Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 [SEN] Znasz mnie na pamięć

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Samuel Skamander
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t1272-samuel-skamander https://www.morsmordre.net/t1372-filozof#10888 https://www.morsmordre.net/t1374p9-auror-na-motorze#11334 https://www.morsmordre.net/f186-harley-street-5-3 https://www.morsmordre.net/t3509-skrytka-bankowa-nr-358#61242 https://www.morsmordre.net/t1597-samuel-skamander#26793
Zawód : starszy auror
Wiek : 28
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Kto sieje wiatr, zbiera burzę
OPCM : 42
UROKI : 20
ELIKSIRY : 1
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: [SEN] Znasz mnie na pamięć   21.07.17 12:57

Nie pamiętał, jak się tu znalazł. Ile czasu stał w wierzbowym cieniu drzew? Kiedy jego stopy utkwiły nieruchomo tuż przed kamiennym usypiskiem? Nie pojęcia. Długi cień trwał nieruchomo na kamiennym podwyższeniu, chowając przed blaskiem zachodzącego słońca kilka, grawerowanych, zgrabnie nakreślonych liter.
Gabrielle. Kilka lat wystarczyło, by imię w wielu miejscach wytarło się, przypominając jeden z zapomnianych grobów. Popękana powierzchnia przypominała pajęczynę, a przecież on pamiętał. Do końca.
Poruszył się niespokojnie, czując na karku zimny powiew i nikłe szarpnięcie spiętych włosów. Odwrócił twarz za siebie, próbując dostrzec pośród sunących wokół cieni coś, co mógłby nazwać żywym. A zdawało się, że nawet jego serce bije wolniej, głośnym echem wieszcząc bolesny rytm, który pojawiał się zawsze w tym miejscu. Kiedyś miał jeszcze wspomnienia wspólnych wieczorów, uśmiechu, którym go obdarzała, zieleni spojrzenia i ust, które smakowały miodem. Świat porwał je wszystkie, zostawiając go z nowymi ranami i przekleństwem, które łomotało za każdym razem, gdy przypominał sobie jej imię. Zostawił ją znowu. Razem z pierścionkiem, który do tej pory tkwił przy piersi, przytwierdzony do cienkiego rzemyka na szyi. Fiolet oczka nie drgał w świetle, poruszany przy każdym ruchu. Pozostawił po sobie tylko puste miejsce pod czarna koszulą. Poświęcenie. Poświęcił wszystko.
Poświęcił nawet ją. Gabrielle.
- Gdzie teraz jesteś? - nie spodziewał się, że jego głos będzie tak bardzo ochrypnięty, jak po długim krzyku. A może właśnie tak było? A zerwana do lotu złotooka wrona spłoszyła się jego wołaniem? Słowa jednak rozpierzchły się w nadchodzącym, wieczornym wietrze, mieszając się z kilkoma, urwanymi z drzew liśćmi. Pytanie w końcu nie znajdowało nigdy odpowiedzi. Auror nie wierzył w mugolskie zaświaty i koncepcje powrotów. te które znał z doświadczenia, spowite było plugawiącą magią. Nie o takie powroty chodziło. A chciał wierzyć, że gdziekolwiek była...?
Spojrzenie ciemnych źrenic i tak powędrowało do wytartego punktu na grobowej płycie. Wyciągnął dłonie, do tej pory ukryte w kieszeniach płaszcza. W palcach jednej reki trzymał zmięta paczkę papierosów, ale nie wyciągnął żadnego. Mielił tylko jej zawartość, nieświadomie łamiąc kilka kolejnych, tytoniowych zwitków. Drugą, wolną dłonią wykonał gest, który z wyszeptanym Reparo miało na nowo skleić spękany nagrobek. A mimo faktu, że czuł pulsowanie magii płynące przez  całe ciało - skalna powierzchnia pozostała niewzruszona. Samuel zacisną usta, tworzące cienką, równie spękaną linię. czarne brwi zmarszczyły się, a Skamander pochylił gwałtownie do przodu, jakby chciał uderzyć niewidzialną barierę. Nieprzyjemne pulsowanie w klatce piersiowej zagłuszyło moment, w którym najpierw kucnął, potem klęknął, wspierając się poznaczoną bliznami dłonią. I dopiero teraz dostrzegł, że przy jego nogach leżał nieduży bukiet fiołków. Przesunął się do tyłu i nachylił, sięgając po delikatne łodyżki, przewiązane cienką, białą, nitką. Przecież zawsze jej takie przynosił. Podniósł się z miejsca, po drodze wypuszczając zmięte opakowanie, połamanych papierosów.
Ulotny zapach dopadł go niemal natychmiastowo. Mieszanka słodkiego fiołka, miodu i ostrych przypraw. A ciszę przełamał odgłos kroków. Tym razem mężczyzna się nie odwrócił. Los znowu go mamił, śmiejąc się za każdym razem, gdy szukał spojrzeniem tak znajomej, ukochanej postaci. Ale kto mógłby uwierzyć, że Samuel rzeczywiście potrafił kochać? Że przez tyle lat wciąż kochał tę sama kobietę, której serce oddał i złożył razem z nią do grobu?
- Przepraszam. - wyszeptał, a powieki opadły w przedłużającym się mrugnięciu. Ale ta ciemność nigdy nie dawała spokoju.






Cause I walk through the valley of the shadow of death

And I fear no evil because
I'm blind.

Powrót do góry Go down
Ain Eingarp
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Wielość
Wiek : nieskończoność
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
I show not your face but your heart's desire.
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
Genetyka : Metamorfomag

PisanieTemat: Re: [SEN] Znasz mnie na pamięć   21.07.17 21:05

Żałujemy w naszym życiu wielu rzeczy. Wielu kroków, które wykonujemy każdego dnia. Wielu słów, które mówimy lub zachowujemy w pamięci, z bólem patrząc na twarze tych, którzy nigdy nie mieli dowiedzieć się o tym, co lśniło wśród naszych myśli. Żałujemy wydanych na niepotrzebne bibeloty galeonów, gdy braknie nam ich na zakup nowego egzemplarza encyklopedii magii. Żałujemy uschniętych w wazonie kwiatów, z tchnieniem smutku przypominając sobie o ich niedawnym pięknie. Żałujemy dni, żałujemy nocy.
I żałujemy naszego życia, jeśli nie istnieje już ono na ziemskim padole.
Gabrielle tkwiła w próżni, uwięziona między światem zmarłych i żywych, obserwując to, jak bardzo zmieniały się oba – pierwszy zapełniał się duszami tych, którym odbierano życie, a drugi… drugi po brzegi wypełniony był chaosem i niesprawiedliwością. Ale mimo że mogła mieć baczenie na cały Londyn, na całą Anglię, na każdy jej zakamarek, wolała utkwić swój wzrok tylko w jedną sylwetkę.
Samuel Skamander żył, na chwałę Merlina, i miał się dobrze, chociaż potrafiła dostrzec, jak wiele trudów, jak wiele ciężarów spadało na jego mocne, wytrzymałe barki aurora. Prócz kilku delikatnych zmian w mimice, w kolorze skóry, nie zmienił się jednak wcale. Spojrzenie wciąż tak gotowe zdobyć świat, usta wciąż dające ujście tak silnie nacechowanym słowom, skóra wciąż przetkana drobnymi szpileczkami czarnego zarostu. Czasami, gdy czas tracił dla niej jakiekolwiek znaczenie, tęskniła, a te chwile tęsknoty przeciągały się w nieskończoność.
Tęskniła za pewnym uściskiem jego dłoni, za zapalczywością, którą przetkane były jego brązowe tęczówki.
A teraz mogli spotkać się oko w oko – po raz pierwszy od czasu jej śmierci, tego dnia, gdy przyszedł z innymi aurorami i objął jej martwe ciało, i po raz ostatni, żeby mogli się pożegnać. W jego śnie. W świecie wykreowanym przez niego samego.
Nie mogła mieć do niego pretensji, gdy razem obudzili się pod wierzbami, które każdego wieczoru utulały jej ciało do snu kołysankami śpiewanymi przez wiatr grający na drobnych listkach. Jej kroki były ciche. Bose stopy zaledwie szeleściły wśród traw, a delikatnie unoszona przez dłonie suknia weszła w cichą rozmowę z wiatrem. W którymś momencie Sam poczuł jak pod jego łokieć wsuwa się ciepła, kobieca dłoń i zaciska na jego przedramieniu swoje palce. Jego właścicielka obdarzyła go ciepłym uśmiechem, gdy na nią spojrzał. Czarny warkocz zapleciony na prawym ramieniu lśnił w promieniach słońca.
- Zawsze przy tobie byłam, Sam – odpowiedziała na jego pytanie swoim miękkim, choć zdecydowanym głosem, przerywając tę zalegający w jego sylwetce monolog. – Dlaczego przepraszasz za coś, czemu nie jesteś winien?
Bo nigdy nie był winien jej śmierci. To ona. To jej pomyłka na to pozwoliła.




I show not your face but your heart's desire
Powrót do góry Go down
Samuel Skamander
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t1272-samuel-skamander https://www.morsmordre.net/t1372-filozof#10888 https://www.morsmordre.net/t1374p9-auror-na-motorze#11334 https://www.morsmordre.net/f186-harley-street-5-3 https://www.morsmordre.net/t3509-skrytka-bankowa-nr-358#61242 https://www.morsmordre.net/t1597-samuel-skamander#26793
Zawód : starszy auror
Wiek : 28
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Kto sieje wiatr, zbiera burzę
OPCM : 42
UROKI : 20
ELIKSIRY : 1
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: [SEN] Znasz mnie na pamięć   30.07.17 0:50

Szum wiatru nieprzerwanie mieszał się się z cichym głosem, który drgał gdzieś na granicy słyszalności. Nie potrafił wskazać, czy było to oddalone daleko wołanie, czy ton tkał jego własny umysł. A trwanie przed marmurowym nagrobkiem wydawało się nie mieć ani początku, ani końca. Kiedy przyszedł i dokąd miał wracać? Nie pamiętał. Chwila, w której pozostawał, wydawała się wieczna, jakby ktoś zawiesił go pomiędzy światami. I nawet nie wiedział, jak bliski był prawdy.
Pamięć bywała zdradliwa. Z biegiem czasu zacierała wspomnienia, jak obrazem malowany farbami, na który ktoś wylał wodę. Kolory mieszały się ze sobą, rozmazywały kontury i jeśli tylko się pozwoliło, kończyło całość niezidentyfikowaną plamą. Czas był okrutny dla przeszłości, ale ta - jeśli była uporczywie pielęgnowana - trwała jasno, tkając jedynie brzydkie rysy. Im więcej lat upływało, tym bardziej przeszłość wydawała się Samuelowi niedokończona. Skarb, który takim cudem do niego trafił, został mu brutalnie odebrany. Jedyna kobieta, która przełamała wysunięte w sercu bariery - zniknęła, pozostawiając go pustym, tęskniącym i...przeraźliwie winnym. Nie ochronił jej, nie zatrzymał czarnomagicznego zaklęcia, które torturowało ją, nie dopadł sprawców i chociaż powtarzano mu, że zamknięci w Azkabanie parszywcy odpowiadali za jej śmierć - nie wierzył.
Nie usłyszał lekkich kroków, ani zmiany, która zatliła się w powietrzu. Delikatny zapach fiołków uderzył mocniej, jakby otulił go niewidzialny płaszcz, ale Samuel stał bez ruchu, wpatrując spojrzenie w nieruchomą, zimną skałę pod nogami. Tam, gdzie ciemność przysłoniła drobne ciało, pogrzebane pod ziemią razem z jego własnym sercem.
Drgnął zaskoczony, gdy ciepło - tak bardzo znajome - owionęło jego ramię. na odkrytej skórze zamknęły się smukłe palce, a głos  - ten głos - sprawił, że serce najpierw zgubiło kilka niespokojnych uderzeń, a potem zamarło, razem z oddechem, które zamknęło sie w ciasnej klatce płuc. Jak w gorączce, nieprzytomnie, chwycił druga ręką ciepłe, kobiece palce, te same? które podczas próby tak boleśnie go podrapały. Była tam. Nie rozmyła się pod jego uściskiem, jak każdy koszmar i tęsknota, która go mamiła gdzieś nad ranem, na granicy snu.
- Gaby - wypuścił gwałtownie powietrze i odwrócił głowę, przez kilka sekund objęty lękiem, że spotka się z upiorem, przekleństwem, które dopadło i zraniło najmocniej - Gaby... - powtórzył, a serce ruszyło gwałtowna galopadą. Odwrócił się całym ciałem, ani na moment nie wypuszczając z dłoni drobnych palców - Mój Anioł - szeptał już, gdy ramiona wsuwał na talię, przyciągając kobietę ku sobie, zamykając ją w objęciu. Nachylił się, niemal garbiąc, by zanurzyć twarz w czarnych włosach, opierając policzkiem o jej policzek, wdychając zapach tak bardzo żywy, że mógłby przysiąc, że była tuż obok. Bo była? Czemu tak przeraźliwe tęsknił, skoro trwała u jego boku? Czemu niemiłosiernie tuczące się w klatce piersiowej miejsce prawie krzyczało w mieszance radości i strachu?
- Jesteś cały czas - mówił szeptem, słowa wypowiadając tuż przy uchu, ciepłym oddechem otulając jasne lico. Czarne pasmo opadło na jej ramię, na warkocz i stopiło się w kruczej czerni. A potem drzazga wbiła się w serce, przypominając - Pozwoliłem im cię odebrać. Miałem cię chronić - palce zacisnęły sie i rozluźniły. Nie chciał jej wypuszczać, na sama myśl coś szarpało się w duszy, jak uwięziony na łańcuchu hipogryf - To powinienem być ja, nie ty - śmierć zabrać jego życie miała. Czemu okrutny los pozwalał, by piękno mogło ginąć? By światło, które nosiła w sobie, musiało zgasnąć?






Cause I walk through the valley of the shadow of death

And I fear no evil because
I'm blind.

Powrót do góry Go down
Ain Eingarp
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Wielość
Wiek : nieskończoność
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
I show not your face but your heart's desire.
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
Genetyka : Metamorfomag

PisanieTemat: Re: [SEN] Znasz mnie na pamięć   08.08.17 0:07

Realność we śnie była pojęciem względnym; on mógł sądzić, że była prawdziwa, ona mogła czuć swoje ciało – i w ten sposób docierali do momentu, w którym wilk był syty i owca cała. Tęsknota znajdowała ujście w gestach, w dłoniach obejmujących talię, w ramionach zaciskających się wokół szyi, w drobnych muśnięciach rzęs na policzku. Żadne z nich nie przejmowało się tym, że okoliczności nie były tak naprawdę realne, że żaden z bodźców, które pozornie czuli na swojej skórze, nie był prawdziwy. Mogli się okrutnie rozczarować – a raczej mógł, Sam mógł się okrutnie rozczarować. Gabrielle, żyjąc w zupełnie innym świecie, świecie koszmarów i sennych marzeń, miała możliwość posiadania świadomości tego zjawiska, ale jej usta były tym razem złączone przysięgą, więc przekazanie mu tej świadomości nie było możliwe. Wykreował ją na zapamiętany przez siebie obraz i w takim stanie musiała pozostać, wkładając jedynie kilka swoich elementów, które miały za zadanie nadać ich historii pewien kształt, barwę, ciepłą nutę.
Nie pozwoli, żeby Samuel obudził się mokry od potu, przerażony i obolały od ciężarów, które przygniatają jego barku.
Dlatego objęła go jak najmocniej jak tylko mogła, zamykając przy tym oczy, zaciskając dłoń na jego ramieniu, kiedy i on odpowiadał tym samym gestem. Znowu byli razem – ona cieszyła się z tego podświadomie, on chłonął z tego zdecydowanie więcej, ale to nie miało znaczenia. Powróciła do nich przeszłość. Chciała ją utrzymać w ciepłych barwach, dopóki mogła.
Odsunęła się od niego odrobinę, na tyle, by móc objąć dłońmi jego twarz i miękko na niego spojrzeć, pozwalając, by usta uniosły się w delikatnym łuku uśmiechu. Lekkim, mimowolnym ruchem odgarnęła kosmyki włosów, które wiatr omyłkowo szarpnął zza ucha. Wierzchem palców otarła jego policzki przetkane cieniutkimi pasemkami dawnych doświadczeń. Był zmęczony. Chciała przynieść mu ukojenie – zarówno w bólu, jak i w utrapieniu.
Zawsze, Sam, zawsze przy tobie byłam, najdroższy – odpowiedziała pewnym głosem, błądząc wzrokiem po jego twarzy. Uśmiech delikatnie zbladł, gdy usłyszała jego dalsze słowa.
Zawsze uczyła go, że przeszłość to tylko wbijające się w nasze ciało igły. Była krótka, szybko przemijała, a świat pędził i nie mogliśmy stracić go z oczu na rzecz tego, co minęło. Igły kłuły, zostawiały gorzki smak bólu, ale były również szybko wyrzucane. To była chwila, to zawsze była tylko chwila.
Nie mów tak, Sam – głos, choć zmieniony, zdecydowany, wciąż muśnięty był miękkim pędzlem pastelowych barw. – Nigdy nie odpowiadaj za cudze błędy, nigdy. Musisz żyć swoimi decyzjami, w innym wypadku pożre cię twoje własne sumienie. – jej dłoń, wciąż ciepła i jasna, spłynęła z jego policzka, by objąć ramię. Zacisnęła lekko na nim swoje palce, jakby chciała go w ten sposób wesprzeć, przekazać swoją siłę. – Widzę, jak każdego dnia się zadręczasz, jak dusisz w sobie zemstę i tęsknotę za mną. Nie powinieneś, Sam. Wciąż żyjesz, wykorzystaj ten potencjał, mój kochany.




I show not your face but your heart's desire
Powrót do góry Go down
Samuel Skamander
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t1272-samuel-skamander https://www.morsmordre.net/t1372-filozof#10888 https://www.morsmordre.net/t1374p9-auror-na-motorze#11334 https://www.morsmordre.net/f186-harley-street-5-3 https://www.morsmordre.net/t3509-skrytka-bankowa-nr-358#61242 https://www.morsmordre.net/t1597-samuel-skamander#26793
Zawód : starszy auror
Wiek : 28
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Kto sieje wiatr, zbiera burzę
OPCM : 42
UROKI : 20
ELIKSIRY : 1
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: [SEN] Znasz mnie na pamięć   09.11.17 23:23

Zlewające się ze sobą fragmenty rzeczywistości, umykały świadomości Samuela. Elementy, które realnie rozpoznałby jako ulotne, tym razem po prostu przepływały obok, jak wartki potok. Sen. I nawet, gdyby potrafił zrozumieć jego aspekty - ignorował. Z premedytacją, zatapiając się coraz głębiej, odsłaniając skłębiony przez lata ból. Niezmiennie żywy, tak samo gorzki i równie bliski, co w czarnym dniu straty. Sen. A każdy jego fragment, kreacja, w której stąpał po cmentarnej ziemi, wydawała się nieść coś więcej, niż wieczną rozpacz, którą odkrywał w koszmarach.
Nigdy - przez te lata - nie była tak blisko. Zawsze na wyciągniecie ręki, zawsze przysłonięta całunem i umykająca jego dłoniom, jak...duch. Upiór, który mimo prób, znikał, nie pozwalając się choćby dotknąć. Przypomnieć. Koszmar, który pokazywał to czego tak bardzo pragnął, jednocześnie uświadamiając, że nigdy go nie uzyska. Gdzieś słyszał, że na tym polegało mugolskie piekło. Skazani na wieczne potępienie z wiedzą, że światło i największe szczęście nigdy nie będzie ich udziałem. Czy on trafił do takiego? Jak wyrwany liść, porwany przez huragan i rzucony gdzieś w ciemność?
Przyjmował ból, jak kochankę. Tylko po to, by znaleźć ją. Od nowa. Miał przecież cel. Nadany przez tragedię, a mimo to szukał powodu, by wracać do niezaleczonych ran, jak masochista, otwierając je i szukając znaczenia.
Czemu przyszła teraz? Po tylu latach ciszy i pytań, które zadawał w przestrzeń. Ciepła, jak wiatr letniego poranku, żywa, jak w chwili ich pierwszego spotkania. I znowu jego. Dla niego. Jak mógł pozwolić jej teraz umknąć? Patrzeć, jak opuszcza jego ramiona, które tak rozpaczliwie wokół niej zaciskał? Czuł się rozbity, jak jedno z luster, które musiał rozbić pięścią, by znaleźć wyjście. Może taka była prawda. To co pękało, to fragmenty jego duszy, zmarzniętej, zeszklonej, lustrzanej. Wszystko po to, by znaleźć się w tym jednym miejscu i czasie...śnie.
Chciał zaprotestować, gdy poczuł drgnienie tuż przy sobie. Nie chciał jej wypuścić i palce w panice zacisnęły się mocniej. Tylko na moment, gdy zrozumiał, że nie znikała. Jeszcze. Bał się głośniej odetchnąć, jakby ciało przewidywało, że przy najlżejszym powiewie, wszystko okaże się...snem. Ale dłonie, które znaczyły linię jego szczęki, były ciepłe, bliskie, realne - Wiem - bo przecież czuł, czasem nawet słyszał miękkie kroki tuż przy łóżku, które znikały, nim odkrył źródło. Tylko czy była tam z własnej woli, czy to on karał ją wciąż od nowa? Przywiązał i wołał, nie pozwalając dotrzeć do światła - Chcesz...pójść dalej? - nachylił się, sącząc słowa tuż przy kobiecych wargach. Niemal czuł posmak miodu, którym smakował każdy pocałunek. Prawie, ale z trudem odsunął się, nim chwycił ustami zakazany owoc. Pokręcił głową, chociaż gest zniknął, gdy jedną dłoń uniósł wyżej, powoli wsuwając ją na kobiece ramię i dalej, zatrzymując przy szyi - Nie, Gaby - nie mówił głośno, ale głos naznaczony zwyczajową pewnością, był miękki - to był mój błąd - największy, jaki popełnił - i będę płacił za to do końca życia. - ból bez woli aurora wkradł się między sylaby - Żyję - potwierdził, przesuwając kciukiem po niemożliwie gładkiej skórze - zapłaciłbym więcej, byleby móc odwrócić los - nie kłamał, nie krył się, wypowiadając na głos trawiące go winy  - żyję i działam, pracuję, ścigam tych...takich, jak ci, którzy mi cię odebrali.  Własnie po to, by nikt nie musiał płacić podobnej ceny. Przysięgałem... - zamarł, zaciskając usta - ale gdybym tylko mógł... - odetchnął cicho i absurdalnie, kąciki warg uniosły się - To będzie pożganie, prawda? - nie musiał pytać. Wiedza, jak mgnienie burzy zajaśniało, odsłaniając maleńki fragment prawdy, który miał zobaczyć i zrozumieć. Coś się przecież zmieniło. Na Próbie pozwolił jej odejść. Pozwolił zrobić coś, co powinien uczynić już dawno.






Cause I walk through the valley of the shadow of death

And I fear no evil because
I'm blind.

Powrót do góry Go down
Ain Eingarp
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Wielość
Wiek : nieskończoność
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
I show not your face but your heart's desire.
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
Genetyka : Metamorfomag

PisanieTemat: Re: [SEN] Znasz mnie na pamięć   20.06.18 21:20

To był jego świat – zbudowany tak, jak on tego chciał. Każdy jego element był ważny, nawet najlżejszy powiew wiatru miał w sobie coś z charakteru swojego twórcy. To on był centrum tego świata, nie ona, dawno już to zrozumiała. Tęsknota kreowała ciepłe, ginące pod pomarańczowo-żółtą otoczką wieczory, kreowała sielskie poranki budzące się w akompaniamencie drozdów rozpoczynających swój dzień. Budziła się w tym świecie codziennie, nauczyła się w nim żyć, i ciągle czekała, aż przyjdzie. Częściej błądził, niż odnajdywał charakterystyczne wierzby, pod którym złożono jej ciało – gubił się w koszmarach, pozwalając, by burzowe niebo wskazywało mu drogę. A ona była tuż obok, plotła wianki na wzgórzu, stała na nim, czekając, aż spojrzy w jej kierunku, poszuka w jej ramionach ukojenia. Zawsze tu była. Czekała niczym wierna Penelopa.
Kiedy przyciągał ją do siebie, nie mogła odmówić – pojawiała się przy starciu nocy z porankiem, była zwidą, tęskną marą, która uciekała, kiedy tylko się budził. Pilnowała jednak tej kruchej granicy, będąc świadomą tego, że nie może stać się jego szaleństwem. A wyglądało na to, że wszystko do tego dążyło.
Bo nie tylko on za nią tęsknił. Ona, zawieszona między światami, tęskniła również, chociaż w nieco inny sposób, mniej bolesny – bo przecież już nie czuła bólu; mniej rzeczywisty – bo przecież już nie istniała. Była duchem. I zaczynało ją to męczyć.
Dzisiaj odzyskała ciało na jego prośbę, wciąż niematerialne, pozbawione wszystkiego, co ludzkie, ale potrafiące dotknąć i przyjąć dotknięcie. Jego palce były ciepłe od wspomnień przeszłości, jego uścisk wciąż był tak samo silny, jego głos brzmiał cały czas tak samo. Nie chciała się od niego oderwać, jej ramię wciąż obejmowały jego ciało – bardziej żywe niż ona sama – a dłoń ułożyła się lekko na policzku.
Chcę, ale ty mi nie pozwalasz – szepnęła do niego ciepło, miękko, dokładnie tak, jak szeptała do niego, kiedy jeszcze żyła. Jego ciepły oddech owionął policzek i już rozchylała delikatnie usta, by złożyć na jego wargach pocałunek smakujący miodem, kiedy się odsunął. Nie pozwolił sobie na zatonięcie, na ostateczny akt połączenia. Wiedziała dlaczego. Była tam, jej paznokcie przedarły się przez jego skórę. Była sobą, a jednak było w istocie z próby coś nienormalnego, niecodziennego. Wpatrywała się w niego spokojnie, cicho, pozwalała, żeby nasycił się jej realnością. Kąciki uniosły się delikatnie w rozbawieniu. – Zadręczasz się cały czas, chociaż wiesz, że nie powinieneś. To ci nie pomoże, Sam – wierzchem dłoni gładziła jego policzek, jej dotyk mieszał się letnim, delikatnym powiewem wiatru. – Zbyt długo włóczę się po twoim świecie. Odnalazłam się w nim tak dobrze, że nie widzę różnicy pomiędzy nim a naszym domem. I zaczyna mnie pożerać tęsknota. Tęsknota, której nie powinnam czuć. Dlatego chciałabym już odejść, podarować nie tylko tobie, ale i sobie chwilę wytchnienia. Nie mam do ciebie żalu o nic – odpowiedziała, uśmiechając się nieco szerzej, promienniej. – Nie płacz za umarłymi, płacz za tymi, którzy jeszcze żyją i nie mogą obronić się sami. Obiecasz mi to? Obiecasz, że pomścisz mnie, broniąc tych, o których walczycie? Nie szukaj moich oprawców, szukaj życia wśród śmierci. Obiecaj, proszę.




I show not your face but your heart's desire
Powrót do góry Go down
 

[SEN] Znasz mnie na pamięć

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz?
» Jak to jest stracić pamięć? ~Roko Scarlet
» Pamiętnik Jessi
» Łąka pamięci
» Klub Nocny - Katedra Mokrej Elżbiety

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Wprowadzenie :: Archiwa Departamentu Tajemnic :: Myślodsiewnie-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-18