Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Główny hol
AutorWiadomość
Główny hol [odnośnik]15.11.17 11:15

Główny hol

Nie zaszedłeś jeszcze wcale daleko wgłąb rezydencji rodu Burke - a już wiesz, jaki charakter panuje w całej posiadłości. Hol główny niemal zawsze opanowany jest przez lekki półmrok. Światło wpada do środka przez okna umiejscowione tuż pod niezwykle wysokim sufitem - co nie rozprasza większości cieni zalegających w kątach. Zdecydowanie więcej widać dzięki ogromnemu żyrandolowi, wiszącemu tuż nad twoją głową, a na którym zawsze palą się dziesiątki świec. Całe miejsce przytłacza swoim ogromem oraz nienachalnym i dość surowym przepychem. Podwójne, szerokie, rzeźbione schody poprowadzą cię w każdy zakątek rezydencji - o ile odważysz się zapuścić wgłąb tych ciemnych korytarzy.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Główny hol Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Główny hol [odnośnik]02.01.21 0:42
21.09 – Popołudnie

Nie spała od kiedy zjawili się w domu. Wędrowała tylko po pokoju starając się zebrać myśli. Nie pytała, pomagała, ale wiele niewiadomych kręciło się w jej głowie. Co się wydarzyło? W co się wplątali? Co tym razem się stało, że wyglądali jakby spotkali się ze śmiercią? Craig wyglądał jakby go poturbowano, jakby spotkał się z rozwścieczonym stadem dzikich zwierząt, a Edgar... ta pustka w oczach. Obydwaj żyli w świecie, do którego nie miała dostępu. Zaglądała do niego przez ciężkie zasłony, ledwo uchyliwszy poły, a zaraz potem zamykali je przed nią. Dziś zajrzała na backstage ich życia jakie wiedli, aż musiała zacisnąć dłonie, które drżały przeraźliwie. Kiedy miała pewność, że Edgar odpoczywa i jest pod czułą opieką żony pobiegła do pokoju kuzyna i zajrzała do środka. Przestraszyła się jak go nie zastała. Jedynie Zołza spała smacznie na środku zasłanego łóżka, a Bash zaczął się ocierać o jej nogi.
-Gdzie twój pan, Bash? - Zapytała kota i podrapała za uchem. Odpowiedziało jej ciche mruczenie, po czym zwierzę oddaliło się w tylko sobie znanym kierunku. Wyprostowała się i zamknęła drzwi wychodząc na korytarz. Nie pozostało jej nic innego jak poszukać kuzyna, który był dla niej drugim bratem. Nie traktowała go inaczej, gdyż był zawsze obecny w jej życiu. Myślała o nim jak o bracie i sama myśl, ze mogłaby go stracić napełniała ją strachem, wręcz przerażeniem. Nie wiedzieć czemu zdradliwe łzy napłynęły do jej oczu. I czemu ryczysz, głupia? - Skarciła samą siebie w myślach. - Nic mu nie jest. Żyje.
Przyspieszyła kroku, a czarna spódnica zafurkotała wokół jej kostek. Prawie biegła korytarzem kiedy dojrzała go w Holu. Stał tam, pasując idealnie do otoczenia. Krew z krwi, rodzina, którą ceniła ponad swoje życie, a w momentach takich jak ten uświadamiała sobie, że nie potrafiłaby bez nich oddychać. Zgarnęła włosy z twarzy, gdyż nie zatroszczyła się o ich związanie tego dnia więc ciemną kaskadą spływały aż do talii i mieniły się w świetle niczym skrzydła kruka. Otaczały miękko jasna twarz panny Burke jeszcze bardziej podkreślając piegi, które zdobiły jej oblicze.  Zbiegła po schodach jak na damę nie przystało i dopadła do kuzyna.
-Craig! - Zawołała po czym objęła go w mocnym uścisku na jaki pozwalały szczupłe ramiona i drobna budowa czarownicy. - Jak się czujesz? Potrzeba ci czegoś? Mów! Wszystko załatwię.
Wyrzucała z siebie kolejne słowa nie puszczając mężczyzny. Chciała mieć pewność, ze nie jest duchem, że stoi cały i zdrowy. Nie jest złudzeniem i nie zniknął nagle z jej życia tak jak Evered. Nie zniosła by utraty kolejnego brata. Łzy znów się jej cisnęły do oczu.



May god have mercy on my enemies
'cause I won't

Primrose Burke
Zawód : Badacz artefaktów, twórca talizmanów, B&B
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Problem wyjątków od reguł polega na ustaleniu granicy.
OPCM : 5
UROKI : 6
ALCHEMIA : 30
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 8
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica
Główny hol E331336106fb118b6485453aee90de3a
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8864-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8880-listy-do-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8879-primrose-burke https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t9143-skrytka-bankowa-nr-2090#276327 https://www.morsmordre.net/t8894-primrose-e-burke
Re: Główny hol [odnośnik]03.01.21 0:07
Powrót do domu wydawał mu się... do pewnego stopnia nierealny. Błądzenie po mrocznych korytarzach wykutych poniżej Gringotta mógł przyrównać niemalże do chwil, gdy przemierzał ponure mury Azkabanu. Istotny z którymi się zetknęli, a także niebezpieczeństwa, które na nich czyhały, były wcale nie mniej groźne niż dementorzy. Obaj z Edgarem odczuli to zarówno na skórze, jak i umyśle. Nie mogli pokazać się tak w Durham. Niejedno serce mogłoby nie wytrzymać widoku zakrwawionych, obdartych, złamanych lordów, powracających do domu. Uzdrowiciel nie miał łatwego zadania, jednakże kiedy obej z Edgarem finalnie znaleźli się w zamku, nie wyglądali już jak siedem nieszczęść. Fizycznie potrzebowali już tylko odpoczynku. Psychicznie... cóż.
Powinien być świadom tego, na co się pisze. Przecież widział już niejedno. Dołączenie do Czarnego Pana, złożenie mu przysięgi, było decyzją przemyślaną. Nie wykonał powierzonych mu zadań pod wpływem impulsu. Wszystko to miało głębszy sens, wyższy, ważniejszy cel, do którego wspólnie dążyli.
A jednak, mimo że doskonale miał tego świadomość, mimo że widział już nie raz na własne oczy, ile dobrego byli w stanie zrobić, jak wiele osiągnąć... był pewne rzeczy, które budziły do życia wątpliwości. A te, niczym pijawki, zimne, irytujące, nie chciały go opuścić. Gdy wciąż i wciąż powtarzał sobie o tym, że ich działania mają służyć zapewnieniu bezpiecznej przyszłości ich rodzinom, przed jego oczami stawała twarz Alpharda. Zagryzał zęby i pięści, choć uzdrowiciel, który zaleczył najpoważniejsze z jego obrażeń, kazał mu nie nadwyrężać mięśni. Nikt z nich nie miał pojęcia o tym, ile ryzykowali, schodząc do podziemi. Nikt nie wyszedł stamtąd bez szwanku. Ale ani złamana ręka, ani nowe blizny znaczące jego skórę, ani nawet ślad, który zostawił w formie pamiątki ten pierdolony jeleń, nie mogły równać się z tym, jaką stratę ponieśli Black'owie. Przed oczami stanęła mu twarz Aquili. Rycerze byli gotów, aby się poświęcać, jednakże...
Drgnął nagle, słysząc dobiegający go głos Prim. Nim zdążył choćby pomyśleć o tym, jak zareagować, poczuł jej ręce obejmujące go ze wszystkich sił. Nie odnalazła go w jego komnatach, bo nie mógł znieść siedzenia w jednym miejscu. Spacerował po korytarzach jak niespokojny duch, od czasu do czasu przystając w ciszy, gdy jakaś głębsza myśl zakotłowała w jego głowie. Teraz spojrzał na nią z góry, na zapłakane oczy przepełnione przerażeniem i troską. Przez krótki moment nie odpowiedział na jej słowa. Wiedział, że Primrose umierała ze strachu o nich obu - kuzyna oraz brata. Była tym jednym z nielicznych promyczków, które pchały Craiga do przodu. Nigdy nie chciał oglądać jej zapłakanej, serce mu pękało na taki widok. Jednak doskonale zdawał sobie sprawę, że nie dało się tego uniknąć. Primrose miała jednak dziś szczęście. Oni wrócili żywi. Ranni, skrzywdzeni, ale żywi. Nie wszyscy mieli tyle szczęścia.
- Prim... - zachrypiał, zdając sobie nagle sprawę z tego, jak bardzo zaschło mu w gardle. Odchrząknął - Nie płacz, proszę - dodał, unosząc zdrową rękę i ocierając łzę z jej policzka. - Naprawdę nic mi nie jest.


monster
When I look in the mirror
I know what I see
One with the demon, one with the beast
The animal in me
Craig Burke
Zawód : Handlarz czarnomagicznymi przedmiotami, diler opium
Wiek : 34
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
If I die today, it won’t be so bad
I can escape all the nightmares I’ve had
All of my angry and all of my sad
Gone in the blink of an eye
OPCM : 8
UROKI : 16
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 35
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t3810-craig-maddox-burke https://www.morsmordre.net/t3814-blanche#70697 https://www.morsmordre.net/t3813-zwiazki-lorda-burke#70693 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t6332-skrytka-bankowa-nr-965#159559 https://www.morsmordre.net/t3842-craigowe#71823
Re: Główny hol [odnośnik]03.01.21 0:56
Koszmary były jej codziennością. Nawiedzały ją każdej nocy, a wtedy siedziała w swojej komnacie i czekała aż pojawi się jutrzenka. Wtedy dopiero zasypiała wiedząc, że strachy nocy jej nie dopadną. Cienie znikały, obrazy bladły, a świt choć chłodny i ostry zapowiadał kolejny dzień. Zamykanie oczu w ciemnościach powodowało, że okropne obrazy pojawiały się i otulały ją niczym złowieszcze macki. Penetrowały młody umysł, budziły lęki oraz pragnienia. Mroczne i niezwykle niebezpieczne pragnienia. Otrzymała do nich klucz, ściskała go mocno w dłoni wiedząc, że wystarczy tylko chcieć, a wypuści je na zewnątrz. Jednak świt mówił, że to tylko sen. Zły, ponury sen, który zaraz minie. Tego dnia jednak świt nie odegnał koszmaru, a jedynie przyniósł go do domu. Czas, który miał być momentem spokoju okazał się zdradliwy jak równie piękny. Zobaczyła jeden ze swych koszmarów na jawie. Aż jej tchu zabrakło w piersi, ból rozdzielał serce, a ona chciała krzyczeć. Czy jej umysł oszalał i majaki nabierały realnego kształtu? Jednak to nie był sen, a rzeczywistość. Żyli, choć wymknęli się ze szponów śmierci. Nie wiedziała co wydarzyło się wśród ciemnych ścian Gringotta. Nie wiedziała nic o tragedii swojej przyjaciółki. Nie słyszała jej krzyków, jej płaczu, nie widziała jej paniki i bólu. Bólu, który tak doskonale znała. Sama przeżywała swój koszmar na żywo, choć w momencie, w którym objęła kuzyna i poczuła go przy sobie koszmar zaczął uciekać do cieni rzucanych przez ściany potężnego holu.
Życie Craiga było dla niej tajemnicą, wiedziała tyle ile chciał jej powiedzieć, a niewiedza i brak świadomości ją dobijały. Chronił ją, otaczał opieką i troską, a ona przysparzała mu wielu kłopotów zwłaszcza wtedy kiedy była małym dzieckiem i wściubiała nos w nie swoje sprawy. Kiedy ona chciała chronić jego, nie wiedziała jak. Mogła jedynie wyczekiwać powrotów, zapewniać parę chwil wytchnienia i kształcić się, by pewnego dnia móc pomóc w inny sposób. Nie dzieliła się ani z bratem ani z kuzynem wszystkim co robiła. Nie byliby zachwyceni, możliwe, że by ją odwodzili. Jednak teraz, kiedy zobaczyła ich po powrocie utwierdziła się w swoich czynach. Gdy usłyszała jego głos niechciana łza popłynęła po policzku. Powinna być silna, a nie rozklejać się przy nim. To ona powinna być teraz opoką, a nie on. Starła szybkim ruchem drugą łzę.
-Ty głupku – wydusiła z siebie zaciskając dłonie w pięści. - Ty głupku...
Powtórzyła głucho i uderzyła go pięścia w pierś, nie mocno, ale na tyle, żeby to odczuł. Zaraz potem dołączyła druga, zacisnęła usta aby ukryć ich drżenie. W szaro zielonych oczach mieszało się przerażenie, strach, troska i złość.
-Tylko tak mówisz – powiedziała cicho, a na jej ustach pojawił się smutny uśmiech – a ja po raz kolejny ci uwierzę.
Ujęła jego twarz w swoje dłonie jakby chciała się ostatecznie upewnić, że ma przed sobą żywą istotę, a nie wytwór swojej wyobraźni. Musiała mieć pewność, że koszmary nie płatają w tej chwili figli, że nie jest przewidzeniem, pragnieniem niedoświadczonego i młodego serca, które zadaje wiele pytań, a otrzymuje milczenie i przykazanie aby nie pytała więcej. Aby nie szukała, aby nie zaglądała za kurtynę jeżeli nie chce splugawić jasnej skóry czernią. Tylko, że ona już tam zagląda, już czarne smugi pokrywają biel dłoni. I nie było odwrotu.
-Jeśli czegoś ci potrzeba, mów. - Zapewniła go ponownie.



May god have mercy on my enemies
'cause I won't

Primrose Burke
Zawód : Badacz artefaktów, twórca talizmanów, B&B
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Problem wyjątków od reguł polega na ustaleniu granicy.
OPCM : 5
UROKI : 6
ALCHEMIA : 30
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 8
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica
Główny hol E331336106fb118b6485453aee90de3a
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8864-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8880-listy-do-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8879-primrose-burke https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t9143-skrytka-bankowa-nr-2090#276327 https://www.morsmordre.net/t8894-primrose-e-burke
Re: Główny hol [odnośnik]03.01.21 1:53
Wiele by oddał, żeby jej tego oszczędzić. Żeby nie musiała obserwować jego porażek, konsekwencji które ponosił, efektów jego błędów, ciężaru, który musiał dźwigać. Gdyby mógł mieć jedno magiczne życzenie, pragnąłby, aby jego rodzina nie zamartwiała się jego osobą. By Primrose zawsze była uśmiechnięta, by jego własny brat nie spoglądał na niego z niepokojem, a siostra przestała słać pełne zmartwionych słów listy. Spuścić prawdziwą, namacalną zasłonę na to, co robił. Jakże prostsza byłaby wtedy służba Czarnemu Panu. Nie przynosiłby do domu swoich grzechów, ran i blizn. Jednakże jednocześnie, jak bardzo to wszystko byłoby wtedy fałszywe. Sam nie wiedział, co byłoby gorsze.
Dzielnie zniósł wymierzone mu uderzenia w pierś. Zasłużył sobie na jej złość. Był przygotowany na to, że Primrose może się na niego wściekać, choć w głębi duszy zdawał sobie sprawę, że najpierw na wierzch wyjdzie jej opiekuńcza natura. Nie był do końca pewien, co zrobił, że zasłużył sobie na tak wspaniałą kuzynkę. Słysząc jej słowa, Craig również wygiął usta w lekkim, rozbawionym grymasie - choć uśmiech ten nie sięgał jego oczu. Te póki co pozostawały ciemne, bardziej puste niż zazwyczaj, smutne.
- Dziękuję. Cieszy mnie, że jesteś nadal w stanie zawierzyć moim słowom - odpowiedział cicho. Ile razy ją okłamał? Bał się odpowiedzi na to pytanie. Wolał jej nie znać. Zwykle preferował przemilczeć pewne sprawy, kłamstwo stanowiło jednak niemal jego drugie imię. Czy wystarczyło, że usprawiedliwiał się dobrymi chęciami? Tym, że nie chciał ją martwić? Przysparzać problemów? Sam przestawał w to wierzyć, tym bardziej, że wiedział, iż sama Primrose zdawała sobie sprawę, ile z tego jest nieprawdą. Nawet jeśli decydowała o tym, by głośno twierdzić inaczej.
Dotyk jej dłoni niósł ukojenie - choć dłonie miała chłodne, miał wrażenie, że w zetknięciu z jego skórą, grzeją go delikatnie. Właśnie dzięki takim gestom był w stanie przeć do przodu. Craig miał tylko nadzieję, że gdy pochylił się, by pocałować ją w czoło, dziewczyna nie dostrzegła tego, co usilnie starał się zakryć swoimi włosami - śladów po porożu, jednej z licznych pamiątek po dzisiejszej nocy.
- Wystarczy mi, że jesteś tutaj ze mną - odparł na jej ofertę, zamykając ją w swoich objęciach. Znacznie ciężej byłoby mu to wszystko znosić, gdyby nie miał nikogo. Gdyby nikt nie stanowił dla niego oparcia. Primrose nawet nie wiedziała, jak znaczącą rolę odgrywała w jego życiu. Gdyby nie miał ich wszystkich, poddanie się byłoby znacznie łatwiejszą opcją. W przeszłości los wiele razy potraktował go już tak okrutnie, że łatwiej dla niego byłoby po prostu odpuścić. Gringott, Azkaban. Za każdym razem jednak walczył i podnosił się, żeby móc znów ich ujrzeć.
- Przyznaj, znów całą noc nie spałaś - zauważył, odsuwając się i patrząc na nią czujnie. Skupienie się na Prim było łatwiejsze. Mógł na chwilę zapomnieć o własnych kłopotach. A przecież wiedział o problemach kuzynki. Wziąłby jej koszmary na siebie, gdyby to było możliwe. Tymczasem mógł mieć jedynie nadzieję, że nie przyczyniał się osobiście do dręczących ją nocnych mar. Miał już i tak ogromne wyrzuty sumienia. Jakkolwiek okrutnie by to nie brzmiało, Prim wyglądała okropnie. Czy teraz, gdy im obu nie groziło już niebezpieczeństwo, ona sama będzie mogła w spokoju trochę odpocząć?


monster
When I look in the mirror
I know what I see
One with the demon, one with the beast
The animal in me
Craig Burke
Zawód : Handlarz czarnomagicznymi przedmiotami, diler opium
Wiek : 34
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
If I die today, it won’t be so bad
I can escape all the nightmares I’ve had
All of my angry and all of my sad
Gone in the blink of an eye
OPCM : 8
UROKI : 16
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 35
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t3810-craig-maddox-burke https://www.morsmordre.net/t3814-blanche#70697 https://www.morsmordre.net/t3813-zwiazki-lorda-burke#70693 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t6332-skrytka-bankowa-nr-965#159559 https://www.morsmordre.net/t3842-craigowe#71823
Re: Główny hol [odnośnik]03.01.21 14:23
Niedomówienia, niedopowiedzenia, tajemnice celem oszczędzenia bólu i cierpienia najbliższym, to było wpisane w ich codzienność. Choć się przeciwko temu buntowała, sama robiła dokładnie to samo. Jednak wszystko to zamykało się w silnej acz prostej dewizie ich rodu: „Rodzina jest najważniejsza”. Świat mógł się zapaść, mogła go strawić pożoga, mogły zatopić oceany ale ród Burke zawsze będzie silny. Tego mogła być pewna, tak samo jak Craig czy Edgar. Wspierali się na każdym kroku, choć wiedzieli, że każde z nich skrywa wiele sekretów.
Troska zawsze była zmieszana ze strachem i złością, te dwa uczucia przeplatały się ze sobą. Zwykle starała się trzymać emocje na wodzy, robić dobrą minę do złej gry, być zawsze dzielną i wspierającą. Jeżeli chciała pomóc, nie mogła okazywać słabości, ale tym razem nie była wstanie udawać dalej. Nie zawsze potrafiła być silną i opanowaną, były momenty kiedy emocje brały górę, tama pękała i musiała pozwolić aby cała woda wylała się i uspokoiła z czasem. Patrzyła w te smutne i puste oczy wiedząc, że nadal grają. Nadal trzymają fason, bo gdy go stracą, co wtedy? Czy już nie będą potrafili inaczej żyć? Czy wszystko się wtedy wyda? Czy może poznają swoje drugie oblicza?
Nie opierała się jego ciepłym gestom, pozwalając by to on teraz otoczył ją troską jaka przejawiała się w pocałunku złożonym na czole oraz objęciu silnych ramion. Oparła głowę na jego torsie ulegając tej złudnej chwili, że nie ma już żadnych problemów, że wojna się nie toczy, że każdego dnia nie może wydarzyć się nic, co zda ogromną ranę rodzinie.
-Jestem tutaj – odpowiedziała wsłuchując się w bicie jego serca. Było kojące i niosło ogromną pociechę. Powoli się uspokajała, kolejny dzień nastał niosąc nadzieję na lepsze jutro. Nadal byli i trwali choć to mężczyźni zbierali największe blizny i rany, nie tylko na ciele ale również na duszy. Miała wiele pytań, ale to nie był czas na ich zadawanie, przyjdzie taki moment kiedy znów padną, a on będzie unikał odpowiedzi, a ona jak zwykle przestanie drążyć. Aż do dnia kiedy znów je zda, aż do momentu kiedy pozna prawdę albo chociaż jej ułamek. Na chwilę kotara opadła, a Prim spojrzała na kuzyna, który się jej przyglądał z uwagą. Przekrzywiła lekko głowę na bok starając się uśmiechnąć lekko, jakby to nie było ważne i wcale nie rzutowało na jej samopoczucie.
-Jakbym kiedykolwiek przespała jakąś – odpowiedziała kręcąc lekko głową. Miała nadzieje, że dobrze ukrywa fakt iż nie sypia nocami, że dręczą ja koszmary. Nikt w sumie nie zdawał pytań, ale co jakiś czas znajdowała pod drzwiami małą fiolkę eliksiru nasennego. Tym razem obawiała się, że żaden eliksir nie pomoże. Zwłaszcza, ze nie mogła ich nadużywać, sen wywołany w ten sposób był sztuczny, nie niósł takiego ukojenia jak ten prawdziwy. Być może jednak uda się jej zasnąć w ciągu dnia i chwilę odpocząć. - Nic mi nie będzie. Ciepły napój... i jakoś sobie poradzę.
Nie chciała aby teraz jeszcze na jego barki spadły kolejne troski w postaci źle sypiającej kuzynki. Nie mogło być nic gorszego tylko stanowić problem dla własnej rodziny. Patrząc na kuzyna chciała go otoczyć całą swoją siostrzaną miłością jak tylko potrafiła, niczym kocem i zapewnić, że z każdym dniem będzie tylko lepiej. To było kłamstwo, ale takie, które każdy przyjmuje z uśmiechem i wdzięcznością.
-Cieszę się, że jesteś w domu, Craig. - Postarała się o ciepły i pełen wsparcia uśmiech, choć  nie było to wcale łatwe i proste. Jednak dla kuzyna, który zawsze był dla niej wsparciem, służył radą, przymykał oko na jej ekscesy, zdradzał tajemnice czarnej magii, opowiadał o jej potędze, była zdolna przenosić góry. Była gotowa do przyjmowania wszelkich niedogodności, byle on mógł trwać i żyć. Szczęśliwym się bywa, a ona chciała by przez większość swojego czasu był zadowolony z tego co robi i co osiągnął. Nie widziała jego porażek, widziała jedynie przeszkody, które pokonywał z determinacją.



May god have mercy on my enemies
'cause I won't

Primrose Burke
Zawód : Badacz artefaktów, twórca talizmanów, B&B
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Problem wyjątków od reguł polega na ustaleniu granicy.
OPCM : 5
UROKI : 6
ALCHEMIA : 30
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 8
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica
Główny hol E331336106fb118b6485453aee90de3a
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8864-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8880-listy-do-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8879-primrose-burke https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t9143-skrytka-bankowa-nr-2090#276327 https://www.morsmordre.net/t8894-primrose-e-burke
Re: Główny hol [odnośnik]06.01.21 1:44
Nawet jeśli nie chciała go martwić, to jego czoło zmarszczyło się, a oczy zachmurzyły, gdy Primrose wspomniała o tym, jak źle sypia. Właściwie... może brzmiało to samolubnie, ale skupienie się na cudzych problemach pozwalało mu odpocząć. Na moment zapomnieć o tym, jakie brzemię dźwigał. Przestać roztrząsać to, co poszło nie tak, co mogli zrobić lepiej. Otulić opieką kogoś innego, by z własnymi demonami zmierzyć się w dalszej przyszłości. Tym bardziej, że przecież chodziło o nią. Naprawdę, gdyby mógł, wziąłby na siebie to brzemię. Wiedział jak to jest żyć z podobnym brzemieniem. Od czasu Azkabanu minęło wiele miesięcy, a Craig miewał czasem problemy z koszmarami. Przytrafiały się mu jednak coraz rzadziej, pozwalając odetchnąć i wypocząć. Spodziewał się jednak, że po wydarzeniach w Gringotcie, problem z bezsennością i nocnymi marami może na pewien czas powrócić. Oby się jednak mylił.
Znów pozwolił sobie na słaby, mało wesoły uśmiech. Tak, był w domu. Dzięki determinacji, ale także pomocy tych, z którymi uwięziony został w mrocznych trzewiach Gringotta. Gdyby trafił tam sam, nie miał najmniejszych szans na to, by stawić czoła wszystkim niebezpieczeństwom, na które się natknęli. Już nigdy nie ujrzałby światła dziennego, prawdopodobnie związany magią przez okrutne, magiczne twory, podobne bóstwom z celtyckich mitów. Gdyby nie współpracowali, wszyscy pozostaliby w mroku korytarzy na zawsze. To byłby chyba los dużo gorszy niż śmierć. Może nawet niż pocałunek dementora. Ta myśl uświadomiła mu, że musiał powiedzieć kuzynce o jednej, niezwykle istotnej rzeczy. Craig nie chciał jej mówić co się działo w podziemiach, miała jednak prawo wiedzieć o śmierci Alpharda. Tym bardziej że... był ktoś, kto potrzebował jej uwagi znacznie, niż odrobinę poobijany kuzyn.
- Posłuchaj Primrose. Ja jestem cały, ale... nie wszyscy mieli tyle szczęścia. Musisz coś dla mnie zrobić - spojrzał poważnie w jej oczy. Wiedział, że o cokolwiek by teraz nie poprosił, była gotowa spełnić to życzenie. Na całe szczęście nie wymagał od niej wiele. - Musisz wesprzeć lady Black, Aquilę. - utrata Alpharda była bardzo bolesna - zarówno dla magicznej, szlacheckiej społeczności, jak i dla samych rycerzy Walpurgii. Jego odejście napełniało Craiga największą trwogą oraz obawą. Nie tylko żałował niedawnego kompana, ale wciąż zastanawiał się, czy lord Black faktycznie umarł - czy też może Locus Nihil, który zażądał ofiary, uczynił mu właśnie coś zdecydowanie gorszego, więżąc jego duszę w artefakcie na zawsze? Burke czuł jak z grozy włoski jeżą mu się na całym ciele, gdy tylko począł zastanawiać się nad tym faktem.
Czuł się także winny śmierci Theo - przecież to właśnie Wilkes najbardziej pomógł Craigowi, a jednak padł on rażony zaklęciem z rąk samego Czarnego Pana. Dlaczego? Tego nie wiedział, nie miał też prawa kwestionować Jego decyzji. Nie zmieniało to jednak faktu, że z nie do końca zrozumiałej dla siebie przyczyny, Burke czuł się tak, jakby ta śmierć obciążała jego własne sumienie. Nie znał Wilkesa, nie mógł zrobić nic dla jego bliskich, o ile jakichś miał. Jednakże co do Blacka... Craig ujął mocno dłonie Prim, ściskając je w swoich, chcąc dodać sił zarówno jej, jak i sobie, w chwili gdy musiał przekazać jej tak straszne wieści - Alphard oddał za nas swoje życie.


monster
When I look in the mirror
I know what I see
One with the demon, one with the beast
The animal in me
Craig Burke
Zawód : Handlarz czarnomagicznymi przedmiotami, diler opium
Wiek : 34
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
If I die today, it won’t be so bad
I can escape all the nightmares I’ve had
All of my angry and all of my sad
Gone in the blink of an eye
OPCM : 8
UROKI : 16
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 35
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t3810-craig-maddox-burke https://www.morsmordre.net/t3814-blanche#70697 https://www.morsmordre.net/t3813-zwiazki-lorda-burke#70693 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t6332-skrytka-bankowa-nr-965#159559 https://www.morsmordre.net/t3842-craigowe#71823
Re: Główny hol [odnośnik]06.01.21 10:52
Ponoć z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciu. Zawsze słyszała, że rodziny są często skłócone, nie rozmawiają ze sobą całymi miesiącami lub latami, by spotkać się raz na jakiś czas udając, że coś ich łączy więcej poza nazwiskiem. Prim zawsze czuła, że ją z rodziną łączy zdecydowanie coś więcej. I choć chwila jak ta okupiona była smutkiem i bólem to czuła więź niezwykle mocną i silną ze swoją rodziną. Widziała to chmurne czoło i spojrzenie, w którym odbijała się troska o nią samą. Choć wiedziała, że nie było potrzeby zamartwiania się o nią. Radziła sobie, nauczyła się jakoś funkcjonować z koszmarami, które przybierały już formę cieni, ciemności, która ją otacza. Być może je oswajała? Ostatnio śniła, co było dość niespotykane, ale był to sen z rodzajów, o których nie mówi się na głos, a na samo wspomnienie można się zarumienić. Odchrząknęła cicho odpędzając od siebie tą myśl i skupiła całą swoją uwagę na kuzynie. Podenerwowanie i strach o niego zaczynał powoli opadać niczym materiał w dół i spokojnie. Nie miała pojęcia co się wydarzyło w Gringocie, jaki horror przeżyli, co widzieli i co usłyszeli. Być może nigdy się nie dowie, a może któregoś dnia kuzyn z nią usiądzie i opowie, wytłumaczy, przedstawi świat w jakim żyje. Dla niej było oczywiste, że taki dzień kiedyś nastąpi. Prędzej czy później. Nagle dojrzała jakaś zmianę w zachowaniu Craiga i zesztywniała. Takie spojrzenie przybiera osoba, która nie będzie zapraszać na wspólny spacer w ciszy, ale ciesząc się wzajemnym towarzystwem.
-O co tylko poprosisz... - Nie mylił się. W tej chwili kuzynka nie odmówiłaby niczego. Chętnie spełniłaby każdą prośbę. Byli rodziną i jeżeli mogła mu jakoś pomóc, ułatwić choć parę minut życia, czy spowodować, że się uśmiechnie gotowa była rzucić wszystko. Nawet po to aby znów zaczął się z nią drażnić i testować jej cierpliwość jak czasami mu się zdarzało. Zaraz potem jednak padły słowa, które ją zmroziły. Sprawiły, że poczuła dreszcze na całym ciele, a oczy otworzyły się szeroko w niedowierzaniu.
-Nie... - wychrypiała cicho, gdyż głos uwiązał jej w gardle. Nie znała za dobrze Alpharda, ale był bratem jej przyjaciółki. Doskonale  zaś znała ból utraty brata. Wiedziała co to znaczy kiedy kawałek twojej duszy zostanie oderwany brutalnie i gwałtownie. Aquila była związana mocno ze swoją rodziną, tak samo jak Prim. W takich chwilach należało się cieszyć, że wychodziło się lepiej na zdjęciach z bliskimi. Ból był mniejszy, żal, rozgoryczenie i złość mijały dość szybko. Mogła sobie wyobrazić co teraz się dzieje z przyjaciółką. Ale też i Rigel! Był mężczyzną, martwiono się mniej o jego uczucia, ale to był też jego starszy brat. Coś w Prim pękło. Ścisnęła mocniej dłonie kuzyna przyswajając te informacje. Oddał życie? To co się stało na ich misji? Czy ktoś jeszcze zginął? - Wiele pytań się kotłowało w jej głowie, ale nie śmiała ich teraz wypowiedzieć na głos, odbijały się jedynie w jej oczach utkwionych w Craigu. Chciała zaś wiedzieć coś innego.
-Czy bardzo cierpiał? Powiedz mi prawdę, proszę... - Musiała wiedzieć czy chociaż nie cierpiał kiedy umierał. Czy jego śmierć była szybka i bezbolesna? Być może to będzie pocieszeniem dla pogrążonych w żałobie Blacków, choć ciężko było mówić w takiej sytuacji o pocieszeniu w zetknięciu się ze śmiercią brata.



May god have mercy on my enemies
'cause I won't

Primrose Burke
Zawód : Badacz artefaktów, twórca talizmanów, B&B
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Problem wyjątków od reguł polega na ustaleniu granicy.
OPCM : 5
UROKI : 6
ALCHEMIA : 30
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 8
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica
Główny hol E331336106fb118b6485453aee90de3a
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8864-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8880-listy-do-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8879-primrose-burke https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t9143-skrytka-bankowa-nr-2090#276327 https://www.morsmordre.net/t8894-primrose-e-burke
Re: Główny hol [odnośnik]11.01.21 16:00
Czasem walczył sam ze sobą. Czy wyjawienie jej wszystkiego nie byłoby prostsze? Gdyby znała każdy jego sekret, nie musiałby dłużej ukrywać swoich działań, zrzuciłby z barków ten ciężar. Ta wizja wydawała się kusząca, bo przecież wiedział, że jej może zaufać. Jednakże zaraz potem przypominał sobie, że chyba tak naprawdę nie chciał, by Primrose poznała wszystkie jego sekrety. Wszystkie zbrodnie których się dopuścił. Wszystkie złe rzeczy, które zrobił. W jej oczach wciąż stanowił obraz nieco wyidealizowany, miał tego świadomość. Rzeczywistość była jednak dużo bardziej ponura, przykra, przerażająca i zwyczajnie krwawa. Nie. Nie mógł jej tym obciążać.
Wiedział, że nie odmówi jego prośbie. Tym bardziej, że nie była to wcale samolubna prośba. Blackowie przeżyli straszliwy cios i potrzebowali teraz wsparcia - każdego możliwego. Lordowie Durham nie powinni być obojętni na tę tragedię, nawet jeśli sami odnieśli bardzo ciężkie rany. Craig spodziewał się, że lada moment wieść o tragicznej śmierci Alpharda obiegnie całą Anglię i wstrząśnie świętymi rodami szlacheckimi. Już wkrótce zacząć się miał wyścig, kto najbardziej wspomoże biednych Blacków. Wszystko to na pokaz. I to akurat w chwili gdy pomoc była naprawdę potrzebna. Ale Primrose już będzie wiedziała co zrobić, Craig doskonale o tym wiedział.
- Nie - odpowiedział, starając się, by jego głos brzmiał pewnie. Na tyle pewnie, na ile to było możliwe. Prawdą było w końcu to, że dusza uleciała z Blacka bardzo szybko. Minęły ledwie sekundy od momentu gdy wkładał czarny jak smoła kamień we właściwe miejsce na ołtarzu - aż do chwili, gdy padł na ziemię bezwładnie, niczym porzucona przez dziecko lalka. I Craig naprawdę chciał wierzyć, że Alphard umarł. Po prostu umarł. Że jego życie było ceną za aktywowanie artefaktu, którego pragnął Czarny Pan. Ta magia była jednak straszna, nieprzewidywalna. Naprawdę więc nie chciał roztrząsać tego, co tak naprawdę mogło spotkać duszę Alpharda. Oby po prostu... odeszła. - To było szybkie i bezbolesne. - nie wiedział, czy Blackowie znajdą w tym pocieszenie. Spróbował postawić się w podobnej sytuacji, ale nie potrafił. Nie przeżył śmierci kuzyna aż tak boleśnie jak Primrose. Najbliższym, co mógł porównać do utraty kogoś, był dzień w którym jego własna siostra wychodziła za mąż. Tak, brzmiało to strasznie głupio, ale właśnie tamtego dnia czuł się tak, jakby tracił coś bezpowrotnie. Siostra niemal od dnia swoich narodzin była jego cieniem. Od tamtej pory odczuwał pewną pustkę. Jednakże jego siostra żyła i miała się dobrze. W przeciwieństwie do brata Aquili.
- Ja... potrzebuję trochę czasu by ochłonąć. Ale potem także wyślę im swoje kondolencje. Tymczasem... proszę, wesprzyj Blacków również w moim imieniu - poprosił ją jeszcze, spoglądając w oczy. Miał nieco ponad trzydzieści lat, a czuł się tak, jakby miał na karku pięćdziesiątkę - albo jeszcze więcej. Wiedział, że musiał wykazać się inicjatywą. Zależało mu z resztą na Aquili, nie chciał zostawić jej samej w tak trudnym czasie. Ale on sam... potrzebował chwili, by się pozbierać.


monster
When I look in the mirror
I know what I see
One with the demon, one with the beast
The animal in me
Craig Burke
Zawód : Handlarz czarnomagicznymi przedmiotami, diler opium
Wiek : 34
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
If I die today, it won’t be so bad
I can escape all the nightmares I’ve had
All of my angry and all of my sad
Gone in the blink of an eye
OPCM : 8
UROKI : 16
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 35
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t3810-craig-maddox-burke https://www.morsmordre.net/t3814-blanche#70697 https://www.morsmordre.net/t3813-zwiazki-lorda-burke#70693 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t6332-skrytka-bankowa-nr-965#159559 https://www.morsmordre.net/t3842-craigowe#71823
Re: Główny hol [odnośnik]11.01.21 19:44
Stanął jej przed oczami dzień kiedy dowiedziała się o śmierci brata. Przez kolejne trzy dni nie mogli jej uspokoić, aż w końcu napojona eliksirem zasnęła zmęczona i osłabiona od płaczu. Matka wraz z Edgarem trzymali ją w ramionach niczym małe dziecko chcąc ukoić jej ból. Miała zaledwie szesnaście lat, a starszy brat wydawał się niezniszczalny. Był bohaterem, miał przygody jak rycerze z baśni i legend, które czytali przy kominku w świąteczne, zimowe wieczory. Bohater nagle zginął, a przecież oni ratowali światy, a nie umierali. To była jedna z pierwszych, trudnych lekcji jakie sprezentowała jej rzeczywistość. Z czasem okazało się, że ma ich więcej. Primrose jednak nadal była młoda, mając dwadzieścia dwa lata dopiero poznawała prawdziwe życie chroniona pod czujnym okiem brata i kuzyna. Roztoczyli nad nią parasol sami przyjmując na siebie najcięższe ciosy. Gdyby miały formę materialną, wyglądałyby jak sztylety wbite w ich plecy. Jeden obok drugiego.
Nie patrz tak na mnie, kuzynie - mówiła w swojej głowie widząc jego spojrzenie. - Tym razem ja chcę być twoim parasolem. Choć raz.
Uśmiechnęła się do niego delikatnie, niezwykle czule i ciepło, jakby chciała oddać mu całą jasność, która w niej tkwiła zapewniając o tym, że nie musi nic mówić, a ona będzie obok. Pokiwała głową, kiedy usłyszała, że Alphard nie cierpiał. Uwierzyła, gdyż nie miała powodu aby zadawać kłam jego słowom. Wiedziała kiedy mija się z prawdą lub stara się przemilczeć pewne kwestie dla jej dobra. Tyle zdążyła się nauczyć.
-Możesz na mnie polegać - zapewniła go pewnym głosem. - Nie będzie sama.
Nie wiedziała skąd wynika ta troska kuzyna o Aquilę. Czy wiedział jak bardzo była związana ze swoim bratem? Czy Alphard opowiadał mu o siostrze? A może było coś więcej. Chyba Paproch albo Maczek coś wspominali… kiedyś… Jednak to teraz nie było ważne. Kto by się przejmował paplaniną skrzatów kiedy działy się takie rzeczy. Jeszcze raz otoczyła kuzyna ramionami chcąc dodać mu jak najwięcej otuchy, przekazać całą swoją siłę jaką miała. Nie ważne jak odważnym i dzielnym był człowiekiem, tacy również potrzebowali wsparcia chociaż głośno o niego nie prosili. Nie musieli. Choć członkowie rodu Burke nie byli wylewni w okazywaniu emocji to znali siebie nawzajem. Wystarczył drobny gest, jedno spojrzenie i już wiedzieli co należy zrobić.
-Dam ci teraz odpocząć - odsuwając się od niego złożyła na jego policzku delikatny pocałunek, niczym muśnięcie motylich skrzydeł. - Zajrzę do Edgara, możliwe, że już się obudził.
A to oznaczało, że będzie siedzieć przy jego łóżku dopóki nie będzie mieć pewność, że starszy brat również, choć trochę poturbowany, jest cały i zdrowy. Na odchodne uścisnęła dłonie kuzyna posyłając mu delikatny uśmiech i skierowała się w stronę korytarzy, w których znajdowały się pokoje mieszkańców zamku. Wydawało się, że wszystkie obrazy milczały jak zaklęte, w ciszy obserwując ostatnie wydarzenia. Nie sapali, nie zadawali pytań, po prostu wodzili oczami za swoimi potomkami jakby rozumiejąc, że nic nie mogą już zrobić, a jedynie patrzeć jak kolejne pokolenie zmaga się ze swoimi problemami i koszmarami. Jak starają się uporządkować swoje życie, ułożyć z niego jakiś sensowny wzór.
Primrose stojąc na szczycie schodów obejrzała się jeszcze raz przez ramię aby spojrzeć na kuzyna. Kochała go całym swoim sercem i gdyby mogła, wzięłaby na siebie część jego bólu i trosk.

| zt dla Prim



May god have mercy on my enemies
'cause I won't

Primrose Burke
Zawód : Badacz artefaktów, twórca talizmanów, B&B
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Problem wyjątków od reguł polega na ustaleniu granicy.
OPCM : 5
UROKI : 6
ALCHEMIA : 30
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 8
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica
Główny hol E331336106fb118b6485453aee90de3a
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8864-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8880-listy-do-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8879-primrose-burke https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t9143-skrytka-bankowa-nr-2090#276327 https://www.morsmordre.net/t8894-primrose-e-burke
Re: Główny hol [odnośnik]26.01.21 1:35
- Dziękuję. Naprawdę dziękuję - odpowiedział, starając się wysilić na, może nie uśmiech, ale odrobinę mniej zbolały wyraz twarzy. Nie miał nawet świadomości, że swoimi słowami i czynami może podsunąć Prim jakieś tropy co do tego, co łączyło jego oraz osobę lady Black. Nie myślał o tym zupełnie, umysł wciąż miał ogarnięty mrocznym echem wydarzeń, które rozegrały się w Gringotcie. Wiedział tylko tyle, że Aquila wymagać będzie wsparcia. A kto udzieliłby go jej więcej, jeśli nie najlepsza przyjaciółka?
Czując po raz kolejny uścisk Prim, bardzo chętnie odwzajemnił go, chowając jednocześnie nos we włosach kuzynki. Gdyby nie takie drobne gesty, filar, którym był Craig Burke, już dawno by się zawalił. Tymczasem jednak stał, trwał wciąż w jednym kawałku, nawet jeśli był pełen dziur, szram i pęknięć. Podtrzymywał dziedzictwo ich rodu, zdecydowany by nie upaść, choć tak często brakowało mu sił. Teraz jednak był w domu. W miejscu bezpiecznym, tu, gdzie zawsze mógł znaleźć ukojenie. Tu krył się, by lizać rany - a tym razem ran było dużo. I nie chodziło tu tylko o te fizyczne.
Skinął głową, gdy Primrose oznajmiła mu, że pozostawi go w spokoju. Miała rację, musiał chociaż spróbować odpocząć. Wyczekiwanie na sen z pewnością nie będzie proste, chyba że zdecyduje się zażyć dawkę odpowiedniego eliksiru. Nie wiedział jeszcze co zrobi. Może najpierw dokończy swój spacer po posiadłości. Zajrzy do ogrodu. Nawdycha się świeżego powietrza. A gdy już zdecyduje się złożyć głowę na poduszce, będzie się pocieszać myślą, że Edgar wrócił przecież cały i zdrowy. Ich rodzina nie ucierpiała aż tak bardzo podczas tej misji. Co prawda podczas powrotu do rodzinnej posiadłości nestor dziwnie patrzył się na swojego kuzyna, jednakże Craig zrzucił ten fakt na zmęczenie. Zwyczajne, ludzkie zmęczenie. Oraz fakt, że Craig posiadał wtedy poroże. To musiało wyglądać kosmicznie...
- Jesteś cudowną siostrą, Prim - wyrzekł jeszcze, zanim kobieta oddaliła się, by poszukać sypialni Edgara. Świadomość, że ktoś będzie nad nimi czuwać, gdy obaj pogrążeni byli we śnie, także podnosiła go na duchu. Craig odprowadził wzrokiem kuzynkę, aż do momentu gdy ta zniknęła mu z oczu. A jemu pozostała osobista walka z koszmarami na jawie. Cóż, może jednak spróbuje z tymi eliksirami na sen... Chociaż po to, by przestać wyglądać jak zombie.

zt


monster
When I look in the mirror
I know what I see
One with the demon, one with the beast
The animal in me
Craig Burke
Zawód : Handlarz czarnomagicznymi przedmiotami, diler opium
Wiek : 34
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
If I die today, it won’t be so bad
I can escape all the nightmares I’ve had
All of my angry and all of my sad
Gone in the blink of an eye
OPCM : 8
UROKI : 16
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 35
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t3810-craig-maddox-burke https://www.morsmordre.net/t3814-blanche#70697 https://www.morsmordre.net/t3813-zwiazki-lorda-burke#70693 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t6332-skrytka-bankowa-nr-965#159559 https://www.morsmordre.net/t3842-craigowe#71823
Re: Główny hol [odnośnik]20.04.21 0:20
3.10.57 r.
Wnętrza tego miejsca nigdy nie przestały jej przytłaczać; choć sprawiające wrażenie ciemnych i dusznych rozległe sale kipiały wielowiekową tradycją i bogatą majętnością. Nie do końca świadomie, mijając mury zamku Durham z rzadka wychodziła na środek wielkich sal, trzymając się ścian, jak ostrożna kotka, która wierzy, wyjścia na środek odsłoni ją przed czyhającymi w mroku drapieżnikami. Poniekąd chyba trochę tak było, choć łączyła ich wspólna sprawa, nie znała ni fragmentu tajemnic mgieł okalających siedzibę dumnego rodu Burke. Ubrana w długą spódnicę plączącą się na nogach, z wpuszczoną w nią białą koszułą o szerokich rękawach, okryta ciężką purpurową chustą chroniącą ją przed jesiennym chłodem, którą własnoręcznie wyhaftowała gwiezdnym wzorem prowadzona przez służbę podążała za nią w ciszy, niosąc jedynie echo stukotu niskich trzewików odbijających się przez zbyt puste korytarze. Nie była pewna, dokąd była prowadzona, jednak znalazłszy się tutaj na polecenie samego nestora sądziła, że przyjdzie im się spotkać sam na sam. Znalazła się przed jednym z gabinetów, odnalazłszy milczące skinięcie głową  - Morgano, wszyscy wydawali się tutaj tak oficjalni, starała się dopasować do nich manierą, nawet jeśli nie zawsze ją znała - położyła bladą dłoń na drzwiach uchylonych już przez służbę drzwi, by pchnąć je z ostrożnością i pozwolić sobie przestąpić próg komnaty. Nie była pewna, jaką pełniła funkcję.
- Lordzie Burke, sir - powitała go, kiedy szmaragdowe tęczówki odnalazły jego, kwitując swoje słowa płytkim i spokojnym ukłonem. Pozostała jednak przy drzwiach, starając się nie uciekać spojrzeniem nazbyt natarczywie na otoczenie, mimo wszystko ciekawa chłodnej, ale wciąż pięknej przestrzeni. Nie zajęła też miejsca samodzielnie, oczekując zaproszenia - zdążyła się w tym miejscu rozeznać na tyle, by przyjąć te podstawowe zasady. - Mam eliksiry - oznajmiła, sięgając dłonią skórzanej torby skrytej gdzieś pod chustą, z której wyciągnęła otuloną bawełnianym materiałem paczuszkę. Podeszła bliżej, by ją przekazać. - Wasz list brzmiał niepokojąco - podjęła, lord Burke określił swoją sprawę jako pilną - toteż zjawiła się bezzwłocznie.




bo ty jesteś
prządką

Cassandra Vablatsky
Zawód : Szeptucha
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
wdarły się znowu upiory w twój sen
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 26
UZDRAWIANIE : 36
TRANSMUTACJA : 25
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 10/60
SPRAWNOŚĆ : 5/5
Genetyka : Jasnowidz

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t569-cassandra-vablatsky https://www.morsmordre.net/t943-zorya-utrennyaya#4959 https://www.morsmordre.net/t687-cassandra-vablatsky https://www.morsmordre.net/f94-ulica-smiertelnego-nokturnu-17 https://www.morsmordre.net/t2811-skrytka-bankowa-nr-3#45477 https://www.morsmordre.net/t1510-cassandra#13947
Re: Główny hol [odnośnik]28.04.21 15:06
Minęło zaledwie kilka dni odkąd wrócił z Banku Gringotta, być może nie powinien był od razu wzywać do siebie Cassandry. Żył w towarzystwie czarnej magii od wielu lat i to nie był pierwszy raz, kiedy jej siła oddziaływała na jego organizm. Niejednokrotnie popełniał błędy podczas pracy z artefaktami, szczególnie na początku swojej kariery – zdarzało się, że dostawał jakąś klątwą rykoszetem. To zawsze był silny i specyficzny rodzaj bólu, jednak tym razem to było coś zupełnie innego. I chyba stąd wziął się jego niepokój. Widział osoby, których nie powinien widzieć, nie rozpoznawał najbliższych członków rodziny, nie potrafił sobie przypomnieć ich imion, czasem sam nawet nie był pewny ile tak naprawdę ma lat, czy co robi w danym pomieszczeniu. Czasem ogarniała go pustka, jakby nagle wybudził się ze snu, w dodatku w całkiem obcym miejscu wśród nieznanych osób.
Nawrót choroby genetycznej, z którym walczył w poprzednim miesiącu, w zasadzie był niczym w porównaniu z tym. Z transmutacyjnymi zanikami organów żył od urodzenia, nauczył się z tym funkcjonować, potrafił rozpoznać pierwsze objawy, wiedział kiedy zareagować, jaki lek przyjąć, kogo do siebie wezwać. Tego nie rozumiał, a szaleństwo, w przeciwieństwie do niemożności czysto fizycznej, w pewien sposób go przerażało. Komu miał ufać, jeśli nie sobie? Szczególnie teraz, kiedy tak wiele zależało od jego decyzji. Musiał wiedzieć kiedy to się skończy. Wolał nie pytać czy skończy się w ogóle.
Poza najbliższą rodziną nikt nie wiedział o jego przypadłości. Nie chciał, żeby zaczęły o nim krążyć niewygodne plotki. Szalony nestor nie wróżył niczego dobrego. Jedyną osobą, którą mógł w to wtajemniczyć, była Cassandra. Dyskrecja – tę cechę niesłychanie cenił, a Vablatsky jak nikt inny potrafiła trzymać język za zębami, chociaż Edgar nie wątpił, że dużo wie o nich wszystkich, bo to właśnie podczas choroby najłatwiej rozplątuje się język.
Stał w przestronnym gabinecie przy oknie, obserwując jak jego syn próbuje się wzbić w powietrze na dziecięcej miotełce. Odwrócił wzrok dopiero po usłyszeniu znajomego głosu. – Wejdź – poprosił, kiedy Cassandra stanęła w drzwiach. Sam też, choć z pewnym ociąganiem, odszedł od okna, żeby odebrać nieduży pakunek z eliksirami. Odłożył go na biurko obok innej dużo większej paczki. Wskazał jej dłonią wolny fotel, samemu zajmując drugi naprzeciwko. Bordowe, nawiązujące kolorem do ulubionego kwiatu Burke'ów, wyraźnie odznaczały się na tle ciemnego pomieszczenia. Ściany w większości były zakryte obrazami i regałami, a na środku ciemnej drewnianej podłogi leżał dywan w odcieniach brązu. Na próżno było tu szukać złotych żyrandoli czy bogato zdobionych ram; pomieszczenie sprawiało wrażenie dość skromnego, choć spostrzegawczy czarodziej zauważyłoby kilka cennych przedmiotów na półkach, wyczułby pod palcami charakterystyczną miękkość drogiego materiału. W Durham luksus zazwyczaj nie rzucał się w oczy, a krył w detalach. – To się jeszcze okaże – stwierdził, bo wszystko zależało od diagnozy. – Chodzi o Locus Nihil. Odkąd stamtąd wróciłem... – przerwał na moment, bo wydawało mu się, że usłyszał jakiś trzask. – Hmm – O czym przed chwilą mówił? Ciężko mu było zebrać myśli.
Mam problemy z pamięcią – powiedział więc bez owijania w bawełnę, choć to nie było takie proste. Za tym krótkim stwierdzeniem kryła się bardziej skomplikowana dolegliwość.

Rzut na pamięć


We build castles with our fears and sleep in them like
kings and queens

Edgar Burke
Zawód : nestor, B&B, łamacz klątw
Wiek : 35
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Gdybym był babą, rozpłakałbym się rzewnie nad swym losem, ale jestem Burkiem, więc trzymam fason.
OPCM : 30
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 31
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 9
Genetyka : Czarodziej

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t3108-edgar-burke#51071 https://www.morsmordre.net/t3159-nie-stac-mnie-na-wlasna-sowe#52274 https://www.morsmordre.net/t3158-gburek#52271 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t4912-skrytka-bankowa-nr-811#106945 https://www.morsmordre.net/t3160-edgar-burke#52278
Re: Główny hol [odnośnik]28.04.21 15:06
The member 'Edgar Burke' has done the following action : Rzut kością


'k3' : 1
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Główny hol Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Główny hol [odnośnik]09.05.21 21:46
Rzeczywiście wiedziała o nich dużo, otaczała opieką wszystkich, którzy służyli Czarnemu Panu, choć tylko Edgara miała zwyczaj odwiedzać w jego własnym pałacu, szczególną uwagę poświęcając jego rodzinie. Zdarzało jej się słuchać majaków, tych wygłaszanych w malignie, jak w agonii, nauczyła się przesiewać je przez sito obojętności, świadoma, że ledwie część z nich pokrywała się z prawdą i nigdy, ale to nigdy nie mówiła o tym innym, nawet tym, którzy byli jej najbliżsi. Zdawała sobie sprawę z tego, że jeśli utracą do niej zaufanie, będą mieli opory oddawać się w jej ręce - a nie po to zechciała poświęcić swoją profesję sprawie, by pozwolić sobie na podobne odsunięcie. Sądziła, że nikt tak dobrze jak ona się nimi nie zajmie. Dyskrecja była walutą, która handlowała od samego początku, jeszcze wiele miesięcy temu, gdy czarnomagiczna wiedza należała do tej, o której nie należało mówić zbyt głośno. Dziś wszystko było już tak inne. Skinęła głową od progu, kiedy pozwolił jej wejść.
Kątem oka dostrzegła obrazek, któremu przyglądał się lord Burke - chłopiec rósł jak na drożdżach, coraz pewniej wchodząc w rolę, jaką gotowało dla niego przeznaczenie. Czasem zastanawiało ją, czy dzieci takie jak on miały w ogóle dzieciństwo. Starsze dziewczynki zapewne nigdy nie będą miały tylu obowiązków.
- Jeśli pozwolisz, sir, spojrzę na małego lorda, kiedy skończymy. Powinnam sprawdzić jego stawy kolanowe, upewnię się, że miotła jest dla niego dzisiaj bezpieczna. Urazy u dzieci w trakcie pierwszych podejść do miotły są częste i mało groźne, ale częstsze próby mimo przechodzonych kontuzji mogą skutkować problemami w późniejszym wieku - objaśniła spokojnie, poprawiając chustę pod szyją. Przeszła za Edgarem w kierunku biurka, przed którym stał wygodny i bardzo ładny fotel, musnęła jego oparcie dłonią, nim kornie zajęła miejsce naprzeciw czarodzieja. Dawno już nie zaznała podobnych wygód. Złożyła dłonie na podołku, razem, w milczeniu przyglądając się jego twarzy, kiedy zechciał doprecyzować problem. Locus Nihil, podziemia pozostawiły trwały ślad nie tylko w umyśle Edgara. Wzierały się do głów rycerzy niby ponure cieniste macki, usiłując wyniszczyć ich od środka. Im dłużej ich słuchała, tym częściej zastanawiała się, czy klątwa pozostawiona przez podziemia była karą czy zemstą.
- Podziemne korytarze, sir, nie miały dla was litości. Pradawna zaklęta tam magia niosła tylko wypaczenie. Na wielu z was pozostawiła trwałe ślady i blizny, lecz z tym stykam się po raz pierwszy. Mówimy o pamięci krótkotrwałej czy długotrwałej? Czego zapominacie, sir, tego, co działo się przed paroma chwilami, czy tego, co działo się przed laty? - zapytała, chcąc ułatwić mu opis dolegliwości, nie musiał wiedzieć, co miało w tym wszystkim najważniejsze znaczenie. Brzmiało niepokojąco, pomieszany umysł u kogoś o pozycji lorda Burke mógł przynieść doprawdy wiele strasznych szkód.




bo ty jesteś
prządką

Cassandra Vablatsky
Zawód : Szeptucha
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
wdarły się znowu upiory w twój sen
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 26
UZDRAWIANIE : 36
TRANSMUTACJA : 25
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 10/60
SPRAWNOŚĆ : 5/5
Genetyka : Jasnowidz

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t569-cassandra-vablatsky https://www.morsmordre.net/t943-zorya-utrennyaya#4959 https://www.morsmordre.net/t687-cassandra-vablatsky https://www.morsmordre.net/f94-ulica-smiertelnego-nokturnu-17 https://www.morsmordre.net/t2811-skrytka-bankowa-nr-3#45477 https://www.morsmordre.net/t1510-cassandra#13947

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Główny hol
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach