Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Bezimienna wyspa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 13 ... 22, 23, 24
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Bezimienna wyspa   01.10.17 15:57

First topic message reminder :

Bezimienna wyspa

Niewielka, znajdująca się w skromnym oddaleniu od angielskich wybrzeży wyspa, od ludzkich siedzib oddzielona jest nie tylko setkami metrów głębokiej wody, ale również utrzymującą się od lat złą sławą. Ukryta przed wzrokiem mugoli za pomocą ochronnych zaklęć, od wieków należy do czystokrwistej rodziny Fancourtów - trudno jednak powiedzieć, czy jakikolwiek czarodziej noszący to nazwisko wciąż zamieszkuje rodzinną posiadłość, bo w portowej wiosce nie widziano ich już od dawna. Wśród mieszkańców - głównie starszych, pamiętających jeszcze schyłek ubiegłego stulecia - krążą pogłoski o tym, jakoby najmłodsza dziedziczka sprzedała dom bogatemu kupcowi, podczas gdy sama wyjechała robić karierę w Londynie; inni twierdzą, że miejsce jest przeklęte, i to dlatego wszyscy Fancourtowie wyprowadzili się, gdzie pieprz rośnie. Jakakolwiek nie byłaby prawda, nikt w okolice wyspy się nie zapuszcza - strome brzegi, ostre i skaliste, czynią ją wyjątkowo zdradliwym miejscem do żeglugi, a jeśli wierzyć lokalnym opowieściom rybaków, łodzie, które wyprawiają się w tym kierunku, nigdy nie powracają do portu.

[bylobrzydkobedzieladnie]


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Bezimienna wyspa   30.01.18 16:39

Szaleńcza ucieczka wśród ciemności i kapryśnej pogody okazała się trudniejsza, niż ktokolwiek mógłby przypuszczać, a odnalezienie rozeznania w ogólnym chaosie graniczyło z niemożliwością – i najprawdopodobniej właśnie dlatego tylko Fantine udało się umknąć bez większych przeszkód. Podążając po swoich własnych, niewidzialnych śladach, dotarła do schodków prowadzących w dół, do przystani, gdzie na wzburzonej wodzie wciąż kołysała się przeciekająca łódź. Stamtąd bez problemu mogła obserwować uciekających czarodziejów oraz dom za nimi; jedynie ona miała czas, żeby dostrzec, jak w jednej sekundzie całe wnętrze budynku rozjaśniło się, zalewając niebieskawym światłem połać otwartego terenu i wydłużając nienaturalnie sylwetki biegnących; blask wysączał się przez wybite okna i nowopowstałe dziury w ścianach, niesiony częściowo przez rozchodzącą się okręgiem falę drżącego, zakrzywiającego obraz powietrza, które przemknęło przez trawnik, zatrzymując się tuż przed sylwetką arystokratki. Trwało to dosłownie chwilę, kilka uderzeń przyspieszonego serca, na pewno nie więcej – później światło zgasło, jakby wessane z powrotem do środka, a dookoła zapanowała przejmująca, ogłuszająca wręcz cisza.

Dla całej reszty wszystko to przypominało zamazaną, przyćmioną przez grę z czasem smugę; Alastair, ślepy i targający za sobą bezwładne ciało Olivera, potknął się jako pierwszy, upadając w zmieszany z błotem śnieg. Zdołał podnieść się z powrotem do pionu, ale zanim to zrobił, przegoniły go Jocelyn i Salome. Zarówno uzdrowicielka, jak i próbująca pomóc jej magizoolożka, szarpane silnym wiatrem, straciły równowagę, chociaż ta druga odzyskała ją znacznie szybciej, podniesiona do pionu przez silne ramiona Oliego. Półolbrzym zdążył zareagować dosłownie w ostatniej chwili; sekundę później do grupy czarodziejów dotarły dwie magiczne fale: zaklęcie ochronne Mii oraz dziwna, niestabilna energia. Uroki zmieszały się ze sobą, aż niemożliwe było odróżnienie jednego od drugiego, po czym jednocześnie uderzyły w słaniające się przed budynkiem sylwetki. Niewidzialna siła powaliła Alastaira i Jocelyn na kolana, zachwiała też potężną sylwetką Oliego; Salome, schowana w całości za jego plecami, nie odczuła działania magii. Pozostała trójka miała wrażenie, jakby przez wszystkie komórki ciała przemknął najpierw przeraźliwy chłód, a zaraz potem kojące ciepło – ale, przynajmniej na pierwszy rzut oka, nie stało się nic więcej. Jeżeli zaklęcie miało jakiekolwiek działanie, to jego efekty nie były widoczne natychmiastowo.

Urok rzucony na Pandorę, podobnie jak wszystko inne dookoła, również zaczął się łamać – czarownica wróciła do swojej pierwotnej formy na krótko przed tym, jak uderzyła w nią fala wybuchu. Znajdując się tuż przy domu, odczuła ją najmocniej ze wszystkich, ale nie miała okazji poznać długofalowych skutków działania niestabilnej magii. Wróciwszy do ludzkiej postaci, zaczęła ponownie tonąć w głębokim błocie, krusząc cienką warstwę pokrywającego je lodu. Pozbawiona pomocy z zewnątrz, nie była w stanie wydostać się sama – a ponieważ jedynym świadkiem jej upadku był pozbawiony wzroku Alastair, nikt do samego końca nie wiedział, co się z nią stało. Zaginiona dla reszty świata, pozostała na wyspie, strzeżona przez mgliste światełka zwodników, wabiących niczego niespodziewających się wędrowców. I jedynie osikowa różdżka, porzucona tuż przy bagnie, pozwalała na snucie teorii co do smutnego losu czarownicy.

Mia, uwięziona w rozpadającym się budynku, nie zdecydowała się na ostatnią próbę ucieczki, cenne sekundy wykorzystując na pomoc pozostałym czarodziejom. Kiedy uderzyła w nią fala magii, poczuła w całym ciele dziwne ciepło, a pod przymkniętymi powiekami zatańczyły obrazy zaczerpnięte z innego życia. Chociaż otaczało ją wszechobecne zniszczenie, przez moment widziała dom w okresie jego największej świetności: pomieszczenia wypełnione jasnym światłem, filtrowanym przez koronkowe firanki; skrawek sukienki niknący za załamaniem korytarza; znajoma już melodia wygrywana na klawiszach fortepianu; dobiegający z kuchni zapach pieczonego ciasta; beztroski, dziewczęcy śmiech, odbijający się miękko od jasnych ścian. Ciemność nadeszła dopiero później, ale zanim jej dosięgnęła, Mii wydawało się, że dostrzegła nad sobą pochylającą się sylwetkę młodego mężczyzny, uśmiechającego się do niej łagodnie i wyciągającego do niej silną rękę.

Pozostała piątka czarodziejów – Salome, Oli, Jocelyn, Alastair i targany przez niego, nieprzytomny Oliver – w lepszym lub gorszym stanie dowlekła się w końcu do przystani, dołączając do Fantine. To właśnie tam odnalazła ich ekipa ratunkowa, wysłana przez nestora rodu, postawionego w stan gotowości listem lady Rosier. Czarodzieje wydostali się z wyspy łodzią, skąd wszyscy – za wyjątkiem Fantine – zostali przetransportowani do Szpitala Świętego Munga. Młoda Róża Rosierów trafiła prosto do rodzinnej posiadłości, gdzie mogła dochodzić do zdrowia otoczona opieką zaufanych uzdrowicieli. Salome, Oli, Jocelyn i Alastair zostali wypisani do domu po trzech dniach; uzdrowiciele specjalizujący się w urazach pozaklęciowych i magipsychiatrycznych wspólnymi siłami próbowali przywrócić ich do pełni zdrowia. Na oddziale zatrzymano jedynie Olivera, co do którego wszyscy zgodnie stwierdzili, że przeżył jedynie cudem; jego dalsza rekonwalescencja, ze względu na rozległość odniesionych obrażeń, pozostawała jednakże pod znakiem zapytania.

Jeżeli wpływ niestabilnej magii pozostawił jakiś ślad na zdrowiu Jocelyn, Alastaira albo Oliego, to póki co żadne z nich nie było w stanie tego zauważyć.

Alastair – uzdrowiciele ze Świętego Munga wyleczyli twoje obrażenia, jednak podłużna, jasna blizna po lewej stronie szyi, pozostanie tam już na zawsze. Zdolność widzenia przywrócono ci właściwym eliksirem, od tej pory cierpisz jednak na lekki światłowstręt: zbyt jaskrawe światło będzie cię drażnić i powodować dokuczliwą migrenę. Zmiany zostaną za moment dodane do twojej karty postaci.

Salome – udało ci się zabrać z wyspy zarówno zaczarowane kostki, jak i podarowany przez Isaaca topaz.

Alastair, Salome, Oli, Jocelyn, Fantine – wszystkim wam jeszcze przez cały lipiec dokuczać będą realistyczne koszmary nocne, przez co cierpieć będziecie na utrzymującą się bezsenność. Ulgę przyniesie eliksir słodkiego snu.

Oliver – w celu ustalenia dalszych losów postaci, skontaktuj się z Mistrzem Gry (to ja).

To już koniec wydarzenia, Mistrz Gry serdecznie i z całego serca dziękuje wszystkim za udział, piękne posty i pomysłowe podejście do tematu. Jednocześnie ze swojej strony przepraszam za wszelkie ewentualne niedociągnięcia, jeżeli takowe miały miejsce – starałam się ogarnąć wszystko w miarę sensownie, ale wiadomo, że różnie to bywa. Jeżeli chcielibyście podzielić się jakimiś uwagami, będę bardzo wdzięczna za feedback – zwłaszcza, jeśli zdarzyło mi się w trakcie wydarzenia robić coś, co Was denerwowało, lub uważacie, że coś mogło być przeprowadzone lepiej.

Za chwilę w temacie z zapowiedzią pojawi się post z podsumowaniem i podliczeniem punktów. Jeżeli macie ochotę, możecie napisać tutaj jeszcze po poście kończącym, aczkolwiek nie jest to wymogiem.

Jeszcze raz bardzo, bardzo, bardzo dziękuję. :pwease:


Powrót do góry Go down
Salome Despiau
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t4348-salome-minerva-despiau https://www.morsmordre.net/t4367-sir-lancelot https://www.morsmordre.net/t4366-niosl-wilk-razy-kilka https://www.morsmordre.net/t5031-s-m-despiau
Zawód : Magizoolog stacjonarny, pretendentka do nagrody Darwina
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
When I walking brother don't you forget
It ain't often you'll ever find a friend
OPCM : 6
UROKI : 19
ELIKSIRY : 1
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej
 mine

PisanieTemat: Re: Bezimienna wyspa   31.01.18 12:16

Oli Ogden – półolbrzym, łowca skarbów wartych zachodu, ogar Nokturnu i zakała czarodziejskiej etykiety do samego końca w swój pokraczny, groteskowy sposób okazywał się dżentelmenem i osobą godną prawdziwego zaufania. Pomimo iż jego myślowe procesy były zapewne skupione na szybkiej ewakuacji, nawet uciekając był w stanie wesprzeć ją swoim ramieniem i chociaż niedelikatnie (co było mu wybaczone, zapomniane i wydziękowane w późniejszym etapie), utrzymał ją w pionie i pędzie, zasłaniając całym sobą przed wybuchem i tym, czego się spodziewała, a co nie nadeszło. Mocna fala zachwiała nimi i chociaż osobiście nie odczuła jej uderzenia bezpośrednio, mocno rozgrzane kamienie poczęły ciążyć jej w dłoni. Nie upuściła ich przez całą drogę, przyciskając do siebie jakby były najdroższymi jej dziećmi. Teraz ją spowalniały i chociaż dzięki pomocy mężczyzny jakimś niewyjaśnionym cudem udało jej się dotrzeć aż na pomost, gdzie po niedługim czasie skorzystała z dobrodziejstw wysłanej za nimi ratunkowej misji lorda Rosier, nie była do końca zadowolona z takiego finiszu swojej przygody. Przed oczami wciąż miała dziecięce rozczarowanie z jakim patrzył na nią Isaac, gdy spalał się w odmętach zaklęcia. Pomimo pokrzykiwań i wyjaśnień wciąż nie potrafiła odpowiedzieć sobie na pytanie o to dlaczego szyszymora przejawiała tak agresywne, niepodobne do charakterystyki gatunku zachowania. Anomalie powiązane z niestabilnym zaklęciem horatio nie wyjaśniały wszystkiego co tu widzieli, oni zaś nie byli w stanie poukładać przeżyć wszystkich osób w jedną historię. Z nieznajomej sobie ósemki czarodziejów z wyspy odpłynęła jedynie przytomna piątka, z szóstym, niedomagającym Bottem na pokładzie. Dwie czarodziejki, których nie zdążyła poznać tak bardzo jakby chciała, a już na pewno nie tak bardzo jak na to zasługiwały zostały, pogrążone w pryskającym zaklęciu i magii okrywającej wyspę. Obie przyczyniły się do tego, że była w końcu bezpieczna – zmęczona, obolała, wyziębiona i pełna wątpliwości, lecz bezpieczna na tyle by móc wrócić do świata żywych, a później podjąć przerwaną egzystencję pełną pęczniejącego wewnętrznie pytania o to, czy spisała się chociaż w minimalnym stopniu. Kamienie schowała do wciąż trzymanej przy sobie sakiewki i nie powiedziała o nich nikomu. Kostki Isaaca i topaz jaki jej podarował przed rozstaniem były nie tyle pamiątką niezwykłej przygody co brzemieniem jeszcze długo przypominającym jej, że mogła podjąć inne kroki i rozczytać więcej kart historii nieszczęśliwie zaklętej rodziny.
Przeżyła, jednak nie była pewna, czy powinna opuszczać wyspę wraz z innymi. Cóż, przynajmniej zdobyła nowych, niezwykłych znajomych, z którymi połączyło ją nie przypadkowe spotkanie w galerii sztuki czy sklepie, a zupełnie niecodzienna, pokręcona, mroczna przygoda.

/zt




make me
believe
Powrót do góry Go down
Jocelyn Vane
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4647-jocelyn-vane https://www.morsmordre.net/t4674-poczta-jocelyn https://www.morsmordre.net/t4673-j-c-vane https://www.morsmordre.net/f316-maxwell-lane-84 https://www.morsmordre.net/t4747-skrytka-bankowa-nr-1200 https://www.morsmordre.net/t4675-jocelyn-vane
Zawód : Stażystka uzdrowicielstwa
Wiek : 20
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
,,,
OPCM : 10
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 26
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Bezimienna wyspa   31.01.18 20:08

Ucieczka wydawała się niemal graniczyć z niemożliwością. Pogoda na zewnątrz, od czasu kiedy weszli do domu, dramatycznie się pogorszyła. Jocelyn widziała bardzo niewiele, biegła praktycznie po omacku, ślizgając się na śniegu zmieszanym z błotem. Jej buciki zupełnie przemokły, ubrania i włosy targał lodowaty wiatr niosący ze sobą kąsające drobinki zacinającego śniegu, ale prawie tego nie czuła, skupiona na szaleńczym pragnieniu ucieczki, która prawdopodobnie obudziła w nich wszystkich najbardziej prymitywny instynkt przetrwania. Ten sprawiał, że nie miało znaczenia, kim byli w normalnym życiu: teraz liczyło się tylko przeżycie.
Nie wiedziała nawet dokąd biegnie; starała się kierować tam, gdzie z przodu słyszała biegnące kroki innych. Podłoże było bardzo zdradliwe, a dodając do tego osłabienie i ściskający ją strach, Jocelyn w pewnym momencie straciła równowagę i upadła, ślizgając się z rozpędu po brudnym lodzie. Jej zziębnięte dłonie zanurzyły się w śnieżnej brei gdy próbowała się podeprzeć i ruszyć do dalszego biegu, a czyjeś dłonie próbowały ją szarpnąć i podnieść, prawdopodobnie była to Salome, choć Josie widziała jej twarz tylko przez krótki moment, bo kobieta też upadła.
I zrozumiała, że nie uciekną. Nie dostatecznie szybko, by uniknąć fali magii, która pomknęła od domu ku nim. Najpierw poczuła, jak magiczna energia ponownie przydusza ją do ziemi, czemu towarzyszył najpierw przenikliwy chłód, a potem wypełniające ją kojące ciepło.
Czy tak wygląda umieranie?, zastanowiła się przelotnie, gdy pod powiekami zatańczyło kilka urywków z jej życia, widoki twarzy jej najbliższych, których, jak przez kilka sekund jej się wydawało, miała już nigdy nie ujrzeć. Ale ulotne wrażenie po chwili minęło, i choć otaczała ją wciąż ciemność i zimno, wiedziała też, że wciąż żyje. Wątpiła by po śmierci musiała wciąż znosić zmęczenie, ból, strach i ten wszechogarniający ziąb. Ale na swój sposób wydało jej się to teraz pokrzepiające – bo wiedziała, że skoro odczuwa te niedogodności, to wcale nie umarła. To dało jej siłę, by wstać, choć nie mogła być pewna, jaki skutek wywrze na nią magia domu. Może miała działać z opóźnieniem i nie powinna przedwcześnie czuć ulgi z tego, że przeżyła?
Razem z pozostałymi udało jej się dowlec na drżących nogach do przystani, z której zaledwie kilka godzin nieświadomie ruszyli na spotkanie z przeklętym domostwem. Które leżało w gruzach, zawalone po zniszczeniu kamieni i zdestabilizowaniu zaklęcia Horatio. To ona powiedziała, że kamienie trzeba zniszczyć, dzieląc się tym samym brzemieniem wiedzy którą posiadła – i to poniekąd za jej sprawą wydarzyło się to wszystko, ale czuła też, że bez zniszczenia kamieni mogliby się nigdy stamtąd nie wydostać.
Jak się okazało, przybyła po nich pomoc; najwyraźniej list wysłany przez Fantine mimo wszystko dotarł do jej bliskich. Być może to tak Maureen Fancourt zdołała się skontaktować z nimi wszystkimi, ale już nigdy nie dowiedzą się, jak i dlaczego to zrobiła, skąd wiedziała o zniknięciu jej brata, kim tak naprawdę była i dlaczego padło właśnie na nich. Wielu zagadek domostwa nie poznali; i Jocelyn mimo wszystko żałowała, że nie dane jej było pojąć przyczyn tych wszystkich wydarzeń. Być może stracili zbyt wiele czasu, a teraz zagadka została pogrzebana wraz z domem, a jego mieszkańcy zapewne zniknęli bezpowrotnie, bo ich rzeczywistość musiała wrócić do równowagi, którą zachwiała klątwa.
Dopiero na pomoście okazało się, że nie byli w komplecie. Brakowało Mii i Pandory, które tutaj nie dotarły, choć Jocelyn, wsiadając na łódź, do ostatniej chwili wpatrywała się w głąb wyspy, jakby miała nadzieję, że zbłąkane kobiety za chwilę przybiegną i dołączą do zmęczonej i zziębniętej szóstki, która miała zaraz opuścić to przeklęte miejsce. Ale jakaś cząstka niej czuła też, że to nie nastąpi, że Mia nie zdążyła do nich dołączyć, a oni, zajęci ratowaniem własnego życia, nie wrócili się po nią, pozostawiając ją na pastwę walącego się domu i ostatniego wybuchu jego dogorywającej magii. Nie chciała myśleć, jak to się mogło skończyć, wypierała ze świadomości myśl, że Mia mogła tego nie przeżyć. Chociaż w ogóle jej nie znała, nikt nie zasługiwał na taki koniec. Może na swój sposób wypierała to, by nie obarczać również własnego sumienia myślą, że tchórzliwie uciekła, zostawiając ją i Pandorę w tyle, choć co do losów tej drugiej nie była pewna niczego, wyszła z domu dużo wcześniej, więc mogła uciec w inną część wyspy. Po brudnym, mokrym i zziębniętym policzku spłynęła pojedyncza łza; Jocelyn żałowała, że tak musiało się to wszystko skończyć. I z pewnością nie był to koniec wątpliwości i myśli o tych wszystkich zdarzeniach, że gdy tylko minie wycieńczenie i pierwszy szok, to wszystko do niej powróci i będzie musiała zmierzyć się ze wspomnieniami tego dramatycznego dnia. Teraz jednak próbowała myśleć o tym, że wracała do świata żywych i być może wkrótce zobaczy rodzinę.

| zt.





Zamknięci w ramach schematówPamiętajmy, by nie zgubić siebie.

Powrót do góry Go down
Fantine Rosier
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5048-fantine-rosier https://www.morsmordre.net/t5137-desdemona#111449 https://www.morsmordre.net/t5140-fanny-rosier https://www.morsmordre.net/t5141-komnaty-fantine https://www.morsmordre.net/t5136-skrytka-bankowa-nr-1272 https://www.morsmordre.net/t5138-fantine-c-rosier#111457
Zawód : dama, alchemiczka, malarka z zamiłowania
Wiek : 21 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
she's a saint
with the lips of a sinner

shes an angel
with a devilish kiss
OPCM : 5
UROKI : 10
ELIKSIRY : 22
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica
królowa kier

PisanieTemat: Re: Bezimienna wyspa   04.02.18 20:42

Nie zatrzymała się. Parła naprzód i nie oglądała się za siebie. Mroźne, zimne powietrze kąsało odsłoniętą skórę, skronie pulsowały bólem, usta wciąż zalewała jej krew, sączącą się z nosa; krwią przesiąknął także materiał sukienki, bo z uszu gęsto spływała strużkami po szyi. Czuła się wyczerpana. Zziębnięta, zmęczona, udręczona. Miała już dość, pragnęła jedynie się położyć i zasnąć, lecz instynkt samozachowawczy jej na to nie pozwolił. Zmuszał nogi do biegu. Chyba nigdy nigdzie tak nie pędziła. Nawet nie sądziła, że jest zdolna do tak dużego, fizycznego w wysiłku przy podobnej utracie sił i energii.
Nie obejrzała się za siebie. Nie sprawdziła, czy inni nie potrzebują pomocy. Wrodzony egoizm jej na to nie pozwolił. W pierwszej kolejności musiała zadbać o siebie: była wszak lepsza od innych, jej życie było od ich egzystencji po stokroć ważniejsze. Nieistotne, czym tak naprawdę się zajmowali. Nieistotne kim byli. To się dla niej nie liczyło. Fantine Rosier pragnęła ocalić jedynie siebie.
Udało się: uciekła z okręgu zagrożenia, oddaliła się wystarczająco, by nie sięgnęła jej siła wybuchu. Dość się wycierpiała tej nocy. Zdyszana, drżąca, przystanęła, gdy odległość była juz bezpieczna. Przynajmniej pozornie. Odwróciła się wówczas, oddychając ciężko, by sprawdzić co działo się z innymi: nie zamierzała im pomagać, jeśli mogłoby narazić to ją samą, lecz jeśli nie... Być może znów kierowana ludzkim odruchem uczyniłaby jakiś gest. Wpatrzyła się jednak w niebieskie światło, którym emanował dom: cała, złowroga energia zniszczyła go całkowicie, a blask zgasł szybciej, niż zdążyła uświadomić sobie co oznaczał.
Czy to już był koniec?
Czy zniszczenie dwóch z ośmiu kamieni było wystarczające, by przełamać urok? Niebieski blask zniknął, a ona żyła wciąż... a przynajmniej tak się jej wydawało. Nie była tego pewna, dopóki nie usłyszała głosów za własnymi plecami.
Na maszcie łopotała na wietrze złota flaga z wyhaftowaną różą.
Łzy ulgi spłynęły po bladych policzkach, zaczęła niekontrolowanie szlochać i rozkleiła się już całkowicie; nogi się pod nią ugięły i najpewniej byłaby zemdlała, gdyby nie silne ramiona czarodzieja, wysłanego przez wuja na ratunek. Wiedziała, po prostu wiedziała, że jej wuj, lord Rosier, jest w stanie dokonać niemożliwego - i nigdy nie była mu tak wdzięczna za wszystko, jak wtedy, gdy zabrano ją osłabioną i drżącą na łódź, by zabrać ją do domu.
Życzenie się spełniło. Przeżyła.

|zt


Ja bym ze swojej strony bardzo chciała podziękować za ten event, bo to była naprawdę cudowna zabawa. Dziękuję i bardzo doceniam ogrom pracy i czasu włożony w to, abyśmy się tutaj dobrze bawili i jednocześnie chciałabym zaznaczyć, że w moim odczuciu nie brakowało niczego - i nic bym nie zmieniła. :pwease:




Niech żyje bal!

Bo to życie to bal jest nad bale,
niech żyje bal!
Drugi raz nie zaproszę Cię wcale.


Powrót do góry Go down
 

Bezimienna wyspa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 24 z 24Idź do strony : Previous  1 ... 13 ... 22, 23, 24

 Similar topics

-
» Wyspa Twarzy
» Wyspa Endor
» Bezludna Wyspa - Survival Time.
» Kronika rodu Tarth
» Most w Sligachan, wyspa Skye

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Anglia i Walia :: Kent, Dover-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-18