Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Hol wejściowy
AutorWiadomość
Hol wejściowy [odnośnik]18.09.17 11:38

Hol wejściowy

Wejście do rezydencji przeszło drastyczne zmiany, odkąd na nestorowskim krześle zasiadła Morgana. Aktualnie, za każdym razem gdy lady doyenne przechodzi przez odrzwia, ku jej czci na balustradach schodów pojawiają się girlandy jej ukochanych kwiatów. Jest tu bardzo wiele przestrzeni — odważniejszy śmiałek mógłby nawet spróbować dosiąść swej miotły w ścianach holu wejściowego byłej letniej rezydencji króla Henryka VIII. Pomieszczenie zostało zaprojektowane w ten sposób, by zachwycać marmurowymi, kunsztownymi kolumnami każdego z gości przekraczającego próg. Hol wejściowy znajduje się jednak w północnym skrzydle rezydencji - by wejść do środka trzeba więc wpierw przejść przez cały dziedziniec. Stąd najszybciej dostać się do zachodniego i wschodniego skrzydła. Skrzydło zachodnie jest typowo przystosowane do podejmowania gości. Wschodnie natomiast skrywa w sobie pokoje mieszkańców Pałacu Beaulieu.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Hol wejściowy Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Hol wejściowy [odnośnik]11.05.19 9:14
18.11

Steffen obracał list w dłoniach, nadal zszokowany. Gdy dostał tak poważne profesjonalne wezwanie do pracy, o wiele ciekawsze niż nudne fuchy w Ministerstwie, natychmiast rzucił wszystko aby przybyć do Pałacu Bealieu.
Zaledwie tydzień temu, plując ślimakami w mieszkaniu brata, obiecywał sobie, że już nigdy nie przyjmie w ciemno prywatnego zlecenia. Zmienił zdanie, gdy tylko zobaczył pieczęć Selwynów (pieniądze!) i podpis. Jeszcze ciekawsze od treściu listu było to, że podpisała go Isabella.
Umierał z niecierpliwości, aby zobaczyć ją w młodszej wersji i przekonać się, czy nadal jest tak śliczna jak w Hogwarcie. Wtedy wydawała mu się dość wyniosła, ale podczas niefortunnej sytuacji przed sklepem alkoholowym dojrzał w niej sympatyczną dziewczynę, a nikt nie był bardziej w jego typie niż "ładna i sympatyczna."
Oczywiście, to było bardzo głupie, bo na pewno nie miał u Isabelli szans (szczególnie pod okiem jej przyzwoitek i upiornej rodziny, od niedawna nie lubiącej mugoli takich jak jego mama), ale pomarzyć zawsze można! Nawet jeśli z dziewczyny uleciały już resztki wdzięczności, to będzie mógł przyjrzeć się jakiejś niebezpiecznej klątwie oraz pałacowi od środka i rozwinie się zawodowo na dwóch frontach! Był doprawdy podekscytowany i w myślach powtarzał sobie wszystkie najgroźniejsze klątwy, licząc, że trafi mu się coś ciekawego. W swojej naiwności nie skojarzył jeszcze, że gdyby Selwynom coś groziło, to zwróciliby się bezpośrednio szefa departamentu w Ministerstwie a nie kazali młodej panience pisać do jednego z najmłodszych stażem łamaczy klątw na ministerialnym etacie. Gdy coś go zaintrygowało, to nie wczytywał się zanadto w dwuznaczności i podteksty, a dzisiaj intrygowały go klątwa i Isabella.
Był też bardzo zestresowany. Nigdy nie był w szlacheckim pałacu w ludzkiej postaci, więc zupełnie nie wiedział w co się ubrać. Nie było go stać na nową szatę, ale wydał resztki (nadwyrężonej prezentem dla Isabelli) pensji na nową marynarkę, dobrał do tego ciemne spodnie i bardzo długo i rozpaczliwie pastował swoje stare buty.
A może powinien ubrać tradycyjną szatę do ziemi i zakryłaby buty? Ale sama była stara, więc postawił jednak na bardziej nowoczesny styl.
Zapowiedział nieco zdezorientowanej służbie, że jest oczekiwany, pokazał im list i wiercąc się nerwowo, czekał w hallu aż ktoś dopuści go do Isabelli obowiązków zawodowych.


intellectual, journalist
little spy



Ostatnio zmieniony przez Steffen Cattermole dnia 23.07.19 1:09, w całości zmieniany 1 raz
Steffen Cattermole
Zawód : specjalista od klątw i zabezpieczeń w Gringottcie, po godzinach reporter dla "Czarownicy"
Wiek : 22/23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Żonaty
I like to go to places uninvited
OPCM : 33
UROKI : 6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 36
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6/68
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7358-steffen-cattermole https://www.morsmordre.net/t7438-szczury-nie-potrzebuja-sow#203253 https://www.morsmordre.net/t7411-xoxo-gossip-boy https://www.morsmordre.net/f127-dolina-godryka-szczurza-jama https://www.morsmordre.net/t7471-skrytka-bankowa-nr-1777 https://www.morsmordre.net/t7439-steffen-cattermole?highlight=steffen
Re: Hol wejściowy [odnośnik]11.05.19 12:06
Spanikowała. Bardzo spanikowała.
Tamtego dnia stała przy oknie, spodziewając się jego przybycia. Delikatną dłonią muskała firanę w małym saloniku i nawet zapach kawy nie zdołał jej od tego okna oderwać. Balbina zerkała na swoją panią z niepokojem i namawiała na karmelowe ciasteczka, nie wiedząc, że jej pani nie potrafiła nic przełknąć. Przybrała za to pozę spokojną, choć wewnątrz niej tańczyło rozszalałe tornado, a myśli w jej głowie próbowały uświadomić jej, że już kompletnie zwariowała, zapraszając tak miłego człowieka w bramy ognia.
Czuła się podle i ogarnęło ją nieznośne uczucie wstydu, którego w żaden sposób nie można było dopasować do jej urokliwego oblicza. Zapragnęła ubrać swoją ulubioną suknię – jedyną w kolorze różowym, jaką mogła założyć. Nim jednak Balbina pozapinała wszystkie guziczki na jej plecach, kazała jej znów je rozpiąć. W jakimś dziwnym szale ściągała ją z siebie, bo przecież nie mogła je założyć. Nie mogła jeszcze bardziej przyciągać uwagi nieświadomej rodziny. Wróciła do bieli, a długi warkocz wkrótce zebrał jej psotne kosmyki. Przez cały czas była nieobecna, gdzieś poza sypialną, gdzieś poza dotykiem gładzących materiał dłoni służącej. Nie mówiła wiele, nie gotowała się. Może to nawet lepiej, bo przecież wszystkim powiedziała o klątwie i o tym, że wszystkim się już odpowiedzialnie zajęła. Ojciec podejrzanie marszczył czoło, nie rozumiejąc, czemu go nie wezwała. Złościł się na jej nierozważne decyzje i brak konsultacji z nim. Tłumaczyła mu, z teatralną nutą troski i lęku, że zaklęta roślina jest niebezpieczna. Nieważne, że ojciec miał większą wiedzę od niej i że tą bezmyślną bajką narażała swoją dalszą przygodę z zielarstwem. Sprowadziła do domu mężczyznę, który nie był w oczach rodu godny, aby tu być. Kłamstwo jeszcze nigdy nie było tak męczące jak dziś.
Naprawdę czuła się podle. Poliki jej zbladły, ręce drżały. Czekała, nie mogąc spokojnie oddać się żadnej czynności. Mogła swoje niestosowne zachowanie zwalić na troskę o drogą jej sadzonkę. Mogła też myśleć o ostatnich przedziwnych wizytach i podejrzanych spojrzeniach rodziny. Och, co takiego jej odbiło, że wpędziła biednego chłopaka w tak obrzydliwą nić intrygi? Odsunęła się z rozmachem od tego okna i zaczęła w kółko chodzić po pokoju. Mruczała, wydawała dziwne dźwięki z pogranicza totalnej rozpaczy i złości. Steffen odpowiedział szybko, tak prawdziwie. Jakby wcale nie zrozumiał jej przesłania. Zresztą miał do tego pełne prawo, bo jego sprowadzenie tutaj to tylko kaprys wielkiej panienki, która sobie wyobraża, że może wszystko. Że oszuka i jego i cały dwór. Nie, jego nie chciała oszukać. Tylko że liczył na zapłatę, fatygował się i tak szybko znalazł dla niej czas. Po co jej w ogóle było to spotkanie? Co chciała osiągnąć? Sumienie uspokajała myślą, że przyniósł jej pociechę w tak tragicznej i kapryśnej chwili, że podarował jej znakomite trunki. Potem zaś odszedł z niczym. Nie pogodziła się z tym. Potrzebowała się odwdzięczyć – tym bardziej, że był tak szczery i dobry. Tylko jak to właściwie wyglądało? Sprowadzała go tutaj pod tanim pretekstem, z obietnicą zapłaty. Ryzykował pojawieniem się w murach, które gardzą człowiekiem tak nisko urodzonym. A wszystko to dla jej uciechy, dla bezsensownego kaprysu. Usiadła na sofie i schowała twarz w dłoniach. Była okrutna. Knuła intrygę, która nie miała sensu. Przyznanie się do tego, że po raz pierwszy poczuła, że ktoś ją polubił tak po prostu i taką ją, nie za to, kim jest i nie za to, że tak wypada, było zbyt trudne.  Chaos wkradł się w jej każdy gest, nie umiała się na niczym skupić. Czekała. Biedne rosiczki przecież cierpiały i gotowe były w opętaniu pożreć całe Beaulieu! Tak, tak… Może tylko muchę i odrobinę listków ciemiernika.
Przyszedł. Powstała gwałtownie. Potem w ostatniej chwili wzięła wdech. Co miała mu powiedzieć? Jak to wszystko można było wytłumaczyć? Szczęście, że aż tak się nie wtrącano w sprawy jej zielarskich zajęć, ufano jej wiedzy (choć na pewno z ostrożnością). Zbiegła po schodach chyba zbyt gwałtownie. Dopiero na ostatnich trzech stopniach zatrzymała się. Popatrzyła na niego. Pomyślała nagle, że po prosto jakoś to będzie. Że może zrozumie, że nie będzie zły… O Wendelino, co ja robię? Zerknęła przelotnie na wzburzone spojrzenie postaci z obrazu.
- Panie Cattermole! Jakże się cieszę, że zdołał Pan tak szybko przybyć – powiedziała, podchodząc do niego. Kości już nie bolały, rączki znów były gładkie, a w holu pałacu było ciepło i sucho. Selwynowe kominki pracowały nieprzerwanie. – Witamy w Beaulieu! – I tak posłała m swój wdzięczny uśmiech. Jeśli on się stresował, to ona jakieś dwieście razy mocniej.
Tak, to nie klątwa ją nękała. To tylko własne myśli. Głupie i nieroztropne. Bardzo dobrze wiedziała, że jego tu nie powinno być.
Isabella Cattermole
Zawód : Stażystka w lecznicy
Wiek : 22
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Zaręczona
Najmilszy sercu jest prawdziwy w nim pożar.
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 20
UZDRAWIANIE : 20
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica
Hol wejściowy A8172ec5839139146051f7b54e49c5d0
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7405-isabella-selwyn https://www.morsmordre.net/t7416-iskierka https://www.morsmordre.net/t7414-bardzo-nieprzykladna-lady#202782 https://www.morsmordre.net/f84-boreham-palac-beaulieu https://www.morsmordre.net/t7417-skrytka-bankowa-nr-1810#202799 https://www.morsmordre.net/t7415-isabella-selwyn
Re: Hol wejściowy [odnośnik]18.05.19 7:06
Bardzo dobrze wiedział, że nie powinno go tu być - a mimo wszystko ufał Isabelli i oficjalnemu listowi. Może jednak reguły arystokracji są nieco inne niż myślał. Poza tym, jeśli Steffena Cattermole'a motywowało coś w życiu, to była to chęć zostania najlepszym klątwołamaczem w Anglii, zaimponowania płci przeciwnej, uratowania świata przed Czarnym Panem, pogłębiania wiedzy z akresu animagii, zobaczenia swoich artykułów w "Czarownicy", udowodnienia bratu, że jest od niego lepszy dorobienia sobie. Owszem, miał dużo celów i zainteresowań i pasji, ale nie przepuszczał okazji do zarobienia dodatkowych galeonów. Zawsze mogły się przydać! Poza tym każde zlecenie pozwalało mu poszerzyć własne horyzonty. Nigdy dotąd nie pracował na przykład dla szlachty w ich domach. Lord Ollivander zatrudniał go czasem, ale w sklepie z różdżkami! Zresztą, o wiele łatwiej byłoby się wkręcić do Ollivanderów niż do niechętnych obecnie mugolom Selwynów. Steffen wiedział, że nikt w sumie nie wie o jego mamie, że dzięki nazwisku taty ma o wiele łatwiej niż mugolacy. Ale i tak czuł się jak intruz, jak szczur wśród luksusów.
Pomimo onieśmielenia, rozglądał się ciekawie, póki mógł! Wierzył też, że Isabella uprzedziła rodzinę o jego przybyciu. Trochę dziwne, że nie mieli własnego łamacza klątw, ale postanowił o tym myśleć! Musi się skupić i podołać zadaniu, to może znów go zatrudnią. Skupić na klątwie a nie na urodzie Isabe...e..ooo, naprawdę była piękna w swoim codziennym, młodym wydaniu! Gonitwę myśli przerwały mu szybkie kroki na schodach i ani się obejrzał, a już wpatrywał się - nieco dłużej niż wypadało - w eteryczną blondynkę wychodzącą mu na spotkanie. Porcelanowa szlachcianka wyglądała jak uosobienie piękna zimy, ale w jej ruchach i zdecydowaniu tliły się energia i ogień. A w dodatku uśmiechała się ciepło do niego - niego! On sam uśmiechał się chyba odkąd przestąpił próg tego dworu (gorsząc pewnie przy okazji służbę), ale teraz aż rozbolały go policzki. Naprawdę się ucieszył na jej widok.
-I... - ugryzł się szybko w język, uświadomiwszy sobie, że Isabella nagle zaczęła mówić mu per "pan". No tak. Etykieta. -Lady Selwyn. - skłonił się lekko, chociaż nie był pewien jak się kłaniać w takich sytuacjach.
-Bardzo dziękuję za zaproszenie, bardzo tu...przepięknie. - odpowiedział, ale pod koniec zdania rozproszył się nieco - zawieszając swój wzrok na Isabelli, nie na architekturze pałacowych wnętrz.
Ochrząknął szybko. Nauczył się już, że nie można zbyt długo wpatrywać się w dziewczyny jeśli nie ma się od nich sygnałów zwrotnych.
-Jak mogę pomóc i gdzie jest przedmiot obłożony klątwą? - oczy zabłysły mu z wyraźną ekscytacją. Naprawdę lubił swoją pracę!
Szczególnie w takich...pięknych warunkach.


intellectual, journalist
little spy

Steffen Cattermole
Zawód : specjalista od klątw i zabezpieczeń w Gringottcie, po godzinach reporter dla "Czarownicy"
Wiek : 22/23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Żonaty
I like to go to places uninvited
OPCM : 33
UROKI : 6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 36
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6/68
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7358-steffen-cattermole https://www.morsmordre.net/t7438-szczury-nie-potrzebuja-sow#203253 https://www.morsmordre.net/t7411-xoxo-gossip-boy https://www.morsmordre.net/f127-dolina-godryka-szczurza-jama https://www.morsmordre.net/t7471-skrytka-bankowa-nr-1777 https://www.morsmordre.net/t7439-steffen-cattermole?highlight=steffen
Re: Hol wejściowy [odnośnik]20.05.19 0:22
Choć tak często potykała się o własne nogi, które nie mogły nadążyć za drzemiącymi w niej iskrami, to jednak zawsze jakoś udawało jej się wybrnąć. Tak miało być i teraz. Tylko że uśmiech Steffena rozbijał jej wiarę. Nigdy, przenigdy nie pozwalała, aby niedobre myśli przejmowały nad nią kontrolę. I dlatego też przysięgła sobie bezgłośnie, stojąc przed nim i patrząc mu w oczy, że jakoś opanuje przedziwną sytuację – którą zresztą sama świadomie stworzyła. Miała nadzieję, że Cattermole jej wybacz. Mogłaby spróbować mu to jakoś wynagrodzić, mogłaby mu pokazać skrawek siebie utkany z płócien pięknej przodkini rodu, mogłaby zaprosić go do okna, przez które mógłby podejrzeć jej świat. Gdy się spotkali wydawał się taki szczery, bezinteresowny, nic go nie kontrolowało, podczas gdy ją kontrolował cały świat. Czy mógłby jej o tym opowiedzieć?
Stop. Za szybko. Znów ten wdech i jeszcze następny zaraz za nim. Myślała za dużo, budowała teorie i jakieś dziwne lęki, które nigdy nie powinny się w niej zagnieździć. Może przez to, że dawno już nie zrobiła czegoś takiego i nie spotkała kogoś takiego. Kilka par oczu podglądało ich z zaciekawieniem, ale Isabella nie wychodziła z roli.  Ich uśmiechy przenikały się w tej najprostszej serdeczności. Tylko nieco przygasła, kiedy z taką ochotą zapytał o ten „problem”. Powinna chyba powiedzieć prawdę i wreszcie przestać wciągać go w intrygę Tylko że hol był kiepskim miejscem do takich wyznań.
Podziękowała za komplement i obróciła się w stronę jednego z korytarzy.
- Oczywiście, Panie Cattermole, proszę, przejdźmy do pokoju. Opowiem Panu, co takiego się wydarzyło. Będzie Pan mógł się lepiej przygotować - powiedziała, posyłając mu wyraźnie znaczące spojrzenie. Czy… naprawdę wciąż się nie domyślał? Och, może to i dobrze, wypadnie to nieco wiarygodniej, choć po cichu przecież liczyła, że sam ten list powinien dać mu do myślenia. Niestety inaczej nie mogłaby o niego pisać, ani tym bardziej wpuszczać go do Beaulieu.
Wprowadziła go do jednego z pomieszczeń, w którym kręciła się służąca. Stąd też niedaleko było do oranżerii, w której Isabella umieściła potencjalnie złośliwą i przeklętą roślinę. Musiała zachować pozory. Dość spokojnie (chyba) poprosiła służkę o przyniesienie dla nich herbaty i przekąski, bo przecież ich gość przebył daleką drogę i dobrze byłoby się posilić. Gdy tylko drzwi się zamknęły Bella niemal z automatu, w jakiejś dziwnej słabości opadła na krzesło i popatrzyła na wzorzysty dywanik. Potem zerknęła na Steffana.
- Obiecaj, że nie będziesz się złościł. I że mi wybaczysz – powiedziała na wstępie, a westchnęła cicho. Na moment zgubiła ten uśmiech. – Wiesz, że nie ma klątwy, prawda? Ja… Wiem, że to nierozważne i takie głupie, ale pomyślałam, że chciałabym znów Cię spotkać i podziękować Ci za to, że wtedy byłeś dla mnie dobry i… - Tak, świetnie. Prosto pod ostrze śmierci go zwabiła. Piękne podziękowanie. No i totalnie nie mówiła i nie zachowywała się jak dama. – Zaprosiłam Cię tu. Przepraszam za ten podstęp, domyślam się, że liczyłeś na zapłatę, o to się nie martw.
Była zdenerwowana. Rzadko była aż tak zdenerwowana. Dopiero kiedy cały ten podstępny plan wybrzmiewał w słowach kierowanych do niego, uświadomiła sobie, że nie postąpiła najlepiej. Najtrudniejsze w tym wszystkim było przyznanie się do tego, że go po prostu polubiła i chciała spędzić z nim trochę czasu. Może nie musiała tego mówić? Może sam by się domyślił
Isabella Cattermole
Zawód : Stażystka w lecznicy
Wiek : 22
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Zaręczona
Najmilszy sercu jest prawdziwy w nim pożar.
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 20
UZDRAWIANIE : 20
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica
Hol wejściowy A8172ec5839139146051f7b54e49c5d0
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7405-isabella-selwyn https://www.morsmordre.net/t7416-iskierka https://www.morsmordre.net/t7414-bardzo-nieprzykladna-lady#202782 https://www.morsmordre.net/f84-boreham-palac-beaulieu https://www.morsmordre.net/t7417-skrytka-bankowa-nr-1810#202799 https://www.morsmordre.net/t7415-isabella-selwyn
Re: Hol wejściowy [odnośnik]26.05.19 0:08
Chociaż Steff często kłamał i krętaczył i podglądał ludzi z ukrycia, to nie zastanawiał się nigdy nad konsekwencjami własnych działań, wierząc, że są nieszkodliwe. Zresztą o ile uwielbiał psikusy, i o ile umiejętnie zatajał parę swoich tajemnic (najpierw animagię, potem "Czarownicę", teraz Zakon...czemu ta lista tak rośnie?) przed bliskimi, o tyle w codziennych kontaktach był raczej prostolinijny i szczery. Rozumiał, że z Isabellą muszą zachować formalności i etykietę (pomogłoby trochę, gdyby wiedział na czym polega etykieta, ale się starał!), ale nie podejrzewał nawet, że klątwa mogłaby być zmyślona. W końcu Isabella była taka miła i dobra i na pewno szczera! Dlatego zupełnie nie zrozumiał jej znaczącego spojrzenia i posłał jej tylko serdeczny, choć nieco nerwowy uśmiech. W głowie powtarzał sobie listę znanych mu klątw. Musiało mu się udać pokonać to niebezpieczeństwo, do którego wezwała go Isabella. Nie chciał się zbłaźnić ani przed nią ani przed jej rodziną, a poza tym jakiś błąd mógł zagrozić im wszystkim!
Podążał za Isabellą, rozglądając się ciekawie po pałacu. Nigdy nie był w szlacheckim pałacu! Wiedział, że powinien skupić się na klątwach i tylko klątwach, ale...o...jaki ładny obraz! Ciekawe, jak wykonywało się stiuki! I ile czasu zajęło Isabelli uczesanie włosów, wyglądały tak wytwornie i pięknie!
Rozproszony tym nadmiarem bodźców, nie zauważył nawet, że Isabella jakoś oklapła. Zaczął (bez skutku) tłumaczyć, że nie trzeba herbaty i mogą przejść do pracy, gdy lady Selwyn przerwała mu zaskakującymi słowami.
-Ależ lady Selwyn, czemu miałbym się złościć...? - zaczął, niepewny czy teraz, gdy zostali sami, nadal powinien zwracać się do niej nie po imieniu. Ona nagle znów przeszła na "ty", ale przecież on nie był lordem ani nic. Wkrótce ten dylemat z zakresu savoir-vire stał się jednak zupełnie nieistotny, bo Steffenowi opadła szczęka.
-Nie ma? - nic z tego nie rozumiał i jego zdziwiony wyraz twarzy wskazywał na to, że ewidentnie nie spodziewał się takiego obrotu sprawy. Nie wydawał się jednak zły, tylko po prostu...oszołomiony. Isabella była taką zaskakującą i nieprzewidywalną kobietą - a to dopiero ich drugie spotkanie!
Zmarszczył lekko brwi, a lekkie rozczarowanie (nie będzie mógł wykazać się przed dziewczyną) mieszało się w nim z poczuciem ulgi (nie zbłaźni się przed dziewczyną). W końcu dotarł do niego sens słów szlachcianki i spojrzał jej prosto w oczy z ogromnym zdziwnieniem, ale tym razem miłym zdziwieniem. Na jego twarzy powoli pojawiał się szeroki uśmiech, którego nie potrafił pohamować. Chciała spędzić więcej czasu z...nim? Chciałby żyć w świecie, w którym dziewczyna potrafi po prostu zaprosić chłopaka na herbatę (może dlatego, że jego samego onieśmielało takie zadanie), ale niestety czasami zupełnie nie rozumiał kobiet i każda miała tendencję do komplikowania wszystkiego. Faktycznie, wymyślenie sobie klątwy było nieco dziwne, ale wziął poprawkę na to, że jako szlachcianka Isabella może mieć jeszcze dziwniejsze pomysły niż panny z gminu, które udawały, że upuszczają torebkę jak chciały na siebie zwrócić czyjąś uwagę.
-Ojej. - wyrwało mu się elokwentnie. -Znaczy...nie no, nie płać mi za klątwę, której nie zdejmę, bo nie istnie...no, mniejsza o to! Um..bardzo mi miło, że mnie tu zaprosiłaś i w ogóle! - będzie pił herbatę z lady Selwyn!!! Wydawał się równie onieśmielony jak ona, ale zarazem wyraźnie ucieszony.
Dopiero po chwili dotarło do niego, że ona też jest zdenerwowana, ale nie wiedział zupełnie jak ją uspokoić! Nie mógł w takich sytuacjach znieść ciszy, więc dodał pośpiesznie:
-Bardzo tu ładnie i miło zobaczyć twoją oranżerię, a w ogóle to najbardziej się cieszę, że to zaklęcie minęło i masz się dobrze! - bo czytał kiedyś o zaklęciu antyalkoholowym, które zadziałało źle i uwięziło kogoś w ciele starca na dwa tygodnie, ale nie miał serca nastraszyć Isabelli tym faktem. Po prostu po powrocie do domu zastanawiał się (nieco za długo), czy uda się jej szybko pozbyć skutków pechowej "klątwy".


intellectual, journalist
little spy

Steffen Cattermole
Zawód : specjalista od klątw i zabezpieczeń w Gringottcie, po godzinach reporter dla "Czarownicy"
Wiek : 22/23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Żonaty
I like to go to places uninvited
OPCM : 33
UROKI : 6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 36
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6/68
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7358-steffen-cattermole https://www.morsmordre.net/t7438-szczury-nie-potrzebuja-sow#203253 https://www.morsmordre.net/t7411-xoxo-gossip-boy https://www.morsmordre.net/f127-dolina-godryka-szczurza-jama https://www.morsmordre.net/t7471-skrytka-bankowa-nr-1777 https://www.morsmordre.net/t7439-steffen-cattermole?highlight=steffen
Re: Hol wejściowy [odnośnik]28.05.19 17:08
Pod żadnym pozorem Steffen nie zasługiwał na to, aby paść ofiarą nieudolnej, szczeniackiej intrygi Isabelli. Wszystko, co do tej pory zrobiła, powinno się spotkać z jego wyraźną naganą. Liczyła, że się obrazi, że o wszystkim powie ojcu, albo po prostu wyzwie ją od głupiej, rozpieszczonej księżniczki i pośle w diabły. Ufała w szlachetność jego osoby i podświadomie wiedziała, że nie mógłby tak postąpić – jeśli tamte długie rozmowy na Pokątnej z jego strony nie były żadną grą. Ona wychowała się na dworze pełnym gry, żywego, czystego teatru i perswazji. Może była już tym tak mocno przesiąknięta, że nawet nie zdawała sobie sprawy z tego, że niczym nie różni się od pozostałych. Świat arystokracji był zepsuty, ale o tym nikt głośno nie mówił. Łatwiej było ubrać ładny strój i uśmiechać się z porażającą pewnością siebie. Czy teraz zrobiła coś innego?  
- Ponieważ skłamałam, a Ty miałeś nadzieję, że… - urwała i popatrzyła na niego taka zasmucona. Jego głos nie wyrażał złości. Jego głos wciąż był pogody i łagodny, a jednak wiedziała i tak, że go zawiodła. Wszystko przez egoistyczną potrzebę zagarnięcia sobie choćby na chwilę jego drogiego jej towarzystwa. Jego normalność, serdeczność przyciągała ją, ale to przecież zakazane. Nie mieli prawa się znać, prawda? A co dopiero stać się przyjaciółmi. Otoczenie szlachetnych rodów nie zniosłoby czegoś takiego i raz dwa wyrzuciliby ją na próg. Mimo miłości. Teraz niczego już nie można było cofnąć, bo Steffen tutaj stał przy niej. – Wszyscy myślą, że jest. Inaczej nigdy nie mógłbyś tu wejść – powiedziała na głos ponurą prawdę, o której obydwoje dobrze wiedzieli. Tak właśnie wyglądała ta rzeczywistość, do której w młodzieńczym kaprysie tak ufnie go zaprosiła. Naprawdę powinien uciec po tym, jak go właśnie potraktowała. Gryzła się w język przez swoją niegodną kobiety śmiałość i pogwałcenie każdego najmniejszego wersetu etykiety. Drżały jej strasznie dłonie i w tym stresie poczuła chłód. Wpatrywała się z opuszczoną głową w swoje splecione dłonie. Gdy mówił, wydawało jej się, że wcale tak nie myśli. Ludzie rzadko kiedy mówili prawdę, a jemu… jemu naprawdę ze wszystkich sił pragnęła ufać. Najgorsze było to, że chyba zabierała się od tego od złej strony.
- Przebyłeś długą drogę, na pewno jesteś zawiedziony – odezwała się wreszcie, wzburzając gęstą atmosferę stresu, jaka się między nimi zrodziła. Musiała wziąć się w garść. Przeskoczyć, tak jak zawsze, od jednej emocji do drugiej. Smutne pozowanie na rozżaloną panienkę na pewno nie było dla niego czymś przyjemnym. – Nie miałam prawa Cię tutaj sprowadzać i… Dziękuję. Za wszystko – powiedziała, uśmiechając się już nieco pogodniej, trochę pewniej. – Och, oranżeria. Tam ukryłam potencjalną przeklętą sadzonkę. Ale nie jest przeklęta. Po prostu lubi czasem przełknąć coś krwistego.  – Gdy opowiadała o roślinie, w jej oczach na nowo coś błysnęło. Jakby złe myśli rozpływały się.  – Jeśli chcesz, to Ci ją pokażę!– powiedziała energicznie, a chwilę później wszedł służący z herbatą dla najznakomitszego łamacza klątw. Wciąż zastanawiała się, w jakim stopniu Steffen zdaje sobie sprawę z tego, co faktycznie się tu właśnie dzieje. I jak bardzo ona to wszystko przeżyła. Jeśli istniał jakiś sposób, by przestać panikować, to było to skupienie uwagi na czymś innym i, w końcu, cieszenie się z obecności gościa.
- Ale zrozumiem też, jeśli postanowisz wrócić - dodała, kiedy służący wyszedł. Gorący napój przyjemnie pachniał w pięknych filiżankach.
Ona też chciała żyć w świecie, w którym mogła tak po prostu zaprosić chłopaka na herbatę. To nie był ten świat.
Isabella Cattermole
Zawód : Stażystka w lecznicy
Wiek : 22
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Zaręczona
Najmilszy sercu jest prawdziwy w nim pożar.
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 20
UZDRAWIANIE : 20
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica
Hol wejściowy A8172ec5839139146051f7b54e49c5d0
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7405-isabella-selwyn https://www.morsmordre.net/t7416-iskierka https://www.morsmordre.net/t7414-bardzo-nieprzykladna-lady#202782 https://www.morsmordre.net/f84-boreham-palac-beaulieu https://www.morsmordre.net/t7417-skrytka-bankowa-nr-1810#202799 https://www.morsmordre.net/t7415-isabella-selwyn
Re: Hol wejściowy [odnośnik]22.06.19 4:28
Świat arystokracji był od środka zepsuty, a z zewnątrz - piękny i intrygujący niczym sama Isabella. Właśnie dlatego Steffen oddawał się zupełnie niemęskiemu hobby, jakim było przeglądanie rubryk towarzyskich "Czarownicy" - ale na jego usprawiedliwienie, zaraziła go tym mama, zostawiając mugolskie plotkarskie gazety w toalecie. A niedawno sam zaczął pisywać do gazety i zjadała go od środka świadomość, że oto widzi pałac niedostępny dla zwykłych śmiertelników i że nie może przedłożyć poczytności nad ludzką przyzwoitość. Isabella zaprosiła go tutaj w zaufaniu, więc był jej winien dyskrecję - a poza tym pisząc o Beaulieu, straciłby swoją anonimowość. W końcu nie wpuszczano tu pewnie zbyt wielu obcych. Po raz pierwszy znalazł się jako człowiek w miejscu, do którego nie wcisnąłby się nawet jako szczur i było to zupełnie nowe przeżycie! Przygryzł lekko wargę na słowa Isabelli - od początku doskonale przecież wiedział, że nie powinno go tu być. Pomimo wrodzonej pychy (miał się za prawdziwy talent w łamaniu klątw) zastanawiał się nawet, czy wszyscy starsi łamacze klątw byli zajęci.
-Uhm, ehm, no tak, zastanawiałem się czy...nie macie jakiegoś rodowego łamacza klątw, ale...brak klątwy wszystko tłumaczy. - przyznał nieporadnie, a pod koniec zdania roześmiał się nagle. -Wybacz, Isabello, to niezręczna sytuacja, ale prawdę mówiąc to jest dość zabawne. Czemu zawsze spotykamy się w niezręcznych, ale zabawnych sytuacjach? - zastanowił się na głos, mając nadzieję, że nie będzie mu miała za złe szczerości.
-W każdym razie chętnie wypiję herbatę...i zobaczę sadzonkę... i w ogóle! - zaproponował, widząc zmieszanie i dziwny entuzjazm (odnośnie rośliny) lady Selwyn i zupełnie nie wiedząc, jak powinien wybrnąć z tej sytuacji z klasą i jak uspokoić młodą panienkę. Chyba zostać, prawda? Bardzo chciałby zostać i poznać bliżej Isabellę, ale było w tym coś niewłaściwego, ale trudno! Miała taki ładny uśmiech i tak smutno wyglądała jak się stresowała, więc bardzo próbował załagodzić sytuację:
-I to wcale nie taka długa podróż, Beaulieu jest bliżej Londynu niż inne...szlacheckie rezydencje, chociaż nigdy nie byłem w innych rezydencjach, więc w sumie nie wiem, ale na mapie bliżej! - zapewił, o mało nie zdradzając swojego niezdrowego zainteresowania szlacheckimi rezydencjami. Kiedyś zastanawiał się długo, w której najbezpieczniej jest szczurom, ale ostatecznie porzucił tamten pomysł jako zbyt ryzykowny.
-Czyli interesujesz się roślinami? - desperacko spróbował zmienić temat aby oderwać myśli Isabelli od niezręcznej sytuacji i rozwiać własne rozterki odnośnie tego, czy powinien się pożegnać i wyjść. Pewnie powinien, ale miał dwadzieścia jeden lat i rzadko robił to, co powinien.


intellectual, journalist
little spy

Steffen Cattermole
Zawód : specjalista od klątw i zabezpieczeń w Gringottcie, po godzinach reporter dla "Czarownicy"
Wiek : 22/23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Żonaty
I like to go to places uninvited
OPCM : 33
UROKI : 6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 36
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6/68
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7358-steffen-cattermole https://www.morsmordre.net/t7438-szczury-nie-potrzebuja-sow#203253 https://www.morsmordre.net/t7411-xoxo-gossip-boy https://www.morsmordre.net/f127-dolina-godryka-szczurza-jama https://www.morsmordre.net/t7471-skrytka-bankowa-nr-1777 https://www.morsmordre.net/t7439-steffen-cattermole?highlight=steffen
Re: Hol wejściowy [odnośnik]22.06.19 12:16
- Tak właściwie to… masz racje. To przedziwna, zabawna sytuacja – stwierdziła, obdarowując znów swojego gościa wdzięcznym uśmiechem. Mogłaby dodać jeszcze, że przecież jej jako damie nie przystoi doświadczać przygód takich jak ta (a sytuacje ze Steffenem chyba najprościej właśnie tak nazwać). Niemniej sama była przecież ich inicjatorką. Wtedy może nie tak świadomie jak teraz. Już sama nie była pewna, co jest bardziej krępujące. W duchu nie czuła się aż tak zażenowana swoimi występkami. Cieszyła się z tego ekscytującego doświadczenia. Nie chciałaby jednak robić z chłopaka marionetki dla swoich arystokratycznych kaprysów. Po prostu towarzystwo kogoś, kto nie ociekał szlachetnością i nie był wykształtowany przez pokrzywione formy tradycji, wydawało jej się pięknym snem, orzeźwiającym i pozwalającym na złapanie oddechu. Pełnego, głębokiego oddechu, którego nie ściskałby wytworny gorset.
Paradoksalność i niezręczność ich spotkania nie była więc taka zła. Przy Steffenie nie czuła się jak lalka. Była Bellcią i mogła się śmiać, mogła nawet zrobić coś głupiego, a sir Cattermole nie był zgorszony. Przyjmował to naturalnie, jakby nie robili niczego złego. Bo nie robili, prawda? Ciekawe, co by na to wszystko powiedział Alexander. Czy byłby dumny z Belli, widząc, jakie zawierała znajomości i że nie zatraciła się całkiem w nowej ideologii rodowej? Czy może odradzałby jej takie nietypowe i nieprzyzwoite spotkania? Biedny Alex, gdzieś tam pewnie jest osamotniony, a ona ze swoimi marzeniami nurkuje w ozłoconych komnatach.
Nigdy nie dziwiła się ludziom pomieszkującym na szarych uliczkach lodyńskich. Nie dziwiła się, że ciekawił ich świat okropnie bogatych, pięknych i władających rodzin. Kreowali tradycje, dyktowali modę, przewodzili w sztukach i sprawowali kontrolę nad polityką magicznych. Stanowili pewną elitę – jednocześnie intrygującą i niebezpieczną. Gdyby sama znalazła się po drugiej stronie lustra, to pewnie z wypiekami na twarzy czytałaby o skandalach na pięknych dworach. Szkoda tylko, że nigdy nikt nie próbował pokazać tego świata od środka. Od tej parszywej, naznaczonej wyrzeczeniami i przymusami strony. Taki los dotyczył szczególnie kobiet o najszlachetniejszej krwi. Dotyczył Belli, ale Steffen nie musiał o tym wiedzieć. Wciąż jednak było tak, że żyła w pięknie i dobrobycie, a więc spotykało ją mnóstwo cudowności. Medal miał dwie strony.
- Proszę, spróbuj – powiedziała, lekko przysuwając filiżankę w jego stronę. Chyba napięcie rozdmuchało się i zniknęło. Isabella rozpogodziła się, a rozkoszny zapach herbaty rozpływał się wokół nich. – Białe kwiaty – wyjaśniła, mając na myśli smak herbaty. – To moja ulubiona. Częstuj się, Steffenie. Cieszę się, że możemy porozmawiać – mówiła już mniej historycznie. Znów chyba była damą. Wszystko byłoby normalnie, gdyby nie obecność tego gościa.  Niemniej teraz mogli się napić i zjeść kilka przepysznych ciasteczek. Isabella, podróżując po salonach w całym kraju, podkradała przepisy swoim przyjaciółkom.
- To prawda, nie jest aż tak daleko. Może właśnie dlatego łatwiej mi jest przekonać ojca, aby pozwolił mi jechać do Londynu. Uwielbiam wielkie miasta – powiedziała radośnie i uniosła do ust filiżankę z herbatą. Maleńki łyczek,  ale już czuła ten delikatny posmak. Idealna. – Czy całe życie spędziłeś w Londynie? – zapytała zaciekawiona, wyobrażając sobie, jakby to było, gdyby sama mogła każdego ranka budzić się i spacerować wzdłuż Tamizy. Chyba szybko wyczyściłaby sakiewki, mając tyle sklepów na wyciągnięcie ręki. Czy byłaby wtedy Selwynem? Chyba nie.
Oboje mieli po dwadzieścia jeden lat. Oboje też zdecydowanie nie robili tego, co powinni. Jednak największy stres minął. Teraz musieli tylko uważać na rodzinę Belli. Wierzyła jednak, że Balbina ostrzeże ją w razie czego.
- Zgadza się – odpowiedziała na jego pytanie. – Tak właściwie to najbardziej leczeniem, szczególnie z ich wykorzystaniem. Kiedy tylko mogę, uczę się, chociaż nigdy nie będę prawdziwym uzdrowicielem – mówiła, starając się, aby nie zabrzmiało to jakoś smutno. Prawda jednak nie była tak kolorowa, jak mogłaby tego pragnąc. – A Ty jesteś łamaczem klątw. I kim jeszcze jesteś, Steffanie Cattermole? – dopytała dość intrygująco, licząc na to, że w ten sposób pozna jakąś jego pasję.
Isabella Cattermole
Zawód : Stażystka w lecznicy
Wiek : 22
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Zaręczona
Najmilszy sercu jest prawdziwy w nim pożar.
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 20
UZDRAWIANIE : 20
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica
Hol wejściowy A8172ec5839139146051f7b54e49c5d0
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7405-isabella-selwyn https://www.morsmordre.net/t7416-iskierka https://www.morsmordre.net/t7414-bardzo-nieprzykladna-lady#202782 https://www.morsmordre.net/f84-boreham-palac-beaulieu https://www.morsmordre.net/t7417-skrytka-bankowa-nr-1810#202799 https://www.morsmordre.net/t7415-isabella-selwyn
Re: Hol wejściowy [odnośnik]27.06.19 12:58
Rozpłynął się nieco pod wpływem jej uśmiechu i był zbyt młody i ufny, aby czuć się marionetką. Pomimo świadomości sytuacji politycznej i niedawnego włączenia się w działania Zakonu Feniksa, Steffen wciąż zakładał o ludziach wszystko, co najlepsze, jeśli poczuł do nich sympatię. Wręcz przeciwnie, częściej obwiniał sam siebie: o trzymanie sekretów, które uwielbiał zarówno zbierać, jak i mieć. Może większe zaangażowanie w sprawy Zakonu nauczy go bardziej praktycznej podejrzliwości (i może byłby ostrożniejszy gdyby rozmawiał z jakąś panną Rosier albo Avery, ale przecież Selwynowie byli do października w porządku!), ale na razie wciąż był w głębi serca dużym dzieciakiem. A zgodnie z metryką, dorodnym młodzieńcem, któremu podobają się sympatyczne blondynki.
-Użyłbym raczej słowa niezwykła. - doprecyzował, myśląc raczej o Isabelli niż o sytuacji. Bella nie była ani dziwna ani zabawna, ale różniła się całkowicie zarówno od wszystkich dziewcząt jakie poznawał (nie kolegował się w końcu z żadnymi lady), jak i od jego wyobrażenia na temat arystokratek. No i animuszu dodawało mu, że zagadał do niej całkowicie sam i przez kilka krótkich chwil mógł poczuć się bohaterem - nie robiącym co prawda nic praktycznego, ale dzielnie wymądrzającym się na temat bariery wieku, a dzisiaj gotowym do wymądrzania się na temat nieistniejącej klątwy.
-Dziękuję. Ja też się cieszę. - nie wiedział nic o herbatach, ale skoro ta smakowała Isabelli, to jasne, że się cieszył. Nigdy nie pił z takiej pięknej porcelany, więc bardziej skupiał się na walorach estetycznych oraz praktycznych (obytegoniestłukł, obytegoniestłukł) niż smakowych, ale doznanie i tak pozostanie mu w pamięci!
-Wielkie miasta są najlepsze! Zawsze jest co robić i jest pełno potańcówek każdego dnia... - skomentował gorliwie, zapominając, że Bella pewnie nie wie, co to jest rockandrollowa potańcówka. -Umm...nie, przeprowadziłem się tu po skończeniu Hogwartu, jak dostałem się na staż w Ministerstwie. - dodał już z mniejszym entuzjazmem, albowiem... -Pochodzę z Farlingham. - przyznał. Nazwa miejscowości nie mówiła nic nikomu, więc dodał jeszcze bezradnie: -W Suffolk. Ale mieszkam w Londynie już tyle czasu, że właściwie niedługo będę Londyńczykiem! - przyjezdnym, ale zawsze. Szkoda tylko, że mama mieszkała tak daleko i musiała wysyłać mu jedzenie w słoikach ("bo się nie zepsuje" - mama Cattermole miała takie różne dziwactwa, bo jako mugolka nie umiała zaczarować jedzenia).
-A ty, całe życie spędziłaś w tym pałacu? - zapytał zachwycony, bo nie dotarło jeszcze do niego, że po ponad dwudziestu latach te stiuki i złocenia mogą przestać zachwycać.
-Jeśli kogoś wyleczyłaś to przecież jesteś uzdrowicielem! - zapewnił poczciwie, no bo to nie jakiś papierek z kursu, a umiejętności czynią człowieka. On przecież nie miał papierka na to, że jest animagiem, a był animagiem! I Gringott nie przyjął go do pracy, ale tłumaczył sobie, że nadal jest przecież świetnym łamaczem klątw, a gobliny są głupie. Pewnie za kilka lat spróbuje znowu.
-Używasz roślin do eliksirów leczniczych? - chociaż zupełnie nie znał się ani na roślinach, ani na eliksirach, ani na leczeniu, to chciał podtrzymać rozmowę. Isabella najwyraźniej też, bo zadała mu pytanie... na które nie mógł szczerze odpowiedzieć. Kim był? Animagiem, sojusznikiem Zakonu Feniksa, reporterem "Czarownicy" i łamaczem klątw. Isabella wiedziała tylko to ostatnie, kolejne dwie informacje naraziłyby go na niebezpieczeństwo albo Azkaban, a jedna na śmieszność. Poza tym nie chciał tracić swojej przykrywki jako dziennikarza, pomimo całej sympatii dla Belli. Zawahał się więc, choć tylko na moment. Przynajmniej umiał dużo mówić.
-Och, no głównie łamaczem klątw, wiem, że jeszcze jestem młody, ale robię już w Ministerstwie dużo poważnych rzeczy i potem będę się starał o pracę w Gringottcie! - rozgadał się, taktycznie pomijając fakt, że już raz go nie przyjęli. -A tak to...byłym Gryfonem, fanem Quidditcha, fanem tańca! I umiem gotować! - pochwalił się różnymi losowymi faktami, bo nigdy nie wiadomo, co konkretnie może zaimponować dziewczynie. -A ty, co jeszcze lubisz oprócz roślin i...latania na miotle? - zniżył konspiracyjnie głos, bo skoro latała w Hogwarcie w środku nocy, to przecież nie ukrywała się chyba bez powodu.


intellectual, journalist
little spy

Steffen Cattermole
Zawód : specjalista od klątw i zabezpieczeń w Gringottcie, po godzinach reporter dla "Czarownicy"
Wiek : 22/23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Żonaty
I like to go to places uninvited
OPCM : 33
UROKI : 6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 36
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6/68
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7358-steffen-cattermole https://www.morsmordre.net/t7438-szczury-nie-potrzebuja-sow#203253 https://www.morsmordre.net/t7411-xoxo-gossip-boy https://www.morsmordre.net/f127-dolina-godryka-szczurza-jama https://www.morsmordre.net/t7471-skrytka-bankowa-nr-1777 https://www.morsmordre.net/t7439-steffen-cattermole?highlight=steffen
Re: Hol wejściowy [odnośnik]27.06.19 22:13
To ich łączyło. Obydwoje ufali ludziom, choć zdrowy rozsądek nakazywał zatrzymać się i zastanowić nad tym głębiej. Isabella nie powinna wpuszczać do domu człowieka o wątpliwym statusie krwi, który nie miał nic wspólnego z arystokracją. Nie powinna chcieć się zaprzyjaźnić z nim, bo przez to krzywdziła nie tylko siebie, ale i jego. Nie powinna robić wielu rzeczy, ale dzisiaj się nie powstrzymała wyjątkowo. Steffen odważył się przyjść pod dach własnego wroga. Selywnowie nie sprzyjali już ludziom o wątpliwym pochodzeniu. Isabella miała wkrótce się tego nauczyć, takim myśleniem bez reszty przesiąknąć. Zlot minął, szlachta pofrunęła w swoje dwadzieścia siedem stron świata i życie znów płynęło dalej. Wydawało się Isie, że nie robiła niczego złego. Ta myśl jednak była zbyt śmiała i nowoczesna – wkradająca się do jej umysłu w najmniejszym już skrawku była hańbą. A jednak Steffen roztaczał wokół siebie aurę, której ulegała z zadziwiającą łatwością.
Liczyła tylko, że za ozdobną filiżanką zdołała skryć rozkwitające na jej policzkach rumieńce. Schlebiał jej. Przynajmniej wydawało jej się, że odnosił się do niej, choć nie była oswojona z takimi komplementami. W zasadzie mógłby być synem jakiegoś wielkiego lorda i mogliby bez przeszkód ucinać sobie pogawędkę w towarzystwie przyzwoitki. Nie był jednak nim. Widziała to nie tylko w jego odzieniu, ale i w gestach. Mimo to nie poświęcała tym obserwacjom większej uwagi. Skupiała się na jego słowach i spojrzeniach. Przenigdy nie chciała bawić się jego towarzystwem. Po prostu go polubiła, choć świat zapewne z boku znalazłby milion uszczypliwych wytłumaczeń tego zadziwiającego spotkania.
- Potańcówek? Przenigdy nie byłam na potańcówce. Czy potańcówka to taki londyński bal? – zapytała szczerze zaciekawiona. Przynosił jej wiedzę o świecie, którego dotykała, ale nigdy w nim nie zamieszkała. To był ten świat poniżej, ten przyziemny i szarawy świat mugolskiej krwi, której miała wkrótce wyrzec się na wieki. Jednak życie tej społeczności budziło jej zainteresowanie. Mimo to chyba zbyt głośno nie powinna się z tym obnosić. Słuchała go, orientując się, że oto poznała całkiem zwyczajny fakt o jego życiu. Już nie był tylko chłopcem z Hogwartu. Już było coś, co o nim tak po prostu mogła powiedzieć.
- Tak, to mój dom. Życie w pałacu bywa przytłaczające. Dlatego powroty do Hogwartu zawsze były mi drogie – wyjaśniła, przywołując w pamięci te kilka wspomnień z tamtego okresu. Szkolne korytarze to czas, w którym zaczęła się kształtować jej osobowość i narodziły się pasje. – Jestem, ale nie takim prawdziwym. Jestem kobietą, niestety raczej nie wolno mi oddawać się takim zawodom – wyjaśniła otwarcie, mając nadzieję, że Steffen zrozumie, co takiego miała na myśli. – Mogę jedynie studiować księgi i leczyć moją rodzinę. Choć nie są zbyt ufni w tym względzie – powiedziała, siląc się na mały uśmiech. – Tak, mam swoją małą hodowlę w cieplarni nieopodal – odpowiedziała, nie tracąc pozytywnego, promiennego wyrazu twarzy. O tym mogłaby mówić długo, właściwie bez końca.
- Jesteś bardzo ambitny, Steffenie – pochwaliła go i znów sięgnęła po herbatkę. Wyznanie chłopaka wykazywało, że również pragnie on rozwoju i nie zatrzyma się na jakiejś nędznej posadzie. Dalsze słowa totalnie ją rozbawiły. – Gotować? – zapytała, lekko przekręcając głową. Wydawał się taki zaradny. Być może zauważył, jak właśnie utraciła dobrą minę i spochmurniała. Tym bardziej czuła, jak bardzo jest podła i jak go krzywdzi. Rozwijała znajomość, na którą jej świat nie pozwalał. Nie zasługiwał na to. – Nigdy niczego nie ugotowałam, to wydaje się takie skomplikowane… - wyznała, próbując rozproszyć niewygodę własnej myśli.
Po jego pytaniu wbiegła do pomieszczenia przestraszona Balbina, niemal ze łzami w oczach. Isabella popatrzyła na nią zaniepokojeniem. Potem aż sama wstała i wzięła głęboki wdech. Ojciec. W dodatku coś było nie tak. Przez chwilę miała otwarte usta, jakby próbowała coś powiedzieć, ale nie mogła. – Steffenie, bardzo Cię przepraszam, ale musisz natychmiast uciekać. Albo.. bo ja… - zaczęła się plątać. – Chodź ze mną – powiedziała i pociągnęła go za rękę przez jedno, drugie, trzecie i dziesiąte pomieszczenie. Właściwie to biegli. Serce waliło jej jak oszalałe. W którymś ciemniejszym korytarzyku stuknęła w stopę portret starego Selwyna, a obraz otworzył się jak zaklęte drzwiczki. Popatrzyła na Steffena. – To tajemne przejście. Tędy najbezpieczniej wydostaniesz się z pałacu. Dziękuję, że mnie odwiedziłeś. To było dla mnie niezwykłe spotkanie. Cieszę się, że Cię znam, ale… nie mogą Cię tutaj zastać, przepraszam – mówiła w panice i chyba dopiero teraz puściła jego dłoń. Popatrzyła na niego wybitnie smutnymi oczami. Tak należało postąpić. Nie, nie była wolna, ale on był. I ostatnie, czego pragnęła, to utracona przez nią wolność Steffena.

[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Isabella Selwyn dnia 05.07.19 11:25, w całości zmieniany 2 razy
Isabella Cattermole
Zawód : Stażystka w lecznicy
Wiek : 22
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Zaręczona
Najmilszy sercu jest prawdziwy w nim pożar.
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 20
UZDRAWIANIE : 20
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica
Hol wejściowy A8172ec5839139146051f7b54e49c5d0
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7405-isabella-selwyn https://www.morsmordre.net/t7416-iskierka https://www.morsmordre.net/t7414-bardzo-nieprzykladna-lady#202782 https://www.morsmordre.net/f84-boreham-palac-beaulieu https://www.morsmordre.net/t7417-skrytka-bankowa-nr-1810#202799 https://www.morsmordre.net/t7415-isabella-selwyn
Re: Hol wejściowy [odnośnik]28.06.19 1:06
Nigdy nie sądził, że roztacza wokół siebie jakąś aurę. Wręcz przeciwnie, był najnormalniejszym chłopakiem, a przynajmniej tak mu się wydawało. Wychowanie w prostym domu, z bratem geniuszem, nauczyło go samokrytyki i chociaż był zdolny, to nigdy nie uważał się za przesadnie zdolnego. Myślał o sobie raczej skromnie i tylko on sam wiedział, że wygadanie wynika z nieśmiałości. Zawsze otaczał się przystojniejszymi lub mniej niezradnymi kolegami, więc nie miał również doświadczenia ani w podobaniu się dziewczynom ani we flirtowaniu z nimi. Dlatego rumieńce i nastrój Isabelli były dla niego miłym zaskoczeniem, interpretował je dość naiwnie i sądził, że to właśnie dziewczyna jest czarująca. Taka normalna i nieśmiała i serdeczna i dowcipna i speszona, że aż chciałby wywołać uśmiech na jej twarzy i sprawić, żeby przestała się niepokoić!
-Nigdy nie byłem na balu, ale na potańcówkach tańczy się do takiej szybkiej, dynamicznej muzyki i można się wspaniale pobawić! - wyjaśnił. -Chociaż... nie wiem, czy dobrze to wyjaśniam, potańcówki trzeba zobaczyć żeby je zrozumieć... - przyznał ze skruchą.
-Och, ale uzdrowicielstwo to nie tylko zawód, to pasja i misja i pomaganie ludziom! Jeśli komuś pomagasz to jesteś uzdrowicielką i tyle. - uśmiechnął się szeroko, zdziwiony jej wątpliwościami. Mile zaskoczyło go, że zajmowała się nie tylko byciem szlachcianką i lataniem po kryjomu na miotle, ale też uzdrawianiem i hodowlą... Była taka ambitna i wszechstronna i normalna! Zupełnie przeczyła jego wyobrażeniu o pięknych damach, choć przecież była piękną damą. Miał już zaproponować, aby poszli zobaczyć hodowlę, ale Isabella zmieniła temat i schlebiła jego ambicji.
-Nic się nie martw, gotowanie jest łatwe, można się nauczyć w try miga! - zapewnił. Chciał opowiedzieć jej o tym więcej i jeszcze obejrzeć jej rośliny i jeszcze spytać jak wyglądają szlacheckie bale, ale... nie zdążył. Jeśli Balbina i Isabella były zdezorientowane, to on pięć razy bardziej niż one. Zrozumiał tylko, że ojciec Isabelli tu idzie, zobaczył, że wyglądają na zmartwione, a potem ani się obejrzał i już biegł z Isabellą korytarzem aż do utraty tchu. I wzięła go za rękę! Z wrażenia i pośpiechu aż nie zdążył powiedzieć jej, że nie musi się kłopotać, że może sam zniknąć. Oczywiście nie zdradziłby jej swojego sekretu, ale mógł udać, że ma pelerynę niewidkę, czy coś. Ale nie zdążył nawet pomyśleć o planie, bo Isabella wiedziała lepiej i oto zamknęły się za nimi drzwi obrazu, oto stali zupełnie sami w ciemnym korytarzyku, oto nadeszła pora przedwczesnego pożegnania. To było najdziwniejsze i najbardziej zaskakujące spotkanie zawodowe w życiu Steffena, ale właściwie to nie było przecież spotkanie zawodowe, tylko spotkanie z piękną dziewczyną, która zaprosiła go tutaj nie wiadomo dlaczego i patrzyła na niego skruszona, wielkimi smutnymi oczyma. W ciemności widział tylko nieco szkliste, wielkie oczy Isabelli i jej złote włosy i słyszał żal w jej głosie i był zupełnie skołowany. Nie wiedział czego oczekiwała po tej wizycie, ani dlaczego jest taka smutna, ani jak mógł ją pocieszyć, ani czy jeszcze kiedykolwiek się spotkają. Nie przyszedł tutaj incognito, więc lord Selwyn pewnie poznał jego personalia i może trafi na czarną listę, czy coś?
-Isabelle, nie martw się... rozumiem. - zapewnił łagodnie, chociaż nic nie rozumiał. Rozumiał tylko, że musi się stąd wynosić i że to nie jej wina. Ani nie jego wina, tylko tych głupich podziałów na lepszych i gorszych. Podziałów, o których myślał, że krzywdziły tylko mugolaków i mugoli, ale które więziły też śliczną i niezwykłą dziewczynę w jej własnym domu. Nie mogła stąd wyjść sama, nie mogła spotykać się z ludźmi, których darzyła sympatią, ludźmi, którym... na niej zależało, nie mogła nawet być uzdrowicielką! W takich chwilach poczucia niesprawiedliwości cieszył się, że dowiedział się o Zakonie Feniksa, który dawał nadzieję, że ten świat stanie się kiedyś lepszy. Kiedyś. A na razie przepełniały go żal i gniew i dezorientacja i dziwna ekscytacja smutkiem Isabelli, i świadomość, że przez tą krótką, ostatnią chwilę są zupełnie sami. Więc zanim zdążył pomyśleć, nachylił się i objął ją tak, jak przytuliłby na pożegnanie dobrą przyjaciółkę. A raczej chciał, bo Isabella nie była przecież dobrą przyjaciółką, więc nagle, zupełnie nie wiedział jak, bo przecież nie myślał, złożył na jej ustach krótki, czuły i tęskny pocałunek.
Dopiero w domu zacznie się martwić tym, czy Isabella się martwi i czy wzięła go za natrętnego podrywacza i czy wszystko zrujnował i co w ogóle się stało! Teraz skupił się tylko na zaskakującej i zaskakująco pięknej chwili, by po sekundzie cofnąć się z zawstydzeniem. Na szczęście w ciemności Bella nie widziała rumieńca wstydu i winy na jego policzkach, a on nie widział jej miny, bo przecież teraz już na pewno musiał stąd uciekać.
-Ja... - powinien przeprosić, ale jakoś nie chciał. Jeśli już, to mógłby przeprosić za swój kunszt i za to, że pocałunek był tak krótki. I jeszcze za to, że to pewnie skandaliniedopomyślenia dla Isabelli, ale docierało to do niego tylko w teorii - zacznie martwić się później. -Nie wpadnij w kłopoty! - poprosił błagalnie i puścił się biegiem za róg.
Gdy tylko zniknął za zakrętem i z pola widzenia Isabelli, już go nie było. Kanałami do Londynu wracał tylko szczur, który zbrukał swoją obecnością ten pałac.

/zt charming



intellectual, journalist
little spy

Steffen Cattermole
Zawód : specjalista od klątw i zabezpieczeń w Gringottcie, po godzinach reporter dla "Czarownicy"
Wiek : 22/23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Żonaty
I like to go to places uninvited
OPCM : 33
UROKI : 6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 36
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6/68
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7358-steffen-cattermole https://www.morsmordre.net/t7438-szczury-nie-potrzebuja-sow#203253 https://www.morsmordre.net/t7411-xoxo-gossip-boy https://www.morsmordre.net/f127-dolina-godryka-szczurza-jama https://www.morsmordre.net/t7471-skrytka-bankowa-nr-1777 https://www.morsmordre.net/t7439-steffen-cattermole?highlight=steffen
Re: Hol wejściowy [odnośnik]05.07.19 11:15
Brakowało jej słów, ale nie brakowało emocji. Steffen stał przed nią, kiwał głową, wydawał się mieć o wiele więcej ciepłych myśli niż ona. Rozumiał, czuła, że rozumiał. Od pierwszego spotkania wiedziała, że mógł pojąć o wiele więcej, niż jej się wydawało. Pokiwała smutno głową, popatrzyła nieporadnie w górę na ciemne sklepienie tunelu. Chyba szukała tam chwilowego ukojenia dla tych przestraszonych, teraz tak nieznośnie nieporadnych oczu. Nie znajdowała właściwych słów i było jej przykro, że wciągnęła tego dobrego chłopaka w tak egoistyczną intrygę. Po prostu… po prostu nigdy dotąd nie miała takiego przyjaciela. Tak, właśnie tak go w myśli nazwała. Lubił ją nie dlatego, że pochodzili z tej samej grupy społecznej i tak wypadało. Lubił ją nie dlatego, że była bogata i posiadała urodę wielce szlachetną. Całą sobą czuła, że polubił ją jako ją. Chociaż nie mogła mieć pewności, bo równie dobrze mógł być podłym, kłamliwym cwaniaczkiem, ale dla tej teorii nie odnajdywała najmniejszego poparcia w swej myśli. Okazywał wyrozumiałość, na jaką nie zasługiwała. Właściwie to przyprowadziła go tutaj dla własnej potrzeby, bez konkretnego planu i bez czegokolwiek, co mogłaby mu zaoferować. Obiecała pracę, a dostał jedynie herbatkę, której dopić nawet nie zdążył, bo zaraz szybko ciągnęła go do tajemnych przejść i kazała podążyć drogą intruzów Dla niej jednak Steffen Cattermole ani przez chwilę nie był intruzem. Jego szczerość i taka zaskakująca normalność sprawiły, że otoczyła go sympatią. W dodatku potrafił ja rozbawić i nie pływał w sztucznych konwenansach. To inność, to intrygujące zadziwienie, którego nigdy nie powinna była doświadczyć. A jednak…
Okradł ją z własnego przestraszonego oddechu. Dotyk czułych ust sparaliżował ciało, ale chyba głębiej duszę młodej szlachcianki. Nie rozumiała. Nie pojmowała tego, co właśnie się dokonało. Otulał ją przedziwnie parzącym dotykiem swych ramion, wkrótce później odważył się na gest wyjątkowo nieprzyjacielski. Może dlatego wydawało jej się, że traci oddech, może dlatego tak nerwowo napięła wszystkie mięśnie. Szok i szczypta nieprzyzwoitego szaleństwa – pierwsza plątanina odczuć. W tej drugiej był lęk i niezrozumienie. Nie mógł i nie powinien tego robić… Czy to oznaczało, że lubił ją tak jak lord damę swego serca? Świat złotych głów mógłby teraz spojrzeć na nich z odrazą, mógłby stwierdzić, że ten parszywiec plugawi nieskalane usta damy. Bella jednak nie była jeszcze zdolna, by to analizować, nie umiała w pełni pojąć, co to oznaczało, ale nigdy dotąd nikt jej nie pocałował. Pieszczota warg miała być czymś, co podaruje jej któregoś dnia lord mąż. Pan Cattermole nim nie był, a przesycona wieloletnią tradycją rzeczywistość nigdy nie pozwoli, aby chłopiec z ponurego światka otulał swoimi ramionami Isabellę Selwyn. Nie byli sobie przeznaczeni. Nie miała prawa czuć wobec niego nic poza odrazą. Nie miała prawa godzić się na to, co właśnie się dokonało.
Milczała, wpatrując się w Steffena z błyszczącymi oczami. Czuła, że mrowią ją usta. Pamiętały jego dotyk. Nie wpadnij w kłopoty.. Tylko że to Steffen Cattermole był jej największym kłopotem. Przez dwadzieścia jeden lat żaden mężczyzna nie odważył się zbliżyć do niej tak blisko. Nie mogli. Wiedział o tym. Pragnęła mieć w nim przyjaciela. Chociaż miewała dużo odważnych, nietuzinkowych wizji, to jednak ta, którą odsłonił przed nią on, nigdy nie powinna przez jej głowę przemknąć. Czy jego pocałunek oznaczał, że nie chciał mieć w niej przyjaciółki? Czy kiedykolwiek jeszcze się spotkają? Tak bardzo nie wiedziała, co powinna czuć i myśleć. Patrzyła, jak znikał w chłodnej ciemności. Nie był jej lordem. Więc kim był?


zt tears
Isabella Cattermole
Zawód : Stażystka w lecznicy
Wiek : 22
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Zaręczona
Najmilszy sercu jest prawdziwy w nim pożar.
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 20
UZDRAWIANIE : 20
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica
Hol wejściowy A8172ec5839139146051f7b54e49c5d0
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7405-isabella-selwyn https://www.morsmordre.net/t7416-iskierka https://www.morsmordre.net/t7414-bardzo-nieprzykladna-lady#202782 https://www.morsmordre.net/f84-boreham-palac-beaulieu https://www.morsmordre.net/t7417-skrytka-bankowa-nr-1810#202799 https://www.morsmordre.net/t7415-isabella-selwyn
Re: Hol wejściowy [odnośnik]29.03.20 13:37
| 8 maja

Śmiertelna bladość była okrutną chorobą. Wendelina zmagała się z nią od czasów dziecięcych, jednak wciąż nie potrafiła przywyknąć do swojej słabości, którą wywoływało okropne, genetyczne schorzenie. Dlatego gdy końcem kwietnia pojawił się kolejny atak i nastrój lady Selwyn natychmiast się pogorszył. Starała się wprawdzie nie pozostawać bezczynna, studiować i uczyć się, choćby we własnym łóżku, jednak zmęczony umysł gorzej przyswajał wiedzę.
Nic więc dziwnego, że wieść o zdradzie kuzynki doprowadziła do jednodniowego pogorszenia jej stanu. Na całe szczęście, z pomocą uzdrowicieli i rodziny, udało jej się już wrócić do w miarę przyzwoitego stanu. Wciąż była blada i wychudzona bardziej niż zwykle – gołym okiem widać było, że Wendelina nie jest jeszcze w pełni sobą. Ale potrafiła już ustać o własnych siłach oraz skupiać się na alchemicznej pracy. Przynajmniej tyle…
Obarczona chorobą, nie miała jak osobiście doglądać tworzenia fajerwerków dla lorda Lestrange. Przekazywała członkom rodziny pomysły, tłumaczyła, jak niektóre z nich zrealizować. Wyjaśniała, czego oczekiwał stary już kawaler i oglądała efekty wieczorami, z balkonu w swoich komnatach. Do Francisa napisała wiadomość dopiero wtedy, gdy prace jej bliskich były faktycznie zadowalające.
Jednocześnie, wymieniając korespondencje z lordem, zauważyła, że mężczyzna chyba nie był tak wykształcony, na jakiego wyglądał. W jego listach wręcz roiło się od błędów. Lady Selwyn oczywiście nie miała zamiaru mu ich wytykać, ale cóż, to był ciekawy detal związany z jego osobą. Być może do niedawna korzystał tylko z usług skryby? Ale jeśli tak, dlaczego teraz z nich zrezygnował? Niepoprawne pisanie raczej nie było godne osoby o jego stanowisku. Nie musiał być literatą, ale jeśli nie potrafił postawić na kartce kilku poprawnie napisanych słów to naprawdę wystarczyłoby wynajęcie kogoś, kto pisałby za niego.
Czekała na lorda Francisa w holu wejściowym. Co prawda pokaz fajerwerków miał odbyć się na dworze, jednak nie wypadało nie zaprosić gościa najpierw do środka. Kto wie, czy nie zechce najpierw ogrzać się przy cieple kominka? Lady Selwyn stała wyprostowana, pewna, że mężczyzna już wkrótce przybędzie na miejsce. Odziana w długą suknię, czekała cierpliwie, aż drzwi do posiadłości się otworzą. Nie była z resztą sama. Jeden z domowych skrzatów czekał przy drzwiach, gotowy aby przyjąć ewentualne ubranie wierzchnie bądź pakunki od lorda Lestrange, a służka Wendy stała tuż za swoją panią. Jej spojrzenie było odrobinę zmartwione. Młoda kobieta była wyraźnie gotowa, aby w każdej chwili pomóc swojej pani. Wszak lady Selwyn wciąż była osłabiona. Nadmierny wysiłek mógł bez problemu sprawić, aby młoda dama osunęła się na ziemię.
Gdy potężne drzwi do posesji otwarły się przed gościem, Wendelina ruszyła w jego stronę powolnym, spokojnym krokiem.
Lordzie Francisie – odezwała się z szerokim uśmiechem na bladych ustach. – Witam w Pałacu Beaulieu – oznajmiła, kiwając głową i podając mężczyźnie odzianą w rękawiczkę dłoń.


Czy wiesz, że gdy fajerwerki wybuchają swoim jasnym blaskiem w powietrzu można wyczuć zapachkwiatu bzu?

Wendelina Selwyn
Zawód : tworzę gwiazdy, co nikną po chwili
Wiek : 24 lata
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Gdy Wasz świat spłonie, mój rozkwitnie pełnią swoich sił
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 38
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 9
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica
Chyba słyszę ognia trzask
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8170-wendelina-selwyn-budowa#234905 https://www.morsmordre.net/t8254-shaula#238605 https://www.morsmordre.net/t8252-wendelina-selwyn#238596 https://www.morsmordre.net/f84-boreham-palac-beaulieu https://www.morsmordre.net/t8256-skrytka-bankowa-nr-1956#238609 https://www.morsmordre.net/t8255-wendelina-selwyn#238606
Re: Hol wejściowy [odnośnik]29.03.20 14:24
W zeszłym roku dokładnie o tej porze byczyłem się we Włoszech i z rozbawieniem czytałem listy donoszące mi o wybuchu, anomaliach i całym tym bajzlu, który rozpoczął pierwszą z niewesołych majówek. Tamtą spędzam względnie spokojnie, nie skracam swoich wakacji i wyciskam z nich to, co najlepsze. Szwendam się po zapuszczonych ogródkach, odwiedzam lokalne winiarnie, wieczorami tańczę z nieznajomymi w przytulnych restauracyjkach, drzemię na polankach i kąpię się w zapomnianych jeziorkach ukrytych w laskach przed zachłannym wzrokiem turystów, którzy przyjeżdżają tu na chwilę. Gdy wracam oczywiście biorę zimny prysznic, bo anomalie tak śmieszne wcale nie są, a atmosfera naturalnie się zagęszcza. Tęsknię jednak za czasem sprzed roku, gdy mym największym zmartwieniem było to, czy moje aquamenti nie okaże się przypadkiem rictusemprą, teraz t o są błahostki. Każdy zamordowany mugol to dzień spokojnego życia mniej dla mnie. To pewnie tylko paranoja, ale czuję, jak sztywnieję i na swych własnych oczach pokrywam się szarą skorupą, a później warstwą mchu. Podobne koszmary śnię coraz częściej, ale nikomu się do nich nie przyznaję, bo trochę mi wstyd. Dorosły chłop, a trzęsie się jak osika przez zwykłe mary. Co z tego, że mogą (bo nie muszą) okazać się prorocze.
Początek maja mija pracowicie, angażuję się w duży projekt i parę mniejszych. Robota i przyjemność, tak zagłuszam wszystko inne, co może się odezwać. Przyzwoitość, sumienie? Pff, nie znam. Po tym, jak wpada do mnie Macnair i mam swój nowy gadżecik, spokojnie mogę odpłynąć na dłużej. Jeszcze go nie rozgryzłem, a jak na złość, mój grafik pęka w szwach od wizyt, spotkań i koniecznych rzeczy do zrobienia. Jak na przykład przytarganie tyłka do Boreham, czego, niestety, za atrakcję nie uważam. Przez parę dni palę się do tego projektu, ale entuzjazm jest słomiany i prędko zapominam o tym, jak jarałem się posiadaniem własnej kolekcji fajerwerków. Wymienione listowne uprzejmości z lady Selwyn troszkę podbudowują mnie do ogarnięcia się i wykazania zainteresowania, ale nie kryję, jest ciężko. Stawiam się jednak na miejscu punktualnie, ubrany w elegancką błękitną szatę haftowaną srebrnymi nićmi, a przed wyjściem matka aż całuje mnie w policzek. Ciekawe, co sobie myśli - ta kobieta zawsze była dla mnie zagadką, więc nieoczekiwana czułość zaskakuje podwójnie.
-Wspaniale cię widzieć, lady Selwyn - witam się grzecznie, wpierw się kłaniając. Trzy sekundy na rozpoznanie i już widzę, że niedawny skandal mocno zakołysał kobietą. Jest wyraźnie blada, ostre rysy są podkreślone bardziej niż zwykle przez podkrążone oczy - współczuję jej. Selwynowie przędą nie najlepiej, dużo się wśród nich zadziało i raczej nie pomoże to pannie na wydaniu. Delikatnie ujmuję podaną dłoń i chylę głowę do wystudiowanego pocałunku, mimo, że obleka ją rękawiczka.
-Podarunek z Wyspy Wight - mówię, wyciągając zza pazuchy niewielką kryształową fiolkę - to zamknięty głos syreny. Po otworzeniu przez kilka godzin będziesz mogła, pani słuchać najpiękniejszych arii naszych morskich kapłanek - opowiadam, przekazując buteleczkę służce, która po jej otrzymaniu natychmiast cofa się kilka kroków w tył.
-Od razu przejdziemy do pokazu, czy może przygotowałaś dla mnie lady jakieś niespodzianki? - żartuję, jak ognia unikając tematu Isabelli, wydziedziczenia tudzież słabej kondycji Wendeliny. Nie chcę jej denerwować, zwłaszcza, że sama doskonale wie, jak wygląda.


Tak, możesz zapalić znicz
Chociaż wiem, że już nic
Mnie nie czyni człowiekiem
Morgan Szalbierz
Zawód : staram się
Wiek : 32
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Kawaler
I Tend The Light
OPCM : 15
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Duch
Hol wejściowy 0a8b1-img_1302
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7974-francis-m-lestrange https://www.morsmordre.net/t8044-don-juan https://www.morsmordre.net/t7982-zaciekaw-mnie https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t7980-skrytka-bankowa-nr-1928 https://www.morsmordre.net/t8093-fransua-lestrange

Strona 1 z 3 1, 2, 3  Next

Hol wejściowy
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach