Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Biblioteka
AutorWiadomość
Biblioteka [odnośnik]03.10.17 0:19
First topic message reminder :

Biblioteka

W bibliotece Prewettów znajduje się obfity zbiór ksiąg kolekcjonowanych od pokoleń. Większość z nich jest poświęcona zielarstwu, alchemii i magomedycynie - Prewettowie żyją blisko z naturą, toteż najczęściej w tych dziedzinach odnajdują swoją pasję. W pomieszczeniu oprócz ciężkich regałów stoi miękka kanapa i kilka foteli, a na przeciwko nich znajduje się biały kominek. Nie jest podłączony do sieci fiuu - pełni jedynie funkcję grzewczą i estetyczną.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Biblioteka - Page 5 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Biblioteka [odnośnik]03.03.22 16:32
16/03


Czasem człowieka męczą sprawy wielkie: wojna, głód panujący na ziemiach hrabstwa czy też ogólnokrajowa zgnilizna zarażająca wszystko co dobre. Czasem jednak rzeczy doprawdy trywialne potrafią zszargać nerwy i wprawić w stan rozdrażnienia. W tym momencie Roratio - chociaż wstyd było się przyznać - poddał się tej drugiej, bardziej irracjonalnej złości, kiedy siedział naprzeciw biurka Archibalda i wpatrywał się w zapisane na pergaminie liczby. W tej sytuacji był najbardziej zniesmaczony faktem, że sam z nieprzymuszonej przez nikogo woli, pojawił się w progu nestorskiej pieczary w pierwszy dzień urzędowania Archibalda i od tej chwili regularnie pojawiał się w gabinecie brata, głowiąc się nad zagadnieniami i treścią papierów, które teraz chociaż trochę zdawały się mieć sens. Cóż, na ogół tak było. Ponieważ w tym momencie przypominające morze w słoneczny dzień oczy wpatrywały się intensywnie w powierzchnię pergaminu, ale zapisane na niej cyfry tworzyły jedynie pozbawioną logiki, rozmazaną plamę. A jego starszy brat zdawał się być głuchy na coraz mniej subtelne westchnięcia, prychania i wywracanie oczami Roratio. A mógłby być teraz gdzieś indziej, przecież już tak dawno nie widział się z Castorem! Doprawdy tęsknił za czasem całkowitej beztroski, kiedy nikt niczego od niego nie wymagał, zakładając, że będąc tym kim był i tak rzuciłby to po zaledwie dniu.
W końcu rozgoryczony brakiem jakiejkolwiek reakcji ze strony brata, wyciągnął się na zajmowanym przez siebie krześle, a jeden z pergaminów przykrył piegowata twarz Roratio. Natomiast spomiędzy jego warg wydarł się bliżej nieokreślony dźwięk, który - gdyby którykolwiek z nich miał większą wiedzę na temat magicznych stworzeń - przypominał dogorywającego hipogryfa. - Fluvusie, nie możemy zostawić tego do jutra? - jęknął spod pergaminu. Tak wyciągnięty przypominał teraz bezkostną masę, która idealnie układała się podług kształtu dyktowanego przez mebel. Uniósł na chwilę skrawek pergaminu i jednym okiem łypnął w stronę Archibalda, chcąc zobaczyć jego reakcję na tą już desperacką demonstracje swojego znużenia piętrzącym się stosem papierów. - I słowo daję, jeszcze raz mi powiesz, że cierpliwość popłaca i tak długo jak myślę, to coś wymyślę, to zapomnę, że jesteś moim nestorem... - westchnął ciężko. W swoim uporze Roratio prędzej zamęczyłby Archibalda swoją osobą do skonania niż zostawił go samego z tym koszmarem. Może nie mówił tego głośno, a nawet nie mówił tego wcale, ale martwił się o starszego brata. Tylko przejawiał to w dosyć dziwny, a jednak typowy dla siebie sposób.


Ostatnio zmieniony przez Roratio J. Prewett dnia 05.04.22 22:26, w całości zmieniany 1 raz
Roratio J. Prewett
Zawód : dumny przedstawiciel swego rodu, utrapienie lorda nestora
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
owijam wokół palca wolny czas
OPCM : 17
UROKI : 13
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 14
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10993-roratio-j-prewett https://www.morsmordre.net/t11046-polypodiopsida https://www.morsmordre.net/t11047-my-zyjemy-kazda-chwila https://www.morsmordre.net/f77-dorset-weymouth-palace https://www.morsmordre.net/t11053-roratio-j-prewett
Re: Biblioteka [odnośnik]16.03.22 23:59
Obecność Roratio niezmiennie go dziwiła. Za każdym razem spoglądał z niedowierzaniem na wyrośniętą sylwetkę młodszego brata, kiedy tylko stawał w progu jego gabinetu, gotowy do pracy. To było do niego niepodobne – przynajmniej na dłuższą metę, a minął już r o k odkąd zaczął go wspierać w nowych obowiązkach. I choć niejednokrotnie bardziej go denerwował swoją obecnością, niźli faktycznie pomagał w rozwiązywaniu palących problemów, cieszył się z tego zaangażowania. Czuł się odrobinę mniej odosobniony w nowej roli (całkiem nie dało się pozbyć tego uczucia, mimo wszystko bycie nestorem skazywało czarodzieja na specyficzną samotność).
Nie – uciął krótko, zabierając mu z twarzy pergamin. Rzucił na niego okiem, lecz widząc długie kolumny zapisane drobnymi cyframi sam miał ochotę wydobyć z siebie bliźniaczy dźwięk. Przerastało go to. W dodatku z każdym kolejnym miesiącem coraz bardziej, choć przecież powinno być odwrotnie: miał mieć coraz większe doświadczenie, a tym samym pewność siebie i wewnętrzny spokój. Tymczasem Archibald odnosił wrażenie, że wszystko mu leci z rąk, a hrabstwo stoi na bardzo chwiejnych nogach i tylko czeka na silniejszy podmuch wiatru. – Powiedz to ludziom, którzy zaraz zaczną głodować, jeżeli nie zorganizujemy zaopatrzenia – burknął, spacerując dookoła stołu. W zasadzie udało im się obmyślić praktycznie cały plan; wystarczyło tylko wszystko jeszcze raz podliczyć i upewnić się, że nie nadwyręży za bardzo rodowego budżetu. Archibald obawiał się, że właśnie tak się stanie: ostatnio wszystko zdawało się nadwyrężać budżet, i nie potrafił odpowiedzieć na pytanie czy to on tak źle nim rozporządzał (bardzo możliwe) czy to wojna wymuszała tyle wydatków (równie mocno możliwe).
Licz – zarządził, z powrotem kładąc kartkę przed bratem. Już jakiś czas temu odkrył, że Roratio rozumie te ciągi tabelek i liczb, co niezmiennie wzbudzało w nim dumę, bo od zawsze wiedział, że jego brat nie jest wcale taki głupi na jakiego wyglądał. – Akurat tego nie pozwolę ci zapomnieć – odparł, całkiem pewny swoich słów, siadając naprzeciwko niego. Zaczął niecierpliwie bębnić palcami o drewniany blat stołu. Tu-dum, tu-dum, tu-dum. Równo, miarowo, prawie tak samo jak tykający zegar w tle. W końcu złapał za pozostałe dokumenty, jeszcze raz przeglądając korespondencję do wysłania, czy w roztargnieniu nie zaadresował jej do złych osób. Doszedłszy do wniosku, że wszystko jest jak należy (prawie, zawsze pozostawała w nim uchylona furtka na niepewność), zaczął podgrzewać pomarańczowy lak. Mimo wszystko co i rusz zerkał na Rory'ego, sprawdzając, czy aby na pewno analizuje podstawione pod nos rozliczenie, czy może jednak wrócił do teatralnego leżenia na krześle, jakby był największym cierpiętnikiem w tym hrabstwie, o ile nie w całym kraju. – Już? – Pyta w końcu, nieświadomie wykazując się tą samą niecierpliwością, którą zwykł ganić u brata.


Don't pay attention to the world ending. It has ended many times
and began again in the morning

Archibald Prewett
Zawód : nestor toksykolog
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Britannia,
You’re so vane
You’ve gone insane
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 7
UZDRAWIANIE : 33
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4341-fluvius-archibald-prewett https://www.morsmordre.net/t4550-baldomero#96909 https://www.morsmordre.net/t4548-lord-prewett#96903 https://www.morsmordre.net/f77-weymouth-siedziba-rodu-prewett https://www.morsmordre.net/t4910-skrytka-bankowa-nr-1115#106844 https://www.morsmordre.net/t4549-fluvius-archibald-prewett#96904
Re: Biblioteka [odnośnik]17.03.22 22:53
Roratio śmiałby wysunąć bardzo odważną tezę, jakoby Archibald w swoim zdziwieniu nie był osamotniony. Przecież najmłodszy Prewett często bywał źródłem rodzinnej zgryzoty i zmarszczek zmartwienia na matczynym czole. Szczególnie, kiedy upierał się niemiłosiernie przy ponownych próbach podejścia do egzaminów wstępnych na kurs aurorski. Zatem nikt nie spodziewał się, że zaledwie w kilka niedługich lat później młodzieniec ugnie się, stłamsi swoją butę i stanie ramię w ramię z bratem, stawiając czoło nowemu wyzwaniu. Naturalnie nie obyło się bez narzekania, ciągłych westchnięć i durnych zaczepek.
Tak, jak na przykład teraz. Stęknął przeciągle, gdy Archibald zdjął z jego twarzy skrawek pergaminu i w jednym , krótkim porywie, podniósł się do pionu. Wyglądało to jednak tak, jakby niewidzialna siła szarpnęła za tułów, ale ręce nadal przypominały wykonane z ołowiu.
Zarzucił jedną z nich na blat, uderzając z łoskotem łokciem o gładką powierzchnię drewna. Wsparł policek na dłoni i jeszcze raz pozwolił sobie na ciężkie westchnięcie, ale nie liczył, że wiele wskóra. Poprzednie trzydzieści też niewiele wskórało. - No już, już. Nie musisz zaraz atakować mnie wizją głodujących ludzi - odburknął, krzywiąc się przy tym, jakby właśnie przegryzł fasolkę o smaku woskowiny z uszu. Chociaż - zaskakując nawet samego siebie - musiał przyznać, że ekonomia była ciekawą dziedziną i dosyć sprawnie radził sobie z wszelkimi rachunkami to teraz słupki cyfr zlewały mu się w jedność i sam już z tego niewiele rozumiał. No, ale znał swojego brata na tyle, aby wiedzieć, że nie wyjdą stąd póki wszystko nie będzie policzone. Dlatego złapał za suche jeszcze pióro, jego końcówką śledząc najpierw kolejce liczny, a później jedynie z boku, na niepotrzebnym strzępku pergaminu podliczyć całość jeszcze raz na brudno. - No liczę, nie poganiaj mnie - rzucił sfrustrowany znad pergaminu. I oczywiście przez Fluviusa musiał wszystko zacząć od początku. Doprawdy, skaranie merlińskie z tym nestorem. - No tego akurat jestem pewien - odpyskował zanim zdążył ugryźć się w język. Dlatego jedynie zacisnął wargi mocniej i skupił się na pergaminie, jakby w ogóle nic przed chwilą nie padło z jego ust. Rzucił jedynie wściekłe spojrzenie, kiedy Archibald zaczął wybijać palcami rytm o blat. Zupełnie zapominając o swoich własnych jękach i stęknięciach, które zapewne również nie pomagały w pracy. W końcu z pewnością mógł wpisać ostateczny wynik. I musiał przyznać, że był naprawdę zadowolony. - No już, już. Coś ty taki niecierpliwy - rzucił, a jego nachmurzona i zmęczona twarz od razu rozświetliła się uśmiechem. Na nieszczęście Archibalda, jego młodszy brat był młodzieńcem naprawdę spostrzegawczym. - Wszystko się zgadza, więc niech ci ta żyłka przestanie już tak pulsować - rzucił, końcówką pióra wymachując w kierunku twarzy Archiego.
Roratio J. Prewett
Zawód : dumny przedstawiciel swego rodu, utrapienie lorda nestora
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
owijam wokół palca wolny czas
OPCM : 17
UROKI : 13
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 14
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10993-roratio-j-prewett https://www.morsmordre.net/t11046-polypodiopsida https://www.morsmordre.net/t11047-my-zyjemy-kazda-chwila https://www.morsmordre.net/f77-dorset-weymouth-palace https://www.morsmordre.net/t11053-roratio-j-prewett
Re: Biblioteka [odnośnik]20.03.22 23:59
Archibald potrzebował wsparcia w swojej pracy, choć rzadko o tym mówił. Wychodził z założenia, że nestor musi być silny, że musi świecić przykładem, a przyznawanie się do słabości temu przeczyło. Dlatego udawał: przed osobami z zewnątrz, przed swoją rodziną, a czasem nawet przed samym sobą. Od objęcia posady nestora minął już ponad rok, a on wciąż nie mógł się odnaleźć w nowej roli i nieprzerwanie uważał ją za niedźwiedzią przysługę. Zaczął tracić nadzieję, że kiedykolwiek do tego przywyknie, co było myślą niezwykle przygnębiającą, bo przecież (oby!) zostało mu jeszcze wiele lat życia. Tym bardziej dziękował Merlinowi za tę nagłą zmianę, która zaszła w Roratio – być może za jakiś czas (krótszy niż dłuższy) stanie się kandydatem do roli doradcy, prawej ręki, kogoś, kto faktycznie będzie mógł odciążyć Archibalda w sprawowaniu pieczy nad Dorset. Zresztą już teraz chodziło mu po głowie, by przydzielić czasem bratu bardziej odpowiedzialne zadanie i obserwować jak sobie z nim radzi, intensywniej przyuczać go do roli zwierzchnika tych ziem, którym wszak jest, choć wszyscy zdają się o tym zapominać. Bo jest młody, najmłodszy. A jednak coraz częściej udowadniał, że pomimo tego nie jest głupi.
Muszę. Bo zdarza nam się zapominać, że mamy wystarczająco dużo jedzenia, ciepły dom i zapas pieniędzy – mówił przede wszystkim o sobie, choć wojna dbała o to, by regularnie mu przypominać o szlacheckich przywilejach. Największy szok przeżył po spotkaniu z uchodźcami, a ich zmęczone twarze do tej pory śniły mu się po nocach. Z nieco większymi wyrzutami sumienia zasiadał do suto zastawionego stołu.
Archibald odebrał od brata pergamin pełen cyferek, którego tak naprawdę za bardzo nie rozumiał, ale skoro Roratio twierdził, że wszystko się zgadza, postanowił mu zaufać. – Kiedy zdążyłeś się tego nauczyć – mruknął z podziwem, odkładając pergamin do grubej teczki. Starał się utrzymywać porządek w dokumentach; był pewny, że w przeciwnym wypadku Dorset już dawno by padło pod naciskiem Ministerstwa, a wszystko dlatego, że Archibald nie mógł czegoś znaleźć. Westchnął cicho, odkładając papiery na bok. – W takim razie tyle na dzisiaj, tak mi się wydaje – wyciągnął dłonie za siebie, chcąc trochę rozciągnąć obolałe plecy. Gdyby bardzo chciał, znalazłby jeszcze tuzin zadań do wykonania, ale najzwyczajniej w świecie już mu się nie chciało. Zawołał skrzatkę, która akurat niepostrzeżenie układała stos książek z powrotem na regał, prosząc ją o przekąski i coś do picia.
Mam coś dla ciebie. Dodatek do wczorajszych urodzin – powiedział po chwili milczenia, wstając zza długiego stołu. Na komodzie pod ścianą stała nieduża drewniana skrzyneczka, którą ujął w dłonie. Wczorajszego dnia panował zbyt wielki chaos, by się nią dzielić, dlatego jedynym prezentem od Archibalda pozostawał elegancki zestaw do konserwacji miotły. Miał jednak dla niego coś jeszcze, coś bardziej symbolicznego. Długo bił się z myślami czy powinien mu to dawać, czy nie zbudzi tym jego nadmiernej ekscytacji, tak bardzo nieodpowiedniej w obecnej sytuacji. W końcu jednak doszedł do wniosku, że tak naprawdę nie ma innego wyjścia. – Proszę – zmusił się na lekki uśmiech, podając mu prezent. W środku znajdowały się trzy nieduże fiolki z eliksirami.


Don't pay attention to the world ending. It has ended many times
and began again in the morning

Archibald Prewett
Zawód : nestor toksykolog
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Britannia,
You’re so vane
You’ve gone insane
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 7
UZDRAWIANIE : 33
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4341-fluvius-archibald-prewett https://www.morsmordre.net/t4550-baldomero#96909 https://www.morsmordre.net/t4548-lord-prewett#96903 https://www.morsmordre.net/f77-weymouth-siedziba-rodu-prewett https://www.morsmordre.net/t4910-skrytka-bankowa-nr-1115#106844 https://www.morsmordre.net/t4549-fluvius-archibald-prewett#96904
Re: Biblioteka [odnośnik]30.03.22 14:52
Taka była rola braci - wspierać się nawet jeżeli nikt głośno oto nie prosił. A to właśnie - przynajmniej w odczuciu Roratio - Archibald zdecydowanie bardziej potrzebował wsparcia niż młodszy lord Prewett. W idealnym świecie rozprawiali by raczej o inwestycji na domek letniskowy w górach dla rodziny Fluviusa bądź o prezencie na okrągłą rocznicę ślubu rodziców (a raczej jak bardzo ekstrawaganckie pomysły miały ich siostry), ale niestety. To życie - mikroskopijny wszechświat Weymouth także wywrócił się do góry nogami i wszyscy próbowali odnaleźć się w zupełnie nowej rzeczywistości. Sam Rory czuł się jakby nie na miejscu, gdy korzystał z uroków młodości, kiedy jego znowu nie aż tak sędziwy brat przypominał najstarszych członków rodziny - i to nie wszystkich, bo niektórzy z nich nadal zdawali się mieć więcej wigoru niż sam nestor.
- I robimy wszystko, żeby taką stabilizację zapewnić naszym ludziom - powiedział, podbródkiem wskazując na nakreślone jego ręką wyliczenia. Dla niego zawsze szklanka była do połowy pełna. Dla kogoś musiała - Weymouth straciłoby urok, gdyby lordowie Dorset dali się porwać ponurościom wojny, której owszem nie należało bagatelizować, ale również należało znaleźć krztynę normalności w nowej, chaotycznej codzienności. Dumnie wyprostował się, słysząc namiastkę komplementu w głosie brata. - Czyżbym słyszał podziw w twoim głosie, bracie? - rzucił z szerokim, nieco zadziornym uśmiechem, jakby za długo nie mógł dać Archibaldowi nacieszyć oczu i myśli wizją odmienionego, młodszego brata. - Nie udawaj już takiego zaskoczonego, minął prawie rok, od kiedy wlepiam oczy w te cyferki, słuchając wykładów profesora Beauchampa. Martwiłbym się o siebie, gdyby nic w głowie nie zostało - rzucił lekko, obrzucając jeszcze spojrzeniem pergaminy ułożone w artystycznym nieładzie na bladzie przed nim.
Przez chwilę oczekiwał w napięciu z nadzieją, że jego brat pójdzie jednak po rozum do głowy i zaprzestanie prac na dzisiejszy wieczór.  W końcu ileż można! - Dzięki Godryku! - niemalże zawołał z wyraźną ulgą słyszalną w głosie i osunął się ponownie w zajmowanym przez siebie siedzisku, zadzierając nogę do góry i przerzucając ja przez jeden z podłokietników. na razie nawet ani myślał o porządkowaniu papierów przed nimi. Pozwolił sobie nawet przymknąć oczy w geście zrelaksowania. To rozleniwienie szybko jednak ustąpiło ciekawości. Poderwał się ponownie z krzesła, tym razem na równe nogi. Roratio od dłuższego czasu nie przywiązywał wagi do swoich urodzin, przeważnie ginęły one jakoś w gąszczu przygotowań do przyjęcia przygotowanego dla cudownej Molly. Poza tym, Rory zawsze umiał zorganizować sobie czas we własnym zakresie. - Nie musiałeś - żachnął się. W końcu zestaw sprezentowany przez Archibalda był naprawdę wystarczający, szczególnie dla miłośnika latania, jakim z pewnością był Roratio. Spojrzał z iskierką ciekawości na dzierżone przez brata pudełko, ale zanim jednak je otworzył, zamknął Fluviusa w braterskim uścisku, odkładając pudełko na chwilę na bok. - Dziękuję - dodał jeszcze nim jego uwagę pochłonęło drewniane pudełko. Ponownie usiadł na wcześniej zajmowanym krześle i uchylił wieczko. Zmarszczył nieco brwi w zastanowieniu, po czym uniósł delikatnie jedną z fiolek w stronę światła. Obracał ją przez chwilę w poszukiwaniu napisu. - Nie chcę zabrzmieć jak niewdzięcznik, wręcz przeciwnie jestem pewien, że to bardzo przydatne eliksiry. Tylko nie bardzo wiem, do czego służą - odparł całkiem pewnie. Przynajmniej oficjalnie pogodził się ze swoją ułomnością w temacie eliksirowarstwa, która kosztowała go aplikację na kurs aurorski.
Roratio J. Prewett
Zawód : dumny przedstawiciel swego rodu, utrapienie lorda nestora
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
owijam wokół palca wolny czas
OPCM : 17
UROKI : 13
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 14
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10993-roratio-j-prewett https://www.morsmordre.net/t11046-polypodiopsida https://www.morsmordre.net/t11047-my-zyjemy-kazda-chwila https://www.morsmordre.net/f77-dorset-weymouth-palace https://www.morsmordre.net/t11053-roratio-j-prewett
Re: Biblioteka [odnośnik]31.03.22 14:49
Archibald musiał czasem sobie przypominać, że miał do czynienia z dorosłym mężczyzną, a nie z dzieckiem – tym samym Roratio jak najbardziej był w stanie posiąść przydatną wiedzę i pomału stawać się specjalistą w danej dziedzinie. To nie było nic zaskakującego, sam w jego wieku kończył już kurs uzdrowicielski i pracował jako stażysta w Mungu. Roratio przez wojnę, i po części decyzje Archibalda, był pozbawiony tych możliwości. Co nie znaczyło, że stał w miejscu.
Może trochę – odparł, z trudem powstrzymując rozbawiony uśmiech, cisnący mu się na usta. – Profesor Beauchamp chyba musi dostać podwyżkę, skoro jego lekcje faktycznie przynoszą rezultaty – westchnął, spoglądając na porozrzucane papiery po drugiej stronie stołu. – Szczególnie z takim trudnym uczniem – dodał dla zasady, siedząc przez chwilę bez ruchu, ale w końcu nie wytrzymał i przysunął porozrzucane przez brata dokumenty bliżej siebie, dopóki jeszcze pamiętał, które czego dotyczyły. Jedno do teczki po lewej stronie, drugie do teczki po prawej stronie, trzecie do skrzyneczki z lakierowanego drewna. Czwarte... Archibald nie był pewny, więc odłożył na razie na osobną kupkę. Wbrew pozorom nie zajęło mu to dużo czasu, wprawę w porządkowaniu dokumentacji nabrał jeszcze w szpitalu.
Nie spodziewał się ze strony Roratio tak wylewnego podziękowania. – Nawet nie wiesz co jest w środku! To może być nawet korespondencyjny kurs ekonomii – zaśmiał się, klepiąc brata po plecach. Był mu wdzięczny za pomoc, to nie ulegało wątpliwości. Usiadł półdupkiem na stole, obserwując jak Rory uważnie ogląda fiolki. Wiedział, że podjął właściwą decyzję, ale i tak czuł się zestresowany. Uśmiechnął się łagodnie, kiedy Rory w końcu zapytał co właściwie jest w środku. – Posłuchaj, Rory. Widzę, że się starasz. Przez ostatni rok wiele się nauczyłeś i, drugi raz tego nie powtórzę, naprawdę mi pomagasz – zaczął, opierając dłonie o krawędź stołu. – Ale wiem też, że siedzenie w Weymouth cię męczy. Zdaję sobie sprawę, że nauka ekonomii nie jest szczytem twoich ambicji. A jednak robisz to wszystko, tak jak cię prosiliśmy – kontynuował, zawieszając wzrok na piegowatej twarzy brata. – Dlatego... – westchnął, odbierając od niego pękatą fiolkę, którą włożył z powrotem do pudełka. – Daję ci swój kredyt zaufania. Nie masz już siedemnastu lat, więc mam nadzieję, że go nie nadwyrężysz. Zresztą... – przerwał na chwilę, zastanawiając się jak ułożyć myśli w słowa. – Wolę, żebyś rozwijał swoje pasje pod kontrolą niż za naszymi plecami, a do tego chyba w końcu by doszło – dodał, patrząc na niego wymownie. Chyba oboje byli co do tego zgodni. – Wiem, że bywamy nadopiekuńczy. Po prostu martwimy się o ciebie i nie chcemy, żeby coś ci się stało. Szczególnie, że bywasz... porywczy i zbyt pewny siebie. Nie przerywaj mi – zastrzegł na wszelki wypadek. – Bo tak jest, nie wmówisz mi inaczej. A w obecnej sytuacji nie można być porywczym, to może zbyt wiele kosztować. Dlatego chciałbym cię umówić na trening, żebyś nauczył się robić pożytek z tych emocji, o ile chcesz. Znam kilku aurorów z Zakonu. A to... – skinął głową na elegancko zapakowane eliksiry. – Potraktuj jako potwierdzenie moich słów – z trudem podjął decyzję co do dzisiejszej rozmowy, cały czas mając w głowie tragiczną historię Brendana i Garretta. Nie potrafił wyzbyć się strachu, że Rory prędzej czy później do nich dołączy, kiedy postanowi objąć tę samą ścieżkę. Z drugiej strony nigdy nie mogli wiedzieć, kiedy niebezpieczeństwo zapuka do ich drzwi, i Archibald wolał, żeby Rory był przygotowany. – To jest eliksir niezłomności – zaczął, dotykając palcem wąskiej fiolki z lewej strony pudełka. – Dodaje sił, pomaga zignorować nawet silny ból – dodał. – Ale trzeba rozsądnie go dawkować, bo kiedy przestanie działać, najczęściej traci się przytomność z wyczerpania – przesunął palec na fiolkę z prawej strony. – To jest eliksir ochrony. Po wylaniu go na ziemię tworzy okrągłą barierę, przez którą nie są w stanie przejść ani ludzie ani żadne zaklęcia. Działa tak długo aż całkiem nie wsiąknie w ziemie, ciężko stwierdzić ile dokładnie. A to... – wskazał na pękatą fiolkę po środku. – To jest wywar ze sproszkowanego srebra i dyptamu. Bardzo silny środek leczniczy, trudny do uwarzenia. Leczy się nim poważne rany, nawet takie po rozszczepieniu. Znasz się trochę na anatomii, będziesz wiedział jak go podać. Eliksiry są podpisane na korku – dodał, wskazując na złotawy napis na każdym z nich.
Pytania, wątpliwości? – Zapytał nagle, jakby ożywając, schodząc ze stołu. Obszedł go dookoła, stając naprzeciwko brata. Długo dojrzewał do tej rozmowy, ale chyba mu ulżyło, że w końcu do niej doszło. Prędzej czy później musiało.

Przekazuję eliksir niezłomności, eliksir ochrony, wywar ze sproszkowanego srebra i dyptamu


Don't pay attention to the world ending. It has ended many times
and began again in the morning

Archibald Prewett
Zawód : nestor toksykolog
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Britannia,
You’re so vane
You’ve gone insane
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 7
UZDRAWIANIE : 33
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4341-fluvius-archibald-prewett https://www.morsmordre.net/t4550-baldomero#96909 https://www.morsmordre.net/t4548-lord-prewett#96903 https://www.morsmordre.net/f77-weymouth-siedziba-rodu-prewett https://www.morsmordre.net/t4910-skrytka-bankowa-nr-1115#106844 https://www.morsmordre.net/t4549-fluvius-archibald-prewett#96904
Re: Biblioteka [odnośnik]01.04.22 15:52
- Podwyżkę? Wykonuje swoją pracę i za to płacisz, ale podwyżka nie bardzo nam się opłaci, to mi by się przydała, tak na lepsze skupienie - rzucił dziarsko, palcem pukając w zapisany szeregiem cyfr pergamin. Chyba profesor aż za dobrze doszkalał swojego nowego adepta ekonomii. Roratio w ostatnim czasie przyłapał się na tym, że jego myślenie wskoczyło na tor ekonomiczny. Zupełnie jakby coraz częściej widział świat w cyfrach, procentach w zestawieniu zysków oraz strat - można powiedzieć, że dojrzewał pod tym względem. Oczywiście nadal - chociaż częstsze - to były to jedynie momenty nim porywcza natura Roratio znowu pociągnęła go w zupełnie innym kierunku. -Ha, ha, ha. Widzę, że żart ci się wyostrzył, bracie - dodał jeszcze na tę uwagę o wyjątkowo trudnym uczniu, uśmiechając się przy tym z przekorą.
Prawdę mówiąc nie do końca interesowało go co jest w środku, a raczej nie musiał wiedzieć co spakował tam Archibald, żeby w dosyć wylewny sposób podziękować za kolejny podarek. Wiedział - może nawet lepiej niż pozostali członkowie rodziny - jak wiele spraw w tych czasach zaprzątało głowę Archibalda, a sam Roratio nie oczekiwał do brata niczego ponad to, co już od niego otrzymał na urodziny. Dlatego mimo ognistego zapału z jakim wrócił z wizyty w Derby, ostatecznie nie poruszył z bratem kwestii ewentualnego wrócenia do pomysłu działania w terenie.
- Wtedy przyjąłbym to z lordowską godnością - odparł jakże wzniośle, jakby składał obietnicę o wadze państwowej. Co prawda i tak odetchnął w głębi ducha, że nie był to kolejny kurs ekonomii, zajęcia z rachunkowości czy nowe pióro, aby sprawniej radził sobie z wszelkimi rachunkami i zestawieniami, nad którymi spędzał najwięcej czasu.
- Specjalnie prawisz mi komplementy, kiedy nikt nie słyszy. Później mateczka uważa, że absolutnie musiałem to sobie wymyślić - wtrącił się jedynie z szerokim uśmiechem, bo przecież nie byłby sobą, gdyby serdecznie kąśliwa uwaga nie wyrwała się spomiędzy jego warg, nim Archibald przeszedł - jak się okazało - do głównej części swojego przemówienia. Bo czekał na wyjaśnienia - bo znając Archibalda coś kryło się za flakonikami. Rory był młodzieńcem spostrzegawczym, już po samej mimice mógł dojść do wniosku, że to, czym chciał się z nim podzielić nie mogło być tematem łatwym.
Rozchylił usta, jakby chciał zaoponować i stanąć w swojej obronie, ale widocznie brat go znał zdecydowanie za dobrze i uprzedził próbę zaprzeczenia. Dlatego wysłuchiwał słów brata nieco wiercąc się na krześle. Jego spojrzenie błądziło po bibliotece, to wracało do Archiego, to spoglądało na ułożone w drewnianym kufrze eliksiry, aby w drodze powrotnej zahaczyć o splecione ze sobą na brzuchu dłonie. Wciąż nie było to wysłanie na kurs, wciąż nie było to otwarte pozwolenie na stanięcie na froncie, ale Roratio wsunął już stopę w uchylone drzwi, a całkowite ich otwarcie teraz zdawało się już kwestią czasu.
Słowa nestora, nie, słowa brata - bo miał wrażenie, że to właśnie on teraz przemawiał - zdjęły pewien ciężar, który od zakończenia szkoły, od odrzucenia jego aplikacji, niezmiennie zabierał mu oddech. Teraz też ten był nieco nierówny, a gardło ściskało wzruszenie. Niebieskie oczy roziskrzyły się emocjami, na tyle, że wybijały się na tle nawet ognistorudych włosów i obsypanej piegami twarzy. Rozbawiony jakby niecodziennością monologu Archibalda oraz swoja emocjonalną reakcją odetchnął głośno, jakby zaśmiał się krótko, a jego usta uformowały się w szerokim uśmiechu. - Tak, kim jesteś i co zrobiłeś z moim bratem? - musiał żartem strzepnąć powagę, jaka osiadła teraz na ich ramionach, na poukładanych dokumentach. Przez chwilę przez głowę przemknęła blada myśl. Być może Elroy, mimo wyraźnej zachęty ze strony Roratio, jednak poruszył ten temat z Archibaldem? Chociaż nie sądził aby była ku temu sposobność.
- Dziękuję, Archie - uśmiech nieco zelżał, nabierając wdzięczności. - Wiem, jak ciężko przechodzi ci to przez gardło. Tak samo jak wiem, jak bardzo boicie się straty, ryzyka - zaczął. Widział i wiedział, a jeżeli wydawało im się, że ślepy był na cień Lacusa przykrywający jego całą sylwetkę, to byli w błędzie. Wyraźnie widział granice, które wytyczał mu cień zmarłego brata, cień w obrębie, którego ciężko było nawet oddychać. - Będę uważał, chcę żebyś wiedział, że o tym - tu podniósł eliksir, niby symbol nowego rozdziału i wspomnienie zakurzonego marzenia - nigdy nie myślałem lekceważąco - tak, zdawał sobie sprawę, że i taka obawa przemykała przez ich myśli. Właściwie można powiedzieć, że kurs aurorski to jedyna rzecz, o której myślał z pełną powagą, zanim nieoczekiwanie przysiadł do ekonomii.
Roratio J. Prewett
Zawód : dumny przedstawiciel swego rodu, utrapienie lorda nestora
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
owijam wokół palca wolny czas
OPCM : 17
UROKI : 13
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 14
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10993-roratio-j-prewett https://www.morsmordre.net/t11046-polypodiopsida https://www.morsmordre.net/t11047-my-zyjemy-kazda-chwila https://www.morsmordre.net/f77-dorset-weymouth-palace https://www.morsmordre.net/t11053-roratio-j-prewett
Re: Biblioteka [odnośnik]04.04.22 16:11
Archibald musiał głęboko schować wszystkie ciepłe uczucia jakimi darzył swojego młodszego brata i przeprowadzić chłodną kalkulację. Trwała wojna. Nie dało się tego zamieść pod dywan, choć Archibald próbował tego dokonać chociażby tutaj, w rodzinnym Weymouth. Sam narażał się na niebezpieczeństwo, czego dowodem był wizerunek jego twarzy, spozierający na czytelników Walczącego Maga. A przecież nie biegał po kraju z różdżką, nie brał udziału w bezpośrednich starciach – wystarczyło raz czy dwa znaleźć się w nieodpowiednim miejscu, powiedzieć słowo za dużo. Udawanie, że Roratio to nie grozi, było naiwne. Szczególnie z jego porywczym charakterem i podskórną potrzebą działania. Archibald potrzebował wielu miesięcy, żeby w końcu się z tym pogodzić. Rozmowy z ojcem i z Lorraine, badawczych spojrzeń posyłanych w kierunku brata, nawet wysłuchiwania komentarzy spod nosa Elroya. W końcu nadszedł ten dzień, by zapomnieć (ha! nigdy) o swoich obawach i pozwolić Roratio być sobą. Uchylić szklany klosz, pod którym się wychowywał. I chyba podjął dobrą decyzję, spoglądając na jego emocjonalną reakcję. Czekał, czekał i wyczekał.
Twoim nestorem, Roratio! – Donośny głos wypełnił specyficzną ciszę biblioteki. Zaraz jednak się zaśmiał, bo ciężko mu było w tym momencie utrzymać powagę stosowną do tego stanowiska. Poza tym akurat w tej sprawie dużo trudniej było przekonać Archibalda-brata, który do wszystkiego podchodził bardziej emocjonalnie. – W dzisiejszych czasach ciężko uniknąć ryzyka – westchnął, uśmiechając się gorzko. Sięgnął dłonią do miski suszonych owoców, wyjmując kilka kruchych kawałków jabłka. – Cieszę się, Rory. Mam nadzieję, że twoje czyny będą mówiły to samo – powiedział, zawieszając na nim wzrok. – Czyli rozumiem, że mogę cię umówić na trening? Chcę się przekonać czy te twoje mięśnie pomagają w rzucaniu zaklęć – zaśmiał się, podchodząc bliżej niego, by zaraz klepnąć go mocno po ramieniu. Łatwiej było wszystko obrócić w żart, ale naprawdę wolał, żeby Roratio spotkał się z kimś doświadczonym, kto będzie w stanie przekazać mu kilka przydatnych uwag. A także sprawdzić w jakiej jest formie i obiektywnie stwierdzić, czy on w ogóle się do tego... nadaje. Bo chcieć to jedno, a móc to drugie. O tym jednak nie zamierzał mówić głośno.
I wybacz mi, ale dalej będę ci prawił komplementy tylko wtedy, kiedy nikt nie słyszy, żebyś się za bardzo nie rozbestwił – odparł, poprawiając mankiet koszuli. – Zresztą mateczka prawi ci ich tak wiele, że starczy za nas wszystkich – wzniósł oczy do nieba, bo czasem można było odnieść wrażenie, że Roratio to chodzący ideał! Nie miał tego matce za złe, choć musiał przyznać, że czasem go to irytowało. – Byłbym zapomniał! Rozmawiałem jakiś czas temu z twoim znajomym, Castorem Sprout. Opowiadał mi o problemach w Wyke Regis... W każdym razie zainspirował mnie do pewnej akcji na naszych terenach i chciałbym cię w nią zaangażować – Oznajmił nieco enigmatycznie. – Nie będzie miała nic wspólnego z machaniem różdżką... W twoich kategoriach zapewne będzie wręcz nudna, ale takie obowiązki młodego lorda, mój bracie – Posłał Roratio pokrzepiający uśmiech. – Nie martw się, pomogę ci w tym. Ale o szczegółach może później, co? Zjadłbym coś więcej niż suszone owoce – westchnął, zbierając stos dokumentów na jedną kupkę.


Don't pay attention to the world ending. It has ended many times
and began again in the morning

Archibald Prewett
Zawód : nestor toksykolog
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Britannia,
You’re so vane
You’ve gone insane
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 7
UZDRAWIANIE : 33
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4341-fluvius-archibald-prewett https://www.morsmordre.net/t4550-baldomero#96909 https://www.morsmordre.net/t4548-lord-prewett#96903 https://www.morsmordre.net/f77-weymouth-siedziba-rodu-prewett https://www.morsmordre.net/t4910-skrytka-bankowa-nr-1115#106844 https://www.morsmordre.net/t4549-fluvius-archibald-prewett#96904
Re: Biblioteka [odnośnik]05.04.22 22:37
Och, tak! O wizerunku Fluviusa Archibalda Prewetta, jaśnie panującego nestora na jednym z listów gończych Roratio nie mógł zapomnieć, a więc i nie mogło zapomnieć całe Weymouth, kiedy to okazjonalnie, niby niespodziewanie Rory wyciągał to w swobodnej rozmowie z bratem, czy gawędząc sobie z Procellą. W końcu, tak oficjalnie, na papierze, to nie on był największym buntownikiem w rodzinie.
Nie wytrzymał powagi Archibalda, która również w zaledwie kilka chwil zmieniła się w śmiech. Zazwyczaj skąpana w szeptach biblioteka wypełniła się teraz donośnym śmiechem. I jakby na chwilę, na ułamek sekundy mogli zapomnieć, że wokół nich toczy się wojna, a oni dopiero co zaprzestali pracować nad sposobami zmniejszenia przygniatających konsekwencji prowadzonych działań na terenie ziem im podlegających. Bo nagle musieli wziąć pod swoje skrzydła nie tylko czarodziejów, ale także bezradnych wobec różdżek mugoli. Spoważniał jednak chwilę później i skinął twierdząco głową na słowa starszego brata - wojna pożerała zbyt wiele niewinnych istnień, rozbijała rodziny, niszczyła życiowe dorobki i plany na przyszłość. - Tak, tak, tak. TAK, proszę - słowa niczym pociski wystrzeliły z jego ust, jakby bał się, że mimo wielkiego gestu, który oczywiście doceniał, Archibald miał się zaraz rozmyślić. Teatralnie prychnął na żartobliwą uwagę. - Po prostu mi ich zazdrościsz, braciszku - odparł całkiem dumnie, moze nawet zbyt dumnie. Cóż, Roratio był zadowolony ze swojej formy fizycznej, chociaż nie oznaczało to, że miał zamiar przystopować ze swoimi długimi biegami na okolicznych terenach, czy kąpielach morskich, gdy oczywiście warunki temu sprzyjały. Niezmiernie cieszył się na perspektywę treningu - nie był to jeszcze kurs, ale i tak był podekscytowany. Być może porażka podczas próby aplikowania na kurs nauczyła go więcej niż on sam i wszyscy wokół byli w stanie przyznać?
- To o twoje rozbestwienie się poważnie martwię, Fluviusie. Zbyt często wyciągasz argument bycia moim nestorem, można powiedzieć, że władza uderzyła ci do głowy - rzucił rozbawiony, chociaż doskonale wiedział, że bratu do osoby upojonej władzą było bardzo daleko. Jeżeli czegoś mu brakowało to właśnie pewności w podejmowane decyzje. - Hej, mateczką się nie zasłaniaj! - odparł niby to oburzony, ale uśmiech sięgający oczu przeczył oburzonej nucie tańczącej na słowach Roratio. Zainteresował się żywo, kiedy z ust Archibalda padło imię jego drogiego przyjaciela. - Cóż, obowiązek jest obowiązkiem, lordzie nestorze, nie śmiałbym się od niego uchybiać - rzucił niemalże z takim samym patosem, z jakim w dzieciństwie wygłaszał swoje mądrości o honorze podczas "godnego" przyjmowania kary za zbicie ulubionej wazy ciotki Teresy, podczas ganiania się z Procellą po zamku. - I tu cię mogę zaskoczyć, uwaga, teraz usiądź. Siedzisz? Trzymasz się? To teraz uważaj - jeżeli Archibald myślał, że Roratio nie może ożywić się jeszcze bardziej, to był w błędzie, bo właśnie tak się stało. - Rozmawiałem z kuzynką Nealą i myślę, że możemy mieć pomysł jak wesprzeć nie tylko Dorset, ale inne hrabstwa. I teraz część, która najbardziej ci się spodoba, jesteś gotów? - aż odskoczył od stołu wyciągając ręce w stronę Archibalda jakby i on przejawiał takie same podekscytowanie jak on. - Nie wymaga on machania różdżką - rzucił to, dumnie wypinając pierś. - Zaskoczony co? Szkoda, że nie mam teraz pod ręką aparatu, uwieczniłbym tę minę i zdjęcie wysłał Mare - och, jakże był z siebie zadowolony. - W skrócie chcielibyśmy połączyć hrabstwa ze sobą za pomocą handlu wymiennego - każdy ma czegoś więcej od drugiego - chciałem wystosować listy do przedstawicieli rodów o polityce nam sprzyjającej. Taką pierwszą próbą byłoby zebranie niepotrzebnych już szat, pościeli, wszelkiego rodzaju materiałów, które być może można przerobić i porozdawać potrzebującym. Bo słuchaj, słuchasz mnie? - tu przerwał, wlepiając rozpalone spojrzenie w sylwetkę brata. - Neala zna taką jedną krawcową, ona nam powie, czy w ogóle jest sens i możliwość takiego przedsięwzięcia, ale gdyby tak to można w różnych hrabstwach zapewnić ludziom miejsca pracy, perspektywę jakiejś stabilizacji i możliwości wyżywienia rodziny. Jeszcze nie jestem pewien, będę musiał omówić to z profesorem, czy nie lepszą formą zapłaty za usługi krawcowych byłyby produkty żywnościowe, bo logicznie na to patrząc po co im pieniądze jeżeli niewiele można za nie kupić, prawda? - nigdy nie spodziewał się, że mógłby być aż tak podekscytowany pracą za biurkiem. A jednak. Sam siebie zaskoczył, co nieco odbiło się na jego twarzy. - No, a teraz trzeba się czegoś napić, bo okropnie zaschło mi w gardle, wiesz? Masz ochotę na coś słodkiego? - zagadnął wcale nie zapominając w swojej ekscytacji o chęci zjedzenia czegoś innego niż suszone owoce.
Roratio J. Prewett
Zawód : dumny przedstawiciel swego rodu, utrapienie lorda nestora
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
owijam wokół palca wolny czas
OPCM : 17
UROKI : 13
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 14
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10993-roratio-j-prewett https://www.morsmordre.net/t11046-polypodiopsida https://www.morsmordre.net/t11047-my-zyjemy-kazda-chwila https://www.morsmordre.net/f77-dorset-weymouth-palace https://www.morsmordre.net/t11053-roratio-j-prewett
Re: Biblioteka [odnośnik]27.04.22 21:03
Archibald zdziwiłby się, gdyby Roratio zareagował jakkolwiek inaczej. Entuzjazm malujący się na jego twarzy utwierdzał go w przekonaniu, że podjął słuszną decyzję. Trudną, bo dotychczas wszyscy starali się trzymać Rory'ego pod bezpiecznym kloszem, ale właściwą. Teraz pozostało mu mieć nadzieję, że brat go nie zawiedzie i faktycznie wykaże się dojrzałością i odpowiedzialnością jakiej od niego wszyscy oczekiwali.
Tak myślisz? – Podpytał, wyraźnie się z nim drocząc. Wyprostował się bardziej, wyciągając przed siebie dłoń, na której powinien znajdować się nestorski sygnet z wygrawerowanym herbem Prewettów, ale w dni takie jak te Archibald trzymał go w pudełku w gabinecie. – W końcu mogę robić co chcę – odparł, choć tak naprawdę uważał, że ilość obowiązków zdecydowanie przewyższała ilość korzyści. – Na przykład mogę postanowić, żebyśmy w każde piątki organizowali rodzinne loty balonem w przebraniach magicznych stworzeń – rzucił pierwszym absurdalnym obrazem jaki przyszedł mu do głowy, zbierając wszystkie dokumenty w jeden stos. – Bo mugole podobno latają balonami, słyszałeś o tym? – Spojrzał na brata z mieszanką zaskoczenia i niedowierzania, bo uważał ten pomysł za dziwactwo i potwierdzenie tezy, że mugolska technologia naprawdę potrafiła przekraczać wszelkie granice logiki. Balon, kto by pomyślał!
Na wszelki wypadek faktycznie usiadł, kiedy Roratio zapowiedział wielką niespodziankę – nauczony doświadczeniem dobrze wiedział, że jego pomysł faktycznie może go zwalić z nóg. Nic takiego jednak się nie stało, wręcz przeciwnie, Roratio mówił z godnym podziwu zaangażowaniem. Może ta decyzja o niedopuszczeniu go do kursu aurora miała więcej sensu niż przypuszczał, a Rory przez ostatni rok zyskał dużo ogłady. – Planowaliście to z Nelą? – Upewnił się, bo nie słyszał jeszcze o tym, żeby ich kuzynka była tak zaangażowana w sprawy hrabstwa. – No... – Zaczął, powtarzając sobie w myślach to, co właśnie usłyszał. – Ma to sens – stwierdził, choć jego mina mówiła, że najchętniej usłyszałby o tym pomyśle coś jeszcze. – Tylko jak dokładnie miałoby to działać? Kto konkretnie zbierałby te przedmioty i jakim sposobem rozdysponowywałby je dalej? – W jego głowie pojawiło się kilka wątpliwości, przede wszystkim czym właściwie różniłoby się to od zwykłego handlu, który cały czas kwitł. Archibald nie chciał jednak studzić zapału swojego brata, bo wyraźnie kierował swoją energię w dobrą stronę. – Chętnie o tym posłucham, Rory. Daj mi znać kiedy będziesz znał więcej szczegółów – dodał, klepiąc go po ramieniu, kiedy zmierzał w stronę wyjścia z biblioteki.
Na słodkie? Zawsze! Głupie pytanie.

zt x2 <3


Don't pay attention to the world ending. It has ended many times
and began again in the morning

Archibald Prewett
Zawód : nestor toksykolog
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Britannia,
You’re so vane
You’ve gone insane
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 7
UZDRAWIANIE : 33
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4341-fluvius-archibald-prewett https://www.morsmordre.net/t4550-baldomero#96909 https://www.morsmordre.net/t4548-lord-prewett#96903 https://www.morsmordre.net/f77-weymouth-siedziba-rodu-prewett https://www.morsmordre.net/t4910-skrytka-bankowa-nr-1115#106844 https://www.morsmordre.net/t4549-fluvius-archibald-prewett#96904

Strona 5 z 5 Previous  1, 2, 3, 4, 5

Biblioteka
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach