Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Pokój muzyczny
AutorWiadomość
Pokój muzyczny [odnośnik]15.11.17 11:27
First topic message reminder :

Pokój muzyczny

Pokój muzyczny mieści się na piętrze, otwartym - sam jest wysoki wręcz na dwie kondygnacje. Na niższej znajdują się różnorakie instrumenty, centrum stanowi wiekowy fortepian należący do średniowiecznego przodka. Zakonserwowany został za pomocą magii, dzięki czemu ostał się po dziś dzień. Podłogą jest lite, jasne drewno; z ciemniejszego wykonano zmyślną boazerię wyłożoną na ścianach. Przy otwartych, dużych oknach postawiono stoliki wraz z wygodnymi krzesłami, idealnymi do zasłuchania się w recitalach starszych bądź młodszych członków rodu. Gdzieniegdzie stoją niewielkie stoliki, na których umieszczono wiekowe wazy albo rzeźby.
Wyższa kondygnacja stanowi przestronny, wygodny balkon, z którego również można zasłuchiwać się w wygrywanych melodiach - z góry.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Pokój muzyczny - Page 2 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Pokój muzyczny [odnośnik]07.12.20 20:46
Colonel Roots kiwnął głową, tym samym dając znać dziewczynie, iż przyjął jej słowa do wiadomości.
- Zagraj. - Polecił, nie zmieniając swojej pozycji. Przynajmniej nie w pierwszej chwili; gdy pierwsze nuty opuściły piękny (i zapewne bajecznie drogi) instrument lady Burke, mężczyzna rozpoczął krążenie po pokoju. Niczym drapieżnik polujący na ofiarę krążył wokół kobiety, wyłapując wszelkie błędy w postawie, chwycie jej dłoni bądź melodii, jaka ulatywała spod jej palców. Słuchał równie uważnie co obserwował, chcąc wiedzieć, z czym przyszło mu się mierzyć. A gdy skończyła zatrzymał się przed nią. Ledwie krok dzielił go od szanownej lady. Odległość niewielka, sprawiająca, że subtelny zapach jej perfum dotarł do odrobinę orlego nosa.
- Uczyłaś się sama. - Nie pytał lecz stwierdzał. Błędy, jakie przyszło jej popełniać jasno wskazywały na kogoś, kto nie odebrał żadnej, choćby najmniejszej lekcji. - Ucząc się bez odpowiedniego nadzoru jedynie utrwalasz błędy. - Mężczyzna obszedł ją, by stanąć tuż za nią, swoje dłonie układając na jej plecach. - Ramiona prosto. - To powiedziawszy szorstko poprawił jej postawę. - Podbródek tutaj, lewa ręka jedynie w lekkim ugięciu, palce prawej prosto,luźny nadgarstek.. - Wyrzucał kolejne słowa, skrupulatnie poprawiając sylwetkę dziewczyny. Bez oporów, bez pytań o pozwolenie, robiąc jedynie to, co należało do zakresu jego obowiązków.
- Skrzypce to instrument wymagający perfekcji. Gdy grasz daną nutę, palce muszą znajdować się w dokładnym miejscu, wszelkie przesunięcia kończą się fałszem... - Z tymi słowami na wąskich ustach mężczyzna ruszył w kierunku swojego futerału, by wyjąć z niego odrobinę sfatygowane skrzypce. Nie zamieniłby ich jednak na jakiekolwiek inne.
- Pieśń Filaretów, pierwsza nuta. - Rzucił, po czym przesunął smyczkiem po strunach, wydobywając z instrumentu odpowiedni dźwięk. - Spójrz, w którym miejscu są moje palce. Ustaw tak samo swoją dłoń i powtórz dźwięk. Do momentu, gdy będzie brzmiał identycznie jak mój. - Polecił, po czym jeszcze raz przesunął smyczkiem po strunach, by dziewczyna lepiej zapamiętała, jakie brzmienie powinna mieć akurat ta nuta. A gdy opanowała pierwszą nutę, tym samym systemem Roots przeszedł do kolejnej i kolejnej, dopóki lady Burke nie opanowała wszystkich nut, jakie pojawiały się w piosence. Poprawiał ją, gdy popełniała błędy. Upominał, gdy przyjęła nieodpowiednią postawę. Wytykał każde zawahanie oraz każdy, niepoprawny ruch. Z pewnością był nauczycielem surowym, był jednak pewien, że to ta metoda przynosi najlepsze rezultaty.


I show not your face but your heart's desire
Ain Eingarp
Zawód : Wielość
Wiek : nieskończoność
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
I show not your face but your heart's desire.
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
Genetyka : Metamorfomag
Pokój muzyczny - Page 2 3baJg9W
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Pokój muzyczny [odnośnik]07.12.20 22:13
Kolejna nuta poleciała w górę, ku antresoli nad nimi, gdzie mogli stać goście słuchający koncertu, ale nie dziś. Tego dnia jednymi słuchaczami były inne instrumenty, fotele oraz zeszyty zapisane nutami ręką jej brata i poprzednich pokoleń.  Fakt, że pan Roots krążył wokół niej jak drapieżnik nie pomagał w skupieniu się. Odruchowo chciała podążać za nim wzrokiem. Wiedzieć gdzie się znajduje i co robi. Stała jednak nieruchomo starając się zagrać najlepiej jak potrafiła, ale to nie ułatwiało sprawy. Smyczek ześlizgnął się ze struny powodując nieprzyjemny dźwięk. Pomimo tego nie poddawała się. To tak jak z talizmanami. Musisz nauczyć się rozróżniać struktury i faktury, poznać tajniki aby być coraz lepszym, uczyć się od innych by piąć się na szczyt.
Nagłe pojawienie się nauczyciela w zasięgu jej wzroku i to tak blisko spowodowało, że już chciała się cofnąć krok w tył, ale powstrzymała się w ostatniej chwili. Niczym osaczone zwierzątko, które uznaje, że jednak będzie walczyć do samego końca. Ten jeden krok oznaczałby ucieczkę, a panna Burke nie miała w zwyczaju uciekać kiedy rzucano jej wyzwanie. Nauka gry i szorstki nauczyciel byli wyzwaniem, kolejną górą do pokonania, a ona była przekonana, że uda się jej nie jedną górę przeskoczyć. Będzie łamać przy tym nosi, zwichnie nadgarstek, porysuje kolana, ale będzie to cena warta zapłaty.
-Tak – potwierdziła słuszną obserwację mężczyzny kiwając przy tym szybko głową. W normalnych warunkach byłby zbesztany za takie podejście do szlachcianki. Był tu jednak w konkretnym celu i za to mu płacono. Dumę należy schować do kieszeni i poddać się temu. Wyprostowała plecy i cofnęła łopatki do tyłu, prawie jak przyjeździe konnej. Postawa i linia ciała były ważne aby poprawnie siedzieć w siodle i prowadzić wierzchowca. Poddawała się tym poprawką jakby była z gliny, a nauczyciel mógł na nowo ją ulepić. Nie stawiała oporu, a uważnie słuchała i notowała każdą uwagę w pamięci. Nie drgnęła nawet na centymetr kiedy oddalił się do swojego futerału. Może i jej skrzypce były bajecznie pięknie i lśniące, ale jego miały dusze i przez to o wiele piękniejsze niż te, które sama dzierżyła. Widziała w drobnych przetarciach, naruszonym smyczku przeżycia jakie łączyły instrument i jego użytkownika. Zachwyciła się tym patrząc jak smukłe, niepasujące do sylwetki mężczyzny, palce układają się perfekcyjnie na strunach. Skopiowała ten gest i ruszyła smyczkiem. Dźwięk nie był idealny więc zgodnie z poleceniem powtórzyła ruch i jeszcze raz, ponownie aż nauczyciel nie był zadowolony z efektu. Kolejna nuta, odpowiedni gest nadgarstka, subtelniejszy nacisk na strunę, zwolnienie i nacisk ponownie. Czuła jak całe jej ciało jest napięte, jak mięśnie ręki, która była odpowiedzialna za skrzypce drżą, a nadgarstek ramię od smyczka powoli traci swoją siłę. Nie poddawała się jednak. Każda uwaga pana Roots sprawiała, że napinała się jeszcze bardziej. Ręka ugięta w łokciu, nadgarstek luźniej, czysty dźwięk, mniejszy nacisk na strunę. Narastający ból karku. Musi zwalczyć opór ciała jeżeli pragnęła osiągnąć sukces. Jak w siodle, kiedy plecy bolały, mięśnie ud drżały, a łydka była napięta do granic możliwości – to nie było ważne, liczył się efekt. A gdy usłyszała czysty, piękny dźwięk wydobywający się z jej skrzypiec gdy powtórzyła ostatnią nutę otworzyła szeroko oczy zaskoczona tym co usłyszała. Czy to właśnie nazywa się idealnie, czystym dźwiękiem? To jest ten moment kiedy wibruje w uszach i zachwyca?



May god have mercy on my enemies
'cause I won't

Primrose Burke
Zawód : Badacz artefaktów, twórca talizmanów, B&B
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Problem wyjątków od reguł polega na ustaleniu granicy.
OPCM : 5
UROKI : 6
ALCHEMIA : 30
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 8
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica
Pokój muzyczny - Page 2 E331336106fb118b6485453aee90de3a
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8864-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8880-listy-do-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8879-primrose-burke https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t9143-skrytka-bankowa-nr-2090#276327 https://www.morsmordre.net/t8894-primrose-e-burke
Re: Pokój muzyczny [odnośnik]08.12.20 12:36
Nie był nauczycielem idealnym i doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Colonel Roots posiadał zimne metody, niezwykle rzadko przyjmując jakichkolwiek uczniów. Uwielbiał za to grać. Występować w operach i teatrach, dawać prywatne koncerty w szlacheckich dworkach i zachwycać nutami, jakie uciekały spod jego smyczka. Rzadko spotykał kogoś, kto mógł wykazać się podobnym zaangażowaniem oraz pasją. Takie osoby uczył z własnych chęci... Czasem jednak artystyczna skrytka świeciła pustkami. I nie miał innego wyjścia.
Obserwował uważnie lady Burke podczas zarządzonego ćwiczenia. Doskonale wiedział, że tak dziewczyna nauczy się najlepiej - mogąc obserwować nauczyciela, samodzielnie poprawiać swoje błędy oraz utrwalać  poprawne ruchy. Po kolei prezentował kolejne nuty, aż dziewczyna opanowała wszystkie z nich.
- Poprawnie. Po za odpowiednimi nutami ważne jest również odpowiednie tempo. Moment, w którym zmieniasz jedną nutę na drugą. Musisz robić to płynnie, w odpowiednim czasie... - Zaczął, po czym sam zagrał kilka nut ze wspomnianej wcześniej melodii. Pozwolił dziewczynie wsłuchać się w jej dźwięki, pewnym, że z rytmem również posiada swego rodzaju problem. Przez chwilę milczał, pozwalając ostatnim dźwiękom zniknąć w pomieszczeniu, by ponownie złapać za swoje skrzypce.
- Zagramy melodię razem. Dopasuj się do mnie, nabierz mojego tempa oraz rytmu. - Polecił, układając palce na pierwszej nucie i przykładając smyczek do strun. Odczekał chwilę, aż dziewczyna również przybierze odpowiednią pozycję, po czym rozpoczął grać melodię. Płynnie zmieniał nuty, intensywniejszym spojrzeniem próbując zmusić lady Burke do odpowiednich zmian. Grał wraz z dziewczyną, wyłapując wszelkie, choćby najmniejsze błędy jakie przyszło jej popełnić. A gdy skończyli kiwnął głową w zastanowieniu, w głowie ponownie odgrywając wygraną melodię.
- Przy zmianie zwrotek zmieniasz nutę za wolno, przyłóż się w tym momencie. - Wypowiedział swoją uwagę, mając nadzieję, że dziewczyna weźmie ją do siebie. Nie lubił uczniów, którzy nie potrafili odpowiednio słuchać i brać do serca porad nauczyciela. Poświęcanie czasu takim osobom było pozbawione jakiegokolwiek sensu. - Jeszcze raz. - Polecił ledwie chwilę później, ponownie rozpoczynając melodię. Chciał sprawdzić, ile dziewczyna wytrzyma. Kiedy stwierdzi, że jej mięśnie nie będą w stanie dłużej grać, a ona potrzebuje odpoczynku.


I show not your face but your heart's desire
Ain Eingarp
Zawód : Wielość
Wiek : nieskończoność
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
I show not your face but your heart's desire.
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
Genetyka : Metamorfomag
Pokój muzyczny - Page 2 3baJg9W
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Pokój muzyczny [odnośnik]08.12.20 13:38
Kiedy udało się pokonać jedną przeszkodę, zaraz pojawiała się kolejna. Jednak nie narzekała, a słuchała uważnie nauczyciela, który starał się jak najlepiej przekazać jej swoją wiedzę i umiejętności.
-Widziałam, że na nutach potrafią być zaznaczone informacje jakie powinno być tempo, prawda? – Zapytała słysząc o rytmie, który gubiła. Wskazała na zeszyt, który leżał na stole otwarty na granym przez nich utworze. W wykonaniu nauczyciela melodia była pełniejsza, brzmiała też lepiej i przyjemnie. Jej wykonanie raz było urywane, a innym razem zbyt szybkie. Jak wyłapać kiedy jest prawidłowe tempo. Kiedy zwolnić, a kiedy przyspieszyć aby wyszło to płynnie i czysto. Nie zawsze będzie w stanie usłyszeć dany utwór by móc go powtórzyć. Teraz korzystała z tego, że Colonel Roots prezentował jej prawidłowe brzmienie pieśni. Uważnie go obserwowała zapamiętując ruch smyczka i jaki powoduje dźwięk. Chciała z lekcji wyciągnąć jak najwięcej więc na sucho kopiowała jego ruchy. Kiwnęła głową na zgodę kiedy zaproponował zagranie razem. Uniosła smyczek do góry i z sekundowym opóźnieniem dołączyła do nauczyciela, szybko nadgoniła stratę i wraz z nim połączyła się w melodii skrzypiec. Dwa smyczki, dwie osoby stojące obok siebie i pochylające się w rytm muzyki, która przejmowała we władanie nie tylko zmysły ale całe ciało. Było w tym coś iście magicznego i porywającego. Słyszała piękne dźwięki pana Roots oraz swoje czasami skrzypiące, czasami zbyt wolne. Czuła na sobie intensywne spojrzenie nauczyciela i skupiła swój wzrok na strunach i palcach chcąc mu udowodnić, że przybycie do Durham nie było stratą czasu. Drobne palce panny Burke przemykały po strunach, czasami drżały, tak jak cała dłoń. Nie wiadomo czy ze stresu czy zmęczenia. Kiedy skończyli czekała na wyrok. Zbyt wolno,  to wynikało z tego, że nie nadal nie była pewna tego co robi. A to musiało się zmienić. Znała ten utwór, wiedziała jak mają brzmieć poszczególne nuty. Musi tylko się skupić. Wzięła głębszy oddech i wykonała pierwszy ruch smyczka. Pozwoliła aby melodia przejęła nad nią kontrolę, aby płynęła przez nią całą. Nie skupiała się na poszczególnych nutach, ale na całości wykonania. Przeskok ze struny na strunę, uderzenie smyczka, przejście i powtórzenie. Mimowolnie przymknęła oczy aby nie skupiać się na swoich palcach. Stała się melodią, każdą jej cząstką. Zakończyła równo z nauczycielem i poczuła ból w plecach oraz lekki paraliż  karku. Sztywne place musiała rozprostować i zmusić do ruchu. Czuła całe napięcie, które powoli całkowicie ją obezwładniało.



May god have mercy on my enemies
'cause I won't

Primrose Burke
Zawód : Badacz artefaktów, twórca talizmanów, B&B
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Problem wyjątków od reguł polega na ustaleniu granicy.
OPCM : 5
UROKI : 6
ALCHEMIA : 30
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 8
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica
Pokój muzyczny - Page 2 E331336106fb118b6485453aee90de3a
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8864-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8880-listy-do-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8879-primrose-burke https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t9143-skrytka-bankowa-nr-2090#276327 https://www.morsmordre.net/t8894-primrose-e-burke
Re: Pokój muzyczny [odnośnik]08.12.20 15:10
Colonel kiwnął głową w potwierdzeniu jej słów.
- Owszem. - Odpowiedział sucho, nie zagłębiając się w ten temat. Dziś był tutaj po to, aby sprawdzić co potrafiła Lady Burke. Pokazać jej podstawy wszelkich podstaw, spróbować zaobserwować, czy gdzieś w dziewczynie czai się pasja do tego instrumentu. Nie byli w stanie przerobić wszystkich kwestii jednego dnia i Roots doskonale o tym wiedział.
Muzyka popłynęła ponownie. Wpierw gdy grali melodię piosenki po raz pierwszy, później, gdy wydał jej polecenie zagrania jeszcze raz pewien, że gdzieś w połowie drugiego razu dziewczyna skapituluje. Podda się. Odłoży skrzypce i oznajmi, że więcej lekcji nie będzie, a on po raz ostatni odwiedził zamek Durham. Zaskoczenie pojawiło się jedynie przez chwilę i jedynie w stalowych oczach, gdy ostra, nieprzyjemna twarz pozostała niewzruszona. Dobrze. Przyjemniej pracuje się z osobami, które odznaczają się wytrwałością, nie raz również i oślim uporem. Grała równo z nim, czasem popełniając błędy, słyszał jednak, iż brzmiało to lepiej, niż na początku. A gdy ostatnie nuty uleciały w powietrze, z zadumą wypisaną na twarzy mężczyzna schował swoje skrzypce do futerału. Przez chwilę chodził to w jedną, to w drugą, z dłonią utkwioną na poznaczonym bliznami policzku. Układał plan jej kształcenia. Wstępny, acz potrzebny - nie chciał, by ociągała się między kolejnymi lekcjami.
- Będziesz ćwiczyć. Codziennie. Godzinę z rana oraz godzinę wieczorem. Będziesz również słuchać, im więcej tym lepiej. Tylko utworów granych jedynie na skrzypcach. - Ton męskiego głosu wskazywał na to, iż nie była to sugestia bądź rada a polecenie - zimne oraz surowe jak sam nauczyciel. przed lady Burke naprawdę sporo pracy, jeśli do świąt chciała grać dla swojej rodziny. Colonel rozsunął kieszeń swojego futerału, wyjął z niej naręcze papierów, by uważnie zacząć je przeglądać. - Przyjdę za trzy dni. Za trzy dni, bezbłędnie zagrasz mi Pieśń Filaretów oraz to... - Tu wręczył dziewczynie kartkę zapisaną odpowiednimi nutami. Nie było na niej tytułu, nie było również autora. Same nuty. - Wszystko, co powinnaś wiedzieć jest zapisane w pięciolinii. - Dodał, poprawiając plik papierów, aby ponownie wsunąć go do jednej z kieszonek. Na chwilę utkwił w niej uważne spojrzenie, gdyby miała jakiekolwiek pytania. - Jutro z rana otrzymasz ode mnie podręcznik. Do naszej lekcji masz zapoznać się z pierwszym rozdziałem. Z pewnością sprawdzę, czy go otworzyłaś... Na dziś to wszystko. - Tymi słowami zakończył lekcję. Skłonił się, tak jak skłonił się na początku ich spotkania, po czym bez słowa ruszył do wyjścia z pokoju. Pewien, że odnajdzie drogę do wyjścia.
Drogę, którą w najbliższych miesiącach przyjdzie mu pokonywać niezwykle regularnie.

| zt. dla Lusterka :pwease:


I show not your face but your heart's desire
Ain Eingarp
Zawód : Wielość
Wiek : nieskończoność
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
I show not your face but your heart's desire.
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
Genetyka : Metamorfomag
Pokój muzyczny - Page 2 3baJg9W
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Pokój muzyczny [odnośnik]08.12.20 21:28
Pomimo bólu mięśni oraz stresu uśmiechnęła się delikatnie słuchając oschłego tonu nauczyciela. Wiedziała, że zrobiła kolejny krok w kierunku zdobycia umiejętności, o której od tak dawna myślała. Pan Roots właśnie otworzył przed nią drzwi do świata, do którego jedynie nieśmiało zaglądała. To on przyglądając się jej przeprowadził  przez próg i dał klucz do wejścia. Patrząc na nuty, które jej podarował wiedziała, że właśnie go dzierży. Nie powiedział, że ma fatalny słuch, że do niczego się nie nadaje. Nie pochwalił też, ale nie musiał. Sam fakt, że zlecił jej kolejne ćwiczenia i zadania do wykonania mówił sam za siebie. Będzie grać na skrzypcach – na samą myśl lekki dreszcz przebiegł jej po plecach. Trzy dni, aby opanować perfekcyjnie Pieśń Filaretów. Oczywiście, że to zrobi. Nawet kosztem snu i jedzenia. Teraz kiedy poczuła smak zwycięstwa, nie odpuści.
-Tak jest – przyjęła do wiadomości wszystkie zalecenia wiedząc, że gramofon będzie w stałym użytku, a ona non stop słuchać utworów granych przez skrzypce, aż cała rodzina będzie mieć jej dość. Ale kiedy usłyszą efekt końcowy będą wiedzieć, że warto było tyle wycierpieć. Nie tylko otworzy podręcznik, ale wkuje na pamięć pierwszy rozdział. Tego mógł być pewien, bo miał do czynienia z Krukonem, a nie porywczym Gryfonem. Skoro miała takie zadanie domowe to wypełni je z zapałem i pełnym poświęceniem.
-Dziękuję panu – ukłoniła się na pożegnanie i odprowadziła wzrokiem mężczyznę. Zaś przy nim szedł skrzat, który towarzyszył skrzypkowi aż do wyjścia. Prim jeszcze przez chwilę ściskała nuty i skrzypce przy piersi, aż w końcu odłożyła troskliwie je do futerału. Przysiadła przy stole aby przejrzeć nuty, które podarował jej nauczyciel. Nie potrafiła jeszcze słyszeć nut w głowie kiedy je czytała, ale wierzyła, że to przyjdzie z czasem. Teraz najważniejsze było aby poznała podstawy i nabrała pewności siebie. Skrzypce były niezwykle pięknym instrumentem, który potrafił czarować i zachwycać. Tak jak ona sama się w ich dźwięku zatraciła. Wyszła na korytarz aby spojrzeć na portret najstarszego brata, który zginął gdy miała czternaście lat. To on był skrzypkiem w rodzinie i grał razem z Quentinem w duecie, na to wspomnienie uśmiechnęła się do młodego mężczyzny na obrazie.

zt x 2 :pwease:



May god have mercy on my enemies
'cause I won't

Primrose Burke
Zawód : Badacz artefaktów, twórca talizmanów, B&B
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Problem wyjątków od reguł polega na ustaleniu granicy.
OPCM : 5
UROKI : 6
ALCHEMIA : 30
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 8
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica
Pokój muzyczny - Page 2 E331336106fb118b6485453aee90de3a
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8864-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8880-listy-do-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8879-primrose-burke https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t9143-skrytka-bankowa-nr-2090#276327 https://www.morsmordre.net/t8894-primrose-e-burke
Re: Pokój muzyczny [odnośnik]11.02.21 11:38
11.10.1957

Praktycznie każdy dzień Primrose spędzała na ćwiczeniu umiejętności w grze na skrzypcach. Niezależnie jak bardzo była zajęta danego dnia to starała się poświęcić nawet pół godziny ćwiczeniom. Nie inaczej było tego dnia, czuła że jej każdy dzień to nowe wyzwanie. Poprzedniego dnia planowała z przyjaciółkami akcje na rzecz pokrzywdzonych przez wojnę, a później miała interesującą rozmowę z Cygnusem Blackiem. Jutro miała widzieć się z Evandrą aby razem szlifować umiejętności muzyczne Primrose, kolejne dni zapowiadały się równie intensywnie. Objazd hrabstwa z Adeline, nauka z Craigiem i Edgarem, spotkania z Aresem, po których wracała jeszcze bardziej zmieszana. Do tego dochodziły zamówienia na talizmany i obowiązki w pracy oraz projekt badawczy, nad którym siedziały z Frances. Nie spodziewała się, że jest w stanie wrzucić w swój kalendarz coś więcej, ale okazywało się, że gdzieś zawsze miała parę godzin wolnych, a dzisiaj uznała, że poświęci swój czas skrzypcom. Ujęła instrument w dłonie ustawiając się w odpowiedniej pozycji by unieść smyczek i zacząć ćwiczyć gamy dla rozgrzania palców. Z każdym dniem dźwięk instrumentu był coraz czystszy, pewniejszy w jej dłoniach. Płynnie po gamach przeszła w prosty utwór klasyczny i pozwoliła sobie na kilkukrotne jego zagranie aż nie uzyskała czystego i pełnego dźwięku. Na chwilę zrobiła sobie przerwę aby podejść do okna gdzie leżały nuty i przerzuciła parę kartek. Zdecydowała się na utwór spokojny i trochę smutny, przywodzący na myśl pogrzeb, w którym uczestniczyła parę dni temu. Miał nutę spokojną ale nie rzewną i wzbudzającą ponury nastój, raczej posiadał w sobie siłę, zapewnienie, że następne dni będą łatwiejsze. Pamiętała ja grał go kiedyś Everard, a zwykle to robił gdy w jego głowie toczyły wielkie bitwy myśli lub wtedy kiedy Charon i Edgar skakali sobie do oczu. Przymknęła powieki przywołując wspomnienie średniego brata i mimowolnie się uśmiechnęła. Bywały dni kiedy jej go brakowało, gdyż zawsze służył jej dobrą radą, był cierpliwy kiedy inni domownicy mieli jej dość. Nuta podskoczyła o gamę wyżej i melodia stała się pewniejsza, głośniejsza i wręcz porywająca. Palce sunęły po strunach, a smyczek pewnie je trącał chcąc wydobyć jak najlepszy dźwięk z instrumentu.
W głowie wciąż kołatały myśli dotykające kwestii śmierci, opuszczenia świata, w którym żyli. Śmierć była częstym gościem w ich życiu, czasami zdawało się, że wpadała do nich na herbatę lub na dobre się zadomowiła, wychodząc spełnić swoje obowiązki by na wieczór wrócić.



May god have mercy on my enemies
'cause I won't

Primrose Burke
Zawód : Badacz artefaktów, twórca talizmanów, B&B
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Problem wyjątków od reguł polega na ustaleniu granicy.
OPCM : 5
UROKI : 6
ALCHEMIA : 30
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 8
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica
Pokój muzyczny - Page 2 E331336106fb118b6485453aee90de3a
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8864-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8880-listy-do-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8879-primrose-burke https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t9143-skrytka-bankowa-nr-2090#276327 https://www.morsmordre.net/t8894-primrose-e-burke
Re: Pokój muzyczny [odnośnik]15.02.21 11:38
Rzadko zdarzało się, by tak wcześnie wracał od Borgina & Burke’a; zwykle, gdy opuszczał bramy Durham Castle w godzinach popołudniowych (niekiedy też porannych, jeśli interesy właśnie tego wymagały) to nie wracał aż nie wypełnił wszystkich postawionych sobie zadań. A te zwykle wiły się długimi sznurami wstępnych tłumaczeń, wniosków sklejonych ze sprawdzanych w grubych woluminach faktów oraz na sam koniec spisywanych podsumowań. Każdy przedmiot, który trafiał do sklepu musiał przecież zostać odpowiednio opisany – a Charon nie pomijał niczego w swojej ocenie; nie ufał też wszystkim zapewnieniom dostawców, wiedząc, że ich rolą było zarysowanie bardziej cennego i fascynującego przedstawienia sprowadzanych przedmiotów niż ten prawdziwie odpowiadający rzeczywistości. W jakimś stopniu rozumiał przyjmowane przez nich stanowisko, w końcu liczył się profit – obie strony były tego świadome. Jednakże była istotna różnica między zwykłym matactwem, a chęcią przedstawienia towaru w lepszym świetle. O ile naiwność była czymś, co można było po prostu zignorować, to kłamstwa nie znosił. Choć budynek z gablotami pełnymi cennych artefaktów znajdował się w odmętach Nokturnu, to obowiązywały w nim pewne zasady dobrego wychowania; nie należało do nich jęczenie, gdy zaproponowana kwota nie spełniała oczekiwań. Mimo, że dalszą dyskusję przejął jeden z jego współpracowników, lord Burke nie mógł już w spokoju zebrać myśli. Przestrzeń sklepu była dość ograniczona i nieznośne głosy niosły się w przestrzeni, burząc jego skupienie i zmuszając go do odwrotu. Przynajmniej na jakiś czas. Chwycił więc swój ciemny, wełniany płaszcz i po wymienieniu krótkiego pożegnania zniknął.
Jego posępna sylwetka wynurzyła się z zawiesistej mgły otaczającej zamek, po czym skierowała się do środka; tu mógł liczyć na chwilę spokoju. Był wśród swoich. Wszyscy dzielili preferencję ciszy nad mową i bardzo rzadko korytarze wypełniały podniesione głosy. Bardzo rzadko zakamarki wypełniały dźwięki inne niż skrzypienie starych mebli, wycie wiatru, szum przewracanych stron ksiąg czy głuche stuknięcia zastawy stołowej; w ich domu to przedmioty był winowajcami odgłosów, nie ludzie. Dlatego z pewnym zdziwieniem, które jednak nie poruszyło martwych mięśni twarzy, zwrócił się w stronę zasłyszanej melodii skrzypiec. Nie rozpoznał konkretnego utworu; nie znał się na muzyce, gdyż nigdy nie przynosiła mu ona szczególnej ulgi. Bez kontekstu wydawała mu się pusta, próżna, pozbawiona znaczenia – we wszystkim poszukiwał jakiejś historii i jeśli nie mógł jej znaleźć, uznawał ją za bezużyteczną. Był w stanie, w tym przypadku, wyczuć, że kompozycja jest mu jednak nieobca. Z każdym krokiem stawianym w stronę pokoju muzycznego przypominał sobie coś więcej – sentyment zadrżał w jego sercu i ścisnął mocniej palce na trzymanych przy sobie notatkach, by nie pozwolić mu wydostać się na powierzchnię. Myślał o Everardzie czasami, to oczywiste, lecz zwykle odbywało się to na jego warunkach; gdy sam sięgał do niego pamięcią czynił to w sposób subtelny, niezobowiązujący, bezpieczny. Układał reakcje z dystansem, dobierał wspomnienia, by powodowały w nim emocje, które będzie w stanie przekuć na pożytek – lub które wygasi bez większych trudności. Wolał czuć gniew na niesprawiedliwość kolei losu niż dogłębny smutek, preferował szeregi pustki niż autentyczną tęsknotę; melodia, którą przywołała dziś Primrose sięgała głębiej niż sam mógłby się spodziewać. Zmuszała go do powrotu do przeszłości, do rozliczenia się z niejednej bezsensownej walki, do przyznania się przed samym sobą do popełnionych błędów. Do policzenia ilości niewykorzystanych chwil, niewypowiedzianych słów.
Dopiero gdy ostatnie nuty wybrzmiały echem w czterech kątach pomieszczenia, zdał sobie sprawę, że stoi w drzwiach, wpatrując się nieobecnym wzrokiem w kształt drewnianego instrumentu. Pospiesznie wybudził się z transu, uniósł spojrzenie zamglonych tęczówek ku sufitowi i dopiero wtedy cicho odchrząknął, anonsując swoją obecność przed siostrą.
Grasz jego kompozycję. — Padło stwierdzenie, które mogło wybrzmieć jako oskarżenie, gdyby nie to, że jego ton był całkowicie pozbawiony wyrazu.
Charon Burke
Zawód : rzeczoznawca zagrzebany w tajnikach historii
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
kill your darlings
OPCM : 10
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 20
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9279-charon-h-burke https://www.morsmordre.net/t9393-pantalaimon#285153 https://www.morsmordre.net/t9396-lost-in-translation#285212 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t9395-skrytka-bankowa-nr-2155#285203 https://www.morsmordre.net/t9394-charon-h-burke#285201
Re: Pokój muzyczny [odnośnik]15.02.21 23:11
Potrafiła zatracić się w muzyce, pozwalała aby ją porwała daleko poza codzienne problemy. Dryfowała wtedy we wspomnieniach i marzeniach, które snuła kiedy nikt nie patrzył. Część z nich była zwyczajna, ale reszta mogłaby zaniepokoić spore grono osób. Teraz jej myśli krążyły wokół Everarda, to właśnie ten utwór sprawił, że obrazy powracały. Składały się na całe historie jakie przeżyła wraz z bratem. Pod zamkniętymi powiekami widziała jego twarz, uśmiech, smutek. Był wśród czerwonych jak krew maków i wołał ją gestem aby podbiegła. Gdy Edgar zapomniał o bracie to ona wraz z Charonem musieli pielęgnować o nim wspomnienia. Poruszać jego temat mając nadzieję, że któregoś dnia najstarszy z braci przypomni sobie jego twarz, skojarzy z jakimś uczuciem. Smyczek przeskoczył o jeden ton przyspieszając melodię, powodując, że sielski obraz pod jej powiekami zniknął, a po policzku potoczyła się jedna zbłąkana łza. Zawierała w sobie ogrom wspomnień i emocji, zadrżała na końcu podbródka by spać cicho na ziemię niezauważona. Kiedy skończyła grać w pokoju zapanowała dziwna cisza, taka którą strach przerwać. Wtedy też usłyszała za sobą głos brata - tego, który zdawał się być najbardziej skryty, nie zdradzający się z własnymi myślami. Uśmiechnęła się do niego delikatnie.
-Charon - wypowiedziała jego imię ciepło. - Znalazłam stare nuty w jednym z pudeł.
Wyjaśniła odkładając instrument na bok by rozprostować palce i rozruszać ramiona na po ćwiczeniach. - Przepraszam, jeżeli ci przeszkodziłam, ale zwykle nie jesteś o tej porze w domu.
Zauważyła podchodząc do brata bliżej by spojrzeć w takie same oczy jak jej. Ta sama barwa tęczówek, ciemne włosy, byli do siebie bardzo podobni.
-Nie jest skończony - dodała jeszcze. - Utwór.. nie jest skończony. Everard nigdy nie napisał zakończenia. Urywa się.
Nie potrafiła albo nie miała odwagi sama nadpisać reszty utworu więc również go urywała. To było jej nić łącząca ze zmarłym bratem. Ostatnie wydarzenia zaś wzbudziły w niej nostalgię, a wspomnienia same wracały. Były jakąś pociechą, kotwicą której mogła się uchwycić kiedy jej życie wywracało się do góry nogami.



May god have mercy on my enemies
'cause I won't

Primrose Burke
Zawód : Badacz artefaktów, twórca talizmanów, B&B
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Problem wyjątków od reguł polega na ustaleniu granicy.
OPCM : 5
UROKI : 6
ALCHEMIA : 30
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 8
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica
Pokój muzyczny - Page 2 E331336106fb118b6485453aee90de3a
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8864-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8880-listy-do-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8879-primrose-burke https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t9143-skrytka-bankowa-nr-2090#276327 https://www.morsmordre.net/t8894-primrose-e-burke
Re: Pokój muzyczny [odnośnik]23.02.21 14:35
Podobną potrzebę Charon spełniał w ramach zagłębiania się w sekrety historii; codzienność, błahość życia rozmywała się wśród spisanych legend i przekazów, w których jego wyszkolone oko doszukiwało się prawdy. Z jednej strony studia nad przeszłością oferowały pewną ucieczkę i oderwanie się od spraw przyziemnych – ale w odróżnieniu od upojnego oddawania się muzyce, nie pozwalały mu na porzucenie sztywnych ram, na skierowanie myśli ku meandrom mrzonek. Nie; nie było miejsca na jego własne pragnienia w papierowym oceanie spisanych kronik. Musiał przybierać maskę niewzruszonego sędziego, gdy wczytywał się w opisy sporządzone przez obcych mu badaczy – potrzebował jej, by odróżnić ich pogoń za sławą od podszeptów realnego stanu; by obedrzeć słowa z ozdobnych piórek i pozostawić suche fakty. Nie mógł sobie pozwolić na błąd. Każda nadinterpretacja mogła wiązać się z tygodniami poszukiwań wydanymi na próżno, a podobna nadzieja była przecież niezwykle kusząca – w ogromie wzmianek o potencjalnie istotnych artefaktach tylko niewielka część była jakkolwiek przydatna. Długie lektury zwykłych pogłosek mogły nie przynosić efektów, a te były głównym wskaźnikiem, który interesował jego zleceniodawców. Balans między chęcią podrzucenia im czegokolwiek, a utrzymywania się w ryzach cierpliwości mógłby zwieść niejednego; lecz Charon nie miał nic do stracenia. Swoje zajecie wykonywał z czystej pasji i nie dopatrywał się we wszystkim potencjalnego zarobku. Niekiedy plotki były tylko plotkami, innym razem informacje przekazywane przez zakapturzonych wysłanników były przedawnione – wszystko to było ściśle związane z samą branżą, w której maczali palce, i głupotą było nie brać tego pod uwagę przy podejmowaniu ryzyka. Zawód, który czekał na końcu źle ocenianego zadania był oczywiście dotkliwy, całkiem zrozumiały, lecz nie powinien wypływać na wierzch; zwłaszcza, jeśli miałby być powodem niesnasek lub jeśli miałby rzucać fałszywe światło na kolejne podejmowane działania. Burke, dążąc od niepamiętnych czasów do wzmacniania kamiennej fasady wokół impulsywności, nie miał z tym specjalnego problemu. Prywatne uczucia zostawiał dla siebie, dusił je bezlitośnie, aż przekształciły się w inną formę – czasami umykały jako gniew podczas podejmowanych aktywności, bądź zmieniały się w siłę i motywację, po której następował okres wytchnienia. W tym momencie te skotłowane uczucia nie odnalazły dotarły jeszcze do tego etapu; tuliły się zalęknione w tkankach jego ciała, karmiąc się nieśmiało wspomnieniami, które rozbudziła melodia grana przez Primrose. Znał swoje dziedzictwo i głęboko wierzył w jej tradycje – próbował więc bronić się przed podążaniem w rejony, które mogłyby wpłynąć na skaliste mury powagi, nieporuszenia. Wstrzemięźliwość charakteru była jego siłą; była jednak tak trudna do utrzymania, gdy na wierzch wypływały skojarzenia, silnie ukorzenione w żalu straty. Pogrzeb, zanik pamięci u Edgara, teraz ten utwór grany przez smukłe palce Primrose – wszystko prowadziło na manowce okresu, który wywarł najsilniejszy wpływ na jego osobę. Nie sądził, by ktokolwiek z jego bliskich połączył te kropki, by ktokolwiek zdawał sobie sprawę, że to właśnie wtedy jego istnienie wzbogaciło się o kształt ostrych rys, których nic nie mogło zalepić.
Uprzejmie zbył milczeniem dostrzeżone wzruszenie najmłodszej latorośli Burke’ów. Nie odmawiał jej prawa do odczuwania pełnej gamy uczuć – choć do końca nie rozumiał dlaczego skazywała się na smutek, wybierając właśnie tę kompozycję do przećwiczenia. Nie przeszło mu przez myśl, że może chciała poczuć jego obecność, którą gościła przy sobie nader krótko. — Nie przeszkodziłaś — odparł pospiesznie; zamek w Durham był domem ich obojga i nie śmiałby wywyższać swojej osoby. To, co wzbudziło jego zaskoczenie, to sama świadomość tego, że nie tylko cisza wypełnia chłód komnat ich posiadłości. Czy mogło to oznaczać, że Primrose specjalnie wybierała godziny, by mijać się z jego wyjściami? Nie chciał sięgać wnioskami tak daleko, zwłaszcza, że uchwycił się znaczenia, które padło z jej ust chwilę wcześniej. — O jakich pudłach wspominasz? Przeglądałaś rzeczy Everarda? — W jakimś stopniu traktował relikty rodzinnej przeszłości jak sakralne artefakty i myśl, że mogły zostać naruszone, ściśle łączyła się z już rozdrapanymi wspomnieniami. Pamięć o bracie miała dla niego szczególne znaczenie, była niezwykle bliska i prywatna; wydobywanie na zewnątrz rzeczy, w których rozbrzmiewała jego obecność kłóciło się z osiągniętym przez niego względnym bezpieczeństwem. Nie wpuszczał do swojego tonu żadnych barw, nadal skrywając istotę swoich odczuć; skierował jedynie bladozielone tęczówki w jej stronę – górował nad nią wzrostem, lecz wiedział, iż nie robi to na niej większego wrażenia. Jej usposobienie od jakiegoś czasu wyznaczało własne ścieżki, wymykając się schematom autorytetów; niewielką ulgę przynosiła mu wiedza, że to nie od będzie odpowiedzialny za wydanie jej za mąż. Mógł się tylko domyślać zakresu jej wstępnej reakcji na podobne insynuacje. Nie pragnął zgłębiać z nią tego tematu; zamiast tego przekrzywił nieznacznie głowę w bok, z ciekawością reagując na przedstawioną przez nią rewelację.
Nie wiedziałem. Nie przykładałem wielkiej wagi do jego muzyki, sądząc właściwie, że gra utwór jakiegoś znanego twórcy — rzekł, z każdym słowem zbliżając się do torów refleksji; oczywiście że gdyby mógł cofnąć czas to potraktowałby pasję brata nieco inaczej. Nie spodziewał się jednak, że tak niewiele po nim zostanie – wspomnienia i bagaż niespełnionych ambicji. — To niemal poetyckie. Tamten wypadek pozostawił też życie Everarda bez jasnego zakończenia.I nas bez odpowiedzi, dlaczego musiało paść właśnie na niego.
Charon Burke
Zawód : rzeczoznawca zagrzebany w tajnikach historii
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
kill your darlings
OPCM : 10
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 20
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9279-charon-h-burke https://www.morsmordre.net/t9393-pantalaimon#285153 https://www.morsmordre.net/t9396-lost-in-translation#285212 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t9395-skrytka-bankowa-nr-2155#285203 https://www.morsmordre.net/t9394-charon-h-burke#285201
Re: Pokój muzyczny [odnośnik]24.02.21 15:37
Chłód Durham był jej codziennością, spokój członków rodu skrywał głębokie pokłady emocji, które ukazywali we własnym gronie choć niektóre nadal woleli trzymać w ukryciu. Każdy z braci był inny, a Charon i Edgar jednocześnie tak różni i podobni do siebie wciąż stali po dwóch stronach przez co dochodziło do częstych nieporozumień. To Everard był pomostem, a teraz odszedł. Pozostały wspomnienia, skrzypce i niedokończony utwór, tak jak jego życie, które zbyt wcześnie się zakończyło. Pogrzeb Alpharda przywołał wspomnienia z jego pogrzebu, który dla młodej dziewczynki był przytłaczający. Wszystko wróciło, z mniejszą siłą jak w nocy kiedy Craig i Edgar wrócili z Gringotta, ale jednak. Być może nie powinna się tak do nich przywiązywać, pozwalać sobie na takie emocje, wtedy pożegnania byłyby prostsze, ale czy mogliby żyć w ciągłej obojętności wobec najbliższych? Starała się zrozumieć braci, poznać ich jeszcze lepiej, ale zawsze dawali krok w tył kiedy dotyka bardziej wrażliwych części, kiedy uchylali drzwi do swoich twierdz. Wobec innych nie potrafiła być tak troskliwa jak wobec rodziny. Charon godzinami siedział nad manuskryptami i zatracał się w swojej pracy, najbardziej milczący z całego rodzeństwa, najbardziej zdystansowany. A jednak jego oczy zdradzały więcej niż tysiąc słów. Mógł się nie odzywać godzinami, ale wystarczyło jedno spojrzenie . Latami uczyła się odczytywać emocje, a potem poszła do szkoły, kontakt osłabł, a gdy Edgar wracał z wojaży Charon znikał. Zaszywał się, jakby nie chciał przebywać z bratem w jednym pomieszczeniu.  Oddalał się od siostry coraz bardziej jakby bał się zażyłości jaka między nimi powstanie. A to przecież on opowiadał jej baśnie w nocy przy łóżku i robił teatr cieni na ścianie, to on tłumaczył jej na głos stare manuskrypty, w końcu to on pozwalał jej patrzeć na swoje obrazy. Pamiętała jak się nimi zachwycała choć nie zawsze rozumiała znaczenia danego dzieła. Potem to wszystko się skończyło, a Charon wszedł w biznes rodzinny, została sama pod opieka matki oraz guwernantek, kiedy bracia weszli w świat dorosłych.  Ona znalazła swoją niszę zgłębiając starożytne runy, numerologię i czarną magię, choć tą ostatnią dość ostrożnie i z lekką obawą, jak wtedy kiedy dotyka się niezwykle kruchą porcelanę. Nie znając skrywanych myśli Charona nie wiedziała, że swą grą poruszyła delikatne i uśpione struny, których nie chciał dotykać, które pokryły się patyną czasu i zdawało się, że już nigdy nie zadrgają. Melodia, którą grała jednak poruszyła mężczyzną, a to za jej nieświadomą sprawą.  Rozmasowując ramię kiwnęła głową.
-Zdarza mi się jeszcze fałszować, a to potrafi drażnić – Craig jak wyciągała skrzypce to uciekał, więc zdawała sobie sprawę, że mogła przeszkadzać domownikom. Starała się wybierać czas kiedy większość przebywała w innej części zamku albo była nieobecna w Durham. – Szukałam kontraktu małżeńskiego naszej prababki i trafiłam wtedy na nuty.
Wyjaśniła pospiesznie widząc zamaskowane zaskoczenie na jego twarzy. Odkrywanie przeszłości, rozdrapywanie ran mogło sprawiać wiele bólu, ale ona coraz częściej wspominała zmarłego brata z ciepłym uśmiechem niż z płaczem. Podeszła do stoliczka gdzie znajdowały się napoje i napełniła wysoką szklanicę wodą, spojrzała pytająco na brata czy też chce się napić, po czym podeszła do nut i przerzuciła parę stronic. – Jest tu też zimowa piosenka, planuję się jej nauczyć na święta. Nie wiem tylko czy to nie będzie zbyt bolesne…
Wciąż się wahała czy dobrze zrobiła biorąc się za naukę gry na skrzypcach, czy to za bardzo nie rani rodziny, jednak jak do tej pory nikt nie czynił jej wyrzutów. Podniosła wzrok na brata znad nut i nagle dodała.
-Jak minął twój dzień? Masz jakieś plany na dzisiaj?



May god have mercy on my enemies
'cause I won't

Primrose Burke
Zawód : Badacz artefaktów, twórca talizmanów, B&B
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Problem wyjątków od reguł polega na ustaleniu granicy.
OPCM : 5
UROKI : 6
ALCHEMIA : 30
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 8
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica
Pokój muzyczny - Page 2 E331336106fb118b6485453aee90de3a
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8864-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8880-listy-do-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8879-primrose-burke https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t9143-skrytka-bankowa-nr-2090#276327 https://www.morsmordre.net/t8894-primrose-e-burke
Re: Pokój muzyczny [odnośnik]14.03.21 0:08
Przodkowie Burke’ów zadbali, by zamek, który miał stać się ich domem na wiele wieków, wzniesiono na ich podobieństwo. W budowli nie było miejsca na przepych – jej mury układały się w linie funkcjonalności, a wnętrza rozbiegały się w zawiłych wzorach, zupełnie niepojętych dla pobieżnych obserwatorów. Charon w dzieciństwie lubił straszyć młodszych kuzynów opowieściami na temat tego, co kryło się na końcach krętych korytarzy; cienie, które rzucały na pokryte ciemną tapetą ściany płomienie świec, podsycały wyobraźnię, snując wizje o straszydłach czyhających w podziemiach, o ukrytych za filarami biblioteki katakumbach czy o duszkach dwóch bliźniaczek, które zmarły w niewyjaśnionych okolicznościach i po śmierci dręczyły wszystkich gości Durham. I choć ich posiadłość skrywała wiele tajemnic, historie wymyślane przez młodego panicza nijak miały się do rzeczywistości. Patrząc wstecz, widział w nich niepotrzebną naiwność, chęć zbudowania własnej wyższości kosztem kłamstw; na szczęście z tego wyrósł, zdał sobie sprawę, że przeszłość potrafi bronić się sama, a życie często układa swe ścieżki w o wiele bardziej niezwykłe sploty niż fikcja. Poza tym w końcu dotarł do porozumienia z własnym dziedzictwem i nie czuł już potrzeby malowania swej postaci w bardziej wyrazistych barwach. Znał swoją wartość, łączącą w sobie własne starania, ale i odpowiedzialność linii szlachetnej krwi, która wciąż pamiętała rozłamy dynastii Ynglingów, i która mroziła serca niewzruszeniem wobec cierpienia wrogów. A to samo serce, mimo że pielęgnowane w gromkiej lodowatości, potrafiło jednak drżeć w ton melodii wygrywanej przez Primrose. Zaszczepiona przez Marcusa myśl, wedle której rodzina była najważniejsza, stanowiła trzon jego wartości.
Przesunął palcami po twarzy w okolicy brwi, ważąc kolejne słowa w myślach. Nie zawsze potrafił odnajdywać wspólny język z siostrą; nie chodziło nawet o rozbieżne poglądy, bo przecież to właśnie ich łączyło – wspólne wychowanie. To było coś znacznie bardziej ulotnego, może o połać doświadczeń, które w ich przypadkach przykrywał całun niewymienionego między sobą czasu; a może zwyczajnie był człowiekiem niecierpliwym, trudnym do rozszyfrowania i to stawało kością niezgody między nimi. W tym jednak momencie spiął wszystkie siły w uwadze, zaprzęgając je do postarania się o jasny wyraz zbłąkanych myśli. — Nie fałszowałaś, Primrose. Melodia brzmiała tak, jakby to palce Everarda ciągały za struny — objaśnił, brzmiąc wyjątkowo poważnie. Właśnie to podobieństwo, które wyłapał od progu, wprawiło go w dziwny, rozdarty stan na pograniczu pretensji i tęsknoty. Nie wiedział dlaczego odnajdywał w sobie odczucie pewnej terytorialności wobec obrazu brata we wspomnień. Jakby sam fakt, że ktoś także mógł doświadczać chwil, które trzymał w najdroższych zakamarkach pamięci, już go drażnił; przebił westchnieniem własną zazdrość, podłapując nieco inny temat, byle tylko odciągnąć myśli od wstydliwych instynktów. — Och, to ciekawe — podjął, spoglądając w jej stronę ze szczerymi ognikami zainteresowania, czającymi się w kącikach jego chmurnych tęczówek. — Czy udało ci się go znaleźć? — dopytał, zastanawiając się czy i w niej rozbudziła się nuta zainteresowania historią; po chwili jednak zdał sobie sprawę z dużo bardziej prawdopodobnego wyjaśnienia takich poszukiwań – musiało chodzić o niedawną wieść, która nieubłaganie miała połączyć losy Primrose i Aresa w jedną, spójną całość. Utrwaloną w kontrakcie małżeńskim.
Podążył za nią, głównie dlatego, że nie chciałby prowadzić rozmowy z dwóch różnych krańców pokoju muzycznego; z powściągliwością rozejrzał się wokół, uświadamiając sobie, że nie wie, kiedy ostatnio tu bywał. Nie ciągnęło go nigdy w stronę muzyki, a Burke’owie nie mieli w zwyczaju przykładać szczególnej wagi do tej części edukacji; poza tym ta forma wyrazu wymagała wieloletniej praktyki, wielu wyrzeczeń i całej masy niepowodzeń zanim osiągnęło się choćby mierny poziom umiejętności. Nie miałby na to czasu. Sięgając po szklane naczynie, rzekł: — Nie wiem czemu miałoby to służyć. Nikt nie chce żyć między duchami, a to jak sprowadzanie jednego z nich na własne życzenie. I to w święta. — Jego ton nabrał twardych gabarytów, lecz nie było w nim śladów złośliwości. Przemawiał jak zawsze, dzieląc się tym, co uznawał za swoje przekonanie; od śmierci Everarda minęło wiele lat. Ale nie przestał on być ich bratem, nie przestał być synem Elviry i Marcusa – czy przypominanie im o nieobecności, o nieodwracalnym fakcie, było na miejscu? Upiwszy łyk chłodnej wody, posłał Primrose łagodniejsze spojrzenie. — Zrobisz, jak zechcesz — skwitował, nieznacznie mocniej zaciskając palce na trzymanej w dłoniach szklance. Zdarzało mu się ze zbyt wielką intensywnością wywierać własną wolę na innych; najczęściej niestety miało to miejsce w jej przypadku i nie potrafił się przed tym powstrzymać. Odchrząknął, usiłując zatrzeć szorstkie wrażenie.
Dobrze — odparł odruchowo, lakonicznie, by zaraz się zreflektować. Podejmowała próbę spędzenia z nim kilku chwil, wypadało więc się odwdzięczyć czymś podobnym. W jego przypadku było to podzielenie się nieprzyjemnymi wrażeniami, jakie pozostawił po sobie poranek. — Właściwie to nie. Jeden z nowych dostawców dostarczył nam przedmiot, którego wartość usiłował zawyżyć. Zupełnie nie zgadzał się z moją oceną i robił awanturę słyszaną pewnie z drugiej części Nokturnu. Nonsens. — Dokończył, unosząc jedną brew w oczekiwaniu na jej reakcję. Wydawało mu się, że nie zaszkodzi jej zapoznać się z realiami, które niekiedy odgrywały się w sklepie; choć podobne sytuacje były rzadkością, to on nie lubił marnować na nie czasu.
Hm? Jeszcze nie myślałem. Sprawdzę korespondencję i swoje notatki z dnia poprzedniego, zwykle to zapewnia mi kolejne zadania — powiedział, nie spodziewając się podobnego pytania; z pozoru było zwyczajne, acz Charon rzadko się z nim spotykał. Przynajmniej od kiedy w jego pobliżu nie było Isadory, która odznaczała się wyjątkową troską odnośnie jego rozkładu dnia; teraz, gdy ktoś pytał było to albo z czystej uprzejmości, albo w oczekiwaniu konkretnych odpowiedzi na temat realizowanych wspólnie prac. — A ty? To jest, poza ćwiczeniem gry na skrzypcach?
Charon Burke
Zawód : rzeczoznawca zagrzebany w tajnikach historii
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
kill your darlings
OPCM : 10
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 20
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9279-charon-h-burke https://www.morsmordre.net/t9393-pantalaimon#285153 https://www.morsmordre.net/t9396-lost-in-translation#285212 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t9395-skrytka-bankowa-nr-2155#285203 https://www.morsmordre.net/t9394-charon-h-burke#285201
Re: Pokój muzyczny [odnośnik]15.03.21 19:39
Opinia innych nie była tak dla niej ważna jak opinia członków rodziny. Obca osoba mogła ją zrugać, mogła wygłosić krzywdzące opinie, takie o które ktoś inny by się obraził. Nawet jakby ją dotknęły to zaciskała zęby, przełykała czarę goryczy i robiła dalej swoje. Jednak gdy ktoś z rodziny mówił dokładnie to samo potrafiła przyjąć słowa mocno do siebie, zbić się niczym wazon na drobne kawałki. To co o niej myśleli bracia było dla niej wielce ważne i istotne. Dlatego słysząc pochwałę, która jednocześnie mogła być naganą, uśmiechnęła się delikatnie do Charona.
-Dziękuję – odpowiedziała cicho zadowolona. Próba dotarcia do brata nigdy nie była łatwa. Najbardziej zamknięty czasami zdawał się unikać młodszej siostry, która czasami była dla niego zbyt żywiołowa, nawet jak na Burka. Błysk zainteresowania w oku sprawił, że się ożywiła i postanowiła podjąć temat. – Dowiedziałam się, że wniosła do rodziny skrzaty, których potomkiem jest Paproch i Maczek oraz Smark. Ponadto były mocno wyszczególnione zasady małżeństwa. Niektóre wręcz kuriozalne. Nasz dziadek musiał nosić na obiady niebieską muszkę u teściów. Za każdym razem.
Upiła łyk wody ze swojej szklanki. Od zawsze interesowała się historią, była nią zaintrygowana, a od kiedy zaczęła poszukiwać informacji o starożytnych rytuałach magii, tej pierwotnej więc potrafiła godzinami ślęczeć nad dokumentami i szukać informacji. Miała parę odłożonych, gdyż nie potrafiła odcyfrować zapisów i liczyła na to, że to właśnie Charon pomoże jej z tym zagadnieniem. Postanowiła o teraz poruszyć.
-Będę mieć do ciebie prośbę Charonie – zaczęła miękko, jak zawsze wtedy kiedy chciała coś załatwić. – Mam parę manuskryptów do odczytania, pomógłbyś mi? Bardzo ich potrzebuję do badań nad magią krwi.
Spojrzała na niego bystro i z wyczekiwaniem. Kto jak kto, ale to było domeną jej brata, znał się na tym najlepiej i nie znała lepszego człowieka, który mógłby jej pomóc. Wyprostowała się kiedy usłyszała twardszą nutę w jego głosie. Wiedziała już, że poruszyła temat, który dotknął Charona. Była świadoma tego, że wspomnienia wciąż są żywe i potrafią boleć. Zerknęła na brata uważnie, po czym podeszła do niego i położyła rękę na jego dłoni uśmiechając się przy tym ciepło.
-Wybiorę inny utwór – zapewniła go. Chciała z nim chwilę pobyć, gdyż nie mieli często okazji być sami. Zawsze kręcił się ktoś inny z domowników, nie raz zdawało się jej, że praktycznie nie zna Charona. Gdy mówił o tym co danego dnia zrobił czy się zmagał na jej twarzy pojawiło się żywe zainteresowanie tematem, który poruszał.
-Jak to się skończyło? Odprawiłeś go z kwitkiem?- Dopytała, ponieważ była ciekawa jak brat poradził sobie z oszustem. Kto wie? Może kiedy ona sama będzie w podobnej sytuacji. Dojrzała też jego zaskoczeniem gdy pytała go o plany na dzień dzisiejszy. Była jednak realnie ciekawa co też Charon robi kiedy nie spędza czasu z rodziną.
-Będę opracowywać plan mojego wyjazdu z Adelą po Durham. Chcemy zrobić objazd po hrabstwie aby ocenić nastroje ludzi. – Odpowiedziała i odstawiła szklankę na stoliczek. – Trwa wojna, brakuje trochę żywności i warto wiedzieć czy czarodzieje, którzy żyją pod protekcją lordów Durham mają wszystko czego potrzebują. Czy wiedzą, że aktualnie panująca władza dba o społeczność magiczną, a my jako szlachta jesteśmy zobligowani aby o to zadbać.



May god have mercy on my enemies
'cause I won't

Primrose Burke
Zawód : Badacz artefaktów, twórca talizmanów, B&B
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Problem wyjątków od reguł polega na ustaleniu granicy.
OPCM : 5
UROKI : 6
ALCHEMIA : 30
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 8
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica
Pokój muzyczny - Page 2 E331336106fb118b6485453aee90de3a
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8864-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8880-listy-do-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8879-primrose-burke https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t9143-skrytka-bankowa-nr-2090#276327 https://www.morsmordre.net/t8894-primrose-e-burke
Re: Pokój muzyczny [odnośnik]30.03.21 0:03
Krytyka nie zawsze była przez niego przyjmowana z pokorą; w kwiecie minionego wieku potrafił słaniać się na nogach i nadal odmawiać złożenia broni przed Edgarem. Trudność pogodzenia się z rzeczywistością własnych słabości odciskała na młodym lordzie ciężkie piętno. Życie w zamku przebiegało wedle utartych schematów i choć próbował się im wymknąć, każdy rozdział zamykał się porażką – srebrzysta rękojeść szabli opadała na miękką ziemię w poddańczym geście, drewienko mopane umykało z rąk, wytrącone potężnym zaklęciem; każdy pojedynek okrywał go szczelniej cieniem ostatniego miejsca, zamiatając szeregi ambicji w kąt pokory. Z perspektywy czasu było oczywiste, że przeszłość malowała się w burych barwach niepowodzeń względem braci; różnica lat, które dzielił dni ich narodzin była znacząca i oczekiwanie, że cokolwiek mogłoby to zmienić, wyrównać szanse, było bzdurne. Wszczepiona przez rodziców dyscyplina i chęć rozwoju toczyły starcie z pełną akceptacją własnej pozycji, trzynastoletnie serce biło prężnie sklejając się i rozpadając na kawałki przy każdej okazji; aż w końcu uklękło przed losem, poddając się jego woli. Priorytety drgnęły raz ostatni, by osadzić się na miejscu, które miało być ich ostatecznym.
Jego wyraz twarzy pozostał nieodgadniony; brunatna barwa tęczówek pozostawała zawieszona w przestrzeni obok Primrose, wyznaczając ton wypowiedzi, jaką jej przekazał przed momentem. Dwojakość przekazu mogła być myląca, lecz obie formy się nie wykluczały wzajemnie – nie mógł ukryć zmieszanego wrażenia, jakie przywołanie osoby Everarda osadziło w okalającej ich atmosferze; jednocześnie silił się w swoich słowach na komplement, którego nie potrafiłby ująć w bardziej adekwatny sposób. W niejakim pośpiechu skinął głową na jej odpowiedź, nieznacznie spłoszony uczuciami, które przyszło mu pokazać. Nie uważał ich za słabość, po prostu nie przychodziły do niego z taką samą naturalnością, którą jego siostra ukazywała choćby w swoim uśmiechu. Doceniał rys jej charakteru, nawet jeśli rzadko o tym wspominał – łączył on w sobie zarówno godną podziwu dociekliwość jak i nieugiętą chęć wytyczenia własnej ścieżki pośród pozostałych Maków. Nie przyznałby tego na głos, gdyż w arystokratycznych realiach podobne usposobienie tworzyło mieszankę, która stanowić mogła hamartię, sprowadzając na nią widmo tragicznego rozczarowania. Wszak swoim zachowaniem świadczyła o opinii całego rodu; każda jej decyzja musiała zamykać się w oczekiwaniach szlachetnego dziedzictwa. Była już w wieku, w którym obowiązki powoli wypierały przywileje, a sny zostawały zrzucone z piedestału przez rzeczywistość. Życzył jej, by mimo wszystko potrafiła odnaleźć swoje miejsce w obliczu nowego życia, które czekało poza ziemią Durham. Opuści ich, tak jak to planowano od dnia jej narodzin; przywdzieje maskę lady Carrow, a ta w końcu stanie się jej prawdziwą twarzą. Tak właśnie wygląda przeznaczenie. W tym momencie próbowała jakoś na nie wpłynąć – a może lepiej się na nie przygotować – studiując przeszłość, która spotkała ich prababkę. Potrafił to zrozumieć, wysłuchał więc informacji o jej znaleziskach z podtrzymywaną ciekawością. Sam prześledził niegdyś niemal każdą kronikę Burke’ów, z dumą notując ich wkład w obecny wygląd świata magii; mimo to, przedstawiona przez siostrę anegdota nie była mu znana. Jego broda zadrgała w reakcji na wypowiedziane przez nią ostatnie zdanie i dopiero po chwili można się było zorientować, że za pochyloną sylwetką i lekką wibracją, która przeszła przez jego sylwetkę, stoi coś, co można było zinterpretować jako krótkie prychnięcie ujęte w formie śmiechu. Trudno mu było osadzić w wyobraźni wymienionej przez nią postaci kojarzonej głównie z poważnych portretów, która na każdą wizytę u rodziny swojej małżonki musiała przełamywać głęboką czerń szat niebieską muszką. — Niebywałe — mruknął, właściwie sam do siebie, nie dodając nic więcej do tematu. Jego myśli zabrnęły w stronę potencjalnego wyjaśnienia podobnego zapisku w kontrakcie. — Czyżby w twojej głowie rodził się jakiś pomysł, siostro? — zapytał, unosząc w końcu ciężki, nieco onieśmielony wzrok, ku swojej rozmówczyni. Zwykł mówić cichym tonem o nieodgadnionym wyrazie, który miał trafiać tylko do właściwych uszu; tym razem nie było inaczej. Jego palce pozostawały zaplecione na chłodnej powierzchni naczynia, a brwi uniosły się lekko, szczerze przyłapane w sytuacji, której nie oczekiwały. — Oczywiście — padła niemal natychmiastowa odpowiedź, osadzona w akompaniamencie z nieznacznym ukłonem głowy. Postrzegał siebie jako chciwego kolekcjonera najróżniejszych tajemnic historii, nie mógłby więc odmówić zleceniu o podobnym pokroju. Magia krwi; jego spojrzenie nadbrało bledszej barwy, gdy umysł skupiał się na posiadanej na ten temat wiedzy. Skojarzenia tworzyły wątłą wiązkę, która rozbiegała się w kilku potencjalnych kierunkach; nie wątpił jednak, że będzie w stanie sprostać asyście, jakiej Primrose mogła od niego oczekiwać. — Kiedy? — padło rzeczowe pytanie. Cenił swój czas, lecz biorąc pod uwagę charakterystykę wykonywanego zawodu, był w stanie dopasować się do jej dyspozycyjności. W sklepie zawsze ktoś mógł go zastąpić, a artefakty rzadko kiedy wymagały natychmiastowej oceny.
Spróbował przywołać zaśniedziały uśmiech, gdy ciepło drobnej dłoni należącej do ciemnowłosej czarownicy rozlało się po powierzchni jego lodowatej skóry. Musiała zinterpretować jego reakcję jako słabość, wezwanie do wsparcia – nic bardziej mylnego. Nie był przyzwyczajony do bliskości; serpentyna zerwała jego ostatni łącznik z intymnością i od tamtego czasu nie przeżywał wielu wzruszeń. Uczucia odgrywał w samotności, nie dając im szansy rozbłysnąć; i teraz także nie powinien był ich okazywać. Upił łyk wody, zrywając ich kontakt i zmuszając ją do wycofania się z jego przestrzeni. Nie szukał ujścia dla smutku. Ten był jego wieloletnim towarzyszem i raczej nigdzie się nie wybierał; niezręczność rozmyła się na tle kolejnego tematu.
Wyjaśniłem mu ze stanowczością, że mój osąd jest finalny, po czym zostawiłem go w odpowiednich rękach. — Sam nie znał szczegółów, pozostawiając wolność wyboru dla pracowników, którzy rozsmakowani w przywarach Nokturnu, potrafili w jasny sposób utrwalić przekaz nadany przez Burke’ów czy Borginów. Każdy spełniał swoje zadanie. Nie widział sensu trawić własnego czasu na podobne drobnostki, które drażniły powagę jego profesji; nie zwykł się kłócić ani powtarzać ostrzeżeń więcej niż jednokrotnie. Najchętniej rozwiązałby supeł współpracy, wystawiając jegomościa za drzwi, acz współpracownik liczył na to, że uda się coś wyperswadować dostawcy. Mimowolnie zawiesił spojrzenie na jej reakcji, podejrzewając, iż nie takiej odpowiedzi się spodziewała – z drugiej strony była świadoma faktu, że nie był najbardziej fascynującym rozmówcą w tematach odbiegających od dziedziny, pochłaniającej jego życie.
Przechylił podbródek delikatnie w jedną stronę, po czym odstawił szklankę na stoliczek obok. — Cieszę się, że o tym wspominasz — zaczął ostrożnie po tym jak przedstawiła mu koncepcję planu. Wyglądało na to, że wojna i sprawy z nią związane zostały przyswojone przez nią na poważnie. Jego młodsza siostra, przyszła żona lorda Carrowa, pragnęła odegrać swoją część w targającym Anglią konflikcie. Ta myśl spowodowała niewielki ucisk w okolicy żołądka; mimo wszystko, brzmiało to dość niebezpiecznie. Nie pokazał jednak po sobie wątpliwości, nie chcąc jej zniechęcać. — Masz rację. Z naszymi przywilejami powiązane są też szczególne obowiązki — podsumował, balansując na krawędzi wielu znaczeń.
Charon Burke
Zawód : rzeczoznawca zagrzebany w tajnikach historii
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
kill your darlings
OPCM : 10
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 20
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9279-charon-h-burke https://www.morsmordre.net/t9393-pantalaimon#285153 https://www.morsmordre.net/t9396-lost-in-translation#285212 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t9395-skrytka-bankowa-nr-2155#285203 https://www.morsmordre.net/t9394-charon-h-burke#285201
Re: Pokój muzyczny [odnośnik]31.03.21 19:36
Osiem lat, dokładnie osiem lat, tyle między nimi było różnicy. Choć czasami zdawało się jej, że znacznie więcej. Kiedy ona szła do Hogwartu Charon stawił już kroki w rodzinnym biznesie. Patrzyła jak bracia żyją w świecie dorosłych, do którego ona nie miała wstępu, ale teraz… teraz wszystko miało się zmienić. Upiła łyk wody przyglądając się uważnie twarzy brata, gdyż dojrzała tą mgłę, która przysłaniała jego oczy kiedy nad czymś rozważał. Toczył dyskusję w swojej głowie, ważył wszystkie za i przeciw. Kiedyś by mu przerwała, ale teraz patrzyła jak powoli wraca do niej, jak tęczówki znów nabierają swojego koloru, a mgła znika. Obserwowała brata, nie tylko teraz, ale przez cały czas jak mieli ze sobą styczność i był tym, którego nigdy do końca nie rozgryzła. Kiedy Edgar nie stanowił dla niej tajemnicy, potrafiła stwierdzić kiedy jest roztargniony, kiedy ma gorszy dzień albo właśnie przekroczyła tą cienką linię jego wyrozumiałości tak Charon… miała czasami problem z określeniem tego. Bywały momenty kiedy się wahała, ale to sprawiało, że chciała poznać go jeszcze lepiej. Wydawałoby się, że młodsze rodzeństwo winno się trzymać razem. Czytać sobie w myślach, ale natura postanowiła z nich zakpić. Była bardziej jak Everard - pogodna, czasami zbyt beztroska, swobodna, czasami kąśliwa i bardzo uparta. Drugi syn i jedyna córka byli jak matka z charakteru i jej rodzeństwo, nawet śmiech po niej odziedziczyła. Zaś Edgar i Charon byli jak ojciec, jak wszyscy lordowie Burke, jak władcy Durham, który od wieków zarządzali hrabstwem i troszczyli się o jego mieszkańców. Charon zaś przypominał bardzo ojca w młodości, kiedy zaś Edgar był mieszanką rodziców ale spojrzenie miewał chmurne jak Marcus. Każde z nich jednak miało swoją osobowość nie do pomylenia z nikim innym. Byli rodzeństwem Burke, kolejnym pokoleniem które miało zapisać się złotymi zgłoskami w historii rodziny. I wkładali w to całe swoje serce. Pozostało jej pięć miesięcy życia jako lady Burke nim stanie się lady Carrow, choć nie miała pojęcia jak się nią ma stać i na razie ten problem odstawiła na dalsze tory. Jedno jednak wiedziała, nie miała zamiaru stawać się posągiem, figurą, która stoi za swoim mężem i stanowi jego ozdobę. Zdecydowanie miała zamiar stać się kimś więcej. Miała zamiar wykorzystać swoją pozycję nie tylko jako lady Primrose Carrow, ale jako mężatka. Tylko jak do tego dojść? Jak to osiągnąć? Zmierzy się z tym problemem za jakiś czas, teraz co innego zaprzątało jej myśli i dni.
-Być może, drogi bracie - na jej twarzy pojawił się figlarny uśmiech jak wtedy kiedy miała lat osiem i podbierała mu farby aby malować swoje małe arcydzieła. - Być może. Co weekendowe spacery do fioletowego lasu? A może długie wędrówki, całodniowe przez wzgórza Durham?
Wyobrażała sobie biednego dziadka, który wręcz dusi się pod tą niebieską muszką i jest w stanie ledwo przełknąć jakikolwiek kęs proszonego obiadu. Może powinna zapytać jego portret jak się wtedy czuł? Była zadowolona z tego, że udało się choć trochę rozbawić Charona, a był to wyczyn godny największej pochwały i miała zamiar być z tego dumna. Dojrzała też zainteresowanie tematem, który po chwili poruszyła. Charon mógł okazać się wielką pomocą w tej kwestii, mógł być źródłem czystej wiedzy oraz umiejętności, których sama jeszcze nie zdobyła. Potrafił poruszać się w zawiłych, ciemnych korytarzach historii wręcz z zamkniętymi oczami, jakby sam był jej strażnikiem. Z takim przewodnikiem nie mogła zbłądzić.  - Jak tylko znajdziesz czas. Wyznacz datę, dostosuje się do ciebie.
Chociaż miała sporo na głowie to jednak znacznie mniej niż bracia. A nawet jeżeli bywały momenty kiedy była przytłoczona pracą to nigdy nie narzekała. Jeżeli ktoś myślał, że panna z dobrego domu całe dnie spędza na kanapie popijając herbatniki herbatą jaśminową był w błędzie oraz nigdy nie poznał prawdziwej damy, tylko ich imitacje. Zepsute lalki, które oczekiwały, że cały świat padnie u ich stóp. Sięgnęła po smyczek, który zaczęła mimowolnie się bawić, w jej głowie zaczęła powstawać właśnie melodia, która składała się z paru utworów połączonych razem.
-W takim razie pożałował, że postanowił cię oszukać - skomentowała wracając do rzeczywistości. - Owe odpowiednie dłonie zapewne uświadomiły, że jego postępowanie jest wybitnie nie na miejscu.
Skomentowała z lekkim cieniem złośliwości, ale nie wymierzoną w brata a raczej w tego osobnika, który myślał, że może oszukać lorda Burke. Wiele ryzykował, była ciekawa jak wiele to ryzyko go kosztowało.
-Doprawdy? - Zerknęła na niego z nieukrywanym zaskoczeniem. Była przekonana, że zacznie ją odwodzić od tego pomysłu. Była gotowa na obronę swojego pomysłu, a tu proszę brat nie mówił, że to nie odpowiednie dla damy. Rzeczywiście byli wśród członków rodu Burke, nie wyobrażała sobie, że inne kobiety miałyby taką możliwość i swobodę. Swobodę, której ostatnio żałował Edgar. Miała się z nim spotkać za parę dni i przedstawić wszystkie swoje plany, liczyła na jego przychylną opinię. Nie ważne w jak wielu sprawach zgadzał się z nią Charon to Edgar miał głos decydujący. Może trzeci syn wspomniałby o tym bratu? Choć ci dwaj tak podobni unikali siebie. A w takiej posiadłości nie było o to trudno. - Jesteśmy odpowiedzialni za ludzi, którzy żyją na ziemiach Durham, którzy liczą na nasza protekcję i opiekę w dobie kryzysu, a ten właśnie nadszedł. Nie moglibyśmy się tytułować lordami Durham gdybyśmy siedzieli tylko za kamiennymi murami.
Jeżeli ludzie mieli uwierzyć, że pomimo aktualnie panującej ciężkiej sytuacji, bogate rody muszą wyjść ze swoich pałaców i pochylić się nad tymi poszkodowanymi. Zakręciła parę młynków smyczkiem, a potem sięgnęła po skrzypce, trąciła strunę.
-Mam chyba utwór - uśmiechnęła się ciepło do brata, gdyż to była jego zasługa, że zaczęła szukać czegoś innego. Ułożyła skrzypce i pociągnęła smyczkiem, wydobywając melodię trochę niepokojącą w swoim wydźwięku, ale jednocześnie piękną, mającą w sobie świąteczny klimat, ale nie ten słodki i ckliwy. Przypominał bardziej zimny śnieg, parę świeczek w ciemności oraz odgłosy nocy zimą. Melodia pasowała do Durham, do jego mieszkańców. Dłoń poruszała się pewnie, a palce przeskakiwały po strunach, nabierała biegłości z każdym utworem jakiego się nauczyła. Nuta przeskoczyła szybciej, lekko zadziornie, a Prim ukłoniła się w stronę brata wyrażając swoją wdzięczność za tą chwilę rozmowy, możliwość pobycia z nim i nabrania perspektywy choć przecież nie powiedział wcale tak wiele.

| zt dla Prim



May god have mercy on my enemies
'cause I won't

Primrose Burke
Zawód : Badacz artefaktów, twórca talizmanów, B&B
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Problem wyjątków od reguł polega na ustaleniu granicy.
OPCM : 5
UROKI : 6
ALCHEMIA : 30
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 8
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica
Pokój muzyczny - Page 2 E331336106fb118b6485453aee90de3a
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8864-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8880-listy-do-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8879-primrose-burke https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t9143-skrytka-bankowa-nr-2090#276327 https://www.morsmordre.net/t8894-primrose-e-burke

Strona 2 z 3 Previous  1, 2, 3  Next

Pokój muzyczny
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach