Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Pokój muzyczny
AutorWiadomość
Pokój muzyczny [odnośnik]20.09.17 20:58
First topic message reminder :

Pokój muzyczny

Pokój muzyczny to przestronne pomieszczenie ulokowane we wschodniej części posiadłości. Duża ilość okien w pokoju sprawia, że jest ono bardzo jasne. Jest to pomieszczenie stworzone dla osób odnajdujących pasję w dźwiękach muzyki. Na samym środku pomieszczenia znajduje się zabytkowy fortepian należący do rodziny od pokoleń. W prawym rogu wzrok przyciąga pięknie zdobiona harfa, a tuż obok niej stoją wykonane z drewna jaworowego skrzypce. Pomieszczenie pełni również funkcje edukacyjną dla młodych szlachciców i szlachcianek. Ustawione przy ścianie regały książek zachęcają do zrelaksowania się przy delikatnych nutach muzyki.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Pokój muzyczny - Page 4 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Pokój muzyczny [odnośnik]27.03.22 10:58
W pewnym sensie tak właśnie było. Castor przede wszystkim uważał się za człowieka spokojnego, ale i ułożonego — i to właśnie te dwie cechy przede wszystkim zdawały się być motorem napędowym jego relacji z Roratio. Z początku sam do młodego panicza Prewett podchodził z pewną dozą ostrożności: wychowany w konserwatywnej rodzinie Sproutów, blisko związanych z rządzącymi Somerset Abbottami (lecz nie na tyle, by można było ich zażyłość nazwać prawdziwą przyjaźnią) od dziecka uczony był szacunku względem starszych i wyżej urodzonych. Roratio miał w sobie jednak pewien błysk, może tę nonszalancję lub skłonność do poddawania się impulsom, która zdołała skruszyć rosnący w głębi serca blondyna mur i pokazać mu, że był chłopcem — rozrabiaką — jak każdy inny w ich wieku. Taka łaskawość nie rozlewała się jednak na Archibalda, który przede wszystkim prezentował się z niesamowitą, niezaprzeczalną klasą. Sama aura, która go otaczała, która uderzyła w Castora, gdy tylko przekroczył próg pokoju, pokazywała, że miał do czynienia z osobą niezwykle poważną i dystyngowaną.
Ale gdy pierwsze nerwy opadły, Sprout z zaskoczeniem doszedł do wniosku, że lord Prewett był osobą zaskakująco ciepłą. W pewien specyficzny, bo jednak ukształtowany przez szlacheckie wychowanie sposób próbował skrócić rosnący między nimi dystans, może podświadomie pragnąc, by jego rozmówca rozluźnił się nieco, przestał się garbić, w końcu nie gościł w Weymouth po raz pierwszy. Kąciki ust Castora drgnęły w lekkim uśmiechu, drżąca dłoń poruszyła się na podłokietniku, jakby chciał jednak sięgnąć po te kasztany, może jeszcze jednego, ale ostatecznie...
Może później?
— Jest lord bardzo miły, słyszał już to lord dzisiaj? — spytał, może trochę lekkomyślnie, lecz jedno spojrzenie na twarz Castora dawało wyraźny sygnał, że komplement podarował zupełnie szczerze i naprawdę na kilka chwil niemalże promieniał z radości. Pytanie było nieco naiwne, trochę zapowietrzone zachwytem do osoby tego formatu. Ale och, skoro lord nestor pragnął bardziej swobodnego kontaktu z ludem, lud z przyjemnością mu ten kontakt zapewni. Na pytanie o grzyby, Castor westchnął krótko, ze sporą dozą boleści. — Borowiki grubotrzonowe, muchomory plamisty, mleczaje wełnianki, pieczarki karbolowe, to tak z góry głowy. Zabrałem stamtąd te słoiki, wolałem ich nie wyrzucać, bo jeszcze ktoś biedny mógłby zostać skuszony i to zjeść. Jakby... jakby lord chciał, to mogę przynieść? — wychylił się nawet nieco w fotelu, już gotowy do poderwania się do góry, gdyby była taka potrzeba. Kolejne ciepłe słowa były znów miodem na serce i uszy Castora, który wyraźnie pozwolił sobie na uspokojenie kołatających się w nim nerwów, jednocześnie rozluźniając napiętą dotąd sylwetkę. — Przekażę. I pani Mitten, nie wiem, czy pan o niej kiedyś słyszał, jest przewodniczącą koła gospodyń wiejskich. Ile ta kobieta ma werwy pomimo lat! Chciałbym mieć tyle energii w jej wieku... — samo wspomnienie pani Mitten sprawiało, że Castor znów nabrał większego, trochę świszczącego oddechu, lecz prędko doprowadził się do porządku. Ludzie Dorset byli naprawdę niesamowici. — Przede wszystkim szeroko pojęte dary lasu. Wilcze jagody, bez koralowy wzięty za czerwone porzeczki, kruszyna pospolita, laurowiśnie wschodnie... Myślę, że z wiosną przydałoby się — o ile lord pozwoli oczywiście — zorganizować może taki... mały wykład? Pokazać te trujące rośliny, które najczęściej rosną w okolicy w porównaniu do tego, jak powinny wyglądać te jadalne, żeby ludzie bardziej uważali? — pomiędzy jasnymi, ściągniętymi w zamyśleniu brwiami uformowała się pionowa zmarszczka. Okulary zsunęły się delikatnie w dół nosa, lecz blondyn zareagował dość szybko, wyprostowanym palcem wskazującym wciskając je na powrót na miejsce.
Nie ominął go również żart wystosowany przez Archibalda może nieco pokrętnie, ale idealnie wpisujący się w poczucie humoru obu panów. Może nie taki lord poważny, jak go malują? Oczywiście w dobrym tego słowa znaczeniu! Castor parsknął cichym śmiechem, od razu zasłaniając sobie usta dłonią i posyłając krótkie — nieco skruszone — spojrzenie gospodarzowi. Gospodarzowi, który zaraz zapytał go o zawód.
— Tworzę talizmany, sir. Do tej pory pracowałem przede wszystkim w przydomowej szopie, ale udało mi się zebrać wystarczającą kwotę, by otworzyć sklep w Dolinie Godryka. Taki z prawdziwego zdarzenia. Jeszcze zanim to wszystko — wykonał głową kolisty ruch, ale oboje mogli się domyślić, że to wszystko nie oznaczało pokoju muzycznego, w którym się znaleźli, ale ogół sytuacji panującej w kraju — się zaczęło, skończyłem kurs alchemiczny w Mungu. Planuję więc sprzedawać i talizmany i eliksiry lecznicze, może jeszcze jakieś inne, ale to na zamówienie...


słońce nadal jest tuż nad głową, deszcz dotyka jeszcze mnie. wiatr odbija się mi o dłonie, noc pozwala zbliżyć się. jeszcze mamy odwagę, siłę i oddechu starczy nam. Niebo wisi wciąż tuż nad głową, jeszcze mamy czas.
Castor Sprout
Zawód : Twórca talizmanów, właściciel sklepu "Bursztynowy Świerzop"
Wiek : 24
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
muszę to przespać
p r z e c z e k a ć
przeczekać trzeba mi
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 30
UZDRAWIANIE : 8
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Wilkołak

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9918-castor-sprout#299830 https://www.morsmordre.net/t9950-irys#300995 https://www.morsmordre.net/t9949-i-will-keep-my-flowers-safe#300972 https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t9952-skrytka-bankowa-nr-2255#301004 https://www.morsmordre.net/t9951-c-sprout#300999
Re: Pokój muzyczny [odnośnik]28.03.22 23:27
Archibald czasem wracał myślami do czasów, kiedy też mógł siebie nazwać chłopcem, i z zaskoczeniem odkrywał, że to wcale nie było aż tak dawno temu. Tęsknił za tamtym życiem, kiedy każdą wolną chwilę mógł poświęcać sobie bez obawy o to, że gdzieś obok zawali się świat. Na zaczytywaniu się w nie-tylko-uzdrowicielskich książkach, na pływaniu w oceanie, spotykaniu się z przyjaciółmi. Tęsknił za absolutną beztroską życia, które z dzisiejszej perspektywy wydawało się pozbawione większych problemów, nawet jeżeli wtedy człowiek czuł ich ciężar. Jednocześnie wcale nie zazdrościł swojemu młodszemu bratu; on przynajmniej miał czas, żeby odnaleźć siebie i założyć rodzinę. Roratio wchodził w dorosłość podczas wielkiego kryzysu, a to pod żadnym względem nie było proste. Chyba dlatego trochę mu odpuszczał, nawet jeżeli sam Rory widział to inaczej.
W zasadzie długo już tego nie słyszałem – stwierdził, oplatając dłońmi jeszcze ciepłą filiżankę. Rodzina chyba nie uważała go za szczególnie miłego albo była przyzwyczajona do jego sposobu bycia. Z innymi ludźmi za rzadko się widział, żeby zdążyć się tak spoufalić. Upił nieduży łyk. – Cieszę się, że ktoś to zauważa – westchnął, odstawiając filiżankę z powrotem na stolik. Częściej zdarzało mu się słuchać narzekań, nawet własnych dzieci, które coraz śmielej okazywały swoje emocje.
Raczej nie ma potrzeby. Ufam, że dobrze rozpoznałeś gatunki – skinął Castorowi głową. Podejrzewał, że nie wyczyta z tych próbek nic przydatnego; poza tym problem i tak nie leżał w samych grzybach, a w niewiedzy mieszkańców okolicznych lasów.
Pani Mitten? Nie kojarzę – przyznał, ale nigdy nie widział potrzeby w poznawaniu lokalnej społeczności. Dorset było zbyt wielkie, by poznać wszystkich, a on zawsze miał ciekawsze rzeczy do robienia niż objazd po wsiach i miasteczkach. Teraz odbijało się to na jego wiedzy o własnym hrabstwie, ale skąd mógł wiedzieć, że w tak młodym wieku przyjdzie mu dzierżyć na palcu ciężki nestorski sygnet? Nikt go nie przygotował do tej roli. – Hmm... Oczywiście, to jest bardzo dobry pomysł – zgodził się z Castorem, zakładając nogę na nogę. – Można też przygotować ulotki z krótkim przewodnikiem, co należy zbierać a czego unikać – dodał, kręcąc stopą leniwe kółka. Wydawało mu się, że to jest najprostsze i najskuteczniejsze rozwiązanie problemu, a przynajmniej zminimalizowanie, ponieważ ludzka uwaga niestety była omylna. – Chciałbyś przeprowadzić taki wykład? –Zaproponował, zawieszając na nim wzrok na krótką chwilę. Zaraz jednak powiódł spojrzeniem gdzieś w bok, wyraźnie się nad czymś zastanawiając. – Chociaż... Powinienem zaangażować w to Rory'ego – stwierdził bardziej do siebie niż do Castora. Roratio ostatnimi czasy bywał zaskakująco pomocny, ale jednocześnie widać było, że się nudzi w murach rodzinnej posiadłości. Takie zadanie powinno dobrze mu zrobić, a wychowując się w Weymouth powinien umieć rozróżnić muchomora od podgrzybka.
Talizmany! – Powtórzył z dużo większym podekscytowaniem niż można by się było po nim spodziewać, niemniej jakiś czas temu stał się posiadaczem wyjątkowo zaklętych przedmiotów, i od tamtej pory zachwycał się ich mocą. – Zapamiętam – od jakiegoś czasu kilka chodziło mu po głowie, ale musiał się jeszcze zastanowić. – I do tego apteka? Cóż, nie pozostaje mi nic innego jak pogratulować przedsiębiorczości – powiedział ze szczerym zachwytem, bo niewiele osób w jego wieku wykazywało się takim zaangażowaniem – ale ponownie – nie każda osoba w jego wieku musiała żyć w czasach wojny. Przez głowę Archibalda znowu przeszła myśl, że być może zbyt wiele zakazuje młodszemu bratu, może też byłby w stanie tak rozłożyć skrzydła. Obawiał się jednak, że Rory po uzyskaniu pełnej wolności wcale nie otworzy pracowni gdzieś w bezpiecznym zakamarku Dorset, a pobiegnie z różdżką do Cronusa Malfoya. – Mam nadzieję, że interes będzie się kręcił. Tak się mówi, prawda? Będzie się kręcił – uśmiechnął się kątem ust. – Swoją drogą, Dolina Godryka to wspaniałe miejsce. Dobrze ci się tam żyje? Bardzo odczuwa się tam skutki wojny? – Podpytał z ciekawością, bo Dolina zawsze była bardzo prężnie rozwijającym się miasteczkiem, ale nie wiedział, czy ostatnie wydarzenia tego nie przystopowały, czy też nie mierzą się z kryzysem uchodźczym jak w Dorset. Będzie musiał odezwać się do Abbottów i dopytać o szczegóły, wiele mogło się zmienić od ostatniego czasu.


Don't pay attention to the world ending. It has ended many times
and began again in the morning

Archibald Prewett
Zawód : nestor toksykolog
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Britannia,
You’re so vane
You’ve gone insane
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 7
UZDRAWIANIE : 33
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4341-fluvius-archibald-prewett https://www.morsmordre.net/t4550-baldomero#96909 https://www.morsmordre.net/t4548-lord-prewett#96903 https://www.morsmordre.net/f77-weymouth-siedziba-rodu-prewett https://www.morsmordre.net/t4910-skrytka-bankowa-nr-1115#106844 https://www.morsmordre.net/t4549-fluvius-archibald-prewett#96904
Re: Pokój muzyczny [odnośnik]01.04.22 15:21
Chyba nie powinien być aż tak zaskoczony. Ale z drugiej strony, jakże mógłby nie być! Wychowany w wielkim szacunku do rządzących Somerset Abbottów prędko nauczył się podobnego zaufania (troszkę dziecinnego i na wskroś dobrodusznego) do innych lordów Półwyspu, z czasem obdarzając nim także promugolską szlachtę z innych części Anglii. Pewnie mieli jakieś problemy, tak przynajmniej zakładał. Ale nie mógł wyobrazić sobie ich powagi — przecież nie głodowali, w dworkach zawsze było napalone i ciepło, mieli duże rodziny, z którymi mogli spędzać wolny czas, nawet gdy przyjaciele zawodzili. Dobrze wychowani potrafili odnaleźć się w każdej sytuacji, niemal wszystkich przekonać do swoich racji i przeciągnąć na stronę. Archibald Prewett, który na kilka sekund stał się dla Castora na powrót wyłącznie starszym bratem Roratio, wydawał się jeszcze do tego absolutnie przemiły — przyjmując go w pokoju, gdzie zaczarowane instrumenty grały cichą pieśń, częstując tymi kasztanami w miodzie (wreszcie pękł i postanowił spróbować jeszcze jednego, bo... Posłuchał żołądka, powoli powracającego do normalnych właściwości po tym, jak pierwszy stres odpływał z jego ciała) i po prostu poświęcając jakąś część z zapewne napiętego kalendarza tylko jemu. Bez rozpraszaczy. To naprawdę dużo znaczyło, a Castor potrafił zauważać nawet najbardziej zawoalowane oznaki sympatii.
Tym większe było zdziwienie odmalowujące się na twarzy Sprouta, gdy usłyszał, że sir Prewett cierpiał ostatnimi czasy na coś, co domorosły prawie—uzdrowiciel zdiagnozował jako niedostatek ciepłych słów i komplementów. Zamrugał nawet kilkukrotnie z wrażenia, pilnując się jednak, by wciąż trzymać buzię zamkniętą. W innym przypadku — był niemal pewny — skończyłby z ustami ułożonymi w prześliczne, ale nadające mu głupkowatego wyrazu "o".
— Zawsze do usług! — powiedział natychmiast, wyjątkowo zdradzając się ze swoim zapałem. Wyprostował się niemal natychmiast, a na lekko spękane od mrozu wargi wystąpił szeroki, rozpromieniony uśmiech. Przecież nie mówił tego wszystkiego z kurtuazji i chłodnej kalkulacji. Nie potrafił bowiem kłamać i chyba nie miał w sobie nawet wystarczającej odwagi, by próbować wpłynąć na lorda Archibalda przy pomocy fałszywych pochlebstw.
Uśmiechnął się jeszcze szerzej na kolejne słowa rudowłosego mężczyzny. Słyszał wiele o lordzie Archibaldzie, o jego umiejętnościach uzdrawiania, ale także o zainteresowaniu roślinami, które również przejawiał. A posłyszenie takiego komplementu z ust kogoś, kto również znał się na rzeczy, może nawet znał się znacznie lepiej niż on sam, bo to nie tylko o roślinach była mowa, ale przede wszystkim o ich potencjalnej szkodliwości dla organizmu czarodzieja, było niesamowitym zaszczytem. Sprout mógł dziś równie dobrze nie zasnąć od tego nadmiaru wrażeń.
Omijając temat znajomej tylko dla niego pani Mitten, przeszedł wprost do pomysłu poprowadzenia wykładów.
— To... to byłaby sama przyjemność. A Roratio też przecież zna się na rzeczy, więc razem byłoby nam na pewno raźniej — zauważył, wsuwając jedną z dłoni w swe włosy na tyle głowy, niedaleko karku. Roztrzepał sobie nerwowo włosy, jednak cały czas utrzymywał na ustach lekko rozedrgany uśmiech. — Albo może lepiej, by sam to zrobił? Widzi lord, nie znam się za bardzo na przemawianiu. A Roratio już tak, wszyscy go lubią, pewnie nie będzie miał problemu ze sprawieniem, by go posłuchali — nie, żeby się wymawiał z już rzuconej i zaakceptowanej propozycji. Roratio był lordem tych ziem, musiał je przecież znać lepiej od byle Sprouta—twórcy talizmanów. Ostrożny w swych ocenach, zwłaszcza gdy tyczyły się publicznych wystąpień, wolał wycofać się w cień. — Ewentualnie, jeżeli lord pozwoli, przygotuję materiały, a on je rozgłosi? — wyplątawszy dłoń z jasnych pukli, podarł nią o swą szczękę, zastanawiając się poważnie nad tym, by najlepiej wykorzystać ich dobre strony.
— Można powiedzieć, że to sklep i apteka w jednym. Eliksiry, póki co zajmują mi ten czas, który mam wolny, gdy nie ma zbyt wielu zamówień na talizmany. Bo wie lord, na wojnach zawsze w pierwszej kolejności tracą artyści i rzemieślnicy — zaśmiał się krótko, choć może gdzieś na krańcach głosek rezonowała gorycz wskazująca na prawdziwość tego twierdzenia. Talizmany nigdy nie były tanie, a gdy ktoś miał do wyboru kupić sobie coś do jedzenia, by lepiej przetrwać zbliżający się miesiąc lub wydać je na talizman... Castor nie oceniał właściwych wyborów, nawet gdy uderzały go po kieszeni. — Tak, tak się mówi! To mugolskie powiedzenie, nie wiedziałem, że lord je zna — oczy Castora zaiskrzyły z ciekawości, bowiem właśnie takie słowa usłyszał kiedyś od jednego z kupczących kamieniami szlachetnymi straganiarzy na północy Somerset, gdy oznajmił mu, że zamierza otworzyć sklep i pewnie będzie potrzebował znacznie więcej surowców, niż dotychczas.
— Hm... Wiele zmieniło się od początku wojny, tak myślę — odezwał się ostrożnie, upijając kolejny łyk ciepłej herbaty, filiżankę pełną napoju przysuwając wcześniej do ust. — Zawsze mieszkaliśmy obok mugoli, ale wtedy był jeszcze Kodeks Tajności, a teraz... Zmiany widać jak na dłoni. Ale jest spokojnie. W porównaniu do tego, co się dzieje w innych częściach kraju to można czasami odnieść wrażenie, że jesteśmy jakimś rajem na ziemi. Nie mamy wiele, ale mamy siebie. I to chyba tą wspólnotą jest silna Dolina... Jakbym miał jakąś wskazać...


słońce nadal jest tuż nad głową, deszcz dotyka jeszcze mnie. wiatr odbija się mi o dłonie, noc pozwala zbliżyć się. jeszcze mamy odwagę, siłę i oddechu starczy nam. Niebo wisi wciąż tuż nad głową, jeszcze mamy czas.
Castor Sprout
Zawód : Twórca talizmanów, właściciel sklepu "Bursztynowy Świerzop"
Wiek : 24
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
muszę to przespać
p r z e c z e k a ć
przeczekać trzeba mi
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 30
UZDRAWIANIE : 8
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Wilkołak

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9918-castor-sprout#299830 https://www.morsmordre.net/t9950-irys#300995 https://www.morsmordre.net/t9949-i-will-keep-my-flowers-safe#300972 https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t9952-skrytka-bankowa-nr-2255#301004 https://www.morsmordre.net/t9951-c-sprout#300999
Re: Pokój muzyczny [odnośnik]04.04.22 21:15
Archibald zapewne wdałby się z Castorem w uprzejmą polemikę, gdyby tylko usłyszał jego myśli. Ostatnimi czasy coraz częściej sobie uświadamiał, że miał szczęście – przynajmniej w tych najbardziej przyziemnych potrzebach, stanowiących podstawę jakiegokolwiek funkcjonowania. Dach nad głową, ciepło kominka, pełna spiżarnia, pozwalająca na racjonalną dietę. Pod tym względem mógł spać spokojnie, lecz przeciwwagą dla tych wygód była duża odpowiedzialność, ciążąca na jego plecach. Nie za siebie, nawet nie za swoich najbliższych, ale za setki rodzin żyjących w granicach Dorset. Wydawało mu się, że w kwestii rodziny los był najbardziej sprawiedliwy: chorowali i umierali tak jak każdy.
Dokończył filiżankę herbaty, odstawiając ją z powrotem na stolik, kiedy Castor wymigiwał się z zaproponowanego zadania. Na twarzy Archibalda zamajaczył rozbawiony uśmiech, choć cały czas starał się zachować powagę. Niekiedy bawiło go to onieśmielenie jakie wzbudzał w innych czarodziejach. Zupełnie nie wiedział skąd się to brało! – Jeżeli nie masz czasu wziąć w tym udziału to po prostu to powiedz, nie obrażę się – powiedział w końcu, kiedy nastała chwila ciszy. – Roratio z pewnością powinien wyjść do ludzi, nie widzę lepszej osoby do tej roli – dodał, zgadzając się z Castorem. Jego młodszy brat miał wrodzony talent do zagadywania ludzi, który niekoniecznie był wynikiem wieloletniego wpajania zasad savoir vivru; od zawsze przychodziło mu to z zaskakującą naturalnością. – Cóż, zastanowię się jeszcze jak to rozwiązać, ale dziękuję za podrzucenie pomysłu – był pewny, że go wykorzysta, przynajmniej tak mogli zminimalizować podobne wypadki jak w Wyke Regis.
Natomiast uzdrowiciele mają ręce pełne roboty – uśmiechnął się gorzko w odpowiedzi. W jego zawodzie zawsze istniał ten paradoks, że jeżeli nie ma w co włożyć rąk, to znaczy, że wielu ludziom dzieją się nieszczęścia. Chociaż ostatnimi czasy coraz rzadziej praktykował uzdrowicielstwo, ciągle zaprzątały go inne sprawy. – O właśnie, w takim razie możesz mi doradzić, czy istnieje talizman wspomagający proces leczenia? – Zainteresował się, bo jeżeli da się taki wykonać, chętnie stałby się jego właścicielem. Nigdy nie miał okazji spotkać się z żadnym wytwórcą talizmanów, a temat wydawał się całkiem ciekawy. – I one... Faktycznie działają? Zawsze? Czy ich moc się wyczerpuje? – Dopytywał się, dochodząc do wniosku, że chyba tak czy siak musi jakiś zamówić z czystej ciekawości.
Moja żona pochodzi z Doliny Godryka. Przed wojną spędzaliśmy tam dużo czasu. Dalej jest tam ta fontanna? Podobno leczy choroby genetyczne, ale jakoś nie chce mi się w to wierzyć – zapewne gdyby tak było, już dawno temu ktoś by to odkrył. Choć Abbottowie nie są szczególnie chorobliwi pod tym względem, być może nie interesowali się tym tak mocno jak powinni. – Ale pięknie ująłeś to w słowa, Castorze – przyznał z uśmiechem. Wspólnota. Wiele dawała.
Miło mi się z tobą rozmawiało, ale niestety obowiązki wzywają – westchnął po chwili, kiedy jego wzrok spoczął na zegarze stojącym nieopodal. Wstał z fotela, wygładzając koszulę. – Dziękuję za zaangażowanie w Wyke Regis, zapamiętam – wyciągnął do niego dłoń w geście pożegnania. – Służba odprowadzi cię do wyjścia. Chyba że chcesz się jeszcze spotkać z Roratio? Pewnie siedzi w salonie – Zaproponował, kiedy wychodzili z pomieszczenia. Tam czekała służka, jakby czytała Archibaldowi w myślach (może faktycznie tak było). – Do widzenia – pożegnał się jeszcze raz i ruszył w stronę swojego gabinetu.

zt


Don't pay attention to the world ending. It has ended many times
and began again in the morning

Archibald Prewett
Zawód : nestor toksykolog
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Britannia,
You’re so vane
You’ve gone insane
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 7
UZDRAWIANIE : 33
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4341-fluvius-archibald-prewett https://www.morsmordre.net/t4550-baldomero#96909 https://www.morsmordre.net/t4548-lord-prewett#96903 https://www.morsmordre.net/f77-weymouth-siedziba-rodu-prewett https://www.morsmordre.net/t4910-skrytka-bankowa-nr-1115#106844 https://www.morsmordre.net/t4549-fluvius-archibald-prewett#96904

Strona 4 z 4 Previous  1, 2, 3, 4

Pokój muzyczny
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach