Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Bezimienna wyspa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 10 ... 17, 18, 19 ... 24  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Bezimienna wyspa   01.10.17 15:57

First topic message reminder :

Bezimienna wyspa

Niewielka, znajdująca się w skromnym oddaleniu od angielskich wybrzeży wyspa, od ludzkich siedzib oddzielona jest nie tylko setkami metrów głębokiej wody, ale również utrzymującą się od lat złą sławą. Ukryta przed wzrokiem mugoli za pomocą ochronnych zaklęć, od wieków należy do czystokrwistej rodziny Fancourtów - trudno jednak powiedzieć, czy jakikolwiek czarodziej noszący to nazwisko wciąż zamieszkuje rodzinną posiadłość, bo w portowej wiosce nie widziano ich już od dawna. Wśród mieszkańców - głównie starszych, pamiętających jeszcze schyłek ubiegłego stulecia - krążą pogłoski o tym, jakoby najmłodsza dziedziczka sprzedała dom bogatemu kupcowi, podczas gdy sama wyjechała robić karierę w Londynie; inni twierdzą, że miejsce jest przeklęte, i to dlatego wszyscy Fancourtowie wyprowadzili się, gdzie pieprz rośnie. Jakakolwiek nie byłaby prawda, nikt w okolice wyspy się nie zapuszcza - strome brzegi, ostre i skaliste, czynią ją wyjątkowo zdradliwym miejscem do żeglugi, a jeśli wierzyć lokalnym opowieściom rybaków, łodzie, które wyprawiają się w tym kierunku, nigdy nie powracają do portu.

[bylobrzydkobedzieladnie]


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Salome Despiau
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4348-salome-minerva-despiau https://www.morsmordre.net/t4367-sir-lancelot https://www.morsmordre.net/t4366-niosl-wilk-razy-kilka https://www.morsmordre.net/t5031-s-m-despiau
Magizoolog stacjonarny, pretendentka do nagrody Darwina
25
Czysta
Panna
When I walking brother don't you forget
It ain't often you'll ever find a friend
6
19
1
0
5
0
0
4
Czarodziej
 mine

PisanieTemat: Re: Bezimienna wyspa   09.01.18 3:54

Szybko zakryła kości dłonią i przycisnęła ją do piersi, nie pozwalając by ktokolwiek poza Rozetką zorientował się co w niej trzyma. Nagła obecność Jocelyn sprawiła, że mimowolnie wstrzymała oddech. Jej opowieść, choć początkowo bajkowa i bez kontaktu z rzeczywistością powoli nabierała kształtów, wyraźnie rysując w umyśle Salome pierwowzór sieci połączeń zdarzeń w obrębie domu z jego przykrą historią. Isaac faktycznie zachowywał się jak zamknięty jeszcze w poprzedniej epoce, chociaż nie sądziła by dzieliła ich duża różnica wieku. Powinien już dawno nie żyć, z powodzeniem mógłby zostać ojcem jej przyjaciół równolatków, czy może jej samej dorównywałby stażem i przeżyciami? Jak do tego miała się szyszymora, którą przyuważyła na schodach? Jeżeli była skarbem rodzinnej tradycji i chlubą długiego rodowodu, mogła żyć tu niczym zamknięty w klatce psidwak wyjący w nieskończoność z rozpaczy za porzuconym obowiązkiem. Jeżeli chciała przekazać domownikom przykre wieści o ich niechybnej śmierci, pułapka zaklęcia Horatio musiała być jej prawdziwym utrapieniem. Jeżeli jednak była domownikiem, któremu odebrano możliwość spokojnego snu i uwięziono na skrawku wyspy wyplutej przez ląd, jej los był dalece bardziej zatrważający. Sam chłopiec zdawał się nie być świadomym tego o co go pytała, istniała zatem szansa na to, iż nie utracił człowieczeństwa na rzecz obleczenia się w magiczne szaty równie magicznej istoty. Nie mogła mieć jednak pewności, wszak nie wiedziała jak szyszymory powoływane są do życia. Nikt raczej nie spodziewał się po nich kochających się małżeństw. Słowa wypowiedziane przez Jocelyn brzmiały znajomo. Mogła się mylić i zbyt wiele wyobrażać, miała jednak wrażenie że powiązana została z losem. Było ich osiem, tak samo jak osób uwięzionych w paradoksie czasu. Ogden musiał dzierżyć w dłoniach właśnie wspomnienia. W takim razie czyżby Fantine posiadała miksturę? Rozetka z pewnością była świadkiem przeszłości swojej rodziny. Jeżeli ktokolwiek mógł odpowiedzieć na pytania czarodziejki, to jedynie ona. Ona, bądź jej wspomnienia.
Nim jednak zdążyła podzielić się swoimi przemyśleniami, zamarła. Zamiast powiedzieć czegokolwiek, bądź ruszyć się w określonym kierunku wyprostowała się i rozejrzała. Dlaczego mieli takie skonfundowane oblicza? Wszyscy wyglądali jakby dokonali jakiegoś przełomowego odkrycia pośród poniszczonych okien i skrzypiących czterech ścian pokoju. Jedynie Oli był cudownie stały. Jego nieskalane głęboką myślą oblicze spowodowało że natychmiastowo odetchnęła. Nic ważnego nie mogło jej umknąć, przecież trzymała się go prawie cały czas. Spuściła wzrok na trzymane przez niego naczynie. - Myślodsiewnia? Rozetka pewnie była w domu cały czas. – Przeniosła wzrok na skrzatkę, intensywnie wpatrując się w jej duże oczy i drobne, pomarszczone ciałko wystające zza spódnicy czarodziejki. Nagle naszła ją paląca refleksja, której korzeni i podstaw nie potrafiła wydobyć z odmętów mroku. Nie powinno jej tu być. Powinna wyjść i zaczerpnąć świeżego powietrza. - Rozetko, wiesz może gdzie znajdę Isaaca? Wskaż mi proszę miejsce, muszę mu coś oddać – zagadnęła na spokojnie, uśmiechając się dobrotliwie i przyciskając kości do piersi. Do jej uszu dotarły pierwsze takty melodii wyciskanej spod klawiszy. Nie miała wielkiego rozeznania w sferze praktycznej, jednak podstawy teorii pozwoliły jej stwierdzić, iż z każdą nutą melodia ta traci nieco na pewności siebie. Rozejrzała się za jej źródłem.




make me
believe
Powrót do góry Go down
Mia Mulciber
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t3609-mia-mulciber-budowa#64835 https://www.morsmordre.net/t3846-dimitry#71894 https://www.morsmordre.net/t3650-uwaga-gryze#67008 https://www.morsmordre.net/f161-grimmauld-place-12-5 https://www.morsmordre.net/t3864-mia-mulciber#72368
byłam
22
Czysta
Panna
And I find it kinda funny, I find it kinda sad
That dreams in which I'm dying are the best I've ever had.
10
20
1
0
0
2
2
6
Czarownica

PisanieTemat: Re: Bezimienna wyspa   09.01.18 18:21

Zmarszczyła gniewnie brwi, gdy poczuła narastające w uszach ciśnienie. Dłonią, w której nadal zaciskała różdżkę, dotknęła ucha, zastanawiając się czy przypadkiem (chociaż brzmiało to absurdalnie) nie zostały tam pozostałości płynnej, lustrzanej tafli. Kiwnęła się do przodu próbując zrozumieć, co właściwie się zadziało. Gdzieś w oddali słyszała stłumione szmery, może głosy? A ona sama czuła się, jakby zanurzyła się w wodzie, która wygłuszała wszelkie dźwięki.
Podniosła się na nogi i dopiero wtedy zdała sobie sprawę, że druga ręka zaciskała się na schowanym w kieszeni kamieniu. Ciepło wręcz pulsowało pod palcami. Może rzeczywiście trzymała magicznie żywy organizm?
Ruszyła do wyjścia. ostatni raz, gdy widziała dwójkę towarzyszy, znajdowali się na korytarzu i to tam skierowała kroki. Mimowolnie zerknęła za siebie, na lustro, jakby miała dostrzec tam tajemniczy obraz gentlemana, który jej pomógł. Nim wyłoniła się z sypialni, mignęła jej znajoma, kobieca sylwetka. Rozchyliła usta, ale nie była pewna, czy pamiętała jej imię, a wołanie Ej, ty równie dobrze mogła posłać do lustra. Tym bardziej, że bielusieńkie włosy burzyły krótkie wspomnienie. Podążyła więc za uzdrowicielką, nadal czując się jak w oddzielonej od rzeczywistości, bańce. Zatrzymała się w progu, by natknąć się na całkiem zatłoczone pomieszczenie. Rozmawiali, ale głosy - tak jak wszystko - wydawały się wygłuszone.
Rozchyliła wargi, by zaznaczyć swoja obecność, ale wtedy dotarł jej fragment wypowiedzi - ...amulet składający się z ośmiu kamieni, ukrytych gdzieś w tym domu. - zamrugała i podniosła rękę, w której tkwił błyszczący czerwienią kamień - O taki? - wyrwało jej się z ust, gdy wysunęła do góry znalezisko. Mówiła głośniej, niż zazwyczaj. Może jej nie słyszeli? W końcu magia szalała tutaj bardziej (albo w podobny sposób), jak w rzuconych po całym Londynie anomaliach - Lustro - powtórzyła za kobietą - przeszłam przez lustro w drugiej sypialni. Tam znalazłam zagadkę i ten rubin - oparła się o framugę drzwi, tym razem baczniej przyglądając się zebranym. Była zmęczona - Mamy mało czasu - powtórzyła słowa, które usłyszała od nieznajomego...ducha. Co się stanie, gdy czas minie? I gdzie była Pandora? Ciemnowłosa kobieta, z którą łączyło ją coś, czego ani trochę nie rozumiała.






Ja walcząca z nim, ze światłem, ze świtem.

Nadeszły fale, ukradły go i zabrały
na wojnę.
Powrót do góry Go down
Oli Ogden
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4869-oli-ogden#105453 https://www.morsmordre.net/t4878-nokturnowy-smietnik#105711 https://www.morsmordre.net/t4877-oli-sie-nie-goli#105709 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t4879-oli-ogden
zbir
30
Półkrwi
Kawaler
- Kup mi whiskey.
- Będziesz pił whiskey? Jest 10 rano.
- W takim razie kup whiskey i płatki.
1
3
0
0
0
1
0
42
Półolbrzym

PisanieTemat: Re: Bezimienna wyspa   09.01.18 21:06

Ja nie wiem, ta Salome zrobiła się strasznie zrzędliwa odkąd umarła. Może to domena duchów? Całkiem prawdopodobne. Kiedy umierasz, a twoje ciało jest niematerialne, to musi być wkurwiające. Nie móc niczego chwycić, najeść się porządnie i przede wszystkim wypić whisky. O tak, mordowałbym wszystko jak leci, gdybym nie mógł pić pysznego bimberku. Albo w ogóle alkoholu. Kręcę zatem głową, jednocześnie rozumiejąc ten ból, który targa kobietą. Ale nie to mnie interesuje.
- Jak chcesz - burczę mimo wszystko niezadowolony, bo miałem wielkie nadzieje. One z kolei prysły bardzo brutalnie.
Szybko zmieniam zainteresowanie. Tym razem interesuje mnie zupa, bo coraz mocniej burczy mi w brzuchu. Jestem naprawdę głodny. I wściekły, że my tu ględzimy i nic nie robimy zamiast zabrać się wreszcie za jedzenie. Może rzeczywiście to nienajlepszy moment, skoro robi się coraz zimniej, dom się starzeje, ale hej, tym bardziej powinniśmy mieć energię do przeciwstawiania się tym absurdalnym wydarzeniom. Dobra, po prostu usprawiedliwiam swoje obżarstwo.
Jednak w pewnym momencie nasza grupka zaczyna się powiększać o kolejne osoby. Jeszcze więcej chętnych na ogórkową, fatalnie. Mrugam intensywnie oczami słuchając jak jedna z kobieta gada, gada i gada i się nie zamyka. W ogóle wygląda jak jakaś babunia. Z jej słów nie brzmi, jakoby miała być mieszkanką tego domu. Kim więc jest?
- Mam mysiodsiewnię - rzucam nagle, bo tylko tyle rozumiem z tej całej paplaniny. - Ale nie mam myszy - zastrzegam. Niby mogę jakiejś poszukać, pewnie w tak spróchniałym budynku coś bym znalazł, ale nie jestem chłopcem na posyłki. - I jakiś dziennik, ale nie chce mi się czytać - stwierdzam noneszaleancko, trochę z nadętą miną. Nie chcę, żeby ktoś sobie pomyślał, że męczę się przy śledzeniu małych literek. I jeszcze układających się w tak długie oraz pełne sensu zdania. To nie dla mnie, wolę pakować albo coś innego pożytecznego robić.




no one cares

Powrót do góry Go down
Fantine Rosier
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5048-fantine-rosier https://www.morsmordre.net/t5137-desdemona#111449 https://www.morsmordre.net/t5140-fanny-rosier https://www.morsmordre.net/t5141-komnaty-fantine https://www.morsmordre.net/t5138-fantine-c-rosier#111457
dama, alchemiczka, malarka z zamiłowania
20 lat
Szlachetna
Panna

