Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Fontanna Życia
AutorWiadomość
Fontanna Życia [odnośnik]16.07.17 23:49
First topic message reminder :

Fontanna Życia

Jej historia jest równie zawiła, co baśniowa - ciężko stwierdzić, ile w niej prawdy. Niektórzy nazywają ją bliźniaczką Fontanny Szczęśliwego Losu, inni mówią, że stworzył ją szarlatan, który chciał wzbogacić się na legendzie. Jedno jest pewne: od niepamiętnych czasów mówi się, że czarna woda Fontanny Życia posiada lecznicze właściwości. Postawiona jest ona na niewielkim, okrągłym placyku w Dolinie Godryka, który został ukryty przed wzrokiem mugoli. Cały skwer jest jasny, wyzbyty roślinności, wyłożony piaskowcem - z niego też zbudowana jest fontanna. Zawsze roi się tu od ptaków. Niektórzy uzdrowiciele wysyłają tu pacjentów cierpiących na choroby genetyczne, wierząc, że magiczna, ciemna woda złagodzi ich objawy. Często to działa, choć prawdopodobnie to tylko efekt placebo; woda jednak uspokaja, zatrzymuje ataki chorób. Mimo to nie jest w stanie ich wyleczyć. Na fontannę został rzucony urok - można pić z niej tylko tworząc koszyczek z dłoni, woda natychmiast wyparowuje bowiem ze wszystkich naczyń.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Fontanna Życia - Page 7 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Fontanna Życia [odnośnik]12.10.21 21:14
W zaczątkach tej niewymownej relacji musiał stawiać rozważne kroki, ażeby ta milimetrowa tafla lodu, po której błądzili, nie rozstąpiła się, ściągając dziewczę w głębiny bezpowrotnej samotności. Wystarczyło bowiem, że utkwiła w matni cierpienia i osobistych, skrzętnie wypieranych ze świadomości problemów przyćmionych brakiem poczucia własnej wartości, by niemal całkowicie odizolować się od ludzi. Czy to z poczucia obowiązku uzdrowicielskiej opieki, czy podświadomego zaufania, które zasiał w niej szczerą troską, wydawało się, że ten paradoksalnie obcy facet był przezeń w ostatnim czasie dopuszczany najbliżej. Choć wciąż dzielił go z kobietą dystans, jakiego nie skrócą teraz żadne gesty, ni słowa, w tym oziębłym nastroju mógł roztoczyć nad nią ciepło, które stopi ten lód, ale nie pozwoli jej utonąć, jeśli tylko chwyci jego dłoń.
W oczach bystrego czarodzieja Aurora była cichą bohaterką, która pragnęła zbawiać ludzi bez poklasku, pokutując winy za przeżycie tragedii, w której obliczu zatraciła sens egzystencji. Jakie okrucieństwo musiało ją spotkać, jeżeli rąbka tajemnicy nie uchyliła nawet swym najbliższym? Może straciła bliskiego przyjaciela, obarczając się winą za jego śmierć? Uczyniła zło wedle wyznawanej moralności, wstydząc się własnego jestestwa? Kiedy przez głowę przewijały się te i inne myśli, natychmiast odtrącało je wspomnienie - dłonie dygocące w mimowolnych odruchach, naciągnięte, przydługie rękawy maskujące zabliźnioną krzywdę, wzdrygnięcie z każdym wypowiedzianym słowem. To dziewczę bez dwóch zdań zmagało się z brzemienną traumą, której przypuszczalnym źródłem była nieuchronna w czasach wojny przemoc. Przez kilkanaście lat pracy w wywiadzie widział jej zdecydowanie zbyt wiele, by nie zrozumieć, jakiej natury problemy gnębią tę kobietę. I najgorsze było, że jego działania przypominały błądzenie w labiryncie, z którego wyjście widać z linii startu, lecz w procesie poznawczym nie zbliżał się do niego nawet o krok.
W żadnym wypadku nie stał w miejscu. Cierpliwie i konsekwentnie parł przez kolejne przeszkody, by spłacić swój dług honoru i uratować pannę Sprout przed wpływem autodestrukcyjnych myśli. David był nader empatyczną osobą, co w pewnym sensie kolidowało z wykonywanym zawodem. W tej relacji jednakże nie był agentem zagranicznego wywiadu, a po prostu człowiekiem, który w obliczu krzywdy nie mógł przejść obok obojętnie.
Dziecięca beztroska i nieskazitelne przyjaźnie z tamtych lat to dobre wspomnienia, które ukradkiem i całkiem niepostrzeżenie przedarły się przez wszystkie, przygnębiające myśli w głowie Aurory. Wciąż w cieniu wątpliwości, miały czas by zakiełkować i pozwolić sentymentom przejąć inicjatywę. W swoich kolejnych planach mężczyzna chciał jedynie je podsycić, pozwalając kobiecie zapomnieć o problemach doczesnego świata i tych, z którymi zmagała się przez ostatnie tygodnie. Odpowiedział sympatycznym uśmiechem i nienachalnym kontaktem wzrokowym.
- Nie miałem szczęścia wychować się w tak malowniczym miejscu, jak Dolina Godryka, lecz w okolicy mojego domu rodzinnego w Warwickshire było kilka miejsc o równie barwnej historii i tradycji. - właśnie z Warwick pochodził prawdziwy David Hargrave. - Inicjacja? Jest jakiś rytuał? - spytał z nieprzesadzonym niedowierzaniem, choć znał rozwiązanie zagadki. Może lepiej było się trochę powygłupiać? - Tylko nie podpowiadaj - jestem dobry w łamigłówki. Niech zadzieje się magia - rzekł bardzo rozluźnionym tonem, od którego wprost biło nie tylko ciepło, ale i jakiś rodzaj dziecięcej radości.
Rękawice na dłoniach absorbowały chłód śnieżnego puchu, który układał w niewielką, zbitą, acz plastyczną masę, formując z niej kształt wysokiej misy. Wydrążył w niej nawet dziurę, odkładając resztki śniegu na bok, choć trudno określić, czy ten kształt przypominał Aurorze rzeczywiste naczynie. Ściągnąwszy z dłoni łapawice, dobył swej różdżki i zerknął na chwilkę w kierunku kobiety. W jego gestach nie było krzty popisywania się, kuriozalnie on po prostu dobrze się bawił - może w ten sposób próbował ją rozchmurzyć? - Accio patyk. - inkantował, wykonując gest różdżką w stronę przeciwną do miejsca, w którym kobieta stała, a z oddali upstrzony śnieżnymi płatkami gruby patyk przyleciał wprost do jego dłoni. - Potrzymaj proszę przez chwilę.
Proces kombinowania Davida w swym absurdzie był nawet zabawny, bo nie było wiadome, do czego ostatecznie doprowadzi. Niedługo po tym, jak ów patyk jej wręczył, zagadka miała się rozwiązać.
- Caeruleusio. - chłodna mgiełka skierowała się na śnieżną konstrukcję, utwardzając jej strukturę, a wówczas czarodziej rozpoczął proces modelowania i wygładzania śnieżnego obiektu przy pomocy rąk. Teraz nie było wątpliwości, że stworzył rzeczywistą misę z lodu - tylko po co mu ten patyk? - Przyda nam się trochę światła. Pozwolisz? - dotknął różdżką koniec kija i niewerbalnym czarem podpalił jego końcówkę delikatną iskrą. Jeśli panna Sprout była chętna do udziału w jego 'rytuale', ów patyk z jej pomocą powiódł ręką nad naczynie i poprosił, aby utrzymała go we wskazanej pozycji. Zaraz to skierował różdżkę na powstały cień.
- Inumbravi Contra. - padło zaklęcie, którego intencją było utworzenie z cienia materialnej, ceramicznej misy o identycznych rozmiarach, co przedmiot, który ów cień rzucał. Co więcej, zaraz to drugie zaklęcie transmutowało lodową miskę w drugą, identyczną co pierwsza, a płonący dotychczas patyk można było ugasić w śniegu. Jedno z naczyń wręczył kobiecie.
- Nie wiem, na czym polegała inicjacja, lecz wydaje mi się, że wymyśliłem własną. Mogłem co prawda transmutować jakąś puszkę w kubek, ale to nie byłoby już tak rytualne. Zaczerpniemy? - zachęcił ją z pełnym przekonaniem, choć wiedział, że w rzeczywistości zaklętej wody nie nabierze się inaczej, niżeli koszyczkiem z rąk. Chciał jednak oderwać jej myśli od problemów na te kilka minut, zupełnie jak gdyby próbował rozweselić wyjątkowo smutne dziecko. W tych wygłupach chyba było coś terapeutycznego, ale i sprytnego - nie tylko mógł wywołać uśmiech na jej twarzy, na czym zależało mu przede wszystkim, ale niejako uchylić rąbka tajemnicy o swojej magicznej specjalizacji, a zatem o sobie samym. No i przede wszystkim - teraz wiedziała, że tkwi w nim nie tylko męska dojrzałość, którą dotychczas się przed nią jawił, ale i zwyczajna, dziecięca radość.
David Hargrave
Zawód : konwojent, agent wywiadu MACUSA
Wiek : 40
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t10580-david-hargrave?nid=2#321220 https://www.morsmordre.net/t10610-poczta-hargrave-a#321237 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/
Re: Fontanna Życia [odnośnik]12.12.21 1:28
5.01.1958

Późną jesienią mógł odwiedzić ten las, aby znaleźć dorodne grzyby, a przynajmniej skorzystać z jego uroków przed lub po pracy. Tymczasem jednak zimne styczniowe powietrze kuło go w nos, gdy wiatr wiał między wiekowymi drzewami. Stevie podążał w stronę centrum w określonym celu, tym samym co zawsze. Przybył tu, aby zrobić świstoklik. Nie zdarzało się to rzadko, większość jego życia polegała na dokładnie tym samym. Nie miał problemów zdrowotnych miary, której wymagałaby regularnych wizyt w Lecznicy w lesie, mógł decydować się na spacery, nawet jeśli kości odmawiały czasem posłuszeństwa. Tworząc świstokliki w tym obszarze, nieustannie zmieniał lokacje, aby maga nie była skoncentrowana w jednym obszarze, ale rozproszone tak bardzo, jak to możliwe. Dziś znalazł się przy fontannie życia i wraz z jej widokiem rozpoczął proces tworzenia tego obiektu. Sproszkowany meteoryt w fiolce, którą wyjął z kieszeni płaszcza, był najdroższy i zdecydowanie najrzadszy wśród komponentów. Na szczęście ludzie chcieli mu pomóc. Często odkurzając stare zapasy, znajdowali potrzebne składniki. Nie mógł sobie wyobrazić, że ktoś z jego bliskich mógłby ruszyć w bój bez odpowiedniej ochrony, bez gotowej drogi ucieczki. Po to tu był, tym im służył i tę wiedzę musiał przekazać. Czasami jednak tak jak dzisiaj, niepokorne uczucie zmęczenia wdawało się we znaki. Z walizki wyjął kilka notatek, które utworzył wcześniej, ale które wciąż musiał sprawdzić, a przede wszystkim, musiał upewnić się w swoich obliczeniach. Współrzędne geograficzne wydają się być poprawne, podobnie jak cała reszta sprawdzonych wzorów. Rozpoczął więc proces czarowania obiektu, który był długi, ale skuteczny. Zawieszony na rzemieniu wisior w kształcie liścia, ułożył na przygotowanym wcześniej podłożu. Proces, w którym wykorzystywał nie tylko proch meteorytu, ale także rozległą wiedzę na temat transformacji miał się rozpocząć. Magia powoli osadzała się na przedmiocie, gotowa do dalszego działania tak długo, jak długo zostanie spętana przez jego zaklęcie. Oczy numerologa były nieco przymknięte, ponieważ skupiał się na magii najlepiej, jak tylko potrafił. Miał doświadczenie, ale czy to miało wystarczyć? Zwykły wisiorek nie był magiczny, ale nikt nie był w stanie przewidzieć co dokładnie się z nim stanie, gdy tylko dotknie go transmutacyjny czar.
Portus — wypowiedział czar, licząc, że ten go nie zawiedzie, a magia będzie silna.

jeśli udane, zt
świstoklik ze sproszkowanego meteorytu, typ I - wisior z liściem klonu
st 85 (-26 transmutacja, -13 talizman) = 46


Am I going crazy? Would I even know? Am I right back where I started forty years ago?
Wanna guess the ending? If it ever does... I swear to God that all I've ever wanted was
A little bit of everything, all of the time, a bit of everything, all of the time
Apathy's a tragedy, and boredom is a crime. I'm finished playing, and I'm staying inside.
Stevie Beckett
Zawód : twórca świstoklików, wynalazca
Wiek : 57
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Wdowiec
The blues ain't nothing but a good man feelin' bad.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9282-stevie-beckett https://www.morsmordre.net/t9293-einstein https://www.morsmordre.net/t9292-wujek-stevie#282938 https://www.morsmordre.net/f318-dolina-godryka-warsztat https://www.morsmordre.net/t9294-skrytka-bankowa-nr-2137 https://www.morsmordre.net/t9295-stevie-beckett
Re: Fontanna Życia [odnośnik]12.12.21 1:28
The member 'Stevie Beckett' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 73
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Fontanna Życia - Page 7 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Fontanna Życia [odnośnik]04.03.22 22:03
14.02
Często nie nadążał za upływem czasu, szczególnie w czasach wojny i względnego spokoju w życiu zdawał się nie myśleć o datach i tym podobnych. Było zimno i mnóstwo śniegu na każdym kroku, tyle mu wystarczyło. Może była to kwestia, że czasem wolał nie myśleć o upływającym czasie? A może też kwestia tego, że nie licząc kilku potknięć, wszystko układało się... w miarę dobrze? Tak mu się przynajmniej wydawało, chociaż w głowie wciąż siedziała mu rozmowa z Eve. Nie powinien wracać, w ogóle zjawiać się w Londynie...
Chociaż dzisiejsza paczka i list stanowczo sprawiły, że nie myślał o tym, że międzyinnymi był przyczyną kłótni brata i jego żony. Nie mógł o tym myśleć, tym bardziej kiedy ich nowy domownik wesoło biegał po parterze domu Bathildy, Mars przyglądał się mu z zaciekawieniem, a Dynia chyba zniknęła gdzieś na górze - kto to mógł wiedzieć, koty w końcu chodziły własnymi ścieżkami. Kiedy zgłodnieje to wróci, a może przyniesie nawet jakąś mysz lub coś podobnego.
Szedł dość szybkim krokiem, wciąż jeszcze nieco nieuczesany. Miał nadzieję, że uda mu się złapać dzisiaj Kerstin może na targu? A może gdzieś po drodze? A jeśli nie to pójdzie do lecznicy, tam na pewno powinien ją znaleźć. Powinien jej podziękować osobiście! Mimo, że całkiem lubił pisać listy, szczególnie do niej, chciał również ją zobaczyć i porozmawiać, tak twarz w twarz...
Tym bardziej, że może było mu nieco głupio, że zapomniał jaki dzisiaj był dzień.
Szedł dość prędko ścieżką, wciąż uważając na oblodzoną ścieżkę, bo śnieg zalegał wszędzie w Dolinie. Wciąż było niebezpiecznie, wciąż powinien uważać na drogę, ale to nie było coś co sprawiałoby mu kłopoty. Miał całkiem dobre wyczucie równowagi.
Chociaż na zderzenie z nieznajomymi nigdy nie był przygotowany. Kiedy ktoś wyraźnie poruszony, nieco niższy i możliwe, że zapłakany w niego wpadł z impetem, zachwiał się dość mocno. Mając wrażenie, że sprawca całego zamieszania również zaraz się przewróci, Thomas intuicyjnie złapał postać za ramię, ciągnąc do siebie.
Poczuł uderzenie, kiedy upadł na tyłek w jedną z zasp. Blond panna zaraz wylądowała na nim, a do niego zaczął docierać ten przyjemny zapach siana i kurnika, bardzo podobny którym wciąż pachniała Nira. Zaraz dostrzegł blond włosy panny, która na niego wpadła, a po tym jak idiota zaczął wpatrywać się w twarz Kerstin. Był gotów wybuchnąć śmiechem będąc w dobrym nastroju, tym bardziej tak mile zaskoczony tym wpadnięciem na siebie - chociaż to uczucie szybko zastąpił niepokój, widząc że Tonksówna wyraźnie... płakała?
Zaraz ją objął, uśmiechając się do niej delikatnie.
- Hej, Kerry... Co się stało? - zapytał, wcale nie przejmując się siedzeniem w śniegu. Później się ogrzeje albo wysuszy, w końcu od czegoś miał różdżkę w kieszeni kurtki. Teraz były ważniejsze rzeczy jak chociażby odkrycie powodu, dla którego dziewczyna, w której się zakochał, płakała. Na moment przeszło mu mrożąca krew w żyłach myśl, że znów był tego przyczyną - ale nie wydawało mu się, nie... Chociaż może to dlatego wpadli na siebie na tej drodze, która prowadziła do domu Bathildy Bagshot? A może przyczyna była jeszcze inna?


Fontanna Życia - Page 7 EbVqBwL
Thomas Doe
Zawód : Złodziej, grajek
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Things didn't go exactly as planned
but I'm not dead so it's a win
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 12 +5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Fontanna Życia - Page 7 AGJxEk6
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9764-thomas-doe?nid=5#297075 https://www.morsmordre.net/t9998-buleczka?highlight=Bu%C5%82eczka https://www.morsmordre.net/t9805-fircyk https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9797-skrytka-bankowa-nr-2234 https://www.morsmordre.net/t9798-thomas-doe#297380
Re: Fontanna Życia [odnośnik]05.03.22 12:13
"You're too old to be so shy"
He says to me so I stay the night
Just a young heart confusing my mind
But we're both in silence


Po wyskrobaniu chaotycznego i wilgotnego listu w lecznicy oraz poproszeniu sówki, by udała się potem od razu do domu, Kerstin powinna usiąść na ławie w sieni i czekać cierpliwie na to, czy Thomas będzie mieć dziś czas przyjść z nią porozmawiać. To byłoby rozsądne, odpowiedzialne po tym jak już raz wpadła do ich domu zupełnie nieproszona, psując sobie na długi czas relacje z rodziną swojego chłopaka. Taki więc miała zamiar - siedzieć i czekać i szlochać w kraciastą, zasmarkaną chusteczkę, ale tak, żeby pacjenci nie słyszeli. Powiedziała przecież, że chce być chwilę sama, że za chwilę weźmie się w garść. Nie zaczynała dzisiaj pracy, tyle dobrze, do lecznicy przybiegła tylko dlatego, że nie wyobrażała sobie dłużej pozostawać w domu.
Cały poranek wydawał się bowiem jednym wielkim niekończącym się koszmarem, który równie dobrze wcale mógł się nie wydarzyć - chyba by nawet uwierzyła, że tylko jej się to przyśniło, gdyby nie odmarznięte stopy i zadrapania na dłoniach, które zarobiła podczas mętnej podróży z Exmoor do Doliny, potykając się na śniegu i rycząc w swój wełniany szalik.
Nawet się nie ubrała za porządnie, nie miała czasu myśleć o wyglądzie, gdy wciskała na skarpety nieswoje buty i zarzucała kurtkę. Nie miała rajstop pod spódnicą i fartuchem, jej dłonie były gołe i głowa tak samo, przed mrozem chronił tylko szalik.
Słowa Justine i Michaela, pusty wzrok Castora, złość Gabriela, wszystko to powracało do niej wstrząsającymi falami, aż w końcu nie była w stanie usiedzieć dłużej. Albo wstanie i gdzieś pobiegnie albo straci rozum.
Tak zrobiła, nie zdając sobie nawet sprawy, że instynktownie kieruje kroki do starego domu Bathildy.
Zaślepiona mglistą powłoczką łez i własnym smutkiem za późno spróbowała wyhamować i wpadła z impetem na przechodnia, tracąc równowagę i dając się pociągnąć na ziemię. Śnieg wsypał jej się do butów pod spódnicą, uderzyła nosem o mostek nieznajomego, aż zapiekły ją kości. Najchętniej położyłaby się w ziemi i zawyła jeszcze raz, ale musiała wziąć się w...
- Thomas! - wydusiła, słysząc znajomy głos i zaraz owinęła ramiona wokół jego szyi, chowając twarz w jego płaszczu, po części z ulgi a po części po to, żeby nie widział jaka jest czerwona, spuchnięta i żałosna. - Och, Thomas, tak strasznie chciałam cię zobaczyć - szepnęła, pociągając nosem i wycierając go zaraz niezdarnie chusteczką, którą wciąż ściskała w dłoni. - Tyle stało się złych rzeczy! Dostałeś mój list? - Ale zaraz sama sobie odpowiedziała, bo gdyby dostał, to by się przecież nie pytał co się stało. - Na pewno nie. Pokłóciłam się ze wszystkimi w domu i teraz Justine i Michael mnie nienawidzą, a Gabriel chce się wyprowadzić i zabrać mnie ze sobą i to jest wszystko moja winaaa! - Starała się nie histeryzować, ale chyba dawno przekroczyła granicę, za którą pozostawało już tylko histeryzowanie. - Powiedzieli, że są narzędziami w wojnie i że poświęcą wszystko nawet rodzinę i ja powiedziałam złe rzeczy i Michael na mnie warknął. Rozumiesz, warknął! - Przygryzła paznokieć kciuka z płaczem. - I Castor powiedział, że mają rację, a potem nic nie mówił, nie stanął po mojej stronie, więc na pewno też mnie nienawidziii - Usiadła na nogach Thomasa, ale nie chciała jeszcze wypuszczać go z ramion.




The bees had declared a war, the sky wasn’t big enough for them all
Kerstin Tonks
Zawód : Pielęgniarka
Wiek : 25 lat
Czystość krwi : Charłak
Stan cywilny : Panna
and sometimes,
against all odds,
against all logic,
we still hope
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Charłak
please be brave
Niemagiczni
Niemagiczni
https://www.morsmordre.net/t8101-kerstin-tonks https://www.morsmordre.net/t8192-parapetowa-skrzynka-pocztowa#235933 https://www.morsmordre.net/t8115-sister-kerstin#232161 https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t8799-skrytka-bankowa-nr-1965#261717 https://www.morsmordre.net/t8213-kerstin-tonks
Re: Fontanna Życia [odnośnik]05.03.22 18:28
Niewiele rozumiał z widoku zapłakanej Kerstin, poza faktem, że wyraźnie na jego widok się ucieszyła - i potrzebowała go obok. Cóż, zdążył się zorientować, że Tonksówna ma w sobie wiele emocji, które wyrzuca poprzez płacz. Może trochę kojarzyła mu się przez to z Jamesem? Chociaż on wszystkich dookoła bił, kiedy coś się działo z czym nie mógł sobie poradzić... I wciąż nie był pewny czy to dobrze, że wtedy zawsze go prowokował do bójek. Jeśli się nieco posiłowali, zawsze mogli się zmęczyć i ostatecznie uspokoić. Czasem to wystarczało, chciałby żeby to zawsze wystarczało - ale czy w ostatniej wojennej rzeczywistości cokolwiek mogło im pomóc? Nie był w stanie przecież na siłę pogodzić Eve i Jamesa, chociaż bardzo by tego chciał, ani nie potrafił odjąć zmartwień Sheili, choć starał się być obok niej i nie sprawiać kłopotów - i przecież przez ostatni czas, od kiedy wyszli z Tower, rzeczywiście się mu to udawało!
Objął dziewczynę, tuląc do siebie i nie wypuszczając z ramion. Tylko mu się wydawało, że była nieco lżej ubrana? Wiedział, że dla niego temperatura nie była aż tak doskwierająca, ale wydawało mu się, że Kerry wybiegła w tym momencie w takich samych emocjach jak Sheila kilka dni wcześniej - bez swoich butów, bez odpowiedniego płaszcze. Tak na mróz...
Zaraz więc słuchając słów dziewczyny, zaczął szukać na oślep swojej różdżki. Widział jej nagie dłonie, delikatne i czerwone od mrozu.
- Caldasa - wypowiedział inkantację, wcale nie przerywając potoku słów Kerstin, mając nadzieję że ciepła wełna okryje jej ciało i sprawi, że ta się nie zaziębi. Po tym znów podniósł wzrok na jej twarz, wyraźnie zmartwiony. Nawet nie myślał o tym, aby wypuścić ją teraz z ramion.
- List? Tak, tak dostałem. I Nira też jest z nami, biega wesoła, chociaż Dynia nie jest zadowolona z nowego domownika... Ale na pewno się przyzwyczai - powiedział wesoło, a przynajmniej starając się utrzymać wesoły ton. - Ale hej, hej... Na pewno cię nie nienawidzą! Kerry, nie mów tak nawet. To twoje rodzeństwo... - powiedział, marszcząc na moment nos. Cóż, on sam czasem kłócił się z bratem i siostrą, ale nigdy, nawet jeśli trudne słowa padały, nie miał ich na myśli. Nie tak... nie tak na stałe. Bo zrobiły wszystko dla nich, nawet jeśli czasem był zły i zdenerwowany.
Nie zrzucał Kerstin ze swoich kolan, nie przejmując się, że ktoś by mógł ich zobaczyć, przechodząc gdzieś nieopodal. To nie było teraz istotne.
- Ale... nie rozumiem... Poczekaj, spokojnie. O co się pokłóciliście? - zapytał, nie do końca rozumiejąc kwestię warczenia przez Michaela. Narzędzia wojny? Wyprowadzka..? Nie do końca pojmował to wszystko... czego w ogóle dotyczyła ta kłótnia? Wojny, czegoś...
Wywrócił jednak oczami, słysząc o Castorze. Zaraz jednak wesoło się uśmiechnął.
- Widzisz, tutaj to tylko potwierdza, że nie mieli tego na myśli! Znaczy, że niczego złego... Wiesz co ja nie wiem czy kogokolwiek on by był w stanie nienawidzić. W sensie Castor, znam go z Hogwartu i.. e... no powiedzmy, że wiem o czym mówię - powiedział, nie chcąc za bardzo wchodzić w skomplikowaną przeszłość jego i Puchona, kiedy uprzykrzał mu obowiązki prefekta różnorodnymi wybrykami. - No i posłuchaj... Ja też się czasem kłócę z Jamesem i Sheilą, ale... ale... to nie tak, że wiesz, że jeśli rzucę jak idiota, że ich nienawidzę, albo ktoś z nich to rzuci... No to nie tak, że my tak myślimy, okej? Czasem.. czasem tak jest łatwiej powiedzieć. Ale to naprawdę nie tak... - powiedział, zaraz poprawiając jej włosy. Nawet jeśli wciąż był nieco zły za to wtargnięcie, wciąż nie do końca ufał Tonksom to na pewno nie powiedziałby, że któreś z rodzeństwa nienawidzi Kerstin.
Uśmiechnął się znów głupkowato, zdejmując własny szalik i nakrywając głowę ukochanej nim, tak jakby chciał z niego zrobić szalik czy raczej pewnego rodzaju narzutę.
- To twoje rodzeństwo. Na pewno cię kochają... Ale... ale czasem jest dużo... no wiesz, takich rzeczy co ci siedzą na głowie. Opowiadałem ci jak poznałem Michaela?


Fontanna Życia - Page 7 EbVqBwL
Thomas Doe
Zawód : Złodziej, grajek
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Things didn't go exactly as planned
but I'm not dead so it's a win
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 12 +5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Fontanna Życia - Page 7 AGJxEk6
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9764-thomas-doe?nid=5#297075 https://www.morsmordre.net/t9998-buleczka?highlight=Bu%C5%82eczka https://www.morsmordre.net/t9805-fircyk https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9797-skrytka-bankowa-nr-2234 https://www.morsmordre.net/t9798-thomas-doe#297380
Re: Fontanna Życia [odnośnik]05.03.22 18:28
The member 'Thomas Doe' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 42
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Fontanna Życia - Page 7 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Fontanna Życia [odnośnik]06.03.22 17:06
W życiu pani Agnes było kilka stałych. Pierwszą z nich były codzienne wyprawy do niedalekiej piekarni i wielogodzinne rozmowy z pracującą tam panią Coral. Narzekanie na męża pani Coral stało się drugą naturą obu staruszek, a w sercu owdowiałej przy okazji Wielkiej Wojny Czarodziejskiej pani Agnes przypominało o tym, że nie wszyscy mężczyźni byli ideałami pokroju jej małżonka—nieboszczka. Upadek obyczajów, mawiała sobie wtedy wraz z panią Coral i obie staruszki wzdychały znacząco, oparte łokciami po przeciwległych krańcach lady. Tak, upadek obyczajów to najgorszy wróg każdej starszej pani, a na wojnie prościej było o to niż w każdych innych życiowych okolicznościach.
Drugą ze stałych w życiu pani Agnes było to, że nie cieszyła się sympatią młodszego pokolenia Doliny Godryka. Pani Zadek! Pani Zadecka! Krzyczały za nią dzieci, gdyż z powodu dawnego urazu biodra, kontuzji, która ujawniała się u niej każdą zimą, chód pani Agnes przypominał odrobinę sposób poruszania się gęsi z wypiętym kuperkiem. Niektóre dzieci mugolskiego pochodzenia porównywały ją z kolei do dinozaura — ściskając w zgiętych w łokciach dłoniach swą torebkę, przypominała wreszcie jednego z nich, czujnie obserwując swoje najbliższe otoczenie w poszukiwaniu każdego elementu, który mógłby zburzyć wizję jej i d e a l n e j Doliny Godryka. Okoliczna młodzież, wyrósłszy z nazywania pani Agnes zadkiem lub zadecką wyrobiła sobie swój własny zasób słownictwa, którego narrator nie śmie przytoczyć z obawy, że sam dostanie przez głowę ze śmiercionośnej broni pani Agnes — torebki — a jedynie z kronikarskiego obowiązku zaznaczy, że wredna stara jędza to najłagodniejszy z przykładów.
Trzecią ze stałych okazywał się spacer. Po rozgrzaniu kości w piekarni pani Agnes, czyniąc zadość starym swym przyzwyczajeniom i przekonaniu, że należy hartować nie tylko ducha, ale i ciało, wybierała się na długie spacery, niezależnie od panującej pory roku. Fontanna Życia stanowiła idealne miejsce do odwiedzenia dla osoby w jej wieku: choć nie chorowała na żadną z chorób genetycznych, podzielała zakorzeniony głęboko w kręgu jej przyjaciółek pogląd, że zdrowia nigdy dość i przynajmniej raz w tygodniu łapała czarną wodę w koszyczek stworzony z pomarszczonych dłoni i Merlin im wszystkim świadkiem, było kilku młodzieńców, którzy twierdzili, że to jedyny moment, w którym dłonie pani Agnes nie zaciskały się na skórzanych uchwytach torebki. Dziś również planowała skosztować tego niezwykłego napitku, gdy...
Plac pozbawiony był roślinności, ale i ta na niewiele by się zdała wobec niezwykłości sceny, którą pani Agnes zastała, wchodząc na pokryty śniegiem piaskowiec. Tak oto jakaś kobieta siedziała na kolanach o p a l o n e g o młodzieńca, ten ją przytulał, nie wyglądali na małżeństwo, ona była rozpłakana, a to oznaczało...
— Upadek obyczajów! — sapnęła gniewnie pani Agnes, wzmacniając uścisk na uchwycie torebki. Ten obrazek sam w sobie w prawił ją w ruch, jednak nie spodziewała się, że za chwilę Thomas wyciągnie różdżkę, a wszystkie włosy na ciele kobiety zmienią się...
... W owczą wełnę?
Widok ten zupełnie zatrzymał panią Agnes, która teraz rozważała wszelkie za i przeciw. Czy para ta nie oddawała się właśnie upadkowi obyczajów? Czy ten podejrzanie wyglądający młody człowiek właśnie nie znęcał się nad biedną kobietą? Z daleka wyglądała bowiem na wystarczająco starą, by mieć męża, a Thomas... Wydawał się tylko smarkatym cwaniaczkiem, a takich jej Hank uczył rozumu! Jak żył, oczywiście.
— Osz ty, nicponiu! Urwipołciu! — i chyba właśnie wspomnienie bohaterskiego męża podziałało na panią Agnes tak, że gdy zbliżyła się do parki, zamachnęła się torebką, celując prosto w głowę Doe. Cios nie był szczególnie mocny — pani Agnes była co prawda zgorzkniałą kobietą, ale przede wszystkim staruszką. — Coś ty zrobił biednej pani! Słoneczko moje, wstawaj i nie płacz, na takich cwaniaczków leku nie ma innego niż danie im posmakować ich własnego lekarstwa! — jeżeli w czymś miała jeszcze siłę, to zdecydowanie były to płuca. Jej krzyk spłoszył znajdujące się niedaleko stado małych ptaszków i mógłby, przy odrobinie dobrej woli, zbudzić pewnie samego pana Hanka. Gdyby byli na cmentarzu.
Gniewne spojrzenie skierowała ponownie na Thomasa.
— No już, żebym cię tu więcej nie widziała, gałganie jeden! — jeszcze raz zamachnęła się torebką, tym razem już wyłącznie ostrzegawczo. Po chwili jednak zupełnie zmieniła ton, złagodniały ostre rysy twarzy, gdy zwracała się raz jeszcze do Kerstin.
— Na Merlina, rzuć finite i pozbądź się tego futra, twój mąż od razu wyczuje, że coś jest nie tak... — nie, żeby sama zamierzała pomóc... — I nie płacz, nie płacz więcej, mężczyźni nie lubią, jak blondynki płaczą, robią im się takie brzydkie plamy na policzkach... Och, moja droga, tu niedaleko jest kawiarnia z łazienką, doprowadź się tam do porządku, bo to wstyd, wstyd wielki, dorosła kobieta na kolanach takiego basałyka, kto to widział!
Na pewno pani Agnes, która w nerwach zaczęła już okrążać parkę, a z każdym kolejnym słowem średnica okręgu stawała się coraz większa, do tego stopnia, że ostatnie zdanie, które mogli usłyszeć Thomas i Kerstin wybrzmiało już bardzo słabo, z drugiego końca placu, z którego starsza kobieta z torebką zeszła, nie spełniwszy swego planu.
— Upadek obyczajów!

| lusterko z/t


I show not your face but your heart's desire
Ain Eingarp
Zawód : Wielość
Wiek : nieskończoność
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
I show not your face but your heart's desire.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag
Fontanna Życia - Page 7 3baJg9W
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Fontanna Życia [odnośnik]11.03.22 16:52
Z początku była chyba zbyt rozhisteryzowana, by zwrócić uwagę na różdżkę Thomasa i szeptaną inkantację. Na tyle przyzwyczaiła się do widoku cienkich, długich kawałków drewna w rękach ludzi, że straciła czujność i przestała na nie reagować - niemądrze, choć dlaczego właściwie miałaby podejrzewać Thomasa o cokolwiek złego? Przy rodzinie dotąd też nie musiała się pilnować. Nigdy nie sądziła, że mogliby stanowić dla niej jakiekolwiek zagrożenie. Jakiekolwiek...
- O nie, co się dzieje? Thomas, rośnie mi wełna! - wykrztusiła i znów zalała się łzami, przesuwając palcami po przedramionach, wtykając dłonie pod własny fartuszek i czując, że wełna pojawia się wszędzie, nawet w miejscach, w których spodziewałaby się jej najmniej. Było jej cieplej, owszem, ale też czuła się taka brzydka i śmierdząca! - Thomas, cofnij to, proszę, boję się! - Zaszczękała zębami, z ledwością powstrzymując się przed tym, by wykrzyczeć, że pachnie teraz jak stodoła!
Roześmiała się przez łzy i raz jeszcze hałaśliwie wysmarkała nos w chusteczkę. Słuchanie o Nirze i o tym jak zapoznaje się z pozostałymi zwierzętami w domu budziło ciepłe odczucia, nadzieję i najlepsze wspomnienia z pracy przy kurkach. Starała się nie tęsknić za Nirą, wiedząc, że oddała ją w dobre ręce, ale w tej sytuacji wszystko wydawało się dwa razy smutniejsze i ostateczne. Oddychała chrapliwie i pociągała nosem, wyobrażając sobie jak zostawia ją cała rodzina i zostają jej tylko kury i Tom.
- O to co zawsze, o wojnę i o to co jest ważne w życiu - wymamrotała w odpowiedzi na pytanie ukochanego, nie wiedząc jeszcze jak wiele powinna mu zdradzić, bo chciała wszystko. Nie przekonywały jej jego zapewnienia, w końcu wcale go tam z nimi na śniadaniu nie było, ale i tak przytuliła się do niego i pozwoliła, żeby obejmował ją i opowiadał własne historie. Miał taki kojący głos... Czasami odnosiła wrażenie, że wystarczy, że zamknie oczy i przeniesie się w miejsca, które tak pięknie kreował w wyobraźni. Szkoda, że dzisiaj musiała twardo trzymać się gruntu. - Nie wątpię, że twoja rodzina cię kocha, ale wy wszyscy... wy wszyscy jesteście w podobnym wieku, młodzi - wyznała, rumieniąc się na przypomnienie tego, że jest od Thomasa starsza. - A Michael na przykład ma trzydzieści pięć lat. Skąd wiesz, że jak coś mówi, to nie mówi na serio? Ja myślę, że mówi na serio. A Just już na pewno, ona nie umie inaczej. Och, biedny Vincent - wykrztusiła nagle, odsuwając się i ocierając zalepione łzami policzki.
Właśnie miała powiedzieć, że nie, nie wie jak poznał Michaela i właściwie chętnie by posłuchała, niezależnie od tego jak zła była na najstarszego brata, ale obcy, skrzekliwy głos błyskawicznie poderwał ją do pionu. Zebrała się ze śniegu, otrzepała spódnicę i cała czerwona ze wstydu stanęła twarzą w twarz ze starszą kobietą.
- Nic się nie stało, proszę nie krzyczeć, proszę go nie bić... - próbowała się wciąć, ale jej głos był cichutki, a krzyk kobiety niósł się po placu. Och, co za wstyd, wstyd, wstyd! Tak się zatopiła we własnym żalu, że zapomniała o tym, że nie powinna tarzać się w śniegu z chłopcem, w ogóle nie powinna tarzać się w śniegu. Co o niej pomyślą w lecznicy, jak już wróci do pracy? Na pewno się wszyscy dowiedzą. - Przepraszamy. Thomas nic nie zrobił, naprawdę - Po omacku szukała jego dłoni, żeby spleść ich palce razem i mocno ścisnąć. Musieli się zachowywać. - To jest mój mąż! - palnęła głupio, bo zrobiło jej się gorąco na samą myśl o tym, że ktoś mógłby oskarżyć ją o zdradę małżeńską. I czy naprawdę wyglądała na tyle starszą od Thomasa? Łzy znowu zaczęły płynąć jej po twarzy, tym razem z zażenowania. - Już sobie idziemy. Przepraszamy, naprawdę - Ścisnęła dłoń Thomasa i pociągnęła go w stronę drogi nie wiodącej ani do domu Doe ani do lecznicy, tylko gdzieś na odległe obrzeża Doliny. - Nie powinniśmy tak... Ale i tak dziękuję - powiedziała ukochanemu, próbując wyprostować plecy, spiąć łopatki i odzyskać nad sobą kontrolę. - To wszystko mnie po prostu tak przytłacza. Jak mam pozwalać na to, żeby moja rodzona siostra i brat składali samych siebie w ofierze? Nic ich nie obchodzi poza wojną, nawet dz... nawet ja. - W ostatniej chwili zmieniła słowo, co zabrzmiało wyjątkowo piskliwie i nieszczerze.
[bylobrzydkobedzieladnie]




The bees had declared a war, the sky wasn’t big enough for them all
Kerstin Tonks
Zawód : Pielęgniarka
Wiek : 25 lat
Czystość krwi : Charłak
Stan cywilny : Panna
and sometimes,
against all odds,
against all logic,
we still hope
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Charłak
please be brave
Niemagiczni
Niemagiczni
https://www.morsmordre.net/t8101-kerstin-tonks https://www.morsmordre.net/t8192-parapetowa-skrzynka-pocztowa#235933 https://www.morsmordre.net/t8115-sister-kerstin#232161 https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t8799-skrytka-bankowa-nr-1965#261717 https://www.morsmordre.net/t8213-kerstin-tonks
Re: Fontanna Życia [odnośnik]26.04.22 13:35
Nie spodziewał się ani takiej reakcji ze strony Kerstin, ani ze strony tej obcej kobiety, która już po chwili zaczęła ich oboje osądzać i oskarżać - a może bardziej jego? Zerknął bez zrozumienia na starszą kobietą, zaraz jednak łapiąc mocniej różdżkę, żeby zdjąć zaklęcie z Kerstin - to było o wiele istotniejsze w tej chwili niż jakaś stara purchwa i jej opinie przecież! Nie pierwszy i nie ostatni raz jacyś starsi mieszkańcy na mieli pretensje do niego o samo egzystowanie.
- Nic, nic, no już, ehh... Poczekaj, jest okej Kerry - zaraz zapewnił dziewczynę. - Nic jej nie jest, już rzucam, to nie tak! Nic jej nie robię! Finite! - dodał, wykonując odpowiedni gest różdżką, aby cofnąć skutek swojego zaklęcia, jednocześnie broniąc się przed tymi oszczerstwami nieznajomej, wyraźnie chcącej wściubiać w nie swoje sprawy sąsiadki. Stara baba pewnie nie miała własnych dzieci to się czepiała teraz innych i cudzych!
Nie rozumiał jednak co prawda, dlaczego Kerstin tak zareagowała - znaczy, wiedział, że przecież sama nie miała magii, ale jej rodzeństwo ją miało, więc powinna być z nią znajoma? Tak mu się przynajmniej wydawało, chociaż poczuł się jak kompletny kretyn, widząc w jaką panikę wpadła blondynka. Przecież nie to było jego zamiarem!
Działo się tyle dookoła, do tego słowa panny Tonks, jeszcze te wszystkie oszczerstwa i zarzuty, kiedy dziewczyna wstawała z ziemi. Sam też powoli zaczął się podnosić, broniąc ręką dzielnie przed ciosami ze strony szalonej baby z Doliny Godryka, chociaż kompletnie wytrąciło go, kiedy Kerry nazwała go mężem. Spojrzał zaskoczony na nią przez moment, rozumiejąc przecież aż za dobrze, że w tej chwili kłamała - nawet jeśli sam był w stanie się jej oświadczyć jeszcze dwa tygodnie temu to kompletnie się nie spodziewał takiego obrotu spraw! Uśmiechnął się jak jeszcze większy idiota niż był, zupełnie opuszczając gardę i obrywając potężnym ciosem torebki, która widziała z pewnością swoje lepsze czasy. Zaraz się obruszył, odskakując na krok od staruszki.
- Naprawdę nic nie zrobiłem! Pani nic nie rozumie, to nie tak, że my tutaj coś robimy! - zaraz się obruszył, dość żałośnie plącząc w słowach i nie potrafiąc złapać żadnego konkretnego wyjaśnienia - ale zawsze gubił się w podobny sposób, kiedy przychodziło mu kłamać przy bliskich, a w nim samym kłębiło się mnóstwo różnych emocji. Bliskich. Wciąż nie do końca rozumiał, dlaczego, ale bardzo dobrze czuł się przy niej. Więc jedynie uśmiechnął się do niej lekko, kiedy staruszka, wciąż mimo wszystko oburzona i niepocieszona, odeszła dalej, nieco chcąc ją przeprosić za to wszystko.
Zbliżył się po chwili do niej, łapiąc ją za dłoń.
- Hej... Przepraszam... Głupio to wyszła z tą wełną i no wiesz... Ale no to skoro jesteś moją żoną - powiedział, nie mając zamiaru pozwolić umknąć temu określeniu, które tak go ucieszyło. Zaraz jednak spojrzał na dziewczynę nieco bardziej zmartwiony. - to jeszcze raz, na spokojnie, możesz..? Jaki Vincent... A co do ich obchodzenia... - zawahał się na moment, nie będąc pewnym, co miałby jej odpowiedzieć. Skąd wiedziała, że nie obchodziło ich nic poza wojną? Wyraźnie Michaela obchodziło jej bezpieczeństwo, więc to nie mogło być tak.
Pociągnął ją w kierunku fontanny, która znajdywała się nieopodal, aby mogli znaleźć ławkę, na której mogliby usiąść i porozmawiać. Zerknął znów na nią, nieco zapłakaną wciąż. Uśmiechnął się do niej delikatnie. Wciąż się czuł głupio, że ją wystraszył tak tym zaklęciem... Ale myślał, że było jej zimno, a to jeden ze sposobów, które znał na zapobieganie takim rzeczom!
- Wiesz, że to nie tak... gdyby się nie martwił o ciebie to wtedy by nie przybiegł do nas... Znaczy, no do domu, no wiesz... Nie, żeby chyba nie było lepiej, gdyby się nie pojawił, ale no pokazał, że się martwi o ciebie, prawda? - rzucił z uśmiechem, kierując się w kierunku jednej z ławek, która była pokryta śniegiem. Zaraz zabrał się do zgarnięcia go z niej.
- No i to nie tak, że dużo lat różnicy to wiesz, no... zmienia coś w tej kwestii. Rodzina to rodzina przecież, nie uważasz? - rzucił, zastanawiając się przez moment, ile właściwie lat miała Kerstin, skoro jej brat miał trzydzieści pięć? Ale szybko te myśli odgonił, skupiając się raczej na tym, co ją męczyło. - To twoja siostra, i twój brat... przecież jesteś dla nich ważna. Ale no... no wiesz, to jest wojna. A wy nie jesteście najbezpieczniejsi podczas niej... - dodał, nieco ciszej i niepewniej, nie chcąc też o takich sprawach mówić znowu w głos tutaj. Dolina była raczej bezpieczna, ale czy było to pewnym, czy raczej pozornym bezpieczeństwem?


Fontanna Życia - Page 7 EbVqBwL
Thomas Doe
Zawód : Złodziej, grajek
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Things didn't go exactly as planned
but I'm not dead so it's a win
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 12 +5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Fontanna Życia - Page 7 AGJxEk6
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9764-thomas-doe?nid=5#297075 https://www.morsmordre.net/t9998-buleczka?highlight=Bu%C5%82eczka https://www.morsmordre.net/t9805-fircyk https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9797-skrytka-bankowa-nr-2234 https://www.morsmordre.net/t9798-thomas-doe#297380
Re: Fontanna Życia [odnośnik]28.04.22 16:23
Wełna na skórze wkrótce okazała się być najmniejszym z jej problemów, kiedy do ich obrazu wcale-nie-tak-porządnej pary dołączyła się trzecia osoba w postaci słusznie oburzonej starowinki. Kerstin nie chciała nawet sobie myśleć, co mogłaby uznać, gdyby sama znalazła się na jej miejscu i zobaczyła ciemnoskórego chłopca tarzającego się po śniegu z niezamężną panną. Wstyd jej było tak, że aż czuła bijące z policzków gorąco, bo to właściwie nie musiał nawet być Tomek, by wyszło na to że są nieobyczajni. Zagrywka z mężem była ostatnią deską ratunku, a i tak czuła wyrzuty sumienia, że musiała uciekać się do kłamstwa. Teraz jak plotka pójdzie po Dolinie to już będzie musiała wziąć ślub! Nie żeby to jej przeszkadzało, bo nie, ale chyba by wolała dostać ładniejsze oświadczyny niż takie wymuszone. Jeszcze ktoś pomyśli, że wyszła za mąż, bo jest z brzuchem, a przecież to nieprawda!
- Tomek, chodź już, chodź... zostaw, nie kłóć się, musimy iść... - pociągnęła swojego niesfornego chłopca za nadgarstek, bo z tego wszystkiego zapomniała już, że zaczęła od szlochu i że to ona wpadła na Thomasa i posłała go na ziemię w swoim bolesnym zacietrzewieniu. Ten ból nie zniknął, oczywiście, że nie, ale na krótką chwilę mogła o nim zapomnieć, dopóki nie uciekną i nie zaszyją się gdzieś, gdzie nie będzie obserwować ich tyle oczu.
Rumieniec już prawie zaczynał schodzić z jej skóry w miarę jak oddalali się od głównego placu, ale wystarczyło, by jej uszu dobiegło słowo "żona", by znowu spąsowiała jak wiosenna różyczka.
- Och... o, przepraszam. Pomyślałam, że, no wiesz, że się odczepi, znaczy, tak byłoby rozsądnie, gdybyśmy byli mężem i żoną. To nie znaczy, że naciskam na ciebie albo coś, po prostu jestem już stara, a ty... znaczy, my... no już cię całowałam na przykład - plątała się jakby w co drugim słowie zapominała co chce powiedzieć, ale trudno byłoby oczekiwać, żeby się nie wstydziła, skoro to on powinien zacząć, a nie ona. Przez jakiś czas unikała jego spojrzenia, ale w końcu uśmiechnęła się dzielnie i znów splotła ich palce, teraz jednak nie idąc tak blisko, a w rozsądnej odległości. - Poza tym dalej czekam aż mnie porwiesz. Obiecałeś! - Właściwie żartowała, choć po dzisiejszym dniu wciąż robiło jej się zimno na myśl o tym, że będzie musiała wrócić do domu i znowu spojrzeć wszystkim w oczy po tym jak na nich paskudnie nakrzyczała.
Usiedli przy fontannie i jej chwilowy frywolny nastrój szybko przygasł, bo na nowo przytłoczył ją ciężar rodzinnej tragedii.
- Vincent to po prostu chłopak Justine. Nie będę mówić co za Vincent, dobrze? - Tak było lepiej, przez wzgląd na bezpieczeństwo wszystkich nie chciała obarczać Thomasa taką wiedzą. Z lekko drżącymi kolana słuchała jak jej kochany chłopiec staje w obronie jej rodzeństwa, choć przecież do tej pory nie doznał z ich ręki niczego dobrego. - Ja tak uważam, ale czy oni uważają... - wymamrotała smętnie, wciąż pełna wątpliwości. No ale nie było go tam, to skąd mógłby wiedzieć jak to było. - Chciałabym myśleć, że masz rację. Że by wybrali rodzinę nawet wtedy, gdyby to było niewygodne ze względu na tę całą wojnę. I to nie tak, że ja jestem zła, że oni walczą dla nas, jestem z nich tak bardzo dumna, ale też tak bardzo się boję, że nie wiem co mam zrobić - W oczach znowu narosły jej łzy, maleńkie kropelki nie większe od rosy, ale powstrzymała je odchyleniem głowy i westchnieniem zanim zdążyłyby spłynąć na policzki. - Czasem żałuję, że nie urodziliśmy się w Stanach Zjednoczonych, wiesz? Tam od tylu lat nic się nie dzieje, a tutaj cały czas jest źle. Powiedz mi Thomas, dlaczego niektórzy ludzi są tacy źli? - Tym razem rozejrzała się uważnie zanim ostrożnie oparła głowę na jego ramieniu. Równie dobrze mogliby być teraz siostrą i bratem, no chyba, że... - Pocałujesz mnie, Tomek? - No chyba że ją pocieszy tak jak chciała być pocieszona.




The bees had declared a war, the sky wasn’t big enough for them all
Kerstin Tonks
Zawód : Pielęgniarka
Wiek : 25 lat
Czystość krwi : Charłak
Stan cywilny : Panna
and sometimes,
against all odds,
against all logic,
we still hope
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Charłak
please be brave
Niemagiczni
Niemagiczni
https://www.morsmordre.net/t8101-kerstin-tonks https://www.morsmordre.net/t8192-parapetowa-skrzynka-pocztowa#235933 https://www.morsmordre.net/t8115-sister-kerstin#232161 https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t8799-skrytka-bankowa-nr-1965#261717 https://www.morsmordre.net/t8213-kerstin-tonks
Re: Fontanna Życia [odnośnik]13.06.22 23:48
Oczywiście, że był w gotowy do wykłócania się, tym bardziej z jakąś starą prukwą! Chociaż wolałby uniknąć zwracania na siebie uwagi... to jednak nie znaczyło tak do końca, że nie chciał dać jej do pomyślenia i przemyślenia! Tak, żeby jej było głupio, że ich wzięła za... za...
Właściwie za kogo? No nie byli w końcu jeszcze małżeństwem. Może rzeczywiście wyglądali niekoniecznie właściwie... Ale nawet jeśli to to było tylko i wyłącznie ich sprawą, a nie jej! Choć zaraz zamiast na tej nieprzyjemnej starszej czarownicy (chyba czarownicy? Na pewno musiała być wiedźmą taką jak z niektórych bajek dla dzieci mugolskich!) skupił się na słowach Kerstin. Chciał się jej zapytać, co dokładnie miała na myśli mówiąc o byciu starszą, kiedy tylko wspomniała o całowaniu. No tak... nie dało się tego ukryć...
- Porwę! Ale to musi być z niespodziewania, a nie jak się będziesz tego spodziewać - stwierdził zaraz pewny swoich słów. Cóż, niekoniecznie był pewny co do całego porywania - poza porywaniem na randki. Bo czy byłaby taka potrzeba? Porywało się tylko jak trzeba było i do końca nigdy sobie nie wyobrażał kogoś porwać rzeczywiście wbrew cudzej woli... Chociaż właśnie, czy można było nazwać porwaniem jeśli Kerstin sama chciała? Uśmiechnął się jednak do niej zaraz wesoło. - Nie przeszkadza mi to, że tak powiedziałaś. O byciu mężem i żoną - zapewnił. W końcu sam jeszcze kilka tygodni wcześniej był gotowy się oświadczać - chociaż może rzeczywiście samo miejsce nie było właściwe do tego, ani czas, ale... nie była to jego winą, że pierw działał, a dopiero później myślał o tym, co miało miejsce, prawda?
Działał w pierwszej kolejności, a często dzięki swojemu szczęściu lądował na czterech łapach niczym Dynia.
- Chłopak? Oh... no jasne - rzucił, kiwając lekko głową. Cóż, tak naprawdę to to było całą informacją, której potrzebował, kim tak właściwie był ten Vincent, i dlaczego był istotny w kwestii Tonksów. - A nie zrobili tego już? - zapytał, nie bardzo rozumiejąc. - W sensie... no rodziny? - dodał zaraz po chwili. Bo dla jakiego innego powodu by zostawali tutaj, gdzie nie było przecież tak do końca bezpiecznie poza tym, że chcieli, żeby ich rodzina była bezpieczna? Sami byli narażeni, przecież widział te wszystkie plakaty. Mogliby uciekać...
On by uciekał. Łatwiej było uciekać... Ale chciałby zabrać rodzinę. Tylko czy to było możliwe? Dwa i pół roku temu próbował uciekać z rodziną - i to nie wyszło. Pokłócili się wtedy z Jamesem...
- A musisz coś zrobić? - zapytał, wciąż nie do końca rozumiejąc całego powodu kłótni. - Jeśli walczą... to dlatego, że wybrali rodzinę chyba, nie? Chcą, żebyś była bezpieczna... - dodał, pamiętając zachowanie Michaela. Powstrzymał zimny dreszcz, który to wspomnienie wywołało. Nie, że się bał brata Kerstin - ale stanowczo tamto wspomnienie nie było przyjemnym. - W Stanach? - zapytał, zerkając na nią. Oczywiście słyszał o tym, że coś takiego istnieje - ale niewiele więcej się orientował. Było to gdzieś daleko? Może tak samo jak Szwecja i Genewa? Był tam inny klimat? Była to wyspa, a może była gdzieś na starym kontynencie? Jeszcze dalej? Nie potrafił tego sobie zwizualizować, zastanawiając się nad tym, wbijając wzrok w ziemię.
Gdzie były Stany Zjednoczone? Pamiętał jakieś kształty i wyspy, w końcu widział czasem globus i mapy, chociaż zawsze uznawał, że mapy były bardziej realne od globusów. Kto uznawał za dobry pomysł, żeby mapę na globus nałożyć?
- Nie można po prostu polecieć na miotle do Stanów? - rzucił, zastanawiając się nad tym czy nie byłyby bezpieczniejsze od chociażby Anglii. - No tak jak do Irlandii... no wiesz... - dodał, pochłonięty nieco za bardzo w myślach i próbach przypomnienia sobie niewielu informacji, które posiadał na temat Stanów i jak rozwiązać kwestię kłócących się Tonksów. Głównym problemem było, że nie wiedział o co dokładnie się kłócili - chociaż na jego kłótnie z rodzeństwem zazwyczaj pomagało przytulenie... A na pewno on to stosował podczas kłótni z Jamesem i Sheilą. No, jeszcze szarpanina z Jimmym, ale szarpanie się rzadko kiedy cokolwiek rozwiązywało.
Przytulił ją do siebie spokojnie, zaraz jednak spoglądając zaskoczonym na nią jej słowami, które nie do końca do niego dotarły. Wciąż był jeszcze pogrążony w myślach, co Stany miały do wojny i dlaczego tak było spokojniej. W końcu jeśli była wojna to była wszędzie? Chociaż rzeczywiście zdawało się, że w Szkocji ta wojna nie była aż tak dotkliwa jeśli w ogóle.
Uśmiechnął się do niej zaraz wesoło, nachylając i całując ją krótko w czoło.
- Jesteś cała zapłakana wciąż... Chcesz odpocząć trochę? Może chcesz iść do nas do domu w ciepłym posiedzieć? - zaproponował.


Fontanna Życia - Page 7 EbVqBwL
Thomas Doe
Zawód : Złodziej, grajek
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Things didn't go exactly as planned
but I'm not dead so it's a win
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 12 +5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Fontanna Życia - Page 7 AGJxEk6
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9764-thomas-doe?nid=5#297075 https://www.morsmordre.net/t9998-buleczka?highlight=Bu%C5%82eczka https://www.morsmordre.net/t9805-fircyk https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9797-skrytka-bankowa-nr-2234 https://www.morsmordre.net/t9798-thomas-doe#297380
Re: Fontanna Życia [odnośnik]14.06.22 17:47
Thomas nie był od niej dużo młodszy (tak przynajmniej lubiła myśleć), ale w niektórych momentach tak bardzo rozczulał ją swoimi niewinnymi humorkami, prostotą i zupełną szczerością wylewającą się z ust, z oczu, z dłoni, że wiele ją kosztowało nie wybuchnąć śmiechem, który mógłby zostać opatrznie zrozumiany. Kochała swojego Tomka, wiedziała, że jego towarzystwo, jakkolwiek przypadkowe w tym konkretnym miejscu, poprawi jej humor, nawet jeśli nie będą mieli okazji przytulać się przy ogniu tylko w śniegu. Narobili sobie niezłej kabały, owszem, ale im dalej odchodzili od fontanny, tym bardziej zwalniało rozpędzone serce Kerstin, a strapione zażenowaniem myśli plątały się w sieci śmiechu i histerii.
Dziwną istotą jest zakochana dziewczyna - czy nie tak mówiła mama?
- Obiecuję nie spodziewać się w najbardziej dogodnym momencie - poprzysięgła z dłonią na piersi, lekko łącząc ich palce w rozsądnej, niegorszącej odległości. - Cieszę się też, że ci to... nie przeszkadza. - Spąsowiała jak różyczka i przez chwilę zamiast na Tomka czy drogę patrzyła się w górę, podziwiając może stalowe chmury na chłodnym, zimowym niebie. Wnętrze jej dłoni trochę się spociło, ale starała się tym nie przejmować, by nie zestresować się jeszcze bardziej. - Czy to znaczy, że czasem o tym myślałeś? Czy jeszcze nie jesteś gotowy na ponowne małżeństwo? Nie że od razu ze mną! Ale... no, w ogóle - Przygryzła wargę i zmarszczyła brwi, niezadowolona z tego w jaki sposób wyraziła tę myśl. Nie chciała sugerować Tomkowi, że nie chce być jego żoną ani że powinien szukać innej żony: na Boga, nie! - To nie znaczy, że bym się nie zgodziła, rzecz jasna. Nie wiem, czy bym się zgodziła. Lubię myśleć, że tak. I chyba tak by było - mówiła coraz ciszej, wykopując kamyk z drogi na pobocze, gdzie potoczył się w dół trawiastego rowu.
Tak była zagubiona we własnych myślach, nadziejach i smutkach, że nie od razu zrozumiała łagodne pytania Thomasa. Popatrzyła na niego i przez chwilę tak milczała, dopóki nie otrząsnęła się jakby ze złego wspomnienia.
- Nie w pełni - Łzy już nie płynęły, nie było na nie miejsca, wciąż jednak gryzły ją słowa rodziny, w podobnym stopniu jak jej własne sumienie. - Justine sama powiedziała, że gdyby musiała wybierać między rodziną a sprawą to wybrałaby sprawę. Podobno to przysięgała. Oni przysięgali. - Musiała milknąć od czasu do czasu, tak ściskało ją w gardle, ale ciągnęła dzielnie, bo raz otwartej sprawy nie można było od tak zamknąć. - Wiem, że chcą, żebym była bezpieczna, ale ja też chcę, żeby oni byli bezpieczni! - Szybko skuliła ramiona i rozejrzała się, gdy zdała sobie sprawę, że podniosła głos. - Zwłaszcza, że Justine nie może myśleć teraz tylko o sobie. Już dłużej nie. Wszystko się zmieniło. - Słowa wylatywały z jej ust z prędkością rozpędzonych pszczół i były tak samo rozedrgane. Nie znajdowała żadnego wytłumaczenia dla zdradzania woli siostry, ale wciąż była rozżalona, świeża rana nie pokryła się nawet zalążkiem strupa i wiedziała, że jeśli nie położy głowy na czyimś ramieniu to eksploduje.
Ciekawość Tomka nieco uniosła kąciki ust spochmurniałej Kerry, szybko jednak dała kres jego śmiałym planom, bo wiedziała, że nie wybaczyłaby sobie, gdyby pozwoliła wyprawić chłopaka przez Atlantyk na miotle. Równie dobrze mógłby go przepłynąć!
- Nie, nie, zdecydowanie nigdzie nie lecimy. To za daleko. Musielibyśmy popłynąć statkiem, a nas nie stać. Poza tym, nie możemy zostawić swoich rodzin, to się nie godzi. - Westchnęła i przechyliła głowę w stronę chłopaka, jakby bardzo chciała oprzeć się o niego, ale nie mogła tego zrobić w miejscu, w którym byli. W końcu jednak przemogła wstyd i wspomnienie starszej kobiety i przytuliła się do niego, a on bez wahania otoczył ją lekko ramionami w sposób, który koił każde nerwy. Uśmiechnęła się szczerzej, gdy pocałował ją w czoło. Ten właśnie chłopięcy zapach pocieszał ją wieczorami, gdy czuła go jeszcze na swoich fartuszkach. - Możemy iść, to wspaniały pomysł - powiedziała troszkę sennie, gdy zaproponował odwiedzenie ich domu. Nie obawiała się, że rodzina znów za nią podąży. Poszła przecież do lecznicy, a jeśli nawet... nie, nie będzie jeśli nawet. Zostanie tylko na krótką chwilkę i wróci przed zmrokiem. - Musimy się ogrzać i odpocząć, to był szaleńczy ranek. Przy tobie mi będzie bezpiecznie - stwierdziła bez nawet chwili wahania, z dziewiczą ufnością.




The bees had declared a war, the sky wasn’t big enough for them all
Kerstin Tonks
Zawód : Pielęgniarka
Wiek : 25 lat
Czystość krwi : Charłak
Stan cywilny : Panna
and sometimes,
against all odds,
against all logic,
we still hope
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Charłak
please be brave
Niemagiczni
Niemagiczni
https://www.morsmordre.net/t8101-kerstin-tonks https://www.morsmordre.net/t8192-parapetowa-skrzynka-pocztowa#235933 https://www.morsmordre.net/t8115-sister-kerstin#232161 https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t8799-skrytka-bankowa-nr-1965#261717 https://www.morsmordre.net/t8213-kerstin-tonks
Re: Fontanna Życia [odnośnik]28.06.22 23:09
On za to z uśmiechem pokiwał głową, nie uciekając od niej wzrokiem. Nie musiał się przecież wstydzić patrzenia na jej buzię, prawda? Zapamiętując jej rysy, to jak się rumieniła na mrozie. Czasem zima była dobra, w kwestii tego całego zimna, chociaż stanowczo wolał cieplejsze miesiące, kiedy świeciło słońce - nawet jeśli tych upalnych dni nigdy nie było wiele w Anglii. Czasem się zastanawiał czy gdzieś na kontynencie było inaczej - podobno były te kraje, a nawet i wyspy, w których cała pogoda, ale i roślinność wyglądała zupełnie inaczej!
- Nie musisz się nie spodziewać, bo sam wybiorę taki moment, żeby był dogodny nawet jeśli będziesz się spodziewać mniej lub bardziej to wciąż będzie to niespodzianka! Znaczy, ten moment... Chociaż trudno, żeby to była niespodzianka jeśli już się spodziewasz - stwierdził zastanawiając się nad tym, ale tylko przez moment, bo zaraz padło innego pytanie.
Czy myślał o tym? Nawet na Fleet Street, kiedy pierwszy raz po latach widział Jamesa. Rozmawiali o tym, chociaż niekoniecznie wprost - bo to nie tak, że nie myślał czy nie chciał, ale jednak coś go wtedy blokowało. Czy blokowało go to przy Kerstin? Nie, nie tak jak te kilka miesięcy temu.
Uśmiechnął się wesoło.
- Trochę się już zgodziłaś - przypomniał, nawet jeśli początkiem miesiąca w domu Bathildy szybko zmieniła zdanie. - Ale... chyba nie myślałem o tym - skłamał zaraz. Po co się zagłębiać w podobne sprawy, kiedy tym bardziej poczuł ten dziwny ciężar w klatce piersiowej, jakby lęk - ale przed czym dokładnie? Przed przyszłością? Przed przeszłością? Przed tym, że wszystko go dogoni w końcu? Że coś złego mogłoby się stać? A może dlatego, że coś złego znów się wydarzy? - Nie dlatego, że bym nie chciał. Po prostu nie było okazji, tak myślę... - dodał zaraz, kiwając lekko głową jakby chcąc potwierdzić swoje własne słowa.
Wciąż jednak te wszystkie zażyłości między Tonksami wyglądały dla niego zupełnie niezrozumiale. Jacyś Vincenci i ci podobni. Nie wiedział nic o przysięgach i im podobnych.
Podrapał się lekko po karku wolną dłonią. Nie był pewny co myśleć na ten temat. Poświęcić się dla rodziny? To nie wydawało mu się niczym dziwnym, sam pewni mogąc wybierać nawet w styczniu w tower czy James i Marcel mogliby wyjść nieruszeni, gdyby tylko jego tam zatrzymali, zrobiłby to. Ale nie był w stanie zrobić wtedy nic, przecież wiedział. A i tak bolało go to równie mocno. Nigdy nie był w stanie zrobić czegokolwiek i to ciążyło mu najmocniej - choćby chciał, nie potrafił.
Ale nie znał przecież ani Michaela, ani Justine, ani tego Vincenta, ani Gabriela. Nie w taki sposób jak rozmawiał z Kerstin. Nie mógł wiedzieć czym się kierowali ani co myśleli...
- To nie to samo? - zapytał, zerkając na nią niepewnie. - W sensie... to chyba nie tak, że rzuciliby cię garborogom czy aetonanom... czy aetonany jedzą ludzi? - zawahał się przez moment. Zaraz jednak pokręcił głową. Cóż, nie był co prawda pewny również czy garborogi jadły ludzi, ale widział w podręczniku ich rysunki - wyglądały jak stworzenia, które mogłyby człowieka zjeść. - No wiesz... to... to nie tak, że jesteś bezpieczna tutaj w Anglii. No wystarczy fakt, że nie masz różdżki Czy wybierając sprawę nie wybiera twojego bezpieczeństwa? - dopytał, nie mając pojęcia nawet czym było w tym znaczeniu wybieranie między rodziną a sprawą.
Spojrzał na nią znów zaskoczony, kiedy tak się skuliła. Wyciągnął ramię, przygarniając ją lekko do siebie. Uśmiechnął się znów wesoło, jakby chcąc ją pocieszyć.
Co miało myślenie Justine o sobie względem tego, że wybierała sprawę ponad rodzinę i tę całą wojnę? - Wszystko się zmienia... Kerry, jest wojna... - rzucił, nie będąc pewnym czy powinien informować ją o tak oczywistym fakcie jak ten, że od blisko dwóch lat trwała w Anglii wojna. Chociaż czy on jej doświadczył tak jak inni? Nie będąc w kraju przez jej znaczną część?
Poczuł ścisk żołądka na wspomnienie trupów, na egzekucje w tower...
- Oh... nie? No cóż... - rzucił, nieco zawiedziony, że miotła nie była odpowiednim środkiem transportu, aby dostać się do stanów. - Jamesowi pewnie by się spodobały stany - stwierdził, wzruszając ramionami lekko. Uśmiechnął się rześko. - Zawsze można chyba pracę znaleźć na statku, nie? W porcie dużo takiej pracy jest... no i jak się ładnie uśmiechnie to może by zabrali ze sobą? - rzucił jakby fakt braku grosza przy duszy zupełnie go nie zrażał ani powstrzymywał przed czymkolwiek. Przecież i tak niczego nie miał, co mogłoby się wydarzyć w najgorszym scenariuszu?
Uśmiechnął się wesoło, wstając kiedy Kerry zgodziła się na odwiedziny w domu. Może tym razem będzie nieco... spokojniej?
- No oczywiście, że będzie. Umiem w końcu czarować, nie? - rzucił, wiedząc doskonale, że nie był mimo wszystko najlepszym czarodziejem pod słońcem. Ale ona przecież o tym nie wiedziała.


Fontanna Życia - Page 7 EbVqBwL
Thomas Doe
Zawód : Złodziej, grajek
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Things didn't go exactly as planned
but I'm not dead so it's a win
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 12 +5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Fontanna Życia - Page 7 AGJxEk6
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9764-thomas-doe?nid=5#297075 https://www.morsmordre.net/t9998-buleczka?highlight=Bu%C5%82eczka https://www.morsmordre.net/t9805-fircyk https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9797-skrytka-bankowa-nr-2234 https://www.morsmordre.net/t9798-thomas-doe#297380
Re: Fontanna Życia [odnośnik]30.06.22 16:51
Całe szczęście, że w swoim niewinnym zawstydzeniu tak często rozglądała się na boki i na wytarte czubki własnych botków ze sztucznej skóry, bo gdyby zdała sobie sprawę z ciekawości i zachwytu, z jakimi wpatrywał się w nią chłopiec, pewnie zupełnie pogubiłaby myśli i nie wydusiła z siebie ani słowa więcej. Nie była próżnym dziewczęciem, nie miała też żadnego poważnego doświadczenia w romansowaniu, toteż nie wydawało jej się, żeby zasługiwała na taką uwagę. Chciała się podobać, oczywiście, że chciała! Ale jak każda porządna panna miała w sobie dwa wilki i jeden z nich się rumienił a drugi chował za wyuczoną skromnością.
- W takim razie musisz wymyślić dobrą zasadzkę, żebym naprawdę się nie spodziewała. Nie będę ci podsuwać pomysłów, bo wtedy wpadniemy w paradoks - powiedziała dość poważnie, chociaż na język cisnęło jej się wiele takich momentów, w których znalazłaby jeszcze chwilę, żeby się spakować do drogi, bo taka była bardziej praktyczna niż spontaniczna, nawet jeśli myśl o prawdziwym cygańskim porwaniu napełniała ją zupełnie grzeszną ekscytacją, zewem przygody, o jakiej dotąd mogłaby co najwyżej marzyć. - Masz rację, zgodziłam się, bo też myślę, że bym chciała, ale nie było okazji niczego planować - wymamrotała, wściekle różowa, kiedy przypomniał jej o tym niefortunnym wylewie uczuć, które zaraz musiała, z rozsądku, wycofać.
Żeby wzięli ślub, musieliby go najpierw naprawdę zaplanować! A taka wielka kłótnia jak wtedy, kiedy ani jej rodzina ani rodzina Thomasa nawet nie mieli okazji dowiedzieć się o sobie nawzajem to był najgorszy możliwy moment na planowanie wspólnego życia i Kerstin o tym wiedziała, nawet jeśli serce wzywało ją do czegoś innego. Zakładanie rodziny nie było lekką sprawą i nie można było jej taką czynić.
Nawet w największej radości trzeba było zachować odpowiedzialność.
Jakże by chciała, by pamiętała o tym także Justine, zanim zaszła w ciążę w środku krwawych walk, bez męża, bez swojego własnego domu, w którym by gospodarowała... choć Kerstin była więcej niż gotowa pełnić dla niej tę rolę, nie wiedziała co myśleć o decyzjach podejmowanych przez siostrę, zwłaszcza teraz, gdy dziecko okazało się dla niej tak niechcianą niespodzianką. Na samą myśl znów wilgotniały jej oczy, więc machnęła dłonią sama do siebie, jakby odgarniała muchę.
Co zrobić? Nie mogła jej przecież mówić co ma zdecydować. W tym jednym siostra miała rację.
Zaśmiała się dławiąco i wilgotno, gdy Tomek swoim tomkowym zwyczajem próbował pocieszyć ją zagadywaniem. Doceniała to bardziej niż mógłby sobie wyobrażać, dlatego mocniej ścisnęła jego dłoń, bo nie potrafiła wyrazić inaczej tej skomplikowanej wdzięczności.
- Ty wiesz, że ja nawet nie wiem co to jest aetonan... i nie wiem, czy by mnie rzuciła, raczej nie. Myślę, że nie - dodała ciszej, bo nawet żartowanie tego typu nie byłoby w porządku wobec Justine. Była dobrą siostrą i dobrą osobą, po prostu bardzo skrzywdzoną i trochę durną. - Wiem, że robi to też dla mnie. Tylko okropnie mnie to boli, że to musi być ona. Teraz, kiedy... - urwała, pokręciła głową, a potem westchnęła. Nie, nie mogła tego powiedzieć. Nie będzie taka, choćby nie wiem jak chciała odegrać się za każde bolesne słowo, które dziś w domu padło. - To był jej wybór. Ale nie może mówić, że nic mi do tego, bo mi do tego wszystko. Co ty robisz, Tomek, kiedy twój brat podejmuje bardzo głupią decyzję, której ty byś nigdy mu nie pozwolił podjąć, gdybyś miał na niego wpływ? - Spojrzała na niego wielkimi oczami, ciekawa. I trochę zrezygnowana.
Uśmiechnęła się cieplej, kiedy ruszyli w kierunku domu rodziny Doe, zmieniając temat na wyprawy, podróże i odległe kontynenty, których Kerstin nigdy nie odwiedziła i nie była pewna, czy jeszcze kiedykolwiek przyjdzie jej odwiedzić.
- Może potrzebowaliby też pielęgniarki - dołączyła do jego niewinnych rozważań, nawet jeśli były mało realne, bo same obrazki były przyjemne i jakoś tak bajkowo optymistyczne. - Moglibyśmy pływać na statku od portu do portu i zwiedzić tak obie Ameryki. I może nawet Afrykę...
Parsknęła śmiechem, gdy wspomniał magię. Och tak, o tym nie mogłaby zapomnieć.
Mimo woli zaczęła zastanawiać się - jak sprawdziłaby się w roli matki wychowującej małych czarodziejów?

/zt fluffy




The bees had declared a war, the sky wasn’t big enough for them all
Kerstin Tonks
Zawód : Pielęgniarka
Wiek : 25 lat
Czystość krwi : Charłak
Stan cywilny : Panna
and sometimes,
against all odds,
against all logic,
we still hope
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Charłak
please be brave
Niemagiczni
Niemagiczni
https://www.morsmordre.net/t8101-kerstin-tonks https://www.morsmordre.net/t8192-parapetowa-skrzynka-pocztowa#235933 https://www.morsmordre.net/t8115-sister-kerstin#232161 https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t8799-skrytka-bankowa-nr-1965#261717 https://www.morsmordre.net/t8213-kerstin-tonks

Strona 7 z 8 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next

Fontanna Życia
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach