Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Szklane lodowisko

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
Autor toWiadomość
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Szklane lodowisko - Page 2 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Szklane lodowisko - Page 2 Empty
PisanieTemat: Szklane lodowisko [odnośnikSzklane lodowisko - Page 2 I_icon_minitime17.07.17 2:00

First topic message reminder :

Szklane lodowisko

Lodowisko zbudowane z zaczarowanego szkła jest dość drogą atrakcją, ale wartą swojej ceny. W tafli odbija się bowiem miejsce, które najbardziej podoba się patrzącemu. Każdy widzi w nim coś innego, bliskiego własnemu sercu. Wizjami można jednak dzielić się łapiąc się za ręce. Do jeżdżenia po szklanym lodowisku nie są niezbędne łyżwy, dzięki zaklęciom można ślizgać się po nim w zwykłych butach. Także czary uniemożliwiają tragiczny w skutkach upadek, który mógłby spowodować obicia i rozcięcia, a co gorsza pęknięcia tafli.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Forsythia Crabbe
Forsythia Crabbe

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8816-forsythia-a-crabbe https://www.morsmordre.net/t8824-maypole#262975 https://www.morsmordre.net/t8825-my-awful-tragedy#262980 https://www.morsmordre.net/f299-brook-street-72 https://www.morsmordre.net/t8821-skrytka-bankowa-nr-2082#262964 https://www.morsmordre.net/t8822-forsythia-crabbe#262969
Zawód : Magizoolog w Ministerstwie Magii
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
l'appel du vide
OPCM : 15
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 9
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Szklane lodowisko - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Szklane lodowisko [odnośnikSzklane lodowisko - Page 2 I_icon_minitime07.01.21 20:13

Najpierw usłyszała stuknięcie, przez które otworzyła oczy i spojrzała w zdziwieniu na różdżkę leżącą na ziemi. Jej źrenice zwęziły się, gdy padło imię bliźniaka. Podejrzewała to, że Aquila żywiła ku niemu uczucia, wiedziała wewnątrz, lecz nie skomentowała. Jej twarz nie drgnęła, po prostu patrzyła na kuzynkę obserwując uważnie, jak Aquila się zmienia. Była niestabilna, rozedrgana niczym kosmiczny twór, migoczący przed największą eksplozją. Postąpiła kilka kroków do przodu, wiedziona instynktem niżeli pomyślunkiem, wszak myśli ogarniał chaos. Słuchając dalszych słów próbowała utkać opowieść, przypuszczenia, racjonalne wyjaśnienia.  
Mathieu Rosier, jej nowy przełożony, którego nie poznała dostatecznie dobrze. Zatrzymała powietrze w płucach, czując jak wpadła z deszczu pod rynnę, gdzie wcześniej ulewa plamiła ją równomiernie, tak z zardzewiałej rury strumień wody z siłą uderzał w głowę, niemal pozbawiając ją przytomności. Wyglądał jak po bitwie... Co się mogło wydarzyć? Czy mieli starcie ze smokiem? Nie, o tym z pewnością by wiedziała. Przyniósł jego ciało do nas do domu. A może było to starcie... z Zakonem? Wzdrygnęła się na myśl o tym, że Alphard mógł stracić w ten sposób życie, nie chciała w to wierzyć, ale jeśli? Może padł kolejną ofiarą, tak jak Yaxley czy Avery? Lecz gdyby tak było już by wiedziała, jeśli byłby to atak, jej ojciec z pewnością obudziłby ją najświeższym wydaniem Walczącego Maga lub słowami, które przekazałby mu najpewniej Sallow. Ale może jednak było zbyt wcześnie? Zbyt wiele niewiadomych było w śmierci Alpharda, nie mogła osądzać żadnej ze strony. Przez wiele miesięcy słuchała nagminnego plucia na terrorystów, sama zresztą nie popierała chociażby wydarzeń na Connaught Square, ale nie popierała też tego co zainicjowało tamto wydarzenie. Brzydziły ją brutalne kroki Ministerstwa, a propaganda wlewana w głowy londyńczyków wzbudzała w niej gniew - czy wszyscy byli tak ślepi? Czuła się jakby stała na rozdrożu, a obie ścieżki były splamione krwią. Przecież widziała dawne wydania Proroka Codziennego w schowku brata, czytała te artykuły... Nadrabiała to wszystko z jego zapisków, gazet, listów, jakby chciał ją o czymś uświadomić, a może wskazać kierunek? Lecz to nie był czas na takie rozważania. Alphard nie żył, niezależnie od tego co było tego przyczyną, a przy niej klęczała jego siostra. Zrozpaczona, złamana, skrzywdzona... - Nie zostawię - jej słowa drżały gdy zdejmowała ze swych nóg dłonie Aquili, chwytając je i splatając ze swoimi palcami. Przykucnęła potem, wpatrując się w twarz kuzynki, nie mogąc odnaleźć w niej tej zagubionej niewinności, nieskalanej prawdziwym bólem. - Posłuchaj mnie - zaczęła powoli, uspokajając samą siebie równomiernym oddechem. Ciężko patrzyło jej się na rozpadającą się lady Black. Znała to uczucie, które trawiło i wypalało wnętrze. Na własną rozpacz przyjdzie jeszcze czas, lecz teraz nie mogła sobie na to pozwolić, już nie. - Zajmę się tobą, zabiorę i ochronię, obiecuję ci to... - wymruczała cicho przyciągając ją do siebie i oplatając ramionami. - Niezależnie co się wydarzy i kto co powie... obronię... zabiorę... - melancholia drżała w każdej sylabie, wyartykułowanej przez napuchnięte, czerwone wargi. - Nie pozwolę cię skrzywdzić - nie płakała, a jej głos choć spokojny, był dziwnie stanowczy, jak gdyby podjęła właśnie jakąś decyzję, której nie była do końca w pełni świadoma. Zastygła tak na chwilę, przyciskając do siebie kuzynkę i wpatrując się w wędrujące po szklanej tafli światło. Nie myślała, że tak będzie wyglądać jej poranek, nie myślała w ogóle. Zaledwie czuła jak pękały szwy jej ostatnich resztek szacunku do... właściwie nie wiedziała kogo, po prostu coś pękło, jak gdyby rozrywane od dawna, a dopiero dziś nastał dzień, który przerwał pewne nici całkowicie, pozwalając czemuś nareszcie wypełznąć spod zaszywanej skrupulatnie osłony. Przymknęła powieki, wzdychając cicho - chciałaby, aby szwy Aquili również pękły, chciałaby pod nimi zobaczyć to co pod swoimi. Ale czy odnalazłaby to samo? Boję się, Aquilo. Boję się tego co z nami będzie. Boję się tego, że cię okłamię. Boję się, że kiedyś cię zdradzę. Przesunęła twarz i wtuliła się w pachnący kark kuzynki, wciągając zapach jej aksamitnych włosów. Musiała ją stąd zabrać. - Chodź... - wyszeptała, podciągając Aquilę do góry i przyglądając jej się przez chwilę, jakby próbowała upewnić się, że ta ustoi sama. Zebrała różdżki, płaszcz i torbę z jedzeniem, a potem przywołała skrzata, wypowiadając kilka słów, które potwierdziła lady Black, pozwalając tym samym aby stworzenie zabrało je obie w bezpieczne miejsce.


| ztx2 :pwease:




i'm lost like a ghost in this burning sea

Powrót do góry Go down
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Szklane lodowisko - Page 2 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Szklane lodowisko - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Szklane lodowisko [odnośnikSzklane lodowisko - Page 2 I_icon_minitime21.02.21 1:09

Para nr 23

Po ugryzieniu zaklętego ciastka padliście ofiarą niechcianej teleportacji – a po krótkiej chwili wylądowaliście tutaj: postać A na samym środku szklanej, mieniącej się światłami tafli lodowiska, postać B – dokładnie w tym samym miejscu, ale ułamek sekundy później, materializując się w ramionach postaci A. Pęd sprawił, że obie postacie zawirowały w tanecznym (choć raczej mało zgrabnym) piruecie, a później straciły równowagę, lecąc w stronę migoczącej tafli. Postać B wyląduje na dole, postać A – na górze.

Gdy tylko wasze spojrzenia się spotkają, ogarną was silne emocje, do złudzenia przypominające miłość: będziecie mieć wrażenie, że dla drugiej osoby zrobicie absolutnie wszystko, poczujecie oddanie, szczęście i tęsknotę do czegoś, czego nie będziecie potrafili określić; wyda wam się najpiękniejsza na świecie; będziecie gotowi poświęcić wiele, by spędzić z nią resztę życia.

Kiedy już uda wam się otrząsnąć z upadku, zorientujecie się, że chociaż na lodowisku jesteście sami, to ktoś wcześniej musiał popracować nad jego wystrojem – bo nad waszymi głowami unoszą się setki świec, zaczarowanych i wirujących w romantycznym tańcu, tworzących na suficie mozaikę pomarańczowych, różowych i malinowych świateł, zlewających się miękko ze sobą i rzucających lekki blask na wasze policzki. Gdzieś w okolicy gra muzyka – jesteście niemalże pewni, ze do waszych uszu docierają łagodne dźwięki skrzypiec, wygrywających melodię, która rozgrzewa wasze serca i wprawia was w ciepły, choć nieco melancholijny nastrój. W eleganckim budynku kryjącym w sobie lodowisko w ogóle jest ciepło – na tyle, że po paru minutach poruszania się po szklanej tafli, zgrzejecie się i będziecie musieli pozbyć się przynajmniej jednej warstwy ubrań. Gorącej atmosfery nie ochłodzi nawet obecność duchów – ledwie widocznych, od czasu do czasu przesuwających się po powierzchni lodowiska, jakby we własnej, niezwiązanej z wami zabawie.


Rzut kością
W dowolnym momencie trwania wątku możecie wykonać rzut na dodatkowe zdarzenie kością podpisaną jako Kupidynek.

Konsekwencje
Efekty zjedzenia zaklętego ciastka ustąpią następnego dnia, wraz ze wschodem słońca; po romantycznej schadzce pozostaną wam wspomnienia i potężny ból głowy, który ustąpi dopiero po 24 godzinach.


Powrót do góry Go down
Carlisle Flamel
Carlisle Flamel

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t9229-carlisle-flamel https://www.morsmordre.net/t9243-pi https://www.morsmordre.net/t9241-teoria-wszystkiego https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t9246-skrytka-bankowa-nr-2565 https://www.morsmordre.net/t9244-carlisle-flamel#281192
Zawód : tańczę z liczbami
Wiek : 30
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
je n'ai rien a perdre
OPCM : 15
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Zwierzęcousty

Szklane lodowisko - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Szklane lodowisko [odnośnikSzklane lodowisko - Page 2 I_icon_minitime21.02.21 17:51

31 października


Uporczywe mruganie jakim Carlisle próbowała uniknąć wędrówki do krainy snu, powoli zaczynało ją męczyć. Jak zwykle gdy wpadała w wir wyjątkowo wymagającego zlecenia, zapominała o reszcie świata, obsesyjnie wręcz skupiona na rzędach cyfr, układających się w tylko dla niebieskookiej znane pieśni. Muzykę dla większości ludzi nudną, powtarzalną i przede wszystkim niezrozumiałą. Dla Carlisle jednak była czymś więcej niż nauką, a już na pewno nie nudą, czy melancholią. Okazyjnie niestety, ciało wciąż przypominało kobiecie, że chociaż umysłem jest gdzieś daleko, cała reszta pozostaje w gabinecie Muszelki. Żołądek wydał z siebie symfonię niepokojących dźwięków, a dotychczas wypełnione jedynie zapachem palącej się świecy powietrze, zasmakowało czymś jeszcze.
Dyniowa tartaletka, najpiękniejsza jaką Flamel kiedykolwiek widziała kusiła intensywną barwą i jeszcze intensywniejszą obietnicą zaspokojenia rosnącego apetytu. Było też w niej coś jeszcze, urok nieco mniej oczywisty, dotykający tych części ducha Carlisle, które w nawyku miała ignorować. Ciepła herbata z miodem i cytryną, ta sama jaką ojciec przygotowywał dla siebie każdego wieczoru gdy zagłębiał się w swoich badaniach… Samokontrola leżała gdzieś głęboko u podstaw charakteru blondynki. Wstrzemięźliwość i opanowanie, pozostawanie w kontroli niezależnie od sytuacji dawało poczucie stabilizacji, jakiego pragnęła odkąd tylko pamięta. Dlatego, gdyby tylko Carlisle była w stanie podejść do sytuacji zdroworozsądkowo, zastanowiłaby się nad pochodzeniem wspomnianego dyniowego przysmaku i konsekwencjach jakie niosło jego spożycie. Ponieważ jednak nie była w stanie, zanim się zorientowała, wyborny wypiek dosięgnął jej ust, a upragniony smak rozpłynął się po podniebieniu, najwyraźniej na tyle dosadnie, że gdy otworzyła oczy była już w innym miejscu.
Oto wirowała, w piruecie pod żadnym pozorem niespełniających kryterium wymagań nauczycieli tańca w Beauxbatons, w otoczeniu chłodnego powietrza i niezwykle pięknego lodowiska. Blask świateł otaczających ją, doskonale współgrał z gładką taflą zamarzniętego jeziora pod stopami i chociaż Carlisle nigdy nie uważała się wyjątkowo utalentowaną tancerkę, w tym momencie czuła, że szaleńczo rozpędzone stopy, mogłyby unieść ją aż do przestworzy. Ją i nie tylko.
Oszołomiona, dopiero teraz zdążyła zauważyć, że nie była w tym przedziwnym zjawisku sama, w ramionach trzymając kogoś jeszcze. Uczucie co najmniej dziwne, dawno bowiem Carlisle nie była świadkiem, a co dopiero uczestnikiem gestu sprawiającego wrażenie tak niebywale intymnego. Mimo tego, z niewiadomych powodów, nie czuła się z tym źle, a wręcz przeciwnie. Wystarczyło jedno spojrzenie w drugą parę oczu, by dostrzec w nich odbicie emocji, jakie krzyczało na cały głos jej serce. Flamel nie mogła zastanawiać się skąd się wzięły, ani od kiedy istniały, gdyż sama ich obecność uwalniała we Francuzce pokłady szczęścia, o jakiego odczuwanie nie posądzała się już długie lata. Tak, zrobiłaby dla tej osoby wszystko, oddała jej cały dobytek na czele z zapomnianym sercem, pierwszy raz od dawna bijącym tak szybko. Przyjęłaby zaklęcie w sam środek czoła, czy nawet ochroniła przed upadkiem na twardą powierzchnię zamarzniętej wody. Zwłaszcza to ostatnie, Carlisle próbowała uczynić na tyle niezdarnie, że w konsekwencji, asekuracja nie tylko zakończyła się fiaskiem, ale też sama czarownica dołożyła swojego ciężaru, lądując z głuchym łoskotem i ewidentnie kładąc kresu bajecznym piruetom.
Poły ciepłego szlafroku trzepotały na wietrze, kiedy w milczeniu próbowała zebrać myśli. Myśli, zajęte aktualnymi wydarzeniami na tyle, że nie zdołały zarejestrować, iż ich właścicielka teleportowała się z zaciszu własnego domu, ubrana w mało wyjściowe szaty i nogi zaopatrzone w znalezione w szafie papucie. Na szczęście miłość nie wybrzydza, a Carlisle zbyt pochłonięta była obserwowaniem swojej nowo znalezionej drugiej połówki, by skupić się na przyziemnych troskach o własną powierzchowność. Nie znasz miejsca ani godziny, kiedy przyjdzie ci poznać swoje przeznaczenie. Nawet jeśli aktualnie leżała na nim w pozie gracją daleko odstającej od zasad wpojonych przez francuskich znawców salonowej etyki.




persévérance
You must learn to question everything. To wait before moving, to look before stepping, and to observe everything

Powrót do góry Go down
Friedrich Schmidt
Friedrich Schmidt

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8774-friedrich-schmidt#261043 https://www.morsmordre.net/t8782-listy-do-friedrich-a#261285 https://www.morsmordre.net/t8783-come-little-mudbloods#261286 https://www.morsmordre.net/f294-smiertelny-nokturn-10 https://www.morsmordre.net/t8784-skrytka-bankowa-nr-2079#261288 https://www.morsmordre.net/t8785-friedrich-schmidt#261289
Zawód : Szmalcownik
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Weil der Meister uns gesandt Verkünden wir den Untergang.
OPCM : 16
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 12
Genetyka : Czarodziej

Szklane lodowisko - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Szklane lodowisko [odnośnikSzklane lodowisko - Page 2 I_icon_minitime21.02.21 21:11

Umięśnione ciało szmalcownika pokryte było krwią. Brunatną, pozasychaną, zakrywającą malunki znajdujące się na jego ramionach oraz piersi, pachnącą specyficzną wonią. Zwykły czarodziej zapewne uznały podobny widok za makabryczny, Friedrich Schmidt przywykł jednak do odbicia swojego ryja zbryzganego krwią. Był człowiekiem mroku, cieniem przemykającym między budynkami, wypełniającym swoją misję, nawet jeśli nie potrafił dokładnie jej określić. Mordował. Brutalnie, z niezwykłą okrutnością, nie  tylko dla galeonów ale i zabawy, jaką w ostatnich miesiącach odnalazł w tym zajęciu. Gorąca woda spływała po jego ciele zmywając z niego brud dzisiejszego dnia pracy, a myśli poszukiwały jakiegoś zajęcia na resztę wieczoru. Londyn powoli zaczynał go nudzić. Bary na Nokturnie nie były tak interesujące jak te w Wiedniu, a kumple ostatnio zdawali się zaniechać pasji do obijania sobie mordy co sprawiało, iż coraz częściej odczuwał brak rodzinnych stron. Wiedeń był ciekawszy; piękniejszy; jedyny w swoim rodzaju w czasie, gdy Londyn zdawał się być miastem, jak każde inne.
Pogrążony w rozmyślaniach wyszedł spod prysznica, wciągnął na siebie spodnie po czym ruszył do kuchni. Jak co wieczór uzupełnił psie miski i już miał zbierać się do wyjścia, gdy na blacie swojej kuchni dostrzegł dziwny pakunek. Kolorowe papiery kontrastowały z ponurym, zimnym mieszkaniem szmalcownika. Ostrożnie, z zaciekawieniem w zielonych ślepiach odwinął pakunek, a do jego nozdrzy doleciały specyficzne zapachy. Wpierw zapach ciasta, później zapach bzu oraz świeżej, dopiero upuszczonej krwi.
Nie zwykł nacinać się na podobne fortele. Nie interesowało go jedzenie, pociągłe spojrzenia czy gorące obietnice, jakimi nie raz jego ofiary próbowały uchronić się od śmierci… W zapachu tego ciastka było jednak coś dziwne zachęcającego. Szmalcownik sięgnął po swoją różdżkę którą schował w kieszeni, po czym wgryzł się w ciastko i… Scheiß! Poczuł szarpnięcie, a gdy otworzył oczy był już… Gdzieś. Nie miał okazji aby dokładniej się rozejrzeć, zauważył parę ślicznych, jasnoniebieskich oczu i poczuł, jak jego stopy poczynają się ślizgać. Złapał towarzyszącą czarownicę za ręce, począł balansować ciałem aby uniknąć wypadku, to jednak zdawało się nie przynieść większego skutku. Runęli w dół, a szmacownik poczuł, jak jego plecy uderzają z impetem o twarde podłoże. Powietrze uleciało z jego piersi, a pomruk niezadowolenia wydobył się z jego ust gdy coś upadło na niego. Wpierw zauważył, że śliskie podłoże nie parzy zimnej nagiej skóry jego torsu, na którym leżała najpiękniejsza istota, jaką widział na tym świecie. Kolejny pomruk wyrwał się z jego piersi, tym razem przepełniony zadowoleniem oraz satysfakcją.
- Mein Geliebter, der mir am Herzen liegt… - Wymruczał basowym głosem, silne ramiona ostrożnie owinęły się wokół talii leżącej na nim dziewczyny, chcąc asekurować ją przed możliwym upadkiem… Przynajmniej oficjalnie. Czujne spojrzenie tkwiło w jej oczach, a gdy dostrzegł w nich brak zrozumienia kąciki jego ust uniosły się delikatnie w krzywym uśmiechu. - Nic Ci się nie stało? Jesteś cała? - Spytał już po angielsku, w jego głosie jednak nadal dało się wyczuć silny akcent. Dopiero gdy upewnił się, że piękność jest cała niechętnie odsunął od niej spojrzenie, by rozejrzeć się po niezwykle kiczowatym otoczeniu, szybko jednak powróciły do kobiety spoczywającej na jego torsie. - Nigdy nie widziałem nikogo piękniejszego od Ciebie… - Rzucił odrobinę nieporadnie, niezwykły do komplementów czy tej całej, romantycznej otoczki.




Getadelt wird wer schmerzen kennt Vom Feuer das die haut verbrennt Ich werf ein licht In mein Gesicht Ein heißer Schrei Feuer frei!.

Powrót do góry Go down
Zlata Raskolnikova
Zlata Raskolnikova

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9153-zlata-raskolnikova#276833 https://www.morsmordre.net/t9433-sowa-bez-imienia#286806 https://www.morsmordre.net/t9439-zlata#287045 https://www.morsmordre.net https://www.morsmordre.net/t9434-skrytka-numer-2143#286811 https://www.morsmordre.net/t9432-zlata-raskolnikova#286793
Zawód : Komornik i łowczyni nagród po godzinach
Wiek : 37
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowa
A man in debt is so far a slave.
OPCM : 15
UROKI : 12
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 1
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 6
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Półgoblin

Szklane lodowisko - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Szklane lodowisko [odnośnikSzklane lodowisko - Page 2 I_icon_minitime16.04.21 1:12

Dzień nareszcie się kończył - kolejny bezlitośnie beznadziejny w równie odrażającym mieście. Powinnam być gdzie indziej, robić co innego… przerzucać papiery w banku aż padnę, albo łamać kości dłużnikom do rana… albo... obchodzić z rodziną Dziady. Te cztery miesiące pozbawiły mnie wszystkiego. Pierdolone życie.
Jak dobrze, że jednym z obskurnych barów udało się wyjebać szklankę taniego ginu. Nagle świat stał się znośniejszy. A po szóstej kolejce to nawet powiedziałabym, że lepszy. Do domu wracam więc w lepszym nastroju, lekkim slalomem pokonując prostą drogę. Od zapachu powietrza już nie chce mi się rzygać. Może dlatego, że wiatr przyniósł znajomy zapach palonego aromatycznego drewna. Zapach domu.
Kiedy docieram do mojego tymczasowego siedliska, zapach stał się silniejszy. To musiał być wyjątkowo dojebany alkohol, że mam takie jazdy. Ciekawe, z czego go zrobili? Na pewno nie z jakiegoś gówna, bo jeszcze nie oślepłam, a z tanim chujowym bimbrem takie rzeczy są na porządku dziennym.
Zrzucam z siebie przepocone ciuchy, pozostając tylko w majtkach, przydługich, drapiących niemiłosiernie pasiastych skarpetach i starym, wygryzionym przez mole swetrze. Alkohol przyjemnie grzeje i wydawałoby się, że mogłabym się obyć bez tych udziwnień garderoby, ale wiem, że to pic na wodę. Jeśli zasnę w fotelu, to na bank zmarznę bez dodatkowego ocieplenia. W tym mieszkaniu zawsze, po prostu zawsze, co bym nie robiła, jak bym nie kombinowała, zawsze gdzieś skądś zawsze wieje.
Taka już cena taniości. Ściany wchuj popękane, ciągnie ze wszystkich szczelin, a wcześniejszy właściciel zdążył tu sobie powisieć pod sufitem z pół roku, zanim go znaleźli, przez co na drewnianych deskach pośrodku pokoju była wielka ciemna plama. Kurwa, szkoda, że nie został duchem. Byłoby z kim gadać wieczorami. Albo i nie.
Martwi bywają niesamowicie upierdliwi czasami.
Kurwa.
Szybko potrząsam głowa, żeby nie myśleć o umarlakach.
Powinnam się czymś zająć. Sen? Nie, za wcześnie, i stanowczo za mało procentów. Ale może w końcu to czas, żeby porządnie wyczyścić protezę. Po ostatnich “nadgodzinach” zostały mi zaschnięte resztki krwi i mięsa powciskane między drobniejsze elementy cudu goblińskiej myśli technicznej.
Zaciskam zęby, przygotowując się na znajomą falę bólu, która zawsze towarzyszącą odpinaniu protezy. Słychać metaliczny szczęk i ręka ląduję na chyboczącym się drewnianym stoliku przede mną. Po alkoholu cała procedura boli trochę mniej na szczęście, jednak nadal przez chwilę czuję nieprzyjemne mrowienie wzdłuż kręgosłupa.
Ja jebie. Kompletnie zapomniałam, że teraz czeka mnie jeszcze poszukiwanie szczotki. Mogę rzucić odpowiednie zaklęcie przywołujące, ale nie jestem pewna swoich refleksów na tyle. Wolę nie zostać znokautowana przez kawałek drewna z włosami. Tego byłoby już za wiele na mój zmarnowany łeb.
Wzdycham ciężko i zwlekam się z miękkiego fotela, żeby skierować się do kuchni. Dopiero teraz zdaje sobie sprawę, że znajomy i niesamowicie przyjemny zapach drewna... nie! Świeżego prania nie był halucynacją. Cała kuchnia pachniała tak, jak dom. Ten prawdziwy. Co się tu odjebało? Musiałam namierzyć źródło tego zapachu - w końcu okna zamknięte, a pranie to nawet nie wiem, kiedy ostatni raz robiłam.
Co do chuja?
Wyczarowuje kulę światła i wtedy widzę coś, co tu zupełnie nie pasuje. Ciastko. Pierdolone ciastko w kolorowym papierku. Ostrożnie podnoszę go i oglądam z różnych stron… i im dłużej się przyglądam, tym bardziej staje się głodna. Kiedy ostatni raz jadłam? Szlag i jeszcze ten zapach. To jabłka z cynamonem…? Ale to nie możliwe, w końcu to ciastko z dynią. Ale w sumie… to, co z tego?
Od samego zapachu kręci mi się w głowie i kompletnie nie mogę się powstrzymać, żeby bez wahania wepchnąć prawie całą tarteletkę do ust. Niestety, zanim zdążyłam nacieszyć się jej słodkim smakiem, poczułam szarpnięcie i już byłam w innym miejscu, prawie zaliczając szpagat na lodowej powierzchni.
-Блядь... - rzucam poirytowana, próbując utrzymać równowagę i się nie wyjebać na ryj.
I wtedy zauważam jego. Niesamowicie zbudowanego, jedynego w swoim rodzaju, pachnącego mydłem i krwią.
Kogoś mi przypomina, ale nie jestem w stanie niczego sobie przypomnieć. Czuję tylko narastająca irytacje i palący gniew. Bo oprócz niego i jego debilnego uśmiechu, była też ona. A Ona musiała zniknąć.
Alkohol robi swoje i nie mogę już powstrzymać wściekłości i tego wszystkiego innego, którego nawet nie jestem w stanie nazwać.
-Servio! - jedno machnięcie dłonią i zaklęcie uderza w kobietę, a mnie zaczyna boleć skroń. Walić to. To w końcu taka mała cena za spokój... i pozbycie się tej zdziry.
-Wynocha! - rozkazuję blondynce przez zaciśnięte zęby, a ta szybko wykonuje polecenie i wycofuje się, ślizgając się po lustrzanej powierzchni.
Na mojej twarzy w końcu zagościło coś, co w pewnym sensie przypomina uśmiech. No w końcu. Nogi nadal lekko mi się rozjeżdżają, ale czuje się pewniej. Gorący gniew był lepszy niż wszelkie zaklęcia i eliksiry.
-Mam nadzieje, że mówiłeś to do mnie, typie. - rzucam z mocnym wschodnim akcentem i zajmuje dokładnie to samo miejsce, które wcześniej zajmowała Tamta Kobieta. - Prawda?
Głos mi drży ze wściekłości. Z chęcią wyłamałabym mu te pierdolone żebra.
Albo nie? Co się właściwie ze mną dzieje?





To go wrong in one’s own way is better than to go right in someone else’s.
Powrót do góry Go down
Friedrich Schmidt
Friedrich Schmidt

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8774-friedrich-schmidt#261043 https://www.morsmordre.net/t8782-listy-do-friedrich-a#261285 https://www.morsmordre.net/t8783-come-little-mudbloods#261286 https://www.morsmordre.net/f294-smiertelny-nokturn-10 https://www.morsmordre.net/t8784-skrytka-bankowa-nr-2079#261288 https://www.morsmordre.net/t8785-friedrich-schmidt#261289
Zawód : Szmalcownik
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Weil der Meister uns gesandt Verkünden wir den Untergang.
OPCM : 16
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 12
Genetyka : Czarodziej

Szklane lodowisko - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Szklane lodowisko [odnośnikSzklane lodowisko - Page 2 I_icon_minitime29.04.21 1:16

Dziwnie potoczył się dzisiejszy dzień. Ledwie kilka ułamków wcześniej był w swoim uroczym mieszkaniu na Nokturnie by za pomocą dziwnego ciastka przenieść się w to niezwykle kiczowate miejsce, lądując tuż pod kobietą, która w tamtej chwili wydawała mu się być niemal ideałem. Śliczna, zgrabna i będąca całkowicie na łasce jego łap. Czego możnaby chcieć więcej? Zapewne na trzeźwo, nie napojony amortencją o której pojęcia nie miał, uznałby iż można chcieć o wiele więcej - charakteru, lojalności, braku zapędów by wycierać się po każdym rogu tego świata. Teraz jednak, otumaniony najgorszym wrogiem trzeźwego umysłu, o wiele silniejszym niż Shnapps produkowany przez jednego z wujów. I mimo tego całego, kiczowatego nastroju wywołanego tymi wszystkimi światełkami oraz świecami, Schmidt przez chwilę miał wrażenie iż wszystko było niemal idealne. Przez chwilę, gdy nagle na lodowisku pojawiła się kolejna osoba. Z trudem przeniósł spojrzenie zielonych ślepi z pięknej kobiety spoczywającej na jego klacie, by zerknąć na nowoprzybyłego intruza, przeszkadzającego w jakże pięknej chwili. Był niewielki. A raczej była, gdyż przez męską fryzurę oraz ostre rysy potrzebował chwili, by nabrać pewności, iż nowoprzybyły intruz jest kobietą. Wzrostem przypominała dziecko, a w miejscu lewej ręki pozostawała pustka. W majtkach, skarpetach i powyciąganym swetrze zdawała się nie robić jakiejkolwiek konkurencji jego słodkiej towarzyszce.  Zdawała się, gdyż nie wiedzieć czemu, spojrzenie Austriaka nie potrafiło oderwać się od ostrych rysów, wykrzywionych dziwną złością podbudowującą męską dumę. Który mężczyzna nie chciał, by dwie czarownice walczyły o jego względy? No, Schmidt z pewnością doceniał podobny widok.
- Was?! - Rzucił, gdy nowoprzybyła czarownica ledwie gestem dłoni rzuciła zaklęcie. I to nie byle jakie, lecz czarnomagiczne, zmuszające jego wcześniejszą towarzyszkę do ucieczki. Panna numer jeden wyrwała się z jego ramion, z poślizgiem uciekając ze szklanego lodowiska. Szmalcownik uniósł się na przedramionach, uważnie przyglądając się czarownicy z, o Salazarze, wschodnim akcentem w wypowiadanych przez nią słowach. Hugo Schmidt zapewne przewróciłby się w grobie gdyby wiedział, na kogo skierowało się zainteresowanie jego syna. Pomruk zadowolenia wyrwał się z jego piersi, gdy czarownica wgramoliła się na jego kolana, a prychnięcie rozbawienia było reakcją, na jakże przyjemne określenie, jakiego użyła.
- Pojebało Cię? - Mruknął jakże romantycznie basowym głosem, w którym wybrzmiewał silny, niemiecki akcent i który wbrew wszelkim pozorom pozbawiony był jakiejkolwiek pretensji. Bystre spojrzenie zielonych ślepi nie odrywało się od jej twarzy, dokładnie analizując każdy, nawet najmniejszy jej kawałek. - Nie określiłbym cię tak mdłymi słowami, typiaro. - Mruknął z rozbawieniem w głosie używając podobnego określenia, co ona. Silna dłoń szmalcownika powędrowała do jej twarzy, by odgarnąć z niej niesforne pukle krótkich włosów, opuszkami przesuwając po jej policzku. Lubił kobiety z charakterem, mające swoje zdanie lecz gdy nie kwestionowało ono jego pozycji samca alfa... bądź nie było w praktyce zwyczajnym puszczalstwem i łaszeniem się do każdego, kto tylko się napatoczył. - Co sądzisz o tym miejscu? Świece, skrzypce, dziwne światło... Wieje kiczem, co nie? - Mruknął, przysuwając się do niej, odrobinę zmniejszając dzielącą ich odległość, swobodnie owijając ramionami niewielkie ciało. No, jakby spadła z jego kolan pewnie by się potłukła - on jedynie chciał być wspaniałomyślnym i uniknąć nieprzyjemnego dla jej ciała spotkania ze szklaną powierzchnią lodowiska.




Getadelt wird wer schmerzen kennt Vom Feuer das die haut verbrennt Ich werf ein licht In mein Gesicht Ein heißer Schrei Feuer frei!.

Powrót do góry Go down
Morsmordre
Morsmordre

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Szklane lodowisko - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500

Szklane lodowisko - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Szklane lodowisko [odnośnikSzklane lodowisko - Page 2 I_icon_minitime29.04.21 1:16

The member 'Friedrich Schmidt' has done the following action : Rzut kością


'Kupidynek' :
Szklane lodowisko - Page 2 10EOwQB


Powrót do góry Go down
Zlata Raskolnikova
Zlata Raskolnikova

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9153-zlata-raskolnikova#276833 https://www.morsmordre.net/t9433-sowa-bez-imienia#286806 https://www.morsmordre.net/t9439-zlata#287045 https://www.morsmordre.net https://www.morsmordre.net/t9434-skrytka-numer-2143#286811 https://www.morsmordre.net/t9432-zlata-raskolnikova#286793
Zawód : Komornik i łowczyni nagród po godzinach
Wiek : 37
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowa
A man in debt is so far a slave.
OPCM : 15
UROKI : 12
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 1
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 6
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Półgoblin

Szklane lodowisko - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Szklane lodowisko [odnośnikSzklane lodowisko - Page 2 I_icon_minitime08.06.21 21:55

-Chciałbyś… - uśmiech wychodzi trochę krzywy, bardziej przypominając grymas.
Od razu rozpoznaję niemiecki akcent, ale kompletnie mi to nie przeszkadza. Chyba że przeszkadza? Nie, to nie akcent… Jeszcze tego nie rozumiem, ale każdą cząstką ciała i, chyba, duszy, chcę, żeby to trwało.
Kiedy czuje dotyk ciepłych, a nawet gorących dłoni na swojej twarzy, odruchowo zaciskam swoje pałce na jego gardle. Uścisk nie jest silny. Pewnie, nawet gdybym chciała, to nie dałabym rady go udusić, ani nawet zostawić porządnych siniaków.
-No ja kurwa myślę, że nie. W takim razie, jakie to będą słowa, co? - pytanie wybrzmiewa głośnym szeptem. Chcę to usłyszeć. Muszę to usłyszeć. Albo ukręcę mu łeb. Z tą myślą pozwalam sobie uważniej przyjrzeć się jego twarzy, zatrzymując się najpierw na oczach - równie zielonych, co moje, a później jakoś tak przypadkowo - na wargach.
Słowo daję, zaraz mu coś zrobię.
Jego pytanie na temat miejsca zmusza mnie do niechętnego poniesienia wzroku i rozejrzenia się po pomieszczeniu. To, kurwa, faktycznie jakieś lodowisko. Takie prawdziwe, najprawdziwsze. Ale po co te świata? I ta… muzyka? Czy może to przez alkohol i ciasto mam jakieś halucynacje?
-Jak jasny chuj… - twierdząco kiwam głową, obserwując unoszące się nad nami świece. - No i co to ma w ogóle być? Kolejne zjebane zabawy Angoli?
Świece jednak ostatecznie przegrywają w zawodach o moją uwagę, tak że znowu powracam spojrzeniem do mojego Niemca. Czy tam... kimkolwiek on jest.
-Też mam wymyślić, jak na ciebie mówić, czy sam się przedstawisz? - zbliżam swoją twarz do jego twarzy, wpatrując się w zielone tęczówki. Zapominam nawet, że chyba próbowałam go udusić, bo ręka schowana w rękawie szorstkiego swetra, powędrowała gdzieś w okolicę umięśnionego torsu. Palące uczucie wściekłości zaczęło się zmieniać w inny rodzaj gorąca - bardzo znajomego i nieskończenie przyjemnego.
I wtedy pojawiła się ona - pierdolona jazgocząca dynia, która popsuła wszystko.
-Уебу суку!* - z głośnym warknięciem zrywam się na równe nogi. Nikt, nawet magiczny owoc, czy tam warzywo, nie będzie mi się wpierdalać w... Kurwa jebać to! Rozwalę ją, zgniotę… Zamachnęłam się, ale cholera zaczęła pluć! Dziwaczna maź z dźwięcznym plaśnięciem upadła na lustrzaną powierzchnie lodowiska.
-Co do…? - spoglądam pytająco na mężczyznę. Może on ma pojęcie, co tu się dzieje.
Faktycznie była… tak zwana noc duchów. I raczej się nie śpi, bo się spotyka z rodziną… i pije.
PIJE!
W tamtym właśnie momencie spojrzałam na dynię w zupełnie inny sposób. Jak na źródło wiecznego życia, róg obfitości i zaplecze zakładowej stołówki w jednym. Może zamieni się w wódkę, jeśli ją złapiemy?
-Ty, to może być z alkoholem! - podzieliłam się tą wspaniałą nowiną z moim uroczym towarzyszem, wskazując palcem na dynie. - Ale za cholerę nie wiem gdzie i jak to pić... No żesz, kurwo, zamknij się wreszcie! Jęzlep!

*zapierdolę sukę
rzucam Jęzlep





To go wrong in one’s own way is better than to go right in someone else’s.
Powrót do góry Go down
Morsmordre
Morsmordre

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Szklane lodowisko - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500

Szklane lodowisko - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Szklane lodowisko [odnośnikSzklane lodowisko - Page 2 I_icon_minitime08.06.21 21:55

The member 'Zlata Raskolnikova' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 88


Powrót do góry Go down
 

Szklane lodowisko

Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Okolice-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-21