Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Biblioteka
AutorWiadomość
Biblioteka [odnośnik]15.11.17 11:17

Biblioteka

Jak każda rodzina, także Burke'owie posiadają swoją prywatną skarbnicę wiedzy. Biblioteka w Durham Castle stanowi dumę i chlubę całego rodu. Znajdują się tutaj tysiące, jeśli nie setki tysięcy książek - gromadzone były przez lata, a najstarsze z nich, zapisane na pergaminie rozpadającym się już niemal w palcach, pamiętają jeszcze czasy pierwszych Burke'ów. Są pośród nich i takie, zawierające sekrety, które nigdy nie powinny ujrzeć światła dziennego; te są przepełnione wiedzą o czarnej magii, tak ściśle przecież związanej z tą rodziną. Aby pomieścić wszystkie te woluminy, biblioteka składa się aż z dwóch pięter. Poza książkami znaleźć można tutaj również inne przedmioty, niezwykle przydatne do nauki z zakresu wszelakich dziedzin - od astronomii, przez geografię, na alchemii kończąc.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Biblioteka Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Biblioteka [odnośnik]31.08.18 15:37
| lipiec-sierpień 56'

Choć minęło już tyle czasu, koszmary nie chciały go zapomnieć.
Nie pozwalały mu odejść, wciąż zaciskając swoje długie, przeraźliwie zimne szpony na jego umyśle. I gdy wciąż i wciąż budził się z krzykiem w środku nocy, tuż przed momentem kiedy dementorzy właśnie mieli pochylić się nad jego twarzą - za każdym razem klął się na wszystkie świętości, że nigdy nie powróci w tamto miejsce. Posyłał w diabły noc osiemnastego kwietnia, tak samo czynił z duszą zmarłego w mękach Russella, przeklinał także aurorów, którym musiał stawić czoło. Był niemal boleśnie świadom faktu, jak ogromną niemocą wykazał się tamtego wieczora. Zaledwie jedno potknięcie kosztowało go całe dwa miesiące wyjęte z życia, niekończące się koszmary, a także plamę na honorze, której nie sposób było zmyć - na honorze szlachcica, ale przede wszystkim jednak, na honorze śmierciożercy. Wstyd mu było patrzeć w oczy Rosierowi, Yaxleyowi, a nawet Tsagairt. Ciążyło mu, że musiał polegać na ich pomocy, aby uwolnić się z tamtej twierdzy. Musiał urosnąć w siłę, wyzbyć się swoich słabości, rozszarpać ograniczające go łańcuchy na strzępy, rozszerzyć swoje horyzonty. Upewnić się, że drugi raz nie upadnie.
Myśl o magii bezróżdżkowej już od jakiegoś czasu krążyła mu po głowie, jednak odnalezienie konkretniejszych informacji na ten temat było bardzo trudne - tak samo jak opanowanie tej niezwykłej umiejętności. Podczas przeglądania opasłych ksiąg w rodowej bibliotece stracił rachubę czasu. Był zdeterminowany aby odszukać właściwą wiedzę. Światło poranka ustępowało miejsca bladej poświacie księżyca, potem znów oba ciała niebieskie zamieniały się miejscami na bezkresnym tronie nieba... Cykl ten powtarzał się wielokrotnie, dzień za dniem i noc za nocą, a Craig wciąż przesiadywał w pomiędzy regałami. Nieliczne książki, które odnalazł, a które traktowały właśnie o tej niezwykłej umiejętności, tylko podsyciły jego ciekawość. Więc szukał dalej. Żywił się nadzieją, że odnajdzie tu więcej odpowiedzi na swoje pytania. I chociaż spośród opasłych woluminów, stert wiekowych pergaminów, a nawet listów, skreślonych ręką dawnych Burke'ów, odnalazł kilka prawdziwych perełek, które przestudiował od deski do deski, większość z nich traktowała raczej o najczarniejszych i najpaskudniejszych z zaklęć, do których jednak wymagano korzystania z różdżki. Po dniach mało owocnych poszukiwań, do Burke'a uśmiechnęło się jednak szczęście. Rozwiązanie, którego potrzebował, objawiło się któregoś dnia, nagle, w osobie dawnego znajomego, poznanego przez Brytyjczyka, gdy ten ledwo co osiedlił się we Francji, opuszczając na dłużej rodzinne gniazdo. Nieco już starszy, elegancki mężczyzna o imieniu Arnaud, tak samo jak Burke parał się handlem obejmującym nie do końca legalny towar - i akurat przybył do Londynu w interesach. Francuz władał ową przedziwną umiejętnością, niezwykle rzadko spotykaną w ich świecie. Zdolnością tak trudną, że wielu nie próbowało się nawet jej nauczyć, z góry zakładając, że nie podołają. Talent ten posiadał tym więcej zalet, im dłużej Craig rozmyślał o tej niezwykłej formie magii. Spoglądając na swoją różdżkę, dostrzegał ograniczenia, jakie nakładało na niego korzystanie z tego kawałka drewna. Wcześniej czuł się dumny, z jego posiadania. Jakarandowe drewno było piękne, a do tego bardzo silne. Podobnie było z rdzeniem: fakt, że jego komponentem był jad bazyliszka, stworzenia tak rzadkiego i niebezpiecznego, napawało go zadowoleniem. Ale spójrzmy prawdzie w oczy - kim był, gdy nie dzierżył w rękach tego cudu, dzieła i owocu wielu lat badań przeprowadzonych przez Ollivanderów? Zdany jedynie na prymitywną siłę swoich niezbyt imponujących mięśni, stawał się równie bezbronny jak... brudni mugole!
Zapragnął władać magią bezróżdżkową. Dzięki niej utrata różdżki już nigdy nie miała stanowić dla niego problemu. Wymagało to odrobiny pięknych słówek, trochę przekonywania, krzty przekupstwa a także zaciągnięcia wielkiego długu w postaci przysługi - ale finalnie Arnaud zgodził się zostać w Anglii dłużej, a co więcej, zatrzymać się w pokojach gościnnych zamku Durham i nauczyć Craiga wszystkiego, co sam potrafił. A była to niezwykle ciężka nauka. Trudno było mu przywyknąć do faktu, że oto z własnej woli odkłada różdżkę. Był doskonale świadom, że magia tkwiła w jego osobie, zawsze przecież powtarzał, że była jego dziedzictwem. A jednak bez tego kawałka drewna czuł się zupełnie bezbronny, jakby to głupi patyk tak naprawdę był źródłem mocy, a nie czarodziej. W ramach nauki, każdego wieczora dwaj mężczyźni prowadzili długie rozmowy, a Arnaud wykazywał się niezwykłą cierpliwością, odpowiadając na pytania swojego ucznia i gospodarza - choć i on nie potrafił wyjaśnić mu wszystkiego. Dyskutowali długo, usiłując rozłożyć magię na czynniki pierwsze - zupełnie jakby chcieli omówić każdą z zębatek w mechanizmie zegara. Wspominali o dzieciach - o tym, jak to w nich po raz pierwszy budzi się moc i manifestuje swoją obecność na różne sposoby, mimo braku różdżki. Rozmawiali także o tym, jak różdżka staje się przekaźnikiem, wzmacniaczem, wykonawcą woli czarodzieja. To pomogło Craigowi spojrzeć na magię z zupełnie nowej perspektywy. Pomogło bardziej ją docenić, nabrać większego podziwu dla tej cudownej siły, która płynęła w jego żyłach, w każdej cząsteczce ciała... i która tak bardzo odróżniała go od szlamowatych mugoli. Ale zrozumienie teorii - lub chociaż jej części, zarysu - było dopiero początkiem drogi. Żmudne ćwiczenia, które kazał mu wykonywać Arnaud wielokrotnie doprowadzały Burke'a do wściekłości. Powtarzanie do znudzenia tych samych czynności, które nie przynosiły żadnego rezultatu, sprawiało, że Craig miał ochotę rzucić to wszystko w diabły. Nigdy nie potrafił wykazywać się przesadną cierpliwością - szczególnie w takich sytuacjach jak ta, gdy niemal rozpaczliwie pragnął jakiejś zmiany, poprawy, jakiegoś przełomu. Tak trudno było pozbyć się przyzwyczajeń związanych z różdżką. To ona zawsze krzesała zaklęcia, korzystając z jego magii, odpowiednie ruchy ręką i rzucane inkantacje urzeczywistniały jego wolę. Odrzucając to czuł się, jakby odrzucał niemal dwudziestu lat nauki. I choć wiele było kryzysów i ciężko było zliczyć przekleństwa, które padały z ust Burke'a po kolejnych porażkach, Arnaud był nieugięty. Po każdym niepowodzeniu jeszcze raz pokazywał swojemu przyjacielowi jak powinien się do tego zabrać, kusił prezentując końcowy efekt - zwykle była to lewitująca w powietrzu książka lub otworzenie zamkniętej na klucz szkatuły. A Craig mełł w ustach kolejne słowa przepełnione gniewem, zerkając na swoje lewe ramię, na którym widniał Mroczny Znak.
Podczas tych ćwiczeń uczył się nie tylko władania swoją wewnętrzną magią - uczył się też cierpliwości. Z czasem, nawet pomimo porażek, nieco lepiej panował nad gniewem, choć wciąż go czuł. Ciężka praca w końcu zaczęła przynosić efekty. Pamiętał to uczucie tryumfu, gdy na znak dany ręką, książka lekko podskoczyła na stoliku. To był pierwszy raz, gdy magia zareagowała na jego żądanie bez używania różdżki. Sukces był niewielki, jednak zdecydowanie podbudował pewność siebie Burke'a. Tę samą pewność siebie, która jeszcze do niedawna była podkopywana regularnymi, ponoszonymi dzień w dzień porażkami. Nawet jego nauczyciel był zadowolony, choć nie okazał przesadnej radości w sposób otwarty - ciągle czekała ich jeszcze daleka droga.
- Skup się na efekcie. Nie na procesie. - poradził Craigowi Arnaud. To była całkiem cenna rada. Wyobrażenie sobie konkretnego rezultatu wymagało od jego magii konkretnej reakcji. On tej reakcji wymagał. I im dłużej skupiał się na swoich oczekiwaniach, tym częściej czuł ciepło spływające ku jego palcom - a potem obserwował, jak księga lekko drga, jak kałamarz przesuwa się po stole, jak wieko szkatułki odskakuje. Ilekroć zabierał się za ćwiczenia z czystym, wypoczętym umysłem, wtedy wychodziło mu lepiej. Z czasem zaczęły wychodzić mu proste zaklęcia. Alohomora. Accio. Wingardium Leviosa. Gdy któregoś razu zamknął oczy i wyobraził sobie w ręce własne pióro, już po chwili poczuł w na skórze łaskotanie - przyrząd do pisania, wcześniej leżący na stoliku, wślizgnął się w jego dłoń. Kiedy Burke zacisnął je w pięści, jego wnętrze przepełniła duma. Nie było to mistrzostwo. I choć zamierzał ćwiczyć codziennie, wiedział, że do całkowitego opanowania tej umiejętności będzie potrzebował zapewne miesięcy, jeśli nie lat... ale już wiedział, jak miał to robić. Jak rozwijać swoją moc oraz jak uniezależnić się od polegania tylko i wyłącznie na różdżce. Mógł polegać na swojej własnej sile.
Wiedział, jak nie pozwolić sobie znów upaść.

zt


monster
When I look in the mirror
I know what I see
One with the demon, one with the beast
The animal in me
Craig Burke
Zawód : Handlarz czarnomagicznymi przedmiotami, diler opium
Wiek : 34
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
If I die today, it won’t be so bad
I can escape all the nightmares I’ve had
All of my angry and all of my sad
Gone in the blink of an eye
OPCM : 8
UROKI : 16
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 35
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t3810-craig-maddox-burke https://www.morsmordre.net/t3814-blanche#70697 https://www.morsmordre.net/t3813-zwiazki-lorda-burke#70693 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t6332-skrytka-bankowa-nr-965#159559 https://www.morsmordre.net/t3842-craigowe#71823
Re: Biblioteka [odnośnik]17.10.18 19:19
15.07

Z początku ukrywał się w swoich komnatach. Tak było prościej. A inni dawali mu spokój. Chcieli, by się oswoił Przyzwyczaił do myśli, że nie otaczają go już grube, przerażające muzy Azkabanu, a przyjazne ściany Durham. Wciąż nieco mroczne - ale to był mrok swojski. Znajomy. Wyryty w duszy każdego z krwią Burke'a. Więc chcieli, dali mu szansę, żeby spróbował jakimś sposobem zapomnieć o tym, jak przez dwa miesiące jego osoba była poddawana najgorszym z możliwych tortur. Tortur, które jednak wcale nie bolały. Nie na ciele. Kości, mięśnie, żyły - to wszystko było odrętwiałe. Lodowato zimny kamień, na którym przyszło mu leżeć i powoli tracić zmysły, powodował odrętwienie, nie ból. Craig wciąż czuł ten chłód - wniknął tak głęboko, że nawet pomimo, że był lipiec, że palono w kominku oraz że na swój grzbiet zakładał po kilka warstw najgrubszych szat i przykrywał się puchowymi, ciepłymi kocami - nie potrafił się do końca tego zimna wyzbyć.
Po tym, jak razem z Blackiem udało im się perswazją oraz kilkoma prezentami przekonać jednego z sędziów do pomocy w oczyszczeniu nazwiska Burke'a, Craig odzyskał odrobinkę spokoju - ale tylko niewielką odrobinkę. Rozmiarowo porównać ją można było do ziarnka piasku. Jednakże był to promyk nadziei, szansa na względnie bezpieczny powrót do normalności. Póki co jednak umysł Craiga zalewały fale wspomnień czarnych niczym najgłębsze rejony oceanów. Gdy próbował sięgnąć pamięcią do czasu spędzonego w celi, nie potrafił sobie przypomnieć nic konkretnego. Dni i noce zlewały się w jedno, wszystko stawało się szarą, lodowato zimną masą, która wypełniała wnętrzności przerażeniem.
Gdy Burke w końcu przestał widywać ukryte po kątach, wyimaginowane zjawy, zdołał opuścić swoją komnatę. Przedstawiał sobą wtedy obraz niewiele lepszy niż w chwili opuszczenia Azkabanu - przeraźliwie chudy, z niespokojnym wzrokiem i skórą tak białą i cienką, że niemal przezroczystą. Z jakiegoś powodu uznał, że to w bibliotece odnajdzie coś, co pozwoliłoby mu powrócić, chociaż w niewielkim stopniu, do dawnego siebie. W finalnym rozrachunku, to właśnie tak później Craig spędzał większość swojego czasu. Jego przeczucie okazało się słuszne - gdy zajmował miejsce przed kominkiem, usadawiając się w jednym ze swoich ulubionych fotelu i zagłębiał się w morzu liter i słów, dawał radę zapominać o demonach, które wciąż próbowały go dręczyć. Zawsze jednak wracały.


monster
When I look in the mirror
I know what I see
One with the demon, one with the beast
The animal in me
Craig Burke
Zawód : Handlarz czarnomagicznymi przedmiotami, diler opium
Wiek : 34
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
If I die today, it won’t be so bad
I can escape all the nightmares I’ve had
All of my angry and all of my sad
Gone in the blink of an eye
OPCM : 8
UROKI : 16
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 35
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t3810-craig-maddox-burke https://www.morsmordre.net/t3814-blanche#70697 https://www.morsmordre.net/t3813-zwiazki-lorda-burke#70693 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t6332-skrytka-bankowa-nr-965#159559 https://www.morsmordre.net/t3842-craigowe#71823
Re: Biblioteka [odnośnik]18.10.18 17:20
Istniała tylko garstka miejsc, które wzbudzały w Amadeusie niepokój, lecz owiany ponurą sławą Azkaban plasował się na pierwszej pozycji tej mało zaszczytnej listy. Powszechnie wiadomo było, że czarodziej przekraczający próg tego mrocznego więzienia rzadko kiedy miał szansę powrócić, a jeśli już los obdarzył go tym szczęściem, skazaniec opuszczał mury Azkabanu odmieniony.
Już sama myśl o tym miejscu sprawiała więc, że lord Crouch czuł się nieswojo.
Gdy jednak dotarły do niego wieści, iż jego kuzyn, lord Burke, został stamtąd wyratowany przez ich wspólnych przyjaciół, Amadeus nie zastanawiał się zbyt długo, czy złożyć mu wizytę. W przeszłości często dochodziło między nimi do sporów – zwykle spowodowanych przeświadczeniem Amadeusa, że z racji starszeństwa miał zawsze rację – lecz obecnie pozostawali w dobrych stosunkach, choć lord Crouch z pewną zazdrością obserwował, jak szybko jego drogi kuzyn prześcignął go w hierarchii organizacji, do której obydwoje należeli.
Dziś jednak wyjątkowo wypadało zakopać topór wojenny; Craig był jego rodziną, synem ciotki Amadeusa, więc lord Crouch czuł się zobowiązany stawić się w Durham i wypytać o jego zdrowie.
Zjawił się zatem w Durham Castle dość niezapowiedzianie, obwieszczając na progu, że przybył odwiedzić lorda Burke’a. Miał ze sobą butelkę doskonałego włoskiego wina, którą przechowywał już od kilku lat z myślą o podarowaniu ją komuś w prezencie i którą zamierzał wręczyć Craigowi, by sprowadzony z gorącej Italii trunek choć trochę pokrzepił go po niedawnych przeżyciach. Dowiedziawszy się od sług, że jego kuzyn przebywał w bibliotece, Amadeus pośpieszył w tamtą stronę, dość niepewnie przemierzając zamkowe korytarze, jako że minęło sporo czasu, odkąd był tutaj po raz ostatni. Wreszcie dotarł jednak do drzwi biblioteki i zapukawszy kilkakrotnie w wiekowe drewno, wkroczył do środka, znajdując Craiga pogrążonego w lekturze przed kominkiem.
Nie umknęło jego uwadze, że choć był lipiec i środek lata, w kominku płonął ogień.
- Kuzynie – odezwał się, podchodząc bliżej fotela, w którym siedział lord Burke, i stawiając wino na najbliższym stoliku. - Wybacz tę niezapowiedzianą wizytę. Zmagałbym się jednak z własnym sumieniem, gdybym nie odwiedził cię w trosce o twoje zdrowie. Przyjmij proszę to znakomite wino prosto z Włoch – przerwał nagle, przypatrując się uważniej Craigowi. W istocie można było martwić się o jego zdrowie; lord Burke był śmiertelnie wychudzony i nawet ciepły blask kominka nie potrafił ukryć trupiej bladości, której nabrała jego twarz. - Mam nadzieję, że czujesz się już lepiej.
Amadeus podejrzewał, że w przypadku Craiga rekonwalescencja nie miała być krótkim i łatwym procesem – podobnie jak odbudowanie reputacji wśród szlacheckiego środowiska, nadwątlonej poprzez niechlubny pobyt w Azkabanie.
Amadeus Crouch
Zawód : znawca prawa, dyplomata, poliglota po godzinach
Wiek : 40
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczony

I had a taste for you, once

OPCM : 5
UROKI : 9
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 16
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6411-amadeus-crouch https://www.morsmordre.net/t6576-romulus https://www.morsmordre.net/t6440-pan-dyplomata https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6577-skrytka-bankowa-nr-1610#167556 https://www.morsmordre.net/t6575-amadeus-crouch#167554
Re: Biblioteka [odnośnik]19.10.18 1:47
To oczywiste, że nie spodziewał się gości. Nie otrzymał żadnej sowy, a nie sądził, by któryś z jego przyjaciół prawdziwie zainteresował się losem Craiga na tyle, by zaryzykować gniew innych lordów Durham, odwiedzając zamek bez zapowiedzi. Poza tym, większość spośród tych, którzy znali tego konkretnego Burke'a, wiedzieli, że nie lubił niezapowiedzianych wizyt. Nie lubił być nieprzygotowanym. Od momentu swojej porażki w dzielnicy portowej, gdy stanął przeciwko dwóm aurorom - nienawidził tego jeszcze bardziej. Brak jakiejkolwiek kontroli sprawiał, że jego niepokój wzrastał, osiągał niemal postać paniki. Nawet jeśli chodziło o tak błahą kwestię jak niemożność dostosowania właściwego stroju do czekającej go konfrontacji. Gdyby wiedział, że tego dnia kuzyn wpadnie do niego z wizytą, Craig przygotowałby się jakoś. Nie był pewien jak. Może chociaż spróbowałby lepiej ukryć wystające kości i skórę szarą jak papier? Kazał zaparzyć herbatę dla gościa?
- Amadeus - odezwał się, podnosząc nieco nerwowy wzrok na kuzyna. Stukanie w do drzwi biblioteki, które rozniosło się cichym echem w przestronnym wnętrzu pośród regałów, zaskoczyło go. Służba zwykła obwieszczać o swojej obecności w inny sposób.
- To niespotykane. - zauważył, odkładając lekturę na stolik postawiony tuż obok. Istotnie, wizyty Amadeusa w tejże posiadłości zdarzały się raczej rzadko. I chociaż niezapowiedziane przybycie znów spowodowało lekkie spięcie nerwów u Burke'a, właściwie to nawet cieszył się z tych odwiedzin. Zawsze na pierwszym miejscu stawiał rodzinę - chociaż mimo wszystko trzeba było przyznać, że lepsze kontakty miał z tymi jej członkami, z którymi dzielił nazwisko. - Dziękuję za twoją troskę. I za podarek.
Wino potrafiło być lekiem na udręczony umysł, wiedział to. Przez tych kilka tygodni, które minęły od chwili jego uwolnienia, zdążył się już dwa razy upić niemal do nieprzytomności, gdy próbował pozbyć się wyjątkowo natrętnych i przerażających zjaw, które nawiedzały go w nocy. I choć wedle zasad gościnności powinien teraz przyniesione wino otworzyć, by mogli napić się razem, nie zrobił tego. Zbyt często w ostatnich dniach sięgał po alkohol. Podniósł się jednak z fotela by - z lekkim opóźnieniem, acz to mu trzeba wybaczyć - w końcu powitać kuzyna jak należy. Jego uścisk nie należał do najsilniejszych, jednak istotnie, Burke'owi poprawiło się już nieco od chwili powrotu do rodzinnej posiadłości.
-Odrobinę. Wciąż mam wrażenie, że to był zwyczajny koszmar. To zbyt nierealne - odpowiedział. Nie zdarzyło się jeszcze przecież, aby jakiś skazaniec opuścił mury Azkabanu. Czarodzieje trafiali tam na dożywocie! - Gdybyś wysłał sowę, na pewno prezentowałbym się nieco lepiej. - niestety musiał mu to wytknąć. Na pewno rozsiedliby się też w jakimś dużo bardziej komfortowym miejscu niż biblioteka - chociaż pusty fotel, który stał tuż obok tego, w którym siedział Craig, był dość wygodny.


monster
When I look in the mirror
I know what I see
One with the demon, one with the beast
The animal in me
Craig Burke
Zawód : Handlarz czarnomagicznymi przedmiotami, diler opium
Wiek : 34
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
If I die today, it won’t be so bad
I can escape all the nightmares I’ve had
All of my angry and all of my sad
Gone in the blink of an eye
OPCM : 8
UROKI : 16
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 35
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t3810-craig-maddox-burke https://www.morsmordre.net/t3814-blanche#70697 https://www.morsmordre.net/t3813-zwiazki-lorda-burke#70693 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t6332-skrytka-bankowa-nr-965#159559 https://www.morsmordre.net/t3842-craigowe#71823
Re: Biblioteka [odnośnik]20.10.18 15:58
Po raz kolejny złapał się na banalnej myśli, tak oczywistej w obecnej sytuacji, że Craig nie wyglądał najlepiej - począwszy od nerwowego błysku w jego czach, skończywszy na wymizerniałej sylwetce i nie tak energicznych jak kiedyś ruchach. Ten widok jedynie wzmógł w Amadeusie niepokój – czyż Azkaban i jego mroczne czeluście, pochłaniające codziennie dziesiątki dusz, nie stanowił realnego zagrożenia dla każdego, kto splamił swoje ręce zbrodnią?
Szybko jednak odegnał podobne myśli, zły na samego siebie, że nieomal dał się zastraszyć. To, co stało się z Craigiem, było niefortunnym zbiegiem okoliczności, wynikiem nieoczekiwanego rozwoju wypadków, więc takiego właśnie przekonania powinien był trzymać się Amadeus. Naturalnie tylko głupcy ignorowali ponurą sławę Azkabanu, ale do tchórzów należeli z kolei ci, którzy unikali konfrontacji z nią.
- Przyjemność po mojej stronie – odrzekł tylko, obserwując powolne ruchy kuzyna. Może powinien był zapewnić go, że z uwagi na swój stan nie musiał wstawać? Z drugiej strony nie chciał jednak okazywać Craigowi przesadnej litości; szczerze wątpił, aby spodobało się to jego kuzynowi. - Dobrze słyszeć, że powoli wracasz do sił – powiedział, odwzajemniając uścisk, po czym zajął wolny fotel. - Koszmar, który jednak przetrwałeś – dodał zaraz. Oczywiście pobyt w Azkabanie trudno było nazwać źródłem dumy, lecz po tygodniach spędzonych w mrocznym więzieniu Craig jeszcze jakoś się trzymał, co zasługiwał na pewien podziw.
Słowa lorda Burke’a uświadomiły Amadeusowi, że być może faktycznie dla zasady powinien był zapowiedzieć swoją wizytę. Lord Crouch należał jednak do ludzi głęboko – i czasem błędnie - przekonanych, że byli mile widziani zawsze i wszędzie, dlatego darował sobie pisanie listu.
- Sowom zdarza się gubić listy. Poza tym nie chciałem dłużej zwlekać – stwierdził tylko, machnąwszy nonszalancko dłonią. Rozsiadł się wygodniej w fotelu, wyciągając przed siebie nogi, choć żar bijący od kominka stanowił dla niego drobną niewygodę. Domyślał się jednak, że w Azkabanie nie można było uświadczyć ciepła ognia… czy jakiegokolwiek ciepła.
Milczał przez moment, wpatrując się w płomienie liżące ściany kominka, po czym znów skierował wzrok ku Craigowi, obserwując go uważnie.
- Nie chcę popełnić nietaktu, pytając cię o coś, co z pewnością nie jest w tej chwili przyjemnym tematem do rozmów. Wybacz mi, jeśli tak się stanie – zaczął wreszcie. - Jednak ciekawi mnie, czy opowieści mówią prawdę o tym miejscu. O Azkabanie – dodał, badając reakcję Craiga.
W istocie Amadeus czuł ciekawość, choć niewykluczone, że była to bardziej chęć upewnienia się, że zasłyszane przez lata historie nie kłamały i że znajdujące się na wyspie więzienie słusznie owiane było mroczną sławą. Z uwagi na kondycję Craiga – zarówno psychiczną, jak i fizyczną – Amadeus był jednak gotów porzucić temat, gdyby okazał się on zbyt drażliwy dla kuzyna.
Amadeus Crouch
Zawód : znawca prawa, dyplomata, poliglota po godzinach
Wiek : 40
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczony

I had a taste for you, once

OPCM : 5
UROKI : 9
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 16
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6411-amadeus-crouch https://www.morsmordre.net/t6576-romulus https://www.morsmordre.net/t6440-pan-dyplomata https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6577-skrytka-bankowa-nr-1610#167556 https://www.morsmordre.net/t6575-amadeus-crouch#167554
Re: Biblioteka [odnośnik]24.10.18 1:01
Litość rzeczywiście była ostatnią rzeczą, której Craig by oczekiwał. Tak naprawdę wcale nie chciał troski, nie chciał, by skakano wokół niego, uważając na każdym kroku, aby przypadkiem nic sobie nie zrobił. Potrzebował spokoju i czasu, aby odbudować twierdzę, którą stanowił jego umysł. Jej kamienie leżały niemal w gruzach, jednak fundamenty wciąż stały - głównie dzięki temu, że Burke spędził w Azkabanie zaledwie dwa miesiące, a nie całe lata. Wsparcie rodziny także było dla niego w tym momencie bardzo pomocne - ale potrzebował go nie w formie niańczenia, chuchania niczym na jajko, które w każdej chwili może się stłuc. Zdecydowanie wolał samą świadomość, że tuż obok były osoby, którym mógł zaufać. Czasami słyszał ich głosy na korytarzu, słyszał też jak wydawali konkretne polecenia służbie. Zaglądali do niego czasem, ale dawali mu spokój oraz czas, aby mógł przykryć wspomnienia o Azkabanie chociaż cienką warstewką kurzu. Bardzo fortunnie się złożyło, że Burke'owie nigdy nie należeli do zbyt wylewnych rodzin.
- Jakoś - odparł cicho. Był święcie przekonany o tym, że jeśli spędził by w towarzystwie dementorów jeszcze miesiąc, w końcu by się załamał. Rozpacz i strach doprowadziłyby go do krawędzi, a potem po prostu zepchnęłyby w otchłań szaleństwa. Bo tak było prościej. Zapaść się w siebie. Odciąć od wszystkiego co boli, od zimna i przerażenia. Były takie zakamarki w ludzkim umyśle, do których dementorzy nie mieli wstępu. Na nieszczęście, jeśli człowiek już zdecydował, by się tam zamknąć, nie sposób było wyjść.
- Więc przygnała cię tu ciekawość - mruknął, odwracając ponownie wzrok na płomienie. Patrzenie na ogień go uspokajało. Nie próbował udawać silniejszego niż był. Chciałby, naprawdę chciałby móc opowiadać o Azkabanie tak, jakby zupełnie go to nie ruszało. Odciąć się od wspomnień, od zimna. Mówić o tym tak, jakby cała ta historia dotyczyła kogoś innego. I chociaż miał świadomość, że prędzej czy później będzie musiał się zmierzyć z tymi emocjami, z koszmarami zamieszkującymi jego głowę, a potem je przezwyciężyć... wciąż drżał. Cały czas czuł się brudny, nie ważne jak wiele czasu spędzał w ciepłej wodzie w łaźniach. W nocy mógł spać tylko dzięki zażywaniu eliksiru słodkiego snu - bez tego cudownego wywaru, Burke nie byłby w stanie ani na chwilę zmrużyć oka. Bo strach, uczucie osaczenia i panika pojawiały się zawsze z nadejściem zmroku.
- Co cię najbardziej przeraża, kuzynie? - odezwał się po chwili milczenia. W końcu przeniósł spojrzenie na Croucha, ale jego spojrzenie było puste. Cofał się do tych wspomnień, usiłując jednocześnie odciąć się od emocji, które ze sobą niosły. Skoro Amadeus chciał się dowiedzieć co nieco o Azkabanie, Burke mógł spróbować mu opowiedzieć. Nie można było jednak zapomnieć, że każdego ze swoich więźniów twierdza ta męczyła inaczej. Niezależnie od odporności umysłu, dementorzy potrafili zgiąć każdy kark, rzucić nawet najdumniejszego czarodzieja na kolana. Bo każdy miał jakąś słabość. Azkaban wiedział dokładnie, jak się do niej dobrać.


monster
When I look in the mirror
I know what I see
One with the demon, one with the beast
The animal in me
Craig Burke
Zawód : Handlarz czarnomagicznymi przedmiotami, diler opium
Wiek : 34
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
If I die today, it won’t be so bad
I can escape all the nightmares I’ve had
All of my angry and all of my sad
Gone in the blink of an eye
OPCM : 8
UROKI : 16
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 35
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t3810-craig-maddox-burke https://www.morsmordre.net/t3814-blanche#70697 https://www.morsmordre.net/t3813-zwiazki-lorda-burke#70693 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t6332-skrytka-bankowa-nr-965#159559 https://www.morsmordre.net/t3842-craigowe#71823
Re: Biblioteka [odnośnik]03.11.18 17:45
Im dłużej nad tym myślał, tym bardziej utwierdzał się w przekonaniu, że w istocie nie każdy mógł poszczycić się wystarczającą odpornością psychiczną, by przetrwać Azkaban i nie oszaleć… kompletnie. Nie zamierzał ciągnąć kuzyna za język po oszczędnym jakoś, które padło z jego ust, ale mimo wszystko uważał, że ostatnie dwa miesiące były próbą, jaką lord Burke zdołał przejść całkiem pomyślnie. Czyż nie takich umysłów potrzebowali przecież Rycerze Walpurgii? Nawet jeśli w chwili obecnej kondycja Craiga budziła poważne, widoczne gołym okiem zastrzeżenia, Amadeus był skłonny wierzyć, że pobyt w Azkabanie prędzej czy później miał go w pewien sposób wzmocnić.
- Wierz mi, nie tylko – odparł zgodnie z prawdą, zerkając na wpatrzonego w płomienie kuzyna. - Ale rzadko kiedy mam okazję porozmawiać z kimś, kto przeżył Azkaban – dodał z lekkim przekąsem, lecz zaraz umilkł, wciąż obserwując reakcję Craiga.
Wiedział, że wkroczył na grząski grunt, zadając mu to pytanie, lecz nie potrafił się powstrzymać. Choć dla wielu ludzi niewiedza była źródłem wewnętrznego spokoju, z którego nie potrafili zrezygnować, dla Amadeusa stanowiła nieodkrytą kartę, tylko czekającą na odsłonięcie. Nawet jeśli jej treść miała go przerazić, nękać i nie pozwolić zmrużyć w nocy oka -  końcu ciekawość była pierwszym krokiem do zguby – pragnął zapłacić tę cenę, byle tylko poznać prawdę.
Pozwolił Craigowi milczeć do woli, domyślając się, że odpowiedź na jego pytanie nie była prosta, a gdy lord Burke zabrał wreszcie głos, Amadeus doznał nieprzyjemnego uczucia, spoglądając w jego oczy.
Wzrok Craiga naznaczony był pustką.
Tym razem to on uciekł spojrzeniem ku płomieniom, zastanawiając się, co przerażało go najbardziej. Wiedział jednak, że wcale nie musiał przeczesywać własnego umysłu w poszukiwaniu właściwej odpowiedzi; doskonale znał trapiący go od lat lęk, który zwalczał i którym niemalże gardził, zaciekle usiłując podważyć jego istnienie. Jednocześnie uświadomił sobie, że nigdy nie ubrał źródła swojego strachu w słowa, nigdy nie podzielił się z nikim czymś tak głęboko personalnym, a świadomość ta wzburzyła go jeszcze bardziej.
Wyprostował się w fotelu, czując się co najmniej nieswojo, i po chwili wahania przerwał ciszę.
- Jak zapewne dobrze wiesz, byłem już kiedyś żonaty. Moja pierwsza żona umarła w połogu, a wraz z nią mój syn – jego głos brzmiał beznamiętnie, miarowo niczym szum deszczu w chłodny i mglisty dzień. - Nie zniósłbym myśli, że to samo mogłoby spotkać lady Slughorn, z którą mam się wkrótce ożenić. Przeraża mnie samotność – czuł się dziwnie, wypowiadając te słowa; niemalże słabo i bezbronnie, bo wiedział, że jego lęk był prawdziwy. Przeżył go już kiedyś, w pierwszych tygodniach po śmierci lady Crouch i ich dziecka, gdy rodowa rezydencja ucichła, spowita w śmierć i żałobę. Za nic w świecie nie chciałby znów doświadczyć tej straty i na powrót pogrążyć się w beznadziei; nie teraz, gdy jego pragnienie posiadania rodziny i potomków było tak silne.
Amadeus Crouch
Zawód : znawca prawa, dyplomata, poliglota po godzinach
Wiek : 40
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczony

I had a taste for you, once

OPCM : 5
UROKI : 9
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 16
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6411-amadeus-crouch https://www.morsmordre.net/t6576-romulus https://www.morsmordre.net/t6440-pan-dyplomata https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6577-skrytka-bankowa-nr-1610#167556 https://www.morsmordre.net/t6575-amadeus-crouch#167554
Re: Biblioteka [odnośnik]07.11.18 0:38
Niemal się uśmiechnął. To brzmiało wręcz dumnie, prawda? Ktoś, kto przeżył Azkaban. Craig sam próbował czerpać z tego siłę. Wyobrażać sobie, że kiedyś to miejsce stanie się tylko odległym wspomnieniem, a o nim będą opowiadali jak o bohaterze, przez swoje poświęcenie sprawie wylądował w tym przeklętym, zapomnianym przez czas i ludzi miejscu. Naprawdę próbował patrzeć na to w pozytywniejszym świetle. Ale przezwyciężenie tego strachu nie było proste. Tym bardziej gdy Amadeus prosił go o uzewnętrznienie się w kwestii tego, co tam widział. Może Burke powinien potraktować to jako swojego rodzaju terapię? Czyż nie na tym polegały sesje psychiatryczne? Uznał ten pomysł za całkiem logiczny, chociaż odnalezienie odpowiednich słów zajęło chwilę.
- Myślę, że spotkałbyś ich tam. - zaczął powoli i ostrożnie. Czerpał z własnych doświadczeń, ale spróbował przełożyć je na cudze lęki. O dziwo, gdy już zaczął, słowa popłynęły z jego ust całkiem gładko. Chyba wydawało się to nieco łatwiejsze, kiedy to, o czym opowiadał, nie dotyczyło bezpośrednio jego osoby. - Swoją zmarłą żonę i syna. Co jakiś czas odwiedzaliby cię w mroku celi. Trochę jak widma albo duchy. Pozbawione życia ciała, rozkładające się tuż obok ciebie. I patrzyliby na ciebie z wyrzutem, nie rozumiejąc, dlaczego pozwoliłeś im umrzeć. Zawodząca kobieta o szacie ubrudzonej świeżą krwią, trzymająca na rękach płaczącego syna, pozbawionego szansy na zasmakowanie życia. - gdy Burke przebywał w celi, nawiedzały go właśnie takie duchy przeszłości. Widma jego porażek, złych decyzji, odzwierciedlenie jego strachu oraz najgorszych koszmarów. Widział martwą siostrę, a jej puste oczy mówiły mu, że to jego wina. Że nie dał rady należycie jej ochronić, a taką przecież złożył jej przysięgę. Widział brata, zamienionego w wilkołaka, a jego przepełnione wściekłością wycie obiecywało Craigowi śmierć w męczarniach. W mroku często rozlegał się też kobiecy płacz, zawodzenie wręcz - ale Burke nie był w stanie określić do kogo należał. Matki? Przyszłej żony? Dlaczego płakała? - I lady Slughorn zapewne też wkrótce by do nich dołączyła. Być może byłaby brzemienna, a może ściskałaby w ramionach drugie niemowlę? Ich milczące spojrzenia pełne wyrzutów w końcu sprawiłyby, że samotność uznałbyś za wybawienie. Ale nie ważne czy miałbyś oczy otwarte lub zamknięte. Sen by nie nadchodził. Dni zlewałyby się z nocą, a te duchy wciąż dręczyłyby cię swoją obecnością. - zakończył, potrząsając lekko głową, jakby miało to pomóc mu w otrząśnięciu się ze swoistego transu, w który wpadł. Chyba nawet pomogło, gdy ponownie spojrzał na kuzyna, jego oczy były już po prostu zmęczone. Nie chciał przestraszyć kuzyna, ani też wykorzystywać jego słabości. Niemniej jednak, Amadeus chciał się dowiedzieć o tym, jak wyglądał Azkaban - a Craig mógł się domyślić, że więzienie dręczyłoby Croucha mniej więcej w taki sposób. - Wybacz mi proszę, jeśli ten opis był zbyt... - nie wiedział w sumie jaki. Dokładny? Prawdziwy? Straszny?


monster
When I look in the mirror
I know what I see
One with the demon, one with the beast
The animal in me
Craig Burke
Zawód : Handlarz czarnomagicznymi przedmiotami, diler opium
Wiek : 34
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
If I die today, it won’t be so bad
I can escape all the nightmares I’ve had
All of my angry and all of my sad
Gone in the blink of an eye
OPCM : 8
UROKI : 16
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 35
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t3810-craig-maddox-burke https://www.morsmordre.net/t3814-blanche#70697 https://www.morsmordre.net/t3813-zwiazki-lorda-burke#70693 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t6332-skrytka-bankowa-nr-965#159559 https://www.morsmordre.net/t3842-craigowe#71823
Re: Biblioteka [odnośnik]05.12.18 18:13
Poczuł na skórze lekki dreszcz, słysząc słowa Craiga, jednak nie dał po sobie poznać, jak głęboko się nimi przejął – głębiej niż tego oczekiwał
Virginie i jego syn. Syn, któremu nigdy nie nadano imienia, nie posłano do Hogwartu ani nie zaplanowano przyszłości. Myśl, że miałby ich kiedykolwiek zobaczyć, była całkowicie nierealna i zatrważająca – czy miałby odwagę spojrzeć im w oczy, wiedząc, że nie zrobił nic, aby sprzeciwić się śmierci? Po prostu pozwolił pogrzebać ich ciała podczas skromnej ceremonii na cmentarzu; umieścić w dębowych trumnach na satynowej wyściółce i zagrzebać głęboko w ziemi, z daleka od jasności i ciepła słonecznych promieni, których żadne z nich nie miało już nigdy ujrzeć. Nieomal wzdrygnął się, wspominając tamten moment, po czym zacisnął silniej dłonie na miękkich oparciach fotela, zapatrzony w wijące się na palenisku płomienie, których żaru zdawał się już nie czuć. Poza cichym trzaskiem ognia jedynym dźwiękiem był głos lorda Burke’a, spokojny i miarowy, choć wypowiadane przez niego słowa budziły w Amadeusie wszystko, tylko nie spokój.
Czy pamiętał jeszcze, jak wyglądała jego żona, zanim ujrzał ją na łożu śmierci? A on, ich syn, czy wydobył z siebie choć jeden krzyk, nim odszedł wraz ze swoją matką?
Miał wrażenie, że w obydwu przypadkach odpowiedź była przecząca.
Ale jego kuzyn mówił dalej; nie wahał się, nie szukał słów, nie pozwalał sobie na krótkie pauzy; zdawało się, że doskonale wiedział, co powiedzieć, tak jakby okrutna trauma sama szeptała mu do ucha odpowiednie słowa.
Kiedy wspomniał o Madeline, Amadeus drgnął i zwrócił wreszcie pochmurne oblicze ku Craigowi, wpatrując się w niego bez słowa i z zaciśniętymi ustami. Lady Slughorn była najskrytszym pragnieniem jego dość skamieniałego serca, a gdyby ją utracił, byłoby to tak, jakby ktoś wyrwał mu je i rzucił brutalnie o ziemię, rozbijając na drobne kawałeczki. Nic w jego życiu nie było tak ważne jak zapewnienie jej ochrony, by mógł cieszyć się Madeline do końca swoich dni i patrzeć, jak wydaje na świat dziedziców, których tak bardzo pożądał.
Nie zorientował się, że Craig przestał mówić. Siedział zesztywniały, nienaturalnie wyprostowany, ze wzrokiem wciąż skierowanym ku kuzynowi. Dopiero gdy usłyszał jego przeprosiny, otrząsnął się lekko, zupełnie jakby pogrążony był przed chwilą w koszmarze, po czym uciekł wzrokiem ku płomieniom.
Tym razem czuł ich ciepło.
- Nie sądziłem… – zaczął, ale zaraz urwał, po raz pierwszy nie wiedząc, co powiedzieć. On, wybitny retor. - Wydaje mi się, że moje wyobrażenie o Azkabanie było niekompletne – podjął wreszcie, odchrząkując cicho. - Nie musisz mnie przepraszać. Sam poprosiłem cię o prawdę. Widocznie nie doceniłem jej ciężaru – zrobił krótką pauzę, potrząsając lekko głową. - Być może to ja winien ci jestem przeprosiny za przywoływanie tego tematu.
Jeśli przeraziły go same słowa, jak przerażające musiało być to, co przeżył Craig przez ostatnie dwa miesiące?
- Jednak domyślam się, że są już czynione odpowiednie wysiłki, aby oczyścić twoje dobre imię, nieprawdaż? – zmienił temat, na powrót opierając się wygodnie o fotel. Kwestia, o którą pytał nie była pozbawiona znaczenia; pobyt w Azkabanie nie wyglądał zbyt dobrze w niczyim życiorysie, zwłaszcza szlacheckim, lecz Amadeus był pewien, że szczegóły każdej historii można było zmienić.
Amadeus Crouch
Zawód : znawca prawa, dyplomata, poliglota po godzinach
Wiek : 40
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczony

I had a taste for you, once

OPCM : 5
UROKI : 9
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 16
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6411-amadeus-crouch https://www.morsmordre.net/t6576-romulus https://www.morsmordre.net/t6440-pan-dyplomata https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6577-skrytka-bankowa-nr-1610#167556 https://www.morsmordre.net/t6575-amadeus-crouch#167554
Re: Biblioteka [odnośnik]17.12.18 0:55
To było dość niecodzienne wydarzenie - dostrzec w oczach Amadeusa taką pustkę i lęk, usłyszeć zawahanie w jego głosie, być świadkiem tego, jak potrzebuje chwili na to, aby zebrać swoje myśli i otrząsnąć się z obrazu, który Craig tak dokładnie mu opisał. Chyba po prostu Burke nie spodziewał się, że jego słowa aż tak wstrząsną kuzynem - gdy je wypowiadał, doskonale wiedział, że przedstawiały personifikację ogromnego nieszczęścia, które spotkało Croucha w przeszłości - i które, Salazarze uchowaj, mogłoby się wydarzyć ponownie. Sam Burke jednak nie odczuwał nic względem poprzedniej żony kuzyna, ani nawet wobec lady Madeline, więc wizja, którą sam wyrysował, nie wstrząsnęła nim aż tak bardzo. Dużo ciężej byłoby mu opowiadać o jego własnych koszmarach.
- Azkaban potrafi bez trudu odczytać twoje ukryte lęki. Twoje obawy, żale, wątpliwości. Kiedy wtrącają cię w jego mury, nie ma sensu ich ukrywać, więzienie i tak odkryje każdą twoją słabość. Ale zaraz potem zwraca - podsuwa ci pod nos, jak na srebrnej tacy. Zwielokrotnione i wyolbrzymione. - wyjaśnił jeszcze, podnosząc się nieco z fotela, aby dorzucić do ognia kolejne, niewielkie polano. Nie chciał już dłużej rozmawiać o tym miejscu, powracać myślami do horrorów własnych oraz cudzych - te i tak będą go dręczyć nocami jeszcze przez długi czas. Dziękował losowi za to, że mieszka pod jednym dachem z tak uzdolnionym alchemikiem. Gdyby nie silne dawki eliksiru Słodkiego Snu autorstwa Quentina, Craig prawdopodobnie do dziś nawet nie zmrużyłby oka. Dlatego też, chociaż nie dał tego po sobie wyraźnie poznać, z ulgą przyjął zmianę tematu. - Och, to już jest właściwie załatwione. - Burke na co dzień raczej brzydził się polityką, nie zmieniało to faktu, że była to jedna z najpotężniejszych broni, jaką dysponować mógł człowiek. Odpowiednie kontakty i drobne upominki potrafiły czasami zdziałać cuda.
- Dzięki uprzejmości naszych wspaniałych przyjaciół, pozyskałem liczne zaświadczenia o swojej niewinności. Pewien dobry człowiek zasiadający w Wizengamocie, znajomy Cygnusa Blacka, zebrał je i okazał się być na tyle miły, że z ich pomocą przekonał pozostałych sędziów, że tak naprawdę doszło do zwyczajnej pomyłki. W Azkabanie wylądował ktoś, kto był do mnie bardzo podobny, ale przez pośpiech dwójki tępych aurorów, nawet dokładnie nie sprawdzono jego personaliów.  - troszeczkę przekoloryzował - przekonanie sędziego wcale nie było takie proste. Mężczyzna nie zgodził się dobrowolnie skupić na sobie uwagi całego Wizengamotu i ryzykować utraty posady z litości nad biednym Burke'm. Craig musiał przekupić go prezentem w postaci kła bazyliszka, Cygnus zaś zobowiązał się do znalezienia kandydata na męża dla niezbyt urodziwej córki sędziego. Nie obyło się też jednak bez dyskretnie zawoalowanej groźby - bo przecież całkowite zniszczenie, wgniecenie w ziemię jednego człowieka, było zarówno dla Burke'ów jak i Blacków ledwie drobnostką. Czy mężczyzna miał więc tak naprawdę jakikolwiek wybór?
- Dziękuję, że znalazłeś chwilę czasu, aby mnie odwiedzić - Burke spojrzał jeszcze raz na kuzyna - Dobrze wiedzieć, że w tak szalonych czasach wciąż można liczyć na swoją rodzinę.


monster
When I look in the mirror
I know what I see
One with the demon, one with the beast
The animal in me
Craig Burke
Zawód : Handlarz czarnomagicznymi przedmiotami, diler opium
Wiek : 34
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
If I die today, it won’t be so bad
I can escape all the nightmares I’ve had
All of my angry and all of my sad
Gone in the blink of an eye
OPCM : 8
UROKI : 16
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 35
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t3810-craig-maddox-burke https://www.morsmordre.net/t3814-blanche#70697 https://www.morsmordre.net/t3813-zwiazki-lorda-burke#70693 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t6332-skrytka-bankowa-nr-965#159559 https://www.morsmordre.net/t3842-craigowe#71823
Re: Biblioteka [odnośnik]23.12.18 16:58
Był zbyt dumny, by przyznać się do dręczących go lęków.
Latami karmił własne ego pozycją, bogactwem i wpływami które posiadał, nigdy nie dopuszczając do siebie myśli, że odarty z nich, był tylko człowiekiem – nędzną marionetką dla pociągającego za sznurki strachu. Wolał napawać się dumą niż giąć kark przed słabościami, których istnienie nieustannie podważał. Był przecież Crouchem, potomkiem szlachetnego, wiekowego rodu, jakże mógł stawiać siebie na równi z wszystkimi tymi, którzy kulili się przed strachem i akceptowali własne niedoskonałości?
Jego ojciec zawsze powtarzał mu, że pokora mogła go zaprowadzić jedynie pod buty innych ludzi, a Amadeus wziął sobie tę radę głęboko do serca.
Ale dziś było inaczej – dziś słowa kuzyna sprawiły, że w jego sercu narodził się lęk, którego Amadeus nie potrafił zignorować. Choć wiedział, że lady Slughorn była bezpieczna w murach swojej rezydencji, a jego rodowemu dziedzictwu nic nie groziło, skąd mógł wiedzieć, co przyniesie nieubłagany los? W oczach Amadeusa pojawił się niespokojny błysk; Azkaban znajdował się wiele mil od Durham, otoczony szarymi, niebezpiecznymi wodami, lecz w jednej chwili on i jego zmory stały się Crouchowi dużo bliższe, zbyt bliskie.
Czy Craig czuł to samo? Każdego dnia, każdej nocy?
- Nigdy nie chciałbym tam trafić – odpowiedział tylko, obserwując, jak rzucone przez lorda Burke’a polano zajmuje się ogniem. Czuł, że obydwoje byli już zmęczeni ponurym tematem Azkabanu – zarówno psychicznie jak i fizycznie.
- Cieszę się, że nasi przyjaciele postanowili wspomóc cię w potrzebie – odrzekł, wysłuchawszy relacji Craiga. Nie miał wątpliwości, że sprawa była delikatna i wymagała zjednania sobie konkretnych osób, lecz nie wątpił w koneksje i umiejętności ich wspólnych przyjaciół. - Mam tylko nadzieję, że ten dobry człowiek nie poczuje nagle wyrzutów sumienia i nie spróbuje wyznać Wizengamotowi prawdy – stwierdził po chwili, zamyślając się głęboko. Osobiście miałby spory problem z zaufaniem komuś obcemu, kto spoufalał się z jakimkolwiek Blackiem, lecz oczywiście liczył na to, że rzekomy dobry człowiek był pewną osobą. - Jeżeli zdarzyłoby się, że potrzebowałbyś mojej pomocy w kwestiach prawa, możesz na mnie liczyć – dodał jeszcze, przenosząc spojrzenie na Craiga.
Słysząc słowa kuzyna, uśmiechnął się lekko – rodzina była dla niego priorytetem i choć wspomnienie rozmowy o Azkabanie miało dręczyć go jeszcze przez pewien czas, był rad, że odwiedził dziś Durham.
- Oczywiście. Staram się nie zaniedbywać rodzinnych więzi – powiedział, podnosząc się z fotela. - Niestety wzywają mnie obowiązki w Londynie, ale chciałbym ci życzyć szybkiego powrotu do zdrowia – dodał jeszcze i przechodząc obok fotela Craiga, poklepał kuzyna po ramieniu w przyjacielskim geście, po czym udał się ku drzwiom.

ztx2
Amadeus Crouch
Zawód : znawca prawa, dyplomata, poliglota po godzinach
Wiek : 40
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczony

I had a taste for you, once

OPCM : 5
UROKI : 9
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 16
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6411-amadeus-crouch https://www.morsmordre.net/t6576-romulus https://www.morsmordre.net/t6440-pan-dyplomata https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6577-skrytka-bankowa-nr-1610#167556 https://www.morsmordre.net/t6575-amadeus-crouch#167554
Re: Biblioteka [odnośnik]10.12.20 1:44
18 września 1957, środa

Biblioteka rodu Burke robiła wrażenie, tego z pewnością nie można było jej odmówić. Dwa piętra wypełnione setkami tysięcy książek były wręcz przytłaczające w swojej formie. O ile Black znała własną bibliotekę na wylot i potrafiła wskazać dokładne miejsce poszukiwanej książki niemal w przeciągu sekund, tak tu czuła się kompletnie zagubiona. Mogłaby nawet przekląć pod nosem gdyby nie skrzat czyszczący akurat jeden z globusów, ten jednak szybko wyszedł gdy dostrzegł szlachciankę przechodzącą przez drzwi biblioteki i zostawił ją zupełnie samą.
- Merlinie... - pokręciła głową próbując zorientować się gdzie właściwie może znaleźć to czego szuka.
Jeśli byłby jakikolwiek kod byłoby łatwiej szukać potrzebnych dzieł, ale najpierw należało ten kod odkryć. Rozglądała się jeszcze chwile po bibliotece, właściwie ciągle kręcąc głową aż w końcu kątem oka dostrzegła złotą tabliczkę z wygrawerowanymi literami "HISTORIA". Mimowolnie Black odetchnęła i chociaż regał był ogromny, zawęziła przynajmniej poszukiwania. Żałowała, że nie było z niej Prim, ta z pewnością orientowała się w tym miejscu o wiele lepiej i zaoszczędziła jej sporo czasu. Oczywiście w Durham był jeszcze jeden Burke... Ten sam który zakorzenił w jej głowie pomysł na odwiedzenie tego miejsca niemal dwa miesiące wcześniej. Nie wypadło jednak odzywać się do niego, a już na pewno nie z tak błahym powodem. Nawet jeśli liczyła, że go tam spotka to książki które powoli zdejmowała z półek i niosła do jednego z dębowych biurek skutecznie odciągały jej uwagę. Ciasny gorset nie pomagał w ciągłym schylaniu się by odczytać tytuł na grzbiecie, a rozpuszczone włosy wpadały do oczu. Szara suknia za to idealnie współgrała z zielonym kamieniem w wisiorze. Aquila przez chwilę złapała go w dłoń by poczuć jego ciężar. Dalej nie miała pojęcia kto właściwie jej go wręczył i być może wcale nie powinna go nosić, ale ten kolor i ta głębia szmaragdu hipnotyzowały.
- Dobra, nie zawiedź mnie - spojrzała na okładkę bardzo starego wydania Historycznych Miejscowości Magicznych, znacznie starszego niż sama posiadała. - Daj mi cokolwiek... - mrucząc pod nosem otworzyła dzieło i zatopiła w nim wzrok.
Znała je, chociaż nie na pamięć, to potrafiła się w nim odnaleźć na tyle by przelatując wzrokiem po stronach szukać jedynie różnic w wydaniach, a gdy taką znalazła, zapisywała ją na kawałku pergaminu. Kolejna książka, kolejne zapiski. Następna książka, następne dwa zdania wyskrobane piórem. I znowu. I znowu. Czas mijał, a stos ksiąg przejrzanych wcale nie rósł. Lady Black, kompletnie wciągnięta przez suchy papier wiekowych dzieł przestała zwracać uwagę na cokolwiek dookoła siebie dopóki z tego transu nie wybudził jej łomot. Niczym poparzona wstała z krzesła wypatrując napastnika i już sięgała po różdżkę gdy dostrzegła dwa koty. Rudy gonił czarnego niczym wilkołak polujący na swoją ofiarę. Przewróciły już jedną z porcelanowych waz i zaczęły niebezpiecznie zbliżać się do biurka przy którym Aquila znalazła sobie miejsce.
- Nie, nie... Sio! - syknęła licząc na to, że za chwilę jej skóry nie będą zdobiły krwawe pazury zwierząt. - Nie, nie... Proszę, tylko nie... - Aquila nie zdążyła jednak dokończyć zdania, bo czarny kot wskoczył właśnie na biurko i ślizgając się na pergaminie kompletnie pomieszał wszystko to co zdążyła spisać.
Usiadł dumnie na swoim dziele spoglądając z góry na drugiego kota i, jak gdyby nigdy nic, zaczął lizać sobie lewą łapę.



Może nic tam nie będzie. może to tylko fantazja. Potrzeba poszukiwania, która mnie wzmacnia. Potrzeba mi tego by wzrastać.
Aquila Black
Zawód : badaczka historii, filantropka
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Czas znika, mija przeszłość, wiek niezwrotnie bieży,
A występków szkaradność lub cnoty przykłady,
Te obrzydłe, te święte zostawują ślady.
OPCM : 5
UROKI : 6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8834-aquila-black https://www.morsmordre.net/t8844-sunshine https://www.morsmordre.net/t8843-child-of-the-sun#263595 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t8846-skrytka-bankowa-nr-2087 https://www.morsmordre.net/t8845-aquila-black
Re: Biblioteka [odnośnik]29.12.20 22:10
To zdecydowanie nie był jego dzień. Dziś rano, podczas śniadania, zdążył już stłuc jedną z filiżanek, narażając się przy tym na przepełnione dezaprobatą spojrzenie matki, a ponadto nie mógł się skupić na papierkowej robocie - i to mimo że zamknął się we własnym gabinecie i kazał nie przeszkadzać. Zwykle takie odcięcie się mu pomagało. Jeśli nic go nie rozpraszało, wszystko szło mu znacznie sprawniej. Nie pomagała mu w tym świadomość, że wszystkie te pergaminy powinien pozapisywać i rozesłać sową już dawno. Co prawda nic z tego, czym się obecnie zajmował nie było kwestią życia i śmierci, wolał to już mieć jednak z głowy. Przysłowiowym gwoździem do trumny jego produktywności tego dnia, okazały się... koty. Tak, te przeklęte kociska, z którymi rzadko kiedy była chociaż chwila spokoju. Burke cenił sobie je za ich niezależność. Nie musiał znosić nadmiaru uczuć, którym to zwykły obdarowywać ludzi psy. Koty chodziły własnymi ścieżkami i przychodziły tylko czasem, doprosić się o podrapanie po grzbiecie lub pod bródką. Nie musiał ich nawet karmić, bo to należało do obowiązków służby. Jednak to on, jako właściciel, musiał interweniować, kiedy siały chaos w posiadłości. I to także był dzień, gdy oba sierściuchy postanowiły trochę narozrabiać. Chociaż, jeśli się nie mylił, to jak zwykle Zołza była inicjatorką tych destrukcyjnych harców.
- Na pieprzoną włócznię Gudrøda - warknął, wzywając imię jednego ze swoich przodków i ze złością podążając w kierunku, który wskazali mu służący. Już po chwili z resztą sam słyszał, gdzie zagnieździła się rozrabiająca parka. Wyraźny huk dochodził z biblioteki, tam też więc Craig skierował swoje kroki. Nie spodziewał się zastać tam nikogo, poza dwójką sierściuchów - a jednak gdy przekroczył próg, najpierw dostrzegł potrzaskane kawałki wazy... a zaraz potem nie kogo innego jak lady Black. Aż przystanął, zaskoczony.
- Nikt... nikt mnie nie poinformował, że mamy gościa - wykrztusił w końcu. Krótki rzut oka na papiery oraz książki ustawione na stole utwierdziły go w przekonaniu, że kobieta spędziła tu już trochę czasu. I naprawdę nikt mu nie powiedział? Od razu poczuł wyraźne ukłucie złości. Czy była tu tyle czasu sama? Czy może jednak towarzyszyła jej Primrose, która na chwilę tylko oddaliła się gdzieś, poza zasięg jego wzroku? - Lady Black, wybacz mi proszę. Gdybym tylko wiedział...
Podszedł bliżej, pokonując większość dzielącego ich dystansu. Krótkim spojrzeniem obrzucił siedzącego na papierach Basha, a także kręcącą się po podłodze Zołzę. Ruda była grubsza od swojego czarnego kolegi, miała problemy ze skokami, które jemu nie sprawiały żadnych trudności - Nie zaproponowano ci nawet herbaty? Wina? Poczęstunku? - nie krył oburzenia. Co ta przeklęta służba sobie myślała? - Słyszałem huk. Czy wszystko w porządku? - zapytał, ujmując delikatnie jej dłoń i spoglądając w oczy. Co też musiała sobie teraz myśleć o lordach Durham?


monster
When I look in the mirror
I know what I see
One with the demon, one with the beast
The animal in me
Craig Burke
Zawód : Handlarz czarnomagicznymi przedmiotami, diler opium
Wiek : 34
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
If I die today, it won’t be so bad
I can escape all the nightmares I’ve had
All of my angry and all of my sad
Gone in the blink of an eye
OPCM : 8
UROKI : 16
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 35
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t3810-craig-maddox-burke https://www.morsmordre.net/t3814-blanche#70697 https://www.morsmordre.net/t3813-zwiazki-lorda-burke#70693 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t6332-skrytka-bankowa-nr-965#159559 https://www.morsmordre.net/t3842-craigowe#71823
Re: Biblioteka [odnośnik]29.12.20 23:44
Koty bawiły się w najlepsze, roztrzaskując najpierw wazę, a potem kompletnie mieszając w skrupulatnie spisanych notatkach lady Black. Nie zniszczyły ich, nie podarły żadnego papieru i właściwie nie stało się nic szczególnego, jeśli nie huk wywołany przez puchate zwierzaki. Aquila stanęła jak wryta wpatrując się oczy czarnego kota, pilnując czy aby na pewno nie wywoła zaraz kolejnego zamieszania przez które jej praca się opóźni. Nie chciała pod żadnym pozorem nadużywać gościnności rodu Burke, chociaż Prim, która nie była w stanie spędzić z nią dzisiaj czasu, zapewniała, że była w ich bibliotece mile widziana i mogła tam spędzić tyle czasu ile chciała, to jednak nie była u siebie. Sprawa dla młodej Black była pilna, chociaż w ogromie wszechświata nie znaczyła ona właściwie nic. Musiała jednak zająć czymś myśli. Gdy drzwi do biblioteki otworzyły się gwałtownie Aquila poczuła zaledwie ukłucie w żołądku który od razu podskoczył jej niemal do samego gardła.
- Craig - wyszeptała jedynie do siebie i od razu rzuciła się by pozbierać papiery, omijając jedynie te na których dalej siedział kot. - Tak, ja... Primrose zgodziła się bym spędziła czas w Waszej bibliotece, poszukuję paru informacji i potrzebowałam dostępu do wiekowych ksiąg o Anglii, chciałam je tylko porównać... Mam nadzieję, że nie ma Lord nic przeciwko? - nawet jeśli, to zapewne nigdy by jej tego nie powiedział, trzymanie pozorów należało przecież do jednej z najważniejszych cech szlacheckiej etykiety.
Żołądek dalej nie spadł na swoje miejsce, a dziewczyna czuła stres znacznie większy niż wtedy gdy dosłownie dwa miesiące temu spotkała go przy Grimmauld Place 12. Czy tak właśnie miało to wyglądać? Przypadkowe spotkania po urwanym kontakcie, ta dziwna rozmowa z Prim zaledwie miesiąc temu w Altanie która zresztą była niedaleko Zamku Durham. Każde spotkanie z tym człowiekiem wyglądało dla niej dokładnie tak samo. Wspomnienia o francuskich balach i rozmowach o dziełach sztuki wracały do niej niczym bumerang.
- Och, nie przejmuj się proszę, chyba dostałam herbatę, gdzieś tu pewnie jeszcze jest - uśmiechnęła się, chociaż nie pamiętała czy w ogóle miało to miejsce. - Chciałam się przywitać, ale skrzat powiedział, że jesteś zajęty w swoim gabinecie - powiedziała tylko cicho, w głębi duszy będąc wdzięczną za ten fakt, i tak nie wiedziałaby co powiedzieć.
Dłoń Lorda Burke chwyciła jej rękę, a dziewczyna złapała głęboki oddech, wstrzymując go na chwilę w płucach. Zaledwie miesiąc temu razem ze swoją kuzynką wypiły niemal całą butelkę tequili, gdy Forsythia wyciągała z Black wszystkie romantyczne uczucia jakie szlachcianka potrafiła wypowiedzieć. Po takiej ilości alkoholu było to znacznie łatwiejsze, dzisiaj by się nie odważyła. Chciała przez chwilę parsknąć śmiechem, ale na szczęście pokazała jedynie zęby w szerokim uśmiechu. Sierpniowe wydarzenia w Londynie czy nawet ostatni atak na nią w Ruinach Mer-Akha wcale nie dodawały poczucia bezpieczeństwa, tymczasem teraz, po raz pierwszy od dawna czuła się po prostu lekka, nawet z ciężkim klejnotem na szyi.
- Nie... Nic mi nie jest. To tylko koty - nie zrobiły jej przecież krzywdy. - Należą do Ciebie? - sama nie posiadała zwierząt, o ile nie liczyć skrzatów domowych. - Są urocze, tylko to straszne rozrabiaki - pogłaskała czarnego kota pod brodą wolną ręką. - Ten czarny ewidentnie uciekał przed rudym, ale nie jestem pewna który z nich rozbił wazę... - Aquila nie była już pewna czy to Craig dalej trzyma jej dłoń czy teraz ona trzymała jego, mięśnie robiły co chciały. - Tak, wino to dobry pomysł - powiedziała jedynie krótko, chociaż on nie proponował. - Ale nie chciałabym pić sama.



Może nic tam nie będzie. może to tylko fantazja. Potrzeba poszukiwania, która mnie wzmacnia. Potrzeba mi tego by wzrastać.
Aquila Black
Zawód : badaczka historii, filantropka
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Czas znika, mija przeszłość, wiek niezwrotnie bieży,
A występków szkaradność lub cnoty przykłady,
Te obrzydłe, te święte zostawują ślady.
OPCM : 5
UROKI : 6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8834-aquila-black https://www.morsmordre.net/t8844-sunshine https://www.morsmordre.net/t8843-child-of-the-sun#263595 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t8846-skrytka-bankowa-nr-2087 https://www.morsmordre.net/t8845-aquila-black

Strona 1 z 5 1, 2, 3, 4, 5  Next

Biblioteka
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach