Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Kuchnia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Eir Goyle
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t4853-eir-goyle https://www.morsmordre.net/t5088-do-eir https://www.morsmordre.net/t4873-eir#105642 https://www.morsmordre.net/f329-grimmauld-place-4-2 https://www.morsmordre.net/t5386-eir-goyle
trucicielka
26
Czysta
Zamężna
nierozumni
niestali
bez serca
bez litości
3
1
26
0
0
6
0
0
Czarownica

PisanieTemat: Kuchnia   26.10.17 22:20

Kuchnia

Chłodna, z widoczną fakturą cegieł pokrywających ściany, z kamiennymi blatami, które przetrwały już niejedną walkę na noże. Szklane świetliki, bo oknami nazwać tego za bardzo nie można, wpuszczają do środka tyle światła, ile akurat potrzeba, a gdy nadchodzi zmierzch, zawieszane są nad nimi świece. Królestwo Eir - kobieta spędza tutaj stosunkowo dużo czasu, napełniając cały dom przyjemnym aromatem pieczonych, gotowanych i duszonych potraw.
Nad łukiem prowadzącym do głównej części kuchni, wiszą nieduże pudełeczka, w których trzymane są zasuszone przyprawy i zioła. Podłoga wyłożona jest prostymi, drewnianymi panelami - mają za zadanie wygłuszać szuranie, które niegdyś towarzyszyło jej starej wersji, kamiennej.




He holds my body in his arms
And he holds me tight

Powrót do góry Go down
Cadan Goyle
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t5368-cadan-goyle#121340 https://www.morsmordre.net/t5383-poczta-cadana#121562 https://www.morsmordre.net/t5382-cadan#121559 https://www.morsmordre.net/f329-grimmauld-place-4-2 https://www.morsmordre.net/t5385-cadan-goyle#121566
zaklinacz przedmiotów, poszukiwacz artefaktów
28
Czysta
Żonaty
waiting for the moment to strike
to take possession
to take your h e a r t
10
5
0
0
0
20
5
6
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kuchnia   30.10.17 22:53

08.05

Majowe dni mijały wolno, zatrzymując się przy każdej krawędzi, każdym zgrzycie pojawiającym się wraz z minionymi wydarzeniami. Bolało, za mocno, zbyt intensywnie - Cadan gardził cierpieniem, szczególnie metafizycznym. Emocje dawno odłożył na bok, karmiąc duszę sadystycznymi pragnieniami, krzywdą owszem - nieznanych bądź nielubianych osób. Oberwał rykoszetem dotkliwie - nadal odczuwał gorzki posmak krwi na swoich ustach. To nie on był sprawcą tragedii, jaka dotknęła jego najlepszego przyjaciela - miał być na dobre i na złe, zupełnie jak żona - lecz czuł się parszywie nie mogąc zatamować cieknącego zewsząd poczucia winy. Przygniatającego umięśnione ramiona do samej ziemi. Ziemi przeklętej, w chwili obecnej naznaczonej jednakże azylem, w którym miał się schować. Jak szczur, jak byle tchórz uciekał w popłochu przed ciężarem konsekwencji oraz obowiązków. Jako dumny Goyle winien stanąć do walki z rzeczywistością, siłować się z nią i zwyciężyć w chwale - pozostać przy rodzinnej tradycji, wśród ukochanych braci. Tymczasem zrezygnował, odrzucił ich wsparcie, odrzucił całkiem, jak gdyby zrywał dawny pakt krwi. Z czym czuł się jeszcze gorzej; zgrzytał zębami próbując przemielić niekończący się szereg porażek, atakujących go raz po raz, w samo serce. Wierzył, że kiedyś tam było. W tej zionącej pustką dziurze, którą sam sobie wyprawił poprzysięgając służbę Czarnemu Panu. Chowany w okrucieństwie mimo wszystko nie mógł przekroczyć pewnego progu, jaki przekroczył właśnie pod jego protekcją. Zatracał się w rzeczach strasznych, teraz zaś odczuwając jakoby płacił za to cenę najwyższą.
Chociaż wcale tak nie było. Nadal posiadał dom, rodzinę - coś najcenniejszego, co nadal warzyło się na szali istnienia, co mógł stracić równie łatwo, gdyby los wycelował weń następne uderzenie. Z impetem, chęcią destrukcji, totalnego zniszczenia. Mógł to zrobić, lecz z nieznanych Cadanowi powodów fortuna w swej dramaturgii sprzyjała mu. Mimo wszystko. Pomimo wszystkiego. Tylko on zaślepiony tym, czego nienawidził najbardziej na świecie, nie dostrzegał tak oczywistych prawd.
Właśnie patrzył na jedno z okien, spokojnie obserwując toczące się po szybie krople deszczu. Wiatr miarowo dudnił o powierzchnię szyb obwieszczając fatalną pogodę. Z dnia na dzień było coraz gorzej, aura psuła się doszczętnie - coś wisiało w powietrzu. Goyle sprawiał wrażenie równie chmurnego, jednakże oblicze posiadał niecodziennie spokojne. Wszedł do kuchni w porze kolacji, zapominając o niej całkowicie. Zastał pusty stół oraz równie puste pomieszczenie - mógłby przysiąc, że w panującej dookoła ciszy słyszał swój własny oddech. Krótkim szarpnięciem odsunął krzesło, zasiadając na nim niedbale. Nie odrywał wzroku od widoku za świetlikiem, bez względu na to, że nie dostrzegał tam nic prócz mokrych zmazów. Sięgnął do kieszeni eleganckiej, ciemnej szaty, którą przywdział dzisiejszego dnia. Dłoń wyciągnęła z jej wnętrza metalowe, niewielkie pudełko. Obracał nim chwilę w smukłych palcach, rantem uderzając o drewniany blat. Po kuchni rozlegał się metaliczny dźwięk zagłuszający spokój. Mężczyzna sięgnął wreszcie do wieka, z wnętrza pakunku wyjmując magicznego papierosa. Potarł jego koniec ręką, chwilę później delektując się nikotynową dostawą. Przedmiot schował z powrotem do szaty, zaś wolną dłoń ułożył na powierzchni drewna. Pokój znów opanowała cisza - jedynie krople z coraz większym impetem uderzały w parapet wygrywając smętną melodię, w której Cadan się całkowicie pogrążył. Wydawało się, że duchem szybował zgoła indziej niż na Grimmauld Place.




make you believe you're bigger than life
no one cares if you'll live or die

larynx depopulo
and I know you're not my friend




Powrót do góry Go down
Eir Goyle
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t4853-eir-goyle https://www.morsmordre.net/t5088-do-eir https://www.morsmordre.net/t4873-eir#105642 https://www.morsmordre.net/f329-grimmauld-place-4-2 https://www.morsmordre.net/t5386-eir-goyle
trucicielka
26
Czysta
Zamężna
nierozumni
niestali
bez serca
bez litości
3
1
26
0
0
6
0
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Kuchnia   01.11.17 22:10

Z niewielkiej sypialni Hjalmara, tonącej teraz w miękkich, gładkich ciemnościach, płynęło ciche nucenie. Jasnowłosy chłopiec spał, utulony do snu mruczeniem swojej matki, chłodnymi dłońmi gładzącymi jego pojętną główkę, eliksirem, którym skrapiana była jego poduszka. Błękitne tęczówki Eir wpatrywały się w dryfującą na ścianie łódkę – magicznie ożywiony szkic, za swój główny cel miał przypominać Hjallowi o jego ojcu, o uspokajającej melodii morskiego świata, o morskich potworach, które wynurzały się co jakiś czas, bujając mocniej niewielką łódeczką, ale nigdy nie zatapiając jej całkowicie. Miała wrażenie, że dzięki temu dziecięcemu obrazkowi Grimmauld Place 4 znajdowała się daleko poza obszarem strachu, daleko poza wszelkimi tragediami i problemami, oddzielona od świata magiczną granicą bezpieczeństwa i spokoju. Mały wojownik właśnie tak miał się czuć – bezpieczny, ale świadomy czających się za drzwiami niebezpieczeństw, którym kiedyś będzie musiał stawić czoła.
Przerwała nuconą melodię, gdy do jej uszu dotarł cichy trzask dobiegający z kuchni. Palce po raz ostatni pogładziły jasną główkę chłopca. Nasłuchiwała.
Zmienił się. Coś pękło w morskiej bryzie, jakaś obca woda zmętniła jej dotychczasową, słoną fakturę, tak dobrze jej znaną, tak okiełznaną. Teraz był sztormem – innym niż zazwyczaj. Sztormem niespokojnym, sztormem, o którym zawsze myślała, że przyniesie mu śmierć, jeśli tym razem nie utrzyma się bocianiego gniazda, jeśli tym razem z jego palców wyślizgnie się koło sterowe. Wprowadził do ich domu mróz – nie chłód, chłód był zawsze, w ich obyciu, sposobie porozumiewania się, w posyłanych spojrzeniach. Teraz mogła niemal namacalnie doświadczyć osiadającego na skórze szronu. Nie unikała go, ale i tak miała wrażenie, że ignorowali się bardziej niż do tej pory. Mówiła sobie, że powinna mu dać tę przestrzeń, odpoczynek, na który w pełni zasługiwał. Morze porywało w dosłownym tego słowa znaczeniu, a kiedy oddawało cię na ląd, nie byłeś już tym samym człowiekiem.
Usiadła ostrożnie, przykrywając Hjalla ciepłym, plecionym kocem, i po raz ostatni pogładziła wierzchem dłoni jego jasne czoło. Wyszła, zamykając za sobą po cichu drzwi. Okryła się mocniej wzorzystą chustą, bo chłód wieczora coraz bardziej kąsał skórę. Już na korytarzu wyczuła charakterystyczną woń palonego tytoniu, tak zdawałoby się nową dla ciała, ale przecież tak starą, dobrze znaną. Oparła się ścianę, nie chcąc iść dalej, wciąż nasłuchując. Padał deszcz, grube krople obijały się chaotycznie o parapety, o szyby. Milczał, rosząc tę ciszę dookoła siebie tylko kolejnymi falami wypuszczanego z płuc dymu. Wyjrzała lekko zza rogu, przyglądając mu się z dystansem, którego zdążyła nauczyć się w czasie jego nieobecności. Okiełznane morze. Znów wzburzone.
Weszła po cichu, nie chcąc zaburzać tak gwałtownie stanu równowagi, w jaki najwidoczniej zdążył już wpaść. Nałożyła do glinianej miski ciepłej strawy z dziczyzny i położyła ją przed nim, tuż obok dokładając łyżkę i talerz z kilkoma kromkami ciemnego chleba. Usiadła naprzeciwko, wzrokiem płynąc po jego twarzy – zmęczonej, pełnej zmartwień, ale wciąż czujnej, jakby gotowej przyjąć na siebie kolejną falę lodowato zimnej wody.
Hjall już śpi – zaczęła jakby ostrożnie, powoli, nieinwazyjnie. Kolejna długa rozłąk znów zachwiała przyzwyczajeniem i Eir nie wiedziała, jak rozpocząć rozmowę, żeby nie zostać uznaną za natarczywą. Wbrew pozorom nie pozwalała sobie na wszystko. – Mamy chwilę dla siebie. Opowiesz mi o waszej wyprawie? Aura sprzyjała waszemu statkowi?
Dlaczego nie spodziewała się dobrych wiadomości?




He holds my body in his arms
And he holds me tight

Powrót do góry Go down
Cadan Goyle
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t5368-cadan-goyle#121340 https://www.morsmordre.net/t5383-poczta-cadana#121562 https://www.morsmordre.net/t5382-cadan#121559 https://www.morsmordre.net/f329-grimmauld-place-4-2 https://www.morsmordre.net/t5385-cadan-goyle#121566
zaklinacz przedmiotów, poszukiwacz artefaktów
28
Czysta
Żonaty
waiting for the moment to strike
to take possession
to take your h e a r t
10
5
0
0
0
20
5
6
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kuchnia   21.11.17 12:39

Brodził w głębokiej wodzie nieprzyjemnych myśli, oddalając się od zatęchłego Londynu coraz mocniej. Nadal analizował niedawne wydarzenia, doszukiwał się w każdej sekundzie informacji, lekcji, którą miało mu dać życie - nadal nie pojmował jak do tego wszystkiego doszło. Sam już nie wiedział co było wspomnieniem rzeczywistym, a co tylko podszeptem przerażonego umysłu. Nie pracował tak sprawnie jak jeszcze kilka tygodni temu na statku, coś jakby się zaklinowało w skomplikowanym mechanizmie pojmowania. Gdyby ktokolwiek byłby w stanie dostać się do Cadana, porównałby go do spłoszonego zwierzęcia miotającego się od jednej ściany do drugiej, panicznie rozglądając się za wyjściem z ogrodzonej drutem kolczastym pułapki. Pozornie wyglądał natomiast spokojnie - trwał niemal w bezruchu, pomijając oczywiste gesty potrzebne do palenia papierosa. Przytknięcie filtru do ust, nabranie dymu w płuca, uwolnienie go w pustą przestrzeń kuchni. Zdołał zanotować, że Eir usypiała Hjalla - potem świadomość mężczyzny rozmyła się daleko za mokrym oknem. Woda, znów woda, dlaczego to zawsze chodziło o nią? Rodzinna spuścizna okazywała się być jego największym przekleństwem. Jeszcze nie zdawał sobie sprawy, że to właśnie jego krewni byli trującym bluszczem zawiązującym się coraz ciaśniej na jego szyi. Czy to możliwe, że większym zaufaniem mógł darzyć swą żonę zamiast rodzeństwa? Czy tak właśnie powinien wyglądać jego świat?
W pierwszej chwili nie zorientował się, że statyczny obraz rozciągnięty przed jego twarzą stracił na swoim charakterze. Nadal wpatrywał się nieobecnym spojrzeniem w okno - z transu wybudził go dźwięk odkładanego na blat talerza. Chwilę później do nozdrzy dostał się przyjemny zapach jedzenia. Dokładnie w tym samym momencie żołądek Goyle'a zaburczał przypominając mężczyźnie o tym, że nie jadł nic od czasu bardziej rozgrzebanego niż skonsumowanego śniadania. Zastygł w bezruchu najpierw wpatrując się w zawartość naczynia, potem w twarz siadającej naprzeciwko Eir. Uchwycił jej spojrzenie - pełne pytań, może nawet niepewności? Poczuł nagły ciężar na swoich barkach, skulił się nieco w sobie mając świadomość tego, co za chwilę nastąpi. Odłożył niedopalonego papierosa na popielniczkę, chwycił także widelec. Zawahał się, przekładając chłodny metal sztućca między palcami, nabrał powietrza w płuca. Sprawiał wrażenie jakby walczył z posiłkiem, lecz tak naprawdę przygotowywał się na nieuniknione. Wszakże domyślał się, że kiedyś ten moment nastąpi - nie zdoła utrzymać swej żony w zbyt długiej niewiedzy. Wreszcie zacznie domagać się wyjaśnień zniszczonych mebli oraz chmurnego czoła.
Pokiwał głową - dobrze, niech śpi. Cadan wciąż nie znalazł wyjścia z tej beznadziejnej sytuacji. Jakże miał zaszczepiać w chłopcu miłość do żeglugi - rodzinnej powinności - skoro sam jej teraz tak szczerze nienawidził? Łatwiej przychodziła mu nauka run, poznawania czarnomagicznej teorii, pokazywania równie niebezpiecznych artefaktów. O sztormie usiłował zapomnieć czym prędzej.
- Tak. Jak zawsze - odparł zdawkowo, dopiero teraz nabijając mięso na widelec. Przeżuwał je spokojnie, bez pośpiechu. I było to do niego niepodobne. Zwykle strawę traktował jako konieczność do przeżycia, nie lubił marnować na to czasu. Wyraźnie zwlekał starając kupić sobie więcej czasu. - Dobre - stwierdził chwilę później, jeszcze szamocąc się w swojej głowie między rozsądkiem a uczuciami, powinnością a wygodą. - Co chcesz wiedzieć? - spytał wreszcie konkretnie, unosząc na kobietę spojrzenie. Wiedział wszakże do czego zmierzała; wolał zerwać plaster szybko niż wić się powoli z bólu przez długie minuty. Z donośnym brzdękiem odłożył sztuciec o rant naczynia wiedząc, że konsumpcja w tej chwili nie miała żadnego sensu.




make you believe you're bigger than life
no one cares if you'll live or die

larynx depopulo
and I know you're not my friend




Powrót do góry Go down
Eir Goyle
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t4853-eir-goyle https://www.morsmordre.net/t5088-do-eir https://www.morsmordre.net/t4873-eir#105642 https://www.morsmordre.net/f329-grimmauld-place-4-2 https://www.morsmordre.net/t5386-eir-goyle
trucicielka
26
Czysta
Zamężna
nierozumni
niestali
bez serca
bez litości
3
1
26
0
0
6
0
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Kuchnia   24.12.17 23:25

Miała mieszane uczucia wobec tego, kim był, a kim stał się, niesiony falami przeszłych wydarzeń. Nie wiedziała, co się stało, mogła się tylko domyślać, ale z drugiej strony – wcale nie chciała, bo wyobraźnia podsuwała jej same czarne, ponure scenariusze. Statek niesiony spienionymi falami, bałwanami sięgającymi żagli, miotany na wszystkie strony, krzyki ślące rozkazy do otępiałych młokosów, którzy dopiero rozpoczynali swoją przygodę z tym nieposkromionym, nieznoszącym słabości żywiołem. Cadan nie był jednym z nich – górował nie tylko doświadczeniem, ale również i rodowymi predyspozycjami. Już od najmłodszych lat uczono go, jak radzić sobie z demonami wód, jak reagować w sytuacjach zagrożenia. Co takiego musiało się więc stać, z czym Cadan tak się siłował?
To nie była ciekawość. Raczej wola zrozumienia pokrewnej duszy, jej problematyki, struktury wiążącej ją kajdan i łańcuchów. Od zawsze życzyła mu wolności – na początku z czystej przekory, chciała, żeby wypłynął i nie wrócił, dopiero z biegiem czasu zrozumiała, że wolność, którą sądziła, że tak mu wpychała, była jego częścią od samego początku i nauczyła się z nią żyć, coraz bardziej robiąc z niej swoją przyjaciółkę.
A teraz? Teraz wydawało jej się, że ta wolność tak mocno zacisnęła pęta wokół jego ciała, że nie potrafił sobie z nią poradzić.
Przysunęła się bliżej stołu, unosząc krzesło odrobinę, by nie szurało po podłodze. Nie miała zamiaru poruszać newralgicznych strun jego nerwów i irytować go niepotrzebnymi dźwiękami, nie chciała również budzić Hjalla. Obaj dość się wycierpieli. Obaj potrzebowali teraz wyjątkowej troski matki i żony, chociaż ta nigdy nie była ani nadgorliwa, ani specjalnie widoczna na tle wszystkich jej innych gestów. Wciąż była przy tym sobą – ostrożną Eir z domu Borgin, stateczną i zakorzenioną w gruncie swojej rodziny.
Ułożyła szczupłe dłonie na chłodnym blacie, chłonąc jego twardą fakturę, jakby to pomagało jej odetchnąć atmosferą słyszaną zza okna. Deszcz. Krople obijające się o parapety coraz silniej, zwiastujące nadchodzącą burzę. Nie tylko na zewnątrz, ale i w czyimś wnętrzu.
Jedzenie tylko odciągało od nieuchronnego.
Chcę wiedzieć, co się stało – odpowiedziała, zrywając ten plaster być może nader brutalnie, nader szybko, ale nie było innej drogi. Musieli o tym porozmawiać, musiała dowiedzieć się, dlaczego w ich domu pojawiły się nowe meble; dlaczego Cadan potrzebował wyładować gromadzącą się w sobie złość na Merlinowi ducha winnych kawałkach drewna. Wodziła wzrokiem po jego twarzy, szukając odpowiedzi na zadawane w duchu pytania, nie szukając natomiast różnic w jego zachowaniu, bo te były aż nadto widoczne.
Co się stało, Cadanie, że na moim morzu pojawił się sztorm?




He holds my body in his arms
And he holds me tight

Powrót do góry Go down
Cadan Goyle
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t5368-cadan-goyle#121340 https://www.morsmordre.net/t5383-poczta-cadana#121562 https://www.morsmordre.net/t5382-cadan#121559 https://www.morsmordre.net/f329-grimmauld-place-4-2 https://www.morsmordre.net/t5385-cadan-goyle#121566
zaklinacz przedmiotów, poszukiwacz artefaktów
28
Czysta
Żonaty
waiting for the moment to strike
to take possession
to take your h e a r t
10
5
0
0
0
20
5
6
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kuchnia   08.01.18 11:29

Nie chciał jej martwić, tak jak nie chciał jej denerwować. Powinna wypoczywać, oddawać się przyjemnościom - teraz powinna być bardziej beztroska, skoro wrócił i nie musiała już dbać o wszystko sama. Wiedział, że miała siostrę, Caley, jego ojca oraz matkę, lecz każde z nich miało również swoje życia. Na tyle absorbujące, że nie mogli trwać przy Eir nieustannie. Wiedział, że syreny były silne oraz zaradne, lecz nieustanna samotność zabiłaby w nich najzacieklejszego ducha walki. Wiedział o tym, lecz do tej pory egoistycznie oddawał się kolejnym podróżom, tłumacząc to sobie zarobkiem na ich dostatnie życie. Znajdowało się w tym niewielkie ziarno prawdy, jednakże podszyte ono było grubą warstwą zwykłego wygodnictwa - spełniał się zawodowo, robił to, co kochał, sądząc, że wyrozumiałość żony może trwać w nieskończoność. Zbyt późno się ocknął, że wcale nie musiało tak być i że powinien mocniej zaangażować się w rodzinne życie. Tylko jak, kiedy łamał się jak byle trzcina pod wpływem silniejszego wiatru? Musiał wpierw poradzić sobie ze samym sobą, nagłym nagromadzeniem w sobie destrukcyjnych emocji, których winien nigdy nie odczuwać. Taki psychopata Mulciber musiał mieć w życiu nadzwyczaj lekko, skoro nic go nie obchodziło, a wszystkie uczucia rozdał chyba na wyprzedaży, jeszcze się na tym bogacąc. Swego czasu Goyle próbował wykonać podobną sztuczkę, lecz okazał się na to zbyt słaby. Szkoda, teraz przynajmniej mógłby stanowić silny filar swojej rodziny.
Zamiast tego poczuł się jak mazgaj, którego należy pocieszać oraz głaskać po główce. Dlatego tak długo nie mógł zdobyć się na wyjawienie prawdy. Ze wszech miar nie dążył do uzewnętrzniania, do końca wierzył, że ze sztormem poradzi sobie sam. Nie wziął tylko poprawki na to, że nigdy sobie nie radził - dlaczego tym razem miałoby być inaczej? Od zawsze to ktoś sterował jego życiem - najpierw ojciec, później Caelan. Nigdy nie posiadł dostatecznie siły, żeby wziąć sprawy w swoje ręce oraz żyć po swojemu. Prawdopodobnie to dlatego ostatnio nie mógł znieść Cala. Zazdrościł mu, tak zwyczajnie, po ludzku mu zazdrościł. Może faktycznie był szalony, może zgładził więcej osób niż o których wiedział Cadan, lecz był przy tym szczęśliwy. Wolny. Miał pomysł na swoje istnienie, tak jak miał siłę do chwycenia za ster. On zaś, jego starszy brat, dryfował tak jak zawiał wiatr, jak poniosła go fala. Te wszystkie myśli powodowały zlanie się w jego umyśle żółci zatruwającej nie tylko rozum, lecz także cały organizm. Aż poczuł gorycz porażki. Narastała w nim frustracja, rzucał się jak ryba w sieci nie mogąc znaleźć odpowiedniego rozwiązania. Po prostu wziąć się w garść.
Myślał, że zdoła przeczekać burzę. Niestety Eir zaczęła drążyć oczekując wyjaśnień. Z jednej strony ją rozumiał, z drugiej był na nią zły. Od zawsze odczuwał różne skrajne emocje jednocześnie, gdzie żadne z nich nie dominowało wyraźnie nad drugim. Nabrał powietrza w płuca, odkładając na bok sztućce oraz przeżuwając jedzenie pozostałe w buzi. Zbierał się do tej rozmowy, nigdy nie mogąc się dostatecznie zebrać w sobie.
- Timothy zginął. Oddałem rodzinie jego ciało z roztrzaskaną czaszką. Wciąż słyszę w głowie jazgoczący szloch jego sióstr - odpowiedział wreszcie. Pozornie spokojnie, lecz przy ostatnim słowie jego głos zadrżał lekko. Nie patrząc nawet na żonę zabrał się ponownie do jedzenia, przewiercając posiłek niemalże na wylot swoim wzrokiem. Tak było łatwiej, kiedy wzbierał kolejny sztorm.




make you believe you're bigger than life
no one cares if you'll live or die

larynx depopulo
and I know you're not my friend




Powrót do góry Go down
Eir Goyle
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t4853-eir-goyle https://www.morsmordre.net/t5088-do-eir https://www.morsmordre.net/t4873-eir#105642 https://www.morsmordre.net/f329-grimmauld-place-4-2 https://www.morsmordre.net/t5386-eir-goyle
trucicielka
26
Czysta
Zamężna
nierozumni
niestali
bez serca
bez litości
3
1
26
0
0
6
0
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Kuchnia   01.02.18 19:09

Nie było dla nikogo tajemnicą, że Eir nie rozumiała istoty morza, oceanu, otwartej wody w życiu kogokolwiek. Nie rozumiała znaczenia tej wolności, ale wiedziała, że Cadan jej potrzebuje, że jest ona dla niego niczym powietrze, którym oddychał całe swoje życie. Całe życie, właśnie – a co, jeśli to powietrze zaczęło go dusić? Przeróżne teorie plątały się po jej umyśle, a ona na przemian oddalała je od siebie i przyciągała z powrotem, by po raz kolejny przemielić, wyciągnąć inne wnioski, bardziej pasujące do jego sytuacji. Mimo to wciąż nie rozumiała. Dlatego chciała, żeby to on jej wszystko wytłumaczył. Znali się doskonale, małżeństwo, które dzielili przez tyle lat, pozwoliło im poznać się na tyle dobrze, że wiedzieli, co mogą, a co nie. Współpracowali ze sobą, razem zabijali, łączyło ich nie tylko przywiązanie, ale też Hjall, ich wspólne dziedzictwo, które niedługo miało się powiększyć o kolejnego dziedzica.
Wzięła głęboki wdech, z uwagą, z pewną determinacją wpatrując się w jego twarz, niemal namacalnie czując, jak w jego wnętrzu odbywa się morska bitwa. Podświadomie słyszała jęk napinającego się pod naporem wody okrętu i chrzęst pękających masztów. Niedługo okazało się, że jej ponure wyobrażenia wcale nie różniły się od prawdy. Timothy często do nich przychodził, razem z Cadanem okupowali albo pracownię, albo salon, sącząc powoli najlepsze trunki, jakie tylko znaleźli w barku. Był dla niej dobry, nie patrzył spode łba, uczestniczył w ich rodzinnym życiu, stanowił dla nich podporę. A dla Cadana był niezaprzeczalnie druhem, przyjacielem. Najtwardszym masztem na statku.
Który również runął.
Przez długą chwilę nie odzywała się wcale, mieląc tę krótką informację w głowie z uporem zepsutego młynka do kawy, który nie potrafił już służyć według woli pana. Timothy zginął. Roztrzaskana czaszka. Szloch jego sióstr. Śmierć członka rodziny, którego wybrano samemu.
Wyciągnęła dłoń na stole, nakrywając palcami tę należącą do niego. Ten gest miał mu przekazać, że ona wciąż była obok. Nie zamierzała go głaskać po głowie i tulić do snu jak dziecko. Był dorosły, rozumiał pojęcie śmierci, przyjmował jej ciężar na swoje barki – z trudem, to prawda, ale z pełną świadomością.
Kto to zrobił? – za wszystkimi martwymi ciałami stał oprawca. Za każdą kroplą krwi stało narzędzie zbrodni. – Czy jednak było to morze?
Czuła, że wykonuje kolejny krok na grząskim gruncie, na cienkim lodzie. Wypytywanie go o to wiązało się z niebezpieczeństwem wybuchu agresji. A jednak drążyła. Uparcie drążyła.
Opowiedz mi, co się stało – brzmiało jak rozkaz, ale w gruncie rzeczy była to prośba. Nigdy nie chciała mu rozkazywać. – Jeśli zabrało go morze… takiej śmierci by pewnie sobie życzył.
Trudno jej się o tym mówiło. Była trzecią osobą, obserwatorką i podejście do jego sytuacji w sposób odpowiedni było jak obchodzenie się z płomieniem świecy, który mimo swej wątłej postaci mógł rozbudzić prawdziwy ogień.




He holds my body in his arms
And he holds me tight

Powrót do góry Go down
Cadan Goyle
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t5368-cadan-goyle#121340 https://www.morsmordre.net/t5383-poczta-cadana#121562 https://www.morsmordre.net/t5382-cadan#121559 https://www.morsmordre.net/f329-grimmauld-place-4-2 https://www.morsmordre.net/t5385-cadan-goyle#121566
zaklinacz przedmiotów, poszukiwacz artefaktów
28
Czysta
Żonaty
waiting for the moment to strike
to take possession
to take your h e a r t
10
5
0
0
0
20
5
6
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kuchnia   16.04.18 21:50

Zdarzało się, że nie rozumiał jak morze oraz ląd odnaleźli porozumienie - czy przeciwieństwa faktycznie się przyciągały? Czy Eir naprawdę spojrzałaby na Cadana gdyby nie wola jej rodziców? On zwrócił na nią uwagę już w Durmstrangu, lecz nigdy nie wiązał z nią żadnych planów, wszakże była uosobieniem niewoli, zwodniczego przyciągania gotowego zaciągnąć go na mieliznę. Szukał wolności, przygody oraz emocji i dostawał to wszystko od Tima. Zawsze razem, najlepsi przyjaciele, postrach mórz i oceanów, kompani do picia oraz do bicia. Razem się bawili, razem odbębniali obowiązki na statku - było mu lżej z kimś takim u boku. Nie martwił się wtedy szalejącym Calem, z najstarszym bratem również zaczął się lepiej dogadywać powodując, że życie wydawało mu się piękne. Owszem, brakowało mu małżeństwa, syna, których zostawił w Londynie, lecz dotychczas godził to wszystko ze sobą odnajdując radość zarówno w przygodach jak i statecznej egzystencji wśród domowych pieleszy. I nagle wszystko runęło jak domek z kart, Cadan stracił grunt pod nogami. Topił się w głębokiej wodzie własnej rozpaczy, dusił się nie mogąc nabrać powietrza - nie potrzebował pomocy, potrzebował czasu. Czasu, żeby się uspokoić, ułożyć na falującej tafli oraz dotrzeć bezpiecznie na brzeg. Tego natomiast nie miał zbyt wiele, wciąż czegoś od niego oczekiwano - Mulciber wykonania kontraktu, do którego nie miał głowy, żona do spełniania obowiązków ojca i męża, ojciec do powrotu na statek jak gdyby nigdy nic się nie wydarzyło, jak gdyby Timothy nigdy nie istniał.
Istniał. Nie tylko w jego pamięci, lecz również w pamięci innych, o których być może Goyle nawet nie wiedział. Szloch rodziny zmarłego nadal pulsował w jego głowie, serce wciąż bolało, pustka wypełniła jego zmysły. Jak miał teraz wytrzymać w podróży, na statku Caelana? Przestał go nazywać wspólnym już wcześniej, jednakże dopiero po tej tragedii świadomość dotarła do niego z całą mocą. Przygnębiającą, palącą wnętrzności. Nie chciał być częścią czegoś, co wydawało mu się pozbawione sensu. Nie miał sił walczyć z braćmi, z kolejnymi sztormami losu. To niesprawiedliwe, że musiał zginąć właśnie on. Nie zostawiając żadnych wskazówek - jak dalej żyć? Co ze sobą zrobić? Cadan chyba od zawsze był zależny od innych, potrzebował silnych bodźców z zewnątrz, pokierowania. Kiedy miał sam podejmować decyzje oraz chwycić za ster, gubił się w plątaninie własnych, nieskoordynowanych myśli. I obaw. Bał się chwycić za ryzykowne akcje, bał się odpowiedzialności. Jakim cudem zdołał wziąć ją za stworzoną osiem lat temu rodzinę? Nie wiedział po dziś dzień.
Z ponurych rozmyślań wyrwał go ciepły dotyk znajomej dłoni na jego ręce. Wzrok miał utkwiony w blacie - podniósł go na chwilę wraz z głową, chcąc upewnić się, że była tutaj. Przy nim, nadal; jeden z ostatnich filarów trzymających go na powierzchni rzeczywistości. Dzięki nim nie tonął głębiej w przesadnej egzaltacji własnych uczuć. Nie zatracał się w bezsensie istnienia, w beznadziei wlewającej się do płuc z każdym oddechem. Tak. Miał ich. Żonę, syna, dziecko w drodze. Miał ląd - nie miał już morza, musiał zatem zakotwiczyć na brzegu już na dobre.
- Nie wiem - odparł najpierw zdawkowo, z zawahaniem. Powinien mówić o swoich podejrzeniach? Zmienić postrzeganie szwagrów przez Eir? Zasiać ziarno obawy w jej sercu? - Wyglądało na to, że to poryw wiatru targający bomem, lecz nie wierzę w to. Coś mi każe w to nie wierzyć. Rozumiesz mnie? - spytał, może trochę błagalnie. Chciał usłyszeć, że to normalne i jednocześnie nie musieć się tym przejmować. Że to tylko nieuzasadnione wątpliwości, które miną. Żal za utratą przyjaciela, nic więcej - a na pewno nie to, że ktoś mógłby to zrobić specjalnie. - Tak jakby to nie był przypadek lub ktoś pomógł temu przypadkowi. Bredzę, prawda? - dopytał ponownie, chcąc dać do zrozumienia jakiej odpowiedzi oczekiwał. Eir była mądra, zawsze potrafiła dobrze doradzić i spojrzeć na problem z innej perspektywy - często tej pozbawionej emocji. Wyciszała go sprawiając, że nabierał więcej rozumu, przynajmniej tak mu się wydawało. - Wszystko działo się tak szybko - szepnął nagle, z przejęciem, przy czym znów utkwił spojrzenie w powierzchni stołu.




make you believe you're bigger than life
no one cares if you'll live or die

larynx depopulo
and I know you're not my friend




Powrót do góry Go down
 

Kuchnia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» [P2] Kuchnia ze spiżarnią
» Kuchnia z jadalnią
» Kuchnia
» Kuchnia
» Kuchnia z jadalnią na parterze

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Mieszkania :: Dalsze dzielnice :: Grimmauld Place 4/2-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18