dream on, dream on Rose Queen,
the fairest witch we've ever seen

5
10
19
0
0
1
10
0
Czarownica
królowa kier

PisanieTemat: Re: Bezimienna wyspa   09.01.18 22:03

Z Twoich kości byłaby dobra mąka.
Choć na chwilę próbowała wyzbyć się strachu, oczyścić umysł, przegnać emocje, zepchnąć go wraz z niepokojem i poczuciem niemocy na sam skraj jaźni, by nie mąciły skupienia; koncentrowała się na wykonywanych ruchach chochlą, zmianach temperatury ognia pod kociołkiem, odpowiednich odstępach czasu. Spojrzenie Fanny dostrzegało subtelne zmiany w gęstości i materii cieczy, znajdującej się w kociołku, minęła nieprzyjemnie długa chwila, nim uświadomiła sobie co było jego sercem. Cicho wypuściła powietrze z ust, znów sięgając po wskazówki, napisane po francusku. Teraz wydawały się jej nietrudne i dość logiczne, choć jeszcze przed kwadransem brzmiały po prostu jak czarna magia. W pierwszej fiolce od lewej rozpoznała eliksir przebudzenia, a kolejnych eliksir natychmiastowej jasnści, eliksir kurczący, Agnię i w ostatniej eliksir Mopsusa. Wszystkie je zapakowała do torebki, którą wciąż mała przewieszoną przez ramię i tułów, by jej nie przeszkadzały; nie znalazły się tu wszak bez powodu.
Olbrzymowi wciąż nie odpowiadała i modliła się jedynie, by nie zdecydował się do schowka wkroczyć: nie miała przecież drogi ucieczki. Nie mogła się teleportowac. Nie mogła nigdzie uciec.. Łzy znów cisnęły się jej do oczu, lecz wyjrzała z komórki i dostrzegła czarownicę... Którą z pewnością nie zapamiętała jak siwowłosą. Uniosła dłoń do ust w gescie przerażenia, kiedy słuchała jej z uwagą.
-To wybuch w nocy pierwszego maja przebudził uśpionego dotychczas w tym dopu upiora, Maureen Fancourt - Fantine zwróciła się do Jocelyn, dokładając do jej opowieści kolejny fragment układanki. Teraz wszytko składało się w logiczną całośść, choć umysł Różyczki pojmował to z trudnością -Rozetka zdradziła mi, że częci amuletu ukryte są w różnych częściach domu i Wyspy, ojciec panny Maureen ukrył je, by nikt nie złamał klątwy, którą na ten dom nałożył - wizja odnalezienia pozostałych części amuletu w tym przeklętym domu, gdzie magia jęła już po prostu wariować, zdawała się Fantine w tamtym momencie nierealna i niemożliwa -Rozetko, czy wiesz gdzie znajdują się pozostałe części amuletu?
Rosierówna obdarzyła skrzatkę pytającym spojrzeniem, gdy zwróciła się doń tonem łagodnym i przyjaznym: nie mogła zburzyć kruchego zaufania, które zbudowała. To przeklęte stworzenie było najprawdopodbnie jej ostatnią deską ratunku.
Na pytanie o numerologię odpowiedziała milczeniem - nienawidziła przyznawać na głos, że czegoś nie wie, nie umie, nie potrafi. Odwróciła wówczas od Jocelyn taktownie spojrzenie, bo zwyczajnie nie miała pojęcia o numerologii, nie uczęszczała na jej lekcje w Beauxbatons.
-Mam mikstury - powiedziała ostrożnie; z początku nie chciała chwalić się sekretami, które odkryła sama, lecz skoro były częścią większej układanki - nie miała innego wyjścia. Widząc co się stało z Jocelyn miała ochotę się rozpłakać. Ona przecież nie mogła tak wyglądac. Dopiero za dwa tygdnie miała skończyć dwadzieścia jeden lat. Nie mogła się nagle zestarzeć. Nie miała na palcu nawet pierścionka zaręczynowego, przecież wtedy nikt jej nie zechce, matka będzie załamana, co powie reszta towarzystwa... Na samą myśl zrobiło sie Fantine słabo.
-A Rozetka nigdzie nie pójdzie - odpowiedziała Salome, nim uczyniła to skrzatka. Nie mogła pozwolić jej odejść. Nie teraz. Potrzebowała jej przy sobie.
Fantine wyciągnęła z kieszeni spódnicy różdzkę, by unieść ją i podjąć ostatnią próbę odkrycia, czy ta sypialnia ukrywa jeszcze jeden sekret. Spojrzała na portret kobiety, który wisiał naprzeciw niej i wyrzekła: -Dissendium!





Gdy stąpa, piękna, jakże przypomina
Gwiaździste niebo bez śladu obłoku:
Ciemność i jasność — każda z nich zaklina
W nią swój osobny czar, i jest w jej oku
To miękkie światło, które zna godzina
Nocy, gdy blaski dnia zagasną w mroku.




Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Bezimienna wyspa   09.01.18 22:03

The member 'Fantine Rosier' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 72

--------------------------------

#2 'Anomalie - CZ' :


Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Bezimienna wyspa   11.01.18 20:02

Tym razem nic nie stanęło Pandorze na drodze, gdy skierowała kroki w stronę ganku. Jej otoczenie prawie nie przypominało schludnej rezydencji, którą zobaczyła, gdy po raz pierwszy pojawiła się na wyspie, ale rozglądając się, nie dostrzegła niczego, co przykułoby jej spojrzenie. Zaklęcie zatrzymania czasu wciąż walczyło o pozostanie na miejscu, ale była to walka, która zdawała się z góry przegrana; w niektórych ścianach zaczęły ziać dziury, a coraz większe połacie mebli i podłóg pokrywały się śniegiem, wciskającym się przez rozbite okna. Po stole, na którym wcześniej znajdowały się kartki z imionami, walały się jedynie fragmenty obtłuczonej zastawy.
Pandora zeszła z ganku, wprost w objęcia lodowatego wiatru, niosącego ze sobą tumany białego, ostrego, przypominającego igiełki śniegu. Wszystko dookoła spowite było ciemnością, a śnieżyca dodatkowo zawężała pole widzenia, trudno było więc zorientować się w kierunkach. Póki co punktem odniesienia pozostawała upiorna sylwetka domu, kobieta nie mogła być jednak pewna, czy jeśli się od niego oddali, odnajdzie drogę powrotną.
Jedynym, co zwróciło jej uwagę w tej zamieci, były jaśniejsze ogniki, migające od czasu do czasu na lewo od miejsca, w którym aktualnie się znajdowała, bliżej wschodniej krawędzi budynku. Łuna światła to pojawiała się, to znikała, jakby mrugając do Pandory zachęcająco.
Na zewnątrz było bardzo zimno.

Lekcje muzyki i fortepianu, na które w młodości uczęszczał Alastair, nie poszły w las – choć nie znał wcześniej wygrywanej melodii, spod jego palców wydobył się perfekcyjnie zagrany utwór, pozbawiony choćby jednego zawahania czy fałszywego fragmentu. Dźwięki popłynęły niszczejącymi korytarzami domu i dotarły również do znajdujących się na górze czarodziejów; wszyscy, który przebywali obecnie w budynku, rozpoznali w utworze piosenkę wygwizdywaną przez sternika kierującego łodzią, którą przybyli na wyspę. Postać, o której wcześniej zapomnieli, pojawiła się na nowo w ich wspomnieniach.
Melodia przyciągnęła jednak uwagę kogoś jeszcze; gdy Alastair skończył grać, mógł zauważyć, że w ramach portretu wiszącego na ścianie w salonie – tego samego, z którego kotarę ściągnęła wcześniej Jocelyn – do tej pory pustych, pojawiła się jasnowłosa postać pianistki. Mieszkanka obrazu musiała wstać od malowanego fortepianu i obecnie uśmiechała się do mężczyzny siedzącego przy jego realnym odpowiedniku – a przynajmniej tak mogło się wydawać, bo jej oczy były niewidzące, puste, zbyt blade, nieskupiające się na jednym punkcie, a raczej patrzące w dal. Dziewczyna pochyliła na moment głowę, dłońmi sięgając do zapięcia naszyjnika, żeby po chwili ściągnąć go z szyi i wyciągnąć w stronę Alastaira. Wisiorek, podobnie jak wcześniej nuty, stracił nagle fakturę płótna i stał się gładki, lśniący, jak prawdziwy kamień – którym w istocie był. Jeżeli czarodziej weźmie go do ręki – a jest w stanie to zrobić – zauważy, że jest to ametyst, trójkątny i kształtem pasujący do jednej z przegródek znalezionego w kominku pudełeczka.

Gdy wyostrzony wzrok Jocelyn zatrzymał się na kryjącej się za Fantine Rozetce, kolejne fragmenty tworzącej się w jej głowie układanki wskoczyły na swoje miejsce. Skrzatka przyglądała się uzdrowicielce z nieodgadnionym wyrazem twarzy przez cały czas, gdy ta mówiła, nie to zwróciło jednak uwagę panienki Vane; czarownica dostrzegła to, co do tej pory wszyscy (za wyjątkiem Alastaira) zdawali się ignorować: bransoletka, którą Rozetka nosiła na szyi w formie naszyjnika, składała się z ośmiu różnobarwnych kamyków, o kolorach identycznych do tych, znalezionych na schemacie amuletu. Minerały nie pasowały do pudełka, nie były trójkątne, miały jednak na sobie runiczne symbole, znane już Jocelyn z imiennych karteczek i zagadki na kominku. Skrzatka sięgała do naszyjnika od czasu do czasu, jakby upewniając się, że wciąż tam jest. Uzdrowicielka nie znała się na numerologii, pamiętała jednak, że opis podobnego przedmiotu znajdował się w pergaminach, które odczytała w gabinecie na parterze – we fragmencie, który traktował o istocie, z którą związano nałożone na dom zaklęcie.

Rozetka spoglądała to na jednego czarodzieja, to na drugiego, przysłuchując się wymianie zdań uważnie. Gdy usłyszała swoje imię, padające z ust Salome, przybrała lekko skonfundowany wyraz twarzy, ale po chwili w jej rysach pojawiło się zrozumienie. – W ogrodzie, panienko. Isaac lubi bawić się w ogrodzie – powtórzyła, jakby przed chwilą wcale nie podała jej tej informacji. Następnie zwróciła się do Fantine. – Nie, panienko, każdy mieszkaniec miał ukryć swoją część sam, tak, żeby reszta nie wiedziała, gdzie znajdują się fragmenty. Ale dwa są już tutaj – odpowiedziała, spoglądając najpierw na trzymany przez Mię rubin, a później na Salome, która przyciskała do piersi kości do gry. – Isaac uwielbiał zamienianie jednych przedmiotów w inne, ciągle prosił wszystkich dookoła, żeby to dla niego robili – dodała, i chociaż minęło już wiele lat – w jej głosie wciąż dało się słyszeć pomruk dawnej dezaprobaty.

Zaklęcie Fantine było udane, jej różdżka zalśniła jasnym światłem – ale w zasięgu jej wzroku nie znajdowało się już żadne ukryte przejście ani schowek, które czekałyby na odkrycie.

Sytuacja panująca w domu nie wyglądała, jakby miała się poprawić. Magia wciąż była niestabilna, wycofując się i wracając, jak rozbijające się o wyspowe klify fale; ból w kręgosłupach Jocelyn i Alastaira zelżał, przywracając im pełną sprawność, wzrok uzdrowicielki wrócił do normy, a jej włosy znów przybrały ciemnobrązową barwę – nie licząc jednego siwego pasemka przy twarzy, które wciąż pozostawało śnieżnobiałe. Utracone przez Salome fragmenty pamięci wróciły na swoje miejsce. Mia znów słyszała właściwie.

Zegary w domu przesunęły się na godzinę drugą.

Wszystkie bonusy i kary nałożone w poprzedniej kolejce przestają działać.

Kości, które trzyma Salome, zostały przemienione zaklęciem Acus. Zaklęcie można odwrócić, po raz drugi rzucając Acus (ST według tabeli) lub Finite Incantatem (również ST według tabeli). Do rzutów doliczają się wartości statystyk z właściwych dziedzin.

Pandora - dłuższe wystawienie na działanie bardzo niskiej temperatury skutkować będzie utratą punktów żywotności na skutek wyziębienia. Każda kolejka, w czasie której przebywasz na zewnątrz, kosztować Cię będzie punkty żywotności w ilości 5*n, gdzie n oznacza ilość wyżej wspomnianych kolejek. W tej kolejce tracisz 5 punktów żywotności (wychłodzenie).

Oliver traci 10 punktów żywotności na skutek utraty krwi.

To ostatnia kolejka działania Liberta Mii.

Na odpisy czekam do 13 stycznia (sobota) do godz. 23:59.


parter:
 
piętro:
 
Żywotność postaci i kary do rzutów:
 


Powrót do góry Go down
Mia Mulciber
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t3609-mia-mulciber-budowa#64835 https://www.morsmordre.net/t3846-dimitry#71894 https://www.morsmordre.net/t3650-uwaga-gryze#67008 https://www.morsmordre.net/f161-grimmauld-place-12-5 https://www.morsmordre.net/t3864-mia-mulciber#72368
byłam
22
Czysta
Panna
And I find it kinda funny, I find it kinda sad
That dreams in which I'm dying are the best I've ever had.
10
20
1
0
0
2
2
6
Czarownica

PisanieTemat: Re: Bezimienna wyspa   12.01.18 23:09

Bolała ją głowa. Tępy, pulsujący w skroniach ból nie przestawał drażnić, ale starała sie ignorować nasilające się chwilami mdłości. Czasem miała wrażenie, że oczy jej buchną, jak rzucona bombarda. Irytująca sprawa, ale na szczęście nie była typem osoby, która przejmowałaby sie byle? bólem głowy. Miewała zdecydowanie gorsze stany. Oby podobne jej (ich?) nie spotkały - Chyba mogłam spotkać pana Fancourt - zmarszczone w zamyśleniu brwi wciąż rysowały się ciemnymi liniami na czole Mii. Słuchała, analizowała i..liczyła. Znalazła się ich zguba w postaci Salome, chociaż wyglądała dosyć ...dusznie - Gdzie są pozostali? - Zapytała nagle. Uzdrowicielka wspominała o mężczyźnie z imieniem Alastair i chociaż był cień wątpliwości, bez kłopotu przypisała go do szlachcica, który tak łatwo zaszczepił się w jej umyśle. Ale byli inni. Pandora. Ciemnowłosa kobieta, która podsuwała jej wspomnienia, o których nie wiedziała i skojarzenia, których zignorować nie mogła. No i Bott. Był idiotą, cwaniaczkiem, który drażnił ją całym swym jestestwem, ale mimo wszystko.. - Kur... - zaczęła, dusząc przekleństwo w ustach - Jeśli te kamienie są gdzieś jeszcze w tym domu, to musimy się rzeczywiście spieszyć. Na dole wszystkie pomieszczenia widzieliście? - zacisnęła lewą dłoń w pięść. Ciepło znalezionego kamienia pulsowało, łaskotało - Idę na dół - skwitowała cicho i powoli podsunęła pod nos uzdrowicielki znalezisko - Zaopiekuj się tym - i z tymi słowami, powoli odwróciła się od wejścia i ruszyła w dół.
Schody skrzypiały przy każdym kroku, jakby za chwilę, cała konstrukcja miała runąć, grzebiąc ze sobą wszystkich, znajdujących się w dworku gości. Wszystko słyszała już bez tłumionej bańki, która wcześniej blokowała jej zmysły, a słyszana wcześniej melodia uderzyła wspomnieniem zbyt wyraźnym, by mogła je odsunąć. Sternik. Statek i już nie tak mglisty obraz uśmiechającego się upiornie staruszka - Piękne mi powitanie - burknęła pod nosem i choć głos brzmiał dla niej naturalnie, z pretensją, to gdzieś za mostkiem czuła nieprzyjemne uciskanie. Lęk. A gdy tylko znalazła się niżej, prawie zakrztusiła się powietrzem na widok, jaki prezentowało oparte o ścianę ciało Oliviera. Ostatnie stopnie pokonała skokiem. Sącząca się krew i nieodłączny jej zapach mieszał się z uderzeniami postępującej magii. Świat wokół marniał, kruszał i na kilka chwil wracał do pierwotnego wyglądu. A nieprzytomna sylwetka Botta po prostu leżała - CZEMU GO TU ZOSTAWILIŚCIE - warknęła głośno, z narastająca paniką i złością, że i ona się do tego przyczyniła - On umiera! - wrzasnęła gniewie i uklękła przed leżącym męzczyzną, najpierw łapiąc bladą twarz w dłonie. Budzenie nie miało większego sensu. Musiała w pierwszej kolejności zatamować krwawienie. Albo spróbować to zrobić - Ty debilu - tym razem warknięcie było ciche, kierowane tylko i wyłącznie do wykrwawiającego się mężczyzny - Jak umrzesz to cię zabiję. Matt też - szeptała, by z drżącymi rękami złapać za materiał spódnicy. Szarpnęła ras, ale nie podziałało. Miała przecież sztylet. Wyciągnęła go z cholewy buta i kilkoma cięciami rozerwała tkaninę, tworząc bardzo prowizoryczny "bandaż". Najwięcej szkarłatu plamiło brzuch i okolice. Powoli, bardzo ostrożnie rozchyliła ubranie, odklejając je od ciała i uważając, jak się okazało, by nie poruszyć wbitego odłamka. Dopiero wtedy uciętym materiałem owinęła okolic rany. Nie posiadała zbyt wielkiej wiedzy anatomicznej, ale podstawą, wbitą jeszcze na Nokturnie, było zatamowanie krwawienia i pod żadnym pozorem nie wyciągania tego, co znajdowało się w ranie. Nie bez pomocy uzdrowiciela. Zaklinała w duchu Merlina, by jej działanie pomogło - Nie masz prawa mi tego robić - właściwie nie mówiła tego do samego Botta, a do bezimiennego losu, który szarpał nitkami jej przeznaczenia.






Ja walcząca z nim, ze światłem, ze świtem.

Nadeszły fale, ukradły go i zabrały
na wojnę.
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Bezimienna wyspa   12.01.18 23:09

The member 'Mia Mulciber' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 79


Powrót do góry Go down
Jocelyn Vane
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4647-jocelyn-vane https://www.morsmordre.net/t4674-poczta-jocelyn https://www.morsmordre.net/t4673-j-c-vane https://www.morsmordre.net/f316-maxwell-lane-84 https://www.morsmordre.net/t4675-jocelyn-vane
Stażystka uzdrowicielstwa
20
Czysta
Panna
Idź za marzeniem i znowu idź za marzeniem
I tak dalej aż do końca
10
10
0
23
0
0
5
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Bezimienna wyspa   13.01.18 0:05

Jocelyn była coraz bardziej podenerwowana, i choć przez chwilę miała ochotę krzyczeć i zacząć rwać w panice siwe włosy, zmusiła się do zachowania opanowania. Praca uzdrowicielki niewątpliwie była w tym przydatna, Josie musiała umieć zachować zimną krew w trudnych sytuacjach, tyle że ta sytuacja odbiegała od wszystkiego co do tej pory znała. Nigdy dotąd nie czuła tak namacalnego, realnego zagrożenia, ale to, co działo się z nią i z całym budynkiem, świadczyło o tym, że działo się coś bardzo złego i niepokojącego, co musieli możliwie szybko powstrzymać. Tylko czy znajdą wszystkie osiem kamieni zanim wybije godzina zero, i czy dadzą radę je połączyć, skoro wśród nich najwyraźniej nie było specjalisty od numerologii?
Mówiła, dzieliła się swoimi wiadomościami, słuchając też słów innych i obserwując skrzatkę, która nie przerwała jej, nie wykonała żadnego gestu, by przeszkodzić jej w dokończeniu tego, co miała do powiedzenia.
W pokoju pojawiła się też Mia, a Josie dostrzegła w jej ręce rubin. Jeden z ośmiu kamieni.
- Tak! – powiedziała, podchodząc nieco bliżej i przyglądając się kamieniowi. – To musi być jeden z tych, których szukamy... Lustro... – wyszeptała; najwyraźniej słowa, które przetłumaczył wcześniej Alastair i które powtórzyła pozostałym, rzeczywiście mogły stanowić wskazówki. – I kości – dodała, zauważając w dłoni Salome kości do gry po tym, jak wskazała je Rozetka. Kości nie przypominały kamienia z pudełka, ale może, zgodnie ze słowami skrzatki, zostały transmutowane? – Myślodsiewnia – jej spojrzenie padło na kamienną misę w dłoniach ogromnego mężczyzny. – Czy mogę to zobaczyć? W tym dzienniku może być coś ważnego – zapytała, spoglądając na myślodsiewnię i dziennik. Może znajdą tam kolejne wskazówki? Bardzo chciała zapoznać się z zapiskami. – Nie potrzebujemy myszy. Potrzebujemy... wspomnień. Chyba, że one już tam są i teraz wystarczy je... obejrzeć? – spojrzała znów na Rozetkę, jakby prosząc o odpowiedź. Skrzatka, jako jedyny żywy mieszkaniec domu, mogła dysponować wspomnieniami, które były im potrzebne by odkryć kolejny element układanki. A może wspomnienie którego szukali już w myślodsiewni było? Może tajemnicza Maureen Fancourt, o której wspomniała młoda szlachcianka, używała jej do przechowywania swoich wspomnień i te nadal tam tkwiły? Niestety nigdy nie korzystała z myślodsiewni, choć czytała o nich.
- Czym są te mikstury? – zapytała, spoglądając na Fantine, gdy powiedziała że posiada jakieś eliksiry. – W gabinecie na dole znalazłam jeszcze wywar żywej śmierci, w dużej, ciężkiej butli, która przytrzymywała pergaminy traktujące o amulecie. Nie zabrałam jej na górę, obawiając się że mogę ją upuścić i rozlać wywar. A w jednym z pudełek były małe fiolki z eliksirami. – Wzięła do ręki drugie z pudełek, które wcześniej znalazł Alastair i które wzięła ze sobą idąc na górę. – Może ty będziesz wiedziała, czym są te eliksiry? – zapytała. Sama była beznadziejną alchemiczką i jej umiejętności w tym zakresie były raczej mizerne, ograniczały się głównie do dawkowania lekarstw które ktoś inny uwarzył. Nie znała się zbytnio na miksturach nie będących lekami, bo przedmiot ten nigdy nie był jej ulubionym. Miała wrażenie, że w rozwiązywaniu numerologiczno-alchemicznych zagadek bardziej przydałaby się tutaj Iris, bo skupiona na intensywnej nauce anatomii Jocelyn nigdy nie wgłębiała się zbyt mocno w te dziedziny.
Wtedy jednak, kiedy spojrzała znów na Rozetkę i jej wzrok nagle się wyostrzył, zauważyła jeszcze coś, co wcześniej, na samym początku przegapiła. Wtedy była zbyt pochłonięta rozglądaniem się po domu, żeby przyglądać się dokładniej biżuterii skrzatki. Ale teraz zauważyła, że jej naszyjnik składa się z ośmiu kamieni idealnie odpowiadających kolorami schematowi amuletu. Na każdym z nich była napisana runa, a Josie była pewna, że znaki były identyczne z tymi które widziała nad kominkiem i na karteczkach z imionami. Przypomniała sobie opis podobnego przedmiotu z pergaminów, które znalazła na dole, i właśnie zdobyła pewność, że istotą podtrzymującą klątwę jest Rozetka.
Jocelyn przypomniała sobie też, jakie mieli ewentualności, jeśli chodzi o złamanie klątwy: musieli połączyć osiem kamieni, lub w przypadku nie znalezienia wszystkich zniszczyć co najmniej dwa... Lub zabić istotę podtrzymującą zaklęcie. Ale Josie miała nadzieję że to nie będzie konieczne, była uzdrowicielką, jej zadaniem było leczyć, nie krzywdzić. Nie chciałaby krzywdzić skrzatki, która była tylko tym, czym uczynili ją jej państwo.
- Rozetko, chcemy się stąd wydostać. Możemy potrzebować twojej pomocy – zwróciła się do niej łagodnie, zastanawiając się, co właściwie powinna zrobić. Znów powtórzyła w myślach poznane wcześniej słowa, mieli najprawdopodobniej dwa kamienie, kolejny mógł znajdować się w myślodsiewni. Może mikstury znalezione przez Fantine też kryły w sobie odpowiedź na pytanie, gdzie jest kolejny fragment?
Poruszyła się lekko, kątem oka zauważając, że jej włosy wróciły do zwykłego brązowego koloru, z wyjątkiem jednego cienkiego pasma przy twarzy. Zniknął też nieznośny ból w plecach. Niemal bezwiednie przejęła kamień, który podała jej Mia, zaciskając na nim wolną dłoń, po czym po chwili wsunęła go do pudełka z ośmiokątem podzielonym na przegródki, dopasowując go do miejsca, gdzie powinien się znaleźć według schematu. W domostwie rozległa się melodia; być może to Alastair zaczął grać na fortepianie, nie przyszedł tu za nią na górę, został na dole, kiedy ona ruszyła na spotkanie z nieznanym i poszukiwanie pozostałych. Przypomniała sobie też o Pandorze, która także nie weszła tu za nią i Josie mimowolnie zaczęła się o nią niepokoić. Może pchana strachem oraz myślami o amulecie zbyt szybko pobiegła na górę, nie upewniając się, że pozostali pójdą tam razem z nią? Rozpoznała jednak tę muzykę i wtedy przypomniała sobie fragment wspomnienia z łodzi i sylwetkę sternika, który wygwizdywał właśnie taką melodię.
Jej spojrzenie spoczęło na wiszącym na ścianie zegarze, który wskazywał godzinę drugą. Mogła odnieść wrażenie że przyspieszył swe obroty, że być może ich czas coraz bardziej się kończył.
- Może to zegary są przepowiednią lub... zwiastunem naszej śmierci, jeśli nie złamiemy zaklęcia na czas? – rzuciła w przestrzeń, krzywiąc się na samą myśl. Jej ręce zaczęły drżeć, ale zmusiła się, by zachować spokój. Musiała chronić oba pudełka oraz zapiski, które miała w kieszeni. Jeśli jednak myślała słusznie, to pytanie, który zegar mógł skrywać cząstkę amuletu i czy w ogóle któryś skrywał? Na ten moment Josie nie przychodził do głowy inny pomysł, co mogło być przepowiednią, nie wiedziała też czego dotyczyły słowa o bagnie i zwodniku; tych rzeczy powinni jednak raczej szukać na zewnątrz, choć dla Jocelyn to co znajdowało się poza domem stanowiło niewiadomą.





Zamknięci w ramach schematówPamiętajmy, by nie zgubić siebie.

Powrót do góry Go down
Oli Ogden
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4869-oli-ogden#105453 https://www.morsmordre.net/t4878-nokturnowy-smietnik#105711 https://www.morsmordre.net/t4877-oli-sie-nie-goli#105709 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t4879-oli-ogden
zbir
30
Półkrwi
Kawaler
- Kup mi whiskey.
- Będziesz pił whiskey? Jest 10 rano.
- W takim razie kup whiskey i płatki.
1
3
0
0
0
1
0
42
Półolbrzym

PisanieTemat: Re: Bezimienna wyspa   13.01.18 12:35

Nie wiem gdzie są pozostali, bo mnie to nie interesuje. Dlatego tylko wzruszam ramionami na pytanie kolejnej kobiety wchodzącej do pomieszczenia. Robi się w nim zdecydowanie zbyt tłoczno. Obracam głowę to w jedną, to w drugą stronę, starając się nadążyć za tym trajkotaniem wokół mojej głowy. Czy raczej pasa, większość osób właśnie dotąd mi sięga. Nie, żebym nie miał skojarzeń, ale muszę skoncentrować się na zadaniu. Wciąż jest kurewsko zimno i wolałbym już wrócić do domu, tak po prostu. Nikt nie chce kupić ode mnie ani dziennika, ani mysiodsiewni, nie wiem dlaczego. Może to jednak stare graty są? Mam je już nawet wypierdolić przez okno, ale wtedy jedna z czarownic wydaje się być tym zainteresowana. Wzdycham, bo tak trochę ciężko mi się rozstać z potencjalną częścią zarobku, ale kiedy dociera do mnie, że te przedmioty mogą posłużyć naszemu uwolnieniu się z tego przeklętego domu, to postanawiam jej to oddać.
- Aha - komentuję jej wywód odnośnie dziwnej misy. Wspomnienia w miednicy? To brzmi tak strasznie dziwnie, ale nie sprzeczam się. Jedni w miskach robili pranie, inni do niej rzygali, nie wnikam. - No, weź - dodaję zatem, wręczając kobiecie zarówno dziennik jak i myślodsiewnię. Skoro nie potrzeba do niej myszy, to dobrze, bo nie chce mi się ich szukać tak po prawdzie. Chociaż z bełkotliwego bezsensu tych rozmów wyłapuję stwierdzenie, że chyba musimy znaleźć jakieś kamienie. Tylko jak one wyglądają? Drapię się po głowie, ale żadna błyskotliwa myśl nie pojawia się w mojej głowie. Wzruszam ramionami i stoję jak ten głąb nie wiedząc co dalej zrobić. I w brzuchu wciąż mi burczy.
- Ty, daj mi trochę tej zupy co ją gotujesz - zwracam się do tej strachliwej babki, Fantine. Bo olewa strasznie moje pytania, więc przestaję pytać, niech opchnie mi po prostu miskę i po sprawie. To znaczy, takie niewielkie ilości dla konusa mi nie wystarczą, ale może chociaż trochę załagodzą ból brzucha. - Nie wiem jak wy, ale ja nie zamierzam umierać. Szukać kamieni, tak? - dopytuję rozgniewany, bo co to za pomysł, zdychać w jakimś wstrętnym domu.




no one cares

Powrót do góry Go down
Pandora Sheridan
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t4892-pandora-a-sheridan https://www.morsmordre.net/t4914-poczta-pandory#107112 https://www.morsmordre.net/t4913-never-say-no-to-panda https://www.morsmordre.net/f324-hogsmeade-mieszkanie-nr-17 https://www.morsmordre.net/t4917-pandora-a-sheridan
nikt
22.
Czysta
Panna
you're a little late
i'm already torn
5
13
0
0
12
5
2
0
Czarownica
to form imaginary lines, forget your scars we’ll forget mine.

PisanieTemat: Re: Bezimienna wyspa   13.01.18 14:47

Pomysł – tak zachęcający i kuszący z początku – okazał się zupełnie nietrafiony. Wiedziała o tym od pierwszego momentu, gdy otworzyła drzwi, a lodowate szpony wiatru objęły ją, wypędzając oddech z jej płuc. Drgnęła, przejęta aż tak brutalnym atakiem i przymknęła powieki, jakby to miało cokolwiek pomóc. Mimo to poruszyła się do przodu zgodnie ze swym zamysłem. Nie spodziewała się, że na zewnątrz może być jeszcze zimniej niż w środku dworku i choć łzy stanęły jej w oczach, liczyła chyba na to, że chłód zelżeje lub przyzwyczai się do niego. Jedynym jak na razie efektem było nadchodzące uczucie obojętności, odrętwienia, pomalutku ogarniające jej kończyny. Stawiała kroki ostrożnie, zaciskając mocno poczerwieniałe palce na drewienku różdżki, lecz każde jej posunięcie było walką z góry skazaną na przegraną. Nie miała pojęcia, co zrobić dalej; przerażała ją perspektywa wkroczenia w zamieć śnieżną i ten lęk przejmował nad nią kontrolę. Wolała już zostać przysypana rozpadającymi się elementami budynki aniżeli zamarznąć. Jej oddech stał się ciężki, męczący, z każdym haustem wystawiając się na coraz większe niebezpieczeństwo. Topniała też w niej wola walki. Nie miała pojęcia, co robić dalej, nie posiadała żadnej wiedzy na temat tego jak się stąd wydostać czy o co tu chodziło. Miała jakieś niewyraźne, złe przeczucie, które przysiadło jej na karku i nie miało zamiaru odejść. Chyba nigdy nie była bardziej wymęczona, nawet gdy wylądowała w zupełnie obcym miejscu w tę przeklętą majową noc. Byli tu z nią inni „goście”, ale oni dawno już ją porzucili, nie powinna nigdy wcześniej w nich pokładać zaufania, gdyż ono pozostawiło po sobie tylko gorzkie rozczarowanie. Z pewnym wysiłkiem obróciła twarz w stronę dworku, jawił się o teraz jak typowa posiadłość z gotyckich horrorów, które zapełniały jej domową półeczkę. Nie, nie było pośród jej marzeń zostania bohaterką; była jedynie pionkiem, obserwatorem, ulepionym ze zwykłej, dość słabej gliny. Pociągnęła nosem, najwyraźniej nieświadoma tego, iż kilka minut wcześniej pozwoliła łzom płynąć swobodnie, po czym skupiła spojrzenie na jasnych ognikach. Dodały jej nieco otuchy, o ile to jeszcze było możliwe, wskazując, że może znajdowało się tutaj coś jeszcze, nie była całkiem opuszczona.
Niemrawo ruszyła w tamtą stronę, wypowiadając najpierw:
Ignis fatuus.
Pragnęła mieć przy sobie coś pocieszającego, kolorową kulkę, która zaznaczyłaby jej pozycję i podążałaby trochę przed nią, oświetlając drogę i chroniąc przed wpadnięciem na coś, czego nie dostrzeże przy tej pogodzie. Na dnie umysłu krążył u niej strach przed wyziębnięciem, co w końcu przyniosło jakiś skutek. Przypomniała sobie pewne zaklęcie ze swojej ulubionej dziedziny transmutacji.
Caldasa! — wyrzekła bardzo cicho, ledwie tak, by usłyszała ją własna magia. Była w tym niepewna, nadgarstek przeszyty na wskroś zimnem mógł jej nie posłuchać.

1. anomalia do pierwszego zaklęcia
2. drugie zaklęcie + anomalia




we all have our reasons.
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Bezimienna wyspa   13.01.18 14:47

The member 'Pandora Sheridan' has done the following action : Rzut kością


#1 'Anomalie - CZ' :


--------------------------------

#2 'k100' : 47

--------------------------------

#3 'Anomalie - CZ' :


Powrót do góry Go down
Salome Despiau
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4348-salome-minerva-despiau https://www.morsmordre.net/t4367-sir-lancelot https://www.morsmordre.net/t4366-niosl-wilk-razy-kilka https://www.morsmordre.net/t5031-s-m-despiau
Magizoolog stacjonarny, pretendentka do nagrody Darwina
25
Czysta
Panna
When I walking brother don't you forget
It ain't often you'll ever find a friend
6
19
1
0
5
0
0
4
Czarodziej
 mine

PisanieTemat: Re: Bezimienna wyspa   13.01.18 16:09

Może było to z jej strony dziecinne, może niepoważne i może wadziło całemu temu wielkiemu planowi ucieczki, jednak zamiast myśleć o wszystkich innych pierw powinna zająć się sobą. Nie była jakąś cholerną matką Teresą z Munga, nawet pomimo dużych pokładów empatii wobec świata kiedy ktoś miał zyskać, a ona jedynie stracić, nie działała na korzyść drugiej osoby. Nie chciała ich co prawda zatrzymywać w domu siłą i nie widziało jej się „na przekór wszystkiemu” psuć wspaniałe plany wielkiej ucieczki. Skoro jednak nikt nie wykazywał zainteresowania przywróceniem jej do stanu używalności, sama musiała zadbać o siebie jak to dzielnie robiła do tej pory. Dlatego właśnie nie oddała kostek nikomu i nie poczęła udzielać się w dyspucie na temat dalszych posunięć. Skoro tylko pamięć wróciła jej na normalne tory (zauważyła to z lekkim opóźnieniem, z konsternacją analizując powód podwójnego zapytania o to samo), utrwaliła sobie potencjalne miejsce pobytu Isaaca, skryła kostki w kieszeni spódnicy i poczyniła kroki do wyjścia. Na drodze stała jej jedynie góra mięśni półolbrzyma, w kierunku którego wyciągnęła rękę by w razie konieczności choć spróbować go przesunąć z drogi, jednak ku jej kolejnemu zaskoczeniu zamiast natrafić na napięty brzuch i odbić się o kilka kroków w tył, wniknęła w niego jakby był jedynie iluzją samego siebie. Salome zagryzła wargi po raz kolejny uświadamiając sobie że nie znajduje się w korzystnej sytuacji, jednak nie skapitulowała – naparła bardziej, przenikając cielsko mężczyzny i pojawiając się po jego drugiej stronie płynnie i z gracją jakby zabawę w ducha ćwiczyła od kilku stuleci. Rzuciła mu spojrzenie przez ramię. - Muszę... Niedługo wracam. – Bardziej westchnęła niż stwierdziła, upewniając się spojrzeniem na małą skrzatkę w tym, że mimo wszystko powinna wyjaśnić z chłopcem pewne sprawy. Już nie jedynie w kwestii moralnego poczucia niepokoju po tym, jak nie potrafiła zebrać się i oznajmić własnej porażki. Teraz chodziło o jej przyszłość. Realna wizja rozwiązania zagadki i ucieczki z tego przeklętego miejsca podziałała na jej wyobraźnię. Nie chciała odstawać i także pragnęła powrócić. Do swojej sowy, do swoich listów, do swoich sióstr i ciekawych ludzi, których poznawała odkąd zakotwiczyła się w Anglii prawie na dobre. Zbiegła po klatce schodowej starając się nie potykać o własne nogi. Wyminęła Mię i Oliviera – wstrząsnął nią ten widok. Nie wiedziała że ktokolwiek ucierpiał w aż takim stopniu. Jednak nie potrafiła mu pomóc – o ile do zaklęć przykładała się jak mogła, magia lecznicza była dla niej nieosiągalna. Brakowało jej zaparcia uzdrowicieli jakiego zazdrościła od niedawna Cassandrze. Gdyby czarownica tu była, pewnie już wracałaby mężczyznę na nogi. Zamiast dalej zastanawiać się nad tym w czym i tak nie była zdolna pomóc jedynie cicho Mię przeprosiła jak gdyby to była jej wina i pobiegła dalej, póki kolejne podłe wrzaski nie utrudnią jej życia.
W starych domostwach były zazwyczaj dwa dojścia na ogród. Jedno kierowało po zewnętrznym obwodzie budynku, drugie przez taras, tudzież kuchenne wyjścia na tyłach. Tam właśnie skierowała swoje kroki, chcąc sobie skrócić drogę i jak najszybciej przywołać chłopca. - Isaac? Isaac! – zawołała w nadziei, że ten nie dąsa się i postanowi się ujawnić. Dłoń skrytą w kieszeni ponownie zacisnęła na jego zabawce. - Isaac, przepraszam. Przegrałam. Nie gniewaj się, dobrze?
Tak, była przestraszona. Tak, niewiele zastanawiała się nad tym co robi. Tak, konsekwencje mogły okazać się niezbyt ciekawe i pozytywne, ale gdzieś tam w głębi siebie wierzyła, że w jakikolwiek sposób konfrontacja z chłopcem pomoże jej wrócić na ziemię. Tak, żeby więcej nie zdołała przeniknąć przez ubrania, skórę i trzewia półolbrzyma, który stanie jej na drodze.




make me
believe
Powrót do góry Go down
Alastair Nott
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t3799-alastair-nott https://www.morsmordre.net/t3820-iuventas https://www.morsmordre.net/t3819-the-sky-is-the-limit https://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor https://www.morsmordre.net/t3821-alastair-nott
Urzędnik Departamentu Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów
26
Szlachetna
Zaręczony
Hell is empty and all the devils are here
5
20
0
0
5
1
3
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Bezimienna wyspa   13.01.18 20:51

Moje palce jak same przesuwają się po klawiszach. Przypominam sobie jaką ulgę i radość czułem, gdy grałem, będąc dzieckiem. Jestem niemal zaskoczony, jak wiele rzeczy udaje mi się na tej tajemniczej wyprawie. Może życie nie było jednak tak złe, jak się wydawało – nawet jeśli jesteśmy tu zamknięciu, niemal ku pewnej śmierci. Ale w jakiś sposób mi się to podoba. Przygoda do przeżycia. Coś do zrobienia, zajęcia myśli. Kiedy wykonuję utwór, od razu przypominam sobie postać sternika i jego gwizdanie pod nosem. Gdy odwracam głowę, nawet zadowolony z siebie, dostrzegam postać pianistki, która wygląda jakby się uśmiechała. Jej oczy są niewidzące, ale mam wrażenie, że wyraża jakąś wdzięczność, zadowolenie. Może sama chciała się stąd uwolnić. Może nikt nie miał nigdy szans by usłyszeć jej twórczość. Przypominam sobie co Jocelyn mówiła o kamieniach i podchodzę do obrazu. Zgarniam nuty z pianina, decydując się je zachować, po czym zabieram naszyjnik, który trzyma na wyciągniętej dłoni. Mimowolnie sam zaczynam się uśmiechać, jakby opuściła mnie posępna atmosfera domu. Z uśmiechem na twarzy skłaniam się lekko. Jest mi niemal żal postaci przedstawionej na portrecie.
Dziękuję – szepcę cicho, choć wątpię, że mnie słyszy.
Moją uwagę zwracają kroki i gdy zaglądam na przedsionek schodów dostrzegam tą ciemnowłosą kobietę, która tak łatwo przyciągała moje spojrzenie. Oraz kogoś jeszcze… Mężczyznę pokrytego krwią. Na chwilę zamieram, a jednocześnie coś mnie uderza: instrument muzyczny. Wskazówki po rosyjsku, które odczytałem. A także konkretnie jedna z nich, zwodnik i bagna. Na zęby Merlina, czy ta ciemnowłosa kobieta przed chwilą nie wyszła? Sam nie wiem co zrobić. W dłoni wciąż trzymam kamień, zresztą tak samo jak dziewczyna. Na chwilę przyklękam przy niej, spoglądając na rannego.
Szlag – rzucam cicho, bo nie wiem jakim cudem, ale przez ostatni czas w ogóle nie wpadłem na Olivera.
Zdaję sobie sprawę, że na nic tu jednak moja pomoc, tymczasem, to wcale nie jest jedyne niebezpieczeństwo.
Potrzebuje pomocy uzdrowiciela – stwierdzam bezsensownie, odwracając się w stronę schodów. – JOCELYN!
Ostatnie zdanie właściwie wykrzykuję, mając nadzieję, że mój krzyk przedrze się przez piętra i uzdrowicielka go usłyszy. Ale nie ma czasu. Nie ma czasu na nic, wszystko się komplikuje. I z pewnością będzie komplikować się jeszcze bardziej. Moja kompletna niewiedza z dziedziny anatomii tu nie pomoże. Obracam twarz w stronę dziewczyny.
Posłuchaj… Mia, prawda? – usilnie staram się przypomnieć jej imię, ale było tylko szeptem skierowanym w stronę kogoś innego, więc równie dobrze mogłem się przesłyszeć. – W tym domu tylko Jocelyn może mu pomóc. Ten kamień dała mi kobieta z portretu, po wygraniu na fortepianie jej utworu. Jocelyn być może wytłumaczyła Wam o co chodzi. Nieważne. Ale musisz go jej ode mnie przekazać. Ta ciemnowłosa kobie… Pandora, przed chwilą wyszła na zewnątrz. Jeśli moje przypuszczenia są prawdziwe, gdzieś tam znajduje się zwodnik, o którym prawdopodobnie nie ma. Ktoś musi… Muszę ją ostrzec.
Choć całe życie uczono mnie retoryki, teraz nie wiem jak składać słowa. Podsuwam ametystowy naszyjnik dziewczynie, ufając jej. Jestem podenerwowany, może wpływa tak na mnie widok Botta, który leży bezwładnie przy ścianie. Zaciskam palce na okryciu, w którym przybyłem na wyspę i mocniej owijam je wokół siebie. To pewnie zły pomysł. Być może jest jeszcze zimniej, niż gdy tu przyszliśmy. Ale nie mam wyboru. Wstaję i kieruję swoje kroki w stronę drzwi i pociągam za klamkę, próbując wyjść na zewnątrz i odszukać Sheridan. Nim jeszcze do końca przekraczam próg, przypominam sobie o zabawnym zaklęciu transmutacyjnym. Co prawda dawno go nie używałem ale – cóż, skoro okazało się, że jestem wybitny w OPCM, to może i na transmutację przychodzi czas?
Caldasa – mówię cicho i trochę niepewnie, wykonuję jednak różdżką odpowiedni ruch.




Let's stay lost on our way home
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Bezimienna wyspa   13.01.18 20:51

The member 'Alastair Nott' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 85

--------------------------------

#2 'Anomalie - CZ' :


Powrót do góry Go down
 

Bezimienna wyspa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 18 z 24Idź do strony : Previous  1 ... 10 ... 17, 18, 19 ... 24  Next

 Similar topics

-
» Wyspa Twarzy
» Wyspa Endor
» Bezludna Wyspa - Survival Time.
» Kronika rodu Tarth
» Most w Sligachan, wyspa Skye

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Anglia i Walia :: Kent, Dover-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18