Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Pomnik Pokoju

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Pomnik Pokoju   17.07.17 1:53

Pomnik Pokoju

Patki od zawsze były symbolem wolności. Zaś domki, które dla nich budowane były przez ludzkie dłonie, zostały właśnie w tym miejscu symbolem pokoju. Czy może raczej niemą manifestacją chęci, by Londyn został miejscem, w którym wszystkie spory rozegrane mogą zostać bez użycia przemocy. Wszystko stało się za sprawą małej dziewczynki Diany Morningstar, która wraz z mamą powiesiła domek dla ptaków w nietypowym miejscu – na swoim płocie. Swojej sąsiadce – pani Listingdown, opowiedziała kiedyś, że jej zdaniem Londyn jest wielkim pięknym domem dla różnych ludzi, tak jak domek, który powiesiła, jest domem dla każdego ptaszka, niezależnie od jego rodzaju. Nieszczęśliwie Diana padła ofiarą Pierwszej Wojny Czarodziejów. Po jej śmierci kochający ją ludzie, w ramach uczczenia pamięci dziewczynki niosącej światło na wiele różnych nietuzinkowych sposobów, obok jej domków powiesili kolejne. Przez lata ludzie pragnący pokoju przychodzą pod Pomnik Diany, zwany też Pomnikiem Pokoju i przez powieszenie domku dla ptaków czczą pamięć po zmarłych w wojnie i pragnienie by nad Londynem zawisły chmury pokoju.


Powrót do góry Go down
Frederick Fox
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t2155-frederick-fox#32552 https://www.morsmordre.net/t2178-poczta-fryderyka#33148 https://www.morsmordre.net/t2176-fantastic-mr-fox#33126 https://www.morsmordre.net/f220-varden-street-19 https://www.morsmordre.net/t3769-skrytka-bankowa-nr-605#69393 https://www.morsmordre.net/t2332-freddie-fox#35856
Zawód : łowca czarnoksiężników... znaczy auror!
Wiek : 32
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Kawaler
I am sometimes a fox and sometimes a lion. The whole secret of government lies in knowing when to be the one or the other.
OPCM : 46
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag
Love all, trust a few, do wrong to none.

PisanieTemat: Re: Pomnik Pokoju   25.07.18 14:07

stąd

- Jeśli wszyscy będa myśleć jak ty, faktycznie niczego nie zmienimy. - Zauważyłem sceptycznie, trochę jak starszy brat, który próbował wyciosać drzemiącą w Just odwagę. Miała już
okazji, aby udowodnić swoją niezłomność, dlaczego więc paraliżowała ją taka błahostka, jak złożenie skargi? Mulciber był jedną z największych plag, jakie nadal poruszały się po Londynie - gorszą niż anomalia, a ja mogłem jedynie domyślać się, że działania, które były mi znane, pozostawały wyłącznie czubkiem góry lodowej. - Rozpoczynasz kurs na aurora. Strach, który powstrzymuje się przed działaniem, jest twoim największym wrogiem. - Podsumowałem, nie rozumiejąc bierności, której przyczyną był abstrakcyjny brak konsekwencji. - Mogę zagwarantować ci, że milczeniem na pewno niczego nie zmienisz. Jego nazwisko na liście zaginionych niczego nie zmienia. Ten nędzarz spalił Ministerstwo, po czym z niego zwiał. Żyje i ma się dobrze.
Liczyłem na to, że moje słowa choć trochę przemówią Just do rozsądku. Sama chęć zostania aurorem nie wystarczała. Ta kariera była usłana serią niepowodzeń, nieustannych ucieczek, porażek, fałszywych tropów i zasadzek, a Tonks musiała być przygotowana na to, że przyjdzie jej upadać i podnosić się niezliczoną ilość razy.
Z anomalią poszło łatwiej; czułem opór magii, który z uporem próbował wytrącić mi różdżkę z dłoni, a potężny podmuch powietrza wymagał wielkiej siły, by dokończyć ujarzmianie magii. Nawet nie drgnąłem, stojąc jak skała - Just także wykazała się siłą, której nikt nie spodziewałby się po jej drobnym ciele.
- W porządku - przerwałem jej, gdy już zostawiliśmy cmentarz za sobą. Widziałem, jak mota się we własnych słowach - i szanowałem jej decyzję. - Nie będę ingerował w twoje sprawy. - Dodałem ze spokojem, bez wyrzutów w głosie. Tonks była dorosła, a ja miałem potrzebę załatwiania cudzych spraw - czasami wręcz na wyrost. - Jestem aurorem, ale nie czuję się bardziej gotowy. - Przyznałem, nie spoglądając na Just. Moje słowa musiały być raczej mało pokrzepiające, ale ten ciężar spoczywał na moich barkach już od dłuższego czasu, a rozmowa mimowolnie zawędrowała w te rewiry. Wyznanie słabości pomagało - przynajmniej na chwilę - a wewnętrznie czułem, że Just nie poczuje się nim sparaliżowana i nie zechce mnie oceniać. Nie mogła wiedzieć wszystkiego, wiele rzeczy pozostawało owiane mgłą tajemnicy, przypieczętowaną przysięgą. Nie byłem przygotowany na wywołanie anomalii, na wewnętrzne rozłamy w Zakonie Feniksa, na zniknięcie Garretta… to ostanie odczułem szczególnie boleśnie, Weasley potrafił trzymać wszystko w ryzach, za które teraz musiał ktoś złapać, aby rydwan pędził dalej przed siebie. Chciałem wierzyć, że cudem wydostał się z płonącego Ministerstwa - ale nawet jeśli, posiadał zbyt wielu wrogów, którzy nie życzyli mu najlepiej… - Emocje potrafią być kajdanami, ale i wyzwoleniem. Masz rację. Tylko ty możesz mu w tym pomóc. - Zgodziłem się z Just, z wolna kiwając głową. Skamander był trudnym orzechem do zgryzienia, nawet dla mnie. Ale Tonks niejednokrotnie pokazała już swoją siłę, zdolną kruszyć najtwardsze mury.
- Słyszałem. - Potwierdziłem, gdy Justine zatrzymała się przy ptasich budkach, w większości niedbale zawieszonych na płocie, który był już ledwie widoczny spod gromady małych domków. - Ale wszystko wskazuje na to, że bez względu na to, ile ich przybędzie, kolejna wojna pozostaje nieunikniona. - Stan wojenny dzisiejszego ranka zawisł nad Anglią niczym miecz damoklesa.





While you were hanging yourself on someone else's words, dying to believe in what you heard, I was staring straight into the shining sun.
Powrót do góry Go down
Justine Tonks
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks https://www.morsmordre.net/f192-st-james-s-street-13-8 https://www.morsmordre.net/t4284-skrytka-bankowa-nr-914#89080 https://www.morsmordre.net/t3701-just-tonks
Zawód : przyszły auror, ex ratowniczka
Wiek : 27
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
The gods will always smile on brave women. Like the valkyries, those furies who men fear and desire.
OPCM : 37
UROKI : 21
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 13
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Pomnik Pokoju   08.08.18 20:49

Wiedziała, że to nie było dobre podejście. A jednak jakiś mały chochlik - strach - szeptał jej po cichu do ucha. Wstrzymywał przed pewnymi decyzjami. Ważnymi, a jednak nie potrafiła ich podjąć. Dlaczego, co ją powstrzymywało? Zamrugała kilka razy powiekami wyrwana z rozmyślań poprzez słowa wypowiedziane przez Foxa. Westchnęła cicho, lekko, nie dziwiąc się jego słowom, a nawet bardziej czując się winną.
- Masz rację, Freddie. - przyznała cicho, czując złość, że musiał jej o tym przypominać. To było pierwszym, co powinna była zrobić. Ale jakiś jej defekt, nakazujący robić wszystko samodzielnie ją powstrzymywał, powtarzał złudnie w głowie, że sama da sobie z tym radę. Wiedziała, że jego słowa mają logiczny sens, że wszystko co powiedział jest prawdziwe. A jednak nadal przygryzała lekko wargę maszerując obok niego. - Nie umiem tego wytłumaczyć. Zawsze... - zastanowiła się, marszcząc brwi, maszerując kilka kolejnych kroków w ciszy walcząc z własnymi wargami. Zawsze zdawało jej się, że powinna załatwiać rzeczy sama. - List wysłać do biura? - zapytała, wpatrując się przed siebie. Brwi nadal marszczyły się lekko, a większość myśli, które przemykały przez jej głowę pozostawała niewypowiedziana.
Anomalia, choć stawiła im opór, była łatwiejsza niż inne decyzje - jak się okazało. Ale ciszyło ją to. To, że udało im się zaprowadzić spokój w jednym z kolejnych miejsc. Nadal pozostawało wiele, które potrzebowały naprawy, jednak - choć powoli - Tonks zamierzała zmierzyć z każdą. Licząc, że o jej towarzysze wyruszą na naprawy. Nie, nie licząc, wiedziała, ze większość z nich się ich podejmie.
- Dziękuję. - powiedziała, unosząc dłoń i sięgając do jego nadgarstka, na którym przez chwilę ją zacisnęła. Nie potrzebowała, by walczyć za nią, czasem potrzebowała wsparcia. A Lis od jakiegoś czasu był jej bliski i potrafił ją zrozumieć. Trochę jak Brendan czy Ben, chociaż w całkiem inny sposób niż oni. Bo wszyscy byli inni, jednak wsparcie które od nich otrzymywała - choć też inne było - było czymś, czego potrzebowała. Uniosła lekko, trochę krzywo wargę ku górze. Miała wątpliwości - oczywiście, że tak. Nie co do podjętej decyzji, a bardziej co do tego, czy ona sama jedna da sobie radę i udźwignie wybór, którego się podjęła. Choć nie mogła powiedzieć, że słowa wypowiedziane przez Foxa nie poprawiały jej lekko nastroju. Jeśli i on się tak czuł, może zwyczajnie tak skonstruowane były jednostki ludzkie, by ciągle wątpić.
Pokręciła lekko głową na kolejne słowa, sznurując usta. Uśmiech, lekki, niczym dotyk piórka, który gościł na nich wcześniej znikł. Sposępniała, znów marszcząc lekko brwi. To miłe, że sądził, iż jest w stanie zdziałać cokolwiek w tej sprawie, podczas gdy ona czuła jedynie coraz mocniej ogarniającą ją bezsilność. Jedak...
- To fakt. - zgodziła się z nim, zatrzymując się przy domkach. - Myślałam, że przyznanie się do tego co czuję, jest... - zmarszczyła brwi i wzruszyła ramionami, odejmując wzrok od jednego z domków. - ... złe. - przyznała się, chyba po raz pierwszy, komukolwiek. Spojrzenie zawiesiła na stojącym obok Foxie. - Gdy przyznałam się w końcu, nie tylko sobie ale i całemu światu. - dłonie wsadziła do kieszeni spoglądając w niebo nad ich głowami. - Coś ciężkiego spadło mi z ramion. - nie odejmowała spojrzenia od pochmurnego, ciemnego już nieba, mrużąc lekko oczy.  - Choć też nic nie sprawdziło się z miliona wyobrażeń, które kreowała moja głowa odnośnie tej sytuacji. - poczuła na twarzy kroplę, prawdopodobnie zanosiło się na deszcz. Wzięła głęboki wdech w płuca nadal myśląc, wracając wspomnieniami do tamtych chwil. - Nie jestem pewna, czy pozwala mi trwać przy sobie, bo potrzebuję tego ja, czy chcemy tego oboje. - opuściła głowę i spojrzała na stojącego obok przyjaciela. Uśmiechnęła się, jednak trochę ponuro, krzywo, jednocześnie też łagodnie i z nostalgią, jakby jej myśli i wspomnienia wracały ją do czasów innych - prostszych.  - Nie przebiję się przez mur, jeśli nie znajdę w nim wyrwy. A na to musi mi sam pozwolić. - dodała jeszcze.
- Niestety. - pokiwała smutno głową, jeszcze raz zerkając w stronę domków zawieszonych na płocie. Ruszyła powoli dalej. Oplotła dłoń wokół jego ramienia. Mieli chwilę, wieczór zdawał się nieść spokój - choć pewnie był on tylko pozorny. Oparła głowę na jego ramieniu wzdychając lekko. - Postarajmy się, Freddie. - poprosiła go cicho. Nie zginąć, wygrać tą walkę, odnaleźć we wszystkim chwilę na oddech, by nie zwariować.





Here is what they do not tell you about Death: when Death says "You are born for this", she clearly means
"You will die for this".

Powrót do góry Go down
Frederick Fox
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t2155-frederick-fox#32552 https://www.morsmordre.net/t2178-poczta-fryderyka#33148 https://www.morsmordre.net/t2176-fantastic-mr-fox#33126 https://www.morsmordre.net/f220-varden-street-19 https://www.morsmordre.net/t3769-skrytka-bankowa-nr-605#69393 https://www.morsmordre.net/t2332-freddie-fox#35856
Zawód : łowca czarnoksiężników... znaczy auror!
Wiek : 32
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Kawaler
I am sometimes a fox and sometimes a lion. The whole secret of government lies in knowing when to be the one or the other.
OPCM : 46
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag
Love all, trust a few, do wrong to none.

PisanieTemat: Re: Pomnik Pokoju   09.08.18 0:51

- Zawsze co? - Zainteresowałem się, spoglądając badawczo na twarz Justine, gdy urwała w połowie zdania. Nie wiedziałem, jaka historia skrywała się pod palisadą delikatnych, bladych policzków; wiedziałem natomiast na pewno, że każdy człowiek niósł ze sobą bagaż doświadczeń, a tylko głupiec narzekał na jego ciężar, zamiast zacząć wyciągać z jego wnętrza wnioski, żeby sobie trochę ulżyć. - Nie list. Skargę. - Poprawiłem Tonks, uśmiechając się półgębkiem, zadowolony z szybkiej, bezdyskusyjnej zmiany jej nastawienia. No, zuch dziewczyna.
Znieruchomiałem na moment, gdy złapała mój nadgarstek. Było w tym geście coś intensywnego - ciepłego, ale jednocześnie desperackiego, niepodobnego do żadnego innego uścisku, nakazującego zapamiętać mi tę chwilę. Spojrzałem w niebieskie tęczówki Tonks, odważnie, szybko odnajdując w niej pokrewną duszę. Zupełnie inną od mojej, zupełnie inaczej zagubioną i jeszcze gdzie indziej odnalezioną, ale tak samo błądzącą i na swój sposób silną, zmierzającą w kierunku migoczącego światła. Wykorzystałem most, który między nami stworzyła, niwelując dzielącą nas odległość i na chwilę otaczając Justine ramieniem - wcale nie tak silny, na jakie wyglądało w zderzeniu z jej drobnym ciałem.
- To ja dziękuję. - Za cierpliwość. Wytrwałość. Pokorę. Trochę czułem, że nie musiałem tego wszystkiego mówić, że jeden uścisk tłumaczył powstałą między nami więź lepiej, niż jakiekolwiek słowa. Tonk zawsze była gdzieś obok - tak samo bliska jak i daleka - ale zjednoczeni pod sztandarem Zakonu Feniksa jeszcze nigdy nie byliśmy tak zżyci. Jak rodzina, którą wybrałem samemu. I za którą czułem się odpowiedzialny. Ale i na której mogłem polegać.
Wiedziałem to. Po prostu.
W milczeniu przysłuchiwałem się jej chaotycznej opowieści, bez problemu łącząc ze sobą kropki. Prawdopodobnie nie byłem w tej chwili najlepsza osobą do tego, by pomagać jej w sprawach sercowych, bez względu na to, jak bardzo nie chciałem. Kiedy samemu przedarłem się przez gruby mur, znalazłem za nim najczystsze szczęście, a wiedziony sukcesem postanowiłem zaryzykować, pójść o krok dalej.
Nie zauważyłem, że za murem była jeszcze wyrwa. Cholerna otchłań, która pochłonęła mnie bez reszty. Na zawsze. Ostatecznie.
- Nie masz prawa wstydzić się własnych uczuć. Ani uważać, że są złe. Niewłaściwe. - Zacząłem w końcu. - No, chyba, że rzeczywiście są złe. Przesiąknięte nienawiścią do świata i zamykające cię na jego piękno. Ale o to bym cię nie podejrzewał. - Wtrąciłem, jak zwykle pozwalając ponieść się dywagacjom. - Samuel to skomplikowany przypadek. - Widziałem, że nie jest jej łatwo o tym opowiadać, że uciekała wzrokiem z dala od moich oczu, choć jednocześnie czułem, że jakaś część Tonks bardzo potrzebowała tej rozmowy. Bała się - zupełnie niepotrzebnie. Uczucia były stworzone do tego, żeby je wyciągać z szafy i nakładać na siebie niczym najlepsze kreacje. - I być może wizja trwania obok siebie paraliżuje go bardziej, niż którekolwiek z nas jest w stanie sobie to wyobrazić. Daj mu czas. - Choć obecny stan nadchodzącej wojny nieszczególnie sprzyjał umizgom, zwłaszcza w przypadku profesji aurora. - To najlepszy sprzymierzeniec. I pozwoli poznać ci motywacje Skamandera. Na pewno. - Nie wierzyłem bowiem w to, aby Samuel pozwalał jej żyć nadzieją tylko z poczucia obowiązku. Albo litości? Nie był okrutny - w to nie chciałem wierzyć.
Mimowolnie, podążając za gestami Justine, przystanąłem na chwilę pod pomnikiem, pozwalając jej odnaleźć azyl pod swoim ramieniem. Dłuższą chwilę staliśmy w milczeniu, a ja bezwiednie wpatrywałem się w ptasie budki, z goryczą odnajdując jedną z przyczyn zbliżającej się wojny w samym sobie.
Zawiodłem.
Nie byłem w stanie odpowiedzieć na słowa Tonks; na końcu języka tańczyły mi jedynie słowa związane z porażką, a popełnianiem błędów - nie chciałem wchodzić w rolę ponurego wieszcza. Więc milczałem, z rozkoszą odkrywając, że w towarzystwie Justine była to czynność absolutnie niekrępująca.  
 
zt





While you were hanging yourself on someone else's words, dying to believe in what you heard, I was staring straight into the shining sun.
Powrót do góry Go down
Justine Tonks
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks https://www.morsmordre.net/f192-st-james-s-street-13-8 https://www.morsmordre.net/t4284-skrytka-bankowa-nr-914#89080 https://www.morsmordre.net/t3701-just-tonks
Zawód : przyszły auror, ex ratowniczka
Wiek : 27
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
The gods will always smile on brave women. Like the valkyries, those furies who men fear and desire.
OPCM : 37
UROKI : 21
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 13
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Pomnik Pokoju   29.08.18 18:57

- Zawsze sądziłam, że muszę... - zawahała się chwilę, po czym wzruszyła ramionami i spojrzała na Foxa przepraszająco dając jasno do zrozumienia, że nie jest w stanie jednoznacznie określić tego, o co jej chodziło. - Sama się zająć wszystkim. - skończyła koślawo. Nie szło jej to za dobrze, chyba dlatego, ze było jej trochę wstyd. Potrafiła ufać i ufała mocno, a jednak zdawało jej się, że problemy, które dotyczą ją, może rozwiązać tylko ona sama. Podczas gdy innym chciała tą pomoc nieść. Ale miał rację, nie zamierzała się kłócić. Nie było już czasu na strach, czy obawę. Oni sięgali po plugawe zaklęcia nie cofając się przed niczym. Zaś oni winni sięgnąć po każdą możliwą formę walki.
Uniosła na niego spojrzenie, gdy i on jej podziękował i uśmiechnęła się lekko. Odnalazła z nim więź, coś na zasadzie pokrewnych - choć tak różnych - dusz. Lubiła go, ceniła jego wiedzę. I czuła przy nim dziwną wolność, pozwalającą na otwartość, którą wcześniej uważała za dziwną, dziś za zwyczajnie naturalną.
Przestała mieć opór w mówieniu o tym, co czuła odkrywając, że nie boi się już obnażyć. Wypowiedzenie słów w stronę Skamandera wyzwoliło ją. Pokazało, że choć odpowiedź, czy reakcja możne zaboleć, nie jest w stanie wyrządzić większych szkód.
Spojrzała w jego kierunku lekko zaskoczona, brwi uniósł się ku górze, gdy wzrok z nieba przenosił się na niego. Nie powinna, jak więc miała pokonać to uczucie, które powtarzało jej ciągle coś innego? Nie wiedziała.
Nie, nie sądziła, że jej uczucia są złe. Miłość była najczystsza, choć i ją można było pokierować w złym kierunku. Ona jednak swojej pozwalała trwać nadal czekając. Uniosła lekko wargi w krzywym uśmiechu. Tak, Skamander był skomplikowanym przypadkiem. Jej przypadkiem, na który chorowała przewlekle nie będąc w stanie znaleźć antidotum.
Wykorzystywała go często - Freda - by móc skonfrontować z kimś własne myśli. A on nigdy jej nie odmówił, czasem nie raz pokazując inne strony, odpowiedzi do których nie doszłaby bez jego pomocy.
Zerknęła na niego niepewnie. Nie rozumiała. Czemu właśnie to miałoby go paraliżować. Czy rzeczywiście tak straszny było mieć ją obok? Czy może chodziło o coś więcej. Coś, czego nie potrafiła dostrzec. Krzywy uśmiech nie schodził z jej twarzy.
Czas. Towar ciężki do zdobycia. Zwłaszcza teraz. Zwłaszcza w ich sytuacji w której każdy dzień mógł zakończyć się śmiercią. Nie mieli czasu, a jednak ona musiała właśnie na nim polegać.
- Myślę, że prędzej czy później będę musiała zapytać. - powiedziała spokojnie. Choć potrafiła z niego czytać, to przychodziło jej to z coraz większym problemem. A wiedziała, że lepiej zapytać wprost, niż snuć domysły.
Ciepłe ramię Foxa pod którym się skryła pozwoliło jej na chwilę oddechu. Obserwowała budki ze smutkiem, zastanawiając się, jak wiele więcej ich tutaj jeszcze zawiśnie.
Przed nimi była ciężka droga, miała nadzieję, że na końcu oboje się spotkają.

|zt :pwease:





Here is what they do not tell you about Death: when Death says "You are born for this", she clearly means
"You will die for this".

Powrót do góry Go down
 

Pomnik Pokoju

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Wejście do Pokoju Życzeń

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Dalsze dzielnice :: London Borough of Enfield-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-18