Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Scafell Pike
AutorWiadomość
Scafell Pike [odnośnik]17.07.17 3:09
First topic message reminder :

Scafell Pike

Scafell Pike to najwyższy szczyt pasma górskiego Southern Fells. Te piękne okolice często odwiedzane są przez miłośników natury. Wspinaczka nie jest łatwa, jednak jeśli pogoda dopisze, dotarcie na samą górę daje każdemu wędrowcowi mnóstwo satysfakcji - nagrodą jest bowiem cudowny widok na leżące poniżej doliny, łąki i niższe szczyty. W trakcie podróży warto jednak zachować ostrożność. Na tych terenach nietrudno o spotkanie licznych zwierząt - także magicznych, niestety również tych niebezpiecznych, jak górskie trolle czy garborogi. Podczas pełni księżyca można tu zobaczyć lunaballe, warto jednak pamiętać.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Scafell Pike - Page 4 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Scafell Pike [odnośnik]21.06.20 15:45
Szedł za Alphardem dalej, bez przekonania, z dłonią wciąż skrytą w kieszni płaszcza, gdzie palcami muskała różdżkę trzymaną na podorędziu; zachowywał czujność, nie ufał otaczającym go istotom, a wysokie sklepienia ciasnych jaskiń zdawały się go przytłaczać. Olbrzymy może i były tępe, ale były od ludzi większe i silniejsze, a oni podążali do samego środka ich plemienia, plemienia złożonego za pewno z wielu istot, które w razie czego będą stanowiły wyzwanie. Nie przybyli tutaj jednak walczyć: być może ta pokora naprzeciw ich siły miały być tym, co pozwoliło mu sobie przypomnieć, że byli tu po to, by pozyskać ich sojusz. Przeciągnąć ich siłę na swoją stronę. Może i były tępe, ale nie można im było odmówić siły, siły, która mogła się okazac kluczowa w dalszej walce, juz nie tylko o Londyn: w walce o całą Anglię. Jeden olbrzym stanowił siłę nawet wobec dziesięciu mugoli. Gdyby mieć ich więcej na swoje usługi...
Z niepokojem spoglądał na wywernę, podobnie jak Alphard niepewien samej... cóż, sytuacji, czy mieli ją puścić tutaj wolno, czy przekazać olbrzymom nieprzytomną? Nie wiedział, zdał się na wyczucie Alpharda, który znacznie sprawniej poruszał się po meandrach dyplomacji i z łatwością mógł odnaleźć język nawet... nawet z olbrzymami - a przynajmniej na to pozostało im liczyć. Krok za krokiem spoglądał to na Blacka, to na ich przewodnika, to znów na wywernę, a najczęściej za siebie. Szczęśliwie, te stworzenia były na tyle ciężkie, że ich zakradnięcie się do nich było... praktycznie niemożliwe. Znalazłszy się w sali, która musiała być czymś w rodzaju sali tronowej - biesiadnej? - olbrzymów nietrudno bylo zlokalizować ich dowódcę, wkrótce wywołanego przez Alpharda. Tristan po raz drugi wykonał - gest powitania, naśladując ruchy Alpharda, tym razem dokładniej, wiedząc, że miał przed sobą samego wodza: ruch jego pięści był tym razem zdecydowany. Stanął prost, unosząc brodę bez pokory, nie był jednym z jego poddanych i olbrzymy winny o tym wiedzieć. Jednocześnie - choć wbrew sobie - wiedział, że nie mógł zachować się bez szacunku. Znajdowali się na ich ziemi, na ziemi, którego istota przed nimi ponoć była władcą.
Kiedy Alphard opuścił wywernę, skupił spojrzenie na stworzeniu, niespokojnie, dostrzegając pierwsze oznaki jej przytomności. Zaczął się robić nerwowy, ale robił, co w jego mocy, by tej nerwowości nie okazać: wiedział, że teraz mieli większe i ważniejsze problemy. W milczeniu, nie mówiąc ni słowa, obserwował rytuał, transakcję zawartą pomiędzy Alphardem a olbrzymem, mrużąc oczy, gdy olbrzym z trudem przebił swoją skórę, okazując swoją siłę. Tym go przekonał - takich sprzymierzeńców potrzebowali. Oczywiście, że olbrzymy były tępe, ale tępa istota wciąż mogła się okazać doskonałym narzędziem prowadzącym do osiągnięcia celu. Wychwycił znak Alpharda, nie odpowiedział na niego, nie chcąc dać olbrzymom powodów do podejrzeń. Ostrożnie wypuścił z rąk pas, uwalniając bestię w połowie: przynajmniej przez chwilę po przebudzeniu zajęta będzie koniecznością zrzucenia z siebie jarzma zamiast prób zapolowania na któregoś z nich. Nie sądził jednak, by przebudzona wywerna podjęła walkę. Wokół było zbyt wiele olbrzymów - większych przecież od niej, znacznie wolniejszych, ale też znacznie silniejszych. A ona - ona była tutaj sama. Ciąg jaskiń i rozlazłe labirynty były jednak środowiskiem, w którym wywerna mogła zamieszkać. Gdyby zorientowała się, że ze strony olbrzymów nie nadejdzie zagrożenie, przeciwnie, te będą składać jej nabożne dary, egzystencja przy nich nie będzie wcale niekorzystna. A przebić się z tych jaskiń na powierzchnię - powinna sama już być w stanie. W napięciu obserwował ostateczny efekt trudów Blacka - którymi zdołał zdobyć przychylność wodza olbrzymów.
Tristan, nie czekając nie chwili, dyskretnie szarpnął za pas, by zwrócić pysk wywerny w odnogę pobliskiego korytarza - to ona miała być pierwszym, co dostrzeże, po przebudzeniu, bezpiecznym schronieniem. Jeśli wywerna była święta, cokolwiek tam było, musiało jej ustąpić. Dłonią odnalazł miejsce, które dostrzegł wcześniej, odgiętą łuskę, którą odbił w górę do końca, odsłaniając nagą skórę; wywerna powinna odczuć ten ból podobnie do bólu igieł wbijanych pod paznokcie - na wskroś, choć obrażenie nie niosło za sobą żadnych poważniejszych konsekwencji. Było to skuteczne, wywerna ocuciła się, potrząsnęła łbem, rozpostarła skrzydła i zawyła groźnie, ukazując pełnię swojej siły - jeszcze z agresją, w popłoch zamieniła się dopiero wkrótce, gdy dostrzegła, jak wiele tych istot ją otacza - i na jak bardzo zamkniętym terenie się znajdowała. Dwóch olbrzymów, którzy podeszli bliżej niej, cofnęło się, gdy z kolejnym sykiem wypięła szmaragdowe kolce. Nie mogli wiedzieć, że nie zamierzała ich atakować: przerażona broniła się i szukała spokoju. Tristan szarpnął za pas jeszcze raz - odwracając jej pysk w odpowiednie miejsce i przechodząc w przód, by zerwać jej z pyska skórę. Była wystarczająco przerażona, by nie stanowić zagrożenia dla niego bezpośrednio; olbrzymy były dla niej przynajmniej pozornie większym zagrożeniem. Zdawało mu się, że po wyczynie Alpharda olbrzymy nie potrzebowały już dodatkowego pokazu siły - ale skoro nadarzyła się ku temu okazja, nie zmarnował jej, spontanicznie stwierdzając, że winny wiedzieć, iż potrafili zapanować nad ich świętą wywerną. Stworzenie w końcu wzbiło się nad sklepienie i i rzeczywiście udało się wgłąb jednego z tuneli, pozostawiając pozostałe istoty w osłupieniu - które przerwał dopiero głośny śmiech gruga. Kątem oka spojrzał na Alpharda, zdawało się, że spotkanie przebiegło po ich myśli.
- Wywerna znów zamieszka na waszych ziemiach, przyprowadziliśmy wam to, co utraciliście - zaczął, w pół zdania uświadomiwszy sobie, że może składał zdania zbyt długo. Olbrzymy wciąż - były tępe. - Nasze dobro - podjął wcześniejsze słowa Alpharda, określenie, którego użył, winno być dla nich wystarczająco zrozumiałe. - Chcemy, byście stanęli do walki z naszym wrogiem. - Spojrzał na gruga, niepewny, czy pojał jego słowa. - Damy wam rozrywkę. Będziecie dla nas zabijać - Czyż olbrzymy nie przepadały za potrawkami z ludzkiej krwi i kości, czyż wojna nie powinna być dla nich zabawą, okazją do chwały, popisania sie odwagą i siłą? Mężnością, której dowodu od nich pragnęli. - Wejdziecie do mugolskich siedlisk i zrobicie z nimi, co tylko będziecie chcieli - Spalicie, zniszczycie, zjecie; cokolwiek olbrzymy robiły ze swoimi wrogami. Błysk w oku gruga wyrażał zrozumienie, a okrzyk, który wydał - Tristan spostrzegł po reakcji Alpharda - był wyrażeniem aprobaty. Do hucznego okrzyku dołączyły pozostałe olbrzymy, z oddali wybrzmiał wrzask wywerny.
Wyglądało na to, że dopełnili swojego zadania.

zt x2 :rawr:



the vermeil rose had blown in frightful scarlet and its thorns
o u t g r o w n

Tristan Rosier
Zawód : Arystokrata, smokolog
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
the death of a beautiful woman is, unquestionably, the most poetical topic in the world
OPCM : 40
UROKI : 30
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 65
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Scafell Pike - Page 4 0a7fa580d649138e3b463d11570b940cc13967a2
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 https://www.morsmordre.net/t639-vespasien https://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 https://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 https://www.morsmordre.net/t2784-skrytka-bankowa-nr-96 https://www.morsmordre.net/t977p15-tristan-rosier
Re: Scafell Pike [odnośnik]28.02.21 19:16
idziemy stąd

Pojawili się na szlaku Scafell Pike, a Beckett jedynie rozejrzał się dookoła siebie, trzymając różdżkę w pogotowiu.
- Marcello, wierz starcowi, bo już niejedno w życiu widziałem, chociaż o takiej wojnie to nawet mi się nie śniło. Ja chętnie skorzystam z Twoich porad - w życiu nie czułby się przez to gorzej, że uczy go ktoś młodszy. Czarownica zdecydowanie znała się na rzeczy, zwłaszcza gdy jeszcze pracowała w Ministerstwie. Stevie wolał zresztą obserwować niż samodzielnie udzielać się w walce, ale powoli los układał swoje koleje inaczej. - Transmutacja na polu walki może się przydać, to wiem, ale coś mi się wydaje, że nie chodzi ani o nią ani o uroki. O serce chodzi, Marcello. O serce i to ile się tego serca do sprawy ma - no i pytanie ile serca mieliby do wspinaczki pod tę górę. Zdrowie już zresztą nie to samo co lata temu, ale Beckett faktycznie serce miał. Sprawa była mu bliska nie tylko ze względu na starą Bathildę Bagshot i jej poświęcenie, a zwykłe pochodzenie mężczyzny. Sam urodził się w mogolskiej rodzinie, a jednak odniósł sukces wystarczający by nazywać się doświadczonym czarodziejem. Co jednemu i drugiemu przeszkadzało to kto go urodził? Stevie nawet przez chwilę myślał czy to nie fobia przed mugolami. Miałoby to sens... Chociaż w czym mugole byli lepsi też nie wiedział. Człowiek to człowiek.
- Złodziejką? - Beckett na chwile zatrzymał się i spojrzał wymownie na towarzyszkę. - Patrz do czego wojna nas zmusza... - nie był nawet pewien czy pytać o to co ukradła, kto wie czy powinien to wiedzieć. Czasem lepiej było wiedzieć mniej, co by nie narażać ani siebie ani swoich bliskich, chociaż ze Steviego niektóre informacje potrafiła wyciągnąć jedynie jego własna córka. Do tej pory nie wiedział kto taki uczył ją tych technik manipulacji, bo na pewno nie on sam. - Wydaje mi się, że są sprawy o których nie mamy pojęcia. Ani my, ani Gwardia. Ci ludzie... Jest w nich coś złego, coś czego nigdy wcześniej nie widziałem. Tu już nie chodzi o samo zło w sercu, bo człowiek nie jest przecież z natury zły. Spotkałaś kiedyś tego całego... No... Sama-wiesz-kogo? - ten łotr przerażał Steviego najbardziej. Ministerstwo i potworna polityka, która miała na celu wykluczyć z życia połowę społeczeństwa to jedno, ale potężny czarnoksiężnik, który pałał się czarną magią i ustawiał sobie w ten sposób świat po swojemu - to drugie.


Am I going crazy? Would I even know? Am I right back where I started forty years ago?
Wanna guess the ending? If it ever does... I swear to God that all I've ever wanted was
A little bit of everything, all of the time, a bit of everything, all of the time
Apathy's a tragedy, and boredom is a crime. I'm finished playing, and I'm staying inside.
Stevie Beckett
Zawód : twórca świstoklików, wynalazca
Wiek : 57
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Wdowiec
The blues ain't nothing but a good man feelin' bad.
OPCM : 15
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 26
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9282-stevie-beckett https://www.morsmordre.net/t9293-einstein https://www.morsmordre.net/t9292-wujek-stevie#282938 https://www.morsmordre.net/f318-dolina-godryka-warsztat https://www.morsmordre.net/t9294-skrytka-bankowa-nr-2137 https://www.morsmordre.net/t9295-stevie-beckett
Re: Scafell Pike [odnośnik]28.02.21 19:16
The member 'Stevie Beckett' has done the following action : Rzut kością


'Zdarzenia' :
Scafell Pike - Page 4 05YgSMy
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Scafell Pike - Page 4 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Scafell Pike [odnośnik]01.03.21 20:46
Znowu uśmiechnęła się z rozbawieniem. Pan Beckett w jakiś sposób wprawiał ją w dobry nastrój. To co zauważyła, że ludzie, którzy często kierują się w niebezpieczne miejsca, wiele widoków mają za sobą. Często, gęsto nie byli dobrymi kompanami do rozmowy, raczej podchodzili do spraw pojedynków dosyć chłodno... A powód był prosty - gdy patrzysz w otchłań, otchłań zaczyna patrzeć na Ciebie. Wszyscy robią się... Trochę nią przepełnieni. - Wiek tu nie ma nic do rzeczy. Żyjemy po prostu w ciekawych czasach. Można byłoby żyć w lepszych, ale nie mamy szansy wybrać. - To nie była prawda. Z jej znajomościami ucieczka z kraju była kwestią kilku listów i może paru spotkań. Jednego świstoklika. A jednak tutaj była. Bo w tej sztuce, w tym teatrze miała do odegrania swoją rolę.
Zapewne bohaterską, tylko czy zasłużenie.
- Piękne słowa... - Podsumowała, naprawdę nie chcąc zagłębiać się w temat, bo ciepłe serduszko nie zastąpi porządnego zaklęcia ochronnego czy bojowego. Wszyscy musieli o tym pamiętać. Na serce czas przyjdzie po wszystkim. O ile w ogóle po wszystkim będzie jakiś czas.
- Nie, nigdy nie spotkałam. - Postanowiła urwać też temat tej kradzieży, chociaż pewnie w branży miałaby ogromny szacunek za włamanie do banku Gringotta i wyjście z tego w jednym kawałku. - I nie chcę się z nim mierzyć. Przyznaję, że trochę mi żal, że rok temu go nie pogrzebało. - Mruknęła. Tyle by się rozwiązało, gdyby gruzy Stonehenge po prostu przygniotły swoją pełną siłą całego Czarnego Pana. Nie doszłoby do tylu zbroni, nie zginęłoby tyle osób... Tysiąkrotnie więcej niż ofiary podczas tego zlotu szlachty.
Swoją drogą idiotyczna tradycja, by mogli tak po prostu pozbawić Ministra Magii władzy.
Tym razem mieli więcej szczęścia... Już od jakiegoś czasu czuć było, że ziemia drży pod ich nogami, jednak nie było to wyczuwalne aż tak mocno. Miała jeszcze nadzieję na samym początku, że to osuwające się zbocze, jednak... Te odgłosy były zbyt miarowe. Wykonała gest ręką. - Chwila... - Zatrzymała towarzysza. Nie musieli się specjalnie rozglądać - paradoksalnie niczym góra wyszedł przed nich olbrzym, który wydawał się zupełnie ich nie dostrzegać, bo w jednej z dłoni miał... Zdobycz. Figg dostrzegła to jako pierwsza i aż zadrżała, ruszając wprzód. - Proszę go unieruchomić, musimy jej pomóc! - W takich momentach nie myślało się nawet za bardzo. Po prostu trzeba było przeć do przodu. Kobieta zatrzymała się w bezpiecznej odległości do olbrzyma, ale na tyle blisko, by ten ją widział. - Impeta! - Krzyknęła inkantację. Powinna wystarczyć, by choć na chwilę rozproszyć stwora.

| uciekamy do szafeczki


nim w popiół się zmienię, będę wielkim
płomieniem
Marcella Figg
Zawód : Rebeliantka
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
porysował czas ramiona
OPCM : 36
UROKI : 26
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 9
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6925-marcella-figg#181615 https://www.morsmordre.net/t6971-arkady#183169 https://www.morsmordre.net/t6970-lelolelo-bagiety-jado#183167 https://www.morsmordre.net/f104-szkocja-kres-w-john-o-groats https://www.morsmordre.net/t6991-skrytka-nr-1723#183527 https://www.morsmordre.net/t6972-marcella-figg#183216
Re: Scafell Pike [odnośnik]01.03.21 20:46
The member 'Marcella Figg' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 43
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Scafell Pike - Page 4 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Scafell Pike [odnośnik]10.02.22 21:35
15/03/1958

Zima wreszcie zaczęła odpuszczać. Coraz cieplejsze promienie słońca rozgrzewały skutą mrozem ziemię – nadchodziła odwilż, a wraz z nią wiosna. Gdyby Edgar choć trochę się poznał na zielarstwie, zauważałby pierwsze nieśmiałe pąki na drzewach czy nieduże przebiśniegi niedaleko głównego wejścia. Wystarczał mu jednak widok topniejącego śniegu i wyraźnie dłuższy dzień. Czuł, że odżywa, jak niedźwiedź budzący się z głębokiego snu. Poprzedniego dnia nakazał przyszykować swoje górskie buty wraz z resztą oprzyrządowania. Miał dość siedzenia w Durham. Naszła go ochota na długi spacer, najlepiej w pewnym oddaleniu od rodzimych ziem. Początkowo chciał wyciągnąć ze sobą Charona, lecz po chwili namysłu doszedł do wniosku, że zaproponuje wspólną wędrówkę Xavierowi. Rana po Charlotte wciąż była świeża, a choć Edgar nie potrafił postawić się na jego miejscu, pomyślał, że wyjście z zamku dobrze mu zrobi – zauważył, że od kilku dni próbuje zająć czymś ręce i umysł. Wybiła godzina siódma rano, kiedy Edgar kończył się szykować: wygodne zielonkawe spodnie zwężane ku dołowi ze sporymi kieszeniami na udach (do jednej z nich włożył różdżkę, do drugiej – amulet z jeleniego poroża), biały podkoszulek, bawełniana koszula, gruby wełniany sweter w odcieniach beżu. Chusta na szyję, lekko znoszone skórzane buty. Plecak z magicznie powiększonym wnętrzem, w którym trzymał przyszykowany przez służbę prowiant. Obok drugi, taki sam, przygotowany dla Xaviera. Podał mu go, kiedy tylko spotkali się w holu przed wyjściem. – Gotów? – Upewnił się, choć nie zamierzał łatwo przyjąć odmowy. Lubił stawiać na swoim zarówno w życiu zawodowym, jak i w prywatnym. – Czekam na zewnątrz – dodał, narzucając na plecy cienką sportową kurtkę. Poczuł na twarzy chłodne, jeszcze lekko szczypiące w policzki powietrze. Stał tak przez chwilę, po kilku minutach zaczynając się niecierpliwić – czyżby zmienił zdanie? – lecz kuzyn jednak go nie zawiódł i wkrótce stanął u jego boku. – Byłeś kiedyś w okolicach Scafell Pike? – Zagadnął, kiedy ruszyli w drogę do sąsiedniej Kumbrii.

| Tytoń średniej jakości 6g, chleb (pół bochenka), kiełbasa (4 sztuki), masło, banany (2 sztuki), woda


We build castles with our fears and sleep in them like
kings and queens

Edgar Burke
Zawód : nestor, B&B, łamacz klątw
Wiek : 35
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Gdybym był babą, rozpłakałbym się rzewnie nad swym losem, ale jestem Burkiem, więc trzymam fason.
OPCM : 30
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 31
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 9
Genetyka : Czarodziej

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t3108-edgar-burke#51071 https://www.morsmordre.net/t3159-nie-stac-mnie-na-wlasna-sowe#52274 https://www.morsmordre.net/t3158-gburek#52271 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t4912-skrytka-bankowa-nr-811#106945 https://www.morsmordre.net/t3160-edgar-burke#52278
Re: Scafell Pike [odnośnik]13.02.22 14:52
Było wcześnie. Jeszcze nie minął nawet tydzień od pogrzebu. Wszystko było świeże, kondolencje nadal spływały, a on ich nie chciał słuchać ani czytać. Starał się poświęcać czas dzieciom, bo to one potrzebowały go teraz najbardziej. Robił wszystko by zająć im głowy czymś innym niż myśleniem o mamie, której już z nimi nie było. Jemu też było trudno, ale był dorosły i nie mógł tego po sobie pokazać. Dopiero kiedy był sam, zamknięty w swoim gabinecie czy sypialni, pozwalał sobie na przygnębienie na chwilę smutku i tęsknoty. Wiedział, że rodzina go wspiera. Miał najwspanialszą rodzinę na świecie i wiele razy się o tym przekonał. Czuł to zwłaszcza teraz, nie chcieli by był sam, cały czas starali mu się zabrać czas by nie pozostawał sam z tymi wszystkimi myślami.
Tak też było tego dnia. Poprzedniego wieczora Egdar zaproponował mu poranny spacer. Początkowo chciał odmówić, ale w końcu się zgodził, dochodząc do wniosku, że wyjście z domu na świeże powietrze dobrze mu zrobi to raz, a dwa nie pamiętał kiedy ostatnio spędził czas z kuzynem. Oboje byli raczej zajętymi osobami, które rzadko kiedy przeznaczały wolny czas na coś innego niż pracę. Zwłaszcza Edgar, który dodatkowo miał na głowie obowiązki nestora rodu.
Wstał wcześnie, na dworze było ciemno. Ostatnio nie sypiał za dobrze, a jeśli już to spał krótko. Maksymalnie 4 godziny. Po podniesieniu się z łóżka wziął kapiel, posiedział chwilę w wannie, a potem ubrał na siebie to co wczoraj przygotowała mu służba. Ciemne, wygodne spodnie, na górę ciemna koszula, a na nią ciepły czarny sweter. Na nogi założył wygodne buty, a pod pachę wziął kurtkę. Zszedł na dół żeby przekąsić coś na szybko przed wyjściem i łyknąć kubek kawy. Po tym porannym rytuale w końcu zszedł na dół. Pojawił się tam w idealnym momencie, bo Edgar właśnie szedł z plecakami.
Na pytanie o gotowość Xavier pokiwał lekko głową przyjmując od kuzyna plecak. Zerkną do środka i uśmiechnął się lekko. Edgar pomyślał o wszystkim, mieli prowiant, a to znaczyło, że zapowiadał się długi spacer. Ubrał na siebie kurtkę, po czym zawinął szalik pod szyją. Był chyba największym przeciwnikiem zimy chodzącym po ziemi, nie cierpiał kiedy było mu zimno. Odetchnął zimnym powietrzem kiedy wyszedł na dwór i spojrzał w niebo. Zapowiadała się ładna pogoda.
- Kiedyś, ale to było dawno temu. - odparł spokojnie ruszając u boku kuzyna – Ale wydaje mi się, że przy dzisiejszej pogodzie będzie tam naprawdę ładnie. - dodał spokojnie.


I know what you are doing in the dark
I know what your greatest desires are.
Xavier Burke
Zawód : artefakciarz, organizator wszelaki, menager Palarni Opium
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
I know what you are doing in the dark, I know what your greatest desires are
OPCM : 12
UROKI : 12
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 20
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t9606-xavier-burke-w-budowie https://www.morsmordre.net/t9631-korespondencja-lorda-burke#292826 https://www.morsmordre.net/t9629-xavier-bukre#292806 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t10032-skrytka-bankowa-nr-1569#302913 https://www.morsmordre.net/t9630-xavier-burke#292819
Re: Scafell Pike [odnośnik]06.03.22 20:23
Mógł jedynie próbować sobie wyobrazić co w tej chwili czuje Xavier i jak wielka pustka nastała w jego życiu, a pewnie i tak ledwie musnąłby powierzchnię bólu z jakim kuzyn budził się każdego dnia. Edgar nie potrafił postawić się na jego miejscu. Nie dlatego, że Adeline nie była ważna w jego życiu, bo była – czasem odnosił wrażenie, że jest solidnym fundamentem jego codzienności, przewidywalnym i zawsze obecnym punktem w jego wszechświecie – po prostu nie posiadał w sobie tak wielkiej empatii i umiejętności szczerego współczucia. Niemniej chciał kuzynowi trochę ulżyć, a ze swojej obserwacji wywnioskował, że najlepszym sposobem będzie zająć jego myśli, zrzucić więcej obowiązków, wypełnić nadmiar wolnego czasu, który w przeciwnym wypadku zapewne poświęciłby na analizowanie swoich emocji. Miał kilka pomysłów i zamierzał podzielić się nimi podczas spaceru, choć Edgar miał nadzieję, że ten spacer przybierze raczej formę choć odrobinę wymagającej wędrówki.
Też nie potrafię sobie przypomnieć, kiedy ostatnio tam byłem – przyznał, kierując się w stronę tyłów ich rodzinnej posiadłości, gdzie czekał przygotowany magiczny powóz. Kumbria była zbyt daleko, by zaczynać szlak już w Durham – potrzebowaliby dużo więcej prowiantu, wolnego czasu i, najprawdopodobniej, sił. – W...młodości chciał powiedzieć, bo miał wrażenie, że ta bezpowrotnie minęła w okolicach jego trzydziestych urodzin, lecz przecież starość też wydawała się jeszcze bardzo odległym konceptem. – Kiedyś – poprawił się, witając woźnicę uściskiem dłoni. – często chodziliśmy po Southern Fells z Charonem – i Everardem, ale tego nie mógł pamiętać przez nie do końca sprawny umysł, w którym czarna magia pozostawiła swoje piętno. – Znaliśmy szlaki na pamięć, ale nie martw się, wziąłem na wszelki wypadek mapę – odparł, wsiadając do powozu. Plecak zostawił na podłodze między nogami, choć nad ich głowami znajdowała się półka do przechowania bagażu. Zajął miejsce tyłem do kierunku jazdy, by móc obserwować pozostawiane za sobą krajobrazy – tak lubił najbardziej. Podróż nie miała im zająć dużo czasu, zaczarowany powóz szybko się przemieszczał, trochę tylko trzęsąc. – Mam też to – kontynuował, wyciągając z plecaka kawałek jeleniego poroża, wyraźnie przerobiony na amulet. – Wskazuje bezpieczną drogę. Nie zgadniesz gdzie to znalazłem – odparł, podając mu ciekawy artefakt.


We build castles with our fears and sleep in them like
kings and queens

Edgar Burke
Zawód : nestor, B&B, łamacz klątw
Wiek : 35
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Gdybym był babą, rozpłakałbym się rzewnie nad swym losem, ale jestem Burkiem, więc trzymam fason.
OPCM : 30
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 31
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 9
Genetyka : Czarodziej

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t3108-edgar-burke#51071 https://www.morsmordre.net/t3159-nie-stac-mnie-na-wlasna-sowe#52274 https://www.morsmordre.net/t3158-gburek#52271 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t4912-skrytka-bankowa-nr-811#106945 https://www.morsmordre.net/t3160-edgar-burke#52278
Re: Scafell Pike [odnośnik]19.03.22 19:33
Najpierw usłyszeliście szept – szeleszczący, miękki, prawie śpiewny głos wypełnił wnętrze powozu, być może wydobywając się z wyciągniętego przez Edgara amuletu – a może rozlegając się wprost w waszych umysłach, wypełniając szczelnie myśli, wypowiadając niezrozumiałe słowa w obcym języku. Słowa brzmiące jak groźba – kojarzące się z pomrukiem budzącego się do życia zwierzęcia – zaczęły się na siebie nakładać, inkantując nieznaną wam pieśń. Mieliście wrażenie, że wszystko dookoła zwolniło – a chociaż powóz się nie zatrzymał, to wszystko oprócz szeptów ucichło; nie słyszeliście stukotu kół ani świergotu ptaków, szumu wiatru ani odgłosu końskich kopyt; gdzieś ponad wami pojawił się cień, zrobiło się ciemniej – tak, jakby ogromna chmura przysłoniła słońce; krajobraz za oknami zalała szarość, która po chwili wypełniła się mgłą czarną jak smoła, oparami snującymi się najpierw po drodze, a później unoszącymi się wyżej, sięgającymi drzwi powozu, wsuwającymi się do środka – plączącymi wokół waszych kostek, liżącymi buty. Obaj widzieliście, jak z oparów z wolna pochłaniających rozciągające się na zewnątrz pola wyłania się sylwetka – nieludzka, nieprzypominająca żadnego z magicznych czy niemagicznych stworzeń, koścista, powykręcana; stwór stojący na dwóch nogach, posiadający parę górnych kończyn, ale w niczym innym niepodobny do człowieka – z czaszką kształtem zbliżoną do trójkąta, przekształcającą się w dwa powyginane pod różnymi kątami rogi, z żółtymi ślepiami lśniącymi jak kamienie szlachetne – ślepiami, które zwróciły się w stronę powozu, zatrzymując się na oknie.
Przemieszczenie się cienia trwało ułamek sekundy, jedno uderzenie serca: przez moment widzieliście go w oddali – dziesięć, może dwanaście metrów od drogi – zdążyliście jednak ledwie mrugnąć powieką, nim z nieludzką prędkością dotarł do drzwi; czarne łapsko o trzech długich szponach oparło się o szybę, rysując na niej podłużną rysę. Stwór skierował spojrzenie najpierw na Xaviera, który nagle mógł odnieść wrażenie, że z głowy umykają mu wszystkie wspomnienia – po czym przeniósł wzrok na Edgara i znieruchomiał. Cokolwiek tam dostrzegł, zmusiło go do cofnięcia się; nieludzka dłoń oderwała się od powozu, a sam cień odwrócił się; szepty nabrały na mocy, stając się głośniejsze, prawie ogłuszające – po czym z oparów wyłoniło się jeszcze pół tuzina podobnych stworów. Pochyliwszy powykrzywiane sylwetki, biegiem ruszyły w dół zbocza, chwilę później znikając między drzewami – a wraz z nimi zniknęła mgła, rozproszył się zacieniający okolicę półmrok, umilkły głosy; powóz ruszył dalej – kołysząc się lekko na nierównej drodze – a jedynym dowodem na scenę, której właśnie byliście świadkami, było długie, cienkie, przecinające okno pęknięcie.

Wyglądało na to, że Anglia zyskała nowych mieszkańców.

Data wątku zostaje zmieniona na 17 marca.

Mistrz gry nie kontynuuje rozgrywki.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Scafell Pike - Page 4 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Scafell Pike [odnośnik]20.03.22 13:30
Edgar dobrze myślał. Zrzucenie na Xaviera większej ilości obowiązków, wynajdywanie mu co chwila to nowych zadań dobrze mu robiło. Teoretycznie nie miał czasu wtedy, żeby użalać się nad tym wszystkim co się stało. Nigdy nie był taki, nigdy nie rozwlekał się za długo nad jakimiś nieprzyjemnymi sprawami, które go dotyczyły. Teraz jednak było trochę inaczej, tutaj otrząśniecie się za szybko nie wchodziło w grę. Jednak kiedy miał co robić, musiał zajmować myśli innymi rzeczami i problemami, smutki odchodziły na dalszy plan i chociaż na moment umysł odpoczywał.
Gdzieś tam w środku miał nadzieję, że podczas dzisiejszej wyprawy również będzie mógł trochę odetchnąć. Na pewno zbliżająca się wielkimi krokami wiosna i słońce, które dzisiaj pojawiło się na niebie sprawiało, że jego humor chociaż trochę był lepszy.
Ruszył u boku kuzyna do przygotowanego powozu.
- Zabrzmi to niedorzecznie, ale lepiej znam szlaki na Krecie czy na terenie Grecji niż we własnym kraju i okolicach. - powiedział spokojnie kręcąc głową – Więc mapa z całą pewnością będzie nam przydatna. - dodał wsiadając do powodu i swój plecak położył obok siebie na siedzeniu.
Sam usadowił się wygodnie, a kiedy woźnica ruszył i powozem lekko zakołysało, nachylił się by sięgnąć po przedmiot, który wyciągnął Edgar
Obstawiam, że nie u nas w sklepie, bo nie przypominam sobie abyśmy mieli coś takiego. Ale nie ukrywam, ciekawa rzecz, badałeś to? - spytał ze szczerym zainteresowaniem, kiedy nagle usłyszał ten szept.
Zaskoczony rozejrzał się po wnętrzu powozu, a potem przeniósł spojrzenie na kuzyna.
- Też to słyszysz? - spytał chcąc się upewnić, że nie oszalał, nie miał pojęcia, że słyszy te szepty w swojej głowie.
Moment później zastygł bez ruchu. Co się stało z dźwiękami świata? Dlaczego kompletnie nic nie słyszał. Nie podobało mu się to, a kiedy wyjrzał przez okno aż zrobił wielkie oczy. Sam do końca nie wiedział co czuje. Coś na wzór strachu pomieszanego z zaintrygowaniem. A gdzieś z tyłu głowy jakiś głos krzyczał, że powinien być przerażony.
Nie był w stanie oderwał wzroku od tego co działo się na zewnątrz. Stwór, który się pojawił być czymś czego nigdy w życiu nie widział, pierwsza myśl jaka przeszła jego głowę gdy na nią spojrzał to skojarzenie z przyjacielem z pudełka Mulcibera, ale Rączuś miał więcej kończyn. To dziwne i przerażające stworzenie wywoływało w nim niepokój. Xavier aż lekko podskoczył i odsunął się od okna, kiedy w okna mgnieniu znalazło się przy oknie powozu. To co się działo potem wprowadziło go w osłupienie. Czuł jak wspomnienia zaczynają uciekać z jego głowy, jak niczym woda zaczynają wypływać zostawiając po sobie nieopisaną pustkę. Jeszcze chwila a wyciągnął by ręce aby je złapać, aby je przy sobie zatrzymać, nie chciał zapominać. Pamiętał jak Edgar zapominał wszystko, to było straszne.
I w tym momencie stwór jak oparzony odskoczył od powozu. Xavier nie zdawał sobie sprawy z tego, że stworzenie zobaczyło coś z jego kuzynie, zbyt mocno skupił się na łapaniu wspomnień, które znów zaczęły wracać do jego głowy. Jednak nie umknęło jego uwadze, że z czarnej jak smoła mgły wynurzyło się jeszcze 6 podobnych stworów i wcale mu się to nie podobało. Obserwował je z zapartym tchem nie mogąc się ruszyć kiedy nagle wszystko wróciło do normy. Niebo było znów było błękitne i świeciło na nim słońce, wszystkie dźwięki wróciły, a powóz jakby na nowo ruszył przed siebie.
Burke jeszcze przez dłuższą chwilę wpatrywał się w zarysowaną szybę zszokowanym tym czego świadkiem byli przed chwilą, po czym przeniósł spojrzenie na kuzyna.
- Co to do cholery było?


I know what you are doing in the dark
I know what your greatest desires are.
Xavier Burke
Zawód : artefakciarz, organizator wszelaki, menager Palarni Opium
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
I know what you are doing in the dark, I know what your greatest desires are
OPCM : 12
UROKI : 12
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 20
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t9606-xavier-burke-w-budowie https://www.morsmordre.net/t9631-korespondencja-lorda-burke#292826 https://www.morsmordre.net/t9629-xavier-bukre#292806 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t10032-skrytka-bankowa-nr-1569#302913 https://www.morsmordre.net/t9630-xavier-burke#292819

Strona 4 z 4 Previous  1, 2, 3, 4

Scafell Pike
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach