Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Wesoła Wdówka
AutorWiadomość
Wesoła Wdówka [odnośnik]17.07.17 2:15
First topic message reminder :

Wesoła Wdówka

★★★★
"Wesoła Wdówka" to klub dla pań prowadzony przez martwą wdowę. Pani Oak pomimo śmierci nie utraciła pogody ducha i radzi sobie świetnie - niektórzy mówią, że jest nawet weselsza i żwawsza niż przed śmiercią. Złośliwi twierdzą, że w końcu jej głowa stała się lżejsza - nie mylą się, pani Oak zmarła w wyniku dekapitacji, którą miał wykonać na niej zazdrosny kochanek. Nie odebrało jej to animuszu ani doskonałych manier, choć czasem dosłownie zapomina głowy wciąż doskonale radzi sobie z organizacją podwieczorków dla kulturalnego towarzystwa i uwielbia tańczyć. Klub mieści się w bogatszej części miasta, a jego gośćmi są przede wszystkim kobiety z wyższych sfer.
Do szykownego wnętrza prowadzi świstoklik zaklęty w wazonie ozdobionym zawsze świeżymi kwiatami, znajdujący się tuż przy wejściu w korytarzu: przenosi on damy na najwyższą kondygnację, skąd roztacza się przepiękny widok na panoramę Londynu. Salonik ów, choć niewielki, wydaje się bardzo przestronny - co z pewnością jest zasługą nagiego parkietu przygotowanego do ćwiczeń, zarówno tańców, jaki i równowagi i prostej postawy. Przeszklone ściany wpuszczają do środka dużo światła, a miękkie kanapy pozwalają odpocząć po ciężkim dniu przy filiżance doskonałej angielskiej herbaty. Choć na stoliku kawkowym ustawiono gramofon, rzadko wygrywa melodię - znacznie częściej podwieczorki uświetnia gra którejś z kobiet na znajdującym się tutaj białym fortepianie. Bezgłowa pani Oak zawsze pozostaje duszą towarzystwa, choć przeważnie z oczywistych względów nie jest zbyt rozmowna - może to lepiej, że zwykle nie słyszy, kiedy młode dziewczęta obgadują swoje koleżanki.
[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 25.03.22 20:43, w całości zmieniany 1 raz
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Wesoła Wdówka - Page 2 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Wesoła Wdówka [odnośnik]21.03.19 22:14
Decyzja którą mieliśmy podjąć nie należała do najprostszych - czułem rozdarcie, bo jako Zakonnik zdawałem sobie sprawę, że najlepiej by było gdybyśmy jednak udali się na spotkanie. Nasza misja była zbyt ważna, żeby tak po prostu ją zlekceważyć i zająć się czymś innym. Z drugiej strony, jako Florean Fortescue nie potrafiłem po prostu zostawić tych kobiet bez żadnej pomocy, przecież ci przeklęci szmalcownicy byli w stanie posunąć się do wszystkiego, i akurat co do tego nie miałem żadnych wątpliwości. Rozdzielanie się też nie było według mnie najlepszym pomysłem - nie wiadomo co się stanie na spotkaniu, a i tych mężczyzn było za dużo, żeby Anthony miał sobie z nimi poradzić sam. Nie bez powodu zostaliśmy oddelegowani w to miejsce we dwójkę. Przygryzłem obie wargi, ściskając mocniej palce na różdżce. Rozsądek wciąż kazał mi iść na spotkanie, ale serce nie potrafiło nie pomóc tym kobietom - przecież między innymi po to należę do tej organizacji, żeby pomagać ludziom w potrzebie. - Być może - zgodziłem się niechętnie, ale jego kolejne słowa wprawiły mnie w osłupienie. Nigdy nie traktowałem siebie jako osoby z większym stażem, wręcz przeciwnie, wciąż uważałem się za nowicjusza. Ale faktycznie już nim nie byłem. Odchrząknąłem, zmieszany, nie bardzo wiedząc co odpowiedzieć. Ja i rozkazy? - Nie, razem podejmujemy decyzje - stwierdziłem, paradoksalnie niejako jednak rozkazując, ale nie potrafiłem wziąć na siebie całej odpowiedzialności za podejmowanie decyzji - nie uważałem się za wystarczająco kompetentną osobę. - Też mam taką nadzieję - westchnąłem, uśmiechając się blado. Mimo wszystko chciałbym, żeby udało nam się upiec dwie pieczenie na jednym ogniu, ale teraz zamiast gadać powinniśmy pomóc tym kobietom, bo już nam zaczynają znikać za rogiem. Anthony wykazał się szybszym refleksem i, ku mojemu zdziwieniu, zaatakował szmalcowników z impetem. Wydawało mi się, że zrobimy to ciszej, ale nie szkodzi, chyba, nie wiem, nie mam doświadczenia w walce. Dlatego wyciągam różdżkę i spontanicznie rzucam - Petrificus Totalus! - Chcąc unieszkodliwić przynajmniej jednego z nich. Nie wiem czy to dobra taktyka, stresuję się, ale wierzę, że wszystko pójdzie po naszej myśli.


not a perfect soldier
but a good man

Florean Fortescue
Zawód : bezrobotny
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Pijemy z czary istnienia
Z zamkniętymi oczami,
Złote skropiwszy jej brzegi
Własnymi gorzkimi łzami.
OPCM : 35
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 11
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Wesoła Wdówka - Page 2 E89bda95c5344104e5639bbb0172ffa8
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3393-florean-fortescue https://www.morsmordre.net/t3438-laverne#59673 https://www.morsmordre.net/t3432-pan-fortescue#59587 https://www.morsmordre.net/f278-pokatna-5-2 https://www.morsmordre.net/t4591-skrytka-bankowa-nr-854 https://www.morsmordre.net/t3439-florean-fortescue#59674
Re: Wesoła Wdówka [odnośnik]21.03.19 22:14
The member 'Florean Fortescue' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 74

--------------------------------

#2 'Anomalie - CZ' :
Wesoła Wdówka - Page 2 HXm0sNX
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Wesoła Wdówka - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Wesoła Wdówka [odnośnik]21.09.20 11:36
| 08.08?

Cressida przyjęła z entuzjazmem list od Vivienne, swojej drogiej kuzynki ze strony ojca. Zawsze uważała za najbliższych sobie krewnych od strony Flintów, z rodziną matki z biegiem lat utrzymując coraz mniejszy kontakt, a odkąd obrali promugolską stronę, właściwie nie spotykała się z nimi już w ogóle. Jej matka także odsunęła się od swego panieńskiego rodu, pozostając wierna rodzinie swego męża. Vivienne co prawda była Bulstrode, ale płynęła w niej też krew Flintów, ponadto Fawleyowie lubili Bulstrode’ów, więc i po ślubie nikt nie stał na drodze tej znajomości dziewczątka. Poznały się jednak już jako dzieci, ale nim miała szansę narodzić się między nimi przyjaźń, rozdzieliła je nauka w różnych szkołach. Cressida wyruszyła do Beauxbatons i odtąd widywała Vivienne jedynie w letnie wakacje. Każda z nich trafiła w inne środowisko i miała innych przyjaciół, ale po skończeniu szkoły przez Vivienne znów mogły zacząć utrzymywać kontakt. Gdy lady Bulstrode opuściła Hogwart po swym ostatnim roku, zastała Cressidę już jako zamężną lady Fawley, żonę swego męża. Cressida od dziecka była przygotowywana do tej roli, jak każda Flintówna została wychowana konserwatywnie i nie w głowie jej były jakiekolwiek buntownicze podrygi. Miała być żoną i matką, i tym właśnie się stała, dokładnie tak jak oczekiwano. Całe życie biernie płynęła z prądem, pragnąc zadowolić swoich bliskich, zwłaszcza swój największy życiowy autorytet – pana ojca.
Zdawała sobie sprawę, że Bulstrode’owie są specyficznym rodem. Nigdy nie potrafiła do końca rozgryźć swej młodszej o rok kuzynki, nie była nawet pewna tego, czy może jej w pełni ufać, ale miała naiwną nadzieję, że Vivienne pamiętała o łączących je więzach krwi, i przez wzgląd na nie nie działała na szkodę Cressidy.
Każde wyjście do Londynu zakrawało na miano wyprawy. Było tak od dłuższego czasu i nadal nie uległo to zmianie, dziewczę nie czuło się w stolicy zbyt bezpiecznie, ale miała nadzieję, że szanowane czarodziejskie miejsca były odpowiednio zabezpieczone i nie musiała się obawiać napaści ze strony promugolskiej, prymitywnej tłuszczy, którą ją od pewnego czasu straszono. Najbezpieczniej czuła się w przestrzeniach dworu oraz jego najbliższej okolicy, a także podczas wizyt u swej panieńskiej rodziny, pokładając wiarę w to, że ramiona męskich krewnych uchronią ją, słabą i delikatną damę, przed złem. Była osóbką zależną od innych, to w ich rękach pokładając wiarę w swoje bezpieczeństwo. Podczas spotkania z Vivienne miała jej towarzyszyć wierna służka, stała kompanka wszelkich wyjść poza obręb posiadłości.
Lokal, w którym miały się spotkać, był przeznaczony głównie dla kobiet, więc przynajmniej nie będzie jej peszyło męskie towarzystwo. Przygładzając błękitną suknię usiadła przy jednym ze stolików w kącie saloniku, służka usiadła na kanapie niedaleko stąd, by nie przeszkadzać panienkom w rozmowie, a jednocześnie być blisko, gdyby Cressida jej potrzebowała. Gdy pojawiła się Vivienne, Cressie odwróciła wzrok od okna, w które się wpatrywała, i przywitała ją.
- Witaj – rzekła. – Dawno się nie widziałyśmy, a jeszcze dawniej nie miałam okazji gościć tutaj… - Rozejrzała się po otoczeniu; na szczęście w polu widzenia nie było widać bezgłowego ducha właścicielki, bo pamiętała, że gdy była tu poprzednio, jako młoda panienka świeżo po skończeniu szkoły, bardzo ją ten widok przeraził i prawie zemdlała. Zawsze była niezwykle wrażliwa i wydelikacona nawet jak na standardy szlachetnych dam. Jej pan ojciec zawsze uważał ją za słabą, zwłaszcza gdy okazała się całkowitą porażką na rodowych polowaniach, nie potrafiąc krzywdzić żadnych stworzeń, a zwłaszcza ptaków. Szybko więc odpuścił jej zabieranie na polowania (zwłaszcza po tym, jak za pomocą swoich zdolności wypłoszyła całe ptactwo, nie chcąc patrzeć jak jej skrzydlaci przyjaciele giną), ale zawsze widział w niej wybrakowany egzemplarz i szybko się jej „pozbył”, aranżując jej małżeństwo z pierwszym kandydatem który zgłosił się po jej rękę, obawiając się, że kolejnych propozycji może nie być. Tak przynajmniej wyobrażała to sobie Cressida – że chętnych do małżeństwa z nią nie było, i gdyby nie William, który jakimś niezrozumiałym dla niej cudem wybrał akurat ją, spędziłaby resztę życia jako stara panna, co absolutnie ją przerażało. Miała tak chorobliwie niską samoocenę, że już w szkole bała się, że nikt nie będzie chciał zabiegać o jej rękę i skończy samotnie, podczas gdy jej siostra, kuzynki i przyjaciółki wszystkie wyjdą za mąż. Dziwiło ją, że Vivienne jeszcze nie miała na palcu pierścionka zaręczynowego, ale zapewne było to kwestią czasu.
- Może napijemy się herbaty? – zaproponowała cichutko. – Co u ciebie słychać? Prawda, że lato jest piękne? Czy w waszych ogrodach także kwitnie tyle kwiatów? – zapytała z ciekawością. Kiedy skończyły się anomalie, roślinność znów mogła odżyć, a Cressida kochała kwiaty, jak przystało na Flintównę zawsze uwielbiała bliskość natury, a zwłaszcza pięknych roślin. No i ptaków, zawsze ceniła bliskość skrzydlatych przyjaciół, których szepty rozumiała.
I miała świadomość, że z Vivienne łączyło ją podobne spaczenie, choć zdolności kuzynki były ukierunkowane na kotowate.


Wszyscy chcą rozumieć malarstwoDlaczego nie próbują zrozumieć śpiewu ptaków?

Cressida Fawley
Zawód : Arystokratka, malarka
Wiek : 21/22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
To właśnie jest wspaniałe w malarstwie:
można przywołać coś, co się utraciło i zachować to na zawsze.
OPCM : 10
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 16
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Zwierzęcousty

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5557-cressida-fawley-flint https://www.morsmordre.net/t5573-piorko https://www.morsmordre.net/t5571-ptak-w-zlotej-klatce#130038 https://www.morsmordre.net/f117-cumberland-ambleside-dwor-fawleyow https://www.morsmordre.net/t5581-skrytka-bankowa-nr-1374 https://www.morsmordre.net/t5580-cressida-fawley
Re: Wesoła Wdówka [odnośnik]21.09.20 23:48
Kreślone słowa miały zwykle mniejszą wartość niż to, co zwykła cenić w spotkaniach sam na sam. Nie ukazywały emocji, podświadomych sugestii ciała i ułudnego poczucia zjednoczenia, zdając się wybrakowanymi półśrodkami w pełnej gamie komunikacji. Nie mniej, były wymagane, by odnaleźć złoty środek i nie wprowadzić nikogo w zakłopotanie. Nie każdy był przecież zwarty i gotowy w każdym momencie swojego życia na to, by oddać się wątpliwej przyjemności zawracania komuś głowy. Zrobiła więc grunt, mając w pamięci słowa matki, która zawsze ceniła sobie więzy rodzinne, stawiając ponad wszelkie dobro poczucie przynależności do współdzielonej historią krwi.
Zdawała sobie świetnie sprawę z daru -bo nijak nie traktowała tego jak ujmę czy spaczenie- czasami skłaniając się do stwierdzenia, że wszak nawet na tym poziomie są skrajnościami. Delikatna, drobna i słodko naiwna Cressida stanowiła okaz życzliwości i zlęknięcia światem, który na każdym kroku podsyła krwiożerczych drapieżców. Vivienne paradowała zaś pełna dumy i odwagi, czujnym spojrzeniem odszukując słabości delikatnych, godnych ofiar struktur. Niekiedy przekraczała granice, czając się za rogiem na nieświadomie ćwierkającą kuzynkę. Niekiedy, bo były też dni jak ten, gdy, choć przyodziewała maskę skrywającą podupadające samopoczucie, nie zamierzała pociągać za sznurki. No może minimalnie.
Krótkie, szybkie kroki pozwoliły lawirować pomiędzy stolikami w stronę Cressidy, której błękitna suknia rzuciła się dość szybko w oczy. Nawet teraz, w słodkawych zapachach unoszących się w uroczym wnętrzu Wesołej Wdówki, musiały stanowić przeciwieństwo i tylko składniowie urody- rudość kosmyków włosów i piegi pokrywające jasną skórę stanowiły świadectwo wspólnych korzeni. Granat materiału otaczał szczupłe ciało, nadając zbyt okrągłym kształtom wrażenia idealnego dopasowania, gdy jaśniejsze ozdoby sukni skupiały się głównie na ramionach, optycznie wyrównując dysproporcję bioder i wątłego tułowia. Wszystko, cały obraz podążającej do kuzynki kobiety, był idealnym okazaniem dopasowanych do siebie elementów układanki. Wszystko, aby nadać eterycznej delikatności komuś z krwi i kości.
- Witaj, najmilsza! - Lekki uścisk, dwukrotne złączenie policzków w geście powitania, nim lady Bulstrode mogła zająć swoje miejsce. Uważała miejsce, nawet z wyjątkowo osobliwą właścicielką, za szczególnie urokliwe i gościła w nim nadzwyczaj często. Wszystko wydawało jej się tutaj pasować, począwszy od stolika na idealnej wysokości do oparcia nadgarstków o brzeg aż po najlepszej jakości herbatę. - Oczywiście, z przyjemnością napiję się herbaty. - W istocie, nie zwykła pić w tym lokalu czegokolwiek innego. Usta ułożyły się w delikatnym uśmiechu na pytanie kuzynki, której spojrzenie oddane na dłoń pozostawało niemalże przyzwyczajeniem. Zaręczyny były tematem powracającym wraz z każdymi każdym temperowanym pomysłem Vivienne, rozbrzmiewającym pośród niezbyt spokojnych komnat dworku- zdawać by się mogło, że każde odgrażanie się ślubem ze starym, znielubionym lordem bądź wypominanie, że nadal jest tylko damą miało na celu coś zgoła innego, niż uniżenie pieczołowicie budowanego ego. Przygotowywali ją- pełną werwy, oddaną swoim własnym, pokracznym ideałom i szczerze zafascynowaną tym, co odziedziczyła po idealnie dopasowanych do siebie rodzicach; przygotowali, że nie każdy będzie odnosił się z szacunkiem do zaczytywania w książkach, pewnych swoich wartości i skupionych na czymś więcej niż siedzeniu i rodzeniu dzieci kobietach. Naprzemiennie wypełniano ją dumą z tego, kim jest, jaka jest, czyim dzieckiem jest, pozwalając młodej lady nabierać wiatru w żagle, jakie usilnie próbowali teraz zerwać, mimo napiętego materiału spowodowanego sztormem myśli i pragnień.
- Wyśmienicie. Pan ojciec zatrudnił nowego ogrodnika, to istny wirtuoz! Czuj się zaproszona, droga kuzynko, do obejrzenia jego dzieła. - Rozpromienienie uśmiechu obrała w delikatne zatrzepotanie rzęsami. Cressida stanowiła delikatny pąk, wrażliwy na wszelkie zmiany pogodowe, dotknięcie palców czy chłodny podmuch przeciągu. Zawsze zdawała się delikatna, niewinna, słodka niczym lukier pokrywający ulubione, różane ciasteczka. Idealna do schrupania na codzienną przystawkę.
- Nadal jestem panną, opowiedz proszę, co u Ciebie? Na jakie sytuacje małżeńskie powinnam się przygotowywać? - Słodycz rozbawionego głosu roznosiła się w skondensowanym pomiędzy nimi powietrzu, nadając każdemu słowu wrażenia lekkości. W istocie, czy to umyślnie, czy całkowicie nieświadomie, zawsze pociągała ludzi na języki. Było to czymś na kształt reakcji obronnej, cichej ucieczki od pochodu myśli i szeptów, które wypływały spomiędzy jej warg i mogły czynić obiektem większych plotek. Przede wszystkim, nie lubiła mówić o sobie szczerej prawdy, wspominać o rodzinnej kłótni, braku zrozumienia, smutku matki czy niedoścignionym ideałom, jakie pragnął widzieć w niej ojciec. Hipokryzja gościła w niej tak głęboko, jak tylko głęboko znajdowało się poczucie, że ktoś może odwdzięczyć jej się pięknym za nadobne.


and just in time, in the right place

steadily emerging with grace

Vivienne Bulstrode
Zawód : Arystokratka
Wiek : 21 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
shuffling the cards of your game
and just in time
in the right place
suddenly I will play my ace

OPCM : 10
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 12
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Zwierzęcousty
skryta pośród szarości.
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8796-vivienne-l-bulstrode https://www.morsmordre.net/t8813-listy-do-vivienne#262276 https://www.morsmordre.net/t8811-it-s-all-lies-darling https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t8814-vivienne-bulstrode
Re: Wesoła Wdówka [odnośnik]22.09.20 12:21
Cressida lubiła pisać listy, ale zawsze zdawała sobie sprawę, że nie mogą one zastąpić spotkania twarzą w twarz. Z tego powodu, gdy wyjeżdżała do szkoły i następował okres dziesięciu miesięcy rozdzielenia od krewnych i znajomych uczących się w Hogwarcie, znajomości siłą rzeczy marniały, podtrzymywane jedynie słanymi co parę tygodni wiadomościami i wakacyjnymi spotkaniami. To było zbyt mało, by stworzyć prawdziwie silną więź. W dorosłości także często musiała uciekać się do listów, zwłaszcza w zeszłym roku, kiedy przez wzgląd na anomalie podróżowanie było utrudnione. Poza tym ciążyły na niej obowiązki żony i matki, więc nie mogła spotykać się z koleżankami codziennie – nawet gdyby jej introwertyczna natura była zdolna wytrzymać tak częste interakcje. Cressie miała jednak naturę samotniczki, ludzi lubiła tylko w rozsądnych ilościach, a gdy następował przesyt, szukała samotności i w ten sposób regenerowała siły. Po sabatach, wernisażach i innych tego typu okazjach zawsze potrzebowała kilku spokojnych dni na regenerację, spędzonych samotnie lub z wąskim gronem najbliższych.
A czasem, gdy to samotności było już zbyt dużo nawet jak dla niej, szukała towarzystwa, cieszyła się z każdego listu i propozycji spotkania. Dlatego też skusiła się na spotkanie z Vivienne, mając w pamięci łączące je więzy krwi. Rodzina była najważniejsza, tak zawsze powtarzał jej pan ojciec.
Dość mocno się jednak różniły. O ile Vivienne wydawała się perfekcyjnie skrojona do roli damy biegłej w grze pozorów, tak Cressida miała z tym poważny problem, była po prostu zbyt szczera i prostolinijna. Zawsze miła, dobra i unikająca zwad, nie robiąca nikomu na złość, nie tworząca fałszywych plotek, jak czyniły to niektóre damy, jakie spotykała na swej drodze w szkole i w dorosłości. Jeśli kogoś nie lubiła, wolała po prostu go unikać, spuszczać głowę i schodzić z drogi. Z charakteru była urodzonym materiałem na ofiarę. Delikatna, słaba, niczym mimoza niezdolna do przetrwania poza szklarnianym ogrodem, ale bardzo miłująca tradycje, pragnąca dopasować się do woli pana ojca. Na salonach przemykała ze spuszczoną głową, starając trzymać się w cieniu i być jak najmniej widoczną. Kompleksy nie pozwalały jej unieść dumnie podbródka i odważnie przeć przez życie, podcinały jej skrzydła i ograniczały.
Cressida jako jedyna w obrębie najbliższej rodziny była ruda i piegowata. Żadne z jej rodziców ani rodzeństwa nie przejawiało tych cech wyglądu, wszyscy wyglądali nienagannie szlachecko, tylko ona się wyłamywała, co potęgowało jej poczucie odstawania, bycia gorszą niż rodzeństwo. Jej ojciec i brat mieli ciemne włosy, bladą cerę i nienaganną postawę godną konserwatywnych lordów, matka i siostra były pięknymi lady, a tymczasem ona narodziła się ruda niczym wiewiórka, i Merlinowi mogła dziękować, że z wiekiem jej włosy ściemniały i stały się ciemnorude, niemal kasztanowe, nie kłując już w oczy intensywniejszym wybarwieniem, które na salonach budziło kontrowersje. Najprawdopodobniej odziedziczyła barwę pukli po babce ze strony matki, choć nie można było wykluczyć tego, że i we wcześniejszych korzeniach trafiła się jakaś ruda osoba. Tego nie wiedziała, znała jedynie tych krewnych, którzy jeszcze żyli kiedy pojawiła się na świecie. Tak czy inaczej musiała żyć z takim, a nie innym wyglądem, który wyróżniał ją z tłumu bladolicych dam o jasnych lub ciemnych włosach.
Przywitała się z kuzynką zadowolona z jej widoku, choć to, w jaki sposób Vivienne zawsze świetnie radziła sobie na salonach, trochę ją onieśmielało i budziło podszepty kompleksów. Była młodsza, zadebiutowała później, a jednak radziła sobie lepiej od niej.
Poprosiły o herbatę, która, z tego co pamiętała Cressie, była tu naprawdę dobra. Miejsce, pomijając przerażającą sylwetkę bezgłowej właścicielki, było przyjemne i ładne, odpowiednie dla dobrze urodzonych dam i nie narażające ich na ryzyko spotkania z plebsem. Ani z mężczyznami.
- Och, z przyjemnością je ujrzę – zapewniła. – Chętnie też przyjmę ciebie jako gościa w Ambleside, nasze ogrody także odzyskały dawną świetność i wciąż czarują mnóstwem kolorów. Do jesieni jeszcze trochę czasu, więc może zdążysz je obejrzeć? William pewnie także chętnie by cię spotkał.
Był początek sierpnia, mieli jeszcze przynajmniej kilka ładnych tygodni. A za dwadzieścia dni były urodziny Cressidy, już dwudzieste pierwsze. Vivienne była rok młodsza, miała jeszcze czas do zamążpójścia, pierwsze kontrowersje zaczynały się zwykle w okolicy dwudziestego trzeciego roku życia, a koło dwudziestego piątego na stałe przyklejała się łatka starej panny, ale i tak Cressie dziwiła się, że jeszcze nikt nie poprosił jej o rękę, podczas gdy ona była narzeczoną już w wieku osiemnastu lat. Ona, wybrakowana i niedoskonała Cressida, ta gorsza z córek Leandera Flinta. Kiedyś była pewna, że czeka ją staropanieństwo, ale los się do niej uśmiechnął, zsyłając przystojnego mężczyznę, mecenasa sztuki i prawdziwego salonowego lwa, któremu jej słabość i niedoskonałość nie były straszne, a może nawet to one go urzekły w połączeniu z jej malarskim talentem i duszą artystki.
- Twój pan ojciec nie wspominał jeszcze o żadnym kawalerze, któremu chciałby ofiarować twą rękę? Na sabatach nie pojawił się żaden młodzieniec zabiegający o twoje względy? – zapytała, ale nie z chęci poszukiwania sensacji i plotek (tego typu ciągotki były jej obce), a ze szczerej troski i ciekawości. W końcu w jej mniemaniu główną rolą kobiety było małżeństwo i macierzyństwo, nigdy nie rozumiała tych dam, które pragnęły unikać wypełnienia swojego obowiązku, bo w głowie im były nowomodne bzdury pokroju samorealizacji. Ją wychowano konserwatywnie, miała być żoną i matką, choć pan ojciec zadbał i o to, by posiadła niezbędne młodej Flintównie umiejętności i wiedzę, nie chciał, by była tylko słabą mimozą jak damy z typowo salonowych rodów, spędzające całe dnie wśród miękkich poduszek, ale choć wiedzę o roślinach i zwierzętach jej wpoił, tak nadmiaru słabości i miękkości nie udało mu się z niej wykorzenić. Na szczęście trafiła do salonowego, artystycznego rodu, gdzie jej wrażliwość i delikatność nie stanowiły problemu (bo u takich Averych czy Rowle'ów byłoby jej z pewnością dużo trudniej), ale i tak bardzo tęskniła za panieńskim rodem. W jakiś pokręcony, niezdrowy sposób brakowało jej też obecności pana ojca, jego wymagań, a nawet bycia przez niego deprecjonowaną. To, że mąż próbował przydać jej wartości i wyrobić w niej zdrową samoocenę, było dla niej dziwne, skoro ona przywykła do zawoalowanego umniejszania jej wartości, porównywania do rodzeństwa i do tego, by całe życie próbować zadowolić pana ojca i zasłużyć na jakikolwiek komplement z jego ust, ale jako ta trzecia rzadko je słyszała, zwykle były zarezerwowane dla jej brata, czasem dla jej starszej siostry, ale najrzadziej dla Cressidy.
- U mnie w porządku, dziękuję. Rzadko opuszczam dwór, nie licząc regularnych wizyt u rodziny, ale spędzam dużo czasu z dziećmi, więc z pewnością nie mogę narzekać na nudę. Bliźnięta mają już prawie półtora roku, rosną jak na drożdżach. – Cressie była dumna i szczęśliwa, patrząc na swoje latorośle. Życzyła takiego szczęścia każdej ze swoich kuzynek, przyjaciółek i koleżanek. – I o jakie… sytuacje małżeńskie ci chodzi? – dopytała, nie wiedząc co konkretnie Vivienne ma na myśli.
Gdy podano im herbatę, Cressie zacisnęła drobne paluszki na uszku filiżanki i ostrożnie uniosła ją do ust.


Wszyscy chcą rozumieć malarstwoDlaczego nie próbują zrozumieć śpiewu ptaków?

Cressida Fawley
Zawód : Arystokratka, malarka
Wiek : 21/22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
To właśnie jest wspaniałe w malarstwie:
można przywołać coś, co się utraciło i zachować to na zawsze.
OPCM : 10
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 16
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Zwierzęcousty

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5557-cressida-fawley-flint https://www.morsmordre.net/t5573-piorko https://www.morsmordre.net/t5571-ptak-w-zlotej-klatce#130038 https://www.morsmordre.net/f117-cumberland-ambleside-dwor-fawleyow https://www.morsmordre.net/t5581-skrytka-bankowa-nr-1374 https://www.morsmordre.net/t5580-cressida-fawley
Re: Wesoła Wdówka [odnośnik]02.12.20 11:19
Pewność siebie przysłaniała jej możliwość kompleksów, nawet jeśli nie stanowiła figury woskowej perfekcyjnej damy. Rudawe kosmyki, pojedyncze piegi, dar, który daleki był przykładnemu prototypowi idealnej damy. Vivienne uważała, że to czyni ją lepszą- ciekawszą, bardziej otwartą, mającą szersze możliwości, bo gdy do głosu dochodzi pani matka, wszystkie nietypowości tłumaczone są niebywałą urodą i intelektem. Takie miały być dzieci Bulstrode’ów; piękne i inteligentne, zaś to czy takie były, zaczynało się w głowie.
Kobieta jest tym piękniejsza, im piękniej widzi sama siebie.
- Ambleside zawsze jest piękne, jesteś szczęściarą, będąc panią takiej posiadłości. - W istocie, zamążpójście Cressidy było istnym ratunkiem drobnej ptaszyny, która potrzebowała stabilności i silnego, męskiego ramienia do utrzymania ciężaru jej obaw. Były całkowitymi przeciwieństwami, Vivienne zdawała się stanowić nie tylko ciężar, ale i butnością w całym swoim obyciu mogłaby przyszłego męża wkopać żywcem w ziemię. Lord Bulstrode musiał zdawać sobie z tego sprawę, wszak córka była jego małą księżniczką; ofiarowywał jej wszystko i przymykał oko na najmniejsze nawet uboczności w zachowaniu damy. Nawet bowiem, gdyby chciał na to zwrócić uwagę, pani matka wskazywała na większą swobodę zachowania córki; na to, że ponad podziałami na płeć, wszyscy są ludźmi i wszyscy powinni być identycznie traktowani.
Czyż nie miała racji? Czyż nauka nie wskazuje jasno, że ponad wszystko, jesteśmy ludźmi i zasługujemy na ludzkie, godne traktowanie? Kiedyś, wiele lat wcześniej, ojciec obiecał słodko-dziecięco zarumienionej Vivi męża, który zamiast łańcucha na dłoniach, zawiąże jej piękną bransoletkę przyzwolenia. Miała trafić na mniejsze zło, może nieukochane; może nie najszlachetniejszego lorda, ale takiego, który pozwoli jej rozwinąć skrzydła, a rodzinie młodej damy zapewni należyty sojusz.
Mogła w to wierzyć, patrząc na delikatny, piękny uśmiech Cressidy. Mogła, ale czy wierzyła?
- Ojciec czeka na jak najlepszego kandydata, wszak jestem jego jedyną córką. - I wie doskonale, że ledwie kilka miesięcy temu stała się na tyle dojrzała emocjonalnie, by udźwignąć ciężar przymusu, bo nawet najpiękniejsze małżeństwo właśnie nim będzie, gdy chce się więcej, niż pozwalają na to czasy i urodzenie.
- Musisz je kiedyś przywieźć do nas! Moja szanowna matka niedawno wspominała o bliźniakach, jak z przyjemnością zobaczyłaby te słodkie twarzyczki. - Uśmiech delikatnie zadrżał, zdradzając ogrom pozytywnych emocji skrytych w myślach młodej damy. Lubiła dzieci, nawet jeśli nie miała przyjemności nigdy się nimi zajmować, a co tu dopiero mówić o bliskości, to sama obserwacja latorośli biegających po rodzimych ogrodach, gdy jacyś znakomici goście przybywali na ich dwór, była przyjemnością. Dzieciom daleko było do konwenansów, ograniczeń, natury zła. Były takimi nieskazitelnymi, jeszcze niezgniłymi istotami. W przeciwieństwie do większości dorosłych, w tym również samej panienki Bulstrode.
- Ja... - W takim nietakcie pragnęła jedynie grać niepewną, słodką Vivienne, która nie miała nic złego na myśli. Troska, panno Bulstrode, troskę graj. - Chciałbym tylko wiedzieć, czy dalej jesteś tak szczęśliwa u boku męża. Pomimo okresu, który minął. - Chciałaby też poznać każdy szczegół ich życia, porażki i zwycięstwa, którym daleko do ujrzenia światła dziennego. Tylko głupiec w zdobywaniu informacji patrzyłby na więzy krwi; nawet pani matka wskazywała, że najciemniej pod latarnią i by naprawdę wiedzieć co dzieje się w ich świecie, trzeba poznać najbliższy sobie teren.


and just in time, in the right place

steadily emerging with grace

Vivienne Bulstrode
Zawód : Arystokratka
Wiek : 21 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
shuffling the cards of your game
and just in time
in the right place
suddenly I will play my ace

OPCM : 10
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 12
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Zwierzęcousty
skryta pośród szarości.
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8796-vivienne-l-bulstrode https://www.morsmordre.net/t8813-listy-do-vivienne#262276 https://www.morsmordre.net/t8811-it-s-all-lies-darling https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t8814-vivienne-bulstrode
Re: Wesoła Wdówka [odnośnik]04.12.20 0:26
Cressida była bardzo niepewna siebie i swojej wartości. W świecie, gdzie większość dam była pewna siebie, pyszna i wręcz arogancka, jej postawa był zapewne rzadkością. Choć pozornie ją i kuzynkę łączyły pewne subtelne podobieństwa w wyglądzie, było widać, że ukształtowały je inne rody. Cressida wyrosła jako lady Flint, a Vivienne jako lady Bulstrode. Konserwatywni, leśni Flintowie nie byli mistrzami subtelnie tkanych salonowych intryg, i choć nie można im było odmówić intelektu, woleli zajmować się swoimi sprawami niż interesować cudzymi.
Nigdy nie była dla swojego ojca małą księżniczką. Od chwili narodzin była rozczarowaniem. Nie synem, a kolejną córką, mniejszą i słabszą od wcześniejszej dwójki dzieci, w dodatku rudowłosą. Nigdy nie była rozpieszczana, bo Leander Flint nie chciał uczynić ze swych córek rozpieszczonych księżniczek, były wychowywane konserwatywnie jako materiał na przyszłe żony, choć niewątpliwie to starsza siostra Cressidy była tą bardziej zauważaną i częściej słyszącą pochwały. Jeśli chodzi o Cressidę, ojciec nie wybaczał jej tyle co jej siostrze, łatwiej irytował się artystyczną naturą, nadmiernym wydelikaceniem i dziwactwami pokroju rozmawiania z ptactwem, i wiele od niej wymagał. Może taka już była jego natura, że nie potrafił okazywać miłości, nie przytulał i nie mówił o swoich uczuciach. Był surowy i powściągliwy, więc mała Cressie szukała ciepła i troski na kolanach matki, ale to miłości i akceptacji ojca pragnęła najbardziej. Może dlatego, że tę matczyną otrzymywała w dużej obfitości, a o tę ojcowską zawsze musiała walczyć?
W jej przypadku ojciec obawiał się z pewnością, że lepszy kandydat do ręki tak niedoskonałego dziewczęcia i tak się nie pojawi. Zgodził się oddać ją Williamowi Fawleyowi, który sam z własnej nieprzymuszonej woli poprosił go o jej rękę i w dodatku był już ustatkowanym mężczyzną pamiętającym o właściwych wartościach. Dlatego, o dziwo, wyszła za mąż wcześniej niż jej starsza i lepsza siostra, mimo że kandydatów do ręki jej siostry nigdy nie brakowało. Po rękę Cressidy przyszedł tylko jeden (przynajmniej o jednym wiedziała) i on ją dostał. Cressida miała szczęście, że trafiła w ręce kogoś, kto dobrze ją traktował, poza tym Fawleyowie jako artystyczne dusze mieli większe przyzwolenie na delikatność i wrażliwość, i te przywary Cressidy wcale nie odstawały tak mocno od ducha jej nowego rodu. Te cechy, drażniące pana ojca, przez jej męża były mile widziane.
- Tak, jest przepiękne – przytaknęła. – Choć sentyment do rodzinnych stron i tak zawsze we mnie pozostanie i zawsze z radością będę odwiedzać moich bliskich. – Spędziła całe dzieciństwo w Charnwood, i miała ogromny sentyment do ziem Flintów, w końcu to tam rozpoczęła swoje życie i to tam wciąż żyli jej najbliżsi. Czasem tęskniła za byciem Flintówną, za czasami beztroskiego dzieciństwa i lat nastoletnich, ale kto nie tęsknił?
- Na pewno pojawi się mnóstwo kandydatów do twojej ręki, i twego pana ojca czeka trudny wybór – pokiwała głową, czując w głębi duszy lekkie uczucie zazdrości. Ale cóż, może nie powinna się już tym martwić, w końcu udało jej się wyjść za mąż i widmo staropanieństwa, którego bała się w momencie schyłku swej edukacji, zostało zażegnane. – Ale chętnie kiedyś pojawię się na twoim ślubie, by patrzeć na ten najpiękniejszy dzień w życiu kobiety. Żałuję że ciebie nie mogło być na moim, bo znajdowałaś się jeszcze w Hogwarcie, może powinniśmy byli urządzić go miesiąc później? W każdym razie czekam z niecierpliwością na twój wielki dzień – zastanowiła się. Jej ślub odbył się pod koniec maja 1955 roku, kiedy jej młodsze kuzynostwo znajdowało się jeszcze w szkole, a więc na uroczystości zabrakło uczących się krewnych jej i Williama. – I chętnie kiedyś odwiedzę was wraz z dziećmi. Myślę, że i im dobrze zrobi poznanie nowych miejsc i ludzi. Do tej pory bywały w gościnie jedynie u Flintów. – Nie miała jeszcze okazji zabierać bliźniąt nigdzie indziej niż do swojej rodziny. Całym ich światem było Ambleside i okazjonalnie Charnwood. Były jeszcze małe, ale za parę lat powinien zacząć się czas zapoznawania rówieśników z innych rodów, a Bulstrode’owie byli przyjaciółmi Fawleyów. Bliźnięta powinny więc poznać dzieci rodu Bulstrode. Od najmniejszych lat musiały poznawać wagę odpowiednich znajomości oraz relacji między rodami. A jako że miały w przyszłości uczyć się w Beauxbatons, musiała zawczasu zadbać o to, by miały przyjaciół i żeby nie wkraczały na salony osamotnione tak jak ona.
- Jestem szczęśliwa – potwierdziła. W relacji Cressidy i Williama trudno byłoby dopatrzeć się kontrowersji czy zgnilizny, byli przykładnym małżeństwem, w dodatku tym rzadkim przypadkiem, kiedy w aranżowanym związku pojawiło się uczucie. Cressida była wzorową żoną, ozdobą swego męża i matką jego dzieci. – Spotkało mnie wiele dobrego ze strony mego małżonka. William dba o mnie i troszczy się, żeby niczego nie brakowało ani mnie, ani naszym dzieciom. Życzę ci, aby twój mąż był wobec ciebie równie dobry.
Wiele kobiet mogło tak mówić choćby po to, by ukryć prawdziwe, dalekie od ideału relacje małżeńskie, ale Cressida nie musiała kłamać. Nie zdawała sobie jednak sprawy, że intencje jej kuzynki nie były do końca szczere, że poszukiwała sensacji nawet w jej życiu.


Wszyscy chcą rozumieć malarstwoDlaczego nie próbują zrozumieć śpiewu ptaków?

Cressida Fawley
Zawód : Arystokratka, malarka
Wiek : 21/22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
To właśnie jest wspaniałe w malarstwie:
można przywołać coś, co się utraciło i zachować to na zawsze.
OPCM : 10
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 16
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Zwierzęcousty

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5557-cressida-fawley-flint https://www.morsmordre.net/t5573-piorko https://www.morsmordre.net/t5571-ptak-w-zlotej-klatce#130038 https://www.morsmordre.net/f117-cumberland-ambleside-dwor-fawleyow https://www.morsmordre.net/t5581-skrytka-bankowa-nr-1374 https://www.morsmordre.net/t5580-cressida-fawley
Re: Wesoła Wdówka [odnośnik]19.01.21 14:23
Porównując swoją przeszłość - i teraźniejszość - oraz Cressidy, zawsze zdawała sobie sprawę z tego, jak ogromne szczęście spłynęło na nią przez zwykłe, prozaiczne zrządzenie losu. Przez fakt bycia jedyną córką ojca, do tego mężczyzny, któremu trafiła się panna Flint z wystarczająco ostrym charakterem aby go utemperować przed przybyciem córki na świat.
Przez to, że czekał na nią wystarczająco długo, by czcić moment pojawienia się jedynego towaru obrotowego, a prócz tego krwi z jego krwi. Ambicji z jego ambicji, które sam przelawszy, uczynił jej największym wrogiem.
- Och, kochana, mam nadzieję, że pojawi się wśród nich choć jeden, który będzie i mi odpowiadał. - Zaś o to ciężko. Ciężko, gdy mniemanie o samej sobie przerasta drobne ciało, zaś pewność siebie sięga daleko poza granice rozsądnego umiaru. Jedynym kandydatem, którego ona w pełni mogłaby zaakceptować, były mężczyzna, którego wady przyćmione zostałyby przez różowe okulary.
W istocie, na razie wydaje się to irracjonalne i niewykonalne, gdy pantofelki wystukują rytm na marmurowej posadce, a serce upatruje w innych twarzach tylko puste nazwiska.
Nic nieznaczące miejsca w polityce, możliwe do przestawienia.
Możliwe do zbicia.
- Moja matka była zachwycona Waszym ślubem, do tego stopnia, że nadal ubolewam za brakiem możliwości obecności... ale kiedyś odrobimy to na moim. - Łyk herbaty przegonił ciążące w gardle poczucie, że wcale nie musi być tak kolorowo. Wśród kuzynek nie uchodziła - nie miała, nie chciała i nie powinna - za piękność, zaś samo zgrywanie idealnej damy mogło tworzyć ją miałką i nudną. Jeśli ktokolwiek miał ją cenić za coś więcej niż rodzenie dzieci, musiał poznać jej prawdziwą twarz, iście nie arystokratyczną.
Taką, której nie wypada nosić kobiecie. Zbyt władczą i ambitną; zbyt kąśliwą i stąpającą po ziemi z tak ogromną siłą, że niemalże grunt trząsł się wraz z wrzącymi w krwi emocjami. Wychowaną na kształt ojca, któremu - no któż by się spodziewał - daleko do idealnej lady. Cressida musiała sobie z tego doskonale zdawać sprawę, podobnie jak z oczywistości, która teraz plasowała się przed nimi.
Lepiej być katem niż ofiarą. Lepiej być kotem niż ptakiem. Drapieżnikiem niż roślinożercą.
- Życzę, by kiedyś każdy mógł być z osobą, którą obdarzy uczuciem. - Większym niż pocałunek w usta po spełnionej powinności małżeńskiej; kupienie diamentów czy chodzenie dumnie pod rękę. Gdzieś w tym wszystkim krył się idealizm i poczucie, że nawet jeśli akceptowała idealny ład swoje świata, to chciała z niego wyciągnąć więcej. Odnaleźć własną utopię pośród stert szkiców i niewypowiedzianych słów. Idei, które nie ukażą się światu zewnętrznemu.
Lekki uśmiech, kolejne krople herbaty łagodzące mierzwiące poczucie niemocy skryte w dole unoszącej się klatki. Kolejne krople, które zażegnały niepewności skrytej w wizjach przyszłości.


and just in time, in the right place

steadily emerging with grace

Vivienne Bulstrode
Zawód : Arystokratka
Wiek : 21 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
shuffling the cards of your game
and just in time
in the right place
suddenly I will play my ace

OPCM : 10
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 12
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Zwierzęcousty
skryta pośród szarości.
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8796-vivienne-l-bulstrode https://www.morsmordre.net/t8813-listy-do-vivienne#262276 https://www.morsmordre.net/t8811-it-s-all-lies-darling https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t8814-vivienne-bulstrode
Re: Wesoła Wdówka [odnośnik]19.01.21 15:40
Cressida nie miała tego szczęścia, była tą drugą córką, tą, której pojawienie się nie było już witane z takim entuzjazmem jak narodziny pierworodnego syna, czy jej starszej siostry. Po prostu była, pan ojciec zapewnił jej odpowiednie wychowanie i warunki, nigdy niczego jej nie brakowało poza jednym – jego wyraźną, zauważalną aprobatą i okazywaniem ojcowskiej miłości. Ale Leander Flint nie potrafił okazywać uczuć w taki otwarty sposób, był człowiekiem konserwatywnym, chłodnym i zamkniętym, iście kobiecy sentymentalizm był mu obcy.
Matka Vivienne zapewne była dość nietypową Flintówną, na ogół kobiety z tego rodu nie należały do silnych jednostek, ale oczywiście zdarzały się wyjątki, choć Cressie do nich nie należała. Ona od początku swojego życia była słaba i nadwrażliwa, bardzo podatna na wychowanie i łatwo dopasowująca się do oczekiwań, płynąca zawsze z prądem, nigdy pod prąd. Flintówny z reguły były wychowywane tradycyjnie na przyszłe żony i matki, nie inaczej było z nią i jej siostrą.
- Pozostaje nam w to wierzyć. Wśród tych wszystkich zadufanych w sobie i aroganckich mężczyzn można znaleźć i tych dobrych. Jeszcze możesz takiego poznać – zapewniła, sama bowiem na takiego dobrego trafiła. Ci zbyt zadufani i aroganccy i tak ją omijali jako nieciekawą szarą myszkę, zbyt nudną nawet do tego, by chcieć dłużej pobawić się jej kosztem, choć na salonach kilkukrotnie zdarzyły się sytuacje, kiedy próbowano wykorzystać jej naiwność, łagodność i niskie poczucie własnej wartości dla prymitywnej samczej rozrywki. Taka właśnie była, co nie znaczyło jeszcze, że nie skrywała w sobie zalet. Każdy, kto zadał sobie trud, by lepiej ją poznać, mógł odkryć, że pod fasadą uległej, wiernej zasadom rodu damy kryła się wrażliwa artystyczna dusza i w gruncie rzeczy dość bystra osóbka o horyzontach wykraczających poza płytkie, miałkie rozmowy o sukienkach i przyjęciach. Choć zdawała sobie też sprawę z tego, że jej wiedza o roślinach i zwierzętach mogła niektóre damy gorszyć, więc na salonach nie chwaliła się zbytnio tym, ile wie, częściej decydując się na pogawędki o sztuce.
- I ja ubolewam nad brakiem twojej obecności, ale termin ślubu nie był zależny ode mnie, wybrały go rody, uznając końcówkę maja za dobry czas. Wierzę jednak, że kiedy nadejdzie dzień twojego ślubu, dane mi będzie go zobaczyć i przeżywać wraz z tobą – wyraziła swoją nadzieję. Jej ślub był za nimi, ale ten Vivienne dopiero miał się kiedyś odbyć. Cressie zawsze starała się pamiętać o rodzinnych uroczystościach i pojawiać się tam, gdzie wypadało.
Zdawała sobie sprawę z pewnych różnic pomiędzy nią a kuzynką. Ponieważ Cressida nie była kotem, a ptakiem. Delikatną, drobną ptaszyną zamkniętą w klatce o złotych prętach, i tylko ta klatka chroniła ją przed czającymi się na zewnątrz drapieżnikami, dlatego nawet nie próbowała jej opuszczać i smakować życia poza nią; to jawiło jej się jako niebezpieczne.
I z tych właśnie powodów nie mogła ufać Vivienne w stu procentach, tak jak i żaden ptak nie ufał w pełni nawet najbardziej oswojonemu kotu. Były rodziną, gdyby nie to najpewniej ich ścieżki w ogóle by się nie przecinały, ale nie zapominała też o tym, że Vivienne dorastała w duchu rodu Bulstrode, który różnił się od ducha leśnych, oderwanych od spraw wielkiej polityki Flintów. Vivienne była osobą wielkich ambicji, podczas gdy Cressida cieszyła się tym, co ma i nie pragnęła niczego więcej. Może poza jednym – uznaniem i miłością ze strony ojca.
W słowach Vivienne można było dopatrzeć się pewnej postępowej nutki budzącej w serduszku Cressie popłoch, kiedy kilka razy odtworzyła w myślach słowa lady Bulstrode, choć oczywiście pragnęła wierzyć, że miała na myśli jedynie odpowiednie związki. Na wszelki wypadek uzupełniła, żeby się upewnić.
- O ile, oczywiście, ta osoba będzie odpowiedniego pochodzenia i taki związek będzie możliwy – dodała do jej słów, bowiem w ich świecie bycie z osobą, którą darzyło się uczuciem nie było tak oczywiste, ta osoba musiała jeszcze pochodzić z odpowiednich sfer, by związek mógł być możliwy bez dokonania straszliwego aktu zdrady własnego rodu. Bo przecież nie każde uczucie było godne. Niektórych ludzi nie wolno im było kochać, więc najszczęśliwiej było pokochać kogoś, z kim można było być. Tylko związek podtrzymujący tradycje był jedynym słusznym, w ich świecie to nie miłość była najważniejsza, a dbałość o ciągłość rodu. Dla Cressidy zdrada rodziny była czymś absolutnie nagannym i gorszącym, godnym najwyższego potępienia. Nie potrafiła tego zrozumieć. Kiedy była w szkole nigdy nawet nie splamiła się niegodną myślą o miłostkach z kimś niższego statusu. Ignorowała młodzieńców nieszlachetnej krwi, nie pozwalała swemu serduszku na żadne namiętności, wiedziała bowiem, że dla zachowania więzi z rodem będzie musiała wstąpić w aranżowany związek z kimś tego samego statusu społecznego. A ród był dla nastoletniej Cressidy wartością najwyższą i nic nie przerażało jej wówczas równie mocno jak strach przed rozczarowaniem pana ojca. Zawsze wpajano jej też, że zdrada rodziny jest zła, że osoba dokonująca zdrady staje się dla rodziny martwa, i jeśli wśród Flintów jacyś zdrajcy byli w poprzednich pokoleniach, jej rodzice podczas uczenia jej genealogii pomijali ich istnienie, o osobach wypalonych z rodowego drzewa nigdy się nie rozmawiało, chyba że w kontekście przestrogi dla młodego pokolenia. Sama jednak miała okazję w swoim życiu poznać osobę, która wydawała się materiałem na obiecującą znajomość, a później okazała się zdrajczynią, i musiała tę osobę uznać za martwą, nie wolno jej było nigdy poszukiwać okazji do spotkania z nią. Gdyby tylko wiedziała, że Vivienne utrzymuje tak naganną i niemoralną relację, z pewnością byłaby bardzo zgorszona, ale na szczęście nie wiedziała i raczej się nie dowie, więc nie miała pojęcia, że w jej kuzynce kryła się tak buntownicza nuta i nie podejrzewała jej o to, wierząc w fasadę idealnej młodej lady.
Z uśmiechem napiła się herbatki.
- Nasz świat jest pełen różnych zasad, wierzę jednak, że one wszystkie istnieją dla naszego dobra i chronią nas przed złem świata. Poza tym czy jest coś piękniejszego niż możliwość spełnienia obowiązku wobec rodu, uszczęśliwienia swoich rodziców? Piękniejsze od tego były dla mnie chyba tylko narodziny dzieci.
Nie było w jej życiu niczego wspanialszego niż fakt stania się matką i życzyła tego szczęścia każdej kobiecie. Zwłaszcza, że nic innego nie cementowało małżeństwa równie dobrze jak dzieci.


Wszyscy chcą rozumieć malarstwoDlaczego nie próbują zrozumieć śpiewu ptaków?

Cressida Fawley
Zawód : Arystokratka, malarka
Wiek : 21/22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
To właśnie jest wspaniałe w malarstwie:
można przywołać coś, co się utraciło i zachować to na zawsze.
OPCM : 10
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 16
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Zwierzęcousty

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5557-cressida-fawley-flint https://www.morsmordre.net/t5573-piorko https://www.morsmordre.net/t5571-ptak-w-zlotej-klatce#130038 https://www.morsmordre.net/f117-cumberland-ambleside-dwor-fawleyow https://www.morsmordre.net/t5581-skrytka-bankowa-nr-1374 https://www.morsmordre.net/t5580-cressida-fawley
Re: Wesoła Wdówka [odnośnik]21.01.21 23:41
Matka Vivienne mogła wyfrunąć. Było w tym podobno coś pięknego, gdy jako ledwie dwudziestolatka trafiła do całkowicie nieznanych sobie ludzi, przyjmując stopniowo miejsce w należytej hierarchii. Była swojego rodzaju wzorem, przypominała córce o wartości, którą świat chciał zabrać, a która kryła się wszak w każdym człowieku.
To samo przekazała córce; coś więcej niż bycie dobrą córką i żoną, bo wszak jak osoba do cna nudna mogłaby kogokolwiek zadowolić czymś więcej niż cielesnymi zbliżeniami, które przecież również muszą się kiedyś nudzić. Zaszczepiła pośród murów Gerrards Cross nutkę autentycznego poczucia odrębności- leżącej dalej niż w panieńskim nazwisku czy wychowaniu.
Słowa kuzynki uzmysłowiły Vivienne o jej własnej wypowiedzi, która zakrawała najwidoczniej o grząski grunt nieprzemyślenia. Usta zbiły się w lekką kreskę, zaś sama kobieta przytaknęła z zapałem, chwilę później oddając w tan swoją własną, nasyconą prawdziwością wypowiedź.
- Oczywiście, Cressido. Ale Ty miałaś niebywałe szczęście poznając swojego męża, mam więc nadzieję, że takie sytuacje będą się przydarzać częściej. - Choć, z pewnością nie jej. Nie była osobą, która porzuciłaby rodzinę na rzecz złudnych, chwilowych miłostek. Tym bardziej, że w jej życiu tylko jedna - choć z czasem dwie - miłości były pewne: do dzieci i do siebie samej. Kochała samą siebie taką jaką była, gdzie była i kim. Karmiła się tym wszystkim co było wokół; przepychem i bogactwem; władzą i znaczeniem.
Znaczenie kryło się jednak w czymś więcej, niż rodzeniu dzieci i byciem przykładną lady. W przypadku Vivienne, jej asem w rękawie były informacje. Ułuda, kłamstwa, prawdy, półprawdy i haczyki na innych. Być może słodka i niewinna Cressida nie mogła zdawać sobie sprawy z tego, że niekiedy sięgnięcie dalej - zdecydowanie dalej niż sięgał bezpieczny grunt wychowania - ma za sobą większe korzyści dla rodziny niżeli siedzenie w cieniu wielkich i większych.
Przede wszystkim, miało znaczenie dla jej samej. Poczucia godności, które wyrastało z przymałych trzewików ograniczeń, jakie głównie narzucał jej świat. Utwierdzenia się w ideałach, na które ten świat mógł nie być jeszcze gotowy, bo wszak grunt pod zmiany trzeba pieczołowicie przygotowywać. Nie da się zmienić wszystkiego od tak, za pstryknięciem palca. Nawet idealistka Vivienne, w tej swojej niezrozumiałej wizji utopii, musiała się z tym pogodzić i robić jednie małe kroczki.
Ale ze wszystkiego na świecie, nie chciała, by kiedyś o niej zapomniano. By była popiołem, którym stać się miał każdy Bulstrode. Chciała błyszczeć i odradzać się jak feniks- przekonana w swojej własnej wartości, przekonana o swoich możliwościach.
Zbyt dumna, by przyznać się do stąpania po kruchym lodzie.
- Najpiękniejszym w tym wszystkim, kochana, jest to, by uszczęśliwić samą siebie. I trzeba tylko pieczołowicie się starać, by nasze szczęście było także szczęściem rodziny. - Nie była to innowatorska myśl. Nie wykraczała nurtem poza znany grunt wychowania arystokratycznej damy.
To po prostu była najczystsza klasa samolubstwa.


and just in time, in the right place

steadily emerging with grace

Vivienne Bulstrode
Zawód : Arystokratka
Wiek : 21 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
shuffling the cards of your game
and just in time
in the right place
suddenly I will play my ace

OPCM : 10
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 12
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Zwierzęcousty
skryta pośród szarości.
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8796-vivienne-l-bulstrode https://www.morsmordre.net/t8813-listy-do-vivienne#262276 https://www.morsmordre.net/t8811-it-s-all-lies-darling https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t8814-vivienne-bulstrode
Re: Wesoła Wdówka [odnośnik]23.01.21 2:00
Cressida trafiła do obcej rodziny mając ledwie dziewiętnaście lat, nawet niecałe. Była młodziutkim dziewczęciem, które dopiero co przestało być dzieckiem, a już musiało wejść w rolę żony. William upatrzył ją sobie, nieśmiałą i delikatną ptaszynę o artystycznej duszy, i doprowadził do tego, by stała się jego żoną, zapragnął jej i ją dostał, a Cressie, chcąc nie chcąc, musiała się zgodzić, skoro jej pan ojciec mimo początkowego sceptycyzmu zaaprobował Williama. Możliwe że bał się tego, że nie pojawi się więcej kandydatów do ręki tej gorszej z córek i że lepiej oddać ją Fawleyowi niż znosić hańbę jej staropanieństwa. I Cressida się tego bała, dlatego nie przeszło jej przez myśl odrzucenie zaręczyn. Bała się, że nikt więcej się nie pojawi, a wizja staropanieństwa i bezdzietności jawiła jej się jako straszliwa.
Tylko najbardziej wadliwe, niedoskonałe damy zostawały starymi pannami. Kobiety mające defekt w postaci czy to braku urody, czy talentów, lub niekiedy zbyt zbuntowane, zapominające o tym, gdzie ich miejsce i tym samym odpychające mężczyzn.
Ale wierzyła, że Vivienne nie czekał taki los. Była atrakcyjną i utalentowaną młodą damą z dobrego domu, która nie powinna narzekać na brak adoratorów. Cressida miała tylko jednego, ale tak zawziętego, że doprowadził do zaręczyn i ślubu, co w głębi jej zakompleksionego serduszka bardzo jej schlebiało.
- Tak, to było po prostu wielkie szczęście – przytaknęła z ulgą. – Ale i dowód na to, że aranżowane małżeństwa nie muszą nieść ze sobą negatywnych uczuć, nie muszą być tylko przykrym obowiązkiem i koniecznym złem. – W jej otoczeniu większość małżeństw było aranżowanych. Nie inaczej było z jej rodzicami, choć w obecnych czasach Leander Flint już z pewnością nie poślubiłby Ollivanderówny. Ale do zaaranżowania ich związku doszło wiele lat temu, w czasach, kiedy pomiędzy rodami Skorowidzu panowała harmonia i nikt nawet nie śnił, że pewnego dnia wyrośnie między nimi przepaść. Jej matka z bólem odsunęła się od błądzącego panieńskiego rodu, skupiając na sprawach Flintów.
I Cressida lubiła to wygodne, dostatnie życie, choć rodzina była najważniejsza, i utrata więzi z bliskimi przerażałaby ją jeszcze bardziej niż utrata bogactw. Choć i te były ważne, w końcu pragnęła, by jej dzieci dorastały w jak najlepszych warunkach i żeby niczego im nie brakowało. Nigdy nie zdecydowałaby się na zdradę, bo zbyt mocno kochała swych rodziców i rodzeństwo. A teraz, kiedy miała męża i dzieci, jeszcze silniej była osadzona w tym szlacheckim świecie, w swojej złotej klatce.
Była zbyt niewinna i prostolinijna, by postrzegać świat w taki sposób jak Vivienne. Intrygi były jej całkowicie obce, nigdy przeciwko nikomu nie knuła, nie szukała na nikogo haczyków. Bezpiecznie siedziała w cieniu, znając swoje miejsce i pilnując swojego nosa. Była też wyjątkowo beznadziejną kłamczuchą, a jej poczucie własnej wartości i wiara we własne siły były niezdrowo niskie. Może po prostu była zbyt dobrą osobą jak na salonową grę pozorów.
- Uszczęśliwiając rodzinę sama jestem szczęśliwa – powiedziała, nieco bezwiednie bawiąc się brzegiem rękawa sukni. – Ich szczęście jest i moim szczęściem, a macierzyństwo jest spełnieniem. Szczęściem jest też to, że nawet po ślubie wciąż mogę robić to, co kocham, a mąż wręcz wspiera mnie w rozwijaniu swoich pasji. To ważne żeby mieć pasję, także po ślubie. Nie wypada nam pracować tak, jak czynią to kobiety z gminu, za to mamy całe mnóstwo czasu na oddawanie się przyjemnym hobby.
Niektórzy mężowie tłamsili żony, negowali ich pasje, ale nie William. On bardzo dbał o to, żeby Cressida malowała, nie stał też na drodze jej pasjom wyniesionym z rodzinnego domu. Wciąż mogła interesować się roślinami i zwierzętami, rozmawiać z ptakami i wybierać się na konne przejażdżki.
Uśmiechnęła się, a następnie kontynuowały swoją pogawędkę przy herbatce. Cressida bardzo rzadko bywała w ostatnich miesiącach w Londynie, miasto od pewnego czasu miało w sobie coś niepokojącego, ale dziś prawie o tym nie myślała, skupiając się na towarzyskim spotkaniu i nadrabianiu zaległości. W końcu pewien czas nie widywała się z Vivienne. Mimo pokrewieństwa nie były sobie tak bliskie, jak mogłyby być, gdyby dane im było uczyć się razem, ale dorosłość oferowała możliwość zacieśnienia relacji. Musiała jednak pamiętać o tym, z jakiego rodu wywodziła się Vivienne i że musiała uważać na to, by nie dać się wplątać w żadną misternie tkaną intrygę. Nie mogła powiedzieć Vivienne o absolutnie wszystkim, i może to hamowało ją przed pełnią zaufania nawet bardziej niż fakt, że nauka w różnych szkołach oddzieliła je od siebie na lata. Ale kto wie, co przyniesie przyszłość?
Po zakończonym spotkaniu rozstały się i każda wróciła do swoich zajęć. Cressie, korzystając z tego, że była w Londynie, postanowiła odwiedzić jeszcze ogród magizoologiczny i znajdującą się tam ptaszarnię, gdzie od dłuższego czasu nie była i zdążyła się stęsknić. A nie wiadomo było, kiedy znów przyjdzie jej znaleźć się w mieście.

| zt. dla Cressie


Wszyscy chcą rozumieć malarstwoDlaczego nie próbują zrozumieć śpiewu ptaków?

Cressida Fawley
Zawód : Arystokratka, malarka
Wiek : 21/22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
To właśnie jest wspaniałe w malarstwie:
można przywołać coś, co się utraciło i zachować to na zawsze.
OPCM : 10
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 16
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Zwierzęcousty

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5557-cressida-fawley-flint https://www.morsmordre.net/t5573-piorko https://www.morsmordre.net/t5571-ptak-w-zlotej-klatce#130038 https://www.morsmordre.net/f117-cumberland-ambleside-dwor-fawleyow https://www.morsmordre.net/t5581-skrytka-bankowa-nr-1374 https://www.morsmordre.net/t5580-cressida-fawley
Re: Wesoła Wdówka [odnośnik]17.07.21 17:38
Aranżowane małżeństwa nie muszą nieść ze sobą negatywnych uczuć.
Wewnątrz gardła rozległo się niemalże prychnięcie. Nie wierzyła w te słowa, nawet jeśli miała potwierdzenie przed sobą, bo jakaś uparta i zadziorna część
nakazywała jej sprzeciwiać się systemowi. Nie dlatego, że mu nie hołdowała - dopóki ją karmił i odziewał, to był wygodny. Dlatego, że kiedyś tę aktualną wygodę traci i ma niemal pięćdziesiąt procent szans na to, że dobra passa dostatniego życia się utrzyma. Zawsze może trafić na zwyrola, półgłówka czy ciamajdę. Kogoś niegodnego jej, ale z odpowiednim nazwiskiem.
Co wtedy? Całe życie w pułapce jednego, niechcianego mężczyzny. Rodzenie dzieci z przymusu, niczym rozpłodowa kobyła podrzędnego kowala ze wsi. Znoszenie człowieka, z którym łączyć będą ją tylko małżeńskie obowiązki. Nie potrafiła tak po prostu tego zaakceptować.
Nie, dopóki żyła nadzieją na szczęście albo staropanieństwo, które może i byłoby skazą, ale większym spokojem niż całe życie walki z kimś, z kim dzieliłaby kąt pod dachem. Ot, taka jeszcze nastoletnia, przesycona hormonami duma.
- Taki mąż to skarb Cressido. Naprawdę cieszę się, że udało Ci się trafić na kogoś, przy kim rozwijasz skrzydła. Mam też cichą nadzieję, że mi ja na takiego mężczyznę trafię, chociaż im dłużej wojna trwa, tym jest o to ciężej. - Bo coraz bardziej liczy się bezpieczeństwo i wpływy, które nieść miało takie wydanie córki. Co jej ojciec uzna za stosowne, było pytaniem kierowanym nie tyle do niej, co głowy gałęzi i nawet jeśli - jak na córkę - Vivienne miała spory wpływ na jego decyzję.
To chyba potrafiłaby się poświęcić i przyjąć jego słowa bez sprzeciwu. Z urażoną dumą, strachem i złością, ale przełknięciem słów wprost w odmęty jej własnego, osobistego problemu. Bo finalnie, tak właśnie kończą mężatki - z ich własnymi, osobistymi problemami.
W tym wszystkim, mimo tego jak bardzo się różniły, wierzyła, że Cressida zrozumiałaby jej obawy. Nie dlatego, że mogła ich doświadczyć - raczej dlatego, że jak każda, mogła mieć takie obawy. Nie decydowała o tym wszak sama i za wszystkim zawsze argumentem była opłacalność. Może dlatego, mimo wszystko, to kuzynka byłaby pierwszą osobą, do której skierowałaby się Vivienne, gdyby jej zamążpójście miało nadejść, a w niej gościłyby obawy. Lady Fawley stanowiła oazę porządności, która mogłaby jako jedyna wskazać odpowiednią drogę dla prawdziwej damy.
Za to szczególnie ją ceniła. Za piedestał wychowania Flintów, którego jej zabrakło z krwi matki. Z tą odrobiną pokory i zrozumienia dla tradycji byłoby jej łatwiej w momencie, gdy do głosu dojdą obyczaje, od jakich panna Bulstrode starała się po cichu, w tajemnicy uciekać. Nie chciała tracić przywilejów, a zaburzyć konieczności. Mieć ciastko i zjeść ciastko.
Wszystko mieć pod siebie. Samolubnie.

/zt dla Vivienne.


and just in time, in the right place

steadily emerging with grace

Vivienne Bulstrode
Zawód : Arystokratka
Wiek : 21 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
shuffling the cards of your game
and just in time
in the right place
suddenly I will play my ace

OPCM : 10
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 12
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Zwierzęcousty
skryta pośród szarości.
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8796-vivienne-l-bulstrode https://www.morsmordre.net/t8813-listy-do-vivienne#262276 https://www.morsmordre.net/t8811-it-s-all-lies-darling https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t8814-vivienne-bulstrode

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Wesoła Wdówka
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach