Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Biuro zgłoszeń

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Biuro zgłoszeń - Page 2 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Biuro zgłoszeń - Page 2 Empty
PisanieTemat: Biuro zgłoszeń   Biuro zgłoszeń - Page 2 I_icon_minitime23.06.15 23:25

First topic message reminder :

Biuro zgłoszeń

Przestronne, dobrze oświetlone pomieszczenie, w którym zawsze coś się dzieje. To sowa z łopotem skrzydeł przeleci tuż nad głowami przekrzykujących hałas ludzi, by zanieść pilną prośbę o interwencję, to do środka wpadnie rozhisteryzowany skrzat, który nieskładnie będzie opowiadał o strasznym wypadku, to nagle na środku zmaterializuje się patronus, by łamiącym się głosem poinformować o rozszczepieniu. Chaosu dopełniają wpadający czarodzieje, część by poinformować o kolejnej magicznej katastrofie, inni łapiący niemalże w locie papiery i wybiegający, żeby zająć się następną niecierpiącą zwłoki sprawą. Pracownicy przyjmujący zgłoszenia muszą wykazać się olbrzymią cierpliwością, talentem do pracowania w ciągłym stresie oraz donośnym głosem, aby móc przekrzyczeć hałas i przynajmniej na chwilę zapanować nad całym zamieszaniem.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Justine Tonks
Justine Tonks

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks https://www.morsmordre.net/f192-st-james-s-street-13-8 https://www.morsmordre.net/t4284-skrytka-bankowa-nr-914#89080 https://www.morsmordre.net/t3701-just-tonks
Zawód : przyszły auror, ex ratowniczka
Wiek : 28
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
The gods will always smile on brave women. Like the valkyries, those furies who men fear and desire.
OPCM : 50
UROKI : 35
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 13
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag
Biuro zgłoszeń - Page 2 Tumblr_oyr5y1f6N91socz3go3_540

Biuro zgłoszeń - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Biuro zgłoszeń   Biuro zgłoszeń - Page 2 I_icon_minitime14.05.18 19:25

czerwiec '56 (przed pożarem MM)

Nie była pewna - oczywiście, że nie. Decyzja dojrzewała w niej długo, a każdy dzień tylko ją w niej upewniał. A jednak nadal obawiała się - czy postępuję dobrze? Czy jest to coś, co jej pomoże? Czy po prawie dekadzie przyuczania się i pracy w zawodzie ratownika powinna restrykcyjnie zmienić swoją ścieżkę? Czy nadawała się do tej, na której drogę chciała wkroczyć? Nie miała pojęcia, nadal jednak jeszcze pozostawał jej czas do przemyśleń podczas bezsennych nocy i chwil wytchnienia w ciągu dnia.
Nie sypiała dobrze, nocą dopadały ją demony o których istnieniu nie miał pojęcia nikt poza nią. Skrywała się poza kurtyną milczenia. Zmieniła się - a może nie ona się zmieniła a zmienił się cały świat. Sama już nie wiedziała. Zjawiała się na wezwania i na dyżury jednak coraz mocniej czuła jak serce pęka jej z każdą chwilą z którą znajdowała się w tym miejscu. Ludzie zaczęli patrzeć na nią inaczej. Większość wiedziała o tym co ją spotkało - najprawdopodobniej wymieniając informacje między sobą. I ich wzrok też zdawał się inny, posiadał w sobie więcej... litości? którą ciężko było jej znieść. Nie potrzebowała jej, przeszkadzało jej że zmieniły się jej relacje z współpracownikami - wszyscy byli jakby ostrożniejsi.
Ale nie miało to znaczenia, chęć niesienia pomocy - mimo wszystko - nadal była w niej silniejsza. Silniejsza niż wszystko inne. Zwłaszcza teraz, gdy ich światem wstrząsały anomalie ilość pracy wzrosła niebywale. Dyżury przeciągały się, a ilość wysyłanych w teren pracowników zdawała się ciągle za mała. Najbardziej problematyczne w anomaliowym szaleństwie były dzieci, nie posiadały kontroli którą opanowali już dorośli więc ich magia działała ciągle, atakując czy wpływając na ludzi znajdujących się nie daleko. Zresztą, nie tylko dzieci były problemem. Również mugole odczuli skutki anomalii na własnej skórze dowiadując się o istnieniu magii i nie potrafiąc poradzić sobie z siłami, których nie rozumieli. Poparzenia, utraty przytomności, krwotoki - to wszytko stało się dzienną rutyną liczoną jedynie w ilości odwiedzonych miejsc, rozkładając czas pomiędzy różne przypadłości. Problem z komunikacją również dawał się we znaki. Teraz Biuro wypełniała niezliczona liczba sów i patronusów - przy czym każdy zdawał sobie doskonale sprawę, że listowne wezwania były niebezpieczne. Sowy niosły listy zdecydowanie dłużej niż patronusy, to zaś powodowało możliwość dotarcia na miejsce zdarzenia za późno. Odczuli już tego skutki. Ona sama je odczuła. Wysłana na miejsce zdarzenia o kilka sekund za późno. Anomalie atakujące dziewczynkę najpierw doprowadziły do utraty przytomności przez jej matkę, później zaś do pożaru domu który wszczęła wystrzelona z jej ciała kula ognia. To ich sąsiadka zgłosiła zajście. Dziewczynkę, zatrutą dymem, udało się uratować, jednak dla jej matki było już za późno. Gdy służby gasiły ogień trawiący ich dobytek Just obserwowała małą, jasnowłosą dziewczynkę. Co będzie z nią dalej? Czy kiedyś pogodzi się ze stratą matki? Czy wybaczy sobie, a może zwyczajnie nie jest świadoma całego zdarzenia? Widziała też jej ojca gdy jeden ze starszych ratowników informował go o całym zajściu, najpierw przez jego twarz przetoczył się kalejdoskop emocji, potem opadł bezładnie na kolana, jedynie na chwilę po której podniósł się i ruszył do córki która siedziała niedaleko na ławce. Był przy niej, pocieszał ją i obejmował skrywając, że i jego serce rozdarło się na pół. Było w tym wszystkim coś dziwnie nostalgicznie pięknego, ale i niemożliwie do zmierzenia smutnego.
A jednak pomimo tego szaleństwa zdarzały się też interwencje zaskakujące, nie spowodowane żadną z anomalii. Takie, za którymi stał zwyczajnie los - czy też splot niefortunnych zdarzeń, czasem podyktowanych głupotą lub pychą głównego poszkodowanego. Widziała nadmuchanego ojca, gdy jedno z dzieci użyło na nim nieudanego zaklęcia. Zamiast chodził toczył się jak kulka, trochę czasu zajęło im doprowadzenie go do względnie normalnych rozmiarów, a całość akcji upływała w akompaniamencie płaczu jego młodszej córki, która lamentowała, że jej tata nie może być tak wielki, bowiem nie jest w stanie objąć jego szyi, ani nie będzie miał jak pochylić się by dać jej buzi na dobranoc. Gdy w końcu razem z Whitelem "naprawili" mężczyznę dziewczynka podbiegła do niej i objęła ją w pasie. Tonks zastygła wtedy niczym kamienny posąg, nie wiedząc co konkretnie powinna dalej zrobić. Nigdy nie znała się na dzieciach, nie umiała też z nimi rozmawiać. Zwyczajnie starała się omijać je szerokim łukiem i nie zostawać nigdy z żadnym sam na sam. Finalnie więc zdecydowała się na mocno pokraczne poklepanie dziewczynki po głowie i poczekanie, aż ta w końcu wypuści ją z objęć. Opuszczając ich mieszkanie zastanawiała się nadal - a może dalej - czy rzeczywiście postępuje dobrze. Czy właśnie nie dla takich chwil - pełnych wdzięczności i możliwości pomocy innym - zdecydowała się zostać ratowniczką? Czy była w stanie zrobić więcej w miejscu do którego zamierzała się wybrać? Nie wiedziała.
To był jeden z ostatnich jej dni - wiedziała, że to właśnie to. Jej wyniki spadały, jej chęć spadała, jej siły rozkładane były nierówno na kształcenie się przed egzaminem do którego miała zamiar podejść, anomaliami, które próbowała naprawić i pracą.
Sama poprosiła o spotkanie z przełożonym, przez całą wcześniejszą noc składając w zdania to co miała do powiedzenia chociaż wątpiła, że uda jej się powtórzyć to dokładnie tak jak zaplanowała. Wątpiła też, że to co chciała powiedzieć było odpowiednio dostateczne. Ale z każdą chwilą gdy układała sobie słowa zaczynała rozumieć, że w końcu jest pewna swojej decyzji, że nie zmieni jej już.
Słyszała jak jej kroki odbijają się cichym echem po korytarzach Ministerstwa Magii gdy zmierzała w stronę gabinetu swojego przełożonego. Czuła jak gula podochodzi jej aż do gardła gdy przełykała ślinę. Właściwie wiedziała, że prędzej czy później dostanie odpowiedź na swoją prośbę o spotkanie, jednak nie sądziła, że będzie jej się wydawało, że jest to aż tak szybko. Zapukała, a gdy usłyszała stanowcze "wejść" najpierw zajrzała, wystawiając tylko głowę za drzwi, by zaraz znaleźć się za nimi cała. Stanęła przed swoim przełożonym, przestępując z nogi na nogę, by po chwili zająć miejsce przed nim, gdy wskazał jej je ręką.
- Panno Tonks. - zaczął pozornie spokojnie spodziewając się - cóż, prawdopodobnie wszystkiego. Przez lata ich znajomość zaliczyła wiele upadków - wzlotów raczej poskąpił ich los i Justine zwyczajnie nie przepadała za jego osobą. Jednak szanowała go i doceniała umiejętność kierowania zespołem ludzi. Wzięła głęboki wdech splatając dłonie ze sobą i układając je na kolanach. Zmieniła jednak zdanie równie szybko rozplatając je i jedną z nich uniosła, by poprawić krótkie białe włosy mieszczące się na jej głowie. Wypuściła też w końcu powietrze unosząc niebieskie tęczówki na swojego przełożonego. - Nie mamy całego dnia. - upomniał ją gdy nadal milczała nie potrafiąc zebrać się w sobie, jakby nadal się wahając - a może zwyczajnie bojąc? Bo przecież zaczynanie od nowa było przerażające. Rozchyliła wargi i w końcu popuściła tamę pozwalając by usta zaczęły wypowiadać słowa. A może zwyczajnie wypluwać je jedno po drugim. Zaczęła od tego, że docenia czas który tutaj spędziła i że dziękuje za szansę, którą od niego dostała - widziała doskonale jak brew Rutherforda szybuje ku górze, ale nie zatrzymała potoku słów. Mówiła dalej, o tym, że decyzja którą podjęła nie jest nagła - doskonale zdawała sobie sobie sprawę, że nie podjęła jej wczoraj, że dojrzewała do niej długo, ale chyba weszła na tą ścieżkę już w momencie gdy przyjęła pióro i przystąpiła do Zakonu. Mówiła też, że nie chce sprawiać kłopotów i pomoże i pomagać będzie tak długo, jak będzie potrzeba - ale ona, ona sama musi spróbować chociaż przystąpić do egzaminu bo jeśli nie sprawdzi czy się nadaje, całe życie będzie się potem zastanawiać. Zapytała też o formalności, kończąc koślawo, że właściwie o to przyszła zapytać.
Kilka sekund ciszy, która opadła między nich gdy skończyła mówić, zdawały się wiecznością. W końcu jednak Dorian Rutherford zrobił coś, czego się nie spodziewała. Uśmiechnął się. Zwyczajnie, tak po prostu - nie mogła nie spróbować przypomnieć sobie czy kiedyś go takim widziała. I zaraz potem stwierdził jedynie, że rozumie. Nic więcej, tylko tyle objaśniając jej jeszcze kolejkę formalności i umawiając datę ostatniego dnia pracy. O dziwo zapewniając, że gdyby nie wyszło zawsze może powrócić a on chętnie ją przyjmie - zwłaszcza teraz gdy świat stał na głowie.
- Powodzenia. - powiedział do niej, gdy podniosła się z siedzenia. Wychodząc z jego biura czuła miękkość w kolanach. Jednak dopiero zamykając drzwi do jego gabinetu uświadomiła że zaczynała nową ścieżkę, nieznaną i przerażającą. Już niedługo miała przestać być ratowniczką, o tym kim będzie dalej miała się dopiero przekonać.

| zt





this girls is a soldier and her mouth testes like fear and blood, dust, fire
home and battlefield

Powrót do góry Go down
Steffen Cattermole
Steffen Cattermole

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7358-steffen-cattermole https://www.morsmordre.net/t7438-szczury-nie-potrzebuja-sow#203253 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/f292-baker-street-13-33 https://www.morsmordre.net/t7471-skrytka-bankowa-nr-1777 https://www.morsmordre.net/t7439-steffen-cattermole?highlight=steffen
Zawód : łamacz klątw w Ministerstwie, po godzinach reporter dla "Czarownicy"
Wiek : 22
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
I like to go to places uninvited
OPCM : 19
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6/36
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarodziej

Biuro zgłoszeń - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Biuro zgłoszeń   Biuro zgłoszeń - Page 2 I_icon_minitime16.07.19 14:59

30.11

Kolejny monotonny dzień w Ministerstwie. Steffen dawał już radę chodzić do pracy bez nieustannego wspominania Howarda, ale cień zmarłego mentora wciąż towarzyszył mu przy obowiązkach zawodowych. Szczególnie tych nudnych. Z Howardem byłoby ciekawiej… Howard nigdy nie kazał mi iść na stołówkę po kawę… Howard nie mówił do mnie tak protekcjonalnie…
Od czerwcowego pożaru minęło już jednak kilka miesięcy, a Steffen musiał otrząsnąć się po żałobie. Howard nie wróci, a sam Cattermole zawalił pierwszy etap egzaminu w Gringottcie (na szczęście nie odnosząc poważnych obrażeń) i był na razie skazany na pracę w Ministerstwie. Pracę, która niegdyś sprawiała mu sporo radości, a teraz kojarzyła się z utraconym mentorem i - pod skrzydłami nowego przełożonego - stała się o wiele nudniejsza. Howard pozwalał Steffenowi zdejmować klątwy z osób i zacieśniać współpracę z aurorami, a nawet pracować w terenie. Obecnie Cattermole łamał głównie złośliwe klątwy nałożone na przedmioty. Częściej przebywał w dziale wypadków magicznych niż przestrzegania prawa. Ministerstwo odbudowano zaledwie dwa tygodnie temu, a on już wpadł w rutynę.
Od rana krzątał się po biurze zgłoszeń na dyżurze łamacza klątw. Przyjmował dość banalne zlecenia, ale przynajmniej dzięki temu nie miał starszych stażem łamaczy nad głową. Dawny mentor traktował go jak odpowiedzialngo i zdolnego dorosłego, bo był przecież zdolny i dorosły. Jako dwudziestojednolatek był jednak jednym z najmłodszych stażem pracowników, a młodzieńczy wygląd wcale nie ułatwiał mu życia. Przełożeni delegowali go do męczących, ale prostych spraw, tak jakby chcieli się nim wysłużyć i nie dostrzegali jego potencjału. Powinien był się tego spodziewać już rozpoczynając pracę, ale wtedy, od razu trafił pod skrzydła Howarda. Chyba praca pod wyrozumiałym i ambitnym mentorem zbytnio go rozpieściła i właśnie dlatego podchodził do rutyny z pewnym brakiem pokory.
Ale zdarzały się przecież ciekawe czy całkiem wdzięczne momenty. Steff podjął się kariery łamacza klątw nie tylko ze względu na szczere zainteresowanie tematem, ale również dlatego, że chciał czynić d o b r o. Dlatego czuł się nieco otępiały, zdejmując cały dzień klątwy z przedmiotów martwych, a za to nabierał wiatru w żagle podczas pracy z ludźmi. Błysk wdzięczności w oczach, ciekawa rozmowa, uśmiech - to wszystko nadawało sens jego obowiązkom. Dlatego cieszył się na męczące dyżury w pobliżu biura zgłoszeń, bo to oznaczało, że przynajmniej zetknie się z kimś twarzą w twarz. Pracownicy biura odbierali zgłoszenia od petentów, a tych z zaklętymi przedmiotami, lub przeklętych, odsyłali do Steffena. Natura departamentu oznaczała, że większość klątw była upierdliwa i złośliwa, ale nie niebezpieczna. Pracując z aurorami, Steff musiał mieć się na baczności i uważać na czarną magię... i jeszcze mieć jakiegoś kolegę nad głową. Teraz pracował nad banalniejszymi przypadkami, ale przynajmniej niezależnie.
Rozpoczął poranek od pomocy młodzianowi, który poprzedniego dnia wypił herbatę z kubka obłożonego klątwą Demostenesa.
-Bulbulbul - próbował wyjaśnić sprawę, ale Steff nakazał mu się uciszyć gestem ręki. Doskonale znał tą klątwę, jedną z prostszych do nałożenia i zdjęcia. Wiedział też, że mówienie staje się coraz bardziej utrudnione i bolesne przy uporczywych próbach i w miarę upływu czasu. Biedny chłopak, pewnie obudził się już w zaawansowanym stadium klątwy.
Finite Incantatem - wypowiedział zaklęcie dwukrotnie, najpierw ściągając je z przeklętego kubka (który chłopak trzeźwo przyniósł), a potem z ofiary. Rozruszawszy mięśnie języka, petent rozgadał się nagle, z oburzeniem opowiadając Steffenowi o swoim zazdrosnym współlokatorze.
-Dzisiaj wychodzę na kolację z dziewczyną, która mi się podoba i jemu też się podoba, więc musiał się dowiedzieć i dał mi przeklęty kubek, ale jego niedoczekanie, zdążyłem zdjąć klątwę i pójdę poderwać tą laskę i szukać nowego mieszkania, a to dzięki tobie, dziękuję, dziękuję! - zalał Steffena słowotokiem, z którego łamacz klątw poskładał intrygującą przestrogę o tym, aby nigdy nie mieszkać z podejrzanymi współlokatorami. Sam miał kawalerkę ciasną, ale własną - i choć czasami było mu samotnie, nikt nie będzie krzyżował mu randek z dziewczynami. Szkoda tylko, że miał niewiele czasu i chętnych na takie randki.
Życzył petentowi powodzenia w sprawch miłosnych i poczekał na kolejną sprawę.
Sprawę, którą będzie musiał zgłosić magicznej policji. Przyszła do niego zapłakana matka z dziewczynką, której nie dało się zdjąć bransoletki.
-Sprzedano mi ją na...no, w pobliżu Pokątnej i powiedziano, że pomaga w tym, żeby dzieci były grzeczne! Najpierw nie zauważyłam różnicy, a bransoletka jest ładna, ale dzisiaj rano Anabelle nie chciała zjeść owsianki i ta błyskotka zaczęła ją parzyć! A teraz nie możemy jej zdjąć! Błagam, niech pan pomoże mojej córeczce!
Steff z przerażeniem uświadomił sobie, że matka założyła swojej córeczce przedmiot obłożony Klątwą Podarunku. Przedmiot, który zacieśnia się na ciele i parzy, gdy ofiara odmawia wykonania poleceń obdarowującego. Co to za chory pomysł?! Finite Incantatem - zdjął bransoletkę natychmiast, ale zamiast odprawić panie do domu, wezwał na miejsce stróży prawa. Świadomie bądź nie, matka naraziła swoje dziecko na niebezpieczeństwo i nabyła nielegalny przedmiot w chorym celu. Kto to słyszał, zmuszać dzieci do posłuszeństwa klątwami?! Steff mał nadzieję, że naprawdę nie wiedziała nic o czarnomagicznej naturze przedmiotu, że dała się oszukać handlarzowi. Zapewne na Nokturnie, bo strasznie miotała się, podając lokację sklepu. Ale to już zadanie nie dla niego, tylko temat śledztwa magicznej policji.
Rozgoryczony dziecięcym cierpieniem, wyrwał się na szybką kawę, po czym wrócił do pracy. Po to, by znaleźć się w oko w oko z nadętym czterdziestoparolatkiem, który był oburzony przyjęciem w Ministerstwie. I jeszcze bardziej oburzony tym, że zajmuje się nim ktoś tak młody.
-Proszę natychmiast napisać w tym swoim raporcie, że mam wracać do świętego Munga, bo to sprawa dla profesjonalnych uzdrowicieli - nakręcił się, pomijając całkowicie powitanie i celowo akcentując słowo "profesjonalny" -A oni odesłali mnie tutaj, mówiąc że to klątwa, a nie choroba, ale ja wiem lepiej i to jest choroba i powinien się mną zająć ordynator ich oddziału, a nie ktoś z departementu wypadków magicznych! - fuczał na zdezorientowanego Steffena, który gorączkowo kartkował jego akta, usiłując się dowiedzieć, o co właściwie chodzi.
-Przepraszam, jakie pan ma objawy? - zagaił nadętego nieznajomego, który nadął się jeszcze bardziej i nagle zarumienił.
-To sprawa dla...uzdrowiciela. - prychnął, ściszając głos i rozglądając się nerwowo. Biedny Steff nie wiedział, jak ma się od niego cokolwiek dowiedzieć, ale na szczęście wyciąganie z ludzi informacji było jego drugą naturą. Po uporczywych pytaniach i znoszeniu dalszego prychania, dowiedział się w końcu, że mężczyzna ma problemy z żoną. I nie tylko z żoną. I w ogóle. Dedukując dalej, domyślił się, że chodzi o problemy z potencją i z trudem powstrzymał wybuch śmiechu. Paradoksalnie, facet chyba sobie na to zasłużył i wyglądało na to, że ma nie tylko żonę, ale również "przyjaciółkę." Steffen nie odczuł wobec niego ani odrobiny współczucia, ale pomoc była przecież jego pracą.
-To nie choroba, tylko Klątwa Ciężkiego Wieńca. Po jej zdjęciu, pańskie problemy miną od razu. - wyjaśnił, a jegomość rozchmurzył się nieco.
Steffen szybko rzucił Finite, chcąc zdjąć klątwę zanim znów zepsuje petentowi humor. Udało się, więc przeszedł do rzeczy:
-Tyle, że... przeklęty przedmiot nadal może znajdować się w pana domu lub otoczeniu. Polecam dokładne przypomnienie sobie z czym pan miał styczność tuż zanim...zaczęły się problemy, odszukanie podejrzanych przedmiotów i kolejną wizytę u nas. Zdejmiemy wtedy klątwę z przedmiotu i dopiero wtedy będzie pan całkowicie bezpieczny. - wyjaśnił haczyk, a do-niedawna-impotent nachmurzył się znów i zaczął bełkotać pod nosem o braku profesjonalizmu tych młodzików z Ministerstwa i jak on ma niby znaleźć ten przedmiot, skoro to ich praca. Steff wziął głęboki oddech, ale na szczęście został uratowany wezwaniem do kolejnego przypadku. Awanturniczy jegomość zabrał mu sporo czasu, a teraz będzie pewnie kłócił się w recepcji. Cattermole z ulgą udał się do innych klątw, a na koniec pracowitego dnia z jeszcze większą ulgą padł na łóżko w swoim domu. Może i praca nie była tak porywająca jak wymarzone szukanie skarbów w Gringottcie, ale to był w sumie całkiem ciekawy dzień.




intellectual, journalist
little spy

Powrót do góry Go down
Heath Macmillan
Heath Macmillan

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t6203-heath-macmillan#151883 https://www.morsmordre.net/t6876-listy-do-heatha#179597 https://www.morsmordre.net/t6233-bo-jak-nie-my-to-kto https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t6237-heath-macmillan#216112
Zawód : n/d
Wiek : 5
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej

Biuro zgłoszeń - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Biuro zgłoszeń   Biuro zgłoszeń - Page 2 I_icon_minitime21.07.19 10:35

do ustalenia

Jak na złość czkawka nie dawała mu o sobie zapomnieć i gdy tylko Heath zaczynał czkać było więcej niż pewne, że zaraz gdzieś się przypadkowo teleportuje. Może powinni z tym pójść do uzdrowicieli, bo to już robiło się dość niepokojące, a starsi Macmillanowie mieli już po prostu dość ciągłego szukania chłopca. Szczęście w nieszczęściu, że na razie przenosiło go w takie miejsca w których nie było zbyt niebezpiecznie, albo w których napotykał czarodziejów, którzy chcieli mu pomóc. Wiadomo, gorzej by było, gdyby na przykład trafił na taki Nokturn. To mogłoby się wtedy skończyć nieciekawie, chociaż przynajmniej na początku Heath traktowałby wizytę na Nokturnie jako przygodę życia. Pytanie tylko jak długo.
Mniejsza o to zresztą. Tym razem znowu miał szczęście i trafił w miejsce, które można było określić jako raczej bezpieczne. No bo chyba w ministerstwie magii nic mu nie groziło, przynajmniej w teorii. Chłopiec pojawił się z trzaskiem, jakieś pół metra nad ziemią i z krótkim okrzykiem spadł na ziemię. Nie był to krzyk mający oznaczać strach, bardziej zaskoczenie. Zdaje się, że aktualnie wylądował pod nogami jakiegoś czarodzieja. No… przynajmniej nie musiał nikogo szukać, żeby się, jak zwykle zresztą przy takiej okazji, dowiedzieć, gdzie jest i jak się ewentualnie dostać do domu. Najprościej chyba zapytać najbliżej stojącego niego czarodzieja, szczególnie, że wyglądał dość sympatycznie. Chyba go nie spławi, tak po prostu?
Mały Macmillan w miarę sprawnie zebrał się z posadzki, trochę tylko nieszczęśliwy, bo tyłek go trochę bolał od upadku i obrzucił szybkim spojrzeniem nieznajomego, przed którym wylądował, jakby chcąc się upewnić czy na pewno zagadywać do niego czy może znaleźć kogoś innego. Lustracja musiała wypaść dobrze, bo chłopiec zaraz się odezwał - Uhm… przepraszam…- zaczął może nieco nieśmiało, trochę jak nie on - ale gdzie ja właściwie się znalazłem? No bo wcześniej byłem w domu, a teraz jestem tutaj…- wyjaśnił trochę kulawo co zaszło.


Powrót do góry Go down
Steffen Cattermole
Steffen Cattermole

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7358-steffen-cattermole https://www.morsmordre.net/t7438-szczury-nie-potrzebuja-sow#203253 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/f292-baker-street-13-33 https://www.morsmordre.net/t7471-skrytka-bankowa-nr-1777 https://www.morsmordre.net/t7439-steffen-cattermole?highlight=steffen
Zawód : łamacz klątw w Ministerstwie, po godzinach reporter dla "Czarownicy"
Wiek : 22
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
I like to go to places uninvited
OPCM : 19
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6/36
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarodziej

Biuro zgłoszeń - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Biuro zgłoszeń   Biuro zgłoszeń - Page 2 I_icon_minitime15.09.19 19:38

luty?

Steffen brał dzisiaj udział w pasjonujących badaniach z numerologami! Pracowali nad kwestią tego, czy klątwę rzuconą na osobę można przenieść na przedmiot zamiast po prostu zdjąć. Badania mogły pchnąć do przodu wiedzę o klątwach ogółem, lub umożliwić szybszą pomoc osobom w przypadku trudniejszych klątw. Znaczy, jak na razie to łatwiej było zdjąć klątwę z osoby zamiast przenieśc ją na przedmiot, ale Steff wierzył, że nauka poradzi sobie z tym problemem. Na razie eksperymentowali zresztą na łatwej do zdjęcia klątwie Oślich Uszu.
Spędził nad badaniami cały poranek i właśnie dumnie zmierzał na przerwę obiadową, ale najpierw musiał odnieść i zabezpieczyć szkatułkę z już-przeklętym-przedmiotem. Niósł więc w skrzyneczce przeklęty ołówek (Ministerstwo nie eksperymentowało na drogich przedmiotach) i zmierzał przez korytarz w stronę swojego biurka, aż...
...aż zmaterializował się przed nim jasnowłosy chłopiec! A konkretniej, tuż pod jego nogami!
-Och! - Steffen wyhamował gwałtownie, bo nie chciał w końcu zdeptać dziecka, ale i tak trochę potknął się o chłopca i skrzyneczka wyleciała z jego rąk. W teorii była dokładnie zamknięta, ale kuj swojemu przerażeniu Steff dostrzegł jak wieko rozchyla się, ołówek leci w stronę Heatha i...
...zareagował instynktownie, chcąc uchronić biedne dziecko przed straszną klątwą i złapał ołówek w locie!
-O szlag. - zorientował się po sekundzie (nie zorientowawszy się, by nie przeklinać przy dzieciach). Szybko schował ołówek do skrzyneczki, mając płonną nadzieję, że nic się nie stało, ale poczuł dojmujący ból w okolicy skroni i...
-Um, słuchaj młody, czy nic ci nie jest i czy mi rosną ośle uszy? - dopytał, zafrapowany, widząc zbierającego się z podłogi chłopca. Chętnie podałby mu pomocną dłoń, ale był zbyt zmartwiony tym, że chyba niechcący przyjął na siebie klątwę.
Z kolei mały Heath, zebrawszy się z podłogi, mógł ujrzeć fascynujący widok: nieznajomemu panu powoli wyrastały ośle uszy! Po kilkunastu sekundach zrobiły się całkiem duże i futrzaste.
Panikujący Steff zarejestrował jakimś cudem, że chłopiec coś mówi.
-Ah, um, może teleportacyjna czkawka? Słuchaj, tutaj nie jest bezpiecznie dla dzieci... to Ministerstwo, dział klątw, znaczy biuro zgłoszeń, ale ja jestem z działu klątw!




intellectual, journalist
little spy

Powrót do góry Go down
 

Biuro zgłoszeń

Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of Westminster :: Ministerstwo Magii :: Poziom III: Departament Magicznych Wypadków i Katastrof-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-20