Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Pokój dzienny
AutorWiadomość
Pokój dzienny [odnośnik]06.08.17 18:29
First topic message reminder :

Pokój dzienny

Jasne, urządzone w barwach właściwych francuskiej koronie wnętrze. Niski stolik kawkowy otoczony miękką, wyścielaną szaroniebieskim jedwabiem kanapą oraz krzesłami z kompletu służy do przyjmowania gości - za narzuty, jak w innych rezydencjach Rosierów, służą futra białych lisów. Ściany zdobią doskonale utrzymane arrasy malowane w gałęzie kwiatów, których trzymały się rajskie ptaki. Jasny parkiet zabezpieczają delikatne wschodnie tkaniny. Zaczarowany gramofon cicho przygrywa klasykę francuskiego romantyzmu, od Bizeta i Chopina po Debussy'ego, do którego tańczą srebrne figury damy i dżentelmena ustawione na jednej z wyższych półek wąskiego regału z księgami - traktujących głównie o tematyce zakazanej, czarnomagicznej. Letni domek odwiedzają zwykle wyłącznie zaufani goście, stąd znikome środki ostrożności. Kilka okrągłych portretów przedstawia znamienitych przodków rodu - w tym dwie kobiety, trucicielkę Mahaut oraz jej córkę, królową Joannę. Mężczyzna to Agravain Rosier, zmarły przed czterystoma laty czarnoksiężnik, który zasłynął z bezkompromisowego podejścia do mugoli.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Pokój dzienny - Page 8 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Pokój dzienny [odnośnik]01.05.22 17:48
Z ukontentowaniem uśmiechnął się w kocim rozleniwieniu, ależ tak, takich jak Elroy trudno było zranić inaczej, niż przez tych, którzy byli mu bliscy; przechwycenie jego żony mogło być kluczem do odnalezienia jego słabości, a wizja jego bezradnego, upokorzonego spojrzenia na widok obdartej z godności, a w końcu i życia żony kusiła bezsprzecznie; odpowiedział na jej słowa tylko gestem, Deirdre znała go na tyle, by wiedzieć, że ta myśl podsyci tylko samozadowolenie po dzisiejszym dniu. Nie mogli mieć w sobie litości dla zdrajców, ci musieli być świadomi, że za kolaborację z wrogiem zapłacą najwyższą cenę. Greengrassowie podjęli już swoją decyzję, nic nie wskazywało na to, by zamierzali z niej zawrócić. Ścieżka wiodła ich już tylko ku śmierci i zatraceniu, ku zaprzepaszczeniu wszystkiego, co udało im się zdobyć. Jej posłuszeństwo, czułe gesty, oddanie, pozwoliły mu zapomnieć o wcześniejszym nieporozumieniu, musnął ustami jej nagie ciało, szyję, ramiona, piersi, gdy pozostała pojmana w jego uścisku; upojony zwycięstwem zdawał się dziś półprzytomny, odurzony zadowoleniem Czarnego Pana nosił w sobie kumulację nawarstwionych emocji, które kolejno szukały ujścia. Cichym pomrukiem, między jednym pocałunkiem a drugim, zbył jej pytanie o horkruksa, nie miało dla niego większego znaczenia, nie sądził, by kiedykolwiek faktycznie była gotowa. Miała swoje ograniczenia, nie była przecież nim, nigdy nie będzie, ton prośby go nie przyciągnął, wydał mu się adekwatny i naturalny, ale dążenie do spełnienia wydało mu się teraz istotniejsze od jej nierealnych marzeń. Dopiero gdy wspomniała o tych sekretnych, dziewczęcych, jeszcze dziecięcych, Tristan parsknął śmiechem; wizja Deirdre jako Ministra Magii wydawała mu się asburdalna z wielu powodów, ale przede wszystkim jego słodka Czarna Orchidea nie była dostatecznie silnie ukorzeniona; nazwisko znikąd ledwie sięgało ziemi, a łodyga podtrzymująca ten piękny kwiat utrzymywała się prosto tylko dlatego, ze trzymał jej zgiecia własnymi rękoma. Była niesamodzielna i zagubiona, podatna na wpływy, niepewna siebie, z potencjałem, który w pełni wykorzystywał, lecz który nie poradziłby sobie sam; w samotnym locie Deirdre upadłaby szybko, a świat równie szybo by o niej zapomniał. Pokręcił z niedowierzaniem głową.
- Minister Magii Deirdre Mericourt - wypowiedział na głos, z tym samym rozbawieniem, z którym wcześniej mówił o Greengrassach; dziecięce mrzonki, on w tym wieku chciał być gwiazdą Jastrzębi. - Tsagarit - poprawił się po chwili, gdyby skierowała się ku polityce, ich ścieżki nigdy by się nie skrzyżowały, a madame Mericourt nigdy by nie powstała. - Prawie się udało - stwierdził z zaskoczeniem. - Twoi krewni nie są skrybami Cronusa? - zapytał, choć jego usta drżały w rozbawieniu; wszyscy znajdowali się przy zadaniach, do których byli predysponowani.
Odurzenie śnieżką oderwało go gdzieś do innej rzeczywistości, widział Deirdre, słuchał, ale nie słyszał, dotykał, ale nie czuł, ogrom ekstatycznych wrażeń wypływających z zażytego specyfiku przyćmiewało wszystkie te doznania w pełni, ciągnąc go w mistyczną podróż po wrażeniach, których dotąd nie znał. Całe jego działo zatopiło się w zapomnieniu, odrętwiałe zdało się bezwolne, pozbawione kontroli i świadomości, przymknął oczy, opadłszy ciężko na kanapę, gdy błogość granicząca z bólem wykrzywiła grymas jego twarzy; nie znał dotąd podobnej euforii, ale gdyby miał wyobrazić sobie życie po życiu we wiecznej radości, tak wyobrażałby sobie to szczęście. Jak gdyby dotknął nadludzkich zaszczytów, sięgnął po coś niedostępnego dla śmiertelnych - i choć pragnienia wznieconego w ten sposób ugasić się już nie dało, to pragnienie to syciło bezmiarem rozkoszy. Nie mógł wiedzieć, czy trwał w tym stanie chwilę, minuty, czy godziny, dla niego czas się zatrzymał; nie słyszał nawet uderzeń własnego serca. Wstrzymany w napięciu oddech odciął go od tego, co realne, zatrzymując w klatce złudnej przyjemności. Nietrwałej i kruchej, nieprawdziwej, lecz pięknej, przez którą dopiero po pewnym czasie przedarło się brzmienie jej głosu. Jak to jest? To jak piękniejsza od najpiękniejszej z kobiet, jak czulsza od najczulszej, jak namiętniejsza od najnamiętniejszej, czy dało się tę euforię wyrazić słowami? Uderzył ją tylko raz, by zagrabić jej działo i przysunąć bliżej siebie, gwałtownie, bez delikatności, dłonią sięgnął po trzymany przez nią i na wpół rozchlapany kałamarz, nie odbierając go jednak, a wysuwając zeń nasiąknięte tuszem pióro, którego kraniec przyłożył do jej łopatek, zamaszystym ruchem ręki spisując słowa, która same nabiegły na myśl; nachylił się nad nią, gdy pióro sunęło niżej wzdłuż linii kręgosłupa, na pośladki, na uda, szeptał w głos spisywane słowa w namiętnej pasji, o miłości, o euforii, o spełnieniu, o wojnie, która to spełnienie niosła, o przelanej krwi, o wzburzonej krwi, o pasji i o śmierci; gdy skończyła mu się skóra, szarpnął ją za rękę, by odwrócić jej ciało, zsunęło się z kanapy na podłogę, opadł za nią, pisząc słowa dalej, na jej piersiach, na jej brzuchu, na jej łonie, raz za czas przerywając wstrzymanym przez słodki specyfik westchnieniem; w końcu silniejszy spazm wytrącił mu z rąk pióro, sięgnął ustami jej ust, przylegając do niej ciałem i nie bacząc na rozmazany atrament, wziął ją ze sobą w ten rozkoszny taniec, zawłaszczając ją w pełni dla siebie.



the vermeil rose had blown in frightful scarlet and its thorns
o u t g r o w n

Tristan Rosier
Zawód : Arystokrata, smokolog
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
the death of a beautiful woman is, unquestionably, the most poetical topic in the world
OPCM : 40
UROKI : 30
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 65
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Pokój dzienny - Page 8 0a7fa580d649138e3b463d11570b940cc13967a2
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 https://www.morsmordre.net/t639-vespasien https://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 https://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 https://www.morsmordre.net/t2784-skrytka-bankowa-nr-96 https://www.morsmordre.net/t977p15-tristan-rosier
Re: Pokój dzienny [odnośnik]06.05.22 15:10
Urywane parsknięcie śmiechem, będące komentarzem na temat jej największego marzenia, zaskoczyło ją. Mimo wszystko wierzyła, że Tristan w nią wierzył, że uważał ją za czarownicę wyjątkową: wyjątkowo zdolną, pracowitą, oddaną, lojalną, z wielkimi możliwościami, które dzięki jego protekcji drobiazgowo wykorzystywała. Każda otrzymana przez Deirdre szansa obracała się w złoto, dosłownie i w przenośni; niezależnie, czym sie zajmowała, stawała się w swym fachu najlepsza, poświęcając się stawianemu przed nią wyzwaniu w całości. Rosier wykorzystał ukryty potencjał, wyrwał ją z kajdan luksusowego burdelu, zapewnił bezpieczeństwo, stał się opoką, na jakiej mogła zbudować się od nowa. Samodzielnie, lecz według jego wskazówek, wytycznych i pragnień. Sądziła, że musiał ją choć odrobinę szanować - w innym wypadku dlaczego wybrałby właśnie ją? Ciągle powracała do tych samych marzeń, czczych przekonań i naiwnych wierzeń, zaślepiona uczuciem, które zamiast gasnąć wraz z upływem czasu, rozwijało się niczym pasożyt, pożerając ją powoli od środka. Destrukcja miłości pozostawiała po sobie zgliszcza, wiedziała o tym, lecz przecież fakty świadczyły przeciwko takiemu rozumowaniu - zasłużyła na miano jednej z najwierniejszych sług Czarnego Pana, mieszkała w przepięknej willi, osiągała sukcesy w szanowanym zawodzie, rozwijała się jako czarownica i kobieta. Być może dlatego podważała wszelkie sygnały ostrzegawcze, nawet jeśli wybrzmiewały pogardliwym śmiechem, równającym jej największe, wrażliwe marzenie z błotem.
Serce zgubiło rytm tylko na moment, zdradzieckie i głupie. Powinna wyjść, ubrać się, uciec; powinna znów wzmocnić tarczę obojętności, za jaką się ukrywała, lecz...nie potrafiła tego zrobić, stojąc w sprzeczności ze swoją godnością, gotowa rzucić się w ogień dla mężczyzny, który ranił ją tak niefrasobliwie, nonszalancko, dla niego - wręcz niezauważalnie. Mimo to nie była w stanie odejść, łasa na nawet strzęp uwagi, urywaną bliskość, podlaną triumfalną i narkotyczną ekstazą. Liczyło się tylko to, że był tu, przy niej; że po zalaniu krwią żyznej ziemi Staffordshire postanowił zabrać ją ze sobą, do domu, do ich domu, gdzie nad zdobionymi sufitami salonu spały ich dzieci. - Może się jeszcze udać - odparła bezgłośnie, głucho, starając się przekonać i jego, i siebie, że to możliwe; że zasługuje na to, by sięgnąć jeszcze dalej. Dlaczego go to bawiło? Instynktownie, w masochistycznej próbie zadowolenia agresora uśmiechnęła się, krótko, nieprzytomnie, choć w skośnych oczach zalśniła wilgoć smutku, dalekie echo emocji, zupełnie pogrzebanych pod całopalnym stosem ofiary z uczuć. Z namiętności, z tęsknoty, z pożądania. Wstydu i pragnienia uznania. - . Ja - mogę być kimś więcej, wiem o tym - dodała nieco pewniej, tonem prawie proszącym, jakby werdykt oszołomionego narkotykiem mordercy mógł sprawić, że marzenia staną się rzeczywistością. Poniekąd tak było, od niego zależała jej przyszłość - i czy w ogóle powinna przejmować się lekceważeniem, jakie okazywał historii? Nie pamiętał nawet jej prawdziwego nazwiska, na usta cisnęło się poprawienie, umocnienie własnej tożsamości, lecz zamiast zdołałaby rozchylić wargi w wyszeptanym sprostowaniu, wolała dołączyć do pieszczoty, wzmóc bliskość, odwzajemnić zachłanne, na wpół senne, na wpół nieprzytomne pocałunki. Namiętność dławiła ból - zabawne, niegdyś to ona oferowała łaskę zapomnienia pokaleczonym przez życie arystokratom, teraz role się odwróciły. Spijała z warg Tristana pewność siebie, syciła wybrakowane zmysły, zaspokajała głód, czując i widząc, że mężczyzna wymyka się z jej dłoni, znika w otchłani narkotycznej przyjemności. Odchodził, myślami był gdzie indziej, rozgrzanym, napiętym ciałem tuż pod nią, mogła go poczuć, mogła go zaspokoić, mogła z zachwytem obserwować trzepot powiek, wargi wygięte w grymasie ekstazy, odetchnąć powietrzem wyciśniętym z obsypanych śniezka płuc; mogła śledzić napinające się mięśnie twarzy i dać rozkołysać się pulsowi skrytemu w zagłębieniu szyi. Kolejna niezrozumiała dla niej metafora przepaści, jaka ich dzieliła; nigdy do końca nie mógł być jej, nigdy do końca nie był tylko przy niej - i zawsze ich bliskość kończyła się szarpaniną, walką o dominację, tym razem jednak łagodniejszą niż zazwyczaj, prawie, jak na wypaczone standardy czarodziejów karmiących się śmiercią, czułą. Pozwoliła mu się szarpnąć, pozwoliła mu się dotknąć - i stać się płótnem, tłem jego narkotycznej ekspresji, lśniącego refleksu dawnych nocy. Drgnęła czując ostrą, lodowatą stalówkę pióra i tusz rozlewający się po plecach, ale nie uciekała, nie próbowała się odsunąć, posłuszna, lojalna i zamknięta na dobre w klatce zależności i skrajnych uczuć. Zrobiłaby wszystko, by do niej mówił, pięknie i strasznie, by szeptał o tym, co najpodlejsze i najboleśniejsze całą wieczność, by była jego muzą - choć tak naprawdę była tylko przedmiotem, pergaminem, uwieczniającym jego wielkość. Nawet jeśli tak miało być, o ile finalnie mogła skosztować jego ust i dostrzec w oczach głód - niezaspokojony nawet najsilniejszym narkotykiem, dodającym mu sił i drapieżności, wykraczających nawet poza dotychczasową, znaną skalę - była w stanie zaakceptować swoje miejsce.

| ztx2 :pwease:


there was an orchid as beautiful as the
seven deadly sins
Deirdre Mericourt
Zawód : Kochanica nestora, westalka Fantasmagorii
Wiek : 27
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
no way you'll see me crawl
like a shark I'll be ripping you apart and celebrate
with lots of champagne

OPCM : 40
UROKI : 6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 61
ZWINNOŚĆ : 21
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica
we still got the taste dancing on our tongues
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt

Strona 8 z 8 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8

Pokój dzienny
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach