Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Scafell Pike, Kumbria

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Scafell Pike, Kumbria   17.07.17 3:09

First topic message reminder :

Scafell Pike

Scafell Pike to najwyższy szczyt pasma górskiego Southern Fells. Te piękne okolice często odwiedzane są przez miłośników natury. Wspinaczka nie jest łatwa, jednak jeśli pogoda dopisze, dotarcie na samą górę daje każdemu wędrowcowi mnóstwo satysfakcji - nagrodą jest bowiem cudowny widok na leżące poniżej doliny, łąki i niższe szczyty. W trakcie podróży warto jednak zachować ostrożność. Na tych terenach nietrudno o spotkanie licznych zwierząt - także magicznych, niestety również tych niebezpiecznych, jak górskie trolle czy garborogi. Podczas pełni księżyca można tu zobaczyć lunaballe, warto jednak pamiętać.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Charlene Leighton
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5367-charlene-leighton https://www.morsmordre.net/t5375-listy-do-charlie https://www.morsmordre.net/t5374-charlie https://www.morsmordre.net/f98-lavender-hill-48 https://www.morsmordre.net/t5387-charlene-leighton
Alchemiczka
23
Półkrwi
Panna
Czy to kocimiętka?
5
0
15
0
15
0
5/35
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Scafell Pike, Kumbria   13.02.18 14:44

Oczywiście Charlie też miała nadzieję że taka zbieranina uzdolnionych i odważnych czarodziejów da radę pokonać zło, ale naiwnym byłoby zakładanie, że wszystko pójdzie gładko i bezproblemowo. Charlie obawiała się, że po drodze czekają ich wszystkich jeszcze nowe problemy, ale mimo to chciała coś robić, nawet jeśli jej możliwości były skromne. Na spotkanie niestety nie udało jej się dotrzeć mimo chęci, ale później słyszała o nim co nieco i stąd wiedziała, że alchemicy są teraz potrzebni.
Zanim pierwszy raz się zmieniła też zastanawiała się, czym będzie i jakie zwierzę najlepiej odda jej naturę. Okazało się, że był to kot; koty były w jej rodzinnym domu ważne, jako że jej matka i zmarła siostra potrafiły się z nimi porozumiewać. Być może los próbował wynagrodzić jej brak tego daru, umożliwiając jej animagiczną zmianę w kota. Podobnie jak koty była nieco skryta, spokojna i wycofana, do ludzi zbliżając się wtedy gdy sama tego chciała. Była burą kotką z jasnym podgardlem i zielonymi oczami o kolorze identycznym jak jej prawdziwe oczy, nie wyróżniającą się niczym szczególnym spośród innych burych kotów, tak jak i pośród ludzi była raczej stonowana i ginęła w tłumie. Nie zgadzała się jednak zupełnie z krzywdzącymi stereotypami na temat kotów, które owszem, były tajemnicze i niezależne, ale nie były wredne i pozbawione jakichkolwiek uczuć. Nie wiedzieć czemu, Sue kojarzyła jej się raczej z królikiem, energicznym, zwinnym i uroczym, o futerku białym jak jej włosy.
Charlie musiała się zgodzić z jej słowami. Podejrzewała że całkowicie dzikie stworzenia nie podeszłyby do nich tak łatwo; możliwe że te konkretne okazy miały już kiedyś kontakt z człowiekiem. Albo po prostu były bardzo zdesperowane i liczyły że przechodzące kobiety mają przy sobie coś nadającego się do jedzenia. Niedawne fale nocnych mrozów mogły niestety znacząco zmniejszyć ilość drobnych zwierząt którymi się żywiły i zmusić je do zataczania coraz szerszych kręgów w poszukiwaniu nowych źródeł pożywienia. Idąc przez las zauważyła że nawet owadów było jakby mniej. Coś musiało sprawić, że żaberty zmarniały.
- Dobrze. Maść z wodnej gwiazdy to prosty, ale bardzo dobry specyfik, powinna pomóc na taką ranę – zgodziła się. Podsunęła żabertom kolejną jaszczurkę, tak by zajęły się jedzeniem, podczas gdy Sue sprawnie posmarowała bok tego rannego maścią. Charlie i jemu rzuciła ogon jaszczurki. – Myślisz, że ktoś tu po nie przyjdzie? – zapytała, rozrzucając jeszcze trochę ogonów, by zwierzęta mogły się najeść do syta. Przynajmniej dopóki ktoś się nimi nie zajmie. – Co zwykle robicie w przypadku napotkania takich stworzeń?
Ruszyły dalej. Żaberty nie poszły za nimi, zajmując się jedzeniem które im zostawiły. Później zapewne zajmą się też martwą sową. Nie wiadomo było jednak, czy gdzieś w pobliżu nie czaił się lelek – lub inne stworzenie, które zaatakowało i sowę, i żaberty.
Po drodze Charlie zerwała jeszcze kilka pęczków ziół. Ich pędy i listki były mniejsze niż w normalnych warunkach, ale musiała zadowolić się tym co jest. Oby tylko złe warunki nie miały negatywnego wpływu na ich właściwości alchemiczne. Przez dłuższy czas panował spokój, przerywany jedynie odgłosem ich kroków i cichym pokapywaniem kropel wody z gałęzi drzew; były to pozostałości wcześniejszej ulewy. Las wydawał się cichy i spokojny. W pewnym momencie znowu zauważyła umykającą wiewiórkę i chropianka chowającego się między korzeniami drzewa. Kilka metrów dalej znalazła zrzucony pancerzyk, który zabrała i schowała do torby, gdzie były już zioła i pióra.
Wtedy nagle znów usłyszała niski, drgający skrzek, który był wyraźnie inny niż dźwięki wydawane przez żaberty.
- Słyszałaś...? – zapytała, unosząc spojrzenie wyżej, w stronę koron drzew. Może tylko jej się wydawało, ale mogła przysiąc, że coś ciemnego mignęło jej wśród liści, mogła nawet usłyszeć trzepot piór i skrzypnięcie uginającej się lekko gałęzi. Czymkolwiek był ten ptak, zapewne już je widział. Znowu usłyszała ten dźwięk, próbując odnaleźć wśród gałęzi ptaka, który go wydał. Z tego co było jej wiadomo, lelki wróżebniki wydawały podobne odgłosy na krótko przed spadnięciem deszczu.




Best not to look back. Best to believe there will be happily ever afters all the way around - and so there may be;
who is to say there will not be such endings?

Powrót do góry Go down
Susanne Lovegood
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4789-susanne-echo-lovegood https://www.morsmordre.net/t5182-deszczowa-sowa#113703 https://www.morsmordre.net/t5758-kapelusz-z-niespodzianka#135806 https://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 https://www.morsmordre.net/t5133-susanne-echo-lovegood#111350
opiekunka zwierząt, naczelny treser królików
23
Półkrwi
Panna
walking in my sleep
like the naked trees
will they wake up again?
do they sleep, do they dream?
10
0
5
0
20
0
10
0
Czarownica
now take me home, home where I belong

PisanieTemat: Re: Scafell Pike, Kumbria   18.02.18 22:12

Mogła mieć w sobie coś z puchatego, mięciutkiego królika - kochała je całym sercem, swoje własne zwierzątka wspominając na równi z rodziną. Je także straciła, na nowo oswajając się z towarzystwem uszatego stworzenia w Ruderze, gdzie Roger Bertiego spędzał z nią ostatnio niemal tyle czasu, ile ze swoim właścicielem. Usiłowała go wytresować, starając się jednocześnie nie wywoływać zbyt wielkiej presji - króliki były całkiem płochliwe i głównie przez wzgląd na tę cechę szybko pożegnała się z wizją siebie w takiej drobnej, uroczej formie. Oczywiście mogły mieć różne charaktery, nie istniała żadna zasada, lecz były na tyle wyczulone, że niektóre niespodziewane dźwięki lub nagła zmiana otoczenia i warunków ściągała na nie mocny stres. Siebie postrzegała zupełnie inaczej. Odnajdywała się w nieznanych miejscach, gdybała na ich temat, wymyślała historie, ciekawiła się i wszędzie było jej pełno. Miała duszę podróżnika, wolny duch wyrywał się w bajeczne zakątki i szukał tajemnic, które mogłaby zgłębić. Kto wie - może los miał ją zaskoczyć, gdy pewnego dnia zbliży się do należytej przemiany, i na miejscu jej nosa pojawi się różowy punkcik, drgający w rytm zmysłu węchu, kończyny zmienią się w drobne łapki, a na dole pleców wyrośnie mały pomponik, sama jednak czuła, że jest daleka od tej formy zwierzęcej, nawet mimo ogromnej miłości, jaką darzyła gatunek.
Sue starała się nie wybiegać zbyt daleko z przypuszczeniami, wszak powodów mogło być naprawdę wiele, większość tak niespodziewana i niestandardowa, że mogły spędzić na domysłach zdecydowanie więcej czasu, niż mogły sobie pozwolić - lepiej było szybko ruszyć i odbyć oględziny, w ten sposób zbliżając się do rozwiązania zagadki. Inna sprawa, że pewne wskazówki zdawały się jednoznacznie wskazywać na pewne zajścia i nieprawidłowości. Westchnęła, mając nadzieję, że będzie dokładnie tak, jak w pytaniu Charlene i ktoś zjawi się, by zabrać zabiedzone żaberty. Wiedziała jednak, iż sprawy nie przedstawiały się tak kolorowo.
- Mam nadzieję, że tak będzie - odpowiedziała krótko, obserwując stworzonka. - Zgłaszamy je do Departamentu Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami, oni zajmują się resztą - wiesz, rozprowadzają ogłoszenia o znalezionych i zaginionych stworzeniach, szukają rozwiązań i starają się znaleźć dla nich miejsce, jeżeli jest taka potrzeba. To ogromny departament, ale w ostatnim czasie wszędzie jest taki chaos, że mogą nie mieć czasu ani ludzi, by zająć się wszystkim odpowiednio - wyjaśniła, sama doskonale świadoma, jak ciężko mieli teraz pracownicy. Mnóstwo przypadków zdziczałych kreatur, rozjuszonych nawet drobnostkami, anomalie miały okropny wpływ na zwierzęta, zwłaszcza te magiczne i bardzo wyczulone na zmiany otoczenia. Zdarzyło jej się odwiedzać biura kilka razy w maju, dlatego miała przed oczami dokładny obraz tego rozgardiaszu. - Żabertów jest niewiele, więc powinni poświęcić temu przypadkowi należytą uwagę, jeżeli zależy im na zadbaniu o populację - przyznała, zamykając torbę, gdy już zostawiły maluchom cały zapas suszonych ogonów.
Dalsza droga głównie skupiała uwagę Susanne na poszukiwaniu śladów - nie rozmawiały w tym czasie wiele, pozwalając nieśmiałym odgłosom lasu wypełnić ciszę. Lovegood natrafiła na parę rzeczy, które mogły przydać się do eliksirów, część przekazała Charlene, część ukryła w torbie, z myślą o uwarzeniu czegoś, co mogłoby okazać się pomocne w lecznicy.
Kiwnęła głową do dziewczyny, przykładając palec do ust i podążając wzrokiem za źródłem dźwięku. Nie ulegało wątpliwości, że to właśnie lelek wróżebnik, ale jego odgłosy wydały się białowłosej dziwnie nerwowe i nieco za krótkie. Nie siedział długo na gałęzi, zatrzepotał skrzydłami i odbił się od niej, lecąc kilka centymetrów dalej. Podeszła kilka kroków, podążając za ptakiem, obserwując, jak usiłuje wzbić się, ale bardziej przypominało to paniczne poruszanie się naprzód. Nie uciekał, zwyczajnie coś mu dolegało. Przygryzła wargę, przecież spodziewała się, że biedaczyna będzie ranny. Nie przejmowała się nadchodzącym deszczem, nawet nie zwróciła uwagi na to, że światło zmieniło się, a wokół zrobiło się szarawo. Przyspieszyła, śladem lelka i niedługo później mogły usłyszeć odgłosy zaciekłej szamotaniny w koronach drzew. Kolejny mniejszy ptak spadł z góry, bezradnie trzepocząc skrzydłami w poszyciu, gdy atakujący oddalał się dalej - wszystko trwało tylko chwilę. Puściła go wolno, skupiając się na pokrzywdzonym, jak się okazało, memortku. Nie ucierpiał aż tak mocno, jak sowa - ostatecznie żył, ale złamane skrzydło uniemożliwiało mu utrzymanie się w powietrzu. Dzięki temu uszedł z życiem.
- Zabiorę go do lecznicy - postanowiła zaryzykować, delikatnie unosząc maleństwo w dłoniach i próbując je uspokoić, co łatwe nie było. - Lelek prawdopodobnie doznał jakiejś traumy, może zaatakował go jakiś drapieżny ptak i teraz broni się przed wszystkim, nawet jeśli nie ma w tym zagrożenia - wysnuła przypuszczenie, ale gdybanie nie było pomocą. - On sam jest ranny, postaram się przekonać pracowników departamentu, by się tym zajęli. Wracamy, Charlie. Wybacz, że nie znalazłyśmy nic więcej. Zbierz jeszcze pióra memortka, tymczasem - jesteśmy w kontakcie, mam nadzieję, że niedługo się zobaczymy - dodała, mówiąc to wszystko całkiem szybko, a niedługo potem zniknęła, w akompaniamencie teleportacyjnego trzasku.

| zt




I'm walking in the air

I'm floating in a moonlit sky; the people
far below, they greet us as we fly


Powrót do góry Go down
Charlene Leighton
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5367-charlene-leighton https://www.morsmordre.net/t5375-listy-do-charlie https://www.morsmordre.net/t5374-charlie https://www.morsmordre.net/f98-lavender-hill-48 https://www.morsmordre.net/t5387-charlene-leighton
Alchemiczka
23
Półkrwi
Panna
Czy to kocimiętka?
5
0
15
0
15
0
5/35
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Scafell Pike, Kumbria   18.02.18 23:12

Postać kota miała mnóstwo zalet – była praktyczna, miło wyglądająca i nie przykuwała niczyjej uwagi. Zmieniając się w dzikie, niespotykane zwierzę nie mogłaby się swobodnie poruszać po Londynie, a jako zwyczajna kotka mogła wejść praktycznie wszędzie i nikt nie zwracał na nią uwagi; burych dachowców były w tym mieście tysiące. Kotu brakowało tylko jednego – umiejętności latania. Ale nie można było mieć wszystkiego, a ptasia postać najwyraźniej nie była jej pisana. Tamtego dnia, w którym po raz pierwszy udało jej się zmienić, czuła jednak ogromną satysfakcję; oczywiście wtedy, kiedy udało jej się uspokoić kocie instynkty na tyle, by wrócić z powrotem do własnej postaci.
Szło jej się dobrze; najwyraźniej jej kości i mięśnie nie zastały się jeszcze mimo że sporą część maja spędziła nad kociołkiem i trochę zaniedbała inne aktywności. Świeże leśne powietrze po deszczu dodawało jej energii, ożywiało ją, i była ciekawa co jeszcze ciekawego napotkają.
- Podejrzewam że w tych czasach mają mnóstwo zgłoszeń – westchnęła, poważnie obawiając się, że ministerstwo może nie mieć czasu należycie zająć się każdym z nich, w końcu pracowników była ograniczona ilość, a szalejących lub rannych zwierząt więcej niż zwykle. – Ale pozostaje mieć nadzieję że tu też się pojawią. Ktoś powinien sprawdzić co z tymi zwierzętami i czy na pewno nie potrzebują większej pomocy.
Niezbyt orientowała się, jak to funkcjonuje, bo z ministerstwem nie miała zbyt wiele do czynienia. I raczej nie miała czego żałować, choć oprócz całej masy gnid, które stały za krzywdzącymi reformami z marca i kwietnia na pewno znajdowali się tam też wartościowi ludzie którzy próbowali pomóc w opanowywaniu obecnego chaosu.
Po pewnym czasie dalszego marszu przez las w końcu coś usłyszały, i był to odgłos który zdawał się z grubsza wpasowywać w charakterystykę dźwięków wydawanych przez lelki wróżebniki. Mogła też zauważyć pomiędzy gałęziami drzew, że niebo rzeczywiście poszarzało, zwiastując że wkrótce znów będzie padać, co zapewne ptak wyczuwał już wcześniej.
Gdy Sue ruszyła przodem, Charlie cicho podążyła za nią, starając się poruszać możliwie bezszelestnie, by nie wypłoszyć ptaka, który najwyraźniej był ranny, bo zamiast po prostu odlecieć stąd krótkim lotem przeskakiwał z drzewa na drzewo. Charlie już miała zapytać, jak Sue miała zamiar go złapać i uleczyć, kiedy nagle też usłyszała odgłos szamotania i zadarła głowę do góry, zauważając dwa skrzydlate ciała, z których jedno po chwili spadło na ziemię. Był to memortek.
- Uda się go uleczyć? – zapytała, patrząc z niepokojem na złamane skrzydełko. Ptaszek żył, ale w naturze nie dałby rady przetrwać z niesprawnym skrzydłem, szybko stałby się pokarmem jakiegoś innego stworzenia. – Tak, zabierz go. Nic nie szkodzi, cieszę się, że w ogóle udało nam się tu wybrać. Zresztą, obawiam się, że i tak musiałybyśmy niedługo wracać... – Ledwie to powiedziała, mogła usłyszeć pierwsze krople deszczu uderzające o liście nad ich głowami, a z oddali poniósł się odgłos grzmotu. Prawdopodobnie zbliżała się kolejna burza, a że te z ostatnich dni były dość gwałtowne, Charlie wolała opuścić to miejsce. – Też mam taką nadzieję. Dzięki za tę wyprawę... I do zobaczenia, oby niedługo.
Susanne po chwili deportowała się, zabierając rannego memortka. Charlie pozbierała jeszcze kilka piórek które spadły na ziemię; były użyteczne w alchemii, więc nie chciała ich zostawić. Krople deszczu zaczęły już docierać do ziemi, a powietrze przeszył kolejny grzmot. Lelka już nie było; pozostawało liczyć na to że ktoś przyjmie zgłoszenie Sue i przyjdzie tu, by odnaleźć i jego, i wygłodniałe żaberty. I może inne stworzenia które gdzieś się tu kryły; obeszły kawałek lasu, ale nie zdążyły wejść na górę. Może innym razem się uda obejrzeć te tereny lepiej?
Teraz pozostało jej już tylko deportować się, zabierając ze sobą te składniki które udało jej się znaleźć podczas tych paru godzin wędrowania po lesie.

| zt.




Best not to look back. Best to believe there will be happily ever afters all the way around - and so there may be;
who is to say there will not be such endings?

Powrót do góry Go down
 

Scafell Pike, Kumbria

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Anglia i Walia-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18