Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Albury, Hertfordshire

Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 14 ... 23, 24, 25
AutorWiadomość
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Albury, Hertfordshire - Page 25 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Albury, Hertfordshire - Page 25 Empty
PisanieTemat: Albury, Hertfordshire   Albury, Hertfordshire - Page 25 I_icon_minitime28.08.17 17:39

First topic message reminder :

Albury

To miejsce zdaje się kompletnie zapomniane przez świat, jedynie na kilku mapach można dostrzec wypisaną drobnymi literami nazwę wioski. Jedną z nich można odnaleźć w British Museum. Czarodzieje nazwę mieściny kojarzą jedynie z nazwiskiem wynalazcy sieci Fiuu, nie zdając sobie sprawy z istnienia malutkiej wioski praktycznie zapomnianej przez świat – zarówno mugolski, jak i czarodziejski. Kiedyś tętniące życiem Albury, będące w centrum uwagi dzięki głównym kanałom sieci Fiuu, jak i manufakturze produkującej kominki na całą Anglię, dziś zdaje się zwyczajnie opustoszałe. Większość czarodziejów pracujących przy kontroli sieci Fiuu, przeniosło się wraz z otworzeniem nowego, większego punktu w Londynie, pozostawiając poprzedni na pastwę zapomnienia. Jedynie szef całego obiektu, znający jego wszystkie sekrety postanowił pozostać, by doglądać wciąż sprawnych kominków i chronić manufakturę przed wzrokiem ciekawskich mugoli, jego syn Leonard Bryat od kilku lat pracuje jako dyrektor w Biurze Głównym Sieci Fiuu. Mieszkańcy nie zbliżają się do jego dziwacznej posiadłości mieszczącej się już w lesie, kawałek od reszty zabudowań, uważają go za dziwaka i szaleńca. Co jakiś czas nad lasem unosi się dym, przeważnie nad miejscem w którym znajduje się dom czarodzieja, nikt z mieszkańców nie odważył się jednak zbadać przyczyny jego pochodzenia. Pod koniec czerwca '56 dziwna siła zrównała zniszczyła doszczętnie budynki Manufaktury




Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 01.03.18 20:12, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Morsmordre
Morsmordre

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Albury, Hertfordshire - Page 25 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500

Albury, Hertfordshire - Page 25 Empty
PisanieTemat: Re: Albury, Hertfordshire   Albury, Hertfordshire - Page 25 I_icon_minitime27.02.18 18:00

The member 'Rhysand Crouch' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 81

--------------------------------

#2 'Anomalie - CZ' :
Albury, Hertfordshire - Page 25 HXm0sNX

--------------------------------

#3 'k100' : 87


Powrót do góry Go down
Marianna Goshawk
Marianna Goshawk

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t3736-marianna-goshawk https://www.morsmordre.net/t3750-odynka https://www.morsmordre.net/t3752-zielona-uzdrowicielka-zaprasza#69938 https://www.morsmordre.net/f283-pokatna-27-4 https://www.morsmordre.net/t4637-skrytka-bankowa-nr-940#99756 https://www.morsmordre.net/t3753-mari-goshawk
Zawód : Uzdrowicielka rodziny Burke, pomocnica Cassandry
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
OPCM : 3
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 13
TRANSMUTACJA : 3
CZARNA MAGIA : 11
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej

Albury, Hertfordshire - Page 25 Empty
PisanieTemat: Re: Albury, Hertfordshire   Albury, Hertfordshire - Page 25 I_icon_minitime28.02.18 6:28

Lecąca z rur woda, w momencie gdy wcisnęła przycisk, ją zainteresowała. Teoretycznie powinna ona sobie poradzić z buchającym ogniem. Ale czy mogło być to tak proste gdy na środku pomieszczenia czekały na nią jakieś eliksiry? Nie lubiła łamigłówek, zdecydowanie czuła się lepiej gdy wiedziała wszystko od razu i nie musiała się bawić w zagadki.
Pozwoliła wodzie chwilę polecieć, może wystarczy jej, aby ugasić otaczający ją ogień? Gdy wody troszeczkę do pomieszczenia naleciało spróbowała odcisnąć przycisk, aby dowiedzieć się przede wszystkim czy może tą lecącą wodę kontrolować.




A ty? Czy ty? Już rozumiesz też
Czy chcemy czy nie, czeka na nas śmierć
Po tym co się tu stało każdy chyba wie
Pod drzewem dziś to wszystko zacznie się

Powrót do góry Go down
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Albury, Hertfordshire - Page 25 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Albury, Hertfordshire - Page 25 Empty
PisanieTemat: Re: Albury, Hertfordshire   Albury, Hertfordshire - Page 25 I_icon_minitime01.03.18 19:25

Percival nie ruszył ku zamykających się kamiennych wrót - postanowił spróbować sprostać anomalii w pojedynkę. Postępował zgodnie z poleceniami które otrzymał zarówno on, jak i jego towarzysze.
Przez chwilę mogło mu się zdawać, że wszystko poszło zgodnie z zamierzeniem, że choć na kilka chwil uda mu się zakłócić działanie kominków w Ministerstwie. Magia zebrała się na środku pomieszczenia przybierając zielony odcień - przypominający ogień z kominków w sieci Fiuu. Zbijał się, by w pewnym momencie zatrząsnąć się i wybuchnąć. Ostatnim co zobaczył Percival była zielona smuga światła.
Rhysandowi w końcu udało się rzucić poprawnie zaklęcie - światło zawisło nad komnatą teraz widział już splatające się z sobą w posadzkę ciemne pnącza rozpoznał też roślinę - były to diabelskie sidła. Było jednak za późno, zorientował się, gdy wciągnęło go jasne, zielonkawe światło.
Marianna zainteresowała się wodą, która nie zgasiła ognia ten zasyczał, więcej ciemnego, duszącego dymu wypełniło pomieszczenie w którym się znajdowała. Zanim zgaśnie całkowicie minie sporo czasu - zajmował całe ściany, woda zaś pięła się powoli ku górze. Wciśnięcie przycisku nic jej nie dało. Ściany zatrzęsły się, potem zobaczyła zieloną smugę światła, która ją pochłonęła.
Nie wiedzieliście co się dzieje, wszystko zdawało się rozmyte i rozciągnięte.

Szalejąca magia otłukła was o ściany pomieszczeń w których byliście. Marianna zajęła się ogniem, przez który nie przeszła. Rhysand zaplątał się w diabelskie sidła, jednak siła magii była większa, wyrwała go z jednym z pnącz zaciśniętym silnie wokół jego szyi - dusił się. Percival uderzył o kominki w sali które zawalały się wraz z komnatą, czuł uderzające w niego kawałki gruzów. W końcu wszyscy straciliście przytomność.

Marianna, ujrzałaś niebo które przesłaniały korony drzew skąpane w mroku nocy. Kręciło ci się w głowie, skóra paliła od poparzeń których doznałaś, twoje całe ciało było obtłuczone, palce prawej dłoni złamane, jesteś osłabiona, każdy ruch przynosi ci ból, nie jesteś w stanie ustać o własnych siłach. Rhysand leżał obok, ledwie przytomny, zerwane pnącze diabelskiego nadal zaciskało się na jego szyi. Miał złamaną lewą nogę, oparzenia na twarzy po ogniu z domu szefa manufaktury, optłuczenia zajmowały całe jego ciało. Na dłoniach i nogach posiadał ślady po diabelskich sidłach, nie był w stanie sam iść. Nie wiedzieliście gdzie się znajdujecie - drzewa przypominały każdy inny las. Gdzieś między drzewami zamajaczyła wam sylwetka człowieka. Nie wiedzieliście też co się stało. Piszecie tutaj, nie jesteście w stanie sami odnaleźć drogi.
Obrażenia:
Marianna: migrena (20), oparzenia dłoni i nóg (20), obtłuczenia (50) złamanie (80)
40/210; -60
Rhysand: oparzenia(15), ugryzenia bahanek (5) rany cięte (7), obtłuczenia(50), złamanie (80)
60/217 -50


Percival najpierw usłyszał szum wody, dopiero gdy otworzył oczy zauważył ciemne niebo mknące nad nim spojrzawszy w lewo mógł dostrzec wodę spokojnie obijającą się o brzeg. Kręciło mu się w głowie, czuł obtłuczenia, których doznał w pokoju z kominkami, oparzenia na twarzy również dawały o sobie znać. Kości prawej łydki i lewego śródstopia były całkowicie zmiażdżone. Słyszał głos wydawany przez kroki - ktoś się zbliżał. Piszesz tutaj, nie jesteś w stanie poruszać się o własnych siłach, ani odnaleźć drogi powrotnej
Obrażenia: oparzenia (25) ugryzenia(20) cięte (10), obtłuczenia (50), zmiażdżenie prawej łydki i lewego śródstopia (80)
45/230, -60


Potrzebujecie pomocy medyka. Jesteście świadomi, że powinniście złościć się do medyków z jednostki badawczej Rycerzy Walpurgii - nigdzie indziej nie mogliście być pewni że wasz sekret zostanie dochowany. Nie wiecie gdzie jesteście ani ile czasu minęło od waszego pobytu w manufakturze, nie jesteście też w stanie dokonać teleportacji - jeśli jej spróbujecie a wasze siły na to pozwalają odkryjecie, że nie działa. Trudno wam jednak będzie stwierdzić co jest tego przyczyną a pierwszym właściwym wnioskiem jest zmęczenie. Prawdopodobieństwo, że któremuś z was uda się wyczarować patronusa by wezwać pomoc jest znikome.
Nie jesteście w stanie stwierdzić która jest godzina - z pewnością było już po północy. Czas zdecydowanie nie był wam dziś przychylny i wiele go przetrwoniliście. Powinniście powstrzymać się od rozgrywania gier toczących się po wydarzeniach pozostałych grup rycerzy. Jeśli uda wam się przeżyć pierwszy wątek nie powinien mieć miejsca przed 7 lipca. Rozpoczęty wątek należy wysłać do waszego Mistrza Gry - Justine, póki Mistrz Gry w nim nie odpisze, należy traktować go jako zagrażający życiu i nie zaczynać gier po nim. Mistrz Gry nie kontynuuje już z wami wątku, wątek z leczeniem możecie rozliczyć jako oddzielny wątek. Wasze obrażenia muszą zostać uleczone fabularnie.

Cassius i Yvette stracili przytomność, dom Szefa Manufaktury zwalił się na nich grzebiąc ich w gruzie.
Isla zginęła, zabita przez mężczyznę z wiatrówką którego spotkaliście na początku. Nieudane protego odebrało jej życie.

Za swój udział w evencie otrzymujecie:
Percival 150PD, 3PB
Marianna, Rhysand, 80PD, 2PB
Cassius, Yvette, Isla - 0PD, 0PB,
Yvette traci rangę rycerzy, może ją odzyskać ponownie(w późniejszej fabularnej rozgrywce) jednak najpierw razem z Cassiusem muszą oprzytomnieć i spróbować wygrzebać się z własnego grobowca, by tego dokonać należy skontaktować się z Mistrzem Gry w przeciągu tygodnia (do 9 marca) - w innym wypadku postaci uznane zostaną za zmarłe.
Isla, niestety i ku przestrodze, jest martwa.

Punkty niedługo zostaną dodane do Waszych kont, eliksiry odpisane z ekwipunku, rangi zmienione.

Dopisek z dnia 21.02.2018

Yvette, nie wiedziała ile czasu minęło od czasu, gdy dam Szefa Manufaktury zawalił się grzebiąc ją i Cassiusa pod sobą, przysypując dwójkę Rycerzy różnorakimi częściami zarówno budynku, jak i jego wyposażenia. Gdy ocknęła się czuła swąd dymu, który drażnił gardło, doskwierał jej ból i wycieńczenie. Miała złamaną nogę i rękę, pęknięte żebro, złamana deska nadal tkwiła w nodze, posiadała liczne obicia i otarcia. Zdrową, prawą ręką udało jej się dobyć eliksiru szczęśliwie spoczywającego w nadal w torbie. Eliksir niezłomności był jedynym co było w stanie jej teraz pomóc. Wypicie go chwilowo uśpiło ból, jednak wiedziała że nie minie wiele czasu nim ten powróci do niej. Śpieszyła się, choć złamane kończyny nie pomagały, w końcu po żmudnym zrzucaniu z siebie gruzów udało jej się usiąść. Ciemny nocny krajobraz oświetlany jedynie światłem księżyca ukazał jej jedynie pobojowisko - nie dostrzegła żadnego ze swoich towarzyszy.
Ruszyła w drogę powrotną mając nadzieję spotkać towarzyszy przy miotłach gdzie zaczęła się ich przygoda, jednak widok który ukazał się jej oczom był wstrząsający. Na ziemi, przy miotłach leżała Isla, jej górna odzież była zakrwawione, rude włosy rozrzucone były wokół twarzy, otwarte, martwe oczy wpatrywały się w niebo nad nimi.
Nie potrafiła latać, nie wiedziała gdzie znajduje się Manufaktura. Próba teleportacji nie powiodła się - nie wiedziała, czym dokładnie jest to spowodowane. Ostatnią możliwą opcją powrotu mógł być kominek, jednak nie była pewna, czy jakiś znajdzie. Ominęła dom z którego wyszedł wcześniej tego wieczoru - był mugolem, tego była pewna - i ruszyła do kolejnych drzwi w nadziei na znalezienie drogi do domu. Dopiero gdy zaczynało świstać a eliksir przestawał działać, udało jej się trafić na jeden niepozorny dom, w którego ogródku dostrzegła gnoma. Chwilę później zniknęła w zielonych płomieniach które wyrzuciły ją pod wskazany adres.
Yvette, twój kolejny wątek powinien odbywać się zaraz po powrocie z Albury do Londynu, by móc wrócić do domu wykorzystałaś jeden eliksir niezłomności. Powinnaś (masz obowiązek) rozegrać wątek w którym leczy cię ktoś z ugrupowania Rycerzy - nie masz pewności, że inne jednostki dochowają tajemnicę. Powinnaś powstrzymać się od rozgrywania gier toczących się po wydarzeniach pozostałych grup rycerzy. Jeśli uda wam się przeżyć, pierwszy wątek nie powinien mieć miejsca przed 7 lipca. Rozpoczęty wątek należy wysłać do Mistrza Gry - Justine, póki Mistrz Gry w nim nie odpisze, należy traktować go jako zagrażający życiu i nie zaczynać gier po nim.
Yvette: oparzenia(15), kąsanie (15)  cięte (30), tłuczone(100), psychiczne (10)
39/209, -60


Powrót do góry Go down
Roselyn Wright
Roselyn Wright

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6412-roselyn-wright https://www.morsmordre.net/t6516-furia#166169 https://www.morsmordre.net/t6521-roselyn#166208 https://www.morsmordre.net/f258-pokatna-7-3 https://www.morsmordre.net/t6553-skrytka-bankowa-nr-1612#167244 https://www.morsmordre.net/t6551-r-wright#240899
Zawód : uzdrowicielka
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
you may not be interested in war but war is interested in you
OPCM : 2
UROKI : 0
ELIKSIRY : 7
LECZENIE : 25
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica

Albury, Hertfordshire - Page 25 Empty
PisanieTemat: Re: Albury, Hertfordshire   Albury, Hertfordshire - Page 25 I_icon_minitime02.03.20 23:52


10 IV


Jeśli dotąd jedynie dryfowała po powierzchni wzburzonej wody, to wydarzenia minionych dni sprawiły, że czuła jakby coś złowrogiego nagle pochwyciło ją za nadgarstek i zaczęło ciągnąć coraz głębiej. Nie mogła złapać tchu. Chociaż klatka piersiowa unosiła się powoli, wtórując spokojnemu rytmowi oddechów Melanie, czuła jakby nie mogła nabrać powietrza. Barowe odgłosy dochodzące przez cienkie ściany, były jedynie szumem, z którego starała się wyczytać sygnały alarmujące do kolejnej ucieczki .
Napór wody zagłuszał wszystko inne. Bała się otworzyć oczy, by nie ukazała się jej twarz potwora.
Przecież wiedziałaś, że przyjdzie. Słyszałaś jego zawodzenie roznoszące się po krętych uliczkach magicznego Londynu. Wiedziałaś, że nadejdzie burza. Wiedziałaś, że pociągnie cię na samo dno, a potem rozszarpie żywcem, kawałek po kawałeczku.
Strach sprawiał, że ciało odmawiało posłuszeństwa. Dotyk gładkiego, chłodnego drewna, skrytego pod poduszką skutecznie otrzeźwiał. Gdy drgnęła, gwałtownie otwierając oczy nie było już kelpie, ani głębin jeziora. Tylko obdrapana, prześmierdła tytoniowym dymem tapeta i cienie malowane ostatnimi promieniami wiosennego słońca. Głowa Melanie wtulona w jej ciało. Z tą ufnością, która przez ostatnie dni łamała serce Rose.
Sen na jawie urwał się nagle. Nie pamiętała kiedy ostatnio spała. Zamykała jedynie oczy, nasłuchując odgłosów zza ścian, brodząc w bałaganie własnych irracjonalnych strachów, przeplatających się z obrazami płonących ulic Londynu. Jednak najgorszy koszmar czekał na nią za każdym razem, gdy otwierała oczy. Gdy próbując twardo stąpać po ziemi, porzucając potworności zmęczonego umysłu, próbowała stanąć na wysokości zadania - rozwiązać sytuację, w której się znalazła. Odpowiedzieć sobie na pytania dotyczące ich przyszłości. Nie potrafiła tego zrobić i to przerażało ją bardziej niż jakiekolwiek senne mary. Nie mogła się cofnąć, nie wiedziała jaki powinien być jej kolejny krok. Każda odpowiedź rodziła w jej głowie kolejne wątpliwości, kolejne pytania.
Magnoliowa różdżka niemalże szyderczo trzymała się blisko. Była zawsze pod ręką. Gotowa do użycia. I co z nią zrobisz, Rose? Gdy wróg po ciebie przyjdzie uleczysz go? Czuła jakby każdy najmniejszy element wystroju wynajętego pokoju wyśmiewał jej próby ukrycia się przed światem. Od wątłych drewnianych drzwi po skrzypiąca pod każdym krokiem deski. Wszystko śmiało się z niej równie głośno co przebywające pod podłogą barowe towarzystwo. Jedynie cisza była gorsza. Furia nie wracała do domu od kilku stanowczo zbyt długich dni.
Nawet do zapomnianego Albury dochodziły potworne wieści z Londynu, zniekształcone przenoszeniem się z ust do ust lub kompletnie wypaczone przez Walczącego Maga. Nie znajdowała w nich odpowiedzi na jakie liczyła.
Ostrożnie wysunęła się z objęć córki. Melanie nawet nie drgnęła. Dotyk chłodnych dłoni na karku jedynie pozornie koił zszargane nerwy. Woda pachniała dziwnie. Wolała nie zgadywać czym. Otrzeźwiała jednak skutecznie. Odgłos pukania do drzwi, zatrzymał bicie serca na kilka stanowczo zbyt długich sekund. Seria głośnych skrzypnięć zadrwiła z nieporadnej próby bezszelestnego podejścia do drzwi. Żałowała, że w drzwiach nie było judasza.
Oparła czoło o drewnianą ramę, próbując przegonić niedorzeczne obawy. To tylko właściciel upominający się o zapłatę. Zaglądał do niej codziennie, próbując ugrać kilka dodatkowych knutów.
Głęboki oddech później, przekręciła kluczyk i nieznacznie otworzyła drzwi.




‾ ‾ ‾ ‾ ‾ ‾ ‾ ‾ ‾ ‾ ‾ ‾ ‾
all my grief says the same thing: this isn’t how it’s supposed to be this isn’t how it’s supposed to be and the world laughs  holds my hope  by the throat says: but this is how it is


Ostatnio zmieniony przez Roselyn Wright dnia 05.05.20 17:52, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Jayden Vane
Jayden Vane

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4372-molto-bene-workout-budowa#93818 https://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 https://www.morsmordre.net/t4451-lucky-star#95083 https://www.morsmordre.net/f113-irlandia-killarney-national-park-upper-cottage https://www.morsmordre.net/t4454-skrytka-bankowa-nr-1135#95111 https://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane#230884
Zawód : astronom, profesor w Hogwarcie, tata muminka (ノ◕ヮ◕)ノ*:・゚✧
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Żonaty
Sometimes the truth
Isn’t good enough.
Sometimes people deserve more.
Sometimes people deserve
To have their faith rewarded.
OPCM : 43
UROKI : 20
ELIKSIRY : 2
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

Albury, Hertfordshire - Page 25 Empty
PisanieTemat: Re: Albury, Hertfordshire   Albury, Hertfordshire - Page 25 I_icon_minitime03.03.20 4:18

Zamieszkując oddalone od wszystkich, irlandzkie tereny, nie uciekał. Nie odpuszczał tego, co zostawało za jego plecami. Nie odrzucał przeszłości i nie wyrzekał się wspomnień. Nie planował wykreślać tych, którzy znajdowali się poza granicami. Zamierzał chronić swoich najbliższych, bo nie zapomniał o nikim — wciąż szukał tych, do których nie był w stanie osobiście dotrzeć, a którzy zajmowali specjalne miejsce w jego sercu. Do tych pozostawionych, osamotnionych. Rodzice byli jednym, lecz Roselyn i Melanie drugim ogniwem, po które zamierzał sięgnąć, przyciągając łańcuch bliskich do siebie — jak najdalej od trwającego konfliktu. Wiedział, że nie można było zbiec przed wojną i że ta koniec końców pochłaniała wszystko na swej drodze, jednak świadomość, że drugiej osobie nie zagrażało niebezpieczeństwo, było podstawą człowieczeństwa. Nie wyobrażał sobie spokojnego snu, nawet u boku Pomony, widząc jej równy oddech, wiedząc, że nie robił nic, by dotrzeć do prawdy. By zrozumieć, gdzie kryło się oddalone istnienie tych, których kochał. Odszukanie ich leżało już w jego podjętej innowacji, bo nie każdy posiadał odpowiednie do tego środki. Vane nie zamierzał jednak czekać, szczególnie że wiele osób utraciło pracę w Ministerstwie Magii, nie zamierzając się podporządkowywać. Co dawało całą gromadę tych, którzy pragnęli sprawiedliwości. Zwerbowanie jednej z takowych jednostek i wyznaczenie nowego celu nie zajęło mu zbyt dużo czasu. Widząc bijące od drugiej strony chęci bycia potrzebny, pozostania w ciągłym ruchu, niesienia pomocy, jedynie to zadanie ułatwiło. Nie miał bladego pojęcia, jak należało zabrać się za poszukiwanie zaginionych osób, lecz ufał umiejętnościom Maeve. Sam nie był w stanie dotrzeć do Londynu, ale rodzice sprawdzili mieszkanie Roselyn — na jego prośbę. Nie zastali nikogo, a to oznaczało, że Wright musiała uciec. Nie mogło być inaczej, bo wyobrażenie jej sobie pojmanej, nie przechodziło przez jego umysł. Nie dałaby się nikomu złapać. Nie, gdy w grę wchodziła Melanie. Wtedy nawet najdrobniejsza z matek stawała się lwicą, a to było niczym znak rozpoznawczy dla uzdrowicielki. Dlatego Jayden nie wierzył w to, że znajdowała się w rękach Ministerstwa Magii — szczególnie że nie należała do mugolaków, na których nakładano priorytet eksterminacji. Bujdy o przesiedleniu można było wsadzić między książki, bo każdy wiedział, że aktualna władza nienawidziła nieczystej krwi. Po co miałaby więc ją przenosić gdzieś indziej, skoro można było się ich z łatwością pozbyć? Vane nie mógł jednak pozwolić, by gniew zapanował nad jego umysłem, skoro potrzebował go w trzeźwości — potrzebował go, by dotrzeć do Roselyn. I właśnie wtedy zaczął się cały proces poszukiwawczy, który wydawał się chaosem rozciągającym się w nieskończoność.
Jakim więc cudem znalazł się już w odpowiednim miejscu? Czy mógł powstrzymać siłę napływających na niego emocji, które zalewały go z ogromną siłą i nie zamierzały łagodnieć? Czy to w ogóle było w jakikolwiek sposób do pojęcia, że to naprawdę mógł być koniec? Że wysiłki, które wychodziły z zaufanego wiedźmiego strażnika, swoje zwieńczenie skumulowały w pokoiku obskurnego, podupadającego baru? Czy właśnie tam, miał znaleźć to, czego tak usilnie poszukiwał? Wchodząc do zaduchu i paskudnego odoru potu zmieszanego z alkoholem, mógłby przyciągnąć uwagę, gdyby chociażby połowa gości znajdujących się w ów miejscu była trzeźwa. To nie było jednak istotne, gdy z ust właściciela usłyszał potwierdzenie o kobiecie i dziecku po drugiej stronie ściany. Głupi, bezzębny uśmiech został posłany w stronę astronoma, jednak Jayden nie zamierzał odkrywać tego, co się za nim kryło, wiedząc, że straciłby jedynie czas na analizę pozbawionego skrupułów mężczyznę. Nie czekał więc na zaproszenie, tylko skierował się ku odpowiednim drzwiom, nie mogąc powstrzymać pulsującego, szumiącego w jego uszach przepływu krwi. Bo czy ona się tam znajdowała? Na wyciągnięcie ręki, za cienką, drewnianą ścianką zbitą z przypadkowych, nierównych desek? Zanim podniósł rękę, by zapukać, zdawało mu się, że minęła wieczność. I ta sama wieczność musiała się zapętlić, gdy po drugiej stronie usłyszał szuranie i oznakę tego, że ktoś tam był. Vane'owi wydawało się, że ktokolwiek krył się jeszcze w niewiadomej, mógł usłyszeć jego płytki oddech, uderzenia galopującego serca i chaos szalejących myśli. Zależało mu. Cholernie mu zależało na tym, żeby to była właśnie ona i nikt inny.
Delikatne uchylenie drzwi, mała szpara, krótka wizja przerażonych oczu upewniła go, co do faktu obecności. Co do prawdy skrywanej po drugiej stronie. Co do niezłomności i odwagi widzianej w skrawku sekundy istoty. Nie był w stanie czekać, dlatego naparł na drzwi i wszedł siłą do środka, równocześnie nakazując cofnięcie się od nich znajdującej się po drugiej stronie Roselyn. Bo nie miał żadnych wątpliwości, że to była ona. Nie, gdy to czekoladowe spojrzenie znajomych oczu spoczęło na nim nawet na ułamek sekundy. Wpatrywał się w nie godzinami, miesiącami, latami i nie było szansy na pomyłkę. Gdy tylko znalazł się więc w środku małego pokoju, podszedł do Wright i nie pytając o nic, przyciągnął ją do siebie, zamykając w silnej ramie uścisku. Drżały mu ramiona, którymi ją obejmował, ale nie wycofywał się. Nie mógł i nie zamierzał, bo przecież bez względu na to, co stało się podczas ich ostatniego spotkania, najbardziej na świecie zależało mu na tym, żeby była bezpieczna. Tak jak wtedy, gdy ona stawała w jego obronie na korytarzach Hogwartu, tak on teraz miał zabrać ją najdalej od zagrożenia. Nie potrafił jeszcze przetworzyć wszystkiego, co się aktualnie działo, a Roselyn z łatwością mogła usłyszeć jak waliło mu serce i zapętlony szept rzucany w zagłębienie jej szyi. - Jestem tu, kochanie. Jestem.




I could be a wolf for you
I could put my teeth on your throat. I could growl. I could eat you whole. I could wait for you in the dark. I could howl against your hair.
Powrót do góry Go down
Roselyn Wright
Roselyn Wright

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6412-roselyn-wright https://www.morsmordre.net/t6516-furia#166169 https://www.morsmordre.net/t6521-roselyn#166208 https://www.morsmordre.net/f258-pokatna-7-3 https://www.morsmordre.net/t6553-skrytka-bankowa-nr-1612#167244 https://www.morsmordre.net/t6551-r-wright#240899
Zawód : uzdrowicielka
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
you may not be interested in war but war is interested in you
OPCM : 2
UROKI : 0
ELIKSIRY : 7
LECZENIE : 25
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica

Albury, Hertfordshire - Page 25 Empty
PisanieTemat: Re: Albury, Hertfordshire   Albury, Hertfordshire - Page 25 I_icon_minitime06.03.20 0:39

Rola uciekinierki nie pasowała do jej repertuaru. Zdawało się, że zaledwie niedawno ledwie opanowała odgrywanie sztuki, w której główną rolę grała twardo stąpająca po ziemi samotna matka. Obca scenografia kompletnie nie pomagała wczuć się w nowe wcielenie. Prawdą było, że o ukrywaniu się wiedziała stanowczo zbyt niewiele. Nie wiedziała nawet czy musiała się ukrywać, czy może pamięć o starej mieszkance Londynu spłynęła w Tamizie wraz z krwią ofiar potwornej nocy. Nie wiedziała czy może powinna zrobić krok w tył, spróbować skontaktować się z kimkolwiek czy może lepiej dla niej i jej bliskich było, gdy przez jakiś czas każde z nich przez chwilę podąży własną ścieżką. Wiedziała, że większość z nich podobnie jak ona musiało opuścić Londyn. Myśl, że komuś mogło się nie udać paraliżowała ją. Nie chciała nawet o tym myśleć, jednak ponure, strachliwe szepty starały się ją przekonać, że stało się inaczej. Kilka nocy temu nie wytrzymywała, wysyłając Furię po wieści od najbliższych. Bała się, że być może popełniła okropny błąd, za który nie zapłaci tylko ona. Chciałaby znać odpowiedzi, mieć jakąkolwiek pewności w podejmowanych decyzjach. Móc realistycznie spojrzeć na sytuację, logicznie ją ocenić w sposób wyzbyty z irracjonalnego strachu. Czuła, że powoli zatapia się w panice, a odosobnienie jedynie pogłębiało ten stan. Nasilające się wyrzuty sumienia rozszarpywały ją od wewnątrz. Ze wszystkich postaci jakie przybierała na przestrzenii ostatnich miesięcy najważniejszą była matka. Jedyna. Niezastąpiona. Nikt inny nie mógł wyręczyć jej w tej roli. Więc zrobiła to co podpowiadał jej instynkt - pozostawiła za sobą Londyn, uciekając z Melanie, bo nikt inny nie mógł zadbać o jej córkę. Teraz jednak czuła jakby nie potrafiła zapewnić jej już niczego.
Nie chciała być kimś kto musiał być uratowanym. Nienawidziła bezsilności, która stopniowo przejmowała nad nią kontrolę. Jednak gdy tylko rozpoznała twarz przyjaciela poczuła jakby w końcu złapała głęboki haust powietrza. Nie liczyła od jak dawna się nie widzieli. Zdawało jej się, że to było całe wieki temu. Miliony lat świetlnych od chwili, gdy padło o kilka słów za dużo. I w tym konkretnym momencie te nie miały już żadnej wartości. Liczyło się, że stał przed nią cały i zdrowy. I był tu. Bo właśnie teraz jak nigdy potrzebowała przyjaciela.
Na chwilę osłupiała, jedynie instynktownie odsuwając się od drzwi, gdy te zostały popchnięte przez Jaydena. Była zbyt wyczerpana natłokiem emocji, żeby zmusić usta do najmniejszego uśmiechu. By okazać radość czy ulgę związaną z jego niespodziewanym przybyciem. Zbyt otępiała ostatnimi wydarzeniami, by skłonić się do chociaż najmniejszego ciepłego gestu, świadczącego o tym, że cieszy się, że go widzi. Jayden jednak był zawsze tym, który potrafił przebić się przez tą skorupę. Kimś kto potrafił do niej dotrzeć czy to w metaforyczny, czy rzeczywisty sposób. Odnalazł je, chociaż wcale nie musiał tego robić. Przytulił ją, chociaż wciąż mógł ciągnąć ich konflikt. Czuła szaleńcze bicie jego serca. Zdawało jej się, że te jej zamarło. Minęła dłuższa chwila, zanim odwzajemniła uścisk, wytrącając umysł z dziwnego stanu zawieszenie. - Na Merlina, Jay. Nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego jak bardzo cieszę się, że cię widzę - powiedziała, zaciskając palce na materiale jego płaszcza. - Gdy to się zaczęło musiałam zabrać Melanie z Londynu. Nie wiedziałam co mam robić. Dotarłyśmy tu i… - zawiesiła głos, bo nie potrafiła dokończyć tego zdania. Nie było żadnego i. Trzy drżące oddechy później, odsunęła się od niego by otrzeć kilka niepotrzebnych łez, który spłynęły po policzkach. Straciła równowagę albo też jej iluzję, którą utrzymywała od kilku miesięcy. Mówił jej, że się okłamuje. Miał rację, ale ona nie chciała go słuchać. Teraz bez tej fałszywego przekonania, że wszystko jest w porządku, czuła się jak wybrakowany towar. Niekompletna bez swoich małych kłamstw, podczas gdy te większe zaciskały pętle na gardle. Dusiła się, a wizje z koszmarów przedzierały się do rzeczywistości. Najbardziej przerażająca była myśl, że potworności nie osiągnęły swojego apogeum. Nie było wyznaczonej linii, która określała maksimum okrucieństwa. Nadzieja, że miało być lepiej ledwie płonęła. Była za to przeszywająca chłodna i zadziwiająco racjonalna pewność, że będzie tylko gorzej.
Miała mu milion rzeczy do powiedzenia z pewnością w innej sytuacji łatwiej byłoby jej ubrać je w słowa. Teraz nie wiedziała nawet od czego zacząć. Przeprosić za to, że pozwoliła na to, by podzieliło ich kilka słów? Jeszcze raz spróbować opisać to jak wielką ulgę sprawił jej jego widok? Czy może po prostu wyznać wszystko co męczyło ją od tak długiego czasu, nie przejmując się konsekwencjami?
- Nie wiem co się stało z innymi. Furia nie wraca do mnie od kilku dni. Co z twoimi rodzicami? Są cali? - zapytała, nie potrafiąc znaleźć sobie miejsca wśród pokojowych mebli. W końcu oparła się biodrami o blat drewnianego biurka, wbijając spojrzenie w twarz przyjaciela. Wiedziała, że również mieszkają w Londynie. Chociaż czystość ich krwi względem standardów obecnej władzy była jak najbardziej akceptowalna, wiedziała że nikt nie był bezpieczny tej nocy.
- Nie wiem co robię, Jay - zacisnęła dłonie w pięści, czując jak paznokcie boleśnie wbijają się w skórę. - Siedzę tu zamknięta od kilku dni, gapię się w sufit. Mówię Melanie, że wszystko jest w porządku i nie potrafię zrobić niczego więcej. Cały czas kłamię i nawet sama już w to nie wierzę. Nie potrafię zapewnić jej bezpieczeństwa.




‾ ‾ ‾ ‾ ‾ ‾ ‾ ‾ ‾ ‾ ‾ ‾ ‾
all my grief says the same thing: this isn’t how it’s supposed to be this isn’t how it’s supposed to be and the world laughs  holds my hope  by the throat says: but this is how it is
Powrót do góry Go down
Jayden Vane
Jayden Vane

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4372-molto-bene-workout-budowa#93818 https://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 https://www.morsmordre.net/t4451-lucky-star#95083 https://www.morsmordre.net/f113-irlandia-killarney-national-park-upper-cottage https://www.morsmordre.net/t4454-skrytka-bankowa-nr-1135#95111 https://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane#230884
Zawód : astronom, profesor w Hogwarcie, tata muminka (ノ◕ヮ◕)ノ*:・゚✧
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Żonaty
Sometimes the truth
Isn’t good enough.
Sometimes people deserve more.
Sometimes people deserve
To have their faith rewarded.
OPCM : 43
UROKI : 20
ELIKSIRY : 2
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

Albury, Hertfordshire - Page 25 Empty
PisanieTemat: Re: Albury, Hertfordshire   Albury, Hertfordshire - Page 25 I_icon_minitime06.03.20 15:19

Wszyscy się bali. Wszyscy byli uciekinierami na swój indywidualny sposób, bo chociaż Jayden wyprowadził się z Hogsmeade przed Czystką w Londynie, również chciał oddalić się od ludzi. Nie pozwolić na to, by mieli jakikolwiek wpływ na jego dalsze życie. By patrzyli mu w okna, by mówili, by słuchali, by oceniali. To też była ucieczka. I wcale nie różniła się ona od tej, której podjęła się Wright. Wszak astronom również miał ten sam motyw, którym kierowała się Roselyn uciekając z płonącego, śmierdzącego spalenizną miasta — oboje zamierzali chronić swoich bliskich bez względu na wszystko. Ona miała córeczkę będącą dla niej najważniejszą istotą. On współdzielił od jakiegoś czasu rzeczywistość z jedną, konkretną osobą, a wkrótce miała się pojawić kolejna w tej ich niewielkiej rodzinie. Nie było więc miejsca na wątpliwości i wahania. Vane aktualnie widział o wiele przejrzyściej niż niegdyś, bo walczenie za kompanów różniło się od obrony rodzinnych granic. Świat odmieniał się wraz ze zdaniem sobie sprawy, że nie odpowiadało się już tylko za siebie samego, ale w domu czekała żona i rozwijające się pod jej sercem dziecko. I chyba właśnie ta druga jednostka motywowała go najsilniej, by walczyć o przyszłość, w której miało przyjść mu istnieć. Jayden zamierzał robić, co tylko mógł, by zapewnić nadchodzącemu życiu jak najlepsze warunki. By nie musiało patrzeć na chaos, którego świadkami byli jego rodzice. To już nie tyczyło się tylko młodego pokolenia, ale jego dziecka. To go zmieniło, mimo że można było twierdzić, że astronom nie posiadał podobnych pokładów czy cech charakteru. Patrząc na niego, widziało się kogoś innego. Był o wiele bardziej zażarty w podejmowanych działaniach, dystans i niepokładanie zaufania w przypadkowo spotkanych osobach osiągnęły apogeum, pewna wewnętrzna agresja umiała znaleźć swoje ujście, gdy tylko istniała najmniejsza szansa na krzywdę bliskich. Nie był chłopcem, którego wszyscy pamiętali, ale nie uważał się też za pełnego męskości człowieka. To nie on miał się oceniać czy był dojrzały, kompetentny czy odpowiedzialny — te cechy nadawać mu mogli tylko inni ludzie. On pozostawał w swoich rozmyślaniach i codzienności, lecz równocześnie instynkt nakazywał mu mocniejsze starania ku tworzeniu azylu dla ukochanych.
Dlatego właśnie Maeve miała mu pomóc w odnalezieniu Roselyn. Nie interesowało go to czy chciała być uratowana, czy nie — nie zamierzał jej zostawiać lub udawać, że nie istniała. Nie zapomniał i zapomnieć nie miał. Mimo ich ostatniego spotkania i jego ostrego wydźwięku nie wracał do tego. Bo to nie ono przecież kształtowało relację między nimi. Nie ono rzutowało na wspomnienia przeszłości i przyjaźni, która się rodziła w nastoletnich sercach. Nie ono sprawiało, że Jayden przestał postrzegać uzdrowicielkę jako uzupełnienie siebie. Czasami wydawało mu się, że łączyła ich niemal bliźniacza więź porozumienia, bo chociaż tak się różnili, wciąż znajdywali drogę do siebie nawzajem. I zgody bez względu na wszystko. Pojawił się więc jak zawsze, nie zamierzając odchodzić. Pozwalał na to, by drobne ciało wtopiło się w to należące do niego i dawał jej otuchę. Nie wiedziałam co mam robić. Dotarłyśmy tu i… - Zabieram was stąd. - Być może powinien był ją wpierw jakoś pocieszyć, ale byli dorosłymi ludźmi i wiedzieli, że czas na takie rzeczy miał przyjść później. Ignorował więc to, co przyszło w chwilę później oraz oddalenie się Roselyn, która chyba chciała jakoś do siebie dojść. Nie zamierzał dawać jej na to czasu, bo nie myślała trzeźwo. Nie miała przebywać w tej obskurnej norze ani chwili dłużej. - Patrz na mnie - przerwał jej, znów podchodząc i biorąc w dłoń jedną z toreb leżących na ziemi. - Ty nie wiesz, ale ja wiem. Nie przejmuj się tym teraz. Najważniejsze jest to, żebyście zostawiły to miejsce. Znam bezpieczny dom - powiedział jedynie, nie biorąc nawet pod uwagę opcji, by opowiadać jej w tym pokoiku, co dokładnie miał na myśli. Istotne było po prostu to, by się stąd wynieśli. I to szybko. - Zdołasz się spakować w pięć minut? - spytał, przekazując jej torbę i patrząc na nią wyczekująco. Porozmawiać mogli spokojnie u celu. I Jayden nie zamierzał się uginać — musiała to widzieć w jego spojrzeniu i słyszeć w tonie głosu. Nie czekał w nieskończoność na reakcję. Sam wziął małą walizkę, by przejść kawałek dalej w głąb pomieszczenia i zaklęciem przywołać ubrania porozkładane w szafach.




I could be a wolf for you
I could put my teeth on your throat. I could growl. I could eat you whole. I could wait for you in the dark. I could howl against your hair.
Powrót do góry Go down
Roselyn Wright
Roselyn Wright

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6412-roselyn-wright https://www.morsmordre.net/t6516-furia#166169 https://www.morsmordre.net/t6521-roselyn#166208 https://www.morsmordre.net/f258-pokatna-7-3 https://www.morsmordre.net/t6553-skrytka-bankowa-nr-1612#167244 https://www.morsmordre.net/t6551-r-wright#240899
Zawód : uzdrowicielka
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
you may not be interested in war but war is interested in you
OPCM : 2
UROKI : 0
ELIKSIRY : 7
LECZENIE : 25
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica

Albury, Hertfordshire - Page 25 Empty
PisanieTemat: Re: Albury, Hertfordshire   Albury, Hertfordshire - Page 25 I_icon_minitime24.03.20 19:26

Nie pamiętała kiedy ostatnio czuła się tak bardzo zdezorientowana. Wydawało jej się, że miała aż za nadto czasu, aby przygotować się do tego co prawdopodobnie nastąpi. Przecież wiedziała, że każde z wydarzeń ostatnich miesięcy prowadzi do kolejnego, znacznie gorszego. Obserwowała to - czytała prasę, słyszała co mówiono na spotkania Zakonu Feniksa, widziała co działo się na ulicy Pokątnej. Była świadkiem wszystkim przemian, które zachodziły w ich społeczeństwie, a jednak gdy ulice Londynu zapłonęły czuła się jakby jej świat załamał się nagle, bez żadnego ostrzeżenia. Przecież miała świadomość tego, że gorsze czasy przyjdą wcześniej czy później, a jednak gdy na chwilę straciła grunt pod nogami nie potrafiła go już odzyskać, szamocząc się by chociaż na chwilę dłużej utrzymać się na powierzchni.
Energicznie pokiwała głową, spoglądając na niego bez cienia nieufności. Nie musiała pytać gdzie. Potrafiła zawierzyć mu bez żadnych wyjaśnień, nawet jeśli ostatnimi czasy wyrosły między nimi mury, których nie potrafili przeskoczyć. Być może zmienili się tak bardzo, że ledwie sami się rozpoznawali, ale mimo to pewne rzeczy między nimi pozostały nienaruszalne. I chociaż właśnie teraz powinna czuć się słaba i niedołężna, tak wcale nie było. Zwykle tego uczucia oczekiwała, gdy przyjmowała czyjąś pomoc. Miała wrażenia jakby ciężar łamiący jej barku znacznie opadł, bo ktoś pomógł jej go utrzymać. Wiedziała, że nie zniknie. Wiedziała też, że jutro wcale nie będzie lepiej, jednak jedną z niewielu pogodnych myśli było to, że nie będzie w tym całkowicie sama.
Zamiast odpowiadać na jego pytanie, zabrała się za zbieranie ich rzeczy. Torba i tak była niemalże spakowana, gotowa do wyruszania w drogę w każdym momencie. Tylko nie tak ważne drobiazgi pozostały porozrzucane po zakątkach pokoju.
Odgłosy rozmowy wybudziły Melanie ze snu. Przelotnie spojrzała na Vane’a, dając mu tym samym znak by zajął czymś dziewczynkę, by Rose mogła spakować rzeczy. Resztę czasu spędziła w milczeniu, próbując kolejny raz spakować kilka lat życia do jednej torby. - Rozmówię się z właścicielem i możemy ruszać - powiedziała w końcu, będąc wpół drogi do wyjścia. Zawahała się, będąc już prawie w wąskim korytarzu. - Dziękuję, Jay - powiedziała, siląc się na ciężki, wymęczony uśmiech. Nie chciała marnować słów. Pragnęła zniknąć stąd tak szybko jak się tu pojawiła, przenieść gdzieś gdzie będzie czuła się chociaż odrobinę bardziej bezpieczna niż dotychczas. Wyjątkowo jednak źle czuła się milcząc. Nie czekając na jego odpowiedź, ruszyła w stronę kwatery właściciela i wróciła z niej po kilku minutach. Gotowa do drogi.

|zt x 2




‾ ‾ ‾ ‾ ‾ ‾ ‾ ‾ ‾ ‾ ‾ ‾ ‾
all my grief says the same thing: this isn’t how it’s supposed to be this isn’t how it’s supposed to be and the world laughs  holds my hope  by the throat says: but this is how it is
Powrót do góry Go down
 

Albury, Hertfordshire

Powrót do góry 
Strona 25 z 25Idź do strony : Previous  1 ... 14 ... 23, 24, 25

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Anglia i Walia-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-20