Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Alejka przy cmentarzu

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Alejka przy cmentarzu   17.07.17 2:11

First topic message reminder :

Alejka przy cmentarzu

Ścieżka na jeden ze starszych cmentarzy wiedzie długą alejką przez przerzedzony las, który zaścielała drogę stertą liści porywanych przez świszczący niekiedy wiatr. Najczęściej panuje tu jednak cisza, tak charakterystyczna dla cmentarnej aury. Niespotykane w okolicach ptactwo zdaje się omijać opustoszałą alejkę, jakby wyczuwając rozchodzącą się z wieczorną, gęstą mgłą - wizję śmierci.
Mimo zaklętej wręcz atmosfery ciszy od czasu do czasu ktoś pokonuje całą dróżkę, by przekroczyć ciężkie, kiedyś pięknie zdobione czernią - bramy prawie zapomnianego cmentarza. Pamięć widocznie nie umarła wraz z lokatorami.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Sophia Carter
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3633-sophia-carter https://www.morsmordre.net/t3648-listy-do-sophii https://www.morsmordre.net/t3643-sophia https://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 https://www.morsmordre.net/t3765-skrytka-bankowa-nr-925 https://www.morsmordre.net/t3647-sophia-carter
Zawód : Auror
Wiek : 24
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Świat nie jest czarno-biały. Jest szary i pomieszany.
OPCM : 40
UROKI : 25
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 1
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Alejka przy cmentarzu   26.08.18 23:35

Sophia nie wiedziała nic o prywatnym życiu łamacza klątw ani o jego „futerkowym problemie”. Nie miała pojęcia, że ten w przeszłości porzucił jedną z jej stosunkowo nowych znajomych poznanych przez Zakon Feniksa. Nie znały się z Jessą tak dobrze, by ta miała się jej zwierzać ze swoich osobistych problemów. Bagman był też od niej na tyle starszy, by nie mogli znać się ze szkoły. Tak jej się wydawało, bo ludzi z roczników bliskich swojemu w większości pamiętała przynajmniej z widzenia, dużo starszych i dużo młodszych niespecjalnie. Mogła więc oceniać go tylko przez pryzmat jego pracy i fachowości. Spotykała się z nim w celach zawodowych – by łamał klątwy, kiedy akurat nie ma pod ręką ministerialnego łamacza. Jej znajomy z pracy go znał i polecał, więc zaufała jego ocenie, i poprzednie dwa zlecenia Bagman wykonał bardzo sprawnie. Oczywiście nie zdradzała mu szczegółów śledztw, mówiła jedynie tyle, ile niezbędne by mógł wykonać swoje zadanie. W obecnych czasach pozostawała nieufna, w zasadzie niewielu ludziom spoza Zakonu Feniksa ufała. Miała świadomość, że łamacze klątw lubili dorabiać sobie na boku i nie wszyscy chwytali się wyłącznie legalnych zleceń. Pytanie, do jakiego rodzaju łamaczy należał Bagman? Czy był uczciwy, czy może grał jej i ministerstwu na nosie, robiąc na boku nielegalne zlecenia? Właśnie dlatego nie mogła mu w stu procentach ufać, choć musiała przyznać, że był kompetentny i najwyraźniej zależało mu na zarobku, skoro jak dotąd za każdym razem stawiał się w umówionym miejscu o odpowiedniej godzinie. Może pewnego dnia zacznie pracować dla ministerstwa na pełen etat; Sophia przy okazji tych drobnych zleceń miała za zadanie go sprawdzić, ocenić, czy jest kompetentny i godny zaufania. Naprawdę potrzebowali teraz dobrych łamaczy. Aurorzy mimo rozległych umiejętności w magii obronnej łamaczami nie byli i klątwy lepiej było zostawić tym, którzy szkolili się do ich zdejmowania i potrafili rozpoznawać nawet skomplikowane runy. Dla Sophii póki co wszystkie wyglądały jak bezładne szlaczki.
Mężczyzna pojawił się niedługo po niej. Zobaczyła go z daleka kroczącego ścieżką i ruszyła w jego stronę. Kiedy się spotkali, skinęła głową i uśmiechnęła się nieznacznie.
- Dzień dobry – rzekła. – Dziękuję, całkiem nieźle biorąc pod uwagę okoliczności, choć w naszym fachu trudno o wytchnienie z prawdziwego zdarzenia, kiedy po świecie wciąż chodzi tylu czarnoksiężników i zaklinaczy – dodała. Ostatnio rzeczywiście zażyła odrobiny wytchnienia na Festiwalu Lata, ale ten już dobiegł końca i wróciła codzienna rutyna pracy aurora. A zajęć nie brakowało i każdy pracownik miał pełne ręce roboty. Kiedy Sophia wróci stąd już z oceną zwrotną łamacza i odczarowanym przedmiotem na pewno zostanie zaraz zaangażowana w inną robotę, tym bardziej, że na jej biurku prócz tej piętrzyło się jeszcze kilka innych spraw, w których należało się pochylić nad materiałem dowodowym i poszlakami mogącymi doprowadzić do sprawców.
- Jest pan gotowy na kolejne zlecenie? – zapytała. – Znów przedmiot. Mam go przy sobie – sięgnęła w kierunku torby. – To właściwie niewielka szkatułka. Zamknięta i z bardzo dużym prawdopodobieństwem przeklęta, bo została przechwycona od kogoś, kto zna się na nakładaniu klątw. Zależy mi na tym, by bezpiecznie dobrać się do niej i jej zawartości.
Szkatułka była mała, posrebrzana i zdobiona ornamentami, pośród których łatwo byłoby ukryć runę. Z racji rozmiarów można było ją zmieścić w pojemnej kieszeni. Mogła zawierać jakąś ważną wiadomość lub inną potencjalnie cenną poszlakę. Albo dopiero miała trafić w czyjeś ręce i porazić tę osobę klątwą, co też należało ustalić. Na razie ważnym było bezpieczne zdjęcie klątwy i otwarcie jej. Później mogła zostać włączona do materiału dowodowego.





Ne­ver fear
sha­dows, for
sha­dows on­ly
mean the­re is
a light shi­ning
so­mewhe­re near by.

Powrót do góry Go down
Aidan Bagman
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t6349-aidan-bagman https://www.morsmordre.net/t6352-fenrir#160575 https://www.morsmordre.net/t6351-nie-gryze-choc-czasem-warkne#160571 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6361-skrytka-bankowa-nr-1597 https://www.morsmordre.net/t6353-a-bagman
Zawód : Łamacz Klątw, do niedawna przemytnik i krętacz
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
My fingers claw your skin, try to tear my way in
You are the moon that breaks the night for which I have to howl
OPCM : 20
UROKI : 10
ELIKSIRY : 5
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5/16
SPRAWNOŚĆ : 3/14
Genetyka : Wilkołak

PisanieTemat: Re: Alejka przy cmentarzu   13.09.18 19:29

W odległej, lepszej przeszłości nie przepadałem za tego typu zadaniami, nie chciałem angażować się w nudne sprawy, ślęczenie nad przedmiotami, które mnie nie ciekawiły, zdejmowanie z nich pomniejszych klątw, najczęściej niezbyt skomplikowanych, wydawało mi się zbytnio nużące. Kiedyś łaknąłem przygód, chciałem się mierzyć z czymś większym, chciałem odkrywać skarby, łamać wielowarstwowe, skomplikowane klątwy, chciałem żyć ze świadomością, że każda moja wyprawa w nieznane może okazać się tą ostatnią, bo to sprawiało, że życie miało wspaniały smak. Niebezpieczeństwo sprawiało, iż wreszcie czułem, że naprawdę żyję, że mogę odetchnąć pełną piersią. Co prawda, w chwili w której poznałem Jessę potrzeba ciągłego wystawiania się na próby i narażania swojego zdrowia nie była już aż tak silna, ale nawet miłość do kobiety nie zabiła we mnie żądzy przygód, chęci odkrywania nowego, zdobywania skarbów, miłości do Egiptu i piramid, do piasku trzeszczącego między zębami i wpychającego się w każde szczeliny ubrań. Dlatego wyśmiał bym każdego kto w tamtych dniach powiedział by mi, że kiedyś będę się cieszyć, gdy dostanę po raz kolejny zlecenie od pracowników Ministerstwa. Uznałbym to za marnowanie mojego czasu, talentu… Szanowałem to, że każdy łamacz wybierał swoją własną ścieżkę, ale taka praca nie była czymś czego bym pragnął, więc po prostu odrzucił bym ją bez mrugnięcia okiem.
Wtedy nie przypuszczałem, że życie potoczy się w taki sposób, że mimo wszelkich moich pragnień i chęci będę musiał robić coś czym wcześniej wzgardzałem. Łamanie klątw narzuconych na przedmioty, nawet tych najbardziej banalnych, okazało się najlepszym źródłem zarobku, a choć moje serce nadal rwało się do przygód i zagrożeń, nie mogłem ich szukać jeśli chciałem nawrócić się na właściwą ścieżkę po sześciu latach wątpliwego podejścia do życia. Nie pozostało mi więc nic innego jak zacisnąć zęby i doszukiwać się nawet najdrobniejszego powodu do czerpania radości z wykonywanej pracy, poza oczywistymi zarobkami na życie. Dlatego tak chętnie szedłem na spotkanie z aurorką, jej osoba w niezrozumiały trochę dla mnie sposób wzbudziła moją sympatię, więc wykonywanie zlecenia dla niej nie przynosiło ze sobą znużenia i poczucia zmarnowanego życia. A przynajmniej na razie. I miałem nadzieję, że tak pozostanie.
- Wiem, że dla pani może zabrzmieć to dość beztrosko, ale czarnoksiężnicy nie uciekną, kiedy przez dzień czy dwa jeden Auror odetchnie i odpocznie od pogoni – odparłem na słowa towarzyszki, uśmiechając się do niej ciut szerzej. – Ale dobrze słyszeć, że nie jest najgorzej – zapewniłem jeszcze.
Doskonale zdawałem sobie sprawę jak ciężka musi być pogoń za wszelkimi czarnoksiężnikami i innymi czarodziejami, którzy skutecznie utrudniali życie uczciwym obywatelom. Zbyt długo siedziałem blisko ich półświatka, by nie zrozumieć, że dopóki ludzki gatunek trwa, dopóty znajdą się osoby chętne by krzywdzić innych, żerować na bezbronnych, łamać prawo dla własnych uciech, potrzeb, czy ze zwykłej przekory. Dlatego też praca aurora nigdy nie miała stać się niepotrzebna, póki istnieliśmy, póty potrzebowaliśmy tych, którzy będą walczyć z osobami spod ciemnej gwiazdy.
- Oczywiście – odpowiedziałem szybko, gdy tylko pytanie padło z ust kobiety. Z zainteresowaniem obserwowałem jak sięga do torby szczerze ciekaw co tym razem dokładniej mi przyniosła. Skinąłem głową słuchając wyjaśnień, po czym sięgnąłem stronę zawiniątka jedną ręką, jednocześnie drugą sięgając po różdżkę. Czas na przyjemności się skończył, trzeba było zająć się pracą. – Pozwoli pani, że ją wezmę – powiedziałem więc czekając aż przedmiot znajdzie się w mojej dłoni.




I created a monster, a hell within my head
I created a monster

a beast inside my brain

Powrót do góry Go down
Sophia Carter
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3633-sophia-carter https://www.morsmordre.net/t3648-listy-do-sophii https://www.morsmordre.net/t3643-sophia https://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 https://www.morsmordre.net/t3765-skrytka-bankowa-nr-925 https://www.morsmordre.net/t3647-sophia-carter
Zawód : Auror
Wiek : 24
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Świat nie jest czarno-biały. Jest szary i pomieszany.
OPCM : 40
UROKI : 25
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 1
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Alejka przy cmentarzu   14.09.18 15:03

Sophia zdawała sobie sprawę, że praca dla ministerstwa i odczarowywanie przedmiotów przynoszonych przez aurorów nie należała do najciekawszych. Gwarantowała pewną stabilność, ale nie zapewniała odpowiedniej dawki emocji i przygód, jakiej niektórzy mogli pragnąć. Kiedy była nastolatką, sama również wyobrażała sobie pracę aurora nieco inaczej. Myślała, że to będą codzienne, pełne emocji pościgi za czarnoksiężnikami, zawsze kończące się schwytaniem złoczyńcy i uratowaniem jego niedoszłych ofiar. Niestety realia kursu i pracy pokazały, że zawód aurora odbiega dość mocno od tych dawnych wyobrażeń. Zakończenia nie zawsze były szczęśliwe. A zanim się do nich doszło, należało całymi dniami, a niekiedy tygodniami drążyć, gromadzić poszlaki i po nitce do kłębka starać się dotrzeć do prawdy. Wymagało to zatem papierkowej roboty, a także analizowania poszlak i dowodów. Dopiero później nadchodził czas na złapanie podejrzanego, bo niestety nie zawsze udawało się kogoś przyłapać na gorącym uczynku, a dopiero po mozolnym i drobiazgowym śledztwie. Niektóre sprawy nigdy nie doczekiwały się pomyślnego finału. Niemniej jednak aurorstwo było niezwykle istotnym elementem jej życia i nie wyobrażała sobie, że mogłaby robić coś innego.
Może gdyby w Hogwarcie uczyła się run, zainteresowałaby się drogą łamacza klątw, ale jej wiedza w tej dziedzinie była właściwie nieistniejąca. Była naprawdę dobra w magii obronnej, ale runy wyglądały dla niej jak koślawe znaczki o nieznanym znaczeniu. Dlatego właśnie aurorzy, nieszkoleni w sztuce odczytywania run, musieli korzystać z usług wykwalifikowanych łamaczy. Najlepiej ministerialnych, ale czasem należało skorzystać z usług łamaczy niezależnych, jednocześnie mając nadzieję, że mężczyzna, który stał naprzeciw niej, nie zajmował się za plecami czymś nielegalnym, lub co gorsza czarnomagicznym. Ale w przypadku pracowników ministerstwa też nie można było mieć żadnej pewności, że po kryjomu nie robili czegoś sprzecznego z prawem. Pasjonaci czarnej magii często kryli się za twarzami wzorowych obywateli. Nie wiadomo było, komu ufać, więc stosowała zasadę ograniczonego zaufania i była bardzo lakoniczna, jeśli chodzi o wyjaśnienia.
W jej pracy nie było miejsca na odpoczynek i obijanie się. Zresztą i tak jej życie poza pracą prezentowało się mizernie. Także duża część relacji towarzyskich była oparta o pracę, a jak nie o nią, to o zakon. Tym dwóm sferom swojego życia poświęcała najwięcej uwagi, więc uniosła brwi, słysząc słowa mężczyzny. Jaka szkoda, że ci, z którymi walczyli, nie poczekają łaskawie, aż aurorzy sobie odpoczną. Zawsze chcieli być o krok przed nimi, więc aurorzy musieli deptać im po piętach i znosić wiele wyrzeczeń.
- Mamy trudne czasy, więc każdy auror jest niezwykle cenny. Niestety czarnoksiężnicy nie odpoczywają, ani nie pozwalają na wytchnienie ścigającym ich służbom. Zło nie śpi, więc my też nie możemy tracić czujności – rzekła. Dla niej samej to też była możliwość wykazania się, w trudnych czasach fakt, że miała krótki staż pracy i w dodatku była kobietą powoli tracił na znaczeniu, nawet zatwardziałe konserwy w Biurze Aurorów częściej przymykały oko, skoro Sophia miała dużo zapału, a umiejętnościami przewyższała niejednego aurora płci męskiej. Niezwykle cenni byli też łamacze klątw, sama przekonywała się o niedoborach, które zmuszały niekiedy do szukania pomocy poza ministerstwem. Jak dzisiaj.
Wyciągnęła pakunek, w którym była starannie opakowana szkatułka. Wiedziała że przeklętych przedmiotów nie można dotykać bezpośrednio, gołą dłonią, więc przez cały czas była zapakowana. Ostrożnie podała paczuszkę łamaczowi.
- Proszę to obejrzeć. Jeśli jest na tym klątwa, chcę poznać jej charakter, muszę włączyć nazwę i opis klątwy do akt – powiedziała. Ponadto charakterystyka klątwy mogła powiedzieć co nieco o umiejętnościach nakładającego, co też było ważne. Dlatego potrzebowała precyzyjnej identyfikacji.





Ne­ver fear
sha­dows, for
sha­dows on­ly
mean the­re is
a light shi­ning
so­mewhe­re near by.

Powrót do góry Go down
Aidan Bagman
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t6349-aidan-bagman https://www.morsmordre.net/t6352-fenrir#160575 https://www.morsmordre.net/t6351-nie-gryze-choc-czasem-warkne#160571 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6361-skrytka-bankowa-nr-1597 https://www.morsmordre.net/t6353-a-bagman
Zawód : Łamacz Klątw, do niedawna przemytnik i krętacz
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
My fingers claw your skin, try to tear my way in
You are the moon that breaks the night for which I have to howl
OPCM : 20
UROKI : 10
ELIKSIRY : 5
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5/16
SPRAWNOŚĆ : 3/14
Genetyka : Wilkołak

PisanieTemat: Re: Alejka przy cmentarzu   28.09.18 21:24

Nie znałem od podszewki pracy aurora, w końcu nigdy nie aspirowałem do tego zawodu, nie pociągała mnie myśl o ściganiu czarnoksiężników po kraju i aresztowaniu ich za każdym razem, gdy tylko jakiś wpadłby mi w ręce. Łamanie klątw wydawało mi się o wiele lepsze, misterniejsze, subtelniejsze, ale ciekawsze, pełne dreszczyków emocji, których w zawodzie aurora bym nie znalazł. Wolałem styczność z antycznymi czasami i swoisty spokój, który towarzyszył snuciu kontr zaklęć i łamaniu kawałek po kawałku blokad i klątw założonych na skrytki i grobowce, w których skrywały się cenne skarby, często nawet takie, które nie widziały światła dziennego i bliskości ludzkiej od wieków, może nawet tysiącleci.
Nie zamierzałem urazić w żaden sposób mojej rozmówczyni, ot, chciałem być miły, powiedzieć kilka przyjacielskich słów zanim przejdziemy do formalności, jednak jej reakcja wskazała, że chyba niezbyt trafiłem w temat. Westchnąłem więc w duchu i odpuściłem sobie dalsze dyskusje, zamiast tego przechodząc już do służbowych spraw.
Przyjąłem zawiniątko ostrożnie, upewniając się, że palcami nie dotknę ukrytej pod materiałem szkatułki, po czym zainteresowany oceniłem jej wielkość, ciężar i kształt wysłuchując jednocześnie słów towarzyszącej mi kobiety. Skinąłem głową przyjmując jej prośbę, po czym delikatnie odgarnąłem czubkiem różdżki materiał odsłaniając fragment drewna. Przyglądałem mu się chwilę, po czym jednak opuściłem rękę i rozejrzałem się po okolicy szukając wzrokiem odpowiedniego miejsca, czy to kamienia, czy odciętego konaru drzewa, na którym mógłbym położyć przedmiot. Chciałem zmniejszyć do minimum ryzyko dotknięcia go gołą skórą, wolałem nie doświadczyć samemu złośliwych efektów klątwy, rozpoznawanie lepiej się sprawdzało, gdy wiedzę zdobywałem na podstawie przeczytanych run, nie zaś autopsji. Odetchnąłem z ulgą, gdy w końcu dostrzegłem odpowiedni głaz, podszedłem do niego i szybko umieściłem na nim zawiniątko, by następnie krótkim zaklęciem całkiem rozłożyć oplątujący szkatułkę materiał.
- Nie wygląda to na skomplikowaną klątwę – odezwałem się w końcu po dłuższych chwilach oceniania przedmiotu. – Właściwie sądzę, że będzie ona łatwa do zdjęcia, miała zapewne chronić jedynie przed dostaniem się do zawartości pudełka, nie zaś krzywdzić w jakiś sposób potencjalnego znalazcę – zawyrokowałem, po czym ponownie zamilkłem skupiając wzrok na runach i zastanawiając się przez długi czas czy na pewno nic nie pominąłem. – To Klątwa Zapomnienia, gdyby dotknęła pani przedmiotu przez trzy dni nie pamiętałaby pani niczego, całkiem traci się przez nią pamięć, nie zaszkodzi w żaden sposób fizycznie, ale gwarantuję, że to idealne zabezpieczenie przed niechcianymi złodziejami.




I created a monster, a hell within my head
I created a monster

a beast inside my brain

Powrót do góry Go down
Sophia Carter
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3633-sophia-carter https://www.morsmordre.net/t3648-listy-do-sophii https://www.morsmordre.net/t3643-sophia https://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 https://www.morsmordre.net/t3765-skrytka-bankowa-nr-925 https://www.morsmordre.net/t3647-sophia-carter
Zawód : Auror
Wiek : 24
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Świat nie jest czarno-biały. Jest szary i pomieszany.
OPCM : 40
UROKI : 25
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 1
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Alejka przy cmentarzu   28.09.18 23:13

Sophia nie bagatelizowała roli łamaczy klątw ani niebezpieczności ich pracy. Wiedziała, że tacy czarodzieje byli niezwykle cenni, jako że ciężko byłoby jednocześnie szkolić się na aurora i opanować do perfekcji tak zawiłą dziedzinę jak starożytne runy, więc mimo rozległej znajomości magii obronnej nie mogli być specami od wszystkiego. Nie bez powodu ministerstwo prowadziło dwa oddzielne szkolenia, ale łamacze byli nieodzownym wsparciem dla aurorów i wielu innych pracowników. Carter szanowała ich za umiejętności i odwagę, pozwalające rozpoznawać klątwy i łamać je, co wymagało więcej finezji i delikatności niż pojedynkowanie się z kimś. Sophii jednak pewnie szybko brakłoby cierpliwości do uczenia się tych wszystkich znaczków oraz do samego łamania klątw. To aurorstwo było jej żywiołem.
Była pracoholiczką, w dodatku przyzwyczajoną do tego, że podczas jej kursu i na początku pracy niektórzy ludzie próbowali ją traktować pobłażliwie przez wzgląd na płeć, dlatego była wyczulona na takie uwagi oraz żywiła przeświadczenie, może nieco irracjonalne, że musi starać się mocniej niż inni i dawać z siebie więcej. Tym bardziej, że praca stanowiła główną treść jej życia, choć Zakon Feniksa także wywalczył sobie w nim sporo miejsca. Nie zamierzała też zakładać rodziny, nie widziała siebie wśród tradycyjnych kobiecych ról. Widziała dla siebie samotną przyszłość podporządkowaną pracy i Zakonowi – choć oby ten drugi musiał być potrzebny światu jak najkrócej, bo ciągnący się latami i wyniszczający konflikt był jedną z ostatnich rzeczy, jakich mogłaby pragnąć.
Ale mężczyzna nie ciągnął już tego tematu, najwyraźniej rozumiejąc, że miał do czynienia z osobą o ugruntowanych priorytetach i zasadach, która wiedziała, czego chce od życia i była gotowa na wyrzeczenia, żeby jak najlepiej wypełnić swoje obowiązki.
Patrzyła, jak mężczyzna bierze paczuszkę i układa ją na kamieniu, po czym rozwija, zachowując niezbędne środki ostrożności. Zachowywała bezpieczną odległość, także po to, by nie dyszeć mężczyźnie w kark i nie przeszkadzać mu w skupieniu. Milczała, cierpliwie czekając, co powie.
Jego słowa wydawały się całkiem prawdopodobne; także nie sądziła, żeby na skrzyneczce było nałożone coś szczególnie niebezpiecznego, ale należało to sprawdzić. Nie można było ufać żadnym przedmiotom przechwyconym od czarnoksiężników.
- To rzeczywiście brzmi jak bardzo dobry sposób na złodzieja, który dotykając skrzyneczki zapomniałby o wszystkim, także o tym, czego w ogóle w niej szukał – zauważyła. – Kiedyś słyszałam o tej klątwie. Paskudna sprawa. Działa trochę jak Nemo, z tą różnicą, że po tych trzech dniach mija i wspomnienia wracają? – zapytała; nie tak dawno, za sprawą Zakonu Feniksa, zetknęła się osobiście z paskudnym przypadkiem potraktowania klątwą usuwającą wszystkie wspomnienia. Wydawało jej się to niezwykle okrutne i budzące w niej jeszcze silniejszą niechęć do czarnej magii, tym bardziej, że tamto, w przeciwieństwie do tej klątwy, nie mogło minąć samoistnie. Nie było sposobu odzyskania utraconych wspomnień. Tak czy inaczej nawet trzy dni bez pamięci stwarzały duże ryzyko błąkania się w nieświadomości i wpadnięcia w niebezpieczeństwo.
Odnotowała jednak, co było nałożone na skrzyneczkę. To była pewna poszlaka, którą należało zapamiętać i opisać w aktach.
- Proszę spróbować zdjąć tę klątwę – rzekła po chwili. – Zależy mi na dostaniu się do zawartości, tam może być ważny dowód w sprawie.
W końcu w środku mogło być coś ważnego dla osoby, od której to przechwycili, więc musiała się do tego dostać. A żeby to zrobić, klątwa musiała zostać zdjęta.





Ne­ver fear
sha­dows, for
sha­dows on­ly
mean the­re is
a light shi­ning
so­mewhe­re near by.

Powrót do góry Go down
Aidan Bagman
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t6349-aidan-bagman https://www.morsmordre.net/t6352-fenrir#160575 https://www.morsmordre.net/t6351-nie-gryze-choc-czasem-warkne#160571 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6361-skrytka-bankowa-nr-1597 https://www.morsmordre.net/t6353-a-bagman
Zawód : Łamacz Klątw, do niedawna przemytnik i krętacz
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
My fingers claw your skin, try to tear my way in
You are the moon that breaks the night for which I have to howl
OPCM : 20
UROKI : 10
ELIKSIRY : 5
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5/16
SPRAWNOŚĆ : 3/14
Genetyka : Wilkołak

PisanieTemat: Re: Alejka przy cmentarzu   11.10.18 18:34

Ostrożność w moim zwodzie była podstawą działania, wraz z cierpliwością i skrupulatnością stanowiła swoisty trzon każdych z moich działań. W trakcie łamania nie było drogi na skróty, nie było możliwości by ominąć jakiś krok, rozwiązać wszystko zastępczym zaklęciem, nie ważne jak wielka pokusa nie stała by na drodze i jak bardzo nie wydawałoby się to nam możliwe. Przekonałem się już na własnej skórze, że pochopność nie popłaca, za grzech pośpiechu miałem płacić już do końca swojego życia, każdej pełni czując ból przemiany przestawiającej moje kości, rozciągającej mięśnie i ścięgna… Widziałem również na własne oczy, jak kończy się brak rozsądku, gdy młodzi zapaleńcy chcieli popisać innowacyjną metodą łamania klątw, czy po prostu zamierzali robić coś na skróty. Ryzykowaliśmy zbyt wiele by pozwalać sobie na błędy i choć każdy łamacz prędzej czy później takowe popełniał – w końcu jesteśmy i będziemy tylko ludźmi, istotami omylnymi – nie oznaczało to, że mieliśmy pozwolić na to, by takowe pojawiały się częściej.
Skinąłem głową w odpowiedzi na słowa aurorki. Miała rację, sprawa była paskudna, chociaż wbrew pozorom jeszcze wcale nie najgorsza, spotykałem się z o wiele gorszymi klątwami strzegącymi skarbów, przy których trzy dni zapomnienia wydawały się błahą sprawą. A przynajmniej, gdy nie było się samemu w grobowcu, w którym każdy fałszywy krok mógł przynieść śmierć, a u boku miało się osobę, która w razie konieczności wsparłaby w chwilach, w których umysł stałby się zwykłą czystą kartką.
- Paskudna, rzeczywiście – mruknąłem nie odrywając wzroku od szkatułki, po czym westchnąłem cicho. – Oczywiście, nie ma problemu, już tym się zajmuję, na pewno zaraz dostanie Pani to czego potrzeba.
Pochwaliłem się nad szkatułką oceniając ją po raz ostatni, nie chciałem popełnić błędu, po czym uniosłem różdżkę i stanowczym głosem wypowiedziałem zaklęcie:
- Finite Incantatem!
Mimo iż byłem pewien, że mi się uda, w końcu klątwa nie należała do trudnych do złamania, nie raz, nie dwa zmagałem się z o wiele cięższymi, serce na chwilę zabiło mi mocniej, jak za każdym razem, gdy wypowiadałem te słowa. Uwielbiałem swoją pracę, uwielbiałem uczucie towarzyszące łamaniu klątw, dreszczyk niepewności, czy moje działania się powiodą i uczucie satysfakcji towarzyszące dobrze wykonanemu zadaniu. Pozwoliłem sobie przez chwilę trwać bez ruchu sycąc się tym wszystkim, jednak w końcu schowałem różdżkę i pewnym siebie gestem sięgnąłem po skrzyneczkę biorąc w dłoń chłodną drewnianą konstrukcję.
- I proszę, już po krzyku – zapewniłem, gdy podniosłem się wyciągając szkatułkę w stronę towarzyszki. – Nadal pamiętam pani imię, klątwa ewidentnie została zdjęta – dodałem z uśmiechem.




I created a monster, a hell within my head
I created a monster

a beast inside my brain

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Alejka przy cmentarzu   11.10.18 19:16

The member 'Aidan Bagman' has done the following action : Rzut kością


'Anomalie - CZ' :


Powrót do góry Go down
Sophia Carter
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3633-sophia-carter https://www.morsmordre.net/t3648-listy-do-sophii https://www.morsmordre.net/t3643-sophia https://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 https://www.morsmordre.net/t3765-skrytka-bankowa-nr-925 https://www.morsmordre.net/t3647-sophia-carter
Zawód : Auror
Wiek : 24
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Świat nie jest czarno-biały. Jest szary i pomieszany.
OPCM : 40
UROKI : 25
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 1
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Alejka przy cmentarzu   11.10.18 21:54

W pracy aurora pochopne decyzje również nie popłacały. Aurorzy zbyt raptownie wyrywający się przed szereg i lekceważący polecenia przełożonych często odnosili rany lub wręcz ginęli. Oczywiście bywało i tak, że brawura popłacała i tacy ludzie stawali się bohaterami, ale Sophia częściej słyszała o tragicznych finałach podobnych historii, przed którymi przestrzegano ją nawet na kursie. Same umiejętności to nie wszystko, liczyła się jeszcze rozwaga, jasność umysłu i umiejętność trzeźwego myślenia. Dlatego właśnie nie majstrowała sama przy przedmiotach takich jak ten, a wolała oddać je w ręce wykwalifikowanych do tego czarodziejów. Gdyby dała się zabić klątwie nałożonej na przedmiot próbując ją zdjąć bez posiadania do tego umiejętności byłby to niezwykle głupi koniec, pomijając już fakt, że martwa nie pomogłaby nikomu.
Klątwa była zdecydowanie nieprzyjemna (choć może wydawała jej się taka przez fakt zetknięcia się z osobami porażonymi zaklęciem Nemo), ale rzeczywiście na pewno istniały gorsze, nawet takie, które rzeczywiście mogłyby zabić lub poważnie zranić każdego, kto próbowałby naruszyć przedmiot bez uprzedniego złamania klątwy. Kreatywność czarnoksiężników zdawała się nieograniczona, jeśli chodzi o sposoby krzywdzenia innych.
- Dobrze, więc proszę spróbować – rzekła, obserwując poczynania mężczyzny. Bagman dokonał oględzin i zidentyfikował klątwę, a później przeszedł do rzeczy, zdejmując ją. Na szczęście nie wydarzyła się żadna anomalia, zaklęcie błysnęło, uderzając w przedmiot. Szkatułka lekko podskoczyła na kamieniu.
- I już? – zapytała, podchodząc bliżej, obserwując szkatułkę z ciekawością. Zawsze ciekawiły ją efekty pracy łamaczy, którzy potrafili sprawić, by groźny, przeklęty obiekt lub miejsce znowu stało się bezpieczne. Skoro mężczyzna mógł dotknąć szkatuły i nadal zachował pamięć, to oznaczało, że klątwa została zdjęta pomyślnie. Wyciągnęła rękę po przedmiot. – Wobec tego dziękuję za fatygę, współpraca z utalentowanymi łamaczami klątw jest naprawdę na wagę złota. Swoją drogą naprawdę nie chciałby pan może pomyśleć o stałej współpracy z ministerstwem i Biurem Aurorów? Mój kolega wypowiadał się bardzo pochlebnie o pańskich zdolnościach – mówiła, choć podejrzewała, że go nie skusi, a szkoda. Przynajmniej dla nich i ministerstwa, bo on sam mógł cieszyć się pewną swobodą wybierania zleceń. Oby tylko legalnych; wolałaby myśleć, że tak, że był uczciwym czarodziejem, ale stuprocentowej pewności niestety mieć nie mogła i musiał pozostać pewien element niepewności. Nagle jednak machnęła ręką. – I chyba możemy już sobie darować te sztuczne formułki, czuję się głupio z tym ciągłym paniowaniem. Jestem Sophia – dodała po chwili, biorąc szkatułkę do ręki, a następnie chowając ją do torby. Nie bała się, bo łamacz przetestował jej odczarowanie na sobie i byłby pierwszą ofiarą, gdyby coś poszło nie tak. Podejrzewała, że jeszcze nie raz będą mieli ze sobą do czynienia, a kiedy ktoś mówił do niej „pani”, czuła się jak własna ciotka, dlatego zwykle szybko wolała przejść na bardziej poufałą formę, zwłaszcza że miała do czynienia z czarodziejem niewiele starszym od niej, z którym już parę razy się spotkała w podobnych sprawach.
Zawartością szkatuły miała zamiar zająć się jeszcze dziś, zaraz po powrocie do biura i skonsultowaniu się ze współpracownikiem, który miał wypytać schwytanego czarodzieja. Miała nadzieję, że rzeczywiście znajdzie tam jakąś poszlakę, w końcu kto zadałby sobie trud nałożenia klątwy na szkatułkę, w której nie ma nic cennego, a która, gdyby nie została przechwycona przez aurorów, miała zapewne trafić do jednego ze wspólników schwytanego czarodzieja.
- Jeszcze raz dziękuję. Niestety muszę już wracać do pracy – powiedziała po chwili. Nie było czasu, by dokładniej podpytać Bagmana o jego pracę, więc kiedy było po wszystkim, pożegnała go i wsiadła na miotłę, zamierzając polecieć do obecnej kwatery Biura Aurorów.

| zt. dla Sophii





Ne­ver fear
sha­dows, for
sha­dows on­ly
mean the­re is
a light shi­ning
so­mewhe­re near by.

Powrót do góry Go down
Aidan Bagman
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t6349-aidan-bagman https://www.morsmordre.net/t6352-fenrir#160575 https://www.morsmordre.net/t6351-nie-gryze-choc-czasem-warkne#160571 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6361-skrytka-bankowa-nr-1597 https://www.morsmordre.net/t6353-a-bagman
Zawód : Łamacz Klątw, do niedawna przemytnik i krętacz
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
My fingers claw your skin, try to tear my way in
You are the moon that breaks the night for which I have to howl
OPCM : 20
UROKI : 10
ELIKSIRY : 5
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5/16
SPRAWNOŚĆ : 3/14
Genetyka : Wilkołak

PisanieTemat: Re: Alejka przy cmentarzu   13.10.18 19:09

Irracjonalnie łamanie klątw nie trwało długo, nie było wbrew pozorom wielce skomplikowane, jedno zaklęcie i po krzyku, jednak… Jeden błąd i krzyk trwał. Albo ucichł na wieki. Zdejmowanie klątw tego pokroju nie było wielkim wyzwaniem, zdecydowanie większy problem stanowiły klątwy bardziej skomplikowane, groźniejsze, takie które potrafiły skrzywdzić w sposób nieodwracalny. Lubiłem pracować na takimi, lubiłem ten dreszcz emocji, obawy i poczucie, że naprawdę żyję, bo kiedy tak łatwo było o błąd… wtedy dopiero czułem co oznacza żyć i cieszyć się życiem. Mimo to zdarzały mi się gorsze chwilę, w te ponure dni, kiedy do pełni było niedaleko, a mnie dopadał jeden z kiepski humorów… W takich momentach nie czułem, że chcę żyć, a wręcz coś przeciwnego. Mając pod ręką coś co mogłoby mnie zabić bez wahania chwilami po prostu chciałem popełnić błąd, źle wymówić zaklęcie, zająknąć się, zawahać za długo. Szukałem pretekstu i łatwego rozwiązania, ale nigdy po niego nie sięgnąłem. Nie miałem odwagi. I gdzieś tam w głębi, po kryjomu liczyłem na to, że w końcu będzie łatwiej. Chwila słabości zmieniała się więc w końcu w bunt.
Otrząsnąłem się z ponurych rozmyślań by następnie uśmiechnąć się do stojącej przede mną kobiety i skinąć głową w odpowiedzi na jej pierwsze pytanie, choć kolejne jej słowa wydusiły ze mnie lekkie westchnienie.
- Wie pani, że to nie dla mnie, ale cieszę się, że mogę współpracować w dobrej sprawie – zapewniłem. Potrzebowałem zarobku, piekielnie mocno potrzebowałem, bo choć miałem nadal sporo odłożonych pieniędzy wiedziałem, że z czasem one zniknąć, a bez pracy nie było szans by je odnowić. Zresztą, chciałem mieć drobny zapas, nie wiedziałem jak długo pozostanę w Londynie. Mimo wszystko praca dla ministerstwa wiązała się zbyt silnym uwiązaniem, wolałem pozostać na ten moment wolnym strzelcem. – Jasne, miło mi, jestem Aidan – odparłem z uśmiechem, obserwując jak kobieta odbiera i chowa szkatułkę.
Byłem ciekaw co kryje się wewnątrz drewnianego tworu, nie spytałem jednak o to, profesjonalizm Sophii na pewno nie pozwoliłby zdradzić jej tego. I rozumiałem to w pełni, tajemnica zawodowa była znana i w moim zawodzie, podróżując po Europie zdarzało mi się stykać z mrocznymi sekretami klientów, które do tej pory trwały zamknięte gdzieś głęboko w moim umyśle, skrzętnie schowane i odepchnięte od świadomości.
- Gdybyś potrzebowała jeszcze kiedyś pomocy pisz śmiało, chętnie posłużę swoją wiedzą. Miłego dnia.
Obserwowałem przez chwilę znikającą na niebie czarownicę, by następnie ruszyć alejką niemal do jej końca, pogwizdując cicho.
|zt




I created a monster, a hell within my head
I created a monster

a beast inside my brain

Powrót do góry Go down
 

Alejka przy cmentarzu

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3

 Similar topics

-
» Zaułek przy barze "Kin"
» Stoliki przy oknie
» Suterena przy Janseen Street

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Okolice :: Przedmieścia Londynu-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-18