Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Wieża Astronomiczna
AutorWiadomość
Wieża Astronomiczna [odnośnik]06.08.17 19:33
First topic message reminder :

Wieża Astronomiczna

Najwyższa wieża w Hogwarcie służąca jako miejsce zajęć z astronomii. To właśnie tutaj uczniowie rozszerzają swoją wiedzę na temat gwiazd i planet, obserwując je przez teleskopy, a także masę innych urządzeń służących do badania nieba. Najczęściej lekcje odbywają się o północy w bezksiężycowe noce, gdy ciała niebieskie są najlepiej widoczne. Wieża jest zazwyczaj zamknięta z wyjątkiem zajęć. Na jej szczyt prowadzi dokładnie tysiąc jeden stopni spiralnych schodów. To tutaj znajduje się również położony centralnie pod tarasem widokowym gabinet każdego nauczyciela astronomii, który uczył w szkole. Najczęściej jest zapełniony po brzegi książkami poświęconymi tej dziedzinie nauki jak i przedmiotami pomocnymi przy badaniu sklepienia. Sufit pomieszczenia zaczarowany jest w taki sposób, by pokazywał aktualne rozmieszczenie gwiazd bez potrzeby opuszczania pokoju.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Wieża Astronomiczna - Page 3 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Wieża Astronomiczna [odnośnik]15.05.18 22:32
Kilka lat temu, podczas wakacyjnego pobytu u francuskich kuzynek, któraś z nich zapytała Marine, kim ta chciałaby być, gdyby nie urodziła się szlachcianką. Zapytanie młodej dziewczyny o jej alternatywne marzenia spotkało się z bujną opowieścią i różnymi wariacjami na temat tego, jak mogłyby potoczyć się jej losy. Jedna z opcji zakładała bycie nauczycielką i panna Lestrange, święcie przekonana, że podoła zadaniu, przez następny tydzień chciała bawić się z krewniaczkami wyłącznie w szkołę. Trzeciego dnia straciła cierpliwość do dziewczynek odgrywających jej uczennice, teraz więc tym bardziej szanowała dorosłych, którzy nie mieli ochoty po prostu rzucić tego wszystkiego i wyjechać na Lazurowe Wybrzeże. Uważała się za dojrzalszą od rówieśników i była w stanie wyłapać bzdury, które mogłyby doprowadzić profesorów do białej gorączki; tylko najlepsi z nich byli w stanie przełknąć gorzką pigułkę krnąbrnych wychowanków lub odsunąć ich zachowanie na dalszy plan, by zamiast tego skupić się tylko i wyłącznie na nauczaniu. Marine lubiła przedmioty teoretyczne, logiczne, z których jedno wynikało z drugiego, a zarazem istniało jeszcze wiele różnych możliwości, po które wystarczyło tylko sięgnąć. I chociaż mogłaby o hogwarckiej edukacji napisać esej na kilka stron, w czerwcu nie myślała już o tym, co było, a raczej o tym, co czekało na nią poza murami zamku.
Dlatego właśnie nie zwróciła większej uwagi na sprawdzane przez Jaydena wypracowania. Kiedyś może rzuciłaby okiem, by upewnić się, że na przykład taki Malcolm McGonagall wciąż dostaje gorsze oceny, ale teraz kurz z bitwy o oceny zdawał się opadać.
Nie spodziewała się żadnej przemowy, a mimo to słowa profesora nieco ją zaskoczyły. Przystanęła w pół kroku, jakby nieco przestraszona i oczekująca reprymendy, chociaż niczego przecież nie zbroiła, bo jako prefekt była wzorem dla innych. Zganiła samą siebie za tę myśl, gdy tylko astronom wypowiedział pierwsze słowa.
Był trzecią osobą w jej życiu, która wyraziła dumę z jej poczynań, a fakt ten napawał ją dziwnym wzruszeniem. Nie mogła oczywiście dać tego po sobie poznać, dlatego zamrugała szybko, na wypadek gdyby jakaś zdradziecka łza zaplątała się gdzieś w kącikach jej oczu. Jego słowa znaczyły dla niej naprawdę wiele i gdyby nie była jego uczennicą oraz młodą damą, na pewno uścisnęłaby go najmocniej, jak tylko potrafiła. Niestety, musiał mu wystarczyć rozanielony wyraz jej twarzy.
- Nie nabroję, ale mogę panu obiecać, że jeszcze pan o mnie usłyszy – zapowiedziała stanowczym głosem, zanim sama nie wpadła w rozbawienie zarażając się takim nastawieniem od niego.
Wiedziała, że nie powiedział tego wszystkiego tylko po to, by za chwilę miała dzięki niemu wyczarować lepszego patronusa, ale mimo wszystko i ta cegiełka szczęścia została dołożona.
- Gwiazdy nad panem czuwają – rzuciła enigmatycznie, raz jeszcze spoglądając na łapacz snów, tajemniczy prezent, którego pochodzenie miało dla profesora pozostać nieznane.
I to bynajmniej nie dlatego, że wstydziła się swojego gestu oraz przesłanego z okazji urodzin podarku; Vane tyle dla niej zrobił, że odwdzięczenie się drobiazgiem było według niej na miejscu. Nie chciała po prostu, by od razu skojarzył prezent z jej osobą – niespodzianka wydawała jej się miła i chyba rzeczywiście przyniosła mu odrobinę radości. Jeśli dodatkowo miał dzięki temu spać spokojnie, nie było czego żałować. Być może mężczyzna kiedyś domyśli się, kto był nadawcą urodzinowych życzeń, ale na razie miało to pozostać słodkim sekretem panny Lestrange.
Była gotowa. Ścisnęła różdżkę w dłoni i odeszła kilka kroków, bliżej środka pomieszczenia. Przywołała swoje najszczęśliwsze wspomnienie i na moment przymknęła oczy, by pod jej powiekami przebiegły obrazy smoczych łusek i uśmiechu dziadka.
- Expecto Patronum!



The past is gone. It went by, like dusk to dawn. Isn't that the way everybody's got the dues in life to pay?

dream on


Marine Yaxley
Zawód : śpiewaczka, dama
Wiek : 18
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Isn't it lovely, all alone? Heart made of glass, my mind of stone. Tear me to pieces, skin to bone

"Hello, welcome home"
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
Wieża Astronomiczna - Page 3 060da7246cff3ea68a8b3d81a5de583b
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4601-marine-lestrange https://www.morsmordre.net/t4712-gloriana#101007 https://www.morsmordre.net/t4713-lady-lestrange https://www.morsmordre.net/f317-wyspa-wight-thorness-manor https://www.morsmordre.net/t5142-skrytka-bankowa-nr-1190 https://www.morsmordre.net/t4719-marine-lestrange#101064
Re: Wieża Astronomiczna [odnośnik]15.05.18 22:32
The member 'Marine Lestrange' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 85

--------------------------------

#2 'Anomalie - CZ' :
Wieża Astronomiczna - Page 3 HXm0sNX
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Wieża Astronomiczna - Page 3 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Wieża Astronomiczna [odnośnik]27.05.18 18:58
Niewątpliwie miało mu brakować tej znajomej, przyjaznej twarzy, która już tyle razy uśmiechała się w jego towarzystwie, że pozbawienie go jej towarzystwa miało zostawić sporą pustkę. Zawsze czuł to, gdy któryś z jego uczniów opuszczał Hogwart i szedł w dalsze życie. Część z nich oczywiście utrzymywała z nim kontakt raz na jakiś czas, dlatego biurko było zawalone nie tylko astronomicznymi papierami czy subtelnymi przedmiotami wagi ciężkiej, ale również pamiątkami od dawnych Gryfonów, Puchonów, Kurukonów i Ślizgonów. Ci ostatni chociaż wszystkim wydawali się być tymi najgorszymi, posiadali w sobie potencjał, który wystarczyło odpowiednio nakierować i ujawniał się w całej okazałości. Czy idealnym przykładem nie była panna przekraczająca prócz jego gabinetu w Wieży Astronomicznej? I to dodatkowo wybierającą dłuższą drogę. Jayden uwielbiał swoją małą armię - młodzież zawsze posiadała potencjał wykraczający poza standardy i często silniejszy od dorosłych czarodziejów i czarownic. Mało kto to dostrzegał, lecz nauczyciel był pewien swego i nic ani nikt nie mógł wpłynąć na jego zdanie. Dzień za dniem upewniał go wszakże, że miał pełne prawo do takiej opinii. Uśmiechnął się na widok panny Lestrange, a słowa, które do niej skierował były szczere i prawdziwe. Nie potrafił też kłamać i jakby chciał jej tylko sprawić przyjemność, wyczułaby to z łatwością. Vane nie był skomplikowanym człowiekiem, a jego natura nie przyjmowała do wiadomości czegoś takiego jak zakłamanie. Był dumny z Marine i musiał jej to powiedzieć, zanim miała opuścić mury zamku. Oboje doskonale wiedzieli, że ich spotkanie mogło nigdy nie nadejść. Jayden nie wierzył w przyszłość wyczytywaną z gwiazd, ale patrząc w nie, wyczuwał, że jeszcze dojrzy swoją zdolną uczennicę.
Nie przeszkadzał jej już w przygotowaniach, wiedząc, że Marine nie krępowała się potencjalną porażką. Która, co wcale go nie zdziwiło, nie nadeszła. Ogarnęło go jednak coś innego. Stojąc za biurkiem i przekładając w tamtej chwili papiery, poczuł na twarzy silny podmuch, a kilka dokumentów trzasnęło mu w fizis z taką mocą, że cofnął się o krok. Zaraz jednak odzyskał równowagę, a gdy zobaczył, co się stało, zaniemówił. Musiał usiąść. A właściwie opaść na swoje siedzenie, bo patrzył na młodą czarownicę, która już wkrótce miała pójść w wielki świat, zastanawiając się po co w sumie był jej potrzebny. Rzucała mocnymi zaklęciami raz za razem i wcale nie potrzebowała do tego żadnych instrukcji. Ba! Anomalie szalały dokoła, a ona żadnej nie przyciągała, uwalniając z czarodziejskiej broni i towarzyszki niebieskie światło, mające ochronić ją przed atakiem paskudnego dementora lub mogła porozumieć się z kimś bliskim.
- Taaak - mruknął oszołomiony, nie wiedząc, co powiedzieć. Chyba nikt by nie wiedział, widząc ów talent. Przez chwilę jeszcze trwał w takim bezruchu, raz po raz otwierając usta, by zaraz je zamknąć. Nie wiedział. Po prostu... Odchrząknął w końcu, przenosząc spojrzenie na Marine. - Potrzebujesz czegoś jeszcze? - spytał, nie wychodząc ze zdumienia i tym samym nie ujawniając swojej radości. Ale Lestrange musiała po nim widzieć, co się stało. Sam powinien się od niej uczuć, a nie na odwrót. Naprawdę... Tak silne zaklęcie, a ona je wyczarowywała z lekkością, jakiej dotąd jeszcze u nikogo nie widział. Nawet w Zakonie Feniksa. - Może już wyjdę... - dodał, przejeżdżając dłonią po twarzy i przez chwilę jeszcze tak tkwiąc i dochodząc do siebie.


he's the hero world deserves, but not the one it needs right now. they'll hunt him. he can take it. he's a silent guardian, a watchful protector. A DARK KNIGHT.
Jayden Vane
Zawód : astronom, profesor, publicysta, badacz, erudyta, ojciec
Wiek : 32
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Sometimes the truth
Isn’t good enough.
Sometimes people deserve more.
Sometimes people deserve
To have their f a i t h rewarded.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4372-jayden-vane#93818 https://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 https://www.morsmordre.net/t4451-lucky-star#95083 https://www.morsmordre.net/f113-irlandia-killarney-national-park-theach-fael https://www.morsmordre.net/t4454-skrytka-bankowa-nr-1135#95111 https://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane
Re: Wieża Astronomiczna [odnośnik]19.06.18 15:55
Profesor Vane, choćby nawet podświadomie, musiał spodziewać się listu od Marine, który miał nadejść w okolicach września – ona sama już pielęgnowała w głowie myśl wysłania mu elaboratu o tym, co tak naprawdę dały jej zajęcia z Astronomii, a tym bardziej spotkania pozalekcyjne. Skoro nie mogła pojawić się w Hogwarcie razem z nowym rokiem szkolnym, niech chociaż jej słowa osłodzą mu kolejny. Nieskromnie uważała, że chyba naprawdę ją polubił, skoro zrobił dla niej tak wiele i nawet jeśli nie potrafiła wydobyć z siebie bardziej wylewnych podziękowań to musiał wiedzieć, że naprawdę ceniła go i szanowała.
Strach przybierał wiele obliczy i odcieni, a mimo młodego wieku panna Lestrange była z nim całkiem dobrze zaznajomiona. Bała się nawrotu choroby, obawiała się kolejnego mrożącego krew w żyłach ataku anomalii, a na myśl o porażce na jakimkolwiek polu zalewał ją zimny pot. Nauka Zaklęcia Patronusa przyniosła jej nie tylko poprawę umiejętności magicznych, ale pozwoliła także nabyć dawkę pewności siebie odpowiednią do zwalczenia wielu wątpliwości czy obaw. Nie chodziło tylko i wyłącznie o sam efekt srebrnej mgły, unoszący się w powietrzu, ale głównie o to, że Marine jest w stanie próbować do skutku i nie podda się tak łatwo. Na szczęście wcale nie musiała sprawdzać po której próbie jej zaklęcie się powiedzie, wyszło bowiem już za pierwszym razem.
Poczuła, jak przez jej ciało przepływa nagle wyjątkowo pozytywna energia, znajdująca ujście w przedłużeniu dłoni, a więc trzymanej różdżce; gabinet profesora zalała fala jasnego światła, na moment lekko oślepiając nawet samą Marine, która w najśmielszych snach nie spodziewała się takiego efektu. Niemal natychmiast zerknęła na Astronoma, pragnąc wyłapać jego reakcję, pragnąć posilić się dumą widoczną na jego twarzy. Podmuch zaklęcia zrzucił z biurka kilka wypracowań, lecz Jayden wydawał się tym kompletnie niewzruszony.
Za to Lestrange jak najbardziej poczuła wzruszenie na widok tak silnego zaklęcia; kto wie, może jeszcze kilka prób zbliży ją do cielesnej formy Patronusa? Głos na moment dosłownie ugrzązł jej w gardle i nie wiedziała co powinna powiedzieć. Oczy zaszkliły jej się lekko, bowiem wewnętrzna radość czarownicy nie mogła znaleźć już innego ujścia – Marine zaśmiała się głośno, czując się po prostu szczęśliwa. Nie chciała nigdy w życiu opuszczać już tego pomieszczenia, skoro wiązały się z nim same cudowne wspomnienia.
- Do kiedy trwa nabór na nowego nauczyciela Obrony? – zażartowała wreszcie, przenosząc wzrok z profesora na wytwór swojej własnej magii, unoszący się w gabinecie i niknący powoli, lecz wciąż jeszcze odpowiednio wyraźny, by cieszyć nim oczy.




The past is gone. It went by, like dusk to dawn. Isn't that the way everybody's got the dues in life to pay?

dream on


Marine Yaxley
Zawód : śpiewaczka, dama
Wiek : 18
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Isn't it lovely, all alone? Heart made of glass, my mind of stone. Tear me to pieces, skin to bone

"Hello, welcome home"
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
Wieża Astronomiczna - Page 3 060da7246cff3ea68a8b3d81a5de583b
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4601-marine-lestrange https://www.morsmordre.net/t4712-gloriana#101007 https://www.morsmordre.net/t4713-lady-lestrange https://www.morsmordre.net/f317-wyspa-wight-thorness-manor https://www.morsmordre.net/t5142-skrytka-bankowa-nr-1190 https://www.morsmordre.net/t4719-marine-lestrange#101064
Re: Wieża Astronomiczna [odnośnik]19.06.18 20:32
W nauce patronusa wcale nie chodziło o ochronę przed dementorami, mimo że takie właśnie było pierwotne założenie. Dzięki posiadaniu umiejętności i świadomości wyczarowanie podobnego tworu, który łatwym nie był, nabierało się większego poczucia własnej wartości. Jay wiedział, że Marine tego nie potrzebowała, lecz zaraz miała wejść w dorosłe życie, a każdy, naprawdę każdy, chciał się poczuć wyjątkowy. Siła oparta właśnie na podbudowanym ego miała pomóc jej w wielu przeciwnościach związanych z problemami czyhającymi na nowej drodze. Sam pamiętał, że mali dorośli lubili iść śladami większości, a właśnie to bycie odmiennym było najważniejsze. Bycie wiernym swoim ideałom i przekonaniom stanowiło o wartości człowieka - nie zaś podążanie za większą grupą, byle tylko nikt nie mówił o tobie źle. Jayden nie miał pojęcia, że już wkrótce przyjdzie mu postawić się w podobnej sytuacji, gdzie przyjaciele okazali się być atakującymi i nic nie było w stanie tego zmienić. Nigdy nie podejrzewałby też faktu, że z własnej woli zdobędzie się na zaklęcie zapomnienia, z którym przepadnie wiele wspomnień, wiele relacji, wiele znajomości zostanie zepchniętych w niebyt. Każdy miał jednak swoje sumienie i bycie nieszczerym z samym sobą mogłoby skutkować zatraceniem się w osobowości. Jeśli ktoś nie potrafił żyć sam ze sobą, co dopiero wśród innych. Na szczęście miał pozostać jeszcze jakiś czas nieświadomy, tak samo jak i po pamiętnym dniu. Póki co czerpał z ostatnich dni nauki, które mógł spędzić ze swoimi podopiecznymi, zanim rozpierzchnął się do domów, a on zostanie z wielką dziurą w sercu, której nic nie będzie w stanie załatać. Vane nie wiedział, co by zrobił, jeśli nie posada nauczyciela w Hogwarcie. Była to jedna z cudowniejszych rzeczy, które mógł przeżyć i decyzja ta rzutowała na jego całym dalszym istnieniu - bez niej zdecydowanie nie byłby takim samym człowiekiem, jakim był teraz. Nie poznałby tych wszystkich wspaniałych ludzi, nie uczyłby genialnych młodych czarodziejów i czarownic. Nie obserwowałby również jak szybko rozwinęła się panna Lestrange i wiele pozytywnych uczuć przepadłoby nigdy nieodkrytych.
- Nawet nie próbuj - odpowiedział, kręcąc głową z szerokim już uśmiechem i również przyglądając się niebieskiej mgiełce unoszącej się pod zaczarowanym dachem Wieży Astronomicznej. Widział, że Marine bardzo się poruszyła kolejną udaną i spełnioną próbą wyczarowania patronusa, a on nie potrafił siedzieć i nie zareagować. Podszedł i stanął obok, by wspólnie jeszcze obserwować ostatnią łunę pięknej magii. Dopiero gdy ta zupełnie się rozpłynęła w powietrzu, JD przeniósł uwagę na uczennicę i odczekał, aż i ona zrobiła to samo. - Pokażę ci coś - powiedział, uśmiechając się ciepło i zaraz też odwrócił się, by podejść do jednej ze ścian gabinetu. Ktoś mógłby przypuszczać, że profesor zaraz uderzy w mur, ale po chwili wpatrywania można było dostrzec drzwi. Czy one od zawsze tam były, czy były to wyjątkowe czary? Bądź co bądź teraz uwidoczniony zarys dokładnie odbijał się na tle kamienia, a srebrna gałka przekręciła, by zaprowadzić w ukryty obszar przed postronnymi wizytatorami. Kilkanaście stopni pięło się w górę, by zakończyć na niewielkim, półokrągłym balkonie, z którego można było podziwiać okolice otaczające zamek. Jedyną innością była ściana pokryta datami. Jay stanął przed nią i poczekał, aż dołączy do niego Marine. - To dni warte zapamiętania. Każdy z nich kryje w sobie również wspomnienie. Nie wiem jak to się dzieje, ale gdy spojrzę na jakąś datę, od razu wiem, co takiego się wtedy wydarzyło. Gotowa dopisać również dzisiaj? - spytał, wyciągając w jej stronę niebieskawe pióro.


he's the hero world deserves, but not the one it needs right now. they'll hunt him. he can take it. he's a silent guardian, a watchful protector. A DARK KNIGHT.
Jayden Vane
Zawód : astronom, profesor, publicysta, badacz, erudyta, ojciec
Wiek : 32
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Sometimes the truth
Isn’t good enough.
Sometimes people deserve more.
Sometimes people deserve
To have their f a i t h rewarded.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4372-jayden-vane#93818 https://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 https://www.morsmordre.net/t4451-lucky-star#95083 https://www.morsmordre.net/f113-irlandia-killarney-national-park-theach-fael https://www.morsmordre.net/t4454-skrytka-bankowa-nr-1135#95111 https://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane
Re: Wieża Astronomiczna [odnośnik]25.07.18 14:00
Za kilka miesięcy nie będzie pamiętała już połowy swoich szkolnych kolegów i koleżanek, zwłaszcza tych, z którymi w ciągu całej edukacji zamieniła tylko kilka słów, lecz była przekonana, że grono pedagogiczne Hogwartu tak łatwo nie ucieknie jej z pamięci. To, że Jayden szybko stał się jej ulubionym profesorem, nie ulegało żadnej wątpliwości. Marine łatwo wsiąkała w nowe rzeczy, lecz zaimponowanie jej wcale nie było łatwe, a Astronomowi udało się tego dokonać dość szybko. Po latach miała wspominać właśnie wieżę astronomiczną zamiast choćby klasy eliksirów, a wyczarowanie Patronusa uszczęśliwiło ją o wiele bardziej, niż wspaniałe oceny z egzaminów. Ludzie, których poznała w szkolnych murach, byli tak różni, jak tylko to możliwe, lecz poza kilkoma wyjątkami nie żałowała żadnej znajomości. I chociaż dawało się wyczuć, że poglądy nie zawsze się zazębiały, Lestrange posiadała na tyle dystansu do siebie i świata, by umieć to przeskoczyć. Cieszyła się niezmiernie, że inni też posiedli taką umiejętność.
Propozycja profesora rozbudziła jej ciekawość; z zainteresowaniem przyglądała się jego czynnościom, a gdy w jeden ze ścian ujrzała drzwi, zsunęła brwi i zastanowiła się, czy one aby na pewno zawsze tam były. Nie zdziwiło jej wcale, że Astronom ma w swoim gabinecie różne tajne przejścia, musiał gdzieś przecież spać i za którąś ze ścian na pewno kryła się izba sypialniana, ale na szczęście Marine była pewna, że jest prowadzona do zupełnie innej. Ruszyła ufnie za mężczyzną i po pokonaniu schodów znalazła się na balkonie, z którego roztaczał się przepiękny widok na okolice. Czemu wcześniej nie dostrzegła tego miejsca? A może było ono zaczarowane tak, by pozostawało niewidoczne dla ciekawskich oczu zerkających z dołu?
- Pierwszorzędny widok – skomentowała, poświęcając chwilę na chłonięcie hogwarckiego krajobrazu, który już tak dobrze znała, a z którym niebawem przyjdzie jej się pożegnać na zawsze. Dziwny sentyment osiadł gdzieś w okolicach jej serca i Marine wiedziała już, że trudno będzie się go pozbyć w przyszłości, choćby tak naprawdę wcale jej nie zawadzał.
Dopiero po jakimś czasie zerknęła na ścianę, o której mówił profesor Vane i uśmiechnęła się radośnie, gdy usłyszała iż dane jej będzie dostąpić zaszczytu wpisania tutaj dzisiejszej daty. Łapacz snów wisiał w gabinecie, lecz teraz to Astronom dawał swojej uczennicy piękny prezent, podbudowując jej wiarę w siebie.
- Warto pielęgnować piękne wspomnienia – przejęła niebieskie piórko i schludnym charakterem pisma zapisała dzisiejszą datę z nadzieją, że profesor będzie wracał do niej z radością – Ale jeszcze lepiej tworzyć nowe.



The past is gone. It went by, like dusk to dawn. Isn't that the way everybody's got the dues in life to pay?

dream on


Marine Yaxley
Zawód : śpiewaczka, dama
Wiek : 18
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Isn't it lovely, all alone? Heart made of glass, my mind of stone. Tear me to pieces, skin to bone

"Hello, welcome home"
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
Wieża Astronomiczna - Page 3 060da7246cff3ea68a8b3d81a5de583b
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4601-marine-lestrange https://www.morsmordre.net/t4712-gloriana#101007 https://www.morsmordre.net/t4713-lady-lestrange https://www.morsmordre.net/f317-wyspa-wight-thorness-manor https://www.morsmordre.net/t5142-skrytka-bankowa-nr-1190 https://www.morsmordre.net/t4719-marine-lestrange#101064
Re: Wieża Astronomiczna [odnośnik]14.08.18 11:18
Każda nowa znajomość była cenna. Nawet wtedy gdy bardzo negatywna, lecz dzięki niej była możliwa nauka, którą wyciągało się z przeżytych doświadczeń. Nikt nie miał na myśli oczywiście żadnych skrajnych, brutalnych przypadków, lecz Jay wciąż uważał, że każdy zasługiwał na poprawę. Dokładnie każdy, bo czy osądzanie z ostatecznym, śmiertelnym wyrokiem mogło podchodzić pod bycie dobrym człowiekiem? Nie oceniał ludzi, posiadając otwarty charakter i osobowość być może naiwną, lecz dość czystą by widzieć jeszcze ideały. Nawet tam, gdzie inni już je zakopali. Widział na ostatnim spotkaniu Zakonu Feniksa chwiejność i pierwsze oznaki wprawiające go w niepokój. Co miało być, gdy zbiorą się następnym razem? On wiedział, znał siebie i swoje wartości - czy i oni również znali swoje, czy tłumaczyli występki dobrą sprawą? Profesor nie był zwolennikiem powiedzenia cel uświęca środki, bo czy skrzywdzenie kogoś było warte zwycięstwa? To było zbyt wiele, a on cenił sobie jeszcze życie innych, by zaznaczyć granicę powstałą między zgubną pychą, a rozsądkiem. Smutek przepełniający go podczas rozmyślań na ten temat, znikał, gdy spędzał czas w zamku miedzy uczniami. Ich spojrzenia sprawiały, że czuł się im potrzebny i doceniany - na twarzy dziecka można było dostrzec każdą emocję, a te pozytywne były równie cenne co negatywne. Profesor astronomii nie był jednak nielubianym nauczycielem, chociaż nie zaskarbiał sobie specjalnie niczyjej uwagi czy sympatii intencyjnie. Dzięki temu jednak zyskiwał wiele cennych relacji z młodymi czarodziejami i czarownicami, stając się czasami autorytetem w niektórych dziedzinach - nie zawsze była to nauka, którą im wykładał. Czy nie oznaczało to, że był dla nich ważny? Potrzebny? Co jeszcze miało sprawić, by czuł się bardziej spełniony? Nic. Wystarczało mu to aż w nadmiarze, a wspomnienia wszelkich tych dni warte były zapamiętania. Młoda lady Lestrange już dawno dołączyła do grona zasłużonych, których nazywał swoją małą armią, lecz już za kilka dni miała zakończyć naukę i stać się częścią dorosłego społeczeństwa, pozostawiając Szkołę Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie za sobą. Tak samo jak ludzi. Ona mogła zapomnieć, lecz on nie. Jak mógłby zapomnieć o własnych dzieciach?
- Dobrze mieć magię, prawda? - spytał, nie oczekując wcale odpowiedzi wszak oboje na pewno myśleli tak samo. Zgodził się w ciszy na słowa o wspomnieniach. To prawda - to, co przeżyli, było cenne, lecz to co mogło się stać, miało większą wartość. I tajemnicę, bo któż znał przyszłe wydarzenia? Zostawały one na drodze przed ludźmi, którzy koniec końców zawsze na nie trafiali. Przyglądał się przez moment uczennicy jak zapisywała datę, a magiczne pióro wchłonęło również i wspomnienia, które ze sobą niosła. Jayden zawsze zastanawiał się jak to możliwe - czyżby prywatna, o wiele prymitywniejsza myślosiewnia, a może to jego umysł płatał te figle? Gdy dziewczę oderwało dłoń od ściany i stanęło wyprostowane, profesor odebrał od niej pióro i uśmiechnął się ciepło, lecz w jego oczach krył się pewien smutek, że ten etap się zakończył. - To chyba na tyle - zaczął. Niczego nowego już cię nie nauczę, panno Lestrange. Znalazłaś w sobie wiele siły, by podjąć kroki prowadzące cię właśnie w to miejsce, radząc sobie z przeciwnościami. Zasłużyłaś na szacunek i jestem pewien, że staniesz się wspaniałym dorosłym. Jesteś dobrą osobą, Marine. Pielęgnuj to, a uratujesz tym wiele osób - zakończył, równocześnie dając znak, że ich wspólna konspiracja nie miała być kontynuowana. Szlachcianka osiągnęła sukces, a on był szczęśliwy z tego, że był świadkiem ów trudnego zaklęcia. Jak i towarzyszem w kończeniu edukacji. Duma i uznanie były zdecydowanie na miejscu. Wierzył w to, że inni również jej to dadzą. - Do widzenia, Marine.


he's the hero world deserves, but not the one it needs right now. they'll hunt him. he can take it. he's a silent guardian, a watchful protector. A DARK KNIGHT.
Jayden Vane
Zawód : astronom, profesor, publicysta, badacz, erudyta, ojciec
Wiek : 32
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Sometimes the truth
Isn’t good enough.
Sometimes people deserve more.
Sometimes people deserve
To have their f a i t h rewarded.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4372-jayden-vane#93818 https://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 https://www.morsmordre.net/t4451-lucky-star#95083 https://www.morsmordre.net/f113-irlandia-killarney-national-park-theach-fael https://www.morsmordre.net/t4454-skrytka-bankowa-nr-1135#95111 https://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane
Re: Wieża Astronomiczna [odnośnik]11.09.18 12:47
Dorosłość czekała na nią już niemalże za progiem, ale chwile takie, jak ta, nie ułatwiały wcale wkroczenia w nią z podniesioną głową. Sentyment i sympatia nie były dla niej ciężarem, lecz w przyszłości mogły okazać się słabością. Doceniała Astronoma i była mu wdzięczna za wszystko co dla niej zrobił, lecz oboje wiedzieli, że są u kresu łączących ich relacji. Z praktycznego punktu widzenia, kierując się rozsądkiem i powinnościami młodej szlachcianki, okazji do spotkań miało nie być wcale tak wiele – Marine nie wyobrażała sobie swojej obecności na konferencjach naukowych, a z drugiej strony Jayden na pewno nie był stałym bywalcem arystokratycznych spędów. Przypadkowe spotkanie w Wieży Astrologów mogło zostać ich okazją, lecz zdawanie się na los nijak można było określić za pewność. Lestrange czuła, że jeszcze się zobaczą i osobiście na pewno bardzo by tego chciała, lecz intuicja mówiła jej, że to o wiele mniej prawdopodobne, niż by tego chciała.
Powrócili więc do głównego pomieszczenia, a młoda czarownica objęła spojrzeniem wnętrze gabinetu profesora; chciała zachować w pamięci każdy jego szczegół i rzeczywiście widok ten miał umościć się w zakamarkach jej umysłu tuż obok krajobrazu szkolnych błoni czy sklepienia Wielkiej Sali. Miejsca i ludzie byli niesamowicie trwałymi nośnikami wspomnień.
Szykowała się na finalne słowa profesora i nie zawiódł jej, zwracając się oficjalnym tonem, gdy moment rozstania był bliski. Słysząc, że uważa ją za dobrą osobę, uwierzyła mu bez zawahania, spychając na bok wszelkie wątpliwości i przykłady własnego zachowania, które przeczyły tezie astronoma. Sama nie wiedziała, czego powinna mu życzyć; dziękowała już tyle razy, a w jej postawi musiał widzieć to, jak ważną figurą się stał. Cudnie było mieć taki autorytet i takiego nauczyciela, a odpłacić mu się mogła jedynie realizując jego życzenie i stając się wspaniałym dorosłym.
Wyciągnęła więc rękę, by po raz ostatni pozawerbalnie podziękować mu za wszystko; uścisnęła jego dłoń, spoglądając na jego twarz. Tym razem nie próbowała go rozgryźć, chciała tylko zapamiętać to spojrzenie.
- Do widzenia, profesorze Vane – odpowiedziała, po czym nie oglądając się za siebie wyszła z gabinetu, opuszczając Wieżę Astronomiczną po raz ostatni.

| zt



The past is gone. It went by, like dusk to dawn. Isn't that the way everybody's got the dues in life to pay?

dream on


Marine Yaxley
Zawód : śpiewaczka, dama
Wiek : 18
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Isn't it lovely, all alone? Heart made of glass, my mind of stone. Tear me to pieces, skin to bone

"Hello, welcome home"
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
Wieża Astronomiczna - Page 3 060da7246cff3ea68a8b3d81a5de583b
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4601-marine-lestrange https://www.morsmordre.net/t4712-gloriana#101007 https://www.morsmordre.net/t4713-lady-lestrange https://www.morsmordre.net/f317-wyspa-wight-thorness-manor https://www.morsmordre.net/t5142-skrytka-bankowa-nr-1190 https://www.morsmordre.net/t4719-marine-lestrange#101064
Re: Wieża Astronomiczna [odnośnik]12.09.18 8:59
Zarówno pewien żal z zerwanych więzi towarzyszył każdemu opuszczeniu murów Hogwartu przez uczniów, lecz coś innego przeważało o wiele bardziej ów emocję nasączoną kilkoma kroplami smutku i pewnej nostalgii. Zdawał sobie sprawę, że jego rola na tej drodze już się skończyła, ale dobrze spełniony obowiązek kierunkował młodą istotę w stronę właściwą, wyznaczoną przez własne pragnienia i szczęście - co lepszego mógł sobie wymarzyć? Ojcowska duma nie była Jaydenowi obca, chociaż nie posiadał własnych dzieci i nie sądził, by kiedykolwiek miało się to zmienić. Być może czas miał pokazać, że się mylił, ale póki co jedynymi dziećmi jakie miał, byli jego uczniowie i podopieczni. Niektórzy zamknięci w sobie, inni otwarci i chętni do działania, zakompleksieni lub z syndromami bycia najlepszym, zależni lub oderwani od rodziny czy rodziców, zapominalscy z głową w chmurach lub twardo stąpający po ziemi. Pamiętał każdego z nich, gdy tylko dawali mu się poznać, gdy tylko zdecydowali się mu zawierzyć i zaufać. Niektórzy z nich zostawali z nim również i po tym jak zakończyli edukację w Szkole Magii i Czarodziejstwa, szukając rozmowy, akceptacji, ciepła. Czasem nie rozumiał jak w wieku trzydziestu lat mógł być autorytetem dla dwudziestolatka, który mógł sobie upatrzyć o wiele starszego, mądrzejszego, bardziej doświadczonego czarodzieja. Jeśli jednak to miała być nagroda dla Jaydena za lata nauki i patrzenia na dorastanie młodego człowieka, przyjmował ją. Wiedział, że nie z każdym mógł utrzymywać kontakt w równym stopniu, ale nie przerażało go to. Gwiazdy quidditcha, naukowcy, mężowie, matki, sprzedawcy, arystokraci i szarzy obywatele - nieważne czym się zajmowali. Nieważne czy byli w Anglii, czy poza jej granicami. Nic nie miało znaczenia, jeśli żyli w zgodzie z samymi sobą i czerpali z dnia codziennego jak nauczał ich Vane. Ile już podobnych tej sytuacji zdarzeń miało miejsce? Ilu młodych dorosłych odprowadzał spojrzeniem, by następnie uśmiechnąć się pod nosem, czując smutek, lecz również i spełnienie? Ilu jeszcze miało wchodzić po wielu stopniach schodów, by stanąć przed nim i powiedzieć krótkie, ale niesamowicie ważne dziękuję? Nawet jeśli miałaby to być tylko jedna osoba, było warto i czekałby tak czy inaczej.
Gdy drzwi zamknęły się z lekkim zgrzytem, profesor wyjrzał jeszcze przez okno, by spojrzeć na mieniące się w słońcu jezioro, przejechał wzrokiem po małej chatce przycupniętej na skraju Zakazanego Lasu i mógł szczerze powitać zakończenie kolejnego roku w Hogwarcie. Usiadł w fotelu i zaczął nieświadomie bawić się łapaczem snów. Pamiętam ich wszystkich.

|zt


he's the hero world deserves, but not the one it needs right now. they'll hunt him. he can take it. he's a silent guardian, a watchful protector. A DARK KNIGHT.
Jayden Vane
Zawód : astronom, profesor, publicysta, badacz, erudyta, ojciec
Wiek : 32
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Sometimes the truth
Isn’t good enough.
Sometimes people deserve more.
Sometimes people deserve
To have their f a i t h rewarded.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4372-jayden-vane#93818 https://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 https://www.morsmordre.net/t4451-lucky-star#95083 https://www.morsmordre.net/f113-irlandia-killarney-national-park-theach-fael https://www.morsmordre.net/t4454-skrytka-bankowa-nr-1135#95111 https://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane
Re: Wieża Astronomiczna [odnośnik]19.03.19 14:20
michael & jayden25 października
Przejechał dłonią przez twarz, wpatrując się w kolejną z prac, które oddali mu pierwszoklasiści. Ich język wciąż pozostawiał wiele do życzenia, ale Jayden nie patrzył na ich wypracowania pod tym kątem. Zawsze doceniał zmysł intuicji i dobre chęci, którymi odznaczali się jego uczniowie. Z każdym kolejnym rokiem ich zaangażowanie rosło lub malało w zależności od tego, kto z nich decydował się kontynuować przedmiot w następnych latach. Aktualnie ciężko było mu złapać odpowiedni kontakt z młodymi czarodziejami i czarownicami z tego względu, że nie towarzyszył im od samego początku. Cały wrzesień starał się leczyć rany, które zadane zostały mu przy utracie bliskich i dopiero pierwszego października stanął znów pomiędzy gronem pedagogicznym Hogwartu ponownie. I to w nie najlepszej formie. Z każdym dniem się to zmieniało i Jay starał się jak mógł, by jego zajęcia, chociaż odrobinę przypominały te pełne życia lekcje jak niegdyś. Po kłótni z Pomoną coś w nim pękło. Wszyscy dokoła niego to odczuwali, jednak Vane dziwnym sposobem stał się odrobinę bardziej otwarty do studentów. Nadchodziło to stopniowo, niczym oswajanie dzikiego zwierza, ale jednak wszystko szło ku lepszemu. A przynajmniej tak to odczuwał.
W okienku między zajęciami zdecydował się więc uporać z wypracowaniami, wiedząc, że odkładanie tego na później nie było dobrą opcją. Nie czuł się odpowiednio zmotywowany, żeby dzisiaj robić coś więcej niż właśnie to. Pomimo świecącego na zewnątrz słońca, daleko było mu do dawnej wesołości. Czuł ciężar na sercu, który nie chciał od niego odstąpić, a łagodzony na kilka momentów był przez obecność Roselyn i Melanie. Obie panny Wright odznaczały się w stosunku do niego wyjątkową wyrozumiałością oraz ciepłem, które astronom sądził, że utracił na dobre. Wiedział jednak, że trwanie przy nich było jedynie etapem przejściowym. Za jakiś czas znów miał stanąć chybotliwie na nogi i pójść w swoją stronę. Nieznaną stronę, której jeszcze nie znał, ale nie zamierzał porzucać jednego — swoich uczniów, których nawet nauczyciele nie chcieli oszczędzać dla większego dobra. Jeśli tylko on miał stać między nimi a całym światem żądającym ich krwi, niech i tak będzie. W pewnym momencie Vane przerwał sprawdzanie, zsunął z ramion marynarkę, by przewiesić ją przed fotel i zerknął na drzwi do swojego gabinetu. Ktoś się zbliżał czy tylko mu się wydawało?
[bylobrzydkobedzieladnie]


he's the hero world deserves, but not the one it needs right now. they'll hunt him. he can take it. he's a silent guardian, a watchful protector. A DARK KNIGHT.


Ostatnio zmieniony przez Jayden Vane dnia 19.03.19 15:21, w całości zmieniany 1 raz
Jayden Vane
Zawód : astronom, profesor, publicysta, badacz, erudyta, ojciec
Wiek : 32
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Sometimes the truth
Isn’t good enough.
Sometimes people deserve more.
Sometimes people deserve
To have their f a i t h rewarded.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4372-jayden-vane#93818 https://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 https://www.morsmordre.net/t4451-lucky-star#95083 https://www.morsmordre.net/f113-irlandia-killarney-national-park-theach-fael https://www.morsmordre.net/t4454-skrytka-bankowa-nr-1135#95111 https://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane
Re: Wieża Astronomiczna [odnośnik]19.03.19 14:42
25.10

Michael potrzebował czasem konsultacji w aurorskich sprawach przekraczających jego kompetencje naukowe. O ile znał się na obronie przed czarną magią, o tyle numerologia i astronomia przekraczały jego kompetencje. Ministerstwo miało swoich badaczy, ale w obecnych czasach, zwłaszcza po zmianie Ministra Magii, Mike nie każdemu ufał. Niektóre sprawy były dla nich zbyt poufne, a niektóre...wręcz zbyt banalne. Jak ta. Chciał też przy okazji spytać o coś bardziej osobistego.
Poza tym, nie konsultował się jeszcze z Vane'm od czasu swojego powrotu do pracy i jego do Hogwartu. Chętnie przekonałby się, co u niego. Łączyły ich głównie relacje zawodowe, ale zapałał do astronoma sympatią. Zawsze cenił czystokrwistych czarodziejów, którzy nie byli pełni uprzedzeń i którym nie przeszkadzała jego czystość krwi. Imponowały mu też wiedza i profesjonalizm. W swojej pracy starał się być jak najlepszy i lubił ludzi, którzy z podobną powagą podchodzili do swoich obowiązków.
Zapukał do gabinetu.
-Tonks z Biura Aurorów, w sprawie wymagającej konsultacji astronoma. - zaanonsował się oficjalnie, chociaż łączyły ich mniej formalne stosunki.
Jeśli Jayden zaprosił go do środka, Mike wszedł do gabinetu energicznie, trzymając w dłoniach jakiś zeszycik. Od pełni minął już ponad tydzień, więc zmęczenie i bladość wreszcie ustąpiły - Michael był zwarty i gotowy do pracy, przepełniony energią i ciekawością.
-Mam nieco...nietypową sprawę, możliwe nawet, że zupełnie nieistotną. - wyznał, bo dopóki nie pozna opinii Vane'a, nie będzie miał pewności czy to coś poważnego, czy fałszywy alarm. Położył przed astronomem zeszycik. Jeśli Vane po niego sięgnie, zobaczy w środku astronomiczne tabele i rysunki, oraz coś, co przypomina zaszyfrowany alfabet. Wszystko było spisane dziecięcym pismem i znajomość numerologii oraz inteligencja wystarczą, by przy odrobinie uwagi złamać szyfr. Mike jeszcze nie próbował, astronomiczne tabele całkiem go spłoszyły.
-Jakaś zaniepokojona matka wysłała to do Biura Aurorów. Martwi się, że jej dziesięcioletni syn para się czarną magią. Uznałbym to za brednie, bo dzieciak nawet nie zaczął nauki w Hogwarcie, ale wykryliśmy, że wokół tego dziennika jest zgromadzona nikła czarnomagiczna energia. Rzuciłem na to Hexo Revelio i pod względem klątw i bezpieczeństwa przedmiot jest w porządku. Dzieciak równie dobrze mógł się pałętać w okolicy anomalii albo samemu jakąś wywołać i stąd dziwna aura przy zeszyciku. Mógłbyś zerknąć, czy pisał w środku coś podejrzanego? - poprosił. Czuł się nieco głupio, biorąc na siebie sprawę dziesięciolatka-mózgowca. Ale przezorny zawsze zabezpieczony, a w obliczu anomalii trudno było wykryć, co jest celowym działaniem czarnomagicznym. W dodatku ostatnio aurorzy dostawali coraz głupsze zadania, bo mieli związane ręce wobec poważniejszych spraw. Liczył na zrozumienie Vane'a w tej kwestii.




You can tame a big bad wolf
if you don't feed him

Michael Tonks
Zawód : Rebeliant
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Can I not save
One from the pitiless wave?
OPCM : 42 +4
UROKI : 34 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Wilkołak
Wieża Astronomiczna - Page 3 7f6edca3a6f0f363d163c63d8a811d78
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7124-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t7131-do-michaela https://www.morsmordre.net/t7129-wilkolak-mugolak https://www.morsmordre.net/f139-mickleham-old-london-rd-1 https://www.morsmordre.net/t7132-skrytka-bankowa-nr-1759#189352 https://www.morsmordre.net/t7130-michael-tonks
Re: Wieża Astronomiczna [odnośnik]19.03.19 15:05
Nie mylił się i w krótkim czasie od podniesienia spojrzenia na drzwi, klamka zadrgała, a przeciąg poderwał kilka kartek leżących na biurku profesora. Jayden szybko jednak machnął różdżką, by powstrzymać szerzący się nieład, i położył jeden z meteorytów zdobiących gabinet na pergaminie. Teraz nic nie miało prawa zaburzyć spokoju prac pierwszoklasistów. Czy miał wiedzieć, kto spowodował ten drobny rozgardiasz, który niegdyś panował tak swobodnie w całej Wieży Astronomicznej? I umyśle nauczyciela? W progu pojawiła się znajoma astronomowi sylwetka niezwykle wysokiego aurora, z którym niegdyś miał możliwość współpracować podczas konsultacji dla pracowników Ministerstwa Magii. Nie było niczym zaskakującym, że przeróżne departamenty kontaktowały się z profesorami Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie — wszak niełatwo było uzyskać ów status i pozycja równocześnie gwarantowała, że miało się do czynienia z najlepszymi. Nie tylko więc Vane znajdował się na liście konsultantów do podobnych zdarzeń. Mało kiedy musiał to robić, bo astronomia nie była powszechnie używaną dziedziną w popełnianiu przestępstw, ale najwidoczniej i dla niej miała się znaleźć furtka.
Profesor powstał z fotela, gdy pojawił się gość i skinął mu głową, witając w swoich skromnych progach niezwykle okazałego gabinetu. Po uścisku dłoni usiadł na swoim miejscu z powrotem, równocześnie niewerbalnie przyzywając wygodne krzesło dla swojego gościa. Słuchał z uwagą opisu zdarzenia mężczyzny, nie przerywając mu ani przez chwilę. Nie sięgał jeszcze po notes, chcąc skupić się całkowicie na słowach aurora. W końcu ten skończył swój wywód, a Jay przysunął do siebie cały powód, dla którego członek Biura Aurorów pojawił się w Hogwarcie. - Czy przede mną badał dziennik ktoś jeszcze? - spytał czarodziej, patrząc z wyraźną powagą na zeszyt leżący tuż przed nim, kartkując jego strony. Miał oczywiście na myśli innych astronomów czy alchemików. Tych nie brakowało w Ministerstwie Magii, a jeśli ktoś podobny oceniał wartość tego przedmiotu, chciał znać jego nazwisko. Doceniał również zaradność stróża prawa, który postarał się o to, by nie przynieść do szkoły pełnej uczniów czegoś obłożonego klątwą. Nie zamierzał narażać swoich podopiecznych na większe niebezpieczeństwo niż aktualnie. Czarna magia nie była niczym błahym, a znając zapędy dzisiejszego świata... Można było się spodziewać naprawdę wielu niespodziewanych zwrotów akcji, dlatego też nie zamierzał w żaden sposób negować ważności tej sprawy. - To kalendarz - wyjaśnił, widząc na pierwszych stronach pozaznaczane odpowiednie dni, a gdy przyjrzał się im dokładniej, zrozumiał. Wskazał odpowiednie daty mężczyźnie. - W każdym miesiącu pozaznaczane są cztery dni odpowiadające fazom księżyca. Nie tylko pełnia, lecz nów, pierwsza kwadra i trzecia kwadra. Chłopiec był właścicielem zeszytu od samego początku czy mógł go gdzieś znaleźć? - spytał, przechodząc do następnych stron.


he's the hero world deserves, but not the one it needs right now. they'll hunt him. he can take it. he's a silent guardian, a watchful protector. A DARK KNIGHT.
Jayden Vane
Zawód : astronom, profesor, publicysta, badacz, erudyta, ojciec
Wiek : 32
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Sometimes the truth
Isn’t good enough.
Sometimes people deserve more.
Sometimes people deserve
To have their f a i t h rewarded.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4372-jayden-vane#93818 https://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 https://www.morsmordre.net/t4451-lucky-star#95083 https://www.morsmordre.net/f113-irlandia-killarney-national-park-theach-fael https://www.morsmordre.net/t4454-skrytka-bankowa-nr-1135#95111 https://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane
Re: Wieża Astronomiczna [odnośnik]19.03.19 15:43
Michael omiótł gabinet wzrokiem z nutką zazdrości. Większość czasu spędzał w terenie, ale kiedyś myślał, że przed emeryturą dorobi się własnego gabinetu, skąd będzie rozwiązywał sprawy wymagające analizy za biurkiem. Likantropia i nowa niechęć Ministerstwa wobec mugolaków odebrały mu te złudzenia. W dodatku po pożarze był zamknięty w klaustrofobicznych piwnicach Tower. Podświadomie pragnął własnego domu oraz własnego kąta w pracy, ale nie sądził, aby kiedykolwiek dorobił się któregoś z nim. Chatka, w której mieszkał była domem tylko w teorii - przebywał tam w samotności, więc traktował ją tylko jako "miejsce, do którego wraca by spać."
Pretekst, aby wyjść z ciasnego Ministerstwa i odwiedzić Hogwart był całkiem dobry. W przestronnych pomieszczeniach Michealowi lepiej się myślało i nadal pałał sentymentem do swojej starej szkoły. Miał z Hogwartu naprawdę dobre wspomnienia, a samo miejsce wywarło na nim wielkie wrażenie już od pierwszego dnia w szkole. Może w innym życiu zostałby nawet nauczycielem Obrony przed Czarną Magią? Gdyby czystość krwi, a szczególnie likantropia nie stały mu na przeszkodzie.
-Po mojej wstępnej analizie, zaniosłem jeszcze przedmiot do runologów. - znajdowali się wśród nich także łamacze klątw, więc mogliby zwrócić uwagę na coś, czego nie wykryło zaklęcie Michaela. Dzięki Hexo Revelio mógł bezpiecznie wziać dziennik w dłonie i upewnić się, że nie musi łajać matki za lekkomyślność. Gdyby przedmiot w istocie był obłożony klątwą, musiałby wytropić wszystkich, którzy mieli z nim do czynienia - matkę, syna i kto wie kogo jeszcze.
-Ten alfabet to nie runy, dzieciak chyba zmyślił jakiś szyfr. Odesłali mnie do kogoś, kto zna się na astronomii i może numerologii, więc udałem się prosto do ciebie.
Przyjrzał się datom wskazanym przez astronoma. Były znajome, bo jako wilkołak sam też prowadził spis pełni i nowiu, choć w o wiele bardziej uproszczony sposób.
-Faktycznie...ciekawe, czemu mu to było potrzebne. - mruknął, wpatrując się w niezrozumiałe dla siebie notatki. -Matka pisała, że miał go przez kilka miesięcy, chyba znalazł go na strychu. Notował w nim często i myślała, że się zwyczajnie bawi, aż zaalarmowały ją te szyfry i rysunki.


You can tame a big bad wolf
if you don't feed him

Michael Tonks
Zawód : Rebeliant
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Can I not save
One from the pitiless wave?
OPCM : 42 +4
UROKI : 34 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Wilkołak
Wieża Astronomiczna - Page 3 7f6edca3a6f0f363d163c63d8a811d78
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7124-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t7131-do-michaela https://www.morsmordre.net/t7129-wilkolak-mugolak https://www.morsmordre.net/f139-mickleham-old-london-rd-1 https://www.morsmordre.net/t7132-skrytka-bankowa-nr-1759#189352 https://www.morsmordre.net/t7130-michael-tonks
Re: Wieża Astronomiczna [odnośnik]19.03.19 16:00
Jayden nie wiedział, czy miał do końca życia znajdować się w Hogwarcie. Chciałby tego, ale życie różnie się układało i ciężko było stwierdzić coś w stu procentach. A zwłaszcza teraz, gdy czasy były burzliwe i niepewne. Każdego dnia ktoś ginął i trzeba było być bardzo ostrożnym, żeby nie wpaść innemu czarodziejowi pod różdżkę. Szczególnie że Ministerstwo Magii przechodziło zmiany, które nie zamierzały być dobre dla czarodziejskiej społeczności. Vane szanował tym bardziej każdego porządnego pracownika poszczególnych departamentów, licząc na to, że mieli się utrzymać na powierzchni mimo powodzi. Muł piętrzył się warstwowo, odbierając licznym postaciom tlen i dusząc ich pod nawałem niedopowiedzeń i protokołów. Sam wiedział, jak pracowało się pod dyktatorem. W końcu Grindelwald nie był postacią tak daleką posuniętą w przeszłości, by ludzie o nim zapomnieli. Ale gdzie był teraz? Jay miał nadzieję, że już nigdy nie miał wrócić i na powrót krzywdzić jego podopiecznych.
Takie momenty jak te, gdy pojawiał się ktoś z Ministerstwa, były rzadkie, ale jednak pozwalały poczuć się potrzebnym. W inny sposób niż jedynie wpatrzone w niego oczy dzieci. Były dla Vane'a wszystkim, jednak od czasu do czasu odświeżenie umysłu, skupienie się na czymś innym, pozwalało nabierać szerzej perspektywy. A ta teraz była profesorowi bardzo potrzebna. - Pytam, bo to nie jego pismo - skonkretyzował swoje wcześniejsze pytanie, tłumacząc przy okazji, dlaczego tak bardzo go to zainteresowało. - O, tutaj - dodał, obracając notes do góry nogami, chcąc pokazać mężczyźnie, o które miejsce dokładnie mu chodziło. W prawym górnym rogu można było dostrzec kilka słów i rysunków. - Widać różnicę w trójzębie. Podobny tusz, ale widzisz jak gładko zapisane? To raczej ręka kogoś wprawionego. I masz rację. To nie runy, ale symbole planet. Bardzo prymitywne, bo trzymające się naszego Układu Słonecznego. Pozwól mi na moment... - urwał, przyzywając do siebie pergamin i pióro, by przepisać po kolei znaki. Znał je wszystkie, jednak próba odtworzenia czegoś znanego i przeobrażenia w nowy język... Mogła mu odrobinę zająć. - Badaliście jego dom? - spytał, nie podnosząc spojrzenia znad papieru i nie przestając zapisywać. Może czarna magia nie pochodziła z anomalii chłopca, ale z miejsca, w którym mieszkał. To mogłoby się w pewien sposób zazębiać z podejrzeniami astronoma.


he's the hero world deserves, but not the one it needs right now. they'll hunt him. he can take it. he's a silent guardian, a watchful protector. A DARK KNIGHT.
Jayden Vane
Zawód : astronom, profesor, publicysta, badacz, erudyta, ojciec
Wiek : 32
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Sometimes the truth
Isn’t good enough.
Sometimes people deserve more.
Sometimes people deserve
To have their f a i t h rewarded.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4372-jayden-vane#93818 https://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 https://www.morsmordre.net/t4451-lucky-star#95083 https://www.morsmordre.net/f113-irlandia-killarney-national-park-theach-fael https://www.morsmordre.net/t4454-skrytka-bankowa-nr-1135#95111 https://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane
Re: Wieża Astronomiczna [odnośnik]19.03.19 16:16
-Faktycznie! - przyznał Michael, ze zdumieniem dostrzegając różnicę w tuszu. Chociaż był spostrzegawczy, wcześniej zupełnie mu to umknęło, ponieważ skupiał się na treści pisma, a nie kwestiach estetycznych. -Symbole planet pisał też dzieciak, czy ten ktoś inny? - zmrużył oczy, przypatrując się rysunkom w prawym, górnym rogu. Ciekawe, czy takich notatek było tutaj więcej. Czy dzieciak bazował na starych notatkach innego czarodzieja, znalezionych na strychu? A może miał jakiegoś mentora, który uczył go astronomii i...kto wie czego jeszcze?
Skrzywił się lekko na pytanie o przeszukanie domu. Po wiadomości, że dziennik znajdował się na strychu, byłby to kolejny rozsądny krok, a Michael nie lubił przyznawać się do braku profesjonalizmu. Problem w tym, że kolejność rozwiązywania tej sprawy została mu narzucona z góry. Najpierw dziennik, potem kontakt z rodziną.
-Chciałem się tam wybrać, ale problem w tym, że to bogata i szanowana rodzina. Nie życzą sobie aurorów...a Ministerstwo nie życzy sobie żebym prowadził akcję na miejscu...dopóki dziennik nie zostanie zbadany. Prawdę mówiąc, nie wiem czy ojciec wie nawet, że coś jest nie tak. - na szczęście nie miał do czynienia ze szlachtą, bo to dopiero byłoby ironią przy jego własnym statusie krwi. Ojciec dzieciaka był dziennikarzem Walczącego Maga, a matka była chyba kurą domową. Z tonu jej listu wynikało, że pani Wilkes chciała zachować sprawę między sobą a Biurem Aurorów, bez rozgłosu nawet wśród rodziny. Mike nie miał pojęcia, czy pan Wilkes kooperował w jakiś sposób ze zwolennikami Voldemorta, co było prawdopodobne biorąc pod uwagę poglądy gazety, i czy właśnie dlatego Ministerstwo wtrącało mu się do śledztwa.
-Jeśli w tych notatkach jest coś podejrzanego, będę miał pretekst by przeszukać strych. Jesteś w stanie zrozumieć, o czym pisał ten dzieciak? - obawiał się, że sam fakt istnienia notatek kogoś innego, nie jest wystarczającym dowodem na to, że coś jest nie tak. Był więc bardzo ciekawy, czy dzieciak pisał o sprawach, które nie powinny interesować dziesięciolatka.


You can tame a big bad wolf
if you don't feed him

Michael Tonks
Zawód : Rebeliant
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Can I not save
One from the pitiless wave?
OPCM : 42 +4
UROKI : 34 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Wilkołak
Wieża Astronomiczna - Page 3 7f6edca3a6f0f363d163c63d8a811d78
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7124-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t7131-do-michaela https://www.morsmordre.net/t7129-wilkolak-mugolak https://www.morsmordre.net/f139-mickleham-old-london-rd-1 https://www.morsmordre.net/t7132-skrytka-bankowa-nr-1759#189352 https://www.morsmordre.net/t7130-michael-tonks

Strona 3 z 5 Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next

Wieża Astronomiczna
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach