Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia



Login:

Hasło:

Opera w Blackpool
AutorWiadomość
First topic message reminder :

Opera w Blackpool

Opera mieści w sobie blisko trzy tysiące widzów, co tym samym czyni ją jedną z największych nie tylko w Anglii, ale też w Europie. Wystawiane są w niej nie tylko klasyczne opery, ale również musicale czy spektakle teatralne różnej formy. W czasie niespełna siedemdziesięciu lat swego istnienia była dwukrotnie przebudowywana i powiększana, a do jej wykończenia zatrudniono najznamienitszych artystów prosto z Włoch, którzy specjalizowali się w tworzeniu zdobień podług renesansowych kanonów sztuki. Z tego powodu wchodząc do wnętrza budynku ma się wrażenie, jakby opera istniała już setki lat. W 1955 roku przybytek stał się także domem dla organizowanego przez rodzinę królewską koncertu charytatywnego, od tego czasu będąc najważniejszym ośrodkiem kulturalnym północnej Anglii. Raz w tygodniu opera zostaje zamknięta dla widzów - jednakże tylko tych niemagicznych. Czarodzieje w czwartkowe wieczory mogą zaś uczestniczyć w magicznym koncercie, a w każdy pierwszy czwartek miesiąca operę odwiedza inna światowej sławy orkiestra, trupa teatralna bądź wokaliści.
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Opera w Blackpool - Page 3 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down


Na wyznanie Anthony'ego Babette otwierała oczy coraz szerzej, nieco blednąc na skórze delikatnej twarzy. Rozpaczliwie pokręciła głową, przecząco, nagle i szybko, nie wierząc, by człowiek o tak wielu cnotach, jej mężny rycerz na białym koniu, któremu oddała dziś serce, mógł być człowiekiem tak strasznym. Ścisnęła drobnymi dłońmi mocniej łodygi pięknych, naznaczonych niewinnością kwiatów, rozchylając usta, z których wpierw nie wydobyło się żadne słowo.
- J... jak to? - dopytała zmartwiona, czując, jak jej żołądek przechodzi mdłym bólem, a serce zwalnia swój rytm. Martwiły ją jego trwogi, chciała być mu wsparciem. - Nie biczujesz się zanadto, mój miły? - Jej głos ociekał troską, współczuciem i żalem, jak mógł mówić o sobie tak potworne rzeczy? Sam fakt, że wypowiadał te słowa znaczył, że nie był złym człowiekiem - nie mógłby nim zresztą być. Wierzyła, że jego serce było szlachetne, choć nie wiedziała o nim nic - miłosna magia przysłoniła jej ufne oczy. A nawet, gdyby mówił prawdę... - Każdy popełnia błędy, Anthony, a ty jesteś tylko człowiekiem. Nigdy nie jest za późno na zmianę. Nie musisz więcej kłamać - dodała z przejęciem, chwycona za serce wyjątkowym wyzwaniem. Traktował ją inaczej niż wszystkich, wybrał pośród kobiet, obdarzył szczerością, jakiej skąpił innym. To nic, że miał wady: czy miłość nie odmieniała ludzi i nie czyniła ich lepszymi? Czy nie byłoby wspaniale pomóc mu stać się lepszym człowiekiem? - Dobrzy ludzie zasługują na prawdę, a ty jesteś w stanie im ją ofiarować. Pomogę ci, przejdziemy przez to razem. - Jej usta powoli, z wyrazu trwogi, przeszły w łagodny, krzepiący uśmiech, który miał przynieść mu pocieszenie. Chciała, by wiedział, że to wyznanie jej nie odrzuciło - że pragnęła być z nim, przy nim, niezależnie od przeszłości - bo przecież razem mogli wybudować całkiem nową przyszłość. Nic, co minęło, nie miało znaczenia - oni dwoje poznali się dopiero teraz.
Jego bliskość wywoływała przyśpieszone bicie serca, usiłowała uspokoić oddech, gdy dotykała jego ręki, później dłoni, dumnie wyprostowaną sylwetką krocząc tuż przy nim, urzeczona bijącą od niego zaborczością, w której liczyli się tylko oni dwoje. Należała do niego, a on do niej należał. Uśmiechnęła się, subtelnie, nienachalnie, na zawoalowany komplement, kierując ku jego twarzy okraszone radością oczy, nie mogąc nacieszyć się ich spotkaniem. W najśmielszych snach nie sądziła, że tak piorunujące uczucie - pierwsze prawdziwe, jakie w życiu poczuła - dopadnie ją jak grom z jasnego nieba krótko po przenosinach do deszczowej Anglii. Słuchała go w skupieniu, chłonąc każde słowo, które padało z jego ust - bo choć nie znała go na tyle dobrze, by rozumieć wszystko, o czym mówił, wiedziała, że połączenie ich dusz nastąpiło na wyższym poziomie niż ziemskie poznanie.
- Czasem trzeba popłynąć z prądem - westchnęła z radością, że i on pokochał ten stan - Babette znacznie częściej kierowała się w życiu impulsem, podążała za emocją muzyki i tańca, dając porwać się magii chwili. - Strach i powściągliwość oddalają nas od spełnienia marzeń - dodała, wciąż patrząc mu w oczy. Czyż on - nie był jej marzeniem? - Jakiż ten dzień byłby straszny, gdybyś nie pokierował się dziś impulsem, jakiż smutny i ponury... - szepnęła z przerażeniem, nie chcąc nawet próbować wyobrazić sobie świata, w którym nie było jego. - Dotąd nie wiedziałam, czego jest mi w życiu brak, ale dziś... - Po wszystko w życiu sięgała bez namysłu, po niego też chciała. Rozsądek był przecież wrogiem serca, każdy o tym wiedział. Wtem nachylił się ku niej - w dziewczęco - choć nieszczerze - zawstydzonej pokorze przeniosła spojrzenie ku scenie, udając, że nie widzi jego manewru, bo przecież jako panna z dobrego domu nie powinna na pierwszym spotkaniu na niego pozwolić - ale cóż po dobrych obyczajach, gdy serce rwie się w miłosny tan? Odetchnęła mocno, z trudem łapiąc powietrze, oszołomiona jego bliskością - pierś subtelnie zafalowała pod strojnym materiałem wieczorowej sukni, na podołku której spoczywał bukiet białych kwiatów. Przeszedł ją przedziwny dreszcz, gdy wreszcie padło słowo kocham. Nigdy wcześniej nie usłyszała tego z ust mężczyzny, który nie był jej rodziną, wila krew przyciągała kawalerów zapatrzonych w jej urodę, ale to dziś było czymś innym: szczerym poetyckim uczuciem, kiełkującym niewinnym romansem, który zasługiwał, by stać się sceniczną sztuką. Uniosła subtelnie palce znad jego dłoni tylko po to, by opuścić je i z delikatnością przygładzić czule opuszki jego dłoni. Były dziwnie zimne, ale mogła je ogrzać. Chciała je ogrzać, ostrożnie przetarła je swoimi raz jeszcze.
- Lubisz taniec, mój miły? - zapytała, chcąc go poznać, choć wiedziała, że jej sztuka oczaruje go bez reszty, kiedy tylko mu ją pokaże. - Chciałabym - dodała cichuteńkim szeptem, który przeznaczon miał być tylko jego uszom, musiał nachylić się mocniej, by rozpoznać poszczególne słowa - chciałabym móc wyjść na tę scenę i zatańczyć dziś tylko dla ciebie - wyznała, gdy w kącikach jej oczu błysnęły łzy wzruszenia. Spektakl zmierzał do końca, wzniosły się gromkie oklaski, ale ona wiedziała, że to jeszcze nie koniec. Występowała dziś jej znajoma, która pomogła jej przygotować na ten wieczór niespodziankę. Głowna aktorka wraz ze swym partnerem wyszła przed szereg, zbierając najsilniejsze brawa - po czym wyraźnie odnalazła spojrzeniem samą Babette, następnie przenosząc wzrok ku towarzyszowi, z którym trzymali się za dłonie.
- Niejedna historia miłosna zwieńczy dzisiejszy dzień - podjęła aktorka ze sceny - wznieście brawa również za narodziny uczucia dla Babette i Anthony'ego - I nie miało znaczenia, czy dalsze brawa sypały się w odpowiedzi na apel aktorki, czy w zwieńczając doskonały występ dzisiejszego wieczoru - półwila przeniosła wzruszone spojrzenie na mężczyznę swojego życia.
- Jesteś moim impulsem, Anthony - szepnęła z uczuciem, dla nikogo innego nigdy nie zdobyłaby się na tak szalony, impulsywny i romantyczny gest.


All the shine of a thousand spotlights, all the stars we steal from the nightsky; towers of gold are still too little, these hands could hold the world but it'll

never be enough

for me

Babette Delacour
Babette Delacour
Zawód : Tancerka
Wiek : 19
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Topią się dla niej, to poprawia wodę
Szybko
Jak rąbek
Zadartej spódnicy
OPCM : 10
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 20
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Półwila
 fire walk with me
Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t7000-babette-delacour#184024 https://www.morsmordre.net/t7007-mirsalah#184166 https://www.morsmordre.net/t7006-bibi#184151 https://www.morsmordre.net/f250-kornwalia-polwysep-an-lysardh-lighthouse-road-3 https://www.morsmordre.net/t7009-skrytka-bankowa-nr-1587#184226 https://www.morsmordre.net/t7076-babette-delacour#186874

Powrót do góry Go down

Nie był idealny. I tu nie chodziło o to, że słodził kawę, a czekoladowe żaby po zyskaniu magicznej karty porzucał na ulicy. Dla Babette jednak pragną. Dlatego postanowił jej odpowiedzieć na niezobowiązujące pożądanie prawdy. Mógł je zignorować, uśmiechnąć się ciepło i uznać to wahanie za coś urokliwego. Zasługiwała jednak na coś więcej. Na kogoś lepszego. On chciał być tym kimś. Dlatego też nie uciekł. Pomimo wzbierającego niepokoju postanowił zawalczyć z sobą by ofiarować jej szczerość oplecioną w żarliwe wyznanie oddania. Kłamstwem będzie, że nie czuł obawy cz wahania. Płynął jednak z prądem pozwalając swoim słowom zawisnąć w powietrzu, a po wszystkim spoglądał na nią wyczekująco. Nie wiedział co powie, lecz już teraz bladość na jej twarzy rzucała ponury cień na sens jego dalszej egzystencji. Po chwili jednak otuliła go ciepłem, troską oraz współczuciem. Jej zrozumienie przechodziło jego najśmielsze oczekiwania. Niosła coś więcej niż pocieszenie - niosła słowa, które pragnął usłyszeć przez całe swoje życie. Przynajmniej tak uważał od momentu w którym ją ujrzał.
- Tak. Razem - zawtórował jej odwzajemniając delikatny uśmiech. Był rozczulony pięknem jej duszy i ilością mieszczącego się w niej dobra. Oddawał zatem z oddaniem kolejne chwile właśnie niej, im. W końcu w tym momencie budowali razem coś pięknego od czego uciec się już nie dało.
To było nieco irracjonalne, lecz tak w zasadzie nie przeszkadzał mu ten stan beztroskiego poddania się nurtowi, jeżeli jego dłoń trzymała jej. Nie czuł strachu. Może wcześniej odrzucenie myśli, zasad, logiki, możliwości planowania go przerażały, lecz dziś to była przeszłość. Gotowy był dać się porwać miłosnemu uniesieniu bez trwogi bo chciał sięgnąć marzenia którym była. Zaśmiał się z cichym pomrukiem rozczulenia nad jej obawą. Ten dzień nie mógł być smutnym i ponurym. Wszystko zostało przesądzone w chwili w której ją spostrzegł.
- Żeby tego nie zrobić musiałbym być ślepy, Babette - a nie dało się uciec od jej szafirowych oczu na dnie których odnalazł wszystko czego kiedykolwiek pragnął. Alabastrowa niewieścia skóra nosząca jeszcze znamiona niewinnej dziewczęcości opinała smukłe, kobiece już ciało w sposób wyjątkowo pożądliwy. Świadomie czy nie przez drobne gesty skrzyła swym pięknem mocniej odbierając jasność myśli. Nie mógł nie oprzeć się pokusie zbliżenia co też uczynił zaskakując samego siebie. Nie był jednak przy tym nader bezczelny. To było ich drugie widzeniem, pierwsze wspólne celebrowanie szczęścia. Nie miał odwagi by niszczyć tej otoczki kiełkującego romansu, która tak bardzo przypadła mu do gustu.
- Lubię - przyznał szczerze odnajdując w tym widowisku satysfakcję - Godne podziwu jest to, jak wielką władze można posiadać nad siałem by z taką swobodą poruszać nim w dowolne zadaną melodię. Sam tak nie potrafię. Poruszam się na to zbyt kanciaście, sztywno, a lekcje rytmiki nie wiele w tym wszystkim dopomogły - wyjaśnił swój zachwyt i zdradził lekką zazdrość rodzącą się w chwili w której kolejne sylwetki z niemożliwą gracją odnajdywały się zadawanej im melodii. Chciałby móc potrafić poprowadzić ją w tańcu z podobną łatwością tym bardziej, że miał w pamięci tę chwilę w której z płynną gibkością powitała go czarującym dygnięciem. Musiała pięknie poruszać się w tańcu. Jej wyznanie zachwyciło go zatem bez reszty wyobrażeniem oraz intymnością. Rozczulony, uśmiechnął się ku niej lekko, odnajdując pokłady ciepła o których nie miał pojęcia.
- To dopiero nasz początek, moja droga - starł kciukiem uciekającą po licu słona strugę zapewniając o nieskończonej ilości możliwości, która się przed nimi rozpościerała. Nikt im nie mógł tego odebrać. Cały świat zdawał się im tego dnia kibicować, a ona nim całym poruszała. Gromkie brawa sypały się wprawiając powietrze w drżenie, lecz nie zagłuszały wyznania dźwięczącego srebrem. Nakrył jej dłoń drugą w bardziej uczuciowym geście widzianym dla każdego, a na twarzy poczuł ciepło będące efektem szczęśliwego zawstydzania, które w tym momencie przeżywał. Nigdy nie pomyślał, że można dzielić swoje szczęście z tyloma ludźmi na raz. Było to nowe, podnoszące na duchu doświadczenie. prowadził ją następnie przez nie przerywany przez nikogo aplauz. Będąc naznaczonymi przez aktorów ustępowano im drogi zupełnie, jakby byli najważniejszymi w całym Blackpool celebrytami.
- Chciałbym cię odprowadzić do domu, Babette. Najdłuższą możliwą drogą - wyjawił, lisio zastanawiając się nad tym, jak wydłużyć ten dzień.


iustitias vestras iudicabo


Anthony Skamander
Anthony Skamander
Zawód : Rebeliant
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
You don't need a weapon when you were born one
OPCM : 25
UROKI : 50
ELIKSIRY : 1
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5456-budowa#124328 https://www.morsmordre.net/t5494-hrabina#125516 https://www.morsmordre.net/t5473-thony#124691 https://www.morsmordre.net/f256-bexley-high-street-27-4 https://www.morsmordre.net/t5495-skrytka-bankowa-nr-1354#125517 https://www.morsmordre.net/t5479-anthony-skamander#124933

Powrót do góry Go down

Zdawało się, że delikatny uśmiech, jaki rozjaśnił jego twarz po jej troskliwym zapewnieniu, był pierwszym zwiastunem jego odmiany. Nie znała go dość dobrze, by w pełni pojąć sens wypowiadanych przez niego słów, by zrozumieć, jak bardzo kłamał, dlaczego, ani komu, jednak krążący w jej krwi miłosny eliksir sprawiał, że wcale nie chciała o to pytać. Wierzyła, że w ludziach tkwiło dobro, niektórzy zaznali jednak w życiu za mało miłości, by móc z siebie to dobro wydobyć. Jeśli Anthony dokonał w swoim życiu złych czynów, z pewnością uczynić tego nie chciał, bardzo żałował - widziała to - i zamierzał się zmienić. Zamierzała go w tej przemianie wspierać - miłością wydobyć z niego lepszą wersję siebie. Jak to ujął, razem. Westchnęła głęboko, odwzajemniając szczerze zadurzone spojrzenie, spoglądając prosto w jego oczy, urzeczona jego dżentelmeńskim wychowaniem. Nie był nachalny. W swoich zalotach subtelny jak podmuch wiatru wczesnej wiosny, intrygująco przyjemny. Kulturalny, bez wątpienia, nie żądał od niej więcej, niż wypadało. Jednocześnie swoją bliskością nie tylko sprawiał jej przyjemność, ale i dawał bezpieczeństwo nieco nadwyrężone ostatnimi londyńskimi przygodami. Podobał jej się zapach jego ciała i barwa jego głosu. Porywał ją wyważonym słowem i odwagą, jaką musiał się cechować, by zdobyć się na szczere wyznanie. Dopatrywała się wachlarza jego zalet w każdym najdrobniejszym nawet czynionym przez niego geście, zamroczona zadurzeniem, przed którym ani nie chciała ani nie potrafiła się bronić.
- Pobierałeś lekcje rytmiki? - zachwyciła się, całkowicie ignorując fakt, że przyznał, że tańczyć nie potrafił; była głucha na to, co w innej sytuacji uznałaby za wadę, był przecież doskonały. Perfekcyjny. Mężczyzna, którego mogłaby sobie wymyślić nocą przy blasku świec. Tańczyć przecież potrafił każdy, wystarczyło ten taniec zrozumieć. Oczyma wyobraźni wyciszała salę wokół nich, oczyma wyobraźni wychodziła na scenę, jako jedyna, z samym Anthonym na widowni. Ależ by to było piękne. Sprawiłaby mu radość, dzięki której zapomniałby o swoich troskach. Chciała tego, przyćmić cień, który go trapił, własnym blaskiem. Uśmiechnęła się ku niemu wciąż ze wzruszeniem, delikatnie, skromnie opuszczając rozjaśnione jasnym pudrem powieki, gdy starł z jej lica łzę. Poczuła motyle obijające się o wnętrze żołądka, gdy dotknął jej skóry. Jego dłoń była zimna, bo brakowało jej ciepła. Szła razem z nim, przedzierając się przez rozstępujący się przed nimi tłum, z właściwym sobie urokiem unosząc do niego dłoń w geście pozdrowienia. To niezwykłe ile czarodzieje mogli nieść szczęścia, dzieląc się nim razem z innymi - ani jak pięknie potrafili celebrować szczęście cudze. - Ach, jaka szkoda, że nie możemy tych wszystkich ludzi obdarować naszą radością - westchnęła cicho, by tylko on mógł ją usłyszeć, na wpół z żalem, a na wpół z niegasnącym szczęściem. Każdy powinien móc odczuwać radość, pragnęła tej miłości dla wszystkich. Była w euforii miłosnego uniesienia, mamionego zwodniczą magią i wzmocnioną doznaniem tego pierwszego; upajało ją mocniej niż wino. Kiedy wyszli że przed gmach opery, roześmiała się perliście, unosząc spojrzenie na upstrzone gwiazdami niebo. Cóż za piękna noc, pełna wrażeń, uniesień i wzruszeń. Raz jeszcze przywiodła ku piersi bukiet białych kwiatów, rozkoszując się ich słodkim zapachem przez głęboki oddech.
- Mieszkam w Kornwalii, mój miły, i choć oddałabym wszystkie skarby świata, by móc dojść tam teraz z tobą pieszo, mój tatko bardzo by się zmartwił, gdybym nie wróciła na noc - odparła z rozbawieniem, rozbawieniem przetykanym żalem, bo wcale nie chciała kończyć ich spotkania. Bez niego nastanie dziwna pustka. Nicość. Zimna otchłań, znów samotność. - Świstoklik czeka na mnie w Dziurawym Kotle, ale wpierw musimy dostać się stąd do miasta. Z pewnością znasz okolice lepiej ode mnie i poprowadzisz mnie najszybszą drogą, by nie dodać mu zmartwień - dodała, nie śmiejąc z własnej woli naruszyć ustalonych reguł, gdyby zachowała się zbyt śmiało, mógłby ją wziąć za nazbyt i niegrzecznie wobec mężczyzn otwartą. W duchu miała nadzieję, że i tak to zrobi - że zatoczy koło, które pozwoli cieszyć im się tym spacerem dłużej, razem, że jej serce nie zwolni wcale tak szybko, że napoją się sobą nawzajem. - Będę śnić dziś o tej chwili - szepnęła, mimowolnie wyzwalając magię płynącą w jej krwi przodkiń. Spojrzała na niego z uczuciem. - Śnij o mnie i ty - Ton jej głosu uległ nieznacznej zmianie, jakby subtelnej prośby zamienił się w nakaz - ona sama tej subtelnej zmiany nie dostrzegła.

rzucam na wili urok (+20), bo amortencja to za mało dla tak wielkiej miłości


All the shine of a thousand spotlights, all the stars we steal from the nightsky; towers of gold are still too little, these hands could hold the world but it'll

never be enough

for me

Babette Delacour
Babette Delacour
Zawód : Tancerka
Wiek : 19
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Topią się dla niej, to poprawia wodę
Szybko
Jak rąbek
Zadartej spódnicy
OPCM : 10
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 20
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Półwila
 fire walk with me
Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t7000-babette-delacour#184024 https://www.morsmordre.net/t7007-mirsalah#184166 https://www.morsmordre.net/t7006-bibi#184151 https://www.morsmordre.net/f250-kornwalia-polwysep-an-lysardh-lighthouse-road-3 https://www.morsmordre.net/t7009-skrytka-bankowa-nr-1587#184226 https://www.morsmordre.net/t7076-babette-delacour#186874

Powrót do góry Go down

The member 'Babette Delacour' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 18
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Opera w Blackpool - Page 3 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

- Tak. Moja matka ceni sobie muzykę, lekcje tej nie mogły mnie więc ominąć. Nie jestem tak biegły jak kiedyś, lecz wciąż sobie radzę z grą na wiolonczeli - widząc, jak jej uroczą twarzyczkę rozpromienia zachwyt zdradził więcej o tym skąd i dlaczego posiadł tą umiejętność w nadziei, że utrzyma żywo połyskującą emocję na niewieścim licu - Przy następnym spotkaniu zagram dla ciebie - zapowiedział się z entuzjazmem, którego nigdy nie powiązałby z instrumentem. Nigdy nie przepadał za tymi lekcjami. Nie potrafił w nich odnaleźć prawdziwej przyjemności podobnej do tej, jaką czerpała z nich jego rodzicielka. Nie było to jednak teraz ważne. Ponure myśli wyparowały i liczyło się tylko to, że mógł sprawić jej przyjemność. To było wartością sama w sobie. Najcenniejszą możliwą, jaką mógł teraz posiąść. Zwłaszcza, gdy ona sama oferowała mu tak wiele. Topiła jego zimne serce każdym kolejnym gestem nieoczekiwanie budząc w nim również empatię wobec innych. Będąc z nią przy swoim boku każdy inny wydawał się być w jego oczach najsmutniejszym człowiekiem na świecie. Jeszcze do niedawna i on był wśród nich. Teraz jednak miał ją przy swoim boku. Na zawsze. Przynajmniej nie wyobrażał sobie, by los był w stanie rozpleść tak bardzo skrzętnie splecioną w jedno ścieżkę.
- Kocham kiedy się śmiejesz, Babette. Nie wiem czy słyszałem w życiu piękniejszy dźwięk - sam się uśmiechnął pękając z przepełniającej go euforii. Nigdy nie doświadczył chyba czegoś bardziej intensywnego niż to co przeżywał w chwili obecnej przy niej. Przeplatał jej palce ze swoimi w nieco dziecinnej, niewinnej grze czułości. Czuł się przy niej jak otępiały nastolatek, lecz ten rodzaj lekkości, beztroski wcale mu nie przeszkadzał.
- Och... - mruknął ze smutkiem. Nie zamierzał jednak być zanadto przekorny wobec jej ojca. Nie kiedy jeszcze się z nim nie spotkał, a powinien omówić z nim przyszłość jego latorośli. na wszystko jednak miał przyjść czas - Moglibyśmy jednak próbować - dodał zatem po chwili błyskotliwie, żartobliwie chcąc wygłuszyć żal jej serca. Ten czający się w jego uskrzydlonym sercu znikł w chwili w której zawierzyła mu się co do wskazania ścieżki. Uśmiechnął się niczym kocur, któremu podsunięto półmisek śmietanki, a w myślach uradował się, że postanowił nie być jedynie zanadto przekornym wobec jej rodzica. Prowadził ją więc między pustymi uliczkami w których on mógł być tylko dla niej, a ona dla niego. Drogę umyślnie wydłużał skracając tym samym swój krok. Noc była parna, lecz jemu samemu brakło tchu z jej powodu. Uniósł jej dłoń wyżej składając na wierzchu delikatnej skóry pocałunek przysięgi.
- Dziś i każdej kolejnej nocy, aż po życia kres - zapewnił ją czując, że nawet gdyby żądała nie mógłby snuć sennych marzeń o kimkolwiek innym - A te wszystkie gwiazdy nad nami mi światkiem, Babette - mruknął spoglądając na skrzące srebrem zjawiska nie umywające się do jej blasku - Spójrz na nie przed snem. Będę w nich wyglądał twojego spojrzenia - zapowiedział chcąc w ten abstrakcyjny sposób poczuć jej bliskość nim sam zapadnie w sen. Zobaczyć raz jeszcze po dzisiejszym spotkaniu. Z myślą tą było mu nieco lżej wyplątać się z jej dłoni. Patrzył na nią tak długo, aż nie porwała ją magia świstoklika. Długo po tym wciąż wpatrywał się w punkt w którym jeszcze chwilę była. Czynił to do chwili w której jej zapach całkowicie się nie ulotnił. Westchnął następnie rozanielony, z poczuciem pełnego spełnienia i udał się do swojego mieszkania wpatrując się w gwiazdy.

|zt


iustitias vestras iudicabo


Anthony Skamander
Anthony Skamander
Zawód : Rebeliant
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
You don't need a weapon when you were born one
OPCM : 25
UROKI : 50
ELIKSIRY : 1
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5456-budowa#124328 https://www.morsmordre.net/t5494-hrabina#125516 https://www.morsmordre.net/t5473-thony#124691 https://www.morsmordre.net/f256-bexley-high-street-27-4 https://www.morsmordre.net/t5495-skrytka-bankowa-nr-1354#125517 https://www.morsmordre.net/t5479-anthony-skamander#124933

Powrót do góry Go down

Wiolonczela. Wiolonczela! Ileż radości sprawiło jej wyobrażenie sobie tego przystojnego mężczyzny przy smyczku tego wyjątkowego, wrażliwego instrumentu; ileż w nim było piękna i artyzmu, że potrafił władać tak zmyślnym narzędziem. Uwielbiała muzykę, uwielbiała muzyków, a wiolonczela potrafiła wydobyć wyjątkowo piękne dźwięki. Miała w sobie też coś męskiego, Babette spojrzała na Anthony'ego z uczuciem zionącym od rozszerzonych źrenic.
- Ach - westchnęła z podziwem, głośno wypuszczając powietrze. - Będę niecierpliwie wyczekiwać tej chwili. Dość powiedzieć, że trudno będzie mi się jej doczekać, chciałabym zatańczyć do twojej muzyki. - Nawet tu i teraz, ale tu i teraz nie mieli wiolonczeli. Niezwykła siła uczucia pojmała ją w kajdany i nie chciała puścić, a ona sama wcale nie chciała się z niej wyzwalać, chwila po chwili odkrywając kolejne łączące ich karty. To wcale nie dziwiło - los złączył ich drogi nieprzypadkowo, byli sobie pisani. Byli jak dwie połówki tego samego jabłka. Słuchała jego komplementów z radością, z szerokim szczerym uśmiechem wymalowanym na drobnej twarzy, z zachwytem chłonąc każde jego słowo. - Przy tobie jestem tak szczęśliwa, że mogę śmiać się zawsze. Jeśli sprawia ci to radość, tym mocniej będę i tym mocniej pragnę. - Podjęła jego grę, figlarnie uciekając dłonią, by zaraz pochwycił ją z powrotem - z wciąż malowniczo wyrzeźbionym uśmiechem i nieco zawstydzonym chichotem zakochanego podlotka.
- Moglibyśmy - przytaknęła - przy tobie niemożliwe staje się możliwe. - Dodawał skrzydeł, dodawał energii, być może wystarczającej, by przejść całą Anglię wszerz pieszo i to bosą stopą. Albo przelecieć - na skrzydłach miłości. Cóż za niezwykłe uczucie, czuła je po raz pierwszy w życiu i nawet nie wiedziała, jak bardzo była bez niego pusta. Niepełna - bo tylko on stanowił jej dopełnienie. Te myśli zaprzątały jej głowy podczas każdego kroku, którym kluczyli pomiędzy urokliwymi uliczkami - dziś wszystko było urokliwe, stanowiło tło romantycznych chwil uniesień. Westchnęła znów, gdy ucałował jej dłoń - teraz wiedząc już, że obietnicy dotrzyma, bo przecież obiecał więcej nie kłamać. Wysłuchiwała jego słów w napięciu i skupieniu, jakby właśnie zdradzał jej wielki sekret.
- Zatem i ja wypatrywać będę twojego spojrzenia, mój miły. Ta rozłąka to nie kres, spotkamy się za kilka chwil - patrząc w te same gwiazdy i z tych samych gwiazd. Spójrz, te na niebie nigdy nie mrugają, całą noc będą czuwać nad snem - ty nad moim, ja nad twoim. - I w śmiałym porywie szarpnęła się w przód i, wspiąwszy się na palce, ucałowała na pożegnanie jego policzek, ledwie musnąwszy go ustami, znacząc delikatnym barwnikiem. Zaraz cofnęła się w zawstydzeniu i chwyciła ze świstoklik nagłym gwałtownym ruchem, jakby przerażona własną śmiałością, w mig rozmywając się w powietrzu.
Resztę wieczoru miała wzdychać do gwiazd - trzymając trójkątną bródkę na złożonych razem dłoniach łokciami wspartymi o kant sypialnianego parapetu. Blask gwiazd odbijał się srebrem w jej szafirowych oczach.

zt :pwease:


All the shine of a thousand spotlights, all the stars we steal from the nightsky; towers of gold are still too little, these hands could hold the world but it'll

never be enough

for me

Babette Delacour
Babette Delacour
Zawód : Tancerka
Wiek : 19
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Topią się dla niej, to poprawia wodę
Szybko
Jak rąbek
Zadartej spódnicy
OPCM : 10
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 20
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Półwila
 fire walk with me
Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t7000-babette-delacour#184024 https://www.morsmordre.net/t7007-mirsalah#184166 https://www.morsmordre.net/t7006-bibi#184151 https://www.morsmordre.net/f250-kornwalia-polwysep-an-lysardh-lighthouse-road-3 https://www.morsmordre.net/t7009-skrytka-bankowa-nr-1587#184226 https://www.morsmordre.net/t7076-babette-delacour#186874

Powrót do góry Go down

| 24.01?

Cressidę bardzo ucieszył niedawny list otrzymany od Babette, zaproszenie na występ, w którym miała prezentować swe umiejętności taneczne. Choć po skończeniu przez nią szkoły ich znajomość zmieniła się w kontakt polegający głównie na sporadycznych listach, a w minionym roku spotkały się może raz, ciepło wspominała ich szkolną relację. Cressida była osobą która budowała bliższe relacje powoli, z tego powodu nie zdążyła jeszcze nawiązać bliskich przyjaźni wśród absolwentek Hogwartu, które poznała dopiero po swoim debiucie i z tym większym sentymentem myślała o dziewczętach zapoznanych w Beauxbatons, z którymi dane jej było spędzić znacznie więcej czasu. Naturalnie większość jej szkolnych koleżanek pochodziła z brytyjskich rodów o szlachetnej krwi, bo to w takim gronie Cressida starała się trzymać, by nie zawieść surowego pana ojca, ale było i kilka panien czystokrwistych z szanowanych rodzin, jak Babette. Niestety wiele tych szkolnych znajomości z różnego powodu się rozpadło lub rozluźniło, szczególnie te z dziewczętami z Francji, których części już nigdy więcej nie spotkała lub widziała je raz lub dwa, gdy akurat była we Francji z mężem na jakimś artystycznym wydarzeniu. William lubił wypady do Francji, jako mecenas sztuki miewał tam różne artystyczne sprawki, miał tam też rodzinę, u której zatrzymywał się podczas owych wyjazdów, po ślubie czasem zabierając ze sobą i młodą żonę, której zdolnościami malarskimi lubił się chwalić. Jak na ironię, on był Fawleyem i nie posiadał talentu (za to miał olbrzymią wiedzę o malarstwie), a ona, była Flintówna, potrafiła tworzyć naprawdę olśniewające dzieła, choć niska samoocena nie pozwalała jej do końca wierzyć w swoje umiejętności.
Powiedziała mężowi o występie Babette, który miał odbyć się w operze w Blackpool, a William z entuzjazmem zgodził się na to wspólne wyjście. Nie było anomalii, a teleportacja znów działała, więc łatwiej było opuszczać posiadłość i odwiedzać przybytki sztuki. Do opery wybrali się w towarzystwie matki Williama, która również chciała obejrzeć spektakl. Dziś gmach otwarty był wyłącznie dla czarodziejów, a wśród gości Cressie mogła dostrzec także innych strojnie odzianych lordów i lady, zajmujących, podobnie jak oni, najlepsze loże, pozwalające im na dystansowanie się od niżej urodzonych i trzymanie się tylko w swoim gronie.
Babette wcale nie musiała odgrywać głównej roli, by przyciągać spojrzenia, zwłaszcza męskie. Jej półwili czar wyróżniał ją na tle innych tancerek, była zarówno piękna, jak i wspaniale się poruszała. Kiedyś Cressida trochę jej tego zazdrościła, ale z wiekiem coraz bardziej ceniła cień, w którym mogła się chować i pozostawać mniej zauważaną. W końcu już w szkole lubiła skrywać się w cieniu innych dziewcząt, pozwalając, by to one przyciągały uwagę i tym samym odciągały ją od niej. A przy półwilach tym bardziej nikt nie patrzył na nią, piegowatego rudzielca.
Już po wszystkim, po zakończeniu spektaklu, Cressie powiedziała mężowi, że chce odszukać Babette. On obiecał, że wraz z matką na nią poczekają; w tym czasie i tak sam zamierzał uciąć sobie pogawędkę z innymi szlachetnie urodzonymi mężczyznami, z których wielu znał. Dziewczątko tymczasem skierowało się w okolice garderoby artystek, w pobliżu której miała się spotkać z Babette.
- Babette? – rzuciła, gdy tylko jej oczom ukazała się sylwetka szkolnej koleżanki, jeszcze piękniejszej niż w czasach, gdy obie były uczennicami Beauxbatons przyobleczonymi w niebieskie, jedwabne szaty. Oczywiście to Babette wyglądała w nich dużo lepiej niż ruda Cressida, ale biorąc pod uwagę, że głównymi barwami Fawleyów również były błękity, w swojej jasnoniebieskiej, długiej do ziemi sukni z eleganckiego materiału mogła w pierwszej chwili przywołać skojarzenia z tamtymi czasami. – Twój występ był naprawdę piękny – pochwaliła ją całkowicie szczerze, ciesząc się, że mogła go obejrzeć.


Wszyscy chcą rozumieć malarstwoDlaczego nie próbują zrozumieć śpiewu ptaków?

Cressida Fawley
Cressida Fawley
Zawód : Arystokratka, malarka
Wiek : 21/22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
To właśnie jest wspaniałe w malarstwie:
można przywołać coś, co się utraciło i zachować to na zawsze.
OPCM : 10
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 16
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Zwierzęcousty

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5557-cressida-fawley-flint https://www.morsmordre.net/t5573-piorko https://www.morsmordre.net/t5571-ptak-w-zlotej-klatce#130038 https://www.morsmordre.net/f117-cumberland-ambleside-dwor-fawleyow https://www.morsmordre.net/t5581-skrytka-bankowa-nr-1374 https://www.morsmordre.net/t5580-cressida-fawley

Powrót do góry Go down

Zawsze dawała z siebie wszystko, choć po prawdzie nie ceniła baletu aż tak, jak ona sztuka na to zasługiwała; w tańcu najważniejsza była gra emocją, a balet na to nie pozwalał. Och, naturalnie, solistka Anabelle, która odegrała dziś rolę Odylii wypadła przepięknie i oddała każdym ruchem drobnej nóżki, rączki, tragizm jej postaci, ale w tych wszystkich schematach, sztywnych ramach, musztrach i dążeniu do geometrycznej perfekcji Babette czuła się trochę jak w więzieniu. Brakowało jej w tym miejsca na improwizację i wyrażenie siebie, nie chciała podążać utartą ścieżką, chciała stworzyć własną, nową. Inną niż wszystkie. Niepozbawioną perfekcji, gracji i zwinności ruchów, ale jednak bardziej chaotyczną. Źle się czuła tam, gdzie panował porządek. Natura tego nie lubiła - symetrię owszem, ale nigdy geometrię. Wiedziała jednak, że aby stać się kimś, kto może podobne poglądy głosić na głos, musi wpierw zostać kimś naprawdę. Nie myślała o tym, że goni za marzeniami, które mogły się nigdy nie ziścić, była na to zbyt pewna siebie. Po prostu nie potrafiła żyć bez sceny - kto choć raz na niej nie stanął nie pojmie, czym jest skupienie naprzeciw publiki pochłoniętej w ciemnościach, czym jest blask świec na oczach dziesiątek gości, a jednak w samotności, czym jest zapach teatru i echo pod podestem desek. Czym jest inny świat kreowany w miejscach takich jak to, dzień po dniu przenoszący się w inny czas, inny rejon, z dala od nieszczęść zostawionych za murami, z dala od panującej wojny. Nie chodziło o to, że lubiła lśnić, choć podświadomie dobrze czuła się w centrum uwagi - magia teatru działała na aktora inaczej, niż zdawało się większości.
Nie była pewna, czy Cressida się pojawi, odniosła wrażenie, że przysługujący tytuł jest jej ciężarem, który zmusza ją do pewnych zachowań. Nie doszukiwała się u niej pychy, wiedziała, że mała Cressida się nią nie obnosiła, ale wiatr porwał ją w inną stronę niż Babette - początkowo sądziła, że może odnajdą więź utraconą po szkole, jednak wyglądało na to, że preferowała towarzystwo dam równiejszych sobie. Żałowała, wciąż nie poznała w Anglii wielu czarodziejów - i czuła się w tym wszystkim samotna. Być może dlatego podczas jednego z piruetów, gdy dostrzegła na widowni jej buzię lśniącą siatką piegów - zawsze uważała, że wyglądały zupełnie  jak gwiazdy błyszczące na niebie - uśmiechnęła się promiennie, choć zupełnie nieprofesjonalnie. Z reguły dyrektor wybaczał jej podobne wybryki, wszak uśmiech działał również na niego. Jezioro Łabędzie było wymagające, po skończonym spektaklu siedziała we wspólnej garderobie wraz z pozostałymi dziewczętami z zespołu, trzymając w dłoniach obfity bukiet kwiatów, który otrzymała w trakcie ukłonów od jednego z gości. Widocznie jej uśmiech został dostrzeżony przez kogoś jeszcze.
- Cressido! - krzyknęła, gdy dostrzegła ją przez otwarte drzwi garderoby. Odłożyła bukiet na sekretarzyk, wychodząc jej naprzeciw, pośpiesznie pomimo zmęczenia. Jej włosy były zwichrzone - zaczęła już rozczesywać ciasny kok, który na scenie był jej obowiązkiem - ale jeszcze nie skończyła, zdążyła również ściągnąć już tutu, choć jeszcze nie przywdziała stosowniejszego stroju, okryta satynowym szlafroczkiem otuliła się nim szczelniej, biorąc tym samym lady Fawley pod rękę - i porywając na spacer w ustronniejsze miejsce, dalej od gości i pozostałych artystek, na zaplecze opery. - Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że jesteś - zaczęła, choć w jej głosie wciąż zdawało się brzmieć rozemocjonowanie spektaklem, wciąż też jej oddech był cięższy niż powinien, a jej ciało wyraźnie cieplejsze. - I że ci się podobało - choć największe oklaski powinna otrzymać Anabelle, uwierzysz, że dziś debiutowała? Poszło jej znakomicie! - Zdać by się mogło, że mówiła w tym momencie o sekundę szybciej, niż myślała. - Mów, co u ciebie! Jestem przekonana, że wciąż świętujesz od sylwestra - pamiętam, jak martwiły cię te przedziwne anomalie. Czy to nie wspaniałe, że to już koniec? Że twoje dzieci wychowają się bez nich, że znów można używać magii; och, spójrz, fae feli - Wyjęta spod szlafroczka różdżka przywołała błyszczący pył, który opadł na nie mieniącym się deszczem. Dostrzegła analogię pomiędzy barwą sukni Cressidy a barwami dominującymi w Beuxbatons, lecz nie znała herbu Fawleyów. Ona - ona w szkole uwielbiała fae feli. Zaśmiała się, na głos, perliście, dając wreszcie upust emocjom, tak tymi, które pojawiły się w związku ze spotkaniem z Cressidą, jak tymi, które wciąż się w niej kłębiły po przedstawieniu, spojrzenie dużych błękitnych oczu podążało za drobinami opadającego brokatu. Czasem chciałaby zatrzymać czas.


All the shine of a thousand spotlights, all the stars we steal from the nightsky; towers of gold are still too little, these hands could hold the world but it'll

never be enough

for me

Babette Delacour
Babette Delacour
Zawód : Tancerka
Wiek : 19
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Topią się dla niej, to poprawia wodę
Szybko
Jak rąbek
Zadartej spódnicy
OPCM : 10
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 20
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Półwila
 fire walk with me
Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t7000-babette-delacour#184024 https://www.morsmordre.net/t7007-mirsalah#184166 https://www.morsmordre.net/t7006-bibi#184151 https://www.morsmordre.net/f250-kornwalia-polwysep-an-lysardh-lighthouse-road-3 https://www.morsmordre.net/t7009-skrytka-bankowa-nr-1587#184226 https://www.morsmordre.net/t7076-babette-delacour#186874

Powrót do góry Go down

Cressida w swoim życiu odebrała może parę lekcji baletu, ale u Flintów ta umiejętność nie była szczególnie ceniona. Pan ojciec wolał sadzać ją na grzbiecie konia lub ateonana niż obserwować, jak kręciła piruety na parkiecie. Nawet taniec balowy potrafiła w stopniu tylko podstawowym i przed ślubem nieszczególnie lubiła tańczyć, ale William przekonał ją do tego, że powinna to robić częściej. Na każdym sabacie wyciągał ją na parkiet i nie pozwalał podpierać ścian. Fawleyowie byli bardziej otwarci na ten salonowy, artystyczny światek niż leśni Flintowie.
Niemniej jednak lubiła obserwować pokazy baletowe w wykonaniu innych dziewcząt. Była to piękna sztuka, warta obejrzenia. Dziewczęta zachwycały gracją i płynnością ruchów, ale spojrzenie Cressie najczęściej uciekało do jednej z nich, młodej półwili, którą obdarzyła sympatią już w szkole. Ona sama, gdyby tak miała wystąpić przed tyloma ludźmi, z onieśmielenia potknęłaby się o własne nogi. Dlatego niegdyś unikała tańca, bo męskie towarzystwo oraz liczne spojrzenia ją peszyły i sprawiały, że myliła nawet kroki, które znała. Dopiero w ramionach Williama, a i to nie przyszło od razu, poczuła się na tyle pewnie, by tańczyć płynnie i nie popełniać błędów, i starać się nie myśleć o tych, którzy patrzą i oceniają, a tylko o nim. Ale występy na scenie, pomijając fakt, że niezbyt odpowiednie dla szlachcianki, przerosłyby ją i jej niską pewność siebie. Dlatego zdecydowanie wolała zasiadać na widowni i obserwować innych. Nawet w szkole nigdy nie przeszło jej przez myśl, by dołączyć do kółka tanecznego lub teatralnego. Jedynie obserwowała, od sceny trzymając się z daleka. Pozostawiała ją dziewczętom takim jak Babette, czującym się tam pewnie i na miejscu.
Na szczęście w miejscach eleganckich wypadało jej bywać. Nie pojawiłaby się w miejscu niestosownym do jej pochodzenia nawet dla dawnej szkolnej znajomej, zwłaszcza w tych czasach, gdy wszyscy patrzyli oceniająco, kiedy Skorowidz dzielił się na dwa obozy, a oni dopiero niedawno nawrócili się na tę tradycyjną ścieżkę. Tym bardziej musiała uważać na to, gdzie daje się zobaczyć. Tytuł rzeczywiście wymuszał pewne określone zachowania i narzucał ograniczenia, nie wypadało jej nawet usiąść wśród gminu, wraz z mężem zajęli dobrą, droższą lożę przeznaczoną dla najznamienitszych gości opery o odpowiednim statusie społecznym i zasobności sakiewki. Nigdy nie należała do dam, które ostentacyjnie zadzierały nosa i obnosiły się ze swoim statusem, ale też nie zapominała o swoim pochodzeniu i wpojonych jej zasadach, nigdy by się im nie sprzeniewierzyła. Jej młodość i charakter zostały ukształtowane przez konserwatywne wychowanie pana ojca, który, jak na Flinta przystało, nigdy nie szedł z duchem czasu i był oddany dawnym wartościom. Cressida była wobec niego uległa i posłuszna, zerwałaby każdą znajomość, którą pan ojciec kazałby zerwać. W szkole trzymała się od mieszańców i mugolaków na odpowiedni dystans, ale znajomości z czystokrwistymi nie były zabronione. Niemniej jednak w dorosłości, co naturalne, wiele szkolnych znajomości uległo rozluźnieniu, gdy wróciła do Anglii i obracała się już niemal wyłącznie wśród ludzi równych sobie urodzeniem. Wśród jej przyjaciółek i koleżanek znajdowały się obecnie same lady, ale nie zapomniała o tym, że kiedyś lubiła Babette i spędziły razem miłe chwile w Beauxbatons. Dlatego chciała zobaczyć jej występ, a po jego zakończeniu poprosiła męża o możliwość porozmawiania z panną Delacour sam na sam, bez jego asysty.
Udało jej się dotrzeć w okolice garderoby, skąd po chwili wyszła Babette już bez spódniczki baletnicy, a w szlafroku. Cressie po powitaniu pozwoliła się wziąć pod rękę i poprowadzić w bardziej ustronne miejsce, w stronę zaplecza, gdzie mogły trochę porozmawiać bez bliskości innych artystek, a także gości opery.
- Bardzo chciałam cię zobaczyć, skoro wiedziałam, że masz dziś wystąpić. Udało mi się namówić Williama, lubi oglądać operę i balet, więc chętnie się zgodził, zadowolony że sama chcę gdzieś wyjść i nie musi mnie specjalnie namawiać – powiedziała; mogła dostrzec, że Babette wciąż jest rozemocjonowana i może nawet nieco zmęczona po występie. – To jak na debiut poszło jej naprawdę świetnie. Tylko pogratulować tanecznych talentów, ale tobie też nic nie brakowało. Zresztą jestem pewna, że spojrzenia wielu mężczyzn i nie tylko najczęściej uciekały właśnie w twoją stronę. – Była przecież półwilą, one budziły zachwyt i pożądanie mężczyzn, a często i zazdrość kobiet. Cressie akurat nie zazdrościła, bo nie chciałaby być w takim centrum uwagi. No, może tylko odrobinkę, bo która dziewczyna nie pożądałaby urody wili?
- Rzeczywiście nadal nie opuściła mnie ta radość, że to już koniec anomalii. Że moje dzieci są bezpieczniejsze i nie muszę wyjeżdżać z nimi do Francji, że mogę bez strachu sięgnąć po różdżkę... – mówiąc to, wydobyła z połów sukni swoją różdżkę, której przez miesiące trwania anomalii prawie nie dotykała ze strachu przed tą złą, niebezpieczną mocą. Była zbyt lękliwa, by ryzykować skrzywdzenie siebie, dzieci lub innych bliskich. Jak każda matka bała się o swoje potomstwo, widząc w anomaliach zagrożenie. Błyszczący pył wyczarowany zaklęciem Babette opadł na nie dwie i na podłogę wokół nich, będąc całkowicie niewinnym tworem, nie wypaczonym niczym złym. – Avis – wyszeptała już bez lęku, sięgając po zaklęcie, które w czasach szkolnych sama bardzo lubiła. Czasem zamykała się w pustych, nieużywanych klasach i wyczarowywała sobie ptaszki. Cudownie było patrzeć, jak z różdżki nie wylatuje żaden piorun ani nie dzieje się żadna inna nieprzyjemna komplikacja. W powietrzu zatrzepotały jedynie skrzydełka małych, niebieskich ptaszków, które zaczęły krążyć wokół dziewcząt. Gdy trwały anomalie nie mogła pozwalać sobie na tak lekkomyślne czarowanie. Różdżka stanowiła ostateczność, ale teraz na nowo odkrywała uroki korzystania z niej. – I znowu mogę wychodzić do ogrodów. Teraz jest zima, wyjątkowo zimna, ale wierzę, że po niej przyjdzie wiosna. Taka prawdziwa, już bez anomalii. Czekam na nią z niecierpliwością, chcę, żeby nadszedł już marzec. – Czekała na ten miesiąc nie tylko dlatego, że pragnęła już szukać pierwszych oznak wiosny pod zanikającym śniegiem, ale początkiem tego miesiąca rok miały ukończyć jej dzieci. – Też na to czekasz? Masz jakieś plany na nadchodzący czas?


Wszyscy chcą rozumieć malarstwoDlaczego nie próbują zrozumieć śpiewu ptaków?

Cressida Fawley
Cressida Fawley
Zawód : Arystokratka, malarka
Wiek : 21/22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
To właśnie jest wspaniałe w malarstwie:
można przywołać coś, co się utraciło i zachować to na zawsze.
OPCM : 10
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 16
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Zwierzęcousty

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5557-cressida-fawley-flint https://www.morsmordre.net/t5573-piorko https://www.morsmordre.net/t5571-ptak-w-zlotej-klatce#130038 https://www.morsmordre.net/f117-cumberland-ambleside-dwor-fawleyow https://www.morsmordre.net/t5581-skrytka-bankowa-nr-1374 https://www.morsmordre.net/t5580-cressida-fawley

Powrót do góry Go down

16. lutego
Nad ranem pogoda nie sprzyjała pieszym wycieczkom - nieustępliwy śnieg zacinał wraz z wiatrem, smagając nieprzyjemnie po twarzy, zmuszając do niekomfortowego mrużenia oczu i zakrywając świat białymi smugami, przez co widoczność nie sięgała wiele wyżej ponad okrągłe zero. Nic z tego nie zwiastowało dobrze, na szczęście do południa sytuacja nieco się ustabilizowała i choć mróz nadal przenikał do szpiku kości, dwójka czarodziejów nie musiała przejmować się tym, że nie dostrzegą się nawzajem w szalejącej zawiei. Ollivander nie brał ze sobą zbyt wielu rzeczy, uznając, że poza różdżką przyda się głównie notatnik oraz pióro wieczne, wypełnione atramentem - zabezpieczył je zaklęciami, nie chcąc, by zamarzało; poza tym nakazał przygotować sobie dwie podróżne buteleczki rozgrzewających roztworów, świetnie sprawdzających się w tej wyjątkowo srogiej zimie. Czekał na jej koniec z wielką (jak na siebie) niecierpliwością. Mało kto na wyspach był przyzwyczajony do takich odchyłów pogodowych.
Ubrany elegancko, aczkolwiek adekwatnie do warunków atmosferycznych, z przewieszoną przez ramię skórzaną torbą, opuścił rodową posiadłość. Miał spotkać się z Sheltą w okolicach opery w Blackpool - znał miasto względnie dobrze, dlatego trafienie do umówionego miejsca nie sprawiło mu kłopotu. Nie zauważył zbyt wielu osób w pobliżu, większość prawdopodobnie skryła się w domach, ale ta pustka mimo wszystko była nieco zadziwiająca. Mimo tego, z opery płynęły dźwięki, śpiewy i odgłosy instrumentów - prawdopodobnie przeprowadzano próby. Trafił przed czasem - żadna nowość - i przystanął przy w niewielkim oddaleniu od schodów do budynku, oczekując panny Vane. Z sukcesem odsunął od siebie chęć zapalenia papierosa, uparcie zajmując myśli domysłami na temat badań młodej numerolożki. Nie wiedział wiele, kobieta miała mu wszystko przedstawić i wprowadzić w zagadnienie, ale skoro sama zaproponowała udział, nie wątpił w to, że jest gotowy na uczestnictwo w projekcie - nie zakładał, że wszystko przebiegnie gładko i bez wysiłku, lecz spodziewał się zrozumienia zasad i głównych założeń. W zamyśleniu nie zauważył niskiego, przysadzistego mężczyzny, drepczącego w jego stronę - zatrzymał się na chwilę, w milczeniu obserwując Ollivandera, który właśnie wtedy przeniósł na niego spojrzenie.
- Panie, nie biegł gdzie tędy kundel? O taki o - burknął, zatrzymując dłoń niewiele powyżej kolana i łypnął na lorda spod przydługich włosów. - Bury i osyfiony, przez błoto zmiatał, skurwesyn, ostatniego chleba mi gwizdnął - wyrzucił z siebie, wyraźnie powstrzymując złość.
- Nie -  nieznajomy prędko otrzymał niechętną odpowiedź, a Ulysses zamiast dać szansę mężczyźnie na jakikolwiek komentarz, przeniósł wzrok na zbliżającą się Sheltę. - Dzień dobry, panno Vane. Nie widziała panna po drodze psa średniej wielkości? - pytał, kompletnie nieprzejęty, chcąc prędko mieć jegomościa z głowy.


psithurism (n.)
the sound of rustling leaves or wind in the trees
Ulysses Ollivander
Ulysses Ollivander
Zawód : mistrz różdżkarstwa, numerolog
Wiek : 33
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler

and somehow
the solitude just found me there

OPCM : 20
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Opera w Blackpool - Page 3 49ef0cf60175f20be70ba8f5ceb218e8
Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t4176-ulysses-francis-ollivander https://www.morsmordre.net/t4228-nebula#86429 https://www.morsmordre.net/t4213-ufo-z-lasu https://www.morsmordre.net/f207-lancashire-silverdale-posiadlosc-ollivanderow https://www.morsmordre.net/t4227-skrytka-bankowa-nr-1059#86421 https://www.morsmordre.net/t4229-ulysses-francis-ollivander#86432

Powrót do góry Go down

Zebrała włosy z tyłu głowy wijąc z nich nisko osadzony kok tak by ten nie wadził zaciągniętemu na głowie kapeluszowi. Przed wyjściem poprawiła jeszcze szalik i naciągnęła na dłonie skórzane rękawiczki. Wstrzymując powietrze poruszyła różdżką wymuszając na zaklęciu teleportacyjnym znalezienie się w Blackpool. Może nie pod samą, sławną operą, lecz odpowiednio blisko by po krótkim marszu znaleźć się pod jej zabudowaniami. Odnalazła i spojrzeniem lorda Olivandera, który swoją prezencją i postawą niezaprzeczalnie szybko przyciągał ciemne oczy czarownicy. Nieco zaskakujące było jednak jego towarzystwo.
- Psa...? - podniosła ciemne brwi, a na jej twarzy odmalowało się szczere zaskoczenie świadczące już samo za siebie, że widzieć stworzenia nie mogła. Czarownica mimo wszystko nie była zbyt spostrzegawcza, a podczas zawiei wręcz niemożliwe było dla niej dostrzeżenie czegokolwiek poza czubkami własnych trzewików nieporadnie przedzierających się przez śniegowe błoto. Pokiwała więc przecząco głową - Nie, przykro mi. Proszę jednak chwilę zaczekać... - mruknęła wyciągając z sakiewki sykla, który zamierzała wręczyła mężczyźnie zamykając jego dłoń na monecie swoją własną - Proszę się jednak nie gniewać na zwierze. Zima w tym roku jest wyjątkowo długa i sroga. Każdy to odczuwa. Nawet zwierze - uśmiechnęła się ciepło chcąc by uznał datek za szczęśliwy łut losu i nie czekając na dalsze perypetie nieznajomego skierowała spojrzenie na Ulysesa - Lordzie Olivander, pozwoli lord, że poprowadzę - zaproponowała, a może raczej poinformowała malując cierpliwy, miękki uśmiech na twarzy, kiedy to wyprzedziła go o pół kroku kierując nieco poza teren samej opery. Dźwięki dobiegające jednak z tejże niosły się na wiele mil dalej dobiegając nieustannie i do nich samych.
- Caelum - mruknęła podnosząc nieco różdżkę wyżej, grotem kierując ponad niebo - Pogoda nam nieco nie dopisuje, lecz to akurat nie będzie miało wpływu na to co dziś planujemy robić. Ogólnie pogoda sama w sobie, jeżeli nie jest wywołana magią nie ma żadnego wpływu na konstrukty magiczne i związane w nie ingerencje - mówiła, zerkając przez ramię na Ulysesa, na to czy jej słuchał, oceniając jego uwagę - Projekt w którym uczestniczę i którego założenia będę dziś realizowała dotyczy odbudowy sieci Fiu. Nie jest nastawiony na rewitalizację jej uszkodzonych wiązań, a stworzenie nowych, które w założeniu mają również sprostać rosnącemu w przyszłości zapotrzebowaniu - czarodziei było w końcu zdecydowanie więcej niż te sto lat temu. Stara sieć prawdopodobnie i tak niedługo stałaby na krawędzi swej efektywności - Jestem odpowiedzialna za powstanie, ukształtowanie jej głównych filarów, słupów numerologicznych przez które będą przepływały informacje związane z teleportacją, które to też stanowią główny rdzeń istnienia samej struktury. Może lord spróbować swych umiejętności, w razie konieczności skoryguję błędy. Drugim etapem dzisiejszej pracy będzie zabezpieczenie powstałego węzła w czym lorda pomoc może się okazać nieoceniona. Szczęśliwie czy nie, nie jestem zbyt biegła w tkaniu białej magii, którą to będziemy musieli trwale wszyć w przestrzeń wokół - tłumaczyła, wyjaśniała aż w końcu przystanęła w miejscu. To było tu. Poruszyła różdżką rozwiewając chroniący przed pogodą urok zupełnie tak, jakby gasiła płomień z długiej, kominkowej zapałki. Przesunęła zapięcie okrywającej jej płaszcz peleryny na prawy bark, tak by wiodąca ręka miała większą swobodę działania - Proszę się odsunąć na dwa kroki - mruknęła, a w kolejnej chwili poruszyła różdżką rozpoczynając tym samym niemy spektakl magicznych umiejętności. Przy pierwszych posuwistych, zamaszystych ruchach zdawało się nie być to niczym ekscytującym, lecz już po chwili powietrze zdało się być dziwnie gęste, rozedrgane...

|rzut na badania, etap IId, numerologia IV, próba przełamania st 150 [bylobrzydkobedzieladnie]



angel heart | devil mind


Ostatnio zmieniony przez Shelta Vane dnia 27.03.20 16:27, w całości zmieniany 1 raz
Shelta Vane
Shelta Vane
Zawód : Naukowiec
Wiek : 26
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 10
UROKI : 0
ELIKSIRY : 5
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 25
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 9
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarodziej
 https://i.pinimg.com/originals/a8/4a/37/a84a37cf278a89bc1624516ff1f8d801.gif
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t6786-nathalie-dluga-budowa#177379 https://www.morsmordre.net/t7019-fiu#184686 https://www.morsmordre.net/t7020-shelta-vane#184691 https://www.morsmordre.net/f255-lancashire-stara-latarnia-morska-w-fleetwood https://www.morsmordre.net/t7030-skrytka-bankowa-1707#184954 https://www.morsmordre.net/t7029-shelta-vane

Powrót do góry Go down

The member 'Shelta Vane' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 28
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Opera w Blackpool - Page 3 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

Ograniczył odpowiedź na krótkie pytanie do równie ulotnego skinięcia, które wydało się jeszcze oszczędniejsze przy późniejszej reakcji czarownicy - ze spokojem i lekkim zainteresowaniem przyglądał się dobremu gestowi, uważnie zerkając na nieznajomego mężczyznę. Był wyraźnie zaskoczony, brwi powędrowały do góry, oniemiały wgapiał się w Sheltę, ale nie protestował, wreszcie chowając monetę do kieszeni i dziękując, choć nieprzesadnie wylewnie. Na szczęście. - To mój kundel, sam zdecyduję - fuknął, znowu się rozglądając, najwyraźniej niewzruszony empatią względem zwierząt. - Kto mi chaty upilnuje... - narzekał pod nosem, ale w tym stanie musieli go zostawić, niewiele wiedząc o poszukiwanym psie. Ollivander skinął swojej przewodniczce, podążając za nią w milczeniu - spodziewał się szerszych wyjaśnień na temat projektu, o którym wiedział bardzo niewiele i prędko owe objaśnienia dostał. Słuchał więc uważnie, nie przerywając - ewentualne pytania zamierzał zadać dopiero w odpowiedniej ku temu chwili, póki co nie wzbraniał się jednak przed wyciągnięciem czarnego notatnika w skórzanej oprawie oraz eleganckiego pióra, połyskującego cienkimi liniami złota, układającymi się w zarysy dębowych liści. Wiedział o pogodzie i jej wpływie, czy raczej braku - miała bezpośredni wpływ na otoczenie, lekko modyfikując odczyty, lecz nie ingerowała chociażby w zaklęcia, więc nie dziwiła go ta informacja, mimo tego skinął głową, gdy kobieta zerknęła na niego podczas spaceru. Sieć Fiuu i ogólnie - transport - nie był mu najbliższym odłamem, swego czasu czytywał o tym artykuły, może parę wzmianek w książkach, lecz z pewnością mógłby wiedzieć więcej.
- Ciekawe - skomentował krótko, próbując wyobrazić sobie całą strukturę. - Ile takich filarów musi powstać? Zgaduję, że muszą być rozmieszczone raczej regularnie dla zachowania stabilności połączeń i podołania ilości przepływających informacji? - pytał, póki co nie sięgając do zapisków - tyle potrafił zapamiętać, mógł podsumować owe informacje już po spotkaniu. Na komentarz odnośnie drugiej części pokiwał głową. - Powinienem sobie z tym poradzić - stwierdził krótko, nie czując potrzeby dokładnego opisywania swoich możliwości obronnych. Były z pewnością wystarczające. Mężczyzna rozejrzał się, gdy dotarli na miejsce docelowe, niekoniecznie wyróżniające się na tle innych miejsc, bez słów odsunął się nieco, od początku do końca przyglądając się temu, w jaki sposób panna Vane zajmuje się konstruktem. Notował w pamięci, wyłapując z jej działań jak najwięcej cennych wskazówek, analizował magię, próbował rozpracować każde drgnięcie i poruszenie. Wszystko ustało nagle, rozwiewając wrażenia między płatkami śniegu - domyślał się i czuł, że próba nie odniosła sukcesu.
- Spróbuję - zaoferował, nie oczekując natychmiastowych efektów, lecz każda lekcja i próba miały pomóc w opanowaniu tej niesamowitej sztuki. Uniósł własną różdżkę i z nieprzesadną koncentracją wymalowaną na twarzy próbował zmusić magię do odzewu, by ostatecznie ułożyć ją wedle swej woli.

| numerologia III (+60)


psithurism (n.)
the sound of rustling leaves or wind in the trees
Ulysses Ollivander
Ulysses Ollivander
Zawód : mistrz różdżkarstwa, numerolog
Wiek : 33
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler

and somehow
the solitude just found me there

OPCM : 20
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Opera w Blackpool - Page 3 49ef0cf60175f20be70ba8f5ceb218e8
Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t4176-ulysses-francis-ollivander https://www.morsmordre.net/t4228-nebula#86429 https://www.morsmordre.net/t4213-ufo-z-lasu https://www.morsmordre.net/f207-lancashire-silverdale-posiadlosc-ollivanderow https://www.morsmordre.net/t4227-skrytka-bankowa-nr-1059#86421 https://www.morsmordre.net/t4229-ulysses-francis-ollivander#86432

Powrót do góry Go down

The member 'Ulysses Ollivander' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 75
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Opera w Blackpool - Page 3 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

Nie oczekiwała wdzięczności. Pragnęła jedynie ugładzić złość i gniew, a szczęśliwie czy nie połyskująca wartość monet na większość ludzi działała lepiej niż niejedno zaklęcie uspokajające. Ona z tego tytułu nie zbiednieje, zwierze będzie miało spokój, a mężczyzna żołądek. Wszyscy wyjdą na tym zwycięsko - pomyślała już w drugiej chwili, kiedy to oddalali się kolejnymi krokami od samego budynku opery w stronę jej bardziej dzikich okolic.
- Osiem, a właściwie wraz z tym, który będzie podporą dla pozostałych w razie potrzeby to i dziewięć. Początkowo schemat zakładał wręcz ich geometrycznie sztywne rozmieszczenie, lecz po konsultacjach doszliśmy do wniosku, że pozwolimy sobie wyjść poza sztywne ramy podobnego myślenia. Co prawda w dalszym ciągu po zbadaniu i porównaniu koordynat bez wątpienia idzie dopatrzeć się, że wybrane miejsca nie są przypadkowe, lecz nie było to kluczowe - uzyskanie stabilności za pomocą umiejscowienia. Postawiliśmy na zasięg i obszar działania sieci kontrolując stabilność ilością magicznych słupów która bez większych problemów powinna dać radę rozłożyć obciążenia nawet w przypadku uszkodzenia jednego lub dwóch takich właśnie węzłów. Wzięty pod uwagę został również przyrost magicznej populacji na przyszłość więc też jej żywotność zostanie wydłużona - nie oszukujmy się, poprzednia sieć powstała wraz z budynkiem Ministerstwa Magii... - dodała mając na uwadze głównie to, że w przeszłości nie mieli takiej wiedzy i magicznej technologii, jaką dysponowano obecnie. Nauka się rozwijała, nowe zaklęcia były wymyślane, magiczne teorie przeszłości stawały się praktyczną gałęzią eksploatacji dziś.
- Proszę tylko nie wymagać od siebie zbyt wiele, lordzie - wspomniała jeszcze chcąc by pamiętał, że to w czym właśnie miał jej towarzyszyć nie miało być czymś prostym. Było to zagadnienie trudne, skomplikowane. Nawet ona sama potrzebowała po wielokroć wielu prób i czasu by wznieść magiczne konstrukty zgodnie ze swoimi oczekiwaniami. Dlatego kiedy nie udało jej się uwić magii według swej woli podczas jednej sesji nie była zrażona. Zrobiła miejsce swojemu uczniowi tak by ten spróbował swoich sił. Obserwowała jego zmagania tak, by zaraz ponownie przejąć pałeczkę.
- Proszę się nie obawiać sięgać po magię dalej, naciągać ją tam, gdzie jest lordowi potrzebna. Niedaleko stąd znajduje się opera, prawda? Stare miejsca skupiające ludzi, będące kłębowiskiem dla emocji są doskonałymi nośnikami dzikiej magii, która to osadza się na nich przez lata. Szkoda nie korzystać z podobnych dobrodziejstw - zasugerowała by w kolejnej chwili zrobić tak jak zapowiedziała - sięgnęła różdżką w stronę z której przyszli, z której dobywało się echo przedstawienia. Przymknęła w skupieniu powieki chcąc wyczuć, złapać na niewidzialną wędkę, sieć zarzuconą w bezkres przestworza cząstki magii i przyciągnąć je tu, w miejsce gdzie potrzebowała ich jako surowca do budowy.

|rzut na badania, etap IId, numerologia IV, próba przełamania st 150



angel heart | devil mind
Shelta Vane
Shelta Vane
Zawód : Naukowiec
Wiek : 26
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 10
UROKI : 0
ELIKSIRY : 5
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 25
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 9
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarodziej
 https://i.pinimg.com/originals/a8/4a/37/a84a37cf278a89bc1624516ff1f8d801.gif
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t6786-nathalie-dluga-budowa#177379 https://www.morsmordre.net/t7019-fiu#184686 https://www.morsmordre.net/t7020-shelta-vane#184691 https://www.morsmordre.net/f255-lancashire-stara-latarnia-morska-w-fleetwood https://www.morsmordre.net/t7030-skrytka-bankowa-1707#184954 https://www.morsmordre.net/t7029-shelta-vane

Powrót do góry Go down

Strona 3 z 5 Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next

Opera w Blackpool

Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach