Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Ogrody
AutorWiadomość
Ogrody [odnośnik]15.11.17 11:20
First topic message reminder :

Ogrody

Dla niewprawnego oka, tereny wokół posiadłości rodu Burke mogą wydawać się dzikie, niemalże zaniedbane. Faktem jest, że roślinność rozrosła się tu bujnie, sprawiając, że miejscami do ziemi dociera zdecydowanie ograniczona ilość światła, a na spacerze nieraz natknąć się można na jakąś bramę, która przy próbie otwarcia przeraźliwie skrzypi... w tym jednak polega urok tych ogrodów. Natknąć się tu można wszak nie tylko na złowieszczo wyglądające krzaki, ale również na kolorowe krzewy, dzięki którym alejki nadają się idealnie na samotne przechadzki lub na spacer we dwoje - o ile zna się drogę powrotną, bo zabłądzić tutaj jest bardzo łatwo.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Ogrody - Page 4 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Ogrody [odnośnik]11.05.21 0:52
Zamyślenie pojawiło się na buzi eterycznej alchemiczki, gdy z ust lorda Burke padło pytanie dotyczące prowadzonych przez nie badań. - Nie w pierwszym etapie naszych prac, lordzie Burke. Widzi lord, do tej pory nikt nie opracował metody wytwarzania syntetycznych kamieni szlachetnych. Tworzymy zupełnie nowy proces, bazując na kilku założeniach starożytnej alchemii oraz sporej ilości obliczeń i eksperymentów. Dopiero kiedy uda nam się osiągnąć sukces oraz zebrać dane będziemy mogły pracować nad naładowaniem kamieni czynnikiem magicznym, wywołującym konkretne działanie. Chciałabym dojść do momentu, gdy będziemy w stanie wyhodować kamień z dowolnym działaniem magicznym, nim jednak to nastąpi czeka nas sporo pracy. Gdybyśmy próbowały wymusić magicznie działanie teraz... Och, to trochę tak, jakbyśmy próbowały rzucać zaklęcia bez różdżki. - Spokojnie, starając się mówić najzwięźlej jak się tylko dało, wyjaśniła lordowi Burke ideę ich badań, niepewna jednak czy w pełni pojmie jej słowa. Alchemia była przedmiotem skomplikowanym, a badania nad nią wymagały odpowiedniego przygotowania, systematyczności oraz utrzymania naturalnego porządku, bez którego nie dało się nic zdziałać. Wszystko musiało dziać się po kolei, gdyż pominięcie któregoś ze środków mogło skutkować katastrofą.
Wspomnienia poprzednich wydarzeń były dla delikatnej kobiety traumatycznymi i jak nie chciała pokazywać zbyt wielkiej ilości emocji, tak nie potrafiła nic poradzić na łzy napływające do jej oczu. Nigdy wcześniej nie spotkała się z takim traktowaniem, nawet jeśli miała za sobą przeszłość w paskudnych, portowych dokach co odcisnęło na niej swoje piętno. Przynajmniej teraz, gdy od wydarzeń dzieliło ją ledwie kilka dni.
- Sigrun Rookwood. Współpracowałam z nią od jakiegoś czasu... Zaczęła mnie wypytywać o kwestie polityczne. Ja nigdy nie miałam czasu, aby się tym zainteresować, w dobrej wierze jednak powiedziałam jej, że Ministerstwo winno zwrócić uwagę na czarodziejów półkrwi. Widzi lord, uchodzę za osobę niepowiązaną polityką, przez co niezwykle wiele dociera do moich uszu. Istnieje wielu czarodziejów półkrwi którzy od wieków nie mieli mugola w rodzinie, a jednak obawiają się, że zawisną gdy braknie mugoli... To najliczniejsza grupa w magicznym społeczeństwie i o ile nie jestem politykiem, statystyka oraz analiza są mi niezwykle dobrze znane, a najbystrzejszy umysł potrafi przegapić wskazówkę w morzu informacji, zwłaszcza w zmęczeniu. Ja... Ja naprawdę nie chciałam źle, lordzie Burke. Uznałam, że ktoś zamieszany w sprawę winien o tym wiedzieć, zwłaszcza, iż coraz częściej słyszę podobne słowa. - Ciche westchnienie wyrwało się z jej piersi, gdy drżącym głosem opowiadała o wydarzeniach ze spotkania z czarownicą. Sama doskonale wiedziała, iż najzdolniejszym zdarza się przeoczyć rozwiązanie, nie mając zamiaru kogokolwiek urazić swoimi słowami. I liczyła, że tak mądry czarodziej jak nestor rodu Burke zrozumie jej motywację. - Pani Rookwood zaproponowała mi dołączenie do jej organizacji, by chwilę później obrażać mnie z powodu mojego pochodzenia... Spytałam o dokładne warunki współpracy oraz zapewniłam, iż posiadam wiedzę większą niż wielu czarodziejów z lepszych rodzin i że jeśli uważa, iż mimo mojej wiedzy nie mam prawa żyć, moje eliksiry nie są dla niej przeznaczone... Ja... Och, musi mnie lord zrozumieć. Całe życie dążę, do zdobycia jak największej ilości wiedzy, stworzyłam autorskie, nowe receptury z których korzysta Ministerstwo Magii oraz szpital Świętego Munga, nie mam jednak wpływu na błędy popełnione przez moich przodków. - Tego, niestety, nie dało się zmienić, choć eteryczna alchemiczka całym sercem pragnęła, by jej ojciec był kimś innym. Ktoś, kogo martwe widmo nie ściągałoby na jej ramiona tylu problemów. - Pani Rookwood zdenerwowała się na mnie, poczęła wyzywać mnie od buntowniczek, mówić, że obrażam Ministerstwo... A gdy wspomniałam, że dzielimy podobne przyjaźnie, w Ministerstwie istnieją dowody na mój brak powiązań z buntownikami, a ja współpracuję z szanownym rodem Burke zwyczajnie mnie wyśmiała... - Czego do tej pory eteryczna alchemiczka nie potrafiła zrozumieć pewna, iż wyznając wartości czystej krwi, winno się szanować magiczną arystokrację. - Nieznana mi jest czarna magia. Pani Rookwood próbowała rzucić we mnie zaklęciami niewybaczalnymi, lecz ich wiązki we mnie nie trafiły, a pozostałe... Nie miałam czucia w nogach. I miałam wrażenie, że topię się bez wody... - Smukła dłoń skryta pod materią rękawiczki powędrowała do jej oczu, by otrzeć napływające do nich łzy. - Udało mi się jakoś z nią porozumieć, nie jestem jednak pewna, czy stuprocentowo. Zwróciłam się do lorda gdyż uznałam, że powinien lord o tym wiedzieć. Nie chcę się skarżyć czy żalić, nie oczekuję również interwencji w kierunku pani Rookwood, po prostu... Zależy mi na współpracy z rodem Burke, a przede wszystkim, zależy mi na Primrose. Obiecałam jej, iż pomogę jej rozwinąć skrzydła i nie chciałabym, aby tamto nieporozumienie uniemożliwiło mi dotrzymanie obietnicy. Beze mnie Primrose nie będzie w stanie dokończyć projektu, nad którym pracujemy, obawiam się również, iż większość naukowców nie doceni drzemiącego w niej potencjału jedynie dlatego, iż jest kobietą. Świat nauki opanowany jest przez mężczyzn, często nie zwracających uwagi na nazwisko, sama idę tą drogą i wiem, jak ciężko bywa się tam odnaleźć. Chcę przekazać jej swoją wiedzę oraz wesprzeć w tej drodze. - Delikatny głos Frances zabrzmiał pewniej. Posiadała wiedzę, którą z przyjemnością przekazałaby przyjaciółce, jednocześnie doskonale wiedząc, jak to jest być kobietą w środowisku zawładniętym przez mężczyzn. Nie chciała, by do Edgara dotarły jakieś paskudne plotki które zniechęciłyby go do współpracy, jaka nawiązała się między nią a Primrose, najlepszym więc rozwiązaniem wydało jej się udanie do niego oraz zwyczajna, prosta rozmowa, nawet jeśli gdzieś w środku obawiała się, iż Primrose mogłaby mieć jej ją za złe. - Jeśli lord sobie zażyczy, mogę udostępnić lordowi moje wspomnienie tamtego wieczoru. - Dodała zerkając w kierunku lordowskiego oblicza, mając nadzieję iż ten nie będzie miał jej za złe potoku słów, jaki opuszczał jej usta, choć zmęczenie widoczne w mądrych oczach zdawało się potwierdzać jej obawy.


Sometimes like a tree in flower,
Sometimes like a white daffadowndilly, small and slender like. Hard as di'monds, soft as moonlight. Warm as sunlight, cold as frost in the stars. Proud and far-off as a snow-mountain, and as merry as any lass I ever saw with daisies in her hair in springtime.
Frances Wroński
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Even darkness must pass. A new day will come. And when the sun shines, it'll shine out the clearer.
OPCM : 8
UROKI : 0
ALCHEMIA : 40
UZDRAWIANIE : 2
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806
Re: Ogrody [odnośnik]27.06.21 1:48
Lekki wiatr, wiejący im prosto w twarze, orzeźwiał Edgara. Pomagał mu zachować świadomość podczas tej rozmowy, a przynajmniej dawał mu nadzieję, że właśnie tak się stanie. Zaniki pamięci napadały go bez zapowiedzi w najmniej oczekiwanych momentach, ale tym razem musiał zrobić wszystko, żeby do niego nie dopuścić. Po pierwsze, nie mógł sobie pozwolić na uzyskanie reputacji szaleńca – to mogło poważnie zaszkodzić nie tylko jemu, ale również całej jego rodzinie odkąd za nią odpowiadał jako nestor. Najgorsze w tym wszystkim było to, że nie wiedział jak długo to potrwa. Czy to tylko chwilowe problemy przez wystawienie się na dużą ilość czarnej magii, czy... tak już zostanie. Na razie nie dopuszczał do siebie drugiej opcji, bo to by mogło oznaczać zrzeczenie się swojego tytułu i narobienie zamieszania w samym środku wojny, a tego wolałby uniknąć. Pozostało mu tylko czekać, choć każdego dnia coraz bardziej tracił do tego cierpliwość i nadzieję, co odbijało się w jego złym humorze.
To wszystko brzmi bardzo skomplikowanie. Czy efekt końcowy faktycznie będzie tego warty? Czy nie wystarczyłoby... naładować już istniejących kamieni? – odbił piłeczkę, w zasadzie będąc ciekawym odpowiedzi alchemiczki. Wiedział, że Primrose jest zachwycona tymi badaniami, dlatego absolutnie nie miał zamiaru w nie ingerować, choć z tego co usłyszał na ich temat, wciąż nie był do końca do nich przekonany – ale taki już był, czasem do bólu pragmatyczny, ciężko było go usatysfakcjonować takimi działaniami.
Sigrun Rookwood. Akurat to konkretne nazwisko nie zwiastowało dobrze rozpoczętej historii, ale Edgar nie zamierzał tego komentować. Szedł spokojnym krokiem obok swojego gościa, wsłuchując się w każde wypowiadane przezeń słowo. Z jakiegoś powodu wątpił, by to wszystko zmyślała – jej opis obfitował w wystarczająco dużą ilość szczegółów i emocji, poza tym znał Sigrun i wiedział do czego jest zdolna. – Obecnie chyba nie da się być osobą niepowiązaną z polityką – zaczął, po części wyrażając w ten sposób swoje własne ukryte niezadowolenie z zaistniałej sytuacji. – Zaproponowała pani dołączenie do organizacji i chwilę później zaczęła panią atakować? Ciężko mi w to uwierzyć. Skąd ta nagła zmiana? Przez pani zdanie o osobach półkrwi? Faktycznie dość... kontrowersyjnie pani to ujęła, nawet w mojej obecności – Stwierdził, rzucając jej przelotne spojrzenie, kiedy ocierała zaczerwienione oko z łez. Westchnął przeciągle, chcąc zachować swój zwyczajowy spokój, choć było to coraz trudniejsze. Szczególnie nieprzyjemnie słuchało się słów o braku szacunku Rookwood do jego rodu – ta kobieta była nieprzewidywalna, a tacy ludzie nie powinni obejmować tak wysokich stanowisk, przynajmniej w jego mniemaniu. Niestety w tej chwili nic nie mógł na to poradzić, ba! musiał liczyć się z jej rozkazami, co za każdym razem budziło w nim pewną niechęć. Nie mógł jednak tych emocji pokazywać publicznie. – Nikt z nas nie ma zamiaru atakować osób półkrwi, rozprowadzanie takich dezinformacji może wszystkim zaszkodzić. Poza tym pani może nie musi cierpieć przez błędy swoich przodków, ale są w naszym społeczeństwie osoby, które jednak powinny wziąć za nie odpowiedzialność. Czy wszystkich oczyściłaby pani z zarzutów? – Podpytał, nie będąc przekonanym, że jego słowa miały jakikolwiek sens, bo musiał je wygrzebywać z odmętów szwankującej pamięci. Czy na pewno dobrze ją usłyszał, zrozumiał sens jej wypowiedzi? Ostatnio nawet takie procesy myślowe stawały się dla Edgara wymagające przez poziom koncentracji bliski zeru.
Wydaje mi się, że jednak oczekuje pani interwencji – odpowiedział wyraźnie niezadowolony, przystając na zakręcie ogrodowej ścieżki. Trawa wokół była zdecydowanie wyższa niż się przyjęło na dworach innych rodów, ale wybrukowany jasną kostką chodnik ułatwiał spacerowanie. Burkowie cenili sobie dziką stronę natury i zdecydowanie woleli pozostawić rośliny same sobie. – Skąd mam mieć pewność, że byłaby pani oddana sprawie? – Zapytał, tym razem siląc się na spokój, przyglądając się uważnie swojej rozmówczyni. Jej słowa o Primrose były piękne i właśnie takie mogły pozostać: nieprzekazane i zapomniane.


We build castles with our fears and sleep in them like
kings and queens

Edgar Burke
Zawód : nestor, B&B, łamacz klątw
Wiek : 35
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Gdybym był babą, rozpłakałbym się rzewnie nad swym losem, ale jestem Burkiem, więc trzymam fason.
OPCM : 30
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 31
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 9
Genetyka : Czarodziej

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t3108-edgar-burke#51071 https://www.morsmordre.net/t3159-nie-stac-mnie-na-wlasna-sowe#52274 https://www.morsmordre.net/t3158-gburek#52271 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t4912-skrytka-bankowa-nr-811#106945 https://www.morsmordre.net/t3160-edgar-burke#52278

Strona 4 z 4 Previous  1, 2, 3, 4

Ogrody
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach