Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia



Login:

Hasło:

Podwodna restauracja "Tryton"
AutorWiadomość
First topic message reminder :

Podwodna restauracja "Tryton"

Podwodna restauracja Tryton znajduje się na jednej ze szkockich zatok i jest dość popularnym miejscem. Umiejscowiona w zatopionym około sto lat wstecz drewnianym statku, dostać się do niej można wyłącznie drogą teleportacji. Miejsce jest rzecz jasna całkowicie niedostępne dla mugoli, którzy widzą jedynie wystające elementy wraku. Ten zaś za sprawą zaklęć zabezpieczających nie niszczeje już bardziej od chwili przejęcia przez obecnego właściciela.
Wnętrze jest całkowicie suche, nie da się z niego wydostać na zewnątrz, a próby otwierania klapy czy wybijania okienek (okrągłych rzecz jasna!) wiążą się z przymusem opuszczenia Trytona z dożywotnim zakazem wstępu. Lokal ma dwa poziomy, górny jest zdecydowanie przestronniejszy i tutaj do okrągłych stolików serwowane są także obiady. Na dole znajduje się kilka najpewniej nie działających i służących jako ozdoby armat, oświetlenie jest słabsze, stolików jest więcej i zawsze panuje bardziej nasilony gwar - na dół klienci schodzą głównie pić. Im później w noc, tym na dolnym pokładzie więcej pijanych czarodziejów - a upijać się jest czym, bo prócz piwa można tu skosztować szkockiej whisky z okolicznych destylarni.
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Podwodna restauracja "Tryton" - Page 4 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down


Atmosfera robi się tak gęsta, że nawet Steff zaczyna się jąkać, a ja unoszę nieznacznie jedną brew, posyłając mu krótkie spojrzenie - stary, wyluzuj, dopóki nie wyciągnie na ciebie różdżki jest twoim przyjacielem. Puszczam do Cattermolla oczko, po czym przesuwam wzrokiem po reszcie. Bombarduje mnie fala powątpiewań i pytań - kimże jest twoja wybranka? Mrużę nieznacznie oczy w pierwszej chwili chcąc palnąć prosto z mostu, że to Phillipa Moss; myślę, że w to byliby w stanie uwierzyć, zawsze byliśmy blisko i chyba każdy zebrany przy stoliku to wiedział, ale... no właśnie, czy gdyby Phillie się o tym dowiedziała to urwałaby mi łeb przy samych jajach czy tylko przy łokciach? Mrużę nieznacznie ślepia, po czym pochylam się w przód wspierając jeden łokieć na blacie, unoszę pierścionek na wysokość oczu i przez chwilę obracam go w palcach po czym wzdycham przeciągle, jakby rozmarzony. Łatwo przychodzi mi ignorowanie natarczywych spojrzeń, kiedy myślę o swojej nieistniejącej wybrance - Wiecie, ona jest artystką - kiwam delikatnie głową; jaka inna mogłaby mnie zauroczyć do tego stopnia bym chciał się hajtać? - Poznaliśmy się w Ognisku, przyszła na moje zajęcia i JEB! Strzała Amora uderzyła prosto w serce, a teraz proszę, może na wiosnę zabalujemy na naszym ślubie - taaaaa, na bank. Moje usta wykrzywia delikatny uśmiech - Co amortencji, oczarowałem ją swoim naturalnym urokiem, dzięki, że we mnie wierzysz - śmieję się, pacając Smitha w kolano - Chciałem powiedzieć ci wcześniej, ale bałem się, że jeszcze mógłbyś mi ją odbić czy coś. Tobie akurat na bank by się spodobała - mieliśmy podobny gust - zasadniczo lubiliśmy wszystkie. Potem wlepiam gały w Steffena, a raczej to co trzyma w łapach bo oho, widzę, że przyniósł ze sobą więcej niespodzianek - Tużur pur?! - grzmię na pół lokalu zanim zdążę ugryźć się w język; kilka par oczu obraca się w naszą stronę, a ja przyciskam wolną dłoń do ust, rzucając chłopakom przepraszające spojrzenie - Skitraj to, stary, bo jak ktoś z obsługi zobaczy to dostaniemy zakaz wstępu na zawsze, a ja lubię to miejsce - rzucam półgłosem, machając głową. Oczywiście niech kitra tak, żeby i polał ukradkiem, bo zaraz zacznę się ślinić, no no, nie posądziłbym Steffa o gustowanie w takich trunkach, a tu proszę! Ponownie kiwam łbem, to na butlę, to na szklanki, tym samym chcąc mu dać niemo do zrozumienia, żeby rozlał - Frak? - uparcie podłapuję temat - Myślisz, że by mi pasował? Taki w grochy? Myślałem o czymś bardziej klasycznym, ale w sumie... - ściągam brwi - Tylko wtedy Harry też musiałby przywdziać jakieś grochy, bo stanie po mojej lewicy i będzie pilnował, żebym jednak nie uciekł - rzucam ze śmiechem, po czym posyłam przyjacielowi kilka buziaków w powietrzu - O, ja chętnie skorzystam z... - zaczynam, bo chętnie się napiję na koszt Blacków, ale Marcel nie odpuszcza. Wsuwam pierścionek w kieszeń, oddam Stefkowi później, i szukam wsparcia u Harrego, który przychodzi z niejaką pomocą, chociaż wątpię, że to przekona młodego Sallowa. Opuszczam dłoń, pod stolikiem wspierając ją na udzie Marcela i delikatnie zaciskam na nim palce - Marceli, proszę... - zerkam na niego. Ja wiem, że to poważne sprawy i nawet rozumiem jego postawę, ale to miał być niepoważny wieczór pozbawiony trosk dnia powszedniego. Zresztą byłem pacyfistą i nie chciałem zwalczać nienawiści nienawiścią, nie tędy droga.




Johnatan Bojczuk
Johnatan Bojczuk
Zawód : maluje, kantuje, baluje
Wiek : 25
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
kto kombinuje ten żyje
OPCM : 3
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 24
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t5318-johnatan-bojczuk https://www.morsmordre.net/t5328-majtek#119230 https://www.morsmordre.net/t5329-ahoj-przygodo#119234 https://www.morsmordre.net/f167-gloucestershire-okolice-bibury https://www.morsmordre.net/t7231-skrytka-bankowa-nr-1332 https://www.morsmordre.net/t5516-johnatan-bojczuk

Powrót do góry Go down

-Bojczuk, to... - wspaniała, zmyślona historia! Powinien zareagować jakoś entuzjastycznie, dla uwiarygodnienia znajomości Johnny'ego i jakiejś artystki. Pewnie typowy Steffen zerwałby się z krzesła, wzniósł toast.
Ale nie był w stanie. Choć usiłował skupić wzrok na przemawiającym Bojczuku, to spojrzenie błądziło mu od Marcela do Rigela i do Marcela i z powrotem na Rigela i na Toujours Pur, które nagle skojarzyło mu się z Blackami. Może powinien poprosić Francisa Lestrange o jakiś inny drogi alkohol?
-...to wspaniale! - wykrzesał z siebie, jakoś słabo. Cały pobladł. Troll, Most Miłości, ledwo żywa Hannah, gęsie pióra, Alphard Black.
Na domiar złego, Smith właśnie powiedział coś o "Czarownicy", właściwie to odpowiadając na pytanie Marcela. Steff poruszył się nerwowo.
-Co? Haha, dobry żart! Jakiej "Czarownicy"? - spojrzał na Smitha wymownie. Umiał kłamać i zgrywać debila, ale czy w stresie się uda?
Potem przeniósł wzrok na Marcela.
-Co ty mówisz? Ten alkohol to od wdzięcznego klienta z... banku, a nie... - wydukał, widząc zawód w oczach przyjaciela. Pamiętał ich ostatnią kłótnię, nie chciał go znowu rozczarować, znowu stracić. Nie chciał, by Marcel miał go za tchórza i egoistę - a nie mógł mu przecież powiedzieć o Zakonie Feniksa i o walkach, nikomu nie mógł. Najchętniej wyrzuciłby z siebie wspomnienia z potyczki na Moście Miłości, ale nie mógł, nie mógł, nie mógł, zżerały go od środka. Zaszumiało mu w uszach, zgarbił się na krześle.
Starannie unikał wzrokiem Blacka.
Aż wreszcie podniósł na niego smutne spojrzenie.
-Harry ma rację, nie za sprawą różdżki Rigela. - wyrwało się Steffenowi - słowa na pozór łagodzące sytuację, tak jak Smith zamierzał, ale wypowiedziane zgoła odwrotnym tonem. Niechcący (chcący?) zaintonował wymownie imię jednego z Blacków, myśląc o innym przedstawicielu tego wpływowego rodu. Wbił w Rigela wymowne spojrzenie. Wiesz coś o tym? Z kim i dla kogo kurwi się twój brat? - Steffen nawet nie wiedział, że zna takie słowa, ale przekleństwa (zasłyszane pewnie u Willa) same cisnęły mu się do głowy na wspomnienie Alpharda i tamtej nieznajomej. Krwi Hannah, Duny, własnej słabości.
Znowu był słaby.
Nie chciał znów być słaby.
-Ale chyba wszyscy doskonale wiemy, za sprawą czyich różdżek. - dokończył, zadzierając brodę do góry. -Dziękujemy za propozycję, lordzie, ale jeśli... jeśli nie masz nam nic do powiedzenia, to... wybaczcie, wszyscy straciłem apetyt na jeszcze jedną kolejkę. - proszę, Rigel, proszę. Powiedz nam, że się z tym nie zgadzasz. Że nic o tym nie wiesz. Że to nie ty. Udowodnij nam, że jeszcze może być tak jak dawniej, że nie muszę wybierać między tobą, a Marcelem, ranną Hannah, mamą Marcela i własną matką.


intellectual, journalist
little spy

Steffen Cattermole
Steffen Cattermole
Zawód : specjalista od klątw i zabezpieczeń w Gringottcie, po godzinach reporter dla "Czarownicy"
Wiek : 22
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Żonaty
I like to go to places uninvited
OPCM : 32
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 36
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6/68
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7358-steffen-cattermole https://www.morsmordre.net/t7438-szczury-nie-potrzebuja-sow#203253 https://www.morsmordre.net/t7411-xoxo-gossip-boy https://www.morsmordre.net/f127-dolina-godryka-szczurza-jama https://www.morsmordre.net/t7471-skrytka-bankowa-nr-1777 https://www.morsmordre.net/t7439-steffen-cattermole?highlight=steffen

Powrót do góry Go down

Na początku Rigel starał się ignorować dziwne komentarze, skupiając się na barwnej opowieści Bojczuka. Oczywiście, że była przekoloryzowana do granic możliwości, ale umysł sam rysował w głowie obrazy, w których to Johnatan w śmiesznym fraku u ołtarza, za wszelką cenę nie pozwala po sobie poznać, że bardziej od pięknej twarzy panny młodej interesuje go uchylone okno, przez które był już gotów czmychać, gdyby nie ciężkie spojrzenie Harrego. No i zaklęcie Colloshoo, jakie, które mu zaserwował dla pewności.
Cóż. Lepsze nawet najidiotyczniejsze wizje przyszłości niż przeklęta polityka.
Na wspomnienie “Czarownicy”, zerknął pytająco na Steffena, unosząc prawą brew. Nie brzmiało, jakby kłamał, choć zareagował zbyt nerwowo. W sumie, jeśli by się nad tym zastanowić, to Steffen bez problemu mógłby znaleźć tam pracę. W końcu w szkole to od niego dowiadywał się wielu najnowszych plotek. Mogłoby się wydawać, że Cattermole był lepiej obeznany kto, co i z kim zrobił, niż Evandra. No... dobra, może nie zawsze.
-Nawet gdybyś teoretycznie tam pracował, to nie rozumiem, w czym problem. - Rigel wzruszył ramionami. - Przecież to świetne pismo. Wiele osób je chwali.
Przecież nie przyzna się przed kolegami, że od wielu lat sam podkrada je matce, żeby zaszyć się gdzieś w swoim laboratorium i poczytać na spokojnie najnowsze ploteczki. No i rubrykę o modzie, oczywiście.
Niestety, niedane mu było dalej pociągnąć tego wątku, ponieważ tematy zabijania kompletnie zdominowała całą rozmowę. Teraz chyba jedynie Bojczuk trzymał się już od tego z daleka.
Black nie do końca rozumiał, co się właśnie tu zaczyna dziać. Dlaczego nagle padały jakieś ukryte oskarżenia, dziwne insynuacje. Zaprosili go do stołu tylko po to? Czarodziej zmarszczył czoło, powoli zaczynając się irytować sytuacją. Już miał coś powiedzieć, gdy dotarła do niego jedna zasadnicza kwestia, przez którą poczuł na plecach zimny dreszcz i momentalnie pobladł jeszcze bardziej.
Czy jego kumple, szkolni przyjaciele i znajomi właśnie nie zasugerowali mu, co konkretnie myślą o walce z terrorystami?
-Nie rozumiem, dlaczego sądzicie, że ja mógłbym…kogokolwiek zabić. - skrzywił się. Brzydził się krwią, przemocą. Czy oni już o tym zapomnieli? Przecież znali się wystarczająco długo.
Sam Rigel również nie do końca rozumiał, dlaczego ostatecznie, zamiast pochwycić i uwięzić terrorystów, spróbować rozwiązać problem na tyle pokojowo, na ile się da, zdecydowano o tak drastycznych krokach. Niestety nie znał całej sytuacji. Możliwe... że po prostu nie było innego wyjścia.
Rzucił zebranym pytające spojrzenie.
Nie, tak to się nigdy nie dowie, o co konkretnie im chodzi. A musiał, po prostu musiał za wszelką cenę się upewnić, że jego znajomi nie mają wypranego mózgu przez terrorystów… albo, co gorsza, trzymają się z nimi. Może nie Bojczuk, ten też wyraźnie również miał dość. I Smith chyba też.
Dlatego czarodziej skupił swój wzrok na pozostałej dwójce. Zrobił to też celowo, wiedząc, że przynajmniej Marcel nie będzie owijać w bawełnę.
-Proszę, powiedzcie wprost, o co konkretnie wam chodzi... i nie bawmy się już te podchody. - powiedział zmęczonym głosem, a ręka mocniej zacisnęła się na szklance. Bał się tego, co może usłyszeć, ale chciał już to mieć za sobą. Jakaś jego część próbowała uspokoić nerwy, tłumacząc, że jeśli mieszkają w Londynie, to na pewno nie są zdrajcami.
Nie ma innej możliwości.


The truth may be out there
But the lies are inside your head.

Rigel Black
Rigel Black
Zawód : Praktykant w Departamencie Tajemnic, naukowiec
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
We are all roamers of vast spaces and travellers in many ages.
OPCM : 0
UROKI : 17
ELIKSIRY : 20
LECZENIE : 1
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8887-rigel-black https://www.morsmordre.net/t9011-apt#270971 https://www.morsmordre.net/t9014-skeletons-in-my-closet#271101 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t9012-skrytka-bankowa-nr-2091#270977 https://www.morsmordre.net/t9026-rigel-a-black#271647

Powrót do góry Go down

To Rigel Black, nie Grindelwald, mówił Harry do Steffena, nie, Grindelwald był postrachem połowy świata, nie, był od Rigela starszy i znacznie bardziej doświadczony, a Marcel nie sądził, że Rigel kiedykolwiek byłby w stanie podjąć się czynów równie straszliwych, co straszny Grindelwald. Ale nazwisko Black dzisiaj wybrzmiewało bardziej złowieszczo niż w czasach szkolnych, ale dzisiaj czystokrwiste rody były odpowiedzialne za wszystko, co najgorsze. Za wszystko, co działo się, co wydarzyło się na ulicach. Pamiętał Rigela ze szkoły, czy mógł temu przytakiwać? Chyba nie. Czy zrobił coś, żeby to zatrzymać? Pewnie też nie. Czy mógł zrobić? To już Marcela nieszczególnie interesowało. Rosła w nim frustracja, z chwili na chwilę, nie przestawała: nie tylko ze względu na samą osobę Rigela, ze względu na pominięcie, przedziwne uczucie sekretnej atmosfery, dziwne zachowanie Bojczuka. Nie spojrzał na Smitha, kiedy próbował usprawiedliwić Rigela, stać obojętnie i patrzeć na przelaną krew wydawało mu się taką samą zbrodnią jak tę krew przelewać. Sam zrobił niewiele - nie potrafił, nie wiedział co, nie udało mu się też nawiązać kontaktu z Zakonem Feniksa, tragiczny ciąg zdarzeń, który go do nich doprowadził, miał się wydarzyć dopiero za kilka długich tygodni - i chyba sam się sobą brzydził, swoim tchórzostwem, marazmem, nijakością, hipokryzją. Nie chciał być taki. Czy Rigel chciał? Bojczuk snuł swoją opowieść o wielkiej miłości między nim a przypadkowo napotkaną artystką, niż przyszła, jutro przejdzie, on wpatrywał się w Blacka, z roziskrzoną emocją w oku, której nie było już w stanie ugasić żadne trzeźwe słowa. Cichą prośbę Bojczuka porwał gwar w pubie, poczuł jego dotyk na swojej nodze, ale w odpowiedzi tylko spojrzał gniewnie i na marynarza. Gdyby kierował nim rozsądek, pojąłby jego przekaz, ale od zawsze szedł za sercem  - inaczej nie potrafił. Spokojny wieczór przestał być spokojnym, gdy prócz ofiar przy stole zasiadł ich oprawca. Oni wszyscy - byli przecież normalni. Przemawiała przez niego wściekłość, żar, którego nie potrafił pohamować.
- Jak ma na nazwisko? - zapytał Bojczuka w odpowiedzi na jego spojrzenie. Ta dziewczyna, o której mówił, nie była panną z dobrego domu i co do tego nie miał przecież najmniejszych wątpliwości. - Jesteś pewien, że w ogóle dożyje dnia ślubu? - Rozgoryczenie wyziewało każdym jego słowem, nie potrafił zrozumieć przemilczanych słów Bojczuka. Steffen wydawał się bardziej markotny, nie przeszłoby jednak przez myśl, że przyjaciel postanowi go okłamać w tak ważnej dla siebie sprawie, a jednak i on wziął w obronę Rigela. Po co? Dlaczego? Ostatecznie jednak Steffen stanął po jego stronie - poczuł się lepiej, wiedząc, że wciąż ma w nim bliską osobę.
- Rigel, do cholery! - wypalił w końcu, zbierając się na wypowiedzenie całego tego żalu wprost - sprowokowany słowem Blacka, utkwił spojrzenie jasnych tęczówek prosto na jego twarzy, burzliwe emocje kłębiące się w źrenicach mieszały lęk z rozczarowaniem, ból ze strachem i gniew z nienawiścią. Zawsze taki był, szczery, częściej bardziej szczery niż być powinien - a emocjonalność wszechogarniająca całe jego ciało szarpała nim dzisiaj jak sztormowe fale oceanem. - Nikt nigdy nie sądził, że byłbyś w stanie, a jednak twoja rodzina popiera tę otwartą rzeź, rzeź, na ulicy zginęło mnóstwo ludzi! - wykrzyczał mu w twarz, bez chwili zawahania. Bez namysłu. Gdyby życie straciła jego matka, o niej pewnie też by powiedział, pomimo tego, że jego ojcem oficjalnie był stary Carrington, ale jego matka przecież żyła, a on nie odwiedzał jej od długich tygodni - żeby nie narazić, jak wierzył, ani jej ani siebie. - Zawsze byłeś wrażliwy. Inny od nich. Mądrzejszy. Nigdy nie byłeś kim, kogo bawiłyby wyprute flaki i krzyk rozpaczy. Kimś, kogo bawiłaby wojna. - Nie odjął od niego wzroku, błękitne spojrzenie tęczówek pozostało utkwione prosto w jego źrenicach - rozpaczliwie i szkliste, jakby usiłował chwycić ostatnią linę ratunkową, z determinacją, wewnętrzną siłą, gdy w nagłym porywie spróbował odnaleźć w nim tego, którego poznał, którego znał. - Mugole, ludzie, którzy próbowali ich chronić, nic im już nie wróci życia. Do czego miała prowadzić ta śmierć? Wyrżnięcie całego kraju tylko dlatego, że część tych ludzi nie podoba się twojej rodzinie, to odpowiednie rozwiązanie? I ty się dziwisz, o co nam chodzi?! - Gorycz wybrzmiała w jego głosie bardziej niż dosadnie, wylewała się każdą głoską, wybrzmiewała przy każdym pojedynczym akcencie. Ból, żal, Marcel zawsze głęboko przeżywał emocje, ale tamta noc, tamta noc wstrząsnęła nim jak jeszcze nic nigdy.


jeszcze w zielone gramy jeszcze nie umieramy, jeszcze się nam ukłonią ci co palcem wygrażali

Marcelius Sallow
Marcelius Sallow
Zawód : Akrobata
Wiek : 20
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler

young, scrappy and hungry



OPCM : 6
UROKI : 3
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 40
SPRAWNOŚĆ : 20
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t8833-marcelius-sallow#263287 https://www.morsmordre.net/t8838-marcelius-sallow#263482 https://www.morsmordre.net/t8835-marcelius-sallow#263320 https://www.morsmordre.net/f319-arena-carringtonow-wagon-7 https://www.morsmordre.net/t8839-skrytka-bankowa-nr-2088#263495 https://www.morsmordre.net/t8841-marcelius-sallow#263502

Powrót do góry Go down

Drgnął, gdy Rigel skomplementował "Czarownicę." Ty byś zrozumiał. Rigel często rozumiał, a w szkolnej bibliotece, z nosem w książkach, wcale nie zachowywał się jak lord. I nie wyśmiewał jego zainteresowania runami. Ani harlequinami. W normalnej sytuacji Steffen ucieszyłby się z komplementu, a może nawet ośmielił by bardzo ostrożnie - i z zastrzeżeniem, że nie pisze o żadnych lordach (choć pisał) - wyznać koledze swój sekret. Zresztą, to przecież zasługa Blacka i jego rad w szkolnych czasach, że Steff w ogóle potrafił się jakoś ubrać na rozmowę o pracę z redaktor naczelną.
Teraz tylko spróbował uśmiechnąć się blado, ale na jego bladej twarzy pojawił się co najwyżej smutny grymas. Podniósł na Rigela porozumiewawcze spojrzenie, próbując spojrzeć na niego jak na dawnego przyjaciela, być może ostatni raz w życiu. Zdecydowanie ostatni raz w życiu. Zamrugał gwałtownie i umknął wzrokiem, bo po raz pierwszy zobaczył, że w na pozór delikatnych rysach twarzy młodego Blacka kryje się cień ostrej krzywizny nosa jego starszego brata. Jeszcze ostrzejsze było spojrzenie Alpharda, gdy rzucał tamte plugawe zaklęcia. Czy Rigel też by tak mógł...? Czy je zna...? Znali się wystarczająco długo, przecież jego kolega nie mógłby zrobić nikomu krzywdy, tak jak właśnie powiedział, na pewno nie, pewnie nie, ale...
Black wcale nie patrzył już na Steffena. Przeniósł wzrok na Marceliusa, tak jakby wiedział, że...
Czy ty go prowokujesz?
Nagle zrobiło mu się lodowato. Znali się wszyscy, wystarczająco długo, żeby Rigel wiedział, że Steffen - wbrew pozorom - potrafi czasem trzymać gębę na kłódkę. Albo może w ogóle się nie znali, bo oto Marcel wybuchł, a Cattermole'a naszło straszne podejrzenie, że może Sallow zatańczył właśnie do upiornej melodii zaintonowanej (nie?)świadomie przez Rigela i że może sam Rigel tańczy teraz tak, jak Alphard mu zagra. Zrobiło mu się słabo i nagle pożałował, że nie powiedział Marcelowi o Zakonie tydzień temu, że nie opowiedział mu jak dwa razy o mało nie umarł, jak niebezpieczni są teraz ludzie wokół i że kłamstwo i picie Toujours Pur z dawnym kolegą bywa bezpieczniejszą opcją niż szczerość. Musiał przecież działać w Londynie tak, by nie wzbudzać podejrzeń - tylko, czy już za późno?
Nie mógł go winić za wybuch, ale nie mógł dołączyć do tej kłótni, ale nie mógł też siedzieć bezczynnie. Korzystając z tego, że Marcel chwilowo przyciągnął do siebie uwagę, Steffen przesunął swoje krzesło lekko w stronę ściany, tak aby Bojczuk zasłonił trochę jego ciała. Następnie, próbując to zrobić jak najdyskretniej, wyjął różdżkę z kieszeni płaszcza i schował rękę za oparciem krzesła. Nie dało się pozostać niezauważonym, zresztą ręce chyba za bardzo mu drżały, ale liczył chociaż na rozkojarzenie przyjaciół i gości. Na szczęście nie musiał w nic celować.
Gdy Marcel kontynuował jeszcze swój żarliwy wywód, zanim ktokolwiek zdążył wymagać odpowiedzi od Steffena, Cattermole zacisnął mocniej palce na różdżce i skupił się na jednym z prostszych zaklęć ze swojej ulubionej dziedziny magii.
Wyobraził sobie odgłos, który chciał osiągnąć i nie musiał specjalnie się wysilać.
Pamiętał pożary w Londynie. W sercu czuł gorący gniew, tylko - w przeciwieństwie do Marcela - nie mógł dać mu ujścia.
Canateria Ficta - pomyślał, próbując wywołać w sali huk - jakby coś się waliło lub paliło, tak by zagłuszyć słowa Marcela.
Chaos, uratuje ich tylko chaos.
Poderwał się z miejsca, zdając sobie sprawę, że Odore Mutatio by pomogło, ale na to niestety nie było czasu. Różdżkę trzymał w ręce blisko kieszeni, tak jakby sięgnął po nią instynktownie w sytuacji zagrożenia.
-Co się dzieje? Toniemy? Czy to POŻAR? - wypalił, udając zupełnie zdezorientowanego, spoglądając oskarżycielsko w stronę kuchni i chcąc wywołać panikę w sali.
-Chodźmy stąd lepiej! - zwrócił się do kolegów. Chętnie chwyciłby Marcela za przegub, ale coś podpowiadało mu, że Sallow nie zareaguje na to dobrze. Lewą ręką porwał więc ze stołu Toujours Pur.


rzuty eh (jestem lama i nie dopisałam tam że Canateria miała być niewerbalna jeśli uznacie! jak nie, to sobie szeptam...)

kłamstwo II


intellectual, journalist
little spy

Steffen Cattermole
Steffen Cattermole
Zawód : specjalista od klątw i zabezpieczeń w Gringottcie, po godzinach reporter dla "Czarownicy"
Wiek : 22
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Żonaty
I like to go to places uninvited
OPCM : 32
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 36
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6/68
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7358-steffen-cattermole https://www.morsmordre.net/t7438-szczury-nie-potrzebuja-sow#203253 https://www.morsmordre.net/t7411-xoxo-gossip-boy https://www.morsmordre.net/f127-dolina-godryka-szczurza-jama https://www.morsmordre.net/t7471-skrytka-bankowa-nr-1777 https://www.morsmordre.net/t7439-steffen-cattermole?highlight=steffen

Powrót do góry Go down

Cała radosna atmosfera, której resztki zastał jeszcze, kiedy tylko podszedł do stolika, przy którym pili jego koledzy i znajomi ostatecznie, w tej sekundzie właśnie zmieniła się w nicość. I już nie dało się jej uratować, gdyż po prostu nie było już czego zbierać.
Wszystko odeszło na drugi plan. I alkohol, i żarty z ożenku Bojczuka, spekulacje, czy rzeczywiście to wydarzenie będzie mieć miejsce. I przeklęte wyobrażenie śmiesznego fraka w cholerne grochy.
Słowa wypowiedziane przez Marcela - ostre, pełne palącej nienawiści, były jak trucizna, która przeniknęła w delikatny organizm, wypaliła żyły, zmieniła wszystko na swojej drodze w czarną breję. Zatruwały też innych - dało się to zauważyć w niepewnym spojrzeniu Harrego czy nagłej zmianie w zachowaniu Steffena.
Riel wiedział, że już nie uda mu się tego zatrzymać. Coś właśnie umierało na jego oczach, a on nic nie mógł z tym zrobić. Zresztą, kompletnie nie wiedział, jak się zachować.
Patrzył tylko z szeroko otwartymi oczami na Marcela, który gdyby miał taką możliwość, prawdopodobnie by go zaatakował. Co do tego Black miał niepokojącą prawie osiemdziesięcioprocentową pewność. Domyślał się, że właśnie przypadkiem stał się kozłem ofiarnym. Tylko… dlaczego?
-Marcel… - powiedział powoli. Panowanie nad tonem głosu nie było dla niego wyzwaniem. Zwłaszcza w miejscu publicznym, lokalu, który tak lubił. Na szczęście wrodzone i wyuczone, aż stały się odruchem bezwarunkowym, zasady dobrego wychowania mocno trzymały go w ryzach. - Oczywiście, że nie chce wojny. I nie ma w niej nic zabawnego. Przemoc to zawsze... ostateczność.
Czasami mówił jak własna matka - spokojnie, cierpliwie. Znosił ataki drugiej strony i kontynuował, żeby uspokoić. A przynajmniej próbował.
-Naprawdę sądzisz, że zrobili to bezmyślnie i z przyjemnością? Jak jakieś potwory? Przecież po prostu mogli nie mieć wyjścia i musieli się bronić, kiedy zostali zaatakowani? Przecież mugole nie są tacy bezbronni… torturowali nas i palili na stosach. A my musieliśmy się tak długo ukrywać. Czy to jest dobre i sprawiedliwe? - przekrzywił głowę. - Wiesz, że kto chciał - mógł odejść pokojowo. Wielu spokojnie opuściło Londyn, bo dano im taką możliwość, a nie to, co oni…
W tej samej chwili zauważył, że Steffen coś modzi z różdżką w dłoniach, kryjąc się za plecami Bojczuka. Niestety, zanim zdążył dokładniej się przyjrzeć, co tak naprawdę zamierza zrobić jego przyjaciel, usłyszał ogłuszający huk.
Co…?
Za wszelką cenę postarał się złapać spojrzenie Cattermole’a, aby wbić się w nie wzrokiem pełnym smutku i niezrozumienia. Nawet nie starał się ukryć tego, że wszystko widział i średnio kupuje jego kłamstwo.
Ale nie odezwał się ani słowem. Jego koledzy w tej chwili dobitnie pokazali, co o nim myślą i za kogo go biorą. Był dla nich zbędnym elementem. Mordercą, idiotą.
A odważni Gryfoni nie byli mu w stanie powiedzieć tego w twarz, sprowadzając wszystko do głupich cyrków.


The truth may be out there
But the lies are inside your head.

Rigel Black
Rigel Black
Zawód : Praktykant w Departamencie Tajemnic, naukowiec
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
We are all roamers of vast spaces and travellers in many ages.
OPCM : 0
UROKI : 17
ELIKSIRY : 20
LECZENIE : 1
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8887-rigel-black https://www.morsmordre.net/t9011-apt#270971 https://www.morsmordre.net/t9014-skeletons-in-my-closet#271101 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t9012-skrytka-bankowa-nr-2091#270977 https://www.morsmordre.net/t9026-rigel-a-black#271647

Powrót do góry Go down

Żył w zaprzeczeniu, miał w sobie mnóstwo strachu. Strachu i niedowierzania, że to wszystko działo się naprawdę, że zabarwiona krwią Tamiza tamtego dnia płynęła takim samym nurtem jak dzisiaj, że tamte krzyki wciąż odbijały się w jego czaszce głuchym echem, że jego mama była w ciągłym niebezpieczeństwie, że on sam w nim był - i dlatego o jego mamie nie mógł nikt wiedzieć. Żył w ciągłym gniewie, na samego siebie, że przyglądał się temu wszystkiemu bezczynnie, że był jednym z tych ludzi w tłumie, zastraszonych czarodziejów, którzy nie mają odwagi powiedzieć nie. Choć przecież ta uważał - choć przecież nie godził się na nic, co się działo, a co robiono z jego światem. Choć nie dawał na to swojej zgody. Na zamach stanu, kolejne rewolty, masowe mordy. Bał się, bał się tego, co działo się tu i teraz, ale chyba jeszcze bardziej bał się jutra. Bo już od dawna, z dnia na dzień było tylko gorzej. Frustracja kłębiła się w nim jak nieokiełznany płomień, podsycała strach, tliła się żalem i szczerą rozpaczą: bo tego, co się wydarzyło, nie dało się już zatrzymać. Krwawy wodospad lunął martwym potokiem, a słowa Rigela, jego dystans, były tego tylko ponurym potwierdzeniem. Nie miało dla niego znaczenia, że Harry i Johnatan umilkli, chyba nawet tego nie zauważył. Wpatrzony w Blacka - szukał u niego poruszenia, wrażliwości, którą spodziewał się dostrzec. A której dostrzec nie potrafił. Już nie? Nie dostrzegł sam prowokacji, którą wychwycił Steffen, nie wiedział o powiązaniach Cattermole'a z Zakonem Feniksa. Nie spodziewałby się ich - nie po tym, kiedy sam zaprosił do nich Blacka. Wychwycenie ruchu Steffena nie było trudne nawet dla niego, zatopionego w skrajnych emocjach, Rigel nie zareagował, Marcel wiódł spojrzeniem między jednym a drugim, bez zrozumienia - bo nie rozumiał dziś tak samo Rigela, jak okrytego całunem tajemnic Steffena. Czy tylko on pozostał tutaj sobą? Nigdy nad sobą nie panował, jego głos unosił się szczerymi emocjami. Ani nie potrafił ani nie lubił niczego w sobie chować. - Steffen, co ty robisz? - zapytał, jeszcze nim rozległ się wywołany przez niego huk. Sceptyczne spojrzenie Blacka nie pozwoliło mu wziąć tego na poważnie. Nie rozumiał też jego motywacji. - To kolejny żart? - Wciąż nie rozumiał, co ukrywał przed nim na początku tego spotkania. Ani dlaczego. Był jednak nazbyt przejęty, by poświęcić temu dłuższą chwilę - skupił się na Rigelu. Z tą samą iskrą wiary, wiary, że nie wszystko było już stracone. Z wolą walki, o zatrzymanie nieubłagalnego, choć zwykle patyk nie wystarczał, by zwrócić rzeczny nurt. Przyglądał mu się z czymś skutego z nadziei, kiedy mówił, że nie chciał wojny. Nadzieją, która tak łatwo uleciała, kiedy zaczął mówić dalej. Jego usta rozchyliły się bezwiednie, w niedowierzeniu. Niedowierzeniu, że on naprawdę w to wierzył.
- Kiedy torturował cię jakiś mugol, Rigel? Bez magii są kompletnie bezbronni, co oni mogą ci zrobić?! - Bał się, naprawdę? Bał się takich, jak jego mama? Z magią jej życie byłoby o tyle prostsze, bez niej - była dzisiaj nikim i nikim pewnie umrze. Marcel nieprzerwanie wpatrywał się w źrenice Blacka, intensywnie, błękitne tęczówki niosły przepełnione emocjami iskry. Odbijał się w nim lęk, odbijał się w nim strach, przeczący słowom, które wypowiadał. Odbijało się w nim niedowierzanie, chyba było w tym też jakieś ludzkie zagubienie. To, co działo się ze światem, wciąż go przerastało. - To twoja rodzina? Oni ci tak powiedzieli? Ile dano im czasu, godzinę? Pół? Wszystko wydarzyło się w jedną noc. Jedną noc! - Noc, której nie zapomni nigdy, noc, której nie chciał pamiętać. Straszną, zbyt długą, zbyt głośną. Ukrywać się, nigdy nie rozumiał, dlaczego czarodzieje właściwie to robili. Nigdy nie rozumiał celu Kodeksu Tajności. Czy to było dobre i sprawiedliwe, pewnie nie. W idealnym świecie - mogliby po prostu żyć obok siebie. Ale ten świat był daleki od idealnego. Spokój Rigela sprawiał, że ogień w nim rósł tylko mocniej. - Musieli spakować dobytek swojego życia, uciec, choć nie wiedzieli nawet, dokąd. Nie mówimy o cholernych bazyliszkach tylko o mugolach, wymordowanie ich nie jest jedyną drogą do wyjścia z ukrycia! Przez lata żyli w tym mieście i nic się nie działo, nikt nie rozpalał stosów, nikt nie ginął. Żyli gdzieś obok, niewiele różniąc się od bezdomnych kotów na ulicach. - Sięgnął dłońmi drżących skroni, czuł gorąc zbierający się w żyłach, w ciele, serce kołatało zbyt mocno, nabiegłe emocje rozpaczliwie szukały ujścia. Nie znajdowały. - To pieprzona spirala nienawiści, która nigdy się nie skończy. Nakręcana przez takich jak wy. Jak oni. Jak... - Zapędził się? Czy Rigel mógł brać w tym udział? Znał go przecież, nie był taki. Ale jego rodzina - brała z pewnością. Mówił szybko i mówił w emocjach, bez namysłu, mówił też nieco uniesionym głosem, bo nie potrafił nad nim zapanować. Nigdy nie był tak dobrze wychowany jak młody Black. Nigdy nikt nie zwracał uwagi na jego maniery. Żył w świecie, w którym jego emocje były jego siłą - na scenie. Być może dlatego, w jego głosie nade wszystko wybrzmiewała pewność - zajadła, gniewna, stanowcza, ale pewność. - Nie można usprawiedliwiać zła innym złem. Odwet czy zemsta, czy to może usprawiedliwiać pogardę? Powiedz - poprosił, choć coś łamało się w jego głosie. Gdyby nie dzielił ich stół, pewnie by go chwycił, by zmusić go do skrzyżowania spojrzeń. - Powiedz, że ty jej w sobie nie nosisz. - Chyba gdzieś pomiędzy jednym a drugim słowem stracił ku temu nadzieję. Była taka chwila, w której uwierzył. W niego. Ulotna, zostały jej tylko strzępy. Usprawiedliwiał tę przemoc. A jednak - szkliste błękitne tęczówki pozostały utkwione w jego czarnych źrenicach, a gama emocji wyrażona jego spojrzeniem mogłaby obdarować swoimi barwami wszystkie pasma tęczy, od rozpaczy, przez żal, gorycz i zawód, po gniew, który wciąż kłębił się wokół jego serca niezrozumiałym supłem. Zagubieniem. Nadzieją?

widzę steffena


jeszcze w zielone gramy jeszcze nie umieramy, jeszcze się nam ukłonią ci co palcem wygrażali

Marcelius Sallow
Marcelius Sallow
Zawód : Akrobata
Wiek : 20
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler

young, scrappy and hungry



OPCM : 6
UROKI : 3
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 40
SPRAWNOŚĆ : 20
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t8833-marcelius-sallow#263287 https://www.morsmordre.net/t8838-marcelius-sallow#263482 https://www.morsmordre.net/t8835-marcelius-sallow#263320 https://www.morsmordre.net/f319-arena-carringtonow-wagon-7 https://www.morsmordre.net/t8839-skrytka-bankowa-nr-2088#263495 https://www.morsmordre.net/t8841-marcelius-sallow#263502

Powrót do góry Go down

No, nie wyszło tak, jak planował. Zachowywanie zimnych nerwów szło mu jakoś lepiej przy poważnym Alexie, albo gdy inny lord Black chciał go zabić. Albo po prostu był zwinniejszy w postaci szczura. Szkoda, że jako szczur nie mógł czarować.
Na ułamek sekundy zadumał się nad teoretyczną kwestią możliwości czarowania animagów - czy wieloletnie badania, połączone z magią bezróżdżkową, mogłyby jakoś w tym pomóc? Zamrugał, orientując się, że stracił czujność - i że Rigel i Marcel patrzą na niego jak na idiotę.
-Co? Nic. - wybąkał do Marcela, starannie unikając spojrzenia Blacka. Podchwycił na moment jego przenikliwy wzrok, ale od razu odwrócił głowę.
Jeszcze zacząłby mu współczuć, a po słowach o ewakuacji mugoli... nie mógł, po prostu nie mógł.
Nie wiem, czy masz wyprany mózg czy jednak czarne serce, dawny przyjacielu, ale wiem, że n i e możemy o tym rozmawiać.
Cóż, Marcelius nie wiedział, że nie mogą o tym rozmawiać. Nie wiedział? Miał przed sobą arystokratę, musiał wiedzieć, że...
...nie, nie musiał. Nie był w Zakonie Feniksa, nie wiedział wszystkiego. Steffen nagle pożałował, że nie było jakiegoś sposobu na ogłoszenie całemu światu, że Alphard Black jest mordercą i rozpustnikiem. Gdyby Marcel wiedział, nie mówiłby tak do Rigela. Tyle, że przecież to jego wina - Steffena. Sam próbował udawać, że wszystko w porządku, naiwnie sądząc, że powinien zachowywać się jak wcześniej. Że Steffen Cattermole w Londynie (i Szkocji) powinien być zupełnie inny od prawdziwego Steffena Cattermole, Zakonnika, działającego tajnie i ukrywającego swoje sekrety. Do dzisiaj szło mu zresztą znośnie, w Gringottcie dzielnie udawał nieco naiwnego młodszego specjalistę, na ulicach Londynu szarego obywatela, a w Komisji Rejestracji Różdżek kogoś o odrobinę czystszej krwi. Powinien, mógłby udawać dalej, paplając do Rigela coś o runach albo pogodzie albo przeczytanych książkach. Skoro Blackowie do dzisiaj go nie ścigali, to Alphard go przecież nie rozpoznał.
Nie przewidział, o ile to trudniejsze ze szczerym przyjacielem u boku. Nie przewidział, że Marcel tak dzielnie dochował przez lata jego sekretu o animagii, bo o nim wiedział. Jako jedyny (no, on i James) na świecie, przecież nawet Bertie dowiedział się dopiero pół roku temu.
Sallow nie mógł chronić czegoś, o czym nie wiedział, a Steff nagle pożałował, że nie powiedział mu o Zakonie. Może i dobrze, może... może był zbyt idealistyczny.
Biedny, bohaterski Marcel.
Biedny Rigel o wypranym mózgu.
Obydwaj zaraz go znienawidzą, ale to nic. Tak będzie lepiej. Może był naiwny, że pogodził się w cyrku z Marcelem, może bezpieczniej byłoby...
Z bólem w sercu uświadomił sobie, że bezpieczniej wszystkich trzymać na dystans. Do Forsythii nie odzywał się od pierwszego kwietnia i tak powinno pozostać. Na Rigela wpadł dzisiaj przypadkiem. Marcelius byłby bezpieczniejszy, gdyby pozostali skłóceni. James... z Jamesem nadal utrzymywał kontakt, ale może... lepiej nie pisać? Bojczuk, Harry, tylko ich dzisiaj naraził w oczach Blacka. Frances miała pewien żal, że milczał tak długo, ale może tak będzie lepiej. Niech się na niego gniewają, byle ich nie narażał.
Odore Mutatio - pomyślał, chowając rękę z różdżką za plecami. Koledzy już go widzieli, ale może goście restauracji jeszcze nie. Spróbował zmienić zapach dochodzący z kuchni w woń gryzącego dymu, która nagle wdarła się do nosów zgromadzonych.
A potem, równocześnie z monologiem Marceliusa, pomyślał kolejne Canateria Ficta.
BUUUUUUUUUUUUUUUM!
Tym razem nawet się nie starał, by przypominało to pożar - w nerwach pomyślał po prostu o jak najgłośniejszym odgłosie, starając się go przeciągnąć najdłużej jak mógł.

Naprawdę liczył na wywołanie paniki, ale - gdy otworzył przymknięte oczy - kilka osób patrzyło na niego jak na idiotę.
A jeden z kelnerów - jak na przestępcę.
-Hej, żartownisie! Co wy wyprawiacie?! - warknął ów kelner, spoglądając na wszystkich zgromadzonych przy stole. Gniew zogniskował na Steffenie, ale jego koledzy automatycznie stali się podejrzani.
-Spadajmy stąd! - zadecydował jakże mężnie Steffen, schował różdżkę i pociągnął Marcela za ramię.
Przepraszam.
Proszę.

Dopiero teraz złapał spojrzenie Rigela i - nie będąc pewnym, ile ten zrozumiał z całego monologu Marcela - zmusił się do przepraszającego uśmiechu i jakże szczerze wcisnął mu do ręki Toujours Pur.
-Przepraszam, Rigel, tam w kącie siedzi była Marcela - wskazał na losową dziwczynę, blondynkę, w typie Sallowa -i nie jest dziś sobą. Nie chciałem nas stąd wyprosić, ale jeszcze się napijemy! - skłamał, a potem z paniką obejrzał się na kelnera i pociągnął Marcela za ramię mocniej. Znali się tyle lat, Sallow musiał widzieć, że Steffen panikuje (i łga bezczelnie), zaufaj mi, proszę.

rzuty, eh

próbuję zagłuszyć monolog Marcela albo jego część, interpretujcie jak chcecie  Embarassed

Rigel, dostajesz w prezencie butelkę Toujours Pur...

/zt albo /zt x 2 (Marcel pls) albo /zt x 5 (chłopaki uciekajmy!)


intellectual, journalist
little spy

Steffen Cattermole
Steffen Cattermole
Zawód : specjalista od klątw i zabezpieczeń w Gringottcie, po godzinach reporter dla "Czarownicy"
Wiek : 22
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Żonaty
I like to go to places uninvited
OPCM : 32
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 36
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6/68
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7358-steffen-cattermole https://www.morsmordre.net/t7438-szczury-nie-potrzebuja-sow#203253 https://www.morsmordre.net/t7411-xoxo-gossip-boy https://www.morsmordre.net/f127-dolina-godryka-szczurza-jama https://www.morsmordre.net/t7471-skrytka-bankowa-nr-1777 https://www.morsmordre.net/t7439-steffen-cattermole?highlight=steffen

Powrót do góry Go down

Kombinujący coś i udający głupka Steffen, tylko bardziej zirytował i tak balansującego na granicy Blacka. Ale widać było, że Marcel również nie miał pojęcia, co właściwie wyprawia ich wspólny przyjaciel.
-Nasz dom jest chroniony i bezpieczny, ale jest wielu innych ludzi, którzy mieli mniej szczęścia. Słuchaj, przecież dobrze wiesz, że nawet jeśli czegoś nie doświadczyliśmy albo nie widzieliśmy, nie znaczy od razu, że tego nie ma. - ponownie skupił swój wzrok na Marcelu.
Dlaczego w ogóle prowadzili tę bezsensowną rozmowę? Czy ktoś coś nagadał Sallowowi, że ten aż tak się przejął? Może była jeszcze szansa wytłumaczyć mu, jak bardzo się myli?
-Są bezbronni? Może i nie mają magii, ale posiadają maszyny i inne swoje wynalazki, dzięki którym podbili całą planetę i zniszczyli wszystko, co nie pasowało do ich światopoglądu. Przecież gdyby byli bezbronni, nie osiągnęliby takich efektów.
Rigel nie oczekiwał tego, że jego szkolny kolega zacznie atakować jego rodzinę, obwiniając ich w kłamstwie. Fakt, sam nie zawsze się z nimi zgadzał, gdyż nie rozumiał ich wojowniczego i bardziej agresywnego podejścia do niektórych spraw, jednak nie mógł przemilczeć, kiedy ktoś - czy to zwykły obywatel, czy też inny szlachcic - próbował obrażać Blacków. Nawet Marcel, który najpierw powie, a później pomyśli, nie miał w tej sytuacji taryfy ulgowej.
-Sugerujesz, że moja rodzina, to kłamcy? - głos Rigela stał się lodowaty, jakby nie należał do niego… jakby teraz przemawiał kto inny. - Sam nie wiesz, ile tak naprawdę czasu im dali, a sugerujesz się tylko jedną nocą zamieszek na mieście.
Bo niby skąd Marcel miał to wiedzieć?
Lord Black mocniej zacisną dłonie na blacie stołu, po czym kontynuował.
-Gdyby wszystko było tak kolorowo i wspaniale z ich strony, to nasze życie nie wyglądałoby w taki sposób. To my w tej historii jesteśmy tymi bezdomnymi kotami. Egzystowaliśmy jak cienie, a za próby życia po swojemu nas karano. Teraz w końcu możemy być sobą i nie tylko w wyznaczonych odgórnie dzielnicach. Chyba nie powiesz mi, że chcesz znowu się ukrywać?
Odpowiedź Marcela zagłuszył huk wybuchu i ostatnie, co udało się Rigelowi usłyszeć, brzmiało jak „nienawiść nakręcana takich jak wy”. Widział pełną gniewu twarz Marcela, ale nie był w stanie zrozumieć, co jeszcze tamten powiedział. Ale… nie potrzebował już tego wiedzieć. Wszystko, co miało zostać powiedziane - już padło.
Czarodziej nie rozumiał, czego właśnie stał się świadkiem. A może po prostu nie chciał rozumieć? Był zmęczony tym całym cyrkiem ze wściekłym Marcelem i Steffenem robiącym już zupełnie niezrozumiałe akcje. Wbił kompletnie puste spojrzenie w butelkę, którą wcisnął mu w ręce Cattermole, kompletnie ignorując tłumaczenia o jakiś tam dziewczynach.
-Pójdę już. Dobrego wieczoru. - powiedział neutralnym, wyuczonym tonem, a następnie z równie wyuczonym i uprzejmym uśmiechem na ustach udał się w stronę nadciągającego w ich stronę kelnera. Zamienił z nim kilka słów, z całego serca przepraszając za zachowanie pijanych kolegów, po czym wręczył mu butelkę drogiego alkoholu w ramach zadośćuczynienia za całe to zamieszanie. Kiedy upewnił się, że nikt z całej paczki nie stanie się persona non grata w „Trytonie”, opuścił lokal.

/zt


The truth may be out there
But the lies are inside your head.

Rigel Black
Rigel Black
Zawód : Praktykant w Departamencie Tajemnic, naukowiec
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
We are all roamers of vast spaces and travellers in many ages.
OPCM : 0
UROKI : 17
ELIKSIRY : 20
LECZENIE : 1
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8887-rigel-black https://www.morsmordre.net/t9011-apt#270971 https://www.morsmordre.net/t9014-skeletons-in-my-closet#271101 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t9012-skrytka-bankowa-nr-2091#270977 https://www.morsmordre.net/t9026-rigel-a-black#271647

Powrót do góry Go down

Strona 4 z 4 Previous  1, 2, 3, 4

Podwodna restauracja "Tryton"

Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach