Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Gwiezdny Prorok
AutorWiadomość
Gwiezdny Prorok [odnośnik]23.10.17 12:29
First topic message reminder :

Gwiezdny Prorok

-
Dziś, pusty lokal mieszczący się na przeciwko cieszącego się wielką renomą wśród czarnoksiężników sklepu Borgina & Burkesa, niegdyś wypełniony był trupimi główkami, talizmanami, naszyjnikami z kruczych piór, dziecięcych kości i grzechotkami z ludzkich zębów. Magiczna sprzedaż akcesoriów służących do nekromancji — sztuki wskrzeszania umarłych, szła doskonale aż do schyłku ubiegłego wieku, kiedy to stary i zgorzkniały właściciel zniknął bez śladu, zamykając drzwi na siedem spustów. Choć sklep przypadł w spadku jego dzieciom, a później wnukom, już nigdy nie został otwarty, a mieszczące się w nim nierozkradzione towary nie stanęły ponownie w gablotach.
Lokal prywatny: zamknięty
[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 25.03.22 19:41, w całości zmieniany 1 raz
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Gwiezdny Prorok - Page 6 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Gwiezdny Prorok [odnośnik]27.12.18 11:06
The member 'Deirdre Mericourt' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 74

--------------------------------

#2 'k10' : 8

--------------------------------

#3 'Anomalie - CZ' :
Gwiezdny Prorok - Page 6 HXm0sNX

--------------------------------

#4 'Anomalie - DN' :
Gwiezdny Prorok - Page 6 N2btFvL
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Gwiezdny Prorok - Page 6 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Gwiezdny Prorok [odnośnik]27.12.18 11:58
— Dobrze — odpowiedział, patrząc przez chwilę na Deirdre. Stalą zimnych oczu przeszywając ją na wskroś, prześwietlając jej twarz, próbując wyczytać z jej ostrych, egzotycznych rysów coś, czego mu nie mówiła. Kłamstwo zakorzenione w jej spokoju. Kłamstwo, które maskowało dobrze, jak maska na stałe przytwierdzona do boskiej twarzy. Pytanie zmieniające front skłoniło go do wycofania się z próby ataku i zadania pytań, które chodziły mu po głowie od wczoraj. Pytań dotyczących jej pracy, przepowiedni, przyszłości, ale i Tristana.
— Znasz ją, zrobiłaby mi na złość— odparł po chwili, zabierając się za podwijanie mankietów koszuli. — A to zwierciadło jest cenne. I jest wszystkim, co mam. — Cała reszta się nie liczyła. Księgi — choć wyjątkowe, można było odkupić za krocie, odnaleźć u kolekcjonerów lub po prostu je porzucić, zapominając o ich posiadaniu, wszak przestudiował je wzdłuż i wszerz. Zwierciadło, które potrafiło uchylać kurtynę, za którą czaiła się przyszłość było wyjątkowe i jedyne w swoim rodzaju. I nie miało nic do rzeczy to, że złożył jej obietnicę, a tym bardziej, że jej obecność zaczynała go pożerać od środka, jak niezaspokojony pasożyt, którego nosił, doprowadzający do wewnętrznego krwotoku, powolnego rozkładu, choroby. Stwór, którego pragnął nakarmić i pozbyć się jednocześnie, bo zaczynał go przerażać.
— Owszem— potwierdził bez zbędnego ociągania się z odpowiedzią. Nie było w tym nic wstydliwego, nic, co w przeciwieństwie do wilczego głodu za Vablatsky musiał ukryć. — Wszczęli śledztwo w mojej sprawie. Próbowałem się czegoś dowiedzieć na ten temat, ale zastawiają się klauzulą tajności. Zawiesili mnie w ministerstwie, z pewnością mnie obserwują — powinna wiedzieć, mieć świadomość, że każdy kto się z nim spotka w miejscu publicznym może być narażony na niebezpieczeństwo. —Ale na pewno nie tylko mnie — dodał, spoglądając na nią porozumiewawczo. Wśród aurorów byli członkowie Zakonu Feniksa, a ci znali tożsamość wielu z nich. Na pewno będą wykorzystywać wszystkie możliwości, a po tym, co stało się na szczycie, po ujawnieniu się wielu arystokratów, którzy byli nieosiągali będą szukać czegoś na tych, których łatwiej im będzie dopaść. Wątpił w ich powodzenie. Wątpił w sukces i to, że teraz cokolwiek im się powiedzie, ale nikt nie miał władzy nad Wizengamotem, a oni musieli zrobić wszystko, by przed nim nie stanąć, bo wtedy będzie już zbyt późno. — W samą porę wyszłaś za mąż — skomentował, nie spoglądając już na obrączkę, którą spostrzegł poprzedniego dnia. To był przemyślany ruch, bardzo dobrze zorganizowany. Wyróżniała się wszystkim, a dotarcie do prawdy wciąż było proste - a jednak nim ktokolwiek wysunie wobec niej oskarżenia będzie musiał się sporo natrudzić.
Wprowadził Febe bez przeszkód. Tym razem nie zdążyła go powalić, doprowadzić na skraj przytomności. A jeśli to uczyni znów — umrze. Pozostawił ją na ziemi — drżącą, wystraszoną, nieszczęśliwą, a po chwili dotkniętą straszliwą, torturującą klątwą, która miała ją doprowadzić na skraj wytrzymałości. Przyglądał się temu w spokoju, przez chwilę, przecierając rękę, wokół której chwilę wcześniej miał splecione jej potargane kudły. Część z nich została mu między palcami, wyplątał je i strzepał na ziemię.  
— Wiesz, co wczoraj zrobiłaś? — spytał, spoglądając na nią z góry. Wiła się na ziemi, szlochała z bólu. Ale musiała wiedzieć — dlaczego. Dlaczego to wszystko. Pochwylił się nad nią, nie zważając na to, że bezpieczniej byłoby trzymać się na dystans. Nie mógł tego zrobić inaczej. Musiał liczyć się z ryzykiem. Chwycił ją za kłaki i podniósł do góry, do pozycji siedzącej, a jej małe rączki znów zacisnęły się wokół jego nadgarstka. — Wiesz?! — podniósł głos, sącząc przez zeby jad. — Wszystko zniszczyłaś. To, co w tobie siedzi, ta magia, zrujnowała nasza pracę. Nie zabijesz nas w ten sposób, nie licz na to. Tylko wzmagasz w nas złość. I im bardziej będziesz próbować, tym bardziej będziemy źli. I tym gorzej dla ciebie — warknął i szarpnął ją za włosy, znów pisnęła. — Jeśli zrobisz to jeszcze raz, jeśli jeszcze raz posłużysz się magią przeciwko mnie, sprawię, że nigdy nie obudzisz się z tego koszmaru. Tęsknisz za tatą? Siostrzyczkami? Przyniosę ci ich głowy, zamiast jedzenia. Ich oczy będą otwarte, wpatrzone w ciebie. Będziesz mogła je tulić i czesać, póki nie zaczną gnić— mówił ze spokojem, ale ton miał niski, zimny, a wzrok surowy.

| Zaczynam zastraszać; zastraszanie I



pan unosi brew, pan apetyt ma
na krew
Ramsey Mulciber
Zawód : Niewymowny
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Tańcz na me skinienie, rozświetl czernię nocy, rozgoń mroczne cienie, oświetl drogi kręte, ciemne skrzyżowania, a pobocza wyrwij z nocy panowania.
OPCM : 40
UROKI : 25
ALCHEMIA : 3
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 60
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Jasnowidz
Gwiezdny Prorok - Page 6 BfgY2uH
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber https://www.morsmordre.net/t2290-ursus#34823 https://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry https://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 https://www.morsmordre.net/t2922-skrytka-bankowa-nr-624#47539 https://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Re: Gwiezdny Prorok [odnośnik]27.12.18 11:58
The member 'Ramsey Mulciber' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 25

--------------------------------

#2 'Anomalie - DN' :
Gwiezdny Prorok - Page 6 N2btFvL
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Gwiezdny Prorok - Page 6 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Gwiezdny Prorok [odnośnik]27.12.18 12:41
Wytrzymała intensywne spojrzenie Ramseya bez mrugnięcia okiem, wyczuwała jednak, że coś wzbudza jego zaciekawienie: rzeczowe i chłodne, pozbawione przyjacielskiej troski lub denerwującej dociekliwości. Ukrywała wiele, niosła ten ciężar sama, a każdy ruch niszczącego jej ciało pasożyta wydawał się koszmarnym przypomnieniem nieuchronnego obnażenia prawdy. Starała się zaprzeczyć rzeczywistości, uwierzyć w to, że posiada kontrolę nad każdym najdrobniejszym elementem nowego życia - i udawało się jej to tak długo, jak nie pozostawała sama, przerażona, ze wzrokiem wbitym w lustrzane odbicie, szukając kolejnych sposobów na ukrycie swego przeklętego stanu. Przed Tristanem, przed innymi i przed samą sobą, świetnie potrafiącą karmić się najsłodszymi łgarstwami. Szczęśliwie Ramsey nie drążył tematu, odpuścił, a przeniesienie uwagi na Cassandrę pozwoliło Deirdre poczuć się nieco pewniej. - Masz ją za rozkapryszoną panienkę, która zrobiłaby coś złośliwie? - spytała z niedowierzaniem. Owszem, Vablatsky poddawała się emocjom, miała wyjątkowy charakter, była dumna i chmurna, lecz robienie czegoś ze zwykłej złośliwości wydawało się zupełnie nie w jej stylu. Między nią a Mulciberem musiało zadziać się coś więcej, coś trudnego do sklasyfikowania i burzącego spokój, chętnie podrążyłaby ten temat, by wyjść z autystycznej defensywy, ale takie zagranie było zbyt płytkie, nachalne, wręcz niegrzeczne. Kontynuowanie kwestii nadopiekuńczych aurorów, w końcu budzących się z prawie rocznego letargu, wydawało się rozsądną alternatywą.
- Mają jakiekolwiek podstawy? Ślady? Dowody? Powinni cię o tym poinformować pomimo klauzuli - spytała rzeczowo, nie mogli przecież ot tak zawiesić jednego z najzdolniejszych niewymownych. Posiadali oni pewien immunitet, nawet w strukturze Ministerstwa Magii - albo aurorzy posiadali naprawdę trudne do obalenia powody do rozpoczęcia śledztwa, albo kontrola nad pracownikami Biura Przestrzegania Prawa znacznie się rozluźniła, dając Zakonnikom większe pole do nieoficjalnego popisu. Obydwie możliwości wzbudzały w niej równe niezadowolenie. Jeszcze nie niepokój, potrafili poradzić sobie z domorosłymi zwolennikami szlamiej sprawiedliwości, lecz ich działania stawały się coraz bardziej niewygodne. - Rozumiem, że przymusowy urlop spędzasz tutaj? - dodała lżejszym tonem, nie zamierzała załamywać nad nim rąk ani współczuć tymczasowego bezrobocia; wierzyła, że szybko wróci na stanowisko a aurorzy słono zapłacą za przeszkody w zgłębianiu tajnik magii przez Mulcibera. Chętnie kontynuowałaby ten temat, lecz Mulciber znów powrócił do niej, udowadniając, że obserwował ją całkiem uważnie.
- Tak, mój świętej pamięci mąż, wspaniały Mericourt, zjawił się w mym życiu w najodpowiedniejszym z momentów - wyjawiła powoli, mimowolnie zerkając na prostą, złotą obrączkę, noszoną na palcu przeznaczonym dla wdów. Tyle Ramsey mógł i powinien wiedzieć, zostawiła za sobą historię Tsagairt, stała się kimś innym; Rosier dał jej nowe, czyste życie, elegancką kartotekę i rzeczową przeszłość, pozwalającą zmylić wszelkie tropy, prowadzące w jej kierunku. Dało jej to przewagę, kiedyś, przy odrobinie szczęścia, kundle z Biura Aurorów mogły wpaść na jej trop, ale na razie nie tym się martwiła.
Potrzebowała dystrakcji - a nie istniała lepsza i bardziej uspokajająca od rozpoczęcia eleganckich tortur. Potężne zaklęcie uderzyło Febe w pierś a jej wielkie oczy zalśniły od łez; jęczała i wiła się z bólu, z trudem łapiąc oddech. Czyste przerażenie, tak intensywne, że wręcz promieniujące z drobnego ciałka, złagodziło lęk Deirdre; odsunęło od niej lęk i gorycz. Uśmiechnęła się lekko, aż w jej policzkach pojawiły się dołeczki - Ramsey doskonale radził sobie z dziećmi, mogłaby patrzeć na ten zwierzęcy, paniczny strach godzinami; na ból szarpiący chudziutkim rączkami, wystającymi spod poszarpanej sukienki. Słowa Mulcibera wręcz kapały jadem na niezdrową cerę Febe: dziewczynka z coraz głośniejszym piskiem spojrzała w jej stronę, szukając ratunku, wsparcia, ochrony u kogoś, kto do tej pory o nią dbał, lecz zamiast tego Deirdre mocniej zacisnęła palce na ciemnofioletowym drewnie różdżki. - Organus dolor - wypowiedziała miękko, zaklęcie torturowało, ale nie zadawało obrażeń, a nie chcieli zbyt wcześnie stracić kontaktu z zastraszoną Febe.


there was an orchid as beautiful as the
seven deadly sins
Deirdre Mericourt
Zawód : Kochanica nestora, westalka Fantasmagorii
Wiek : 27
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
no way you'll see me crawl
like a shark I'll be ripping you apart and celebrate
with lots of champagne

OPCM : 40
UROKI : 6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 61
ZWINNOŚĆ : 21
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica
we still got the taste dancing on our tongues
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
Re: Gwiezdny Prorok [odnośnik]27.12.18 12:41
The member 'Deirdre Mericourt' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 50

--------------------------------

#2 'k10' : 10

--------------------------------

#3 'Anomalie - CZ' :
Gwiezdny Prorok - Page 6 HXm0sNX

--------------------------------

#4 'Anomalie - DN' :
Gwiezdny Prorok - Page 6 N2btFvL
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Gwiezdny Prorok - Page 6 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Gwiezdny Prorok [odnośnik]27.12.18 17:42
Grzeczne, czy niegrzeczne spojrzenie, lepkie, czy oślizgłe, a może nijakie lub ostre — jakiekolwiek by nie było, nie wspomógł go niczym. Żadnym słowem ani gestem, który miały odkryć jej tajemnicę. Głęboko, dobrze strzeżoną. Był uważny, a jego wzrok czujny — skupiał się na detalach, na tym, co często pomijane, lekceważone — przez to trudniej mu było spojrzeć z perspektywy, z oddali, obejmując wszystko na raz. I widział to co chciał widzieć. A ona zatajała to, co pragnęła zataić. I szło jej dobrze. Nie pytał, zrezygnował. Ale nie przez grzeczność.
— Nie masz pojęcia za kogo ją mam— odpowiedział jej bez namysłu, spokojnie, cicho, nie patrząc na nią. Nie negując tego, co powiedziała; miał dość podobnych walk, bezsensownych słownych przepychanek, wyrażeń, zwrotów, które jedynie zapędzały go do rogu. Cassandra nie była ani rozkapryszona ani nie była panną, w niewinnym rozumieniu tego słowa. Rozwydrzoną — też nie. Była na to zbyt mądra i przebiegła. Ale względem niego nie miała oporów, by ukazać złośliwą naturę. — A ty? Jesteś rozkapryszona i złośliwa?— spytał, spoglądając na nią, zmieniając temat. Zadarł brodę wyżej, spojrzał na nią z góry. — A może lojalna i rozsądna?— Zmrużył oczy nieznacznie. — Albo wrażliwa i potrzebująca? Lub niezależna i pewna? A może rozdarta pomiędzy tym wszystkim? Zepsuta, potem naprawiona lub ledwie posklejana? Jaka jesteś, nie Miu, nie Mericourt, nie Tsagairt, a Deirdre?— Prawdziwa Deirdre, nie ta zrodzona, wymyślona, stworzona, nie ta wykreowana przez nią samą. Czy ktoś pytał cię o to kiedykolwiek? Nie kim dziś jesteś, a jaka jesteś, kiedy nikt nie patrzy? Stał przez chwilę przed nią nieruchomo, patrzył na nią, ale nie domagał się odpowiedzi, jakby wiedział, że nie odpowie. Przez brak wiary, brak wiedzy lub odwagi, by spojrzeć mu, sobie prosto w twarz. I dobrze wiedział, co tliło się za tymi czarnymi oczami, choć każdy jej uśmiech był na wagę złota, a każde ziarko strachu łechtało męskie ego. — Nie odpowiadaj, jeśli nie chcesz — dodał, wspaniałomyślnie. Nie potrzebował kolejnego steku bzdur, sterty kłamstw, którymi faszerowała wszystkich wkoło. Cóż to była za ironia. Ich ścieżki złączyły się w gniewnej rywalizacji, złośliwości, wzajemnej pogardzie, przeszły przez największą nienawiść i upokorzenie, by dotrzeć, aż tu. Do głębin ludzkiej duszy. Poznawała jego mroczne sekrety, chociaż wcale nie chciał ich zdradzać. Ona mniej lub bardziej świadomie zdradzała swoje, nawet jeśli nie potrafił określić ich słowami.
— Powinni, ale tego nie zrobili. Przez wzgląd na wagę śledztwa nie wskazali nawet oskarżenia — brzmiało zabawnie, ale wcale go to nie bawiło. Odebrali mu coś, na czym mu zależało. Ale był cierpliwy. I więcej sobie odebrać nie pozwoli. — Nie wiem, co mają, ale gdyby to były niepodważalne dowody to przyszliby po mnie już dawno. Bones przymyka oczy na niedociągnięcia. Chce nas po prostu zamknąć. Za wszelką cenę. — Być może chcieli, by czuł się zagrożony, ale straciwszy element zaskoczenia stracili wiele. — Każdemu z nas należą się wakacje — odpowiedział lekko, gładko, zaciskając już palce we włosach małej dziewczynki. Kłamał, a ręka mu zadrżała. Mięśnie na twarzy napięły się, żuchwa uwypukliła, gdy zacisnął zęby, rysy wyostrzyły, a oblicze pociemniało. Coś wewnątrz parzyło, lód topniał. Bryła rozpływała się, wody było coraz więcej. Zaczynała wrzeć, gotować się w nim.
— Mam nadzieję, że twój mąż był chociaż bogaty — dodał, spoglądając dziecku w twarz. Brudną, pełną zadrapań, sińców, brudu, który przecinały czyste ścieżki wytyczone przez łzy, jak pajęczyny. Zaciskał na niej palce tak mocno, że zbielały mu knykcie. Miał ochotę wziąć jej głowę i rozbić ją o ziemię. Jak argbuz. Patrzeć, jak czaszka się rozpada, a ze środka wypływa zawartość. Był zły.
— Nie patrz na mnie tak — tak łagodnie, bezbronnie; niemalże poprosił ją cicho. — Bo wydłubię ci oczy.— Ale oczy były jej jeszcze potrzebne, nie mógł tego uczynić. — Nie zasługujesz na to, by być czarownicą. I jeśli będziesz próbować, będziemy cię karać. Będzie boleć, tak, jak teraz.— Wiedział, że boli. Wiedział, że to, co robiła Deirdre było skuteczne. Przekrwione oczy dziecka znów wypełniły się łzami. Ale nie płakała już. Zaciskała zęby na wardze, aż popłynęła krew.


| Zastraszanie: Febe 25/200



pan unosi brew, pan apetyt ma
na krew
Ramsey Mulciber
Zawód : Niewymowny
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Tańcz na me skinienie, rozświetl czernię nocy, rozgoń mroczne cienie, oświetl drogi kręte, ciemne skrzyżowania, a pobocza wyrwij z nocy panowania.
OPCM : 40
UROKI : 25
ALCHEMIA : 3
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 60
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Jasnowidz
Gwiezdny Prorok - Page 6 BfgY2uH
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber https://www.morsmordre.net/t2290-ursus#34823 https://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry https://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 https://www.morsmordre.net/t2922-skrytka-bankowa-nr-624#47539 https://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Re: Gwiezdny Prorok [odnośnik]27.12.18 17:42
The member 'Ramsey Mulciber' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 96

--------------------------------

#2 'Anomalie - DN' :
Gwiezdny Prorok - Page 6 N2btFvL
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Gwiezdny Prorok - Page 6 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Gwiezdny Prorok [odnośnik]27.12.18 20:03
Cichy ton Ramseya nieco zaprzeczał jego słowom, wyważonym, lecz niosącym większy ładunek emocji niżby można się po Śmierciożercy spodziewać. Brew Deirdre drgnęła, miał rację, nie zagłębiała się w problemy sercowe - lub łóżkowe? - Mulcibera, nie tyle z szacunku do niego, co do Cassandry. Chciała, by ta była szczęśliwa, by w końcu odnalazła bezpieczną przystań, niekoniecznie róznoważną z pozostaniem w konkretnych, męskich ramionach, lecz jeśli tak właśnie wybrała, zamierzała ją wspierać. Nawet jeśli uważała stojącego obok niej czarodzieja za dość marny materiał na emocjonalnego partnera. Na tego czysto wojennego, kompana potyczek, skomplikowanych badań i wyzwań jak najbardziej, ceniła go z każdym upływającym tygodniem coraz mocniej. Nawet jeśli przekraczał nieopisaną granicę, wbijając tępe ostrze zardzewiałego noża w ranę, której istnieniu zaprzeczała.
- To może powiedz mi za kogo ją masz, Ramsey? - odparła po sekundzie, łagodnie i prawie słodko, chcąc odsunąć od siebie niewygodny temat. Gwałtowne zmiany atmosfery i zakrzywianie trajektorii pytań pozwalało zaczerpnąć głębszego oddechu, ułatwiającego zachowanie kamiennej twarzy. Trafił celnie, boleśnie, jak to miewał w zwyczaju, gdy poświęcał jej - bez powodu - zdecydowanie zbyt wiele uwagi, analizując i rozkładając na czynniki pierwsze. Nudne i niesatysfakcjonujące, była stabilną budowlą z zapożyczonych elementów, magnum opus Rosiera, dziełem prawie skończonym, układanką mającą spełnić określone, wygórowane wymagania. Pędy rosnące w niechcianym kierunku brutalnie ucinano: została pozbawiona dumy, pewności siebie, niezależności, pozostając wdzięczną za to, co niegdyś wywołałoby w niej gwałtowny sprzeciw. Problem w tym, że nie do końca była tego świadoma, wręcz nabrzmiała od łgarstw opowiadanych samej sobie w formie odurzająco rozkosznych baśni o szczęściu. Czy Ramsey mógł je przejrzeć, obedrzeć ze złudzeń - i czy robił to z dość pokręconej troski? Postanowiła się nad tym nie zastanawiać, wyprostowała się tylko odruchowo i zacisnęła usta, po chwili unosząc kąciki w lekkim uśmiechu. - Dlaczego pytasz? Nie lubisz mnie nieprzewidywalnej? - spytała prawie wesoło, prawie niefrasobliwie, jakby byli dwójką przyjaciół droczących się przy skrzacim winie. Jedynie czarne oczy pozostały matowe, pozbawione jakiegokolwiek błysku, świadczące o tym, że Śmierciożerca poruszył jeden z zakazanych, trudnych tematów, utrudniających trzymanie prawdy na krótkiej wodzy. Pierwotna Deirdre po prostu nie istniała, pod maskami kryła się pustka, domagająca się zapełnienia czymś ważnym - ideą, uczuciem, czarną magią, trudnymi do zniesienia bodźcami. Tylko to konstytuowało ją jako osobę a nie pozbawioną duszy rzeźbę, wykuwaną według wizji surowego twórcy. - Jestem odpowiedzialna i utalentowana, o nic więcej nie musisz się martwić - ucięła rzeczowo, powracając do dość chłodnego tonu. Wolała, gdy łączyło ich milczenie a nie próba zajrzenia za kurtynę odgrywanego z wirtuozerią spektaklu - otrzymywał go całkiem za darmo, powinien być widzem cichym, powstrzymującym chęć wtargnięcia na scenę, ale nie zamierzała go teraz wychowywać.
Musieli skoncentrować się na innym elemencie przedstawienia - drżąca w bolesnej agonii Febe chwiała się już na krawędzi przytomności, kuląc się na brudnej podłodze niczym zwierzę, na wpół uczepione przytrzymującego ją Ramseya. Bełkotliwie błagające o litość, skamlące, żałosne w próbach ucieczki, spetryfikowane nie tyle słabością ciała co przerażeniem, wzbudzanym przez cedzącego następne słowa Mulcibera. On także przybrał nieskazitelną maskę - a może właśnie obnażał się przed nią, pokazująć prawdziwego siebie, na co dzień skrytego za maską lodowatego dystansu, reprezentowanego także przez nią samą? Uśmiechnęła się jeszcze szerzej, powoli opuszczając różdżkę. - Aurorom także należy się jakiś daleki wyjazd - skomentowała dwuznacznie i miękko: pełne bólu wycie dziecka uspokajało ją, łągodziło dyskomfort wywołany prowokacją Mulcibera. - Nie narzekam, żyję dostatnio, chociaż nie otrzymałam jeszcze upoważnień do całej fortuny - odparła, mimowolnie zdradzając mu pewien bliski prawdzie fakt - pieniądze były jeszcze jednym, ciężkim kamieniem, obarczającym jej nienaturalnie wyprostowane ramiona. Nie powiedziała jednak nic więcej, powoli zmniejszając odległość dzielącą ją od Febe i stojącego nad nią Ramseya. Sięgnęła do kieszeni przepastnej szaty i wyciągnęła z niej małą fiolkę, otrzymaną od Mulcibera - odkorkowała szkło po czym przykucnęła nad dzieckiem, mocno naciskając na drżące szczęki, by otworzyć jej usta i wlać do nich zawartość. Eliksir miał uczynić młodą Valhakis jeszcze podatniejszą na prowadzenie dalszych badań.

| podaję Febe eliksir osłabiający


there was an orchid as beautiful as the
seven deadly sins
Deirdre Mericourt
Zawód : Kochanica nestora, westalka Fantasmagorii
Wiek : 27
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
no way you'll see me crawl
like a shark I'll be ripping you apart and celebrate
with lots of champagne

OPCM : 40
UROKI : 6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 61
ZWINNOŚĆ : 21
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica
we still got the taste dancing on our tongues
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
Re: Gwiezdny Prorok [odnośnik]27.12.18 20:03
The member 'Deirdre Mericourt' has done the following action : Rzut kością


'Anomalie - DN' :
Gwiezdny Prorok - Page 6 N2btFvL
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Gwiezdny Prorok - Page 6 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Gwiezdny Prorok [odnośnik]27.12.18 20:50
Nie odpowiedział jej. Nie chciał ciągnąć tego tematu, kontynuować go tu, w brudach Proroka, ani w luksusach Białej Wilii, ani w zaciszu własnego mieszkania, ani nigdzie indziej. Nie porwał się zadumie, ani chwili, którą wywołała, spoglądając na swoje dłonie, ręce, pokryte bliznami i czarnym tatuażem, który odznaczał się na jego jasnej skórze. Niepewne, drżące. Nie próbował przewidzieć drugiego dna, doszukiwać się w pytaniu czegoś więcej, choć wiedział, że Deirdre darzyła ją uczuciem. Czym było — nie pytał. Nie chciał wiedzieć. Wnikać. Rozwijać. Nie chciał rozumieć, bo musiałby zacząć analizować siebie. A to czego  nie rozumiał uznawał za bezsens, odsuwał od siebie. Tak było dobrze, bezpiecznie, prawidłowo i rozsądnie. Nie próbował też zastanawiać się nad tym — dobrze było ostrym jak brzytwa nożem przeciąć więzy, ale teraz, do dyspozycji miał tylko zęby. A nimi trudno było zerwać grube sznury.
Westchnął głęboko, patrząc, jak między palcami plątały się ludzkie włosy.
— Och, wręcz przeciwnie — odpowiedział jej głosem pełnym zadumy, tonem patetycznym, wzniosłym, opisującym rzeczy wielkie. Jej nieprzewidywalność — była jak przebiśnieg przedzierający się przez grubą kołdrę zimy. Rzadka, prawie niespotykana, więdnąca nim rzeczywiście zdoła ujrzeć słońce. Była uporządkowana — zbyt harmonijna, ułożona, stonowana, by być naprawdę nieprzewidywalną. By czynić rzeczy, których nie można się po niej spodziewać. Całkem na odwrót — można było oczekiwać od niej rzeczy z pewnością, że wykona je należycie, spełni tak, jak się tego od niej oczekuje. Z biurokratyczną precyzją, doskonałą punktualnością. W punkt. W cel. Przewidywalna. Zadowalająca. Dokładnie taka, jak stażystka ministerstwa, jak wyuzdana Miu. Godna opowieści, które o niej snuli pełni pożądania kochankowie, mężczyźni siedzący przy barze, od których usłyszał po raz pierwszy legendy krążące wokół jej ciała, ud, umiejętności — tych samych, których ją pozbawił — siebie pozbawił przyjemności i uciechy, nie pozwalając jej uczynić tego, w czym była doskonała, sprowadzając jej do poziomu jednakowej i bez znaczenia.
Nigdy nie chciał nadawać nikomu znaczenia. Nie lubił się przywiązywać do tego, co przyjemne.
— A jednak. Podkładając troskę jako podwaliny mej dociekliwości sugerujesz, że to właśnie ona jest niepożądana i właśnie ona trafia w punkt. Nie obawiasz się przecież troski, Deirdre. Martwi cię, że to ja mógłbym się martwić o ciebie? Zupełnie bezinteresownie?— Nie miała powodów, aby od niej uciekać, chować się przed nią. Rozumiała ją doskonale, nie tak, jak on. Znała jej smak, jej słodycz i kwaśny smak. Był tego pewien, choć nigdy nie był świadkiem. — Cóż. Coś w tym jest.
Przeniósł wzrok na Febe. Drżącą, delikatną, zapadającą się w podłodze. Wzbudzała w nim wściekłość. Swoją słabością, byciem poza zasięgiem — nie mógł zrobić tego, co chciał. Miał ochotę zrobić jej jakąś krzywdę. Miał ochotę wyrwać jej serce, rozcisnąć w drżącej dłoni. Miał ochotę na nią krzyknąć, ale milczał. Miał ochotę pociągnąć ją za włosy i oskalpować, ale zamiast tego rozluźnił uścisk. Rażąc ją gniewnym, piorunującym spojrzeniem. Puścił jej włosy, pozwolił, by upadła na ziemię, drżąc, kuląc się, zamykając w sobie, w niemym skomleniu.
— Jak określisz swoją odpowiedzialność?— Jak ją przejawiasz? Co do talentu nie miał zastrzeżeń, Tristan doskonale ją wyszkolił. Miał w rękach brylant, który kazał oszlifować, a teraz mógł przechadzać się z nim z dumą. — Szczęściara — odparł po chwili i uderzył lekko dziewczynkę w twarz. Niech nie śpi, niech nie traci przytomności.
— Pobudka, księżniczko — powitał ja z uśmiechem. Tym wystudiowanym, harmonijnie współgrającym z jego twarzą, czarującym. — Jeszcze nie czas na sen — warknął. — Pij, pij do dna. Nie uroń ani jednej kropli, bo tego pożałujesz — zagroził jej, a potem powoli podniósł wzrok na Deirdre, która kucnęła tuż obok.

| Febe 121/200[/b][/b]



pan unosi brew, pan apetyt ma
na krew
Ramsey Mulciber
Zawód : Niewymowny
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Tańcz na me skinienie, rozświetl czernię nocy, rozgoń mroczne cienie, oświetl drogi kręte, ciemne skrzyżowania, a pobocza wyrwij z nocy panowania.
OPCM : 40
UROKI : 25
ALCHEMIA : 3
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 60
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Jasnowidz
Gwiezdny Prorok - Page 6 BfgY2uH
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber https://www.morsmordre.net/t2290-ursus#34823 https://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry https://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 https://www.morsmordre.net/t2922-skrytka-bankowa-nr-624#47539 https://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Re: Gwiezdny Prorok [odnośnik]27.12.18 20:50
The member 'Ramsey Mulciber' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 6

--------------------------------

#2 'Anomalie - DN' :
Gwiezdny Prorok - Page 6 N2btFvL
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Gwiezdny Prorok - Page 6 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Gwiezdny Prorok [odnośnik]27.12.18 22:09
Milczenie ważyło więcej od złota, było też równie opłacalne i zarazem zwodnicze. Skąpił odpowiedzi, bo nie było o czym mówić, czy wręcz przeciwnie, nie znajdywał słów, by skroplić w nich gorącą parę kłębiących się pomiędzy nim i Cassandrą uczuć? Istniało też wiele innych dróg interpretacji, Deirdre instynktownie - lub bazując na własnej spostrzegawczości oraz znajomości zachowań przyjaciółki - skłaniała się ku drugiemu wyjaśnieniu, wybierając je także ze zwykłego wyrachowania. To ta opcja pozwalała pochwycić w dłoń oręż, napięty palcat, który umiejętnie przyłożony mógł wywołać odpowiednią reakcję. Problem w tym, że miała do czynienia z wyjątkowo nieprzewidywalnym okazem, do tego zbyt cennym, by pozwolić sobie na omsknięcie dłoni i nieeleganckie uderzenie w słabiznę. We wrażliwe miejsce, mogące doszczętnie zniszczyć wypracowany przez ostatnie miesiące porządek, ustawiający ich relację we właściwym miejscu na skali szacunku i zaufania. - Kiedy w końcu przyznasz się przed samym sobą, będzie łatwiej - poradziła mu tylko troskliwie, dość wymijająco i niejednoznacznie. Kiedy w końcu zaakceptuje, kim Cassandra dla niego jest - i za kogo chce ją mieć. Nie, żeby wiedziała o tym z własnego doświadczenia; mistrzyni zaprzeczania ciągle szarpała się na niewidzialnym sznurze, przesuwającym się po jej życiu równie delikatnie, co wyszarpywane włosy Febe między palcami Mulcibera. Płynnie dołączającego do niej na scenie, patetycznym tonem podbijając nieustaloną wcześniej stawkę.
Nie spodobało się jej to, z trudem utrzymała na twarzy uroczy uśmiech. To wszystko wina tego; pasożyta rozpychającego się niewykształconymi jeszcze kończynami w jej brzuchu, niszczącego opanowanie, nadwyrężającego cierpliwość. Łatwiej się denerwowała, lodowaty mur szybciej się roztapiał, czyniąc Deirdre podatną na pogardzane uczucia. - Nie potrzebuję twojej troski. Nie potrzebuję niczyjej troski, zwłaszcza teraz - wyartykułowała: zbyt szybko, zbyt ostro, cedząc słowa zbyt mocno, by mogło zostać to uznane za obojętny komentarz, pozbawiony nacisku dotyczącego czasu. Bała się zależności, współczucia, ubezwłasnowolnienia; przejęcia kontroli przez kogoś innego, a lęk ten rósł wprostproporcjonalnie do rozmiarów płodu. - Rozumiemy się tak dobrze dlatego, że nie łączą nas żadne uczucia. Ani dobre ani złe - dodała już mechaniczniej, bardziej urzędniczo, na powrót ukrywając się w znajomym chłodzie i dystansie. Tak powinno pozostać, Ramsey nie budził w niej nienawiści ani opiekuńczości,był niezawodnym narzędziem, zdolnym wspólnikiem, cennym wsparciem. Była pewna, że każda z tych funkcji jest odwzajemniona i chociaż zdarzało się zamykać go w kategorii przyjaciela - lub czasem, w krótkich przebłyskach, takich jak teraz, gdy znęcał się nad dziewczynką, gdy wciąż podświadomośc zalewała ją pełnym obrzydzenia i wściekłości wspomnieniem - to czyniła to wyłącznie z powodu ograniczonych możliwości nazewnictwa. A przynajmniej tak sobie wmawiała, dokładając następną półprawdę do zatrważająco bogatej kolekcji. - Nigdy nie zawiodłam kogoś, kto pokładał we mnie zaufanie - i komu ufałam ja - odparła krótko, była odpowiedzialna, wypełniała swe obowiązki, oddawała wszystko sprawie, o jaką walczyła, niezależnie, czy była nadgorliwą prefektką, tonącą w nadgodzinach pracoholiczką czy wyuzdaną kochanką, gotową przekroczyć każdą granicę. Ramsey powinien o tym wiedzieć, nie otrzymała Mrocznego Znaku przypadkowo: odkąd tylko dowiedziała się o istnieniu Rycerzy Walpurgii robiła wszystko, by stać się godna - i osiagnęła swój cel, od razu stawiając sobie następne.
Nie podobał się jej kierunek, w którym zmierzały pytania Mulcibera: zachowywał się tak, jakby zwietrzył krew, spokojnie krążąc wokół osłabionych ram jej kłamstw, gotów wyszarpnąć niechcianą prawdę na wierzch. Zamilkła na dłużej, skupiając się na Febe - i na tym, by przy przyklęknięciu jej obszerna szata i płaszcz nie zagięły się w nieodpowiedni sposób. Na razie ukrywanie rosnącego brzucha nie stanowiło problemu, lecz robiło się to coraz trudniejsze; musiała sobie jakoś poradzić z tym problemem. Odrzucała jednak tę uporczywą, powracającą co chwila myśl - chłodny eliksir spłynął w dół gardła brutalnie ocuconej dziewczynki, nie uroniła nawet kropli a jej oczy przesłoniła biaława mgiełka. - Masz podejście do dzieci. Zwłaszcza dziewczynek - skwitowała cicho, wpatrując się w słabnącą Febe: przestała już nawet kwilić, jej wilgotne od eliksiru, sine wargi trzęsły się a łzy zalewające policzki powoli zasychały. Im bliżej cierpienia się znajdowała, tym mniejszy lęk czuła - powinna przychodzić tu częściej, póki jeszcze była w stanie. Przez moment wpatrywała się z bliska w twarz Febe, po czym podniosła się z kolan, niechętnie znów znajdując się w zasięgu jasnych oczu Ramseya. - Szkoda, że są takie słabe - powróciła do niewzruszonego tonu z początku ich spotkania; naprawdę żałowała, że mogli bawić się nimi tak krótko, że dzieci zbyt szybko padały nieprzytomne, oszalałe z bólu, niepotrafiące już reagować w zachwycający sposób na coraz wymyślniejsze tortury. To, co piękne, trwało naprawdę krótko.


there was an orchid as beautiful as the
seven deadly sins
Deirdre Mericourt
Zawód : Kochanica nestora, westalka Fantasmagorii
Wiek : 27
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
no way you'll see me crawl
like a shark I'll be ripping you apart and celebrate
with lots of champagne

OPCM : 40
UROKI : 6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 61
ZWINNOŚĆ : 21
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica
we still got the taste dancing on our tongues
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
Re: Gwiezdny Prorok [odnośnik]27.12.18 22:09
The member 'Deirdre Mericourt' has done the following action : Rzut kością


'Anomalie - DN' :
Gwiezdny Prorok - Page 6 N2btFvL
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Gwiezdny Prorok - Page 6 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Gwiezdny Prorok [odnośnik]28.12.18 8:58
Powstrzymał się przed prawie naturalnym odruchem spojrzenia w jej kierunku; z niewypowiedzianym pytaniem, zaskoczeniem i niezrozumieniem, wznosząc jedynie wzrok przed siebie na chwilę. Rzadko kiedy okazywał szczere zdumienie, nie to teatralne, poprzedzające drwinę. Świadczyło o niewiedzy, a on przecież  wiedział wszystko, co chciał. Utkwiwszy go gdzieś w ścianie badał jej fakturę, pęknięcia, zarysowania, widział cały bród. Milczał wciąż nie przywołując niepotrzebnych myśli do głowy, wspomnień; nie przywoływał słodkich zapachów, miodu, ziół. Wokół czuć było tylko stęchliznę, wilgotne drewnie i strach. Czuł strach. Cuchnął tak, że dało się go wyczuć na mile, ale on miał go tuż pod sobą, w postaci powstrzymującej kwilenie dziewczynki, która zwijała się w kłębek. Była ledwie przytomna. Przyznanie się wiązało się z dobrowolnym stanięciem przed sądem. Surowszym niż Wizengamot, okrutniejszym, dobrowolne podjęcie się kary, której przyjmować wcale nie chciał. Był niewinny. Można mu było zarzucić wiele, ale tym razem nie uczynił nic, by dopuścić do tej zbrodni. Nie machnął różdżką, nie kiwnął nawet palcem. To wszystko ona, to wszystko jej wina. Rzuciła klątwę, urok, któremu musiał się przeciwstawić. Magia nie miała przed nim tajemnic; w końcu to rozpracuje. Nie musiał rozumieć, wystarczyło, że rozłoży to na cząstki pierwsze, aby skonstruować przeciwzaklęcie.
— Wiesz, co przypomniała mi praca w Departamencie Tajemnic? Że jeśli coś jest łatwe to jest zwyczajne, pospolite i dostępne dla każdego. A mnie nie interesują rzeczy zwyczajne i powszechne — odpowiedział jej w zamian, dopiero teraz przenosząc na nią spojrzenie; na krótko. Zaraz potem zerknął na leżącą pod nimi Febe. Nie rozwijał swoich słów; nie potrzebowały ani rozwinięcia, ani wyjaśnienia. Cokolwiek chciała mu w swoich niejednoznacznych słowach przekazać nie mogła wiedzieć, że to nie ma znaczenia. Nie powinno mieć. Świat, w którym żyli nie sprzyjał pielęgnowaniu słabości. Dopuszczenie do siebie choć odrobiny było początkiem końca, zgubne, wyniszczające — dobrze to wiedział; ciągle było mu mało. Jak potworowi, którego żołądek rozrasta się proporcjonalnie do tego, co pożre; ciągle głodny, niezaspokojony.
— Widzisz, byłaś dziś taka grzeczna — powiedział do dziewczynki, ale w jego oczach nie było ani dumy, ani litości. — Shh...— uciszył ją łagodnie, ale nie było w nim łagodności. W jego zimnych oczach była tylko pustka. Smutna, bezbrzeżna i ciemna. — Jeśli będziesz płakać będę musiał wyrwać ci język. — Odsunął od niej dłonie, nie przestając pochylać się nad nią. Wisząc nad nią jak kat, jak sęp, który czeka aż zamknie kaprawe ślepka, by mógł wyżreć jej wnętrzności. Ale słowa Deirdre wzmogły czujność. Gdyby był wilkiem, jego uszy obróciłyby się reagując na jej głoski, jak na niespokojny ruch w gęstwinie. Nie spojrzał na nią, ale zarejestrował drgania; ważniejsze od słów, do których się odniósł: — Zwłaszcza teraz? — Nie ważne, co jest teraz, pytanie miało brzmieć inaczej: — Dlaczego teraz jest inne niż wcześniej?— Gniewna, zirytowana, podburzona. Nie podnosił na nią wzroku, by jej nie peszyć, nie spłoszyć. Napawał się emocjami w jej głosie, które wypełniały powietrze między nimi, wprawiały je w ruch, drżenie. Czuł je na własnej skórze. I było rozkoszne. Oczywiście, że nie potrzebowała niczyjej troski. Była silna; chciała taka być. Silna, niezależna, samowystarczalna. Jak większość kobiet, które miały dość roztaczanej wokół nich męskiej opieki. Potrzebowała wolności, a jednak nie mogła się w niej odnaleźć. Czułaby się w niej samotna? Wyzwolona, może. Ale z pewnością nie zdążyła. Uwiązana na łańcuchu przy ozłoconej budzie, karmiona ze złotej miski wysadzanej diamentami. Myta, czesana, głaskana w zależności od potrzeb. Miała wszystko — wierzył, że tak było. Że mogła mieć wszystko, czego zapragnęła. Poza wolnością. Dzika przypominałaby wychudzonego kundla z wypadającą sierścią. A jednak była tu, odziana w szaty, których jakość pewnie mogłaby docenić tylko Solene, piękna, pełna wdzięku i dziwnego, wewnętrznego blasku. Promieniała, pomimo niezadowolenia i drobnych zmarszczek, które pojawiły się na jej twarzy.
Ale któż z nich był naprawdę wolny? Wszyscy byli jak te ogary, bardziej lub mniej ujadające, kłapiące zębiskami. Nie miał łańcucha. Ale miał obrożę, której nie potrafił zdjąć. I jednego Pana, na którego komendy reagował za każdym razem. Nie zamierzał mieć też właścicielki, która każe mu leżeć na wycieraczce.
— To znaczy, że ludzi, którzy się nie rozumieją, łączą jakieś uczucia?— spytał kpiąco, choć zaraz swojego pytania pożałował. Szarpnął dziewczynkę i podniósł się z ziemi. Ale ona wciąż leżała, nie chciała się podnieść. Zbyt słaba, wykończona torturami.
On nie był odpowiedzialny. Ja robię to cały czas, mówił jego uśmiech. Kwaśny, ale pozbawiony poczucia winy. Nie miał jej. Był oszustem. Nie musiał być odpowiedzialny, musiał być skuteczny. Środki będące drogą do celu nie miały znaczenia. Czy wiązały się z zawodem, kłamstwami, rozczarowaniem, cierpieniem. To nie miało znaczenia. Liczył się efekt końcowy. Zawsze. Utracone zaufanie — było ogromnym kosztem, jaki musiał czasem ponieść. Może powinien, ale przez ubytek empatii nie rozumiał, czym było dla innych. Co czuli. Co myśleli. Ale najważniejsze było spełnienie tego, co spełnione być musiało. Słowa Deirdre przypomniały mu gorzki smak morskiej bryzy i poranka podczas letniego festiwalu. Ona też mówiła o zawodzie. Widocznie kobiety lubiły się tym zasłaniać, rozckliwiając się nad kamienistą drogą, którą trzeba przejść, zamiast nad tym, co czekało na jej końcu. A Cassandra była bezpieczna. Cel został spełniony.
— Dziewczynki chętniej wierzą w słodkie bajki — odpowiedział, pochylając się, by chwycić Febe za przedramię i pociągnął ją do góry. Chciała ustać, ale  jej nóżki były jak z waty, chwiały się, plątały. Przymrużone oczka, próbowały chwycić się jakiegoś elementu, podobnie jak wolna rączka, zaczepiła się na jego biodrze, chwyciwszy za jego pasek od spodni zdołała powstrzymać się przed upadkiem na ziemię. Nie zwlekał dłużej. Pociągnął ją za sobą, niedelikatnie, jak zwierzę, by wepchnąć ją do piwnicy. Nie kwapił się, by tam zejść, narazić się innym dzieciom. Otworzył drzwi i wepchnął ją, patrząc jak zsuwa się po stopniach.


| Febe 127/200



pan unosi brew, pan apetyt ma
na krew
Ramsey Mulciber
Zawód : Niewymowny
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Tańcz na me skinienie, rozświetl czernię nocy, rozgoń mroczne cienie, oświetl drogi kręte, ciemne skrzyżowania, a pobocza wyrwij z nocy panowania.
OPCM : 40
UROKI : 25
ALCHEMIA : 3
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 60
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Jasnowidz
Gwiezdny Prorok - Page 6 BfgY2uH
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber https://www.morsmordre.net/t2290-ursus#34823 https://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry https://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 https://www.morsmordre.net/t2922-skrytka-bankowa-nr-624#47539 https://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Re: Gwiezdny Prorok [odnośnik]28.12.18 8:58
The member 'Ramsey Mulciber' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 68

--------------------------------

#2 'Anomalie - DN' :
Gwiezdny Prorok - Page 6 N2btFvL
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Gwiezdny Prorok - Page 6 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Strona 6 z 13 Previous  1, 2, 3 ... 5, 6, 7 ... 11, 12, 13  Next

Gwiezdny Prorok
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach