Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Opera w Blackpool
AutorWiadomość
Opera w Blackpool [odnośnik]17.07.17 1:43
First topic message reminder :

Opera w Blackpool

★★★
Opera mieści w sobie blisko trzy tysiące widzów, co tym samym czyni ją jedną z największych nie tylko w Anglii, ale też w Europie. Wystawiane są w niej nie tylko klasyczne opery, ale również musicale czy spektakle teatralne różnej formy. W czasie niespełna siedemdziesięciu lat swego istnienia była dwukrotnie przebudowywana i powiększana, a do jej wykończenia zatrudniono najznamienitszych artystów prosto z Włoch, którzy specjalizowali się w tworzeniu zdobień podług renesansowych kanonów sztuki. Z tego powodu wchodząc do wnętrza budynku ma się wrażenie, jakby opera istniała już setki lat. Obecnie otwierana jest jedynie raz w tygodniu, wszak zainteresowanie występami jest dużo mniejsze niż z czasów sprzed wojny, gdy na spektakle wstęp mieli również mugole. Czarodzieje w czwartkowe wieczory mogą zaś uczestniczyć w magicznym koncercie, a w każdy pierwszy czwartek miesiąca operę odwiedza inna światowej sławy orkiestra, trupa teatralna bądź wokaliści.
[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 25.03.22 19:34, w całości zmieniany 2 razy
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Opera w Blackpool - Page 6 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Opera w Blackpool [odnośnik]16.02.22 16:08
Zaskakujące, że anielski głos nie okazał się iść w parze z równie urokliwym charakterem. Czar muzyka gasł szybko, przypominał zbyt gwałtownie spalającą się zapałkę, na której końcu oczekiwało tylko rozczarowanie, w pewien sposób pokrewne młodzieńczym, nieutemperowanym zachowaniom jej stażystów, których wraz z początkiem marca oddała pod władanie Buchananowi powracającemu ze zdrowotnej nieobecności. Rozgrywanej przed sobą scenie Amelia przyglądała się z rozbawieniem skrzącym się w oczach, z lekko uniesionymi ku górze brwiami, z pozornie spokojną ekspresją, zamrożoną w zwyczajowym, obojętnym grymasie; pierwszy raz nie zwróciła Septimusowi uwagi, gdy ten nazwał ją swoją przyszłą żoną. Dlaczego? W próbie utarcia nosa niepokornemu młodzieniaszkowi, czy może ten wreszcie prześlizgnął się przez toksynę jej oporów, czy to uzasadnionych, czy też nie, zaskarbił nadzieję, że następnym razem już mu się uda? Nawet nie próbowała doszukiwać się w tym prawdy, zrozumienia, wzrokiem wciąż podążająca od jednego do drugiego mężczyzny, studiując reakcje każdego z nich. Słodkiego śpiewaka zalała gorycz. Inaczej zaplanował ten wieczór, to było jasne; do ostatniej chwili wierzył chyba, że Vanity porzuci Eberhart, która dumnie uniosła głowę odrobinę wyżej na wspomnienie swojej pozycji, terytorialna jak zawsze, lecz wiara spełzła na niczym, a on musiał obejść się smakiem. Jakie to przykre. Jakie żałosne.
Wymijał ją, samotnie opuszczał garderobę, jednocześnie usiłując pocieszyć się pociągnięciem jej ramienia - lecz i tu nie pozwoliła mu na wiele. Drobna, niepozorna, w odpowiedniej chwili zmusiła mięśnie do zadrżenia w uścisku, zwarła je w żelazie, nie uległa pod naporem smukłego męskiego ciała. Jeszcze tego by brakowało, by pozwoliła pomiatać sobą byle szczeniakowi. Był nikim, podlotkiem sprawdzającym się na muzycznej scenie wielkiej opery, nikim. Czarownica napotkała go więc bez strachu, jej ramię stawiło opór, zmusiło go do wykorzystania większej ilości siły, by faktycznie wydostał się z pomieszczenia; spojrzała wtedy na niego kątem oka, ostro, surowo. Gdybyś tylko był moim stażystą. Pod jej batutą chodziłby jak w zegarku, nauczony stosownego posłuszeństwa i szacunku do starszych, cóż, najwyraźniej Septimus pozwalał im na zbyt wiele. Rozpuszczał młodzież, być może w myśli, że to wspomoże ich artystyczną, nieskrępowaną kreatywność, co za bzdura. W efekcie pod własnym skrzydłem wychowywał nie słowika, a żmiję.
- Piękny głos, odrażające usposobienie - oceniła wciąż łagodnym głosem, jakby zupełnie nieporuszona uwłaczającym zachowaniem młodzieńca, który dopiero co zniknął za dalszymi drzwiami korytarza. Przy odrobinie szczęścia mogła liczyć na to, że grono zauroczonych podstarzałych dam zatrzyma go w spacerze, zmusi, by ten dotrzymał im towarzystwa przez resztę wieczoru za cenę artystycznego patronatu ich szanownych małżonków, a potem rozczaruje okrutnie, gdy okaże się, że w rzeczywistości marszandowie mieli go za nic. Sama tego wizja, tego drobnego zadośćuczynienia za pokaz braku manier, sprawiła, że uśmiech Amelii stał się szerszy.
Septimus poprawiał swój wizerunek, przygładzał włosy, prędkim dotykiem muskał cerę twarzy, jednak nawet to nie zachęciło umysłu czarownicy do wskrzeszenia jakichkolwiek podejrzeń. Londyńska społeczność nie była otwarta. Nie zachęcała do rozglądania się na boki za przejawem dewiacji, którą leczyć należało elektrowstrząsami, za wynaturzeniem czającym się gdzieś w zacienionych kuluarach, podziemiach wykorzystywanych przez zakazane, wyparte grupy. Oczywiście, że Vanity do nich nie należał, przecież udowodnił jej wielokrotnie gdzie znajdowała się sfera jego zainteresowań, jakiego dotyku pragnął, czyich ust na swojej skórze, jak mogłaby podejrzewać go o coś tak zdrożnego?
- Dlaczego miałabym uprzedzać? - skontrowała. - Dzięki temu wysłuchałam twojej orkiestry w jej naturalnej odsłonie, z batutą, a nie batem na ich plecach - Amelia wciąż nie ruszyła się z miejsca, oparta o drzwi nie tylko już ramieniem, ale także bokiem głowy, wpatrująca się w mężczyznę z subtelnym rozluźnieniem. Bez trudu mógł zauważyć, że była zadowolona, nawet pomimo kolizji z jego sporo młodszym podopiecznym. Była urzeczona, nim i tym co zobaczyła, czego wysłuchała. - Pozbawię cię tej niepewności, podobało mi się - poza tym nie mam tak wprawnego ucha, żeby wychwycić potknięcia muzyków, dla mnie byłyby intencjonalne. Ale mam wrażenie, że czegoś dziś brakowało... Nie widziałam mojego ulubionego wiolonczelisty. Zaniemógł? - od tylu lat uczęszczała na widownię koncertów Septimusa, od tylu lat obserwowała jego zespół, wiernych wychowanków, którzy muzycznie dorastali u jego boku i zyskiwali poklask u pełnego pasji społeczeństwa brytyjskiego, w pewnym momencie musiała zacząć rozpoznawać przynajmniej ich część.
Nie mogła tego nie dostrzec. Wciąż lekko rumianych policzków. Wzroku łakomie prześlizgującego się wzdłuż sylwetki, podziwiającego sukienkę wybraną przez Valerie. Uśmiechu rozciągającego usta, drżącego jakby w samych kącikach, niecierpliwie? Zatliło się w nim pragnienie, mylnie zakładała, że wzniecone przez nią samą; jego serce musiało przyspieszyć, żołądek zacisnąć lekko w oczekiwaniu, w szelmowskiej próbie uwiedzenia ją skromną póki co kokieterią. Amelia delikatnie pokręciła głową z politowaniem; ubiegł ją w próbie doprowadzenia do nieprzyzwoitości, nie mogła zrobić więcej, jak lekkim, pełnym gracji krokiem postąpić naprzód, jednocześnie zamknąwszy za plecami drzwi do garderoby. Nie odwróciła się od niego, gdy dłonią ślepo sięgnęła do zamka. Gdy przekręcała w nim klucz. Byli sami, znowu sami. Roznamiętnieni muzyką wypływającą z jego zeszytu nutowego, z harmonii złączonych ze sobą instrumentów, lecz teraz to ona chciała być złączona z nim. Nie w domu. Nie w jej łóżku, nie w sypialni w rodzinnej posiadłości Vanity, w chaotycznym pokoju Septimusa. Tutaj i właśnie teraz.
- Nie wiem czy zasłużyłeś, żeby je rozpakować. Nie poprosiłeś. Nawet nie widzę cię na kolanach - wypomniała z wręcz zatrważającym spokojem, tak silnie kontrastującym z radością wypełniającą ton dyrygenta - ale i z filuterią, z zaczepnością, której nie sposób pominąć. Podchodziła do niego powoli, jak kot szykujący się do ataku, obserwujący niespodziewającego się niczego gołębia; w pomieszczeniu rozchodził się miarowy dźwięk stukotu wysokich obcasów, obchodziła go, a gdy znów stanęła naprzeciw czarodzieja, dłonie ułożone na jego ramionach pchnęły go nagle, zmuszając by mocniej opadł na toaletkę, o którą wcześniej się opierał. - Tak zmęczył cię koncert, że zacząłeś się ociągać? - usta znów ułożyły się w uśmiechu, kolano wsunęło między jego nogi, póki co delikatnie, prawie niewyczuwalnie, zanim Amelia bez ostrzeżenia odsunęła się od niego i obróciła, wzrokiem wodząc wzdłuż zawieszonych w garderobie ubrań, ich elementów, dekoracji, dodatków. Coś przykuło jej uwagę, ale nie podzieliła się tym jeszcze z Septimusem, nie sięgnęła po nic konkretnego. - Trudno, skoro jesteś zbyt zmęczony na takie widoki... - westchnęła prowokacyjnie. Tak zbywać moją przyszłą żonę? Jakim cudem, jakim prawem w ten sposób zadziałały jego słowa? Powinna wściekać się na to, że kolejnemu młodocianemu idiocie opowiadał o niej niestworzone historie, pozbawiał prawa wyboru, tymczasem oczekiwanie ścisnęło żebra jak gorset wciąż tkwiący pod sukienką. Oddech nieco już przyspieszył. Chciała go, dzisiaj, zawsze, chciała, zdumiona tym, że tęskniła; chciała; zawsze; o Merlinie, to nie mogło skończyć się dobrze. Chciała jego dłoni. Pocałunków. Ciepła. Głupoty. Braku rozsądku. Chciała go całego.


i won't be afraid. hesitation got me against the wall,
but no more mistakes like i made before.
Amelia Eberhart
Zawód : Magizoolog w Departamencie Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami, w Wydziale Zwierząt
Wiek : 37
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
if you were a woman and i was a man
would it be so hard to understand?
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 18
SPRAWNOŚĆ : 12
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10932-amelia-eberhart#333340 https://www.morsmordre.net/t10966-wolfgang#334285 https://www.morsmordre.net/t10969-amelia-e#334298 https://www.morsmordre.net/f410-borough-of-islington-eden-grove-12 https://www.morsmordre.net/t10967-skrytka-nr-2394#334286 https://www.morsmordre.net/t10968-amelia-eberhart#334288
Re: Opera w Blackpool [odnośnik]16.02.22 23:03
Piękny głos, doprawdy piękny. Septimus nie zauważył nawet paskudnego usposobienia – to prawda, młody miał w sobie wszystko to, co mieli inni mu podobni, równie młodzi – zapalczywość, chęć działania, cholerną jurność. Vanity myślał, że to normalne, bo w jego wieku sam na to cierpiał, ba – wciąż niekiedy pozwalał się młodzieńczym tendencjom na przebicie się na wierzch, nawet przy Eberhart, a może nawet szczególnie przy Eberhart. W końcu wszystkie jego obecne gesty świadczyły o tym, że nie umiał uszanować tego miejsca, miejsca pracy – niecodziennego – w końcu wolał grywać w innych operach, tych dostępnych jedynie dla czarodziejskiej społeczności. Spojrzeniem zbyt niedorzecznym, nieobyczajnym, dla bardziej pruderyjnych wręcz odrażającym, wodził po Amelii, jednak nie wykonał żadnego kroku w jej kierunku, przynajmniej żadnego dalej. Cofnął się ku toaletce, kiedy ta go do tego zmusiła, ale to działo się dopiero za kilka chwil, w końcu musiał odpowiedzieć na jej wątpliwości, na jej komplementy, których nie przyszło mu słyszeć często. Czuł czy raczej chciał czuć, że musiała kochać go, jednak nie była w tym zbyt wylewna, wolała odpychać go od siebie, by potem wracać. Przecież wiedziała, że będzie na nią czekał.
- Twój ulubiony wiolonczelista stał przed całą orkiestrą, kochanie – próbował kokietować, kiedy ta próbowała dojść co właściwie stało się z wyeliminowanym z dzisiejszego koncertu muzykiem. Cóż – ten nigdy nie grał w tym przybytku fonicznej rozkoszy, nie ze względu na brak umiejętności, o nie – raczej przez prywatne nieporozumienia. Amelia wybrała sobie na ulubieńca kogoś, kto już dawno zjadł sobie zęby w swoim fachu – co za tym szło, miał wrogów i przyjaciół. Dyrektor opery w Blackpool nie miał najlepszej opinii o kimś, kto wciąż nosił jego nazwisko. Ciężko było pogodzić zwaśnionych członków rodziny, kiedy obydwoje z nich posiadali jakąkolwiek godność. W tym przypadku jakakolwiek odznaczała oczywiście coś ogromnego, wychodzącego poza skalę. Septimus mógłby powiedzieć mu, jak bardzo byli z ojcem podobni, jednak nie chciał ryzykować utraty tak dobrego muzyka ze swoich orkiestralnych szeregów. Nie każdy posiadał tak duży dystans do siebie. Niektórzy nie posiadali go właściwie… Wcale.
- Nie szkoda byłoby ci tych spodni? – odpowiedział filuternie, kiedy ta zaczęła zbliżać się do niego z czystej maści propozycją. Obmiótł spojrzeniem szczupłe nogi poruszające się pod sukienką, potem dłonie, które chciałby za chwilę (już) zobaczyć wplecione palcami w jego włosy, aż w końcu poruszające się na ramionach kosmyki, które przywołując wspomnienia z lat młodzieńczych, wpędziły go w jeszcze większy emocjonalny chaos, w końcu w połączeniu z pełnymi roszczeń słowami, z chęcią ujrzenia go na kolanach… Nawet nie była świadoma, jak szybko słowa te pozbawiały go rozumu. Ciężko było określić jednak czy ten kiedykolwiek był u dyrygenta głównym decydentem. Popchnięty na toaletkę, nawet na chwilę nie martwił się kruchością tej konstrukcji – teraz liczyło się tylko, by przetrwać kilka ostatnich chwil zwlekania, by przedrzeć się bezmyślnie przez podchody i dotrzeć do etapu, w którym będzie mógł wreszcie odgonić od siebie bzdurne wyobrażenia, kiedy poczuje Amelię i tylko Amelię, a nie dobijający się do umysłu zapach kalafonii i starej salki od muzyki. Opera pachniała złudnie tożsamo.
Nie miał na ten moment odwagi, by sięgać dłońmi ku Amelii. Ta chociaż drobna i niewysoka, pozostawała na ten moment jedynym obiektem we wszechświecie, któremu chciał podporządkować się bezkreśnie. Mógł nawet oddać jej batutę, by ta dyrygowała nim wedle uznania – chciał tego. Chciał jej silnego charakteru, tak jak chwilę temu chciał tego, należącego do śpiewaka. On był zdecydowany, wydawał się widzieć na nich plan. Teraz Eberhart ocierająca się noga o jego własną, mogłaby wydawać mu kolejne polecenia, a on sam wykonywałby je niczym wierny pies. Pies który cieszył się na jej powrót, ale i kulił na reprymendę.
Przecież wiedziała, że pod odpowiednia presją działał jak w zegarku. Musiała udręczyć go jedynie, przyprawić o ból głowy, ponaciskać tam, gdzie boli najbardziej. Septimus nie chciał kontrolować, a wieczne stanie na czele prawie setki instrumentalistów było absolutnym maksimum jego arbitralnych możliwości.
- Za mało… Za mało zmęczony – mówił, kiedy ta odwróciła się od niego. Gwałtowna frustracja przebiła się przez warstwę rubasznego ogłupienia. Septimus nie potrafił już wyrwać się z sideł pragnienia, które miała pomóc mu zaspokoić. Sam nie mógł wyrwać sobie tego, co ona w powiewie dobrej woli mogła mu dać. Mógł jednak prosić, tak jak tego chciała. Głośno, wyraźnie, na kolanach… - Chcę nie czuć swojego ciała, omdleć z wycieńczenia, błagać o koniec… – głos wydawał się jakby odległy, przynajmniej dla niego, kiedy w uszach szumiała krew, a spojrzenie pokrywało mgiełką podniecenia. Amelia rozmywała się, a dłonie powędrowały ku jej ramieniu, gdy zdecydował się w powiewie chęci na śmielszy gest, złapanie jej za łokieć, obrócenie ku sobie, a potem podniesienie się z toaletki, pociągnięcie ku sobie i zwinna wymiana ról, by to Amelia mogła oprzeć się o blat. Septimus zawisł nad nią tylko na moment, kiedy zbliżając się twarzą do jej idealnie ufryzowanych włosów, zmuszony został do chwilowego podniesienia wzroku ku przekrzywiającego się lusterka. Nie chciał widzieć swojego oblicza, nie chciał widzieć swojego odbicia – był obrzydliwy ze wszystkim swoimi homoseksualnymi myślami, które wciąż kłębiły mu się w głowie.
Musiał skupić się tylko i wyłącznie na Amelii, nawet jeżeli zapach włosów śpiewaka, nad którymi przed chwilą jeszcze się pochylał, był pierwszym, co przebijało się do umysłu wbrew rozsądkowi. Oddech zadrżał, kiedy dyrygent nosem spróbował odgnić niesforne kosmyki z jej policzka, a ona nie miała nawet prawa przypuszczać, że winą za to obarczyć można nieprzyjemne i wstydliwe wspomnienie. Wydawał się zatracony i oddany, kiedy po złożeniu trzech pocałunków w okolicy jej ucha, zaczął powoli opadać jakby, zanurzać się w ruchomych piaskach, wciąż błądząc dłońmi po jej okrytym fenomenalną kreacją ciele. Skończył oparty policzkiem o jej udo, faktycznie na kolanach, tak jak tego chciała. Zaśmiał się wręcz do swojej dziecinnej głupoty. Jedna z jego wolnych dłoni powędrowała ku dolnej krawędzi sukni, a palce po chwili znalazły się na dole jej łydki, by za chwilę zacząć wędrować wyżej ku kolanu.
Spojrzał ku górze, w uniżonej scenerii. Chciał by powstrzymała go i wydała mu jasne polecenia. Musiała wiedzieć, że bez dalszych instrukcji zacznie improwizować, a Septimus pozostawiony sam na sam ze swoją pomysłowością… Mógł doprowadzić do pożaru Opery. Albo i całego Blackpool.


Dear,

I never want to fall asleep, within our dreams the weight we saw. Not all the answers are the same, yet we still play thе game
Septimus Vanity
Zawód : Profesjonalny muzyk - dyrygent
Wiek : 43 lata
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Masseduction
I can't turn off what turns me on
OPCM : 8
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 7
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
 Without dreams of hope and pride a man will die
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t10925-septimus-vanity https://www.morsmordre.net/t10951-looney https://www.morsmordre.net/t10952-septimus-vanity https://www.morsmordre.net/f409-shropshire-caynham-dom-rodziny-vanity https://www.morsmordre.net/t10950-skrytka-bankowa-2384 https://www.morsmordre.net/t10953-septimus-vanity
Re: Opera w Blackpool [odnośnik]17.02.22 1:11
Ciche parsknięcie, zdziwione i szczere, skwitowało najpierw jego odpowiedź; było w nim coś niesamowicie urzekającego, gdy próbował być czarującym, atrakcyjność wdychał do ciała wraz z powietrzem, które w garderobie z każdą minutą zdawało się gęstnieć. A może to myśli po ostatniej terapii z Hectorem - wnioski uwypuklające chęć przyjęcia oświadczyn, zostania jego żoną, absurd - tak rozpromieniały jego oblicze w mniemaniu Amelii? Ogień w oczach dawał satysfakcję, wzniecał iskrę budzącą żar w podbrzuszu, tlącą się powolnym łaskotaniem, ściśnięciem, udem miękko trącym o udo. Wydawał się inny, wciąż ubrany w elegancki garnitur człowieka, który tam, na scenie, mógł wieść setkę ku harmonii, lecz tutaj znał już swoją rolę, gdy patrzył na nią tym wzrokiem; gdy zapamiętywał każdy szczegół docenionej sukienki, odnajdywał pod jej materiałem ruchy nagiego ciała, zwykle ofiarowanego mu po pasmach przyjemnych trudów. Na nagrodę należało zasłużyć. Na spełnienie zapracować.
Przepadał za tym, wiedziała, poszukiwał uległości w śmiałych marzeniach i potem na jawie, drżącymi z ekscytacji dłońmi sięgając do niej w błaganiu o więcej, w uniżonej prośbie o to, by pozwoliła mu odetchnąć - przyjemnością i tlenem.
- Naprawdę? Nie zauważyłam. Musiałeś zarzucić na niego pelerynę niewidkę jeszcze zanim weszliśmy na salę i zajęliśmy miejsca - Amelia świadomie zdusiła jego próbę w zarodku, z uśmiechem znaczonym krnąbrnością sprowadzała go na ziemię, pozbawiała dalszych komplementów, jakie zdążył przyznać samemu sobie. A więc tych wystarczyło już na resztę wieczora, Septimus wykorzystał przynależny mu zasób, jej oko błysnęło ostrzegawczo, bo im szybciej pojmie, że nie czeka go nic dobrego, tym lepiej. Najpierw. Potem, kto wie - jeśli zasłuży - jeśli spełni oczekiwania - jeśli jej nie rozczaruje, nie zawiedzie - jeśli nie wyprowadzi jej z równowagi, choć o to byłoby trudno, kiedy w samej Eberhart do głosu dochodziła namiętność. Pragnienie, które nie zdążyło przedrzeć się do spojrzenia, gdy wiodła nim w dół po sylwetce Vanity, wzdłuż gustownej marynarki, przez błyszczącą klamrę paska, po zaprasowane kanty dolnej partii odzienia i wypolerowane buty, błyszczące w świetle scenicznych reflektorów oraz przydymionych żarówek rzucających nikły blask na wnętrze garderoby.
Wyobraziła sobie, jak własnymi rękoma zrywa z niego aksamitnie czarny materiał. Jak pozbawia go ostatniej warstwy, redukuje do cichego jęku, do nieśmiałych pomruków, do najpiękniejszej melodii, jaką dzisiaj wygrywać miała opera. Nawet tembr jego oddechu zdawał się mamić. Zachęcać, zapraszać. Podejdź bliżej, zrób mi to. Mogłaby, gdyby tylko chciała, lecz wbrew własnym słowom to Amelia ociągała się w zadowolonym kaprysie, wystawiająca na próbę jego nadwrażliwą cierpliwość. Septimus nigdy nie miał zbyt wiele wspólnego z kontrolą, mógł zasłaniać się nią przed muzyczną formacją, wymagać dyscypliny od podległych mu artystów, a gdy tylko zamykały się drzwi za jego plecami, do głosu dochodziła nagła, natychmiastowa potrzeba. Błagać o koniec. Obezwładniała go za każdym razem, odbierała zmysły; siała zamęt, którego widok sprawiał Amelii tak ogromną satysfakcję. Czarownica ściągnęła brwi w goryczy zafałszowanego rozczarowania. - Dlaczego wciąż masz je na sobie? - spytała twardo, wymagająco. Zapewne gdyby strącił z bioder obwód spodni i wyswobodził się z ich nogawek bez jej polecenia, pytanie podążyłoby skrajnie odmiennym torem, pochodzącym z zakrzywionego zwierciadła; i tak źle, i tak niedobrze, niezależnie od jego decyzji. - Wyglądam jakby były mi do czegokolwiek potrzebne? - tym razem jej brwi uniosły się wyżej, podkreślały surową ekspresję, zanim wspaniałomyślnie pozwoliła mięśniom twarzy złagodnieć; parzyła, a potem zaleczała, słodko-gorzka, kochająca i nienawidząca jednocześnie. Amelia jednak nie dała Septimusowi szansy zareagować, uniosła smukłą dłoń, by zahamować każdy z możliwych ruchów, jakby chciała zasygnalizować, że podjął decyzję, z którą musiał już żyć.
Nie na długo, o nie - ale teraz, póki nie zmieniła zdania.
Za mało zmęczony - chcę - omdleć - błagać o koniec - obrócił ją w przypływie bzdurnej odwagi, ośmielił się dotknąć, gdy jeszcze mu na to nie pozwoliła, upojony własnym pragnieniem, a finalnie i odbierającym rozum podnieceniem pchającym go na kolana, tak, jak sobie tego zażyczyła; z wycieńczenia - błagać - przez moment sądziła, że będzie na tyle nierozsądny, by spróbować przejąć kontrolę, lecz Vanity znał swoje miejsce. Miejsce w ich intymności, o które prosił w naiwnym skomleniu. Miejsce obok niej, pod nią. Amelia przez chwilę delektowała się pieszczotą, odnalazła znajomą słodycz nie tyle w widoku osuwającego się przed nią mężczyzny, ale także w dotyku jego dłoni; dłoni wsuwającej się pod sukienkę, opuszków palców podążających ścieżką od kostki wyżej, jej oddech przyspieszył, serce porwało gwałtowniejsze tango, wargi rozchyliły w zadowoleniu - aż wszystko to przerwała. - Nie - zakomunikowała krótko.
Umysł roziskrzył się czerwienią, tak, jeszcze nie, jeszcze nie teraz.
Nagle oparte o jego ramię kolano pchnęło lekko - nie na tyle, by stracił równowagę, ani nie na tyle, by nawet pozostawić ślad, wystarczająco, by nieco się cofnąć. Posłuchać. Podporządkować. Ufał jej, wiedział, że nigdy nie skrzywdziłaby go mocniej, niż tego chciał; blondynka odsunęła się więc od toaletki i obeszła klęczącego na podłodze muzyka, zbliżywszy do ubrań, które wcześniej przykuły jej uwagę. Surduty, elegancko skrojone kreacje dla żeńskiej części orkiestry, mnogość stonowanych, monochromatycznych barw, a pośród nich biały, jedwabny szal, sięgnęła po niego i przesunęła miękki materiał między palcami, nada się.
Septimus powinien zrozumieć, że nie miał prawa się poruszyć. Obrócić, by spojrzeniem rzuconym przez ramię sprawdzić gdzie akurat zogniskowało się jej zainteresowanie. Drgnąć, a tym bardziej już podnieść na równe nogi, jeśli drżące w piersi emocje miały zagwarantować mu satysfakcję, jakiej się domagał; słyszał jedynie stukot obcasów Amelii, ich niespieszny, wręcz celowo leniwy rezonans mający wzmóc szaleństwo, odebrać rozum, mocniej zamglić szare tęczówki za kotarą potrzeby biorącej go w absolutne władanie, w niemoc, w otchłań, gdzie mógł wyłącznie oczekiwać nieoczekiwanego, nieoczekiwać oczekiwanego. Jak bardzo byłaby szczęśliwa, gdyby miała go u swojego boku na co dzień? Ile to by w nich zmieniło? - Wystarczyło tylko trochę czasu, ledwie kilkanaście dni - zaczęła po chwili tuż za jego plecami, ciepłym oddechem muskając ucho, bliższa niż mógł się spodziewać, zrównana do jego poziomu, - żebyś zapomniał o dobrych manierach. Egoizm nie przystoi, Septimusie - upomniała go Amelia, ścisnęła dłonią jeden nadgarstek, zmuszając, by oparł go za sobą, potem to samo zrobiła z drugim - i odebrała mu to, wolność górnych kończyn, związanych kilkoma wprawnymi ruchami za pomocą odnalezionej tkaniny, mocno, by wyraźnie czuł słabnące, drętwiejące ramiona. Nie stanie się to zbyt szybko, lecz stanie, tego mógł być pewien.
Dopiero wówczas wróciła do wcześniejszej pozycji: oparta biodrami o krawędź toaletki wsunęła się na jej wierzch, szczupła na tyle, by konstrukcja nawet nie drgnęła, po czym sięgnęła do połów kobaltowej sukienki i podsunęła je wyżej, wyżej, wyżej, odsłoniwszy zwieńczenie ciemnej pończochy. To jest pod spodem. Bieliznę przygotowała dla niego sama, tę decyzyjność odbierając Valerie; pewne sfery należały wyłącznie do nich, chciała, by tak było, teraz, zawsze, chciała wspólnych tajemnic i prywatności za zamkniętymi drzwiami, chciała pasji, oddania, wierności i bezgranicznego wsparcia. O ironio, chciała tylko Septimusa. - Będziesz cicho. Żadnego krzyku, nawet głośniejszego jęknięcia, w innym wypadku natychmiast stąd wyjdę - rezonu odbierały jej własne zaczerwienione policzki, jej duszny oddech, bijący od niej gorąc, gdy podnosiła nogę i opierała but na jego ramieniu, a szpilka niewiele miała w sobie wyrozumiałości. Przyciśnięta do ciała, nawet przez materiał ubrań, ugodziła go w pierwszym ukłuciu, przyjemnie bolesnym, oczyszczającym z toksyn każdej myśli, każdego zdenerwowania, każdego wyrzutu; tępiącym zmysły, wszystkie inne oprócz dotyku; zdawał sobie sprawę z tego, że w tym wydaniu wyglądał tak pięknie? Jak uchwycona w trwającej chwili marmurowa rzeźba spod dłuta najznamienitszego artysty. - Bliżej - jej usta drgnęły w uśmiechu, szept, tylko szept, drżący, zachwycony; tęskniłam. Obcas zsunął się niżej, nacisnął na jego pierś, na przestrzeń równoległą do serca, by potem zmienić strony i atencją obdarzyć tę lewą, tak samo, raz mocniej, raz słabiej, bliżej, powtórzyła na urywanym oddechu, jakby smagnięta gorączką doznania.


i won't be afraid. hesitation got me against the wall,
but no more mistakes like i made before.
Amelia Eberhart
Zawód : Magizoolog w Departamencie Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami, w Wydziale Zwierząt
Wiek : 37
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
if you were a woman and i was a man
would it be so hard to understand?
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 18
SPRAWNOŚĆ : 12
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10932-amelia-eberhart#333340 https://www.morsmordre.net/t10966-wolfgang#334285 https://www.morsmordre.net/t10969-amelia-e#334298 https://www.morsmordre.net/f410-borough-of-islington-eden-grove-12 https://www.morsmordre.net/t10967-skrytka-nr-2394#334286 https://www.morsmordre.net/t10968-amelia-eberhart#334288

Strona 6 z 6 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6

Opera w Blackpool
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach