Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Ruiny Mer-Akha, Walia
AutorWiadomość
Ruiny Mer-Akha, Walia [odnośnik]17.07.17 1:41
First topic message reminder :

Ruiny Mer-Arkha

Mer-Arkha było ongiś, jeszcze przed ustanowieniem Walii Walią, miastem goblińskim  - jedną z ich najpotężniejszych twierdz, owianą chwałą i mrożącymi krew w żyłach legendami, opowiadającymi tak o męstwie oraz odwadze, jak i braku litości, pragmatyzmie i krwawych, pozbawionych litości podbojach. Mer-Arkha zostało jednak zrównane z ziemią tysiące lat temu przez przodków najdawniejszych rodów celtyckiego pochodzenia - kładąc kres goblińskiej ekspansji w tym rejonie. Pozostałości po mieście wydają się być żywą lekcją historii - choć nieliczne, to te, które pozostały, wydają się zachowane w doskonałym stanie. Nic dziwnego, gobliny uchodzą za doskonałych budowniczych - ani wojna ani wiatr nie zetrą ich konstrukcji w pył. Oprócz trzech nadkruszonych domów ujrzeć można fragment niegdyś ogromnego muru obronnego, studni oraz wysokich miejskich schodów, a także niedużą część sali tronowej, włączając w to sam - podniszczony, ale zachowany - imponujący kamienny tron, na którym zasiadał w tamtym czasie gobliński król, Gambra Waleczny. Fakt, że ruiny znajdują się raczej dalej od cywilizacji niż bliżej i zarośnięte są wysokimi drzewami, nie powstrzymuje mugoli przed dotarciem tutaj - czasem przewijają się pojedynczy turyści, którzy mnożą teorie spiskowe odnośnie tego, czym właściwie te ruiny są - zwykle stawiając na pozaziemską cywilizację.

Jeśli posiadasz przynajmniej III poziom biegłości historia magii, możesz służyć za przewodnika czarodziejów po tym miejscu i opowiedzieć więcej o dawnej wojnie oraz związanych z nią legendach.

W tej lokacji obowiązuje bonus do rzutu kością w wysokości +5 dla Zakonników i +10 dla Gwardzistów.


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 12.03.19 13:37, w całości zmieniany 1 raz
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Ruiny Mer-Akha, Walia - Page 14 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Ruiny Mer-Akha, Walia [odnośnik]28.10.20 13:54
Kiwnęła głową. Może być i pani, nie robiło to jej większej różnicy, a podawanie własnego nazwiska mogłoby okazać się naprawdę kiepskim pomysłem, zwłaszcza biorąc pod uwagę kolejne słowa kobiety. Ród Blacków posiadał swoją siedzibę w Londynie, z którym panna Grey była szczególnie związana, ponadto był rodziną dość znaną, bardzo bogatą i naprawdę, naprawdę konserwatywną. Przynajmniej tyle dziewczyna o nich wiedziała, bo w dokładną historię rodów szlacheckich nigdy nie miała zamiaru wnikać, zwłaszcza, że ich idee nie były jej bliskie. To jednak wystarczało, aby na dźwięk nazwiska malarka lekko drgnęła, orientując się, z kim mniej więcej ma do czynienia. Podziękowała sobie samej za zachowanie ostrożności, uwiadamiając sobie jak bardzo zmieniły ją wydarzenia z ostatniego roku. Była znacznie bardziej świadoma tego, co dzieje się wokół, mniej naiwna i znacznie ostrożniejsza.
Mimo jednak, że stojąca przed nią młoda kobieta była przedstawicielką rodu Black Gwen nie chciała oceniać jednostki tylko po pochodzeniu. To byłoby wbrew wszystkiemu, w co wierzyła i o co walczyła. Urodzenie się w danej rodzinie nie definiowało poglądów, charakteru czy systemu moralnego danej osoby. Mogło być jedynie co najwyżej pewna wskazówką. Nie miała więc zamiaru uciekać od razu od roztrzęsionej i bliskiej płaczu dziewczyny, która w tej chwili potrzebowała przede wszystkim pomocy.
Nie musi pani… lady przepraszać – powiedziała, poprawiając się. Choć miała wśród znajomych kilku lordów i lady raczej mówiła im po imieniu, lub w innej grzecznościowej formie. Jednak w obecnych czasach, rozmawiając z osobą z konserwatywnej rodziny, chyba jednak bezpiecznej było trzymać się oficjalnego nazewnictwa. Nawet, jeśli czuło się wewnętrzną barierę przed używaniem takich pozbawionych większego sensu słów. Tak na wszelki wypadek.
Wysłuchała słów ciemnowłosej na temat jej choroby. Gwen nie miała pojęcia o chorobach szlachetnie urodzonych. Nie było to coś, o czym rozmawiało się z dalszymi znajomymi, a ona sama raczej jako normalne traktowała mugolskie choroby. Gruźlica, czarna ospa, hiszpanka: to były bliższe jej nazwy. Dlatego po prostu przyjęła, że Aquila nie kłamie, przekazując informacje zgodne z własnym stanem wiedzy.
Nie, nie musi się lady o to martwić, i tak już miałam powoli wracać. – Uśmiechnęła się pocieszająco. – Dasz… Da lady radę wrócić do domu? Albo rodziny? Mam nadzieję, że ataki nie występują jeden po drugim? – dopytała z troską. Nie chciała mieć na sumieniu zdrowia psychicznego czy fizycznego nieznajomej kobiety i choć w razie czego nie odprowadzi jej do Londynu to mogła przynajmniej jakoś pomóc. Oczywiście w granicach rozsądku.
Pokręciła głową.
Nic się nie stało, to nic takiego – zapewniła, mówiąc z resztą szczerze. To tylko odrobina błota, spierze się i wyczyści. Gwen miała na głowie bardziej poważne sprawy.
Na przykład pozostających w rozsypce Tonksów. Albo nieżyjącego Bertiego Botta.
Nie zwróciła uwagi na sprzeciw obecny w mowie ciala kobiety, chcąc jej po prostu i naprawdę zupełnie szczerze pomóc.  Być może, jako rebeliantka powinna lady Black porwać, zrobić z niej polityczny pionek w rękach Zakonu i… Och, ale nie była przecież ani tajnym agentem, ani szpiegiem, nie miała takich rozkazów i to było po prostu, absolutnie, idiotyczne. Przemoc rodziła przemoc, a ona była tu zupełnie sama. Przeszło jej jednak przez myśl, że ona w takiej sytuacji nie zrobiłaby dziewczynie krzywdy, a przynajmniej nie trwalej. Wolała nie myśleć, co działo się obecnie z Justine. Ciarki przeszły jej po plecach.
Oczywiście, nie mam powodu, aby komukolwiek o tym mówić – obiecała. Choć może Steffen chętnie napisałby o tym w „Czarownicy”. Zgasiła prędko tę myśl, kopanie lezącego nie było w jej stylu. – Nie, niestety, nic więcej nie wiem. Nigdy nawet nie słyszałam o podobnym schorzeniu.
Jeśli lady Black chciała wiedzieć coś więcej, musiała skierować swoje pytania do uzdrowiciela. Nie do malarki mugolskiego pochodzenia.


Przypominała sobie, że Jaskółka porównywała śnienie do ogrodu, mówiła, że można dzięki niemu choć na chwilę opuścić więzienie, naprawdę
poczuć niebo.
Gwendolyn Grey
Zawód : malarka, ilustratorka "Czarownicy"
Wiek : 21
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Bo tylko tak idzie wytrzymać: śmiejąc się z ponurych zdarzeń. A im chętniej się mnożą, tym częściej należy się śmiać.
OPCM : 20
UROKI : 24
ALCHEMIA : 15
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica
Za rogiem zawsze będzie czyhał jakiś nowy koszmar
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5715-gwendolyn-grey-budowa https://www.morsmordre.net/t5762-varda https://www.morsmordre.net/t5761-gwen-grey#135984 https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5764-skrytka-bankowa-nr-1412#135988 https://www.morsmordre.net/t5763-gwen-grey#135987
Re: Ruiny Mer-Akha, Walia [odnośnik]28.10.20 20:31
Co za parszywy dzień. Nie dość, że 13stego to jeszcze w piątek. Do tego wszystkiego brakowało już tylko złamanego paznokcia... Aquila stanowczo postanowiła, że po powrocie do domu zamierza tym razem wdać się w swoją matkę i usiąść w salonie przechylając kielich wina do ust. Upokorzenie którego dzisiaj doświadczyła było prawdopodobnie jednym z najgorszych w jej życiu. A przecież na V roku w Hogwarcie była zmuszona współpracować nad pracą na transmutację razem z jakąś paskudną szlamą. Potem, gdy myślała, że nic gorszego już jej nie spotka, ta sama szlama postanowiła się z nią zaprzyjaźnić, co skutkowało tym, że chodziła za nią po szkole.
Tym razem jednak było to coś większego niż zwykłe szkolne wybryki pokręconych mugoli. Tym razem dziewczyna przeżyła potężny atak paniki, który mógł mieć tragiczne skutki, i to w miejscu publicznym.
- Tak... Prawdę mówiąc udam się tam już teraz. Nie mam zamiaru przebywać dłużej w tym niebezpiecznym miejscu - rozejrzała się po targu, już nikt nie patrzył w ich stronę.
Może była to klątwa? Może ktoś specjalnie złapał ją jako swoją ofiarę i mając jakiekolwiek pojęcie na temat problemów zdrowotnych rodów o tak czystej krwi oraz licząc na łut szczęścia, zaryzykował zaklęciem. Podejrzenia które na początku spadły na Panią Gwen, w tym momencie wydawały się bezpodstawne. Co prawda Aquila nie należała do osób ufnych, ale ze względu na młody wiek, na bańkę w której wychowywała się i ciągle żyła, jej naiwność czasem brała górę nad suchą analizą sytuacji.
- Dziękuję... Wolałabym by zostało to między nami... - powiedziała ściszonym, ale ciepłym głosem. - Pani Gwen, ma Pani u mnie dług - dodała pewnie.
To było najbardziej honorowe zachowanie. Kobieta oprócz pomocy jej, obiecała również dyskrecję, która na ten moment była bardzo cenna. Gdyby nawet jej ojciec dowiedział się o tej sytuacji albo, co gorsza, ktokolwiek reprezentujący inny tak wspaniały ród jak Blacków, pozycja Aquili jako dobrej żony byłaby zapewne naruszona. To z kolei byłoby co najmniej ciosem...
- Dziękuję - powiedziała raz jeszcze i postanowiła odejść, ścierając jeszcze z twarzy ostatnie resztki błota.

zt x2 serce



Może nic tam nie będzie. może to tylko fantazja. Potrzeba poszukiwania, która mnie wzmacnia. Potrzeba mi tego by wzrastać.
Aquila Black
Zawód : badaczka historii, filantropka
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Czas znika, mija przeszłość, wiek niezwrotnie bieży,
A występków szkaradność lub cnoty przykłady,
Te obrzydłe, te święte zostawują ślady.
OPCM : 5
UROKI : 6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8834-aquila-black https://www.morsmordre.net/t8844-sunshine https://www.morsmordre.net/t8843-child-of-the-sun#263595 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t8846-skrytka-bankowa-nr-2087 https://www.morsmordre.net/t8845-aquila-black
Re: Ruiny Mer-Akha, Walia [odnośnik]03.12.20 23:20
1 X

Wybrane przez nią miejsce stanowiło całkowitą enigmę; skreślona kobiecą dłonią nazwa brzmiała po prostu obco. Gdy półszeptem posmakował tego słowa na języku, Mer-Arkha wprawdzie przywiodło skojarzenia z twardym brzmieniem goblideuckiego, lecz dopiero księgi rozwiały wątpliwości Borgina. Jednocześnie nawarstwiając te inne rodzaju. Nie wierzył bowiem w to, aby Sykes wybrała to miejsce przypadkiem - czy dojście do tego, co chciała mu przekazać w ten sposób, było czymś na kształt próby?
Zaznaczyła wszak już w liście, iż nie interesuje ją to, ile Borgin jest w stanie zapłacić za czas, który poświęci mu na odpowiedzenie na jego pytania. Liczyła na coś innego, chciała więc innej zapłaty - jakiej? Nie wiedział o niej nic ponad to, iż w runicznym półświatku wiele mówiło się o jej rodzinie; o tym, że zwróci się właśnie do niej, zadecydowało jednak polecenie przez ich wspólnego znajomego. Bez zawahania wymienił jej nazwisko, kiedy Borgin szukał kogoś, kto będzie mógł powiedzieć mu nieco więcej o zawiłościach tworzenia najbardziej złożonych talizmanów.
Jeśli lokacja nie była przypadkowa i wybór ten Calder powinien skojarzyć z jakimś faktem, to rozczaruje runistkę już na samym początku. I choć uzbrojony był w intelekt, który zazwyczaj go nie zawodził, tym razem nie był w stanie doszukać się ukrytego przekazu. A z jakiegoś powodu zdawało mu się, że taki istniał.
Właściwie już samo dotarcie do tego miejsca było stosunkowo problematyczne; choć po wydostaniu się z Londynu udało mu się teleportować do jednej z walijskich osad czarodziejów, którą odwiedził jakiś czas temu, to pokonanie sześćdziesięciu kilometrów obcych mu ziem nastręczyło nieco problemów. A potem musiał jeszcze odszukać położenie miejsca całkowicie ukrytego przed oczami świata; resztki goblińskiej twierdzy w samym sercu lasu odnalazł nie bez wysiłku.
U celu zastał tylko to, gruzowisko. Z początku poczuł się niemal rozczarowany, przypominając sobie rysy twierdzy z czasów jej świetności, które znalazł w jednej z nielicznych historycznych ksiąg, którymi dysponowały zbiory Borginów.
To, co znajdowało się u jego stóp, w niczym nie przypominało masywnej warowni. Wokół niego zarysowywał się kurhan przeszłości, będący w gruncie rzeczy tylko stertą kamieni, noszącą w sobie historię, o której nie wiedział niemal nic ponad to, co udało mu się wyczytać w zakurzonym tomiszczu. W jaki sposób miejsce to powiązane było z talizmanami? Czy wykuwano jakieś w goblińskich kuźniach? Może nie identyczne do tych tworzonych przez czarodziejów, lecz przecież powszechnie wiadome jest, iż gobliny potrafią posługiwać się magią, której nikt w czarodziejskich szkołach nie nauczał.
Pośród ruin żył już tylko wiatr, łopoczący zawzięcie peleryną czarodzieja, który stanął na ziemiach, do których żaden człowiek nie powinien mieć praw. Ktoś obserwując z boku, jak jego sylwetką szarpią ostre szpony powietrza, odnieść mógłby wrażenie, iż gniewne podmuchy były próbą przegnania stąd zbłąkańca, który deptał bezmyślnie relikty przeszłości. Ten brnął uparcie do przodu, próbując wejść na kopiec osypanej ziemi, skąd mógłby rozejrzeć się po okolicy. Wypatrzeć tego, kto zbliżać się będzie od północy, jedyną leśną arterią, która prowadziła do tego miejsca.
Wędrowczynię dostrzegł jednak dopiero wtedy, gdy znajdowała się już przy ruinach; ostrożnie zszedł ze skarpy, właściwie bardziej zsunął się na śliskiej podeszwie zbyt eleganckich butów, a potem wyszedł jej naprzeciw.
- Dość osobliwe miejsce na spotkanie - skinął Sykes głową, na powitanie; nie mógł mieć wątpliwości co do tego, kim była nieznajoma, najpewniej nikt poza nią i kilkoma entuzjastami historii się tu nie zapuszcza - co kierowało pani wyborem? - czemu spotykamy się tu, na krańcu świata, który nie należy nawet do nas, lecz do goblińskich prochów.



i ache in a language so old that even the earth no longer remembers; so dead that it has returned to dust

Calder Borgin
Zawód : zaklinam teraźniejszość
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
you're not dead but
you're not alive either

you're a ghost with
a beating heart
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 10
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 25
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
i am my demon.
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8051-calder-borgin https://www.morsmordre.net/t8128-atramentem-niesympatycznym-spisane#232432 https://www.morsmordre.net/t8060-rattle-his-bones https://www.morsmordre.net/f89-smiertelny-nokturn-19 https://www.morsmordre.net/t8113-skrytka-bankowa-nr-1918#232052 https://www.morsmordre.net/t8127-calder-borgin
Re: Ruiny Mer-Akha, Walia [odnośnik]16.02.21 21:43
Każdy, kto choć trochę interesował się runami, znał nazwisko Borgin. Byli uznawani za specjalistów. Rodzinę, która od wieków służyła mocy symboli, w której z pokolenia na pokolenie przelewano wiedzę, pilnie strzegąc jej tajników. Moja rodzina posiadała podobną tradycję - ale nasza sława zamknięta była w lasach Yorkshire, a później Lancashire, pilnie strzeżona i ukryta przed światem. Intuicja podsuwała mi, że w listach krył się podstęp. Że pod przykrywką niewiedzy Borgin chciał wydrzeć ze mnie tajemnice Sykesów, do spotkania podchodziłam trochę jak lis do jeża, jednocześnie czując pod skórą przyjemne napięcie. Zderzenie dwóch szkół mogło zwiastować zarówno walkę jak i przyjemny barter, a w codziennej pracy, podczas której głównie meandrowałam po porcie, trudno było o stymulujące rozmowy. Nie powinnam była mieć co do niego oczekiwań - a jednak list spisany w starszym futharku mógł zwiastować burzliwą wymianę zdań. Być może i ja mogłam się czegoś od niego nauczyć. Zetrzeć w dyskusji o pierwotnej magii, o tym, jak tysiące lat zatarły znaczenie symboli, które w dawnych czasach stanowiły o potędze. Kiedyś magia wyglądała inaczej. Kiedyś składano w ofierze życia, językiem mocy zapisując zaklęcia. Najwyżsi rangą władcy zawsze mieli u boku mistrzów posługujących się runami - lub potrafili posługiwać się nimi sami, tak jak Morvoren, legendarna wiedźma, strażniczka lasów, która dała początek rodowi Sykesów.
Miejsce takie jak to było widmem minionej epoki. Pośród drzew dało wyczuć się obecność pradawnych duchów, które snuły swoje pieśni w powiewach wiatru. Kojąca melodia pieściła uszy, a chłodny powiew składał na karku lodowaty pocałunek, przejmując moje ciało dreszczem. Luźno puszczone włosy tańczyły jesienne tango, a czarna szata, wykończona przy kołnierzu imitacją ciemnego futra, falowała w rytm moich kroków. Najwyraźniej oboje z Borginem mieliśmy podobne upodobania odnośnie garderoby; odziana w czerń sylwetka ostrożnie pokonująca zbocze odcinała się od krajobrazu ciemną plamą. Kiedy jednak dzielący nas dystans zmalał, trudno było zauważyć między nami podobieństwa. Idealnie skrojona szata i połyskująca faktura obuwia, niczym u wyżej urodzonego, który chwilę wcześniej rzucił skyla pucybutowi, stały w kontraście do moich wysokich, znoszonych kamaszy. Drugie, co zauważyłam, to jego wiek. Gładka twarz zdradzała, że musiał być ode mnie młodszy; nie rozumiałam dlaczego, ale byłam przekonana, że na spotkanie przybędzie mężczyzna w moim wieku, być może nawet starszy. Nie dałam jednak poznać po sobie zaskoczenia. Ostatecznie - jego wiek był sprawą najmniej istotną, choć zaskakującą.
- Pan Borgin - Odpowiedziałam skinieniem głowy, wyciągając w jego kierunku dłoń; tusz zdobiący skórę rzucał się w oczy tak samo jak biżuteria - skromna, ale liczna. - Wierzy pan w moc płynącą w żyłach ziemi? - Byłam przygotowana na jego pytanie. Dobór miejsca był dla mnie sprawą kluczową. Nie mogłam przecież spotkać się z nim w Londynie; musiałam pozbyć się mojej przepustki, fałszywa różdżka wzbudziła podejrzenia już zbyt wielu osób. Wojna z resztą rozpierzchła się już po całej Anglii, a Walia nadal pozostawała względnie bezpiecznym gruntem. Tego jednak Calderowi powiedzieć nie mogłam. Był obcy. - Moi przodkowie przelewali tutaj swoją i goblińską krew. - Oznajmiłam, choć trudno było doszukiwać się w barwie mojego głosu dumy czy wyższości. Doceniałam historię, swoją wolałam jednak pisać własną ręką, nie podpierając się cudzymi dokonaniami. - W listach poinformował mnie pan, że poszukuje powiązań między runami a tworzeniem amuletów - Kontynuowałam, studiując go uważnie, ale nienachalnie, choć niekoniecznie w granicach grzeczności. W tych jednak trudno było określić mnie specjalistką. - Jedna z moich teorii - miejsca takie jak to upłynniają wiązanie magii. - Wysnułam śmiało, zanim jeszcze zdążył o cokolwiek zapytać, tym samym tuszując wszelkie ślady po drugiej, bardziej przyziemnej przyczynie. Badałam go nieprzerwanie, fragment po fragmencie, centymetr po centymetrze, zastanawiając się, kim był człowiek, który zwrócił się do mnie o pomoc - ze zdziwieniem, może i nawet lekką irytacją, dochodząc do wniosku, że z posagowego oblicza młodego mężczyzny trudno było odczytać jakiekolwiek emocje. Zupełnie tak, jakby zmaterializował się przede mną marmurowy posąg.




What I create is chaos
Jade Sykes
Zawód : łamaczka klątw, paserka
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
Her attitude kinda savage
but her heart is gold
OPCM : 20
UROKI : 0
ALCHEMIA : 16
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7327-jade-sykes https://www.morsmordre.net/t7337-carnelian#200427 https://www.morsmordre.net/t7340-dziewczyna-z-tatuazem#200443 https://www.morsmordre.net/f266-lancashire-abbeystead-peregrine-hill https://www.morsmordre.net/t7338-skrytka-bankowa-nr-1785#200430 https://www.morsmordre.net/t8674-jade-sykes#256273
Re: Ruiny Mer-Akha, Walia [odnośnik]31.01.22 18:43
♪♪ 5 marca 1958 ♪♪
Najpierw był szum morskich fal. Wygodna kajuta dla wyjątkowego gościa nie pozwoliła odczuć rezydentce trudów odległej podróży. Bogata w prowiant i niezbędne luksusy dostosowana była do potrzeb lady Travers wedle konsultacji, która miała zapewnić jej najwyższy komfort - jak na standardy wojennej galery. Bynajmniej nie postrzegano jej tutaj z rezerwą należną każdej kobietce nieobytej z tradycjami, te bowiem musiała wynieść z domu - i zapewne niejedną podróż żaglem miała już za sobą. Pokrewieństwo z Krukiem Padlinożercą, kapitanem statku, zapewniało jej przychylne traktowanie załogantów spod czarnej bandery, na ogół z niechęcią przyjmujących kobiety na pokład. Juno nie była obca; nie mogła rozwścieczyć morza wedle starych przesądów, które na tym okręcie zdawały się przechodzić do lamusa - Rodachan już dawno zwątpił w ich sens. Wciąż jednak postrzegał wykonywanie żeglarskiej profesji za męski zawód i wracając pamięcią choćby do niejakiej Lavinii, obecnie dzierżącej nazwisko swojego parszywego kapitana Wellersa - życzył im, ażeby morze w końcu wciągnęło ich w swe głębiny.
Kierunek, jaki obrała zaś jego kuzynka, był szlachetny i pasjonujący. Być może dzięki temu ich kontakt od zawsze był bliski; Rodachan goniący za skarbem i mitem od nastu lat zwoził z najdalszych zakątków świata upominki, na jakie nie zwracałby uwagi żaden cholerny pirat - zawsze z myślą o zainteresowaniach bliskich. Kiedy tylko młoda latorośl z Corbenic Castle zafascynowała się geografią, mężczyzna umożliwiał jej zgłębianie zainteresowań opowieścią i prezentami z interesujących ją regionów; książek, broszur, rycin czy choćby odłamków skalnych charakterystycznych dla danej lokacji. Bywały też momenty, kiedy za pozwoleniem brata, zapraszał Junonę na pokład Szalonej Selmy, a tedy wyruszali w odległe rejsy, aby skonfrontować wyobrażenia bazujące na opowieści z prawdziwym obliczem tych miejsc, podziwianym przezeń z pasją w emocjonalnym kalejdoskopie. Od niedawna mógł serwować jej takie rejsy bez pozwolenia; na własnym okręcie zwanym Zemstą Kruka Padlinożercy.
Teraz nie było już morskich fal; była subtelnie ośnieżona plaża i blade chmury okrywające tarczę słońca, przez które nie przedzierał się ni promień. Za plażą zaś gęstwina, która zastąpiła bryzę zapachem lasu u schyłku zimy. W nozdrza wdzierał się przyjemnie chłodny wiatr, uszu docierał ptasi śpiew i odgłos dzikiej fauny. Po drodze minęli strumień, z którego lord zdecydował się zaczerpnąć haust, czując życiodajny przypływ energii. Bynajmniej nie przez czary, a harmonię z naturą i wiarę w połączenie z duchami przodków, którzy niegdyś podbijali te tereny.
- Od dawna nie zaznałem takiego wytchnienia. Wciąż wspominam ciężkie powietrze kotłujące się w komnacie, w zamknięciu niby ptak w złotej klatce; osamotniony ze swoimi myślami przez miesiące, w których nawet mój brat stracił we mnie wiarę. - w słowach kierowanych do Juno była nutka żalu wobec rodziny, której był wszak w pełni oddany - a potraktowano go tak niesprawiedliwie. Nie potrafił racjonalnie wyjaśnić, dlaczego głodził się przez długie tygodnie, próbując uciec z cholernego zamku pod strażą, by ukraść statek i powrócić na Kruczy Półwysep do swojej Pani. Z czasem zrozumiał jednak, że jej bliskość bezpowrotnie przepadła. Nie słyszał jej podszeptów, które wzywały go od pamiętnego miejsca, nie czuł jej obecności jak wtedy, gdy podarowała mu nagrodę za wytrwałość w boju. Została mu tylko powinność i wiara, że kiedyś na powrót dostąpi tego zaszczytu.
Czczenie celtyckiej bogini wojny wkrótce stało się tematem tabu. Wielką dezaprobatę wobec wiary w jego przeznaczenie okazywał choćby Lord Nestor i blisko spokrewnieni członkowie rodziny Rodachana, dlatego mężczyzna zamilkł, tłamsząc próby zszargania imienia Morrigan w zarodku. Ostatecznie jego 'rekonwalescencję', gdyż jak twierdzono, był chorym szaleńcem (i po prawdzie było w tym sporo prawdy), wynagrodzono papierami kapitańskimi za udział w wojnie i wiele zasług na braterskim pokładzie, więc wolał nie angażować się w rodzinne konflikty. Żal jednak pozostawał, wiara również - i bynajmniej nie zamierzał udawać, że jest inaczej.
Oprócz Juno i Roda, w spacerze towarzyszyło im kilkoro członków załogi i ewentualna służba szlachcianki, gdyby zdecydowała się zabrać ją w podróż.
- Niebawem czeka Cię ważny dzień, Juno. Co Ty o tym wszystkim sądzisz? - Za kilka dni mieli wyruszyć do Yorkshire na obiad, którego gospodarzem był jej przyszły mąż. Budziło wątpliwość, dlaczego właściwie Rodachan - facet, który nigdy nie zjawiał się na rodowych zebraniach towarzyskich - przystał na podróż do Sandal Castle. Tajemnica kryła się w siostrze przyszłego męża Juno, o czym mogła się domyślać.
Nie mieli okazji pogadać o jej zaręczynach z Aresem. Wcześniej częściej nie było go w domu, niż był - a niemal dwa kwartały przed nowym rokiem zamknięty był w komnacie. Ostatnie miesiące zaś były pełne spraw nadrzędnych i nie mógł tego przeskoczyć.
Przedzierając się przez gęstwinę, wreszcie dotarli do kresu wyprawy, gdy spomiędzy drzew wyłoniły się przed nimi ruiny Mer-Akha, niegdysiejszego goblińskiego miasta w Walii.
- Jesteśmy u celu, Juno. - posłał jej uśmiech, napawając się widokiem krajobrazu.
Rodachan Travers
Zawód : Kapitan Zemsty Kruka Padlinożercy
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 25
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 5/65
SPRAWNOŚĆ : 15/5
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t10852-rodachan-travers https://www.morsmordre.net/t10900-badb-catha#332054 https://www.morsmordre.net/t10903-w-ciemnej-grocie-blyszczy-skarb https://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle https://www.morsmordre.net/t10902-skrytka-bankowa-nr-2382#332058 https://www.morsmordre.net/t10901-rodachan-travers
Re: Ruiny Mer-Akha, Walia [odnośnik]01.02.22 11:30
Chrzęst piasku pod stopami, podmuch wiatru, szum drzew nawet ludzkie oddechy drażniły nadwrażliwe zmysły Juno. Wolała już nieustanne palenie i odtwarzanie przygotowanych przez siebie map niż znoszenie tych tortur. Jednak gdy Rodachan zaproponował jej wycieczkę nie była w stanie odmów. Może i ona potrzebowała wytchnienia od potężnych murów Corbenic. Pozwoliła więc by był jej przewodnikiem jednocześnie przeklinając każdą choćby najmniejszą rzecz, która sprawiała, że jeszcze trudniej było wytrzymać we własnym ciele. Gdy lord Travers zatrzymał się przy strumieniu jego kuzyna wyciągnęła smukłe palce, by zerwać jedną z iglastych gałązek. Przyłożyła ją do nosa, by poczuć zapach żywicy, a później przyglądała się idealnemu kształtowi każdej z igieł. Ta krótka chwila zadumy wystarczyłaby Juno zniknęła we własnym świecie. Jednocześnie zapominając, że powinna być damą.
- Pomnóż miesiące spędzone w zamknięciu tak by dały 22 lata życia, a będziesz mógł ze mną rozmawiać o zamknięciu. - głos Juno nie zdradzał większych emocji. Błękitne tęczówki wciąż wpatrywała się w gałązkę, którą trzymała w dłoniach, a usta choćby najmniejszym grymasem nie zdradzały co siedziało w głowie młodej czarownicy. Juno nie była zła, jedynie zwracała uwagę, że mówi o rzeczach, o których według niej tak naprawdę nie miał pojęcia. - Choć więzienie stworzone z moich własnych komnat zawsze było znacznie przytulniejsze niż to zbudowane z zawiedzionych spojrzeń. - Prawdopodobnie powinna dać mu znać, że to nie jest najlepszy moment na to, by zaprzeczać i zapewniać, że jest kochana czy chociaż szanowana przez członków swojej rodziny. Nie była jednak w stanie zmusić się do choćby najdrobniejszego gestu zdradzającego emocje. Pozostawała zamknięcia w świecie własnych myśli gdzie czasem nawet ona nie potrafiła się odnaleźć. - My się tak szybko nie poddajemy i tym bardziej nie porzucamy własnej krwi. Po prostu szukamy innej drogi.- I gdy ostatnie słowa wypłynęły z jej ust w niebieskich oczach pojawiła się iskierka świadcząca o powrocie do rzeczywistości. Na zmarzniętych policzkach pojawił się lekki rumieniec. - Wybacz drogi kuzynie, nie powinnam cię pouczać. Natomiast moje patetyczne słowa możemy zrzucić na karb czytania zdecydowania zbyt wielu dzieł filozofów. Jeśli mam być szczera wciąż brak mi, choć krzty zrozumienia dla tej nauki. - Juno zmusiła się do wesołego uśmiechu. Wspomnienie filozofii wywołało dziwny ucisk w okolicy klatki piersiowej. Nie robiła tego dla Aresa, ale po cichu miała nadzieję, że dzięki tak prozaicznemu poświęceniu choć trochę go zrozumie. Przecież to te wzniosłe idea wciąż mąciły mu w głowie. Szokujące, z jaką łatwością wskakiwała w rolę grzecznego, delikatnego kwiatu, który nie mógł sobie pozwoli by bezpośredniość zarówno w mowie jak i w czynie. Zwłaszcza że śledziły ich dodatkowe pary oczu. Ludzie Rodachana nie mieli dla niej znacznie. Dlaczego miałyby ich interesować słowa rozpuszczone panienki? Problem stanowiła jedyna służąca, jaką Juno ze sobą zabrała. Do czego zresztą zmusiła ją matka, która chciała mieć wgląd we wszelkie poczynania córki, zwłaszcza na początkowym etapie zaręczyn. Słysząc pytanie kuzyna Juno zatrzymała się w pół kroku. Przygryzła dolną wargę wpatrując się w jego szerokie plecy. Po chwili uniosła spojrzenie skupiając się na szarym niebie ponad ich głowami. Wiedziała, że Rod wolałby usłyszeć odpowiedź odnoszącą się do radości i zaszczytu jakim jest rychłe zamążpójście. Tylko że przecież to nie mogło być takie proste. Dlaczego jednak nie zaryzykować? Inna okazji może nie mieć. - Wiesz co się stanie jeśli Carrowie zerwą zaręczyny?- odpowiedziała na pytanie znów ruszając przed siebie. - Wiem, że taki plan musi istnieć. Albo Mung, albo wydziedziczenie? Osobiście wolałabym to drugie. Znam się na statkach i mapach, może udałoby mi się zostać piratem. - Tym razem uśmiech wydawał się szczery. - Sądzę, że Ares już o tym myśli. – Znów to irytujące ukucie w sercu. Juno próbowała zamaskować to lekkim wzruszeniem ramion. - To może być dla ciebie duży problem. Trzeba było się jej oświadczyć przy pierwszej nadarzającej się okazji. Uniknęlibyśmy tym samym całej masy problemów. - Słowotok dość szybko ujawnił wszystkie myśli rudowłosej czarownicy. Pewnie płynęłyby swobodnie dalej gdyby nie to, że ześlizgnęła się z jednego z kamienic na ścieżce, szybko jednak uratował ją jeden z ludzi kuzyna. Był to odpowiedni momencie na nacieszenie się widokiem ruin i chwilowym zapomnieniu o zbliżających się kłopotach. Brutalnie zepchnęła młodą damę w kąt świadomości i pozwoliłaby to naukowiec przejął ster. Bezceremonialnie wspięła się na jedno ze skalnych podwyższeń, by stamtąd lepiej obejrzeć ruiny. - Niesamowite- Szepnęła i zaraz zsunęła się w dół, całkowicie ignorując ewentualne zabrudzenia na ubraniu. - Idziemy!- krzyknęła i chwytając kuzyna za rękę pociągnęła go w stronę zabudowań.


Come out, sea demons wherever you are
your queen summons you

Junona Travers
Zawód : geograf, podróżnik teoretyczny, naukowiec
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Samotność ma swoje przywileje; w samotności można robić to, na co ma się ochotę.
OPCM : 12
UROKI : 12
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 9
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 9
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej
Ruiny Mer-Akha, Walia - Page 14 8c6f5322fc5d1cd28ee44f2c67beee1b
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7691-junona-travers#212825 https://www.morsmordre.net/t7707-tryton#213478 https://www.morsmordre.net/t7706-little-mermaid#213460 https://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle https://www.morsmordre.net/t7792-skrytka-bankowa-nr-1852#217645 https://www.morsmordre.net/t9944-j-travers#300621
Re: Ruiny Mer-Akha, Walia [odnośnik]01.02.22 21:14
Lubił jej szczerość, nieprzysłoniętą konwenansem i protokołem szlacheckiej powinności, choć martwiło go, że bywała wywoływana głównie symptomami jej choroby. Nie mógł się oszukiwać, że rozumie w pełni jej schorzenie, to zbyt zawiłe by potrafił ustosunkować się do niego z dystansem. Być może dlatego tak cholernie poruszyły go jej słowa, w których dała wyraźny upust własnemu żalowi, bagatelizując jego problemy. Problemy, z którymi przyszedł do niej, wierząc, że będzie jedyną osobą, która wysłucha go bez oceniania i porównań. Przeliczył się i złapał w lot, że nie znajdzie z nią wspólnego języka na tej płaszczyźnie. Że to kolejna osoba, z którą temat należy przysłonić zasłoną tabu, stłamsić w zarodku, nim wyewoluuje w coś, czego oboje będą żałować. Potrzebowała teraz jego wsparcia, miała własne rozterki - nie dziwiło już, że nie obarczała się jego problemami.
- Dotarłaś do sedna problemu. - być może miała rację, że zamknięcie się w sobie było sposobem na ucieczkę od krzywdzącej rzeczywistości, w której słychać było tylko jęk zawodu bliskich. Owszem, Travers dostał ten cholerny statek i zdawał sobie sprawę, że to wielkie wyróżnienie. Niestety jedynie za zasługi, a nie za to, jakim był człowiekiem; to wciąż było okryte rodzinną pogardą.
Wyraźnie przygasł w toku rozmowy, która przestała się kleić. Stracił zainteresowanie dowodzeniem swoich racji w tym temacie. W jego głowie kłębiła się niepewność, czy nie skarcił jej w myślach zbyt surowo. Czy mógł mieć jej za złe, że właśnie dowiodła mu, od jak dawna żyje w horrorze, z którym on ledwie się zetknął? Przytaknął jedynie, gdy powróciła do szlacheckiej etykiety i bzdur, które zwyczajnie nie miały dla niego już żadnego znaczenia.
Kontynuowali wędrówkę, póki nie nawiązał do tematu spotkania z Aresem, gdzie czekać go miała kolejna fala sprzecznych emocji.
Bynajmniej nie chciał słyszeć kłamstw z jej ust, które odnosiłyby się do nadmiernego entuzjazmu z zaślubin. Sam odwlekał tę powinność zbyt długo z własnego wyboru. Jednak jej słowa były bardziej niż zaskakujące. Zerwanie zaręczyn? Zdawało mu się, że Carrow należycie o nią zadbał i skracał dzielący ich dystans. Co Rodachan zresztą mógł na ten temat wiedzieć, skoro przez wiele miesięcy nie miał kontaktu z rzeczywistością? Wszystko oparte było na domysłach, z kuzynką dotychczas praktycznie nie rozmawiał.
- Skąd biorą się te przypuszczenia? - dlaczego Ares i Lord Nestor Carrow mieliby z niej zrezygnować? To przecież kwestia zawarcia intratnego sojuszu, na którym winno zależeć obu stronom. - Rodzina się Ciebie nie wyrzeknie. - zapewnił, bo nie było przesłanek, dla których miałaby tkwić w takim przekonaniu. Jak nie Carrowowie, to inny ród zapragnie z nimi sojuszu; mieli pokaźną flotę okrętów bojowych i statków handlowych, kontrolę nad portami w całej Wielkiej Brytanii, a zatem nad gospodarką i przemytem. Zalety sojuszu były zbyt przytłaczające, by jej choroba miała wpływać na jego zawarcie.
Wsłuchiwał się w jej słowotok z uwagą, a kiedy dobiegał końca, poczuł się, jakby sztylet ugodził go w serce; gwałtownie i niespodziewanie. Nie wiedział, czy bardziej zirytował - nie, nie zirytował, wkurwił - go fakt, że kuzynka raz kolejny zbagatelizowała jego problemy, ciężar podejmowanych wyborów i przeznaczenie, które przedłożył nad miłość do Calypso - czy może zasmuciło obnażenie prawdy, która koniec końców boli najbardziej.
Chciałby się odezwać, wykrzyczeć wprost do jej uszu, że nie ma pojęcia, jak trudne decyzje musiał podjąć na drodze życia, by stanąć w miejscu, w którym w ogóle widzi możliwość podjęcia się tych zaręczyn. Chciałby warknąć, okazać swój gniew, ale i wyrazić swój żal kotłującym się smutkiem. Rodachan Travers był postrachem mórz i oceanów, Zwiastunem Gniewu Morrigan, jej Krukiem Padlinożercą; świadomie wybrał ścieżkę przeznaczenia, realizując swoją powinność wobec Pani Wojny, która nadała jego życiu nadrzędny cel. Przez lata szukał potwierdzenia profetycznej wizji, a kiedy wreszcie je odnalazł, dopiero po wielu miesiącach przemyśleń dostrzegł sposobność pogodzenia przeznaczenia i ożenku z lady Carrow, poniekąd pod przymusem nestora rodu Travers. Wierzył, że wcześniej to nie było możliwe, bo skrzywdziłby ją, wybywając w tak dalekie podróże - a tedy ich dobra relacja by upadła.
Ale nie wykrzyczał tego na głos; emocje te przygasły, bo wiedział, że sam był sobie winien, a Junona miała rację.
Nie miał siły na podjęcie tego tematu. Szansa zaprzepaszczenia rozwoju relacji z Calypso była zbyt wielka, by łudził się, że pewnikiem za parę miesięcy z uciechą włoży jego pierścionek. Być może bezpowrotnie zaprzepaścił nie tylko ich dawne pragnienie mariażu, ale i przyjaźń, na którą zresztą nie byłby gotowy w przypadku odrzucenia.
Serce mu podskoczyło, gdy zobaczył, że Juno się przewróciła - nie chciał przecież, żeby spadła z tej skarpy i zrobiła sobie krzywdę. Poluzował gniewny ścisk pięści i podszedł do niej, by chwycić ją za rękę i przez chwilę poczuć jej bliskość. Wiedział wszak, że nie miała złych intencji.
Choć myśli zmącone miał swoją życiową porażką, która miała minimalną szansę przeobrażenia się w sukces, prędko dał się ponieść entuzjazmowi towarzyszącemu młodej pani naukowiec.
- Niegdyś to miejsce stanowiło owianą wieloma legendami goblińską twierdzę, najpotężniejszą ze wszystkich w tym regionie. Nasi celtyccy przodkowie dowiedli jednak, że nie było dlań rzeczy niemożliwych; Morrigan powiodła ich do zwycięstwa. Chcesz poznać tę historię? - uśmiech jego, choć subtelny i nienaturalnie... delikatny, nie był pozbawiony szczerości. Rodachan przygasł po ostatniej rozmowie, ale chciał o niej jak najprędzej zapomnieć, by zastąpić złą atmosferę podziwianiem krajobrazu i koncentracją na ich wspólnej pasji.
Załoga pozostała na górze; oni zaś już z góry mogli dostrzec przede wszystkim wielki mur, który - choć zniszczony - wciąż sprawiał wrażenie stabilnej konstrukcji, co do której trzeba byłoby włożyć wiele wysiłku, by choćby nadszargać jej nienaganny stan. Stąpali teraz po gruzach przewróconych budowli, które niegdyś stanowiły iście bezpieczne schronienia lokalnego ludu - do czasu. Na tę chwilę interesującą zdawała się studzienka, nad którą Rodachan przystanął, by z zaciekawieniem zajrzeć do środka. Zdawały się dobiegać z niej jakieś dziwne dźwięki...
Rodachan Travers
Zawód : Kapitan Zemsty Kruka Padlinożercy
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 25
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 5/65
SPRAWNOŚĆ : 15/5
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t10852-rodachan-travers https://www.morsmordre.net/t10900-badb-catha#332054 https://www.morsmordre.net/t10903-w-ciemnej-grocie-blyszczy-skarb https://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle https://www.morsmordre.net/t10902-skrytka-bankowa-nr-2382#332058 https://www.morsmordre.net/t10901-rodachan-travers
Re: Ruiny Mer-Akha, Walia [odnośnik]22.03.22 13:06
25 lutego

Bywało, że czasem wiatr, ludzie albo jakieś plotki przyniosły ciekawe informacje. Wiedziała, że sprawdzenie wszystkiego samemu było sporym wyzwaniem, bo przecież niejednokrotnie mogło się okazać, że to trop wiodący donikąd, a że była sama, poświęcanie swojego czasu na tak dużo różnych kwestii mogło jedynie wymagać od niej zasobów energii, których nie miała. Jednak przebywając w Walii, dopiero wyrabiała sobie własne plecy, ostrożnie wchodząc w dodatkowe działania przemytników w miejscu, w którym obecnie było łatwiej jej przebywać, zwłaszcza kiedy wracała do swojej laguny. Teraz jednak musiała poruszać się o wiele ostrożniej niż wypadało, a i niektóre rzeczy weryfikować o wiele bardziej.
O ruinach słyszała już wcześniej, ale nie miała pojęcia, że mogą od czasu do czasu kryć w sobie coś „interesującego”. Mimo wszystko nawet jej to nie dziwiło, bo przy rozmiarze tego miejsca, zawsze było coś, co można było ukryć tak, aby nikt tego nie wiedział. Jednak długi wypad na picie, sporo rozmowy oraz duża ilość alkoholu sprawiły, że udało jej się złapać w jej ręce zaznaczone punkty. Problem w tym, że nie zawsze wszystko opłacało się zabrać, a puszczenie takiego towaru dalej albo przekazanie go członkom Zakonu Feniksa miało negatywne konsekwencje dla zdrowia ludzi którzy potem z tego korzystali. Obniżało to jej wiarygodność, na co też nie mogła pozwolić.
Wiedziała, że Volans potrafi zachować dyskrecję, a z tego co rozumiała, wcale nie było problemu aby go zatrudnić, przynajmniej jeżeli chodziło o wypłacenie go – miała już parę zasobów na takie sytuacje. Poprosiła jednak kapitana o zgodę, wiedząc, że zwierzęce ingrediencje mogły iść za sporo, a w tym wypadku Hans wyraził aprobatę na zatrudnienie, wiedząc też, że w wypadku Moore’a ten niezbyt miał po co wydawać kogokolwiek. Sam miałby z tego o wiele większe problemy.
Obecnie wciśnięta za jedno z kamiennych przejść, pozwalała sobie na pozornie leniwe obserwowanie okolicy, bawiąc się jednocześnie trzymanym w dłoni nożem. Dała znać Volansowi, że będzie wyglądem raczej blondynką o dość barczystej posturze, powinien więc wiedzieć, że nie była dziś jako ona. I to w jego geście pozostawało rozpoznanie jej i przemierzenie tej przestrzeni. Praca czekała.



Here I am

Here I remain


Ostatnio zmieniony przez Thalia Wellers dnia 08.04.22 0:27, w całości zmieniany 1 raz
Thalia Wellers
Zawód : Żeglarz, handlarz, przemytnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Some may yield
But me I never could be tamed
Through moors and meadows
Cloaked, concealed
Never to forget my name
I walk the shadows
OPCM : 16
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10111-thalia-wellers#306486 https://www.morsmordre.net/t10173-kymopoleia#308971 https://www.morsmordre.net/t10159-beware-the-daughter-of-the-sea#308538 https://www.morsmordre.net/f350-walia-llyn-trawsfynydd-syrenia-laguna https://www.morsmordre.net/t10167-skrytka-bankowa-nr-2284#308735 https://www.morsmordre.net/t10164-thalia-wellers#308697
Volans Moore [odnośnik]31.03.22 4:24
Wiadomość, którą otrzymał od Thalii nie była bogata w szczegóły, jednak dowiedział się, że weszła w posiadanie ingrediencji zwierzęcego pochodzenia i ze względu na bogatą wiedzę z dziedziny magizoologii został poproszony co do jakości i być może legalności owych składników. Z racji profesji praktykowanej przez Wellers, co do tego był stosunkowo sceptycznie nastawiony. Pomimo swoich obaw, z szacunku do Thalii zdecydował przybyć na wskazane przez nią miejsce. Nie mógł jednak pominąć aspektu finansowego. Zawsze to kilkadziesiąt galeonów do jego sakiewki. Zwłaszcza, że planował zgromadzić pewne oszczędności, nie tylko na czarną godzinę, ale również do spełnienia swoich planów w jakieś przyszłości. O ile będzie mieć jakąkolwiek przyszłość.
Ufał Thalii, chcąc wierzyć w to, że ona nie zdradziłaby go. Bycie mugolakiem to jedno, ale bycie bratem poszukiwanego listem gończym czarodzieja było trochę problematyczne w kontaktach z innymi i w kwestiach zaufania. Przez cały czas martwił się o swojego młodszego brata. Pomimo żartowania i pozornego dystansu, nie zazdrościł mu tej wątpliwej sławy.
Mer-Arkha była mu znana z podręczników przeznaczonych do nauki historii magii. O wojnach goblinów z ludźmi było w nich naprawdę sporo. I o ile tematy z związane z tymi istotami były nudne w jego odczuciu, tak nie sposób nie wyobrażać sobie tych wszystkich bitew, które mogły się niegdyś toczyć na tym terenie. To było ciekawsze. Pozostałości goblińskich budowli przypominając mu te wzniesione przez Rzymian czy Greków.
Z pewnym niezadowoleniem stwierdził, że nie było tak łatwo tu dotrzeć. Nie mówiąc o znalezieniu samej Thalii, która przybrała postać barczystej blondynki i która wciśnięta za jedno kamiennych przejść. On był tutaj po raz pierwszy i dlatego w tym momencie błądził po tym kompleksie, wytężając swój wzrok oraz dzierżąc w dłoni różdżkę, na której końcu jaśniała mlecznobiała wiązka światła.
Psidwacza mać. Nie dość, że pobłądziłem po drodze to jeszcze nie mogę jej znaleźć wśród tych wszystkich ruin. Mogłaby dać jakiś znak. Rzucić chociażby Lumos albo Ignis fatuus — Mruczał pod nosem podczas zataczania kolejnego koła, zbliżając się przypadkiem do miejsca, w którym stała. Niewykluczone, że go widziała.
Volans Moore
Zawód : Smokolog
Wiek : 32
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Oh I still can remember a time when it wasn't like this
Before the world became enslaved
Can we all go back to the time when we were not like this
Can we even be saved?
OPCM : 21
UROKI : 17
ALCHEMIA : 1
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
Ruiny Mer-Akha, Walia - Page 14 Tumblr_myrxsem7AC1s8tqb9o1_500
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9775-volans-moore-w-budowie#296523 https://www.morsmordre.net/t9914-sol#299801 https://www.morsmordre.net/t9919-ksiega-smokow#299856 https://www.morsmordre.net/f371-derbyshire-borrowash-pollards-oaks-11-8 https://www.morsmordre.net/t9921-szuflada-volansa#299859 https://www.morsmordre.net/t9913-volans-moore#299792
Re: Ruiny Mer-Akha, Walia [odnośnik]04.04.22 1:02
Dawała rade obserwować niebo nad nimi, zastanawiając się, czy miała okazję kiedyś do swobodnej wycieczki na oglądanie gwiazd. To prawda, że od czasu kupienia domu lubiła wychodzić na zewnątrz, doświadczać przez chwilę tego mroźnego dnia, kiedy słońce jeszcze nie wzeszło i kłaść się przed wejściem na ziemi tak zimnej, że można było od niej zmarznąć w parę chwil. A mimo to kochała dni, a raczej noce, w których mogła obserwować jak nieboskłon przechodzi z jednego punktu w drugi i sama ze sobą nie musiała wysłuchiwać się w problemach, bólach, tragediach…chwile dla niej i duchów, których nawet nie widziała tak bardzo gdy spoglądała bardzo mocno w niebo.
Lubiła też miejsca, które były jakoś opustoszałe, ale teraz miała też pewien cel, w którym czekała. I sama musiała powiedzieć, że cieszyła się z tego, że przynajmniej w takie miejsce zagnała ją praca. Ostrożnie poklepała się po kieszeniach, zastanawiając się, czy miała jakiegoś papierosa, ale z rozczarowaniem musiała stwierdzić, że były pod tym względem najzwyczajniej puste. Chciała powiedzieć, że mogła zaopatrzyć się na ostatnie dni, ale tak w zasadzie u kogo miałaby to zrobić? Nikt tego nie cenił.
Coś mignęło jej kątem oka – wcisnęła się głęboko, nie pozwalając, aby osoba która zmierzała przez okolicę dostrzegła ją od razu, ale gdy tylko usłyszała narzekanie Volansa, westchnęła cicho, wysuwając się zza załomu. Uniosła jeszcze brwi, podpierając się aby pozostawić dłoń na swoim boku.
- Jesteś czarodziejem, Volans. Jest takie zaklęcie, które nazywa się Homenum Revelio, od razu widzisz, czy ktoś jest w okolicy, więc już nie zrzucaj tego na mnie. – Pokręciła głową, ale nawet nie wybrzmiewała w swoim głosie naganą, uśmiechając się lekko zanim nie zachęciła go gestem dłoni aby wejść do środka mniejszego pomieszczenia.
Służyło to za spichlerz? Miejsce do magazynowania? Nie był to czas na lekcję historii, chociaż teraz uświadamiała sobie, że musiała zaprosić tu kiedyś Floreana, na pewno to miejsce by mu się spodobało. Teraz jednak swoją uwagę przeniosła na grupę skrzyń z ciemnego drewna, które skrywały w sobie sporo materiałów.
- Przejrzyj zawartość i powiedz mi, czy znajduje się w nich coś wartego uwagi. A jeżeli tak, możesz pomóc mi to skatalogować? We dwójkę pójdzie nam szybciej.



Here I am

Here I remain
Thalia Wellers
Zawód : Żeglarz, handlarz, przemytnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Some may yield
But me I never could be tamed
Through moors and meadows
Cloaked, concealed
Never to forget my name
I walk the shadows
OPCM : 16
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10111-thalia-wellers#306486 https://www.morsmordre.net/t10173-kymopoleia#308971 https://www.morsmordre.net/t10159-beware-the-daughter-of-the-sea#308538 https://www.morsmordre.net/f350-walia-llyn-trawsfynydd-syrenia-laguna https://www.morsmordre.net/t10167-skrytka-bankowa-nr-2284#308735 https://www.morsmordre.net/t10164-thalia-wellers#308697
Re: Ruiny Mer-Akha, Walia [odnośnik]05.04.22 2:01
Zaczynał myśleć, czy nie lepiej byłoby zorganizować to spotkanie w innym, o wiele bardziej przyjemnym miejscu. Brał jednak pod uwagę to, że interesów, którymi zwykle zajmowała się przyjaciółka nie sposób było realizować w zbytnio zatłoczonych miejscach. W nich byłoby o wiele łatwiej ją dostrzec i to nawet wśród tłumu innych bywalców danego przybytku. W przeciwieństwie do tego miejsca. Wyobrażał to sobie inaczej. Tak, że przybędzie na miejsce spotkania i zobaczy Thalię od razu. Było to pobożne życzenie. Niemniej jego narzekanie na ukrywającą się wśród ruin Wellers przyniosło jakiś skutek, bo kobieta wreszcie się ujawniła.
Wiem, że jestem czarodziejem i znam to zaklęcie... zdarza mi się robić rzeczy bez pomocy magii. Tak jak teraz. Ale na drugi raz nie ukrywaj się tak przede mną. Upewniłem się, że nikt mnie nie śledził — Skomentował jej słowa, gdy tylko wysunęła się zza tego załomu. Mogła nie być zadowolona, ale nie ganiła go za to. On natomiast nie był tak naprawdę na nią zły.
Dobrze cię widzieć, Thalio. Pokaż co tam dla mnie masz — Dodał z lekkim uśmiechem, zaczynając podążać za nią. Wchodząc do tego pomieszczenia przygarbił się nieznacznie, jakby chcąc uniknąć uderzenia głową w framugę czy w sklepienie. Gobliny potrafiły budować tak ogromne budowle jak chociażby gmach Banku Gringotta czy ta twierdza. Na szczęście dla niego to pomieszczenie nie zostało wzniesione proporcjonalnie do wzrostu jego budowniczych i możliwość wyprostowania się była nad wyraz satysfakcjonująca.
Po wejściu do środka również i jego uwagę przykuły zgromadzone tutaj skrzynie z ciemnego drewna. Jego rola była jasna. Znał się na magicznych stworzeniach i znał całkiem dobrze rynek surowców z nich pozyskiwanych. Była jednak kwestia ich pozyskania. Pozostawał przeciwny kłusownictwu. Zbieractwo było o wiele bardziej sensowne i korzystne dla tych stworzeń.
Ne ma problemu. Jak coś znajdę takiego to niezwłocznie cię powiadomię. Pomogę. Zanim zacznę... mam nie dopytywać skąd to wszystko masz? — Odparł podchodząc do jednej ze skrzyń. Pochylił się by obiema rękoma unieść ciężkie wieko. Gdy to uczynił, jego oczom ukazała się zawartość skrzyni w pełnej krasie.

Rzut k3 na jakość zawartości skrzyń:
1: bardzo zła
2: średnia
3: doskonała[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Volans Moore dnia 06.04.22 3:52, w całości zmieniany 1 raz
Volans Moore
Zawód : Smokolog
Wiek : 32
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Oh I still can remember a time when it wasn't like this
Before the world became enslaved
Can we all go back to the time when we were not like this
Can we even be saved?
OPCM : 21
UROKI : 17
ALCHEMIA : 1
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
Ruiny Mer-Akha, Walia - Page 14 Tumblr_myrxsem7AC1s8tqb9o1_500
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9775-volans-moore-w-budowie#296523 https://www.morsmordre.net/t9914-sol#299801 https://www.morsmordre.net/t9919-ksiega-smokow#299856 https://www.morsmordre.net/f371-derbyshire-borrowash-pollards-oaks-11-8 https://www.morsmordre.net/t9921-szuflada-volansa#299859 https://www.morsmordre.net/t9913-volans-moore#299792
Re: Ruiny Mer-Akha, Walia [odnośnik]05.04.22 2:01
The member 'Volans Moore' has done the following action : Rzut kością


'k3' : 3
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Ruiny Mer-Akha, Walia - Page 14 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Ruiny Mer-Akha, Walia [odnośnik]05.04.22 12:08
Przyglądała się swojemu towarzyszowi, lekko kręcąc głową. Ostatnimi czasy miała wrażenie, że to, co ją głównie zajmuje, to wielki ból głowy nad sprawami, które nagle jej nie dotyczą. Wiele wypadków zdarzało się ostatnimi czasy aby mogła do tego przechodzić nad porządkiem dziennym. Może to kwestia, że sama też nie najlepiej czuła się ostatnimi czasy, wiedząc, że rozmowy o jej klątwach były równie przytłaczające co męczące, a jedzenia jak zawsze było za mało na to, ile mogła zdobywać z tych swoich krótkich wypadów do miejsc takich jak te. Musieli się postarać albo dostarczyć dobry jakościowo towar na „odpowiedni” rynek, albo spalić to, co mogło być trucizną.
- Dostałam słowa o tym, że warto sprawdzić o ile nie przyleciałeś na miotle mając wcześniej dobry widok na okolicę. – Dodałaby, że w miejscach takich jak to, które niekoniecznie były otwartą przestrzenią i bardzo dobrze było wypatrzyć sobie miejsce gdzie pułapka potem mogła zostać aktywowana kiedy ktoś postanowiłby się w danym miejscu schować albo wykorzystać je jako kryjówkę. Pamiętała jak delikatnie wirowało w powietrzu Carpiene, aczkolwiek to zaklęcie dalej budziło w niej jakieś dziwnego rodzaju wzburzenie.
- Jestem przemytnikiem, Volans, nie będę wystawiać się na widok. To miejsce odwiedzane szeroko przez turystów, więc da się schować tu rzeczy na widoku, ale to nie znaczy, że nawet z metamorfomagią powinnam paradować po okolicy, przyciągając uwagę. – Potrząsnęła lekko głową, ostrożnie otwierając skrzynie przed Volasnem i pokazując mu wszystko, co znajdowało się w środku – parę zamrożonych jaj popiełka, nieco smoczych łusek, trochę innych składników które trzeba by dalej sprawdzić, ale póki co chciała po prostu by dowiedzieć się o ich wartości.
- Nie, nie powinieneś. Mamy wojnę, Volnas, ale nawet przed nią, na długo przed nią, nie powinieneś pytać o takie rzeczy. – Była w tym całkiem poważna ale nie zła, przypatrując się jego działaniom. – Najpierw powiedz mi, czy dobrze myślę, że to całkiem dobra jakość. Jeżeli nie, musimy to wynieść i spalić, jeżeli tak…wypisujemy wszystko. Masz znajomych którzy potrzebowali by czegoś do eliskirów albo tym podobnych?



Here I am

Here I remain
Thalia Wellers
Zawód : Żeglarz, handlarz, przemytnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Some may yield
But me I never could be tamed
Through moors and meadows
Cloaked, concealed
Never to forget my name
I walk the shadows
OPCM : 16
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10111-thalia-wellers#306486 https://www.morsmordre.net/t10173-kymopoleia#308971 https://www.morsmordre.net/t10159-beware-the-daughter-of-the-sea#308538 https://www.morsmordre.net/f350-walia-llyn-trawsfynydd-syrenia-laguna https://www.morsmordre.net/t10167-skrytka-bankowa-nr-2284#308735 https://www.morsmordre.net/t10164-thalia-wellers#308697
Re: Ruiny Mer-Akha, Walia [odnośnik]06.04.22 5:29
Od początku wojny nikomu tak naprawdę nie było łatwo. Może za wyjątkiem czarodziejów odpowiedzialnych za to wszystko, co spotykało prostych ludzi. Wydawało mu się, że Thalia była w trochę gorszej sytuacji od niego. On miał stałą pracę i otrzymywał stałe wynagrodzenie. Ona utrzymywała się z żeglowania i kontrabandy. W rzeczywistości nie za bardzo wiedział, jak wygląda praca jako przemytnik. Bo niby skąd miał mieć dokładną wiedzę na ten temat? W tym momencie opierał się na swoich przypuszczeniach, niż faktach.
W tym momencie to on został w pewnym sensie partnerem w zbrodni. To mogłoby otworzyć przed nim pewne możliwości, gdyby tylko zostałby pozbawiony dotychczasowej możliwości zarobkowania i nie znalazł nic innego. W takich okolicznościach, przy odrobinie szczęścia ich potencjalna współpraca mogłaby okazać się owocna. Pewnym problemem były jego poglądy, ale możliwe, że one uległyby zmianie.
Przezorny zawsze ubezpieczony, jak to mówią. Nawet, jeśli nasze twarze nie zdobią londyńskich ścian — Zdołał przyznać kobiecie rację. Pomimo podejmowanych przez niego działań wywrotowych, nie zadawał się jakoś szczególnie z ludźmi z półświatka. Thalia była godna zaufania, inni niekoniecznie.
Nie twierdzę, że nie. Wojna nie służy turystyce. Widok turystów teraz wydaje mi się niecodzienny i po prawdzie trochę im zazdroszczę. Od początku wojny nie byłem na wakacjach — Przyznał z wyraźną goryczą w głosie. Wojna nie służyła turystyce, a on wprost uwielbiał podróżować. To nie tak, że się skarżył na to, że zdecydował się pozostawić za sobą całkiem poukładane życie w Rumunii, pracę w fantastycznym rezerwacie. Brakowało mu tego. A komu by nie brakowało? Rodzina go potrzebowała. Chciał być bliżej nich. I był. Planowanie zagranicznych wojaży stanowiło odległą i niepewną przyszłość, dodatkowo widzianą w czarnych barwach. Było ważne tu i teraz. Byleby przetrwać kolejny dzień.
Gdy wieko skrzyni zostało uniesione, ukryte w niej skarby natychmiast przykuły jego uwagę. Zdecydowanie było na co popatrzeć. Zwłaszcza, że dostrzegł w pierwszej kolejności zamrożone jaj popiełka i smoczych łusek. Posiadanie jaj popiełka było nielegalne i bardzo niebezpieczne. Chwila nieuwagi i pożar gotowy. Ujrzenie smoczych łusek pogłębiło jego obawy. Starał się je zachowywać dla siebie. Były też inne wartościowe przedmioty.
W takim razie... nie zapytam — Odparł po chwili wymownego milczenia. Może im mniej będzie wiedzieć, tym lepiej dla niego. — To... pierwszorzędna jakość. Z jajami popiełka trzeba bardzo uważać, ich posiadanie nie jest legalne. Są bardzo cenne. Zjedzenie takiego jaja w całości rzekomo leczy malarię. Stanowią również składnik kilku eliksirów. Smocze łuski również mają zastosowanie w alchemii, w wytwórstwie różdżek, w tworzeniu szat. Reszta też się nada — Postanowił trochę pogrzebać w tej skrzyni, potrzymać w dłoniach te wszystkie dobra. Zwłaszcza chciał przyjrzeć się z bliska jajom tego węża. Wydawał się szczerze zafascynowany tym znaleziskiem, gdyż oglądał jedno z zamrożonych jaj pod różnym kątem. Dopiero po chwili niechętnie odłożył je na miejsce.
Wypisujemy wszystko z tej pierwszej skrzyni. Masz pergamin, pióro i kałamarz? Albo chociaż pergamin i ołówek? Mam. Pewnie bardzo przydałyby się Aurorze — Zapytał, gdyż tym razem nie zabrał przyborów do pisania. Zaprzyjaźniona uzdrowicielka była pierwszym wyborem.
Volans Moore
Zawód : Smokolog
Wiek : 32
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Oh I still can remember a time when it wasn't like this
Before the world became enslaved
Can we all go back to the time when we were not like this
Can we even be saved?
OPCM : 21
UROKI : 17
ALCHEMIA : 1
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
Ruiny Mer-Akha, Walia - Page 14 Tumblr_myrxsem7AC1s8tqb9o1_500
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9775-volans-moore-w-budowie#296523 https://www.morsmordre.net/t9914-sol#299801 https://www.morsmordre.net/t9919-ksiega-smokow#299856 https://www.morsmordre.net/f371-derbyshire-borrowash-pollards-oaks-11-8 https://www.morsmordre.net/t9921-szuflada-volansa#299859 https://www.morsmordre.net/t9913-volans-moore#299792
Re: Ruiny Mer-Akha, Walia [odnośnik]06.04.22 12:05
Lepiej dla niej, że Volans nie bardzo wiedział jak dokładnie wygląda taki tryb pracy, bo to oszczędzało naprawdę wiele z ciężaru tłumaczenia siebie samej albo innych. Tego zresztą nie zamierzała, to była jej ścieżka i jej wybór, a skoro nic nie dało się na tym świecie zrobić uczciwego, musiała uciekać się do podstępów. Skoro w końcu los obdarzył ją metamorfomagią, postanowiła wykorzystać co mogła, nie przejmując się nawet konsekwencjami które to niosło dla niej. Bo było to dla niej, nie dla nikogo innego, więc w tym momencie nikt inny się nie martwił. To, że odbijało się to na innych marzeniach czy rzeczywistości którą chciała sobie wykreować, cóż…w czasach wojny i tak była w o wiele gorszej sytuacji.
- Gdyby moja twarz skończyłaby na ścianach i na listach gończych, to głównie znaczyłoby w moim wypadku, że jestem bardzo złym metamorfomagiem. – Mrugnęła jeszcze, zanim nie przeszła w kierunku skrzyń, wzdychając cicho kiedy Volans poruszył kwestię samych wakacji, machając dłonią aby jednak spojrzeć na znajdującego się niedaleko niej Volansa. – To że my mamy ledwie czas na zajęcie się sobą, nie znaczy, że szlachta nie. A uwierz mi, na tych z zielonej strony zdecydowanie nie chcemy się natknąć.
Spoglądała jeszcze na towar, sięgając po rękawiczki aby nałożyć je na dłonie. Nauczyła się dość dawno, że lepiej nie dotykać takich rzeczy, niezależnie od tego, czym by one nie były, gołymi rękoma. Na szczęście nie na swoim przykładzie, bo jednak doznawanie problematycznej wysypki nie było najlepszym jej wspomnieniem z przeszłości. Westchnęła jeszcze, tym razem chyba z radości kiedy Volans widocznie zachwycał się składnikami, a jej ciężar spadł z serca – przynajmniej mogli pocieszyć się tym, że te składniki trafią do dobrych ludzi…częściowo.
- To przemyt, Volans. Tutaj mało co jest legalne. – Pokręciła głową, skoro jednak uzyskała potwierdzenie, że wszystko się nada, nie było na co czekać. Ostrożnie wyciągnęła z torby stertę pergaminów, kałamarz i pióro podając Volansowi a samej biorąc ołówek, pierwszą ze skrzyń otwierając nieco bardziej i dokładnie przepisując co się w niej znajdowało. Później będzie musiała zająć się przepisaniem tego na szyfr, tak aby oryginalne notatki spalić, teraz jednak nie było czasu na to, aby jednak poświęcać się wszystkiemu. No i nie do końca widziało jej się uczyć Volansa jej szyfru. To było coś, co było jej.
- Zajmiesz się tamtymi dwoma? Jak czegoś nie będę w stanie rozpoznać, to dam ci znać, a po zobaczeniu ilości, będziesz mógł zabrać parę sztuk. – Westchnęła cicho, poświęcając się pracy na nowo.



Here I am

Here I remain
Thalia Wellers
Zawód : Żeglarz, handlarz, przemytnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Some may yield
But me I never could be tamed
Through moors and meadows
Cloaked, concealed
Never to forget my name
I walk the shadows
OPCM : 16
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10111-thalia-wellers#306486 https://www.morsmordre.net/t10173-kymopoleia#308971 https://www.morsmordre.net/t10159-beware-the-daughter-of-the-sea#308538 https://www.morsmordre.net/f350-walia-llyn-trawsfynydd-syrenia-laguna https://www.morsmordre.net/t10167-skrytka-bankowa-nr-2284#308735 https://www.morsmordre.net/t10164-thalia-wellers#308697

Strona 14 z 15 Previous  1 ... 8 ... 13, 14, 15  Next

Ruiny Mer-Akha, Walia
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach