Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Kuchnia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Eir Goyle
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t4853-eir-goyle https://www.morsmordre.net/t5088-do-eir https://www.morsmordre.net/t4873-eir#105642 https://www.morsmordre.net/f329-grimmauld-place-4-2 https://www.morsmordre.net/t4874-skrytka-bankowa-nr-1246#105646 https://www.morsmordre.net/t5386-eir-goyle
Zawód : trucicielka
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zamężna
nierozumni
niestali
bez serca
bez litości
OPCM : 1
UROKI : 1
ELIKSIRY : 31
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 6
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Kuchnia   26.10.17 22:20

Kuchnia

Chłodna, z widoczną fakturą cegieł pokrywających ściany, z kamiennymi blatami, które przetrwały już niejedną walkę na noże. Szklane świetliki, bo oknami nazwać tego za bardzo nie można, wpuszczają do środka tyle światła, ile akurat potrzeba, a gdy nadchodzi zmierzch, zawieszane są nad nimi świece. Królestwo Eir - kobieta spędza tutaj stosunkowo dużo czasu, napełniając cały dom przyjemnym aromatem pieczonych, gotowanych i duszonych potraw.
Nad łukiem prowadzącym do głównej części kuchni, wiszą nieduże pudełeczka, w których trzymane są zasuszone przyprawy i zioła. Podłoga wyłożona jest prostymi, drewnianymi panelami - mają za zadanie wygłuszać szuranie, które niegdyś towarzyszyło jej starej wersji, kamiennej.




Powiedz ty mi, kości biała,
Kto cię więził w mrokach ciała,
Kto swój los na tobie wspierał,


Kiedy żył i jak umierał?

Powrót do góry Go down
Cadan Goyle
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t5368-cadan-goyle#121340 https://www.morsmordre.net/t5383-poczta-cadana#121562 https://www.morsmordre.net/t5382-cadan#121559 https://www.morsmordre.net/f219-dzielnica-portowa-orchard-place-4 https://www.morsmordre.net/t5384-skrytka-nr-1336#121565 https://www.morsmordre.net/t5385-cadan-goyle#121566
Zawód : zaklinacz przedmiotów, poszukiwacz artefaktów
Wiek : 28
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Żonaty
waiting for the moment to strike
to take possession
to take your h e a r t
OPCM : 10
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 21
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kuchnia   30.10.17 22:53

08.05

Majowe dni mijały wolno, zatrzymując się przy każdej krawędzi, każdym zgrzycie pojawiającym się wraz z minionymi wydarzeniami. Bolało, za mocno, zbyt intensywnie - Cadan gardził cierpieniem, szczególnie metafizycznym. Emocje dawno odłożył na bok, karmiąc duszę sadystycznymi pragnieniami, krzywdą owszem - nieznanych bądź nielubianych osób. Oberwał rykoszetem dotkliwie - nadal odczuwał gorzki posmak krwi na swoich ustach. To nie on był sprawcą tragedii, jaka dotknęła jego najlepszego przyjaciela - miał być na dobre i na złe, zupełnie jak żona - lecz czuł się parszywie nie mogąc zatamować cieknącego zewsząd poczucia winy. Przygniatającego umięśnione ramiona do samej ziemi. Ziemi przeklętej, w chwili obecnej naznaczonej jednakże azylem, w którym miał się schować. Jak szczur, jak byle tchórz uciekał w popłochu przed ciężarem konsekwencji oraz obowiązków. Jako dumny Goyle winien stanąć do walki z rzeczywistością, siłować się z nią i zwyciężyć w chwale - pozostać przy rodzinnej tradycji, wśród ukochanych braci. Tymczasem zrezygnował, odrzucił ich wsparcie, odrzucił całkiem, jak gdyby zrywał dawny pakt krwi. Z czym czuł się jeszcze gorzej; zgrzytał zębami próbując przemielić niekończący się szereg porażek, atakujących go raz po raz, w samo serce. Wierzył, że kiedyś tam było. W tej zionącej pustką dziurze, którą sam sobie wyprawił poprzysięgając służbę Czarnemu Panu. Chowany w okrucieństwie mimo wszystko nie mógł przekroczyć pewnego progu, jaki przekroczył właśnie pod jego protekcją. Zatracał się w rzeczach strasznych, teraz zaś odczuwając jakoby płacił za to cenę najwyższą.
Chociaż wcale tak nie było. Nadal posiadał dom, rodzinę - coś najcenniejszego, co nadal warzyło się na szali istnienia, co mógł stracić równie łatwo, gdyby los wycelował weń następne uderzenie. Z impetem, chęcią destrukcji, totalnego zniszczenia. Mógł to zrobić, lecz z nieznanych Cadanowi powodów fortuna w swej dramaturgii sprzyjała mu. Mimo wszystko. Pomimo wszystkiego. Tylko on zaślepiony tym, czego nienawidził najbardziej na świecie, nie dostrzegał tak oczywistych prawd.
Właśnie patrzył na jedno z okien, spokojnie obserwując toczące się po szybie krople deszczu. Wiatr miarowo dudnił o powierzchnię szyb obwieszczając fatalną pogodę. Z dnia na dzień było coraz gorzej, aura psuła się doszczętnie - coś wisiało w powietrzu. Goyle sprawiał wrażenie równie chmurnego, jednakże oblicze posiadał niecodziennie spokojne. Wszedł do kuchni w porze kolacji, zapominając o niej całkowicie. Zastał pusty stół oraz równie puste pomieszczenie - mógłby przysiąc, że w panującej dookoła ciszy słyszał swój własny oddech. Krótkim szarpnięciem odsunął krzesło, zasiadając na nim niedbale. Nie odrywał wzroku od widoku za świetlikiem, bez względu na to, że nie dostrzegał tam nic prócz mokrych zmazów. Sięgnął do kieszeni eleganckiej, ciemnej szaty, którą przywdział dzisiejszego dnia. Dłoń wyciągnęła z jej wnętrza metalowe, niewielkie pudełko. Obracał nim chwilę w smukłych palcach, rantem uderzając o drewniany blat. Po kuchni rozlegał się metaliczny dźwięk zagłuszający spokój. Mężczyzna sięgnął wreszcie do wieka, z wnętrza pakunku wyjmując magicznego papierosa. Potarł jego koniec ręką, chwilę później delektując się nikotynową dostawą. Przedmiot schował z powrotem do szaty, zaś wolną dłoń ułożył na powierzchni drewna. Pokój znów opanowała cisza - jedynie krople z coraz większym impetem uderzały w parapet wygrywając smętną melodię, w której Cadan się całkowicie pogrążył. Wydawało się, że duchem szybował zgoła indziej niż na Grimmauld Place.




make you believe you're bigger than life
no one cares if you'll live or die

larynx depopulo
and I know you're not my friend




Powrót do góry Go down
Eir Goyle
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t4853-eir-goyle https://www.morsmordre.net/t5088-do-eir https://www.morsmordre.net/t4873-eir#105642 https://www.morsmordre.net/f329-grimmauld-place-4-2 https://www.morsmordre.net/t4874-skrytka-bankowa-nr-1246#105646 https://www.morsmordre.net/t5386-eir-goyle
Zawód : trucicielka
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zamężna
nierozumni
niestali
bez serca
bez litości
OPCM : 1
UROKI : 1
ELIKSIRY : 31
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 6
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Kuchnia   01.11.17 22:10

Z niewielkiej sypialni Hjalmara, tonącej teraz w miękkich, gładkich ciemnościach, płynęło ciche nucenie. Jasnowłosy chłopiec spał, utulony do snu mruczeniem swojej matki, chłodnymi dłońmi gładzącymi jego pojętną główkę, eliksirem, którym skrapiana była jego poduszka. Błękitne tęczówki Eir wpatrywały się w dryfującą na ścianie łódkę – magicznie ożywiony szkic, za swój główny cel miał przypominać Hjallowi o jego ojcu, o uspokajającej melodii morskiego świata, o morskich potworach, które wynurzały się co jakiś czas, bujając mocniej niewielką łódeczką, ale nigdy nie zatapiając jej całkowicie. Miała wrażenie, że dzięki temu dziecięcemu obrazkowi Grimmauld Place 4 znajdowała się daleko poza obszarem strachu, daleko poza wszelkimi tragediami i problemami, oddzielona od świata magiczną granicą bezpieczeństwa i spokoju. Mały wojownik właśnie tak miał się czuć – bezpieczny, ale świadomy czających się za drzwiami niebezpieczeństw, którym kiedyś będzie musiał stawić czoła.
Przerwała nuconą melodię, gdy do jej uszu dotarł cichy trzask dobiegający z kuchni. Palce po raz ostatni pogładziły jasną główkę chłopca. Nasłuchiwała.
Zmienił się. Coś pękło w morskiej bryzie, jakaś obca woda zmętniła jej dotychczasową, słoną fakturę, tak dobrze jej znaną, tak okiełznaną. Teraz był sztormem – innym niż zazwyczaj. Sztormem niespokojnym, sztormem, o którym zawsze myślała, że przyniesie mu śmierć, jeśli tym razem nie utrzyma się bocianiego gniazda, jeśli tym razem z jego palców wyślizgnie się koło sterowe. Wprowadził do ich domu mróz – nie chłód, chłód był zawsze, w ich obyciu, sposobie porozumiewania się, w posyłanych spojrzeniach. Teraz mogła niemal namacalnie doświadczyć osiadającego na skórze szronu. Nie unikała go, ale i tak miała wrażenie, że ignorowali się bardziej niż do tej pory. Mówiła sobie, że powinna mu dać tę przestrzeń, odpoczynek, na który w pełni zasługiwał. Morze porywało w dosłownym tego słowa znaczeniu, a kiedy oddawało cię na ląd, nie byłeś już tym samym człowiekiem.
Usiadła ostrożnie, przykrywając Hjalla ciepłym, plecionym kocem, i po raz ostatni pogładziła wierzchem dłoni jego jasne czoło. Wyszła, zamykając za sobą po cichu drzwi. Okryła się mocniej wzorzystą chustą, bo chłód wieczora coraz bardziej kąsał skórę. Już na korytarzu wyczuła charakterystyczną woń palonego tytoniu, tak zdawałoby się nową dla ciała, ale przecież tak starą, dobrze znaną. Oparła się ścianę, nie chcąc iść dalej, wciąż nasłuchując. Padał deszcz, grube krople obijały się chaotycznie o parapety, o szyby. Milczał, rosząc tę ciszę dookoła siebie tylko kolejnymi falami wypuszczanego z płuc dymu. Wyjrzała lekko zza rogu, przyglądając mu się z dystansem, którego zdążyła nauczyć się w czasie jego nieobecności. Okiełznane morze. Znów wzburzone.
Weszła po cichu, nie chcąc zaburzać tak gwałtownie stanu równowagi, w jaki najwidoczniej zdążył już wpaść. Nałożyła do glinianej miski ciepłej strawy z dziczyzny i położyła ją przed nim, tuż obok dokładając łyżkę i talerz z kilkoma kromkami ciemnego chleba. Usiadła naprzeciwko, wzrokiem płynąc po jego twarzy – zmęczonej, pełnej zmartwień, ale wciąż czujnej, jakby gotowej przyjąć na siebie kolejną falę lodowato zimnej wody.
Hjall już śpi – zaczęła jakby ostrożnie, powoli, nieinwazyjnie. Kolejna długa rozłąk znów zachwiała przyzwyczajeniem i Eir nie wiedziała, jak rozpocząć rozmowę, żeby nie zostać uznaną za natarczywą. Wbrew pozorom nie pozwalała sobie na wszystko. – Mamy chwilę dla siebie. Opowiesz mi o waszej wyprawie? Aura sprzyjała waszemu statkowi?
Dlaczego nie spodziewała się dobrych wiadomości?




Powiedz ty mi, kości biała,
Kto cię więził w mrokach ciała,
Kto swój los na tobie wspierał,


Kiedy żył i jak umierał?

Powrót do góry Go down
Cadan Goyle
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t5368-cadan-goyle#121340 https://www.morsmordre.net/t5383-poczta-cadana#121562 https://www.morsmordre.net/t5382-cadan#121559 https://www.morsmordre.net/f219-dzielnica-portowa-orchard-place-4 https://www.morsmordre.net/t5384-skrytka-nr-1336#121565 https://www.morsmordre.net/t5385-cadan-goyle#121566
Zawód : zaklinacz przedmiotów, poszukiwacz artefaktów
Wiek : 28
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Żonaty
waiting for the moment to strike
to take possession
to take your h e a r t
OPCM : 10
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 21
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kuchnia   21.11.17 12:39

Brodził w głębokiej wodzie nieprzyjemnych myśli, oddalając się od zatęchłego Londynu coraz mocniej. Nadal analizował niedawne wydarzenia, doszukiwał się w każdej sekundzie informacji, lekcji, którą miało mu dać życie - nadal nie pojmował jak do tego wszystkiego doszło. Sam już nie wiedział co było wspomnieniem rzeczywistym, a co tylko podszeptem przerażonego umysłu. Nie pracował tak sprawnie jak jeszcze kilka tygodni temu na statku, coś jakby się zaklinowało w skomplikowanym mechanizmie pojmowania. Gdyby ktokolwiek byłby w stanie dostać się do Cadana, porównałby go do spłoszonego zwierzęcia miotającego się od jednej ściany do drugiej, panicznie rozglądając się za wyjściem z ogrodzonej drutem kolczastym pułapki. Pozornie wyglądał natomiast spokojnie - trwał niemal w bezruchu, pomijając oczywiste gesty potrzebne do palenia papierosa. Przytknięcie filtru do ust, nabranie dymu w płuca, uwolnienie go w pustą przestrzeń kuchni. Zdołał zanotować, że Eir usypiała Hjalla - potem świadomość mężczyzny rozmyła się daleko za mokrym oknem. Woda, znów woda, dlaczego to zawsze chodziło o nią? Rodzinna spuścizna okazywała się być jego największym przekleństwem. Jeszcze nie zdawał sobie sprawy, że to właśnie jego krewni byli trującym bluszczem zawiązującym się coraz ciaśniej na jego szyi. Czy to możliwe, że większym zaufaniem mógł darzyć swą żonę zamiast rodzeństwa? Czy tak właśnie powinien wyglądać jego świat?
W pierwszej chwili nie zorientował się, że statyczny obraz rozciągnięty przed jego twarzą stracił na swoim charakterze. Nadal wpatrywał się nieobecnym spojrzeniem w okno - z transu wybudził go dźwięk odkładanego na blat talerza. Chwilę później do nozdrzy dostał się przyjemny zapach jedzenia. Dokładnie w tym samym momencie żołądek Goyle'a zaburczał przypominając mężczyźnie o tym, że nie jadł nic od czasu bardziej rozgrzebanego niż skonsumowanego śniadania. Zastygł w bezruchu najpierw wpatrując się w zawartość naczynia, potem w twarz siadającej naprzeciwko Eir. Uchwycił jej spojrzenie - pełne pytań, może nawet niepewności? Poczuł nagły ciężar na swoich barkach, skulił się nieco w sobie mając świadomość tego, co za chwilę nastąpi. Odłożył niedopalonego papierosa na popielniczkę, chwycił także widelec. Zawahał się, przekładając chłodny metal sztućca między palcami, nabrał powietrza w płuca. Sprawiał wrażenie jakby walczył z posiłkiem, lecz tak naprawdę przygotowywał się na nieuniknione. Wszakże domyślał się, że kiedyś ten moment nastąpi - nie zdoła utrzymać swej żony w zbyt długiej niewiedzy. Wreszcie zacznie domagać się wyjaśnień zniszczonych mebli oraz chmurnego czoła.
Pokiwał głową - dobrze, niech śpi. Cadan wciąż nie znalazł wyjścia z tej beznadziejnej sytuacji. Jakże miał zaszczepiać w chłopcu miłość do żeglugi - rodzinnej powinności - skoro sam jej teraz tak szczerze nienawidził? Łatwiej przychodziła mu nauka run, poznawania czarnomagicznej teorii, pokazywania równie niebezpiecznych artefaktów. O sztormie usiłował zapomnieć czym prędzej.
- Tak. Jak zawsze - odparł zdawkowo, dopiero teraz nabijając mięso na widelec. Przeżuwał je spokojnie, bez pośpiechu. I było to do niego niepodobne. Zwykle strawę traktował jako konieczność do przeżycia, nie lubił marnować na to czasu. Wyraźnie zwlekał starając kupić sobie więcej czasu. - Dobre - stwierdził chwilę później, jeszcze szamocąc się w swojej głowie między rozsądkiem a uczuciami, powinnością a wygodą. - Co chcesz wiedzieć? - spytał wreszcie konkretnie, unosząc na kobietę spojrzenie. Wiedział wszakże do czego zmierzała; wolał zerwać plaster szybko niż wić się powoli z bólu przez długie minuty. Z donośnym brzdękiem odłożył sztuciec o rant naczynia wiedząc, że konsumpcja w tej chwili nie miała żadnego sensu.




make you believe you're bigger than life
no one cares if you'll live or die

larynx depopulo
and I know you're not my friend




Powrót do góry Go down
Eir Goyle
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t4853-eir-goyle https://www.morsmordre.net/t5088-do-eir https://www.morsmordre.net/t4873-eir#105642 https://www.morsmordre.net/f329-grimmauld-place-4-2 https://www.morsmordre.net/t4874-skrytka-bankowa-nr-1246#105646 https://www.morsmordre.net/t5386-eir-goyle
Zawód : trucicielka
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zamężna
nierozumni
niestali
bez serca
bez litości
OPCM : 1
UROKI : 1
ELIKSIRY : 31
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 6
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Kuchnia   24.12.17 23:25

Miała mieszane uczucia wobec tego, kim był, a kim stał się, niesiony falami przeszłych wydarzeń. Nie wiedziała, co się stało, mogła się tylko domyślać, ale z drugiej strony – wcale nie chciała, bo wyobraźnia podsuwała jej same czarne, ponure scenariusze. Statek niesiony spienionymi falami, bałwanami sięgającymi żagli, miotany na wszystkie strony, krzyki ślące rozkazy do otępiałych młokosów, którzy dopiero rozpoczynali swoją przygodę z tym nieposkromionym, nieznoszącym słabości żywiołem. Cadan nie był jednym z nich – górował nie tylko doświadczeniem, ale również i rodowymi predyspozycjami. Już od najmłodszych lat uczono go, jak radzić sobie z demonami wód, jak reagować w sytuacjach zagrożenia. Co takiego musiało się więc stać, z czym Cadan tak się siłował?
To nie była ciekawość. Raczej wola zrozumienia pokrewnej duszy, jej problematyki, struktury wiążącej ją kajdan i łańcuchów. Od zawsze życzyła mu wolności – na początku z czystej przekory, chciała, żeby wypłynął i nie wrócił, dopiero z biegiem czasu zrozumiała, że wolność, którą sądziła, że tak mu wpychała, była jego częścią od samego początku i nauczyła się z nią żyć, coraz bardziej robiąc z niej swoją przyjaciółkę.
A teraz? Teraz wydawało jej się, że ta wolność tak mocno zacisnęła pęta wokół jego ciała, że nie potrafił sobie z nią poradzić.
Przysunęła się bliżej stołu, unosząc krzesło odrobinę, by nie szurało po podłodze. Nie miała zamiaru poruszać newralgicznych strun jego nerwów i irytować go niepotrzebnymi dźwiękami, nie chciała również budzić Hjalla. Obaj dość się wycierpieli. Obaj potrzebowali teraz wyjątkowej troski matki i żony, chociaż ta nigdy nie była ani nadgorliwa, ani specjalnie widoczna na tle wszystkich jej innych gestów. Wciąż była przy tym sobą – ostrożną Eir z domu Borgin, stateczną i zakorzenioną w gruncie swojej rodziny.
Ułożyła szczupłe dłonie na chłodnym blacie, chłonąc jego twardą fakturę, jakby to pomagało jej odetchnąć atmosferą słyszaną zza okna. Deszcz. Krople obijające się o parapety coraz silniej, zwiastujące nadchodzącą burzę. Nie tylko na zewnątrz, ale i w czyimś wnętrzu.
Jedzenie tylko odciągało od nieuchronnego.
Chcę wiedzieć, co się stało – odpowiedziała, zrywając ten plaster być może nader brutalnie, nader szybko, ale nie było innej drogi. Musieli o tym porozmawiać, musiała dowiedzieć się, dlaczego w ich domu pojawiły się nowe meble; dlaczego Cadan potrzebował wyładować gromadzącą się w sobie złość na Merlinowi ducha winnych kawałkach drewna. Wodziła wzrokiem po jego twarzy, szukając odpowiedzi na zadawane w duchu pytania, nie szukając natomiast różnic w jego zachowaniu, bo te były aż nadto widoczne.
Co się stało, Cadanie, że na moim morzu pojawił się sztorm?




Powiedz ty mi, kości biała,
Kto cię więził w mrokach ciała,
Kto swój los na tobie wspierał,


Kiedy żył i jak umierał?

Powrót do góry Go down
Cadan Goyle
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t5368-cadan-goyle#121340 https://www.morsmordre.net/t5383-poczta-cadana#121562 https://www.morsmordre.net/t5382-cadan#121559 https://www.morsmordre.net/f219-dzielnica-portowa-orchard-place-4 https://www.morsmordre.net/t5384-skrytka-nr-1336#121565 https://www.morsmordre.net/t5385-cadan-goyle#121566
Zawód : zaklinacz przedmiotów, poszukiwacz artefaktów
Wiek : 28
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Żonaty
waiting for the moment to strike
to take possession
to take your h e a r t
OPCM : 10
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 21
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kuchnia   08.01.18 11:29

Nie chciał jej martwić, tak jak nie chciał jej denerwować. Powinna wypoczywać, oddawać się przyjemnościom - teraz powinna być bardziej beztroska, skoro wrócił i nie musiała już dbać o wszystko sama. Wiedział, że miała siostrę, Caley, jego ojca oraz matkę, lecz każde z nich miało również swoje życia. Na tyle absorbujące, że nie mogli trwać przy Eir nieustannie. Wiedział, że syreny były silne oraz zaradne, lecz nieustanna samotność zabiłaby w nich najzacieklejszego ducha walki. Wiedział o tym, lecz do tej pory egoistycznie oddawał się kolejnym podróżom, tłumacząc to sobie zarobkiem na ich dostatnie życie. Znajdowało się w tym niewielkie ziarno prawdy, jednakże podszyte ono było grubą warstwą zwykłego wygodnictwa - spełniał się zawodowo, robił to, co kochał, sądząc, że wyrozumiałość żony może trwać w nieskończoność. Zbyt późno się ocknął, że wcale nie musiało tak być i że powinien mocniej zaangażować się w rodzinne życie. Tylko jak, kiedy łamał się jak byle trzcina pod wpływem silniejszego wiatru? Musiał wpierw poradzić sobie ze samym sobą, nagłym nagromadzeniem w sobie destrukcyjnych emocji, których winien nigdy nie odczuwać. Taki psychopata Mulciber musiał mieć w życiu nadzwyczaj lekko, skoro nic go nie obchodziło, a wszystkie uczucia rozdał chyba na wyprzedaży, jeszcze się na tym bogacąc. Swego czasu Goyle próbował wykonać podobną sztuczkę, lecz okazał się na to zbyt słaby. Szkoda, teraz przynajmniej mógłby stanowić silny filar swojej rodziny.
Zamiast tego poczuł się jak mazgaj, którego należy pocieszać oraz głaskać po główce. Dlatego tak długo nie mógł zdobyć się na wyjawienie prawdy. Ze wszech miar nie dążył do uzewnętrzniania, do końca wierzył, że ze sztormem poradzi sobie sam. Nie wziął tylko poprawki na to, że nigdy sobie nie radził - dlaczego tym razem miałoby być inaczej? Od zawsze to ktoś sterował jego życiem - najpierw ojciec, później Caelan. Nigdy nie posiadł dostatecznie siły, żeby wziąć sprawy w swoje ręce oraz żyć po swojemu. Prawdopodobnie to dlatego ostatnio nie mógł znieść Cala. Zazdrościł mu, tak zwyczajnie, po ludzku mu zazdrościł. Może faktycznie był szalony, może zgładził więcej osób niż o których wiedział Cadan, lecz był przy tym szczęśliwy. Wolny. Miał pomysł na swoje istnienie, tak jak miał siłę do chwycenia za ster. On zaś, jego starszy brat, dryfował tak jak zawiał wiatr, jak poniosła go fala. Te wszystkie myśli powodowały zlanie się w jego umyśle żółci zatruwającej nie tylko rozum, lecz także cały organizm. Aż poczuł gorycz porażki. Narastała w nim frustracja, rzucał się jak ryba w sieci nie mogąc znaleźć odpowiedniego rozwiązania. Po prostu wziąć się w garść.
Myślał, że zdoła przeczekać burzę. Niestety Eir zaczęła drążyć oczekując wyjaśnień. Z jednej strony ją rozumiał, z drugiej był na nią zły. Od zawsze odczuwał różne skrajne emocje jednocześnie, gdzie żadne z nich nie dominowało wyraźnie nad drugim. Nabrał powietrza w płuca, odkładając na bok sztućce oraz przeżuwając jedzenie pozostałe w buzi. Zbierał się do tej rozmowy, nigdy nie mogąc się dostatecznie zebrać w sobie.
- Timothy zginął. Oddałem rodzinie jego ciało z roztrzaskaną czaszką. Wciąż słyszę w głowie jazgoczący szloch jego sióstr - odpowiedział wreszcie. Pozornie spokojnie, lecz przy ostatnim słowie jego głos zadrżał lekko. Nie patrząc nawet na żonę zabrał się ponownie do jedzenia, przewiercając posiłek niemalże na wylot swoim wzrokiem. Tak było łatwiej, kiedy wzbierał kolejny sztorm.




make you believe you're bigger than life
no one cares if you'll live or die

larynx depopulo
and I know you're not my friend




Powrót do góry Go down
Eir Goyle
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t4853-eir-goyle https://www.morsmordre.net/t5088-do-eir https://www.morsmordre.net/t4873-eir#105642 https://www.morsmordre.net/f329-grimmauld-place-4-2 https://www.morsmordre.net/t4874-skrytka-bankowa-nr-1246#105646 https://www.morsmordre.net/t5386-eir-goyle
Zawód : trucicielka
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zamężna
nierozumni
niestali
bez serca
bez litości
OPCM : 1
UROKI : 1
ELIKSIRY : 31
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 6
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Kuchnia   01.02.18 19:09

Nie było dla nikogo tajemnicą, że Eir nie rozumiała istoty morza, oceanu, otwartej wody w życiu kogokolwiek. Nie rozumiała znaczenia tej wolności, ale wiedziała, że Cadan jej potrzebuje, że jest ona dla niego niczym powietrze, którym oddychał całe swoje życie. Całe życie, właśnie – a co, jeśli to powietrze zaczęło go dusić? Przeróżne teorie plątały się po jej umyśle, a ona na przemian oddalała je od siebie i przyciągała z powrotem, by po raz kolejny przemielić, wyciągnąć inne wnioski, bardziej pasujące do jego sytuacji. Mimo to wciąż nie rozumiała. Dlatego chciała, żeby to on jej wszystko wytłumaczył. Znali się doskonale, małżeństwo, które dzielili przez tyle lat, pozwoliło im poznać się na tyle dobrze, że wiedzieli, co mogą, a co nie. Współpracowali ze sobą, razem zabijali, łączyło ich nie tylko przywiązanie, ale też Hjall, ich wspólne dziedzictwo, które niedługo miało się powiększyć o kolejnego dziedzica.
Wzięła głęboki wdech, z uwagą, z pewną determinacją wpatrując się w jego twarz, niemal namacalnie czując, jak w jego wnętrzu odbywa się morska bitwa. Podświadomie słyszała jęk napinającego się pod naporem wody okrętu i chrzęst pękających masztów. Niedługo okazało się, że jej ponure wyobrażenia wcale nie różniły się od prawdy. Timothy często do nich przychodził, razem z Cadanem okupowali albo pracownię, albo salon, sącząc powoli najlepsze trunki, jakie tylko znaleźli w barku. Był dla niej dobry, nie patrzył spode łba, uczestniczył w ich rodzinnym życiu, stanowił dla nich podporę. A dla Cadana był niezaprzeczalnie druhem, przyjacielem. Najtwardszym masztem na statku.
Który również runął.
Przez długą chwilę nie odzywała się wcale, mieląc tę krótką informację w głowie z uporem zepsutego młynka do kawy, który nie potrafił już służyć według woli pana. Timothy zginął. Roztrzaskana czaszka. Szloch jego sióstr. Śmierć członka rodziny, którego wybrano samemu.
Wyciągnęła dłoń na stole, nakrywając palcami tę należącą do niego. Ten gest miał mu przekazać, że ona wciąż była obok. Nie zamierzała go głaskać po głowie i tulić do snu jak dziecko. Był dorosły, rozumiał pojęcie śmierci, przyjmował jej ciężar na swoje barki – z trudem, to prawda, ale z pełną świadomością.
Kto to zrobił? – za wszystkimi martwymi ciałami stał oprawca. Za każdą kroplą krwi stało narzędzie zbrodni. – Czy jednak było to morze?
Czuła, że wykonuje kolejny krok na grząskim gruncie, na cienkim lodzie. Wypytywanie go o to wiązało się z niebezpieczeństwem wybuchu agresji. A jednak drążyła. Uparcie drążyła.
Opowiedz mi, co się stało – brzmiało jak rozkaz, ale w gruncie rzeczy była to prośba. Nigdy nie chciała mu rozkazywać. – Jeśli zabrało go morze… takiej śmierci by pewnie sobie życzył.
Trudno jej się o tym mówiło. Była trzecią osobą, obserwatorką i podejście do jego sytuacji w sposób odpowiedni było jak obchodzenie się z płomieniem świecy, który mimo swej wątłej postaci mógł rozbudzić prawdziwy ogień.




Powiedz ty mi, kości biała,
Kto cię więził w mrokach ciała,
Kto swój los na tobie wspierał,


Kiedy żył i jak umierał?

Powrót do góry Go down
Cadan Goyle
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t5368-cadan-goyle#121340 https://www.morsmordre.net/t5383-poczta-cadana#121562 https://www.morsmordre.net/t5382-cadan#121559 https://www.morsmordre.net/f219-dzielnica-portowa-orchard-place-4 https://www.morsmordre.net/t5384-skrytka-nr-1336#121565 https://www.morsmordre.net/t5385-cadan-goyle#121566
Zawód : zaklinacz przedmiotów, poszukiwacz artefaktów
Wiek : 28
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Żonaty
waiting for the moment to strike
to take possession
to take your h e a r t
OPCM : 10
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 21
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kuchnia   16.04.18 21:50

Zdarzało się, że nie rozumiał jak morze oraz ląd odnaleźli porozumienie - czy przeciwieństwa faktycznie się przyciągały? Czy Eir naprawdę spojrzałaby na Cadana gdyby nie wola jej rodziców? On zwrócił na nią uwagę już w Durmstrangu, lecz nigdy nie wiązał z nią żadnych planów, wszakże była uosobieniem niewoli, zwodniczego przyciągania gotowego zaciągnąć go na mieliznę. Szukał wolności, przygody oraz emocji i dostawał to wszystko od Tima. Zawsze razem, najlepsi przyjaciele, postrach mórz i oceanów, kompani do picia oraz do bicia. Razem się bawili, razem odbębniali obowiązki na statku - było mu lżej z kimś takim u boku. Nie martwił się wtedy szalejącym Calem, z najstarszym bratem również zaczął się lepiej dogadywać powodując, że życie wydawało mu się piękne. Owszem, brakowało mu małżeństwa, syna, których zostawił w Londynie, lecz dotychczas godził to wszystko ze sobą odnajdując radość zarówno w przygodach jak i statecznej egzystencji wśród domowych pieleszy. I nagle wszystko runęło jak domek z kart, Cadan stracił grunt pod nogami. Topił się w głębokiej wodzie własnej rozpaczy, dusił się nie mogąc nabrać powietrza - nie potrzebował pomocy, potrzebował czasu. Czasu, żeby się uspokoić, ułożyć na falującej tafli oraz dotrzeć bezpiecznie na brzeg. Tego natomiast nie miał zbyt wiele, wciąż czegoś od niego oczekiwano - Mulciber wykonania kontraktu, do którego nie miał głowy, żona do spełniania obowiązków ojca i męża, ojciec do powrotu na statek jak gdyby nigdy nic się nie wydarzyło, jak gdyby Timothy nigdy nie istniał.
Istniał. Nie tylko w jego pamięci, lecz również w pamięci innych, o których być może Goyle nawet nie wiedział. Szloch rodziny zmarłego nadal pulsował w jego głowie, serce wciąż bolało, pustka wypełniła jego zmysły. Jak miał teraz wytrzymać w podróży, na statku Caelana? Przestał go nazywać wspólnym już wcześniej, jednakże dopiero po tej tragedii świadomość dotarła do niego z całą mocą. Przygnębiającą, palącą wnętrzności. Nie chciał być częścią czegoś, co wydawało mu się pozbawione sensu. Nie miał sił walczyć z braćmi, z kolejnymi sztormami losu. To niesprawiedliwe, że musiał zginąć właśnie on. Nie zostawiając żadnych wskazówek - jak dalej żyć? Co ze sobą zrobić? Cadan chyba od zawsze był zależny od innych, potrzebował silnych bodźców z zewnątrz, pokierowania. Kiedy miał sam podejmować decyzje oraz chwycić za ster, gubił się w plątaninie własnych, nieskoordynowanych myśli. I obaw. Bał się chwycić za ryzykowne akcje, bał się odpowiedzialności. Jakim cudem zdołał wziąć ją za stworzoną osiem lat temu rodzinę? Nie wiedział po dziś dzień.
Z ponurych rozmyślań wyrwał go ciepły dotyk znajomej dłoni na jego ręce. Wzrok miał utkwiony w blacie - podniósł go na chwilę wraz z głową, chcąc upewnić się, że była tutaj. Przy nim, nadal; jeden z ostatnich filarów trzymających go na powierzchni rzeczywistości. Dzięki nim nie tonął głębiej w przesadnej egzaltacji własnych uczuć. Nie zatracał się w bezsensie istnienia, w beznadziei wlewającej się do płuc z każdym oddechem. Tak. Miał ich. Żonę, syna, dziecko w drodze. Miał ląd - nie miał już morza, musiał zatem zakotwiczyć na brzegu już na dobre.
- Nie wiem - odparł najpierw zdawkowo, z zawahaniem. Powinien mówić o swoich podejrzeniach? Zmienić postrzeganie szwagrów przez Eir? Zasiać ziarno obawy w jej sercu? - Wyglądało na to, że to poryw wiatru targający bomem, lecz nie wierzę w to. Coś mi każe w to nie wierzyć. Rozumiesz mnie? - spytał, może trochę błagalnie. Chciał usłyszeć, że to normalne i jednocześnie nie musieć się tym przejmować. Że to tylko nieuzasadnione wątpliwości, które miną. Żal za utratą przyjaciela, nic więcej - a na pewno nie to, że ktoś mógłby to zrobić specjalnie. - Tak jakby to nie był przypadek lub ktoś pomógł temu przypadkowi. Bredzę, prawda? - dopytał ponownie, chcąc dać do zrozumienia jakiej odpowiedzi oczekiwał. Eir była mądra, zawsze potrafiła dobrze doradzić i spojrzeć na problem z innej perspektywy - często tej pozbawionej emocji. Wyciszała go sprawiając, że nabierał więcej rozumu, przynajmniej tak mu się wydawało. - Wszystko działo się tak szybko - szepnął nagle, z przejęciem, przy czym znów utkwił spojrzenie w powierzchni stołu.




make you believe you're bigger than life
no one cares if you'll live or die

larynx depopulo
and I know you're not my friend




Powrót do góry Go down
Eir Goyle
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t4853-eir-goyle https://www.morsmordre.net/t5088-do-eir https://www.morsmordre.net/t4873-eir#105642 https://www.morsmordre.net/f329-grimmauld-place-4-2 https://www.morsmordre.net/t4874-skrytka-bankowa-nr-1246#105646 https://www.morsmordre.net/t5386-eir-goyle
Zawód : trucicielka
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zamężna
nierozumni
niestali
bez serca
bez litości
OPCM : 1
UROKI : 1
ELIKSIRY : 31
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 6
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Kuchnia   29.05.18 19:47

Może przez to, że jej lata dzieciństwa, a potem okres dorastania wyglądały zupełnie inaczej, teraz nie potrafiła do końca znaleźć złotego środka na jego problem. Nie posiadała braci, cały swój świat opierała na ramionach matki i sióstr – tak samo niechcianych przez ojca, jak ona sama. To od nich nauczyła się samodzielności, to one przekazały jej, że wszystkie kobiety tak naprawdę zdane są na siebie, ale nie mogą zaniechać wypełniania tradycji, którym zostały podporządkowane ich życia. To było trudne i żmudne, ale nadawało jej sens, nieprzeniknioną i niezachwianą równowagę. Cadan, jak sobie zawsze wyobrażała, był wychowany na wilka morskiego, a to znaczy, że jego charakter i osobowość poddawane były wiecznym próbom. Nic więc dziwnego, że po stracie swojej jedynej opoki (nie chciało jej się wierzyć, że miał jakiekolwiek oparcie w braciach czy ojcu), wyglądał jak zrzucony z samego szczytu góry dzban. Nie zostały z niego nawet okruchy.
Patrzyła na niego z delikatnie zmrużonymi powiekami, uparcie chcąc wydobyć z niego wszystko, co ukrywał. Każdy gram żalu, każdy gram strachu i zgorzknienia. Jego zewnętrzna powłoka wydawała się być wykuta w kamieniu, nawet spojrzenie, którym ją obdarzył, nosiło w sobie coś z nicości.
Nie poznawała go, mimo to wiedziała, że siedział przed nią ten sam Cadan, którego próbowała rozgryzać od samego Durmstrangu; ten sam, za którego wyszła, chociaż nikt nie pytał ją o zgodę.
Rozumiem – odpowiedziała szczerze. Goyle’owie nie pływali na państwowych trójmasztowcach albo rybackich kutrach, to nie były łódeczki zakochanych, a prawdziwe, pirackie łajby pełne ludzi niepewnego stanu i niepewnego imienia, pełne osobistości tak różnych i brutalnych jak akwarium pełne piranii ludożerców. Każdy, kto wstępował na pokład, wiedział, że może nie wyjść z niego żywy – zabity przez potężne ramiona oceanu albo przez widzimisię silniejszego od siebie. Tam liczyła się tylko wola przeżycia i spryt. Timothy’emu go najwyraźniej zabrakło. Albo nie spodziewał się ataku ze strony tych, których przecież dobrze znał. Ze strony załogi. – Nie bredzisz. Byłeś tam, masz pełniejszy obraz niż ja i dlatego wierzę w każde twoje słowo. Jeśli podejrzewasz któregokolwiek czarodzieja z załogi… - jego bracia? Prędzej Calhoun. Olśniło ją. – Swoich braci? – spytała z wyraźnym powątpiewaniem, marszcząc mocniej brwi. – Nie sądziłam, że Caelan... nie pasowałoby mi to do niego… którykolwiek z nich...
Byli sami, mogli dyskutować między sobą na tak drażliwe tematy jak najbliższa rodzina wśród podejrzanych o sprowadzenie na Tim’a śmierci. Nie powinna jednak tak odważnie wysuwać podobne wnioski. Za późno ugryzła się w język, to było do niej niepodobne.
Cokolwiek się jednak stało, nie możesz tak siedzieć z założonymi rękoma. Co zamierzasz? – to również ją ciekawiło. – Kiedy wracasz na morze?
A może nie wracasz w ogóle?




Powiedz ty mi, kości biała,
Kto cię więził w mrokach ciała,
Kto swój los na tobie wspierał,


Kiedy żył i jak umierał?

Powrót do góry Go down
Cadan Goyle
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t5368-cadan-goyle#121340 https://www.morsmordre.net/t5383-poczta-cadana#121562 https://www.morsmordre.net/t5382-cadan#121559 https://www.morsmordre.net/f219-dzielnica-portowa-orchard-place-4 https://www.morsmordre.net/t5384-skrytka-nr-1336#121565 https://www.morsmordre.net/t5385-cadan-goyle#121566
Zawód : zaklinacz przedmiotów, poszukiwacz artefaktów
Wiek : 28
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Żonaty
waiting for the moment to strike
to take possession
to take your h e a r t
OPCM : 10
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 21
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kuchnia   05.07.18 15:27

Nie podejrzewał siebie o tak ogromne pokłady emocji - zwykle okazywał wszystkim lekceważenie, niewybredny humor, to za nimi kryjąc wszelkie tajemnice. Wszystkie sztormy, porażki oraz nieudane abordaże trzymał w sobie, w klatce stworzonej z żeber, za którymi podobno znajdowało się serce. Lecz pękł. To prawda, że upadek z samej wysokości bolał najbardziej - przekonał się o tym niedawno. To dlatego nigdy nie ciągnęło go do latania, od zawsze woląc wzburzone fale oceanów. Nigdy nie przypuszczałby, że to woda go zdradzi - chociaż to było więcej niż oczywiste. To żywioł, nieposkromiony, nieprzerwany. Brutalny. Zbierał swoje żniwo bezustannie od tysiącleci, lecz Cadan jako wilk morski zaufał mu w pełni. Sądząc, że ma go w swojej opiece i że nic mu się nie stanie - tak jak Timowi. Los z nich zadrwił. Nie tyle z przyjaciela, co właśnie z niego, Goyle'a. Nagle został bez brata - tamtej dwójki w ten sposób nie nazywał, chociaż Caelan na pewno był mu bliższy niż Calhoun. W tamtej chwili targała nim zbyt wielka gorycz, złość i smutek, przez co był cięty na wszystkich dookoła - poza Eir. Wiedział jednakże, że wybuchnie, jeśli żona nie da mu spokoju. Nienawidził etapu obnażania duszy, wyrzucania z siebie wszystkich słabości oraz bolączek. Wstydził się emocji. Był mężczyzną, winien pozostać niewzruszony niczym skała, tymczasem mazał się jak baba wyrzucając z siebie nieskoordynowane słowa wprost w cichą przestrzeń kuchni. Nie spodziewał się ataku ze strony kobiety, z którą spędził już osiem lat wspólnego życia, lecz dalej bał się przemóc i po prostu wyrzygać to wszystko, co go trapiło. Usiłował uporać się z demonami sam, jednocześnie nie mogąc dłużej tego ciężaru udźwignąć.
Nie w pojedynkę.
Przypominał raczej kupkę nieszczęścia niż dawnego siebie i to również bolało. Dlatego wolał przecierpieć w samotności, po czym odrodzić się niczym feniks z popiołów. Nieustępliwość Eir nie pozwoliła Cadanowi na realizację planu oraz zamknięcie się w skorupie bezlitosnych wyrzutów sumienia. Mógł coś zrobić, uratować go - nie zrobił nic, jak sparaliżowany wpatrując się w nadlatujący bom. To działo się zbyt szybko, lecz za każdym razem jak Goyle odtwarzał sobie tamtą sytuację w pamięci, widział ją w zwolnionym tempie. Co tym bardziej bolało - złudna nadzieja, że naprawdę mógł zapobiec katastrofie.
Poczuł jak ciężar przygniatający jego serce zmniejsza się lekko kiedy kobieta przytaknęła jego słowom. Rozumiała, oczywiście, że tak, zawsze rozumiała. Nigdy nie mógł wyjść z podziwu jak bardzo odnajdywała się w plątaninie jego duszy, skoro przed ślubem praktycznie nie znali się. Miał chyba więcej szczęścia niż rozumu.
Bracia. To słowo spłynęło nagle i chociaż faktycznie to ich podejrzewał, usłyszenie tego na głos brzmiało jak wyrok. Momentalnie poczuł w sobie ogrom złości jaką do tej pory tłumił. Wstał z siedzenia gwałtownie - aż krzesło poleciało z hukiem do tyłu, kładąc się na zimnej podłodze. - To oni, to na pewno oni. Mogłem się domyślić, że ten pojebus znowu coś wymyśli - zagrzmiał, chociaż nie krzyczał. Wściekłość sączyła się powoli dając niepełny obraz. Wzrok Cadana był nieobecny, mieniący się czerwienią gniewu, pięści zacisnęły się mocno. Wyglądał na kogoś, kto był niespełna rozumu lub zafiksował się na jednym temacie. Goyle znów miał ochotę na rzucanie przedmiotami, jednakże pytania Eir - konkretne, docierające w punkt, w jednej chwili otrzeźwiały mężczyznę. Spojrzał na żonę z większym zrozumieniem, jakby rozum nagle mu powrócił. Złość powoli ulatywała, znów zastępowana przez niepewność.
- Nie wracam - wychrypiał jedynie. Spuścił głowę - jak przegrany. Był nim. Nie mógł wrócić do wody, nie do tej, w której widział krew. Bynajmniej nie tych wszystkich szlamowatych chłystków - a właśnie jego, Tima. Nie zasługiwał na taki los, na zmieszanie się z tymi ściekami. Jeśli musiał umrzeć, winna to być śmierć honorowa, godna jego osoby. Cadan nie mógł się z tym pogodzić, nie potrafił. Rzucał się jak dzikie zwierzę złapane w klatkę, które nie wie co zrobić, żeby wydostać się na zewnątrz. Podniósł krzesło przysuwając je do stołu - nie przełknie już nic więcej. A plany? Jak zawsze - nie miał żadnych, więc przemilczał każdy inny aspekt pytania.




make you believe you're bigger than life
no one cares if you'll live or die

larynx depopulo
and I know you're not my friend




Powrót do góry Go down
Hjalmar Goyle
avatar

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t6246-hjalmar-goyle#155131 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/
Zawód : n/d
Wiek : 6
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : -
SPRAWNOŚĆ : -
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kuchnia   24.07.18 20:52

11 Sierpnia

Hjall był wyjątkowo aktywny w dniu dzisiejszym. Cały czas pałętał się po najróżniejszych zakamarkach domu, a im mniej uczęszczane one były to tym lepiej. Miał ku temu dwa powody. Pierwszym z nich było to, że nie chciał za bardzo rzucać się w oczy swojej matce. Co prawda Eir nie poiła go non stop eliksirem słodkiego snu, ale istniała szansa, że akurat by sobie przypomniała o zagrożeniu płynącym z anomalii i uznała, że sen jest tym czego chłopcu potrzeba, by przez przypadek nie rozniósł domu w drobny mak. A Hjall miał na dzisiaj inne plany niż wylegiwanie się w łóżku. Chciał czegoś spróbować.
Przeszedł prawie cały dom i okolice w okół niego, aż wreszcie w jakimś ciemnym kącie w piwnicy czy schowku na rózne gospodarcze duperele znalazł mysz. Do tego niedawno zabitą pułapką mysz. Perfekcyjnie. Najpierw obejrzał swoje znalezisko dość dokładnie sprawdzając, czy futro jest nieuszkodzone. Wyglądało na to, że wszystko jest w porządku więc przeszedł z myszą do kuchni. Korzystając z faktu, że Eir była czymś zajęta i raczej nieprędko zajrzy zobaczyć co kombinuje Hjall. W kuchni zabrał się za szukanie noża, tego którym w jego domu patroszone były ryby. Wyjątkowo ostry i do tego jeden z tych, których nie wolno mu ruszać, ale to już szczegół. Co miał zamiar z nim zrobić? Wyjątkowo utkwiło mu w głowie stwierdzenie Dei, że chciałaby mieć taką ozdobę z Puszka Pigmejskiego jaka mu się śniła. Po przemyśleniu tematu nie wydawało się to przesadnie trudne do zrobienia. Wystarczy wypatroszyć zwierzaka, wysuszyć skórę czy coś innego z nią zrobić, żeby nie śmierdziała później i jakoś zgrabnie to wszystko zszyć wypychając przy okazji. Nie miał zamiaru od razu porywać się na to cukierkowe stworzenie, więc postanowił najpierw poćwiczyć na zwykłej myszy. Wielkościowo podobne, a mysz w sumie chyba była trudniejsza więc jak jej podoła to da radę i z Puszkiem Pigmejskim. W taki właśnie sposób młody Goyle postanowił spróbować swoich sił w tym nieco specyficznym rękodziele.
W końcu znalazł rzeczony nóż. Ostry jak zawsze. Wziął go do ręki i zamyślił się nad tym co teraz z tym wszystkim zrobić. Nie miał pojęcia jak najłatwiej to wszystko zrobić i podejrzewał, że potrzebna mu będzie więcej niż jedna mysz.


Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kuchnia   24.07.18 20:52

The member 'Hjalmar Goyle' has done the following action : Rzut kością


'Anomalie - DN' :


Powrót do góry Go down
Ramsey Mulciber
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber https://www.morsmordre.net/t2290-greyjoy-aka-fetor#34823 https://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry#34612 https://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 https://www.morsmordre.net/t2922-skrytka-bankowa-nr-624#47539 https://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Zawód : Chwilowo bezrobotny
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Tańcz na me skinienie, rozświetl czernię nocy, rozgoń mroczne cienie, oświetl drogi kręte, ciemne skrzyżowania, a pobocza wyrwij z nocy panowania.
OPCM : 35
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 45
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Kuchnia   26.07.18 9:18

Ze zwykłej przezorności nie skorzystał z kominka, jak to czynił zazwyczaj. Wiedział, czym skutkowało wejście w szmaragdowe płomienie: mogło się to skończyć przeniesieniem wbrew woli czarodzieja w zupełnie inne miejsce. Z końcem czerwca kominki miały przestać działać zupełnie, tak, jak teleportacja, lecz nie udało się, bo Rycerze Walpurgii zawiedli. Przynajmniej częściowo komunikacja została utrudniona. On sam wolał nie podejmować tego niepotrzebnego ryzyka. Miał ze sobą cenne ingrediencje, w które zaopatrzył go Caelan. Miały służyć stworzeniu eliksirów, którymi wraz z ojcem osłabią trzymane w piwnicy na Alei Śmiertelnego Nokturnu dzieci, wpędzą je w histerię, zmienią  ich samopoczucie. Zamierzali bawić się ich umysłami, mącić w psychice, manipulować ich emocjami. Potrzebowali do tego odpowiednich narzędzi, a te mogła zagwarantować im Eir. Była już w zaawansowanej ciąży, niewiele im zostało czasu, musieli to zrobić, nim zostaną z niczym.
Zatrzymał się pod ich domem, którego drzwi wejściowej oglądał wyjątkowo rzadko, mimo to nie poświęcił im zbyt wiele uwagi. Zapukał energicznie raz, drugi, lecz nikt mu nie odpowiedział, dlatego poczuł się usprawiedliwiony wtargnięciem do środka. Nie był pewien, czy na dom nałożone są jakiekolwiek zaklęcia ochronne, nie wyczuwał jednak działania magii. Wkraczał w progi świata runistów, jeśli mieliby się chronić przed nieproszonymi gośćmi, z pewnością przygotowaliby wiele pułapek, których jego spojrzenie nawet nie zdążyłoby zlokalizować. Wszedł do środka po cichu, ostrożnie zamykając za sobą drzwi. Szybko rozejrzał się dookoła, by sprawdzić, czy choćby na pierwszy rzut oka przejście nie jest zabezpieczone runicznymi znakami, ale nie zauważył niczego. Wewnątrz było cicho, czyżby nie zastał czarownicy?
W prześwicie z korytarza do kuchni spostrzegł młodego Goyle’a. Ruszył w tamtym kierunku pewniej, zaciskając palce na pudełku, w którym znajdowały się ingrediencje.
— Hjalmar?— spytał, dla pewności, nie podchodząc do chłopca zbyt blisko. Z powodu anomalii z dziećmi działy się przeróżne rzeczy, a on nie zamierzał ryzykować utratą ingrediencji. Nie widział syna Cadana od dawna, przyjrzał mu się więc dokładnie, oceniając od tyłu jego sylwetkę — wydawało mu się, że urósł, jego włosy były nieco dłuższe niż ostatnim razem.— Eir jest w domu?— nie widział jej w pobliżu, a musiał się z nią zobaczyć, przekazać wymagane składniki.





pan unosi brew, pan apetyt ma
na krew
Powrót do góry Go down
Hjalmar Goyle
avatar

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t6246-hjalmar-goyle#155131 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/
Zawód : n/d
Wiek : 6
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : -
SPRAWNOŚĆ : -
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kuchnia   26.07.18 11:13

Hjalmar odwrócił się dość gwałtownie kiedy usłyszał głos za swoimi plecami. Był mocno zaabsorbowany własnymi myślami i nie spodziewał nikogo. No i jeszcze obawiał się, że któreś z rodziców go nakryje na zabawie z nożem. Niby nic takiego i może by się nawet nie zezłościli, ale Hjall chciał tego sprawdzać.
-Och...- w sumie to mu ulżyło gdy zobaczył Ramseya. Zauważył, że czarodziej trzyma dystans. W sumie się nie dziwił, pewnie sam by tak robił. A tak naprawdę to trochę mu się podobało to, że dorośli czarodzieje się go obawiają. Cóż za ironia. -Cześć- przywitał się z mężczyzną odwracając się jednocześnie w jego kierunku. Ramsey mógł zobaczyć teraz co młody trzyma w rękach. Jego usta nawet wykrzywiły się na kształt czegoś w stylu delikatnego uśmiechu, ale spojrzenie jak zawsze miał czuje. Swoją drogą przywitanie wyglądało dość specyficznie, z nożem i martwą myszą w rękach.
-Jest ale kończy warzyć eliksiry. Możesz poczekać jak chcesz, nie powinno to trwać zbyt długo- odpowiedział na pytanie Ramseya.
-Składniki?- zapytał tylko ruchem głowy wskazując pudełko, które mężczyzna trzymał w rękach. Nie oczekiwał odpowiedzi, ale był ciekaw co też się w nim znajduje.
Uznał, że przy czarodzieju nie musi się zbytnio kryć z tym co właśnie robił. Pewnie miał lepsze rzeczy do roboty niż uświadamianie Eir co też porabia Hjalmar w kuchni. No a przynajmniej taką chłopiec miał nadzieję. Dzieciak miał już wrócić do przerwanego zajęcia gdy zorientował się, że krojenie myszy bezpośrednio na stole może być kiepskim pomysłem. Zakręcił się po kuchni i znalazł coś co z grubsza przypominało wyświechtaną ceratę. Przykrył nią blat, położył mysz… i w sumie wrócił do punktu wyjścia. Dalej nie wiedział jak się zabrać do tej całej roboty.
Zreknął z ukosa na Ramseya. -Potrafisz skórować zwierzęta? – Zapytał po prostu. Skoro już tutaj jest to może mu pokaże co i jak, skoro pewnie i tak będzie czekać na Eir. O ile sam potrafi, ale przeczucie mówiło Hjallowi, że Ramsey raczej zna się na rzeczy. Chociaż mógł się mylić.


Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kuchnia   26.07.18 11:13

The member 'Hjalmar Goyle' has done the following action : Rzut kością


'Anomalie - DN' :


Powrót do góry Go down
 

Kuchnia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

 Similar topics

-
» [P2] Kuchnia ze spiżarnią
» Kuchnia

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Mieszkania :: Dalsze dzielnice :: Grimmauld Place 4/2-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-18