Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Pałac zimowy
AutorWiadomość
Pałac zimowy [odnośnik]17.07.17 1:58
First topic message reminder :

Pałac zimowy

Dawna rezydencja królewska, która wieki temu przejęta została przez czarodziejów. Dzięki zaklęciom nałożonym na pałac oraz okolicę, wszędzie panuje wieczna zima. Dzięki temu żyją tu magiczne stworzenia, dla których angielski klimat zwykle jest zbyt ciepły. Podziwiać można je przez okna restauracji lub hotelu, które powstały w pałacu. Wycieczki po ogrodach możliwe są tylko z przewodnikiem, który doskonale wie, którędy chodzić, by nie płoszyć zwierząt. Czasem jednak da się go przekonać, by pozwolił na chwilę swobody wśród zaśnieżonych drzew.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Pałac zimowy - Page 11 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Pałac zimowy [odnośnik]02.12.21 22:55
Kiedy Rigel wracał na miejsce, kolana nadal lekko mu drżały. To był prawdziwy zaszczyt otwierać swoim wystąpieniem aż takie poważne wydarzenie. Gdzieś w głębi duszy czuł, że mógł wystąpić lepiej, opowiedzieć więcej - lord Black zawsze był wyjątkowo krytyczny wobec siebie. Dlatego poniekąd zaskoczyły go oklaski, jakie wybrzmiały, kiedy skończył mówić i szykował się do opuszczenia mównicy.
Odpowiedzi na pytania poszły również całkiem sprawnie. Ludzie interesowali się tematem, rozmawiali z nim - a to była chyba najlepsza z możliwych nagród.
- Bardzo dziękuję za pytania, Panie Sallow. - zwrócił się do polityka z uśmiechem, kiedy dołączył do reszty osób, ściśniętych przy stoliku. Spojrzał również na swoją przyjaciółkę.
-I jak było? - zapytał ostrożnie. - Dało się tego słuchać?
W końcu trafił na wydarzenie towarzyskie, podczas którego, mimo delikatnego stresu, czuł się jak ryba w wodzie. Dlatego w przerwach między kolejnymi wystąpieniami odkładał na bok nieśmiałość, nabytą za sprawą karcących spojrzeń swojego ojca, stając się w końcu sobą - czarującym i pewnym siebie mężczyzną. Nareszcie mógł spokojnie rozmawiać z ludźmi posiadających podobne zainteresowania, otwartych na różne teorie i punkty widzenia. Polityka tym razem była tylko tłem tych dyskusji, nie przeszkadzała w rozmowach, sprawiając, że nie ograniczały się one wyłącznie do marudzenia na krzywdy, wyrządzone przez mugoli.
A to była miła odmiana.
Podczas wystąpień lord Black siedział w milczeniu, robiąc notatki, mając w taki sposób zamiar skorzystać z wiedzy występujących naukowców. Najbardziej skupiał się na wystąpieniach zielarzy i numerologów, ale jego uwagę nie mogło nie zwrócić wystąpienie profesora Vane’a. Stawiało ono pytania, stanowczo wychodzące za ramki tego, o czym mówili wszyscy jego przedmówcy. To bardzo spodobało się Rigelowi. Zmiana perspektywy wyraźnie pobudziła jego wyobraźnie. Chyba zawsze podobnie reagował, kiedy wchodziło się na tematy około astronomiczne.
Kosmos uczył pokory. Pokazywał, że wszystkie osoby wraz ze swoimi problemami są tylko małymi, nic nieznaczącymi ziarenkami piasku w obliczu nieskończoności. Temat ten nie był wygodny, mijając się z główną linią polityczną, uwierał, niczym kamień w bucie. Jednak z drugiej strony był jak powiew świeżego powietrza, wpuszczony do dusznego pokoju.
Sympozjum na chwile pozwoliło Rigelowi zapomnieć o wszystkich okropieństwach, czekających na niego za murami Zimowego Pałacu. O wojnie i śmierci, której to cień co raz częściej nawiedzał młodego lorda w koszmarach.

/zt


The truth may be out there
But the lies are inside your head.

Rigel Black
Zawód : Stażysta w Departamencie Tajemnic, naukowiec
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
We are all roamers of vast spaces and travellers in many ages.
OPCM : 0
UROKI : 16 +2
ALCHEMIA : 13 +5
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0 +1
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8887-rigel-black https://www.morsmordre.net/t9011-apt#270971 https://www.morsmordre.net/t9014-skeletons-in-my-closet#271101 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t9012-skrytka-bankowa-nr-2091#270977 https://www.morsmordre.net/t9026-rigel-a-black#271647
Re: Pałac zimowy [odnośnik]03.12.21 12:52
« Nauka uwolniła człowieka od lęku przed bogami »
Musiał przyznać, że nie spodziewał się podobnego rozpoczęcia roku. Początku, jak i w ogóle przełomu, bo O pochodzeniu magii pojawiło się wszak jeszcze przed Świętami Bożego Narodzenia, a w odpowiednich kręgach rozpoczęły się całe dyskusje na ten temat, jeszcze zanim wybiła sylwestrowa północ. Zapracowanie było bardziej niż widoczne, a ograniczony przedziału czasu, jaki Jayden mógł poświęcić domowym sprawom, odbijał się jedynie na jego własnym samopoczuciu. Obwiniał się za to, że nie był w stanie być tak samo dostępny, jak wcześniej, ale miał świadomość, że wszystko miało zwolnić po sympozjum. Przeładowanie materiałem w przeszłości nie osiągało podobnej skali, jaka istniała aktualnie. Można było wręcz powiedzieć, że nigdy wcześniej nie był na wyższym poziomie rozwoju aniżeli teraz. Zawiązując międzynarodowe sojusze naukowe, wykładając na najważniejszym, globalnym kongresie astronomicznym, publikując własne, przełomowe dokonania nie tylko w samej dziedzinie astronomii, ale także samej magii. Organizując sympozjum związane z promocją książki zawierającą opis tych badań... Starsi od niego, bardziej doświadczeni naukowcy mogli przez całe życie nie doczekać się podobnego zaszczytu oraz kulminacji zdarzeń. Oczywiście nie dokonał tego sam, jednak nie mógł ujawnić nazwisk osób, związanych z projektem. Wszyscy woleli pozostać w cieniu, a i on sam nie naciskał, doskonale rozumiejąc, z czym mogła wiązać się publikacja cudzych personaliów. Jego znali praktycznie wszyscy. Nie była to jednak sława, a egzystencja w przestrzeni publicznej. Niekiedy przydatna, innym razem wyraźnie odbijająca się czkawką. Większość wciąż jednak nie kojarzyła jego twarzy na tyle, by miał problemy z przejściem po ulicy bez zaczepienia. To nie zdarzało się w odpowiednich kręgach, ale był za to wdzięczny. Po przesyceniu uwagą chciał i potrzebował odpocząć. Sympozjum było niesamowicie ważnym wydarzeniem i cieszył się, że się odbyło bez większych komplikacji — co nie było do końca wiadome — ale tak samo czuł ulgę, iż dobiegło końca. Nie mógł się doczekać powrotu do domu, zajrzenia do pokoju chłopców, wykąpania się i pójścia po prostu spać.
Dlatego też nie przedłużał swojego pobytu w Pałacu Zimowym. Po mowie wieńczącej udał się jeszcze na krótką rozmowę z Thaddeusem i Augustusem, a gdy z obydwoma czarodziejami zamknęli ostateczne sprawunki, wrócił jeszcze do Sali Tronowej, gdzie znajdowali się jego bliscy. Uściskał rodziców i dziadków, pozwalając także, aby obciążenie tytulatury zeszło z jego ramion. Nie poświęcał jednak rodzinie zbyt wiele czasu — mogli się spotkać później. Wieczór i tak zabrał go na kilka godzin od chłopców, a późna pora nie była usprawiedliwieniem, aby wydłużyć swoją nieobecność silniej. Polegał tylko i wyłącznie na Roselyn oraz Śpioszku, który miał w nagłej sprawie nie przejmować się sympozjum. Gdyby coś się wydarzyło dzieciom, a Jaydena nie byłoby w domu i nie zrezygnowałby ze swojej prelekcji, nie mógłby nazywać się ojcem. Dlatego też wyraźne polecenia zostały wydane, notka dla dziewczyn zostawiona... Nie chciał kłopotać ich silniej, aniżeli to było potrzebne. W końcu każda z nich miała swoje sprawy i brakiem pomyślunku z jego strony byłoby dokładanie im kolejnych. Musiał więc wrócić o przyzwoitej godzinie. Zresztą... Z chęcią zniknąłby już z tego naukowego świecznika. Dopiero gdy zeszło z niego całe spięcie, poczuł, jak bardzo był zmęczony i marzył o opadnięciu na swój ulubiony fotel, zapominając o wszystkim. Żegnając się z bliskimi oraz pracownikami pałacowymi, profesor opuścił znajome Shropshire, które tej nocy wydawało się nadzwyczajnie spokojne. Vane poczuł jednak wyraźną ulgę, gdy zniknął z jego terenów.

plotkujemy tutaj
Jayden zt


he's the hero world deserves, but not the one it needs right now. they'll hunt him. he can take it. he's a silent guardian, a watchful protector. A DARK KNIGHT.
Jayden Vane
Zawód : astronom, profesor, publicysta, badacz, erudyta, ojciec
Wiek : 32
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Sometimes the truth
Isn’t good enough.
Sometimes people deserve more.
Sometimes people deserve
To have their f a i t h rewarded.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4372-jayden-vane#93818 https://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 https://www.morsmordre.net/t4451-lucky-star#95083 https://www.morsmordre.net/f113-irlandia-killarney-national-park-theach-fael https://www.morsmordre.net/t4454-skrytka-bankowa-nr-1135#95111 https://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane
Re: Pałac zimowy [odnośnik]08.12.21 18:58
Nie żałowała, że tu przybyła i wzięła udział w konferencji naukowej. Każdy z prelegentów mówił o swojej dziedzinie z pasją i zaangażowaniem. Nie każdy ją na równi zachwycił, nie każdy porwał swoim wykładem, ale nie mogła im odmówić tego, że mówili z perspektywy swojego doświadczenia i badań jakie przeprowadzili; to było dla niej istotne i ważne. Zapamiętale tworzyła notatki z każdego wykładu, niektóre podkreślając dwiema liniami, zaznaczając sobie aby na danym aspekcie się skupić kiedy będzie analizowała zapiski na spokojnie w Durham. Oczywiście, bardzo uważnie słuchała prelekcji Rigela i zaangażowała się w dyskusję tym samym chcąc zachęcić przyjaciela aby pochwalił się jeszcze bardziej swoją wiedzą. Od kiedy pamiętała lorda Black ciągnęło w świat nauki nie zaś polityki jak resztę jego rodziny, co nie zmieniało faktu, że pracował w Ministerstwie Magii. Od czasu do czasu zerkała w stronę pana Mulcibera, czy znów obudzi się w nim duch z Locus Nihil? Z miejsca, z którego wszyscy wrócili w jakiś sposób naznaczeni?
-Gratuluję, nie zemdlałeś na mównicy. - Uśmiechnęła się delikatnie do Rigela kiedy wrócił do nich do stolika. -Byłeś wspaniały, nie masz się czego wstydzić. - Dodała po chwili zachęcając aby zajął swoje miejsce. Będzie czas aby jeszcze omówić jego występ, nie chciała być niegrzeczna i przeszkadzać innym. Czekała na występ profesora, który jeszcze w czasach szkolnych uczył ją astronomii. Dziś miała okazję posłuchać go ponownie, a wspomnienia z Hogwartu powróciły pokryte patyną czasu i sentymentalności. Kartki zapełniały się eleganckim pismem lady Burke, która z poważną i pełną skupienia miną słuchała wykładu. Sympozjum, nawet w czasach wojny, było niezwykle potrzebne. Nauka, niezależnie od tego czym zajmowali się politycy i żołnierze, domagała się ciągłej pracy i uwagi. Chłonny umysł młodej damy domagał się nowej wiedzy, którą będzie mogła wykorzystać w swojej pracy. Liczyła na to, że kolejne sympozjum będzie zawierało w broszurze wystąpienie młodej kobiety, która mocno ubolewała nad tym, że świat nie patrzył przychylnie na ambitną płeć piękną. Dzisiejsze wydarzenie sprawiło, że pragnęła więcej i wiedziała, że kolejne dni spędzi w pracowni pochylają się nad nowymi projektami i badaniami, które czekały na odkrycie.

|zt



May god have mercy on my enemies
'cause I won't

Primrose Burke
Zawód : Badacz artefaktów, twórca talizmanów, B&B
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Problem wyjątków od reguł polega na ustaleniu granicy.
OPCM : 4 +1
UROKI : 1
ALCHEMIA : 28 +5
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 6 +2
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica
Pałac zimowy - Page 11 E331336106fb118b6485453aee90de3a
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8864-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8880-listy-do-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8879-primrose-burke https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t9143-skrytka-bankowa-nr-2090#276327 https://www.morsmordre.net/t8894-primrose-e-burke
Re: Pałac zimowy [odnośnik]11.12.21 1:07
Odzyskał kontrolę, odzyskał władzę nad samym sobą — to było przyjemne uczucie, powrócić do siebie i robić dokładnie tego, czego chciał. Spojrzał jeszcze na Rigela, skinął mu głową, a następnie poczęstowany miodem usiadł przy stoliku ponownie. Zmarszczył brwi, w zamyśleniu. Cóż powinien powiedzieć? Nie zwykł się usprawiedliwiać, nigdy nie obchodziło go zdanie innych, a jednak to, co się z nim działo powinno pozostać tajemnicą. Nie dla Sallowa, był zaufanym sprzymierzeńcem, ale wokół było zbyt wielu ludzi, którzy mogli słuchać.
— Niestety nie— odpowiedział Corneliusowi, uśmiechając się uprzejmie. — Ale dziękuję za wyrozumiałość — odpowiedział mu, subtelnie rozglądając się dookoła, jakby chciał dostrzec, czy ktokolwiek jeszcze — ile osób i kto, zwrócił na jego dziwne zachowanie uwagę. Nie przeszkadzała mu opinia dziwaka, podobnie jak człowieka słabego i tkwiącego w książkach i teoriach; nie był ani silny ani szczególnie dobrze zbudowany, zarówno postawą jak i zachowaniem nie odbiegał od zachowania przeciętnych urzędników Ministerstwa Magii.
Był nieco nieobecny do końca spotkania, ale pomimo myśli uciekających w kierunku Ogmy, starał się z zainteresowaniem i uwagą wysłuchać do końca wykładu zarówno Rigela, jak i Jaydena. Obaj mieli coś do powiedzenia czarodziejskiemu światu, zaprezentowania swoich tez i punktów widzenia. Znacznie mniej interesowały go wypowiedzi stażysty, odbiegające zarówno od jego zainteresowań jak i pasji, jednak cierpliwie wyczekał końca, wiedząc, że młody badacz z pewnością będzie chciał z nim ten temat jeszcze poruszyć. Zdecydowanie bardziej zainteresowany był słowami Vane'a, który miał już pewien bagaż doświadczeń i badań za sobą, a jego opinie i prognozy, teorie na tema magii i wszechświata były nie tylko intrygujące, ale także pouczające. I choć pozory jakimi otaczał się Mulciber zawsze plasowały go w miejscu człowieka, który wiedzieć mógł już wszystko, doskonale zdawał sobie sprawę z tego, jak wiele pozostało do odkrycia i poznania. Właśnie dzięki takim spotkaniom, wykładom i rozmowom konfrontował swoją własną wiedzę i przekonania z tym, co panowało pośród pozostałych.
Musiał wrócić. Nie tylko dlatego, że wzywały go obowiązki, dzieci w Gwiezdnym Proroku i badania w Departamencie Tajemnic. Musiał zniknąć, nim ktokolwiek postanowi poruszyć z nim temat tego, co się zdarzyło, unikając niewygodnych pytań i czujnych spojrzeń.
— Corneliusie — pożegnał mężczyznę, powstając. Odprowadził wzrokiem także lady Burke, wiedząc, że wytłumaczy jej swoje nieuprzejme zachowanie kiedy zajrzy do niej w interesach.

| zt



pan unosi brew, pan apetyt ma
na krew
Ramsey Mulciber
Zawód : Niewymowny
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler

Świat smakuje jak machora
a machora jak ten świat,
kiedy przyjdzie na mnie pora
sam wyostrzę czarny bat.
OPCM : 40
UROKI : 20 +2
ALCHEMIA : 0 +3
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 56 +7
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5 +3
Genetyka : Jasnowidz
Pałac zimowy - Page 11 BfgY2uH
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber https://www.morsmordre.net/t2290-ursus#34823 https://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry https://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 https://www.morsmordre.net/t2922-skrytka-bankowa-nr-624#47539 https://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Re: Pałac zimowy [odnośnik]16.12.21 21:13
- Dobrze, że odświeżyłeś sobie pamięć. Byłabym zawiedziona, gdyby okazało się, że żadna z historii nie wyryła się w niej na tyle, by pozostać z tobą do dziś - podążyłam za Elricem do tego teatru lalek, gdzie za sznurki pociągaliśmy oboje, grając swój komediodramat. Szybko wszedł w rolę, zupełnie jakby się do niej urodził, albo swoboda zwyczajnie dobrze na nim leżała. Najwyraźniej w młodości instynkt mnie nie zawodził, pozwalając lgnąć do ludzi, którzy mimo upływu czasu nie stawali się pustymi skorupami, ani też nie obrastali w kolorowe pióra, spod których ciężko było rozpoznać ich prawdziwe twarze. Kiedy Lovegood odmówił szampańskiej rozrywki, ułożyłam opuszek palca wskazującego w kąciku oka, powoli zakreślając zaowaloną ścieżkę niewidzialnej łzy, aż do krawędzi ust, zastanawiając się tym samym, czy jedynie się z nim droczę, czy w swojej nieposkromionej naturze mimowolnie próbuję go oczarować. Perskie oko puszczam jednak nie do niego, a do wuja, który zdecydowanie potrzebował hojności Everetta, po czym unoszę własną filiżankę, świętując wieczór, który okazał się pełen nieoczywistych spotkań.
Prowokacja ze strony Elrica w pierwotnym odruchu przywołała na moje oblicze łotrzykowski uśmiech, w ślad za którym podążyło uniesienie brwi. Zdarłam podbródek, palcem wskazującym raz jeszcze nasuwając okulary na nos, by po chwili inscenizowanej obserwacji odłożyć je obok filiżanki, opierając dłonie i łokcie na stole oraz prostując się na swoim krześle, jakbym co najmniej miała wygłosić orędzie.
- Za grzeczny jesteś na taką ekstrawagancję - podsumowałam krnąbrnie, nie mając pojęcia, czy jego pytanie niosło ze sobą ukrytą prawdę, czy może jednak było zwyczajnym wytknięciem mankamentów mojej urody. Przez chwilę towarzyszyła mi powaga, którą zmyło uniesienie kącików ust - ono jedno sygnalizowało, że nie zboczyłam ze ścieżki, którą wytyczyliśmy, gdy tylko przekroczyliśmy próg sali tronowej. Nieustannie sprawdzałam, gdzie leżą jego granice, wiedziona wyłącznie ciekawością i wizją tego, co wydarzy się, jeśli sięgnę zenitu. Zupełnie jakby mieszkała we mnie zmora, która żywiła się krążącą w żyłach euforią i niepewnością, wiecznie żerująca i wiecznie nienasycona.
A później beztroska prysnęła niczym mydlana bańka.
Trudno było pogodzić się z tym, z jaką łatwością Sallow przejął nade mną kontrolę i z jaką precyzją rozbudził we mnie złość, wypowiadając zaledwie jedno zdanie, całkowicie miałkie dla osób postronnych. Trudno było utrzymać emocje na wodzy - jeszcze trudniej ukryć je przed towarzyszącymi mi przy stoliku mężczyznami. Szybko dopadły mnie wyrzuty sumienia - z czarującej i frywolnej przepoczwarzyłam się w ponurą i zgorzkniałą, choć natura chyba zaplanowała to sobie inaczej.
- To Cornel. - Wzruszyłam ramionami w geście bezradności na złotą mądrość płynącą z braterskich ust. Domyślałam się, co Everett próbował mi przekazać, nie potrafiłam jednak poskromić złości. Stała się katalizatorem wszystkich nerwów, które oplatały moje ciało od środka, przejmując nad nimi dyktaturę. - Tak bardzo pucuje się przed wysoko postawionymi urzędasami, że gdyby chciał, posadziłby mnie za krzywe spojrzenie. - Kontynuowałam na tyle cicho, że wyłącznie on mógł mnie usłyszeć. Nie szukałam usprawiedliwienia dla swoich motywów. Oboje wiedzieliśmy, że rodzina mojego zmarłego męża posiadała koneksje, z którymi trudno było stawać w szranki w obecnej sytuacji politycznej. - Do dzisiaj dziwi mnie, że zarejestrowałeś różdżkę. - Spojrzałam na brata, jakby w nadziei, że wytłumaczy mi impuls, którym nim kierował, choć wcale nie miał obowiązku spowiadać się przede mną. Nie ufałam tej nowej metodzie - ani nowemu porządkowi, w imię którego Lancashire znalazło się na ostrzu noża. Kiedy głos zabrał wuj Ethan, moje spojrzenie przeniosło się wpierw na niego, a następnie na uderzającego z zawziętością w kierunku mównicy Mulcibera. Czy on również planował zabrać głos bez zaproszenia?
- Chyba wszyscy jesteśmy ciekawi… - Skomentowałam, wyciągając smukłą szyję i wytężając swoje sokole oko. Mimo odległości, jaka dzieliła mnie od mównicy, wyraźnie widziałam śmiałość tlącą się w oczach Mulcibera. Ale było coś jeszcze - coś złowrogiego i niepokojącego, czego nie potrafiłam zrozumieć, a im dłużej przypatrywałam się jego sylwetce, tym mroczniejsza wydawała się jego osoba. W końcu jego ciało otoczyła zielona aura, złowroga i nieznana, wywołując w moim ciele nieprzyjemne uczucie chłodu, jakby ktoś wywiercił mi w żołądku otchłań z teleportacją na Syberię. Łuna zniknęła równie szybko jak się pojawiła, byłam jednak pewna, że to, co dostrzegłam, dostrzegłam naprawdę.
- Też to widziałeś? - Zapytałam Everetta, kiedy jednak ten obdarzył mnie zdawkowym spojrzeniem, odpuściłam, pogrążając się we własnych myślach i obserwując, jak Mulciber wraca na swoje miejsce. Osobliwy widok nie dawał mi spokoju - być może właśnie to było powodem, że niezbyt uważnie przysłuchiwałam się przemowie lorda Blacka, którego słowa nie wyryły się w mojej pamięci. Inaczej było w przypadku Jaydena - choć nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że swymi śmiałymi teoriami ściągnie na siebie uwagę polityków, którzy zechcą użyć Vane’a do własnych celów. Być może obecność Corneliusa nie była przypadkowa - i kiedy przyszedł czas owacji, moje oczy świdrowały jego sylwetkę z podejrzliwością, zupełnie jakbym próbowała przewiercić się przez jego czaszkę i odkryć wszystkie myśli, które pod nią skrywał.
Tak jak kiedyś on sam uczynił ze mną.




What I create is chaos
Jade Sykes
Zawód : łamaczka klątw, paserka
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
Her attitude kinda savage
but her heart is gold
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7327-jade-sykes https://www.morsmordre.net/t7337-carnelian#200427 https://www.morsmordre.net/t7340-dziewczyna-z-tatuazem#200443 https://www.morsmordre.net/f266-lancashire-abbeystead-peregrine-hill https://www.morsmordre.net/t7338-skrytka-bankowa-nr-1785#200430 https://www.morsmordre.net/t8674-jade-sykes#256273
Re: Pałac zimowy [odnośnik]16.12.21 22:18
Wysłuchał wykładów, starając zadać się pytanie po każdym interesującym przemówieniu - nie tylko po to, by dowiedzieć się czegoś o nurtujących go kwestiach, a także po to, by zaznaczyć swoją obecność. Rzecznika Ministerstwa Magii, syna Shropshire, samozwańczego mecenasa nauki i gorliwego patrioty. Choć Jayden Vane działał mu na nerwy jak wszyscy Vane'owie, a widok Sykesów boleśnie kłuł w oczy, to swoją wizytę mógł zaliczyć do udanych. Małe przedstawienie o kwestiach finansowych podkreśliło politykę związaną z wydarzeniem - bo ta przenikała do murów pałacu w zimnym hrabstwie Averych, czy naukowcy tego chcieli, czy nie. Samą swoją obecnością wsparli lordów tych ziem, a ci z kolei wspierali politykę Cronusa Malfoya - politykę, którą ucieleśniał tutaj Cornelius Sallow, o której chciał przypomnieć samą swoją obecnością.
Do sukcesów zaliczał także rozmowy z Primrose i Rigelem, którym zaproponował współpracę przy pisaniu artykułów. Te, czy młodzi arystokraci tego chcą, czy nie, nabiorą propagandowego wymiaru - nawet jeśli ich treść pozostanie naukowa i neutralna, to samo zaistnienie nazwisk Burke i Black na ramach "Horyzontów Zaklęć" (jeśli te przyjmą ich artykuły, o co Sallow się osobiście postara) będzie znaczące.
-Ramseyu. - wyrozumiałe pożegnał uśmiechem znajomego i odprowadził wzrokiem nie tyle jego, co innych, których Mulciber mijał na swojej drodze. Zastanawiał się, czy dzisiejsza ekstrawagancja wymaga łagodzenia szkód - w tym mógłby pomóc - czy taktownego przemilczenia. Spyta o to samego zainteresowanego, już listownie.

Gdy sympozjum dobiegło końca, odczekał dłuższą chwilę, najpierw żegnając się z Primrose, Rigelem i Belviną, a potem gawędząc uprzejmie z niektórymi zgromadzonymi gośćmi - tymi, których nie mierziło towarzystwo polityka. Porozmawiał nawet moment z duchem króla Poniatowskiego, starannie ukrywając niechęć, ale roziskrzony wzrok biegł od czasu do czasu do stolika Sykesów. Kontrolnie.
W końcu, gdy rozmowa przy tamtym stole zdawała się mniej zażarta, Cornelius nawiązał kontakt wzrokowy z Jade i wymownie zerknął w stronę korytarza. Jak za starych, dawnych czasów. Łopocząc czarną szatą, zniknął za rogiem i czekał ze skrzyżowanymi ramionami.
Była wściekła i kojarzyła mu się dzisiaj z burzową chmurą, ale wiedział, że przyjdzie. Zawsze była ciekawa wszystkiego, jak Solas. Ciekawość to pierwszy stopień do piekła, ale nie umiałaby zignorować niewerbalnego zaproszenia od dawnego szwagra.
-Jade. - powitał ją krótko, gdy wreszcie pojawiła się w korytarzu. Zerknął za jej plecy - spodziewał się, że brat (to chyba był on?) mógł zechcieć jej towarzyszyć. Nie byłby tym zachwycony, ale nawet obecność innego Sykesa nie powstrzyma go przed powiedzeniem tego, co sobie zaplanował.
Cokolwiek by się nie działo, do niedawna byli rodziną.
-Piękna okazja, prawda? Łatwo zapomnieć, że w reszcie kraju panuje wojna. -no, byłoby łatwiej gdyby nie przypomniał o tym Vane'owi, publicznie. -Że w Lancashire wrze wojna. - zaakcentował, porzucając łagodny akcent londyńskiego polityka i intonując zgłoski ostrzej, twardo, jak synowie Shropshire, jak Solas w chwilach emocji. Spojrzał szwagierce w oczy, unosząc lekko brew. Nie miał pojęcia, gdzie się zatrzymała, ale pamiętał skąd pochodziła ich rodzina. I nigdy, niestety, nie podejrzewał ich o zdrowy rozsądek.
-Czy masz... - odchrząknął, po raz pierwszy tracąc pewność głosu. Podobne propozycje nie przychodziły mu łatwo i znał ją na tyle, by wiedzieć, że wysłucha tej z jeszcze większym trudem. -...wszystko, czego ci potrzeba? Wiem, że z zaopatrzeniem trudno. - wbrew pozorom zimnej racjonalności, miał bujną wyobraźnię. Czasami wyobrażał sobie, jak jego szwagierka przymiera głodem z powodu głupiej dumy. -Mógłbym ci... wam - wiedział, że po zerwaniu więzi z Sallowami pozostali jej tylko Sykesowie. Choć szczerze ich nie znosił, siłą rzeczy musiał przedłużyć własną ofertę i na nich, by Jade w ogóle ją rozważyła. -pomóc, użyć swoich wpływów. Z zapasami, przeprowadzką w bezpieczne miejsce. Polecam Londyn, to teraz najbezpieczniejsze miejsce w kraju. - kontynuował z lekkim naciskiem. Walki w stolicy już minęły, front nieprędko tam powróci, miasto było dobrym schronieniem dla każdego czystokrwistego czarodzieja, a pochodzenie Sykesów nie budziło wątpliwości.
Nie chciał, by wplątali się w cokolwiek durnego, szczególnie jeśli wciąż byli powiązani z Lancashire. -A odkąd wyciągnąłem cię z więzienia, nikt nie powinien cię tam niepokoić. - przypomniał jej perfidnie, z lekkim uśmiechem. Ten spełzł szybko, gdy Sallow w końcu wziął głęboki oddech i zaczął ostatnie zdanie - przywołując na usta imię, za które wdowa mogłaby go spoliczkować. -Solas by tego chciał. - zaczął, ostrożnie. -Twojego bezpieczeństwa. - chyba przynajmniej w tym jednym mogliby się zgodzić.

zaginam lekko czasoprzestrzeń za pozwoleniem Jade


I watched with glee

While your kings and queens
Fought for ten decades
For the gods they made

Cornelius Sallow
Zawód : Rzecznik Ministerstwa Magii, propagandzista
Wiek : 44
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Żonaty
I'm a man of wealth and taste
And I lay traps for troubadours
OPCM : 5
UROKI : 35 +5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Pałac zimowy - Page 11 Tumblr_p5310i9EoI1v05izqo1_500
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8992-cornelius-sallow https://www.morsmordre.net/t9022-gaius https://www.morsmordre.net/t9023-cornelius-sallow https://www.morsmordre.net/f146-chelsea-mallord-street-31 https://www.morsmordre.net/t9021-skrytka-bankowa-nr-2119#271390 https://www.morsmordre.net/t9123-cornelius-sallow#275155
Re: Pałac zimowy [odnośnik]21.12.21 0:41
Ostatnia przemowa nie była końcem - wyznaczała jedynie kolejny akt, spisany w kuluarach, gdy kurtyna już opadła. Pozbawiony oficjalnego tonu i wypełniony gwarnymi rozmowami stanowił smakowite podsumowanie wieczoru, które niespodziewanie zatrąciło zgnilizną. Spojrzenie Sallowa krążyło wokół mnie przez całe sympozjum - drapieżne i wytrwałe, niczym wygłodniały sęp cierpliwie czekający na ostatnie tchnienie. Mylił się - życia było we mnie pełno, pulsowało pod skórą, barwiąc ją zdrowym różem i czerwienią. Gdy opuścił salę tronowa, wymownie dając mi do zrozumienia, bym podążyła za nim, zawahałam się przez chwilę - nie ze strachu, a ze zwyczajnej złośliwości, byleby tylko nie przyszło mu na myśl że posiadał nade mną jakąkolwiek władzę.
Dostał ją raz - i najwyraźniej szybko rozsmakował się w tym uczuciu.  
Duma cichła jednak w zderzeniu z ciekawością. To ona sprowokowała mnie do przeproszenia towarzyszy i podążeniu w ślad za Sallowem - samotnie. Nie potrzebowałam orszaku w postaci rodziny, choć ta zawsze była mile widziana po mojej stronie. Przywykłam do radzenia sobie w pojedynkę.  
- Od kiedy jesteś pasjonatem nauki? - Impertynencko pominęłam wymianę grzeczności, zanim jeszcze zatrzymałam się przed sylwetką mężczyzny - wystarczająco napatrzyliśmy się na siebie podczas tego wieczoru, zupełnie jak tajemniczy kochankowie - tylko zamiast do łóżka chętniej skoczyłabym mu do gardła. Na wspomnienie wojny uciekłam spojrzeniem na posadzkę, zdawkowo mrużąc powieki i unosząc tylko jeden kącik ust. Głośno wypuściłam powietrze przez nozdrza, po czym uniosłam podbródek, z odwagą wymierzając słowa przeciwko byłemu szwagrowi. - Mylisz się, Corneliusie. - W moim zachrypniętym głosie rozbrzmiewała nuta rozbawienia. - Ja nigdy nie zapominam, co dzieje się w moim domu. - Podkreśliłam dosadnie, wymownie kręcąc głową i krzyżując ręce na piersi. Naprawdę tak myślał, czy jedynie pomimo swojej wyćwiczonej erudycji nietrafnie dobrał słowa? Nie - w to trudno było mi uwierzyć, wszyscy Sallowowie rodzili się złotouści - najwyraźniej kosztem zdrowego rozsądku. Nie było lepszego wytłumaczenia ani dla Corneliusa, ani dla Solasa, który zdecydował się wziąć mnie za żonę.
Uniosłam wysoko brwi, odnajdując niepokojącą satysfakcję w zmieszaniu szwagra. Propozycja, którą składał, albo więc wprawiała go w zażenowanie, albo pozbawiona była szczerych pobudek. A im więcej mówił, tym szerszy uśmiech malował się na moim obliczu.  
- Mam różdżkę, swoją rodzinę i co najwyżej nałóg do wykarmienia. - W opozycji do jego zakłopotania, moja odpowiedź płynęła z ust gładko, naznaczona pewnością w głosie i zabarwiona żartem, choć temat, który poruszył, nie był wcale zabawny. - Więc jeśli wiesz, gdzie dostanę dobrej jakości tytoń, nie krępuj się. - Zachęciłam go bezwstydnie, wielki gest zrzucając z siebie wzruszeniem ramion. Nawet nie musiałam silić się na maskowanie złości, którą wywołał we mnie swoją propozycją. Moje rozbawienie było równie autentyczne. Chyba nie spodziewał się, że przyjmę jego jałmużnę? Że zwrócę się o pomoc do niego po tym, jak nie stanął w mojej obronie, wtedy w Wizengamocie, mimo, iż znał całą prawdę? Mimo, iż na własnej skórze mógł poczuć mój ból, moją miłość, moje oddanie i rozpacz? Komu chciał pomóc - mnie, czy może raczej sobie - choć jego motywy pozostawały dla mnie całkowicie mgliste. Tym bardziej  nie miałam najmniejszych podstaw, by mu zaufać. By uwierzyć w bezinteresowną pomoc. Nie - Cornelius Sallow nie był wielkodusznym człowiekiem obdarowanym gestem pomocnej dłoni. Składał jedynie owocne oferty, a zapłata mogła nie być warta towaru. Nie wierzyłam w pakty z szarlatanem.
- Jestem czystej krwi, Corneliusie. - Przypomniałam mu zaskoczona. - Dlaczego uważasz, że Lancashire, w którym moi przodkowie żyją od pokoleń, nagle miałoby stać się dla mnie niebezpieczne? - Zlustrowałam go czujnym okiem, krzyżując z nim spojrzenie. Z której strony groziło mi niebezpieczeństwo? Mugoli, którzy przez te setki lat żyli obok, nieświadomi istnienia mojej rodziny, czy sił Ministertwa plądrujących lasy, nękających mieszkańców i urządzających sobie w moich lasach krwawe polowania? - Mam prawdziwe szczęście, że cię znam, prawda? - Odparłam przewrotnie, uśmiechając się czarująco, zamiast dać się sprowokować wzmianką o więzieniu. Trzeba było czegoś więcej, by wprawić mnie w zakłopotanie. - Solas - Zabawiłam się w Echo, przeciągając głoski imienia zmarłego męża, przez które przelał się żal i nostalgia. Przez chwilę milczałam, ze ściągniętymi ustami badając Sallowa chmurnym okiem - nieprzyjemnie i na wylot, jakbym drenowała go tym samym zaklęciem, którym kiedyś skalał mnie. - czy może twoje osobiste pobudki? - Z uporem chciałam dotknąć jego duszy, ale ciągle mi umykał - a byłam przecież zwinna i przebiegła, nie mogłam nieustannie przegrywać. To było jedyne wytłumaczenie. - Tak, chciałby tego. - Ostatecznie, ku własnemu zaskoczeniu, przyznałam szwagrowi rację - po swojemu, z dumnie zadartym podbródkiem. - I zaufałby mi, że sama świetnie się nim zajmę. - Podsumowałam ostro, podając Corneliusowi argument ostateczny, z którym ciężko było stawać w szranki.




What I create is chaos
Jade Sykes
Zawód : łamaczka klątw, paserka
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
Her attitude kinda savage
but her heart is gold
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7327-jade-sykes https://www.morsmordre.net/t7337-carnelian#200427 https://www.morsmordre.net/t7340-dziewczyna-z-tatuazem#200443 https://www.morsmordre.net/f266-lancashire-abbeystead-peregrine-hill https://www.morsmordre.net/t7338-skrytka-bankowa-nr-1785#200430 https://www.morsmordre.net/t8674-jade-sykes#256273
Re: Pałac zimowy [odnośnik]22.12.21 0:33
Przeczuwał, że będzie się z nim bawić w kotka i myszkę - jak niegdyś z całą ich rodziną. Na początku uznał ją za skandalistkę i heterę łasa na ich pieniądze, internalizując ocenę wygłaszaną przez rodziców. W przeciwieństwie do nich, widział jak bardzo Solas ją kocha, ale to wcale go nie uspokajało. Wręcz przeciwnie - martwił się, cholernie. Pamiętał, jak mu odbiło, gdy poznał Laylę. Pamiętał, jak unieszczęśliwiło go zerwanie i z jakim wysiłkiem naprawiał swój błąd. Solas zawsze czuł mocniej, prawdziwiej. Był wrażliwszy, a zarazem nie znał lęku - więc Cornelius bał się za niego, przeczuwając, że fatalne zauroczenie skończy się tragedią. Złamanym sercem, rozwodem. Czuł gwałtowne emocje brata, a w badane ukradkiem uczucia Jade nie wierzył - dlatego zawsze wyobrażał sobie zranionego Solasa. Zawsze zranionego, nigdy martwego.
Dopiero, gdy odszedł, przekonał się, że kochała go naprawdę.
Nie rozumiał, dlaczego uniosła się dumą i nigdy nie okazała tego przy rodzinie. Przecież wystarczyłoby tak niewiele. Kilka szczerych zapewnień, trochę pokory wobec ojca, trochę starań o sympatię matki (przecież nie byłoby to takie trudne), może nawet jakieś zapewnienia o potomstwie. Nigdy nie skuliła jednak ogona, zawsze niosąc za sobą burzowe chmury. W dzień jej procesu, gdy nawet nie zwlókł się z łóżka i słuchał tykania zegara w pustej sypialni, myślał o tym, że gdyby okazała trochę pokory - to przecież wszystko ułożyłoby się inaczej. Było za późno, by przekonać rodziców o jej czystych intencjach, nawet opowieść o legilimencji by nie pomogła - a na procesie nie mógł wyjawić swojego nielegalnego sekretu. Umywając ręce, tłumaczył sobie, że publiczne upokorzenie Jade to konsekwencja jej wcześniejszych postaw, że napawdę nie mógł jej pomóc. Prawie w to uwierzył.
Nie wierzył za to, by dziś pohamowała swoją ciekawość. Gdy stawiła się w korytarzu - sama, bez brata - ledwo pohamował triumfalny uśmiech.
-Odkąd nauka splata się z polityką na ziemiach lordów, którym służy moja rodzina. Reprezentuję Sallowów i Ministerstwo. - uniósł lekko podbródek, nie odmawiając sobie lekkiego zaakcentowania nazwiska Sallow. Tak naprawdę przybył tu głównie jako Rzecznik i polityk, a nie dawny wasal Averych - ale gdy stał przed wdową po najstarszym Sallowie, poczuł potrzebę przypomnienia jej, że teraz to w jego rękach (nie dziwaczejącego ojca, nie szalonej matki) leżała scheda rodziny.
-Domu. A zatem nadal mieszkasz w Lancashire. - nie pohamował zgrzytliwej nuty rozczarowania, a w gorzkich słowach twardo rozbrzmiał chrapliwy akcent ze wzgórz Shropshire. Przy Jade mógł na moment zdjąć maskę do bólu uprzejmego polityka, przemawiającego miękko, niczym czarodzieje urodzeni w stolicy. Byli w końcu rodziną.
Zacisnął lekko usta i spiorunował Sykes wzrokiem, dając do zrozumienia, że jej żarty nie są śmieszne. Z niektórych spraw nie powinna się naigrywać.
-Bez problemów kupiłem tytoń w Londynie. - wycedził, tak jakby plan sprowadzenia szwagierki do stolicy nie dawał mu spokoju.
-Jesteś czystej krwi i dlatego nie powinnaś mieszkać ani wspierać swoimi podatkami hrabstw rządzonych przez szaleńców i rebeliantów. - przypomniał jej lodowato. To, co sądził o Ollivanderach nie było przecież sekretem. -Pamiętaj o Staffordshire, Jade. - rzucił, a w zielonych oczach rozbłysło coś jeszcze. Coś, czego nie pamiętała z dawnych lat. Chorobliwa ambicja, jak zawsze, ale też... groza?
Corneliusa Sallow niełatwo było przestraszyć, ale nigdy nie zapomni nocy, której skazał na śmierć syna w Tower i oglądał Mroczny Znak nad Stoke-on-Trent.
-Ministerstwo nie skrzywdzi czarodziejów czystej krwi - zapewnił, w Staffordshire dołożyli starań aby nie spadł im włos z głowy -o ile ci nie poprą zbrodniczych czynów, o ile nie znajdą się w niewłaściwym miejscu. Masz zbyt wiele rozsądku na to pierwsze, ale do tego drugiego masz talent. Poza tym, skąd wiesz, że mugole i mugolacy z Lancashire nie zwrócą się przeciw Wam? Konflikt się zaostrza, w promugolskich hrabstwach brakuje jedzenia. To skłania ludzi do okrucieństwa, do szaleństwa. Czułbym się pewniej, gdybyś uniknęła tego wszystkiego i siedziała w Londynie, bezpieczna od głodujących i frontu. - odparował, mówiąc coraz szybciej i szybciej, niemalże na jednym wydechu.
Wiedziała, kiedy kłamał. Prawie zawsze, ale nie teraz.
-Jak śmiesz. - zmrużył lekko oczy, gdy wytknęła mu osobiste pobudki. -Nie możesz nic mi dać, Jade. Ale jesteś wdową po moim jedynym bracie. - przypomniał jej i odchrząknął prędko, orientując się, że brzmi wręcz smutno.
Może dotknęła jego duszy, śmiertelnie go obrażając.
Uśmiechnął się zimno i gorzko, gdy odmówiła.
-Tak, jak ufał ci, że poradzisz sobie z klątwą jeśli jego magia zawiedzie? - wyszeptał chrapliwie, raz jeszcze wracając do tamtego wspomnienia. Czuł wtedy jej przerażenie, jej żal, jej bezradność. Wbrew temu, co myślał o niej Solas, nie poradziła sobie z klątwą Stosu. Rodzice myśleli, że ratowała siebie i zostawiła go na pewną śmierć, ale Cornelius wiedział, że chciała przecież go uratować. Tylko nie mogła.
-Solas zawsze nas przeceniał, Jade. - pokręcił lekko głową. Solas, odważny idealista, kochający żonę i młodszego brata. Obawiał się, że żadne z nich nigdy nie było tym, za kogo ich miał. Zawsze widział w ludziach ich lepszą wersję.
-Oferta będzie aktualna. - cofnął się o krok, chyba podświadomie obawiając się, że w Jade zwycięży dziś złość, a nie smutek. Nie chciał wychodzić stąd ze śladem po policzku, na który być może zasłużył. Nie mógł pozwolić sobie na skandale, więc rzucił jej ostatnie, posępne spojrzenie i pośpiesznie wyszedł, łopocząc ciemną szatą.

/zt podkówka


I watched with glee

While your kings and queens
Fought for ten decades
For the gods they made

Cornelius Sallow
Zawód : Rzecznik Ministerstwa Magii, propagandzista
Wiek : 44
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Żonaty
I'm a man of wealth and taste
And I lay traps for troubadours
OPCM : 5
UROKI : 35 +5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Pałac zimowy - Page 11 Tumblr_p5310i9EoI1v05izqo1_500
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8992-cornelius-sallow https://www.morsmordre.net/t9022-gaius https://www.morsmordre.net/t9023-cornelius-sallow https://www.morsmordre.net/f146-chelsea-mallord-street-31 https://www.morsmordre.net/t9021-skrytka-bankowa-nr-2119#271390 https://www.morsmordre.net/t9123-cornelius-sallow#275155
Re: Pałac zimowy [odnośnik]03.01.22 20:59
Zmarszczyłem brwi, gdy siostra przyciszonym głosem wytknęła mi ugięcie karku i wpisanie się w ministerialne rejestry – nie musiała dobierać dosadniejszych słów, bym zrozumiał, że nie pochwala mojej decyzji. Nic dziwnego. Większość członków naszej rodziny odpuściła sobie wywiązanie się z tego idiotycznego, ograniczającego wolność i swobodę obowiązku względem nowej władzy. – Nie zrobiłbym tego, gdybym nie musiał wpadać do stolicy na spotkania z klientami. Albo gdyby chodziło tylko o mnie – wyjaśniłem szeptem, bez zbędnych nerwów; wystarczyło, że w oczach Jade wciąż czaiły się gniewne ogniki. Spowiadanie się z tego, jaką krew miała nasza babka albo rozstawanie z różdżką choćby na pięć minut, przekazywanie ją w ręce urzędników, wciąż odbijało mi się czkawką. Nie mogłem jednak ryzykować, że pewnego dnia braknie mi sykli w sakiewce, a Jarvis zostanie bez śniadania. Albo – że trafię do Tower. – Słyszałem, że w więzieniu nie dają żarcia, muszę pilnować wagi – mruknąłem jeszcze, nim wróciłem do obserwowania zamieszania przy mównicy. Nie rozumiałem jednak, co ma na myśli. Czy widziałem to? Znaczy – co dokładnie? Spojrzałem ku niej kątem oka, z niewyraźną miną, próbując odgadnąć, co przykuło jej uwagę.
Na szczęście wymuskany Dziwak szybko porzucił swe zamiary, wrócił na zajmowane wcześniej miejsce, a prelekcje mogły się rozpocząć. Kilka papierosów później, po oficjalnym zakończeniu panelu dyskusyjnego, z ulgą wstałem od naszego stolika, po czym nieelegancko rozprostowałem zastałe kości; to teraz pozostawało mi złapać Jaydena. Wiedziałem, że tutaj, wśród gości sympozjum, nie będziemy mogli całkowicie swobodnie przedyskutować wyskoku Sallowa, to znaczy – ja nie miałbym większych oporów przed dosadnym wyrażeniem swych myśli, podejrzewałem jednak, że Vane wolałby uniknąć oczerniania ministerialnego wysłannika w obecności innych. I z powodu rozsądku, tego zawsze miał więcej ode mnie, i wyniesionej z domu kultury osobistej. No trudno, omówimy to przy następnej okazji, może powinienem wprosić się do Theach Fáel, gdy tylko skreślę choć kilka punktów z niekończącej się listy obowiązków. Widziałem, że śpieszno mu było do domu, a raczej do pozostawionych w nim synów. Dlatego zamieniliśmy ledwie kilka słów na temat samego wystąpienia kuzyna, nim nadszedł czas pożegnania.
Czy i na nas była już pora? Chciałbym. Widziałem jednak, że Jade chce coś jeszcze załatwić, rozmówić się z tym oderwanym od rzeczywistości bufonem. Westchnąłem cicho, niemalże bezgłośnie, powstrzymując przed próbą odwiedzenia jej od tego pomysłu – i tak by mnie nie posłuchała, zawsze stawiała na swoim. – Po prostu bądź ostrożna. Poczekam na ciebie w części restauracyjnej – powiedziałem tylko, po czym odprowadziłem ją zaniepokojonym wzrokiem, aż nie zniknęła za drzwiami do Sali. Następnie zamieniłem kilka słów z Elrickiem, zawsze miło było spotkać innego fascynata magicznych stworzeń, po czym zagaiłem wujka Ethana i towarzyszącą mu już cioteczkę. Mówiłem, że się stęskni.

| zt


nature always wins
Everett Sykes
Zawód : wagabunda
Wiek : 32
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
You hate my bad behavior
You cut my loosened tongue

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9528-everett-sykes#289810 https://www.morsmordre.net/t9569-freya#291015 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/f356-lancashire-forest-of-bowland-gawra https://www.morsmordre.net/t9570-skrytka-bankowa-nr-2189#291016 https://www.morsmordre.net/t9530-jareth-everett-sykes#289896
Re: Pałac zimowy [odnośnik]15.01.22 14:30
Niewinne przekomarzanki z dawnymi przyjaciółmi w sposób nieoczekiwany uprzyjemniły sympozjum, do którego i tak przygotowywał się z wielką nadzieją, przekonany, że nie będzie to czas puszczony na marne. Nie spotkał Jade od tak dawna, że obserwowanie teraz jej żywej gestykulacji, słów rzucanych bez namysłu, ale i bez tej typowo dziecięcej, ignoranckiej maniery sprawiało niemałą przyjemność. Sam miał trudności z ocenieniem na ile zmienił się na przestrzeni ostatnich lat; chciałby myśleć, że jak najmniej, ale ile tak naprawdę byłoby w tym obiektywizmu?
- Touche, Jade. Touche - rzucił z przewrotnym uśmiechem, gdy zarzuciła mu grzeczność. Kusiło go, aby zaprosić ją na spotkanie poza sztywnymi ramami sympozjum, którego tematy wykładów naprawdę wzbudzały jego zainteresowanie; cholera, czekał na nie od dawna. No i koniec końców nie odmówił sobie przyjemności, jakkolwiek impulsywnej: - Skoro już spotkaliśmy się zrządzeniem łaskawego losu, myślę, że nie powinniśmy tak łatwo dać czarowi prysnąć. Co powiecie na mniej oficjalne spotkanie? Wyślę Vincenta z zaproszeniem - Obejrzał się zarówno na Everetta jak i na Jade, aby wyczuć ich reakcję, podejście do tej nieoczekiwanej propozycji. Nie zarzucił jeszcze miejscem spotkania tylko i wyłącznie dlatego, że musiał zastanowić, by znaleźć coś równocześnie interesującego i bezpiecznego; dzisiaj ciężko było posiłkować się wspomnieniami dotyczącymi różnych restauracji i pubów, kto wie, czy to, co tak dobrze pamiętał, nie było już zamknięte lub niedostępne zwykłemu przychodniemu.
Udał, że zamyśla się, wpatrzony w przestrzeń, gdy Jade zarzuciła bratu rejestrację różdżki; sam także zarejestrował własną, ale nie byłby w stanie rzucić wyjaśnieniem z rękawa tak jak Everett. Jego powody były inne, bardziej prozaiczne. Może tchórzliwe; chciał mieć po prostu święty spokój, bez problemu kontynuować pracę bez mieszania się w wojnę, z którą się nie zgadzał.
Szkoda, że swobodna atmosfera rozprysnęła się tak szybko, gdy tylko Sallow do pary z niektórymi równie kretyńskimi uczestnikami sympozjum zdecydował się wepchnąć politykę do nauki. Chociaż niedługo później uwaga wszystkich skupiła się na starannie przygotowanych wykładach, zadawanych pytaniach i oklaskach, nie poczuł na powrót tego samego spokoju. Nawet wówczas, gdy Jayden zszedł ze sceny i zaoferował im dżentelmeńskie afterparty.

/zt <3



I'm here
I whisper
You can talk to me
or not talk to me
But i'm here
Elric Lovegood
Zawód : Smokolog
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
A potem świat
znowu zaczął istnieć
ale istniał zupełnie inaczej
OPCM : 12 +3
UROKI : 8 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Jasnowidz
my kind belongs nowhere
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9649-elric-lovegood https://www.morsmordre.net/t9725-vincent#295249 https://www.morsmordre.net/t9722-droga-niewybrana#295200 https://www.morsmordre.net/f393-somerset-dolina-godryka-dom-na-rozdrozu https://www.morsmordre.net/t9724-skrytka-bankowa-nr-2210#295204 https://www.morsmordre.net/t9723-elric-lovegood#295203
Re: Pałac zimowy [odnośnik]16.01.22 23:54
Wsłuchiwanie się w wykłady sprawiało, że Odetta niemal nie poruszała się na miejscu, w skupieniu, zakrawającym nieco na niemal na namaszczone rozważania nad istotą problemów poruszanych na miejscu. Ostatecznie jednak nie zadawała pytań, skupiona raczej na notowaniu, aby potem móc przeczytać rzeczy, których do końca nie rozumiała i już na spokojnie upewnić się, że umie chociaż odrobinę dociec co tak w zasadzie mieli na myśli wykładający na mównicy. Ostatecznie posłała też bardzo ciepły uśmiech Rigelowi, decydując, że powinna też wysłać mu jeszcze list. Wiedziała, że nie lubił wiśni, więc może coś innego? Musiała przejrzeć dokładnie, co mógłby chcieć dostać, ostatecznie też zerknęła w stronę Elviry z którą wyszła na chwilę w trakcie przerwy.
- Powiedziałabym, że dzisiejszy dzień na pewno obfituje w naukę. Mam wrażenie, że w tym wypadku jeszcze wrócę na pewno do niektórych wykładów, dlatego robiłam notatki. Jeżeli byś chciała, mogę ci wysłać moje i możemy porównać to, jak wyglądają nasze zapiski. – W sumie to nawet nie miała pojęcia, czy panna Multon cokolwiek zapisywała w tym momencie, ale teraz na szczęście mogła liczyć na to, że mogła jej wspomnieć. Tak bardzo cieszyła się że nie siedziała tutaj sama, ale powstrzymywała jakiekolwiek komentarze na ten temat, nie chcąc wyjść na nadgorliwego szczeniaczka.
Wróciły po przerwie do stolika, wysłuchując dokładnie kolejnych informacji, chociaż w tym momencie bardzo zastanawiała się, czy nie mogą skończyć wcześniej, bo bardzo zrobiła się głodna i chciałaby móc już pójść na ten podwieczorek, bankiet czy co tam w sumie miało być po zakończeniu. Najlepiej by jeszcze było, gdyby mieli ciasteczka, ale naukowcy nie wyglądali na takich, którzy cieszyli by się z ciastek. Ponuracy.
Dopiero po wszystkich głównych wydarzeniach uśmiechnęła się w stronę kuzynki, pochylając się jeszcze w jej kierunku aby w szepcie wspomnieć kilka słów na temat swojej własnej opinii, odnośnie podnosząc się z miejsca, zaraz też uśmiechając się w kierunku siedzącego przy stoliku pana Vane’a aby ostatecznie skierować się w inne miejsce wraz z Elvirą.

Zt Elvira i Odetta


Someone holds me safe and warm
Horses prance through a silver storm,
Figures dancing gracefully across my memory
Odetta Parkinson
Zawód : ambasadorka Domu Mody Parkinson, alchemiczka
Wiek : 23 lata
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
It’s a game of war
death, love
And sacrifice
OPCM : 5 +2
UROKI : 0
ALCHEMIA : 15 +6
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5 +2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10 +3
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9654-odetta-eimher-parkinson#293343 https://www.morsmordre.net/t9761-kitri#296220 https://www.morsmordre.net/t9760-ksiezniczka-labedzi#296219 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t9839-skrytka-bankowa-nr-2212 https://www.morsmordre.net/t9759-odetta-parkinson#296218
Jayden Vane [odnośnik]31.03.22 11:57
|kontynuacja

Tyberius nie był zwyczajnym rezydentem Zimowego Pałacu. Niewielu zresztą wiedziało w ogóle o jego egzystencji, chociaż tak wielu w ciągu dnia mijało go spojrzeniem. Tak bardzo widoczny, że aż niewidoczny. Nieprzypadkowe dzieło znanego artysty, przypadkowe działanie wyjątkowo potężnego, lecz nieodpowiedzialnego użytkownika transmutacji. To w końcu był on — ten, który witał przybyłych do dawnej królewskiej posiadłości, siedząc na jednej z wież. Kamienny, swych ogonem oplatający we wspaniałej gracji wysoką budowlę. Ogromnych wręcz rozmiarów, nie do przegapienia. Z mądrym pyskiem i wpatrującymi się w dal tysiącletnimi oczami. Kamienny posąg za dnia, w nocy zrzucający zaś skorupę smok, by spod szorstkiej masy światło dzienne ujrzały białe, lśniące w księżycowej poświacie łuski. Świtanie powodowało, że za każdym wracał do swego miejsca w świecie — takiego, jakie znali wszyscy. Kamiennego, zastygniętego. Bez życia. Osadzonego na wieży niczym cichy strażnik. Lecz nocą mógł wszystko. Odkąd tylko narodził się poprzez wyjątkowo silny czar mistrza transmutacji, był zbyt silnie związany z rzeczywistością i żadne zaklęcie, nie było w stanie wrócić go do stanu początkowego. Martwego i nieruchomego. Pozwolono mu więc żyć, o ile nie miał przyciągać na siebie uwagi, a dar mowy, który jego twórca na niego przelał, ułatwiało wszystko. Był zbyt ludzki, aby mógł być uznany za zagrożenie i zbyt dumny, by dać się spętać. Nawet gdy do późnej nocy w Pałacu Zimowym trwały uroczystości, pozostawał niewidoczny dla oczu postronnych. Jego białe łuski łączyły się w jedno wraz ze śniegiem, zatapiając się w krajobrazie.
Tej nocy wracał z jednej ze swoich nocnych eskapad nad Shropshire, gdy w ogrodach pałacu jego gadzie oko wypatrzyło leżącą w śniegu sylwetkę. Zatopioną w pierzynie dziewczynę, która zdążyła okryć się puchową kołdrą. Zebrane wokół niej duchy i świetliki przypatrywały się jej nieuchronnie, a elfy nawet zaczęły przeszukiwać kieszenie. Całe towarzystwo jednak rozpierzchło się, wraz z duchami rozmywającymi się w powietrzu, gdy podmuch silnego wiatru spowodowany smoczymi skrzydłami owiał okolicę, zdmuchując równocześnie warstwę śniegu z nieznajomej. Tyberius zniżył lot i osiadł miękko na większym placu ogrodowym naprzeciwko kobiety, ale i tak grunt zadrgał od masywnej sylwetki, zmuszając nieznajomą do przebudzenia. Białe monstrum wysunęło ku niej głowę i pomimo niewielkiej ilości miejsca w ogrodowych zaroślach, nic nie mogło równać się z jego gracją. - Co tu robisz, dziecko? - spytał, a jego pochodzący niczym spod ziemi głos był zarówno ciepły, jak i silny. Troskliwy, jak i oczekujący odpowiedzi.


I show not your face but your heart's desire
Ain Eingarp
Zawód : Wielość
Wiek : nieskończoność
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
I show not your face but your heart's desire.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag
Pałac zimowy - Page 11 3baJg9W
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Pałac zimowy [odnośnik]03.04.22 23:17
Wyraźny imbirowy posmak osiadł na jej wargach. To było jedynym co w tym momencie zdawało się być niemal namacalnym. Refleksy zmąconych snem wspomnień zaburzały percepcję. Sen zmieszał się z tym co rzeczywiste. Nocne mary uciekły przez uchylone wrota zmęczonego umysłu, wyślizgnęły się z objęć cieni. Nawet teraz czuła zaciskające się na ciele pęta, ciągnące w otchłań jeziora, nawet teraz gdy wydawało jej się, że jest już od nich wolna. Wszystko inne zdawało się również należeć do świata wyobraźni - powiew wiatru, który wzbudził przeciąg, wywołując zatrzaśnięcie okiennic, skrzypienie desek uginających się pod jej stopami. Nawet sylwetka mężczyzny rysująca się na horyzoncie, każdy kolejny ruch, który ich zbliżył, zwiewny dotyk dłoni, uczucie groteskowej więzi, która się między nimi nawiązała tak szybko jak znikła. Wszystko to zdawało się nie zdarzyć. Jakby nigdy nie miało miejsca. Jakby wciąż była w łóżku, wciąż tkwiła w osobliwym świecie dziwacznych snów, które dziś wyjątkowo uciekły spod wszelkiej kontroli. Co nocy zapadała się w otchłań, co noc Loch Muick ciągnęło ją w głąb ciemności.
Dziś zdawało się być inne. Odczuwalne. Ból zmarzniętego ciała był realny, jaki i ten rytmiczny, tępo uderzający o kości czaszki. Czy wciąż śniła, czy może jednak to wszystko działo się naprawdę?
Pytanie pozostało bez odpowiedzi, gdy cichy głos rozproszył ciszę. Drgnęła. Wyrwała się z marazmu, sięgając wzrokiem w poszukiwaniu źródła dźwięku. Ciało zareagowało bezwarunkowo - odsunęła się, zagłębiając głębiej w pierzynę gniegu, głębiej w przeszywający zimnem puch. Nie drżała. Czuła jej jej dłonie pulsują, sztywnieją. Że całe ciało poddaje się działaniu zimna. Czuła, że to było rzeczywiste.
Nierzeczywistym zaś zdawało się stworzenie przed nią. Obdarowane ludzkim głosem. I chociaż doszukiwała się w pamięci wspomnień o istnieniu podobnego mu bytu, nie mogła go odnaleźć.
- Kim jesteś? - słowa ledwie uciekło z ramy drżących warg. Pytanie za pytanie. Obie odpowiedzi zdawały się być równie frapujące. Obu z nich nie znała. - Jesteś prawdziwy? - wyrwało się naiwnie, podjudzone zagubieniem. Ciekawością.



what we have become but a mess of flesh and emotion - naked on all counts

my dearest friend


Roselyn Wright
Zawód : Uzdrowiciel w leśnej lecznicy
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
the healer has the
b l o o d i e s t
hands.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
when will enough be enough?
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6412-roselyn-wright https://www.morsmordre.net/t6516-furia#166169 https://www.morsmordre.net/t6521-roselyn#166208 https://www.morsmordre.net/f415-szkocja-highlands-knieja https://www.morsmordre.net/t6553-skrytka-bankowa-nr-1612#167244 https://www.morsmordre.net/t6551-r-wright#282514
Re: Pałac zimowy [odnośnik]04.04.22 7:48
Widział setki gości pałacu ukrytego na wzgórzach, jeśli nie tysiące przez te wszystkie lata, przelewających się przez jego domostwo. Przez miejsce, którego był cichym strażnikiem. Oczywiście, że kolejni opiekunowie dawnej rezydencji królów przekazywali sobie tajemnicę kamiennego smoka. Nikt więcej. Nawet jeśli ktoś wiedział, czy w ogóle mógłby spotkać się z rzeczywistą akceptacją przez innych takowego faktu? Nawet w ich świecie, pełnym magii i cudów, żywy smok, posiadający dar mowy wykraczał poza wszelkie możliwości pojmowania. Bo jakżeby to jeszcze było możliwe, skoro możliwe nie było? Kamienny smok składający głębokie głoski w słowa mógł być pięknym snem niejednego opiekuna magicznych stworzeń. Fascynacją i spełnieniem marzeń. Snem.
Jesteś prawdziwy?
Czarownica przed nim wcale nie wytrąciła go z takowych podejrzeń. Wpierw zaskoczenie, a później pytanie, które było niczym odbicie myśli czających się w smoczym umyśle. Tyberius pozwolił sobie odrobinę osiąść na ziemi, a jego twarde podbrzusze ułożyło się na zimnej ziemi, nie czując jednak chłodu. Nie w taki sposób, w jaki śnieg działał na ludzkie ciało. Widział popękane dłonie czarownicy, kłęby gęstego, białego powietrza uciekającego z jej warg. Nieco na prawo od niej znajdował się pokryty puchem chrust, który zebrali ogrodnicy, gdy sprzątali tyły pałacu i jeszcze go nie zabrali. Smok westchnął jedynie i rozwarł delikatnie paszczę — nie zionął ogniem, lecz gorące powietrze, które wydobywało się z jego gardzieli, wpierw stopniało zaspę na drzewcu, a później i drwa zapłonęły, otaczając czarownicę po raz pierwszy ciepłem. W gadzich oczach Tyberiusa odbijały się tańczące płomienie, gdy powoli przesunął spojrzenie na nieznajomą towarzyszkę. - Co to prawda? - zadał jej w końcu pytanie w zamian za odpowiedź, a jego wzrok spoczywał na delikatnej, ludzkiej twarzy. Czy i ona mogła powiedzieć, że była prawdziwa? W jaki sposób? - Powinnaś być w domu - kontynuował smok. - Gdzie jest twój dom? - dodał, wiedząc, że do świtu zostało jeszcze kilka godzin. Gdziekolwiek nie mieszkała, mógł spokojnie ją zanieść. I polecieć być może w miejsce, którego jeszcze nie widział.


I show not your face but your heart's desire
Ain Eingarp
Zawód : Wielość
Wiek : nieskończoność
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
I show not your face but your heart's desire.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag
Pałac zimowy - Page 11 3baJg9W
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Pałac zimowy [odnośnik]06.04.22 0:34
Ciepło rozpalonego smoczym oddechem ogniska rozgrzało przemarznięte ciało. Dopiero teraz poczuła jak bardzo było jej zimno. Smagnięcia rozgrzanego powietrza były niemalże bolesne, jednocześnie pragnęła zbliżyć się do nich jak najbardziej. Przesunęła się w jego kierunku, pozwalając by gorąc promieniował na skostniałe dłonie, sięgał zmarzniętych ramion i spuchniętych od mrozu policzków. Senny marazm z wolna opuszczał ciało, umysł zaczął doszukiwać się wyjaśnień. Opuściła spojrzenie na drżące palce, by te po chwili rozbiegło się, doszukując się w otoczeniu czegokolwiek znajomego, czegokolwiek co pomogłoby ustalić jej jak znalazła się właśnie tutaj. Gdzie była? W Irlandii? Czy może nocne mary poniosły ją znacznie dalej. Nie było tu nic znajomego. Nie było tu nic co pomogłoby jej odnaleźć odpowiedzi. Jedynie obecność osobliwego stworzenia zdawała się kontrastować z realnością tej chwili. Jego słowa unoszące się ponad ciszą zimowego ogrodu.
Kolejna pytanie, żadnych odpowiedzi. Spojrzenie ciemnych oczu skrzyżowało się z tym smoczym, a kącik ust załamał się w niezdarnej imitacji uśmiechu - Wielu zastanawia się nad tym pytaniem.
Uśmiech zgasł w cieniach kącików warg. - Nigdy słyszałam o podobnym stworzeniu. Czym jesteś? - zapytała, wciąż wpatrując się w smocze oblicze. Nie przejął jej strach. Być może powinien. Czuła jedynie niepokój. Pytania nie wystarczały.
- Powinnam - powtórzyła za nim. - Nie wiem jak się tu znalazłam.
- W Irlandii - odpowiedziała zgodnie z prawdą, bez cienia zawahania. Pojęcie domu na przestrzeni ostatnich miesięcy stało trudnym do sprecyzowania konceptem. Jego fizyczne odwzorowanie aktualnie znajdowało się w Killarney. Chociaż tak naprawdę dom-miejsce był przecież gdzieś indziej. W Szkocji. Pusty. Oczekujący na swoich domowników. Nie był jednak jej domem. Jeszcze nie. Thaech Fael pod wieloma względami również nie było. Jeśli jednak gdzieś należała, to w tym momencie tym miejscem był dom Jaydena.
- Powiedz mi, gdzie jesteśmy? - zapytała, ponownie sięgając wzrokiem rysujących się na horyzoncie drzew i krzewów, murów rysujących się na dalszym planie. Była całkiem pewna, że nigdy wcześniej nie widziała tego miejsca. Nie wiedziała również jak się tu znalazła. Co ją tu przywiodło? Czy może to był jeden z tych przedziwnych wypadków niekontrolowanej teleportacji? Musiałaby spytać o to Sheltę. Jej te pojęcia były znacznie bliższe niż samej Rose. Teraz jednak nie to było ważne. Najważniejszym był powrót.



what we have become but a mess of flesh and emotion - naked on all counts

my dearest friend


Roselyn Wright
Zawód : Uzdrowiciel w leśnej lecznicy
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
the healer has the
b l o o d i e s t
hands.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
when will enough be enough?
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6412-roselyn-wright https://www.morsmordre.net/t6516-furia#166169 https://www.morsmordre.net/t6521-roselyn#166208 https://www.morsmordre.net/f415-szkocja-highlands-knieja https://www.morsmordre.net/t6553-skrytka-bankowa-nr-1612#167244 https://www.morsmordre.net/t6551-r-wright#282514

Strona 11 z 12 Previous  1, 2, 3 ... , 10, 11, 12  Next

Pałac zimowy
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach