Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Biały Most

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Biały Most - Page 3 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Biały Most - Page 3 Empty
PisanieTemat: Biały Most   Biały Most - Page 3 I_icon_minitime17.07.17 1:43

First topic message reminder :

Biały Most

Na obrzeżach, z dala od centrum i najgwarniejszej części miasta, Biały Most jest jednym z najrzadziej użytkowanym mostem Londynu - łączy odległe zaciszne brzegi. Nie jest biały, tworzą go czerwone cegły wsparte na śnieżnych kolumnach - to im zawdzięcza swoją nazwę. Okolice mostu nacechowane są zielenią, wielością pobliskich parków, trawnikami, roślinnością kwitnącą przy wodzie - zapewne z tego powodu uchodzą za bardziej romantyczne. Młodzież często przesiaduje na kamiennych wzmocnieniach wzniesionych wzdłuż koryta - skąd rozciąga się piękny widok tak na panoramę miasta, jak i na zachód słońca. Mówi się, że jeśli zakochani wrzucą z tego miejsca butelkę z wróżbą wiecznej miłości, ich losy połączą się na wieki. Niechętnie potwierdzają to duchy zwaśnionych kochanków, które ponoć czasem pojawiają się nad brzegiem.

Rzut kością k3 (nie jest obowiązkowy)
1: Dostrzegasz ducha kobiety - bez wątpienia topielca, jednak ten nie zwraca na ciebie uwagi.
2: Duch mężczyzny - ma w piersi nóż - nie zauważa cię i przechodzi przez ciebie, pozostawiając nieprzyjemne, zimne uczucie.
3: Kochankowie pojawiają się razem i zaczynają się przekrzykiwać, obwiniając się nawzajem o swoją śmierć. Cokolwiek robisz - nie możesz na niczym skupić myśli.
Lokacja zawiera kości



Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Isabella Selwyn
Isabella Selwyn

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7405-isabella-selwyn https://www.morsmordre.net/t7416-iskierka https://www.morsmordre.net/t7414-bardzo-nieprzykladna-lady#202782 https://www.morsmordre.net/f84-boreham-palac-beaulieu https://www.morsmordre.net/t7417-skrytka-bankowa-nr-1810#202799 https://www.morsmordre.net/t7415-isabella-selwyn
Zawód : dama i płomień
Wiek : 21
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczona
Najmilszy sercu jest prawdziwy w nim pożar.
OPCM : 2
UROKI : 3
ELIKSIRY : 15
LECZENIE : 20
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica
Biały Most - Page 3 Tumblr_inline_ot6h6xyOv21rifr4k_540

Biały Most - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Biały Most   Biały Most - Page 3 I_icon_minitime03.11.19 18:49

Przyjmując tę chwilę, doprowadzając do tego spotkania, niejako zawierała sojusz z głęboką rozpaczą. Wyrzekając się zaś Steffena robiła to samo. Nie było ratunku. Winna jest posłuszeństwo rodzinie, służbę krwi, która w niej samej płynęła. Wielowiekowe tradycje stały na straży rodziny, a złamanie ich mogło zmieść z powierzchni ziemi kolejny ród, jeden z ostatnich. I chociaż to nie ona przedłużała historię Selwynów, to jednak pozostawała płomieniem zrodzonym pod dachami Bealieu. Miała wyprowadzić salamadrową familię z cienia, z tej hańby, jaką sprowadził na nich rzekomo Alexander oraz te gorzkie dni stania po niewłaściwej stronie w tym zawiłym politycznym światku. Kobiety o nazwisku Selwyn były silne, mocne, wyjątkowe i nie upadały w chwilach trudnych. To zdawała się jej przekazywać ciotka Morgana. Pływały w morzu intrygi, igrały ze światem, parzyły, lecz nigdy żaden płomień ich nie zdołał choćby drasnąć. Isabella żyła z tym przeświadczeniem, odważnie i nierozważnie robiąc krok za krokiem, bo przecież cokolwiek się zdarzy – wyjdzie z tego. Od pewnego czasu zaczynała wątpić.
– Ani ja – powiedziała odważnie, pewnie, nie chcąc znów szeptać jak nędzne dziewczątko kryjące się przed światem. Tak, świat gryzł. Perfidnie gryzł, ale gdyby tego nie robił, nikt nie wiedziałby, czym jest szczęście. Szczęście lubiło Isabellę Selwyn, nie rozdzierała skóry, gdy przewracała się, jej kociołki nie wybuchały, mogła uczyć się sztuki uzdrawiania, choć ojciec nigdy nie powinien jej na coś takiego pozwolić. Czy droga szczęśliwa zakończyła się z chwilą, gdy zbyt mocno otworzyło jej się serce na pewnego chłopca? Nigdy nie myślała, że ktokolwiek poza przyszłym mężem zdoła ją tak poruszyć.
- Piękne Chateau Rose objawiło się mi jako mocna twierdza, wspaniała, niepozwalająca przedostać się żadnemu wrogowi – mówiła sucho, choć z namiastką dziwnej emocji, trudnej do nazwania. Skraj zachwytu i goryczy. Zabójcza mieszanka. – Czuję, że Mathieu nie pozwoliłby nikomu mnie skrzywdzić – powiedziała zgodnie z prawdą. Steffen wątpił w jej bezpieczeństwo. Steffenowi chodziło też o coś innego, ale Bella wygodniej broniła się właśnie tak. I siebie przed swoimi myślami i przed jego słowami. Prawdą było przecież to, że rodzina Rosierów należała do najszlachetniejszych i największych. Mathieu, Tristan, mądra Melisande, urocza Fantine… To nie była rodzina z błyszczących kart Czarownicy. To nie była rodzina, z którą można było okrutnie sobie igrać. Ona mogła uciec, ale co dalej? Merlin jeden wie, jaki pogrom spotkałby Selwynów. Nie chciała wypowiadać przy Steffanie imienia swego narzeczonego, czuła się źle. Czy to zdrada? Choć przejawiała skłonności do snucia intryg, to tym razem ona narodziła się sama, była dziwnie ludzka i nadeszła tak niespodziewanie. Nikogo nie chciała krzywdzić, a nieporządek w duszy prowadzić mógł tylko do narastającego kataklizmu. – Dziękuję ci za twe słowa. Ja… wiesz, że kocham moją rodzinę? Że mimo wszystko ojciec, matka, Bastian są mi bliscy, moi kuzyni… Rosierowie nigdy nie spoglądali przychylnie na moich krewnych, na nasz ród. To nie są takie zwykłe zaręczyny. Nie chcę więcej cierpienia. Chciałabym zadbać o ich dobro. Jeśli… – jeśli nie mogę zadbać o własne. Jednak i to nie było tak ostateczne. Przecież odkąd tylko miała te kilkanaście lat, powtarzała sobie, że rozkocha w sobie przyszłego męża, że zadba o szczęście w małżeńskich komnatach, że to nie będzie historia taka, jak wiele innych, chłodnych opowiastek podsłuchanych na sabatach. W pięknych sukniach przesuwały się kobiece oblicza nieszczęścia, łzy zamazywały pudrowe maski. A jednak istniały szczęśliwe historie, przecież szczerze zakochana pozostawała choćby Cressida.
Cattermole, gdyby nawet dowiedział się wszystkiego o szlacheckich obyczajach, przenigdy nie poczuje, jak to jest. Być częścią złotej historii, urodzić się z jasnym i jednym przeznaczeniem. Odgrywać przedstawienie, które nigdy nie miało końca. – Za kilka lat to za późno. I nie ma neutralnych rodów, Steffenie. Każdy w coś wierzy, każdy wybiera swój sztandar. Ty jesteś… dobry, twoje serce jest szlachetne. Dla mnie to wiele znaczy, znacznie więcej niż twoja krew. Czy mi uwierzysz? – spytała, zerkając na niego tak miękko, tak ciepło, jakby na moment miały odpłynąć opary mroku. Niestety żadna moc, żadne miłe słówko nie mogło skończyć rodzącej się w bólu melodii ich serc.
Jakże różne były myśli Steffena od Alexandra. Ten drugi przecież wierzył, że w szale wojny Bella najbezpieczniejsza będzie właśnie tam. Bo jako lady Rosier nie zagrozi jej żadne zło. Zamieszka w jego ciepłym wnętrzu, ale nie zdoła jej ono skrzywdzić. Sama ona nie mogła wiedzieć, nie mogła znać motywów, twarzy i ciosów zadawanych w tych konfliktach. Polityczne gry płynnie kryły pod swoimi płaszczami prawdziwe zło, prawdziwą walkę niepoprawną dla oczu żadnej damy. – Nie, to nie byłabym ja. Lubię dzieci – powiedziała, trochę zbaczając z ich poważnych rozmówek. Nienawiść do brudnej krwi potrafiła objawić, ale głęboko w sercu wcale jej nie czuła. Tego oczekiwałby od niej Mathieu, prawda? Nie jej zadaniem było jednak dzielenie świata i ustalanie wiekuistych zasad. Wciąż była tylko kobietą. Uczucia i pragnienia kobiet zawsze były spychane na dalszy plan, a jeśli tylko chciała coś znaczyć, to – zgodnie z radami lady Melisande – musiała podejść do tego w odpowiedni, nie tak oczywisty sposób. Problem w tym, że dziś już nie umiała rozpoznać, kim jest i jak wyglądają jej marzenia. Nie te beztroskie. Te bolesne.
Smutne. Niesprawiedliwe. Nielogiczne. Mowa Steffena zdawała się odbijać od Isabelli, która obiecała sobie być twardą, zmierzyć się z tym, spróbować opowiedzieć mu o tym, jak wygląda jej świat, aby nie widział w niej potwora, aby odsunął się, nim ból okaże się poszerzającą się z dnia na dzień raną. Chyba już za późno.
– Nie wolno mi o nim pamiętać, przestał istnieć. Zapewne nigdy go nie ujrzę – wyjaśniła, potwierdzając te ponure obawy Steffa. Zdrajca krwi. Pozbawiony nazwiska, wymazany z kalendarium, wymazany z rodzinnych portretów. Alexander Selwyn? Przecież ktoś taki nie istnieje. Ledwo zdusiła szloch. To było najgorsze, ale nigdy nie była na niego zła. Czuła się opuszczona, ale po tym, jak sekretnie spotkali się, wiedziała, że odnalazł ciepło, przyjaciół i radość. Że nie umierał gdzieś samotnie w smutku. To było dla niej najważniejsze.
Przygarnięta w męskie ramiona zamarła. Znów ją zaskoczył, nie robiąc sobie niczego z barier. Ta desperacja śmiałość przywołała cień paniki, strachu. Nie powinni. Czy ktoś mógłby ich ujrzeć? Odruchowo zerknęła na kawałek widoku bulwarów. Rysujący się między rozwianymi kosmykami obraz nie wskazywał jednak na niczyją obecność. Wtulona w Steffena na moment roztopiła swoje zlodowaciałe wnętrze. Na drobny tylko, bo kiedy przemówił, odsunęła się, robiąc znów krok w tył. Kochał ją. Zakochał się. Dwa dobitne stuknięcia serca, a potem głucha cisza. Pojęła, jak wielka moc musiała tkwić w nim, że wszystko to, co wydarzyło się dziś, to walka. On o nią walczył. Walczył, chociaż sytuacja wydawała się całkowicie beznadzieja. Bella nie mogłaby wbić mu kolejnego sztyletu w pierś. Nie zasługiwał na to. Łzy polały się potokami. – Czuję to – szepnęła ostatkiem sił. – Właśnie dlatego powinnam odejść. Nie mam prawa cię więcej ranić – wypowiedziała z olbrzymim trudem i…
Uciekła. Zbyt wiele wilgoci zgromadziła w oczach, by jakakolwiek iskra mogła tamtego dnia zapłonąć. Coś takiego zdarzyło się tylko raz. Gdy w ogrodach Beaulieu płonęły portrety pewnego młodego uzdrowiciela. Płonęły w naiwnym pożarze, bo przecież nie da się zabić Selwyna ogniem. Nigdy.

zt tears





Looks like a girl, but she's a flame
So bright, she can burn your eyes
Powrót do góry Go down
Daniel Wroński
Daniel Wroński

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7861-daniel-wronski#222853 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t7882-wronski https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t7887-skrytka-bankowa-nr-1886#223117 https://www.morsmordre.net/t7889-daniel-wronski#223176
Zawód : człowiek do wynajęcia
Wiek : 28
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 15
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 10
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 16
Genetyka : Czarodziej

Biały Most - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Biały Most   Biały Most - Page 3 I_icon_minitime06.11.19 2:42

21.01?

Słońce zachodziło nad Londynem, a niebo - wreszcie czyste i bezchmurne, po długich tygodniach burzy i zamieci - mieniło się szkarłatem. Mroźna pogoda odstraszała jednak zakochanych nastolatków, którzy często przesiadywali na moście w cieplejsze wieczory. Wroński z kolei nie przyszedł tutaj podziwiać nieba ani panoramy Londynu.
Przyszedł tu za nią.
W życiu - tym własnym, tym na pokaz - nigdy nie brakowało mu śmiałości. Odwaga opuszczała go tylko w domu rodzinnym, przy surowym ojcu, który nie wahał się sięgać do pas albo ganić syna okrutnymi słowami. Dlaczego więc krążył wokół nieznajomej niczym niezdecydowany wróbel? Był od niej większy, silniejszy, miał dobry pretekst by zagadać i kilka przećwiczonych wstępów do rozmowy. Już od dawna, od kiedy tylko wypatrzył ją przed wejściem do świętego Munga, pragnął podziękować, przedstawić się, uprzejmie zaoferować pomoc, uprzejmie przyjąć jej odmowę (która normalna młoda dama zrozumiałaby, że nieznajomy wąsacz ma u niej dług w postaci własnego życia?) i zamknąć ten rozdział. Już od kilku tygodni przystawał przed wejściem do szpitala, niczym sokół wypatrując znajomej sylwetki - ale potem zamierał na krawężniku, pozwalając brunetce odejść w nieświadomości. Czasami szedł za nią, cicho, bezszelestnie, tak jak nauczył się podczas śledzenia ludzi na zlecenie. W Londynie szalały anomalie, a on ściskał pod płaszczem różdżkę, gotów rzucić Protego, gdy tylko w stronę uzdrowicielki poleci zbłąkany piorun. Spłacić swój dług.
Ale była bezpieczna, irytująco bezpieczna, a teraz wszystko się uspokoiło. Czarna magia zniknęła, wraz z jego pretekstem do podążania krok w krok za młodą damą. Zaczął przychodzić pod szpital coraz rzadziej, ale wciąż nie potrafił pozbyć się wspomnienia majowej nocy. Zimna, bezsilności, krwi w płucach i nieznanej wcześniej paniki. Podobno ludziom przelatywało wtedy przed oczyma całe życie, ale u niego pojawiły się tylko posępne myśli - wspomnienia przepełnionego strachem dzieciństwa oraz świadomość, że przez dwadzieścia osiem lat nie dokonał niczego własnego, że pracował jako instrument innych ludzi. A potem pojawiła się ona - piękna, zatroskana i spokojna. Dopiero, gdy zaczęła go uzdrawiać, dotarło do niego, że jest prawdziwa. Wcześniej wziął ją za jednego z aniołów śmierci, o których opowiadała mu matka. A potem odpłynął, bez podziękowania, bez imienia, bez otrzymania wyjaśnień. Co przywiodło ją do niego w tamtą straszną noc? Dlaczego nie umiał się zdobyć na prostą rozmowę, tak jakby nie chciał wiedzieć?
Poprawił ciepłą czapkę i płaszcz, trzymając się z tyłu. Dzisiaj kobieta szła nową trasą. Zauważył, że na moście lekko zwolniła, a krok stał się ostrożniejszy. Trzymała się z dala od krawędzi, czyżby bała się poślizgnąć?
Miał za nią iść tylko przez kilka przecznic, ale szybko zauważył, że mają towarzystwo. Za kobietą podążał ktoś jeszcze - zakapturzony facet w średnim wieku. Daniel widział go przed Mungiem już tydzień wcześniej, ale wtedy nieznajomy nie miał śmiałości, by śledzić dziewczynę.
Zaczynało zmierzchać, most był pusty i śliski, uzdrowicielka niczego nieświadoma, a nieznajomy przyśpieszył kroku. Rękę trzymał w kieszeni, tak jakby ściskał tam różdżkę.
Owładnięty niepokojącym przeczuciem Daniel również przyśpieszył, wyprzedzając podejrzanego faceta i zrównując się z dziewczyną.
-Co za miłe spotkanie! Dawno się nie widzieliśmy, pozwolisz sobie towarzyszyć w drodze do domu? - zagaił głośno i wyraźnie, uśmiechając się niczym stary znajomy i upewniając, że nieznajomy go usłyszał. Następnie zniżył głos do szeptu, nachylając się lekko w stronę młodej kobiety, niczym adorator albo dobry znajomy.
-Zerknij przez ramię, bardzo dyskretnie i powiedz mi, czy znasz gościa w kapturze. Śledzi cię od Munga. - ostrzegł bezpardonowo, samemu nie kłopocząc się wyjaśnieniem, skąd to wie.
W jego śledzeniu nie było w końcu nic niepokojącego.


Powrót do góry Go down
 

Biały Most

Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Dalsze dzielnice :: London Borough of Bexley-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-20