Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Szklane lodowisko
AutorWiadomość
Szklane lodowisko [odnośnik]17.07.17 2:00
First topic message reminder :

Szklane lodowisko

★★★
Lodowisko zbudowane z zaczarowanego szkła jest dość drogą atrakcją, ale wartą swojej ceny. W tafli odbija się bowiem miejsce, które najbardziej podoba się patrzącemu. Każdy widzi w nim coś innego, bliskiego własnemu sercu. Wizjami można jednak dzielić się łapiąc się za ręce. Do jeżdżenia po szklanym lodowisku nie są niezbędne łyżwy, dzięki zaklęciom można ślizgać się po nim w zwykłych butach. Także czary uniemożliwiają tragiczny w skutkach upadek, który mógłby spowodować obicia i rozcięcia, a co gorsza pęknięcia tafli.
[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 25.03.22 19:52, w całości zmieniany 1 raz
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Szklane lodowisko - Page 2 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Szklane lodowisko [odnośnik]07.01.21 20:13
Najpierw usłyszała stuknięcie, przez które otworzyła oczy i spojrzała w zdziwieniu na różdżkę leżącą na ziemi. Jej źrenice zwęziły się, gdy padło imię bliźniaka. Podejrzewała to, że Aquila żywiła ku niemu uczucia, wiedziała wewnątrz, lecz nie skomentowała. Jej twarz nie drgnęła, po prostu patrzyła na kuzynkę obserwując uważnie, jak Aquila się zmienia. Była niestabilna, rozedrgana niczym kosmiczny twór, migoczący przed największą eksplozją. Postąpiła kilka kroków do przodu, wiedziona instynktem niżeli pomyślunkiem, wszak myśli ogarniał chaos. Słuchając dalszych słów próbowała utkać opowieść, przypuszczenia, racjonalne wyjaśnienia.  
Mathieu Rosier, jej nowy przełożony, którego nie poznała dostatecznie dobrze. Zatrzymała powietrze w płucach, czując jak wpadła z deszczu pod rynnę, gdzie wcześniej ulewa plamiła ją równomiernie, tak z zardzewiałej rury strumień wody z siłą uderzał w głowę, niemal pozbawiając ją przytomności. Wyglądał jak po bitwie... Co się mogło wydarzyć? Czy mieli starcie ze smokiem? Nie, o tym z pewnością by wiedziała. Przyniósł jego ciało do nas do domu. A może było to starcie... z Zakonem? Wzdrygnęła się na myśl o tym, że Alphard mógł stracić w ten sposób życie, nie chciała w to wierzyć, ale jeśli? Może padł kolejną ofiarą, tak jak Yaxley czy Avery? Lecz gdyby tak było już by wiedziała, jeśli byłby to atak, jej ojciec z pewnością obudziłby ją najświeższym wydaniem Walczącego Maga lub słowami, które przekazałby mu najpewniej Sallow. Ale może jednak było zbyt wcześnie? Zbyt wiele niewiadomych było w śmierci Alpharda, nie mogła osądzać żadnej ze strony. Przez wiele miesięcy słuchała nagminnego plucia na terrorystów, sama zresztą nie popierała chociażby wydarzeń na Connaught Square, ale nie popierała też tego co zainicjowało tamto wydarzenie. Brzydziły ją brutalne kroki Ministerstwa, a propaganda wlewana w głowy londyńczyków wzbudzała w niej gniew - czy wszyscy byli tak ślepi? Czuła się jakby stała na rozdrożu, a obie ścieżki były splamione krwią. Przecież widziała dawne wydania Proroka Codziennego w schowku brata, czytała te artykuły... Nadrabiała to wszystko z jego zapisków, gazet, listów, jakby chciał ją o czymś uświadomić, a może wskazać kierunek? Lecz to nie był czas na takie rozważania. Alphard nie żył, niezależnie od tego co było tego przyczyną, a przy niej klęczała jego siostra. Zrozpaczona, złamana, skrzywdzona... - Nie zostawię - jej słowa drżały gdy zdejmowała ze swych nóg dłonie Aquili, chwytając je i splatając ze swoimi palcami. Przykucnęła potem, wpatrując się w twarz kuzynki, nie mogąc odnaleźć w niej tej zagubionej niewinności, nieskalanej prawdziwym bólem. - Posłuchaj mnie - zaczęła powoli, uspokajając samą siebie równomiernym oddechem. Ciężko patrzyło jej się na rozpadającą się lady Black. Znała to uczucie, które trawiło i wypalało wnętrze. Na własną rozpacz przyjdzie jeszcze czas, lecz teraz nie mogła sobie na to pozwolić, już nie. - Zajmę się tobą, zabiorę i ochronię, obiecuję ci to... - wymruczała cicho przyciągając ją do siebie i oplatając ramionami. - Niezależnie co się wydarzy i kto co powie... obronię... zabiorę... - melancholia drżała w każdej sylabie, wyartykułowanej przez napuchnięte, czerwone wargi. - Nie pozwolę cię skrzywdzić - nie płakała, a jej głos choć spokojny, był dziwnie stanowczy, jak gdyby podjęła właśnie jakąś decyzję, której nie była do końca w pełni świadoma. Zastygła tak na chwilę, przyciskając do siebie kuzynkę i wpatrując się w wędrujące po szklanej tafli światło. Nie myślała, że tak będzie wyglądać jej poranek, nie myślała w ogóle. Zaledwie czuła jak pękały szwy jej ostatnich resztek szacunku do... właściwie nie wiedziała kogo, po prostu coś pękło, jak gdyby rozrywane od dawna, a dopiero dziś nastał dzień, który przerwał pewne nici całkowicie, pozwalając czemuś nareszcie wypełznąć spod zaszywanej skrupulatnie osłony. Przymknęła powieki, wzdychając cicho - chciałaby, aby szwy Aquili również pękły, chciałaby pod nimi zobaczyć to co pod swoimi. Ale czy odnalazłaby to samo? Boję się, Aquilo. Boję się tego co z nami będzie. Boję się tego, że cię okłamię. Boję się, że kiedyś cię zdradzę. Przesunęła twarz i wtuliła się w pachnący kark kuzynki, wciągając zapach jej aksamitnych włosów. Musiała ją stąd zabrać. - Chodź... - wyszeptała, podciągając Aquilę do góry i przyglądając jej się przez chwilę, jakby próbowała upewnić się, że ta ustoi sama. Zebrała różdżki, płaszcz i torbę z jedzeniem, a potem przywołała skrzata, wypowiadając kilka słów, które potwierdziła lady Black, pozwalając tym samym aby stworzenie zabrało je obie w bezpieczne miejsce.


| ztx2 :pwease:


I wciąż nie starczało, i ciągle było brak
Ciągle bolało, że ciągle jest tak

Forsythia Crabbe
Zawód : Magizoolog w Ministerstwie Magii
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
l'appel du vide
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8816-forsythia-a-crabbe https://www.morsmordre.net/t8824-maypole#262975 https://www.morsmordre.net/t8825-my-awful-tragedy#262980 https://www.morsmordre.net/f299-brook-street-72 https://www.morsmordre.net/t8821-skrytka-bankowa-nr-2082#262964 https://www.morsmordre.net/t8822-forsythia-crabbe#262969
Re: Szklane lodowisko [odnośnik]21.02.21 1:09
Para nr 23

Po ugryzieniu zaklętego ciastka padliście ofiarą niechcianej teleportacji – a po krótkiej chwili wylądowaliście tutaj: postać A na samym środku szklanej, mieniącej się światłami tafli lodowiska, postać B – dokładnie w tym samym miejscu, ale ułamek sekundy później, materializując się w ramionach postaci A. Pęd sprawił, że obie postacie zawirowały w tanecznym (choć raczej mało zgrabnym) piruecie, a później straciły równowagę, lecąc w stronę migoczącej tafli. Postać B wyląduje na dole, postać A – na górze.

Gdy tylko wasze spojrzenia się spotkają, ogarną was silne emocje, do złudzenia przypominające miłość: będziecie mieć wrażenie, że dla drugiej osoby zrobicie absolutnie wszystko, poczujecie oddanie, szczęście i tęsknotę do czegoś, czego nie będziecie potrafili określić; wyda wam się najpiękniejsza na świecie; będziecie gotowi poświęcić wiele, by spędzić z nią resztę życia.

Kiedy już uda wam się otrząsnąć z upadku, zorientujecie się, że chociaż na lodowisku jesteście sami, to ktoś wcześniej musiał popracować nad jego wystrojem – bo nad waszymi głowami unoszą się setki świec, zaczarowanych i wirujących w romantycznym tańcu, tworzących na suficie mozaikę pomarańczowych, różowych i malinowych świateł, zlewających się miękko ze sobą i rzucających lekki blask na wasze policzki. Gdzieś w okolicy gra muzyka – jesteście niemalże pewni, ze do waszych uszu docierają łagodne dźwięki skrzypiec, wygrywających melodię, która rozgrzewa wasze serca i wprawia was w ciepły, choć nieco melancholijny nastrój. W eleganckim budynku kryjącym w sobie lodowisko w ogóle jest ciepło – na tyle, że po paru minutach poruszania się po szklanej tafli, zgrzejecie się i będziecie musieli pozbyć się przynajmniej jednej warstwy ubrań. Gorącej atmosfery nie ochłodzi nawet obecność duchów – ledwie widocznych, od czasu do czasu przesuwających się po powierzchni lodowiska, jakby we własnej, niezwiązanej z wami zabawie.


Rzut kością
W dowolnym momencie trwania wątku możecie wykonać rzut na dodatkowe zdarzenie kością podpisaną jako Kupidynek.

Konsekwencje
Efekty zjedzenia zaklętego ciastka ustąpią następnego dnia, wraz ze wschodem słońca; po romantycznej schadzce pozostaną wam wspomnienia i potężny ból głowy, który ustąpi dopiero po 24 godzinach.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Szklane lodowisko - Page 2 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Szklane lodowisko [odnośnik]21.02.21 17:51
31 października


Uporczywe mruganie jakim Carlisle próbowała uniknąć wędrówki do krainy snu, powoli zaczynało ją męczyć. Jak zwykle gdy wpadała w wir wyjątkowo wymagającego zlecenia, zapominała o reszcie świata, obsesyjnie wręcz skupiona na rzędach cyfr, układających się w tylko dla niebieskookiej znane pieśni. Muzykę dla większości ludzi nudną, powtarzalną i przede wszystkim niezrozumiałą. Dla Carlisle jednak była czymś więcej niż nauką, a już na pewno nie nudą, czy melancholią. Okazyjnie niestety, ciało wciąż przypominało kobiecie, że chociaż umysłem jest gdzieś daleko, cała reszta pozostaje w gabinecie Muszelki. Żołądek wydał z siebie symfonię niepokojących dźwięków, a dotychczas wypełnione jedynie zapachem palącej się świecy powietrze, zasmakowało czymś jeszcze.
Dyniowa tartaletka, najpiękniejsza jaką Flamel kiedykolwiek widziała kusiła intensywną barwą i jeszcze intensywniejszą obietnicą zaspokojenia rosnącego apetytu. Było też w niej coś jeszcze, urok nieco mniej oczywisty, dotykający tych części ducha Carlisle, które w nawyku miała ignorować. Ciepła herbata z miodem i cytryną, ta sama jaką ojciec przygotowywał dla siebie każdego wieczoru gdy zagłębiał się w swoich badaniach… Samokontrola leżała gdzieś głęboko u podstaw charakteru blondynki. Wstrzemięźliwość i opanowanie, pozostawanie w kontroli niezależnie od sytuacji dawało poczucie stabilizacji, jakiego pragnęła odkąd tylko pamięta. Dlatego, gdyby tylko Carlisle była w stanie podejść do sytuacji zdroworozsądkowo, zastanowiłaby się nad pochodzeniem wspomnianego dyniowego przysmaku i konsekwencjach jakie niosło jego spożycie. Ponieważ jednak nie była w stanie, zanim się zorientowała, wyborny wypiek dosięgnął jej ust, a upragniony smak rozpłynął się po podniebieniu, najwyraźniej na tyle dosadnie, że gdy otworzyła oczy była już w innym miejscu.
Oto wirowała, w piruecie pod żadnym pozorem niespełniających kryterium wymagań nauczycieli tańca w Beauxbatons, w otoczeniu chłodnego powietrza i niezwykle pięknego lodowiska. Blask świateł otaczających ją, doskonale współgrał z gładką taflą zamarzniętego jeziora pod stopami i chociaż Carlisle nigdy nie uważała się wyjątkowo utalentowaną tancerkę, w tym momencie czuła, że szaleńczo rozpędzone stopy, mogłyby unieść ją aż do przestworzy. Ją i nie tylko.
Oszołomiona, dopiero teraz zdążyła zauważyć, że nie była w tym przedziwnym zjawisku sama, w ramionach trzymając kogoś jeszcze. Uczucie co najmniej dziwne, dawno bowiem Carlisle nie była świadkiem, a co dopiero uczestnikiem gestu sprawiającego wrażenie tak niebywale intymnego. Mimo tego, z niewiadomych powodów, nie czuła się z tym źle, a wręcz przeciwnie. Wystarczyło jedno spojrzenie w drugą parę oczu, by dostrzec w nich odbicie emocji, jakie krzyczało na cały głos jej serce. Flamel nie mogła zastanawiać się skąd się wzięły, ani od kiedy istniały, gdyż sama ich obecność uwalniała we Francuzce pokłady szczęścia, o jakiego odczuwanie nie posądzała się już długie lata. Tak, zrobiłaby dla tej osoby wszystko, oddała jej cały dobytek na czele z zapomnianym sercem, pierwszy raz od dawna bijącym tak szybko. Przyjęłaby zaklęcie w sam środek czoła, czy nawet ochroniła przed upadkiem na twardą powierzchnię zamarzniętej wody. Zwłaszcza to ostatnie, Carlisle próbowała uczynić na tyle niezdarnie, że w konsekwencji, asekuracja nie tylko zakończyła się fiaskiem, ale też sama czarownica dołożyła swojego ciężaru, lądując z głuchym łoskotem i ewidentnie kładąc kresu bajecznym piruetom.
Poły ciepłego szlafroku trzepotały na wietrze, kiedy w milczeniu próbowała zebrać myśli. Myśli, zajęte aktualnymi wydarzeniami na tyle, że nie zdołały zarejestrować, iż ich właścicielka teleportowała się z zaciszu własnego domu, ubrana w mało wyjściowe szaty i nogi zaopatrzone w znalezione w szafie papucie. Na szczęście miłość nie wybrzydza, a Carlisle zbyt pochłonięta była obserwowaniem swojej nowo znalezionej drugiej połówki, by skupić się na przyziemnych troskach o własną powierzchowność. Nie znasz miejsca ani godziny, kiedy przyjdzie ci poznać swoje przeznaczenie. Nawet jeśli aktualnie leżała na nim w pozie gracją daleko odstającej od zasad wpojonych przez francuskich znawców salonowej etyki.


persévérance
You must learn to question everything. To wait before moving, to look before stepping, and to observe everything

Carlisle Flamel
Zawód : tańczę z liczbami
Wiek : 30
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
je n'ai rien a perdre
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Zwierzęcousty

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9229-carlisle-flamel https://www.morsmordre.net/t9243-pi https://www.morsmordre.net/t9241-teoria-wszystkiego https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t9246-skrytka-bankowa-nr-2565 https://www.morsmordre.net/t9244-carlisle-flamel#281192
Re: Szklane lodowisko [odnośnik]21.02.21 21:11
Umięśnione ciało szmalcownika pokryte było krwią. Brunatną, pozasychaną, zakrywającą malunki znajdujące się na jego ramionach oraz piersi, pachnącą specyficzną wonią. Zwykły czarodziej zapewne uznały podobny widok za makabryczny, Friedrich Schmidt przywykł jednak do odbicia swojego ryja zbryzganego krwią. Był człowiekiem mroku, cieniem przemykającym między budynkami, wypełniającym swoją misję, nawet jeśli nie potrafił dokładnie jej określić. Mordował. Brutalnie, z niezwykłą okrutnością, nie  tylko dla galeonów ale i zabawy, jaką w ostatnich miesiącach odnalazł w tym zajęciu. Gorąca woda spływała po jego ciele zmywając z niego brud dzisiejszego dnia pracy, a myśli poszukiwały jakiegoś zajęcia na resztę wieczoru. Londyn powoli zaczynał go nudzić. Bary na Nokturnie nie były tak interesujące jak te w Wiedniu, a kumple ostatnio zdawali się zaniechać pasji do obijania sobie mordy co sprawiało, iż coraz częściej odczuwał brak rodzinnych stron. Wiedeń był ciekawszy; piękniejszy; jedyny w swoim rodzaju w czasie, gdy Londyn zdawał się być miastem, jak każde inne.
Pogrążony w rozmyślaniach wyszedł spod prysznica, wciągnął na siebie spodnie po czym ruszył do kuchni. Jak co wieczór uzupełnił psie miski i już miał zbierać się do wyjścia, gdy na blacie swojej kuchni dostrzegł dziwny pakunek. Kolorowe papiery kontrastowały z ponurym, zimnym mieszkaniem szmalcownika. Ostrożnie, z zaciekawieniem w zielonych ślepiach odwinął pakunek, a do jego nozdrzy doleciały specyficzne zapachy. Wpierw zapach ciasta, później zapach bzu oraz świeżej, dopiero upuszczonej krwi.
Nie zwykł nacinać się na podobne fortele. Nie interesowało go jedzenie, pociągłe spojrzenia czy gorące obietnice, jakimi nie raz jego ofiary próbowały uchronić się od śmierci… W zapachu tego ciastka było jednak coś dziwne zachęcającego. Szmalcownik sięgnął po swoją różdżkę którą schował w kieszeni, po czym wgryzł się w ciastko i… Scheiß! Poczuł szarpnięcie, a gdy otworzył oczy był już… Gdzieś. Nie miał okazji aby dokładniej się rozejrzeć, zauważył parę ślicznych, jasnoniebieskich oczu i poczuł, jak jego stopy poczynają się ślizgać. Złapał towarzyszącą czarownicę za ręce, począł balansować ciałem aby uniknąć wypadku, to jednak zdawało się nie przynieść większego skutku. Runęli w dół, a szmacownik poczuł, jak jego plecy uderzają z impetem o twarde podłoże. Powietrze uleciało z jego piersi, a pomruk niezadowolenia wydobył się z jego ust gdy coś upadło na niego. Wpierw zauważył, że śliskie podłoże nie parzy zimnej nagiej skóry jego torsu, na którym leżała najpiękniejsza istota, jaką widział na tym świecie. Kolejny pomruk wyrwał się z jego piersi, tym razem przepełniony zadowoleniem oraz satysfakcją.
- Mein Geliebter, der mir am Herzen liegt… - Wymruczał basowym głosem, silne ramiona ostrożnie owinęły się wokół talii leżącej na nim dziewczyny, chcąc asekurować ją przed możliwym upadkiem… Przynajmniej oficjalnie. Czujne spojrzenie tkwiło w jej oczach, a gdy dostrzegł w nich brak zrozumienia kąciki jego ust uniosły się delikatnie w krzywym uśmiechu. - Nic Ci się nie stało? Jesteś cała? - Spytał już po angielsku, w jego głosie jednak nadal dało się wyczuć silny akcent. Dopiero gdy upewnił się, że piękność jest cała niechętnie odsunął od niej spojrzenie, by rozejrzeć się po niezwykle kiczowatym otoczeniu, szybko jednak powróciły do kobiety spoczywającej na jego torsie. - Nigdy nie widziałem nikogo piękniejszego od Ciebie… - Rzucił odrobinę nieporadnie, niezwykły do komplementów czy tej całej, romantycznej otoczki.


Getadelt wird wer schmerzen kennt Vom Feuer das die haut verbrennt Ich werf ein licht In mein Gesicht Ein heißer Schrei Feuer frei!.

Friedrich Schmidt
Zawód : Szmalcownik
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Weil der Meister uns gesandt Verkünden wir den Untergang.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8774-friedrich-schmidt#261043 https://www.morsmordre.net/t8782-listy-do-friedrich-a#261285 https://www.morsmordre.net/t8783-come-little-mudbloods#261286 https://www.morsmordre.net/f294-smiertelny-nokturn-10 https://www.morsmordre.net/t8784-skrytka-bankowa-nr-2079#261288 https://www.morsmordre.net/t8785-friedrich-schmidt#261289
Re: Szklane lodowisko [odnośnik]16.04.21 1:12
Dzień nareszcie się kończył - kolejny bezlitośnie beznadziejny w równie odrażającym mieście. Powinnam być gdzie indziej, robić co innego… przerzucać papiery w banku aż padnę, albo łamać kości dłużnikom do rana… albo... obchodzić z rodziną Dziady. Te cztery miesiące pozbawiły mnie wszystkiego. Pierdolone życie.
Jak dobrze, że jednym z obskurnych barów udało się wyjebać szklankę taniego ginu. Nagle świat stał się znośniejszy. A po szóstej kolejce to nawet powiedziałabym, że lepszy. Do domu wracam więc w lepszym nastroju, lekkim slalomem pokonując prostą drogę. Od zapachu powietrza już nie chce mi się rzygać. Może dlatego, że wiatr przyniósł znajomy zapach palonego aromatycznego drewna. Zapach domu.
Kiedy docieram do mojego tymczasowego siedliska, zapach stał się silniejszy. To musiał być wyjątkowo dojebany alkohol, że mam takie jazdy. Ciekawe, z czego go zrobili? Na pewno nie z jakiegoś gówna, bo jeszcze nie oślepłam, a z tanim chujowym bimbrem takie rzeczy są na porządku dziennym.
Zrzucam z siebie przepocone ciuchy, pozostając tylko w majtkach, przydługich, drapiących niemiłosiernie pasiastych skarpetach i starym, wygryzionym przez mole swetrze. Alkohol przyjemnie grzeje i wydawałoby się, że mogłabym się obyć bez tych udziwnień garderoby, ale wiem, że to pic na wodę. Jeśli zasnę w fotelu, to na bank zmarznę bez dodatkowego ocieplenia. W tym mieszkaniu zawsze, po prostu zawsze, co bym nie robiła, jak bym nie kombinowała, zawsze gdzieś skądś zawsze wieje.
Taka już cena taniości. Ściany wchuj popękane, ciągnie ze wszystkich szczelin, a wcześniejszy właściciel zdążył tu sobie powisieć pod sufitem z pół roku, zanim go znaleźli, przez co na drewnianych deskach pośrodku pokoju była wielka ciemna plama. Kurwa, szkoda, że nie został duchem. Byłoby z kim gadać wieczorami. Albo i nie.
Martwi bywają niesamowicie upierdliwi czasami.
Kurwa.
Szybko potrząsam głowa, żeby nie myśleć o umarlakach.
Powinnam się czymś zająć. Sen? Nie, za wcześnie, i stanowczo za mało procentów. Ale może w końcu to czas, żeby porządnie wyczyścić protezę. Po ostatnich “nadgodzinach” zostały mi zaschnięte resztki krwi i mięsa powciskane między drobniejsze elementy cudu goblińskiej myśli technicznej.
Zaciskam zęby, przygotowując się na znajomą falę bólu, która zawsze towarzyszącą odpinaniu protezy. Słychać metaliczny szczęk i ręka ląduję na chyboczącym się drewnianym stoliku przede mną. Po alkoholu cała procedura boli trochę mniej na szczęście, jednak nadal przez chwilę czuję nieprzyjemne mrowienie wzdłuż kręgosłupa.
Ja jebie. Kompletnie zapomniałam, że teraz czeka mnie jeszcze poszukiwanie szczotki. Mogę rzucić odpowiednie zaklęcie przywołujące, ale nie jestem pewna swoich refleksów na tyle. Wolę nie zostać znokautowana przez kawałek drewna z włosami. Tego byłoby już za wiele na mój zmarnowany łeb.
Wzdycham ciężko i zwlekam się z miękkiego fotela, żeby skierować się do kuchni. Dopiero teraz zdaje sobie sprawę, że znajomy i niesamowicie przyjemny zapach drewna... nie! Świeżego prania nie był halucynacją. Cała kuchnia pachniała tak, jak dom. Ten prawdziwy. Co się tu odjebało? Musiałam namierzyć źródło tego zapachu - w końcu okna zamknięte, a pranie to nawet nie wiem, kiedy ostatni raz robiłam.
Co do chuja?
Wyczarowuje kulę światła i wtedy widzę coś, co tu zupełnie nie pasuje. Ciastko. Pierdolone ciastko w kolorowym papierku. Ostrożnie podnoszę go i oglądam z różnych stron… i im dłużej się przyglądam, tym bardziej staje się głodna. Kiedy ostatni raz jadłam? Szlag i jeszcze ten zapach. To jabłka z cynamonem…? Ale to nie możliwe, w końcu to ciastko z dynią. Ale w sumie… to, co z tego?
Od samego zapachu kręci mi się w głowie i kompletnie nie mogę się powstrzymać, żeby bez wahania wepchnąć prawie całą tarteletkę do ust. Niestety, zanim zdążyłam nacieszyć się jej słodkim smakiem, poczułam szarpnięcie i już byłam w innym miejscu, prawie zaliczając szpagat na lodowej powierzchni.
-Блядь... - rzucam poirytowana, próbując utrzymać równowagę i się nie wyjebać na ryj.
I wtedy zauważam jego. Niesamowicie zbudowanego, jedynego w swoim rodzaju, pachnącego mydłem i krwią.
Kogoś mi przypomina, ale nie jestem w stanie niczego sobie przypomnieć. Czuję tylko narastająca irytacje i palący gniew. Bo oprócz niego i jego debilnego uśmiechu, była też ona. A Ona musiała zniknąć.
Alkohol robi swoje i nie mogę już powstrzymać wściekłości i tego wszystkiego innego, którego nawet nie jestem w stanie nazwać.
-Servio! - jedno machnięcie dłonią i zaklęcie uderza w kobietę, a mnie zaczyna boleć skroń. Walić to. To w końcu taka mała cena za spokój... i pozbycie się tej zdziry.
-Wynocha! - rozkazuję blondynce przez zaciśnięte zęby, a ta szybko wykonuje polecenie i wycofuje się, ślizgając się po lustrzanej powierzchni.
Na mojej twarzy w końcu zagościło coś, co w pewnym sensie przypomina uśmiech. No w końcu. Nogi nadal lekko mi się rozjeżdżają, ale czuje się pewniej. Gorący gniew był lepszy niż wszelkie zaklęcia i eliksiry.
-Mam nadzieje, że mówiłeś to do mnie, typie. - rzucam z mocnym wschodnim akcentem i zajmuje dokładnie to samo miejsce, które wcześniej zajmowała Tamta Kobieta. - Prawda?
Głos mi drży ze wściekłości. Z chęcią wyłamałabym mu te pierdolone żebra.
Albo nie? Co się właściwie ze mną dzieje?


Zlata Raskolnikova
Zawód : Komornik i najemniczka po godzinach
Wiek : 37
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowa
Wisi mi kto wisi na latarni
A kto o nią się opiera
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Półgoblin
Szklane lodowisko - Page 2 LbyMwHj
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9153-zlata-raskolnikova#276833 https://www.morsmordre.net/t9433-sowa-bez-imienia#286806 https://www.morsmordre.net/t9439-zlata#287045 https://www.morsmordre.net https://www.morsmordre.net/t9434-skrytka-numer-2143#286811 https://www.morsmordre.net/t9432-zlata-raskolnikova#286793
Re: Szklane lodowisko [odnośnik]29.04.21 1:16
Dziwnie potoczył się dzisiejszy dzień. Ledwie kilka ułamków wcześniej był w swoim uroczym mieszkaniu na Nokturnie by za pomocą dziwnego ciastka przenieść się w to niezwykle kiczowate miejsce, lądując tuż pod kobietą, która w tamtej chwili wydawała mu się być niemal ideałem. Śliczna, zgrabna i będąca całkowicie na łasce jego łap. Czego możnaby chcieć więcej? Zapewne na trzeźwo, nie napojony amortencją o której pojęcia nie miał, uznałby iż można chcieć o wiele więcej - charakteru, lojalności, braku zapędów by wycierać się po każdym rogu tego świata. Teraz jednak, otumaniony najgorszym wrogiem trzeźwego umysłu, o wiele silniejszym niż Shnapps produkowany przez jednego z wujów. I mimo tego całego, kiczowatego nastroju wywołanego tymi wszystkimi światełkami oraz świecami, Schmidt przez chwilę miał wrażenie iż wszystko było niemal idealne. Przez chwilę, gdy nagle na lodowisku pojawiła się kolejna osoba. Z trudem przeniósł spojrzenie zielonych ślepi z pięknej kobiety spoczywającej na jego klacie, by zerknąć na nowoprzybyłego intruza, przeszkadzającego w jakże pięknej chwili. Był niewielki. A raczej była, gdyż przez męską fryzurę oraz ostre rysy potrzebował chwili, by nabrać pewności, iż nowoprzybyły intruz jest kobietą. Wzrostem przypominała dziecko, a w miejscu lewej ręki pozostawała pustka. W majtkach, skarpetach i powyciąganym swetrze zdawała się nie robić jakiejkolwiek konkurencji jego słodkiej towarzyszce.  Zdawała się, gdyż nie wiedzieć czemu, spojrzenie Austriaka nie potrafiło oderwać się od ostrych rysów, wykrzywionych dziwną złością podbudowującą męską dumę. Który mężczyzna nie chciał, by dwie czarownice walczyły o jego względy? No, Schmidt z pewnością doceniał podobny widok.
- Was?! - Rzucił, gdy nowoprzybyła czarownica ledwie gestem dłoni rzuciła zaklęcie. I to nie byle jakie, lecz czarnomagiczne, zmuszające jego wcześniejszą towarzyszkę do ucieczki. Panna numer jeden wyrwała się z jego ramion, z poślizgiem uciekając ze szklanego lodowiska. Szmalcownik uniósł się na przedramionach, uważnie przyglądając się czarownicy z, o Salazarze, wschodnim akcentem w wypowiadanych przez nią słowach. Hugo Schmidt zapewne przewróciłby się w grobie gdyby wiedział, na kogo skierowało się zainteresowanie jego syna. Pomruk zadowolenia wyrwał się z jego piersi, gdy czarownica wgramoliła się na jego kolana, a prychnięcie rozbawienia było reakcją, na jakże przyjemne określenie, jakiego użyła.
- Pojebało Cię? - Mruknął jakże romantycznie basowym głosem, w którym wybrzmiewał silny, niemiecki akcent i który wbrew wszelkim pozorom pozbawiony był jakiejkolwiek pretensji. Bystre spojrzenie zielonych ślepi nie odrywało się od jej twarzy, dokładnie analizując każdy, nawet najmniejszy jej kawałek. - Nie określiłbym cię tak mdłymi słowami, typiaro. - Mruknął z rozbawieniem w głosie używając podobnego określenia, co ona. Silna dłoń szmalcownika powędrowała do jej twarzy, by odgarnąć z niej niesforne pukle krótkich włosów, opuszkami przesuwając po jej policzku. Lubił kobiety z charakterem, mające swoje zdanie lecz gdy nie kwestionowało ono jego pozycji samca alfa... bądź nie było w praktyce zwyczajnym puszczalstwem i łaszeniem się do każdego, kto tylko się napatoczył. - Co sądzisz o tym miejscu? Świece, skrzypce, dziwne światło... Wieje kiczem, co nie? - Mruknął, przysuwając się do niej, odrobinę zmniejszając dzielącą ich odległość, swobodnie owijając ramionami niewielkie ciało. No, jakby spadła z jego kolan pewnie by się potłukła - on jedynie chciał być wspaniałomyślnym i uniknąć nieprzyjemnego dla jej ciała spotkania ze szklaną powierzchnią lodowiska.


Getadelt wird wer schmerzen kennt Vom Feuer das die haut verbrennt Ich werf ein licht In mein Gesicht Ein heißer Schrei Feuer frei!.

Friedrich Schmidt
Zawód : Szmalcownik
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Weil der Meister uns gesandt Verkünden wir den Untergang.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8774-friedrich-schmidt#261043 https://www.morsmordre.net/t8782-listy-do-friedrich-a#261285 https://www.morsmordre.net/t8783-come-little-mudbloods#261286 https://www.morsmordre.net/f294-smiertelny-nokturn-10 https://www.morsmordre.net/t8784-skrytka-bankowa-nr-2079#261288 https://www.morsmordre.net/t8785-friedrich-schmidt#261289
Re: Szklane lodowisko [odnośnik]29.04.21 1:16
The member 'Friedrich Schmidt' has done the following action : Rzut kością


'Kupidynek' :
Szklane lodowisko - Page 2 10EOwQB
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Szklane lodowisko - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Szklane lodowisko [odnośnik]08.06.21 21:55
-Chciałbyś… - uśmiech wychodzi trochę krzywy, bardziej przypominając grymas.
Od razu rozpoznaję niemiecki akcent, ale kompletnie mi to nie przeszkadza. Chyba że przeszkadza? Nie, to nie akcent… Jeszcze tego nie rozumiem, ale każdą cząstką ciała i, chyba, duszy, chcę, żeby to trwało.
Kiedy czuje dotyk ciepłych, a nawet gorących dłoni na swojej twarzy, odruchowo zaciskam swoje pałce na jego gardle. Uścisk nie jest silny. Pewnie, nawet gdybym chciała, to nie dałabym rady go udusić, ani nawet zostawić porządnych siniaków.
-No ja kurwa myślę, że nie. W takim razie, jakie to będą słowa, co? - pytanie wybrzmiewa głośnym szeptem. Chcę to usłyszeć. Muszę to usłyszeć. Albo ukręcę mu łeb. Z tą myślą pozwalam sobie uważniej przyjrzeć się jego twarzy, zatrzymując się najpierw na oczach - równie zielonych, co moje, a później jakoś tak przypadkowo - na wargach.
Słowo daję, zaraz mu coś zrobię.
Jego pytanie na temat miejsca zmusza mnie do niechętnego poniesienia wzroku i rozejrzenia się po pomieszczeniu. To, kurwa, faktycznie jakieś lodowisko. Takie prawdziwe, najprawdziwsze. Ale po co te świata? I ta… muzyka? Czy może to przez alkohol i ciasto mam jakieś halucynacje?
-Jak jasny chuj… - twierdząco kiwam głową, obserwując unoszące się nad nami świece. - No i co to ma w ogóle być? Kolejne zjebane zabawy Angoli?
Świece jednak ostatecznie przegrywają w zawodach o moją uwagę, tak że znowu powracam spojrzeniem do mojego Niemca. Czy tam... kimkolwiek on jest.
-Też mam wymyślić, jak na ciebie mówić, czy sam się przedstawisz? - zbliżam swoją twarz do jego twarzy, wpatrując się w zielone tęczówki. Zapominam nawet, że chyba próbowałam go udusić, bo ręka schowana w rękawie szorstkiego swetra, powędrowała gdzieś w okolicę umięśnionego torsu. Palące uczucie wściekłości zaczęło się zmieniać w inny rodzaj gorąca - bardzo znajomego i nieskończenie przyjemnego.
I wtedy pojawiła się ona - pierdolona jazgocząca dynia, która popsuła wszystko.
-Уебу суку!* - z głośnym warknięciem zrywam się na równe nogi. Nikt, nawet magiczny owoc, czy tam warzywo, nie będzie mi się wpierdalać w... Kurwa jebać to! Rozwalę ją, zgniotę… Zamachnęłam się, ale cholera zaczęła pluć! Dziwaczna maź z dźwięcznym plaśnięciem upadła na lustrzaną powierzchnie lodowiska.
-Co do…? - spoglądam pytająco na mężczyznę. Może on ma pojęcie, co tu się dzieje.
Faktycznie była… tak zwana noc duchów. I raczej się nie śpi, bo się spotyka z rodziną… i pije.
PIJE!
W tamtym właśnie momencie spojrzałam na dynię w zupełnie inny sposób. Jak na źródło wiecznego życia, róg obfitości i zaplecze zakładowej stołówki w jednym. Może zamieni się w wódkę, jeśli ją złapiemy?
-Ty, to może być z alkoholem! - podzieliłam się tą wspaniałą nowiną z moim uroczym towarzyszem, wskazując palcem na dynie. - Ale za cholerę nie wiem gdzie i jak to pić... No żesz, kurwo, zamknij się wreszcie! Jęzlep!

*zapierdolę sukę
rzucam Jęzlep


Zlata Raskolnikova
Zawód : Komornik i najemniczka po godzinach
Wiek : 37
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowa
Wisi mi kto wisi na latarni
A kto o nią się opiera
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Półgoblin
Szklane lodowisko - Page 2 LbyMwHj
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9153-zlata-raskolnikova#276833 https://www.morsmordre.net/t9433-sowa-bez-imienia#286806 https://www.morsmordre.net/t9439-zlata#287045 https://www.morsmordre.net https://www.morsmordre.net/t9434-skrytka-numer-2143#286811 https://www.morsmordre.net/t9432-zlata-raskolnikova#286793
Re: Szklane lodowisko [odnośnik]08.06.21 21:55
The member 'Zlata Raskolnikova' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 88
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Szklane lodowisko - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Szklane lodowisko [odnośnik]08.07.21 14:34
Pomruk rozbawienia wydobył się z jego piersi, gdy słowa jasnowłosej dotarły do jego uszu. No, może i by chciał, wszystko zależało do tego w jaki sposób objawiałoby się jej pojebanie - jeśli mógł wybrać, tego dnia wolałby nie prać się z nią po mordach, chyba że takie pranie skończyłoby się w przysłowiowym łóżku. I nawet dłoń zaciskająca się na jego gardle zdawała się mu dziś nie przeszkadzać, chociaż jego własna dłoń zacisnęła się na jej przedramieniu w geście lawirującym między czułością a chęcią złamania jej przedramienia. I chyba nie był pewien, na które z tych dwóch miał większą w tej chwili ochotę.
Zamyślenie pojawiło się na męskiej twarzy, gdy wypowiedziane głośnym szeptem pytanie doleciało do jego uszu. Gdyby pytała o to w jego ojczystym języku, odpowiedź z pewnością przyszłaby mu do głowy szybciej, bez większego wysiłku, angielskie określenia nie wydawały mu się jednak odpowiednie do tego wszystkiego, czym zdawała się być napakowana niewysoka blondynka.
- Hm... Nietypowa, nieoczywista, fascynująca, pociągająca... Wunderbar. - Wysnuł w zamyśleniu, zielone ślepia wlepiając w te, jakże nieoczywiste rysy twarzy. Nie była piękna według standardowych, przyjętych przez społeczeństwo, normach było jednak w niej coś, co przyciągało zielone ślepia i zmuszało ramiona do przyciągnięcia jej jeszcze bliżej siebie.
Pomruk rozbawienia ponownie uleciał z jego piersi sprawiając, że kąciki męskich ust uniosły się ku górze, gdy jakże piękne określenie tego miejsca uleciało z jej ust. Friedrich miał wrażenie, że oto w końcu znalazł kogoś, kto nadaje na podobnych falach co on, mimo rosyjskiego akcentu, który zwykle zapewne niezwykle by mu przeszkadzał. Teraz jednak postać niskiej kobiety (faktu, iż zapewne była półgoblinką wolał chwilowo nie zauważać) zdawała się być idealnym oraz niezwykle interesującym towarzystwem w tym, jakże paskudnym oraz mdłym otoczeniu.
- No, nie zdziwiłoby mnie to. Oni chyba lubią zjebane zabawy. - Mruknął w odpowiedzi z odrobiną rozbawienia w głosie. Większość Angoli była całkiem znośna, niektórzy z nich jednak zdawali się przejawiać niezwykłe zainteresowanie iście pojebanymi rozrywkami. I nie chodzi tu o jakieś perwersje czy mordy (to dla Austriaka było codziennością), lecz wszelkie dziwne przedstawienia, na których należy rozmawiać z ludźmi czy inne dziwa. To nigdy nie było zajęciem, za którym by przepadał.
- Friedrich Schmidt. Do usług. - Przedstawił się wywołany do odpowiedzi, posyłając kobiecie perskie oko. No, powinna docenić, jaki to wielki zaszczyt ją spotkał - Friedrich nie zwykł umawiać się na radkopodobne spotkania, większość kobiet uważając za nudne oraz nijakie. Jasnowłosa jednak zdawała się wyłamywać z ram, ustanowionych przez większość przedstawicielek jej płci. Pomruk zadowolenia wyrwał się z jego ust, gdy rączka kobiety poczęła wędrować po jego torsie, i już uniósł się by być bliżej... Gdy jakaś przeklęta dynia poczęła fałszować jakąś kretyńską piosenkę.
- scheiß... - Wysyczał, równie wściekły na niezapowiedzianą dynię co jego towarzyszka. I już chciał się podnieść, by zwyczajnie przypierdolić dyni z pięści, gdy jakże interesująca idea uciekła ze słodkich usteczek jasnowłosej. Alkohol nie byłby wcale takim złym rozwiązaniem. - Uważaj, żeby jej nie strzaskać. - Mruknął jedynie, samemu podnosząc się z ziemi. A gdy zaklęcie jego towarzyszki uciszyło dynię, jako pełnoprawny mężczyzna powędrował w kierunku warzywa, by włożyć dłoń do jego środka. Szybko znalazł w środku nie tylko butelkę alkoholu ale i pachnący placek. - Skrzacie wino i zagrycha.- Rzucił z tryumfalnym uśmiechem wymalowanym na ustach, by wrócić do jasnowłosej. Usiadł tuż obok, by odkorkować wino, wręczyć jej butelkę i przyciągnąć ją bliziutko siebie, owijając silne ramię wokół jej sylwetki. Jeśli sądziła, iż ot tak wypuści ją ze swoich sideł była w wielkim błędzie. Nie miał zamiaru się od niej odklejać, tak samo jak nie zwrócił choćby najmniejszej uwagi na brak kieliszków bądź jakichkolwiek naczyń. Te z pewnością nie były im potrzebne. - Masz ochotę na ciasto? - Spytał, nie potrafiąc oderwać zielonych ślepi od jej buzi.


Getadelt wird wer schmerzen kennt Vom Feuer das die haut verbrennt Ich werf ein licht In mein Gesicht Ein heißer Schrei Feuer frei!.

Friedrich Schmidt
Zawód : Szmalcownik
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Weil der Meister uns gesandt Verkünden wir den Untergang.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8774-friedrich-schmidt#261043 https://www.morsmordre.net/t8782-listy-do-friedrich-a#261285 https://www.morsmordre.net/t8783-come-little-mudbloods#261286 https://www.morsmordre.net/f294-smiertelny-nokturn-10 https://www.morsmordre.net/t8784-skrytka-bankowa-nr-2079#261288 https://www.morsmordre.net/t8785-friedrich-schmidt#261289
Re: Szklane lodowisko [odnośnik]12.07.21 23:26
-Mogłabym ci wyrwać język, za kolejne niemieckie słowo. Ale z twoich ust brzmi to wyjątkowo dobrze, милый*. - krzywy uśmiech wyrysowuje się na mojej twarzy. Odzwyczaiłam się od komplementów i prawdopodobnie bym jebnęła innej osobie, która próbowałaby częstować mnie słodkimi słówkami. Ale nie jemu. Słowa są przyjemne, ale na próżno szukać w głosie mężczyzny słodko-mdłych nut. Ton jest ostry i chłodny jak odłamki szkła, jak obsydianowe ostrze. Jak to się stało, że w ogóle na siebie trafiliśmy? Czyj to był plan?
Mam temu kogoś wyłamać żebra, czy wysłać woreczek z galeonami?
-Nie myślałeś, żeby wypierdolić z tego kraju w jakieś milsze miejsce? Bez tego gówna i syfu. Jak najdalej od Anglików i ich cyrków... Tylko gęsty las. Taki, w którym jest zawsze ciemno. - patrzę mu w oczy, kiedy wypowiadam te słowa. Oh, jak by było pięknie. Tylko my we dwoję. Cisza, przyroda - taka prawdziwa i bezwzględna.
Idealna.
-Zlata Raskolnikova. Mogę rozwiązać każdy twój problem. - specjalnie podkreślam słowo “każdy”. To powinno stać się moim hasłem reklamowym. Przecież mogę zrobić wiele różnych rzeczy - pięknych i obrzydliwych. - Mam wytropić kogoś, kogo nienawidzisz? Mam wypruć mu flaki? Zarżnąć całą jego rodzinę? Nakarmić nimi sąsiadów? Spalić do fundamentów całe to pieprzone miasto? Mogę. Powiedz tylko słowo.
Każdy z wyrazów wypowiadam coraz ciszej, cieplej, jakbym obiecywała brunetowi wszelkie możliwe przyjemności tego świata. Nasze oddechy prawie łączą się w jeden, niestety wszystko niszczy ta pierdolona dynia.
Ale taki już moich los wrogów, że zawsze zostają pokonani.
-Nie cykaj, typie, wiem jak coś unieszkodliwić i nie popsuć. Nawet wiem jak być, żeby nie było widać siniaków. - przewracam oczami.
Kiedy dynia w końcu przestaje się wydzierać, zaczynam obserwować jak, Schmidt “oprawia” naszą zdobycz. Odnalezione wewnątrz słabe wino i ciasto nie były szczytem marzeń, ale w takim towarzystwie to nawet najgorsze szczochy mogły smakować jak ambrozja i kopać bardziej niż bimber mojego stryja.
-Mam ochotę na zupełnie co innego. - wypowiadam dość sugestywnym tonem, pozwalając się objąć. - Ale możemy zacząć od alko. Zagrycha i inne przyjemności później.
Siadam obok i opieram głowę o jego ramię. Zauważam, że tafla lodowiska zaczyna się zmieniać, falować… i już po chwili wydaje się, jakbym siedziała na brudnej i mokrej od deszczu kostce tuż przy rzece Fontance. Byłam w domu, a jednocześnie - tysiące kilometrów dalej.
-Też to widzisz? - palcami jedynej ręki, jaką mam, gdyż protez została na Nokturnie, stukam w lustrzaną powierzchnię lodowiska. - Tutaj pierwszy raz zmasakrowałam własnoręcznie mugola i wrzuciłam do rzeki. Jak później go wyłowili, to nie wiedzieli, czy to był człowiek, czy jakieś zwierzęce truchło.
Wybucham pogodnym śmiechem, jakby to był najlepszy dowcip świata. I rzeczywiście czułam rozlewające się ciepło. To były cudowne czasy, wszystko wydawało się takie proste.
Ciepło kompletnie mnie pochłonęło. A może to alkohol? Abo jeszcze co innego? Nie wiem. Pozwoliłam temu ciepłu i tej ciemności, żeby otuliła mnie jak koc z grubej wełny.

|*kochanie


Zlata Raskolnikova
Zawód : Komornik i najemniczka po godzinach
Wiek : 37
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowa
Wisi mi kto wisi na latarni
A kto o nią się opiera
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Półgoblin
Szklane lodowisko - Page 2 LbyMwHj
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9153-zlata-raskolnikova#276833 https://www.morsmordre.net/t9433-sowa-bez-imienia#286806 https://www.morsmordre.net/t9439-zlata#287045 https://www.morsmordre.net https://www.morsmordre.net/t9434-skrytka-numer-2143#286811 https://www.morsmordre.net/t9432-zlata-raskolnikova#286793
Re: Szklane lodowisko [odnośnik]16.10.21 15:23
Miał się tu spotkać z jednym z ludzi, którzy handlowali tym co było teraz zwane towarem deficytowym - alkoholem i tytoniem. Każdy radził sobie jak potrafił, a Kenneth musiał często radzić sobie sam co sprawiało, że właśnie mieszał się w szemrane interesy. Pojawił się o umówionej godzinie, ale człowiek z towarem się nie zjawiał. Pierwszy czuł narastającą irytację, ponieważ nie przywykł do tego, że ktoś tak bezczelnie wystawiał go do wiatru. Uznał po piętnastu minutach czekania, że przejdzie się dookoła aby sprawdzić czy zwyczajnie ten czeka w złym miejscu albo ktoś go dopadł i nieprzytomny leży pobity w krzakach. Kiedy jednak upewnił się, że ten po prostu się nie zjawił ogarnął go ponury humor.
-Kurwa.. - Zaklął szpetnie pod nosem zdając sobie sprawę, że przyszedł na marne, a kiedy miał się już zbierać dostrzegł ruch na szklanym lodowisku. Podszedł bliżej aby dostrzec nietypowe zdarzenie. Półgoblinka i rosły mężczyzna, rozmawiali sobie w najlepsze jakby byli na schadzce. A kobietę chyba nawet kojarzył, widział ją parę razy jak wbijała do domów i wyciągała od ludzi pieniądze, z którymi zalegali. Skrzywił się lekko, ponoć była bezwzględna w swojej robocie, tak przynajmniej słyszał. Nie chciałby się takiej narazić, a jako marynarz miewał często długi, których nie chciał spłacać, bo to tylko zmniejszało i tak już skromne przychody; stąd też przemyt i paranie się zajęciami na granicy prawa, w szarej strefie. Niby legalne a jednak coś było w ich szemranego. Uznał jednak, że zapyta czy kogoś w okolicy nie wiedzieli, zależało mu na tym towarze bo mógł zarobić parę sykli więcej, a to akurat w tym momencie bardzo mu się uśmiechało.
-Aj! - Zawołał do nich aby zwrócili na niego uwagę i na chwilę przerwali swoją rozmowę. -Nie widzieliście przypadkiem kręcącego się tutaj czarodzieja? Takiego w wysokiej spiczastej czapce. - Niestety miał tendencje do dziwacznych ubiorów jakby zatrzymał się na wydaniu Czarownicy z poprzedniego wieku. Miało to swoje plusy, chociażby takie, że zwracał na siebie uwagę i mało kto zapominał takiego widoku.
Kenneth Fernsby
Zawód : Marynarz, przemytnik
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Jestem nieuczciwy i uczciwie możesz liczyć na moją nieuczciwość.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10073-kenneth-fernsby https://www.morsmordre.net/t10121-nereus#306722 https://www.morsmordre.net/t10122-devil-of-the-seas#306723 https://www.morsmordre.net/f380-dzielnica-portowa-horn-link-way-3 https://www.morsmordre.net/t10123-skrytka-bankowa-nr-2283#306724 https://www.morsmordre.net/t10127-kenneth-fernsby
Re: Szklane lodowisko [odnośnik]03.11.21 15:03
Paskudnie głośny męski głos wyrywa mnie z przyjemnych marzeń i wspomnień, pełnych ulgi, satysfakcji i krwi. Czego chce? O co mu chodzi? Nie jestem najebana jeszcze, ale ciężko się myśli. Szturcham mojego towarzysza, żeby zareagował, bo mi się nie chce. Stoczyłam już dziś swoje walki - wygoniłam dziewuchę, co stała mi na drodze i uciszyłam wkurwiającą dynie, żeby oddała nam alkohol.
-No rusz dupę... - warczę, ale Niemiec, czy kim właściwie on tam jest, już poszedł w kimę i raczej nie obudziłaby go nawet eksplozja eliksiru buchorożca, odpalona tuż pod nosem.
No i chuj strzelił randkowanie.
Ale na co ja liczyłam? Przecież to Schmidt. Oni wszyscy tacy są. Daniel miał rację, że się od nich odciął, bo nic dobrego z takiej relacji by nie wyszło.
-Jebane życie. Заебало...
Podnoszę się powoli, bo stopy ślizgają się na lustrzanej powierzchni lodowiska, zgarniam sobie butelkę z winem i kieruję się w stronę intruza z zamiarem wyrwania mu żeber. Wściekłość aż się we mnie gotuje i muszę się na kimś wyżyć. Cóż. Nie mój problem. Nie trzeba było pojawiać się w złym czasie i miejscu. Sam jest sobie winien. Robię porządny łyk z butelki, bo w gardle mi już zaschło.
-Ej, ty! - podnoszę głos na tyle, że rezonuje echem w pustym, przestronnym pomieszczeniu. - Czy matka cię nie nauczyła, że nie wpierdala się w romantyczne, kurwa, spotkania?
Nogi rozjechały mi się na tyle, że prawie zrobiłam szpagat. Ja pierdole, trzeba było słuchać własnej matki, kiedy ta chciała mnie nauczyć jeździć na łyżwach.
Już jestem bardzo blisko, już widzę jego sylwetkę, już czuje zapach krwi, którą mu za chwile utoczę. Ale kiedy w końcu skupiam wzrok na jego twarzy, ochota na wyprucie mu flaków nagle odchodzi gdzieś na dalszy plan.
Zastępuję je zupełnie inne uczucie - równie palące i przyjemne.
Może jednak dzisiejszą noc nie spędzę w samotności.
-No proszę, proszę... - uśmiecham się trochę krzywo. - A co taki miły chłopaczek robi w tak mało przyjaznym miejscu?
Zbliżam się jeszcze trochę, a moje wełniane skarpety w końcu dotykają bardziej stabilnego gruntu.
-Mówiłeś, że kogo szukasz? Typa w staromodnym kapeluszu?- unoszę brew i ponownie moje usta dotykają zimnej butelki. - Prawdopodobnie będę w stanie ci pomóc. Pytanie, co dasz mi w zamian za te informacje?
Nie wiem, czy zauważył, to, w jaki sposób na niego patrzę. A nawet jeśli… to dobrze. Niech zdaje sobie sprawę, że nie musi się ograniczać wyłącznie do pieniędzy.


Zlata Raskolnikova
Zawód : Komornik i najemniczka po godzinach
Wiek : 37
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowa
Wisi mi kto wisi na latarni
A kto o nią się opiera
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Półgoblin
Szklane lodowisko - Page 2 LbyMwHj
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9153-zlata-raskolnikova#276833 https://www.morsmordre.net/t9433-sowa-bez-imienia#286806 https://www.morsmordre.net/t9439-zlata#287045 https://www.morsmordre.net https://www.morsmordre.net/t9434-skrytka-numer-2143#286811 https://www.morsmordre.net/t9432-zlata-raskolnikova#286793
Re: Szklane lodowisko [odnośnik]05.11.21 18:50
Pięknie, kurwa. - Tyle mu przemknęło przez myśl kiedy zobaczył, że wkurzona pół goblinka zmierza w jego stronę, a w głosie dało się wyczuć rządzę mordu. Nie dość, że nie spotkał człowieka od towarów to jeszcze na wpół rozebrana, wściekła baba idzie mu wpierdolić. Nawet jak zrobiła szpagat na środku lodowiska nadal wiedział, że miała dość determinacji aby go dorwać. Zamiast jednak salwować się dziką ucieczką stał w swoim miejscu z rękami wciśniętymi w kieszenie marynarskiej kurty i patrzył, z niemałym zresztą, zaskoczeniem jak wściekłość zamienia się w coś… przyjemniejszego? Ciężko było określić patrząc na ten krzywy uśmiech. Zmierzył kobietę wzrokiem od stół do głów, kompletnie się z tym nie kryjąc. - Lodowisko połączone z tobą, może być śmiertelną pułapką. - Odparł ze swadą w głosie, bo co jak co, ale wkurwiona kobieta była groźniejsza od mężczyzny, który mierzy w ciebie celem ukrócenia marnego i tak już żywota. -Mogę dotrzymać towarzystwa, bo widzę, że twój kolega dawno odpłynął. - Wskazał na śpiącego smacznie mężczyznę, który zdawał się, że odpłynął dość dawno temu, a pobudka może być dla niego iście bolesna. -Jestem całkiem znośnym towarzystwem. - Z tymi słowami wyciągnął dłonie z kieszeni rozkładając je na boki, prezentując się tym samym jakby był eksponatem na wystawie na ulicy Pokątnej. Uśmiechnął się przy tym kącikiem ust, lekko bezczelnie. Towarzystwo pół goblinki nagle zdało się mu być niezwykle przyjemne i zachęcające, a sprawa handlarza, który go wystawił poszła na boczny tor, choć nadal tkwiła w tyle głowy. Bardzo możliwe, że trzymana przez kobietę butelka miała w tym swój nieświadomy udział, ale kto by się przejmował takimi szczegółami.
Nie tak wyobrażał sobie dzisiejszy wieczór, ale i tak innych planów teraz nie miał więc równie dobrze mógł z nią posiedzieć i opróżnić butelkę, która nęciła i zachęcała. -To jak będzie? - Był ciekaw odpowiedzi, a szykował się na dwie opcje - wpierdol lub wciśnięcie flaszki w dłoń.
Kenneth Fernsby
Zawód : Marynarz, przemytnik
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Jestem nieuczciwy i uczciwie możesz liczyć na moją nieuczciwość.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10073-kenneth-fernsby https://www.morsmordre.net/t10121-nereus#306722 https://www.morsmordre.net/t10122-devil-of-the-seas#306723 https://www.morsmordre.net/f380-dzielnica-portowa-horn-link-way-3 https://www.morsmordre.net/t10123-skrytka-bankowa-nr-2283#306724 https://www.morsmordre.net/t10127-kenneth-fernsby
Re: Szklane lodowisko [odnośnik]28.11.21 17:34
-Nie tylko lodowisko, kochanieńki, nie tylko. - odpowiadam ściszonym głosem. Widzę, jak na mnie patrzy - nie gapi się jak na pierdolone dziwadło. No cóż, muszę przyznać, że przyjemnie jest w końcu widzieć w oczach drugiej osoby coś innego, niż przerażenie. No dobra. Czasami. Lubię, jak się mnie boją.
-Ta. Z tymi Szwabami tak zawsze. Wiele hałasu o nic… Ale ty taki nie jesteś, prawda? - uśmiecham się samymi kącikami ust. - Wiele dobrego słyszałam o umiejętnościach angielskich chłopców.
No cóż, czasem trzeba podbudować męskie ego. A Niemiaszki niespecjalnie mnie interesują. Chociaż tamten to miał predyspozycję. Mój typ jak nic. I do tego pachniał przyjemnie.
No ale wymiękł.
-Mówisz? No dobrze, dobrze. Przekonajmy się więc. - podchodzę jeszcze odrobinę bliżej i bez zbędnych ceregieli chwytam kolesia za tyłek. - Mówiłeś, że jak ci na imię?
Nie mam czasu na jakieś pierdoły, zabawy w kotka i myszkę, chodzenie dookoła. Dawno nikt nie gościł w moim łóżku - pijany rudy dzieciak się liczy, bo niestety do niczego nie doszło. Może też to już czas, żeby się przespacerować do miejscowego burdelu? Tylko czy towarzystwo tam zdrowe jest? Nie chce jakiegoś syfa podłapać i jeszcze za to płacić. Nie jestem pierdolonym szlachcicem, żeby bez sensu szastać hajsem.
-Myślę, że znajdziemy w okolicy coś, gdzie będziemy mogli przyjemnie spędzić czas. - wręczam mu butelkę, żeby również się poczęstował. W takiej sytuacji samemu łoić alkohol byłoby szczytem chamstwa, a ja czasem również bywam dobrze wychowana damą. - Akurat będziemy mieli odhaczony romantyczny spacer.
Taki trochę wymuszony, no ale co zrobić?
-Chodź, przecież nie gryzę... - za mocno. Resztę zdania dopowiadam w myślach, ale jestem pewna, że brunet dokładnie wie, o co mi chodzi.
Bez dalszych komentarzy chwytam go pod ramię i kieruję gdzieś w noc. W takich chwilach żałuję, że w Londynie nie działa teleportacja. To takie cholernie niewygodne, zapierdalać przez całe miasto w samych skarpetach. Ale może jak dobrze pójdzie, to kogoś po drodze okradniemy z ciuchów i miotły? To dopiero będzie idealne zakończenie randki. Krew, alkohol, seks i rozpierducha.

|ztx2


Zlata Raskolnikova
Zawód : Komornik i najemniczka po godzinach
Wiek : 37
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowa
Wisi mi kto wisi na latarni
A kto o nią się opiera
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Półgoblin
Szklane lodowisko - Page 2 LbyMwHj
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9153-zlata-raskolnikova#276833 https://www.morsmordre.net/t9433-sowa-bez-imienia#286806 https://www.morsmordre.net/t9439-zlata#287045 https://www.morsmordre.net https://www.morsmordre.net/t9434-skrytka-numer-2143#286811 https://www.morsmordre.net/t9432-zlata-raskolnikova#286793

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Szklane lodowisko
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach