Wydarzenia


Ekipa forum
"Pod ziemią"
AutorWiadomość
"Pod ziemią" [odnośnik]17.07.17 1:51
First topic message reminder :

"Pod ziemią"

★★
Niegdyś miejsce to stanowiło podziemny łącznik pomiędzy Pokątną a mugolską częścią Londynu. Aktualnie przejście zostało zaadoptowane na sprzyjające prywatności miejsce spotkań czarodziejów. Na pierwszy rzut oka zwyczajowe "Pod ziemią" przypomina karczmę — znajduje się tu wąski bar z niewielkim zapleczem usytuowany w jednej z wnęk, a wzdłuż ścian ustawione zostały stoły, przy których można napić się ognistej whisky, a także zjeść niezbyt wymagającą strawę. W tunelu znajduje się wiele świec stanowiących jedyne źródło światła, a z sufitu zwisają otwarte klatki, w których częściej śpią nietoperze niż sowy. Miejsce to nie jest tłumnie odwiedzane, ale zawsze można tu spotkać czarodziejów lubujących się w rozmaitych zakładach i kościanych grach.
Możliwość gry w kościanego pokera.
[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 25.03.22 19:23, w całości zmieniany 1 raz
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
"Pod ziemią" - Page 7 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: "Pod ziemią" [odnośnik]17.11.20 18:46
Brew panny Frey powędrowała ku górze.
- Oni może i tak… Ja nie lubię się dzielić. - Odpowiedziała z figlarnym błyskiem w czarnym spojrzeniu. Nie dla niej były dzikie orgie w wielkim gronie, wolała mieć drugą osobę na własność; do jej dyspozycji i na jej każde skinienie.
Ems na chwilę zacisnęła usta w cienką linię, po czym uniosła drinka do ust, aby upić z niego kilka łyków. Nie do końca podobało jej się to, co działo się w Londynie. Gorąca atmosfera nie sprzyjała występom, a to skutecznie umniejszało zasoby jej skrytki. I bez tego było jej ciężko związać koniec z końcem.
- Rzadko wychodzisz, co? Po zmroku i na Pokątnej może być niebezpiecznie. Czasy kiedy można było tam chodzić na spacerki chwilowo minęły… - Mruknęła, wzruszając chudym ramieniem.  Odrobinę dziwił ją brak jego zorientowania w sytuacji. Do tej pory była niemal pewna, że szlachecka sfera doskonal wie o tym, co dzieje się w mieście. Nie był to jednak temat, który chciałaby kontynuować, uważając temat sztuk wszelakich za o wiele ciekawszy oraz z pewnością bliższy jej sercu. Jedynie sztuka i kochana pani Pinkstone trzymały ją przy życiu podczas najgorszych miesięcy jej życia. I Emma nie wyobrażała sobie bez nich życia.
- Obawiam się, że ten dworek musiałbyś mi kupić. - Zaczęła, z wyraźnym rozbawieniem w głosie. Ledwo opłacała niewielkie, dwupokojowe mieszkanie. Była niemal pewna, że nigdy nie byłoby ją stać na zakupienie całego dworku. - Architektura? Czemu akurat to a nie, nie wiem, malarstwo? - Spytała, uważnie wodząc ciemnym spojrzeniem bo buzi chłopaczka. ten kierunek zdawał się jej nie pasować do szlacheckiej braci, zbyt nowoczesny w swojej postaci. - Powiedz gdzie i kiedy, a może się zjawię. - Odpowiedziała, puszczając chłopakowi perskie oko, po czym uniosła drinka do ust, by wlać w siebie resztkę zawartości szklanki. Z pewnością zjawiłaby się, gdyby ten zaproponował jej lekcje jeździectwa, co do tego nie było dwóch zdań. Taka okazja nie zdarza się często, a do tej pory nikt nie zaproponował jej podobnej rozrywki.
Niewinny uśmiech powędrował w kierunku chłopaka. Och, doskonale wiedziała, że nie jeden potrafił się do niej ślinić, zwłaszcza jeśli chodzi o śliczną otoczkę zgrabnego ciała, w którym czaił się jeden, wszechobecny chaos.
- Och, czyżbyś jednak chciał znaleźć mi przystojnego lorda? - Spytała, z zaciekawieniem unosząc brew ku górze, z błyskiem w czarnym spojrzeniu nawiązując do ich wcześniejszej rozmowy. - Nie, nie do końca rodzinne. W moim wypadku to druga strona rodziny zawsze była odrobinę bardziej artystyczna. - Odpowiedziała, na chwilę uciekając spojrzeniem. Alkohol rozluźniał, lecz nie tak bardzo, aby poruszać tematy związane z jej ojcem w bardziej szczegółowej formie.
Dźwięczny śmiech uleciał z jej piersi. Nie odpowiedziała jednak na pytanie dotyczące dziewic, jedynie ponownie układając dłoń na jego kolanie. Niech się domyśla. Ruszy odrobinę głową. Kto wie, może powie jej coś ciekawego?
Widać było, że alkohol coraz mocniej mieszał w jego organizmie.
- Lubię nieoczywistości w oczywistościach, to co pozornie mogłoby uciec uwadze… Odwiedź mnie. Jak mnie ładnie poprosisz może pokażę Ci moje zdjęcia. - Wysunęła dość śmiałą propozycję. Ems wierzyła, że sztukę najlepiej ocenia się własnym okiem, bez dodatkowych opisów bądź nakierować na skryte między nimi znaczenie.
Panna Frey uniosła szklankę do ust, upijając kolejny łyk alkoholu po czym przesunęła się w kierunku mężczyzny. I druga jej dłoń wylądowała na jego kolanie, a ciemnowłose dziewczę zmniejszyło dzielącą ich odległość, zatrzymując się jedynie kilka centymetrów od jego twarzy.
- Do czego Cię inspiruję? - Spytała, zaczepnie wbijając paznokcie w jego uda, jednocześnie przejeżdżając językiem po swoich wargach, niezmiernie zainteresowana jego odpowiedzią.



I put a spell on you
Emma Frey
Zawód : Artystka
Wiek : 23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
But darlin the truth is
In darkness I’m ruthless
I wanna scream your name
Again and again
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8908-emma-frey#265948 https://www.morsmordre.net/t8913-dali#266331 https://www.morsmordre.net/t8912-emma-frey#266330 https://www.morsmordre.net/f308-mayfair-avenue-69 https://www.morsmordre.net/t8915-skrytka-bankowa-nr-2099#266340 https://www.morsmordre.net/t8914-emma-frey#266336
Re: "Pod ziemią" [odnośnik]22.11.20 2:52
— Rzadko. Nie sądziłem, że jest tak źle. — opowiedział zgodnie z prawdą, bo chociaż w rodowej rezydencji dużo mówiło się o sytuacji w Londynie, to on sobie tego w ten sposób nie wyobrażał. Owszem, wiedział że życie osób pokroju Emmy może być ciężkie, ale żeby aż tak, by - bez obawy o własne życie - nie móc przejść nawet przez głupią Pokątną? Nie mieściło mu się to w głowie i dziękować Merlinowi, że alkohol rzeczywiście zaczął mieszać w organizmie, bo inaczej spędziłby nad tym trochę więcej czasu. A tak uznał, że lepiej poświęcić go w całości Emmie Warbeck.
— Kupię. To znaczy kupię, ale! — przerwał, bo mowa była jakby mniej wyraźna. — Kupię, ale musisz obiecać, że się zjawisz. Nie ma żadnego może. dodał i kiwnął głową jakby przekonywał samego siebie, ale były to - co zapewne dziewczyna rozumiała bardziej niż Hector - puste słowa, bo takie sprawy musiałby załatwić jego ojciec. Wiadomo jednak, że lord nie postawiłby dworku pierwszej lepszej dziewczynie, którą nieodpowiedzialny syn przyprowadził z Pokątnej. No, chyba że opowiedzieliby emocjonującą historię o tym jak Emma odparła atak czterech zbirów i pomogła Hectorowi wrócić do rezydencji: wtedy pewnie by się zastanowił. — Jeśli chodzi o architekturę, to sam nie wiem. Na początku tylko podziwiałem perełki, później próbowałem pewne projekty tworzyć i chociaż nie są idealne, to mam nadzieję, że niedługo uda mi się przenieść makiety na większą skalę. Mam wrażenie, że moje - właściwie nie tylko moje - obiekty mają ducha. Wartościowe dzieło zachwyca nawet w stanie ruiny, a to wszystko dzięki temu duchowi. No i takie dzieła zawsze można doskonalić. Obrazu raczej nie zmieniasz. Poza tym zniszczony obraz znika na zawsze. — stwierdził. — I nigdy nie potrafiłem malować. Zazwyczaj to inni malują mnie, więc jeśli będziesz w stanie w pełni oddać mój majestat, możemy się umówić. Przy okazji może zgodzisz zabrać się na przejażdżkę. — mrugnął. Nabrał pewnej odwagi i chociaż nawet w połowie nie dorównywał nią odwadze Emmy, to trochę go to zaskoczyło.
Na następne pytanie roześmiał się cicho, choć na pewno głośniej i pewniej niż przed wypiciem rumu. Rumu. Zszedł wzrokiem do napełnionej szklanki i tym razem opróżnił ją w całości. Nie miał czasu przemyśleć lekko nieodpowiedzialnej decyzji, bo Emma powędrowała dłonią do jego... kolana! Rozchylił delikatnie wargi, wbił wzrok w jej dłoń, a potem wrócił nim do ciemnych oczu Emmy. I co miał powiedzieć? Znowu nim się bawiła!
— Właściwie to już tego lorda znalazłem. Wysoki, szczupły, bogaty, przystojny... postawi ci dworek. Lepszej partii nie znajdziesz.  — powiedział po chwili ciszy, już dość ogłupiały, ale usilnie starający się zachować zdrowe myślenie. Niestety, zdążył już zauważyć, że umykało gdzieś z przyjmowanymi procentami i - co dość oczywiste - z jej śmiechem, w jakiś dziwny sposób hipnotyzującym i ogłupiającym! Podobne właściwości miało te ciemne spojrzenie, Emma sama w sobie! Nie dość, że na swój specyficzny sposób urocza to jeszcze pełna niespodzianek!
Na propozycję dziewczyny zareagował uśmiechem.
— Chętnie je obejrzę, choćby zaraz. — odparł, celowo unikając słowa "proszę", bo nawet wypowiedziane w żartach, pod wpływem alkoholu, nie było mu na rękę. Bo przecież jej słowa odebrał trochę zbyt dosłownie. Gdyby nie wypił tego rumu to prawdopodobnie zostałby w barze, ale w tym wypadku wszystko podpowiadało mu, że powinien się zgodzić! Bo co złego mogło go tam spotkać? Kompletnie zaufał Emmie i bardzo chciał poznać ją nieco... lepiej. A jak inaczej jeśli nie przez podziwianie jej dzieł? A przez głowę mu przemknęło, że tą sztuką mogła być sama Emma. Bo była! A na podziwianie sztuki trzeba znaleźć czas nawet w TYM specyficznym stanie. Przecież na nią zawsze był czas. Dlatego - teraz już kompletnie zmotywowany - kontynuował temat. — Chociaż miałem nadzieję, że wystarczy możliwość wypicia rumu z szychą! — wyszczerzył ząbki. — Jeśli nie, to... —
Chciał kontynuować temat, ale Emma dopiła trunek, przysunęła się i skierowała dłoń na drugie już kolano. Tym razem kompletnie zgłupiał, oczy mu się zaświeciły i nawet nie drgnął, gdy zbliżyła się do niego na niezwykle niebezpieczną odległość. Zadała jakieś pytanie - tylko jakie? Jak miał je usłyszeć, gdy wszystko było przeciw jemu?
To ciemne oczy? Pełne usta? Dziwne mrowienie w okolicach uda? Oblizanie warg? Co spowodowało, że przestał słyszeć wszystkich wokół? Właściwie to już nic nie wiedział. Jak długo trwała ta chwila? Wszystko nagle się skumulowało: zachwycająca Emma, jej urok, buzujące procenty, przyrost zazwyczaj brakującej odwagi! Hector stracił resztki samokontroli.
— Do czego mnie inspirujesz? Hm... — mruknął, choć w głowie miał pustkę.
Nachylił się delikatnie i nie pytając o zgodę, spróbował złożyć na jej ustach pocałunek, jedną dłoń wtapiając w gęste włosy, a drugą wędrując do spoczywającej na jego kolanie dłoni. I uznał, że co będzie to będzie!
Gość
Anonymous
Gość
Re: "Pod ziemią" [odnośnik]22.11.20 23:50
Tajemniczy uśmiech pojawił się na ustach panny Warbeck.
- Umowa stoi. - Odpowiedziała, dla potwierdzenia swoich słów ściskając jego dłoń w niemal biznesowym uścisku. Rezydencja w zamian za odrobinę jej czasu wydawała się jej umową uczciwą oraz prostą do wykonania oraz zniesienia.
Uważnie wsłuchiwała się w słowa, jakie ulatywały z jego ust, opuszkiem palca wodząc po krawędzi szklanki. Czarne spojrzenie błysnęło, a Ems poczęła czuć jego względem odrobinę sympatii. Lubiła artystów; lubiła ludzi którzy posiadali pasje i dbali o to, aby je rozwijać.
- Budynki z duszą? Zaciekawiłeś mnie. Chętnie zobaczyłabym budynek, który posiada duszę. - Odpowiedziała odrobinę leniwie, posyłając mu lekki uśmiech. Nie miała jeszcze okazji poznać architekta. Jego spojrzenie na sztukę było nowe. Świeże oraz nieznane, a co za tym idzie - interesujące.
- Dopiero wracam do malarstwa, ale raczej nie przyjaźnię się z płótnami. Wolę fotografię, choć nie wiem, czy nie spłonąłbyś na stosie za modelowanie. - Mruknęła z rozbawieniem we wrzosowym głosie. Fotografia w czarodziejskim świecie była sztuką nową oraz niszową i jakoś nie sądziła, aby szlachetne “wielkie” rody akceptowały jej sztukę.
Niektórzy nadal tkwili w średniowieczu.
- Och tak? Znam go z jakichś gazet? - Spytała, wyraźnie zaciekawiona wyborem, jakiego ten dokonał. A jeśli w odpowiedni padnie nazwisko Lestrange… Nie wiedziała, czy byłaby w stanie zachować poważny wyraz twarzy. Kolejne jego słowa sprawiły, że dziewczyna wywróciła czarnymi ślepiami.
- Teraz nie ma ku temu odpowiedniego światła, musisz poczekać, aż wzejdzie słońce. - Odpowiedziała z rozbawieniem, pewna że noc nie sprzyja oglądaniu sztuk wszelakich. To za dnia, przy pełnym, dziennym świetle, dało się zauważyć wszelkie szczegóły. W dodatku nie miała zamiaru zabierać chłopaczka do siebie już teraz, gdy jeszcze nie miała okazji w pełni zabawić się jego kosztem, jak okrutnie by to nie brzmiało. Ciekawił, przynosił rozrywkę… I Ems chciała wycisnąć z tego więcej, niż zamknięcie za nim rano drzwi, by już nigdy więcej się nie spotkać.
- Nie lecę na stanowiska oraz tytuły, nie robią na mnie wrażenia. Obawiam się więc, że picie z szychą nie jest odpowiednią walutą. - Odpowiedziała, odsłaniając białe ząbki w odrobinę złośliwym uśmieszku. Rozbawienie błysnęło w ciemnych oczach, gdy obserwowała reakcję chłopaczka na odrobinę dotyku oraz skrócenie dystansu. Czy naprawdę tylko tyle wystarczyło? Cóż, będzie musiała to w najbliższym czasie sprawdzić.
Pozwoliła mu się przysunąć, gdy jednak jego twarz znalazła się zbyt blisko, złapała ją w dłoń, wbijając paznokcie w miękką skórę. - Nie całuję się na pierwszej randce. - Mruknęła z dziwnym rozbawieniem w głosie. A to nawet nie była randka, czyż nie? Ledwie zwykłe, przypadkowe spotkanie. Chłopaczek musiał bardziej się postarać. Zgrabnie wywinęła się z zasięgu jego rąk, ponownie wsuwając stopy w swoje buty.
- No chodź, trzeba Cię odstawić do domu. - Rzuciła, mając zamiar odstawić młodego Croucha w okolice jego posiadłości, by przypadkiem nie natknął się na kogoś gorszego od niej. Kogoś, kto popsułby jej zabawę.

| zt. x2



I put a spell on you
Emma Frey
Zawód : Artystka
Wiek : 23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
But darlin the truth is
In darkness I’m ruthless
I wanna scream your name
Again and again
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8908-emma-frey#265948 https://www.morsmordre.net/t8913-dali#266331 https://www.morsmordre.net/t8912-emma-frey#266330 https://www.morsmordre.net/f308-mayfair-avenue-69 https://www.morsmordre.net/t8915-skrytka-bankowa-nr-2099#266340 https://www.morsmordre.net/t8914-emma-frey#266336
Re: "Pod ziemią" [odnośnik]04.02.21 16:07
14 listopada '57

Pani Wroński nie zwykła pojawiać się w podobnych miejscach. Wszelkie puby napawały ją niechęcią oraz odrobiną strachu, co z pewnością było pozostałością po paskudnym roku pracy w Parszywym, a towarzystwo alkoholu wydawało się niezwykle zdradzieckie. Nic więc też dziwnego, że eteryczna alchemiczka unikała podobnych miejsc, nigdy do nich nie zaglądając - wolała ciche kawiarnie pełne dobrych herbat, ciastek oraz niewielkiej ilości spojrzeń. Po przekroczeniu progu pubu pożałowała, że nie postanowiła zabrać ze sobą męża. To posunięcie zapewne nie byłoby bardzo profesjonalne, acz wtedy pozbyła się nieprzyjemne ukłucia strachu, znajdującego się gdzieś z tyłu jej głowy.
Ciche westchnienie uleciało z jej ust, gdy szaroniebieskie spojrzenie uważnie zlustrowało miejsce, w którym z pewnością nie powinno jej być, nawet jeśli lokal wyglądał na całkiem spokojny - jedynie gdzieniegdzie zerkały w jej kierunku pojedyncze pary oczu. Ubrana w obcisłą, czarną suknię z pewnością ściągała na siebie uwagę, zupełnie tego nieświadoma. Stukot obcasów towarzyszył jej w drodze do stolika, który sprawiał największe wrażenie konfidencjonalności.
Zajęła miejsce,  z którego mogła dostrzec wejście po czym zamówiła filiżankę gorącej herbaty. Ognista z pewnością nie była dla niej. Podpowiadała paskudne pomysły, zniewalała umysł, a bezpieczne Szafirowe Wzgórze znajdowało się daleko od Londynu, a ona obiecała wrócić do domu w przeciągu ledwie kilkudziesięciu minut. Smukłe palce skryte pod materią rękawiczek poprawiły materiał sukni, by po chwili ostrożnie poprawić kapelusz spoczywający na jej głowie. Szaroniebieskie spojrzenie uważnie przyglądało się drzwiom wejściowym. Czy czarownica ją rozpozna? Zmieniła się w ciągu ostatnich kilku miesięcy i doskonale zdawała sobie z tego sprawę. Zmartwienie nie odbijało się już w delikatnych rysach, sukienki nabrały w pełni kobiecych kształtów miast tych dziewczęcych, a w spojrzeniu pojawiła się zapomniana niegdyś pewność siebie. Pozornie nie było to wiele, Frances miała jednak wrażenie, iż w jej przypadku te drobne detale znaczyły więcej, niż możnaby podejrzewać.
Malinowe usta wyrysowały się w delikatnym uśmiechu, gdy zauważyła znajomą, jasnowłosą sylwetkę. Sigrun Rokwood była kobietą wyróżniającą się z tłumu, niemal męską w swojej postawie. A takie wyjątki niezwykle łatwo zapadały w pamięć. Frances wstała, gdy jasnowłosa czarownica podeszła do jej stolika.
- Dzień dobry, pani Rokwood. -Przywitała się z uśmiechem, wyciągając w jej kierunku dłoń skrytą pod materią rękawiczki. - Niezwykle miło mi panią widzieć. Proszę zająć miejsce. - Dodała uprzejmie, ruchem dłoni wskazując na puste miejsce przy stole. Sama ponownie zasiadła na swoim krześle, zakładając nogę na nogę. - Mam nadzieję, że dotarcie do Londynu nie stanowiło większego problemu... - Zaczęła przyjaźnie, widząc jak czarodziej z obsługi zbliża się do ich stolika, by zabrać zamówienie Sigrun. W towarzystwie nieznanych uszu nie powinno mówić się o miksturach, w jakich sprawie przyszło się im spotkać.


Sometimes like a tree in flower,
Sometimes like a white daffadowndilly, small and slender like. Hard as di'monds, soft as moonlight. Warm as sunlight, cold as frost in the stars. Proud and far-off as a snow-mountain, and as merry as any lass I ever saw with daisies in her hair in springtime.
Frances Wroński
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Even darkness must pass. A new day will come. And when the sun shines, it'll shine out the clearer.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806
Re: "Pod ziemią" [odnośnik]06.02.21 19:07
Zaproponowane przez Sigrun w liście miejsce nie należało ani do wytwornych, ani obskurnych. Ot, było gdzieś całkiem pośrodku. Przeciętne, zwyczajne. Idealne dla czarodziejów i czarownic ze średniej klasy społecznej. Nic szczególnie ciekawego tu nie oferowali, ale jako jeden z nielicznych lokali wciąż oferował alkohol i posiłki, do tego było tu spokojnie, zwłaszcza teraz, właściciele pilnowali, by nikt nie szukał tu zwady i nie przyciągał uwagi władz, uznała zatem, że będzie to dobre miejsce do rozmowy o interesach. Jako pierwsze wpadło jej do głowy, gdy myślała o podobnych. A znała naprawdę różne - jako stała bywalczyni wszelakiej maści pubów, barów i tym podobnych. Zarówno o lepszej, jak i gorszej reputacji. Trudno było nazwać ją jednak stałą klientką, skoro w każdym z nich zazwyczaj pojawiała się pod obcą twarzą. Dzięki ci, Merlinie, za dar metamorfomagii. Inaczej kilka lokali mogłoby zabronić Sigrun wstępu. Cóż tu kryć. Nawet i bez alkoholu była agresywna i niewiele potrzebowała, aby wpaść w złość. Nie jedno wnętrze zdążyła już zdemolować.
Czternastego listopada nic takiego nie mogło mieć jednak w pubie "Pod ziemią" miejsca. Sigrun nie przychodziła się tu zabawić i upoić alkoholem - choć szklaneczki whisky nie zamierzała sobie odmówić - a w interesach. Chciała rozmówić się z alchemiczką, z którą kilka miesięcy wcześniej zawarła porozumienie o kupowaniu odeń eliksirów dla swojej grupy łowców wilkołaków i odebrać od niej wrażliwe zamówienie. Nie była znawcą alchemii, lecz miała już w rękach fiolkę z miiksturą buchorożca i była świadoma, że należy obchodzić się z nią wyjątkowo ostrożnie, dlatego preferowała spotkanie w cztery oczy.
W pubie pojawiła się punktualnie - o dziwo - i powiodła spojrzeniem po zebranych gościach. Przy jednym ze stolików odnalazła znajomą blondynkę, która musiała zjawić się jeszcze wcześniej, ruszyła więc ku niej. Strojem nie wyróżniała się szczególnie - czarna szata z rozcięciami w spódnicy do połowy łydki, pod nią skórzane spodnie, na ramionach zaś ciemna peleryna. Czerń podkreślała bladość skóry i zmęczenie, które odbijało się pod podkrążonymi oczyma. Sigrun, choć się uśmiechała, wyglądała na zmęczoną. Przeciwnie do Frances, która prezentowała się znacznie lepiej niż przy ich ostatnim spotkaniu - wtedy nie można było odmówić jej urody, lecz teraz na pierwszy rzut oka wydawała się pewniejsza i pełna życia.
- Dzień dobry, panno Burroughs - odparła Sigrun, sięgając dłońmi do spinki peleryny, by zdjąć ja z ramion i zawiesić na krześle. Przyglądała się z ciekawością postaci alchemiczki, a w oko wpadł jej błysk na palcu. Obrączka? - Czy aby na pewno wciąż panno? - spytała, unosząc przy tym jasną brew. Usiadła na krześle, zajmując miejsce na przeciwko alchemiczki, dłonią przeczesała blond włosy, teraz niemal białe. - Mnie? Żadnego - powiedziała, powstrzymując prychnięcie, lecz Frances nie wiedziała przecież kim była naprawdę - A pani? Czarodzieje czystej krwi nie muszą się niczego obawiać - stwierdziła Rookwood. Podejrzewała, że skoro alchemiczka się tu pojawiła, musiała mieć zarejestrowaną różdżkę - a to oznaczało, że nie była szlamą i mogły prowadzić tę rozmowę. - Nie sądzi pani, że Londyn jest teraz o wiele przyjemniejszym miejscem? Gdy nie cuchnie w nim szlamem? Wypijmy za to. Pozwoli pani, że postawię nam kolejkę, co? - zaproponowała i nie czekając na odpowiedź, machnęła ręką, by przyzwać do siebie barmana.


She tastes like every

dark thought I've ever had
Sigrun Rookwood
Zawód : dowódca grupy łowców wilkołaków
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
I am not
ruined
I am

r u i n a t i o n
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag
i n s a n e
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5310-sigrun-rookwood https://www.morsmordre.net/t5379-astrid#121534 https://www.morsmordre.net/t5378-sigrun https://www.morsmordre.net/f100-harrogate-skala https://www.morsmordre.net/t5380-skrytka-bankowa-nr-1330#121543 https://www.morsmordre.net/t5381-sigrun-n-rookwood#121544
Re: "Pod ziemią" [odnośnik]14.02.21 0:19
Szaroniebieskie spojrzenie uważnie powiodło po postaci czarownicy, która zjawiła się na spotkaniu. Frances musiała przyznać, że coś w tej bladości skóry oraz wyraźnemu zmęczeniu wypisanemu na twarzy zbudzało w niej niepokój, którego nie potrafiła logicznie uwarunkować. Sama należała do czarownic niezwykle dbających o swoją prezencję - zwłaszcza teraz, gdy nie tylko tytułowała się żoną niezwykle ważnego dla niej czarodzieja, ale i piastowała stanowisko prawej ręki wybitnego profesora. Zapewne dlatego wszelkie zaniedbania prezencji uważała za objawy niepokojące, wskazujące na niezbyt pomyślny stan rzeczywistości.
Saroniebieskie spojrzenie powędrowało w kierunku obrączki na jej palcu, której ciągle towarzyszył pierścionek zaręczynowy, mający dbać o jej zdrowie. Nie zdejmowała ich choćby na jedną, krótką chwilę, zbyt mocno do nich przywiązana. Promienny uśmiech niemal od razu wymalował się na jej twarzy w reakcji, której zwyczajnie nie potrafiła powstrzymać.
- Nie, już nie panno Burroughs, a pani Wroński. Z końcem września wyszłam za mąż, przejmując nazwisko męża. - Odpowiedziała z uśmiechem wyrysowanym na malinowych ustach oraz odrobiną dumy w głosie. Czystokrwiste nazwisko Daniela pomagało jej uniknąć pewnych komplikacji, jakie mogły wiązać się z mugolskim nazwiskiem jej ojca, a sam ślub, mimo iż z początku miał być jedynie dokładnie usnutym planem, przyniósł ze sobą niezwykle sporo przyjemnych niespodzianek oraz zaskoczeń. - Cieszy mnie, że nie miała pani żadnych problemów. - Odpowiedziała uprzejmie, smukłymi palcami wygładzając materiał eleganckiej sukienki. Nie wiedziała, kim była Sigrun, a nawet gdyby przyszło jej poznać pełnioną przez czarownicę funkcję, nie była by pewna, czy wie, z czym jest to powiązane - polityka nadal pozostawała dla niej tajemnicą. - Nie, nie miałam większych problemów. Chociaż muszę przyznać, że brak możliwości teleportacji na terenie miasta bywa dla mnie odrobinę uciążliwy. - Tony delikatnego głosu były uprzejme oraz przyjazne, nie przyznała się jednak, iż sama nie mogła pochwalić się czystą jak łza krwią. Ojciec, którego nawet nie przyszło jej pamiętać, pozostawał rysą, która mogła przyprawić ją o problemy - a tego z pewnością nie chciała.
Delikatny, uprzejmy uśmiech ponownie przyozdobił jej usta, gdy kolejne pytania powędrowały w jej kierunku.
- Och, niestety chyba nie jestem w stanie odpowiedzieć na to pytanie. - Zaczęła ostrożnie, uważnie obserwując czarownicę szaroniebieskim spojrzeniem. Nigdy wcześniej nie miała okazji odpowiadać na podobne pytania, a brak znajomości polityki niezwykle odpowiedzi utrudniał. - Widzi pani, odkąd wyprowadziłam się z Londynu bywam tu niezwykle sporadycznie, głównie by odwiedzić bibliotekę.  Nie miałam okazji zaobserwować wszystkich zmian. Moja nowa praca jest niezwykle czasochłonna, a ja chyba potrzebowałam odpoczynku od zgiełku miasta. -  Odpowiedziała dość dyplomatycznie, nie zagłębiając się we wszystkie szczegóły. Po przygodach jakie zrzuciła na nie wiosna, pani Wroński zwyczajnie nie chciała wracać w znajome okolice, chcąc dojść do siebie po latach spędzonych w toksycznym otoczeniu. Eteryczna kobieta kiwnęła delikatnie głową na propozycję wzniesienia toastu, a gdy barman do nich podszedł, zamówiła kieliszek Skrzaciego Wina - opcja dla niej niezwykle bezpieczna, nie grożąca odcięciem świadomości.
- Proszę mi wybaczyć kolejne słowa, lecz sprawia pani wrażenie osoby, której przydałby się dobry, całonocny sen… Jeśli potrzebuje pani pomocy w tej kwestii mogę pomóc, posiadam przy sobie kilka fiolek eliksiru słodkiego snu. - Zaproponowała, bacznie przyglądając się buzi kobiety. Nie chciała być niegrzeczna, lecz skoro i tak miały rozmawiać o eliksilarnych zamówieniach, mogła zaproponować coś, co pomogłoby na zmęczenie, widniejące na jej twarzy.


Sometimes like a tree in flower,
Sometimes like a white daffadowndilly, small and slender like. Hard as di'monds, soft as moonlight. Warm as sunlight, cold as frost in the stars. Proud and far-off as a snow-mountain, and as merry as any lass I ever saw with daisies in her hair in springtime.
Frances Wroński
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Even darkness must pass. A new day will come. And when the sun shines, it'll shine out the clearer.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806
Re: "Pod ziemią" [odnośnik]09.03.21 17:22
Dla Sigrun małżeństwo zawsze przywodziło na myśl klatkę, w której kobieta miała zostać zamknięta, by rodzić dzieci i służyć swojemu mężowi i wcale jej się do niego nie śpieszyło, wprost przeciwnie, zdawała sobie jednak doskonale sprawę z tego, że dla niektórych czarownic było ono spełnieniem marzeń. Zazwyczaj tych mniej ambitnych i niepragnących niezależności, a poczucia bezpieczeństwa i założenia rodziny. Musiała jednak przyznać, że niekiedy dwie te cechy bynajmniej się nie wykluczały. Być może tak właśnie było w przypadku alchemiczki poznanej przed kilkoma miesiącami dzięki Drew. Nie można wszak odmówić jej ambicji, a i o małżeństwie wypowiadała się z wyraźną dumą i radością.
- Proszę zatem przyjąć moje gratulacje. Oby pani i mężowi wiodło się na nowej drodze życia - wyrzekła Sigrun, odpowiadając również lekkim uśmiechem; w duchu wyraziła nadzieję, by tak zdolna czarownica nie pozwoliła założyć sobie kajdan przez męża i nie zaprzestała swoich badań nad eliksirami.
Brak problemów z dotarciem do Londynu odebrała jako dowód na zarejestrowanie różdżki, a zarazem odpowiednie magiczne korzenie. Nawet jeśli miała we krwi jakąś skazę, to różdżki szlamy nie zarejestrowano by z całą pewnością.
- Owszem, brak teleportacji bywa uciążliwy, myślę jednak, że to konieczne dopóki ci szaleńcy słuchający Harolda Longbottoma nie wylądują tam gdzie ich miejsce - za kratami. Inaczej pozostawaliby nieuchwytni po tym, czego się dopuszczają w tym mieście i nie tylko - odpowiedziała z cichym westchnieniem Rookwood. Jej samej to aż tak nie doskwierało, dzięki Czarnemu Panu posiadła niezwykłą umiejętność dematerializacji, a podróż pod postacią strzępów ciemnej mgły była niezwykle szybka. Tam, gdzie nie mogła dotrzeć w ten sposób, podróżowała przy pomocy miotły.
- Mhm - mruknęła w odpowiedzi na tłumaczenie Frances, która wymigała się od odpowiedzi, tłumacząc to wyprowadzką z Londynu. Sigrun obdarzyła ją badawczym spojrzeniem, chwilę milczała, a gdy czarownica zajmująca miejsce naprzeciwko zaproponowała jej kilka eliksirów nasennych, wyrażając niejako troskę o stan wiedźmy, ta uśmiechnęła się pobłażliwie. Cóż, to nie był komplement, lecz i nie kłamstwo, czy obelga. Od kilku tygodni nie prezentowała się najlepiej. Na pewno nie wyglądała zdrowo.
- Ciężko ostatnio pracuję. Rozumie pani, dużo pracy, mało snu. Poświęcam się służbie Czarnemu Panu - rzekła Sigrun, spoglądając prosto w oczy Frances, decydując się na szczerość, ciekawa jak na to zareaguje. - Myślę, że wiem co miała pani na myśl. W Londynie nie działo się dobrze, niedziwne, że pani z niego uciekła, by móc zająć się pracą, badaniami. Musi pani jednak wiedzieć, że to rozleje się na cały kraj, jeśli nie zatrzymamy tych szaleńców.
Podszedł do nich barman, aby przyjąć zamówienie. Już po chwili stała na stoliku butelka whisky oraz druga ze skrzacim winem dla Frances. Sigrun uniosła swoją szklankę, by wznieść toast.
- Wypijmy za to, byśmy niedługo obie mogły spać spokojnie i zajmować się jedynie tym, czym pragniemy - oświadczyła i nie czekając aż Frances uczyni to samo wychyliła zawartość szklanki do dna. Ognista whisky przyjemnie paliła gardło. - Nie wiem dokąd się pani wyniosła, ale wystarczy spojrzeć na to, czego dokonali w Stonehedge. Zniszczyli czarodziejskie dziedzictwo, zaatakowali czarodziejów czystej i szlachetniej krwi. To szaleńcy, którym poprzewracało się w głowach i nie pozwolą zaznać porządnym obywatelom naszego kraju spokoju. Zakon Feniksa to właściwie terrorystyczna organizacja. Może pani przeczytać o tym w gazecie. Sięga pani niekiedy po Walczącego Maga? - spytała uprzejmie. Odnosiła wrażenie, że pani Wroński prenumeruje wyłącznie Horyzonty Zaklęć, które ją samą śmiertelnie nużyły. - Nie chciałaby pani móc spokojnie i bez żadnych przeszkód prowadzić badań nad swoimi eliksirami? Zyskać wsparcia? Pamięta pani, gdy rozmawiałyśmy ostatnio, mówiłam jak wiele zależy od odpowiednich znajomości.



She tastes like every

dark thought I've ever had
Sigrun Rookwood
Zawód : dowódca grupy łowców wilkołaków
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
I am not
ruined
I am

r u i n a t i o n
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag
i n s a n e
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5310-sigrun-rookwood https://www.morsmordre.net/t5379-astrid#121534 https://www.morsmordre.net/t5378-sigrun https://www.morsmordre.net/f100-harrogate-skala https://www.morsmordre.net/t5380-skrytka-bankowa-nr-1330#121543 https://www.morsmordre.net/t5381-sigrun-n-rookwood#121544
Re: "Pod ziemią" [odnośnik]25.03.21 1:44
Pani Wroński wychodziła z założenia, iż kluczem do rozwiania wszelkich wątpliwości było odnalezienie tej, odpowiedniej osoby. I ona niegdyś nie była przekonana do idei małżeństwa, lecz u boku Daniela wszystko zdawało się być niezwykle proste oraz klarowne, nic więc dziwnego, iż o swoim ślubie wypowiadała się w samych pozytywnych określeniach, niezwykle zadowolona z obrotu spraw.
- Dziękuję. - Odpowiedziała grzecznie, z uśmiechem nadal wyrysowanym na malinowych ustach. Kolejnych słów czarownicy słuchała z uwagą, nie ukazując na delikatnej twarzyczce żadnych, większych emocji. Zawsze starała się odsuwać od siebie wszelkie tematy powiązane z polityką pewna, iż tak będzie bezpieczniej - teraz jednak braki sprawiały, iż nie czuła się w podobnych rozmowach pewnie. Nie dziwiła się, że wszelkie formy buntu wpierw skupiły się na Londynie - stolica, zwłaszcza z dostępem do portu, zawsze mogła jawić się jako niezwykle smakowity kąsek. Nie wypowiedziała jednak swoich myśli na głos.
- W takim razie pozostaje nam mieć nadzieję, iż zamieszanie wywołane ich obecnością niedługo się skończy. - Odparła miękko, nie będąc jednak pewną czy chciała, by wszyscy poszukiwani listami gończymi znaleźli się z kratkami. Pan Macmillan zrobił na niej niezwykle dobre wrażenie, gdy we wrześniu miała okazję odwiedzić progi jego rezydencji i mimo jego podobizny zauważonej gdzieś przypadkiem na jednej z ulic, nie potrafiła wierzyć, aby był on w jakikolwiek sposób zły.
Błysk zaciekawienia pojawił się w oku eterycznej alchemiczki, gdy Sigrun przyznała się do tego, co zdejmowało jej sen z powiek. Sam fakt, iż kobieta własną różdżką chciała walczyć o swoje idee wydawał się godny podziwu… Nawet jeśli Pani Wroński wychodziła z założenia, iż to umysł oraz nauka były największą potęgą oraz najlepszą bronią.
- Z pewnością się rozleje, taka bowiem jest natura podobnych konfliktów.  Powinna jednak pani wiedzieć, iż zmęczony umysł nie pracuje tak, jak powinien. Myśli wolniej, nie zauważa niektórych poszlak bądź subtelnych sugestii otoczenia… A do działań, jakie Pani przedstawiła potrzeba bystrego umysłu, czyż nie? - Odpowiedziała miękko, z uśmiechem nadal wymalowanym na malinowych wargach. Pani Rookwood potrzebowała porcji snu, by walczyć w imię Ministerstwa - a Frances była w stanie dać jej specyfik, który był w stanie ten sen zapewnić.
- To piękny toast. - Przytaknęła, subtelnym gestem unosząc kieliszek skrzaciego wina, by delikatnie zamoczyć w nim usta. Możliwość zajmowania się jedynie mężem oraz projektami prowadzącymi do spełnienia jej marzenia o czynie wielkim, który zapisałby jej nazwisko na kartach historii była czymś, za co warto było wznieść odpowiedni toast.
I kolejnych słów słuchała z uwagą, bystrym spojrzeniem uważnie lustrując twarz towarzyszącej jej czarownicy, by finalnie wydać na świat ciche westchnięcie, jakie wyrwało się z jej piersi. - Niestety nie miałam okazji, praca niezwykle mnie pochłania sprawiając, iż nie raz nie mam zwyczajnie czasu, by nadgonić bieżące wydarzenia. - Wyznała, w zasadzie nie mijając się wiele z prawdą. Pochłaniały ją dzieła naukowe, stare księgi oraz okazyjnie Horyzonty Zaklęć czy kilka wydań Czarownicy. - Osobiście uważam, że Ministerstwo Magii popełnia kilka, niewielkich błędów, które mogą jednak okazać się fatalne w skutkach. Na przykład, wszędzie mówi się o czarodziejach czystej krwi, to jednak czarodziei półkrwi jest w magicznym świecie najwięcej, niektórzy z nich od wielu pokoleń nie posiadali mugola w rodzinie. W obecnej sytuacji mogą czuć się jednak pomijani bądź zapomniani przez Ministerstwo, a jego przeciwnicy mogą to wykorzystać. Nie trudno jest wmówić przestraszonej osobie, że to ona stanie się kolejnym celem władz. - Mówiła niezwykle spokojnie, nie odrywając spojrzenia od twarzy czarownicy ciekawa, w jaki sposób ta zareaguje. Frances doskonale wiedziała, iż wszelka krytyka Ministerstwa mogła nie być odpowiednia, jako człowiek nauki nie potrafiła jednak nie zauważyć pewnych, niewielkich potknięć z ich strony.
- Pamiętam… I mam wrażenie, że subtelnie składa mi pani pewną propozycję. A jeśli to prawda, powinnyśmy porozmawiać o konkretach, bez zbędnych podchodów, czyż nie? Proszę mi powiedzieć, na czym polega propozycja? Co dokładnie zyskam oraz, co najważniejsze, czego oczekuje pani ode mnie w zamian? - Spytała, zakładając nogę na nogę, by ponownie unieść kieliszek do ust. Praca dla profesora Lacework sprawiła, iż Frances miała okazję wdrążyć się w podobne pertraktacje - a w tych stawiała na jasne, doskonale określone warunki.


Sometimes like a tree in flower,
Sometimes like a white daffadowndilly, small and slender like. Hard as di'monds, soft as moonlight. Warm as sunlight, cold as frost in the stars. Proud and far-off as a snow-mountain, and as merry as any lass I ever saw with daisies in her hair in springtime.
Frances Wroński
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Even darkness must pass. A new day will come. And when the sun shines, it'll shine out the clearer.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806
Re: "Pod ziemią" [odnośnik]27.03.21 22:31
Rozwiazanie, jakiego dotychczas trzymała sie pani Wroński, mogło być dobre do czasu. Zawsze nadchodzi jednak taki moment, kiedy należy wybrać. Jedni, tak jak Sigrun Rookwood, wyboru dokonywali z powodu ideałów. Od maleńkości wpajano jej, że czysta krew jest czymś ważnym, czyniącym człowieka lepszym, silniejszym, bardziej wyjątkowym - jest wartością samą w sobie, a mugole to brud, który rozlał się po całym świecie i czyni go obrzydliwym. Wyrosła z nienawiścią do nich w sercu, rozrosła się niczym jadowity bluszcz po całym ciele, umyśle i duszy. Dołączając do Czarnego Pana nie pytała co może zyskać - zastanawiała się co ona może mu sobą zaoferować. Nigdy tego nie żałowała. W zamian za to oddanie podarował jej więcej, niż miałaby śmiałość prosić. Bywali jednak inni, którzy wyboru dokonywali inaczej - własne przekonania chowali głęboko w sobie, kierowali się korzyściami. Istotniejsze było - co mogą zyskać? Czasami chodziło o pieniądze, czasami o bezpieczeństwo, innym razem o władzę, czy potęgę. Ci ludzie byli przebieglejsi i sprytni, lecz zarazem mniej godni zaufania. Czy można było im wierzyć, że pozostaną przy tobie, gdy szala zwycięstwa przechyli się w drugą stronę? Dlatego Sigrun chciała wiedzieć więcej. Czym pokieruje się pani Wroński, gdy będzie miała zdecydować?
- Skończy się wraz z ich obecnością. Mam nadzieję, że nie potrwa to już długo. Zostaną zgładzeni prędzej, czy później. Dla wszystkich byłoby lepiej, jeśli nastąpi to szybciej, w tym jednak potrzebne jest wsparcie odpowiednio utalentowanych osób - odpowiedziała Sigrun z uśmiechem.
Zakon Feniksa nie spocznie. Będzie walczył do ostatku sił, bo ci ludzie, tak jak ona sama, kierowali się ideałami. Gównianymi, co prawda, niesamowicie kretyńskimi, najwyraźniej jednak wierzyli w to co robią, dlatego mogli być niebezpieczni i nie będą mieć spokoju, dopóki nie wybiją ostatniego z nich.
- Prawda. Chętnie przyjmę fiolkę tego eliksiru. Zapłacę, rzecz jasna, bardziej jednak zależy na miksturach o których pisałam w liście - powiedziała.
Skupiła na twarzy Frances badawcze spojrzenie, kiedy przyznała, że była tak pochłonięta pracą, że nie miała czasu, by nadgonić to, co się działo. Nie zauważyła drastycznego wzrostu cen żywności? Walk toczących się coraz częściej także i poza Londynem?
- Nie chcę być niegrzeczna, myślę jednak, że powinna pani wyjrzeć ze swojej pracowni i poczynić kroki, aby się zabezpieczyć zanim ci szaleńcy wedrą się do niej pierwsi. Według nich kto nie jest z nimi, jest przeciwko im - wyrzekła Rookwood, przekierowując rozmowę ku meritum, które chciała poruszyć. - Pozwoli pani wiec, że przybliżę pani kilka faktów. W sierpniu, kiedy wykonywano wyrok na mordercach wielu uczciwych obywateli Londynu, na plac Connaught Square wdarła się niejaka Tonks, która próbowała wysadzić Bombardą Maximą część placu, nie zważając na to, że zginęłyby przez to kobiety, dzieci, Merlinowi ducha winni obywatele. Parają się nekromancją, z tego co mi wiadomo. W całym kraju dokonuje podpaleń, ataków na pracowników Ministerstwa Magii, aktów terroru. Harold Longbottom pragnie odzyskać władzę - wyrzekła Sigrun. Na słowa o tym, że Ministerstwo Magii popełnia błędy lekko drgnęła jej powieka. - Mówi o tym, bo czysta krew jest wielką wartością. Czy jednak czarodzieje półkrwi nie mogą zarejestrować różdżki, podjąć pracy w Ministerstwie Magii, szpitalu świętego Munga? Mogą. Nie winą dzieci są błędy ich rodziców. Każdy czarodziej półkrwi może dowieść swej wartości i tego, że magiczny gen jest w nim silniejszy, jeśli tylko dokona odpowiedniego wyboru - stwierdziła gładko. Zaczęła przypuszczać, że Frances nie bez powodu poruszyła ten temat. Czy to dlatego dotychczas trzymałą się z daleka? Przez lęk, że zostanie odtrącona przez skazę swojej krwi?
- Bardzo to sobie cenię, pani Wroński. Bezpośredniość. Cieszę się, że to pani proponuje - zagrajmy więc w otwarte karty. - Sigrun uśmiechnęła się szerzej i zdrowo pociągnęła ze szklanki. Wsparła się na łokciach na stole, pochylając ku czarownicy. - Jest pani utalentowanym alchemikiem. Chciałabym, aby ktoś taki wsparł naszą sprawę. Służył nam swoimi umiejętnościami, warzył eliksiry na zamówienie, każdego rodzaju. Wiem, że sporo pani o takich wie. My zapewnimy pani bezpieczeństwo. Możliwość rozwoju, prowadzenia swoich badań, spokojnego kontynuowania pracy. Zauważyła pani jak ceny idą w górę? Dzięki nam mogłaby być pani pewna, że nigdy nie będzie miała pani problemu z otrzymaniem najwyższej jakości ingrediencji. Zapyta pani - czego oczekuję w zamian? Eliksirów, lojalności i dyskrecji. Jest pani kobietą inteligentną, na pewno zdaje sobie sprawę z tego, że odpowiednie znajomości w czasach takich jak te, to klucz do przetrwania. Proszę się też nie niepokoić. W naszych kręgach działają także czarodzieje półkrwi.


She tastes like every

dark thought I've ever had
Sigrun Rookwood
Zawód : dowódca grupy łowców wilkołaków
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
I am not
ruined
I am

r u i n a t i o n
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag
i n s a n e
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5310-sigrun-rookwood https://www.morsmordre.net/t5379-astrid#121534 https://www.morsmordre.net/t5378-sigrun https://www.morsmordre.net/f100-harrogate-skala https://www.morsmordre.net/t5380-skrytka-bankowa-nr-1330#121543 https://www.morsmordre.net/t5381-sigrun-n-rookwood#121544
Re: "Pod ziemią" [odnośnik]29.03.21 15:10
Frances Wroński obce były czystokrwiste ideały. W zasadzie wierzyła jedynie w niezwykłą moc nauki oraz uczucie, jakim darzył ją ukochany mąż. Te dwie kwestie było w jej życiu najważniejsze; nadawały mu sens oraz wytyczały kolejne drogi, na które się kierowała. Wszelkie inne, płonne ideologie zwyczajnie do niej nie przemawiały, zwykle pozbawione odpowiedniej ilości danych statystycznych oraz wnikliwych analiz, dzięki którym analityczny umysł byłby w stanie w pełni zrozumieć o co w nich chodzi oraz przywiązać do nich jakąkolwiek wartość. Jej świat był pełen o wiele ważniejszych rzeczy, niż proste ideologie - prowadziła badania nad alchemią, tworzyła nowe receptury by dojść do odkrycia wielkiego, które zapisze jej nazwisko na kartach historii. Była czarownicą poświęconą nauce, nie społeczności - i zapewne to determinowało jej podejście do sprawy trwającego w Anglii konfliktu.
Nie skomentowała kolejnych słów czarownicy, jedynie przyglądając jej się z odrobinę chłodnym zainteresowaniem w szaroniebieskim spojrzeniu. Utalentowane osoby nie raz odznaczały się umysłami bystrymi, lubującymi się w logice - a takie jednostki niezwykle ciężko było przekonać, bez odpowiednich danych, najlepiej przedstawionych w wykresach, popartych odpowiednimi badaniami.
- Mam je dla pani przygotowane, pani Rookwood. - Odpowiedziała spokojnie, szaroniebieskim spojrzeniem na chwilę otulając twarz czarownicy. Pamiętała o niezwykle specyficznym zamówieniu, jakie złożyła u niej Sigrun i nie miała w zwyczaju zawodzić swoich klientów.
Kolejne słowa sprawiły, iż eteryczna alchemiczka przybrała na buzi maskę obojętności, nie chcąc zdradzać się z brakiem komfortu w prowadzonej rozmowie. Nie miała wiele wspólnego z polityką, o wiele lepiej czując się w dysputach czysto naukowych.
- Pani Rookwood, można powiedzieć o mnie wiele, z pewnością jednak nie należę do czarownic głupich, pozbawionych umiejętności logicznego myślenia. Moja pracownia jest odpowiednio zabezpieczona przed każdym kto spróbuje wejść do niej bez mojej zgody. - Odpowiedziała pozornie beztrosko, wzruszając delikatnie wątłymi ramionami. Zabezpieczenie pracowni pełnej ingrediencji, eliksirów oraz niezwykle cennych notatek wydawało jej się działaniem niezwykle oczywistym. Uważnie wsłuchiwała się w słowa, jakie padały z ust towarzyszącej jej czarownicy, słyszała o egzekucji od kilku znajomych jej czarodziejów, sama jednak nie miała zamiaru uczęszczać na podobne przedsięwzięcia głównie przez względy bezpieczeństwa oraz, co ważniejsze, będąc zbyt zajętą pracą w pracowni profesora Lacework.
- Sama próbowała tego dokonać? Podobne działania w pojedynkę są niezwykle nierozważne. - Skomentowała jedynie, nim szaroniebieskie spojrzenie błysnęło faktycznym zainteresowaniem. - Nekromancją? Skąd podobne wnioski? - Dopytała z wyraźnym zainteresowaniem. Kwestia przywracania zmarłych do życia kojarzyła jej się ze sztukami zakazanymi, zapewne już dawno zapomnianymi przez czarodziejskie społeczeństwo... A jeśli komuś udało się do nich dotrzeć, kto wie jakie inne tajemnice mogli posiadać?
Frances zauważyła zmianę w mice pani Rookwood, co skutkowało delikatnym uniesieniem kącików malinowych warg, w nieśmiałym uśmiechu. - Przekonanie o nieomylności oraz zbytnia pewność siebie potrafi prowadzić do zagłady, pani Rookwood. Nie sprawdzając swoich kroków można przegapić niewielki detal, który zaważy o zwycięstwie bądź porażce. -Wyjaśniła swój tok rozumowania, nie będąc jednak pewną, czy blondynka zrozumie jej słowa. Świat z pewnością byłby lepszy, gdyby wyższe instancje słuchały się naukowców.
Ciche westchnienie wyrwało się z ust eterycznej kobiety, a szaroniebieskie spojrzenie zmieniło się, tym razem ujawniając w sobie chłód, jaki nie często można było w nim zauważyć. Uwłaczające tak nazwałaby słowa, jakie opuściły usta towarzyszącej jej czarownicy.
-Udowodnić? Sugeruje pani, że czarodzieje półkrwi winni udowadniać swoje prawo, do życia w czarodziejskim społeczeństwie? - Spytała z oburzeniem w głosie, nie potrafiąc zignorować podobnych słów. - Miałam panią za bystrą czarownicę, obawiam się jednak, że moje przekonanie mogło być błędne. Podobne myślenie jest okrutnym zjawiskiem ignorancji oraz dyskryminacji które nie powinny mieć miejsca. Mówiła pani, iż nie powinno karać się dzieci za błędy ich rodziców, jednak zmuszanie ich do udowadniania swojego prawa do życia jest dokładnie taką karą. - Odpowiedziała z chłodem w delikatnym głosie, nie rozumiejąc, jak można być tak krótkowzrocznym by nie zauważyć sprzeczności swoich słów. - Mam ledwie dwadzieścia jeden lat, a osiągnęłam mistrzostwo w swojej dziedzinie, swoją wiedzą bijąc na łopatki czarodziejów nie dość, że starszych to i posiadających krew czystą bądź szlachetną. W dziedzinie alchemii potrafię rzeczy o których inni czarodzieje mogą jedynie śnić... Nadal sądzi pani, iż powinnam udowodnić moje prawo do życia w czarodziejskim świecie? - Nie podniosła głosu, mówiła niemal spokojnie, z tą różnicą iż tony jej głosu brzmiały chłodem oraz cieniem oburzenia, jakie się w niej pojawiło. - Jeśli tak, obawiam się, że nie mamy o czym więcej rozmawiać, a moje mikstury nie są do pani użytku. - Dodała, chcąc podkreślić swoją urazę. Smukłe palce powiodły do jasnych pukli, by poprawić je w bezwiednym geście, a szaroniebieskie spojrzenie nie odrywało się od postaci jasnowłosej czarownicy, która jednym zdaniem odebrała alchemiczce do jakiejkolwiek współpracy, przynajmniej do momentu, gdy nie usłyszy stosownych przeprosin.
- Jeśli ta propozycja wiąże się z przymusem zrezygnowania przeze mnie z mojej pracy, będę musiała z miejsca odmówić. - Zaczęła od tej pierwszej, najważniejszej dla niej kwestii. Z posady u profesora Lacework nie zrezygnowałaby za nic na tym wielkim świecie. - Nas, czyli kogo dokładnie? I na czym miałaby polegać owa lojalność? Czego w jej imieniu by pani ode mnie wymagała? - Dopytała, nie mogąc choćby zastanowić się nad propozycją, bez dokładniejszych informacji.
Frances Wroński
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Even darkness must pass. A new day will come. And when the sun shines, it'll shine out the clearer.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806
Re: "Pod ziemią" [odnośnik]29.03.21 16:10
- Skoro jest pani tak bystra, to na pewno pani też wie, że nie ma zaklęć ochronnych, których nie można by przełamać. Wystarczy trochę wiedzy i umiejętności, a każdy tam wejdzie - odparowała kpiąco Sigrun. Frances wydawała się niezwykle pewna siebie, podczas gdy pozostawało głęboko wątpliwe, aby potrafiła rzucić zaklęcie Fideliusa, które jako jedyne nie mogło zostać przełamane. - Pani Wroński, nie wszystkimi informacjami mogę się z nią na ten moment podzielić, musi pani dowieść swojego zaufania. Obowiązują mnie pewne tajemnice - wyrzekła, naśladując przy tym beztroski ton Frances, który zaczynał działać Rookwood na nerwy.
- Czarny Pan jest nieomylny i zwycięży. Radzę rozważnie wybrać zatem stronę, odpowiednio to przemyśleć - powiedziała z niezachwianą pewnością. Sigrun Rookwood była fanatycznie oddana Czarnemu Panu, Ministerstwo magii zaś było mu teraz oddane.
Propozycja jaką składała pani Wroński była ofertą jakiej się nie odrzuca. Jaką przyjmuje się z pocałowaniem ręki. Ona zaś dalej dyskutowała, podważała jej słowa, a co więcej - zaczęła ją obrażać. Ją, jej inteligencję, Rycerzy Walpurgii.
Słuchała blondynki z pozornym spokojem, uśmiech na ustach Sigrun bladł jednak z każdą chwilą. Im dłużej Frances mówiła, tym rysy wiedźmy tężały, wyostrzały się, w oczach błysnęła złość. Przygryzła wargę, słuchając o tym, że w mniemaniu Frances jednak jest głupia i powstrzymała się jeszcze, choć palce świerzbiły ją niemiłosiernie.
- Pani Wroński, tymi słowami właśnie sama sobie pani zaprzeczyła i dowiodła tego jak głupią i nierozważną jest pani osobą. Może i umie pani grzebać chochelką w tym swoim kociołku, lecz w tej główce pomyślunku nie ma za grosz. Najwyraźniej w pani przypadku to co mówią o blondynkach jest prawdą, przykro mi się było o tym przekonać - odpowiedziała lodowatym tonem, a jej niski głos zabrzmiał ostro, nieprzyjemnie.
Podwinęła lewy rękaw szaty, odsłaniając Mroczny Znak; wytatuowany wąż w czaszce, symbol jej władzy i potęgi. Spojrzała w kierunku barmana, wstała i zawołała do niego: - Spieprzaj na zaplecze.
Zaraz po tym przeniosła znów wzrok na drobną postać pani Wroński. Drobna żyła przy skroni drgała niebezpiecznie, a usta zdobił drapieżny uśmiech, który nie sięgał oczu. W prawej dłoni znalazła się różdżka, którą wycelowała prosto w pierś Frances. Lada chwila miała pożałować tych słów, swojej arogancji i głupoty. Rookwood wyłożyła jej kawę na ławę tak jasno jak tylko to było możliwe. Zaoferowała szansę i bezpieczeństwo, doceniając talent. Najwyraźniej miała o Frances jednak zbyt wysokie mniemanie.
- Tak. Wciąż tak myślę. Jeśli masz w sobie szlam, powinnaś nas teraz błagać, byśmy cię nie odtrącali i to właśnie zrobisz. Brakuje ci pokory, koleżanko, więc pozwolisz, że udzielę ci lekcji - wyrzekła. Spojrzenie roziskrzonych od złości brązowych oczu Sigrun powędrowało w ślad za jej drobnymi palcami, odgarniającym pukiel włosów. - Mnie się nie odmawia, pani Wroński. Szkoda, że nie potrafi pani tego pojąć - powiedziała z udawanym żalem. - Oddasz mi wszystko, bo tak ci każę i będziesz dziękować za to, że wciąż żyjesz. - Sigrun nie miała już najmniejszego zamiaru odpowiadać na pytania Frances, tłumaczyć kim są my, skoro już wielokrotnie o tym wspominała, a jeśli tak rzekomo bystra czarownica nie znała definicji lojalności, to dalsza dyskusja byłaby stratą czasu. Czasu zaś Rookwood miała już niewiele.
Miała w sobie zaś całe morze gniewu, wściekłości i nienawiści. Iskra tego gniewu mogła rozpalić się od jednego słowa - a Frances cisnęła weń porządnym Incendio swoją butą. Uczyniła to celowo? Ogromna nierozwaga. Przypadkiem? Cóż, głupota i wielkie nieszczęście. Kim by jednak była i czy zasługiwałaby na miano Śmierciożercy, gdyby pozwoliła jej zwracać się do siebie w ten sposób?
- Crucio - wycedziła z mocą, celując prosto w pierś alchemiczki.
Inkantacja jednego z zaklęć niewybaczalnych padła z ust Rookwood z zadziwiającą łatwością, z jadem i złością. Chciała ją ukarać za tę bezczelność - pani Wroński nie miała najmniejszego prawa, aby tak się do niej zwracać. Niewdzięczna, głupia smarkula.

| ding dong, chyba potrzebujemy MG


She tastes like every

dark thought I've ever had
Sigrun Rookwood
Zawód : dowódca grupy łowców wilkołaków
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
I am not
ruined
I am

r u i n a t i o n
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag
i n s a n e
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5310-sigrun-rookwood https://www.morsmordre.net/t5379-astrid#121534 https://www.morsmordre.net/t5378-sigrun https://www.morsmordre.net/f100-harrogate-skala https://www.morsmordre.net/t5380-skrytka-bankowa-nr-1330#121543 https://www.morsmordre.net/t5381-sigrun-n-rookwood#121544
Re: "Pod ziemią" [odnośnik]29.03.21 16:10
The member 'Sigrun Rookwood' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 12

--------------------------------

#2 'k10' : 5

--------------------------------

#3 'k8' : 6, 3, 3, 6, 6, 5, 3, 8, 6, 2
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
"Pod ziemią" - Page 7 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: "Pod ziemią" [odnośnik]30.03.21 15:39
Pani Wroński nie przypadły słowa, jakie padły z ust towarzyszącej czarownicy. Im dalej w las, tym bardziej eteryczna alchemiczka nie chciała mieć nic wspólnego z zarozumiałą blondynką ani jakąkolwiek sprawą, którą przedstawiała. Znała jej podobnych czarodziejów, przepełnionych ideą oraz chęcią działania, jak choćby Drew oraz Cillian, żaden z nich jednak do tej pory nie potrakotwał jej w podobny sposób. Nie skomentowała w żaden sposób słów, jakie padły w jej kierunku - wiedziała, że zaklęcia da się zdjąć, nie miała jednak najmniejszego zamiaru wdawać się w kolejne dyskusje.
- Nigdy nie podważyłabym wielkości Czarnego Pana, darzę go szacunkiem. - Odpowiedziała jedynie, chcąc zakończyć dyskusję. Poza powszechnie znanymi informacjami, nie słyszała o nim wiele, ten jednak wydawał się być niezwykle ważną figurą. Ani jedno jej słowo nie było skierowane w jego kierunku, nie pomyślała nawet by poruszyć w jakikolwiek sposób jego temat. Jej po przednie słowa były jedynie spostrzeżeniem, subtelną radą bystrego umysłu który wyłapał luki w działaniach, dzięki której, przynajmniej w jej mniemaniu, szybciej mogli dojść do zamierzonego celu.
Chłód w głosie czarownicy sprawił, iż eteryczna alchemiczka wstała ze swojego miejsca, by powoli zacząć wycofywać się w kierunku wyjścia z baru.
- Przepraszam pani Rookwood, lecz powinnam się już zbierać. Dziękuję za wino, zamówienie prześlę pani sową jutro z samego rana. - Odpowiedziała uprzejmie, z szacunkiem w głosie, mając nadzieję, że jej słowa odrobinę złagodzą napiętą sytuację. Nie chciała problemów, te nigdy nie były obiektem jej zainteresowania. Powoli, bezustannie przesuwając się w kierunku wyjścia z baru, szaroniebieskim spojrzeniem wodząc między czarownicą a gośćmi zebranymi w barze, jednocześnie podejmując decyzję iż już nigdy więcej nie uda się na podobne spotkanie w samotności. Gdy czarownica kazała barmanowi opuścić to miejsce, eteryczna alchemiczka wzięła głęboki oddech, zastanawiając się co też powinna uczynić. Jej zdolności bojowe praktycznie nie istniały, miała przy sobie kilka fiolek, lecz było to ostatnim, co chciałaby zrobić. - Pani Rookwood, niczemu nie odmówiłam. Proszę zachować rozwagę, jestem alchemikiem rodu Burke pod protekcją samego lorda nestora Edgara Burke, który będzie wściekły, jeśli spotka mnie krzywda. - Weszła czarownicy w słowo gdy różdżka wycelowała w jej pierś, mając nadzieję, że nazwisko zaprzyjaźnionego rodu pozwoli jej uniknąć dalszej konfrontacji z wybuchową czarownicą. - Jestem przy nadziei! - Dodała jeszcze z rozpaczą w głosie głośniej, aby jej słowa dotarły do czarodziejów przy stoliku obok. Kłamała. Daleko było jej do podobnego stanu, używając jednak tego,niezwykle poruszającego oraz delikatnego argumentu, chcąc wzbudzić choćby odrobinę litości w czarodziejach, znajdujących się w barze. Szaroniebieskie spojrzenie przepełnione łzami przemknęło po zebranych. Nie czekała na dalsze wydarzenia, zwyczajnie puszczając się biegiem w kierunku znajdujących się nie tak daleko drzwi by opuścić to paskudne miejsce. Nie odwróciła głowy, gdy inkantacja opuściła usta czarownicy - wiedziała, że nie może się rozproszyć; że liczyło się w tym momencie jedynie by uciec, uniknąć dalszej konfrontacji oraz znaleźć bezpieczne miejsce, w którym będzie mogła się skryć. Skupiona na drzwiach ani na ułamek sekundy nie odwróciła wzroku w kierunku jasnowłosej czarownicy czy jej różdżki, by sprawdzić czy promień zaklęcia wędruje w jej stronę. Jedyną rzeczą, jaka wydawała jej się w tej chwili ważna była ucieczka. Smukłe palce zacisnęły się na klamce, alchemiczka naparła na drzwi z impetem by wypaść na ulicę, spowitą listopadowym chłodem. Z całych sił jakie posiadała w nogach ruszyła biegiem w kierunku jedynego, bezpiecznego miejsca jakie znała w tej okolicy - domu serdecznej przyjaciółki pewna, iż udzielą jej bezpiecznego schronienia na najbliższe godziny.


| zt. jeśli MG pozwoli.
Frances Wroński
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Even darkness must pass. A new day will come. And when the sun shines, it'll shine out the clearer.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806
Re: "Pod ziemią" [odnośnik]31.03.21 22:46
Listopadowe popołudnie nie przyciągnęło wielu czarodziejów do łącznika, zaadoptowanego na karczmę „Pod Ziemią”. Zajęte pozostawały pojedyncze stoliki, a zasiadujący na krzesłach czarodzieje zdawali się skupiać wyłącznie na odbywanych spotkaniach, nie wymianie zdań, jaka miała miejsce nieopodal. W końcu wielu ceniło sobie to miejsce za znacznie większą prywatność, której brakowało w innych, lokalnych przybytkach.
Barman leniwie wycierał morką szklankę, kiedy jego uszu doszedł podniesiony ton, właściwie krzyk, nakazujący opuścić salę. Mężczyzna uniósł zdziwione spojrzenie na Sigrun, a następnie skupił się na odsłoniętym przedramieniu ukazującym Mroczy Znak. Mimowolnie wykonał kilka kroków w tył i skrył się za barem, aby zniknąć z pola jej widzenia. Nie zamierzał mieszać się w nie swoje sprawy, tym bardziej że nie miał do czynienia z klientem, który przeholował z ilością wypitego trunku. Szczerze liczył, że obie Panie zdecydują się opuścić lokal nim dojdzie wymiany zaklęć, bowiem i tak miał znacznie mniej pracy. Podobne sytuacje nigdy nie wpływały dobrze na renomę, której z pewnością przyjdzie na tym ucierpieć.
Siedzącym najbliżej nie umknęły padające słowa, a także sięgnięcie po różdżkę. W części sali zapadła cisza; jedni przyglądali się obu kobietom z wyraźną ciekawością, zaś ci, którzy dostrzegli symbol czaszki, uciekali spojrzeniem pragnąc pozostać niezauważonym. Dopiero wypowiedziana inkantacja sprawiła, że atmosfera zgęstniała, obudziła wyraźny strach i nerwowe ruchy rąk wśród zebranych. Frances próbowała swym wyznaniem wzbudzić w nich litość, być może znaleźć sojusznika, który obroni ją przed Sigrun, jednakże nikt nawet nie drgnął. Zmierzając szybkim krokiem do wyjścia dostrzegła, jak powietrze nad jej głową przeciął promień czaru, który finalnie rozbił się o ścianę. Wroński zdążyła jedynie otworzyć drzwi i zaczerpnąć głębokiego oddechu.
Czarodzieje zasiadający po drugiej stronie sali również skupili się na źródle zamieszania. Niektórzy z nich sięgnęli po różdżki, nie mając możliwości widzieć przedramienia Rookwood. Nikt jednak nie odezwał się, ewidentnie oczekiwali na rozwój sytuacji.

| Witam serdecznie, waszym Mistrzem Gry jest Drew. W razie jakichkolwiek pytań zapraszam na PW/Discord.

Frances nie zdążyła opuścić lokalu. Jeżeli żadna ze stron nie podejmie próby ataku w kolejnym poście, można uznać wątek za zakończony. Od tego momentu stosujemy się do obowiązujących zasad mechaniki pojedynków.

Czas na odpis - 24h
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
"Pod ziemią" - Page 7 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: "Pod ziemią" [odnośnik]01.04.21 8:38
- Z pani słów wynika co innego - odparła Sigrun lodowatym tonem. Czarny Pan szerzył ideę czystości krwi, podczas kiedy Frances zupełnie ją podważała. Wypominała również błędy Ministerstwa Magii, które działało zgodnie z jego wolą.
- Nigdzie nie pójdziesz - ostrzegła czarownicę Rookwood, dostrzegając jak ta wstaje i zaczyna się wycofywać, z uniesioną i wymierzoną w nią różdzką podążyła więc za nią, nie mając najmniejszego zamiaru dać jej się oddalić. Kiedy zaś Frances doradziła jej rozwagę i powołała się na nazwisko Edgara Burke Sigrun roześmiała się perliście. Znała je doskonale. Znała też osobiście lorda nestora, lecz groźba Wroński nie robiła na niej najmniejszego wrażenia. Lord Burke, pomimo swych galeonów i tytułu, nie miał nad nią władzy - wprost przeciwnie. Cóż za szkoda, że Frances nie zdawała sobie z tego sprawy. Właściwie to wydało się nawet zabawne. Tak jak wyznanie, jakie miało w mniemaniu Frances najwyraźniej odciągnąć Sigrun od zamiaru ukarania jej za obelgę, obrazę i absolutny brak pokory. Co ona sobie w ogóle myślała? Rookwood zaoferowała jej tak wiele, okazała łaskę dając szansę, by dowiodła, że skaza na krwi nie znaczy tak wiele w jej przypadku - tymczasem Wroński niemal splunęła Śmierciożerczyni w twarz bez żadnego powodu. Nie mogła wobec tego pozostać obojętna. Brzemienny stan nie był żadną okolicznością łagodzącą. Jeśli zaś szukała sojuszników wśród nielicznych gości... Sigrun uniosła lewą rękę, na której widniał Mroczny Znak.
- Kto podniesie różdżkę na mnie, podnosi ją na Czarnego Pana. Nie wtrącać się. Sama zajmę się BUNTOWNICZKĄ - powiedziała głośno i wyraźnie, a w głosie blondynki zabrzmiała groźba. Jeśli mieli trochę oleju we łbach, to połączą symbol na jej przedramieniu ze znakiem jaki unosił się na niebie, gdzie Śmierciożercy pozostawiali po sobie ślad.
- Daję ci ostatnią szansę, Frances. Masz tu wrócić i podziękować za łaskę. Natychmiast - zwróciła się do alchemiczki, nie opuszczając z niej różdżki. Zadba już o to, by to zrobiła. - Imperio - powiedziała z mocą, chcąc przejąć pełnię kontroli nad tym bystrym umysłem eterycznej alchemiczki. Po tym zaczęła się zbliżać w stronę drzwi, do Wroński.


| Imperio we Frances, a potem chcę podejść tak blisko do niej ile mogę
-15 do ST Imperiusa dzięki biegłości organizacji


She tastes like every

dark thought I've ever had
Sigrun Rookwood
Zawód : dowódca grupy łowców wilkołaków
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
I am not
ruined
I am

r u i n a t i o n
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag
i n s a n e
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5310-sigrun-rookwood https://www.morsmordre.net/t5379-astrid#121534 https://www.morsmordre.net/t5378-sigrun https://www.morsmordre.net/f100-harrogate-skala https://www.morsmordre.net/t5380-skrytka-bankowa-nr-1330#121543 https://www.morsmordre.net/t5381-sigrun-n-rookwood#121544

Strona 7 z 9 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next

"Pod ziemią"
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach