Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Weranda
AutorWiadomość
Weranda [odnośnik]06.08.17 18:42
First topic message reminder :

Weranda

Oszklona weranda wychodzi na najbardziej dziką część ogrodu - to ciemne, ustronne miejsce z doskonałą widocznością na zewnątrz, w powietrzu czuć zapachy z zewnątrz - aromaty ziół i kwiatowych nektarów. Obsydianowa rzeźba smoka znajdująca się tuż przy miękkich kremowych ławach przypomina o dziedzictwie Rosierów. Przestrzeń oddzielona jest od pozostałych pomieszczeń haftowanym, eleganckim parawanem, a drewnianą podłogę zakrywają perskie dywany. Wysokie sklepienie podtrzymują drewniane krokwie, solidne i rzeźbione w różane wzory. Zimą pomieszczenie ogrzewa zaczarowany piecyk. Mówią, że czasem widać stąd smoki unoszące się nad nieodległym Dover.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Weranda - Page 5 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Weranda [odnośnik]24.08.20 15:12
Uniosła lekko brwi słysząc dość bezpośrednie pytanie - tylko to wskazywało na ewentualne urażenie, które poczuła niczym nieprzyjemne ukłucie, przypominające o przeszłości. Znosiła wiele, była świadkiem jeszcze większej liczby dziwactw, fetyszy oraz zaspokajania najdziwniejszych pragnień, nie odebrała więc słów Tristana jako retorycznego wykazania niewiedzy. Raczej jako przytyk lub czystą, prawdziwą ciekawość - tak, jakby w ogóle potrzebował potwierdzenia, co była gotowa znieść. - Nie - i nie zamierzam mieć - odpowiedziała od razu, dumnie i chmurnie, spoglądając w dół na poruszające się w równym rytmie barki konia. A może była to inna część tego umięśnionego, zwierzęcego ciała? Nieistotne, nie musiała znać się aż tak na jego anatomii, ważne, że utrzymywała się na grzbiecie aetonana, bez potrzeby okładania go skórzanym batem czy palcatem. - Unika zwad, a więc nie powinien sprawiać problemów przy innych koniach? - pociągnęła bardziej neutralny temat, zaspokajający tym razem jej ciekawość. Oraz zapewniając rzeczowe przygotowanie do spotkań z innymi jeźdźcami: po to głównie uczyła się tej wymagającej sztuki. - I klaczach? Bo rozumiem, że nosi w sobie te wyjątkowe, arystokratyczne geny, które nie mogą zmarnować się na byle potomstwo - dorzuciła, dopiero kilka chwil później zdając sobie sprawę z dwuznaczności tej wypowiedzi. Nie okazała jednak po sobie niezadowolenia czy jakiegokolwiek innego uczucia, całkowicie skupiona na podążaniu za wskazaniami Tristana. Naiwność zdusił w niej już dawno, nie spodziewała się więc żadnych pochwał, a w najlepszym przypadku zbycia sukcesów milczeniem. Na to jeszcze nie zasłużyła - i dobrze, ceniła konkretne wskazówki, pozwalające stać się lepszą.
- Teraz lepiej? - spytała, mocniej napinając ramiona, by ręce pozostawały jednocześnie elastyczne i sztywne, uniemożliwiając szarpanie wodzami, mogące zirytować konia i doprowadzić do nieporozumień. Lub szybkiego wylądowania na ziemi. Każde okrążenie, zwłaszcza to szybsze, pozwalało Deirdre skupić się na innym detalu postawy. Już nie skupiała się tylko na tym, by nie spaść: pilnowała wyprostowanej sylwetki, zgięcia nóg i ruchów bioder. Zupełnie innych niż przy powolnym chodzie. Im szybciej poruszał się Apollin, tym bardziej musiała się do niego dostosować. Szczęśliwie mając wprawne biodra i uda, przywykłe do pewnego...stylu poruszania się w kłusie. Nadwyrężona wytykaniem błędów duma piekła, ale była przecież pilną, pokorną uczennicą, przyjmującą krytykę w milczeniu. Zgodnie z wytycznymi nie spoglądała już na Tristana, całkiem skupiona na koniu, na ich zgranych ruchach, na wspieraniu przyśpieszonego tempa. Czasem się niezgrywali, czasem wybijała się z siodła za wcześnie, ale opanowała już powolniejsze opadanie. Czuła, że pracują jej wszystkie mięśnie, napinające się raz po raz: satysfakcjonujące uczucie, pozwalające znów cieszyć się kontrolą nad własnym ciałem, nad jego ruchem, możliwościami, zakresem sił. Uśmiechnęła się do siebie bezwiednie, gdy rozpoczęli kolejne okrążenie, a spod kopyt białego konia wyżej wzbijał się piasek. Suknia podwijała się wyżej, ale nie puszczała wodzy, pewna, że wygląd stroju jest obecnie mniej istotny niż zachowanie równowagi oraz więzi z Apollinem. Czarne włosy nie smagały jej po twarzy, sunęły za nią niczym jedwabisty welon utkany pędem kłusu. Samej Deirdre wydawało się jednak, że to już galop, że Apollin sięgnął do szczytu możliwości, gnając zapamiętale przed siebie - ciągle jednak pozostawali na uwięzi, spętani lonżą. Czarownica prawie zdążyła o niej zapomnieć, dopiero wyzwanie postawione przez Rosiera przywołało ją do rzeczywistości. Spięła wszystkie mięśnie, napięła też uda i uniosła biodra: w pierwszej chwili zachwiała się niepewnie, ale nie opadła na siodło, pamiętając o tym, by chronić plecy aetonana. Zmusiła się do większego wysiłku i choć w takiej pozycji linia rąk i barku pozostawiała wiele do życzenia, utrzymała się w półsiadzie tak długo, jak tylko potrafiła, po kilku chwilach powracając do pozycji siedzącej. Czuła pot powoli spływający wzdłuż pleców oraz pieczenie mięśni, lecz silniejsza wydawała się satysfakcja. Z ciągłego przebywania w siodle - nie spadła, upokarzając się przed arystokratą - i z faktu, że czuła się w nim coraz swobodniej.


there was an orchid as beautiful as the
seven deadly sins
Deirdre Mericourt
Zawód : Kochanica nestora, westalka Fantasmagorii
Wiek : 27
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
no way you'll see me crawl
like a shark I'll be ripping you apart and celebrate
with lots of champagne

OPCM : 40
UROKI : 6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 61
ZWINNOŚĆ : 21
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica
we still got the taste dancing on our tongues
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
Re: Weranda [odnośnik]25.08.20 12:02
Kącik jego ust ponownie uniósł się w górę w parszywym zastanowieniu nad tym, czy jej zamierzenia miały szansę spotkać się z rzeczywistością; już od dawna przestała o sobie decydować, a wszelkie próby podkreślenia, że było inaczej, spotykały się wszak z koniecznością sprowadzenia jej na ziemię: w innym przypadku historia mogłaby zatoczyć koło, a Deirdre - mogłaby raz jeszcze poczuć złudny smak wolności, której dać jej nie zamierzał.
- To wałach  - odparł spokojnie, podążając wzrokiem za kolejno stawianymi nogami konia, za towarzyszącymi temu ruchami bioder Deirdre, ponad które już dawno podciągnęła się płachta jej spódnicy, odsłaniając kuszącą nagość. Obserwował linię jej ciała, zastanawiając się nad jej równowagą, postawą, obserwował jej dłonie, bacząc, czy przyjmowała jego pozycje i starała się je trzymać w jednym miejscu - drżały, na wybojach unosiły się w górę, ale musiała to w sobie wyćwiczyć. - Ma wyśmienity rodowód, ale nie jest przeznaczony do dalszej reprodukcji. Klacze nie leżą w spektrum jego zainteresowań, nie będzie też agresywny w stosunku do innych koni. Zabieg temperuje charakter. - Nie zaryzykowałby innym, ogromnym faux pas byłoby pojawić się na oficjalnej uroczystości z koniem, który mógł narobić kłopotu - i nad którym nie potrafiłaby zapanować, a ku temu nie miała jeszcze doświadczenia. Nie mogła tworzyć zagrożenia. Jej odbiór byłby sprzeczny z zamierzonym.
- Nieznacznie. Usztywnij nadgarstek - odparł na jej wątpliwość, tym samym surowym tonem; zbędne pochwały za małe kroki i małe sukcesy wydawały mu się zawsze nie na miejscu - samo istnienie nie było jeszcze powodem do dumy, a z dokonań - człowiek winien radować sie z tych, które były wielkie. To takim nie było.
Nie wypuścił jej na kolejne okrążenia, bez lonży będzie miała jeszcze okazję poćwiczyć - przy nim, lepiej, by nauczyła się pełnej kontroli i pozostała w zasięgu jego wzroku w sposób, który pozwoli mu skorygować jej podstawowe błędy. Chciał móc ją obserwować. Upewnić się, że sobie poradzi. Do pewnego stopnia. Zdawała się nabierać pewności, krótkotrwały lęk przeminął, a z czasem z pewnością umknie całkiem. Musiała tylko przećwiczyć, wysiedzieć swoje w siodle. Mijały kolejne minuty, kwadranse, w trakcie których korygował jej postawę i wskazywał kolejne błędy, nie czując się w obowiązku snuć większych pochwał odnośnie tego, co robiła dobrze - nie było w tym powodu do dumy, jeśli dobrze nie robiła wszystkiego.
- Zwolnij, wystarczy - rzucił w końcu, gdy Deirdre zaczynała słabnąć, gdy minęło więcej czasu, gdy sierść Apollina zalśniła od potu. - Pod koniec jazdy zawsze musisz pamiętać o tym, żeby rozchodzić jego mięśnie. Inaczej może nabawić się kontuzji. Będziesz prowadziła go w spokojnym stępie, póki nie uspokoi oddechu. Zwykle trwa to do kilku minut   - dodał, dopiero, kiedy zwolniła, podchodząc bliżej - nie zatrzymując ni jej ni konia - by odpiąć lonżę od wędzidła. - Zrób woltę. Jak najmniejszą.  - Po chwili dopiero zorientował się, że zwrot mógł jej się zdać obcy. - Prowadząc go prosto, zrób kółko, po którym wrócisz na poprzednią drogę - objaśnił, na lonży nie miała okazji poprowadzić skrętów, a i temu - powinien się przyjrzeć, póki miał okazję. - Na końcu, zatrzymaj się przy mnie - Nawet zatrzymanie konia z początku było trudne. Ale wszystkiego - musiała się nauczyć.
Czas kończyć.



the vermeil rose had blown in frightful scarlet and its thorns
o u t g r o w n

Tristan Rosier
Zawód : Arystokrata, smokolog
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
the death of a beautiful woman is, unquestionably, the most poetical topic in the world
OPCM : 40
UROKI : 30
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 65
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Weranda - Page 5 0a7fa580d649138e3b463d11570b940cc13967a2
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 https://www.morsmordre.net/t639-vespasien https://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 https://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 https://www.morsmordre.net/t2784-skrytka-bankowa-nr-96 https://www.morsmordre.net/t977p15-tristan-rosier
Re: Weranda [odnośnik]25.08.20 13:03
Dobrze było wiedzieć, że Apollin nie będzie sprawiał problemów. A przynajmniej wtedy, gdy to ona ich nie sprowokuje; odpowiadała za siebie, za swoje czyny, pewna nienaganności zachowania na jeździeckich bankietach pod gołym niebem, lecz gdyby zwierzę zaatakowało wychuchaną klacz jakiejś Carrowówny...cóż, w takim chaosie nie potrafiłaby się odnaleźć. Aetonan wydawał się i tak spokojny, owszem, nieco kapryśny na początku znajomości, lecz im dłużej go ujeżdżała, tym pokorniejszy się stawał. Jak mężczyzna, przyszło jej na myśl, co spowodowało kolejny lekki uśmiech, zastąpiony powracającą powagą prymuski. - Czy Prymulka przyprowadzi go z siodłem i i z tymi wszystkimi skórzanymi...rzeczami? - dopytała jeszcze ostrożnie, obnażając niewiedzę dotyczącą nazewnictwa - i zarazem wyobrażając sobie zbliżające się jesienne polowania, na które już powoli otrzymywała zaproszenia, spływające na biurko madame Mericourt w la Fantasmagorii. Rzecz jasna nie zamierzała uczestniczyć w gonitwie, ale musiała pojawić się wśród arystokratów i ludzi z wyższych sfer. Nie miała jednak najmniejszego pojęcia, czy istniały siodła bardziej i mniej eleganckie oraz barwy uprzęży odpowiednich do okazji. Nie chodziło o wyróżnienie się czy o ekstrawagancję, a o uniknięcie faux pas, mogącego zrazić do niej nowych współtowarzyszy leśnych przejażdżek.
Na razie zamierzała zdobyć ich akceptację wyprostowaną pozycją i sztywniejszymi nadgarstkami, o jakich wspominał Tristan. Zmusiła się do lekkiego napięcia mięśni i równoważenia ruchów konia, by dłonie nie zmieniały swego położenia wobec grzbietu konia, a wodze pozostawały nieruchome. Głęboka świadomość ciała pomagała w tym wyzwaniu, lata fizycznej praktyki pozwoliły panować nad najdrobniejszymi mięśniami, dzięki czemu dopilnowanie detali nie sprawiało aż tak wielkiego problemu. Pomimo tego czuła zmęczenie, przyjemne, satysfakcjonujące; dawała z siebie wszystko, oddech przyśpieszył, a śmiertelnie blada twarz zdrowo się zarumieniła. Z boku wyglądało to łatwiej, obserwowała przecież jeźdźców nie raz; wyglądali, jakby poruszali się lekko, instynktownie, wcale nie zmęczeni, a zgrani z koniem. Apollin wymagał od Deirdre natomiast pełnego skupienia oraz słonego potu. Miała wrażenie, że obydwoje z ulgą przyjęli zgodę instruktora na zakończenie treningu. Zmęczony aetonan posłusznie zwolnił, gdy odchyliła się do tyłu i zacisnęła ręce na wodzy; różnica w szybkości nie wydawała się dla niej znacząca, ale wiedziała, że znów poruszają się po okręgu wolniej, dostojniej. Oddychała szybciej, głębiej, dalej skupiona, bo podejrzewała, że nawet chwilowe rozkojarzenie może spowodować upadek - a tego chciała uniknąć za wszelką cenę.
- Robi się łatwiej z każdą jazdą? - spytała, gdy podprowadziła konia w pobliże Tristana, wyraźnie zmęczona; wcisnęła obydwie łydki w bok i odchyliła się do tyłu już znaczniej, wyraźnie, pragnąc, by koń zatrzymał się w odpowiednim miejscu, ale ten zrobił jeszcze kilka niezadowolonych kroków, rżąc cicho. Cóż, i tak otrzymali nowe zadanie: zanim zdążyłaby spytać o to tajemnicze słowo, kojarzące się jej z woltyżerką i saltem, Tristan rozjaśnił polecenie. Zakręty. Coś, co mogło być trudne, ale dzięki ciągle poruszającemu się Apollinowi nie musiała rozpoczynać jazdy od zera. Ostrożnie sterowała całym ciałem, łydkami, leciutko muskając wodze, by nie szarpać ani nie wystraszyć wałacha. Wolta wyszła niezwykle krzywo, aetonan szarpnął głową przy zakręcie, niezadowolony, ale nie zrzucił jej z pleców ani nie pognał w swoją stronę. Udało im się nawiązać nić porozumienia, cienką, wymagającą wiele pracy przy utwardzeniu, ale Deirdre i tak czuła się z siebie po prostu zadowolona - a ten stan pojawiał się w życiu drobiazgowej perfekcjonistki zawsze. W końcu zatrzymała rosłe zwierzę w pobliżu Tristana, powoli opuszczając ręce. - Mam zeskoczyć? - spytała znów trochę podejrzliwie, zerkając w dół. Przeczuwała, że nie, zaczęła więc przekładać nogę na prawą stronę, przytrzymując się rękami przedniego łęku, by zsunąć się z konia. Nie było to łatwe, suknia zaczepiła się o jakiś wystający element siodła, a sama Deirdre zorientowała się, że ciągle ma do ziemi dość sporo. Od żałosnego uwieszenia na boku konia uratował ją Tristan, pomagając zejść z grzbietu Apollina w bardziej cywilizowany sposób. Dopiero, gdy stanęła pewnie na ziemi poczuła, że z wysiłku drżą jej kolana. - Nie myślałam, że to taka wymagająca rozrywka - wyznała, odgarniając czarne kosmyki włosów z czoła, ciągle przejęta i podekscytowana nową nauką.


there was an orchid as beautiful as the
seven deadly sins
Deirdre Mericourt
Zawód : Kochanica nestora, westalka Fantasmagorii
Wiek : 27
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
no way you'll see me crawl
like a shark I'll be ripping you apart and celebrate
with lots of champagne

OPCM : 40
UROKI : 6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 61
ZWINNOŚĆ : 21
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica
we still got the taste dancing on our tongues
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
Re: Weranda [odnośnik]27.08.20 1:08
Niedbale skinął głową, Deirdre poruszała się w obszarze sobie nieznanym, a jednocześnie musiała sprawiać wrażenie, jakby podobne sytuacje były dla niej codziennością. Jej profesjonalizm nie mógł zostać narażony na szwank - nie mogła sobie pozwolić na prosty błąd, który obnażyłby jej niewiedzę. Dobrze, że nie chciała dać się zaskoczyć z żadnej strony.
- Apollin ma swoje siodło, nie powinien nosić przypadkowego. - To konkretne, damskie, kazał przygotować dla Deirdre. Nie było do niej samej przystosowane precyzyjnie, ale w tym, co zamierzała robić, takiej precyzji nie potrzebowała. Istotniejsze było, by odpowiednio chroniło kręgosłup aetonana. - Nie musisz go też sama siodłać, na każdym takim spędzie powinien być stajenny, który to zrobi. - Nie musiała w zasadzie znać podstaw, była kobietą, a od nich nie wymagano ani siły ani zaradności. Wierzchowiec zawsze powinien pojawić się z własnym ekwipunkiem, nawet jeśli transport mógł odbyć się oddzielnie. Obserwował z uwagą jej sylwetkę, wyprostowaną, dumną, coraz lepiej czującą konia.
- Rozluźnij łydkę. Przykładając ją, dajesz mu sygnał, żeby ruszył do przodu, dlatego się nie zatrzymuje - oznajmił z pewnym znudzeniem, spoglądając na rumaka stąpającego przed siebie pomimo prób zatrzymania go przez Deirdre. Apollin był naprawdę dobrym koniem, lekko reagował na sygnały. Ale dwuznacznych i niepewnie przekazywanych nie był w stanie zrozumieć. Obserwował ją, kiedy kręciła woltę, zbyt dużą, zbyt wolną, zbyt niekształtną, ale jednak woltę. Nie było aż tak źle, jak źle być mogło.
- To zależy tylko od ciebie, czy będzie łatwiej, Deirdre - odpowiedział tym samym tonem, unosząc ku niej spojrzenie. Miała doskonałego konia i jego pomoc. Niczego więcej nie potrzebowała, by wyćwiczyć podstawowe umiejętności. Nie zdążył odpowiedzieć, kiedy w próbie zejścia Deirdre uwiesiła się końskiego siodła nieco bezwładnie; nie zamierzał jej na to pozwolić, Apollin nie był przyzwyczajony do takiej szarpaniny. Objął jej ciało, przejmując ciężar jej ciała na siebie. - Puść - rzucił krótko, cicho, gdzieś za jej ramieniem, lekko przenosząc ją na ziemię, nie wypuszczając jej wcale w pierwszej chwili - pierwszy raz bywał bolesny. - I podziękuj mu, miał dzisiaj do ciebie wiele cierpliwości - dodał, ponownie chwytając jej dłoń, by nieśpiesznym ruchem przyłożyć ją do końskiej szyi - w miejsce najbardziej na pieszczoty czułe. Wierzchowiec, którego zechciał dla niej przeznaczyć, był naprawdę dobrym koniem. - Oby z czasem potrzebował jej coraz mniej - zakończył, odejmując dłoń - by zostawić ich dwoje samym sobie, tonem, jak gdyby wygoda samego Apollina była dla niego ważniejsza od jej wygody i nieco tonem karcącym, bo oczekiwał od niej, że ulegnie to rychłej zmianie. Zabraniem konia do Chateu Rose, gdzie stajenni oporządzą go po jeździe, miała zająć się skrzatka, nie kłopotał się tym dłużej - przeniósł dłonie ponownie na biodra stojącej przed nim kobiety, zastanawiając się nad tym, czy wymagająca rozrywka już się skończyła, czy też miała się dopiero zacząć. Dawno już jej nie miał - ale od rozwiązania minęło wiele tygodni. Nie pytał o dzieci, nie czuł potrzeby. Gdyby coś się działo, Deirdre pewnie by go o tym powiadomiła. Była zmęczona, ale to nie miało większego znaczenia, jej wygoda nigdy nie wysuwała się na pierwszy plan - miał zresztą względem niej konkretne wymagania, które czas najwyższy przestać zastępować upolowanymi ochłapami. Nachylił się nad jej szyją, pachniała potem. Miękkie kolana szybciej się ugną.
- Wystarczy - Bez słowa subtelnie szarpnął ją za biodra w kierunku budynku, ledwie odczuwalnym gestem pchnął, by ruszyła przed nim, jedynie skinięciem głowy wskazując kierunek. Czas nadrobić stracony czas.



the vermeil rose had blown in frightful scarlet and its thorns
o u t g r o w n

Tristan Rosier
Zawód : Arystokrata, smokolog
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
the death of a beautiful woman is, unquestionably, the most poetical topic in the world
OPCM : 40
UROKI : 30
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 65
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Weranda - Page 5 0a7fa580d649138e3b463d11570b940cc13967a2
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 https://www.morsmordre.net/t639-vespasien https://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 https://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 https://www.morsmordre.net/t2784-skrytka-bankowa-nr-96 https://www.morsmordre.net/t977p15-tristan-rosier
Re: Weranda [odnośnik]27.08.20 16:14
Cała otoczka jeździeckiego święta początkowo wydawała się Deirdre bardziej frapująca od samej jazdy - z boku wszak wyglądało to na coś łatwego do opanowania, a w towarzystwie, w jakim obracała się madame Mericourt, było to wręcz kolejną naturalną umiejętnością, taką jak chodzenie czy taniec. Dopiero przy pierwszych naukach Clauda oraz późniejszych treningach zrozumiała, że za tą pozorną lekkością oraz rozluźnieniem jeźdźców kryją się całe dekady spędzone w siodle, w którym sadzano młodych arystokratów od najmłodszych lat, przyzwyczajając ich do wystawnych polowań, eleganckich gonitw i turniejów magicznego polo. Ona pojmowała trudną sztukę ujeżdżania dopiero od kilku tygodni, dlatego starała się być dla siebie wyrozumiała, co nie oznaczało ignorowania słusznych sugestii. Rozluźniona łydka, napięte ramię, uniesiony o kilka cali nadgarstek, przekrzywione odrobinę w tył plecy - tak jak w Wenus, nawet drobna zmiana pozycji była niezwykle istotna i mogła przynieść odwrotny od zamierzonego skutek, jeśli włożyło się w ruch albo za mało, albo za dużo siły. Starała się mimo wszystko z całych sił postępować z aetonanem poprawnie - i cieszył ją ten stan skupienia, koncentracji absolutnej na zadaniu, w którym dopiero raczkowała. Od dziecka rozkoszowała się procesem nauki, dającym jej przeróżne stany satysfakcji. Inną radość sprawiało nadrabianie zaległości w rejonach do tej pory obcych, inną zaś dopieszczanie i pielęgnowanie największych talentów. To ciepłe popołudnie napełniało ją więc zadowoleniem, pozbawionym niestety dumy: na tą musiała poczekać, a właściwie musiała na nią ciężko zapracować. Nie sądziła, że zejdzie z konia - a właściwie się z niego nieco żałośnie zsunie - tak zmęczona, z karkiem zroszonym potem i domagającymi się rozciągnięcia mięśniami, zwłaszcza ud, bioder i brzucha. Od wizji jeszcze bardziej upadlającego opadnięcia na ziemię uratował ją Tristan: poddała mu się od razu, puszczając kurczowo przytrzymywane siodło, pozwalając postawić się na miękkiej ziemi. Tak, tu czuła się zdecydowanie pewniej niż zawieszona gdzieś w powietrzu na końskim grzbiecie.
- Czy latanie jest dużo trudniejsze? - spytała od razu; natrętna prymuska, która ledwo zdołała zmusić piórko do poderwania się z ławki, a już chciała wiedzieć, czy zdoła lewitować całą szkołę lub chociaż marmurową rzeźbę. Oddech jeszcze się nie unormował, zmęczony i podekscytowany, a dłoń nieco drżała, gdy dotykała równie rozgrzanej, końskiej skóry. - To dla niego przyjemne? - zdziwiła się, bo taka krótka pieszczota wydawała się jej niezbyt sowitą nagrodą; ofiarowałaby mu marchewkę albo inną przekąskę - ciekawe, czy posmakowałyby mu ustawiane przez zaaferowaną Agathę na stoliku werandy bezy - ale dobre samopoczucie Apollina nie znajdowało się wśród priorytetów czarownicy. Nie, kiedy mocne, męskie ramiona obejmowały ją tak blisko i ściśle. Wcale nie zalewając jej ciała ciepłem i poczuciem bezpieczeństwa, raczej rozedrganiem, instynktowym lękiem i napięciem. Choć minęło wiele miesięcy, ciągle pamiętała jego lodowaty, obojętny wzrok, gdy wyrzucał ją z Białej Willi. Drgnęła lekko, gdy zsunął dłonie na biodra, ale nie wyrwała się - a wręcz przeciwnie, łamiąc zdrowy odruch samozachowawczy, wygięła plecy, wtulając się nimi w szeroką klatkę piersiową czarodzieja; w przód jego ciała, niczym łasząca się kotka, a gdy nachylił się nad jej ramieniem, wyprostowała się tak, by otrzeć się policzkiem o jego policzek, powoli, z przymkniętymi oczami, jakby dotyk szorstkiego zarostu wcale jej nie przeszkadzał. Prawie romantyczna, jak na ich wypracowane nienawiścią i pogardą standardy, pieszczota szybko się jednak skończyła, szarpnięcie przesunęło ją w bok, na ścieżkę ku Białej Willi. A więc nie zostawi jej tego dnia samej; czy o to mu chodziło, czy lekcja miała być tylko wymówką? Czy w ogóle takiej wymówki potrzebował? Zbyt dużo myśli z paniką zalało umysł Deirdre; wyciszyła je od razu, odwracając się do mężczyzny przodem, z wysoko zadartą brodą, spoglądając na niego w zastanowieniu. Wyzywającym i badawczym jednocześnie, zmrużyła oczy, po czym zamiast ruszyć ku schodom, zmniejszyła dzielącą ich odległość. Stanęła na palcach, by pocałować go w szyję, na którą zarzuciła ręce, podciągając się tak, by móc nogami opleść jego biodra. Była pewna, że utrzyma jej ciężar - dopiero później przeniosła pocałunek na usta; w delikatnej, kokieteryjnie nieśmiałej i nieznośnie powolnej pieszczocie, mogącej nieco złagodzić surowość odświeżenia mocnych doświadczeń z zupełnie innego rejonu wymagających fizycznie umiejętności.

| ztx2


there was an orchid as beautiful as the
seven deadly sins
Deirdre Mericourt
Zawód : Kochanica nestora, westalka Fantasmagorii
Wiek : 27
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
no way you'll see me crawl
like a shark I'll be ripping you apart and celebrate
with lots of champagne

OPCM : 40
UROKI : 6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 61
ZWINNOŚĆ : 21
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica
we still got the taste dancing on our tongues
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt

Strona 5 z 5 Previous  1, 2, 3, 4, 5

Weranda
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach