Wydarzenia


Ekipa forum
Biblioteka
AutorWiadomość
Biblioteka [odnośnik]15.11.17 11:17
First topic message reminder :

Biblioteka

Jak każda rodzina, także Burke'owie posiadają swoją prywatną skarbnicę wiedzy. Biblioteka w Durham Castle stanowi dumę i chlubę całego rodu. Znajdują się tutaj tysiące, jeśli nie setki tysięcy książek - gromadzone były przez lata, a najstarsze z nich, zapisane na pergaminie rozpadającym się już niemal w palcach, pamiętają jeszcze czasy pierwszych Burke'ów. Są pośród nich i takie, zawierające sekrety, które nigdy nie powinny ujrzeć światła dziennego; te są przepełnione wiedzą o czarnej magii, tak ściśle przecież związanej z tą rodziną. Aby pomieścić wszystkie te woluminy, biblioteka składa się aż z dwóch pięter. Poza książkami znaleźć można tutaj również inne przedmioty, niezwykle przydatne do nauki z zakresu wszelakich dziedzin - od astronomii, przez geografię, na alchemii kończąc.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Biblioteka - Page 4 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Biblioteka [odnośnik]03.05.21 10:35
Jak zwykle drobne gesty i drgania mięśni na twarzy zdradzały zaniepokojenie brata. Znała go już na tyle dobrze, aby wyłapywać te elementy w jego zachowaniu. Dzięki temu mogła postarać się ubiec jego pytania czy wątpliwości, choć nie zawsze. Edgar bywał skryty jak większość przedstawicieli ich rodu, ale jednocześnie wiedziała, że dla rodziny ma wielkie pokłady emocji, dobrze schowane pod fasadą spokoju i stoicyzmu. Zdawała też sobie sprawę, że plan, który mu właśnie przedstawia jest ryzykowny, ale było ono warte poniesienia.
-Długo się nad tym zastanawiałam, ale tak uznałam, że to jest dobry pomysł. - Odpowiedziała bratu z pełną powagą w głosie. - Musimy więc zadbać o to aby jak najwięcej osób nas popierało. Budowanie zaufania to proces. Budujesz je jak budynek od fundamentów w górę. - Mówiła z zapałem w głosie, gdyż w końcu znalazła swoje miejsce nie tylko w rodzinnym biznesie, ale również w działaniu samego rodu. Była lady Burke, siostrą nestora rodu, kto jak nie ona miała pochylić się nad mieszkańcami Durham, nad ich sprawami i problemami kiedy nestor wraz z żoną zajmowali się kwestiami o wiele ważniejszymi. -Nie pojadę też sama. Będzie mi towarzyszyć Xavier, już wyraził chęć pojechania ze mną.
Miała dobrze opracowany plan, nie zawracała by bratu głowy gdyby miała tylko sam pomysł bez przemyślanych punktów jego realizacji. Zresztą, tego oczekiwano od kobiet z ich rodziny, aby były zdecydowane, pewne siebie i swojej pozycji, by nigdy nie wątpiły w swoje powołanie oraz umysł. - Wybierzemy się konno do Beamish. Żadnej ekstrawagancji w stroju, żadnych powozów, wielkiej fety i wjechania jak królowie. Lordowie Durham słyną z tego, że cenią sobie minimalizm, ale jednocześnie reprezentują sobą klasę i styl. Gdybyśmy pojawili się ubrani jak na bal moglibyśmy urazić mieszkańców Beamish. To surowi, hardzi ludzie, dla nich nie są ważne stroje, a słowa, za którymi idą czyny.
Była wręcz przekonana, że takie załatwienie sprawy tylko sprawi, że zyskają w oczach mieszkańców, a ci chętniej im zaufanią i powierzą swój los w ich ręce. Lordowie Durham mieli być postrzegani jako obrońcy hrabstwa. Ona mogła dać braciom i kuzynom propagandę, ale to oni musieli wykonać pracę, którą ona mogła z nimi zaplanować ale już nie partycypować, czyli czystki.
-Druga kwestia, jaką chciałam poruszyć to moja badania naukowe z panią Wroński. - Tej części rozmowy bardziej się obawiała. Nie wiedziała jak tym razem brat zareaguje na nazwisko Daniela.



May god have mercy on my enemies
'cause I won't

Primrose Burke
Zawód : Badacz artefaktów, twórca talizmanów, B&B
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Problem wyjątków od reguł polega na ustaleniu granicy.
OPCM : 4 +1
UROKI : 1
ALCHEMIA : 28 +5
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 6 +2
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica
Biblioteka - Page 4 E331336106fb118b6485453aee90de3a
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8864-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8880-listy-do-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8879-primrose-burke https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t9143-skrytka-bankowa-nr-2090#276327 https://www.morsmordre.net/t8894-primrose-e-burke
Re: Biblioteka [odnośnik]09.05.21 14:13
Wkrótce po zadanym pytaniu zaczęła go boleć głowa. Przetarł dłonią oko, starając się skupić na słowach Primrose – jak zwykle wydawała się niezwykle podekscytowana swoim pomysłem, zacięta, żeby go wprowadzić w życie. Edgar nie był w stanie nadążyć za jej słowami, gubił się w poruszanych wątkach. – Budynek? Zamek w Durham ci nie wystarcza? – odpowiedział, podświadomie podchwytując słowo fundament. Zerknął na książki od numerologii, które wciąż leżały przed nim na stole – to on je wyjął? Czy to Primrose znowu coś kombinowała, planowała kolejne badania z tą swoją przyjaciółką o ptasim nazwisku. Wziął jedną z nich do ręki i przekartkował powoli, odnajdując w nich kilka trudnych pojęć, które o dziwo wydawały mu się zrozumiałe. Kiedy zdążył się tego nauczyć? Numerologia zawsze wydawała mu się trudną i mało intuicyjną dziedziną, raczej od niej stronił. – A po co ci tam Xavier... – mruknął, zamykając książkę z cichym trzaskiem aż uniosły się małe ziarenka kurzu, które zaswędziały go w nosie. Trochę bezmyślnie wstał od stołu i podszedł do najbliższego regału, spoglądając na grube tomiszcza, pod którymi uginały się drewniane półki. Szedł coraz głębiej, a głos Primrose stawał się coraz cichszy i mniej zrozumiały, aż w końcu Edgar całkiem przestał go słyszeć. Nagle stanął jak wryty, rozglądając się dookoła – po co w ogóle znalazł się w bibliotece? Miał tyle pracy do wykonania, musiał koniecznie odpisać na kilka listów i uporządkować rachunki, przecież nikt za niego tego nie zrobi. Schował na moment twarz w dłoniach, biorąc głęboki wdech, by uspokoić mętlik w głowie. Dosłownie chwilę później wyszedł z labiryntu regałów, spoglądając na Primrose z pewną dozą ostrożności. Tym razem jej nie rozpoznał, ale jej pewność siebie i bogaty ubiór jasno dawały do zrozumienia, że nie znajduje się tutaj przypadkiem. Ominął ją bez słowa i wyszedł z biblioteki, zmierzając szybkim krokiem w kierunku swojego gabinetu. To był jego azyl, bezpieczne miejsce, w którym nie było nikogo nieznajomego ani podejrzanego, miejsce, w którym wszystko rozumiał.

zt


We build castles with our fears and sleep in them like
kings and queens

Edgar Burke
Zawód : nestor, B&B, łamacz klątw
Wiek : 35
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Gdybym był babą, rozpłakałbym się rzewnie nad swym losem, ale jestem Burkiem, więc trzymam fason.
OPCM : 25 +5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 30 +1
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 9
Genetyka : Czarodziej

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t3108-edgar-burke#51071 https://www.morsmordre.net/t3159-nie-stac-mnie-na-wlasna-sowe#52274 https://www.morsmordre.net/t3158-gburek#52271 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t4912-skrytka-bankowa-nr-811#106945 https://www.morsmordre.net/t3160-edgar-burke#52278
Re: Biblioteka [odnośnik]16.05.21 23:12
Coś się ewidentnie zmieniło, choć na początku nie wiedziała co dokładnie, ale zdawało się, że Edgar odpłynął gdzieś myślami w dal. Wrócił do niej po chwili, ale chyba nie słyszał jej ostatnich słów. Zmarszczyła brwi nie rozumiejąc do końca co się właśnie stało.
-Sam mówiłeś, że…- zaczęła tłumaczyć, ale w tym momencie znów padło kolejne pytanie, które w ogóle nie powinno się pojawić, bo przecież przed chwilą o tym rozmawiali. -Xavier jako bezpieczeństwo, właśnie w sytuacji gdyby coś miało się wydarzyć. - Wyjaśniła jednak na spokojnie. Edgar miał wiele spraw na głowie, mógł na chwilę odpłynąć myślami, w końcu ostatnio sama Prim była jego chodzącym zmartwieniem. Oriana przysparza ich mniej. W momencie jednak gdy nestor wstał nagle ze swojego miejsca i ruszył między regały uniosła do góry brwi całkowicie nie rozumiejąc co się właśnie stało. Zsunęła się ze stołu aby móc obserwować jak brat znika w głębinach biblioteki, a po chwili wraca bez słowa, patrzy na nią jak na obcą osobę…
Widziała ten sam wzrok, wtedy w szklarni. Dokładnie taki sam gdy mówił, że jest marą i halucynacją. Teraz działo się dokładnie to samo. Nikt jednak niczego jej nie mówił. Adeline nabierała wody w ustach, a wszyscy inni unikali tematu. Miała tego dość, ale zdawała sobie sprawę, że siłą i naciskiem nie wyciągnie z nikogo tej informacji. Musiała jednak w końcu się dowiedzieć co się stało, co miało miejsce w podziemiach Gringotta. Zaczynała się niepokoić wyraźnie stanem Edgara. Nie chciała do siebie dopuścić myśli, że może coś mu się stać, że zniknie nagle z jej życia. Kolejnego wyrwania fragmentu serca nie zniesie, to by było za dużo. Patrzyła jak opuszcza bibliotekę, a coś w niej drgnęło, załkało, a Primrose zacisnęła mocniej szczęki oraz pięści. Po chwili wypuściła głośniej powietrze z płuc i zerknęła na książkę, którą przed chwilą przeglądał nestor. Rodzina jest najważniejsza, a lady Bruke zrobi wszystko aby przetrwała największe sztormy.

|zt



May god have mercy on my enemies
'cause I won't

Primrose Burke
Zawód : Badacz artefaktów, twórca talizmanów, B&B
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Problem wyjątków od reguł polega na ustaleniu granicy.
OPCM : 4 +1
UROKI : 1
ALCHEMIA : 28 +5
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 6 +2
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica
Biblioteka - Page 4 E331336106fb118b6485453aee90de3a
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8864-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8880-listy-do-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8879-primrose-burke https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t9143-skrytka-bankowa-nr-2090#276327 https://www.morsmordre.net/t8894-primrose-e-burke
Re: Biblioteka [odnośnik]21.05.21 16:35

20 listopada 1957


Było kilka miejsc, do których należało zajrzeć w pierwszej kolejności, by wytropić każdego, nawet najbardziej losowego Burke'a. Począwszy od prywatnych komnat i gabinetów, w których spędzali spore części wypełnionych obowiązkami dób, przez salę jadalną, gdzie zbierali się każdego wieczora do uroczystej — wspólnej — kolacji, na bibliotece kończąc.
Nie ważne, czy poszukiwany Burke był mały, czy duży. Martwić można się było dopiero wtedy, gdy po przeszukaniu wyżej wspomnianych miejsc informacja o ich obecnym położeniu w dalszym ciągu pozostawała tajemnicą.
Odetchnąć z ulgą mógł jednak każdy, komu dobro małej Oriany leżało na sercu. Ostatnimi czasy zgłębianie niemal nieskończonych zasobów biblioteki Durham Castle stało jej się ulubioną rozrywką. Wraz z kolejnymi dniami spędzonymi w świadomości otaczającego ją świata i wyzwań, które stają przed młodymi szlachciankami, coraz bardziej odczuwała potrzebę dowiedzenia się czegoś więcej. Poznania kolejnej tajemnicy. Bycia o krok przed resztą makowych dzieci, bo mimo ledwie ośmiu lat na karku (gdy ktoś przypominał jej, że do urodzin pozostał jeszcze cały miesiąc, Oriana zwykła mówić, że to całkiem niewiele i powinna już móc mówić, że ma osiem lat, nie "siedem i jedenaście miesięcy"), rozumiała już, że informacja często jest cenniejsza od złota, a od galeonów już na pewno.
Dziś szukała odpowiedzi na pytanie, które nękało ją już od dłuższego czasu. I nie tylko ją, gdyż konflikt o panowanie w Londynie dzielił świat na kilka części od czasów, których nie pamiętali nawet najstarsi czarodzieje. Krew i przywiązanie do matki podpowiadały jej oczywiście, po której stronie — Black czy Crouch — powinna stanąć, jednakże głód wiedzy, który zaszczepiono jej raczej wcześnie (lub który dostała w dziedzicznym prezencie, jako kolejny element upodabniający ją do osoby najukochańszej ciotki), nie pozwalał jej na bezrefleksyjne przyjmowanie czyjegoś stanowiska za swoje. Potrzebowała sama odnaleźć konkretne źródła, zapoznać się z nimi i dopiero wtedy wyrobić własną opinię.
W końcu nikt nie mógł być pewien, że spojrzenie ośmiolatki na wielowiekowy konflikt nie przyniesie żadnego przełomu!
Gdyby ktokolwiek zamierzał zjawić się w bibliotece, pierwszą rzeczą, która zapewne przyciągnęłaby spojrzenie ów osoby byłaby jedna z leżanek zapewniająca mieszkańcom Durham odpowiedni poziom wygody w takcie czytania. Wokół niej piętrzyły się stosy grubych ksiąg w skórzanych obwolutach i złotymi literami, które wybite zostały na ich grzbietach. Pomiędzy stosami zaś, w sposób niemal triumfalny — mała królowa na małym, naukowym tronie — zasiadało najstarsze dziecko nestora Burke, wyraźnie skupione na lekturze.


my daddy's got a wand
you better run

Oriana Burke
Zawód : lady Durham, córka nestora Burke
Wiek : 8 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
I'll clean my room. In exchange for your immortal soul.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t9450-oriana-burke https://www.morsmordre.net/t9472-listy-do-oriany-burke https://www.morsmordre.net/t9471-duszek-durham https://www.morsmordre.net/t9473-o-burke
Re: Biblioteka [odnośnik]26.05.21 14:26
Niechętnie wybierała się po za mury Szafirowego Wzgórza. Ściany domu przepełnionego znajomymi zakamarkami, doskonale znanymi przedmiotami oraz zapachami; z czyhającymi wszędzie bezpiecznymi ramionami ukochanego męża, gotowymi w każdej chwili schować ją w swoich objęciach i odsunąć wszelkie niebezpieczeństwa tego świata. Potrzebowała tego, aby dojść do siebie po traumatycznych przeżyciach; potrzebowała odbudować w sobie poczucie bezpieczeństwa, by być w stanie przekierować myśli na innych tor, czasem jednak jedynie praca bądź nauka były w stanie przyciszyć paskudne podszepty dalej przerażonego umysłu. Nie chciała trwać dłużej w zawieszeniu; nie chciała odwlekać planów dotyczących projektu czy pracy, obawiając się nie tylko obniżenia wydajności w pracy, ale i wzbudzenia zbyt wielu obaw w oczach męża. Znał ją. Była pewna, że wiedział, iż musiała być w niezwykle kiepskim stanie, by nie zabierać się za pracę. I zwyczajnie, szczerze, nie chciała ściągać kolejnych problemów na jego barki.
Z tym postanowieniem od samego rana lawirowała między kuchnią a swoją pracownią, chcąc popchnąć dalej projekt, nad którym pracowała wraz z Primrose. Księga, na którą natrafiła jakiś czas temu w jednym ze sklepików w Redhill zdawała się poruszać interesujące kwestie, powiązane z ich pracą, w sposób teoretyczny, eteryczna alchemiczka uznała jednak, iż przyjaciółka winna ją przeczytać. Po kilku godzinach namysłu Frances zabrała opasłe tomiszcze oraz kilka rolek pergaminu, decydując, iż dostarczy je Prim osobiście, gdzieś w środku mając nadzieję, iż przy okazji uda im się porozmawiać o tym, co od rozmowy z nestorem jej rodu tkwiło w jej głowie. Ubrana w elegancką suknię wykończoną pół transparentną materią teleportowała się wprost do Durham. Nie znała dobrze zamku, kilka wyjaśnień służby wydawało jej się niezwykle mglistymi, w skutek czego chyba finalnie pomyliła drzwi, znajdując się w bibliotece. Obszernej, pięknej, przyciągającej jej spojrzenie już za pierwszym razem, gdy przyszło jej się w niej znaleźć. Szaroniebieskie spojrzenie uważnie wodziło po wysokich regałach, gdy walczyła z przemożną chęcią zapoznania się z każdą, nawet najmniejszą księgą. Ostrożnie stawiała kroki wybrzmiewające delikatnym stukotem, gdy szła w miejsce, gdzie ostatnio zastała przyjaciółkę. Miast niej ujrzała jednak kogoś innego. Kogoś, kogo widok przywołał delikatny uśmiech na malinowych wargach, ciepło w okolicy serca oraz dziwną myśl, że to właśnie tak chciałaby wyobrażać sobie swoją córkę. Uroczą, rumianą, pogrążoną w lekturze bądź otoczoną kolejnymi tomami. O ciemnych włosach męża i jej szaroniebieskim spojrzeniu. Ciche westchnienie wyrwało się  z jej piersi na myśl o czymś, co w tamtym momencie zdawało jej się zwyczajnie dziwnie nierealne.
Nie chciała przeszkadzać małemu maczkowi, nie była jednak pewna, gdzie dalej winna szukać przyjaciółki. Smukłe dłonie skryte materią jasnej rękawiczki zacisnęły się mocniej na trzymanej książce oraz rolkach pergaminu, gdy ostrożnie podeszła do dziewczynki, nie chcąc jej przypadkiem przestraszyć. - Hello... - Zaczęła miękko, ciepłym tonem głosu, malinowe wargi ponownie wyginając w delikatnym uśmiechu, który niestety nie obejmował szaroniebieskich tęczówek. Chciała powiedzieć coś innego, dziwna siła sprawiała jednak, że słowa same cisnęły jej się na usta w dziwnym, niezrozumianym odruchu. - Is it me, you’re looking for? - Spytała więc z przebłyskiem zaskoczenia w delikatnych rysach, nie wiedząc, co te słowa mogłyby znaczyć. Jak dziewczynka mogłaby jej szukać? Zaczytana, pewnie nawet nie zauważyła jej obecności, jednak jakaś dziwna siła sprawiała, że Frances musiała wypowiedzieć te słowa. - I can see it in your eyes, I can see it in your smile... - Wyrwało się z jej ust, gdy tylko przeszło jej przez myśl, iż powinna jakoś wytłumaczyć to dziwne pytanie, jakie opuściło jej usta. Kolejne słowa również jednak zdawały się nie mieć jakiegokolwiek sensu. Przynajmniej pochopnie, w pobieżnym spojrzeniu na całą sytuację. Gdzieś w środku czując jednak, iż w niebieskich oczętach dziewczynki odnalazłaby to samo, co jeszcze chwilę temu błyszczało w szaroniebieskim, smutnawym spojrzeniu -  pragnienie wiedzy.


Sometimes like a tree in flower,
Sometimes like a white daffadowndilly, small and slender like. Hard as di'monds, soft as moonlight. Warm as sunlight, cold as frost in the stars. Proud and far-off as a snow-mountain, and as merry as any lass I ever saw with daisies in her hair in springtime.
Frances Wroński
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Even darkness must pass. A new day will come. And when the sun shines, it'll shine out the clearer.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806
Re: Biblioteka [odnośnik]30.05.21 21:07
Stukot kroków, pomimo wyraźnego zaczytania, pojawił się w świadomości małej Oriany zaskakująco szybko.
Przyzwyczajona była bowiem do stuknięć obcasów. W Durham na stałe mieszkały trzy dorosłe kobiety, w tym dwie, które były szczególnie bliskie jej sercu — mama Adeline, cioteczka Primrose oraz będąca wciąż wielką niewiadomą żona wuja Xaviera, Charlotte. Każda z nich poruszała się w inny sposób, każdą można było z powodzeniem rozpoznać po regularności oraz głośności wydawanych przy chodzeniu dźwięków. Większą niewiadomą stanowiły sunące po korytarzach guwernantki, służące podobne cieniom oraz reszta służby. Na nich mała Oriana skupiała się — jeżeli w ogóle — znacznie rzadziej, nie wydawały się jej bowiem szczególnie ciekawymi obiektami obserwacji. Próba interakcji w sposób inny niż w trakcie lekcji lub obowiązków, które powoli zaczęły spadać na barki małej lady, szykując ją do odpowiedniego prowadzenia się w przyszłości, miała najwięcej szans na zakończenie się spektakularną porażką, a takie dochodziły do uszu jej ojca szybciej niż złote znicze w trakcie meczów Quidditcha, o których kiedyś opowiadał jej wuj Craig.
Zazwyczaj więc nie było warto odrywać się od lektury. Tą właśnie myślą, zupełnie pochopnie, Oriana pokierowała się także dzisiaj. Co prawda mogła mieć wątpliwości, gdy ktoś chyba obcy zapuszczał się w meandry rodowej biblioteki, ale też nikt niesprawdzony nie miał prawa wstępu do tej części zamku. Dziewczynka nie miała zatem powodów do obaw — był to przecież jej dom, dorośli stawali na głowie, dwoili się i troili, by zapewnić najmłodszemu pokoleniu Burke'ów bezpieczeństwo nawet w tak szalonych czasach. Och, doprawdy, dobrze spało się, gdy wojna pozostawała poza granicą percepcji!
Dopiero głos — Oriana mogłaby przysiąc, że słyszała go gdzieś kiedyś, może w formie odległego szeptu przemykającego po korytarzu zza niedomkniętych drzwi, może echo rozmów prowadzonych gdzieś z drugiego pokoju, gdy wolała słuchać wszystkiego, tylko nie spokojnego głosu nauczyciela historii magii — pobudził ją do działania. Nieco niechętnego oderwania wzroku od tego, co do zaoferowania miała jej księga.
Okazało się bowiem, że życie — Merlin, ślepy los, może magia zamku — miało jej do zaoferowania coś znacznie ciekawszego.
Skinienie głowy było na początek wszystkim z zakresu manier, co mogła zaoferować blondynce o wyjątkowo smutnych, szaro—niebieskich oczach. Ograniczały ją bowiem stosy ksiąg, swoiste fortyfikacje, których, póki co nie chciała burzyć.
— We're talking away — zauważyła cicho, a jej pucułowate policzki uniosły się za sprawą szerokiego uśmiechu; tym razem bez ukazywania uzębienia, które ostatnimi czasy powiększyło się o nowy, stały ząb. Jeszcze kilka tygodni temu w miejscu świeżej trójki zionęła przepaść, która dodawała jej jeszcze bardziej szelmowsko—dziecięcego wyrazu. — I don't know what I'm to say.
Szczere przyznanie się do własnej niewiedzy. Czy naprawdę jej oczy i uśmiech potrafiły tyle mówić? Czy wciąż nieznajoma blondynka miała okazać się fontanną wiedzy, źródłem, u którego wreszcie będzie jej dane choć na chwilę poskromić jej pragnienie? Nagle wszystkie kwestie, które zajmowałyby umysł dorosłego, chociażby takie jak skąd tu się właściwie wzięła, cóż takiego skrywały pergaminy i tomiszcze, z którym przybyła, przestały mieć znaczenie.
— I'll say it anyway — śmiałe postanowienie zbiegło się ze wsunięciem palca wskazującego między karty właśnie czytanej księgi, by następnie przymknąć ją, przynajmniej na jakiś czas. Gotowa była już nawet do zeskoczenia z leżanki, przejścia przez udawane bramy swego książkowego królestwa. Czuła bowiem, całą sobą, że cała jej uwaga skupia się w postaci Frances. W jej eterycznej prezencji, kontrastującej z kanonem urody Burke — jej własnym przecież — przywodząc na myśl trochę paletę kolorów matki, jednak w odcieniach zdecydowanie cieplejszych.
— Today's another day to find you.

| rzut na kość emocji (ciekawość): 10


my daddy's got a wand
you better run

Oriana Burke
Zawód : lady Durham, córka nestora Burke
Wiek : 8 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
I'll clean my room. In exchange for your immortal soul.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t9450-oriana-burke https://www.morsmordre.net/t9472-listy-do-oriany-burke https://www.morsmordre.net/t9471-duszek-durham https://www.morsmordre.net/t9473-o-burke
Re: Biblioteka [odnośnik]04.08.21 16:00
Delikatny głos eterycznej dziewczyny miał już okazję zagościć w surowych murach zamku Durham. Nie często, lecz czasem miała okazję pojawić się tu by pracować wraz z Primrose nad ich projektem naukowym bądź zagłębiać się w kolejne tomiszcza wiedzy lub wyjaśniać jej zawiłości alchemicznego świata, który jej udało się już całkiem dobrze poznać. Wspólna droga przez zdominowany przez mężczyzn zawód zdawała się jednoczyć; zachęcać do współpracy oraz ukazania tym, którzy drwili iż są w błędzie. I tym razem poszukiwała ciemnowłosej czarownicy, odnalazła jednak kogoś innego, mniejszego, w którego kierunku leciały ciepłe słowa poganiane zaciekawionym spojrzeniem szaroniebieskich tęczówek. Nie chciała przestraszyć młodziutkiej Makowej Panny, to też utrzymywała niewielki dystans, nie naruszając książkowego fortu jakim otoczona była dziewczynka. Słowa zdawały się same ulatywać z malinowych warg, układając się w zdania, których pani Wroński normalnie nie wypowiedziałaby w takich połączeniach. I coś musiało być tego dnia w bibliotecznym powietrzu; coś innego niż kurz oraz charakterystyczny, niezwykle dla niej przyjemny, zapach starych ksiąg, gdyż dziewczynka odpowiadała jej w podobnym tonie.
I'll say it anyway. Śmiałe postanowienie dziewczynki sprawiło, iż brew eterycznego dziewczęcia uniosła się delikatnie ku górze w wyrazie zaskoczenia ale i szczerego zaciekawienia, skupiając na młodej lady Burke całą swoją uwagę. Subtelny uśmiech wyrysował się na malinowych wargach, gdy kolejne, mętne słowa ulatywały z ust dziewczynki. Ich przekaz nie wydawał się jasny - nie dla analitycznego umysłu, przyzwyczajonego do dokładnych danych, logiki, długich obliczeń oraz rozkładaniu  wszystkiego na najmniejsze, najdrobniejsze czynniki.
- I've been reading books of old. The legends and the myths... - Odpowiedziała z uśmiechem, nie będąc pewną czemu akurat te słowa uciekały z jej ust, były jednak w pełni zgodne z prawdą. Frances niejednokrotnie zagłębiała się w stare księgi - niejednokrotnie wybierając również te, które nie były powiązane z eliksirami bądź alchemią jako-tako, ze zwykłej, naukowej ciekawości - każda legenda kryła w sobie ziarno prawdy; inspirację która mogła przerodzić się w ideę, która w końcu jednego dnia mogłaby wprowadzić w życie. - Achilles and his gold, Hercules and his gifts... - Kontynuowała, robiąc jeden, niewielki kroczek w kierunki małej Oriany, zaciekawionym spojrzeniem wodząc między śliczną buzią dziewczynki a kolejnymi okładkami, jakie znajdowały się w jej otoczeniu, w odruchu silniejszym od niej samej. - I’ve been reafing books of old, the legends and the myths... - Powtórzyła, tym jednak razem melancholia wybrzmiała w delikatnym głosie. Och, ileż ksiąg przesunęło się przez jej dłonie! Nowych, starych, o pięknie zdobionych stronach ale i tych, które ledwo trzymały się w całości. Każda z tych ksiąg zdawała się być cichym przyjacielem i gdzieś w środku poczuła dziwne ukłucie smutku, iż nie przyjdzie jej już przeżyć doświadczenia pierwszego ich czytania. Ten pierwszy raz zawsze zdawał się być magiczny oraz wyjątkowy. - The testaments they told, the moon and its eclipse... - I zapewne snułaby słowa dalej, gdyby nie przedziwny dźwięk, jaki rozlał się po bibliotece. Coś jakby stukot wymieszany z szuraniem, popędzany dziwnym hałasem, którego nie potrafiła nazwać. Alchemiczka drgnęła w przestrachu, zlęknione spojrzenie przenosząc w kierunku źródła dźwięku, modląc się do wszystkich patronów, aby to nie było spowodowane przeszłymi wydarzeniami. Głęboki oddech ulgi wyrwał się z jej piersi, gdy okazało się, że to jedynie jeden z regałów... Otworzył się? Merlinie, czyżby doświadczały zagadek biblioteki rodu Burke? Frances zamrugała z zaskoczeniem, by po chwili przenieść spojrzenie w kierunku Makowej Panny. - Where'd you wanna go? - Spytała, uważnie się jej przyglądając. Czuła ciekawość względem nowoodkrytych drzwi ( a raczej tego, co za sobą skrywały) i była niemal pewna, że dziewczynka może je podzielać. A jeśli chciała zbadać sprawę pani Wroński winna jej towarzyszyć - nie mogłaby sobie wybaczyć, gdyby coś stało się potomstwu Burke w jej towarzystwie. - How much you wanna risk? - Kolejne pytanie uleciało z jej ust.


Sometimes like a tree in flower,
Sometimes like a white daffadowndilly, small and slender like. Hard as di'monds, soft as moonlight. Warm as sunlight, cold as frost in the stars. Proud and far-off as a snow-mountain, and as merry as any lass I ever saw with daisies in her hair in springtime.
Frances Wroński
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Even darkness must pass. A new day will come. And when the sun shines, it'll shine out the clearer.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806
Re: Biblioteka [odnośnik]04.08.21 19:25
Malinowe wargi przyciągały uwagę; nie były tym, do czego nawykła w swym krótkim, ale intensywnym jak na ośmiolatkę życiu. Jej mama, lady doyenne rodu Burke stawiała przede wszystkim na makową czerwień, zaś ciotka Primrose dopiero ostatnimi czasy rozpoczynała dbanie o swój zewnętrzny wizerunek. Nie, żeby którakolwiek z pań potrzebowała jakichś kolorowych mazideł do wyglądania przepięknie. Trudna i delikatna sztuka makijażu jeszcze nie interesowała Oriany równie mocno, co na przykład starożytne runy, choć nie oznaczało to, że nie zauważała pewnych połączeń, wyjątków i reguł, wśród których poruszały się damy oraz ich towarzyszki.
Uniesienie brwi również nie zostało pominięte. Na ustach dziewczynki zatańczył cień uśmiechu, chyba to prawy kącik ust drgnął mocniej niż lewy, a burzowe spojrzenie nie odstępowało blondynki nawet na krok. Śliczne miała te włosy, tak w barwie i w upięciu. Oriana czasem zerkała w kierunku swej młodszej kuzynki, Melody, która jasną barwę kosmyków odziedziczyła po swej mamie, cioci Charlotte. Bywały dni, gdy i Oriana chciała łapać w pasma promienie słońca, a może nawet moc płomyków zaklętych w kominku. Dostała za to włosy barwy czekoladowej, tak daleko od platynowego odcienia, którym szczyciła się matka. Była może idealną mieszanką urody obojga rodziców, lecz nawet jako dziecko, a może zwłaszcza jako dziecko o szczególnych, choć wciąż raczej raczkujących zdolnościach z zakresu percepcji, zauważała, które cechy należało w sobie pielęgnować, a które wręcz przeciwnie.
— I wanna go, get out of here, I'm sick of the party — głosik Makowej Panienki rozległ się jeszcze raz, równocześnie ze skrzypnięciem odsuwanego regału. Książka, którą trzymała w rączkach, zamknęła się z głośnym, niedelikatnym trzaśnięciem, lecz Oriana pozostała niewzruszona. Odłożyła ją na szczyt najwyższej wieży, po czym zeskoczyła ze swego miejsca. Dzięki temu Frances znajdowała się nie dalej niż dziesięć kroków od niej. Była wyraźnie przerażona nagłym otworzeniem tajemnego przejścia, toteż popchnęła dobrotliwe serce córki nestora do czegoś, co w innym przypadku nie miałoby miejsca. Prawdopodobnie nigdy.
Ruszyła. Stukot za stukotem, krok za krokiem, aż zrównała się z eteryczną blondynką. I co więcej — ujęła jej dłoń w swą bladą rączkę, jakby dla dodania otuchy.
— This is the part, you've got to say all that you're feeling — zadarta w górę głowa pozwoliła burzowemu spojrzeniu na skrzyżowanie się z tym szarobłękitnym, poszukując jakiejkolwiek oznaki mostu zrozumienia. Pani Wroński nie wyglądała na osobę, która mogłaby wyrządzić jej jakąkolwiek krzywdę. Jej aura... Malinowe wargi, zdobne, złote loki, schludny ubiór... Wszytko to dodawało jej pewnego rodzaju delikatności, który nakazywał Orianie, gdzieś w samym środku duszy, zaopiekować się zlęknioną panią.
Durham w gruncie rzeczy nie było takie straszne!
— I'll be your hero and win it — dodała niedługo później, ściskając ciepłą dłoń kobiety, jakby dla dodania otuchy. Głową wskazała jednak w kierunku powstałego przejścia. I tak oto, żeby nie stać się świadkiem rozmyślenia, ruszyła w tamtą stronę, co prawda powoli, by nie ciągnąć Frances zbyt mocno, w przypadku ewentualnego protestu. Nic im się przecież nie mogło stać. W tych murach nikt nie był na tyle szalony, by podnosić rękę na dziedziczkę!
Ale czy pani Wroński podzielała ten pogląd? Czy nie bała się też o własny dobrobyt? A może już połączyła fakty i wiedziała, że otworzenie się tajemnego przejścia było winą rozbudzonej nagle magii dziecięcej? Nie dowiedzą się, dopóki nie spróbują!


my daddy's got a wand
you better run

Oriana Burke
Zawód : lady Durham, córka nestora Burke
Wiek : 8 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
I'll clean my room. In exchange for your immortal soul.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t9450-oriana-burke https://www.morsmordre.net/t9472-listy-do-oriany-burke https://www.morsmordre.net/t9471-duszek-durham https://www.morsmordre.net/t9473-o-burke
Re: Biblioteka [odnośnik]02.01.22 14:26
12.02

Nie dało się ukryć, że wciąż czuł się słaby. Ręka nadal dokuczała mu, choć ból który czasem ją przeszywał, ciężko było określić jako fizyczny. Burke odruchowo unikał korzystania z niej, co jednak bardzo utrudniało mu codzienne wypełnianie obowiązków. Nosił ją zawieszoną na temblaku - zupełnie jakby była złamana. Unikał przeglądania się w lustrach, nie mogąc znieść swojego własnego widoku - spojrzenia pustych oczu, pobladłej cery, lewej ręki bezużytecznie zawieszonej na szyi. Gdyby nie pomoc służby, która pomagała mu się co rano odpowiednio ogarnąć, jego wizerunek ucierpiałby zapewne jeszcze bardziej. Kiedy w końcu uzdrowiciele pozwolili mu podnieść się z łóżka, jego matka próbowała jakoś go rozruszać, wciągać w rozmowy, proponowała nawet wycieczki dorożką po okolicznych terenach. Craig nie miał jednak na to ochoty. Jedyne spacery jakie sobie urządzał, ograniczały się głównie do rodowej biblioteki. Czytanie pozwalało mu choć na chwilę oderwać się od niewesołych myśli, uciec przed światem w sposób inny niż tchórzliwe skrywanie się pod kołdrą we własnej sypialni.
Każdego dnia czuł na sobie zmartwione spojrzenia całej rodziny - jednak od czasu krótkiej rozmowy z Xavierem tamtego dnia, gdy przetransportowano go z Białej Wywerny, nie zagłębił się z nimi w dłuższą konwersację, skrupulatnie unikając tematu swojej chwilowej niedyspozycyjności. Nawet z Edgarem nie poruszał tej kwestii. Był pewny że obaj z Xavierem już to przedyskutowali. Nie było niczego, co sam Craig mógłby jeszcze wnieść do sprawy.
Kominek płonął jasno, skrzaty dbały o to aby ogień dawał odpowiednio dużo ciepła i światła. Kojące trzaskanie drewna uspokajało Craiga, który jak w przeciągu ostatnich dni, dziś też postanowił opuścić swoją komnatę, aby w niej całkiem nie zgnuśnieć. Ubrany był schludnie, choć raczej mało elegancko, w zwykłą szatę, pozbawioną jakichkolwiek ozdób - przymykano jednak na to oko, jako że i tak nie zamierzał się przecież nigdzie pokazywać publicznie, nie spodziewał się także żadnych gości. Wiedział co prawda o tym, że ktoś miał pojawić się w zamku, Craig nie zamierzał jednak wychodzić przybyszowi na spotkanie. Nie przewidział jednak sytuacji, że dzisiejszy gość w Durham postanowi odwiedzić bibliotekę. Lady Carrow zastała go więc w niezbyt szlacheckiej pozie, gdy zgarbiony pod kocem zasiadał w jednym z foteli przed kominkiem, czytając dość opasły tom traktujących o zaklęciach obronnych. Pogrążony w lekturze i zasłuchany w kojące trzaskanie ognia, nawet nie zauważył jej nadejścia.

Opętanie


monster
When I look in the mirror
I know what I see
One with the demon, one with the beast
The animal in me
Craig Burke
Zawód : Handlarz czarnomagicznymi przedmiotami, diler opium
Wiek : 34
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
If I die today, it won’t be so bad
I can escape all the nightmares I’ve had
All of my angry and all of my sad
Gone in the blink of an eye
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t3810-craig-maddox-burke https://www.morsmordre.net/t3814-blanche#70697 https://www.morsmordre.net/t3813-zwiazki-lorda-burke#70693 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t6332-skrytka-bankowa-nr-965#159559 https://www.morsmordre.net/t3842-craigowe#71823
Re: Biblioteka [odnośnik]02.01.22 14:26
The member 'Craig Burke' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 20
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Biblioteka - Page 4 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Biblioteka [odnośnik]04.01.22 16:00
Pierwsze spotkanie z lordem Burke i jego córeczką okazało się niezwykle obiecujące. Melody była przemiłą dziewczynką, której zdawało się zależeć na obrazie, więc robiła, co mogła, by poskromić swój charakter i ustać tyle, by Calypso mogła uchwycić ogólny zamysł portretu na płótnie. Sama pomagała również w wybraniu niektórych detali, jak kolory, czy to, co chciała mieć namalowane w tle. Calypso musiała oczywiście jeszcze przynajmniej dwie wizyty złożyć, by dokończyć wszystko — nie chciała młodej Lady zbytnio przemęczać, więc takie rozłożenie na sesje było dobre i dla niej też. Była to również okazja do tego, żeby móc zwiedzić słynny zamek rodziny Burke. Calypso była rzecz jasna dumna z własnej rodzinnej posiadłości, ale nie byłaby sobą, gdyby wrodzona ciekawość nie nakazywała jej poznawać i innych rzeczy — w miarę rzecz jasna dobrego smaku i zachowania dyskrecji. Poprosiła więc lorda Xaviera o to, by mogła zajrzeć do słynnej biblioteki, do której prośby się przychylono. Należało odprowadzić młodą lady do jej komnat, dlatego właśnie początkowo ktoś ze służby miał lady Carrow wskazać drogę. Czuła rosnącą ekscytację — co prawda nie spodziewała się nikogo spotkać, czy wymknąć się gdzieś ukradkiem, ale chodziło o sam fakt położenia dłoni na starych tomach ksiąg rodzinnych. To właśnie dostęp do takich źródeł najczęściej zawierał najcenniejszą wiedzę — Calypso była wręcz głodna takiej nauki, więc początkowo nie zwróciła uwagi na to, że ktoś oprócz niej znajduje się w pomieszczeniu. Nie zerknęła od razu w stronę kominka, napawając się zapachem drewnianych regałów, starych pergaminów, dawno wyschniętego atramentu. Przyjemne odczucia uniosły włoski na jej przedramionach i karku, a oczy błyszczały jej z ekscytacji. Po chwili jednak odbiły jednak wreszcie blask kominka, gdy padł tam jej wzrok. Ciemna sylwetka pod kocem w niczym nie przypominała dumnego lorda, którego spotkała w czasie sabatu. Przez chwilę miała nawet myśl, że może lord Craig kazał wykonać jakiś przedziwny pomnik siebie samego czytającego opasły wolumin, ale gdy niespiesznym gestem przełożył stronę, lady Carrow zrozumiała, że to lord Burke we własnej osobie. Nie wiedziała czemu, ale niepokojący dreszcz zastąpił ten o ekscytacji. Zerknęła w stronę służącego, który ją tu przyprowadził, ale ten w skromny sposób omijał ją wzrokiem. Decyzja należała więc do niej.
Nie zwykła się wycofywać, więc starając się nie zrobić większego hałasu niż to konieczne, postąpiła kilka kroków — jej trzewiki odbiły się od podłogi mimo usilnych jej starań. Nie chciała jednak go wystraszyć.
- Lordzie Burke. - Zaczęła, przystając kilka kroków od fotela. Nie zamierzała zajmować mu zbyt wiele czasu, jeśli aktualnie nad czymś pracował, ale mając go tak blisko, byłoby chyba nietaktem nawet się nie przywitać. - Dobry wieczór. Mam nadzieję, że nie przeszkadzam. - Chyba że celowo jej unikał. Tego nie mogła wykluczyć, ale liczyła, że w niczym mu nie podpadła. Ona osobiście całkiem przyjemnie wspominała chwile spędzone na wspólnej rozmowie. Miała nadzieję, że z wzajemnością.



Calypso Carrow


But he that dares not grasp the thorn
should never crave the rose

Calypso Carrow
Zawód : Malarka, Arystokratka
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
I won't be silenced
You can't keep me quiet
Won't tremble when you try it
All I know is I won't go speechless

OPCM : 10
UROKI : 5 +1
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10 +4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9571-calypso-carrow https://www.morsmordre.net/t9765-tea#296315 https://www.morsmordre.net/t9766-who-sets-roses-on-fire#296319 https://www.morsmordre.net/f52-west-yorkshire-wakefield-sandal-castle https://www.morsmordre.net/t10558-skrytka-bankowa-2196#319978 https://www.morsmordre.net/t10406-c-carrow#314672
Re: Biblioteka [odnośnik]15.01.22 1:03
Gdzieś na granicy świadomości do umysłu Craiga dotarł dźwięk. Ciche kliknięcie drzwi, delikatny tupot trzewików, szelest ubrania. Jednak dopiero ruch na skraju wzroku i dźwięk własnego nazwiska, które zawisło w powietrzu, było na tyle silne by wyrwać go z zadumy nad lekturą. Craig uniósł głowę znad książki i zaraz mimowolnie podjął próbę wyprostowania swojej postury. Chociaż odrobinę. Z jego piersi wyrwało się krótkie, zaskoczone westchnięcie. Nie było wielkim zdziwieniem to, że ktoś zastał go w bibliotece, było to wszak miejsce często odwiedzane przez członków rodziny. Wiedział także, że mury Durham przyjmą dziś ktoś spoza krewniaków. Jednakże tożsamość gościa okazała się dla niego prawdziwą niespodzianką. Xavier nic nie mówił mu o portrecie Melody. Albo może wspomniał, ale Craig był zbyt pochłonięty własnymi, splątanymi i mrocznymi myślami, by zapamiętać taki szczegół? Faktem było, że lord Burke zaklął siarczyście - ale na szczęście tylko we własnych myślach - i zaraz zaczął czynić sobie wewnętrzne wyrzuty, że jednak nie zadbał dziś bardziej o swoją prezentację. Wciąż nie czuł się co prawda w pełni sił, należało jednak przecież odpowiednio ugościć damę.
- Lady Carrow - opasłe tomiszcze zamknięte zostało jednym, pospiesznym ruchem, a następnie wylądowało na stoliczku obok fotela. Mężczyzna prędko podniósł się z posłania, starając się w tej chwili wyglądać na nieco zdrowszego, niż się w rzeczywistości czuł. - Ależ skąd, to nic takiego. - odparł prędko, rzucając jeszcze jedno, krótkie spojrzenie na porzuconą lekturę.
Do umysłu Burke'a wkradła się myśl, że Calypso mocno wybija się na tle mrocznego wnętrza biblioteki. Nikt z dziedziców Durham raczej nie zdecydowałby się na wybór ubioru w barwach soczystej butelkowej zieleni, które to dziś przywdziała lady Carrow. Z tego też powodu kobieta sprawiała wrażenie elementu, który nie do końca pasował - aczkolwiek wcale nie było to coś, co należało postrzegać w sensie negatywnym.
Księgozbiór rodziny Burke był ogromny. Craig nie musiał nawet zgadywać, co ją tu przygnało. Przecież doskonale wiedział, że była oczytana, inteligentna i głodna wiedzy. Zdążył się już o tym przekonać, gdy spędzili część sabatu na rozmowie, którą wspominał niezwykle miło. - Cóż za... - zaczął, ale zaraz przerwał by odchrząknąć. Tym razem jego głos brzmiał już pewniej - Cóż za nieoczekiwane spotkanie. Wybacz mi lady, mój mizerny stan i haniebny strój... brat wspominał, że będziemy mieć gości, nie spodziewałem się jednak Twojej osoby. - żal w jego głosie był autentyczny. Nie chciał, żeby ktokolwiek oglądał go niezdrów. Calypso szczególnie, jako że musiał przyznać, bardzo ją polubił od czasu spotkania w posiadłości lady Nott. Craig obawiał się jednak trochę, co kobieta w ogóle sobie o nim pomyśli, widząc go w tak żałosnej formie. Sam Burke, spoglądając na lady Carrow, nie mógł się oprzeć pewnemu wrażeniu deja vu. Wcale nie tak dawno również przez przypadek wpadł właśnie tutaj na inną szlachciankę. Na kobietę o nieco odmiennej, choć równie wyjątkowej urodzie, niewiastę także przejawiającą niezwykły pociąg do wiedzy. Nie był co prawda przesądny, ale to już chyba zakrawało o jakiś znak...
- Pozwól mi powitać Cię w naszym rodowym księgozbiorze - wskazał ręką na piętra zastawione regałami. Nie chciał się bawić w gospodarza, nie miał na to sił. Xavier powinien tu być i się tym zająć. Niegrzecznie byłoby jednak po prostu uciec, nie dał więc nic po sobie poznać. Z resztą, może i jemu przyda się jakaś odmiana...?


monster
When I look in the mirror
I know what I see
One with the demon, one with the beast
The animal in me
Craig Burke
Zawód : Handlarz czarnomagicznymi przedmiotami, diler opium
Wiek : 34
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
If I die today, it won’t be so bad
I can escape all the nightmares I’ve had
All of my angry and all of my sad
Gone in the blink of an eye
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t3810-craig-maddox-burke https://www.morsmordre.net/t3814-blanche#70697 https://www.morsmordre.net/t3813-zwiazki-lorda-burke#70693 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t6332-skrytka-bankowa-nr-965#159559 https://www.morsmordre.net/t3842-craigowe#71823
Re: Biblioteka [odnośnik]17.01.22 1:01
W momentach, gdy nie spodziewa się kogoś spotkać, niespodziewany ruch, zawsze wywołuje lekkie przestraszenie się. Calypso czuła, że serce jej wali z emocji, bo ostatecznie przecież nie została uprzedzona, że może kogoś tutaj zastać. Nie chciała być kłopotem, a jedynie pragnęła podejrzeć to, co kryje się w słynnej bibliotece rodu Burke.
Nie mogła w tym momencie przypomnieć sobie dokładnie, co takiego było w lordzie Burke podczas sabatu, że zdawał się wyglądać inaczej, niż dzisiaj. Czyżby trapiła go jakaś choroba? Bo chociaż wciąż pozostawał przystojnym mężczyzną, zupełnie w jej typie, to jednak nie można było zaprzeczyć, że w blasku kominka zdawał się cierpieć nieco na brak snu. Och, a może to ta lektura, która spoczęła obok na stoliku, tak go zajęła, że nie miał szansy odpowiednio odpocząć?
Nie zamierzała jednak dopytywać, by swojego gospodarza nie wpychać w skrępowaną sytuację. Uśmiechnęła się więc, słysząc, że to nic takiego. Cóż... Taki obraz lorda Craiga idealnie komponował się z tym, co miała w głowie na jego temat — tajemniczy lord, który poświęcał swój czas na czytanie “lekkich” lektur, które niejednemu swoją opasłością mogłyby złamać rękę.
- Lord pozwoli, że zapytam, o czym ta lektura? Nie będę ukrywać, że do biblioteki przybyłam, by móc nieco zajrzeć zakulisowo do tego, co mają Waść w swoich zbiorach. - Jej oczy raz jeszcze omiotły całe pomieszczenie, a zaintrygowane iskry rozbłysły w zielonych oczach, żeby właśnie takimi spocząć na jego twarzy. - Oczywiście, jeśli to nie tajemnica. - Dodała szybko.
W dalszym ciągu tkwiła w przeświadczeniu, że zaraz ta lordowi Burke nieco spokoju, ale skoro miała sposobność do tego, żeby zamienić z nim kilka słów, to nie zamierzała z niej skorzystać. Zwłaszcza że, niezbyt często miała okazję z kimkolwiek rozmawiać bez obecności swojej własnej służącej, która obecnie przebywała wraz ze służbą lordów Burke.
- Rzeczywiście, niespodziewane. Nie uprzedzono mnie, że lord akurat czyta. W innym wypadku z pewnością bym nie zaprzątała lordowi głowy. I proszę nie przepraszać. - Uśmiechnęła się szczerze. - Żaden strój nie jest haniebny, jeśli zdobi człowieka o dobrym sercu. - Być może nie znała go nazbyt dobrze, ale nigdy nie słyszała, żeby robił coś okrutnego, czy też cokolwiek, co by mogło splamić go w jej oczach. - Mam jednak nadzieję, że cokolwiek nie trapi lorda, jeśli wprowadza to zły stan zdrowia, to minie niedługo. - Dodała, żeby nie miał wątpliwości, że nie bagatelizuje jego stanu, a jedynie pragnie zaznaczyć, że w jej oczach wciąż pozostaje atrakcyjnym mężczyzną, którego miała okazję poznać nieco lepiej na sabacie.
- Lord Xavier zaprosił mnie dziś tutaj, żebym namalowała portret jego córki Melody. - Wyjaśniła Calypso, żeby nie było wątpliwości, w jakim celu się tu zjawiła. - Ale pozwoliłam sobie poprosić o możliwość zajrzenia tutaj. I spotkała mnie jeszcze większa niespodzianka. - On nią był rzecz jasna. Niby powinna się spodziewać, bo zamek był ich rodową posiadłością, ale mógł być również w Palarni Opium lub gdziekolwiek indziej.
Czy poświęcił jej kilka myśli od czasu sabatu? Chociaż w zasadzie nie minęło znów tak wiele czasu. Najpewniej ktoś tak ważny, jak on nie miał zbyt wielu chwil na rozważania o kobietach.




Calypso Carrow


But he that dares not grasp the thorn
should never crave the rose

Calypso Carrow
Zawód : Malarka, Arystokratka
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
I won't be silenced
You can't keep me quiet
Won't tremble when you try it
All I know is I won't go speechless

OPCM : 10
UROKI : 5 +1
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10 +4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9571-calypso-carrow https://www.morsmordre.net/t9765-tea#296315 https://www.morsmordre.net/t9766-who-sets-roses-on-fire#296319 https://www.morsmordre.net/f52-west-yorkshire-wakefield-sandal-castle https://www.morsmordre.net/t10558-skrytka-bankowa-2196#319978 https://www.morsmordre.net/t10406-c-carrow#314672
Re: Biblioteka [odnośnik]20.01.22 3:07
- Tajemnica? Absolutnie nie - Burke odpowiedział niespiesznie, podchodząc nieco bliżej. Z bliska mógł wyraźniej dostrzec szczegóły jej kreacji i jeszcze bardziej docenić jej aparycję. Nawet jeśli spędziła ostatnich kilka godzin malując Melody, tkwiąc przy sztaludze z farbami i pędzlami tuż obok, nie było po niej tego widać. Żadnych śladów zmęczenia czy znużenia długą pracą. - Postanowiłem poświęcić nieco czasu by odświeżyć sobie arkana sztuki magii defensywnej. Ale takich ksiąg jest u nas w zbiorach raczej skąpa ilość. Większość traktuje o runach, klątwach, sposobie ich nakładania oraz łamania, ale również o historii, mitach i legendach, numerologii czy nawet eliksirach. Jest coś, co szczególnie cię interesuje, o pani? - zapytał zaciekawiony. Cóż też chwytało na co dzień uwagę lady Carrow? Kategorii tematycznych było w posiadaniu lordów Durham rzecz jasna znacznie więcej, każde pokolenie Burke dokładało coś do rodzinnego zbioru, urozmaicając zakres dziedzin w których można się było dokształcić. Było nawet coś o sztuce. Nie dało się ukryć że przeważały jednak w dużej mierze tomiszcza powiązane z czarną magią.
- Jest lady niezwykle wspaniałomyślna i zbyt łaskawa - skłonił lekko głowę w geście podziękowania za łagodne słowa dotyczące jego ubioru i ogólnego stanu. To było na swój sposób rozczulające. Gdyby tylko wiedziała, jak czarne jest jego serce i jakich czynów się dopuszczał... Domyślał się jednak, że Calypso była raczej trzymana z dala od polityki, ród Carrow w ogóle nie uczestniczył zbyt aktywnie w życiu publicznym. To wszystko sprawiało, że jasnowłosa lady była nieświadoma, niedoinformowana, a co za tym idzie... wolna od trosk. Niewiedza istotnie była w niektórych momentach błogosławieństwem. Szkoda tylko, że podobna sztuczka nie sprawdzała się w przypadku jego rodziny, ale kiedy mieszkało się z kimś pod jednym dachem, trzeba by było być kompletnie ślepym albo głupim, aby nie zauważyć ran i zmian w zachowaniu, które zaszły w Craigu na przestrzeni ostatnich dwóch lat. Nawet jeśli nie chciał ich martwić, było to nie do uniknięcia.
- Oh, to był... drobny wypadek przy pracy - Całe szczęście, że mógł się posłużyć niewielkim kłamstewkiem, którego lady Carrow nie miała raczej sposobności przejrzeć. Burke'owie znani byli w końcu nie tylko z palarni, ale przede wszystkim z handlu czarną magią. Igranie z nią, a także z klątwami i artefaktami było ich rodzinnym dziedzictwem, ale nawet ktoś, kto wie jak posługiwać się ogniem, może się w końcu sparzyć. - Za kilka dni nie będzie już śladu - w to kłamstwo akurat mogła nie uwierzyć, było raczej mocno naciągane. Ręka na temblaku była widoczna bardziej niż by sobie tego życzył, nie zdążył jej schować pod materiał szaty. Wierzył jednak w to, że w końcu wszystko wróci do jako takiej normy.
Słysząc jej tłumaczenie, spróbował się uśmiechnąć, choć mógł wypaść przy tym odrobinę blado.
- Liczę że Melody była wdzięczną modelką? - dzieciaki Xaviera były z reguły pocieszne, dziewczynka pewnie próbowała za wszelką cenę wypaść jak najlepiej przed obcą lady - Pewien jestem że portret będzie zapierać dech w piersiach. Wyczekiwać będę dnia, gdy zostanie ukończony. - słysząc jak odnosi się do ich spotkania jako do niespodzianki, Burke wskazał jej dłonią dalszą część biblioteki - nawet jeśli nie po to by pokazać jej konkretny, interesujący ją dział, to po to by mogli prowadzić konwersację powoli wędrując przez rozległe pomieszczenie. Tak było przyjemniej, mniej krępująco - Mogę żywić tylko nadzieję, że była to miła niespodzianka. Ja z pewnością od razu czuję się lepiej, widząc ciebie, lady, w zdrowiu i dobrym nastroju. - czy myślał o niej? Poświęcił jej kilka myśli, istotnie. Miała wiele z cech, które bardzo sobie cenił, czuł także sympatię do jej osoby. Choć przyznać trzeba że ostatnie dni niestety raczej nie sprzyjały rozważaniom na tle towarzyskim.


monster
When I look in the mirror
I know what I see
One with the demon, one with the beast
The animal in me
Craig Burke
Zawód : Handlarz czarnomagicznymi przedmiotami, diler opium
Wiek : 34
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
If I die today, it won’t be so bad
I can escape all the nightmares I’ve had
All of my angry and all of my sad
Gone in the blink of an eye
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t3810-craig-maddox-burke https://www.morsmordre.net/t3814-blanche#70697 https://www.morsmordre.net/t3813-zwiazki-lorda-burke#70693 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t6332-skrytka-bankowa-nr-965#159559 https://www.morsmordre.net/t3842-craigowe#71823
Re: Biblioteka [odnośnik]27.01.22 1:21
Calypso być może i była świadoma swojej urody, nigdy jednak nie traktowała jej jako swojego największego atutu. Uroda jej zdaniem była bowiem darem od jej rodziców, na który wpływu nie miała. Za to wszystko, co, zyskała już z własnej woli i dzięki uporowi zdecydowanie należało do czegoś, czym z przyjemnością się chwaliła.
Nie myślała jednak o tym, że lord Burke mógłby w ten sposób na nią spojrzeć. Był szanowanym lordem, który zapewne miał już swoje spojrzenie utkwione w jakiejś niewieście, która miała zostać jego żoną. Z jakiegoś powodu nie zwracała uwagi na to, że mężczyzna wciąż nie był żonaty. Mężczyzn nieco inaczej dotykał obowiązek ożenku. Oni nie tracili na wartości z każdym mijającym rokiem, a niemal zyskiwali na wartości, poprzez doświadczenie i majątek. Calypso ostatnimi czasy nieco wypadła z obiegu, jeśli chodzi o plotki, więc nie miała pojęcia, ileż prawdy jest w jej własnych przemyśleniach. Kiedyś by wiedziała, czy jakaś jej koleżanka jest tą, która podbiła serce lorda Burke. Dziś musiała zdać się na uprzejmości wymienione w półmroku biblioteki.
- Och! Mity i legendy! To coś, co szczerze uwielbiam! - Powiedziała Calypso szczerze zaaferowana. Jak już wspomniała lordowi, jej rodzina pochodziła z Grecji, gdzie przecież od tysiącleci znane były opowieści o bogach, herosach i tytanach.
Nie umknęło jednak jej uwadze, że lord pragnął się podszkolić w obronie. Uśmiechnęła się więc lekko. - Mogę zaproponować, że jeśli kiedyś będzie miał lord chęć, mogę również przypomnieć sobie kilka zaklęć obronnych. - Takie mieli czasy, a przecież nigdy nie zaszkodziło, by przypomnieć sobie to i owo.
- Co zaś tyczy się moich własnych zainteresować, to chyba nie do końca wiem czego się spodziewać. Ostatecznie bowiem nie znam się na klątwach i runach. Wydają się bardzo trudnym tematem. - Spojrzała na niego z pewnym błyskiem w oku. - A może lord by mi polecił jakąś książkę? Taką, która najbardziej przykuła waszą uwagę. - Powiedziała zadowolona. Ostatecznie przecież właśnie w taki sposób najlepiej poznawać człowieka. Niech pokaże rzeczy, które ceni — wtedy można było ocenić, na ile jest się podobnym, a na ile różnym. Było też coś fascynującego w tym, gdy ludzie mówili o tym wszystkim, co ich interesuje. Calypso miała nadzieję zobaczyć coś takiego w oczach gospodarza.
Ukłoniła się nieznacznie, na znak tego, że naprawdę miała na myśli, te wszystkie miłe słowa, które padły z jej ust. Ale uśmiech zniknął z jej ust, gdy wspomniał o wypadku. No tak, palarnia mogła nieść za sobą pewne ryzyko zawodowe. Miała jedynie nadzieję, że rzeczywiście, wszystko niedługo wróci do normy. Nie wyglądała jednak na przekonaną. Uzdrowicielem nie była, ale to, co mu się działo, nie wyglądało na łagodną przypadłość.
- Gdybym mogła coś zrobić, cokolwiek, proszę o sowę. - Dodała jeszcze. Nie, nie litowała się. Uważała, że lord Craig jest niezwykle zaradnym i samodzielnym mężczyzną, ale może czasem przyda mu się rozmowa, czy chociażby spacer dla podkurowania zdrowia.
- Melody to niezwykle miła i grzeczna młoda dama. Malowanie jej było prawdziwą przyjemnością. Nie wątpię, że przybędzie się pochwalić bez ociągania, gdyż sama też zdawała się zadowolona z tego, co udało nam się dzisiaj stworzyć. - Powiedziała Calypso, ruszając we wskazanym kierunku. Biblioteka naprawdę zapierała dech w piersiach, więc początkowo milczała, rozglądając się jedynie zachłannie po półkach.
- Niespodzianka bardzo miła i och! - Nagle jej wypowiedź przerwał stłumiony okrzyk, który ledwo zdołała opanować.
Tym, co wywołało taką reakcję Calypso, była książka, której złote litery mieniły się w migotliwym świetle. Calypso zdawała się rozpoznawać skądś książkę, chociaż pamięć niemal zatarł już po niej ślad.
Przeniosła przepraszające spojrzenie na Craiga.
- Lord wybaczy. Nie powinnam była tak hałasować. Ale ta książka… A przynajmniej bardzo podobna do tej była kiedyś w kolekcji mojej babci jeszcze w Grecji, Nie widziałam podobnego egzemplarza nigdzie, a miała ona w sobie najpiękniejsze mity. - Powiedziała, ledwo hamując ekscytację. - Ileż to razy prosiłam już całą rodzinę, by znaleźli kopię dla mnie. Czy to na święta, czy na urodziny… - Powiedziała, zaraz jednak speszyła się. - Czy mogłabym jej chociaż dotknąć? - Spytała, jakby się bała, że popełnia jakiś nietakt, podczas gdy tak naprawdę próbowała jedynie nie ekscytować się nadmiernie.



Calypso Carrow


But he that dares not grasp the thorn
should never crave the rose

Calypso Carrow
Zawód : Malarka, Arystokratka
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
I won't be silenced
You can't keep me quiet
Won't tremble when you try it
All I know is I won't go speechless

OPCM : 10
UROKI : 5 +1
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10 +4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9571-calypso-carrow https://www.morsmordre.net/t9765-tea#296315 https://www.morsmordre.net/t9766-who-sets-roses-on-fire#296319 https://www.morsmordre.net/f52-west-yorkshire-wakefield-sandal-castle https://www.morsmordre.net/t10558-skrytka-bankowa-2196#319978 https://www.morsmordre.net/t10406-c-carrow#314672

Strona 4 z 5 Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next

Biblioteka
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach