Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Ruiny Mer-Akha, Walia
AutorWiadomość
Ruiny Mer-Akha, Walia [odnośnik]17.07.17 1:41
First topic message reminder :

Ruiny Mer-Arkha

Mer-Arkha było ongiś, jeszcze przed ustanowieniem Walii Walią, miastem goblińskim  - jedną z ich najpotężniejszych twierdz, owianą chwałą i mrożącymi krew w żyłach legendami, opowiadającymi tak o męstwie oraz odwadze, jak i braku litości, pragmatyzmie i krwawych, pozbawionych litości podbojach. Mer-Arkha zostało jednak zrównane z ziemią tysiące lat temu przez przodków najdawniejszych rodów celtyckiego pochodzenia - kładąc kres goblińskiej ekspansji w tym rejonie. Pozostałości po mieście wydają się być żywą lekcją historii - choć nieliczne, to te, które pozostały, wydają się zachowane w doskonałym stanie. Nic dziwnego, gobliny uchodzą za doskonałych budowniczych - ani wojna ani wiatr nie zetrą ich konstrukcji w pył. Oprócz trzech nadkruszonych domów ujrzeć można fragment niegdyś ogromnego muru obronnego, studni oraz wysokich miejskich schodów, a także niedużą część sali tronowej, włączając w to sam - podniszczony, ale zachowany - imponujący kamienny tron, na którym zasiadał w tamtym czasie gobliński król, Gambra Waleczny. Fakt, że ruiny znajdują się raczej dalej od cywilizacji niż bliżej i zarośnięte są wysokimi drzewami, nie powstrzymuje mugoli przed dotarciem tutaj - czasem przewijają się pojedynczy turyści, którzy mnożą teorie spiskowe odnośnie tego, czym właściwie te ruiny są - zwykle stawiając na pozaziemską cywilizację.

Jeśli posiadasz przynajmniej III poziom biegłości historia magii, możesz służyć za przewodnika czarodziejów po tym miejscu i opowiedzieć więcej o dawnej wojnie oraz związanych z nią legendach.

W tej lokacji obowiązuje bonus do rzutu kością w wysokości +5 dla Zakonników i +10 dla Gwardzistów.


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 12.03.19 13:37, w całości zmieniany 1 raz
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Ruiny Mer-Akha, Walia - Page 15 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Ruiny Mer-Akha, Walia [odnośnik]07.04.22 18:17
Metamorfomagia jest niesamowita. Możesz być praktycznie kim chcesz. I nie musisz korzystać z eliksirów ani transmutacji — Powiedział to, co ona wiedziała bardzo dobrze. Wyraził w ten sposób swój podziw i uznanie dla tego daru. Niemniej w jego głosie dało się słyszeć wyraźną nutkę zazdrości. Nie posiadał tak przydatnych umiejętności. Również był zdania, że Williamowi taki dar przydałby się jeszcze bardziej, niż jemu. Przynajmniej w chwili obecnej.
Czasu to oni mają faktycznie w nadmiarze. Ja w ogóle nie chcę się natknąć na jakąkolwiek szlachtę, niezależnie od wspieranej przez nich strony tego konfliktu. Niemniej spotkanie z tymi drugimi najpewniej skończyłoby się walką z trudnym do pokonania przeciwnikiem. Dotąd natrafiłem tylko na grupy szmalcowników. A ty walczyłaś z tymi drugimi? — Każdemu wypowiedzianemu przez niego słowu towarzyszyła niechęć. Nie darzył sympatią ani szacunkiem szlachty. Niezależnie od poglądów szlachty, arystokraci stanowili dwie strony jednej monety i byli nadęci jak świńskie pęcherze. Ot, szlachetnie urodzeni. Czarodzieje niepotrafiący się pogodzić z utratą wpływów, z nadejściem nowych czasów i odejść z twarzą do historii. To przez nich ich życie wygląda tak jak wygląda. Tych poglądów nie okazywał w pracy – jak większość prostych ludzi potrzebował pracy, a ta dodatkowo bardzo go satysfakcjonowała.
Pomimo wyraźnej niechęci do możnych, której dał w jakimś stopniu upust w tym momencie, podszedł niezwykle poważnie do kwestii potencjalnego pojedynku z potencjalnie poważnie zaprawioną w czarnej magii szlachtą. Póki co szmalcownicy nie stanowili dla niego zbytniego wyzwania. Nie pozwalał sobie na to, by poczuć się zbyt pewnie. To pierwszy krok do zguby, Niedocenianie przeciwnika to pierwszy krok do zguby.
Znalezione w pierwszej skrzyni przedmioty były naprawdę warte swojej uwagi i ceny. Nie byłaby ona mała za te wszystkie towary. Pozostawało mieć nadzieję, że w kolejnych skrzyniach będą równie porządne i warte uwagi rzeczy. — Już nic nie mówię — Przyznał wznosząc obie dłonie w poddańczym geście. Jak na kogoś, kto pierwszy raz robił coś takiego, całkiem nieźle sobie radził. Sięgnął po pióro, pergamin i kałamarz. Ten ostatni chwycił prawą dłonią, pozostałe przybory do pisania ujął lewą dłonią. Odkorkował kałamarz i zanurzył w nim zaostrzony koniec użyczonego mu pióra.
Zajmę. Dobrze. Nie oczekiwałem tego, ale to bardzo miło z twojej strony — Odrzekł odkładając to co trzymał w rękach na drugą skrzynię. Otworzył pierwszą z nich i zaczął przeglądać jej zawartość. Czego to tu nie było. — Znalazłem... pięć rogów garboroga, sześć beozarów... słój pełen smoczych oczu, ze trzy bele wełny kudłonia — Poinformował Thalię o swoim znalezisku, zapisując to wszystko na pergaminie. Starał się nie okazywać tego, że naprawdę ciężko było mu patrzeć na słój z oczami smoków, takich samych jak te którymi się opiekował. Nic by to nie zmieniło. Zamknął skrzynię z ciężkim westchnięciem.
To wygląda na czułki szczuroszczeta... pokaźna ilość — Zanotował. Natrafił na nieopisaną trzy butelki z gęstą cieczą. Sięgnął po jedną z nich i odkorkował ją, a po pomieszczeniu rozpełzła się silna woń zgnilizny. — Ugh... wydzielina korniczaka... trzy butelki — Skrzywdził się z obrzydzenia, natychmiast zamykając butlę i odkładając ją obok pozostałych.
Sprawdzę czy czegoś tam jeszcze nie ma — Zadecydował sięgając znów w głąb skrzyni.
Volans Moore
Zawód : Smokolog
Wiek : 32
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Oh I still can remember a time when it wasn't like this
Before the world became enslaved
Can we all go back to the time when we were not like this
Can we even be saved?
OPCM : 21
UROKI : 17
ALCHEMIA : 1
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
Ruiny Mer-Akha, Walia - Page 15 Tumblr_myrxsem7AC1s8tqb9o1_500
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9775-volans-moore-w-budowie#296523 https://www.morsmordre.net/t9914-sol#299801 https://www.morsmordre.net/t9919-ksiega-smokow#299856 https://www.morsmordre.net/f371-derbyshire-borrowash-pollards-oaks-11-8 https://www.morsmordre.net/t9921-szuflada-volansa#299859 https://www.morsmordre.net/t9913-volans-moore#299792
Re: Ruiny Mer-Akha, Walia [odnośnik]08.04.22 0:22
- To prawda, nie muszę. Mogę za to połamać sobie żebra tylko dlatego, że przemiana była tak wyjątkowo nieudana. Mogę odmienić się nagle bo ktoś zrani mnie na tyle mocno. Mogę umrzeć pod zmienioną postacią i nikt nie wie, ani wiedzieć nie będzie, gdzie się podziałam i co się ze mną działo. Wszystko ma, niestety albo i stety, swoje wady i zalety. – Westchnęła cicho, nie umiejąc nawet poradzić sobie z sytuacją, którą rozciągały przed nią lata zapomnienia, że kiedykolwiek była Lavinia. Od momentu, kiedy z mężczyzny stała się kobietą, nic jednak nie było łatwiejsze, a i ona miała przerażające wrażenie, że jedyne co robi, to łudzi się, że kiedykolwiek jeszcze będzie łatwiej.
- Nie wiem, co robią albo co nie robią dokładnie, ale nie chcę się wypowiadać za nich. Natomiast tych po…stronie przeciwnej nam? Trochę w szkole, trochę w późniejszych latach. Większość to zasmarkańcy którym nigdy nie przeszkadzano w ich dogodnym gniazdku, więc mogą uważać że im się należy. – Tak przynajmniej zapamiętała ich ze szkoły. Czy czas zmienił szlaki, myśli, słowa? Wątpiła, jak zawsze wątpiąc w charakter ludzkiej zmiany. Ale cóż poradzić.
Przysiadła gdzieś kątem pomiędzy skrzyniami, odruchowo wciskając się pomiędzy ciasne przestrzenie, przez lata nabierając nawyków że nie mogła liczyć na otwarte przestrzenie i pustkę, dlatego wolała chować się w mniejszych i zagraconych. Jako dziecko nie cierpiała wciskania je do izolatki, jako dorosła musiała przełknąć gorycz pracy na statku.
Wyjmowała to coraz nowsze składniki, dopisując je do listy którą miała na kolanach, zapisując kilka dziobów gryfa, następnie odznaczając na liście języki kameleona oraz sproszkowane…uniosła pojemniczki, z uniesionymi brwiami pokazując co trzymała w ręku, prezentując to Volansowi. Dopiero po usłyszeniu, że mowa tutaj o sproszkowanych skrzydłach ćmy (ble!), zapisała rzeczy na nowo. Wypisywała też to, co podawał jej Volans, ostrożnie robiąc co tylko mogła aby za wszystkim nadążać. Niemal nie czuła godzin spędzonych na tym zadaniu, skupienie całe przelewając na składniki, pergaminy oraz kolejne nazwy i numery.
Dopiero po paru godzinach podniosła spojrzenie na Volansa, rozluźniając odruchowo spięte mięśnie i posyłając smokologowi zmęczony uśmiech.
- Dziękuję za pomoc z rozpoznaniem wszystkiego. Przyniosę ci wypłatę w ciągu tygodnia, jeżeli co to pasuje. A w międzyczasie, daj znać co tam by było potrzebne Aurorze. Nie obiecuję, ale może uda się załatwić. – Pomasowała szyję, oddychając cicho. Praca bywała fascynująca.
zt



Here I am

Here I remain
Thalia Wellers
Zawód : Żeglarz, handlarz, przemytnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Some may yield
But me I never could be tamed
Through moors and meadows
Cloaked, concealed
Never to forget my name
I walk the shadows
OPCM : 16
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10111-thalia-wellers#306486 https://www.morsmordre.net/t10173-kymopoleia#308971 https://www.morsmordre.net/t10159-beware-the-daughter-of-the-sea#308538 https://www.morsmordre.net/f350-walia-llyn-trawsfynydd-syrenia-laguna https://www.morsmordre.net/t10167-skrytka-bankowa-nr-2284#308735 https://www.morsmordre.net/t10164-thalia-wellers#308697
Re: Ruiny Mer-Akha, Walia [odnośnik]08.04.22 5:15
Po prawdzie, on mało co wiedział o samej metamorfomagii. W chwili obecnej widział przede wszystkim jej pozytywne aspekty. Thalia naświetliła mu ciemną stronę tej umiejętności. Taką, której wręcz nie potrafiłby sobie wyobrazić. To zmieniło jego spojrzenie na ten dar.
Połamane żebra podczas próby przemiany żebra nie brzmią dobrze i coś mi mówi, że już tego doświadczyłaś. Tak samo w kwestii tego zranienia. Najgorsza i zarazem najsmutniejsza wydaje mi perspektywa twojej śmierci pod postacią innej osoby — Podzielił się z nią swoimi przemyśleniami na ten temat, zwłaszcza, że otworzyła mu oczy w tej materii. Złamane żebra i rany można wyleczyć. Śmierć była ostateczna i naprawdę to bardzo problematyczne odejść z tego świata jako inna osoba. Dla rodziny taka niewiedza to coś strasznego.
To masz doświadczenie. Raczej to nie uległo zmianie. Gdybym miał z nimi walczyć to chciałbym walczyć z tobą różdżka w różdżkę — Odparł. Niektórym ludziom bardzo trudno się zmienić. Zwłaszcza, jeśli ich otoczenie pozostawało od lat niezmienne. Thalia przede wszystkim była dla niego prawdziwą przyjaciółką i cenionym sojusznikiem.
Gdy Thalia pokazała mu słój pełen sproszkowanych skrzydełek ćmy nawet pół żartem, pół serio zaproponował, że może spróbować tego proszku. Tak najłatwiej byłoby określić zawartość słoja, którą trudno było zidentyfikować na pierwszy rzut oka. I tak, proszek ze skrzydełek ciem był obrzydliwy. Choć w jego osobistym rankingu przegrywał z butlami wydzieliny korniczaka. Ten zapach zgnilizny był naprawdę nie do zniesienia.
Podczas wykonywania przeglądu i inwentaryzowania zawartości skrzyń także i on stracił poczucie czasu. W pewnym sensie to pozwalało mu przestać myśleć o wielu rzeczach. Nim się obejrzał, minęło parę godzin. Odwzajemnił równie zmęczony uśmiech. Zasłużyli na odpoczynek. W końcu się napracowali.
Do usług. Wiesz, że zawsze ci pomogę. A na tym się znam. Nie ma sprawy. Wiem, że mi zapłacisz. Tylko nie przynoś wypłaty do rezerwatu. Wyślij sowę w razie czego, jakby coś się zmieniło. Dam jak najszybciej. Jeśli się nie uda to ani Aurora, ani ja nie będziemy mieć tego tobie za złe — Powiedział z uśmiechem. Zawsze pomoże Thalii, przy czym nie pogardzi dodatkowymi pieniędzmi. Wszak korzystał ze swojej bogatej wiedzy z zakresu magizoologii i uważał, że warto mieć jakieś dodatkowe źródło dochodu i oszczędności na czarną godzinę. W rezerwacie nikt nie musiał wiedzieć o tym, że przyjął takie zlecenie. Aurora z pewnością potrzebowała jakiś składników alchemicznych. Uzdrowiciele potrzebowali ingrediencji w hurtowych ilościach. Niemniej teraz o wszystko było trudniej. Przeciągnął się. Zdecydowanie na niego już pora. Wywiązał się ze swojej części zlecenia.

zt
Volans Moore
Zawód : Smokolog
Wiek : 32
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Oh I still can remember a time when it wasn't like this
Before the world became enslaved
Can we all go back to the time when we were not like this
Can we even be saved?
OPCM : 21
UROKI : 17
ALCHEMIA : 1
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
Ruiny Mer-Akha, Walia - Page 15 Tumblr_myrxsem7AC1s8tqb9o1_500
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9775-volans-moore-w-budowie#296523 https://www.morsmordre.net/t9914-sol#299801 https://www.morsmordre.net/t9919-ksiega-smokow#299856 https://www.morsmordre.net/f371-derbyshire-borrowash-pollards-oaks-11-8 https://www.morsmordre.net/t9921-szuflada-volansa#299859 https://www.morsmordre.net/t9913-volans-moore#299792
Re: Ruiny Mer-Akha, Walia [odnośnik]18.05.22 21:07
18 KWIETNIA

Przez przypadek odkryła to miejsce, piękne, tajemnicze, żywcem wyjęte z powieści, której nigdy nie miała doczytać, bo lekcje baletu były ważniejsze, a biografie choreografów i największych tancerzy bardziej absorbujące. Ruiny Mer-Akha, dla niej pozbawione nazwy. Bezimienne, z meandrami dowolnych przeszłości. Pewnego dnia podczas bezcelowego spaceru półwila dotarła do tych oderwanych od rzeczywistości reliktów; wdrapała się na kamienne ścieżki i wodziła palcami po chropowatych powierzchniach osamotnionych ścian, ale żaden z kątów do niej nie przemówił. Może kiedyś, teraz już nie. Gdyby w Beauxbatons bardziej uważała na historii magii, może skojarzyłaby motywy architektoniczne z goblinami, tyle że... Nawet wtedy tańczyła w myślach, wybiegając nimi do późnowieczornych eskapad do sal pełnych duchów; do bladołososiowych puent, które musiała przygotować na następną lekcję; i do ślicznego młodzieńca o bursztynowych oczach, z którym miała spotkać się zaraz po eliksirach. Tyle zadań. Tak mało czasu.
Z trudem zapamiętała drogę do Mer-Akha, a z jeszcze większym trudem wróciła tutaj kolejny raz. Droga była długa, zdecydowanie zbyt długa jak na wymęczone odsiadką mięśnie skłębione w ciele, ale i samotna. W innych okolicznościach mogłaby to docenić. Powinna nawet, bo zalesiona okolica zapierała dech w piersiach, a subtelny odgłos szumiącego wiatru, jakim przetykane były korony drzew, mógł urzekać - tylko że gdzieś za samotnością zawsze czyhało niebezpieczeństwo jej gwałtownego ukrócenia. Przez strażnika. Napastnika o surowych dłoniach i kąsającej różdżce. Każdy poruszający się cień sprawiał, że truchlała jak łania i na chwilę zastygała w bezruchu, spanikowana, żeby upewnić się, że to nie niebezpieczeństwo; a każde uderzenie serca krzyczało, żeby zawróciła. Ale Celine uparcie parła naprzód. Dzisiaj musiała.
Właściwie nie miała pojęcia, czy Samuel zdecyduje się zjawić w walijskiej sekretnej okolicy, nie zdziwiłaby się, gdyby tego nie zrobił. Egerton Lovegood, z którym łączyła go współpraca i wieloletnie zaufanie, już nie żył. Nieważne, jak wszyscy dookoła zapewniali, że było inaczej, nie żył przez nią, bo może gdyby nie prowokowała Sallowa... Stało się jednak - a ona nie umiała odwrócić czasu. Pragnęła tego, każdej nocy błagała księżyc, żeby pozwolił jej zmienić bieg wydarzeń, naprawić skorodowaną przeszłość, bez efektu. Dni biegły dalej, niezależnie od tego, czy spędzała dnie zapłakana i przybita, czy próbowała żyć; robić to, czego on, Egerton Lovegood, nie mógł.
Długie, pszeniczne pasma pukli tańczyły wraz z wiatrem kiedy zatrzymała się przed kamiennym tronem, lawirująca to tu, to tam, w oczekiwaniu na nadejście Skamandera albo na zajście słońca, które potwierdziłoby, że nie zamierzał przyjść. W kieszeni śliwkowego płaszcza skrywała dłonie, paznokciami hacząc o szwy, byle tylko zająć czymś palce. Stres. Czuła go, nie tak mocno jak przed spotkaniem z Elriciem - ale istniał, wzniecony i utrzymywany przy życiu przez niepewność. Co jeśli to nie on nadejdzie? Albo jeśli zjawi się z kimś, kogo nie powinno tu być? Z kimś... Nie, nie mogła posądzać Samuela o konszachty ze złymi ludźmi, koniec końców to on okazał się tym dobrym. Przynajmniej w jej historii. W historii jej rodziny.
Zmęczone nogi domagały się chwili odpoczynku, ale Celine uznała, że przycupnięcie na tronie byłoby pretensjonalne, dlatego też osunęła się na kamienną kondygnację, jaka go podtrzymywała, ramię oparłszy o bok królewskiego fotela. Albo i nie królewskiego; równie dobrze mógł być wszystkim tym, co podpowiadała wyobraźnia, nawet krzesłem, w którym sadzało się więźnia przeznaczonego do przesłuchania. Nie. Nie myśl o tym. Półwila przymknęła powieki, głośniej wciągnąwszy powietrze do płuc. Co właściwie chciała powiedzieć Samuelowi, o czym z nim porozmawiać? Sama nie miała pojęcia, wiedziała tylko, że musiała się z nim zobaczyć; chociażby po to, żeby osobiście, twarzą w twarz, oko w oko, podziękować mu za chęć ratunku Egertona. Czarodziej zresztą wspominał o tym w liście, o spotkaniu - ale od tego czasu mógł dojść do wniosku, że tak naprawdę wcale nie chciał jej widzieć. To nic dziwnego, nic oburzającego. Celine także nie chciała widzieć Celine.
Wysunąwszy jedną dłoń z kieszeni sięgnęła do pokrytego cienką warstwą gruzu i liści podłoża, żeby dotknąć drobin pokruszonych kamieni, wprawić je w ruch, poturlać kawałek dalej. Potrzebowała jakiegokolwiek dźwięku, czegoś, co odciągnie uwagę od grząskiego gruntu myśli. Pamiętała jego twarz z plakatów poszukiwanych terrorystów - dalej wyglądał tak samo?


idź, równiutko idź, tam mówią będzie raj,
a gdy zostaniesz tu na zawsze będziesz sam.
Celine Lovegood
Zawód : Baletnica
Wiek : 21 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
the men of the village were kind to us, but the women of the village soon grew cold.
OPCM : 5
UROKI : 3
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 26
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Półwila

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9177-celine-lovegood#278139 https://www.morsmordre.net/t9212-dziadek#279452 https://www.morsmordre.net/t9215-brzydkie-piekne-kaczatko#279468 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t9214-skrytka-bankowa-2148#279459 https://www.morsmordre.net/t9213-celine-lovegood#279455

Strona 15 z 15 Previous  1 ... 9 ... 13, 14, 15

Ruiny Mer-Akha, Walia
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach