Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Altana

Go down 
AutorWiadomość
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Altana Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Altana Empty
PisanieTemat: Altana   Altana I_icon_minitime15.11.17 11:19

Altana

Jedno z nieco mniej dzikich, a przez to przyjemniejszych miejsc wśród ogrodów wokół Durham Castle - w lecie mieszkańcy zwykli jadać tam posiłki, o ile pogoda dopisywała. Altana stanowi mocną konstrukcję, bogato zdobioną u góry motywem roślinnym, w co wkomponowane są również elementy oświetlenia. W zależności od potrzeby, miejsce to może służyć również do wystawienia stołów z przekąskami dla gości lub scenę dla orkiestry grającej na przyjęciu... pamiętajmy jednak, że Burke'owie zdecydowanie stronią od tego typu imprez.


Powrót do góry Go down
Jayden Vane
Jayden Vane

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4372-jayden-vane#93818 https://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 https://www.morsmordre.net/t4451-lucky-star#95083 https://www.morsmordre.net/f113-irlandia-killarney-national-park-upper-cottage https://www.morsmordre.net/t4454-skrytka-bankowa-nr-1135#95111 https://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane
Zawód : astronomer, hogwarts professor, the one who lived to an old age, father of three
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Żonaty
Sometimes the truth
Isn’t good enough.
Sometimes people deserve more.
Sometimes people deserve
To have their faith rewarded.
OPCM : 43
UROKI : 25
ELIKSIRY : 2
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 12
Genetyka : Czarodziej

Altana Empty
PisanieTemat: Re: Altana   Altana I_icon_minitime21.11.19 17:01

adeline & jayden15 marca
Dostając list od lady Burke, która powoływała się na jego mamę, musiał upewnić się u rodzicielki, o którą konkretnie osobę chodziło. W końcu nie orientował się w tej arystokratycznej menażerii małżeństw, która niczym labirynt zawiłości potrafiła zgubić poszukiwacza prawdy już na samym początku. Na szczęście wystarczyło powiedzieć Josephine Vane imię, a już doskonale wiedziała, do kogo dopasować resztę opisu. Musiała naprawdę lubić tę młodą pannę, skoro wypowiadała się o niej w samych superlatywach, pozwalając na to, by cień uśmiechu przemknął przez jej gładką twarz. Sam Jayden czuł zaskoczenie już w momencie, gdy nieznana sowa osiadła na parapecie Wieży Astronomicznej, pohukując groźnie i ponaglająco. Nie, żeby obce ptaki przynoszące listy były czymś nadzwyczajnym w jego przypadku, lecz ostatnie wydarzenia z jego życia zupełnie wytrąciły go z oczywistego rytmu naukowca. Pomimo że brał udział w całym plutonie projektów oraz badań, miały one już drugorzędne znaczenie. Bo czy świadomość pokonywania wspólnych trudów z kimś drogim u boku, nie znaczyło więcej ponad całą wiedzę świata? Od zawsze wiedział, że to sercem należało się kierować, nie zaś rozumem i chociaż czasami się na tym sparzył, nie przestawał podążać tym tropem. Zawiódł go wszak tak daleko i nie pozwolił, by Vane się zatracił w rozpaczy, która po drodze go dopadła i bezlitośnie próbowała rozszarpać. Żaden człowiek nie był silny w pojedynkę. Nawet największy mędrzec, będąc jedyny i samotny nie miał z kim swoją wiedzą się dzielić. Na co więc pozjadanie wszystkich rozumów świata, jeśli nie było kogoś jeszcze? Właśnie dlatego Jayden zawsze miał wybierać drugiego człowieka nad naukę. Chociaż kochał ją całym sercem, wiedział, że koniec końców była ona bezcelowa i że to właśnie to kryło się na końcu wszelkich erudycyjności. Nie samemu, lecz razem.
Zmierzając ku domostwu jednego ze skrajnie konserwatywnych rodów, Jayden zastanawiał się, jak bardzo moralna była decyzja, której się podejmował. Wiedział wszak, że przekraczając próg zamku, znajdował się na terytorium ludzi wspierających niemalże neutralizację czarodziejów pochodzenia mugolskiego. Na wybiciu ich i kultywowaniu cech iście czystych. Gdyby nie jego urodzenie, nigdy nie miałby wstępu do tego świata, chociaż mógłby mieć taką samą wiedzę, taki sam status. Przez lata przewinął się przez wiele domów należących do rodzin szlachciców — wspominał swobodnych, lecz eleganckich Flintów żyjących na pograniczu lasów; oczami wyobraźni widział również ciepłe barwy posiadłości Shafiqów, którzy zawsze bacznie wieszali spojrzenie na jego bladej twarzy; słyszał w głowie śmiechy małych, rudawych pociech z pałacu Prewettów; miał do czynienia z eleganckimi, delikatnymi pannami z francuskich brzegów wyspy Lestrange'ów. Nigdy nie miał do czynienia z żadnym z przedstawicieli rodu Burke. W samym Hogwarcie pojawiali się sporadycznie, a gdy już do tego dochodziło, nie interesowali się astronomią. Jayden wiedział, że byli starym, bardzo surowym w realiach odłamem północnej arystokracji, a ich polityka wyostrzyła się wraz z wyborem nowego nestora rodu. Edgar Burke był od niego kilka lat starszy, lecz poważany wśród elity wprowadzał rodzinę w nową erę. Czy stąd pojawił się ów list od jego żony w gabinecie astronoma? Mógł się jedynie tego domyślać, lecz będąc coraz bliżej celu wyprawy, ufał, że zostanie mu to wyjaśnione na miejscu. Intrygowało go to wszystko, dlatego już od rana spacerował po okolicy nowego domu, nie mogąc przestać zachwycać się tamtejszym spokojem. Irlandia była jego matką, podczas gdy Szkocja, mimo że wspaniała, nie mogła zagnieździć się odpowiednio w jego sercu. Jakie było Durham? Wkrótce miał się przekonać, a godzina spotkania zbliżała się wielkimi krokami. Południe było najodpowiedniejszą porą na spotkanie, chociaż mogło się to wydawać dziwaczne — wszak inni nauczyciele mieli wtedy swoje zajęcia. Jayden jednak zachwycał się nocnym niebem, stąd też jego lekcje najczęściej miały miejsce po zmroku. W chwili gdy gwiazdy powoli przejaśniały ciemne niebo, dając początek swojemu własnemu dniu.
Przekraczając próg zamku, nie był w stanie się nim nie zachwycać. Ponura warownia mogła przerażać, lecz nie jego. Na chwilę uciekły od czarodzieja myśli o wojnie rozgrywającej się między zwolennikami idei czystej krwi i tymi drugimi. Spłoszyły się domniemania o dwóch skrajnie różnych obozach, z których żaden z nich nie miał racji. Idąc ciemnymi korytarzami za milczącym lokajem, Jayden nie był w stanie nie rozglądać się na boki w niemym podziwie. Odgłosy jego kroków ginęły w gargantuicznych rozmiarach posiadłości i odbijały się echem w oddali. Z teczką zapisków pod ręką nie pasował do tego przepychu. Dobrze skrojony garnitur i narzucany na to uniwersytecki płaszcz czynił z Vane'a odpowiednio nauczyciela, lecz nie człowieka należącego do wysokich szczebli socjety. Jednak nigdy nie pragnąłby zamiany. Surrealistyczna wizja została przerwana przez zatrzymanie się służącego, każącemu astronomowi zrobić to samo.
- Lady Burke. Profesor Vane - przedstawił go, po czym usunął się w bok, czekając na dalsze instrukcje. W tym samym czasie Jayden zrobił pierwszy krok, stając w świetle altany, lecz nie wszedł na jej stopień. Nikły skłon głowy w geście szacunku oraz powitania dział się w ciszy.
- Lady Burke. - Jego głos rozbrzmiał niedaleko miejsca, gdzie znajdowała się kobieta najwyraźniej pochłonięta przez swoje własne zajęcia. Dostrzegając urywek jej twarzy, Jayden zdał sobie sprawę, że widywał ją na korytarzach Szkoły Magii i Czarodziejstwa, gdy uczęszczał do Hogwartu jeszcze jako uczeń. Czy kiedykolwiek pomyśleliby wtedy, że spotkają się właśnie w takiej sytuacji? Dwójka przeciwstawnych sobie w politycznych oraz moralnych kwestiach ludzi, a jednak łączących się w sprawie dobra kolejnego pokolenia? Czy i ich dzieci miały niegdyś zrobić to samo, czy stanąć naprzeciwko siebie po dwóch stronach barykady?





every night i scream your name
Every night I burn. Every night the dream's the same. Every night I burn waiting for my only friend. Every night I burn waiting for the world to end.


Powrót do góry Go down
Adeline Burke
Adeline Burke

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t7494-adeline-burke#206410 https://www.morsmordre.net/t7710-eunomia#213518 https://www.morsmordre.net/t7708-makowa-pani#213516 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle
Zawód : makowa pani
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
part of her mystery
is how she is calm
in the storm and
anxious in the quiet
OPCM : 10
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej

Altana Empty
PisanieTemat: Re: Altana   Altana I_icon_minitime28.11.19 23:10

15/03

Kreśląc te kilka słów do pana Vane, nie mogła mieć stuprocentowej pewności co do ich przyszłej współpracy. Owszem, szanowała jego matkę, która wprowadziła ją w tajniki muzyki, rozszyfrowała zapisy nutowe na pięciolinii i w końcu pozwoliła, aby spod jej palców mogły wypływać kolejne dźwięki, łączące się w cudowną, przyjemną dla odbiorcy melodię. Niemniej jednak lady Burke w sposób bardzo krytyczny podchodziła zarówno do nauczycieli jak i guwernerów czy guwernantek, którzy mieli mieć styczność z jej dziećmi. Wszakże już w swoim liście podkreśliła, jak bardzo istotne dla niej jest dobro pociech. Jednocześnie doceniała ludzi nauki, mało kto bowiem zdawał sobie sprawę z tego, że lady Adeline była kobietą zafascynowaną nauką chociaż specjalizowała się w nieco innej dziedzinie niżeli profesor Vane. Z zafascynowaniem badała stare woluminy, księgi czy nawet alchemiczne manuskrypty, mogąc przy tym pochwalić się znajomością języka starożytnych run. Jednakże ponad bycie pianistką i fascynatką ubiegłych wieków, była matką, która miała teraz władzę i możliwości do tego, aby zapewnić swoim dzieciom wszystko co najlepsze. Szczerze? Gdy wyszła za Edgara nie sądziła, że będzie kiedykolwiek mogła pokochać tak mocno. A jednak, kochała swe pociechy z całego serca i jeżeli miałaby skoczyć za nimi w przepaść to zrobiłaby to bez najmniejszego zawahania. Niegdyś ta więź między matką, a jej dzieckiem była znana jej jedynie z opowiadań czy też licznych powieści obyczajowych, które jako młoda panna wykradała z rodowej biblioteki, aby chociaż na chwilę zająć swój umysł czymś błahym, nakarmić młodzieńczą naiwność.
Marcowa pogoda zdecydowanie za bardzo rozpieszczała. Pogoda była na tyle sprzyjająca wizytom w ogrodzie iż to właśnie pod dachem ogrodowej altany lady Burke postanowiła spędzić swoje przedpołudnie i wypełnić czas w oczekiwaniu na profesora Vane'a. Z tejże okazji pod zadaszeniem ustawiony został stolik oczywiście z parującą ciepłem herbatą, a lady Burke zajmowała jedno z krzeseł. Nie wypatrywała jednak z niecierpliwością przybycia swojego gościa. Jej niebieskie spojrzenie śledziło tekst na kolejnych stronicach księgi, która spokojnie spoczywała na blacie okrągłego stolika.
Można stwierdzić, że z biegiem lat Adeline przesiąkła atmosferą panującą w Durham. Wymyślne fryzury zastąpiły proste upięcia tudzież proste włosy puszczone luźno na szczupłe ramiona. Barwne suknie, będące ostatnim krzykiem mody zostały wyparte przez klasyczne stroje w rodowych barwach. Dzisiaj również siedziała ubrana w prostą, czarną suknię z długim rękawem. Z pewnością wyciszyła się, dużo uważniej dobierała słowa i nabrała dużo więcej pokory. A może to nie sprawa Durham? Może po prostu dojrzała. Wkomponowała się w otaczającą ją scenerię i stała się białą damą mrocznej warowni.
Gdy dobiegł ją głos służącego, zamknęła książkę, dosuwając ją delikatnie na bok. Wstała z miejsca, nieco pedantycznym ruchem prostując materiał sukni, po czym skupiła całą swoją uwagę na przybyłym gościu.
- Profesorze Vane, dziękuję za przybycie. Proszę usiąść - zaprosiła go, płynnym gestem ręki zapraszając do stolika pod zadaszeniem. I jego twarz wydawała się jej znajoma, chociaż nie umiała jeszcze znaleźć w nim młodzieńca, którego niejednokrotnie mijała na szkolnym korytarzu. - Napije się pan czegoś? - spytała uprzejmie, jednocześnie utrzymując delikatny uśmiech, który latami praktykowała zarówno przed lustrem jak i w towarzystwie, a mimo to wyglądał zupełnie naturalnie. Na powrót zajęła wcześniejsze miejsce i oddała księgę służącemu, polecając odniesienie jej do rodowej biblioteki oraz przyniesienie czegoś dla jej gościa, jeżeli mężczyzna faktycznie czegoś sobie zażyczył.
- Niezmiernie cieszę się, że znalazł pan czas na nasze dzisiejsze spotkanie - zaczęła słowami okrytymi płaszczem kurtuazji. Jako szlachetnie urodzona dama nie mogła ominąć tej części rozmowy. Miała to we krwi, niemalże machinalnie wyrzucała podobne, wyuczone frazy z ust. - Tak jak zaznaczyłam w liście, poszukujemy wraz z mężem nowego nauczyciela dla naszych córek. Dzieci dorastają i z czasem należy odkrywać przed nimi kolejne dziedziny nauki. Nie śmiem wątpić w pański talent pedagogiczny z pewnością odziedziczony po pańskiej cudownej matce, niemniej jednak muszę spytać, czy ma pan doświadczenie w nauczaniu domowym? - oto zaczęła się seria pytań i odpowiedzi. Jednakże głos Adeline był spokojny i uprzejmy. Czy tego się spodziewał?


Powrót do góry Go down
Jayden Vane
Jayden Vane

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4372-jayden-vane#93818 https://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 https://www.morsmordre.net/t4451-lucky-star#95083 https://www.morsmordre.net/f113-irlandia-killarney-national-park-upper-cottage https://www.morsmordre.net/t4454-skrytka-bankowa-nr-1135#95111 https://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane
Zawód : astronomer, hogwarts professor, the one who lived to an old age, father of three
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Żonaty
Sometimes the truth
Isn’t good enough.
Sometimes people deserve more.
Sometimes people deserve
To have their faith rewarded.
OPCM : 43
UROKI : 25
ELIKSIRY : 2
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 12
Genetyka : Czarodziej

Altana Empty
PisanieTemat: Re: Altana   Altana I_icon_minitime17.12.19 16:15

Pisząc list z odpowiedzią, wiedział, że sprawa jego zatrudnienia nie była całkowicie jasna i sprecyzowana. Nie leżało to jedynie po stronie lady Burke, jednak również i jego samego. W końcu chciał poruszyć temat zgody z Pomoną, a dopiero później spotkać się z kobietą z odpowiednią już decyzją. Pytanie wszak, czy powinien był pracować dla kogoś, kto posiadał tak odmienne od jego własnych poglądy było jakby kwestią rozpatroszoną już dawno temu, lecz zamierzał poznać zdanie Sprout i nie podejmować niczego bez jej wiedzy. Ostatnie czego pragnął to rozjechania się ich komunikacji. Nie mieli tego już nigdy robić. Po rozmowie, która mogła się wydawać niezbyt przyjemna, doszli do porozumienia, a dzięki odpowiednim słowom Jayden, zdołał odpędzić lęki ukochanej osoby. Bo czy nie robili tego samego w Hogwarcie? Nie pracowali dla kogoś okropnego? Czy nie był to ich obowiązek, by czuwać nad wszystkimi dziećmi? By zapewniać im wsparcie, wiedzę, a gdy tego chciały, również i być oparciem. Bezpieczeństwo wśród murów Durham było niepodważalne i Vane nie wyruszał do zamku z przekonaniem krucjaty. Nie chował za swoją odpowiedzią żadnych przesłanek ani planów. Zamierzał wykonywać powierzone mu obowiązki, o ile takie w ogóle zostaną mu powierzone. Nie miał na to wpływu i bez żadnego żalu miał się zgodzić z werdyktem. Było wielu innych, lepszych i większych od niego w sztuce astronomii i ród Burke na pewno mógł sobie na takich profesorów pozwolić. Czy naprawdę było to pokierowane relacją z jego rodzicielką? Wolał się nad tym nie zastanawiać, lecz szedł za swoim przewodnikiem, który bez większych problemów odnajdywał się w labiryncie sieci korytarzy rodowej posiadłości.
Posiadłości, która wydawała się gargantuicznych wręcz rozmiarów, lecz w porównaniu ze Wszechrzeczą, nie było nawet pyłkiem na wietrze. Przechodząc kolejne zakręty, dostrzegał wszędzie wielkie kolumny, wysokie sufity, ogromne posągi, szerokie na długość ściany obrazy. Wszystko dosłownie wręcz wołało o swojej potędze. Potędze czarodziejów. Podczas gdy ich świat nie był tak wielki, jaki się wszystkim wydawał. Stanowili niewielki procent społeczności na świecie i jeśli ktoś miał się podporządkować demokratycznie, to właśnie oni. A mimo to nie potrafili poradzić sobie w odpowiedni sposób ze świadomością przenikania się dwóch, odmiennych światów, które istniały równolegle względem siebie. Różniły się jedynie tym, że jeden uznawał magię za legendę, a drugi ów legendą władał. Czy czarodzieje nie powinni być więc bardziej wyrozumiali? Czy jako uznający się za mądrzejszych, nie winni właśnie tak się zachowywać? Czy nie powinni byli wychodzić naprzeciw problemom, zamiast je stwarzać? Nie rozumiał tego, co się działo. A Jayden była naukowcem. Z natury i z zawodu musiał być ciekawy świata, dlatego nie potrafił odcinać się od mugolskiej części. Nie pozwalał na to, by cokolwiek wpłynęło na to postrzeganie sytuacji. Goszczenie wśród przeciwników ów idei tym bardziej.
Wiele się zmieniło, odkąd po raz ostatni znajdował się w szlacheckim domu i można było jedynie snuć przypuszczenia co do tego, jak aktualnie wyglądałoby jego życie, gdyby nie niektóre z tych faktów. Teraz jednak stał przed nestorową, której uważny wzrok przebiegł po jego osobie. Skinął głową w niemym podziękowaniu za jej słowa. - Herbaty jeśli można - odpowiedział, podejrzewając, że na swoją tradycyjną herbatę o trzeciej po południu już nie będzie w stanie się załapać z uwagi na gromadzące się obowiązki. Skoro jednak miał okazję zrobić to tu i teraz, nie zamierzał odmawiać. Szczególnie że ta rozmowa mogła przebiegać naprawdę przeróżnie. Zajął wskazane przez kobietę miejsce, a następnie czekał na dalsze instrukcje, bo z tego, co wiedział, ród Burke nie słynął z krasomówstwa, preferując twarde ścieżki bez zbędnych upiększeń. Słuchał słów padających z ust swojej gospodyni z pełnią uwagi, zastanawiając się, jakim on sam miał okazać się rodzicem. Przypominającym kobietę przed sobą, która wzbudzała wspomnienia jego własnej rodzicielki, czy może zupełnie innym? Gdy padło pytanie, nie rzucał się do odpowiedzi, pozostając w kilkusekundowym opóźnieniu. - Tak, chociaż nie w takim wymiarze, w jakim bym chciał. Od najmłodszych lat zajmowałem się edukacją córek Chonsu Shafiqa. Wzywano mnie na wyspę Wight do Alix Lestrange i przez jakiś czas współpracowałem z rodziną Flint. Pominę krótsze staże, jednak to na wyspie Man przebywałem najdłużej. Dokładnie cztery lata i pół roku - odpowiedział spokojnie i nie wahając się przy żadnym słowie. To była prawda. Do teraz nie mógł dokładnie pojąć, jak to się stało, że Shafiqowie zdecydowali się na tak młodego nauczyciela dla swoich dzieci. I to mężczyznę, który nie pochodził z ich kraju. Czy renoma Hogwartu cokolwiek dla nich znaczyła w takim układzie? Cokolwiek to było nie żałował. Uśmiechnął się delikatnie do swoich myśli, przypominając sobie młodego chłopaka zafascynowanego tamtejszą innością — w architekturze, mowie, w ludziach. Zaraz jednak wrócił do zimnego zamku Durham, opuszczając ciepłe barwy domu Man. - Ile lat mają państwa córki? Ktoś je kiedyś przyuczał astronomii? - Kolejne pytania padające jednak teraz i z jego strony.





every night i scream your name
Every night I burn. Every night the dream's the same. Every night I burn waiting for my only friend. Every night I burn waiting for the world to end.


Powrót do góry Go down
Adeline Burke
Adeline Burke

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t7494-adeline-burke#206410 https://www.morsmordre.net/t7710-eunomia#213518 https://www.morsmordre.net/t7708-makowa-pani#213516 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle
Zawód : makowa pani
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
part of her mystery
is how she is calm
in the storm and
anxious in the quiet
OPCM : 10
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej

Altana Empty
PisanieTemat: Re: Altana   Altana I_icon_minitime12.01.20 17:16

Można powiedzieć, że nie tylko Jayden zmagał się z dylematem; owszem Adeline uwielbiała jego matkę, jako swoją nauczycielkę gry i dobrze wspomina zajęcia przez nią prowadzone. Pytanie jednak, czy jej syn potrafił utrzymać swe prywatne osądy i pozostać neutralnym, jeżeli jego serce nie stało po właściwej stronie barykady - a raczej tej, którą Adeline i jej najbliżsi uważali za jedyną odpowiednią stronę konfliktu. Nie chciała też podejmować żadnej decyzji bez wcześniejszej konsultacji z szanownym mężem. Nie miała w zwyczaju działać wbrew jego woli. Wiedziała, że edukacja ich dzieci była tematem, w których nie miała całkowitej dowolności i wszelkie ważniejsze przedsięwzięcia powinny omówić wspólnie. Z pewnością serca Jaydena i Adeline opowiadały się po dwóch różnych stronach konfliktu, ale jednocześnie nie byli w niego zaangażowani w wystarczający sposób, aby mieć na celu wykorzystywanie każdej możliwej okazji na wymierzenie sprawiedliwości, innej w mniemaniu każdego z nich. I tak, jak pan Vane nie przybył tu z zamiarem swoistej krucjaty, tak w intencji Adeline nie było zaszkodzenie pedagogowi, także na próżno byłoby doszukiwać się podstępu zarówno w samym liście lady Burke, jak i w jej zachowaniu. Wszakże teraz mieli okazję skupić się na tym co ich łączyło - dobro młodego pokolenia, które złapie za stery kierujące światem, kiedy oni odejdą w niepamięć, pogrążając się w starości. Taka była kolej rzeczy, dlatego rodzice tak pieczołowicie dbali, a przynajmniej powinni dbać, o przyszłość swych ukochanych pociech.
Lubiła spędzać czas w otoczeniu ogrodów - altana stała się jej miejscem ucieczki od monumentalności i posępności rodowej posiadłości jej męża. Nigdy nie przeszkadzał jej przepych, wszakże wychowała się w złotej klatce, ale każdy potrzebował miejsca, w którym mógł złapać chociaż trochę oddechu. Miała nadzieję, że obecna sceneria również będzie sprzyjała rozmowie z potencjalnym nauczycielem jej córek. - Naturalnie - odparła łagodnie, po czym już nieco bardziej zdecydowanym tonem zażądała przygotowania owego napitku dla przybyłego gościa. Oczywiście jej słowo nie spotkało się z przejawem chociażby najmniejszego sprzeciwu. Na przestrzeni lat spędzonych w Durham Adeline nabrała większego szacunku do słowa mówionego - bo chociaż wcześniej z rozwagą dobierała słowa to skupiała się na ich pięknym brzmieniu, nie wahała się przed wyrażeniem swojego niezadowolenia na głos w taki sposób, aby każda osoba w zasięgu jej głosu zdawała sobie z tego sprawę. Posępne mury Durham wszczepiły w nią zdecydowanie więcej pokory, odkryły przed nią inne drogi na wyrażanie swoich wątpliwości, dezaprobaty czy zadowolenia.
Obserwowała Jaydena uważnie chociaż nie natarczywie, jednakże w jej oczach na próżno było szukać roztargnienia. Niebieskie spojrzenie było czujne i jeżeli jakikolwiek szczegół w zachowaniu profesora miał zdradzić jego niechęć lub wskazywać na cokolwiek co mogłoby przekreślić go jako przyszłego nauczyciela jej dzieci to z pewnością miała to wyłapać. Cierpliwie jednak pozwoliła ciszy wybrzmieć, nim profesor Vane zaczął krótką prezentację swojego doświadczenia. Musiała przyznać, że wymienione nazwiska wielkich rodów pozytywnie wpływały na opinię lady Burke. Skinęła głową, popijając łyk wcześniej przygotowanej herbaty. - Cóż za różnorodność - odparła, a w jej głosie na próżno było szukać negatywnego zabarwienia. Była pozytywnie zaskoczona, wszakże zebrane doświadczenie wskazywało, iż pan Vane nie miał problemu z dostosowaniem się do różnego typu sytuacji. Wszakże wychowanie lady Lestrange musiało różnić się od tego, w jaki sposób lord Shafiq prowadził swe córki. - Aldora i Arnora skończyły siedem lat w grudniu ubiegłego roku i jeszcze nie miały styczności z astronomią - odpowiedziała zgodnie z prawdą. Dlatego też zależało jej na kimś kto w umiejętny sposób odkryje przed jej córkami tajemnice astronomii i zaprezentuje ją z jak najlepszej strony, aby w przyszłości dziewczynki mogły zdecydować czy jest to dziedzina, w której będą mogły się spełniać.


Powrót do góry Go down
Jayden Vane
Jayden Vane

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4372-jayden-vane#93818 https://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 https://www.morsmordre.net/t4451-lucky-star#95083 https://www.morsmordre.net/f113-irlandia-killarney-national-park-upper-cottage https://www.morsmordre.net/t4454-skrytka-bankowa-nr-1135#95111 https://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane
Zawód : astronomer, hogwarts professor, the one who lived to an old age, father of three
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Żonaty
Sometimes the truth
Isn’t good enough.
Sometimes people deserve more.
Sometimes people deserve
To have their faith rewarded.
OPCM : 43
UROKI : 25
ELIKSIRY : 2
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 12
Genetyka : Czarodziej

Altana Empty
PisanieTemat: Re: Altana   Altana I_icon_minitime31.01.20 18:10

Patrząc na ostatnie miesiące swojego życia, Jayden zauważył, że nieważne w jak druzgocącym stanie się wtedy znajdował, nie mógł powiedzieć, że był to czas zmarnowany. Astronom mógł coraz pewniej stawać pewniku o cennych, choć kryzysowych momentach, bo wyciągał lekcje z każdego upadku. Plasował siebie i innych w rolach, do których już nigdy nie chciał dopuścić. Których zamierzał unikać i chronić przed nimi swoich najbliższych. Wiedział, że zaznane cierpienie miało być przestrogą i uświadomieniem sobie, czego tak naprawdę pragnął i do czego powinien był dążyć. I chociaż ból trwający tak długo, został uśmierzony, wnętrze czarodzieja wciąż się leczyło, a rany goiły. Sytuacja z Pomoną, która zaczęła w końcu wracać na odpowiednie tory, sprawiała, że czuł się pewniej ze świadomością odpowiedniego porządku. Ważne było wiedzieć, że pomimo kryzysów udało im się przetrwać najgorsze i teraz musieli się skupić na dobru nie tylko swojej, zdrowiejącej relacji, lecz również na rozwijającym się w łonie Sprout dziecku. To był moment, w którym musieli się otrząsnąć i przestać skomleć nad swoim losem. Nie mieli żyć już tylko dla siebie, lecz również i dla niego. Lub dla niej. Podjęcie się rodzicielstwa równało się ze wzięciem odpowiedzialności na swoje barki i postawieniu się w sytuacji, w której nie było odwrotu. Był jedynie rozwój, postęp, dorosłość oraz zrozumienie etapów czekających na ich drodze. Nie tylko z nauką życia w rodzinie, lecz również i stanięcia się strażnikiem niewinnego życia. Jayden od zawsze miał kontakt z dziećmi i zajmowanie się nimi nie sprawiało mu większego problemu, lecz rodzina, uczniowie — to była zupełnie inna warstwa od tej, w której zostawało się ojcem. Dopiero teraz miał zauważać, jak bardzo różniły się te dwie drogi — opiekuna oraz rodzica i chociaż znajdował się w każdej z nich, krócej lub dłużej, dostrzegał konflikt w jednym i drugim stanowisku. Mógł być troskliwym nauczycielem, czasami zastępującym studentom figurę ojcowską, lecz to nigdy nie były jego dzieci. Nie w takim znaczeniu, które nabrało pełniejszego kształtu w chwili, w której Pomona powiadomiła go o swojej ciąży. Radość z tego faktu wciąż przyświecała astronomowi, jednak wiedział też, że świat, w którym miało przyjść żyć ich dzieciom, był potłuczony i pokrzywiony. A to równało się z kryjącym pod ziemią strachem, którego nie można było się pozbyć.
Obserwując lady Burke, Jayden zastanawiał się, czy również i ją dotykało ów zmartwienie. Podejrzewał, że tak. Jak każda matka, która chciała jak najlepiej dla swoich pociech zapewne nie raz i nie dwa myślała o przyszłości córek. Czy miały sobie poradzić? Czy ktoś miał się nimi odpowiednio zająć? Vane od samego początku pragnął, żeby sam został obciążony wszystkimi problemami, byle tylko przyszłe pokolenie nie musiało potykać się o przeciwności. Jeśli i lady Burke podzielała to zdanie, na pierwszy rzut oka tak różni czarodzieje, mieli wiele cech wspólnych. Końcowa decyzja o współpracy zależała całkowicie od faktu, czy obie strony miały odnaleźć porozumienie i zgodę w fakcie tak fundamentalnym, jakim było dobro dzieci. W końcu i jedni i drudzy wiedzieli o jego istocie oraz nie chcieli popełnić błędu. Nie odpowiedział na pierwszą uwagę kobiety, chociaż zanotował, że w każdym momencie mógł wysłać prośbę o rekomendację do każdego z wymienionych rodów. Milczał jeszcze chwilę, zanim podjął się dalszej części spotkania. - Rozumiem. - Zarejestrował fakt o wieku oraz stopniu zapoznania się z dziedziną astronomii przez dziewczynki, od razu kładąc nacisk, by o tym pamiętać. - Czy posiada lady wymogi w stosunku do zaawansowania programu? Oczywiście jestem w stanie zapewnić dobór odpowiednich projektów z dostosowaniem do wieku oraz poziomu dzieci, jednak zawsze wolę spytać rodziców, czego sobie życzą. W zależności od tego w ciągu dwóch tygodni mogę przygotować rozpiskę dopasowanego programu nauczania - zapewnił solennie, wiedząc, że mógł to zrobić szybciej. I zapewne tak właśnie miało się wydarzyć, jeśli lady Burke miała okazać zainteresowanie.





every night i scream your name
Every night I burn. Every night the dream's the same. Every night I burn waiting for my only friend. Every night I burn waiting for the world to end.


Powrót do góry Go down
Adeline Burke
Adeline Burke

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t7494-adeline-burke#206410 https://www.morsmordre.net/t7710-eunomia#213518 https://www.morsmordre.net/t7708-makowa-pani#213516 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle
Zawód : makowa pani
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
part of her mystery
is how she is calm
in the storm and
anxious in the quiet
OPCM : 10
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej

Altana Empty
PisanieTemat: Re: Altana   Altana I_icon_minitime10.02.20 13:02

Słowa lady Crouch, które wypowiedziała w stronę córki na kilka chwil przed tym, nim ojciec miał oficjalnie i na oczach wszystkich oddać ją w opiekę Burke'om, towarzyszyły Adeline przez całe życie; nie musisz go kochać, kochaj dzieci, które ci da. I rzeczywiście, matczyna miłość pozwoliła jej nie tylko przetrwać, ale także nawiązać nić zrozumienia z Edgarem. Zupełnie, jakby ustawienie swych pociech na pierwszym miejscu sprawiło, że wszystko inne ułożyło się samo w odpowiedniej kolejności. Z biegiem czasu potrafiła już przebywać w obecności męża bez teatralnego wywracania oczami i sztywniejącego karku. Odnajdywała w ich dysputach przyjemność, oderwanie od codzienności. Czasem w istocie rozprawiali o rzeczach ważnych, istotnych dla nich obojga, jak na przykład przyszłość ich dzieci, a czasem były to tematy dużo mniejszej wagi, zwiewne słowa, które często nawet nie zapisywały się w ich pamięci. Teraz tworzyli duet - książkowy przykład tego, jak małżeństwo podyktowane interesami obu rodów nie musi okazać się katastrofą. Łączyła ich troska o rodzinę, wartości, które wyznawali i ideały, w które wierzyli. I chociaż Adeline nie dopatrywała się w ich uczuciu niczego romantycznego, niczego poza wzajemnym szacunkiem to nie była pewna, czy chciałaby zamienić swoje życie, zmienić bieg wydarzeń. Wszakże była już kobietą dorosłą, pozbawioną złudzeń naiwnej nastolatki, która wierzyła, że w tej grze pozorów byłaby w stanie odnaleźć prawdziwą miłość. Była pewna, że to co ma teraz jest dużo bardziej szczere i prawdziwe, przynajmniej nie pozostawia złudzeń.
Można powiedzieć, że Adeline była matką w każdym tego słowa znaczeniu i podobnie, jeżeli tylko okazałoby się, że ktokolwiek zagraża jej dzieciom to bez najmniejszego zawahania położyłaby na szali własne życie, a jeszcze wcześniej sięgnęłaby po środki, o których użycie nikt by jej nie posądził. Wszakże była jedynie damą, delikatną w swej postawie i taktowną w każdym wypowiedzianym słowie. Jednakże każdy wiedział, że matka jest gotowa na wszystko, aby obronić swe dzieci, odnajduje w sobie niekończące się pokłady siły i nie ma oporu przed łamaniem kolejnych granic.
Właściwie to niezmiennie to samo zmartwienie spędzało sen z powiek lady Burke. Zmartwienie o los swych trzech pociech, kochanych córek i jedynego syna, który jeszcze nie zdawał sobie sprawy z tego, jak wielki ciężar spocznie w przyszłości na jego barkach i jak wysokie wymagania miał wobec niego świat. Nawet jeżeli w jej oczach pozostanie po prostu jej najdroższym synem. Teraz, w dobie zdrajców krwi, plugawiących dawne tradycje chciała mieć dzieci jak najbliżej siebie, aby nigdy nie odważyły się sięgnąć po to, co zakazane i zwyczajnie złe. Owszem, to egoistyczne, ale serce Adeline biło dla tej trójki i nie była pewna czy udałoby się jej pozbierać po czymś takim. I tak, mimo dzielących ich różnic, opinii i wyznawanych ideałów, które nie pozwoliłby im nawiązać nici przyjaźni w codziennym świecie to obydwoje byli rodzicami, czy też mieli się nimi stać w najbliższym czasie i prezentowali gotowość do przejęcia wszelkiego zła czyhającego na ich pociechy na swoje barki, byleby te niewinne istoty nie musiały się z nim zmierzyć. Okrutna prawda była jednak taka, że los lubił płatać figle i obojętnie co by nie zrobili to los zawsze znajdzie sposób, sprowadzi na głowy ich dzieci niebezpieczeństwa, których oni jako rodzice przewidzieć nie mogli.
- Cóż, bliźniaczki to bardzo bystre dziewczynki i wierzę, że potrzebują edukacyjnych wyzwań, aby coś je zainteresowało, dlatego nie chciałabym, aby zajęcia był zbyt monotonne. Naturalnie, wiadomo iż program musi zawierać podstawy i dostosowanie do wieku oraz obecnego poziomu wiedzy dzieci, dlatego z tą małą wskazówką zdam się na pana i z chęcią zapoznam się z programem, który mógłby pan przygotować - odpowiedziała. Tak naprawdę to właśnie różne propozycje programów od osób, z którymi lady Adeline miała się spotkać oraz podsumowanie wszystkich spotkań miało ostatecznie dać odpowiedź na pytanie, który z uczonych będzie miał tę niewątpliwą przyjemność nauczania astronomii w Durham. - Panie Vane, nieodłączną częścią naszej rozmowy wydaje się być kwestia zapłaty. Zatem proszę mi przedstawić swoją propozycję - odparła z delikatnym uśmiechem na twarzy. Cóż, nie owijała w bawełnę, z klasą i ze spokojem przechodziła do kwestii pieniężnych.


Powrót do góry Go down
Jayden Vane
Jayden Vane

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4372-jayden-vane#93818 https://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 https://www.morsmordre.net/t4451-lucky-star#95083 https://www.morsmordre.net/f113-irlandia-killarney-national-park-upper-cottage https://www.morsmordre.net/t4454-skrytka-bankowa-nr-1135#95111 https://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane
Zawód : astronomer, hogwarts professor, the one who lived to an old age, father of three
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Żonaty
Sometimes the truth
Isn’t good enough.
Sometimes people deserve more.
Sometimes people deserve
To have their faith rewarded.
OPCM : 43
UROKI : 25
ELIKSIRY : 2
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 12
Genetyka : Czarodziej

Altana Empty
PisanieTemat: Re: Altana   Altana I_icon_minitime10.02.20 19:15

Wizja życia, które miał prowadzić z Pomoną różniła się diametralnie od tego, co wydarzyło się w życiu lady Burke. To nie inni ich dla siebie wybrali, a oni sami byli za to odpowiedzialni — odrzucając wręcz ów innych i trzymając swoje plany w tajemnicy. Nie zamierzali pytać nikogo o zgodę, oddając się jedynie emocjom, które trwały między nimi. Wyłamując się z tradycyjnego, przyjętego przez społeczeństwo schematu związku, przypominali wręcz zbiegów, którzy probowali odnaleźć swoją drogę w ciemności podziemia. Jednak czy zachowałby się inaczej, gdyby przyszło mu podjąć decyzję drugi raz? Wiedział, że nie. Nigdy nie grał zgodnie z zasadami ogółu, woląc własne przekonania nad to, co mogło wręcz odtrącać pozostałych i chociaż nie zdawał sobie z tego sprawy, tej zasady trzymał się o wiele mocniej niż podejrzewał. Z Pomoną nie było inaczej. Pomimo faktu, że uciekli przed ciekawskimi spojrzeniami, musieli się koniec końców z nimi zmierzyć — nie tylko dla siebie nawzajem, lecz dla dzieci, które miały się pojawić i żyć z piętnem swoich rodziców. Na razie skryci i żyjący w półcieniach astronom wraz z zielarką ponosili konsekwencje swoich działań, lecz już niedługo. Już wkrótce miało się to skończyć, a oni mieli mieć możliwość stanięcia w pełnym słońcu ramię w ramię. Nikt nie miał prawa ich osądzać. Ani ich, ani potomstwa, które wkrótce miało się pojawić na świecie. Obrona tego małego, niewinnego życia była w tym momencie dla Jaydena priorytetem i podobnie jak Makowa Pani siedząca tuż przed nim, z miejsca mógł zadeklarować oddanie życia w zamian za przetrwanie kolejnego pokolenia pochodzącego z jego krwi. Adeline nie musiała kochać swojego męża, lecz wraz z Vanem łączyło ją poświęcenie. Byli jak dwa krańce tego samego łańcucha, które nigdy nie miały się spotkać, chociaż dążyły do tego, by utrzymać okowy w ryzach i zapewnić im trwanie. Byli rodzicami i chociaż czarownica mogła pochwalić się własną gromadką, profesor opiekował się już dziesiątkami ludzi dorastających w murach Szkoły Magii i Czarodziejstwa.
Obserwując jej spokojną, dostojną twarz, Vane zastanawiał się, czy kiedyś dane będzie się ów rysom zestarzeć. Rozpaść się pod wpływem delikatnego uśmiechu dumy na wspomnienie swoich pociech, gdy tuż przed oddaniem ostatniego tchnienia, jej spojrzenie zabłyśnie w wizji dziecięcej beztroski. Czy i on miał doczekać tego dnia? Gdy otoczony rodziną, będzie mógł odpocząć, niosąc w sobie świadomość dobrze spełnionego obowiązku? Zdał sobie okrutnie sprawę, że chciał żyć dopóty dopóki jego rodzina będzie całkowicie bezpieczna, a później... Czy marzyciele żyli długo? Na ziemię sprowadziły go słowa kobiety, które dokładnie analizował. Jak każdy rodzic, zachwalała swoje córki, ale nie wątpił, że nie były to jedynie puste słowa. Może w innych rodach takie by były, ale w tym ponurym zamczysku nie rzucano ich na wiatr. Gdy czarownica zwinnie przeszła do tematu zapłaty, Jayden nie drgnął, a jego twarz wciąż pozostawała tak samo spokojna, jak wcześniej. Ta procedura była czymś naturalnym, a i on posiadał swoją odpowiedź. - Wraz z wysłaniem lady programu nauczania zostanie dostarczona cena za moją obecność tutaj. W zależności od tego, czego się podejmę i co mogę zaoferować, udostępnię kilka możliwości. Nie chcę jednak rozmawiać o pieniądzach, jeśli nie zapoznała się jeszcze lady z tym, co mam do zaoferowania. - To był jego warunek. Zresztą mieli czas do podjęcia decyzji o współpracy. I on, i lady Adeline Burke. - Ma lady jeszcze jakieś pytania? - spytał otwarcie, nie zamierzając ukrywać, że nie posiadał już żadnych zagadnień ze swojej strony do poruszenia. Ani nie zamierzał marnować cennego czasu dwójki dorosłych czarodziejów.





every night i scream your name
Every night I burn. Every night the dream's the same. Every night I burn waiting for my only friend. Every night I burn waiting for the world to end.


Powrót do góry Go down
Adeline Burke
Adeline Burke

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t7494-adeline-burke#206410 https://www.morsmordre.net/t7710-eunomia#213518 https://www.morsmordre.net/t7708-makowa-pani#213516 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle
Zawód : makowa pani
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
part of her mystery
is how she is calm
in the storm and
anxious in the quiet
OPCM : 10
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej

Altana Empty
PisanieTemat: Re: Altana   Altana I_icon_minitime11.02.20 16:39

Pomona i Jayden mieli ten przywilej, którego większość szlachetnie urodzonych była pozbawiona, jednakże Adeline nie widziała w tym niczego złego. Od urodzenia tkwiła w hermetycznym społeczeństwie brytyjskiej arystokracji, przygotowana na swój los od chwili, kiedy zaczęła samodzielnie chodzić i pojmować to, co działo się wokół niej. Nigdy nie miała mieć realnej, oficjalnej władzy w swoich rękach. Musiała w inny sposób znaleźć sobie drogę na szczyt, zapewnić sobie nietykalność nie tylko poprzez wydawanie na świat dzieci.
Niemniej jednak tak - to jedno ich łączyło, mieli być ostoją dla swojej rodziny, drogowskazem dla niewinnych istnień dzieci, których umysły dopiero się kształtowały i za które oni, rodzice, mieli wziąć stuprocentową odpowiedzialność za to, jakimi ludźmi w przyszłości będą ich pociechy. I to kolejna płaszczyzna, na której Adeline i Jayden nie mogliby dojść do porozumienia. Ale czy to naprawdę miało znaczenie? Dopóty temat nie wypłynie dopóki nie powinni zastanawiać się co na temat obecnej sytuacji sądzi drugie. Zresztą, ich znajomość była zaledwie powierzchowna, znali się jedynie z mglistej, szkolnej przeszłości, wspólnym mianownikiem była jego matka, która spędziła długie godziny przy fortepianie wraz z młodą, wtedy jeszcze lady Crouch.
Pozornie pan Vane wydawał się idealnym kandydatem, nie był staruchem zacietrzewionym w metodach nauczania, które pamiętali jeszcze jej pradziadowie, czyli mógł sprostać wyzwaniu jakim było zapanowanie nad bliźniaczkami i faktycznie postawić na ich drodze odpowiednie przeszkody i wyzwania, które mogą sprawić, że jej córki prawdziwie zainteresują się astronomią. Chociaż sama Adeline nie była fanką tejże konkretnej dziedziny, zawsze lepiej czując się wśród starych woluminów, rozszyfrowywaniu historii i oddzielaniu prawdy historycznej od mitów, wymyślonych przez bajarzy i artystów. Czasem odczytywała alchemiczne manuskrypty za pomocą znajomości run, czasem po prostu odnajdowała się wśród rodowych zawiłości, starając się wypełnić kolejne białe plamy na kartach historii. Historia przecież zawsze pozostawia po sobie jakieś skrawki dowodów, ślady, które czekają na odkrycie. To właśnie fascynowało lady Burke.
Uśmiech nie znikał z jej twarzy, wyrzeźbiony delikatnie w marmurowej twarzy. Mówił rozsądnie, a ona lubiła ludzi, którzy nie próbowali mydlić jej oczu, uważając, że skoro mają przed sobą kobietę mogą sobie z nią pogrywać. Otóż nie, nie tak to wyglądało. - Oczywiście, w takim razie będę wypatrywać od pana wiadomości i postaram się jak najszybciej odesłać odpowiedź zwrotną - odpowiedziała równie spokojnie i łagodnie. Nie musieli się nigdzie śpieszyć, ale wiedziała, że zwyczajne zwlekanie nie będące wynikiem komplikacji, a zwyczajnego niedbalstwa było zwyczajnie niegrzeczne i źle świadczyło o człowieku. - Myślę, że na ten moment wszystko jest dla mnie jasne. Zatem jeżeli i pan nie ma już żadnych pytań to myślę, iż nie będę zajmować już pańskiego, cennego czasu - dodała po chwili. Jakiż byłby sens w bezsensownym przeciąganiu dzisiejszego spotkania. Przecież każde z nich miało obowiązki, do których chciało niezwłocznie wrócić.


Powrót do góry Go down
Jayden Vane
Jayden Vane

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4372-jayden-vane#93818 https://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 https://www.morsmordre.net/t4451-lucky-star#95083 https://www.morsmordre.net/f113-irlandia-killarney-national-park-upper-cottage https://www.morsmordre.net/t4454-skrytka-bankowa-nr-1135#95111 https://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane
Zawód : astronomer, hogwarts professor, the one who lived to an old age, father of three
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Żonaty
Sometimes the truth
Isn’t good enough.
Sometimes people deserve more.
Sometimes people deserve
To have their faith rewarded.
OPCM : 43
UROKI : 25
ELIKSIRY : 2
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 12
Genetyka : Czarodziej

Altana Empty
PisanieTemat: Re: Altana   Altana I_icon_minitime11.02.20 21:11

Skinął głową kobiecie, przyjmując do wiadomości, że ich spotkanie miało się ku końcowi. Sam nie posiadał więcej pytań, bo wszystko, czego chciał się dowiedzieć, już zostało powiedziane. Nie była to długa rozmowa, lecz niebywale konkretna i trzeba było przyznać, że komunikacja nie była w żadnym stopniu utrudniona. Ostatnie czego by chciał, to niesnasek już na samym początku. Wiedział, że nie tylko status profesora pozwolił mu pojawić się w murach zamku rodu Burke, lecz równocześnie jego nieskalanie czysta krew, o którą było tak wiele szumu w świecie czarodziejów. Miał to szczęście, że urodził się w rodzinie, która posiadała swoje tradycje, lecz nigdy nie szkalowała innych za ich status krwi. W końcu jego kuzynka była półkrwi i nie odstawała od niego umiejętnościami czy oddaniu pracy. Niestety niektórzy nie mieli patrzeć na jej umiejętności, a na urodzenie, co według niego było po prostu śmieszne. Odrzucano ją z góry za coś, co nie miało żadnego znaczenia. Mógł jedynie cieszyć się z faktu, że urodził się w rodzinie, która patrzyła szerzej, bo gdyby trafiło mu się być szlachcicem i to jeszcze w konserwatywnym rodzie, zdecydowanie miałby spore problemy z adaptacją. Mając pod nadzorem wiele dzieci z arystokratycznych domów, dostrzegał wielką przepaść między nimi a ich rówieśnikami. Jednak to był zupełnie inny świat. Wyobcowany i zamknięty w swoich własnych schematach. Na swój sposób smutny i ograniczony.
- Dziękuję za spotkanie i herbatę, lady Burke - odpowiedział, po czym skłonił głowę w geście pożegnania i szacunku. Mało kiedy obcowało się z takimi osobami, jednak akurat pod względem prezencji czarownica niewątpliwie zrobiła na nim wrażenie. Nie przypominała ozdobionych, pławiących się w luksusie i tandecie matron, które zdarzało mu się widywać. - Zgodnie z zapowiedziami proszę spodziewać się programu nauczania w ciągu następnych dwóch tygodni - przypomniał, nie chcąc pozostawiać złudzeń co do terminu. Wolał dotrzymywać obietnicy, a to właśnie nią było. Wstał od stołu, jeszcze raz posyłając ostatnie spojrzenie szlachciance i żegnając się z nią pokrótce. Jego wizyta w zamku Durham dobiegła końca. Czy była jego ostatnią? Nie mógł stwierdzić, ale opuszczenie jego progów było niczym odetchnięcie z ulgą. Niewątpliwie było to przytłaczające miejsce.

|zt





every night i scream your name
Every night I burn. Every night the dream's the same. Every night I burn waiting for my only friend. Every night I burn waiting for the world to end.


Powrót do góry Go down
Adeline Burke
Adeline Burke

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t7494-adeline-burke#206410 https://www.morsmordre.net/t7710-eunomia#213518 https://www.morsmordre.net/t7708-makowa-pani#213516 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle
Zawód : makowa pani
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
part of her mystery
is how she is calm
in the storm and
anxious in the quiet
OPCM : 10
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej

Altana Empty
PisanieTemat: Re: Altana   Altana I_icon_minitime23.02.20 2:00

Nie zawiodła się. Po raz kolejny była świadkiem tego, że dobre geny czyniły czarodzieja godnym zaufania. Wszakże jego matka była mentorką o nienagannej reputacji i cieszyła się wielkim szacunkiem, szczególnie wobec młodych panien, które miały przyjemność pobierania u niej nauki gry na fortepianie. Jayden nie zdegustował lady nestorowej swoim zachowaniem, mogłaby wręcz powiedzieć, że zaskoczył ją prezencją i elegancją oraz znajomością obyczajów panujących na dworach. Bogaty życiorys mógł być zarówno oznaką jego talentu pedagogicznego co i nieudolności w dziedzinie przekazywania wiedzy kwiatowi czarodziejskiej młodzieży. Naturalnie nie miała zamiaru podejmować pochopnych decyzji po zaledwie jednym spotkaniu i braku konkretnych informacji odnośnie planu jaki przygotowałby pan Vane dla jej córek. Młodzieńcza pochopność, z której niegdyś mogła słynąć lady Burke ulotniła się wraz ze zdobytym doświadczeniem i bagażem życiowym, ale także czasem spędzonym w surowych murach Durham, który niczym strumień zmiótł wszystkie niechlubne cechy młódki. A raczej ukrył je pod warstwą rozwagi i powagi. Obecnie nie pozwalała dawnej butności i porywczości wychodzić przed szereg, a jeżeli w jej sercu miał narodzić się bunt, to nigdy nie śmiałaby go okazać. Nie była już panną tupiącą pantofelkiem o posadzkę, gdy coś jej przeszkadzało.
Wstała z miejsca, machinalnie wygładzając materiał swojej sukni, po czym przeniosła wzrok na swego gościa, który właśnie zmierzał do wyjścia. - Cała przyjemność po mojej stronie, panie Vane - odparła z wyuczoną uprzejmością, łudzącą przypominającą tą szczerą, którą nie raz można było usłyszeć w głosie gospodarza. Czy faktycznie tak było? Jayden miał się tego nie dowiedzieć. - Zatem będę wypatrywać pańskiej sowy - zapewniła, po czym pożegnała swojego gościa, a gdy ten zniknął z pola jej widzenia, zasiadła ponownie na swoim poprzednim miejscu, mając nadzieję na spokojne doczytanie swej wcześniejszej lektury w spokoju. Z pewnością będzie musiała jeszcze trochę przemyśleć, omówić sprawę zatrudnienia nowego nauczyciela dla dziewczynek z mężem, ale na razie miała zamiar rozkoszować się pierwszym z wielu słonecznych dni, zwiastujących przybycie wiosny.

/zt


Powrót do góry Go down
 

Altana

Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Mieszkania :: Pozostałe miejsca :: Durham, Durham Castle-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-20