Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 West Wittering, Sussex

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: West Wittering, Sussex   17.07.17 1:42

West Wittering

Plaża West Wittering w Sussex uchodzi za jedną z ładniejszych w całej Anglii. Jej brzegi malowane są bielą drobnego piasku, a szeroki pas płytkiej wody, w której nietrudno znaleźć błyszczące muszelki, sprawia, że jest to bezpieczne miejsce na kąpiel. Brakuje tutaj typowo mugolskiej zabudowy, mugolskich reklam i budek, co dla czarodziejów stanowi dodatkowy atut. Część przeznaczona tylko dla istot magicznych ochroniona jest pasem nadbrzeżnych boi w kanarkowym kolorze - nie tylko unoszą się na wodzie, ale i leżą porozrzucane wzdłuż plaży. Ich linia stanowi barierę odpychającą dla mugoli. Spokojna okolica stanowi idealne miejsce na spacer z rodziną lub przyjaciółmi - a niegroźny przyjazny kraken imieniem Gotrfyd rozmiarów rosłego wieloryba, pluskający się w oddali, dodaje pejzażowi niewymuszonej malowniczości.

Uciekanie przed falą: popularna zabawa, która polega na umknięciu przed wodą, nim ta obmyje twoje stopy. Rzut należy wykonać kością k100, do wyniku dodaje się wartość uników przemnożoną przez 2. ST wynosi 40, ale wzrasta o 10 z każdą kolejną turą. Kraken zauważa, że się bawisz i chce bawić się z tobą, wzniecając coraz mocniejsze fale...

Poszukiwania bursztynu: rzuć kością k100. Dodaj do rzutu 10 za każdy posiadany poziom biegłości szczęście.
80-95: Udało ci się znaleźć bursztyn.
95+ Udało ci się znaleźć bursztyn z inkluzją.
Lokacja zawiera kości


Powrót do góry Go down
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: West Wittering, Sussex   02.08.17 19:49

To był maj1 maja 1956 roku
Postać A: To działo się w nocy, z kwietnia na maj. Najpierw usłyszałaś hałas, dopiero później zatrzęsło się pomieszczenie, w którym się znajdowałaś. Dostrzegłaś grudy tynku opadające z sufitu, poczułaś impulsy pod stopami, dostrzegłeś walące się ściany, aż w końcu: sufit opadł ci na głowę. Obudziłaś się w gruzach i pozostałościach tego pomieszczenia daleko od miejsca, w którym się to wydarzyło.
Obrażenia: tłuczone (100) od czarnej magii

Postać B: To działo się w nocy, z kwietnia na maj. Do pomieszczenia, w którym się znajdowałaś, wdarła się gęsta biała mgła. Przypominała osad po wybuchu, choć jego dźwięk - głośny łomot - dobiegł cię dopiero po chwili, tuż po nim usłyszałaś syk przypominający węża, otaczające cię podarte strzępy mgły zaczęły się formować w kształty tych stworzeń. Mgliste kobry natarły na ciebie z ogromną siłą, nic więcej nie pamiętałaś.
Obrażenia: zatrucia (20 co turę) od czarnej magii


Powrót do góry Go down
Cerise Skamander
Cerise Skamander

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t4794-cerise-skamander https://www.morsmordre.net/t4826-listy-cerise https://www.morsmordre.net/t4820-gotta-catch-em-all https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t5071-cerise-skamander#109369
Zawód : Magizoolog, łowczyni smoków
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
There's a line where the sky meets the sea and it calls me, but no one knows, how far it goes
OPCM : 20
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarownica
Look at the stars, look how they shine for you

PisanieTemat: Re: West Wittering, Sussex   22.08.17 18:25

1 maja

Tej nocy nie mogłam spać. Było mi duszno, krztusiłam się, przewracałam z boku na bok - więc pozwoliłam sobie nie spać. Przeklinając się, że to już kolejny raz. Zamiast tego w spokoju usiadłam w fotelu i wyciągnęłam książkę z półki, próbując uspokoić myśli lekturą. Wtedy to usłyszałam. Jakiś hałas, ale nie taki jak zwykle. To nie byli sąsiedzi za oknem, to nie był gwar ulicy gdzieś w dole. Kiedy wszystko zaczęło się trząść powoli straciłam rachubę. Świat zaczął falować i wszystko runęło - dosłownie. Tynk odpadał ze ścian, podłoga pode mną trzęsła się i kręciła, pomieszczenie zwężało się i zmniejszało. Aż w końcu stało się to, co stać się musiało - ledwo zdążyłam jedynie dostrzec opadający na moją głowę sufit, z mojego gardła ledwo wydarł się przerażony krzyk. Potem była już tylko ciemność. Kojąca, spokojna, pełna ciszy. Aż w końcu i ona się skończyła.
Gwałtownie, jednym haustem nabrałam powietrza do ust, nie chcąc jeszcze otwierać oczu. Czułam jednak światło na powiekach, powoli i ostrożnie rozklejając najpierw jedną, później kolejną. Jasność uderzyła mnie od razu tak gwałtownie, że szybko ponownie zamknęłam oczy. Dobre kilkanaście minut zajęło mi pozbieranie się psychicznie, na tyle, by znów spojrzeć na świat. Ostrożnie spróbowałam wyciągnąć palce, zgiąć je i choć na całe szczęście jeszcze reagowały, każdy najmniejszy ruch równał się z bólem. Sycząc i krzywiąc się uniosłam jednak obie ręce na wysokość barków i spróbowałam się podnieść, uginając obolałe ręce w łokciach. Cała byłam potłuczona i zmęczona, czułam, że jestem pozbawiona swojej wewnętrznej siły. Czułam się jednak na tyle dobrze by udało mi się wstać, choć wciąż w uszach słyszałam jakiś dziwny szum. I nie był to szum fal, które rozbijały się za moimi plecami. Co robiłam na plaży? Nie miałam bladego pojęcia. Nie wiedziałam gdzie jestem, zresztą sporą część pola widoczności wciąż przesłaniały mi gruzy ścian i kawałki połamanych mebli. Miałam ochotę zwinąć się w kłębek i krzyczeć lub chociaż dostać swoje pięć minut na uspokojenie się, jednak coś sprawiło, że natychmiast przerwałam narzekanie. Jakby przez mgłe, kawałek dalej, dostrzegłam sylwetkę, najprawdopodobniej kobiecą. Moją drogę blokowały jednak gruzy, a ciało, choć niepozbawione do końca energii odmawiało powoli posłuszeństwa.

122/222, -20 do kości


Powrót do góry Go down
Justine Tonks
Justine Tonks

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks https://www.morsmordre.net/f192-st-james-s-street-13-8 https://www.morsmordre.net/t4284-skrytka-bankowa-nr-914#89080 https://www.morsmordre.net/t3701-just-tonks
Zawód : przyszły auror, ex ratowniczka
Wiek : 27
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
The gods will always smile on brave women. Like the valkyries, those furies who men fear and desire.
OPCM : 40
UROKI : 26
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 13
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag

PisanieTemat: Re: West Wittering, Sussex   11.01.19 15:46

| stąd

Wątpiła by w ten sposób wyobrażał sobie spotkanie z nią. Gdy zgadzała się na dotrzymanie mu dzisiaj towarzystwa nie miała pojęcia, że całość przedsięwzięcia będzie działa się jedynie kilka dni po tym, jak poświęci wszystko co jej drogie, na samym końcu przelewając własną krew wiążąc tym samym własne życie z Zakonem - i własną magię z magią Zakonu. Nie, nie sądziła, że będę wychodzić dopiero chwilę po tym. Ale coś w niej chciało choć na chwilę uczepić się wręcz rozpaczliwie normalności, którą zdawał jej się najmocniej przypominać nie będąc jednym z członków Zakonu Feniksa. Widziała jego uważne spojrzenie i spinała mięśnie licząc na to, że nie znajdzie czegoś, co pozwoliłoby mu odwołać wieczór. Wiedziała, że nie prezentuje się rześko i śpiewająco. Przez ostatnie miesiące zgodnie z radą Jackie zadbała o masę i jadła regularnie odpowiednie posiłki, jednak ostatnie przejścia znaczył się na niej nie tylko bandażami, ale i cieniami i sińcami na nogach, które szczęśliwie - w większości ginęły pod długą spódnicą sukienki.
Przytaknęła głową na jego pytanie, czując jak jej serce staje jej na kilka długich sekund, w których jego spojrzenie zdawało się jeszcze bardziej dociekliwe. Odetchnęła gdy z jego ust potoczyły się gratulacje, a na jej usta wpełzł lekki uśmiech, pełen wdzięczności, łagodny, niczym dotknięcie piórkiem. Ulżyło jej, zdecydowanie, bo Joe zdawał się ukontentowany odpowiedzią i na ten moment, było to najlepsze wyjście dla ich obojga. Nie musiała więcej kłamać. Przynajmniej na razie.
- Nawet o tym nie myśl, Wright. - mruknęła, puszczając kosmyk ciemnych włosów, których strukturę badała i pacnęła go lekko w ramię. Łagodny, mocno niepełny uśmiech nie schodził jednak z jej warga. - Nadal pamiętam jak nastawiać kości i zasklepiać rany. - dodała, jakby chcąc mu przypomnieć, że mimo zmiany zawodu, jej umiejętności i jej niekończąca się cierpliwość by pomagać jemu nie kończą się właśnie w tym momencie. Dodatkowo, coś lekko szarpnęło ją jakby dopiero teraz zwracając jej uwagę na jedno słowo - Ładną? - zapytała unosząc lekko brew, a zaraz marszcząc je obie. Uważał ją za ładną. Dziwne zdawało się to odczucie. Sądziła, że kiedyś co go do niej ciągnęło, nie tylko jego, ale nigdy nie uważała, by mogła być to uroda. Miała zdecydowanie zbyt długi nos i dziwaczne oczy, do tego jakieś płaskie usta. Raczej nie dało wpisać się jej w kanon piękna.
- To kwestia wnętrza, a nie zewnętrza. - odmruknęła cicho wywracając lekko oczami. Rzadko kiedy pokazywała niepewność, właściwie - zazwyczaj - była mocniej uparta niż osioł. Tylko ona wiedziała jak wiele niepewności nosiła za sobą, pod kopułą stworzą z dobrego humoru i odpowiednich odpowiedzi. Zgodziła się, przytakując głową, co do tych rękawów. Jeśli twierdził, że tak będzie dobrze, to zamierzała mu zaufać. Postanowiła, że jej wygląd to dzisiaj kwestia jego wyborów i nie żałowała. Serce stanęło jej na kilka chwil, gdy duża, ciepła dłoń ujęła jej podbródek. Pozwoliła by uniósł jej twarz, spojrzała mu w oczy. Był tak podobny do… Skamandera. A jednak całkowicie różny. Gdy sprawy złożyły się inaczej, gdyby to jemu oddała serce. Czy życie było by prostsze? Czy też trudniejsza, bo od miesięcy musiałaby tkać złożoną z kłamstw sieć, próbując zatrzymać go obok. Jego słowa przyniosły ulgę, ale i dziwną do zidentyfikowania wdzięczność. Musiała powstrzymać wszystko, by nie wypuścić pojedynczej łezki, pełnej wdzięczności i radości.
- Ruszamy. - zgodziła się czując przyjemne podekscytowanie, bo - właściwie teraz uświadomiła sobie - nadal nie wiedziała, dokąd zmierzają. Machnęła lekko różdżką uruchamiając magiczny przedmiot.

Czuła mocne ramiona - wyrobione podczas treningów drużyny i lotu na miotle - które przyciągnęły ją do siebie, gdy świstoklik wciągnął ich by za chwilę wyrzucić gdzie indziej. Przymknęła powieki, próbując nie skupiać się na wirowaniu. Gdy to ustało uchyliła powieki odkrywając, że skrywa twarz w jego piersi. Najpierw poczuła powietrze, lekko słonawe. Odsunęła się kawałek, by rozejrzeć dookoła, a gdy jej wzrok skupił się na wodnym pomoście dłoń zacisnęła się z siłą dłoń - o której by jej nie podejrzewano - na jego ramieniu.
- Pamiętasz jak mówiłeś, żeby mówić, jak coś będzie nie tak? - zapytała cicho, głosem wyraźnie drżącym z wysiłku. Dłoń nie zwalniała na uścisku. - Woda jest nie tak. - wydusiła z siebie. Widocznie blednąc. Po Próbie jej niechęć do zbiorników wodnych powróciła do stanu wcześniejszego. Tego, który paraliżował jej ciało, jej ruchy, gdy znajdowała się zbyt blisko zbiorników wodnych. Udało jej się to pokonać. Gdy dowiedziała się już, co było tego przyczyną, jednak przeżycia, których były częścią musiały wepchnąć ją ponownie w ramiona strachu. Od nowa musiała nauczyć się stawiać im czoła.





Here is what they do not tell you about Death: when Death says "You are born for this", she clearly means
"You will die for this".

Powrót do góry Go down
Joseph Wright
Joseph Wright

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5364-joseph-e-wright https://www.morsmordre.net/t5428-do-joe#123175 https://www.morsmordre.net/t5417-joe-w#122688 https://www.morsmordre.net/f108-piddletrenthide-79-kamienny-domek https://www.morsmordre.net/t5462-skrytka-bankowa-nr-1335#124469 https://www.morsmordre.net/t5441-joe-wright
Zawód : ścigający Zjednoczonych z Puddlemere
Wiek : jeszcze 27 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
What if I'm far from home?
Oh, brother I will hear you call.
What if I lose it all?
Oh, sister I will help you out!
Oh, if the sky comes falling down, for you, there’s nothing in this world I wouldn’t do.
OPCM : 15
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 14
Genetyka : Czarodziej
Zjednoczeni z Puddlemere

PisanieTemat: Re: West Wittering, Sussex   12.01.19 18:14

Parsknął śmiechem na to jej przyjacielskie klepnięcie w ramię.
- Nie wątpię, że pamiętasz i będziesz pamiętać - przytaknął zaraz, ani myśląc się z nią kłócić. - Tylko nie wiem czy znajdziesz czas na łatanie mi dziur po tłuczkach między łapaniem jednego a drugiego czarnoksiężnika - dodał. - A wolałbym nie czekać z taką dziurą aż dorwiesz ich wszystkich - parsknął śmiechem, oczami wyobraźni widząc siebie w jakiejś aurorskiej siedzibie czekającego aż Just skończy pracę i zajmie się jego złamanym nosem czy inną kontuzją. Chociaż nie... to nie było śmieszne. Naprawdę czas znaleźć inną ratowniczkę. I tak, ładną - przytaknął więc ponownie, kiwając głową z pełną powagi miną. Just w jego przekonaniu nigdy nie była brzydka. Jasne, znalazłyby się piękniejsze od niej... ale jak sama zauważyła, nie liczyła się tylko uroda i nawet (a może właśnie zwłaszcza) Joe-kobieciarz to wiedział. Dzięki temu więc panna Tonks biła o głowę może i piękniejsze kobiety - swoją charyzmą, poczuciem humoru, nieokrzesaniem i, co tu kryć, także wiedzą.
- Jedno i drugie jest ważne - odparł jej więc czym prędzej. - Łatwiej wybaczam uziemianie mnie w łóżku na tydzień albo nastawianie kości albo zmuszanie do picia wstrętnych eliksirów ładnym ratowniczkom - wyjaśnił. To chyba było logiczne, prawda? A Just była tego żywym dowodem.
Ale mniejsza już o to, bo czas wyruszać w drogę!

Jak zwykle zrobili Galę z wielką pompą. Bal na brzegu morza? No, to było coś... ale to dobrze, bo przecież właśnie liczył na to, że zrobi tym wrażenie na Just. Oczywiście dobre wrażenie. Ale czymś takim, to nie mogło być ina...
Poczuł mocniejszy uścisk na swoim ramieniu, a potem te słowa panny Tonks... Jego zaskoczenie w mig zmieniło się w rozbawienie, bo sądził, że przyjaciółka żartuje z tą wodą. Nawet miał rzucić jakąś swoją uwagę na ten temat. Coś o morderczym wodnym potworze, albo coś na mniej więcej podobnym poziomie... ale w porę ugryzł się w język. Na czas dotarło do niego, że jak na żarty, to Just jest stanowczo zbyt spięta, wypowiadała słowa z trudem i do tego drżącym głosem... Nie, ona absolutnie nie żartowała. Rozbawienie więc wyparowało z niego tak szybko jak się pojawiło, a Joe tylko odrobinę mocniej przyciągnął ją do siebie. Pokrzepiająco i żeby wiedziała, że przy nim niczego nie musi się obawiać. Nawet morza czy wody w innej postaci, ot co.
- Nic się nie martw, już wchodzimy do środka - powiedział ściszając odruchowo głos. Wprawdzie nie wiedział czemu Just tak zareagowała i skąd ta jej awersja do wody, ale uznał, że jeśli będzie chciała, to sama mu to wyjaśni. Póki co zaś z łatwością odwrócił ją od morskich fal i poprowadził w stronę bijącej ciepłem i przepychem (przynajmniej jak na jego niearystokratyczne standardy) sali balowej.
- To tylko na początku przypomina bal tych wymoczków ze szlachty... - zwrócił się do Just wciąż ściszonym głosem, nachylając się nad nią przy okazji. Uznał, że to odpowiednia pora, by ją o tym poinformować tym bardziej, że może dzięki temu uda mu się odwrócić jej uwagę od śmiercionośnego morza i Just się choć trochę rozluźni.
- ...ale na końcu i tak zawsze robi się z tego całkiem niezła impreza rock'n'rollowa - dodał i uśmiechnął się wesoło. Szczerze mówiąc, gdyby to faktycznie miał być bal-bal to osobiście by się nie fatygował nawet, gdyby mieli mu przy okazji przyznawać jakieś prestiżowe nagrody. Sztywniacka atmosfera stanowczo nie była dla niego... zresztą jak dla większości zawodników quidditcha. Na szczęście sportowcy zazwyczaj nie wywodzili się z rodów sztywniackich szlacheckich.
Joe wyglądał jakby chciał dodać coś jeszcze zanim przekroczą próg sali, ale w tym momencie na ich drodze pojawił się skrzat domowy o kaprawych oczkach, kartoflim nosie i olbrzymich uszach.
- Jak zwykle spóźniony - zaskrzeczał cicho jakby do siebie, choć... niewystarczająco cicho. Wyciągnął przy tym rękę w stronę Wrighta. Joe go znał i niespecjalnie się przejął jego marudzeniem, ba, nawet uśmiechnął się szerzej.
- Jak zwykle - przytaknął podając mu swoje zaproszenie. Skrzat jeszcze przyjrzał się uważnie najpierw pergaminowi później Wrightowi, najdłużej zawieszając wzrok na pannie Tonks, po czym gestem dłoni i ukłonem zaprosił ich na salę.
- Można panią prosić? - zapytał szarmancko, proponując jej swe ramię.
Przed nimi zaś rozciągała się długa sala wypełniona samymi znamienitościami świata quidditcha wystrojonymi faktycznie jak na bal. Spomiędzy wesołej wrzawy łatwo było wyłowić jakąś spokojną muzykę klasyczną wygrywaną w tle. Po obu stronach sali ciągnęły się dwa rzędy stołów wypełnionych jedzeniem jak w Hogwarcie podczas uczty powitalnej, na drugim jej końcu zaś znajdowało się podwyższenie usłane czerwonym atłasem (czy innym dywanem), choć obecnie nikt się na nim nie znajdował. Jeśli dobrze poszło, to już było po wszystkich nudnych przemowach, których Joe szczerze nie znosił (i między innymi z ich powodu zawsze przychodził spóźniony).




Beat back those Bludgers, boys,
and chuck that Quaffle here
No team can ever best the best of Puddlemere!


Powrót do góry Go down
Justine Tonks
Justine Tonks

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks https://www.morsmordre.net/f192-st-james-s-street-13-8 https://www.morsmordre.net/t4284-skrytka-bankowa-nr-914#89080 https://www.morsmordre.net/t3701-just-tonks
Zawód : przyszły auror, ex ratowniczka
Wiek : 27
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
The gods will always smile on brave women. Like the valkyries, those furies who men fear and desire.
OPCM : 40
UROKI : 26
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 13
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag

PisanieTemat: Re: West Wittering, Sussex   13.01.19 0:05

Brakowało jej tego. Zwyczajnej niepewności do swojego wyglądu, lekkiego drżenia, gdy nie wiedziała gdzie się wybiera. Tak zwykłego i zwyczajnego wieczoru. Od stycznia wszystko zdawało się wywracać do góry nogami coraz mocniej. Jej normalnością stały się ćwiczenia uroków, zgłębianie wiedzy dawno zapomnianej, odwiedzanie kolejnych anomalii. Zaangażowała się całkowicie w sprawy Zakonu, wieńcząc to Próbą, której ślady nosiła pod bandażami.
Wright nie wiedział tego wszystkiego i po raz pierwszy od długiego czasu poczuła się… zwyczajnie. Pozwalała sobie więc na lekki śmiech, który nie osiadał ciężarem na sercu.
- Ładna. - mruknęła nadal z lekkim zdziwieniem i niedowierzaniem, kręcąc lekko głowa. Nie, nie potrafiła tego pojąć. Zwłaszcza teraz, gdy lustro odpowiadało jej niezmiennie zmęczoną twarzą, bez blasku, ale i zacięciem w oczach. Nie, nie była ładna. Była tego pewna, a jednak jego słowa zalewały ją czymś w rodzaju radości, wyciągając na policzki czerwień.


Kompletnie nie spodziewała się tego co ją czeka. Joe do końca nie powiedział, dokąd ją zabiera. I choć była mu wdzięczna, że te chwile normalności starej, to ta nowa dała o sobie szybko znak, gdy jej wzrok zawiesił się na wodzie. Dłoń samoistnie zacisnęła się mocniej w paraliżującym strachu, który napłynął do niej obezwładniającą falą. Wiedziała, że sama to popsuje, tą chwilę wytchnienia. Nie spodziewała się jednak, że zderzy się dziś z wodą. Odkryła, że ta znów ją paraliżuje, gdy razem z Kieranem wyruszyli ku anomalii statkiem. Gdy zsiadła ze statku, zielona, ledwie powstrzymała żołądek od zwrócenia obiadu. Teraz, mimo że deski na których stała nie bujały, czuła, jak nie jest w stanie wykonywać nawet kroku, czy ruchu. Jedynie uścisk na ramieniu Wright’a nie zelżał.
Skinęła głową z trudem, pozwalając mu się obrócić. Sama nie była w stanie poruszyć własnym ciałem i była na siebie za to wściekła. Dopiero jego dotyk, pewność w działaniu, pozwoliły jej pokonać kolejny dystans, by w końcu zrozumieć, że zmierzają w stronę… sali balowej.
Zamrugała kilka razy zdziwiona. Tak kompletnie nie nadawała się jako towarzystwo na tego typu imprezy - czymkolwiek nie była uroczystość na którą ją prowadził. Więc gdy jej tłumaczył, zastanawiała się, czy jednak nie zdezerterować. Jednak nadal odmawiające ciało nie było w stanie zawrócić. A za plecami miała wodę. Dlatego nie powiedziała nic, na jego wprowadzenie, poddając się na krótką chwilę.
Warga samoistnie uniosła się, gdy usłyszała ciche stwierdzenie skrzata. Zerknęła ku górze w kierunku Josepha, a gdy powróciła spojrzeniem do skrzata, ten lustrował ją uważnie od stóp do głów i była pewna, że nie umknęły mu bandaże. Zimne, niewygodne uczucie oblało jej ramiona. Jednak nim zrobiła cokolwiek z opresji znów wybawił ją Wright, Bohater dzisiejszego wieczoru.
Uśmiechnęła się z wdzięcznością, oplatając dłoń wokół jego ramienia. Pozwoliła się prowadzić. A samo spojrzenie rozszerzyło się na widok tego, co zastali w sali. Starała się iść pewnie i równie pewnie wyglądać, ale nie mogła nie zauważyć spojrzeń, które padały w ich kierunku. I zdawało jej się, że wszyscy patrzą na nią, dostrzegając niedoskonałości i obrażenia. Zwolniła trochę, by potem zwolnić całkiem.
- Joe... - zaczęła cicho, na jej twarzy widocznie malował się smutek i niepewność. Wzięła wdech, decydując się jednak ruszyć dalej. Jednak kroki nadal znaczyła niepewność. - Wszyscy się na mnie gapią. - mruknęła wyraźnie niezadowolona z tego faktu. Choć może odnosiła tylko takie wrażenie. Przecież mogło być właśnie tak. - Gdzie my właściwie jesteśmy? - pytała dalej robiąc kolejny krok ku środku sali. Co wcale nie było dobre. Im dalej weszli, tym trudniej jej będzie wyjść niezauważoną. - Pewnie myślą, że mnie w domu lejesz. - mruknęła jeszcze, siląc się na słaby żart.





Here is what they do not tell you about Death: when Death says "You are born for this", she clearly means
"You will die for this".

Powrót do góry Go down
Joseph Wright
Joseph Wright

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5364-joseph-e-wright https://www.morsmordre.net/t5428-do-joe#123175 https://www.morsmordre.net/t5417-joe-w#122688 https://www.morsmordre.net/f108-piddletrenthide-79-kamienny-domek https://www.morsmordre.net/t5462-skrytka-bankowa-nr-1335#124469 https://www.morsmordre.net/t5441-joe-wright
Zawód : ścigający Zjednoczonych z Puddlemere
Wiek : jeszcze 27 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
What if I'm far from home?
Oh, brother I will hear you call.
What if I lose it all?
Oh, sister I will help you out!
Oh, if the sky comes falling down, for you, there’s nothing in this world I wouldn’t do.
OPCM : 15
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 14
Genetyka : Czarodziej
Zjednoczeni z Puddlemere

PisanieTemat: Re: West Wittering, Sussex   06.03.19 21:45

Uśmiechnął się półgębkiem, kiedy poczuł jak Just łapie go za ramię. Tak, dokładnie o to chodziło. Nie musiała się przecież niczego obawiać, był przy niej i zamierzał być przy niej przez cały czas, czuwać nad nią, towarzyszyć jej i oczywiście sprawić, by zapomniała o wszystkich troskach i po prostu się rozerwała jak za starych dobrych czasów. O to przecież chodziło.
Ruszył więc pewnym krokiem, choć nie spiesząc się za bardzo, by blondynka nawet zbyt szybkim tempem nie musiała sobie zawracać swojej ślicznej głowy. I jasne, że ludzie ich dostrzegali (jakże mogłoby być inaczej?), sporo z nich uśmiechało się na ich widok, kiwało głowami albo pozdrawiało lekkim uniesieniem ręki. Joe nie wiedział czy podobnie jest na salonach, tutaj na szczęście większość zebranych nie miało trzonków od mioteł głęboko wbitych w... wiadome miejsca. Wprawdzie widoczne były podziały towarzystwa, szczególnie jeśli szło o podziały drużynowe, ale też bez przesady, a Joseph akurat miał dobrych znajomych i wręcz przyjaciół w przeróżnych zespołach. Sam odpowiedział parokrotnie wesołym kiwnięciem głową, puszczeniem oka, czy zawołaniem na pozdrowienia, choć na razie nie zmierzał do konkretnej grupy osób.  Najpierw trzeba było rozeznać się w sytuacji, jak na boisku podczas meczu, a później obrać strategicz...
Poczuł, że Justine najpierw zwalnia, a później niemal zupełnie się zatrzymuje, więc zaskoczony zrobił to samo, spoglądając na nią pytająco. Długo zresztą nie musiał czekać na wyjaśnienia, bo przyjaciółka szybko podzieliła się z nim swoimi wątpliwościami i uwagami, na co on... tylko jeszcze szerzej uśmiechnął się rozbawiony i parsknął śmiechem na jej żart.
Ale od początku, tak?
Wolną dłonią odgarnął jej zabłąkany kosmyk włosów z twarzy i powoli ruszył dalej.
- Po pierwsze: nie gapią się na ciebie, ale na nas, a biorąc pod uwagę nasz wzrost i posturę, to jestem prawie pewny, że spojrzenia głównie skupione są na mnie, więc się nie przejmuj - wyjaśnił pogodnie. Gdzie byli, tak?
- To zwykła gala quidditcha, dużo jest takich imprez w ciągu roku, każda zmyślniej się nazywa, żeby udawać najważniejszą, ale wszystkie sprowadzają się do tego samego: przemów, wręczenia nagród, podziękowań, jedzenia, picia i balowania do białego rana i jeśli dobrze wyliczyłem... - zerknął na zegarek, jakby w ten sposób miał się upewnić, że ma rację - to tą całą nudną gadaninę mamy za sobą, a przed sobą najprzyjemniejszą część wieczoru - oświadczył wyraźnie dumny ze swej przezorności. W końcu zmuszenie go do uczestnictwa w przemowach i ich wysłuchiwania graniczyło z cudem i o tym to chyba wszyscy wiedzieli.
- A po drugie - kontynuował teraz starając się powstrzymać śmiech z wciąż ściszonym głosem nachylając się do Just - przypominam, że masz do czynienia głównie ze sportowcami, a na nas bandaże nie robią specjalnego wrażenia - posłał jej zawadiacki uśmiech sugerujący, że do tego potrzeba czegoś więcej niż strzęp białej gazy wystającej spod sukienki. Zresztą znała go nie od dziś, prawda? On nawet złamania uważał za "niewielkie obrażenia, które można olać" byle tylko grać dalej i, broń Merlinie, nie zostać uziemionym, co często było po prostu konieczne, jeśli wciąż zamierzał być zawodowym ścigającym.
- O, widziałaś Merindę z Tajfunów? Minęliśmy ją po lewej. Świetna ścigająca... ale od meczu z nami dalej ma nogę w szynie i chodzi o kulach - Joe pokręcił głową. - Ten mecz był w czerwcu - zaznaczył, coby Just sobie nie myślała, że to jakieś głupie zwichnięcie. - Brett tak posłał w nią tłuczka, że ponoć tylko cudem uratowano jej tą nogę - dodał jeszcze ciszej. - Harpie to już norma, że przychodzą na gale całe posiniaczone. Czasami mam wrażenie, że specjalnie się obnoszą z tymi sińcami, jakby to były blizny wojenne - zażartował. - W każdym razie prędzej wszyscy pomyślą, że ostro trenowaliśmy - łobuzersko poruszył brwiami - niż że cię w domu zlałem, spokojna twoja rozczochrana, Just.
No i co? Już jej lepiej? Gale i bandaże pod sukienkami nie były niczym strasznym, nie powinna się tym w ogóle przejmować, ot co.
- Jesteś głodna? - zagadnął już normalnym głosem, zmieniając przy okazji temat. - Wiesz co jeszcze jest zawsze na każdej gali quidditcha? Kafel wołowy w whiskey - prawdziwe mistrzostwo świata - musisz to spróbować koniecznie - oświadczył bez cienia wątpliwości.




Beat back those Bludgers, boys,
and chuck that Quaffle here
No team can ever best the best of Puddlemere!


Powrót do góry Go down
 

West Wittering, Sussex

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Anglia i Walia-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-19