Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Klif w Blackpool, Devon

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Klif w Blackpool, Devon - Page 2 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Klif w Blackpool, Devon - Page 2 Empty
PisanieTemat: Klif w Blackpool, Devon   Klif w Blackpool, Devon - Page 2 I_icon_minitime09.10.17 18:11

First topic message reminder :

Blackpool

Blackpool to niewielka miejscowość na południu Anglii w hrabstwie Devon, położona nieopodal jednej z najpiękniejszych plaż w Wielkiej Brytanii - Blackpool Sands. Większość mieszkańców to mugole, jednakże na obrzeżach miasteczka mieszka również kilka czarodziejskich rodzin. Wokół Blackpool rozciągają się piękne, zielone tereny o żyznej glebie, doskonałej pod uprawę, nie brakuje więc także gospodarstw rolnych.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Brendan Weasley
Brendan Weasley

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t3635-brendan-weasley https://www.morsmordre.net/t3926-victoria#74245 https://www.morsmordre.net/t3921-zmykaj-stad-bo-bede-gryzl#74154 https://www.morsmordre.net/f153-chancery-lane-13-21 https://www.morsmordre.net/t3924-skrytka-nr-786#74241 https://www.morsmordre.net/t3925-brendan-weasley#74242
Zawód : auror, szkoleniowiec
Wiek : 25
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
if thou gaze long into an abyss, the abyss will also gaze into thee
OPCM : 40
UROKI : 30
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 25
Genetyka : Czarodziej

Klif w Blackpool, Devon - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Klif w Blackpool, Devon   Klif w Blackpool, Devon - Page 2 I_icon_minitime29.08.19 0:47

14 stycznia

Powinien był jej powiedzieć, zanim ją tu przyprowadził - w domu, gdzie mogłaby znieść żałobę po swojemu. A może jej nie doceniał - może rozumiała więcej, niż rozumieć powinno dziecko, może żałobę przeszła już dawno temu. Zatrzymał się nieopodal zejścia z klifu, czując na policzkach szczypiący mróz padającego śniegu. Nie mogli pochować Garretta na cmentarzu, póki nie mieli jego działa, ale mogli zrobić dla niego coś symbolicznego  - tu, na ziemiach, na których przyszedł na świat. Byli mu to winni. Niedaleko znajdował się jego rodzinny dom - dziś tak pusty, Garrett był martwy, a Lyra daleko za oceanem, być może martwa, być może wciąż bezpieczna w ramionach Glaucusa.
Nie zdawał sobie sprawy z tego, jak wiele mówiła jego grobowa mina - w oczach tlił się smutek zmieszany z wciąż żywym bólem, usta złożone w wąską kreskę wyrażały wyłącznie zatroskanie. Neala musiała widzieć, że coś mocno zatruwało jego umysł. Oprócz różdżki miał w przewieszonej przez ramię torbie świecę. To wszystko, co mogli mu dać po śmierci - pamięć i ciepło wiecznego ognia. Ale najpierw - musiał jej to wszystko wyjaśnić.
- Wiesz, Neala - zaczął bez przekonania, unosząc wzrok wyżej - to z pewnością chłód wyciskał z oczu łzy. Garrett był mu jak brat. Był jego najlepszym przyjacielem, towarzyszem broni i oddanym kompanem. Nigdy nie przestanie za nim tęsknić. Nigdy nie przestanie mieć nadziei. Ale pewne rzeczy należało dokończyć tak, jak tego oczekiwano od krewnych - z szacunkiem dla czarodzieja, który najpewniej było już dzisiaj martwy. Szansa, że od pół roku żył i nie kontaktował się z nikim z Zakonu Feniksa była właściwie bliska zeru. - Przepraszam, powinien był ci powiedzieć wcześniej. Ja... - ja po prostu nie potrafiłem, ta fraza nie mogła przejść mu przez gardło. Ta myśl - nie mogła trafić do jego umysłu. Nie chciał ranić siostry, nie chciał zrzucać na nią przykrych myśli, nie chciał ciągnąć jej za sobą w smutki, ale te i tak miały ją dopaść. Nie mogli pozwolić mu tak po prostu zniknąć - zszarzeć się jego wspomnieniom w pamięci, aż przestaną pamiętać, że kiedyś istniał. Nie na taki los zasługiwał. - Chodzi o Garretta - wyznał w końcu. - Myślę, że powinniśmy mu w końcu wyprawić symboliczny pochówek. Stworzyć grób. Miejsce pamięci, nad którym będziemy mogli go... wspomnieć. - Czuł dziwną suchość w gardle. Jakby uśmiercał najlepszego przyjaciela własną decyzją. Ale przyjaciel musiał być przede wszystkim odważny - i mieć odwagę zrobić to, czego inni nie potrafili. Nabrał w usta łyk powietrza, najcięższe było już za nim - bo podobno najtrudniejszy jest pierwszy krok, a każdy kolejny stawia się z już nową siłą.
- Pamiętasz to miejsce? Kradliśmy wiśnie z pobliskiego ogrodu - Nie mogła pamiętać, była wtedy za mała. Ale to nie miało znaczenia. - Znajdźmy... znajdźmy jakiś kamień. Zamienimy go w nagrobek. Myślisz, że dasz radę? - Nie był pewien, czy on dałby - ale Neala coraz lepiej radziła sobie z panowaniem nad własną mocą, która zresztą przestała być niebezpieczna odkąd anomalie ustały. Chyba potrzebował dla siebie chwili. Albo nawet dwóch. To było trudniejsze, niż mu się wydawało.




Hey you, don't help them to bury the light,
Don't give in without a fight.

Powrót do góry Go down
Neala Weasley
Neala Weasley

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t4071-neala-weasley https://www.morsmordre.net/t4260-victoria-sowa-brena-ale-tez-moja#87876 https://www.morsmordre.net/t4086-neala-weasley-prosze-pana#79724 https://www.morsmordre.net/f153-chancery-lane-13-21 https://www.morsmordre.net/t4240-neala-weasley#86909
Zawód : siostra na pełen etat
Wiek : 15!
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Jutro jest zawsze czyste, nieskalane żadnym błędem.
OPCM : 10
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 2
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej

Klif w Blackpool, Devon - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Klif w Blackpool, Devon   Klif w Blackpool, Devon - Page 2 I_icon_minitime31.08.19 1:44

Dzisiaj było inne. Choć każde dzisiaj było inne niż wczoraj - wiedziałam to dokładnie. Ale to zdawało się w sobie nieść pokłady czegoś niewypowiedzianego. Czegoś, co zdawało się leżeć na końcu języka, na sercu i wątrobie. Ale nie moim, tylko Brendana. Nie przerywałam mu jednak więc i nie plotłam - jak to czasem miałam w zwyczaju potrafiąc dostrzec tą subtelną zmianę w spojrzeniu, która sugerowała, że coś prawdziwie nadchodzi. Chyba trochę wiedziałam co, choć nikt na razie nie miał odwagi, by powiedzieć o tym głośno. Ale gdy jego nazwisko po raz trzeci pojawiło się w Proroku, nadzieja nadal nie gasła, ale gdzieś tam dalej. Tam dalej jakby już wiedziałam. Milczałam jednak, omijałam, pomijałam, nie wymawiałam imienia, pozwalając sobie na łzy wtedy, gdy pozostawałam sama. Nie chciałam zabierać mu nadziei, sama jeszcze trochę jej miałam. Ćwiczyłam wtedy patronusa sama, mimo anomalii, mimo strachu i krwi lecącej z nosa. Chcąc posłać wiadomość - bo słyszałam, że można i da się, ale nigdy nie przybrał żadnego kształtu. Kompletnie nie potrafiłam zrozumieć dlaczego. Ale nie zadręczałam Brendana pytaniami. Miał na swojej głowie już dostatecznie dużo. A ja mogłam przecież nauczyć się sama z książkami. Wędrowałam więc obok, wcale nie czując się jakoś niewygodnie w milczeniu, które nam towarzyszyło. Przeniosłam spojrzenie z widoku, które rozpościerał się ze mną, uniosłam je ku górze na Brendana, a każde kolejne słowo sprawiało, że czułam jak coś uporczywie kuje mnie w serce. Uniosłam dłoń, odgarniając z twarzy kilka kosmyków. Zatrzymałam się jednak w pół gestu. Chodzi o Garretta, oczywiście, że o niego. Powinnam wpaść na to od razu. Byliśmy tutaj w miejscu tak bardzo bliskim sercu i nam wszystkim nie bez przyczyny, nie bez powodu. Myślałam o nim, często nawet, może odrobinę licząc na to, że w końcu się odezwie. Ale nie byłam też nierozumna. Głupia na tyle, by nie połączyć faktów, informacji padających w Proroku i przeciągającego się milczenia. Brendan też milczał, przez kilka długich miesięcy. Ale nie winiłam go. Choć zdawać by się mogło, że straciliśmy tyle samo, ja sama myślałam, że on stracił o wiele więcej. Razem dorastali, razem pracowali, oboje byli ode mnie starsi i dlatego bliżsi sobie w sposób w który nie mogli być z nią. To był inny rodzaj bliskości. Ten konkretny w którym zdaje ci się, że ktoś umie czytać nawet twoją duszę. Przyjaźń. Tak, tego była pewna. Prawdziwa, nie zmącona niczym, nie opierająca się tylko na tej samej krwi czy nazwisku. Nie przerywałam mu gdy mówił. Nie mówiłam też nic sama. Gdy wspomniał o wiśniach zmarszczyłam lekko brwi. Pamiętałam to miejsce, ale nigdy nic tutaj nie kradłam. Nie wtrąciłam tego jednak. Moja dłoń uniosła się, i zacisnęła na ramieniu brata.
- Zawołam Cię, daj mi chwilę się rozejrzeć. - poprosiłam, tylko tyle zdołało wydrzeć się z mojego ściśniętego gardła. Nie myślałam dłużej, odwracając się na pięcie i ruszając między drzewa. Uniosłam do góry głowę, czując łzy, które zbierały się pod oczami. Było mi ciężko, ale i w jakiś sposób też lżej. Musieli pójść dalej, prawda? Garrett nie chciałby by stali w miejscu. Przechodziła przez lasek rozglądając się uważnie, ocierając ukradkiem łzy, mimo, że nikt nie był w stanie ich zauważyć. Nie miała pojęcia ile zajęło jej dotarcie do niewielkiej polanki, na której obok siebie stało kilka kamieni, trzy przy przy sobie, różnych wielkości, jeden, sięgający jej bioder odrobinę dalej. - Bren! - zawołałam, wiedząc, że Brendan trafi w moją stronę. Zawsze do niej docierał. Ale dzisiaj zdawał mi się wyglądać inaczej. Nie jak skała, której nie dało się złamać. Dzisiaj był jak zraniony człowiek i widziałam to w jego twarzy. Gdy wszedł na polanę stałam, zaplatając dłonie za plecami, czekając, czując bicie serca z każdym krokiem. A gdy zbliżył się, rozłożyłam dłonie, zapraszając go do siebie. - Nie ma nic złego w tym, żeby tęsknić, Bren. Pamiętasz? Uczucia naszą siłą, nie słabością są. - moje oczy lekko się skrzyły gdy wypowiadałam słowa naszej matki, ale usta wygięły się łagodnie chcąc w jakiś sposób wspomóc Brendana. Jego strata, była większa, choć każdy z nas cierpiał na swój sposób. Tutaj ze mną, na kilka chwil mógł to po prostu przyznać. Że cierpi i krwawi tak jak inni. Nie spętany wizerunkiem niezłomnego aurora, nieodsuwając od siebie emocji skupiony na misji. Tutaj mógł pozwolić sobie na drżący wdech i wydech. Jakiś koniec i początek.




Anything’s possible if you’ve got
enough nerve.

Powrót do góry Go down
Brendan Weasley
Brendan Weasley

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t3635-brendan-weasley https://www.morsmordre.net/t3926-victoria#74245 https://www.morsmordre.net/t3921-zmykaj-stad-bo-bede-gryzl#74154 https://www.morsmordre.net/f153-chancery-lane-13-21 https://www.morsmordre.net/t3924-skrytka-nr-786#74241 https://www.morsmordre.net/t3925-brendan-weasley#74242
Zawód : auror, szkoleniowiec
Wiek : 25
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
if thou gaze long into an abyss, the abyss will also gaze into thee
OPCM : 40
UROKI : 30
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 25
Genetyka : Czarodziej

Klif w Blackpool, Devon - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Klif w Blackpool, Devon   Klif w Blackpool, Devon - Page 2 I_icon_minitime19.09.19 0:14

Kiedy Neala zniknęła, westchnął, wpatrując się w znajomy horyzont w milczeniu; ten dzień miał być trudny nie tylko ze względu na Garretta - ale i ze względu na Nealę. Była już dość dorosła, by pewne rzeczy zrozumieć i pojąć, niebawem skończy szesnaście lat. Musiała wiedzieć. Musiała zrozumieć. Musiała być ostrożniejsza, niż była - niedawna sytuacja z Bottem dość wyraźnie mu to uświadomiła. Minęło dużo czasu, nim jego siostra się odezwała, wiedział o tym, ale jemu zdawało się, że minęła ledwie sekunda. Myśli przetaczały się przez jego głowę ciężko, spowolnione żałobą, której dopiero teraz dawał dojść do głosu, choć przecież był jej świadom znacznie wcześniej. Spowolnione zmartwieniami, których miał na głowie zbyt wiele - o przyszłość, o to co będzie i czego już nigdy nie będzie. Garrett był nie tylko jego kuzynem, ciotecznym bratem, nie tylko tym, który prowadził Zakon Feniksa do boju, tym, w którego wierzyli wszyscy. Przede wszystkim, Garrett był jego najlepszym przyjacielem. Brakowało mu go, jako druga, partnera w pracy, pleców podczas walki. Ale co minęło to nie wróci, a strat w przyszłości będzie tylko więcej. Wiedział o tym, nadeszła wojna, która położyła się nad Anglią mrocznym cieniem: póki trwał, nic nie było i nic już nie będzie takie jak wcześniej. Z zamyślenia wyrwał go głos siostry, ruszył za nim, nie chcąc, by widziała, że stał w tym czasie bezczynnie - choć tak właśnie było. Pośrodku leśnej polanki było ładnie, Garrettowi mogłoby się tutaj spodobać.
Odwrócił się w jej stronę, gdy zabrała głos, uśmiechając się niemrawo, bez przekonania. Słowa matki - miała do niej coraz bardziej podobny głos, wciąż go pamiętał - uderzyło jak echo przeszłości, w której wszystko wydawało się jeszcze łatwiejsze. Nie odpowiedział na jej słowa, ale znała go dostatecznie dobrze, by wiedzieć, że nie ignorował ich w ten sposób. Nie potrafił mówić o uczuciach.
- Idealnie - ocenił polankę, skupiając wzrok na większych kamieniach. Stworzą ładny pomnik. Dziki, mało uporządkowany, ale naturalny i skryty. Trochę takim Garry był. Podszedł do największego, składając na nim dłoń, kątem oka spoglądając na Naelę, by czyniła honory. - Uczucia były też siłą Garretta - powiedział w końcu, przenosząc wzrok na pomnik, zupełnie tak, jakby naprawdę go w nim widział. - Był dobrym czarodziejem, Neala. Wiem, że masz o nim dobre zdanie... ale mówię poważnie. Był jednym z najlepszych czarodziejów, jacy istnieli w tych niespokojnych czasach. Miał wielkie serce. I niebywałą charyzmę. - Nie podzielał jej. Ludzie za nim nie przepadali. Nie przeszkadzało mu to, ale od jego odejścia - nie pojawił się nikt, kto mógłby nieść jego schedę skutecznie. Benjamin nie był strategiem, Skamanderowi brakowało właśnie charyzmy. - Chciałbym ci o czymś opowiedzieć - zapowiedział, nie zdając sobie sprawy z tego, że jego głos nagle się zmienił. Nieco załamał. Ale prędko wrócił do formy. - O tym, dlaczego wiem, że Garrett już nie wróci. I o tym, dlaczego powinnaś być dumna, że był twoim kuzynem. Ale też o tym, dlaczego mogę podzielić jego los. - To wszystko niebezpiecznie ścinało się w jednym punkcie, punkcie dotyczący Zakonu Feniksa. Wiedział, że była już dość dorosła, by zrozumieć, choć nie dość, by wziąć w tym udział. Został jej ledwie rok, półtorej do pełnoletności. To niewiele. Powinna przynajmniej być świadoma. Nie musiał traktować jej jak dziecko, czytała Proroka Codziennego, była zorientowana w tym, co działo się na świecie - dbał o to, by pewne zdarzenia rozumiała.
- Cała ta wojna - zaczął, nie wiedząc ani od czego zacząć, ani na czym skończyć. Tak trudno było ująć w słowa coś, o czym mógłby opowiadać miesiącami. - Ministerstwo nie pomoże jej wygrać. Jestem aurorem, Neala, zawsze będę stał po stronie tych, którzy potrzebują pomocy. - Nie musiał jej tłumaczyć, czym jest konflikt krwi, wiedziała o tym aż za dobrze. Niektórym wydawało się, że byli lepsi od innych tylko dlatego, że od dawien dawna mieli w żyłach krew czarodziejów: albo im się przynajmniej wydawało, że ją mieli. Nie wierzył w czyste rodowody, ani swój ani innych. - Ale odkąd Cronos został ministrem, nie ma się co łudzić na zmiany - będzie tylko gorzej. Właśnie w takich chwilach nadchodzi rewolucja niesiona przez zwykłych ludzi. Być może słyszałaś o Zakonie Feniksa, być może nie - jest właśnie tym, gromadą ludzi, którzy nie godzą się na niesprawiedliwość. Dużą, silną, wpływową, choć dla jej bezpieczeństwa trzymaną w tajemnicy przed światem. A Garry - Garry jej przewodził. Wszyscy w niego wierzyli. Wszyscy podążali za nim. I ja, ja też jestem jednym z jej dowódców, choć znacznie mniej istotnym od niego. - Wiedział, że nie mówił składnie, że pewnie miała masę pytań, ale zasługiwała na prawdę. Po to, by móc chronić siebie.
- Pokonaliśmy Grindelwalda, właśnie tak straciłem rękę. Pokonaliśmy anomalie, sprowadzając nad Anglię tamten deszcz. Pokonamy też Voldemorta, choć wcześniej wielu z nas zginie, być może ja. Musisz wiedzieć, że w razie czego są ludzie, którzy będą mogli ci pomóc. - Na krewnych mogła sprowadzić nieszczęście. A Zakon Feniksa był silny. - Musisz wiedzieć, że kryję więcej sekretów, niż powinienem, a jeśli ktoś będzie chciał do nich dotrzeć, najpierw uderzy w ciebie, bo jesteś łatwym celem. Nie powiem ci więcej, niż musisz wiedzieć, Neala, jeszcze nie przyszedł na to czas. Ale musisz mieć świadomość że otaczająca nas rzeczywistość jest jeszcze trudniejsza, niż ci się dotąd wydawało. - A przyszły nagrobek Garretta niech będzie tego dostatecznym świadectwem.




Hey you, don't help them to bury the light,
Don't give in without a fight.

Powrót do góry Go down
Neala Weasley
Neala Weasley

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t4071-neala-weasley https://www.morsmordre.net/t4260-victoria-sowa-brena-ale-tez-moja#87876 https://www.morsmordre.net/t4086-neala-weasley-prosze-pana#79724 https://www.morsmordre.net/f153-chancery-lane-13-21 https://www.morsmordre.net/t4240-neala-weasley#86909
Zawód : siostra na pełen etat
Wiek : 15!
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Jutro jest zawsze czyste, nieskalane żadnym błędem.
OPCM : 10
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 2
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej

Klif w Blackpool, Devon - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Klif w Blackpool, Devon   Klif w Blackpool, Devon - Page 2 I_icon_minitime01.10.19 0:48

Nie śpieszyłam się, raz dlatego, że wybór miejsca był naprawdę ważny i wiele od niego zależało, a dwa że zdawało mi się, że Brendan potrzebuje chwili by sam z własną duszą i myślami zostać. Chyba sama też na kilka chwil tego potrzebowałam, choć nie byłam pewna. Bo wewnątrz mnie pytania zaczęły się kłębić, bo jakoś tak serce mówiło mi, że to nie koniec, że więcej słów paść jeszcze dzisiaj musi. I ta kamienie, trzy z jednym większym, wyższym, trochę dominującym, albo sprawując niepisaną władzę na polanie. A bo jego boku dwaj kamienni strażnicy, mający chronić jego dobre bycie i trwałość. Tak, zdawał się idealny. Choć wolałabym, żeby wcale nie musiał. Chyba po części spodziewałam się tych słów padających z ust Brendana. Kuzyn Garret widniał jako zaginiony w kolejnych wydaniach Proroka i choć niegasnąca nadzieja nadal tliła się, umysł podpowiadał równie mroczne rozwiązania. Więc gdy Bren zabrał głos pieczętując los Garretta moje serce jednocześnie ogarniał żal i coś w rodzaju ulgi, że pozwolę w końcu jego duszy spoczywać w pokoju, nie wabiąc jej wieczornymi prośbami o powrót czy znak. Nie zdziwił mnie brak odpowiedzi, Brendan rzadko mówił wprost co czuł - mówiły o tym jego oczy i gesty. Jakby bojąc się, że wypowiadane frazy ktoś może usłyszeć i użyć przeciw niemu. Ale nie przeszkadzało mi to, umiałam czytać z błękitnych tęczówek.
- Jak chciałbyś, żeby wyglądał? - zapytałam zadzierając w górę głowę by spojrzeć w poważną twarz. Dzisiaj, zdawał mi się mocniej odkryty, przypominał siebie z tego dnia w którym przysięgałam na wszystkie sasanki. Dlatego wiedziałam, że dzisiaj będzie równie ważne. I potwierdzały to kolejne słowa, które padały z jego usta. Odchyliłam głowę przymykając powieki, pozwalając by zimowe nieśmiałe słońce musnęło moje policzki, usta ułożyły się w łagodny uśmiech, kiedy pod powiekami przywołałam obraz kuzyna. Nasze wspólne wieszanie karniszy i swobodę jaka zawsze towarzyszyła mi w jego towarzystwie. Był nasz. Chyba dlatego ta strata tak bolała.  
Chciałabym ci o czymś opowiedzieć. Jedno zdanie, które pociągnęło mój podbródek w dół i otworzyło oczy, które skierowałam na nowo na brata wsłuchując się w zgłoski, złamane lekko, niczym źle wciśnięty klawisz w wygrywanej melodii. Ale zdawało się to jedynie chwilą, po której głos znów był pewny a słowa donośne. Skinęłam głową na zapowiedź tego, chciał - miał - i przekazać. Wiedząc, że informacje te będą ważne. Kolejne słowa jasno rysowało to, co przynosiło na jego twarz zmartwienie. Wiedziałam, że to pan Harold był nadzieją na zmiany, na społeczeństwo które zaakceptuje swoje różności, które tak naprawdę skrywały się jedynie w głowach. Czysta krew, zawsze prychałam nad tym rozzłoszczona. Błękitna niby, a krwawiła tak samo jak inne, to które czystości nie posiadały. Słuchałam uważnie kolejne padających słów, a moje oczy rozszerzały się w zdziwieniu, choć zdawało mi się, że jakbym zdawała sobie z tego sprawę pokrętnie. To częste znikanie, jakby większa nieobecność, zmartwienie które niósł w oczach, ale nie tylko on. Pamiętałam przecież rozmowę sprzed kilku miesięcy z Eileen. Bezwiednie trochę wsadziłam dłoń do kieszeni płaszcza, natrafiając na kryształ wokół którego zacisnęłam rękę. Gdy było cicho, a przystawiałam go do ucha zdawało mi się, że mogę dosłyszeć melodię… śpiew feniksa.  
- Tak myślałam, że coś jeszcze jest. - powiedziałam najpierw kiedy zamilkł. Uniosłam dłonie, żeby odrzucić rude włosy na plecy. - Bo wasze usta milczały - twoje, kuzyna Garetta, kuzyneczki Eileen czy Margaux - ale oczy one zdawały się mieć w sobie nowy ciężar. - zamilkłam na chwilę, jakby trawiąc jeszcze informacje które przed chwilą mi powiedział. Wzięłam wdech i ścisnęłam mocniej kryształ w kieszeni czując płynące od niego ciepło. - Prorok o was pisał. - stwierdziła, choć teraz dopiero była w stanie połączyć ze sobą fakty. Choć wcale nie zdziwiło jej to, że Brendan walczył. Zawsze to robił i tak długo jak miał siłę wiedziała, że nie spocznie. Odwróciłam wzrok od twarzy brata spoglądając na kamienie, wzrok przesuwał się po nich, jakby próbując coś wyczytać, a brwi marszczyły się, gdy myślałam. Zbyt wiele pytań pojawiło się nagle.
- Jednym z? - zapytałam najpierw nie spoglądając na niego. - Czy to znaczy, że nie dźwigasz ciężaru sam? - bo cały świat to było za dużo dla jednego człowieka, nawet dla niego. Nikt nie był w stanie unieść go na barkach w pojedynkę. - Co teraz, z wami, kiedy nie ma kuzyna Garretta? - zapytałam cicho, widocznie strapiona. Brendan zdawał się nie pokładać w swojej jednostce wiary. Choć nie potrafiłam zrozumieć dlaczego. Uniosłam dłoń i podrapałam się po nosie. Bo ostatnie jego słowa miały największą rację. W nieskazitelnej obronie którą potrafił postawić, skazą byłam ja. - Powinnam się więc obawiać, prawda? - zapytałam zwracając w końcu wzrok ku niemu i na nim go już zatrzymując. - Na tyle, by niezmiennie i zawsze gotową być. Nie tylko do obrony. - mówiłam dalej nie przestając marszczyć brwi. - A może nie tyle co do niej, a co do ucieczki samej. - uniosłam dłoń i potarłam końcówkę nosa. - Czy nie czujesz się samotny, Bren? - niosąc ten sekret tak duży ze sobą, nie śmiałam pytać jak długo to trwało. Ale domyślałam się, że więcej niż jakiś czas. Spotkanie w herbaciarni było przecież tak dawno temu. - I czy ja, mogę zrobić coś więcej… jakoś… jakoś pomóc. - zakończyłam koślawo, choć co mogłam zrobić? Choć serce wielkie miałam, umiejętności nadal niewielkie. Gorzka to była prawda i ciężko po gardle przechodziła. Ale inna wcale być nie chciała.




Anything’s possible if you’ve got
enough nerve.

Powrót do góry Go down
 

Klif w Blackpool, Devon

Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Anglia i Walia-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-20