Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Główny salon
AutorWiadomość
Główny salon [odnośnik]06.08.17 14:28

Salon

Nie brak tu światła - przestronny salon, położony w centralnej części posiadłości, wpuszcza je wysokimi oknami. Jest jednym z najjaśniejszych pomieszczeń w domu, w którym dominują w nim głównie barwy ciemne. Wygodne kanapy, pufy i fotele obite miękkim, przyjemnym materiałem stanowią główną część pomieszczenia, a usytuowane są nieopodal kominka odłączonego od sieci Fiuu. Nieco dalej ustawiono stół i wygodne krzesła. Z salonu można wyjść bezpośrednio do ogrodów.


psithurism (n.)
the sound of rustling leaves or wind in the trees
Ulysses Ollivander
Zawód : mistrz różdżkarstwa, numerolog
Wiek : 33
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler

and somehow
the solitude just found me there

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Główny salon 49ef0cf60175f20be70ba8f5ceb218e8
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4176-ulysses-francis-ollivander https://www.morsmordre.net/t4228-nebula#86429 https://www.morsmordre.net/t4213-ufo-z-lasu https://www.morsmordre.net/f207-lancashire-silverdale-posiadlosc-ollivanderow https://www.morsmordre.net/t4227-skrytka-bankowa-nr-1059#86421 https://www.morsmordre.net/t4229-ulysses-francis-ollivander#86432
Re: Główny salon [odnośnik]05.04.21 22:49
22 XI 1957

Choć otrzymał propozycję spoczęcia na jasnej sofie, na pierwszy rzut oka ewidentnie bardzo miękkiej, to jednak z niej nie skorzystał. W tak eleganckim wnętrzu nie czuł się dobrze, jakby stanowił jedyny element niepasujący do reszty harmonijnego krajobrazu. Tak zresztą było, do szlacheckiego dworku pasował jak pięść do nosa. Nieogolony, w starym płaszczu długim do kolan, którego ciemny odcień tylko podkreślał to, jak mocno pobladła jego twarz po wyspiarskich przygodach. Przynajmniej cienie pod oczami nie wyglądały tak koszmarnie, jak ledwie kilka dni temu, gdy nie znajdował się w posiadaniu eliksirów wspomagających spokojny sen. I kiedy nie mógł wybrzydzać co do pożywienia, jakie stanowiło tłuste, focze mięso. Przy kolejnym podejściu udało mu się lepiej ugotować ziemniaki, a ostatnio przypomniał sobie, że przecież można je upiec nad ogniskiem. No cóż, człowiek uczy się całe życie. Następnym razem powinien spróbować tego pieczenia.
Stał prosto, dbając o utrzymanie sylwetki we względnym bezruchu, choć w głębi duszy towarzyszyło mu nikłe skrępowanie przez obawę, że mógłby zupełnym przypadkiem coś zniszczyć lub pobrudzić. I tak było mu wystarczająco głupio, kiedy przy drzwiach frontowych rezydencji rzucał chłoszczyć na ubłocone buty, które były ewidentnym dowodem na to, że wyszedł z lasu. Może jeszcze nie zdziczał, ale swoją prezencją mógł nieświadomie utwierdzić kogoś w podobnym przekonaniu. Dziwnie też było zbliżać się do takiej posiadłości bez poczucia, które towarzyszyło mu ostatnio ciągle, że zaraz ktoś się na niego rzuci w próbie ujęcia go żywego lub martwego. Zwyczajowo podchodził z dużą dozą ostrożności do szlachty, w jego świadomości tylko ród Weasley, daleki przyznawać się do swojej szlacheckiej tożsamości, wydawał się swojski. To prawda, że zdarzają się różni lordowie, damy też bywają bardzo zróżnicowane w sposobie bycia, ale prawie wszyscy zdawali się przywiązani do wielkich tytułów. Czy można go winić za podobne odczucie, kiedy okazałe salony stanowiły dla niego odrębny świat pełen niewiadomych?
Motyw do poruszenia się odnalazł w osobie Skamandera, gdy tylko ten wkroczył do salony przy asyście skrzata. Kieran przyjrzał się niskiej istocie, która zdawała się nie spuszczać oczu z blondyna. Czyżby lord Ollivander próbował im uświadomić, że nie ma do nich całkowitego zaufania? Właściwie ta czujność byłaby nawet pokrzepiająca, gdyby była skierowana w odpowiednią stronę. Z jakąś podejrzliwością Rineheart przeniósł spojrzenie z magicznego stworzenia na kryształowe żyrandole zawieszone pod sufitem. Rozważał, czy w którymś momencie skończą pod jednym z nich, jeśli ich zachowanie okaże się niegodne przestronnego wnętrza. Poprawił poły płaszcza, a potem mocniej ścisnął różdżkę w prawej dłoni, nie odczuwając przy tym dyskomfortu. Był przerażony myślą, że mógłby mieć rękę wiodącą wykluczoną z użytku na dłuższy czas, o ile nie na zawsze. Amputacji nie brał pod uwagę, przyśniła mu się tylko raz. Nie miał wielu środków do dyspozycji jednak na wyspie mocno pilnowała, aby w rozległą i poszarpaną ranę nie wdało się zakażenie. Jego nikła wiedza o zielarstwie uratowała mu skórę.
Dzięki za fuchę – rzucił w ramach powitania, z którego nie wylewała się niewiadomo jak wielka wdzięczność, ale takie wyrazy uznania im obu powinny wystarczyć. Potem ostatni raz zerknął na skrzata, odpuszczając sobie wypowiadanie komentarzy, mała istota prawdopodobnie będzie mieć ich na oku, nic wielkiego. Chyba. To jednak nie niego było wycelowane ostre spojrzenie. – Mamy jakieś wytyczne odnośnie tego jakie zabezpieczenia mamy założyć i gdzie konkretnie? – wyjrzał za salon, zastanawiając się czy będą musieli przejść dalej, w głąb rezydencji. Wolał jednak nie spotkać nikogo z domowników, byłoby raczej niezręcznie.
[bylobrzydkobedzieladnie]



There’s a storm inside of us. A burning. A river. A drive. An unrelenting desire to push yourself harder and further than anyone could think possible. Pushing ourselves into those cold, dark corners where the bad things live, where the bad things fight. We wanted that fight at the highest volume. A loud fight. The loudest, coldest, hottest, most unpleasant of the unpleasant fights.


Ostatnio zmieniony przez Kieran Rineheart dnia 08.08.21 16:49, w całości zmieniany 2 razy
Kieran Rineheart
Zawód : Rebeliant
Wiek : 53
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowiec
I have a very particular set of skills, skills I have acquired over a very long career. Skills that make me a nightmare for people like you.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
when we all fall asleep where do we go
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5879-kieran-rineheart https://www.morsmordre.net/t5890-aedus#139383 https://www.morsmordre.net/t5891-aurorskie-sprawki#139384 https://www.morsmordre.net/f205-opoka-przy-rzece-wye-walia https://www.morsmordre.net/t5895-skrytka-bankowa-nr-1467 https://www.morsmordre.net/t5907-k-rineheart#139780
Re: Główny salon [odnośnik]15.07.21 21:52
Sytuacja na froncie zmieniała się z dnia na dzień. Anthony nie odczuwał jednak, że pozostaje w tyle. Odnajdywał się w wojennej zawierusze dotrzymując jej kroku, a nawet nieraz samemu dyktując takt w rytm który wywoływane były kolejne zaklęcia. Derbyshire było wdzięcznym parkietem na którym szlifował swoje umiejętności jako starszy auror mając pod pieczą kilku własnych ludzi. Choć skupiał się na jednym to w dalszym ciągu miał na uwadze poboczne zobowiązania oraz plany. Jednym z istotniejszych działań było zabezpieczenie Lancastshire. Nad ufortyfikowaniem posiadłości pracował nieustannie od kilku miesięcy. Całość wymagała więcej uwagi i pracy niż wstępnie zakładał.
Swojego wierzchowca oddał pod opiekę stajennemu. Na niego samego czekał już skrzat z kwaśną miną. Skamander obdarzył go podobnym grymasem entuzjazmu by zaraz dość ostentacyjnie go wyminąć i podążyć do salonu. Znał drogę. Biorąc pod uwagę czas Kieran powinien już w nim na niego czekać.
- Nie wyobrażaj sobie za wiele. Potrzebuję biegłego w białej magii by dokończyć to co chciał Olivander. Jak chcesz być komuś wdzięczny to jemu - poprawił go chłodno swobodnie zwracając się do starszego aurora na ty. Nie potrzebował wdzięczność, tego by ktokolwiek lokował w jego osobie emocje lub wyobrażał sobie więcej niż powinien. Nie byli przyjaciółmi. A to nie było spotkanie przy piwnie. Mieli pracę do zrobienia. Tyle. Mógł wyjść w oczach Kierana na co najmniej nieuprzejmego ale przecież nie było to nic czego nie można byłoby się po nim spodziewać, prawda? - Ignoruj go. Będzie łaził za nami lecz nic nie zrobi, słowem też się nie odezwie - Anthony spojrzał z góry na skrzata, którego zauważył i Kieran - Olivander ma paranoję. Wyobraża sobie, że jak nie będzie mi patrzył na ręce to wysadzę mu rezydencję w powietrze - mrukną z wyraźną nutą irytacji. Powiedział to nie by wyjaśnić Kieranowi kwestię kręcącej się za nimi obstawy, a po to by właśnie złośliwie zirytować skrzata - i jak miał nadzieję - również tutejszego Nestora. Bo przecież otrzyma raport z dzisiejszych prac od magicznego stworzenia, prawda? To nie tak, że Anthony nie rozumiał braku zaufania ze strony Ulysessa. Jednak skoro był wstanie tak ją uzewnętrzniać to po co w ogóle powierzył zabezpieczenie Silverdale właśnie jemu?
- Tak. Mało zwięzłą. Chodź za mną. - nakazał skierowując swoje kroki w stronę korytarza, a następnie prowadząc siebie, jak i Kierana na wyższą kondygnację w prawym skrzydle posiadłości - Dziś jest w planie zabezpieczyć trasy przechodnie na piętrze wschodniego skrzydła rezydencji. Mamy co do zasady wolną rękę, jednak mamy skupić się na bardziej skomplikowanych inkantacjach. Najprostsze Nestor Olivander - łypnął na skrzata - założy samemu. Żadnych niespodzianek na okna. Zaklęcia wewnątrz budynku mają w miarę możliwości nie ingerować przesadnie w życie domowników. Tak więc na okna głównie pójdą lignumo, lepkim rękom, na korytarze przykładowo nigdziebądź. Przed nałożeniem zaklęcia powiedz mi gdzie i jakie nakładasz. Będę to musiał potem oznaczyć na planie.


Find your wings


Anthony Skamander
Zawód : Rebeliant
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
You don't need a weapon when you were born one
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5456-budowa#124328 https://www.morsmordre.net/t5494-hrabina#125516 https://www.morsmordre.net/t5473-thony#124691 https://www.morsmordre.net/f256-bexley-high-street-27-4 https://www.morsmordre.net/t5495-skrytka-bankowa-nr-1354#125517 https://www.morsmordre.net/t5479-anthony-skamander#124933
Re: Główny salon [odnośnik]27.07.21 21:52
Ach, cóż za miłe powitanie. Paradoksalnie to właśnie ta niechęć w lodowatym wydaniu wydała mu się najbardziej szczerą reakcją na jego powrót spośród wszystkich tych, z jakimi miał do czynienia do tej pory. Brew mu nawet nie drgnęła, spojrzenie nie nabrało surowości, próżno było szukać u niego oznak niezadowolenia, a co dopiero oczekiwać rychłego wybuchu agresji. Oto nadeszła chwila, w której miał zwyczajnie dość przepychanek, utarczek, złośliwości i udowadniania wyższości swojego punktu widzenia – szkoda było tracić czasu na pierdoły, kiedy szalejąca wokół wojna stała się jeszcze bardziej niszczycielska. Zjawili się tutaj z powodu pracy, co prawda dorywczej, ale wciąż w jakimś stopniu swym charakterem zbliżonej do tego, co czasem robili jako aurorzy. Odkładając osobiste odczucia na bok, pozostawali fachowcami, jeden lepiej obeznany w urokach, drugi w obronie przed czarną magią. W przeszłości jakoś ze sobą współdziałali, tym razem też dadzą radę, skoro obecna inicjatywa nie wymagała postawienia życia na szali.
Skrzat przyglądał im się swymi wyłupiastymi oczyma w całkowitym milczeniu, swoje oburzenie trzymając w ryzach, być może z powodu wytycznych, jakie wcześniej otrzymał od kogoś, kto miał nad nim absolutną władzę. Kieran nie współczuł stworzeniu, nie głowił się nad jego losem, tak samo jak nie przejmował się tym co i przede wszystkim w jaki sposób mówi Anthony. Byleby nie przywiązywać wagi do jego tonu, w jakim nigdy nie brakował tych jakże wkurwiających nut. I jeszcze nie odpowiadać, bo przecież każde słowo może zostać wykorzystane przeciw tobie.
Nie miał żadnego problemu z tym, aby ruszyć za nim. Głównym wykonawcą zlecenia pozostawał Skamander, najwidoczniej już wystarczająco zapoznany z planem rezydencji, aby całkiem swobodnie przemierzać korytarze i wspinać się po schodach. Nim dotarli do odpowiedniej części ogromnego domostwa Rineheart został zapoznany z planem działania, co do którego nie miał żadnych zastrzeżeń. Wszystko było zrozumiałe, wydawało się logiczne, zatem starszy wiekiem czarodziej przytaknął i zbliżył się do drzwi, które znajdowały się najbliżej.
Mogę tutaj wejść? – spytał skrzata, na co ten swoim chrapowato-piskliwym głosem odrzekł, że można. Jeden suchy komunikat, bez zbędnej wylewności i uprzejmości; prawdopodobnie w innych okolicznościach ten oto skrzat byłby dla Skamandera doskonałym kompanem. Dla Kierana zresztą też. – Zabezpieczę tutaj próg Lignumo – oznajmił bez mrugnięcia okiem.
Naparł na klamkę i wszedł do środka pomieszczenia, rozglądając się po niewielkim saloniku. Wcale nie byłoby tak trudność wedrzeć się przez okno.
Do roboty, pomyślał z determinacją, mocniej zaciskając palce na różdżce. Musiał upewnić się, że wciąż potrafi ją trzymać, że dalej jest mu posłuszna. Uspokoił oddech i wykonał prosty gest różdżką, inicjując cały proces, który miał zająć sporo czasu. Czuł jak drobiny czystej energii wyrywają się na zewnątrz, spływając z dłoni, do drewna i jeszcze dalej. Z perspektywy Kierana nałożenie zabezpieczeń nie było niczym innym jak wpleceniem własnej magii w najbliższe otoczenie. Może to było zbyt proste założenie, zbyt duży skrót myślowy dla procesów mniej lub bardziej zaawansowanych. Z kieszeni płaszcza Kieran wyjął prosty patyk, który ułożył na progu pokoju, przy otwartych drzwiach, a potem przykucnął, aby na głos wypowiedzieć jedną przydługą formułę, aby kolejne sklecić w myślach. Wiedział, że musi uzbroić się w cierpliwość, kształtowanie magii było czasochłonne.



There’s a storm inside of us. A burning. A river. A drive. An unrelenting desire to push yourself harder and further than anyone could think possible. Pushing ourselves into those cold, dark corners where the bad things live, where the bad things fight. We wanted that fight at the highest volume. A loud fight. The loudest, coldest, hottest, most unpleasant of the unpleasant fights.
Kieran Rineheart
Zawód : Rebeliant
Wiek : 53
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowiec
I have a very particular set of skills, skills I have acquired over a very long career. Skills that make me a nightmare for people like you.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
when we all fall asleep where do we go
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5879-kieran-rineheart https://www.morsmordre.net/t5890-aedus#139383 https://www.morsmordre.net/t5891-aurorskie-sprawki#139384 https://www.morsmordre.net/f205-opoka-przy-rzece-wye-walia https://www.morsmordre.net/t5895-skrytka-bankowa-nr-1467 https://www.morsmordre.net/t5907-k-rineheart#139780
Re: Główny salon [odnośnik]28.07.21 2:20
Niektórzy kołysali się na emocjonalnej huśtawce usytuowanej nad bezdenną przepaścią pozwalając by wzloty i upadki trzęsły ich sercami to w przypływach radości lub rozpaczy, starty i zysku. W porównaniu do nich Anthony odnosił wrażenie, że przyglądał się temu wszystkiemu z boku będąc niczym mniej, a więcej niż tylko obserwatorem. Nie czuł zżycia z członkami organizacji. Traktował ich jak żołnierzy. Każdy kto zniknął mu z oczu stawał się martwym. Nie nosił w sobie nadziei na to, że wrócą do jego codzienności. Kiedy to zaś robili zachowywał się tak, jak zwykle. Był to jego sposób na rzeczywistość. Ale czy odpowiedni...?
Skamander zlustrował uważnie Kierana badając jego nijaką reakcję. Spodziewał się zgryzoty, czy chociażby skrzywienia z powodu szorstkiego powitania, lecz nie dostał nic. Co prawda skrył zaskoczenie jednak zielone oczy zakołysały się drapieżną czujnością niby od niechcenia na profilu Rinehearta. Zupełnie jak wilk który wyceniał napotkanego krewniaka nie wiedzący jak właściwie powinien go potraktować. Ostatecznie pozwolił sobie na chłodną protekcję. W końcu Kieran był tu na jego wezwanie, pod jego rozkaz. Danie temu wydźwięku było swego rodzaju drobną, przyjemnością. Podobną do tej jaka płynęła ze zirytowanego jego osobą skrzata oraz jego Pana.
Anthony wyłożył zadanie, które przed nimi stało. Ograniczania, nakazy oraz to jakie zaklęcia powinien zastosować. Sam Skamander po odprowadzeniu wzrokiem Skrzata i starszego aurora pozostał przy schodach którymi weszli na piętro. Odłożył na rzeźbionym zwieńczeniu rapy szatę i zabrał się do tkania w kątach ścian i na całej rozpiętości nieskończenie długiego holu zaklęcia nigdziebądź. Różdżka znajdująca się w jego dłoni mozolnie i systematycznie rozpościerała skomplikowany schemat niewidocznych, lecz wyczuwalnych magicznych wiązań. Anthony pracował na korytarzu więc widział, jak Rineheart pojawia się w nim na chwilę by zatopić się w kolejnym pokoju. W pewnym momencie te się kończyły i okna wychodziły bezpośrednio z korytarza na niewielki porośnięty dziwną flora dziedziniec. Chcąc nie chcąc znaleźli się w jednym pomieszczeniu. To Anthony pierwszy przerwał ciszę nie odrywając podkrążonych oczu od kantu w którym ściana przeobrażała się w sufit.
- Od jak dawna jesteś śród żywych. Nadrobiłeś braki? - mruknął nie będąc pewnym czy jest ciekawym, czy próbuje odegnać myśli od drętwiejących od trzymania w górze rąk. Nienawidził zmuszać się do wysiłku - Rozmawiałeś z Bagnoldem..? - dodał po pewnym czasie odnosząc się nie wprost do pewnej kwestii która zaczęła go momentalnie nurtować, a którą zwerbalizował już bezpośrednio - Wracasz już na stanowisko?


Find your wings


Anthony Skamander
Zawód : Rebeliant
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
You don't need a weapon when you were born one
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5456-budowa#124328 https://www.morsmordre.net/t5494-hrabina#125516 https://www.morsmordre.net/t5473-thony#124691 https://www.morsmordre.net/f256-bexley-high-street-27-4 https://www.morsmordre.net/t5495-skrytka-bankowa-nr-1354#125517 https://www.morsmordre.net/t5479-anthony-skamander#124933
Re: Główny salon [odnośnik]31.07.21 22:20
Czujne spojrzenie drugiego czarodzieja nie zdołało go nawet odrobinę speszyć, a właściwie to gdzieś z tyłu głowy Kierana pojawiła się z lekka śmieszna myśl, że mógł właśnie zostać uznany za niezbyt zdolnego oszusta, co to ośmielił się podszyć pod poszukiwanego listem gończym szefa biura aurorów. Wątpił, aby komukolwiek udało się odtworzyć w pełni jego parszywy charakter, ale w sumie na tym świecie, zwłaszcza w tych chorych czasach, szaleńców nie brakowało. Może i dobrze, że napotykał na jakiś drobny przejaw uszczypliwości i podejrzliwości Skamandera, dzięki temu zyskiwał pewność, że ma do czynienia z nim we własnej osobie. Poza tym, w trakcie pracy nie musieli za wiele ze sobą rozmawiać, właściwie to nie było aż tyle okazji do interakcji, skoro obaj wybierali inne przestrzenie do zabezpieczenia. Rinehearta pozostawionego samemu sobie, nikt nie ograniczał jego poczynań, bo skrzat miał bacznie przyglądać się działaniom potencjalnie bardziej kłopotliwego gościa. Trudno było jednak zrozumieć dlaczego do wrażliwego zadania najęto kogoś, co do kogo nie miało się pełnego zaufania. Może nestorska głowa widziała w tym więcej sensu.
Samo zabezpieczenie progu było czasochłonne i wymagało dużo skupienia. Każda pułapka było oddzielnym bytem, nie dało się o tym zapomnieć z racji dłużącego się procesu ich nakładania wraz z ich rosnącym zaawansowaniem. Akurat był przygotowany na to, że spędzi tutaj większość dnia. Po skończeniu z Lignumo przeszedł do kolejnego pokoju, zaraz stając przy drzwiach, które za sobą zamknął. Różdżkę przyłożył do klamki, uderzył w nią różdżką, a potem wypowiedział gardłowo jedną długą formułę, cząsteczki magii upychając intencjonalnie w miedziany element drzwi. Oddawał coś z siebie, kształtował zgodnie z własną wolą, oczyma wyobraźni wizualizując swoje odczucia jako spokojny przepływ, może nawet zbyt powolny. Wydawało mu się, że wszystko się dłuży, jednak minuty szybko przeistaczały się w kwadranse, potem w godziny. Lepkie ręce wciąż pozostawały bardzo skuteczną pułapką na mniej uważnych złodziejaszków, to był jak najbardziej pożądany efekt, aby zuchwalec przekraczający w złych intencjach cudze progi miał utrudnione zadanie.
Upływ czasu przy korzystaniu w wyważony sposób magii nie był aż tak bardzo odczuwalny. Anthony i Kieran w końcu musieli skrzyżować swoje drogi na dłużej. Gdy starszy auror znowu ułożył małą gałązkę przy przejściu prowadzącym na dziedziniec, aby znów skonstruować kolejne Lignumo, jego towarzysz przerwał ciszę. Spojrzał na niego bez wyrazu, dla świętego spokoju nie doszukując się w jego słowach ataku, wybrzmiewającego jadu czy mniej lub bardziej wyszukanej nuty kpiny. Czyżby mogli ze sobą rozmawiać jak normalni ludzie? O mądrości Merlina, oświeć mnie w tym, co się właśnie tutaj dzieje!
Wróciłem kilka dni temu. Wcześniej po prostu nie dało rady – odpowiedział spokojnie, ale nie zamierzał wdawać się w szczegółowe wyjaśnienia. Miałby się przyznać do tchórzliwej teleportacji po nieudanej legilimencji i ataku więźnia na jego osobę w Białej Wieży? Prędzej zdechnie, język sobie odgryzie, ale za żadne skarby nie opowie o tym wszystkim Skamanderowi! – Trochę wyczytałem z ostatniego wydania Proroka, więcej wyjaśnił mi Samuel.
Wdrażanie się w działania Zakonu szły mu mozolnie, ale chciał w pierwszej kolejności dokonać jak najlepszego rozeznania w sytuacji. Obiecał sobie, że szybko dojdzie do siebie. Właśnie dlatego pytania dotyczące jego stanowiska sprawiły, że wreszcie pokazał po sobie jakieś niezadowolenie, bo oto zmarszczył brwi, a różdżkę ścisnął mocniej. Kolejny raz czuł potrzebę upewnienia się, że jego prawa dłoń jest sprawna, a magia rzeczywiście wypływa z jego różdżki. – Dałem mu znać, że trzeba mi nieco czasu. Muszę mieć pewność, że w głowie mam wszystko poukładane. Nie chcę nikogo pociągnąć za sobą przez roztargnienie.
Wciąż zdarzało mu się widzieć twarz człowieka, którego pozbawił życia. Samotność zaczęła mu ciążyć, demony przeszłości osaczały, podsuwając nocną porą pod zamknięte powieki niewygodne wspomnienia wypełnione żalem i pretensjami. Czy nie wyglądał ewidentnie gorzej od czasu ich ostatniego spotkania? Anthony mógł sam to dostrzec.
Zamierzam przejąć pełne zwierzchnictwo od stycznia, jeśli nic nie stanie na przeszkodzie – udzielił ostatecznej odpowiedzi również sobie. – Jeśli masz jakieś uwagi odnośnie działania Biura możesz je zgłosić teraz lub później, możesz skontaktować się z Bagnoldem lub ze mną.
Tak, bo Anthony ze wszystkich pomysłów zwierzy się Tobie, akurat. Choć dobrze byłoby się czegoś od niego dowiedzieć. Na razie jednak Kieran zaczął tworzyć w powietrzu wzory, rysując je krańcem różdżki, niewidzialne, ale dobrze znane, precyzyjne.



There’s a storm inside of us. A burning. A river. A drive. An unrelenting desire to push yourself harder and further than anyone could think possible. Pushing ourselves into those cold, dark corners where the bad things live, where the bad things fight. We wanted that fight at the highest volume. A loud fight. The loudest, coldest, hottest, most unpleasant of the unpleasant fights.
Kieran Rineheart
Zawód : Rebeliant
Wiek : 53
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowiec
I have a very particular set of skills, skills I have acquired over a very long career. Skills that make me a nightmare for people like you.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
when we all fall asleep where do we go
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5879-kieran-rineheart https://www.morsmordre.net/t5890-aedus#139383 https://www.morsmordre.net/t5891-aurorskie-sprawki#139384 https://www.morsmordre.net/f205-opoka-przy-rzece-wye-walia https://www.morsmordre.net/t5895-skrytka-bankowa-nr-1467 https://www.morsmordre.net/t5907-k-rineheart#139780
Re: Główny salon [odnośnik]01.08.21 3:42
Przeciągał różdżką wzdłuż i wszerz. Zręcznie plótł magiczną iluzję podpierając się swoją wyobraźnią. Nie było to dla niego szczególne wyzwanie. Pracował nad zabezpieczeniami zamku od kilku miesięcy. Pułapki, które rozkładał były powtarzalnie, zaklinał przestrzeń zwykłą myślą, a potem szedł do przodu. systematycznie, pewnie.
Moment w którym zaczął dzielić pomieszczenie wraz z Kieranem sprawiał, że niektóre myśli pragnęły znaleźć wydźwięk w rzeczywistości. Od pewnego czasu dręczyła go ciekawość odnośnie tego jak szybko Kieran zamierzał wrócić do piastowania swojego stanowiska. Bo przecież wróci. Od kiedy na nowo pojawił się w Zakonnym życiu Skamander nie spodziewał się by postąpił inaczej. Jeżeli chodzi o to co o tym sądził  to powiedział już to wprost w przeszłości. Teraz jak o tym myślał to jego odczucia bardziej niż niechętne były miałkie i nijakie. Ktokolwiek by nie był w tym momencie głównodowodzącym dla niego będzie jedynie spełniał funkcję reprezentatywną. tak w tym momencie uważał.
- Z Bagnoldem jestem w stałym kontakcie - zaczął od poprawienia. Wszystkie bieżące plany Skamandera spływały do niego - Po twoim zniknięciu dostałem awans. Miałem wesprzeć Bagnolda w działaniu. Otrzymałem grupę podwładnych. Cedric, James oraz Oliver od października są moi - jeżeli więc będziesz miał do nich interes chcę wiedzieć pierwszy - Skupiam się nad działaniami ofensywnymi w na terenach Greengrasów. Widząc jak wygląda sytuacja - nie ulegnie to zmianie. Koordynuję akcje ściśle z grupą z rezerwatu dowodzoną przez Notta. Samuel musiał ci ogólnie zdradzić, jak wygląda nasza strategia na najbliższe miesiące. Jeżeli chodzi o uwagi... - Te przedstawiłem już bezpośrednio Bagnoldowi. Głównym problemem jest problem z ludźmi. Jest nas za mało. Brak tegorocznego naboru, sytuacja na polu walki - nie sprawiają że jest lepiej. Złożyłem już projekt utworzenia jednostki wspierającej nasze działania. Najpewniej zaczniemy ją wcielać w życie z początkiem roku. Szczegóły poznasz jak się skontaktujesz z Bagnoldem - Przykucną rozciągając sieć iluzjonistycznego uroku na całą szerokość holu - Prócz tego, zwróciłbym większą uwagę na rozróżnianie interesów biura, od Zakonu. W tym momencie interesy są zbieżne jednak trzeba pamiętać, że Biuro to instytucja, a Zakon to organizacja powstała z konieczności. Biuro może być chwilowo sojusznikiem Zakonu ale nie może być postrzegane jako narzędzie. Zwłaszcza kiedy Zakon to w dużej mierze czarodzieje o dobrych intencjach lecz bez szkolenia, bez doświadczenia, bez organizacji. Równie dobrze można byłoby dać trzylatkowi tasak do ręki - uważał, że biuro aurorów nawet w obecnym kształcie ma większy potencjał niż sam Zakon, który podejmował działania dyktowane sercem, braterstwem i miłosierdziem - Podlegamy Ministrowi. Longbottomowi. Na kolejnym spotkaniu zwarz więc na to co proponujesz jako Rineheart, a co jako głównodowodzący. I komu - trudno powiedzieć czy bardziej doradził, czy też nakazał. Anthony miał swoją opinie na temat organizacji. Nie chciał by jej sposób funkcjonowania negatywnie rzutowały na klarowną hierarchię i zorganizowanie samego Biura. Widział, że wystąpienie Longbottoma wywarło wrażenie na ostatnim spotkaniu wśród Zakonników lecz z przezorności nie zakładał, że coś to zmieni w Zakonie. Przynajmniej nie od razu. Harold bez wątpienia jako minister chciał wykorzystać Zakon w swojej sprawie. Słusznej. Miał nadzieję, że ten nóż nie okaże się dla Harolda obusiecznym ostrzem - Należałoby też porozmawiać z Tonks. Jej umiejętności są cenne, ma też silną wolę, lecz jej serce jest słabe - wycenił z autentyczną goryczą, żalem - Nie wiem zaś, jak jej duch po tym co spotkało ją w Azkabanie. Nim zacznie zacznie się angażować w cokolwiek znaczącego po stronie Biura upewniłbym się, że zdaje sobie sprawę z tego, że życie życiu nie jest równe - Jej było cenniejsze, użyteczniejsze na polu zmagań od jakiegoś popularniejszego pałkarza. Sytuacja nie może się powtórzyć. Bez względu jak to okrutnie brzmiało - nie każda śmierć miała znaczenie. Wielkie drzewa opadały z łoskotem, liście - w ciszy. Justine nie była już od dłuższego czasu liściem.


Find your wings


Anthony Skamander
Zawód : Rebeliant
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
You don't need a weapon when you were born one
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5456-budowa#124328 https://www.morsmordre.net/t5494-hrabina#125516 https://www.morsmordre.net/t5473-thony#124691 https://www.morsmordre.net/f256-bexley-high-street-27-4 https://www.morsmordre.net/t5495-skrytka-bankowa-nr-1354#125517 https://www.morsmordre.net/t5479-anthony-skamander#124933
Re: Główny salon [odnośnik]01.08.21 13:15
Starał się pilnować przepływu magii, tkać ją w podłogę, wyobrażając sobie jak z dębowego progu w czasie próby rozrastają się długie pnącza i twardsze gałęzie, aby pochwycić każdego, kto ośmieli się wejść do środka rezydencji bez zaproszenia. Kontrolował swoje ruchy, z jednego kąta przechodząc do drugiego, aby znów wypowiedzieć formułę dobrze mu znaną, w powietrzu znowu zarysował różdżką kilka prostych znaków. Myśl, wola, gesty i słowa. Część procesu nakładania pułapki musiała zostać zwerbalizowana, aby wszystko z perspektywy czarodzieja stało się bardziej zrozumiałe, przejrzyste. Intuicyjne korzystanie z magii może być atrakcyjne dla dzieci, ale dorośli czarodzieje już w pełni pojmują, że użycie nawet najprostszego czaru ma swoją cenę.
Realizacja zadania nie przeszkadzała im jednak w kontynuowaniu rozmowy. Kieran dokładnie słuchał tego, co do niego spokojnie i cierpliwie mówiono, nie dając dojść do głosu odczuciom odnośnie tonu, intonacji, tym razem liczyła się tyko treść. Gdy nadeszła ku temu okazja, ponownie skupił spojrzenie na aurorze. Właściwie to już na starszym aurorze. Ten bez ogródek wypunktował najbardziej palące kwestie, z jakich Kieran zdawał sobie doskonale sprawę. Nie tylko Zakon zepchnięty został do obrony, podobnie było z Biurem Aurorów, Dobrze, że ktoś z głową na karku objął aurorską pieczą tereny Greengrassów. Odkładając na bok osobiste animozje, Anthony musiał odwalać kawał dobrej roboty, skoro awans otrzymał, choć również dobrze mogły mieć na to wpływ także brak kadrowe. Brak nowych rekrutów nie ułatwiał walki, jednak zeszły rok nie pozwalał na zwołanie naboru.
Planował, aby działania Zakonu i Biura uzupełniałby się wzajemnie, nie na siebie nakładały. Zdawał sobie sprawę z tego, że aurorzy stanowią osobną instytucję, która powinna zachować autonomię od Zakonu, jednak na chwilę obecną to właśnie ta wręcz partyzancka organizacja budowała solidne zaplecze dla przyszłych działań w tej wojnie. Całe Biuro opowiedziało się za nowym Ministerstwem Magii, ale na jego czele stał lord Longbottom, który trzymał także piecze nad Zakonem. Kieran też odnosił wrażenie, że powstająca Kapituła, o której ledwie usłyszał od Samuel, ma być podstawą dla tworzonego Ministerstwa, fundamenty budowane kolejny raz na siłach i środkach Zakonu, na jego zasobach ludzkich. Może to było mylne wrażenie, wszak Kapituła miała być wewnętrznym ciałem Zakonu. Psidwacza mać.
To powinno być jak najbardziej klarowne, że Biuro Aurorów staje się zbrojnym ramieniem nowego Ministerstwa Magii, nie Zakonu Feniksa. Jednak budowa nowego Ministerstwa opiera się w jakiejś części na potencjale Zakonu, więc trudno uniknąć tego, że będzie z nim utożsamiane – wypowiedział jednak swoją myśl, po chwili kucając i stukając trzy razy różdżką w podłogę, potem kreśląc znak, po którym nie zostawił żadnych zarysowań na drewnianych panelach. Zastanawiał się nad tym, jak będzie wyglądała współpraca Kapituły i Ministerstwa, czy zachowana w tym przypadku zostanie względna równowaga. – Jak na razie nikt z Zakonu nie ma prawa kierować rozkazów do aurorów i tak zostanie. Nie sądzę, żeby lord Longbottom miał zacząć pomijać oficjalną hierarchię Biura.
Przecież nawet Malfoy tego nie zrobił w Bezksiężycową Noc, rzucił tylko szefom departamentów i szefom niektórych jednostek bojowych konkretne rozkazy, dzięki czemu część Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów mogła wypowiedzieć posłuszeństwo zbrodniczej władzy i szybko przejść do ewakuacji ludzi w kilku londyńskich dzielnicach.
Sądzę, że ta sprawa została Justine wyjaśniona raz a dobrze – sprawa jej akcji na placu i uwięzienia w Azkabanie na pewno nie pozostała bez echa. To Longbottom powinien przemówić Gwardzistce do rozsądku. Ach, no tak, byłej Gwardzistce, Gwardii już nie ma.I jak na razie w Biurze Aurorów jest tylko kursantką, zawsze działa pod okiem bardziej doświadczonych aurorów, którzy nie pozwolą na błędy podyktowane brawurą. Ale masz rację, trzeba upewnić się, że jest zdolna pełnić służbę. Zbyt wiele zdolnych osób straciło już życie.
Postanowił wziąć Justine na wspólny patrol, wybadać jej nastroje i przy okazji poczytalność. Przy okazji sprawdzi także siebie, jak reaguje po tym wszystkim, co mu się przydarzyło. Szybko powrócił do ćwiczeniowej rutyny, jakiej poddawał się każdego poranka, ale brak regularności w posiłkach też miał przełożenie na jego kondycję.



There’s a storm inside of us. A burning. A river. A drive. An unrelenting desire to push yourself harder and further than anyone could think possible. Pushing ourselves into those cold, dark corners where the bad things live, where the bad things fight. We wanted that fight at the highest volume. A loud fight. The loudest, coldest, hottest, most unpleasant of the unpleasant fights.
Kieran Rineheart
Zawód : Rebeliant
Wiek : 53
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowiec
I have a very particular set of skills, skills I have acquired over a very long career. Skills that make me a nightmare for people like you.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
when we all fall asleep where do we go
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5879-kieran-rineheart https://www.morsmordre.net/t5890-aedus#139383 https://www.morsmordre.net/t5891-aurorskie-sprawki#139384 https://www.morsmordre.net/f205-opoka-przy-rzece-wye-walia https://www.morsmordre.net/t5895-skrytka-bankowa-nr-1467 https://www.morsmordre.net/t5907-k-rineheart#139780
Re: Główny salon [odnośnik]08.08.21 4:42
Odjął różdżkę od ściany z lekkim zamyśleniem. Nie tylko nad lekką dywagacją i nad własnymi myślami, lecz również nad planem dalszego fortyfikowania posiadłości. Przełożył różdżkę za ucho, a następnie zrobił kilka kroków w stronę stojącego pod ścianą kałamarze. Ujął pióro i zaczął nanosić na plan korytarza kolejne zapiski. Słuchał przy tym Kierana.
Skamander od momentu przyjazdu do Anglii odnosił wrażenie, że znajduje się w ciągłej defensywie. Tylko raz, kiedy Longbottom objął rolę Ministra, Skamander przez krótką chwilę poczuł, że kraj znajduje się na właściwej drodze do normalności. Od tego momentu wszystko stawało się jednak coraz bardziej zawiłe, oddalone. Zamach stanu, wyparcie z Londynu, olbrzymy, dementorzy, większość Anglii pod wolą Voldemorta, rzeź centaurów... To nie tak, że nie widział szansy na to by znaleźć rozwiązanie, sposób na to by przechylić szalę. Wymagało to jednak zaplecza pewnej siły i nie chodziło tu o wolę ducha, a faktyczną moc mogącą zrównoważyć umacnianą z miesiąca na miesiąc potęgę wroga. Śmierciożerców w końcu nie ubywało tak szybko, jak tych którzy oddali się przysiędze Zakonu. Analityczny umysł potrzebował znaleźć przyczynę i tym sposobem uznał, że słabością organizacji było to, że składała się z prostych ludzi o dobrodusznych sercach, którzy mieli za dużo do powiedzenia na zbyt wiele tematów. Nie chciał by dezorganizacja Zakonu rozprzestrzeniła się na strzępki przeżutego i wyplutego przez Malfoya Biura Aurorów. Nie wiedział czy Longbottom również miał te obawy, a ostatnie spotkanie było pierwszym krokiem w kierunku tego by zapanować nad chaosem. Kolejnym miało być ustanowienie Kapituły?
- Czy jak na razie przy każdym oknie nałożyłeś pułapkę? Jaką - zawiesił pytanie wstrzymując dłoń przed wykonaniem kilku kolejnych adnotacji wyjątkowo zamaszystym charakterem pisma - I nie do końca to miałem na myśli. Myślę, że Tonks bardziej niż ktokolwiek w tym momencie pokaże że jest zdolna pełnić służbę i zrobi to co należy. Wątpię też by była mniej obłąkana od nas wszystkich - rzucił ironicznie, żartobliwie - teraz jest kursantką, lecz wcześniej była ratowniczką - ratowała życia. Aurorzy pojawiali się zaś, kiedy niewinny był już trupem - Jest też mugolką więc jestem wstanie sobie wyobrazić, że wojnę odczuwa bardziej personalnie. Nie znam za wielu też potężniejszych czarodziei. Może przez to nie do końca radzi sobie z presją lub sama tworzy jej nadmiar. Zamykanie jej w ramy bycia tylko kursantką nie do końca tu leży, Rinheart, bo dla tylko kursantki wątpię byśmy w ogóle brali pod uwagę wdarcie się do Tower. Dla dobra Tonks i naszego należy oduczyć jej tej niebezpiecznej impulsywności, czy też brawury - jak to powiedziałeś. Bo o ile teraz ktoś może mieć ją na oku, to kiedy znajdzie się ponownie w podobniej sytuacji jak wówczas - znów znajdzie się gdzieś w pojedynkę, emocje wezmą górę, stanie przed koniecznością podjęcia decyzji i oby ponownie udało jej się ujść z życiem bo potrzebujemy jej umiejętności - podniósł się na równe nogi i przesunął dłonią kontrolnie po marmurowaej ścianie. Przelana magia zaszczypała go we wnętrze dłoni - Słyszałem, że ćwiczyła okulumencję. Myślę, że powinna do tego wrócić. Przydałoby się gdyby zyskała większą pewność siebie więc jeżeli będziesz chciał z nią porozmawiać, jako przełożony to polecałbym zabrać się za to przeciwnie do tego, jak rozmawiasz ze swoim synem - wzruszył barkami nonszalancko spozierając na Rinhearta przez ramię - Ale są to tylko moje myśli i zrobisz, jak uważasz, Szefie.


Find your wings


Anthony Skamander
Zawód : Rebeliant
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
You don't need a weapon when you were born one
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5456-budowa#124328 https://www.morsmordre.net/t5494-hrabina#125516 https://www.morsmordre.net/t5473-thony#124691 https://www.morsmordre.net/f256-bexley-high-street-27-4 https://www.morsmordre.net/t5495-skrytka-bankowa-nr-1354#125517 https://www.morsmordre.net/t5479-anthony-skamander#124933
Re: Główny salon [odnośnik]08.08.21 13:57
Śmiało wskazał palcem na wykonanej przez Skamandera mapie rezydencji te okna, w które wplótł dość proste, ale efektowne pułapki. Nałożone przy oknach Oczobłyski miały za zadanie spowolnić ewentualnych przeciwników, oślepić na dłuższą chwilę, która z kolei stałaby się ogromną szansą dla domowników na rozbrojenie nieproszonych gości. Z kolei Lignumo miało pomóc ich spętać.
Jednocześnie mieli możliwość dalej prowadzić swoją rozmowę. Nikt im nie przeszkadzał, tylko skrzat z jednego lub drugiego kąta łypał na nich bardzo krytycznie swym wyłupiastym spojrzeniem. Kieran nie chciał przerywać Skamanderowi wypowiedzi, poczekał więc na moment, w którym mógłby zabrać głos. – Wspomniałeś o potrzebie rozdzielenia spraw Zakonu i Biura, a teraz sam mieszasz oba zagadnienia – wypomniał mu bez mrugnięcia okiem, bez cienia żalu, ale także bez wielkich pretensji, do każdego poruszonego wątku starając się podejść tylko i wyłącznie rzeczowo. – W strukturach Biura Aurorów Justine Tonks oficjalnie pozostaje kursantką i to się nie zmieni w najbliższym czasie, nawet jeśli jej umiejętności są już imponujące. Zatem jest tylko kursantką i musi nauczyć się słuchać rozkazów, bo właśnie taka jest kolej rzeczy, aby wierzyć w słuszność narzuconej hierarchii, nie zapominając jednak dać z siebie wszystkiego – takie były realia służby, czasem trzeba było iść ślepo za dowódcą, innym razem trzeba było samemu podejmować trudne decyzje. Nie śmiałby ignorować wyrzeczeń, jakich czarownica już dokonała w imię dalszej walki, ale jako Szef Biura Aurorów, który jednak wciąż nie wrócił do pełnienia obowiązków, musiał każdego podwładnego zamykać w sztywnych ramach, aby wciąż panował względny porządek w aurorskich szeregach. – Dla Zakonu Feniksa jest kimś o wiele więcej, kimś kluczowym i właśnie dlatego to Zakon Feniksa udał się do Tower, a grupa ludzi wdarła się nawet do samego Azkabanu, aby ją stamtąd wyciągnąć – podkreślił kolejny fakt, bo choć w organizacji działała część aurorów, jakoś należało mieć baczenie na to, które działania podejmowane są w ramach danej struktury. Podczas wojny może jednak ta granica się zatarła, zdaniem Kierana nie powinna. – Jeśli ta przygoda nie nauczyła jej o zgubnych skutkach brawury, powinna porządnie wziąć się za siebie. Ale udzielić reprymendy w tej sprawie ma prawo Harold Longbottom jako osoba stojąca na czele Zakonu.
Rozejrzał się po pomieszczeniu, raz jeszcze kontrolując przepływ magii skierowany ku powoli rosnącemu w siłę dębowemu progowi. Był nawet gotów napomknąć coś o możliwości nauki oklumencji, ale nagle całkowicie zamarł, kiedy paradoksalnie w jego wnętrzu zawrzało. To nie było stopniowo rozchodzące się ciepło, zaledwie w sekundę jego trzewia spętał gorąc, w swej formie niszczycielski, zgubny. Zacisnął dłonie w pięści, wyprostował plecy i odpowiedział na niedbałe spojrzenie, które posłał mu blondyn.
Na przyszłość daruj sobie wzmianki o moim synu. Nie jesteś moim kolegą, a takie teksty to możesz rzucać swoim kumplom – rzucił jeszcze opanowany, niby spokojny, ale z każdym słowem uderzał w bardziej surowe tony, przestając kryć swoją niechęć. – To oczywiste, że mnie nie znosisz i nie szanujesz, ale w dupie mam to, co o mnie myślisz, niech ci dalej skacze żyłka na myśl, że jestem Szefem i gdy przyjdzie co do czego, to jako auror musisz mnie słuchać. Twój problem – ta sprawa powinna zostać raz na zawsze wyjaśniona, bo najwidoczniej Anthony dalej nie rozumiał z kim ma do czynienia. Psidwacza mać, Kieran naprawdę chciał oszczędzić sobie takich kąśliwości, nawet pozostawałby na nie głuchy i ślepy, ale wzmianka o Vincencie nie powinna paść nigdy. Czy jakikolwiek pieprzony gówniarz ma prawo go osądzać? Niby coś wiedział o jego życiu? Pierdol się! – Raz na zawsze odpierdol się od poruszania ze mną osobistych wątków. Wybory, których dokonałem w życiu, należą tylko do mnie i nic ci do nich.
Każdy chciał powiedzieć coś mądrego, każdy się wpierdalał w jego rodzinne relacje, lepiej zapoznany z wersją zdarzeń jego dzieci, więc niby już wszechwiedzący, najlepiej poinformowany. Troglodyta, tyran, sadysta. Dlaczego nikt nie spyta jego, dlaczego tak się rzeczy potoczyły? Może ta jedna drobna wzmianka o synu nie ruszałaby go zbytnio, lecz po powrocie z wyspy, gdzie czas upływał na rozmyślaniach, stał się przewrażliwiony.
Ostatni raz upewnił się, czy ostatnią pułapkę nałożył poprawnie. Usatysfakcjonowany efektem nie czuł się zobligowany pozostawać w tym miejscu dłużej. – Już skończyliśmy – oznajmił chłodno, następnie odwrócił się i skierował do wyjścia.

| z tematu



There’s a storm inside of us. A burning. A river. A drive. An unrelenting desire to push yourself harder and further than anyone could think possible. Pushing ourselves into those cold, dark corners where the bad things live, where the bad things fight. We wanted that fight at the highest volume. A loud fight. The loudest, coldest, hottest, most unpleasant of the unpleasant fights.
Kieran Rineheart
Zawód : Rebeliant
Wiek : 53
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowiec
I have a very particular set of skills, skills I have acquired over a very long career. Skills that make me a nightmare for people like you.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
when we all fall asleep where do we go
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5879-kieran-rineheart https://www.morsmordre.net/t5890-aedus#139383 https://www.morsmordre.net/t5891-aurorskie-sprawki#139384 https://www.morsmordre.net/f205-opoka-przy-rzece-wye-walia https://www.morsmordre.net/t5895-skrytka-bankowa-nr-1467 https://www.morsmordre.net/t5907-k-rineheart#139780
Re: Główny salon [odnośnik]11.08.21 13:58
Nie podzielał zdania Kierana. Justine należała do biura i była potężnym sojusznikiem. Jej umiejętności pozwalały podjąć próbę wyjścia na przeciw śmierciożercom - elitarnej jednostce popleczników Voldemorta. Czy można było ją traktować jak szeregową kursantkę...? Kieran brzmiał jak ktoś kto nie zamierzał z tego czerpać w pełnymi garściami. W imię zasad zamierzał przypiłować jej szpony oraz zęby, nauczyć pokory i siedzenia pod butem. Wykonywania rozkazów. Być może w normalnych okolicznościach miałoby to sens, lecz dziś przeżerał ich od środka ogień wojny. Samemu czuł się rozczarowany i miał żal do Tonks jednak potrzebowali mocy by pokonać wroga. Potrzebowali wydłużyć i wyostrzyć jej kły. Kieran pytał się o uwagi i to była właśnie jedna z myśli Anthonego. Nie potrzebował przekonywać do niej nikogo innego.
- W porządku. Skoro nie zamierzasz poczynić żadnych sensownych kroków w jej sprawie to ja się tym zajmę. W końcu w strukturze hierarchii znajduje się pode mną, a obowiązkiem starszych stażem jest wspierać rekrutów - podsumował swobodnie. Wzruszył leniwie przy tym ramionami. Jeżeli Harold miał pełnić rolę stracha na kursantów, Kieran surowego ojca piejącego o wykonywaniu rozkazów, to najwyraźniej na jego barki miała spaść powinność należytego wychowania.
Prychną cicho pod nosem ze szczerym rozbawieniem. Pobrzmiewało w tym echo arogancji, pewnej umyślności, złośliwości. Od dłuższego czasu nie wierzył w słuszność jakiejkolwiek hierarchii, autorytetu. Zwodzony wierzył dziś już tylko w siebie. Po przemyśleniu pozwolił mieć władzę nad sobą również Longbottomowi ale reszta...? Reszta była mniej lub bardziej znośnym tłem nie mogącym mu niczego zabronić, nie mogącym go do niczego zmusić. Dziś stanowił część struktury Biura bo było to zbieżne z jego ambicjami, lecz odnosił wrażenie, że niedługo i to nie będzie mu potrzebne ponieważ ludzie podążą za nim sami z siebie. Nie skrzywił się wiec na to szarpnięcie oplątaną wokół swojej szyi smyczą. Mógł się zerwać w każdej chwili. Czy Kieran zdawał sobie sprawę z jego rozbestwienia, pewności siebie...?
Prowokacja Anthonego była dość oczywista. Wyraźnie złośliwie i niby niedbale wspomniał o Vincencie by zapieklić swojego głównodowodzącego. Był jak kot, który złośliwie trącał stojącą na krawędzi stołu szklankę ponieważ nie spodobała mu się postawa jego właściciela. Wszystko inne nie miało faktycznego znaczenia - nie obchodziło go to jakie miał relacje z rodziną, jakie decyzje podjął, nie zamierzał go z tego rozliczać. Chciał go ugodzić pineską, a efekt okazał się bardziej niż satysfakcjonujący. Kiedy skończyli pracę odprowadził w ciszy sylwetkę swojego szefa, by zaraz przenieść uwagę na skrzata - Przynieś więcej pergaminu i nowe pióro. Końcówka obecnego się rozdwoiła - rzucił jak gdyby nigdy nic wracając do kontunuowania zadania.

|zt


Find your wings


Anthony Skamander
Zawód : Rebeliant
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
You don't need a weapon when you were born one
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5456-budowa#124328 https://www.morsmordre.net/t5494-hrabina#125516 https://www.morsmordre.net/t5473-thony#124691 https://www.morsmordre.net/f256-bexley-high-street-27-4 https://www.morsmordre.net/t5495-skrytka-bankowa-nr-1354#125517 https://www.morsmordre.net/t5479-anthony-skamander#124933
Główny salon
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach