Wydarzenia


Ekipa forum
Pokój muzyczny
AutorWiadomość
Pokój muzyczny [odnośnik]15.11.17 11:27
First topic message reminder :

Pokój muzyczny

Pokój muzyczny mieści się na piętrze, otwartym - sam jest wysoki wręcz na dwie kondygnacje. Na niższej znajdują się różnorakie instrumenty, centrum stanowi wiekowy fortepian należący do średniowiecznego przodka. Zakonserwowany został za pomocą magii, dzięki czemu ostał się po dziś dzień. Podłogą jest lite, jasne drewno; z ciemniejszego wykonano zmyślną boazerię wyłożoną na ścianach. Przy otwartych, dużych oknach postawiono stoliki wraz z wygodnymi krzesłami, idealnymi do zasłuchania się w recitalach starszych bądź młodszych członków rodu. Gdzieniegdzie stoją niewielkie stoliki, na których umieszczono wiekowe wazy albo rzeźby.
Wyższa kondygnacja stanowi przestronny, wygodny balkon, z którego również można zasłuchiwać się w wygrywanych melodiach - z góry.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Pokój muzyczny - Page 3 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Pokój muzyczny [odnośnik]12.06.21 14:00
[02.12]

Magiczny katar – dolegliwość tak powszechna dla czarodziejskiej społeczności, zdawała się niemal niegodna lady nestorowej. Jednak i ona nie mogła uciec od załzawionych oczu, poczerwieniałego nosa i uciążliwego kataru. Trzeba przyznać, że jeżeli ktokolwiek miał chorować z gracją i dostojnością godną szlacheckiej krwi to z pewnością była to Adeline. Ociężały nos nie powstrzymywał jej od noszenia głowy zadartej wysoko, kiedy wyłaniała się ze swoich komnat. Nie odebrał też jej ruchom wyuczonej elegancji.
Ku uldze Adeline dolegliwości powoli zaczynały ustępować na tyle, aby zmęczone ciało nie odmawiało posłuszeństwa przy dłuższym pobycie poza ciepłem pierzyny. Niemalże białe włosy opadały gładką taflą na szczupłe ramiona. Adeline sunęła w klasycznej, rodowej czerni korytarzami posiadłości, równie ponurymi co twarze mijanych krewnych. Paradoksalnie to właśnie w chłodnych murach Durham odnalazła bezpieczną przystań. Ilekroć na horyzoncie posępnie rysowały się kontury zamku, Adeline ciepło rozlewało się błogo na jej sercu. Patrząc wstecz często uśmiechała się z poczuciem ironii w sercu do dawnej siebie, tej która z ognistym gniewem w lodowatych oczach próbowała pokazać wszystkim, że nie wyjdzie za rycerza z ponurego zamku, odzianego w czerń mrukliwego syna Burke’ów. Teraz? Dostrzegała głupotę i irracjonalność swego płomiennego gniewu. Durham stało się jej domem, w momencie, kiedy stało się domem dla jej dzieci. Po dekadzie spędzonej w czerni będącej raczej rodową dumą niż żałobnym całunem, wiedziała, że nie znalazłaby bezpieczniejszego miejsca dla swoich dzieci. A może łudziła swe matczyne serce nadzieją? Przymykała oczy na tajemnicze wyprawy własnego męża i ich konsekwencje, które dotykały wszystkich. Sama myśl o tym sprawiała, że ból zaczynał pulsować w skroniach. Z trudem powstrzymała szczupłą dłoń przed próbą rozmasowania tego bólu.
Mimo bycia damą i żoną nestora, najpierw była matką. I to właśnie czas spędzony z dziećmi napełniał ją prawdziwą radością. Oriana, podobnie jak jej siostra, wyrastała na piękną lady, która już teraz napawała dumą swoich rodziców, nawet jeżeli tę dumę nie zawsze było widać w surowym spojrzeniu. Jednakże kochała swoje dzieci ponad wszystko. Gotowa była złożyć swoje życie w ofierze bez nawet mrugnięcia, gdyby od tego zależało dobro bliźniaczek bądź syna. Los bywał łaskawy i jeszcze nie zażądał od niej najwyższej ofiary.
Weszła do pokoju muzycznego, który był jednym z jej ulubionych miejsc w Durham. Być może dlatego, iż uwielbiała czuć chłód klawiszy pod palcami, chętnie dawała się porwać wygrywanym taktom, zaplątać się w nuty naniesione na pięciolinii. Nim zdążyła usiąść przy instrumencie za plecami usłyszała ponownie otwierające się drzwi i echo dziecięcych kroków. – Dzień dobry, kochanie– matczyna czułość zaklęta w jednym słowie i delikatnym uśmiechu, który uformował się na bladej twarzy.


Ostatnio zmieniony przez Adeline Burke dnia 13.06.21 13:00, w całości zmieniany 1 raz
Adeline Burke
Zawód : Arystokratka
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
part of her mystery
is how she is calm
in the storm and
anxious in the quiet
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7494-adeline-burke#206410 https://www.morsmordre.net/t7710-eunomia#213518 https://www.morsmordre.net/t7708-makowa-pani#213516 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle
Re: Pokój muzyczny [odnośnik]13.06.21 12:24
Posępne są dni, gdy dzieci trzyma się z dala od matki.
Postępowanie takie mogłoby wydawać się nieuzasadnionym okrucieństwem, zwłaszcza w przypadku, gdy żadne z dzieci Durham nie znajdowało się jeszcze w wieku, gdy można było pozostawić je bez rodzicielskiego nadzoru przez dłuższy czas. Bo cała trójka dzieci Adeline i Edgara tęskniła za możliwością zobaczenia jasnych, prawie białych pasm upiętych w misternej fryzurze, surowego, lodowego wręcz spojrzenia topiącego się na ich widok. Na całe szczęście, pomimo wyraźnej trudności, którą była konieczność izolacji, Oriana była tym dzieckiem lorda nestora i lady doyenne, które rozumiało chyba najwięcej ze swojego rodzeństwa, przy okazji będąc najbardziej narażonym na negatywne skutki kontaminacji.
O tyle, o ile Marius najbardziej narażony był na emocjonalne skutki rozdzielenia z racji swego wieku — chociaż Oriana słyszała kiedyś głosy, chyba w przelocie, bo stukot jej własnych butów przykrył słowa pomiędzy "Marius", "już duży" i "od matki"; a to wystarczyło, by odważnie wypełnić luki własną imaginacją, stwierdzić, że pomimo nieimponujących rozmiarów mały braciszek wychodził powoli z pojęcia mały — o tyle siostra Oriany mogła w spokoju zajmować się codziennymi obowiązkami bez asysty matki. Sama Ori niestety nie mogła cieszyć się tak szeroko zakrojoną wolnością. Każde zetknięcie z chorobą, nawet tak pospolitą jak magiczny katar, w połączeniu z pokręconą genetyką i momentami średnio działającymi płucami (jakże miałyby działać, gdy nagle przyjmowały rolę nerek?) spowodować mogło nagłe załamanie zdrowia.
Świadomość takiego stanu rzeczy wisiała nad głową dziewczynki od ponad roku. Z początku strach zamykał drzwi do jej własnej komnaty, zamazywał czarną farbą okna, by nie mogła widzieć, że świat na zewnątrz jest taki sam, że jej siostra, brat, kuzynostwo wciąż może robić rzeczy, które robiła i ona sama, a teraz zostały jej odebrane, opisane jako niebezpieczne i zamknięte na cztery spusty w jednej ze mocnych, starych skrzyń, w której składowało się rzeczy niepotrzebne, a z którymi ciężko było rozstać się na wieczność.
Teraz gdy podczas kolejnego wędrowania korytarzami zamku natknęła się na wyraźnie podekscytowanego Maczka, nie mogła nie spytać skrzata domowego o powód jego ekscytacji.
A Maczek, w manierze dla siebie właściwej, nie trzymał języka za zębami przesadnie długo.
Wiadomość, że matka opuściła wreszcie swe komnaty, napełniła serce dziewczynki taką dawką entuzjazmu, że wydawać się mogło nawet — przy odrobinie wyobraźni! — że cała osoba małej lady świecić zaczęła od ogromu radości. Dziewczynka zdolna była nawet przytulić domowego skrzata, w wyrazie przenajszczerszej wdzięczności, wyciągnęła już ręce, ale ostatni impuls rozsądku, dobrych manier i szlacheckiej etykiety zatrzymał ją w połowie gestu, przywrócił do oczekiwanego porządku. Obcasy bucików stuknęły o siebie, na twarzy zagościł wyraz podobny do tego, jak z sukcesów podwładnych cieszy się dowódca brygady. Skąd Oriana nabrała takich okołomilitarnych naleciałości? Tego nie wiedział nikt.
Gdy tylko skrzat oddalił się nieco, zdradzając wcześniej, że Adeline kierowała się bez cienia wątpliwości do pokoju muzycznego, tam też ruszyła Orianka.
Drzwi ustąpiły, choć ze zmęczonym jęknięciem, które bez większej trudności zdradziło dziecięcą obecność. Podobnie jak i kroki, których tym razem — dla odmiany — nie starała się wyciszać. Siedząca przy instrumencie matka wyglądała niemal tak jak zawsze. Nieodłączny obraz pokoju muzycznego, dopełniony, bo były w nim razem, rozlał niewielką dawkę ciepła po klatce piersiowej dziewczynki.
— Dzień dobry, mamusiu — sama zdziwiła się, jak bardzo słabo rozbrzmiał jej głosik. Chyba faktycznie tęskniła i to całkiem mocno, a świadomość tego stanu rzeczy uderzyła ją dopiero w chwili przywitania.
Podeszła bliżej, zatrzymując się po prawej stronie lady matki. Spojrzenie rzucone przez parę oczu koloru burzliwego nieba zadawało nieme pytanie: mogę?. Ręce gotowe do wyciągnięcia w przytulenie nie zostawiały miejsca na wątpliwości co do zamiarów małego maczka.


my daddy's got a wand
you better run

Oriana Burke
Zawód : lady Durham, córka nestora Burke
Wiek : 8 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
I'll clean my room. In exchange for your immortal soul.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t9450-oriana-burke https://www.morsmordre.net/t9472-listy-do-oriany-burke https://www.morsmordre.net/t9471-duszek-durham https://www.morsmordre.net/t9473-o-burke
Re: Pokój muzyczny [odnośnik]22.06.21 23:54
Nie wynaleziono jeszcze takiego urządzenia ni mugolskiego, ni czarodziejskiego, które byłoby w stanie zmierzyć bezmiar matczynej miłości. Nie było jednostki, w której można by określić jej wielkość czy nawet formy, w której można by ograniczyć jej krawędzie.
To uczucie bezmiaru miłości topiło lód w jasnych, niebieskich oczach, gdy spojrzenie odnajdowało dziecięcą twarz. Zdejmowało z twarzy maskę obojętności, pozbawiało fundamentalnego stoicyzmu, racjonalności osądu. Ledwie cień zagrożenia zamajaczy gdzieś na horyzoncie, a ostrzegawczy warkot budzi się w klatce piersiowej, niczym u wilczycy, broniącej swe młode. Cierpiała i radowała się razem z nimi, zupełnie jakby jej serce nierozerwalnie związane było z rozterkami trapiącymi jej dzieci. I nie musiały przybrać one werbalnej formy, wybrzmiewającej wśród chłodu rodowej posiadłości, wystarczyło jedno spojrzenie, by rozszyfrować troski zaklęte w napinających się rysach twarzy, cieniach emocji w dziecięcym spojrzeniu.
Matczyna miłość jest tworem niepojętym. Serce Adeline biło z równą mocą dla każdej z pociech. A jednocześnie dopasowywało swój rytm do wybijanego przez dziecięce serduszka dzieci. Tworzyło harmonijną całość, spajało różne melodie w jedną całość. W rodzinę. To malutka dłoń Mariusa zaciskająca się na jej dłoni, czy spokojny oddech Oriany wypełniły dla niej zimne mury Durham rodzinnym ciepłem. Kiedy ich serca się radowały, ona radowała się wraz z nimi. A gdy cierpienie pętało ich dusze i ciało, na wskroś przeszywający ją ból bezradności odbierał oddech. Diagnoza, która spadła na nich niespodziewanie niczym grom padający z jasnego niego, była najgorszym wyrokiem. Wypłakiwała oczy podczas bezsennych nocy spędzonych przy łóżku córki, zanosząc błagania do tych, którzy chcieli słuchać i gotowa wzrokiem pozbawić życia tych, którzy pragnęli odciągnąć ją od łóżka Oriany. Każda matka chce dla swej pociechy bezpieczeństwa, jednakże nic, nawet najsilniejsze zaklęcia ochronne nie były w stanie ochronić Oriany przed bólem spowodowanym chorobą. A ona mogła jedynie przy niej być, zapewniając, że w chwili słabości, gdy choroba niespodziewanie zaatakuje jej kruche ciało, znajdzie się w ramionach najbliższych.
Zatem ta wymuszona rozłąka była niczym ciernie, boleśnie oplatające klatkę piersiową, wbijające swe kolce w gładką powierzchnię skóry. Myśli nieustannie uciekały w stronę bladej twarzyczki otoczonej kaskadą ciemnych włosów.
Mogło się wydawać, że oczy lady doyenne zaskrzyły na widok córki. Subtelny uśmiech całkowicie zmienił oblicze jej twarzy, jak dotąd napiętej w surowym wyrazie. Chociaż Adeline znała wiele utworów, delikatny głosik, odbijający się echem od ścian pokoju muzycznego był najpiękniejszym z nich wszystkich. Tęsknota raz jeszcze zacisnęła swe podstępne palce na jej sercu, a przecież miała swą córkę na wyciągnięcie ramion. Bez skrępowania, bez najmniejszego zawahania zamknęła Orianę w matczynym uścisku. Pochyliła się nad nią delikatnie, jakby nawet teraz chciała się stać jej tarczą przed światem, nawet jeżeli niekoniecznie potrzebowała teraz ochrony. Wargami musnęła czubek jej głowy w opiekuńczym geście.
- Jak się czujesz? – odsunęła się nieco, aby lepiej móc przyjrzeć się bladej twarzy córki. Dłoń, której palce plątały się przed chwilą w pasmach włosów, teraz spoczęły na podbródku. Jakby z niepokoje szukała oznak zbliżającego się bądź minionego już niebezpieczeństwa. Albo cienia radości, która w minionych dniach mogła zatańczyć na kącikach ust Oriany. Nienaglące, ale wyczekujące spojrzenie powędrowało w stronę dziewczynki, jakby zapraszało ją do rozwiązania języka. Powiedzenia wszystkiego, czego nie mogła powiedzieć przez okres niedyspozycji Adeline. – Chciałabyś zaśpiewać? – zagadnęła, zerkając w stronę pianina. Uwielbiała słuchać jeszcze dziecięcego głosu Oriany.
Adeline Burke
Zawód : Arystokratka
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
part of her mystery
is how she is calm
in the storm and
anxious in the quiet
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7494-adeline-burke#206410 https://www.morsmordre.net/t7710-eunomia#213518 https://www.morsmordre.net/t7708-makowa-pani#213516 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle
Re: Pokój muzyczny [odnośnik]03.07.21 15:30
Prawdziwą radością w dziecięcym świecie było nagłe objawienie się matki po okresie zniknięcia. Ostatnimi czasy guwernantki Oriany zgodnie skupiały się na przekazywaniu jej nie tylko wiedzy, ale także kształtowaniu postaw, którymi mała lady Burke miała nasiąknąć, by wreszcie przyjąć za swoje. Lady doyenne stanowiła niedościgniony wzór elegancji, wypracowanych manier oraz tego, jaka powinna być matka, żona, kobieta.
Nic więc dziwnego, że stawiano ją Orianie za wzór. Może nawet chętniej niż Primrose, która bardziej wpisywała się w charakter panów Durham, będąc Burke'm z urodzenia, nie z małżeństwa. Jedna z guwernantek posłużyła się także bardzo podłym kłamstwem, sugerując małej Orianie, że im więcej postępów będzie robić, tym prędzej mama wyzdrowienie. Potraktowana tak okrutnym fortelem Oriana przez ostatnie tygodnie zachowywała się jak prawdziwy, mały aniołek. Skończyły się dni grania w klasy z duchem w sali balowej, przemykanie pomiędzy korytarzami razem z Maczkiem i straszenie wujka Craiga wyskakiwaniem zza kotary w saloniku. Chodziła powoli, z rękoma splecionymi za wyprostowanymi plecami, czekając tylko, czy jej wysiłek faktycznie w czymkolwiek pomoże.
Ile bowiem można było tłumić w sobie naturalną ciekawość świata? Przecież to niezdrowe!
Lecz wszystkie troski, które nachodziły Orianę ostatnimi czasy, uleciały hen, daleko, gdy tylko czułe ramiona matki objęły jej małe ciało. Dziewczynka wtuliła się mocniej, spragniona uwagi oraz dotyku, a nos mimowolnie zanurzył się w tafli jasnych, gładkich włosów. Och, jak bardzo lubiła je czesać i marzyć, że sama miała włosy jasne jak słoneczne promienie! Ale była dzieckiem Durham, córką swego ojca, choć geny Adeline nie chciały poddać się prosto.
Widać to było chociażby teraz. Gdy Oriana cofnęła się o krok, spoglądając na mamę z dziwnie dojrzałym spokojem, choć w ciemnoniebieskich oczach czaiły się iskierki radości tak intensywnej, że dostrzegalnej tylko w dziecięcych spojrzeniach.
— Bardzo dobrze, nie chorowałam — chyba ostatnią niedogodnością, która przydarzyła się małej lady, była niezapowiedziana wizyta w szklarni i lekkie oparzenie przez kontakt z parzącą rośliną. Dziś jasne dłonie nie nosiły żadnych śladów po pechowym zajściu, które zniknęło w odmętach ciszy jeszcze jednej tajemnicy, która związała ze sobą mieszkańców zamku. Ależ och, ile przygód Oriany ominęło lady Adeline! Mogłaby przecież spędzić cały dzień i pół nocy na opowiadaniu ich, ku zgrozie pani matki, ale wciąż miała w głowie upominawcze słowa opiekunek i nauczycielek, by nie przyczyniać się psotami do pogorszenia stanu zdrowia drogiej matki.
Nawet jeżeli całe zamieszanie wynikło tylko z powodu magicznego kataru.
— J—ja... — chwila zawahania odbiła się w głosie Oriany. Czy to wzruszenie ścisnęło dziecięce gardło, czy może nagła propozycja? Uwielbiała przecież śpiewać, zwłaszcza w duecie albo przy akompaniamencie pani matki. Pokój muzyczny ożywiał się, gdy współpracowały.
Matka i córka.
— Ale mamusiu, zaśpiewasz ze mną...? Bo ja bardzo lubię, jak mamusia śpiewa... Ale na pewno już wszystko z mamusią dobrze? — nagłe rozwiązanie języka było przecież tylko kwestią czasu. Każdy, kto znał Orianę, a zwłaszcza jej matka mogła się spodziewać, że prędzej czy później fala słowotoku nadejdzie. — Bo ja... ja tęskniłam za mamusią... I Ariana też. Nawet Marius tęsknił!


my daddy's got a wand
you better run

Oriana Burke
Zawód : lady Durham, córka nestora Burke
Wiek : 8 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
I'll clean my room. In exchange for your immortal soul.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t9450-oriana-burke https://www.morsmordre.net/t9472-listy-do-oriany-burke https://www.morsmordre.net/t9471-duszek-durham https://www.morsmordre.net/t9473-o-burke
Re: Pokój muzyczny [odnośnik]04.07.21 23:46
Matczyne serce radowało się niezmiernie, wychwytując każdy, nawet najmniejszy postęp zauważony u dziecka. Adeline wyłapywała nawet najmniejszą poprawę postawy, coraz swobodniejsze poruszanie się w sferze etykiety obowiązującej wśród czarodziejskiej arystokracji. Jednocześnie marzyła o tym, aby jaśniejąca w oczach Oriany ciekawość nigdy nie zbladła. Rzeczywistość bywała dla nich – kobiet – okrutna i społeczeństwo określało jasne granice, których nie mogły przekroczyć. Jednakże owe zasady – zdaniem samej lady doyenne – były błędnie interpretowane dla wygody niektórych lordów, którzy trwożyli się na myśl o silnych sylwetkach kobiecych, takich jak lady Morgana. Często sprowadzano je do salonowej ozdoby swego męża i niestety w wielu przypadkach taka była rzeczywistość. Adeline nie chciała pozwolić, aby nienaganne wychowanie, które starała się wpoić swoim córkom kolidowało z ich ciekawością świata i chłonnym umysłem. Noszenie nazwiska Burke było w tym przypadku bardziej błogosławieństwem niż przekleństwem, bowiem nie wyobrażała sobie, aby Edgar miał z pełną surowością odsunąć swe córki od wiedzy. I ona sama jako matka nie umiała zobrazować sobie przyszłości, w której byłaby odpowiedzialna za zgaszenia iskier ciekawości rozjaśniających ciemnoniebieskie oczy Oriany. Tym bardziej, że gdy spoglądała wtedy na twarz swej córki widziała siebie, zaczytaną w kolejne książki dyskretnie podsuwane przez swego starszego brata.
Być może w ten sposób chciała też przygotować Orianę na brutalną rzeczywistość, która prędzej czy później wyszarpnie ją z matczynych objęć, każe przywdziać inne barwy.
- Niezmiernie mnie to cieszy – odparła, a w jej głosie słychać było nieukrywaną zresztą przez Adeline ulgę. Bezradność, jaka ogarniała ją w chwilach ataku choroby wydawała się wyniszczająca, a jednocześnie była niczym w porównaniu do cierpienia przez jakie musiała przejść Oriana. Jak bardzo nie w smak było to Adeline, dzieci musiały mieć swoje tajemnice, skryte przed czujnym, rodzicielskim okiem, okraszone paktem milczenia. Ufała – być może naiwnie – iż w razie konieczności Oriana sama otworzy się przed nią wraz z sekretami, które zważywszy na wiek młodej lady nie mogły nieść wielkich konsekwencji.
Mimo iż rozłąka nie była długa to rozemocjonowanie, które towarzyszyło Orianie, odbijające się w jej głosie, w potoku słów, który zalał lady Adeline sprawił, że struna wzruszenia została szarpnięta nieco mocniej. Czyż największą nagrodą dla matki nie będzie widok szczerej tęsknoty nawet po tak krótkiej nieobecności w codzienności dziecka? Mimo perfekcjonizmu, którym starała się emanować, żyła w strachu, że na którymś etapie zawiedzie, nawet nie jako żona, nie jako dama, ale właśnie jako matka. Takie sytuacje dawały nadzieję na to, iż ścieżka, którą sobie obrała prowadziła ją w dobrym kierunku.
- Nie martw się skarbie, wszystko jest w porządku. I chętnie zaśpiewam z tobą. Zobaczmy co my tu mamy. Chyba, że masz ochotę na jakiś konkretny utwór? – zagadnęła, obracając się w stronę fortepianu. Niezmiernie cieszył ją fakt, że chociaż jedno z dzieci podzielało jej zamiłowanie do muzyki. Chociaż nigdy nie myślała o karierze w tym kierunku to gładkie klawisze pod palcami pozwalały jej się uspokoić. Nim jednak dłonie ułożyły się na klawiaturze, smukłe palce sięgnęły policzka Oriany. – Też za wami tęskniłam, nawet nie wiesz jak bardzo – odparła, po raz kolejny wsuwając między palce kosmyki jej włosów. – Z pewnością jednak nie nudziliście się przez ten czas, mam rację? – rzuciła nieco swobodniejszym tonem, a na jej twarz wkradł się dużo mniej powściągliwy uśmiech niż zazwyczaj.
Adeline Burke
Zawód : Arystokratka
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
part of her mystery
is how she is calm
in the storm and
anxious in the quiet
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7494-adeline-burke#206410 https://www.morsmordre.net/t7710-eunomia#213518 https://www.morsmordre.net/t7708-makowa-pani#213516 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle
Re: Pokój muzyczny [odnośnik]28.07.21 20:53
Trudno było Orianie myśleć o przyszłości. Perspektywa ośmiolatki była jednocześnie bardzo szeroka i paradoksalnie ograniczona. Nie do końca wiedziała nawet, jak bardzo uprzywilejowana w istocie była — oczywiście, świadomość ta była zakorzeniona gdzieś z tyłu jej głowy, lecz raczej miała ona swe źródło w słowach, które nakazywały jej pamiętać, że z przywilejami łączą się jeszcze obowiązki, które należało wykonywać jak najpilniej i najdokładniej. Prawdziwe dotknięcie materii przyszło dopiero przy okazji pojawienia się w Durham małej Lysandry; poznanie Małej Sroki stanowiło otwarcie wrót do świata, którego jeszcze nie miała okazji poznać. Nie dlatego, że jej tego broniono — po prostu nie był to jej świat. Nigdy nie miała należeć do obskurnych uliczek Nokturnu; może kiedyś przyjdzie jej spoglądać spokojnie na świat, ten mały ekosystem, którego repliki nie dało się odnaleźć nigdzie indziej, ale tylko zza okien B&B.
Teraz trwała w bezpiecznych murach rodowego zamku. Nie brakowało jej niczego, życzliwi jej czarodzieje (bo przecież nie tylko sama rodzina) dbali o jej dalszy rozwój, nie tylko podsuwając pod nos kolejne czynności, którymi mogłaby się zająć, ale także motywując do podejmowania własnych inicjatyw. Tak samo jak robiła to dzisiaj jej najukochańsza mama.
— Ale mamusi jeszcze nie opowiadałam, że poznałam przyjaciółkę — i tak oto, jakby dla spełnienia pokątnie rzucanych życzeń o podzieleniu się przez najstarszą z trójki pociech tym, na czym upłynęły jej dni od ostatniej rozmowy, którą mogły przeprowadzić same, tak zupełnie szczerze i od serca, mała Oriana rozwiązała worek z sekretami. Ojcu, z całą miłością do niego, nie odważyłaby chyba zwierzyć się w ten sam sposób. Zresztą, nikt nie oczekiwał od lorda nestora przejęcia życiem towarzyskim małych dziewczynek. Ale Adeline mogłaby sięgnąć nie tylko do pokładów miłości, które kryło w sobie serce matki, a jeszcze dalej. Do własnych wspomnień z czasów dziewczęcych, pierwszych znajomości wychodzących poza więzy krwi.
— Hmm — krótkie mruknięcie stanowiło tylko preludium do dalszych etapów zastanowienia. O tyle, o ile mama Oriany była utalentowana muzycznie, o tyle jej córka wdała się bardziej w naukowo—rekreacyjną część jej dziedzictwa, jak na nazwisko przystało. Dlatego też nie minęło dużo czasu, zanim — wciąż przytulona do matki — zerknęła na otwarty zapis nutowy, który ustawiony został na specjalnym podwyższeniu. — A to? Co to za pios... Utwór?
Nie była pewna, ale wydawało jej się, że zapis tekstu znajdujący się zaraz pod nutami sporządzony był po francusku. A Oriana bardzo prędko łapała nie tylko różne ciekawostki, ale także języki!
— Pani Allegra zajmuje nam sporo czasu, a jak nie mamy lekcji to... mamo, powiem Ci w sekrecie, ale obiecaj, że nie powiesz! Razem z wujkiem Xavierem hodujemy w szklarni różę, na prezent urodzinowy dla Ariany! — nawet ściszenie głosu do szeptu nie pozwoliło na całkowite zamaskowanie ekscytacji, która wypływała z jej ust wraz z każdym kolejnym słowem. Do tego stopnia, że Oriana przestąpiła niecierpliwie z nogi na nogę, ciekawa przede wszystkim reakcji mamy.


my daddy's got a wand
you better run

Oriana Burke
Zawód : lady Durham, córka nestora Burke
Wiek : 8 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
I'll clean my room. In exchange for your immortal soul.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t9450-oriana-burke https://www.morsmordre.net/t9472-listy-do-oriany-burke https://www.morsmordre.net/t9471-duszek-durham https://www.morsmordre.net/t9473-o-burke
Re: Pokój muzyczny [odnośnik]30.07.21 13:43
Czasem tęskniła za beztroską lat dziecięcych – szczególnie kiedy wkroczyła w trzecią dekadę swojego życia, z pewnego rodzaju nostalgią spoglądała w przeszłość, która nienaznaczona była zmartwieniami dorosłego życia. Dużo ważniejsze było spoglądanie w każdy zakątek Pallas Manor, spędzanie niezliczonej ilości godzin wśród sukienek i zajmowanie uwagi starszego brata. I buzia jej się nie zamykała! Czasem słowa opuszczały jej usta nim zdążyła zweryfikować ich sensowność. Tą samą gadatliwość widziała u Oriany, jednakże już od najmłodszych lat córka wykazywała się nieco większą roztropnością, jakby z nieco chłodniejszą głową podchodziła do prowadzonych rozmów. Zapewne powinna zawdzięczać to genom przekazywanym od pokoleń w rodzie Burke. Chociaż i przedstawiciele rodu Crouch posługiwali się chłodną kalkulacją podczas prowadzonych dyskusji, to jednak wdawali się w nie z największą ochotą, co czasem prowadziło do opłakanych skutków, odnotowanych na kartach historii.
- Nową przyjaciółkę? Gdzie się poznałyście? – zapytała ze szczerym zainteresowaniem, zapraszając córkę do dalszych zwierzeń. Nie sądziła, aby niewinne spotkanie nowej przyjaciółki miało przynieść skandaliczne wieści. Wierzyła, że osoby odpowiedzialne za bezpieczeństwo Oriany nie dopuściły, aby nieodpowiednie osoby znalazły się blisko jej córki, nawet jeżeli nie ujmowała rozsądkowi dziewczynki.
Adeline zdawała sobie sprawę, że Oriana z dużo większym entuzjazmem siadała do nauki run, odkrywała tajniki nauk, tak odległych od sfery zainteresowań swojej matki. Być może dlatego rozkoszowała się każdym momentem, w którym mogły wspólnie siąść w pokoju muzycznym.
- To? – palcem wskazała na tytuł utworu. – Jestem ciekawa czy pamiętasz – same słowa zapisane w języku francuskim, który cechował się nieco mylącą pisownią, mogły nie być wskazówką dla samej Oriany. Co mogło nią być to pierwsze dźwięki, wydobywające się z instrumentu, gdy palce Adeline przebiegły po klawiszach, a pierwsze słowa wydobyły się śpiewnie spomiędzy jej warg. Był to jeden z tych utworów, które często nuciła swoim dzieciom przy różnych okazjach, chociażby czesząc włosy dziewczynek.
- Twój sekret jest ze mną bezpieczny, skarbie. To bardzo wyjątkowy prezent, jestem pewna, że Ariana będzie zachwycona – odparła, odciągając na chwilę palce od klawiatury. – A ty co chciałabyś dostać na urodziny? – zagadnęła, zerkając w stronę Oriany.
Adeline Burke
Zawód : Arystokratka
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
part of her mystery
is how she is calm
in the storm and
anxious in the quiet
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7494-adeline-burke#206410 https://www.morsmordre.net/t7710-eunomia#213518 https://www.morsmordre.net/t7708-makowa-pani#213516 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle
Re: Pokój muzyczny [odnośnik]02.08.21 19:17
Trzecia dekada życia... Och, jak to przerażająco długi czas w oczach dziecka!
Mimo poczucia upływającego czasu — to zjawisko samo w sobie było dla Oriany relatywnie nowe, odczuwane po raz pierwszy zupełnie świadomie tegorocznej zimy, gdy jak na dłoni widać było zmiany zachodzące w świecie — Makowa Panienka wciąż nie potrafiła wskazać wyraźnie jego wpływu na obraz matki. W jej oczach była tak samo olśniewająco piękna, co rok, dwa, trzy, cztery, pięć lat wcześniej. Może spoglądając na siebie krytycznym okiem w lustrze lady Adeline odnajdywała niedoskonałości, lecz w sercu jej córki chyba już na zawsze pozostanie przejmująco delikatną, przepełnioną ciepłem kobietą, której zapach koił wszelkie nerwy, pozwalał odnaleźć spokój nawet w szarpiącym ciało bólu. Dlatego też tak niechętnie odsuwała się Oriana od matki, jakoś podświadomie pragnąc jej uwagi, ciepła i dotyku.
— Tutaj — głos Oriany odbił się od ścian pokoju muzycznego, zaś palec wskazujący prawej ręki skierował się ku podłodze. — Znaczy... W zamku. Przyjechała do nas ze swoją mamą, panią Vablatsky.
Dla niej samej niewinne spotkanie z Małą Sroką nie było niczym okropnie skandalicznym. Bardzo cieszyła się z możliwości poznania dziewczynki w podobnym wieku, która nie była jej kuzynką i mogła dzięki temu stanowić tak wyczekiwany element świeżości. Poza tym, pani Cassandra była osobą bardzo cenioną przez ród Burke, przede wszystkim przez swe zdolności, które nie raz przecież ratowały z opresji chorych członków rodu, w tym samą Orianę. Mama nie musiała jednak znać wszystkich szczegółów ich spotkania — pojawienia się zjawy kucharki, gry w klasy na lśniącej podłodze sali balowej, czy też tego, że wraz z Lysandrą pojawił się także czarny kot. A może wujek Craig już przekazał te wieści rodzicom i mama tylko czekała na rozsupłanie języka córki? Kto wie?
Początkowo skupiona na zapisie nutowym oraz tekście piosenki, nie mogła do końca rozszyfrować brzmienia wszystkich słów. Jednak wraz z akompaniamentem, tak ślicznie wybrzmiewającym dzięki wprawnym palcom matki, wnet przypomniała sobie główną melodię, a także rytm. Wtórowała matce, jednakże nieco niepewnie, dość cichutko, jakby wstydziła się swojego głosu i tego, że nie brzmi on nawet w połowie tak ślicznie, jak ten należący do jej mamy.
— Jest już całkiem duża, ale chcemy, by miała więcej czasu na wyhodowanie ślicznego kwiatu, wiesz? — przechyliła głowę w bok, a z samego jej tonu można było wywnioskować, że była naprawdę podekscytowana samą możliwością zrobienia czegoś prawie samodzielnie przy roślinie. Pytanie o prezent zatrzymało jednak tok jej myśli, a ona sama oparła się bokiem o instrument, zapadając się we własnych marzeniach.
Po chwili ciszy przeniosła skrzące spojrzenie ciemnoniebieskich oczu ku licu matki.
— Pieska. Wujek Xavier ma szczeniaczka i jest on bardzo miły... Ale mieć takiego na własność? To bardzo, bardzo wspaniała rzecz!


my daddy's got a wand
you better run

Oriana Burke
Zawód : lady Durham, córka nestora Burke
Wiek : 8 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
I'll clean my room. In exchange for your immortal soul.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t9450-oriana-burke https://www.morsmordre.net/t9472-listy-do-oriany-burke https://www.morsmordre.net/t9471-duszek-durham https://www.morsmordre.net/t9473-o-burke
Re: Pokój muzyczny [odnośnik]08.08.21 23:13
Lady Adeline, spoglądając w lustro dostrzegała coraz więcej uszczerbków na swojej urodzie, nawet jeżeli niezmiennie emanowała pewnością siebie. Już dawno opanowała sztukę gry pozorów i czasem nawet jej samej trudno było określić co było prawdą, a co jedynie doskonale wyuczonym mechanizmem. Czasem miała wrażenie, że jedynie przy dzieciach jej uśmiech był szczery, spojrzenie prawdziwie radosne, pozbawione chłodu. Na chwilę lodowe bryły topiły się pod dotykiem dziecięcej dłoni. Z wzruszeniem obserwowała, jak dorastają, jak coraz to większą samodzielnością poznają świat, coraz mniej zależne od matki, której miłość nakazywała bronić swoje pociechy przed każdym upadkiem i rozczarowaniem. A czas biegł nieubłaganie do przodu, co Adeline obserwowała z trwogą w sercu. Przecież to będzie niczym mrugnięcie powiek, kiedy Oriana i Ariana dostaną swoje listy i po raz pierwszy wsiądą do hogwarckiego ekspresu.
To nieoczekiwane spotkanie mogła przełknąć. Vablatsky przysłużyła rodzinie Burke i Adeline darzyła ją zaufaniem na tyle wielkim, że bez strachu oddawała zdrowie swoich dzieci w jej ręce. Zatem rewelacja na temat spotkania z młodą panienka Vablatsky wywołało jedynie delikatny uśmiech na matczynej twarzy. Nawet jeżeli wolała, aby jej córka obracała się w towarzystwie dzieci pochodzących z rodzin o podobnym statusie.
- Rozumiem, że się nie nudziłyście? – zainteresowała się, zerkając na dziewczynkę. Jej pytanie podyktowane było wyłącznie ciekawością, ponieważ wujek nie zdążył szepnąć jej słowa o przygodach dziewczynek. Z pewnością Adeline nie byłaby zadowolona i postawiłaby cały pałac na głowie, aby zapobiec podobnym sytuacjom w przyszłości. Nawet jeżeli w ostatecznym rozrachunku dziewczynkom nic się nie stało. Chociaż ciężko jest coś ukryć przed matką, czasem lepiej zostawić coś poza jej wiedzą.
Przez chwilę rozkoszowała się chwilą, wsłuchiwała się w dziecięcy, nieco drżący głos córki. Takie małe chwile potrafiły chwytać ją za serce. Lady Crouch miała rację, gdy szczotką gładziła jej włosy w przeddzień wesela. Nie musiała kochać swojego męża, ale dzieci, które jej da. I to była prawda – Oriana, Ariana i Marius byli wszystkim co miała.
- Jestem przekonana, że róża urośnie piękna. Cudowny pomysł, to miło ze strony wujka, że pomaga ci w przygotowaniu niespodzianki dla Ariany – odparła. Cieszyła się, że między bliźniaczkami narodziła się ta wyjątkowa więź, która nie zawsze tworzyła się między rodzeństwem. Jednocześnie nie odsuwając przy tym najmłodszego z nich.
- Bardzo ważna. Takiego pieska trzeba pilnować i o niego dbać, prawie tak jak ja i tata dbamy o was.
Adeline Burke
Zawód : Arystokratka
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
part of her mystery
is how she is calm
in the storm and
anxious in the quiet
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7494-adeline-burke#206410 https://www.morsmordre.net/t7710-eunomia#213518 https://www.morsmordre.net/t7708-makowa-pani#213516 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle
Re: Pokój muzyczny [odnośnik]05.09.21 18:11
Ostatnimi czasy Oriana zdecydowanie zbyt często pragnęła zostać dorosłą. Ale nie była przekonana do tego, czy gdyby pozbawić jej opieki i miłości, którą rozciągali nad nią wszyscy krewni, w szczególności zaś najukochańsza mama oraz pan ojciec, dałaby sobie radę. Często przed snem zastanawiała się, jak to jest w Hogwarcie. W niezbyt dalekiej, ale jednak Szkocji, bez możliwości zwrócenia się do mamy, która pomimo obowiązków damy zawsze potrafiła znaleźć czas, by wysłuchać trosk swych pociech. W trakcie takich rozmyślań Oriana zdawała sobie sprawę, że może dożycie tak poważnego wieku jak lat 11 było naprawdę ekscytujące — otrzymanie pierwszej różdżki, wejście z podniesioną głową w świat, który przecież stworzony był i rządzony przez takich jak ona i jej rodzina — lecz wiązał się z pewnymi wyrzeczeniami. Dziś nie była na nie gotowa.
Za trzy lata sytuacja może zmienić się diametralnie.
— Tak! Lysandra to bardzo miła dziewczynka. Jej rodzice bardzo dobrze ją wychowali, mamusiu. Mogłaby przyjeżdżać do nas częściej? Proooszę — dłonie dziewczynki klasnęły, gdy ich wewnętrzne strony zetknęły się z sobą. Palce prędko splotły się w koszyczek, a ręce uniosły na wysokość ust, z których wypływała ów gorąca prośba. — Obiecuję, że będę naprawdę bardzo grzeczna! A w święta zjem wszystkie warzywa i ani jednej czekoladki!
Żeby składać takie obietnice, Orianie musiało naprawdę poważnie zależeć na możliwości kolejnych spotkań z Małą Sroką. Adeline pewnie wolałaby dla swej najstarszej córki towarzystwo jakiejś poukładanej małej lady, najlepiej z zaprzyjaźnionego rodu, lecz wśród rówieśników Oriany trudno było doczekać się jakiejś dziewczynki. W roku 1949 znacznie częściej rodzili się chłopcy. Z jednej strony dobrze — gdy nadejdzie odpowiedni czas, prościej będzie dopasować któregoś z nich do obu panienek Burke, z drugiej jednak myśli o zaręczynach i zamążpójściu Oriany nie powinny nawet rodzić się w głowach jej opiekunów!
— Jakbym miała takiego pieska, to bym go bardzo kochała. I dawała smaczne kąski do jedzenia, uczyła komend i jeszcze chciałabym, żeby mógł mnie bronić, jak będziemy gdzieś spacerować, na przykład po makowych polach... — jak pięknie byłoby mieć takiego towarzysza... Oczywiście, że zawsze na pierwszym miejscu byłaby rodzina. Mama, tata, Oriana i Marius, ale pies to przecież także przyjaciel, czyż nie?

| z/t x2[bylobrzydkobedzieladnie]


my daddy's got a wand
you better run

Oriana Burke
Zawód : lady Durham, córka nestora Burke
Wiek : 8 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
I'll clean my room. In exchange for your immortal soul.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t9450-oriana-burke https://www.morsmordre.net/t9472-listy-do-oriany-burke https://www.morsmordre.net/t9471-duszek-durham https://www.morsmordre.net/t9473-o-burke
Re: Pokój muzyczny [odnośnik]02.05.22 13:46
|07.04.1958

Bardzo chciała rozmówić się z Rigelem i wyjaśnić mu parę spraw oraz zrozumieć co nim kierowało w trakcie ceremonii w Londynie. Nie wydawał się być w pełni sobą, a może to był jej złudzenie, błędne wnioskowanie zaburzone całym zamieszaniem.
Broniła przyjaciela przed Mathieu, starała się lordowi Rosier wytłumaczyć kim jest dla niej Rigel i dlaczego tak postąpił a nie inaczej. Mathieu zaś zdecydował się ją zaskoczyć i wyznać wiele i równie wiele niedopowiedzieć. Wciąż miała mętlik w głowie, do tego Edgar nie tak dawno pytał o Mathieu, a ona sama przecież postawiła mu warunek i oczekiwała jego spełnienia.
W takich chwilach szukała ukojenia na grzbiecie konia w siodle lub w sali muzycznej. Dzisiaj wybrała skrzypce, które teraz trzymała i oddawała się ćwiczeniom wybierając kolejny utwór do nauki. Melodia należała do tych spokojnych z lekką nutą niedomówienia i grozy. Nuty unosiły się w powietrzu przejmując dosłownie każdy kawałek pomieszczenia, osadzając się na meblach, zasłonach i innych instrumentach znajdujących się w środku.
Poprosiła Maczka, że jak tylko lord Black się zjawi ma go zaprowadzić właśnie do niej, a następnie podać herbatę.
Straciła poczucie czasu, jak zawsze gdy w pełni oddawała się swoim pasjom, a te porywały całe jej serce i duszę. Lady Burke nigdy niczego nie robiła dokładnie i na pół gwizdka. Jej ambicja i zapalczywy umysł nie mogłyby sobie na to pozwolić. Zawsze dążyła do perfekcji, przynajmniej w tych dziedzinach, w których wiedziała, że mogła ją osiągnąć.
Wydarzenia w Przytułku mocno ją zmęczyły i nadwyrężyły siły. Nie spodziewała się, że będzie świadkiem czegoś takiego, ale przecież miała świadomość jak wygląda wojna. Doświadczyła tego jeszcze zimowa porą kiedy czkawka rzucała nią po całym kraju niczym szmacianą lalką. Nie podda się lękom, nie podda się obawom serca, nie pozwoli aby strach ją powstrzymał przed czymkolwiek. Świat stał otworem przed nią, był brutalny dla kobiet, był wobec nich bardzo okrutny, wyśmiewając to, że stawały się idealnym obrazem męskich snów. Musiały przestać spełniać ich oczekiwania, a zacząć realizować własne cele.
Drzwi do pomieszczenia zostały otwarte i Primrose przerwała grę.
-Rigel - Uśmiechnęła się na widok przyjaciela odkładając skrzypce na bo. -Dziękuję Maczku - Powiedziała jak za skrzatem przyleciała taca z herbatką i ciasteczkami, która zaraz znalazła się na małym stoliczku. -To będzie wszystko.
Skrzat ukłonił się po czym opuścił pomieszczenie. Prim szybkim ruchem różdżki sprawiła, że herbata została rozlana do filiżanek. -Jak się czujesz? - Zapytała przyjaciela nie chcą od razu wyskoczyć z pytaniem co nim kierowało w Londynie, choć to bardzo cisnęło się jej na język.



May god have mercy on my enemies
'cause I won't

Primrose Burke
Zawód : Badacz artefaktów, twórca talizmanów, B&B
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Problem wyjątków od reguł polega na ustaleniu granicy.
OPCM : 4 +1
UROKI : 1
ALCHEMIA : 28 +5
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 6 +2
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica
Pokój muzyczny - Page 3 E331336106fb118b6485453aee90de3a
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8864-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8880-listy-do-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8879-primrose-burke https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t9143-skrytka-bankowa-nr-2090#276327 https://www.morsmordre.net/t8894-primrose-e-burke
Re: Pokój muzyczny [odnośnik]10.05.22 23:22
-Wyśmienicie - skłamał gładko w odpowiedzi na pytanie przyjaciółki, po czym rozsiadł się wygodnie przy małym stoliku. Niestety, jego wygląd świadczył zupełnie o czymś innym - lord Black był bledszy, niż kiedy Primrose widział go po raz ostatni, a pod powiekami odznaczały się wyraziste cienie, zupełnie jakby mężczyzna od tygodnia prawie nie spał.
-A ty? - odruchowo sięgnął po filiżankę, obejmując ją dłońmi w sposób, jakby próbował rozgrzać zziębnięte dłonie. - Przepięknie grałaś. Naprawdę masz do tego talent.
Już, kiedy otrzymał list od Primrose, przeczuwał, że ich rozmowa może być trudna, a dźwięk skrzypiec, który przywitał go, kiedy tylko przekroczył progi gniazda rodu Burke, tylko bardziej go w tym utwierdziły. Jak dobrze, że przed wyprawą do Durham spędził przyjemne parę chwil sam na sam z fifką, wypełnioną diablim zielem. Dym odprężył zmęczone i spięte ciało, pozwalając również umysłowi pogrążyć się w błogą lekkość - po takiej terapii Rigel mógłby nawet, prawdopodobnie, przeprowadzić na spokojnie rozmowę z własnym ojcem.
Żeby uniknąć pytań ze strony rodziny oraz przyjaciółki, specyficzny zapach, od którego tak trudno było się uwolnić, na wszelki wypadek zamaskował ciężkimi perfumami, które to mężczyzna zwykł nosić wieczorami albo na specjalne okazje.
Był żałosny. Słaby i kruchy, jak zeschnięta roślina, którą wystarczyło dotknąć, aby rozsypała się w pył. Dokładnie zdawał sobie z tego sprawę, w chwilach przebłysków między kolejnymi używkami i pracą, która również dla młodego lorda była jak narkotyk. Szkoda tylko, że stanowczo zbyt słabym.
-Zakładam, że chciałabyś porozmawiać o ostatniej Ceremonii, tak? - przekrzywił głowę, wpatrując się w kobietę lekko zamglonym wzrokiem.
Rigel wolał nie czekać ani chwili dłużej i przejść od razu do meritum. Był w końcu w domu Burkeów, a ci nie bawili się podchody ze swoimi rozmówcami.
A jak trafisz między wrony...
Czarodziej pragnął również zrozumieć swoją przyjaciółkę, jej myśli i uczucia. Dlaczego nadal nie wykreśliła z życia kogoś… takiego? Kogoś, kto dawał nadzieje, był blisko, a później ją odrzucił… Jak można po tym wszystkim - po tym bólu, jaki wyrządził, chcieć wciąż być blisko?
Zdajesz sobie sprawę, że robisz to samo, Black?
Słysząc w myślach własne słowa, uśmiechnął się kącikami ust, jednak w uśmiechu tym nie było ani grama radości.
W jego przypadku to już na zawsze pozostanie w sferze niespełnionych marzeń.

|zużywam 1 działkę diablego ziela


The truth may be out there
But the lies are inside your head.

Rigel Black
Zawód : Stażysta w Departamencie Tajemnic, naukowiec
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
We are all roamers of vast spaces and travellers in many ages.
OPCM : 0
UROKI : 16 +2
ALCHEMIA : 13 +5
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0 +1
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Wilkołak

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8887-rigel-black https://www.morsmordre.net/t9011-apt#270971 https://www.morsmordre.net/t9014-skeletons-in-my-closet#271101 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t9012-skrytka-bankowa-nr-2091#270977 https://www.morsmordre.net/t9026-rigel-a-black#271647
Re: Pokój muzyczny [odnośnik]13.05.22 11:02
Inni mogli ją okłamać, wmawiać rzeczy i istniało spore prawdopodobieństwo, że nie wprawna w tej sztuce lady Burke dałaby się nabrać. Nie przy Rigelu. Zbyt dobrze go znała aby nie wyczuć fałszu, nie w głosie, bo kłamanie miał świetnie opanowane, ale w wyglądzie. Był bardziej blady, oczy podkrążone i niebezpiecznie rozszerzone. Cała jego postawa wskazywała na to, że z czymś się zmaga i walczy.
Miała nadzieję, że nie dusi go sprawa, o której już rozmawiali. W głębi siebie czuła, że nadal to gryzie przyjaciela. Odłożyła skrzypce do futerału.
-Dziękuję. Pozwalają mi zebrać myśli. - Sama nie sądziła, że tak odda się muzyce, że odnajdzie w niej pasję i ucieczkę gdy potrzebowała chwili wytchnienia. Jak ona się czuła i miała? Dobrze, choć wiele spraw zaprzątało jej głowę. Z pełną pasją oddawała się swojej pracy w pracowni jak również na rzecz Durham czy Rycerzy Walpurgii. Miała cel i misję przed sobą, wielkie ambicje, o które mogła się z łatwością rozbić niczym statek o wystające skały z morskiej tafli, ale mimo to uparcie parła na przód. Nie zniechęcała się przeciwnościami, westchnieniami czy kręceniem głową rodziny oraz towarzystwa. Patrzyła szerzej i dalej, poza horyzonty własnego postrzegania. Zdawała sobie sprawę, że obrała ciężką drogę, ale nie miała zamiaru z niej zbaczać.
Miała pełną świadomość, że Rigel ze skałami zderzył się już dawno temu. I cierpiał, co do tego nie miała wątpliwości.
Zasiadła w fotelu również sięgając po filiżankę.
-Nie myślisz się. - Kiwnęła głową uśmiechając się pod nosem z bezpośredniości przyjaciela.-Jednocześnie chcę się z tobą podzielić pewnymi informacjami, bo jesteś mi bardzo bliski.
Mógł ją urazić, zachowanie na ceremonii było zadziwiające, ale nadal pozostawał jej bliskim przyjacielem i nie chciała aby panowała między nimi niezgoda. -Co ciebie napadło aby w taki sposób się zachować? - Zapytała, bo przecież Rigel nie należał do porywczych osób, które rzucają się na innych z pięściami, a tego wieczora ewidentnie drażnił i zaczepiał lorda Rosiera. -Nie było to rozważane w takiej chwili.
Była ciekawa co kierowało przyjacielem, poza zwyczajną i zrozumiałą troską dla jej osoby. W końcu wyznała mu, że Mathieu prawie złamał jej serce, że łączyła z nim nadzieje, które pękły jak bańka mydlana i ledwo parę dni temu zostały stworzone na nowo, i to przez samego lorda Rosier. Nim jednak wyzna to przyjacielowi i wprawi go w prawdziwe osłupienie chciała poznać podłoże całego zachowania i skąd taka agresja u Blacka.
Nie znała go z tej strony. To zwykle on musiał panować nad zapędami zbuntowanej Prim w czasach szkolnych nim dorastanie wśród murów Durham, zetknięcie się z socjetą nie stłumiło tego ognia jaki się w niej tlił.



May god have mercy on my enemies
'cause I won't

Primrose Burke
Zawód : Badacz artefaktów, twórca talizmanów, B&B
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Problem wyjątków od reguł polega na ustaleniu granicy.
OPCM : 4 +1
UROKI : 1
ALCHEMIA : 28 +5
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 6 +2
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica
Pokój muzyczny - Page 3 E331336106fb118b6485453aee90de3a
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8864-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8880-listy-do-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8879-primrose-burke https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t9143-skrytka-bankowa-nr-2090#276327 https://www.morsmordre.net/t8894-primrose-e-burke
Re: Pokój muzyczny [odnośnik]27.07.22 20:19
Rigel zawsze uciekał od emocji i myśli, z którymi sobie nie radził, w naukę. Uspokajał go zapach pergaminu, zakurzonych książek z obszernej rodzinnej biblioteki, ciche bulgotanie eliksiru w kociołku. Teraz też próbował tej sztuczki, spędzając długie godziny, studiując opasłe alchemiczne tomy i mapy nocnego nieba, by po raz kolejny podejść do przygotowania eliksiru żywej śmierci - czegoś, co byłoby ratunkiem i lekarstwem na koszmary oraz ataki paniki, które zaczęły go prześladować. Czegoś, co również pomogłoby mu jeszcze bardziej rozwinąć się w sztuce alchemika. Lecz tego było stanowczo za mało i coś, co sprawiało mu tyle radości, przestało przynosić mu upragnione szczęście. Robił to tylko po to, by awansować w pracy. Spełnić swoje marzenie. Może, kiedy wreszcie przekroczy progi Departamentu Tajemnic jako niewymowny, to ból, który czuł od tygodnia, wyżerający jego duszę i umysł, niczym trująca substancja, odejdzie w niepamięć?
Do tego czasu jednak musiał sięgać po pomoc. Taką w postaci spalanych liści i gryzącego dymu, zmieniającego jego spięte ciało w powolne, miękkie i plastyczne, niczym wilgotna glina.
-Primrose, ja… - zaczął i westchnął ciężko. - Martwię się o ciebie. O to, co tamten mężczyzna robi z tobą. Przecież pamiętam, co mówiłaś wtedy… podczas naszego spotkania przy opium. Chciałem usłyszeć prawdę z jego ust. Przy świadkach, żeby nie był w stanie się wywinąć.
Wolał nie wspominać o tym, że magia, pochodząca wprost od smoków pozwoliła mu na chwile uwolnić się od strachu, skutecznie zaszczepionego mu przez najbliższą rodzinę.
-Nie ufam mu. Nie po tym, jak bawił się twoim sercem. Ci wszyscy Rosierowie są tacy sami. - skrzywił się. Nie była to jedynie kwestia wielowiekowego konfliktu między ich rodami. Pamiętał, jak Evandra jeszcze w szkole wzdychała do Tristana, który okazał się wywyższającym się dupkiem. A Mathieu… Ten w oczach Blacka był paskudnym kobieciarzem. To bawi się uczuciami Calypso, to zwodzi lady Burke.
-Prim, przecież wiesz, że chcę dla ciebie wszystkiego, co najlepsze. - na chwilę jego wzrok stał się bardziej trzeźwy, a ton jego głosu zabrzmiał śmiertelnie poważnie. - Nie pozwolę mu ponownie cię zranić.
Kobieta była dla niego jak siostra, był dla niej gotów przenosić góry, jeśli tylko by go o to poprosiła.
-Powiedz… Ty nadal coś do niego czujesz, prawda?


The truth may be out there
But the lies are inside your head.

Rigel Black
Zawód : Stażysta w Departamencie Tajemnic, naukowiec
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
We are all roamers of vast spaces and travellers in many ages.
OPCM : 0
UROKI : 16 +2
ALCHEMIA : 13 +5
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0 +1
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Wilkołak

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8887-rigel-black https://www.morsmordre.net/t9011-apt#270971 https://www.morsmordre.net/t9014-skeletons-in-my-closet#271101 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t9012-skrytka-bankowa-nr-2091#270977 https://www.morsmordre.net/t9026-rigel-a-black#271647
Re: Pokój muzyczny [odnośnik]29.07.22 22:40
Stała cierpliwa i niezwykle wyrozumiała, niczym posąg, który znosi każde słowa i cierpienie. Charakter i chłodne wychowanie w Durham wychodziło z tej młodej czarownicy coraz częściej. Kiedyś porywcza i pełna pasji, teraz chowała emocje za fasadą delikatnego uśmiechu i wyćwiczonych gestów, a rzeczoną pasję przelewała w pracę, której poświęcała się z pełnym zaangażowaniem. Odłożyła skrzypce do futerału i skupiła się w pełni na przyjacielu, który zdawał się nadal walczyć ze swoimi demonami. Jednoczeście chciał być blisko nich - jej i Evandry, tak jak kiedyś w szkole, gdy nie znali okrucieństwa rzeczywistości, ta bowiem zamykała się w murach Hogwartu.
Podeszła powoli do czarodzieja i ujęła jego dłonie w swoje drobne, wręcz małe.
-Wiem. - Uśmiechnęła się do niego ciepło, a szarozielone oczy wyrażały siostrzaną miłość jaką czuła do Rigela. On zaś mówił dalej i to słowa, które rozdzierały serce lady Burke i sprawiały, że zaczęła się rozczulać. W spojrzeniu mężczyzny, w jego postawie i głosie widziała całą troskę i chęć pomocy. -Och, Rigelu. - Powiedziała cicho i objęła przyjaciela mocno. Nie zważała na to, że ktoś mógłby ten gest opacznie zrozumieć i wykorzystać przeciwko niej. Znajdowali się w bezpiecznych murach Durham, gdzie mogli swobodnie rozmawiać, a ona wiedziała, że nawet jeżeli ściany miały oczy i uszy w postaci przodków na obrazach to ci taktownie odwracają wzrok pochrząkując jedynie cicho. -Powiedział, że chce abym została jego żoną. - Odpowiedziała po chwili kiedy pytanie lorda Black zawisło w powietrzu domagając się w nieznośnej ciszy odpowiedzi. Nie mogła przed przyjacielem ukrywać informacji, musiała być z nim szczera, nawet jeżeli miało mu to zadać ból. -Tak… nadal coś do niego czuję. - Kiwnęła nieznacznie głową i odsunęła się od Rigela na wyciągnięcie ramion. W oczach czaiła się zdradziecka łza. -Oznajmiłam, że potrzebuję oprócz słów też czynów. Nim nie rozmówi się z Edgarem i Tristanem nie będę mieć dowodów na to, że się mną nie bawi.
Skradł jej wtedy pocałunki, a ona mu na to pozwoliła podążając za pragnieniem serca, nie zaś rozumu. Pozwoliła by emocje znów przemówiły, by nią zawładnęły tak jak wtedy w czasach szkolnych. -Sytuacja z Aresem Carrow wiele mnie nauczyła, ale… pragnę wierzyć, że można w małżeństwie zaznać odrobiny szczęścia. I jeżeli takowe może mi być dane, to po nie sięgnę.



May god have mercy on my enemies
'cause I won't

Primrose Burke
Zawód : Badacz artefaktów, twórca talizmanów, B&B
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Problem wyjątków od reguł polega na ustaleniu granicy.
OPCM : 4 +1
UROKI : 1
ALCHEMIA : 28 +5
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 6 +2
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica
Pokój muzyczny - Page 3 E331336106fb118b6485453aee90de3a
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8864-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8880-listy-do-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8879-primrose-burke https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t9143-skrytka-bankowa-nr-2090#276327 https://www.morsmordre.net/t8894-primrose-e-burke

Strona 3 z 4 Previous  1, 2, 3, 4  Next

Pokój muzyczny
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach