Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Gabinet dyrektora galerii

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Gabinet dyrektora galerii   27.08.17 22:07

First topic message reminder :

Gabinet Dyrektora Galerii

Przestronne pomieszczenie znajdujące się zaraz naprzeciwko szatni w Galerii. Gabinet zajmowany jest przez dyrektora Galerii Sztuki, odbywają się w nim spotkania biznesowe, głównie takie potrzebujące spisywania umów, czy podpisywania odpowiednich kontraktów. Wysokie białe półki wypełnione są po brzegami księgami dotyczącymi głównie sztuki – nie tylko plastycznej, albumami z wernisaży i jedynymi w swoim rodzaju, tylko kilkoma, ręcznymi pamiętnikami artystów. Biurko przeważnie zarzucone jest papierami i księgami, w pomieszczeniu znajduje się kilka krzeseł. Przez duże okno wpadają promienie słoneczne ozdabiając całość pomieszczenia światłem, wieczorami oświetla się je przy pomocy magii. Po lewej stronie kawałek od biurka znajduje się kominek, który podłączony jest do sieci Fiuu.



Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Valerij Dolohov
avatar

Jednostka badawcza (Rycerze Walpurgii)
Jednostka badawcza (Rycerze Walpurgii)
https://www.morsmordre.net/t4909-dolohov-budowa#106821 https://www.morsmordre.net/t5027-valerij-dolohov#107940 https://www.morsmordre.net/t5028-wybuchowy-alchemik#107941 https://www.morsmordre.net/f320-smiertelny-nokturn-27 https://www.morsmordre.net/t5026-valerij-dolohov
Alchemik, złodziej
30
Półkrwi
Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
6
2
29
0
0
6
0
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Gabinet dyrektora galerii   14.11.17 23:59

Gdyby na tamtym zebraniu również dano mu w ręce ingrediencje zapewne czas leciałby mu zdecydowanie przyjemnej. Mniej się też przejmował otoczeniem bo chcąc nie chcąc większą uwagę zwracał na zwierzęce szczątki w swoich rękach niż na otaczających go czarodziei. Nie musiał martwić i przejmować się też próbą rozszyfrowania tego co im chodzi po głowach. Było dobrze. Właściwie Valerij jakoś nawet niechętnie zaczął myśleć o opuszczeniu tego miejsca. Co prawda światło tutaj było słabe, lecz dostatecznie odpowiednie by mógł się pozachwycać tym co ma. Na dworze zaś padał dszcz, było okropnie już ciemno, a zanim wróci do swojej pracowni minie co najmniej godzina. Pociechą było to, że tam będzie mógł zużyć to co dostał. Bardzo tego chciał - włożyć do kotła. Już teraz werterował w myślach przepisy mikstur, które będą niezbędne lub chociaż przydatne. Choć nie patrzył i nie poświęcał uwagi to słuchał o tym jakich to zadań się jego towarzysze podejmą i czy będą czegoś potrzebowali. Właściwie którego dziś było...? Hm...ułożenie konstelacji powinny sprzyjać mocy składników pochodzenia kugucharzego. Trochę dumał nad rogiem dwurożca...wypadałoby poczekać jeszcze dwa tygodnie. Skrzywił się dumając nad dodaniem odpowiedniej ingrediencji stabilizującej, która mogłaby odpowiednio podbić magię, a potem słysząc swoje imię z ust Magnusa podniósł nią niego swoje niebieskie koczy. Uśmiechnął się trochę nie pewnie.
- To niepotrzebne - taka wdzięczność publiczna, czy też jakakolwiek. Nie wątpił w to, ze szlachcic również uważał podobnie. On, jako alchemik miał być po prostu użyteczny, a miarą tego miały być eliksiry które uwarzy. Jeśli zmarnuje powierzone mu magiczne składniki wiedział że spłynie na niego pretensja. Nie potrzebował by i ona przyjęła formę publiczną. Słuchał potem i musiał przyznać Magnusowi rację.
- To prawda - ciężko planować, skoro nie mamy przynajmniej częściowego wglądu w sytuację, lecz skoro nas cel jest w piwnicach to priorytetem powinno stać się dla nas to by tam dotrzeć...sprawnie. - alchemik podniósł się z miejsca, upychając i sprawdzając po dziesięć razy czy wszystkie kieszenie są odpowiednio wypchane i nic z nich nie wypadnie - Bardziej istotne gdzie i o której się spotkamy by zrobić...rzeczy - spojrzał na Francuza i właściwie wyłuskanie tej informacji powstrzymywało Rosjanina przed opuszczeniem zgromadzenia. Był na alchemicznej delirce - tak bardzo chciał znaleźć się w piwnicy i użyć uzyskanych ingrediencji, że aż z tego powodu psychicznie cierpiał. Dlatego gdy dowiedział się tego czego chciał - wyszedł.

|zt


Powrót do góry Go down
Apollinare Sauveterre
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t4149-apollinare-sauveterre https://www.morsmordre.net/t4299-rembrandt#90382 https://www.morsmordre.net/t4232-powidoki https://www.morsmordre.net/f208-horizont-alley-21-3 https://www.morsmordre.net/t4236-apollinare-sauveterre#86874
artysta, krytyk, dyrektor Galerii Sztuki
27
Czysta
Kawaler
Sztuka zawsze, nieustannie zajmuje się dwiema sprawami: wiecznie rozmyśla o śmierci i dzięki temu wiecznie tworzy życie.
5
18
0
0
0
18
6
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Gabinet dyrektora galerii   01.03.18 17:53

Słuchałem uważnie każdego jednego słowa padającego z ust ludzi którzy dziś zebrali się w moim gabinecie by znaleźć rozwiązanie dla problemu, który został przed nami postawiony. Zdecydowanie potrzebowaliśmy choć zalążka planu, jednak wiedzieliśmy na razie zbyt mało a w momencie gdy adrenalina buzowała w żyłach i tak każdy plan szedł w zapomnienie. Rozmawialiśmy jeszcze trochę czasu, rozważając za i przeciw, próbując odnaleźć możliwe drogi którymi będziemy się kierować. W końcu rozdzieliwszy zadania i po podjęciu wstępnych ustaleń zaczęli się rozchodzić. Zostałem sam, siadając na powrót za biurkiem, pozwalając popłynąć myślą i wątpliwością które piętrzyły się z każdym kolejnym kieliszkiem wina.

| zt wszyscy?




I won't compromise. I won't live a life on my knees.
You think I am

nothing.

Powrót do góry Go down
Deirdre Tsagairt
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
kochanica króla
25
Czysta
Zamężna


I've tasted blood and I want more


20
10
0
0
0
41
5
0
Czarownica
maybe I have always been more comfortable in chaos

PisanieTemat: Re: Gabinet dyrektora galerii   01.03.18 20:19

| 22.06

Ciepłe, czerwcowe popołudnie roztapiało szarawe chmury, zalewając Londyn złotą poświatą - widok zapierający dech w piersiach, przynajmniej dla kogoś, kto potrafił odnajdywać piękno w prozaicznej grze świateł, w symfonii natury, do niedawna jawnie kpiącej sobie z ustalonego porządku. Deirdre nie należała do tych osób, nie ruszyła na długi spacer, nie zatrzymywała się na balkonach wysokich budynków, drogę z Wyspy Sheppey pokonując w czarnej mgle. Materializując się dopiero tuż za otwartym oknem gabinetu dyrektora galerii sztuki, od razu czując zapach terpentyny i farb. Poprawiła dekolt zabudowanej, czarnej sukni i ruszyła przed siebie, ignorując porozstawiane gdzieniegdzie płótna, zakryte jasnym materiałem - nie zbliżała się także do biurka, nie przyglądała się ustawionym tam bibelotom, nie próbowała zniszczyć prywatności. Przygnała ją tu rzeczowa chęć domknięcia pewnych spraw, pozbawiona złośliwości lub pragnienia rozegrania następnej partii emocjonalnych szachów, zaganiających Apollinare’a w róg opustoszałej planszy.
Ruszyła wzdłuż biblioteczki, beznamiętnie wpatrując się w kolejne tytuły, nie marnując sił nawet na uniesienie ręki i muskanie opuszkami palców kolejnych woluminów. Śledziła je tylko wzrokiem, mimowolnie rozpoznając te, które niegdyś zdobiły półki ich regału. Ciężkie obwoluty albumów magicznych impresjonistów, krytyczne monografie malarzy wyklętych, poszarzałe dokumenty, obwiązane nieco już wyblakłymi tasiemkami - a każda ze stronic kryła w sobie coś, co Apollinare ukochał, co oswajał, co napełniało go życiem, tętniąc w jego głowie setkami barw, kolorów, kresek, układających się w obraz pasji. Jego największej miłości, płótna pokrytego setkami bodźców, różnobarwnym chaosem, pochłaniającym go bez reszty. Pokochała go takiego - szaleńca, widzącego w sztuce większy ład i porządek, spoglądającego głębiej, niż tylko za pozłacaną ramę - i takiego samego pozostawiła, zatrzaskując za sobą drzwi ich mieszkania na Horizont Alley. Dawne dzieje nie powracały jednak bolesnym echem, tutaj, w jego gabinecie, w nowym miejscu pracy nie istniało nic, co mogłoby przypomnieć Deirdre o przeszłości. To dlatego pojawiła się w galerii sztuki a nie w jego mieszkaniu: chciała przeprowadzić to spotkanie precyzyjnie, profesjonalnie, sucho, odsączając z wszelkich emocji, na które nie było już miejsca.
Ani czasu; za kilka dni obydwoje mieli stawić czoła własnym wyzwaniom, podjąć ryzyko, położyć swe życie na stosie ofiarnym dla Niego. Udowodnić swoją wartość, pokazać, że zasłużyli na Jego łaskę. Bała się, im bliżej wieczoru, w którym miała powrócić do Wenus - a potem, skierować się do Azkabanu - tym częściej nawiedzały ją koszmarne wizje, pełne symboli zwiastujących śmierć. I coś gorszego od niej, zawód, jaki sprawiłaby Tristanowi i Czarnemu Panu, zawód wiążący się z karą okrutniejszą od pozbawienia życia. Starała się o tym nie myśleć, uwierzyć w umiejętności, szlifowane pod czujnym okiem Rosiera, pielęgnować wewnętrzną siłę, która pozwoliła jej przetrwać potworności Wenus, by w końcu wyjść na wolność - brała jednak pod uwagę koniec, rychły, gwałtowny, a nie byłaby w pełni sobą, gdyby nie zależało jej na pozostawieniu przyziemnych spraw zamkniętych, załatwionych, zatrzaśniętych w szufladzie z archiwami. Sauveterre należał do tych problemów, nieuporządkowanych dokumentów o mylnych datach, do poszarpanych archiwów, które pragnęła raz na zawsze ustawić w odpowiedniej kolejności i włożyć do zapomnianej szuflady biurka. Nie mogła pozwolić sobie na słabość ani sentyment, nie chciała powrotu destrukcyjnych uczuć: jeśli mieli razem współpracować - i ginąć - powinni robić to na jej zasadach, obdartych z jakiejkolwiek nostalgii i dwuznaczności. Potrzebowała domknięcia, klamry, pozwalającej jej ruszyć do Azkabanu z pustym, czystym sercem, ze świadomością, że nie pozostawiła po sobie brudu - może był to wymóg surowego charakteru, może urzędnicza naleciałość; nieważne, ważne, że czuła taką potrzebę i spełniała jej wymagania, pojawiając się tego popołudnia w gabinecie Apollinare'a.
Odeszła od biblioteczki, wymijając zgrabnie duże biurko, po czym, niewiele myśląc, usiadła na wygodnym fotelu za dębowym blatem. Wsparła dłonie na podłokietnikach, założyła nogę na nogę, szybko zakrywając bladą smukłość łydki, lśniącą spod rozcięcia czarnej sukni - i czekała, spokojnie, bez nerwowych ruchów i znudzonego rozglądania się dookoła, beznamiętnie wpatrując się w wiszący naprzeciwko zegar. Nic jej nie poganiało, nic nie nakazywało zniecierpliwienia; potrafiła czekać, a kiedy miała do załatwienia konkretną, bezemocjonalną niemalże sprawę, potrafiła spędzać całe godziny w skupieniu i bezruchu, z każdej sennej sekundy czerpiąc dodatkową siłę do zapanowania nad ewentualnymi rozbłyskami dogasającej lawy, niegdyś zalewającej jej ciało na samo wspomnienie Apollinare’a.




x Me and the devil walking side by side - and I'm gonna see my man until I get satisfied
Powrót do góry Go down
Apollinare Sauveterre
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t4149-apollinare-sauveterre https://www.morsmordre.net/t4299-rembrandt#90382 https://www.morsmordre.net/t4232-powidoki https://www.morsmordre.net/f208-horizont-alley-21-3 https://www.morsmordre.net/t4236-apollinare-sauveterre#86874
artysta, krytyk, dyrektor Galerii Sztuki
27
Czysta
Kawaler
Sztuka zawsze, nieustannie zajmuje się dwiema sprawami: wiecznie rozmyśla o śmierci i dzięki temu wiecznie tworzy życie.
5
18
0
0
0
18
6
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Gabinet dyrektora galerii   08.03.18 20:16

Pomimo wszechogarniającego chaosu dni w Galerii mijały według swojego własnego rytu, tylko w teorii kopmmpletnie odrealniego i każdego dnia innego. Apollinare zdążył się już go nauczyć - a może dokładniej, funkcjonował w nim już od dawna, w lekko innym kształcie, jednak tożsamo podobnym. Poranki były leniwe, obleczone w poranną kawę której nie pijał już w domu. Ta w domu pasowała jedynie do śniadań, tych zaś nie jadał zazwyczaj zbyt długo dywagując w łóżku przed wyjściem. Zresztą sobie nie musiał kłamać, samotne śniadania nie wspomagały apetetu, a gotowanie dla jednej osoby nigdy nie było zabawą a raczej przykrym obowiązkiem. Jadał więc w galerii, kawałek bułki, którą zapijał kawą podczas przegląda raportów z wcześniejszego dnia. Duży zegar stojący w gabinecie wymierzał spokojnie czas, który zdawał się prawie zatrzymywać w miejscu, potem szedł na obchód - musiał sprawdzić, czy wszystko znajduje się w odpowiednim miejscu, a ludzie którzymi zarządza zajmują się powierzonymi im zadaniami. Do południa właściwie nic się nie działo, czas wlókł się niemiłosiernie i Apo nie raz był w stanie przysiąc, że wskazówki zegarała cofały się zamiast iść do przodu gdy odwracał od nich wzrok. Raz nawet wpatrywał się w tarczę czasomierza przez dłuższy okres, ale urządzenie jakby wiedziało że je obserwuje - działało wiec bez zarzutu. Jednak to właśnie dwunasta zdawała się magiczną godziną zero, która wywracała mały galeryjny świat do góry nogami. Czasem nie zdążyła minąć minuta by zaczęłą się pierwsza z katastrof ciągnąca za sobą kolejne; od tych względnie zwyczajnych -niezadowolony kolekcjoner, pęknnięcie rury, dziura w ścianie, - po te których nie spodziewa sie nikt - rozehisteryzowana dama z jednego obrazów, która przyprawia o cierki nie tylko odwiedzajacych galerię, ale i inne obrazy, czy też źle działające zaklęcie świecące w jednej z sal które należało niezwłocznie naprawić. Najgorsze zaczynało się jednak, gdy ludzie niewłaściwie korzystali z "Lustra", zdawałoby się że umiejętność czytania - a nawet czytania ze zrozumieniem - niektórych całkowicie nie dotyczyła i zwiedzeni wspaniłością obrazu zapuszczali się za daleko. Sauvetrre nigdy ich nie żałował, dziękował wszechświatowi za samoistne pozbywanie sie idiotów.
Dzisiaj? Dzisiaj było jednak w swojej dziwaczności gorsze niż zazwyczaj. Lady z jednego z obrazów w sali południowej zwyczajowo narzekała na zbytnią bladość swojej suknii - zdarzało jej się to średnio raz na tydzień i odmawiała rozmów z innymi pracownikami pałając sympatią jedynie do Apo. Nawet on jednak nie był jej w stanie dzisiaj przekonać. Dama łkała, wylewając wielkie łzy, mocząc materiał za bladej sukni, przy okazji strasząc gości. Zaś sala północna posiadającą dziś obrazy połączone z symulacją letniej bryzy rozszalały się nieznośnie, a zaklęcie kompletnie rozlregulowało. Więc zamiast przyjemnej bryzy w całej sali lał deszcz przeplatany gradem i błyskawicami obrazy krzyczały zarówno ze strachu jak i na siebie wzajemnie, a gdy Sauvetrre w końcu opanował sytuację pozostawiając salę do sprzątnięcia techniczny był mokry od stóp do głów, a parszywy humor zdawał się przemigrować od obrazów wprost na jego zmoczone ramiona. Wszedł do gabinetu zły - choć wiedział, że złość za chwilę odejdzie, zawsze tak robiła, przywykł już też do niecodziennych trudów własnej pracy. Drzwi zatrzasnęły się za nim, gdy pchnął je zdecydowanie za mocno dostrzegając od razu sylwetkę siedzącą na jednym ze zdobionych krzeseł. Sięgnął do kieszeni wyciągając grawerowany kieszonkowy zegarek, by zaraz zmarszczyć brwi - był niemal pewien, że na dziś nie posiadł umówionych spotkań. Jednak kilka kroków starczyło by poznał kogo w swoich ramionach gościło krzesło - któremu zdecydowanie w tym momencie zazdrościł.
Deirdre. Nie musiał jej widzieć całej, by wiedzieć że to ona właśnie zajmuje siedzenie. Barwa kosmyków, ich ułożenie, i ręka spokojnie zajmująca swoje miejsce na oparciu. Ile już na niego czekała? Nie był w stanie powiedzieć, może kilka minut, może kilka godzin, popołudnia mijały bardzo szybko. Nie speszył się, nawet tym, że nadal jest cały mokry, jakby chwilowo o tym zapominając.
- Deirdre. - przywitał się krótko jednym słowem, pokonując odległość dzielącą go od biurka nadal nie osuszając tkanin. Uniósł jedynie dłoń, by zebrać z niej nadmiar wody gromadzącej się z włosów. Nie zasiadł jednak na swoim miejscu wybierając skrawek biurka, o który leniwie oparł się lekko. Nie powiedział jednak nic więcej czując - wiedząc - że przyszła w konkretnym celu, czekając aż wyjawi powód swojej wizyty.




I won't compromise. I won't live a life on my knees.
You think I am

nothing.

Powrót do góry Go down
Deirdre Tsagairt
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
kochanica króla
25
Czysta
Zamężna


I've tasted blood and I want more


20
10
0
0
0
41
5
0
Czarownica
maybe I have always been more comfortable in chaos

PisanieTemat: Re: Gabinet dyrektora galerii   15.03.18 11:13

Deirdre trudno było zdziwić - a raczej uwidocznić to uczucie na bladej, obojętnej twarzy, w chwili spokoju przypominającej wyciosaną w marmurze maskę o zbyt ostrych krawędziach. Linia prostego nosa, cienie znaczące kości policzkowe, łuk skośnych oczu podkreślonych wyraźną kreską makijażu, czerń włosów odcinająca się jedwabistą taflą od skóry w kolorze kości słoniowej. Cała składała się z kantów i ostrości, niepodobna do innych kobiet, łagodnych, w miękkich lokach, z błękitnymi oczami i krągłościami, wpasowujących się płynnie wszędzie, gdzie się pojawiły. Tutaj, do gabinetu Sauveterre'a, także nie pasowała, stanowiąc obcy element, psujący harmonię jasnego wnętrza. Zajmowała miejsce pana tego miejsca i nie poruszyła się nawet o milimetr, gdy drzwi w końcu otworzyły się z cichym trzaskiem, wpuszczając do prywatnego królestwa opiekuna tego przybytku. Odkąd się tu pojawiła mogły minąć godziny jak i minuty, nie niecierpliwiła się, miała czas, by pomyśleć, wsłuchać się w siebie, sprawdzić, jak reaguje na znajomy zapach, na bezpośrednie starcie z ewentualną przyszłością. Mogła siedzieć tu jako jego żona, wspierająca go przed kolejnymi wernisażami; jako matka jego dzieci, przynosząca mu dobre wieści o pierwszych sukcesach artystycznych wspólnego potomstwa. Mogła, ale nie czuła żalu - każda blizna, zarówno na ciele jak na czymś, co kiedyś uznawała za duszę, zagoiła się, pozostając jedynie lśniący srebrem łuk. Dowód na to, że przetrwa wszystko, co najgorsze. I co - niegdyś - najlepsze także.
Omiotła wchodzącego Apollinare'a beznamiętnym spojrzeniem, nie zdradzając żadnych uczuć. Równie dobrze mógł tu wkroczyć całkowicie nagi lub oplątany lepkimi dłońmi kochanki, wyklętej artystki, zagubionej dzierlatki, uwiedzionej spojrzeniem jasnych oczu. Nieistotne, ważne, że się zjawił - prezentując się tak, jakby właśnie pokonał kanał la Manche wpław. Nie byłaby zaskoczona takim wytłumaczeniem, nigdy do końca nie pojęła jego wrażliwej, malarskiej duszy. Z pierwiastkiem poukładania, zerknął na zegarek, nieco zafrasowany, jakby zapomniał o ustalonym spotkaniu. Uprzejmy, kulturalny, zawsze dopięty na ostatni guzik, wytresowany przez okrutnego dziadka, upojony pięknem dzieł, rozmarzony i zarazem wycofany. Znała go, lecz nic nie zostało już po pierwszych ich spotkaniach, po drżącym sercu, po niepokoju, który w niej wzbudzał. Podjęła decyzję i to z jej powodu pojawiała się w jego gabinecie, uprzednio budując jednak grunt pod zupełnie inną rozmowę.
- Jak idą przygotowania? - spytała od razu, bezceremonialnie, nie bawiąc się w uprzejmości ani w dopytywania o zdrowie oraz powód tego ociekającego dyskomfortem stanu. Wiedział, o co dokładnie pyta, o zadanie, jakie powierzył im Czarny Pan. Zainteresowanie nie było kłamstwem, chciała wiedzieć, jak przebiegają prace przed, czy wszystko idzie zgodnie z planem - i jak w tym wszystkim odnajduje się on. Pamiętała dokładnie rozmowę z Ramseyem, wątpliwości, którymi się z nim dzieliła, widząc w Apollinarze kogoś słabego. Wizja jego śmierci - wcale nie tak abstrakcyjna - napełniała ją przeciwnymi emocjami, ulgą i wstydem, żalem i tęsknotą; i czymś jeszcze, trudnym do zdefiniowania niepokojem. Wyprostowała się na fotelu, przenosząc dłonie z podłokietników do kieszeni sukni, mocniej zaciskając palce na chłodnym materiale pierścienia. Metal dotykał metalu, złoto srebra, rubin akwamarynu, czuła ostre krawędzie obydwu kamieni, na razie bezpiecznie skrytych w czarnym materiale. Musiała przygotować odpowiedni grunt, nie dać się zaskoczyć, pokazać, że sprawy prywatne załatwia jedynie przy okazji.  - I co z kwestią obrazu? - dodała, wygodniej opierając się o zagłówek fotela. To ona była tu panią sytuacji, chociaż nie podobała się jej bezpośrednia bliskość: powinien zasiąść po drugiej stronie biurka a nie nonszalancko opierać się o blat tuż obok niej, tak, że musiała spoglądać w górę, by zajrzeć mu w oczy. Mimowolnie śledząc krople wody, ściekające po przemoczonej, lepiącej się do ciała koszuli w dół.




x Me and the devil walking side by side - and I'm gonna see my man until I get satisfied
Powrót do góry Go down
Apollinare Sauveterre
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t4149-apollinare-sauveterre https://www.morsmordre.net/t4299-rembrandt#90382 https://www.morsmordre.net/t4232-powidoki https://www.morsmordre.net/f208-horizont-alley-21-3 https://www.morsmordre.net/t4236-apollinare-sauveterre#86874
artysta, krytyk, dyrektor Galerii Sztuki
27
Czysta
Kawaler
Sztuka zawsze, nieustannie zajmuje się dwiema sprawami: wiecznie rozmyśla o śmierci i dzięki temu wiecznie tworzy życie.
5
18
0
0
0
18
6
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Gabinet dyrektora galerii   15.04.18 2:06

Sam nie potrafił tego zrozumieć  ale jednocześnie zdawał się być zaskoczony jej pojawieniem, jak i pewnym, że właśnie tutaj powinna być - a może że właśnie tutaj ją dzisiaj znajdzie. Choć wszyscy starali się twierdzić inaczej, przyzwyczajenia trudno było wyplenić gdy już raz się zalęgły. Pewne wizje i plany - obrazy - mimo, że nie miały się spełnić zalegały gdzieś w tyle głowy przypominając o sobie w momentach w których najmniej się tego można było spodziewać.
Nie wydawała się zaskoczona czy zdziwiona, możliwie że to przewrotność życia przestała ją już zadziwiać, możliwe, że to on przestał to robić. Ale nie miało to żadnego znaczenia. Już nie. Zasiadł na skraju biurka kompletnie przemoczony, karcony chęcią sprawdzenia czy kapiąca z niego na podłogę woda zirytuje czy też będzie zwyczajnie odwrotnie. Obstawiał swoje. Pierwsze pytanie uniosło brew i przyniosło westchnięcie które wydobyło się z jego ust. Lekki uśmiech wygiął leniwie wargi ku górze, choć zdawał się panować w nim jakiś zgrzyt.
- Gładko. Choć mam niejasne wrażenie, że zbyt łatwo. - odpowiedział spokojnie dzieląc się jedną z obaw. Mało co przychodziło w życiu łatwo. Na wszystko co posiadał pracował długie lata planując swoje kolejne kroki uważnie i z namysłem. Zdążył już zrozumieć, że nie ma czegoś takiego jak droga na skróty. A każde wcześniejsze łatwo, zdecydowanie mocniej komplikowało późniejsze wydarzenia zmieniając nie tylko w trudne, ale prawie niemożliwie.
- Na razie trafiam na ślepe zaułki. Jutro mam spotkanie z pewnym historykiem - możliwie bardziej owocne niż reszta moich dotychczasowych działań. - zdawał raport, był tego świadom w hierarchii w której obje się znajdowali ona stała wyżej - przynajmniej na razie. I gdy usta wypowiadały kolejne słowa spojrzenie zwyczajnie lustrowało jej twarz. Znajome kanty, krzywizny które pokochał całym sobą. Dłoń uniosła się ku górze i jeszcze raz starła wodę z czoła która nadlatywała z włosów. Ściągnął okulary z nosa by zaraz odłożyć ja na biurko. Coś mu nie pasowało. W jakiś dziwny trudny do wytłumaczenia sposób był pewien, że nie przyszła tutaj po to. Albo tylko po to. I nie potrafił tego logicznie wytłumaczyć. Być może, mimo upływu lat nadal łączyła ich więź którą trudno było logicznie wytłumaczyć. Coś na rodzaj szóstego zmysłu który rozwinąć można było tylko w jeden sposób i którego nie dało się nigdy wyplenić.
Czuł się przy niej swobodnie, jak zawsze. I możliwie że ta swoboda w jego zachowaniu przeszkadzała jej choć powierzchownie zdawała się tego nie pokazywać. Przynajmniej nie innym, on to potrafił dostrzec. Ale nie drążył, nie miał żadnej władzy nad sytuacją. Już dawno zrozumiał że już od dawna jej nie ma. Przynajmniej jeśli idzie o nią. A ona znała go najlepiej, najmocniej i najdogłębniej. Pokazał jej każdy zakamarek duszy i ciała. Znała każdą jedną bliznę i jej historię. Powiedział jej więcej niż kiedykolwiek, nawet o dziadku choć wątpił wcześniej iż kiedyś będzie w stanie powiedzieć na głos. I może właśnie dlatego gdzieś podskórnie potrafił przeczuć, że jest tu po coś jeszcze.
Tutaj w jego gabinecie nie w domu, jakby miejsce to zdawało się bezpieczniejsze - a może zwyczajnie bardziej neutralne. Łatwiejsze do zrobienia tego, co przyszła zrobić. A może nie posiadające tylu wspomnień co lokum, które niegdyś należało do nich obojga.
- Nie po to przyszłaś. - nie pytał, stwierdzał. Może zwyczajnie strzelał, ale nie obchodziło go to. Powiedział to, co przeszło mu przez głowę i teraz tylko czekał na odpowiedź - jakąś prędzej czy później miał dostać.




I won't compromise. I won't live a life on my knees.
You think I am

nothing.

Powrót do góry Go down
Deirdre Tsagairt
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
kochanica króla
25
Czysta
Zamężna


I've tasted blood and I want more


20
10
0
0
0
41
5
0
Czarownica
maybe I have always been more comfortable in chaos

PisanieTemat: Re: Gabinet dyrektora galerii   15.04.18 14:25

Słuchała odpowiedzi w milczeniu, nie odrywając beznamiętnego wzroku od nieco wilgotnej twarzy. Krople wody skapywały z złotych włosów, żłobiąc ścieżki na czole, w kącikach zmarszczonych ust, w jasnej szczecinie pokrywającej szczękę, ale nie pozwoliła się im dekoncentrować, skupiając uwagę wyłącznie na błękitnych oczach. Nie przyszła tu po to, by podziwiać pomnik przeszłości, wykutego ze wspomnień, żalu i słabości marmurowego bożka, którego mimowolnie czciła przez znikające lata - dopiero teraz zrozumiała, że każdy cios, który wymierzała w otoczony jasną aureolą wizerunek, zadawała tak naprawdę sobie. Wzmacniając coś, co umarło już dawno. Gniew, pogarda, gorycz: zamiast ją wzmacniać, zacieśniało węzeł, przykuwający ją do pieczołowicie wyrzeźbionego kamienia, ciągnącego ją w dół. Nie chciała tego - i dlatego odpuszczała, pozwalając nagromadzonym emocjom przetoczyć się przez nią, skumulować w rozpaczliwym akcie, pieczętującym zalakowaną na dobre trumnę. Złożyła w niej swoją przeszłość i słabości, zamykając powieki martwej rzeźby, niezagrażającej jej już w żaden sposób.
Nawet, gdy posąg znajdował się tuż obok, ociekając wodą i pachnąc przeszłością. Oddychała głęboko, spokojnie, z łagodnym zdziwieniem przyjmując brak napięcia, iskier przeskakujących przez czas, by wywołać fatamorganę życia, które niegdyś uznawała za satysfakcjonujące. Rozpoznawała sztuczki przerażonego zmianami umysłu dawnej Dei, widzącej w Apollinarze kogoś, kim nigdy nie mógł się stać - i z pełną świadomością analizowała wcześniejsze poczynania, spoglądając na nie z mieszaniną zażenowania i współczucia. Do szarpiącej się na uwięzi własnych pragnień kobiety, do mężczyzny ze szczątkami zakrwawionego mięśnia zamiast serca, do pary ludzi, babrających się wzajemnie w swoich defektach, błędach i słabościach. Należało to zakończyć, dla dobra ich obojga i sprawy, której służyli.
Kiwnęła powoli głową, szukał odpowiedzi na ważne pytania - dobrze. Jeśli nie chciał zostać spisany na straty, sam musiał zacząć się spisywać, a w zgłębianiu magicznych sztuk artystycznych nie miał sobie równych. - Informuj mnie o postępach - podsumowała tylko, przesuwając wzrok na stojącą w tle biblioteczkę, jakby się nad czymś usilnie zastanawiała, skłoniona do refleksji ostatnim stwierdzeniem, padającym z ust Sauveterre'a. Znał ją na tyle dobrze, by wyłuskać z mroku tego, kim się stała, koniec łączącego ich porozumienia; pętlę, za którą pochwycił, doszukując się prawdziwego powodu niezapowiedzianej wizyty.
- Nie tylko po to - sprostowała w końcu, wyciągając z kieszeni szaty różdżkę. Obróciła ją kilkukrotnie w dłoniach, w zamyśleniu, milcząc - nie dlatego, że nie wiedziała, co powiedzieć, ale dlatego, że rozmowy o uczuciach, nawet tych wygasłych, zatrzaśniętych w przygotowanym własnoręcznie grobowcu, zawsze wywoływały u niej dyskomfort. Pozbawiony nawet odrobiny masochistycznej przyjemności. - Evanesco - powiedziała krótko, wręcz od niechcenia, kierując różdżkę przez mokre ubrania Apollinare'a - nie zastanawiając się nad tym, czy mógł odebrać ten nagły ruch jako próbę zaatakowania go bolesnym zaklęciem. Lubiła porządek, a podmokły stan skupienia blondyna odrobinę ją dekoncentrował. - Przyszłam oddać ci twoją własność - wyjaśniła po kolejnej, przedłużającej się chwili ciszy, podnosząc się zgrabnie z fotela. Schowała różdżkę, sięgając jednocześnie dłonią - ozdobioną już ciężkim, lśniącym rubinem w złotej, wężowej oprawie - do kieszeni, by wyciągnąć z niej pierścień. Całkowicie różny od tego, który zdobił obecnie jej palec: subtelny, srebrzysty, z akwamarynem w kolorze błękitu, w niemalże idealnym odcieniu oczu Apollinare'a. Nie spoglądała na trzymany w ręku przedmiot, zdążyła się już z nim pożegnać, mimo wszystko odczuwając pewien sentyment. Niepotrzebny. Zbędny symbol chwil, w których była słaba, słaba i zależna - w pozbawiony potęgi i rozkoszy sposób, jakim obdarzył ją Tristan. - Był w rodzinie Sauveterre od pokoleń i powinien trafić do twojej przyszłej żony - wyjaśniła, zapewne niepotrzebnie, wkładając swój dawny pierścień zaręczynowy w prawą dłoń blondyna. Biżuteria należała do niego - a Deirdre do innego mężczyzny, innego świata, innej siebie. Podniosła nieco wzrok, stali blisko, z ciężarem przedmiotu pomiędzy sobą, znaczącego niegdyś naprawdę wiele, teraz ogołoconego ze znaczeń i obietnic. Nie cofnęła ręki, chcąc upewnić się, że odbierze od niej pierścionek - choć nie znała powodu dla którego miałby tego nie zrobić. Zwracała mu wręcz nielegalnie przetrzymywaną własność, powinien być co najmniej wdzięczny.




x Me and the devil walking side by side - and I'm gonna see my man until I get satisfied
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Gabinet dyrektora galerii   15.04.18 14:25

The member 'Deirdre Tsagairt' has done the following action : Rzut kością


'Anomalie - CZ' :


Powrót do góry Go down
Apollinare Sauveterre
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t4149-apollinare-sauveterre https://www.morsmordre.net/t4299-rembrandt#90382 https://www.morsmordre.net/t4232-powidoki https://www.morsmordre.net/f208-horizont-alley-21-3 https://www.morsmordre.net/t4236-apollinare-sauveterre#86874
artysta, krytyk, dyrektor Galerii Sztuki
27
Czysta
Kawaler
Sztuka zawsze, nieustannie zajmuje się dwiema sprawami: wiecznie rozmyśla o śmierci i dzięki temu wiecznie tworzy życie.
5
18
0
0
0
18
6
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Gabinet dyrektora galerii   Yesterday at 18:14

Odpowiadał podczas gdy ona słuchała w milczeniu. Nigdy sobie nie przerywali, zazwyczaj pozwalając by słowa drugiego wybrzmiały i zadrgały lekko między nimi wybrzmiewając w owym drganiu wartość i sens zdania. Słuchała go, tak jak słuchała kiedyś a jednak wiedział że tym razem różniło się to diametralnie od zamierzchłych czasów. Kiedyś towarzyszył im dźwięk ognia trzaskającego w kominku, albo też ptaków nieśmiało ozywających się za oknem. Kiedyś zazwyczaj zajmowała miejsce na jego kolanach, albo w jednakim fotelu unosząc co jakiś czas filiżankę - lub kieliszek, zależnie od pory dnia - ku malinowy wargom które tak umiłował. Kiedyś... Kiedyś było przeszłością splamioną błędami, których nawet nie był świadom. A gdy świadomość w końcu finalnie spotkała się z nim, bliżej w odczuciach był spotkania z twardą i zimną ścianą, niźli starym i znajomym przyjacielem. Zostawiła go z pustką i pusty pozostawał do dziś.
Ale nie miał jej za złe.
Zdawał spokojną, ale i krótką i rzeczową relację z postępów będąc gotów powiedzieć więcej, jeśli i o to zapyta. To nie była kwestia nastroju, a pojmowania sytuacji w której się znaleźli. W sytuacji w której była nad nim - ale czyż nie znajdowała się nad nim w każdym aspekcie? Od cielesnych uciech w sypialni, po rozwój i kontrolę nad samą sobą? Nie zagłębiał się w  dokładniejsze rozważania matematyczne, nie przyznawał plusów i minusów, nie spisywał na tablicy dobrych i złych tworów które powstawały, zwyczajnie postanawiając pozostawić je sobie.
Przeszłość była delikatna, ale rzadko kiedy powstawała z martwych.
- Naturalnie, jak sobie życzysz. - odpowiedział na jej polecenie zginając się lekko w pół, trochę drocząc się z jej grobową miną i ponurą twarzą. Czy uśmiechała się jeszcze w ogóle? Kiedyś widział jak piękno zdaje się oblekać ją mocniej, gdy na wargach pojawiał się niewymuszony grymas. Teraz zdawała mu się zmęczona. Zmęczona i smutna - ale przecież, tłumaczył sobie, to musiało być tylko wyobrażenie, fatamorgana jego własnego umysłu chcącego za wszelką cenę przekonać go samego, że wtedy z nim było jej zwyczajnie lepiej.
Tylko zadzwoniło mu w uszach zwiastując kolejne krok którego się nie spodziewał. Jedynie przeczucie majaczyło gdzieś przysiadając na jego karku ciężką mgiełką. Ale nie odezwał się obserwując wnikliwie jej postawę - trochę spiętą za bardzo, jakby szykowała się do czegoś od dłuższego czasu, czegoś co nie było dla niej łatwe. I Sauveterre przeczuwał, że i dla niego nie będzie.
Obserwował spokojnie jak dobywa różdżki nie ruszając się nawet o milimetr. Nie bał się - nie dlatego, że sądził, że nie byłaby w stanie go skrzywdzić. Wręcz przeciwnie, był pewien czegoś z goła odmiennego, jednak niezależnie od tego co zamierzała zrobić pozwoliłby jej na to. Gdyby zechciała rozłupać mu klatkę piersiową i wyciągnąć spod żeber leniwie bijący organ nie drgnął by nawet o milimetr. Siedziałby dalej na skrawku biurka jedynie obserwując jej poczynania nie komentując ich. Mogła zabrać jego serce, czy może raczej organ, on sam był jej już od dawna. Kiedyś myślał że na zawsze. A jednak ich zawsze okazało się niesprawiedliwie krótkie, zakończone wymyślnym zgonem ich obojga.
Nie sięgnęła jednak po wymyślne tortury, nie zadała mu bólu, choć zdawało mu się, że rany których doznał kiedyś nadal jątrzyły się ropiejąc brzydko nie chcąc się zagoić. Już po chwili jego ubrania dzięki magii zaklęcia ponownie stały się suche. Kącik warg drgnął lekko, gdy uświadomił sobie że nadal zna ją dobrze - potrzeba kontroli i ładu, pragmatyczność, nadal wybijały się na spokojnej twarzy i duszy.
Uśmiech jednak zszedł tak szybko, jak się pojawił. Spełzł i znikł w momencie gdy wyjawiła cel swojej wizyty. Wzrok nie powędrował do twarzy nadal jedynie lustrując jej twarz. Kolejne słowa przegnały przez jego twarz cień. Czy nie wiedziała? Czy może znów wiedziała aż nadto doskonale i przyszła jedynie dobić już umierające w nim odczucia. Nie był pewien. Pozwolił by podniosła jego dłoń, zimny metal dotknął jego dłoni. Odebrał pierścionek przez chwilę bawiąc się nim w dłoniach przekładając do drugiej ręki, dopiero teraz spoglądając na biżuterię trzymaną w ręce. Spojrzał jej w oczy i złapała za nadgarstek nim cofnęła dłoń obleczoną w inny pierścień, należący do innego mężczyzny znaczący też i o jej przynależności. Zmierzył go teraz uważnym spojrzeniem - złoto i rubin, jednak nie przyglądał się długo, odwracając jej rękę i rozplatając dłoń do której włożył ponownie pierścień, który starała mu się zwrócić.
- Powinnaś wiedzieć, Deirdre. - powiedział spokojnie, prawie leniwie, choć oczy płonęły zimnym żarem. - Może nawet wiesz. - stwierdził zaraz jeszcze puszczając zimny metal i pozwalając by upadał na jej dłoń. Powinnaś wiedzieć, że nie widzę już u mojego boku żony, że żadna nigdy nie będzie w stanie zastąpić ciebie, ani choć odrobinę zrównać się w swojej doskonałości swoim bytem tobie. Powinnaś wiedzieć, że gdy składałem obietnicę nie była ona nią jedynie, wyryłem to zdanie w sobie całym, w swojej duszy, oddając też i moją duszę tobie. Powinnaś wiedzieć, że żadnej kolejnej nie będzie. Po ziemi wszem nie chodzą dwie tak okazałe wspaniałości. Niebieskie tęczówki znów odnalazły jej ciemne spojrzenie a lewa dłoń odnalazła jej ręki, zamknęła powoli palce wokół metalu który trzymała w dłoni. - To prezent. Możesz zrobić z nim co chcesz: sprzedaj, wyrzuć, schowaj do najgłębszej szuflady, ale nie zwracaj. - nie oddawaj jak niechcianego szczeniaka. Rozdrażniła go tym, choć próbował nie pokazać tego dosadnie wiedział, że i tak to odczyta. Z mięśni napiętych na twarzy i z cienia, który oblekał go teraz mocniej. Popchnął jej dłoń, zamkniętą na metalu. Byle dalej od siebie, byli bliżej jej samej, by w końcu puścić znajomą skórę. Spojrzenie nadal jednak wpatrywało się w nią niby spokoje, a jednak wzburzone jak fale na burzowym morzu.




I won't compromise. I won't live a life on my knees.
You think I am

nothing.

Powrót do góry Go down
 

Gabinet dyrektora galerii

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

 Similar topics

-
» Gabinet Dyrektora
» Gabinet dyrektora
» Gabinet Dyrektora
» Gabinet Dyrektora
» Gabinet Dyrektora Hogwartu

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Dalsze dzielnice :: Royal Borough of Kensington and Chelsea :: Galeria sztuki-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18