Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Piwniczny Klub Jazzowy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7
AutorWiadomość
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Piwniczny Klub Jazzowy - Page 7 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Piwniczny Klub Jazzowy - Page 7 Empty
PisanieTemat: Piwniczny Klub Jazzowy   Piwniczny Klub Jazzowy - Page 7 I_icon_minitime17.07.17 1:43

First topic message reminder :

Piwniczny klub jazzowy

Jak mawiają, potrzeba matką wynalazków - tak też narodził się piwniczny klub jazzowy. Jest to pierwszy tego rodzaju lokal na Wyspach, na który pomysł narodził się po wyprawie właściciela do Stanów. Nie każdego bowiem stać na wycieczkę do Cliodny, za to prawie każdy lubi się bawić przy dźwiękach muzyki na żywo. Wejście do klubu znajduje się pod poziomem ulicy, prowadzą do niego schodki umieszczone na końcu ślepego zaułka. Na drzwiach przywieszony jest plakat przedstawiający tańczącą kobietę w sukience w kropki. Gdy podejdzie do niej mugol nic się nie stanie, jednak jeżeli po schodach zejdzie czarodziej kobieta ruszy w tan, by śpiewnym, rozbawionym głosem poprosić o hasło. To zaś nie zmienia się nigdy; wystarczy powiedzieć "czy mogę prosić do tańca?", a kobieta zaśmieje się perliście i uchyli przed tobą drzwi do roztańczonego świata jazzu.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Gillian Tremaine
Gillian Tremaine

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t6202-gillian-tremaine#151870 https://www.morsmordre.net/t6219-volante#153466 https://www.morsmordre.net/t6220-gossip-girl#153487 https://www.morsmordre.net/f178-pokatna-24-1 https://www.morsmordre.net/t6221-skrytka-bankowa-nr-1543#153488 https://www.morsmordre.net/t6222-g-tremaine#153493
Zawód : nielegalna redaktorka Proroka Codziennego
Wiek : 26 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : n/d
Rzut oka na świat wykazuje, że okropności nie są niczym innym jak realizmem.
OPCM : 7
UROKI : 12
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 16
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5/37
SPRAWNOŚĆ : 0/0
Genetyka : Czarownica

Piwniczny Klub Jazzowy - Page 7 Empty
PisanieTemat: Re: Piwniczny Klub Jazzowy   Piwniczny Klub Jazzowy - Page 7 I_icon_minitime31.07.19 0:04

Nie mogła inaczej zareagować, niż w sposób impulsywny i instynktowny, jakim właśnie się wykazała, ale też sama nie dostrzegła innej możliwości zachowania; przecież nie rzuciłaby mu się na szyję w podziękowaniu za to, że drugi raz grzebał po jej kieszeniach. W głębi ducha jednak nieco podziwiała tę zwinność, której wiele osób mogło mu pozazdrościć: zapewne nie lada wyczynem była kradzież czegoś, co spoczywało pozornie bezpiecznie blisko ciała właściciela, choć w gruncie rzeczy szybko traciło się czujność. Nie dziwiła się więc tym, że coraz więcej osób próbowało trudnić się zawodem złodzieja, skoro prawdopodobnie można było zarobić więcej i lepiej jednego dnia, niż przez cały miesiąc pracy.
Była skomplikowana, jednak w tym przypadku ostrzegła wyraźnie i wprost, żeby nie próbował żadnych sztuczek, i nie usprawiedliwiało jego zachowania to, że mała napaść na jej portfel była żartem. Nie miała poczucia humoru, przynajmniej nie tak specyficznego jakiego oczekiwał od niej Michael – czy jednak ktokolwiek inny uznałby za dowcip kolejną próbę kradzieży i to, że wykorzystał jej chwilową nieuwagę? Przeciskając się pomiędzy tłumem rzeczywiście przez krótki moment przemknęło jej przez myśl, że być może przesadziła i to na własne życzenie zepsuła im dobrą zabawę, nastroje i wieczór, który zaczynał się całkiem przyjemnie rozwijać, szybko jednak doszła do wniosku, że wina raczej leżała po obu stronach. I wcale nie oczekiwała przeprosin, przynajmniej nie zamierzała tego przyznać sama przed sobą, dlatego kiedy tylko chłodne powietrze uderzyło ją w twarz po przekroczeniu progu klubu, spojrzała mimowolnie za siebie. Przez krótki moment ponownie rozważała powrót do środka, ale nie chciała pokazywać chłopakowi jakiejś dziwnej słabości czy innego dziwnego zachowania, jakim wykazywały się kobiety.
Bez dalszego zawahania ruszyła w stronę swojego mieszkania, gdzieś za rogiem zdecydowanie ukrócając czas wędrówki przemieniwszy się w ciemną jak noc wronę. Tak było bezpieczniej i wygodniej, a przynajmniej na razie nie widziała innego sposobu na pokonywanie długich dystansów.

zt


Powrót do góry Go down
Lyall Lupin
Lyall Lupin

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7715-lyall-lupin#213633 https://www.morsmordre.net/t7739-lyallowa-poczta#214472 https://www.morsmordre.net/t7728-the-dark-side-of-the-moon#214133 https://www.morsmordre.net/f144-dolina-godryka-old-place-91 https://www.morsmordre.net/t7727-skrytka-bankowa-nr-1851#214132 https://www.morsmordre.net/t7738-lyall-lupin#214470
Zawód : brygadzista
Wiek : 30
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Oh honey, I really miss you
Oh honey, though it was only yesterday you kissed me
And that kiss, that kiss was so, so true
Oh honey, if only you could hold me now
'Cause you hold, you hold me, oh, so well
OPCM : 15
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

Piwniczny Klub Jazzowy - Page 7 Empty
PisanieTemat: Re: Piwniczny Klub Jazzowy   Piwniczny Klub Jazzowy - Page 7 I_icon_minitime10.09.19 19:17

shelta, marcella & bracia lupin14 lutego
Wpatrywał się w biały sufit, pozwalając na to, by muzyka wydobywała się cicho z adaptera ustawionego na parapecie półotwartego okna. Leżąc na kanapie, pomyślał, że chciałby spędzić tak całą wieczność — z daleka od ludzi, z daleka od rzeczywistości i dając się wpleść w świat wspomnień, a także delikatnych dźwięków jazzowych melodii, które tworzyły jakiś odmienny wymiar. Nienamacalny, ale jednak wyjątkowo realny, bo właśnie w nim funkcjonował od wielu lat. Tylko dzięki niemu wciąż oddychał. Zatopiony między wszechrzeczą, dając się pochłonąć tej drugiej stronie mocniej, balansował jeszcze na krawędzi, nie decydując się na ostateczny krok. Czy jednak naprawdę tego chciał? Ciągłej walki między duchowością a materialnością? A może było to tylko głupie wytłumaczenie dla faktu, że jeszcze chodził po ziemi? Czy nie był wystarczająco zmęczony? Czy nie czuł ciężaru winy przygniatającego go mocniej z każdym dniem? Czy nie powinien był pod nim upaść i tak zostać? Właśnie... Już dawno powinno go tu nie być, jednak wciąż silnie coś trzymało go przy życiu. Dlaczego? Może dlatego, że impuls zawsze kazał mu podnieść różdżkę i walczyć z wrogiem, zamiast poddać się nadchodzącemu zagrożeniu? Może dlatego, że przed ostatecznym zamachem oczami wyobraźni widział ciało siostry, które kazało mu szukać do upadłego odpowiedzialnego za jej śmierć? Może satysfakcja z likwidowania kolejnych potencjalnych wrogów była zbyt obezwładniająca? Może po prostu Lyall nie mógł umrzeć? Może Los miał dla niego jeszcze inne plany? Im dłużej się nad tym zastanawiał, tym mocniej zdawało mu się, że to wszystko było kiepskim żartem. Przekonanie do tego nie malało, a jedynie urastało, chociaż nie znajdowało uwolnienia; zebrane w nim emocje nie miały ujścia przez co Lupin przypominał bardziej błąkającego się ducha niż ludzką istotę. Był jak zwierzę, szukające i czekające na pojawienie się upatrzonego celu, by skoczyć w odpowiednim mieście. Przyczajone, cierpliwe, wydawać by się mogło nieuważne, jednak o wiele bardziej uważne od innych. Chodził dokoła ludzi, jednak tak naprawdę nie należał do tu i teraz. Szukał śladów przeszłości, żyjąc nią i czerpiąc z niej siłę. Ze swojego nieustającego bólu, który nakręcał go do dalszego działania. Czy już całkowicie postradał zmysły, czy może dopiero czaiło się to przed nim w momencie, w którym postawiłby krok w normalność? Odpowiedź na to pytanie jednak znał dość dobrze. W chwili, w której dowiedział się, czego dokonał nie było odwrotu ani wizji życia w monotonii czy spokoju ducha.
Tego wieczoru jednak nie miał zostać sam ze sobą, oddając się rozmyślaniu nad strategią odnalezienia szukanych bydlaków — ku jego własnemu rozdrażnieniu były te cholerne Walentynki. Pojawienie się pod drzwiami Randalla świadczyło o tym, że nie zapomniał o umowie i zamierzał zaciągnąć brata na to idiotyczne spotkanie, które sobie ubzdurał. Jak za dawnych dobrych czasów, pamiętasz? Nie. Nie pamiętał. Ani ideologii podwójnych randek, ani dobrych czasów. Mógł być uważany za hipokrytę, jednak jedyne, w czym widział szansę na coś dobrego, to dorwanie swoich celów. Miał nadzieję, że brat skupi się na szukaniu męża Betty, ale jak widać, pomylił się. Randall nie dorósł i chyba nigdy nie miał. - Nie wierzę, że to zrobiłeś. Nie wiem w ogóle, jak mogłem się zgodzić na ten idiotyczny plan - rzucił, gdy zmaterializowali się w odpowiedniej części Londynu i ruszyli, szukając Piwniczego Klubu Jazzowego. - Zmarnujesz jej wieczór - rzucił do niższego brata, gdy przechodzili pod tańczącym szyldem. I chociaż Randy nie wyrósł tak jak on, wewnątrz lokalu przewyższali wszystkich niemal o głowę. Nie skonkretyzował, o którą z potencjalnych dziewcząt chodziło, ale zarówno jedna i druga pasowała. Żaden z braci — w oczach Lyalla — nie nadawał się na podobne... Zagrywki? Inaczej nie umiał nazwać tej dziecinady. Podczas gdy Randy ruszył na polowanie czegoś do picia, drugi z bliźniaków rozejrzał się za zarezerwowanym dla nich stolikiem. Trochę musiał pokluczyć między wirującymi parami, aż znalazł zapisane szybkim pismem tajne hasło tego wieczora. - Ja pierdolę, Randall... - warknął pod nosem, zgniatając zaraz w dłoni rezerwację dla Byka i Border Terriera, nie zamierzając inaczej już tego komentować. Zsunął z ramion płaszcz i został w ciemnym swetrze, zastanawiając się jak powinien był się ubrać. Z jednej strony nie chciał tu być, z drugiej przecież nie mógł tak po prostu wyglądać jak ostatnia fleja... Lyall westchnął tylko ciężko i usiadł na jednym z czterech krzeseł, czekając na brata. Nie wiedział, kogo mieli spotkać ani co robić. Pocieszający był fakt, że we wnętrzu klubu roznosiła się jazzowa muzyka, a na wyciągnięcie ręki można było dostać alkohol.

|Witamy na randce w ciemno! Czas odpisów niech potrwa dokładnie do 17 września do 19:17.




❝ everyday a little death comes ❞ another day, another week, another month, another year, another night i spend alone until it's day again. our little star has moved away and all the world is a bleb. i only see i am not me without her.
Powrót do góry Go down
Randall Lupin
Randall Lupin

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7038-randall-lupin#185370 https://www.morsmordre.net/t7047-horatio#185742 https://www.morsmordre.net/t7049-randy-los-superktos#185745 https://www.morsmordre.net/f259-hawley-s-corner-67 https://www.morsmordre.net/t7051-skrytka-bankowa-nr-1738#185748 https://www.morsmordre.net/t7050-randall-lupin#185746
Zawód : były policjant, przyszły auror
Wiek : 30
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler

Don't get attached.
Don't get attached.
Don't get attached.
Don't get attached.
OPCM : 23
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Metamorfomag

Piwniczny Klub Jazzowy - Page 7 Empty
PisanieTemat: Re: Piwniczny Klub Jazzowy   Piwniczny Klub Jazzowy - Page 7 I_icon_minitime11.09.19 22:49

To zabawna historia. To naprawdę zabawna historia! Taka, którą opowiadają później rodzice twojej dziewczynie, żeby pogrążyć cię w zażenowaniu. Z tą różnicą, że wydarzenia nie miały miejsca kilkadziesiąt lat temu, a co najwyżej kilkadziesiąt dni - w tym przypadku mógłbym cofnąć się z nimi raptem tydzień wstecz. Nie, nie ma w niniejszym przekazie niczego nadzwyczajnego, nie będzie spadania z łóżka, tarzania się po ziemi ze śmiechu ani wyrywania włosów z głowy, ale wystarczy informacja, że to nie był zwykły dzień.
Zimno. Pamiętam zimno oraz śnieg wirujący w powietrzu, odbijający światła latarni nim płatki docierają na zabieloną już ziemię. Jest noc. Podczas tej konkretnej nocy zwołują kursantów na trening mający wyostrzyć nasze zmysły w ciemnościach oraz przyzwyczajać ciało do wysiłku, gdy potrzebuje snu. Tak, zdecydowanie potrzebuję objęć Morfeusza, słodkiej, miękkiej poduszki i pościeli oplatającej ściśle ciało. Niestety, nie tym razem, frajerzy. Stajecie do walki - na śmierć i życie. W końcu wróg nie śpi, znajduje się gdzieś w zakamarkach zimowego krajobrazu; czeka zaszyty gdzieś niedaleko, może za rogiem, a może nawet na środku biegnącej wzdłuż ulicy. Jest strasznie, jest wyczerpująco, ale kamuflaż działa. Siedząc tak w kryjówce w oczekiwaniu na najczarniejszy scenariusz, gdy trup będzie wyściełał kolejne drogi, przeglądam pozostawioną w nieładzie na ziemi Czarownicę. Nie byle jaką - najnowszy numer. Dlaczego ktoś kupuje ten szmatławiec, a potem wyrzuca w jakimś obskurnym miejscu? Tak, moja dusza prawdziwego detektywa zaczyna zbyt wiele analizować. Artykuł o ustawianych walentynkach wydaje mi się na tyle ciekawy, że chichotem prawie zdradzam położenie starannie dobranej kryjówki. Wreszcie wciskam gazetę w tył spodni, bo w końcu szkoda wyrzucać darmową rzecz i dopiero wtedy pokonuję ustawionego czarnoksiężnika; tak lubię o tym myśleć, gdy znienacka rzucam się na jego plecy, a potem okładam go rzeczonym czasopismem, bo różdżka za cholerę nie chce wyjść z rękawa. Nie mam czasu na siłowanie się z nią, więc wybieram niekonwencjonalne metody. Muszę przyznać, że mój przeciwnik prawie umiera - jednak ze śmiechu i uduszenia mając głowę w śniegu i płuca zajęte rozbawieniem.
To wtedy orientuję się w potędze gazety. Wracając do domu stwierdzam, że to będzie zabawne, jak pójdziemy z Lyallem na podwójną randkę. W końcu czemu nie, on nienawidzi świata, na pewno zrobi dobre wrażenie. Zdarzają się laski, co lubią ponure zrzędy, może nam się poszczęści. Z drugiej strony, jeśli cała pozostała trójka będzie narzekać na swoje życia, to chyba popełnię samobójstwo podcinając gardło łyżką. Myślę, że zrobiłbym wtedy furorę na tym spotkaniu-pogrzebie. Ale nieważne, bo oto nadchodzimy - o kryptonimach Byk i Border Terrier, jak za starych, dobrych czasów, gdy polowanie na piękne kobiety było raczej opcjonalne. Nie tak desperackie jak teraz, gdy jesteśmy już w kwiecie wieku. Dobrze, że ta randka ma być w ciemno, całkowicie zorganizowana przez Czarownicę; tym więcej niesie ze sobą wspaniałych niespodzianek. - Zgodziłeś się, bo w głębi swej mrocznej duszy potrzebujesz słodyczy miłości, która pastelowym różem zaczaruje twój zimny, nieprzystępny świat dodając mu ciepłych barw - rzucam głupkowato, na pewno niezwykle romantycznie, przecież trzeba trenować najlepsze teksty. Poklepuję przy tym bliźniaka przyjacielsko po ramieniu. W jednym ma rację - nie dorosłem, chociaż bardzo chcę. O ile nie wiąże się to z wiecznym ponuractwem.
Klub okazuje się bardzo przyjemny i dość kameralny, więc nietrudno będzie się znaleźć, co w obszerniejszych lokalach byłoby skomplikowane nawet z konkretnymi wskazówkami od organizatorów. Tak, stolik na nas czeka. - Ty zmarnujesz jej wieczór - odpowiadam niemal beztrosko. - Ale nie martw się, jest szansa, że spodoba jej się twój dziadkowy urok - dodaję pokrzepiająco nim rozbieram się z wierzchniej szaty. Siadam obok tego marudy zastanawiając się, czy nie lepiej poczekać już na kobiety, ale to wyglądałoby dziwnie, gdybym tak stał w oczekiwaniu, więc sadzam tyłek. - Super ksywki, prawda? Może wreszcie poczujesz się młodo, przypomnisz sobie jak biegaliśmy za bykami nie bojąc się niczego… - stwierdzam niejako z rozrzewnieniem na samo wspomnienie. Tak, wtedy to była beztroska. Teraz jest chujowo, ale przecież nie dam tego po sobie poznać. Pokazywanie uczuć jest moją najsłabszą stroną - dziś musimy grać najlepszymi kartami, o.




I don't know
how to deal with serious emotions
without turning them
into a fucking joke

Powrót do góry Go down
Shelta Vane
Shelta Vane

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t6786-nathalie-dluga-budowa#177379 https://www.morsmordre.net/t7019-fiu#184686 https://www.morsmordre.net/t7020-shelta-vane#184691 https://www.morsmordre.net/f255-lancashire-stara-latarnia-morska-w-fleetwood https://www.morsmordre.net/t7030-skrytka-bankowa-1707#184954 https://www.morsmordre.net/t7029-shelta-vane
Zawód : Naukowiec
Wiek : 25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 5
UROKI : 0
ELIKSIRY : 10
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 19
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
 https://i.pinimg.com/originals/a8/4a/37/a84a37cf278a89bc1624516ff1f8d801.gif

Piwniczny Klub Jazzowy - Page 7 Empty
PisanieTemat: Re: Piwniczny Klub Jazzowy   Piwniczny Klub Jazzowy - Page 7 I_icon_minitime12.09.19 15:38

To była późna noc. Nie mogła rozwiązać pewnego równania i po prostu wiła się po latarni jak znudzona zjawa. Wzrok zaczepiała na dobrze sobie zaznanych figurkach, fotografiach i innych naściennych obrazach, myszkowała po kuchni dla samej zasady, a na koniec zrezygnowana rzuciła się z łoskotem w objęcia salonowej kanapy wydymając usta jak nadąsany na świat kilkulatek bo nie chciało jej to liczenie wyjść tak jak miało. Będąc wiec w tym butnym nastroju, który za kwadrans pewnie się rozmyje, sięgnęła niedbale po jedną, drugą, a potem trzecią gazetę zalegającą na kawowym stoliczku. Wzroczyła od niechcenia po przewertowanych i znanych nagłówkach starając się udawać, że wszystko jest ciekawsze od numerologii (co prawdą nie jest!). Wtedy to właśnie, w bladym świetle świec, dostrzegła ku swojemu zaskoczeniu coś ciekawego... Przekręciła głowę jak zaciekawiony szczeniaczek. Podwójne walentynkowe randki w ciemno! Zapisz się już dziś i rozgrzej wyziębnięte zimą serce spotęgowaną siłą miłości! Cóż... nie mogła nie unieść kącika ust wyżej. To spotęgowanie... Zabawne. Wesoło prezentowała się również ruchoma ikonografia kuponu zgłoszeniowego. To może to sprawiło, że w jednej chwili jak leżała, tak potem siedząc zaczęła na poważnie rozmyślać nad skokiem na głęboką wodę. W sensie, to nawet było ciekawe jako doświadczenie, jako umilenie dnia - wyjście się pobawić, poznać jakąś nową twarz, pośmiać się. A może, a nuż jakaś ciekawa relacja się z tego wyplącze. Nie było co ukrywać - samotność jej troszkę dokuczała. Odwagi dodawało również to, że mogła wziąć ze sobą przyjaciółkę. Klamka więc zapadła. Tej samej nocy wypełniła zgłoszenie i posłała Fiu w drogę do redakcji. Potem zostawało tylko uświadomienie Marcelli o szalonych, już wspólnych, walentynkowych planach.
- Czujesz lekkie podekscytowanie? - podpytała ją po teleportacji kiedy to przemieszczały się ośnieżonymi ulicami Westminister w stronę Piwnicznego Klubu Jazzowego. Oczy samej Shelty skrzyły się zdrowym ożywieniem oraz ciekawością. Kontur czarnej kredki i podkręcona kotara rzęs zdawała się to jedynie dodatkowo podkreślać. Na poliki jak zwykle nie nanosiła grama pudru ale za to przesunęła malinową szminką po wąskich ustach nadając im wyraźniejszego kształtu i połysku. Włos upięte miała w wysoki koczek. Naturalnie szybko znalazło się grono niesfornych, ciemnych sprężynek wolących mimo wszystko troszkę to tu, to tam wystawać. Na sobie miała pudrową sukienkę z żorżety sięgającą połowy łydek. W talii przepasana była czarną tasiemką. Sukienka przysłaniała ramiona, pozbawiona była też dekoltu, a szalonym akcentem były w niej szerokie rękawy ściągnięte czarną kokardką tuż przed nadgarstkiem z półprzezroczystego materiału mieniącego się w swych zgięciach refleksami podobnymi do tych tańczących po wróżkowych skrzydełkach.
- Będzie fajnie - przekonywała biorąc pod ramię Figównę, kiedy to przekroczyli wejście i oddały ciężkie, zimowe płaszcze do przechowania. Tłum wokół mógł wprawić w lekkie zdezorientowanie i zmuszać do porzucenia nadziei o tym, że da się tu odnaleźć dwójkę anonimowych mężczyzn na szczęście Czarownica pomyślała i o tym - Powinnyśmy szukać nie panów, a stolika z rezerwacją... - mówiąc to zdała sobie sprawę z czegoś istotnego, czego przyjaciółce nie mówiła - Ach, wspominałam ci może, że to taka randka w ciemno, prawda? Przez ciemno rozumieć należy bardzo w ciemno. W formularzu zgłoszeniowym należało podać zamiast pełnych personaliów to pseudonimy więc... rozglądaj się za miejscami dla foczki - palcem wskazała na siebie - oraz mojej gwiazdy - ROZgwiazdy - a potem Marcelę przymykając psotnie jedno oczko bo była dumna z tego, że na to wpadła - na ten odpowiednik morskiego szeryfa. Do tego zawierał nawiązanie do astronomii! - Ciekawe, czy będziemy pierwsze, czy już na nas czekają...o dobra, chyba ich widzę, Marc. Siedzą już przy stoliku - mruknęła prowadząc siebie i przyjaciółkę w wyznaczonym kierunku. Jeżeli któryś z panów zdążył zwrócić na nią uwagę pomachała mu nienachalnie, troszkę nieśmiało. Mrowiło ją pod skórnie to lekkie poddenerwowanie i zakłopotanie towarzyszące jej za każdym razem gdy poznawała nowe osoby. Nie było to jednak złe.
- Foczka - mruknęła uśmiechając się szeroko najpierw do jednego, a potem do drugiego pana podając im na przełamanie lodów dłoń do uściśnięcia. Miała wrażenie, że trochę się wygłupi tą formą powitania ale nie mogła się powstrzymać - Dla węższego grona Shelta Vane, miło mi i proszę - mówcie mi po imieniu. Shely też będzie w porządku - trochę żartuję, trochę ośmielam ich, siebie i Marcellę - To moja przyjaciółka. Mam nadzieję, że wesoło popłynie nam wspólni czas[bylobrzydkobedzieladnie]





you need chaos in your soul to give birth to a dancing star


Ostatnio zmieniony przez Shelta Vane dnia 16.09.19 0:54, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Marcella Figg
Marcella Figg

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6925-marcella-figg#181615 https://www.morsmordre.net/t6971-arkady#183169 https://www.morsmordre.net/t6970-lelolelo-bagiety-jado#183167 https://www.morsmordre.net/f246-szkocja-newton-steward-bargaly-dom-nad-palnure-burn https://www.morsmordre.net/t6991-skrytka-nr-1723#183527 https://www.morsmordre.net/t6972-marcella-figg#183216
Zawód : magiczna policja
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
jak poznawać siebie lepiej
jak nie potknąć się o ciebie
OPCM : 35
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

Piwniczny Klub Jazzowy - Page 7 Empty
PisanieTemat: Re: Piwniczny Klub Jazzowy   Piwniczny Klub Jazzowy - Page 7 I_icon_minitime16.09.19 0:22

Może to była późna noc, może zabawna historia, a może sufit był biały, ale Marcela wiedziała jedno - to był wielki, jeden, cholerny podstęp tej uśmiechającej się szeroko diablicy! Liczyła na coś zupełnie innego. Na wspólne siedzenie w kocykach, może wino porzeczkowe, może trochę jakiegoś narzekania na świat, ale TO. To jest naprawdę cios poniżej pasa. Została oszukana, wzięta podstępem, nie pisała się na to. Shelta oczywiście powiadomiła ją o planach zdecydowanie za późno - wtedy kiedy skończyły grę w strojenie się, bo przecież Shelly tak bardzo chciała włożyć nową sukienkę Figgówny i zobaczyć jak będzie wyglądać na ustach jej nowa pomadka. A sama się czesać przecież nie będzie. Mogła się domyślić, że to podstęp. I właściwie coś w jej głowie krzyczało z całych sił, że coś tu nie gra. Zmysł detektywa czy coś. No ale przyjaciółce nie umiała odmówić, zwłaszcza, że wyglądała na naprawdę podekscytowaną tematem. Marcelli było naprawdę przykro z jej powodu... Bo jakiś czas temu spotkała znowu swojego zburaczałego kompletnie byłego, który nagadał jej jakichś kompletnych głupot i Figg musiała ją później pocieszać. Serio, jeśli kiedykolwiek dorwie tego frajera to kłaki mu wyrwie. Była więc skołowana. Z jednej strony naprawdę nie chciała dzisiaj nigdzie wychodzić. Zdecydowanie wolała przytulić jakiegoś zaplątanego zupełnie przypadkowo (wcale nie) puszka pigmejskiego, wtulić w niego nosek i z żalem stwierdzić, że... Tęskni. I żałuje. Że to kolejne walentynki w towarzystwie Shelty i wina, a że dwa lata temu również, ale... trzy lata temu takie nie były. Nie, żeby nadal opłakiwała mężczyznę, który kiedyś wsunął jej pierścionek na palec, tylko po to, by niedługo późnej Marcella mogła go zwrócić. Po z drugiej strony miała też Sheltę, która w końcu promieniała z ekscytacji i była zdecydowanie bardziej zabawowa niż jej rudowłosa koleżanka, która średnio lubiła tańczyć... Znaczy średnio umiała. A wiedziała, że Vane bardzo liczyła na to, że uda jej się znaleźć jakiegoś partnera to do tego.
- Tak, nie da się ukryć. - To była raczej półprawda, bo miała jedynie nadzieję na wypicie jakiejś solidnej porcji whisky, a później może szybkie zmycie się pod jakimś głupim pretekstem typu zostawienie gorącego żelazka. Na co pewnie wszyscy zgromadzeni spojrzeliby po sobie zszokowani, bo w sumie przecież w jej domu tylko Arabella używała żelazka. Czarodzieje w życiu by po coś takiego nie sięgnęli.
Pomimo, że Shelta zadbała niesamowicie, by Marcella wyglądała dzisiaj ładnie, to sama twierdziła, że na pierwszą randkę nie można przyjść bardzo wystrojonemu, dlatego wyglądała zdecydowanie skromniej niż jej koleżanka, która obłędnie wyglądała w swojej różowej sukience. Komplecik z białej, dopasowanej koszuli oraz beżowej, spódnicy sięgającej do połowy łydek oddzielony był od siebie szerokim, brązowym pasem, tworzącym bardziej zaokrągloną talię. Wybrała też czarne, eleganckie buty, które wyglądały na nowe i w pełni skórzane. Na szyi zaś zawiesiła sznur białych pereł. Jej włosy zostały spięte w niski kucyk, z którego wychodziło kilka pejsów z przodu oraz grzywka, a całości dopełniała niebieska apaszka, układająca się na głowie w kokardkę. Jej pomarańczowy płaszcz i ciemnozielony szalik pozostał w klubowej szatni. Marcella otrzepała buty z resztek śniegu i podążyła za koleżanką, trzymając się jej lekko, układając zgrabne palce na kobiecym ramieniu, by przypadkiem nie zgubić jej w tworzącym się tego wieczora tutaj tłumie. Nie dość, że kilka par z tego całego wydarzenia Czarownicy się tutaj pojawiło,to zupełnie przypadkowe pary również wybrały sobie ten klub na jakąś zupełnie niespontaniczną, walentynkową randkę. Tłum i dwóch nieznajomych facetów, wspaniale.
- No serio? - Aż jęknęła. Rozgwiazda? Znaczy w sumie naprawdę fajnie to brzmiało, więc czemu się tak dziwnie zażenowanie czuła? Może dlatego, że ta sytuacja sama w sobie miała charakter raczej żenujący. Miała zamiar jednak robić dobrą minę do złej gry. Nie chciała, żeby Vane się źle bawiła i może uda jej się załapać na drinka, zawsze coś...
Rozproszyła się zupełnie, rozglądając po klubie i nawet nie zauważyła, kiedy jej przyjaciółka przyspieszyła kroku, dostrzegając w oddali odpowiedni stolik. Niedaleko tańczyła jakaś naprawdę bardzo urocza para staruszków, którzy najwyraźniej potrafili bawić się swoim towarzystwem od wielu, wielu lat. Przesłodkie, przeurocze, nie potrafiła nawet inaczej tego określić. Podążała po prostu za koleżanką grzecznie, nie chcąc za bardzo się wyróżniać, a za to pozwolić brunetce po prostu ocenić sytuację. Chociaż w sumie nie powinna tak tego rozgrywać, Shelta miała nosa właściwie tylko do gwiazd i liczb, patrząc na to, jakiego miała byłego chłopaka.
- Cześć, ja... - Urwała, kiedy w końcu uniosła nieco onieśmielony wzrok na obu panów zza ramienia wyższej koleżanki i niebieskie oczy spoczęły zwłaszcza na jednym z nich. I momentalnie zjeżyła się jak przestraszona kotka. - LUPIN? - wysypała, aż ludzie ze stolika obok spojrzeli się na nią jak na wariatkę. Teraz to już całkiem pewnie stanęła przy stoliku, nie wierząc w to co widzi. Odsunęła się o dosłownie kroczek, spojrzała najpierw na Shelly, później zaś na dwóch obecnych tutaj panów, a muśnięte czerwoną szminką usta aż się rozchyliły w niedowierzaniu.
To. Musi. Być. Spisek.


Powrót do góry Go down
Randall Lupin
Randall Lupin

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7038-randall-lupin#185370 https://www.morsmordre.net/t7047-horatio#185742 https://www.morsmordre.net/t7049-randy-los-superktos#185745 https://www.morsmordre.net/f259-hawley-s-corner-67 https://www.morsmordre.net/t7051-skrytka-bankowa-nr-1738#185748 https://www.morsmordre.net/t7050-randall-lupin#185746
Zawód : były policjant, przyszły auror
Wiek : 30
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler

Don't get attached.
Don't get attached.
Don't get attached.
Don't get attached.
OPCM : 23
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Metamorfomag

Piwniczny Klub Jazzowy - Page 7 Empty
PisanieTemat: Re: Piwniczny Klub Jazzowy   Piwniczny Klub Jazzowy - Page 7 I_icon_minitime22.09.19 11:50

Zastanawiam się trochę, czy nie poprosić obsługi o przyciemnienie światła przy naszym stoliku. Nie byłoby wtedy widać cierpiętniczej, niemal grobowej miny Lyalla - taką postawą z pewnością odstraszy wszystkie fajne kobiety jakie mogłyby się wokół niego zakręcić, gdyby tylko przestał z takim namaszczeniem spoglądać w przeszłość, której nie zdoła już zmienić. Nie powinien się tak umartwiać, ma już trzydzieści lat, na Merlina! Czas najwyższy na założenie rodziny oraz szczęśliwe, dostatnie życie. Istotny fakt, że jestem starszym bliźniakiem, wciąż równie nieustatkowanym, postanawiam w tym dniu uprzejmie przemilczeć oraz udawać, że problemu nie ma. Tak naprawdę to podczas składania tego durnego formularza zgłoszenia nie myślałem o sobie prawie wcale. Martwi mnie stan brata, bo nawet jeśli w naszej relacji pojawiały się wyboje, problemy i nieodparte chęci wyrywania sobie włosów z głowy, to więź nabyta jeszcze przed narodzinami nie może tak po prostu zniknąć. Bez względu na upływ czasu, sztormy oraz zawieje! To z kolei oznacza, że dobro mego kochanego brygadzisty ciąży mi na sercu. Nie dbam o uczucia zdecydowanej większości ludzi stąpających na tej ziemi, ale rodzina jest wszystkim. Może dlatego tak bolesny jest smak porażki - rozchodzący się paraliżującą trucizną od podniebienia aż po cały organizm. Przez większość czasu umiem zamaskować jego obecność, udawać, że cierpienie nie istnieje, że zapomniałem, ale tak naprawdę to wieczna walka z samym sobą. Słabościami, wyrzutami sumienia. Bardzo niepotrzebnymi w życiu codziennym. Ludzie nie chcą oglądać twojego upadku, smutku ani żałoby - nie obchodzą ich twoje problemy, zawahania, niepokoje. Zaczynają cię więc unikać, bojąc się, że sobie nie poradzą lub nie chcąc angażować się w coś, co jest trudne i wymagające. Nie daję im więc tego, batalie przeprowadzając samotnie, ale to nic. Dzięki temu wiem, że chcę Lyalla wyciągnąć z pola bitwy, bo wciąż ma szansę ułożyć sobie życie. Nie musi iść przez nie sam, nakręcać się na porażkę, trwać nieustannie w strachu, że coś zepsuje lub los ponownie z niego zakpi.
A mawiają, że nie ma większej potęgi nad miłość.
Naturalnie, nie oczekuję strzał amora od pierwszego spotkania, tak samo jak deklaracji spędzenia reszty egzystencji w swoich objęciach, ale wydaje mi się, że nawet najtrudniejsza praca wymaga początków. Te zwykle są trudne i wyjątkowo niewdzięczne - jednak dlaczego nie spróbować? Nie przyszedłby tutaj sam, na pewno nie z własnej woli. Muszę więc pomóc! Czuję się trochę jak za starych, dobrych czasów; niczym policjant na tajnej misji, chociaż ta wydaje się niezwykle delikatna. Tak jak podchodzące do stolika niewiasty. Muszę przyznać, że wyglądają oszałamiająco, nawet jeśli jedna z nich z pewnością zamierza zabić mnie samym spojrzeniem. Niezrażony uśmiecham się szeroko, wstając z krzesła dość zamaszyście - w międzyczasie kopiąc bliźniaka pod stołem w kostkę, tak na wszelki wypadek. Pewnie siłowe rozwiązania są dla niego bardziej zrozumiałe. - Naturalnie, że foczka - rzucam głupim tekstem, jak to ja, ale za to energicznie ściskam dłoń czarownicy. Z wyraźnym rozbawieniem zerkając potem przez jej ramię, wprost na Marcelę. - Jestem Randall Lupin, a to mój utalentowany muzycznie brat, Lyall - przedstawiam nas grzecznie i uprzejmie. - Więc, Shelly, miło mi cię poznać. Możesz mi mówić Randy - dodaję, puszczając oczko. – Na którego Lupina krzyczysz, Figg? Jeśli na Lyalla, to na pewno zasłużył - stwierdzam starając się ukryć rozbawienie. - Ach, ale nie stójmy tak, siadajcie miłe panie! - zakrzykuję z godnością wodzireja na najgorętszej imprezie świata, po czym odsuwam krzesła naprzeciwko naszych. Tak mało kulturalnie, bo nie wiem, czy ten mój kochany bliźniak ruszy się do gentlemańskiej grzeczności, więc czuję się operatorem całego spotkania. To wymagająca rola, zwłaszcza, że ręce mam tylko dwie. Na szczęście udaje się też zawołać obsługę, żebyśmy mogli spokojnie usiąść i rozeznać się w serwowanych tutaj specjałach. - Wspaniała miejscówka, nieprawdaż? Kto by pomyślał, że Czarownica zna gusta mojego brata. Jest fanem jazzu. - Już go sprzedaję, zachowując się jakbym miał być dziś tylko skrzydłowym, a nie równoprawnym uczestnikiem randki. Zresztą, o czym tu o mnie opowiadać, same nudy. Marcela na pewno wie o mnie wszystko… nie, nie mogę przestać zerkać na nią wesolutko. Naprawdę, cóż za zbieg okoliczności!

Nowy termin to 29.09. g. 12 fluffy




I don't know
how to deal with serious emotions
without turning them
into a fucking joke

Powrót do góry Go down
Lyall Lupin
Lyall Lupin

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7715-lyall-lupin#213633 https://www.morsmordre.net/t7739-lyallowa-poczta#214472 https://www.morsmordre.net/t7728-the-dark-side-of-the-moon#214133 https://www.morsmordre.net/f144-dolina-godryka-old-place-91 https://www.morsmordre.net/t7727-skrytka-bankowa-nr-1851#214132 https://www.morsmordre.net/t7738-lyall-lupin#214470
Zawód : brygadzista
Wiek : 30
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Oh honey, I really miss you
Oh honey, though it was only yesterday you kissed me
And that kiss, that kiss was so, so true
Oh honey, if only you could hold me now
'Cause you hold, you hold me, oh, so well
OPCM : 15
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

Piwniczny Klub Jazzowy - Page 7 Empty
PisanieTemat: Re: Piwniczny Klub Jazzowy   Piwniczny Klub Jazzowy - Page 7 I_icon_minitime26.09.19 9:29

Lyall nie widział tego w kategoriach zabawy, ale tym właśnie różnili się z Randallem – postrzeganiem życia jako coś kompletnie odmiennego. Starszy z bliźniaków postrzegał wszystko w formie żartu, gdy młodszy pozwalał wszystkim negatywom wypłynąć na powierzchnię. W jego oczach świat trwał w wiecznej, zamglonej nocy. Pomimo wspólnego wychowania, pomimo trwania ramię w ramię niemal całe życie, wciąż posiadali te różnice i nawet czas nie miał ich wyklarować. Czyja była to wina? Zapewne niczyja, ale Los uwielbiał kpić sobie z ludzi i zaplątywać ich w sieć przypadków. Bracia Lupin byli jednymi z ofiarami tego zabiegu i musieli sobie z tym radzić. Obaj rozstali się w pewnym momencie, pozwalając na to, żeby wspólna droga rozwidliła się i każdy poszedł w swoją stronę. Teraz wrócili na ten sam tor czy łączył ich jedynie wspólny cel? Lyall nie wiedział, co było lepsze, bo wszyscy w jego otoczeniu kończyli tylko w jeden sposób i nie chciał, żeby cokolwiek przydarzyło się byłemu policjantowi. Nawet jeśli miał świadomość, że Randall był o wiele twardszy w boju niż pokazywał swoim ptasim móżdżkiem.
- Czasem zastanawiam się, czy aby na pewno jesteś trzeźwy – odparł na pseudopoetycki i pseudogłęboki tekst brata. Westchnął tylko, wiedząc, że i tak nie miał odwrotu. Kretyństwo nie było znane w ich rodzinie, ale ktoś musiał być z tym pierwszy, prawda? Znając bliźniaka, mógł spodziewać się kłopotów, bo przecież z tego byli znani już od wczesnych lat — jeden pakował ich w kabałę, a drugi wyratowywał. Cokolwiek to jednak było, trwali w tym razem. Teraz nie było inaczej i musieli jakoś przeżyć kolejny, genialny pomysł Randyego. Ten wyglądał na wniebowziętego i Lyall zastanawiał się, czy to dlatego, że miał szansę na obserwację męczącego się w towarzystwie brygadzisty. Chyba że naprawdę liczył na to, że spotka dzisiaj swoją przyszłą żonę... Ta wizja była dość... Komiczna, chociaż nie, żeby nie życzył bratu szczęścia! Po prostu to wyobrażenie go przerosło. - Dobrze wiesz, że nie robiłem tego od… - urwał w momencie, w którym przechodzili obok parkietu, a przed nimi wyrosła tańcząca para. Która i tak zaraz też przeskoczyła w inne miejsce, ale pojawiła się w idealnej chwili. Lyall i tak mówił za dużo, a teraz wolał nie kontynuować tematu, tylko znaleźć w sobie jakąś drzemiącą siłę, żeby przetrwać ten wieczór. - Z tego, co pamiętam to ty biegałeś, w sumie uciekałeś, a ja cię ratowałem - podchwycił jednak słowa Randalla, chcąc przenieść myśli na coś innego. Nie wiedział, czego powinien się spodziewać ani tak naprawdę kogo, bo z tego, co zrozumiał, nawet jego wyjątkowo obrotny bliźniak nie wiedział, w co się pakowali. Nie musieli jednak zbyt długo czekać, bo po jakimś czasie przy ich stoliku znalazły się dwie czarownice, które już bardziej różnić się od siebie nie mogły. Jedna płomiennie ruda, druga ze skórą muśniętą słońcem — obie wyróżniające się w tym skocznym tłumie, który ich otaczał. Nawet się zbytnio nie zastanawiał, tylko szybko wstał, dziwiąc się, że niektóre instynkty nie poszły w zapomnienie. Chociaż przecież ostatnie lata spędził z daleka od cywilizacji, mając w głowie jedynie określony cel. Kontakty z ludźmi, a na pewno z kobietami były ostatnim priorytetem. - Lyall - przedstawił się, ignorując brata i ściskając śmiało wyciągniętą w jego kierunku dłoń wyższej kobiety. Poczuł pod palcami miękkość skóry, która kontrastowała z jego szorstkimi rękoma nawykłymi do pracy łowcy i przez moment poczuł wstyd. Uśmiechnął się jednak delikatnie, chcąc przełamać jakoś to wszystko, ale nie zdążył nawet specjalnie przyjrzeć się towarzyszce Shelty, gdy ta wykrzyczała jego nazwisko. Oczywiście wbijała spojrzenie w jego brata, ale wydawało się to Lyallowi tak dziwaczne, że początkowo nie zrozumiał, co się działo. Zerknął na pannę Vane, chcąc może wyłapać z jej wzroku i twarzy czy wiedziała, co się działo, ale chyba też nie rozumiała tego zamieszania. Słysząc słowa brata, zaskoczenie ustąpiło, a zamiast tego grymas rozbawienia pojawił się na twarzy brygadzisty jako wynik przedstawienia, które przy okazji było bardzo w stylu Randalla. - Wydaje mi się, że to jednak twoja wina. Zawsze miałeś słabość do rudych - stwierdził, klepiąc brata niemalże współczująco po ramieniu i siadając z powrotem na swoim miejscu, zaraz po tym, jak kobiety usiadły po drugiej stronie stolika. Najwidoczniej jednak Randyemu nie mogła zamknąć się jadaczka, bo zaraz zaczął odgrywać rolę przekupki na targu. Lyall zauważył też kątem oka ten dziwaczny uśmieszek, czający się na wargach brata, ale trzeba było być ślepym, żeby nie widzieć krzyżujących się spojrzeń między nim a rudowłosą. To mogło być albo ciekawe, albo żałosne. Sam nie wiedział, co było bliżej aktualnej prawdy. - Może później przejdziemy się po okolicy, jeśli będzie wam przeszkadzał hałas- zignorował przy tym paplaninę brata, patrząc po obu pannach, ale po chwili skupiając się głównie na Shelcie. Chyba przez fakt reakcji jej towarzyszki na drugiego Lupina, stała się naturalnym rozmówcą młodszego. Nie chciał wchodzić między nich i to dziwne napięcie. - Chociaż muszę niestety przyznać mu rację... - urwał na moment, wsłuchując się w wygrywane nuty i dziękując przynajmniej za to, że mógł w każdej chwili uciec w muzykę. Co prawda nie miał takich umiejętności jak aktualnie grający trębacz, ale z chęcią jego dłonie znów pochwyciłyby instrument.  - Jesteście stąd? - spytał, nawet nie zauważając, że palce zaczęły już wystukiwać rytm w takt trwającej melodii.




❝ everyday a little death comes ❞ another day, another week, another month, another year, another night i spend alone until it's day again. our little star has moved away and all the world is a bleb. i only see i am not me without her.
Powrót do góry Go down
Marcella Figg
Marcella Figg

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6925-marcella-figg#181615 https://www.morsmordre.net/t6971-arkady#183169 https://www.morsmordre.net/t6970-lelolelo-bagiety-jado#183167 https://www.morsmordre.net/f246-szkocja-newton-steward-bargaly-dom-nad-palnure-burn https://www.morsmordre.net/t6991-skrytka-nr-1723#183527 https://www.morsmordre.net/t6972-marcella-figg#183216
Zawód : magiczna policja
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
jak poznawać siebie lepiej
jak nie potknąć się o ciebie
OPCM : 35
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

Piwniczny Klub Jazzowy - Page 7 Empty
PisanieTemat: Re: Piwniczny Klub Jazzowy   Piwniczny Klub Jazzowy - Page 7 I_icon_minitime27.09.19 17:29

Żadna gadka nie przekona jej teraz, że to wszystko tutaj nie było jakieś dziwnie ukratowane i wątpiła, że to akurat sprawka losu. Bo los nie działał w tak oczywisty sposób! Spojrzała najpierw na Sheltę, trochę oskarżająco, bo ta nadal utrzymywała uśmiech tak cieplutki jakby nic zupełnie się nie stało. To samo Randall - oboje wydawali się tacy jacyś niesamowicie pozytywnie nastawieni i w ogóle nie zaskoczeni, co powodowało w głowie Marcelli miliony scenariuszy pełnych teorii spiskowych. I jeszcze wyglądali jakby dopiero co się zapoznali, a Vane na pewno słyszała kilka z wielkich elaboratów narzekań na niejakiego kolegę z pracy Randy'ego, który ją tak źle i okropnie traktuje. Wprawdzie to było już od jakiegoś czasu nieaktualne, ale są wspomnienia, których wymazać się nie da. I jako jedyna wyglądała na zaskoczoną, więc szybko zmieniła swoją postawę. Dla Shelty, żeby nie psuć jej dzisiejszego wieczoru. Bo Marcella nie liczyła od samego początku, że na randce w ciemno spotkają miłość swojego życia i jeszcze do końca roku obie wezmą ślub. Miało być po prostu zabawnie, nie? Może chociaż tyle jej się należy po ostatnich miesiącach stresu. - Na Ciebie. Sądzę, że to Ty jesteś tym, który zasłużył tutaj na krzyki - Usiadła tylko obok Shelty, naprzeciwko Randalla, posyłając mu spojrzenie nieprzekonane, nawet na ten głupiutki uśmieszek nie zareagowała specjalnie. Dopiero komentarz drugiego Lupina o tych rudych wprawił ją w zakłopotanie do tego stopnia, że aż poczuła na policzkach czerwień. - Tak, rudych współpracowników. Marcella. Czy tam... Rozgwiazda. - Wyciągnęła dłoń do mężczyzny, w końcu mu się przedstawiając. Drugiemu z nich już nie musiała, wszystko przez s p i s e k. Dlatego dawała troszkę odczuwać, że jest odrobinę obrażona, ale nie na tyle, żeby psuć atmosferę. Wyglądała po prostu na nadąsaną, ale nadal chętną do rozmowy, nawet pomimo tego, że większość słów wprawiała ją w jeszcze większą niezręczność. Randall przedstawiał swojego brata zupełnie jakby opisywał go w jakiejś rubryczce matrymonialnej. I ten komentarz do Shelly. Aż miała ochotę prychnąć. Nie, naprawdę nie chciała się tutaj spinać, to wychodziło tak jakoś... samo. W dodatku wydawało jej się, że Lyalla już gdzieś widziała. Możliwe, że na korytarzach Departamentu Przestrzegania Prawa. - Kto by pomyślał, że jesteś fanem czytania Czarownicy. - Odbiła sprawnie piłeczkę i kiedy tylko obsługa przyszła do nich, Marcella poprosiła o whisky z lodem. Na ten wieczór na pewno się przyda. - Spacer to świetny pomysł. Trochę tutaj duszno, ale najpierw bym jednak się czegoś napiła.
Oparła łokieć na stole, na chwilę rozglądając się po lokalu. Muzyka grała swoim przyjemnym rytmem, jednak szum rozmów trochę zaburzał możliwość całkowitego nań skupienia. - Naprawdę? Wiecie, w sumie ja trochę śpiewam... Shelly też. I piszę teksty czasami... - Szczerze wątpiła, żeby którykolwiek z Lupinów mógł znać takie szczegóły, ale to tylko dlatego, że były współpracownik po prostu nigdy o to nie spytał. W sumie to tak w prywatnym życiu nie wiedzieli specjalnie dużo o sobie. Za to doskonale wiedziała jaką Randy lubi kawę i potrafiła to wyrecytować. Przyzwyczajenia... - Um, nie, ja jestem Szkotką. Pochodzę z okolic Wigtown. - Mruknęła. Szczegóły dotyczące Shelty zostawiła już jej samej, wydawało się, że w gadce-szmatce jest lepsza od Figg, zwłaszcza w takich sytuacjach. W dodatku mogli się też już domyślić, bo zdążyła wypowiedzieć parę zdań ze swoim kompletnie niełagodnym akcentem, za to wysokim głosem. Mieszanka naprawdę wybuchowa.


Powrót do góry Go down
Shelta Vane
Shelta Vane

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t6786-nathalie-dluga-budowa#177379 https://www.morsmordre.net/t7019-fiu#184686 https://www.morsmordre.net/t7020-shelta-vane#184691 https://www.morsmordre.net/f255-lancashire-stara-latarnia-morska-w-fleetwood https://www.morsmordre.net/t7030-skrytka-bankowa-1707#184954 https://www.morsmordre.net/t7029-shelta-vane
Zawód : Naukowiec
Wiek : 25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 5
UROKI : 0
ELIKSIRY : 10
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 19
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
 https://i.pinimg.com/originals/a8/4a/37/a84a37cf278a89bc1624516ff1f8d801.gif

Piwniczny Klub Jazzowy - Page 7 Empty
PisanieTemat: Re: Piwniczny Klub Jazzowy   Piwniczny Klub Jazzowy - Page 7 I_icon_minitime29.09.19 18:47

Oczywiście, że słuchała skarg i narzekań, jak również zdarzało jej się słyszeć o nijakim Randalu. Nie uczestniczyła jednak w życiu swojej przyjaciółki na tyle by wiedzieć coś ponad, by do przedstawianych historii doklejać twarze, by stawać w opozycji do każdego mężczyzny o tym imieniu. Departament Przestrzegania Prawa stał się jej bliższy dopiero w momencie w którym zniszczono sieć Fiu co przełożyło się na wzrost wykorzystywania alternatywnych środków transportu w obszarze przestępczym. Rzadko, lecz kilka razy na miesiąc zdarzało się jej więc służyć radą jednak nawet wówczas - to ministerialni petenci odwiedzali ją, a nie na odwrót. Mimo wszystko świat nauki był dość hermetyczny. Ciężko było z niego wyjść, jeszcze trudniej wejść.
Powitała zatem Randalla nie mogąc nie odsłonić ząbków w uśmiechu, kiedy i on wyszedł na przeciw jej żartobliwości. Sprawił wrażenie człowieka śmiałego, energicznego. Ściskając jego dłoń odnosiła wrażenie, że dotyka żywego srebra. Lyall zaś przywodził na myśl starą sztabkę stali - nie odbijał kolorowymi refleksami padającego na zmatowiałą powierzchnię światła, był bardziej stonowany, szorstki. Spoglądając na niego wygładziła swój uśmiech. Nic nie zapowiadało jeszcze by ten wieczór mógł być nieudany, lecz wtedy właśnie Marcella podniosła głos i rzuciła kilkoma oskarżycielskimi spojrzeniami wprawiając Vane w zmieszanie, a potem nieprzyjemne zakłopotanie. Wyraźnie nie było sobie obcy, jednak samą ich wymianę zdań trudno było skatalogować czarownicy - czy były to złośliwe docinki mające prowadzić na słowny ring, czy jednak było to coś bardziej żartobliwego...? Nie mieszała się obserwując Figg będąc gotową w razie potrzeby mimo wszystko zrezygnować z wieczoru, jeżeli ta nie czuła się komfortowo w towarzystwie Randalla, który w oczach Shelly starał się mimo wszystko sytuację załagodzić lub podtrzymać atmosferę niewinnej sprzeczki. I chyba się udało bo zaraz wszyscy siedzieli przy stole.
- Nie tak daleko stąd, chyba nawet na końcu tej ulicy, wyrósł wiecznie kwitnący, niewielki las - jest jedną z tych przyjemniejszych pozostałości po anomaliach - podłapała propozycję Lyalla wychodząc jej na przeciw z kołyszącą się gdzieś w głowie zachciewajką zobaczenia oświetlonych latarnią kwietnych drzew w które wplątują się płatki śniegu. Jeszcze nie miała okazji się tam pojawić, a dziś dodatkowo była pełnia. To mogło być przyjemnie romantyczne doświadczenie.
- Mają całkiem urocze, ruchome ikonografiki - dodała tak a propo Czarownicy z nadzieją stępienia ostrej włóczni posłanej w stronę Randalla i jego męskiego ego. Broń którą zamierzała miotać przyjaciółka wydała się jej bowiem nieco za ostra, jak na okoliczności randki. Mimo wszystko Shelly chciała się tu bawić, otoczyć lekką atmosferą zabawy, może mgiełką romantyzmu, a nie być świadkiem samonapędzającej się spirali złośliwości, przytyków. Dyskretnie więc złożyła dłoń na udzie Figg by pohamować przyjaciółkę i dać jej do zrozumienia, że jeżeli potrzebuje to by zmieniła broń na bardziej tępą, obuchową - Znacie się z pracy? - dodała podsuwając zmianę tematu zerkając to na Randalla, to na Marcelle.
- Oj to bardziej takie mruczenie pod nosem lub dla zabawy niż coś poważniejszego, to podśpiewywanie - wywróciła oczami troszkę zawstydzona, troszkę rozbawiona - A ty, Lyall, zajmujesz się muzyką na poważnie? Interesujesz się jezzem, grasz na instrumencie... jesteś może członkiem jakiegoś zespołu...? - zgadywała starając się zlepić pozyskiwane skrawki informacji w coś sensownego nie zdając sobie nawet sprawy z tego, jak bardzo niecelny był to strzał.
- Jestem z Fleetwood - tam się wychowałam i w zasadzie mieszkam do dziś. To niewielkie miasto w hrabstwie Lancashire. Kojarzy się głównie z tą pastą do polerowania mioteł. Londyn nie jest jednak mi obcy. Kiedyś pobierałam staż w Ministerstwie w Departamencie Transportu więc miałam możliwość odwiedzania tego miasta częściej. Ma swój urok - przyznała nie poruszała jednak wątku dalszych korzeni tłumaczących jej nietypową, cygańską urodę. To było po prostu widać i chociaż się tego nie wstydziła to jednak nauczyła się, że pozostawienie tego faktu w domyśle było rozsądniejsze. Nie była to w końcu najbardziej ceniona grupa etniczna - A wy?
- Jeżeli będziemy coś zamawiali to dla siebie poproszę lampkę skrzaciego wina i szklankę wody - W końcu Marcella zapowiadała taką potrzebę. Domyślała się wiec, ze któryś z panów sprawniej zwróci na siebie uwagę obsługi.





you need chaos in your soul to give birth to a dancing star
Powrót do góry Go down
Lyall Lupin
Lyall Lupin

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7715-lyall-lupin#213633 https://www.morsmordre.net/t7739-lyallowa-poczta#214472 https://www.morsmordre.net/t7728-the-dark-side-of-the-moon#214133 https://www.morsmordre.net/f144-dolina-godryka-old-place-91 https://www.morsmordre.net/t7727-skrytka-bankowa-nr-1851#214132 https://www.morsmordre.net/t7738-lyall-lupin#214470
Zawód : brygadzista
Wiek : 30
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Oh honey, I really miss you
Oh honey, though it was only yesterday you kissed me
And that kiss, that kiss was so, so true
Oh honey, if only you could hold me now
'Cause you hold, you hold me, oh, so well
OPCM : 15
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

Piwniczny Klub Jazzowy - Page 7 Empty
PisanieTemat: Re: Piwniczny Klub Jazzowy   Piwniczny Klub Jazzowy - Page 7 I_icon_minitime04.10.19 19:37

Dobrze, że jego brat nie podłapał tematu Laurel i Lyall mógł w spokoju zamknąć się w bezpiecznej, dobrze sobie znanej przystani bolesnych wspomnień. Tylko dzięki nim normalnie funkcjonował, nie mając przy okazji żadnych obiekcji, żeby odrzucać teraźniejszość. W końcu w dniach obecnych nic na niego nie czekało, bo całe szczęście, jakie miał, należało do przeszłości. W niej się pławił i do niej ciągle wracał. Jeśli istniał człowiek, który żył dawnymi dniami najsilniej, był nim właśnie młodszy z Lupinów. Dlatego też wyciągnięcie go na to spotkanie było wielkim ryzykiem ze strony Randalla, który ewidentnie chciał swojego brata upokorzyć. Bo przecież doskonale wiedział, co się wydarzyło, gdy ostatnim razem brygadzista związał się z drugą osobą. A teraz... To wyjście było po prostu jakimś przedstawieniem, które musiało się skończyć tylko w jeden sposób — i Lyall czekał, aż ten koniec nastanie, żeby wrócić do domu. Samemu i bez świadomości, że znów mógł dostać od życia szansę. Nie chciał jej. Nie po tym, co się stało, nie po tym, co zrobił i nie po tym, co zamierzał zrobić. Z Randallem lub bez niego. Nie odpowiedział zatem już ani nie dokończył sentencji, wiedząc, że nie było im to potrzebne. Musiał się skupić na innych sprawach i najwyraźniej mogło być ciekawie. Tylko czy w pozytywnym tego słowa znaczeniu? Ciężko było mu stwierdził, szczególnie że było mu wszystko jedno. Może gdyby wybuchła jakaś awantura, szybciej dostałby się z powrotem do Doliny Godryka i złapał za trąbkę. To jednak byłoby zbyt proste...
Uścisnął obu czarownicom dłonie, mając nadzieję, że ten falstart szybko miał rozmyć się w rozmowach i hałasie tego miejsca. Zresztą muzyka koiła go lepiej niż mógł się spodziewać, a dzika bestia w jego wnętrzu nie czuła się aż tak wyrwana ze swojego środowiska, jak jeszcze chwilę wcześniej. Nie oznaczało to jednak, że Lyall miał się czuć swobodnie. Wcale tak nie było i ciężko było mu stwierdzić, czy miało to w ogóle nastąpić. Uśmiechnął się delikatnie na komentarz rudowłosej, ratując delikatnie brata z opresji wytoczonych mu zarzutów. - Myślę, że każdemu z nas zdarzyło się czytać Czarownicę – odparł, wzruszając lekko ramionami, bo przecież taka właśnie była prawda. Może i kobiet w brygadzie wiele nie było, ale w Hogwarcie uczennice czytywały tę gazetę na bieżąco, więc każdy miał do niej dostęp. Czy tego chciał, czy nie. I chociaż nie uważał Czarownicy za wartościowe czasopismo, na pewno była cenna ze swoimi błahymi, powierzchownymi artykułami w trakcie bulgoczącego coraz bardziej kotła wojny. Nawet on coś o tym słyszał, jednak pochłonięty własną vendettą – jedną i drugą – nie przykładał uwagi do politycznych zaciekłości. Dla niego wojna trwała bez ustanku, a spokój można było uzyskać dopiero spoczywając w grobie sześć stóp pod ziemią. - Ominęły mnie anomalie, ale nie słyszałem, żeby stworzyły coś pięknego. Byłaś tam? - spytał Sheltę, gdy wspomniała o lesie. Nie było go w kraju, gdy te szalały na prawo i lewo, jednak Randy zdążył już mu streścić wszystko. Bardziej i mniej dokładnie. Lyall podczas swoich łowów ciągle napotykał pozostałości po zrujnowanych domach czy nawet całych miejscowościach; nie spodziewał się, więc że anomalie mogły pozostawić po sobie coś godnego uwagi. Jednak czy jeden las mógł wynagrodzić całe zło? Anglia w ogóle się nie zmieniła od momentu, w którym ją opuszczał... Na szczęście jego myśli zbiegły się na tematy muzyczne. - Macie jakieś konkretne gatunki? W których czujecie się dobrze? – spytał, zerkając raz na Marcellę, a raz na Shelly. - Można wiedzieć czego dotyczą? Twoje teksty? - Na tej pierwszej zatrzymał wzrok nieco dłużej, zupełnie jakby chciał zrozumieć, co ją łączyło z jego bratem. Gdyby był bardziej zaciekawiony, mógłby spytać go o to później, ale nie wiedział, czy chciał. Zaraz jednak usłyszał pytania kierowane bezpośrednio do niego i jego spojrzenie spotkało się z tym należącym do panny Vane. Wydawało mu się, czy mówił więcej niż jego brat? - To hobby. Randall nie dodał, że dopiero się uczę grać na trąbce. I tak. Jazz, blues, trochę klasycznej... Po prostu ciężko mi odnaleźć spokój inaczej niż przez muzykę. - Powiedział nim pomyślał i zaraz się na tym złapał. Nie. Powinien się zamknąć i w ogóle się nie odzywać. Czemu Randall go nie ratował? Podobno był bardziej wygadany. Powinien być, a Lyall... Lyall od zawsze był zamknięty w sobie, a mówienie o jego grze zdawała się bardzo... Intymna. Nie powinien był odpowiadać.
A wy?
- North Yorkshire - odparł, nie skupiając się specjalnie na żadnej z czarownic. Kopnął nogę krzesła brata, chcąc, żeby w końcu go w czymś wsparł. - Wiele się tu zmieniło, odkąd byłem tu ostatni raz. Ale Londyn wciąż jest tak samo zatłoczony - dodał, nie wiedząc już, co miał mówić. Milcząc, czuł się źle. Mówiąc, jeszcze gorzej. Odzwyczaił się od ludzi. Od kobiet szczególnie. - Mają niezły ruch – skomentował, widząc, że kelnerka, która do nich przyszła, zniknęła w tłumie, nie przyjmując całego zamówienia. To był dobry moment, żeby na trochę uciec, bo poczuł się za bardzo... Obnażony? - Zaraz wrócę. Co chcesz, Rad? To, co zawsze? – spytał brata, wstając i patrząc na niego przelotem. Idąc w stronę baru, zastanawiał się, czy powinien był tego wieczoru pić, czy zostać trzeźwym. Gdy pił, robił to najczęściej w samotności, gdzie z nikim nie musiał wchodzić w żadne interakcje. Jak miał zareagować na to wszystko z szumem w głowie? Nie. Nie powinien… Nie mógł. Już i tak było mu ciężko. Po co pogarszać sprawę? - Skrzacie wino, dwa razy ognista i dwa razy woda – Zabójczy zestaw. Ja pierdolę, faktycznie był starym grzybem jak mówił Randall, skoro nie mógł po prostu wyjść do pubu i napić się piwa. Jak kiedyś... Otrząsnął się z marazmu, przeklinając swoją głupotę w myślach i wrócił do stolika, przy którym wciąż siedziała pozostała trójka towarzystwa. Nikt nie uciekł w międzyczasie. Nikt prócz niego.

|Szanowne Panie wybaczą. Wasz wdzięk mnie oszołomił. Kolejka trwa do 11 października do 20:00. Odpisujemy w dowolnej kolejności




❝ everyday a little death comes ❞ another day, another week, another month, another year, another night i spend alone until it's day again. our little star has moved away and all the world is a bleb. i only see i am not me without her.
Powrót do góry Go down
Randall Lupin
Randall Lupin

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7038-randall-lupin#185370 https://www.morsmordre.net/t7047-horatio#185742 https://www.morsmordre.net/t7049-randy-los-superktos#185745 https://www.morsmordre.net/f259-hawley-s-corner-67 https://www.morsmordre.net/t7051-skrytka-bankowa-nr-1738#185748 https://www.morsmordre.net/t7050-randall-lupin#185746
Zawód : były policjant, przyszły auror
Wiek : 30
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler

Don't get attached.
Don't get attached.
Don't get attached.
Don't get attached.
OPCM : 23
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Metamorfomag

Piwniczny Klub Jazzowy - Page 7 Empty
PisanieTemat: Re: Piwniczny Klub Jazzowy   Piwniczny Klub Jazzowy - Page 7 I_icon_minitime09.10.19 12:50

Nie wszystko jest żartem, ale tak, chcę, żeby nim było. Nie chcę zmartwień, ciężkiej na sercu powagi oraz poczucia winy niczym kamień zwisający z szyi. I tak wciąż tam jest, rozpierzchnięty odłamkami wśród duszy, wystarczy. Nie każdy dzień musi być bólem, stratą oraz prośbą o śmierć. Niektóre powinny być zostać okraszone lekkością, szerokim uśmiechem - bo to one pozwalają iść dalej zamiast tkwić w tym samym bagnie przeszłości. Lyall jest zbyt mocno skoncentrowany na zemście, jakby ta miała w czymkolwiek pomóc. Nie zwróci to ani Laurel, ani nie oczyści organizmu z toksyn. Wciąż wierzę, że czyny nie muszą być brutalne, żeby miały znaczenie; zabawne, biorąc pod uwagę to, że nie zwykłem być idealistą. To dobre dla delikatnych kobiet działających pod wpływem intuicji oraz marzycielskiej duszy. My wiemy już, że życie jest kurewsko okrutne, ale czy ten fakt oznacza, że powinniśmy zagubić nasze człowieczeństwo zanurzając się w mrok jeszcze mocniej? Nie, nie uważam, żeby to miało w czymkolwiek pomóc. Tak jak rozpamiętywanie w kółko tego, co boli. Ból nie zniknie nigdy, nie ucieknie, więc po co tak go kurczowo trzymać? Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że nikt nie posiada takich poglądów jak ja - może to dlatego wciąż pozostaję samotny. Irytująca osobowość nie pomaga. Jednak wbrew wszelkim negatywom uśmiecham się, klepię brata pokrzepiająco po plecach i liczę, że zaczerpnięcie oddechu z dala od morderczych instynktów dobrze mu zrobi. Nawet, jeśli nigdy tego nie doceni. - Jestem na kursie, nie odpowiem na to pytanie. - Mrugam do niego sugestywnie, chociaż prawda jest taka, że jestem trzeźwy. Co więcej, nie zamierzam upijać się na randce, tak nie wypada. A on powinien o tym wiedzieć, nawet jeśli rzeczywiście jest już zardzewiały. - Wiem. - W tym słowie kryje się więcej niż mogłoby się wydawać. Zrozumienie, wsparcie, ubolewanie nad niesprawiedliwością losu. Zrozumienie straty, bo chociaż nie utraciłem nigdy ukochanej, to patrzenie na zmasakrowane ciało Betty już nigdy nie opuści mojego umysłu. - Nie będę o tym rozmawiać z tobą tutaj i teraz - dodaję, chcąc ostatecznie zamknąć ten temat na dziś. Nie ma sensu go ciągnąć, nastrajać się negatywnie przed spotkaniem z niewinnymi kobietami, niemającego nic wspólnego z tą sprawą. Zdaję sobie przy tym sprawę z faktu, że po prostu trzeba będzie powtórzyć tych parę zdań do znudzenia, bo Lyall… Lyall wcale nie chce ruszyć dalej, co jest mocno niepokojące. Tak… bardzo mocno. - Naturalnie, że tak, jesteś moim obrońcą - śmieję się trochę z faktu, że starszy musiał liczyć na młodszego, żeby w ogóle przeżyć dzieciństwo. Ale ja to ja, nie zamierzam się zmieniać dla nikogo. Dobrze jest tak, jak jest. Nie będę w nikim szukać aprobaty dla swojego zachowania. Bez względu na to jak ciężkie wydaje się ono być.
Uśmiecham się cały czas ujmująco, odsuwam krzesła, reklamuję drugiego z bliźniaków - staram się być dobrym gospodarzem, chociaż ten klub nie jest mój. Tak samo jak organizacja tej podwójnej randki. Ja nas tylko zapisałem! - Dlaczego uważasz, że zasłużyłem na krzyki? - pytam Marcelli, unoszę przy tym jedną brew, zupełnie nie rozumiejąc tego rumoru. - To nie moja wina, że połączył nas przypadek - podkreślam tę sprawę, bo to nie jest żaden spisek, celowe działanie lub manipulacja. Jestem tak samo zaskoczony jak ona, ale nie zamierzam w ten sposób panikować ani się złościć. W gruncie rzeczy uważam to za zabawne zrządzenie kapryśnej fortuny. - Och tak, rudzi współpracownicy są najbardziej wytrwali - podchwytuję wytłumaczenie policjantki, tym samym ucinając głupią uwagę brata. Kto by pomyślał, że z niego taki dowcipniś? Może powinien udzielić mi kilka lekcji z zawstydzających żartów? Chętnie popiszę się nimi przed innymi kobietami, które będą robić do niego maślane oczy. - Wszyscy czytają Czarownicę, tylko nikt się do tego nie chce przyznać - odpowiadam, rzucając Shelly wdzięczne spojrzenie, chociaż ja nie należę do osób, które urażają się za takie błahostki. Nawet młodszy Lupin się za mną stawia, niebiosa! Chyba opiszę to w recenzji zwrotnej do redakcji gazety, takie rzeczy nie dzieją się zbyt często. - Tak, pracowaliśmy jakiś czas razem w policji - przytakuję pannie Vane odnośnie tego, skąd znamy się z Figg. Jednak to nie jest dobry temat na tę okazję, o ile nie chce się zdenerwować rudowłosej jeszcze bardziej, więc po tych słowach zamykam się na ten odłam rozmowy. - Och tak, spacer w lesie podczas pełni to niezapomniane przeżycie. - Może odrobinę ironizuję, ale cóż, to chyba zboczenie zawodowe, żeby wszędzie wyszukiwać niebezpieczeństwa. Trochę dziwię się otwartości Lyalla na ten pomysł, ale jeśli ten spacer ma mu przynajmniej odrobinę poprawić nastrój, to wywlókłbym nas stąd nawet teraz. Zabrałbym nas nawet na księżyc, byleby umęczona dusza bliźniaka odpoczęła. Nieważne czy trwałoby to pięć sekund czy pięć minut, zawsze warto. Za to spoglądam z żywym zainteresowaniem na obie czarownice, gdy oznajmiają, że śpiewają i piszą teksty. Nim pytanie formuje się na języku, wyprzedza mnie brat, więc nie dodaję nic więcej. Właściwie, to on mocno się rozkręca, skoro nawet przyjął na siebie odpowiedź dotyczącą naszych rodzinnych stron. Ach, aż łezka się w oku kręci. - Tak, pomóc ci? - dopytuję, gdy brygadzista bohatersko postanawia wziąć ciężar drinków na siebie. Nieeee, doskonale wiem, że to zwyczajna ucieczka. Niestety, nie udaje mi się jej udaremnić, bo nim się orientuję, a ten znika w tłumie. Tłumię w sobie westchnięcie, zerkając przyjaźnie na obie siedzące damy. - Dopiero się uczy, ale już mu świetnie idzie. Uwielbia muzykę. - Powinni mi płacić za te wszystkie reklamy. Może powinienem założyć biuro matrymonialne? Nie, w tych czasach nie myśli się raczej o romansach. Trwa wojna. Zabawne, biorąc pod uwagę charakter naszego spotkania. - Moje miłe panie, jak podoba wam się miejsce? Bywacie w takich, czy wolicie inne klimaty? - Jakieś neutralne pytanie na przełamanie zalegającej ciszy. Nie mogę w kółko paplać o bracie, bo przecież chcę też poznać nasze nowe znajome. Cóż, patrząc na ilość prywatnych wyjść z Marcellą jestem w stanie uznać, że ją także dopiero co poznaję. - Dzięki - rzucam do powracającego mężczyzny, z dezaprobatą patrząc w jego szklankę, ale nie mówię nic. Woda, serio, Lupin? Ile ty masz lat, sto?

Przepraszam, że tak późno i że taki chaos Embarassed




I don't know
how to deal with serious emotions
without turning them
into a fucking joke

Powrót do góry Go down
 

Piwniczny Klub Jazzowy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 7 z 7Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of Westminster-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-19