriela były mocne, ciepłe i pachnące szałwią, zwietrzałą bawełną, tak swojsko jak tylko się dało - domem. Z koleżankami obejmowała się delikatnie, z troską głaszcząc miękkie, dziewczęce włosy. W liceum był chłopiec, który przytulał ją na balu, ale nie wspominała tego dobrze; miał twarde ramiona, lepkie dłonie wędrujące zbyt nisko na plecach i odurzająco śmierdział tytoniem.
Thomas był czymś zupełnie nowym, czymś, czego do tej pory Kerstin nie zdołała doświadczyć w takiej formie - tyle życzliwości, ale innej, dziwnie tkliwej. Ciepła szyja, do której mogła przylgnąć jak dzięcioł do drzewa, opierając policzek na kościstym obojczyku. Ten zapach. Trochę męski, a trochę jeszcze chłopięcy. Thomas pachniał lasem, żyzną ziemią, łąką w gorące letnie popołudnie, rosą i potem na wargach łapczywie chwytających oddech nad taflą słonego morza. Nic dziwnego, że tak długo nie chciała go puszczać, że upajała się tą chwilą swobody i wolności, gdy wiedziała, że nikt ich nie obserwuje, nikt nic nie powie, nie przerwie. Mogła go teraz porządnie powąchać, objąć ramionami szyję, przesunąć opuszkami palców po wrażliwym karku pod płaszczem, potem wsunąć dłonie we włosy, spojrzeć na niego z dołu z uśmiechem ekscytacji tak szczerej, że niemal dziecinnej. Jak by to była jej pierwsza randka, a przecież nie była - ale czasy sprzed wojny wydawały się dziać w innej rzeczywistości.
W końcu odsunęła się maleńki kroczek, poprawiła jego brązowe włosy, które niefortunnie zwichrzyła. Już się nie dotykali, ale ciepły prąd trzymał się Kerstin, wędrując w dół kręgosłupa, owijając się wokół niej jak dodatkowa para rąk, łaskocząc w sercu i w lędźwiach.
- Mamy - potwierdziła, przysiadając na skraju miękkiego koca. Skupiła się na tym jak ciepło jest w tym małym zakątku wiosny, żeby tylko nie pokazać bladością twarzy, że zaskakuje ją i przeraża perspektywa lotu na miotle. Bo Gabriel przecież nigdy nie pozwalał. - Bardzo mi się podoba, Thomas. Naprawdę. Możesz być z siebie dumny, zachowałeś się jak prawdziwy dżentelmen - Wyciągnęła do niego rękę, żeby usiadł w końcu obok i przestał się zamartwiać. Nie oczekiwała przecież kolacji przy świecach ani innych rzeczy, które kojarzyły jej się z mrocznymi, smutnymi dworami. Chciała tylko spaceru, pogłaskać parę koni, obserwować zachód słońca na klifie; spodziewała się dotkliwego mrozu, więc Thomas już dał jej więcej niż oczekiwała.
Przyjęła zaoferowany kubek i zamaskowała nim uśmiech, zbyt szybko pijąc łyk gorącej herbaty i parząc sobie język. Widziała wyraz twarzy Thomasa i sama też uśmiechała się jak głupiutka gąska. Doprawdy, jak dzieci na placu za szkołą.
- Naprawdę tak sądz... znaczy, bardzo dziękuję, to miłe. Znaczy, nie musisz... nie spodziewałam się. Dziękuję. Też wyglądasz bardzo ładnie! - Speszyła się i zarumieniła, a potem mrugnęła do niego nad kubeczkiem. - Och, miałam na myśli, że jesteś przystępny. Znaczy, przystojny. - Kerstin, zachowuj się jak dorosła kobieta! Twoja mama w tym wieku już karmiła Michaela piersią! - Pewnie jestem różowa jak nie wiem co... ale tak dawno nie byłam na randce, nawet nie wiesz, jakie to dla mnie wyjątkowe, że mnie zaprosiłeś - wyznała cicho, odkładając herbatę i sięgając do torby, w której spoczywała cenna tabliczka mlecznej czekolady; najlepsza na wypadek, gdyby znowu zrobiła z siebie głupka. Może jakoś Thomasa rozproszy. - Och, no wiesz, nic specjalnego. Nie miałam koszmarów, to na plus. A często miewam. - Spochmurniała, niepewna, do czego sama zmierza. Cokolwiek to było, musiała zmienić kierunek. - Dzisiaj śniło mi się, że jestem lisem i że pilnuję swoich kur. Bo wiesz, mówiłam ci już, że mam kurnik i osiem kurek i dwa koguty - przypomniała, uśmiechając się na nowo. - Każda ma imię, chyba ci już mówiłam? Nie? W każdym razie ja byłam lisem i nie chciałam ich zjeść tylko pilnowałam, żeby wilkoł... znaczy się wilk nie przyszedł żadnej przekąsić. - Szybko spojrzała w dół, a potem lekko drżącą ręką nalała sobie więcej herbaty z termosu. - A tobie się coś śniło, Thomasie? Mogę tak do ciebie mówić? To bardzo piękne imię. Thomas.
[bylobrzydkobedzieladnie]




The bees had declared a war, the sky wasn’t big enough for them all
Kerstin Tonks
Zawód : Pielęgniarka
Wiek : 24 lata
Czystość krwi : Charłak
Stan cywilny : Panna
For now
we are an unfinished story
waiting to be written
f o r n o w
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Charłak
please be brave
Niemagiczni
Niemagiczni
https://www.morsmordre.net/t8101-kerstin-tonks https://www.morsmordre.net/t8192-parapetowa-skrzynka-pocztowa#235933 https://www.morsmordre.net/t8115-sister-kerstin#232161 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t8799-skrytka-bankowa-nr-1965#261717 https://www.morsmordre.net/t8213-kerstin-tonks

Powrót do góry Go down

Uwielbiał ją odwiedzać każdego dnia na placu w Dolinie - ale nie mieli tam czasu dla siebie. Mogli się pośmiać, porozmawiać, wymienić zdaniami, ale to nie były takie spotkania... nie mieli siebie tylko dla siebie! Musieli brać pod uwagę tak wiele rzeczy, których Thomas nie znosił. Przejmowanie się opinią, zasadami, jakby to co robili było złe i nie mogli dawać ludziom sugestii, że mieli się ku sobie. Ale co było w tym takiego złego, że chcieli być obok siebie i się sobą cieszyć? Tym bardziej, że była wojna! Tym bardziej, że nie mogli wiedzieć jak wiele czasu w ogóle mieli. Mogli mieć lata, a mogli mieć tygodnie - a może jeszcze mniej.
Uśmiechnął się, kiedy Kerry poprawiła jego włosy, w ogóle nie protestując i pozwalając jej na to. Skoro miała ochotę, dlaczego nie? Dla niego to było miłe.
Zaraz zajął przy niej miejsce, bo nie mógłby odmówić. W końcu po to się tutaj znaleźli, aby spędzić nieco czasu wspólnie. Chciał z nią spędzić o wiele więcej czasu... Tak wiele jak tylko mógł. I nie myśleć o tym, co go teraz martwiło. O tym, co dzieje się z Jamesem? O tym jak czuje się Marcel, o tym co dopiero w poprzednich dniach robił z Tonksem i Skamanderem. Z poszukiwanymi z listów gończych! Nie chciał jej martwić, że w coś się zaplątał, bo przecież jeszcze w nic takiego się nie zaplątał.
Obserwował ją z delikatnym uśmiechem, obserwując jak ta się gubi i miesza, to w jaki sposób mówi, opowiada...
Lubił jej słuchać. Nawet jeśli się potykała w słowach - on sam w końcu rzadko miewał z tym problem, będąc zwyczajnie w świecie całkiem dobrym kłamcą. Potrafił zachować spokój, potrafił dość sprawnie dobierać słowa, ale teraz... przy niej... rzadko to robił.
W milczeniu obserwował jak ta się gubiła, dopiero po dłuższej chwili wyciągając do niej dłoń i układając ją na jej policzku. Delikatnie, z uśmiechem, jakby chciał jej dodać nieco otuchy.
- Tak, mam to na myśli. I ładnie ci w różu, i czerwieni, więc jesteś tylko ładniejsza z tym rumieńcem - zapewnił, wcale nie zrażony jej gubieniem się i stresem. Bo to znaczyło, że... że jej zależało, prawda? Jaka inna przyczyna by miała być takiego gubienia się przez nią..?
Chociaż on też się nieco stresował. I cieszył, i ekscytował, i absolutnie odczuwał mieszankę wszystkiego na raz.
Zabrał dłoń po dłuższej chwili, słuchając jej uważnie. Również miewała koszmary... Nie powinno go to dziwić. Wojna przecież nie była łatwa dla nikogo. Wszyscy to odczuwali, mniej lub bardziej. Ale mogli się skupić chociaż na moment na tej chwili, na tej przyjemnej i szczęśliwej. Przecież im się to należało! Każdemu się należał taki moment.
Odłożył kubek na koc z uśmiechem, kiwając głową. Cóż, nie powinni rozmawiać o koszmarach, nawet jeśli miał wrażenie, że cały jego styczeń był nimi wypełniony. Ale jakoś miał więcej energii przy niej - czuł się lżej, czuł się lepiej, radośniej. Jakby to nie miało znaczenia, że nie mógł się wyspać w nocy. Przy niej to wszystko traciło znaczenie - jakieś zmartwienia, jakieś problemy.
- Tak, opowiadałaś. Nie mogę się doczekać, żeby je poznać! I Toma - rzucił z uśmiechem, kiwając głową. - Jeśli kręciły się tam wilki to może i wilkołak, kto wie? - rzucił spokojnie, zupełnie niezrażony pomyłką Kerstin, uznając ją za zwykłe przejęzyczenie. Nie miał pojęcia jak wiele wilkołaków ostatnim czasem kręciło się w okolicach Doliny - ani tym bardziej, że Kerry mieszkała pod jednym dachem z dwoma!
- Oh, oczywiście że możesz! Albo Tom, albo Tomek, albo jak wolisz. No, może nie Tommy, moja siostra tak na mnie woła.. - rzucił z uśmiechem, w głowie już planując historię, którą mógł jej przedstawić. Co prawda to nie był sen, nie sypiał ostatnio zbyt dobrze, ale...
- Mam sporo koszmarów, chyba wszyscy je mają ostatnio... Ale wiesz co? Mam pomysł - rzucił z uśmiechem zaraz siadając bardziej naprzeciwko niej. - Jak Sheila i James byli mali to często tak robiłem... Nie mogli spać, wiesz, to nie tak, że zawsze mieszkaliśmy w taborze. Wstyd się czasem przyznać, bo to dziwne trochę, ale Doe to nazwisko naszej matki, to ona była cyganką. Nasz ojciec był weteranem mugolskiej wojny, Smith miał na nazwisko - wyjaśnił spokojnie, nie pamiętając, żeby kiedyś się z tym dzielił już z dziewczyną. - Ale... to nie jest miła historia. Opowiem ci ją innym razem, dobrze? Teraz ci opowiem coś innego. Jamesowi i Sheili często tak opowiadałem bajki, kiedy byli mniejsi, kiedy mieli koszmary - dodał, zaraz poważniejąc jakby miał bardzo ważne zadanie w tym momencie.
- Właściwie to nigdy się nad tym nie zastanawiałem wcześniej... ale mamy tak wiele wysp w Anglii. Co jeśli niektóre są zamieszane tylko przez kury? Wyobrażasz sobie? Taki ogromny kurnik! A raczej wyspa... Na pewno mogłyby to być magiczne kury, albo mieszkające na tej wyspie ze skrzatami! Myślisz, że dałyby radę same się sobą zająć? Pewnie dziobią ziarno cały dzień, leniwe i szczęśliwe, że żadne wilki ich nie gonią, że nikt im jajek nie kradnie! A może nawet są tam te, które znoszą złote jajka? Oh, to na pewno stąd Leprechaun ma swój garniec ze złotem! Szczęśliwe kury mogą znosić na pewno złote jajka, a kiedy mają całą wyspę dla siebie... i jeszcze do tego nie ma żadnych wilków, które chciałyby je zjeść, na pewno to znaczy, że są szczęśliwe! I bezpieczne. A w zamian Leprechaun zabiera tylko ich jajka, aby robić z nich garnce ze złotem i wycinać żarty podróżnym! - opowiadał z uśmiechem, z zapałem i wesołym tonem, zerkając na na Kerstin, jak ta reagowała. Bo było to wyobrażenie dla dzieci, była to bardziej dziwna fantazja, ale nikt nie powiedział, że nie mogła cieszyć.
- Może kiedyś znajdziemy taką? Ukradniemy Leprechaunowi kurę znoszącą złote jaja! Chociaż pewnie się pogniewa, ale to po prostu musimy być sprytniejsi od niego, musimy go przechytrzyć. Słyszałem, że to jedyny sposób, na pewno. Wtedy nie jest zdolny do używania magii, kiedy się denerwuje! Albo go rozbawić trzeba? Można spróbować oba! - dodał zaraz z jeszcze szerszym uśmiechem na abstrakcyjną wizję. Chociaż sam chętnie by z Kerstin wybrał się na taką podróż, na taką przygodę - i na każdą inną. Nawet gdyby ta przygoda była nazwana po prostu sprzątaniem pokoju, nie zastanawiałby się nad tym nawet dwa razy.


Never any good, I’m never any good,
and yet somehow I live on
Never living up to any expectation
Yet somehow I still live on
Thomas Doe
Zawód : Złodziej, grajek, szmalcownik, konfident - od siedmiu boleści
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Things didn't go exactly as planned
but I'm not dead so it's a win
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 17
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Park Exmoor - Page 5 MxeJPhJ
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9764-thomas-doe?nid=5#297075 https://www.morsmordre.net/t9998-buleczka?highlight=Bu%C5%82eczka https://www.morsmordre.net/t9805-fircyk https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9797-skrytka-bankowa-nr-2234 https://www.morsmordre.net/t9798-thomas-doe#297380

Powrót do góry Go down

Stresowała się, ponieważ zależało jej na tym, by na swojej pierwszej od lat randce wypaść jak najlepiej. Kogo zresztą oszukiwała - nerwów dodatkowo przydawał fakt, że Thomasa naprawdę polubiła, czuła się przy nim lepiej niż przy jakimkolwiek chłopcu spotykanym dotychczas, czas znajomości nie miał na to żadnego wpływu. Thomas kojarzył jej się z wolnością, z czymś bardzo ciepłym i wiecznym, ze szczęściem; nawet kiedy z bólem patrzyła na jego rany tamtego dnia na targu, wciąż nie pozbyła się wrażenia, że cokolwiek by się nie działo, jest tak jak ma być, bo są ze sobą razem. Rozmawiają, uśmiechają się do siebie, dotykają łagodnie i bez żadnych nieczystych intencji.
Thomas był tak niewinny w swoich zalotach, że Kerry nie wyobrażała sobie jak miałaby mu nie ulec. Kiedy położył dłoń na jej policzku, szybko wyciągnęła własną, instynktownie splatając ich palce i zostawiając na nadgarstku chłopca krótki, ale szczery całus. Jeżeli wcześniej była różowa, teraz pewnie rumieniła się po szyję, ale co z tego, jeżeli uważał, że jej tak ładnie?
- Dziękuję, ty też... znaczy się, dziękuję - zachichotała cicho, gdy zabrał rękę. Kiedy stała się taka nieelokwentna? Nigdy może nie należała do pań wysokich sfer, ale musiała wziąć się w garść, bo co to za randka, na której się sobie tylko patrzy w oczy? No, może nienajgorsza. - Mam nadzieję, że nie kręcił się tam żaden wilkołak - wymamrotała i machinalnie poprawiła jasny kosmyk, zakładając go za ucho. Kontakt wzrokowy urwał się na moment, wstydziła się prawdy, ale głos Justine z tyłu głowy zapewnił ją o tym, że robi dobrze, że jest jeszcze za wcześnie. - Wiesz, Tommy kojarzy mi się z naszym salowym ze szpitala. Londyńskiego znaczy się. To był starszy pan, nazywał się Timothy, ale wszyscy wołali na niego Tommy. - Nie zwróciła świadomej uwagi na to, że przy Thomasie powrót do wspomnień sprzed wojny przychodzi jej jakoś łatwiej i lżej. - Zostanę przy Thomasie. Albo Tomie. Chociaż mój Tom może być zazdrosny!
Uśmiechnęła się promiennie, a potem wychyliła do przodu, gdy chłopiec usiadł naprzeciw niej, tak, że patrzyli sobie w oczy, a czubki ich kolan delikatnie się stykały. Przyciskała ciepłą herbatę do piersi i słuchała jak zaczarowana. Kiedy opowiadał o swojej rodzinie, błękitne spojrzenie blondynki złagodniało, a usta spowił smutny uśmiech.
- Ja myślę, że to żaden wstyd. Pochodzenie, mam na myśli. A Doe to piękne nazwisko. - Choć historia ojca Thomasa ją zainteresowała, nie naciskała ani nie dopytywała, pozwalając mu otwierać się we własnym tempie. Robiła przecież dokładnie to samo, czyż nie? - Ja zawsze chętnie posłucham wszystkiego, co będziesz gotowy mi opowiedzieć - zaznaczyła ciepło, a potem sięgnęła do torebki, wyciągając z niej mleczną czekoladę w srebrnej owijce; jedyną, jaką jeszcze miała, ale zdecydowała się wykorzystać ją na coś innego niż polewa do ciastek. - Przyniosłam dla ciebie. Jeśli masz ochotę, to proszę. - Kusiło ją, żeby ułamać kostkę i podać mu ją prosto do buzi, ale chyba za bardzo się do tego wstydziła.
Kiedy Thomas podjął się opowiadania wymyślonej przez siebie baśni, Kerstin ułożyła się na kocu, podkładając ramię pod głowę i obserwując go z dołu z lekkim uśmiechem, po części oślepiona promieniami słońca. Co jakiś czas śmiała się bez skrępowania, bo historia - choć zupełnie absurdalna - poprawiała humor i rozwiewała zupełnie nieprzyjazne wrażenia minionego snu.
- Nie wiem, czy chciałabym mieć kurę znoszącą złote jajka - wymamrotała, przesuwając palcami po własnej twarzy, zamyślona. - Złoto teraz ciężko sprzedać, a takich jajek nie dałoby się zjeść. Ze swoich jajek mogę zrobić chleb zasmażany z jajkiem albo kogel-mogel albo ciasto drożdżowe - Podniosła się nieco, by Thomas mógł zobaczyć po jej minie, że jest zupełnie rozluźniona, że dobrze się bawi. - Co nie zmienia faktu, że z tobą wybrałabym się w każdą podróż, nawet taką na koniec świata. To byłaby super przygoda! Opowiadasz tak piękne historie, sam ją teraz wymyśliłeś? - Zamyśliła się znów, obserwując niebo. - Myślę, że jesteś wspaniałym bratem. I byłbyś wspaniałym ojcem - Słowa wyrwały jej się właściwie niewinnie, nie starała się nadganiać idącego za nim sensu. Sama kochała dzieci, ale nawet przez myśl nie przeszłoby jej, że mogłaby mieć własne przed ślubem. - Nauczysz mnie tańczyć? - spytała nagle. Obietnica złożona tamtego pierwszego dnia przy studni wciąż była wyraźna we wspomnieniach Kerstin.




The bees had declared a war, the sky wasn’t big enough for them all
Kerstin Tonks
Zawód : Pielęgniarka
Wiek : 24 lata
Czystość krwi : Charłak
Stan cywilny : Panna
For now
we are an unfinished story
waiting to be written
f o r n o w
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Charłak
please be brave
Niemagiczni
Niemagiczni
https://www.morsmordre.net/t8101-kerstin-tonks https://www.morsmordre.net/t8192-parapetowa-skrzynka-pocztowa#235933 https://www.morsmordre.net/t8115-sister-kerstin#232161 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t8799-skrytka-bankowa-nr-1965#261717 https://www.morsmordre.net/t8213-kerstin-tonks

Powrót do góry Go down

Czasem wystarczał moment sam na sam, żeby czuć się dobrze przy kimś - nawet gdyby mieli cały dzień dzisiaj milczeć, Thomas nie miał nic przeciwko. Taka cisza, cieszenie się cudzą obecnością wcale nie było złym planem na randkę. Wręcz przeciwnie! Szczególnie, że w życiu tak wiele kłamał i tak bardzo uważał na wypowiadane słowa przy obcych, że moment gdy nie musiał wypowiadać ani jednego słowa był niemalże zbawienny. Kiedy po prostu mógł być, tak po prostu - a nie kłamać, tłumaczyć czy zmyślać, wyjaśniać i opowiadać, dlaczego gdzieś się znalazł i po co. Słowa były jego narzędziem, jedynym które opanował tak dobrze w mowie i w zachowaniu.
Może był manipulantem. Może był kłamcą, ale kto by miał mieć mu za złe, że jakoś sobie radził? Każdy to robił jak tylko potrafił. A on tylko mówił.
- Mi to odpowiada, wszystko pięknie brzmi kiedy ty to wypowiadasz - znów odpowiedział naturalnie. Czasem słowa po prostu wypływały z jego ust, nie zastanawiał się nad nimi i nad ich odbiorem. Ale czy musiał się tym martwić przy Kerstin? - Siostra woła na mnie Tommy najczęściej. Brat pewnie też, chociaż na pewno się do tego nie przyzna na głos. Chociaż różnie na siebie wołamy, znaczy, po angielsku i po romsku... Bo w taborze uczyliśmy się romskiego, głównie po romsku mówiliśmy - wyjaśnił kiwając głową, dopiero tak naprawdę w Hogwarcie korzystając na co dzień z angielskiego, a później i szkockiego, kiedy tylko rozmawiał z Jeanie. Nawet nie wiedział, że znajomość więcej niż jednego języka nie była standardową umiejętnością - nie miał tej świadomości, samemu chętnie komunikując się z innymi. Nawet, gdyby miał się znów uczyć nowych słów i nowych określeń, nowych brzmień.
Chociaż przez moment wyraźnie był zaskoczony, kiedy ujrzał zawiniątko. Czekolada. Nie pamiętał nawet kiedy ostatni raz jej kosztował - szczególnie w trakcie wojny. Może dwa lata temu, jeszcze na weselu? A może jeszcze wcześniej w Hogwarcie? Jednak uśmiechnął się po chwili nachylając do dziewczyny i cmokając ją w policzek w podzięce.
- Dziękuję.. Też coś mam, ale niewiele... Czekolada... Nawet nie chcę chyba pytać jak ją dostałaś - powiedział lekko, z delikatnym uśmiechem, wyraźnie zadowolony, bo jeśli była lepsza forma przekupstwa dla Thomasa niż jedzenie to stanowczo były to słodycze.
Kontynuował jednak swoją opowieść z uśmiechem i zadowoleniem, zerkając co rusz na dziewczynę.
- Ale można sprzedać złoto! Albo zrobić coś z niego... Wiem, że mam kolegę, który coś z tego robi. Ale nie znam szczegółów, wiesz. Jest całkiem zdolny w sumie, ja bym nie był w stanie. Czasem do niego piszę jak czegoś potrzebuję, jakieś eliksiry i te inne, rozumiesz... No, to czarodziej, no taki mugol alkoholik trochę, wiesz, miesza w kociołku różne rzeczy i wychodzi. Nie znam w sumie szczegółów... - wyjaśnił tyle, ile wiedział o tym czym zajmował się Castor, a stanowczo nie była to wiedza ogromna. Zaraz jednak na jej prośbę, uśmiechnął się znów, odwijając jeszcze na moment sreberko i częstując się kostką czekolady, zaraz kolejną podsuwając pod usta Kerstin, aby i ona skosztowała.
- Mam nadzieję, że będę... - rzucił z uśmiechem, przez moment wpatrując się dziewczynę. Chociaż po tym odwrócił wzrok na koc. - Tańca nie nauczę cię w jeden dzień, wiesz, nie? Ale... mamy czas. Możemy zacząć - rzucił, podnosząc się po tym z koca i odkładając słodkość na bok. Zerknął na Kerry znów, wyciągając do niej dłoń, aby podniosła się razem z nim i nieco wyprowadził ją poza koc. Objął ją w pasie, ujmując jej jedną dłoń.
- To może... coś klasycznego bardziej na start? Na pewno moja siostra i bratowa nauczą cię bardziej naszych tańców... Ale takie podstawy... mogą być dobre - rzucił, nie będąc pewnym jak powinien zacząć kogoś uczyć i to bez muzyki, więc zaczął nucić rytm na cztery i poruszać się odpowiednio z dziewczyną, prowadząc.
- To... chyba trzeba wyczuć? Jak muzyka jest to jest łatwiej, tak mi się wydaje - wyjaśnił przez moment, wciąż kontynuując z nią prosty taniec - a może bardziej spacer, nie chcąc aby dziewczyna przypadkiem się poślizgnęła na śniegu, a bardziej zrozumiała ruch. Zresztą, nawet jeśli by się poślizgnęła, teraz był na tyle blisko, że mógł stanowić podparcie dla niej.


Never any good, I’m never any good,
and yet somehow I live on
Never living up to any expectation
Yet somehow I still live on
Thomas Doe
Zawód : Złodziej, grajek, szmalcownik, konfident - od siedmiu boleści
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Things didn't go exactly as planned
but I'm not dead so it's a win
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 17
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Park Exmoor - Page 5 MxeJPhJ
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9764-thomas-doe?nid=5#297075 https://www.morsmordre.net/t9998-buleczka?highlight=Bu%C5%82eczka https://www.morsmordre.net/t9805-fircyk https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9797-skrytka-bankowa-nr-2234 https://www.morsmordre.net/t9798-thomas-doe#297380

Powrót do góry Go down

Właściwie nigdy nie była szczególnie wygadana - to nie tak, że czuła się szarą myszką, bo nawet przy przebojowym rodzeństwie nie miała aż takich problemów z samooceną, ale przyzwyczaiła się chyba do pracy w ciszy, gdy po raz pierwszy zaczęła praktyki na bloku chirurgicznym i gdy potem w Kornwalii zajmowała się dziećmi sąsiadów i gdy teraz w Exmoor wiele czasu spędzała samotnie w domu sprzątając, dziergając na drutach i gotując. Spacery brzegiem Morza Północnego też preferowała samotne, ale chyba dlatego... dlatego, że dotąd nie miała kogoś takiego jak Thomas, z kim czułaby się komfortowo trzymając się za dłonie i podziwiając bezmiar wód bez żadnego słowa.
- Zawsze jesteś taki czarujący czy tylko przy mnie? - spytała z niewinną figlarnością, wcale nie oczekując, że odpowie prawdziwie. Gdyby się okazało, że jest po prostu miły, to chyba byłoby dobre, prawda? Nie mogła oczekiwać, że prawi komplementy tylko jej, choć miała cichą nadzieję, że jej prawi najpiękniejsze. - Mogłabym nauczyć się romskiego - stwierdziła z zamyśleniem. Czy w ten sposób nie byłoby jej łatwiej odnaleźć się w towarzystwie Thomasa? I chyba zrobiłaby tym wrażenie na jego rodzinie, a to było ważne. - To znaczy, jeżeli to nie byłby problem. - Nie znała ich kultury na tyle dobrze (w rzeczywistości nie znała jej wcale), by wiedzieć, czy uczenie kogoś obcego ich ojczystego języka było uznawane za nietakt.
Z drugiej strony, jako żona nie byłaby obca... ale o tym nie powinna myśleć na pierwszej randce!
Uśmiechnęła się ciepło, gdy zobaczyła zaskoczenie i zachwyt na twarzy chłopca. Długo kisiła w tajnej szufladzie przy łóżku tę tabliczkę czekolady, którą z miesiąc temu dostała w prezencie. Myślała, że zrobi z niej polewę do muffinków na święta, ale na całe szczęście zabrakło jej już wtedy mleka - dzięki temu mogła ją teraz podarować!
- Nie mów, że niewiele. Czy to śliwki? Tak dawno nie jadłam śliwek! - Sięgnęła po jedzenie z ochotą, w końcu zaplanowali piknik. Kiedy jednak Thomas zaczął opowiadać o alkoholikach, przechyliła głowę z zastanowieniem, próbując nadgonić jego tok myślenia. - Mugol alkoholik? Czarodziej? W sensie, masz na myśli alchemika? - spytała powoli, bo trochę już wiedziała o robieniu rzeczy w kociołkach, w końcu od roku prawie pracowała w lecznicy z czarodziejami. - Wiesz co, wydaje mi się, że chyba alkoholik to złe słowo. Wiesz, alkoholik to po prostu ktoś, kto pije dużo alkoholu. Baaardzo dużo. Ty lubisz pić alkohol? - spytała nagle, przygryzając wargę z uśmiechem, choć jej oczy pozostawały poważne, jakby go sprawdzała. W końcu skoro już brała te ich bajkowe randki na poważnie, powinni znać zarówno swoje wady jak i zalety. Kerstin na przykład zdarzało się w nocy pochrapywać, tylko nie wiedziała jak o tym napomknąć, żeby nie zabrzmiało dziwacznie.
Z początku nie była pewna, czy tak wypada jeść czekoladkę z czyjejś ręki, ale poszła za ciosem i delikatnie schwyciła kostkę w zęby, posyłając Thomasowi wdzięczny uśmiech. Słodycz, mimo miesiąca w szufladzie, wciąż rozkosznie rozpływała się na języku.
Poza szczerą ochotą nauczenia się podstawowych tańców, zależało jej na tym, by móc bez zażenowania objąć Tomka i go znowu powąchać. W odpowiedzi na pytanie pokiwała więc energicznie głową i zerwała się dziarsko, gotowa do pierwszej lekcji.
Starała się nie drżeć z ekscytacji, gdy objął ją w talii; nie wypadało. Ale z bliska jego oczy były takie piękne!
Słysząc senne nucenie, próbowała nucić razem z nim, kiedy już złapała melodię i rytm. Kilka razy lekko się zachwiała i przydeptała mu palce, ale poruszała się na tyle lekko, że nie powinno być to zbyt bolesne. Śnieg był śliski, ale oni mieli zimowe buty i...
- Dziękuję. Za wszystko co robisz. I za dzisiaj i za wczoraj - wymamrotała, pochylając nieco głowę, by schować oczy pod strąkami blond loczków.




The bees had declared a war, the sky wasn’t big enough for them all
Kerstin Tonks
Zawód : Pielęgniarka
Wiek : 24 lata
Czystość krwi : Charłak
Stan cywilny : Panna
For now
we are an unfinished story
waiting to be written
f o r n o w
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Charłak
please be brave
Niemagiczni
Niemagiczni
https://www.morsmordre.net/t8101-kerstin-tonks https://www.morsmordre.net/t8192-parapetowa-skrzynka-pocztowa#235933 https://www.morsmordre.net/t8115-sister-kerstin#232161 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t8799-skrytka-bankowa-nr-1965#261717 https://www.morsmordre.net/t8213-kerstin-tonks

Powrót do góry Go down

- Nie mogę takich rzeczy zdradzać - powiedział wesoło, przytykając zaraz palec do ust, jakby to jak rozmawiał z innymi było ogromnym sekretem. Chociaż czasem było. W końcu był kłamcą, jego sztuczki były jego głównym sekretem, główną zaletą - chociaż czasem nie do końca rozróżniał co było kłamstwem, a co nie. Czasem zapominał, czasem mu się mieszały własne uczucia i słowa. Po prostu się gubił.
Zaraz jednak nieco się poruszył, słysząc słowa dziewczyny. Spojrzał na nią z uśmiechem.
- Nauczę cię - zapewnił, bo w końcu dlaczego miałby nie? - Sheila... To moja siostra. A James to mój brat - zdradził jej te dwa romskie słowa, uznając je za bardzo istotne. Bo jeśli rzeczywiście mieliby zostać małżeństwem, to James i Sheila byli najważniejszymi osobami dla niego. W końcu byli jego rodziną - jedyną, która mu pozostała.
Musiał ją zacząć uczyć... Bo w końcu tak byłoby im łatwiej rozmawiać. Mogliby się czuć o wiele swobodniej...
Uśmiechnął się, kiwając lekko głową. Cóż, wojna nie oszczędzała niczyjej spiżarki, tak mu się przynajmniej wydawało. Pamiętał jeszcze wizytę w ubiegłym roku u Sproutów w Dolinie - to, jak zapełnioną spiżarkę mieli oni, w porównaniu do tego, co posiadał on...
Chyba coś Castor mówił o tym, że alkoholik to nie alchemik, ale skoro obydwoje pracowali z alkoholem to co to była za różnica?
- Emm... Nie no, to trochę dobre słowo... W sensie... no alchemicy też coś tam mieszają z alkoholem, a mój ojciec chyba pędził jakiś bimber... - dodał, marszcząc brwi. Przez moment też nie bardzo zrozumiał pytanie Kerstin o to czy lubił pić alkohol. Ktoś nie lubił?
- Znaczy... No lubię? No jak mam to pijemy, z bratem lubię się też czasem napić. Albo w sylwestra też dużo piliśmy, ale jak no teraz jest ciężko o jedzenie, a co dopiero o alkohol - powiedział, wzruszając ramionami. - Mój ojciec pędził po prostu... I pił dużo. Chyba rzadko pamiętam, żeby nie był pijany - rzucił zupełnie spokojnie, bo w końcu było to coś zwyczajnego dla niego. Nie pamiętał już zbyt dobrze ojca, jego zachowania. Bał się go i wiedział, że James również się go bał. Wciąż...
- W sumie to nie pamiętam za bardzo już. Nieważne, to nie jest przyjemny temat, w sensie mój ojciec - zaraz urwał z wesołym uśmiechem. Po co mieliby rozmawiać i myśleć o niezbyt przyjemnych rzeczach, kiedy mogli się skupić na czymś kompletnie innym?
Na przykład na sobie. Powinni się skupić na sobie, a nie na innych osobnikach dookoła - powinni móc spokojnie tańczyć, a on ją prowadzić w tym tańcu, nudząc wciąż wesoło.
- Dziękuję, że zgodziłaś się... no wiesz... przyjść dzisiaj... - powiedział z uśmiechem, obserwując jak dziewczyna spuszcza wzrok. Uśmiechnął się delikatnie, ręką na jej talii obejmując ją nieco pewniej i przyciągając bliżej siebie, tak aby mogła się na nim nieco oprzeć podczas tańca. Nie musiała w końcu patrzeć na to co było dookoła - mógł ją prowadzić w tym prostym tańcu, a raczej wręcz spacerze, którym się zajmowali. Mogli skupić się na sobie i na tym, że jak raz mogli być blisko siebie. Nikt im nie będzie rzucał oburzonych spojrzeń jak to miało miejsce na rynku.


Never any good, I’m never any good,
and yet somehow I live on
Never living up to any expectation
Yet somehow I still live on
Thomas Doe
Zawód : Złodziej, grajek, szmalcownik, konfident - od siedmiu boleści
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Things didn't go exactly as planned
but I'm not dead so it's a win
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 17
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Park Exmoor - Page 5 MxeJPhJ
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9764-thomas-doe?nid=5#297075 https://www.morsmordre.net/t9998-buleczka?highlight=Bu%C5%82eczka https://www.morsmordre.net/t9805-fircyk https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9797-skrytka-bankowa-nr-2234 https://www.morsmordre.net/t9798-thomas-doe#297380

Powrót do góry Go down

Strona 5 z 5 Previous  1, 2, 3, 4, 5

Park Exmoor

Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach