Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Oranżeria
AutorWiadomość
Oranżeria [odnośnik]15.11.17 11:28
First topic message reminder :

Oranżeria

Ogromna oranżeria jest osobnym, szklanym budynkiem znajdującym się po lewej stronie zamku. Jest niezwykle wysoka, wykonana z grubego, wzmacnianego magią szkła, rama zaś stworzona została z ciemnego metalu. W środku dodano kamienne elementy, zwłaszcza filary, podłogę oraz ławki. Oprócz najróżniejszych roślin, w tym tych najbardziej egzotycznych, oranżeria mieści również niewielkie oczko wodne, kilka fontann oraz wspaniałych rzeźb. Bez względu na porę roku we wnętrzu budynku zawsze jest ciepło, powietrze zaś wilgotne, stanowiąc w ten sposób idealne warunki dla roślinności.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Oranżeria - Page 2 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Oranżeria [odnośnik]01.06.19 23:52
- Nic tylko pozazdrościć takiego ptaszyska, gdy wysyłasz ważniejsze listy – rzucił mimowolnie, bo czasami powierzając sowie istotniejsze listy, do których nikt niepowołany nie powinien mieć wglądu, odczuwał pewną obawę. Niektóre rzeczy, które robił na boku korzystając ze znajomości i możliwości, gdyby wyszły na jaw, najpewniej narobiłyby nie tylko jemu poważnych kłopotów. Lojalność u ludzi była przereklamowana, a każdy, kto na nią liczył, był głupcem. To był fakt, który był jedną z podstawowych zasad dla Hesperosa. Czasami jednak trzymał się tego zbyt skrajnie.
- Jeśli mam być szczery, to najwyraźniej tak, potrzeba sprawy życia i śmierci, bo wyjątkowo nie po drodze nam, aby się spotkać bez konkretnego powodu – przyznał z wyraźnym niezadowoleniem. Zerknął na służkę, gdy na stoliku stanęła karafka z trunkiem, co do którego nie miał wątpliwości. Każde ich spotkanie zaczynało się od jednego alkoholu, by później nieco stracić na szlachetności, im dziwniejsze tematy poruszali. Dziś jednak nie wiedział, czy na to liczyć.- Nad czym ubolewam dość mocno – dodał, bo nie było co ukrywać, że lżejsze spotkania, były przyjemną odskocznią i pozwalały przestać myśleć strategicznie, a jedynie wymieniać zdania oraz czasami pewne poglądy.
Odrobinę rozbawiło go to, że Craig określił siebie jako ulubionego kuzyna, ale bez wątpienia zasługiwał na ten… tytuł. Z nikim z rodziny, Hes nie złapał takiego kontaktu.
Słysząc co przywołał Burke, nie dał rady powstrzymać uśmiechu, który uniósł kąciki jego ust. Zdecydowanie zakres dziwnych, głupich i niepoprawnych tematów, które dawniej poruszali, był ogromny. Było to co prawda dawno, ale Crouch nadal potrafił przypomnieć sobie co niektóre rozmowy, bo pozostawały w pamięci.
- Było to zdecydowanie zbyt dawno, chociaż chyba rozmowy o skrzatach, obecnie nie byłyby już tak porywające – stwierdził, lecz jawnie nie wykluczał pogadanki na temat szlachcianek. Może i był jeszcze dwa lata temu mężem, a teraz wdowcem, ale ani jeden, ani drugi stan nie zrobił z niego ślepca. Co prawda wątpił, aby dziś przyszło im właśnie o tym mówić. Zdecydowanie bardziej stawiał na politykę, która musiała wyjść prędzej czy później, same wydarzenia w Stonehenge, wymuszały poruszanie tej kwestii. Zwłaszcza że nie mieli okazji porozmawiać świeżo po tym, a do tego dochodziło jeszcze opowiedzenie się Hesperosa po stronie konfliktu. Zdecydowanie mieli, o czym mówić, chociaż źle poprowadzona wymiana zdań, mogła szybko sprawić, że przyjacielskie spotkanie okaże się zakończyć mało pozytywnie. Uścisk dłoni, jak zawsze u obu był pewny i mocny. Chociaż w tym przypadku były jedynie oznaką szacunku oraz póki co nie wygasłych, pozytywnych relacji. W każdej innej sytuacji nawet drobne gesty mogły zmienić wiele i uświadomić, jakie jest nastawienie obu stron.
Oranżeria była doprawdy przyjemnym miejscem, niepasującym do reszty posiadłości rodu. Jednak pogoda i zachmurzone wiecznie niebo, jakby próbowały przezwyciężyć tę miłą otoczkę i dopasowywały się do Durham. Spoglądając przez chwilę na otoczenie, a później na niebo, miał wrażenie, że to jakoś się wyklucza i nie pasuje do siebie zbyt wyraźnie. Tutaj można było czuć się dobrze, a tam na zewnątrz, znów wpadało się w posępny świat.
Hesperos Crouch
Zawód : znawca prawa międzynarodowego, tłumacz
Wiek : 38 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
Jeśli twoje marzenia zaczynają się nagle spełniać, strzeż się.
Bo wkrótce czeka cię bolesne rozczarowanie.
OPCM : 10
UROKI : 8
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 3
CZARNA MAGIA : 14
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7293-hesperos-crouch https://www.morsmordre.net/t7328-talassa https://www.morsmordre.net/t7331-hes-crouch https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t7401-skrytka-bankowa-nr-1781 https://www.morsmordre.net/t7375-hesperos-crouch
Re: Oranżeria [odnośnik]16.06.19 22:10
Pomimo podziwu oraz sympatii, jaką Burke darzył swoją sowę, wciąż istniały oczywiście sposoby na to, aby odebrać jej list, dlatego też Craig nie powierzał Blanche nigdy wiadomości najwyższej wagi - i tak i tak mogłyby wpaść w niepowołane ręce, nieważne jak zażarcie biały ptak chroniłby przesyłki. Nie potrafił w końcu władać magią - nie ochroniłby się przed nawet najsłabszym petryficusem. Ponadto od pewnego czasu spoglądał na Blanche nieco bardziej podejrzliwie - głównie dlatego, że nie tak dawno dowiedział się, że w jego bliskim otoczeniu jest ktoś, dla kogo ptasie trele nie miały tajemnic. Skłamałby, gdyby powiedział, że nie miewał posępnych, nieco podejrzliwych myśli o tym, co też Blanche mogła zdradzić Zachary'emu. Jednakże ufał im obojgu - sam nie tak dawno wprowadził przecież lorda Shafiq w szeregi rycerzy.
- Eh, wybacz, jest w tym część mojej winy - właściwie było to karygodne, że znaleźli dla siebie czas dopiero dziś. Craig częściej miał okazję spotkać się już nawet z Amadeusem, a przecież to z młodszym z Crouchów Burke posiadał cieplejsze stosunki. Ze starszym łączyła go co prawda posługa Czarnemu Panu, mimo to właśnie Hesperos był bliższy sercu Craiga. Tym ważniejsza była więc ta wizyta, kiedy obaj mogli przekonać się o tym, że łącząca ich niegdyś więź nie została rozerwana. Oraz czy obaj wciąż zgadzają się co do kierunku, w którym zmierzało czarodziejskie społeczeństwo.
- No nie, skrzaty już raczej odpadają - parsknął, ponownie siadając na swoim miejscu. Sięgnął po karafkę i nalał wina do obu kieliszków, jeden z nich podając swojemu gościowi. Co do kwestii krągłości konkretnych szlachcianek też w sumie nie był do końca pewien, czy chciał o tym dyskutować. Ostatnio złapał go odrobinę nostalgiczny moment, gdy wspominał o jednej z niewielu kobiet, które faktycznie zawróciły mu w głowie. Większość z nich uważał po prostu za przelotne towarzyszki, często zajmowały jego uwagę zaledwie na jedną noc.
- Jak się miewasz w tych burzliwych czasach? I co słychać u twojej urodziwej córki? - odezwał się, chcąc móc odhaczyć obowiązkową wymianę grzeczności. Jednocześnie również ciekaw był odpowiedzi Hesperosa, brak wiadomości od niego przez tak długi czas mógł zaowocować konkretnymi zmianami. Niespecjalnie nasłuchiwał plotek, z resztą te i tak skupiały się raczej na zgoła innych tematach - wrzawa po Stonehenge już mocno umilkła, wciąż jednak mogli odczuwać jej echa. Temat lorda Croucha raczej nie pojawiał się na salonach, co, szczerze mówiąc, Burke uznawał raczej za dobrą rzecz.


monster
When I look in the mirror
I know what I see
One with the demon, one with the beast
The animal in me
Craig Burke
Zawód : Handlarz czarnomagicznymi przedmiotami, diler opium
Wiek : 34
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
If I die today, it won’t be so bad
I can escape all the nightmares I’ve had
All of my angry and all of my sad
Gone in the blink of an eye
OPCM : 8
UROKI : 16
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 35
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t3810-craig-maddox-burke https://www.morsmordre.net/t3814-blanche#70697 https://www.morsmordre.net/t3813-zwiazki-lorda-burke#70693 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t6332-skrytka-bankowa-nr-965#159559 https://www.morsmordre.net/t3842-craigowe#71823
Re: Oranżeria [odnośnik]21.06.19 19:54
Skupił wzrok na kuzynie, by po chwili pokręcić lekko głową.
- Daj spokój – odparł, gdy Craig wziął na siebie część winy. Nie sądził, aby koniecznym właśnie teraz było określenie co zrobili źle w kwestii utrzymywania kontaktu, jak i tego, który z nich był za to bardziej odpowiedzialny. Może przy kimś innym, dla własnej satysfakcji, wymagałby nawet najmniejszego poczucia winy, ale na pewno nie w tym przypadku.- Obaj doprowadziliśmy do tego, że widzimy się raz na kilka miesięcy, ale myślę, że niepotrzebnie teraz skupiamy się na tej kwestii. Chyba że się mylę? – dopuszczał do siebie myśl, że Burke mógł mieć w tej kwestii inne zdanie. Istniało skrajnie mało osób, których zdanie jakkolwiek interesowałoby Hesperosa, ale Burke był właśnie jedną z tych jednostek.
Nie cierpiał na brak zajęć, a zwłaszcza od niedawna, stąd często nie zauważał jak długo nie widzi się z poszczególnymi osobami i często zdarzało mu się zaniedbywać tych najbliższych, po części tak jak w tym przypadku. Dawna nierozłączność tych dwóch była przeszłością, lecz nie sądził, aby ich relacje podupadły do stanu, w którym nie da się już naprawić tego specyficznego porozumienia. Niestety jak to bywa w przypadku ludzi, nim pojawił się tutaj, dopuszczał nawet taką mało pozytywną możliwość. Najwyraźniej jednak nie było tak źle, co już mógł wywnioskować z pierwszej wymiany zdań.
Zdecydowanie poruszanie dziś szczeniacko błahych tematów, nie mogło przyjść im łatwo. Nawet jeśli chcieli utrzymać rozmowę w przyjacielskiej atmosferze, nie dało się pozbyć świadomości, że prędzej czy później tematy staną się poważne i może niewygodne dla którejś strony. Ostatnie tygodnie, jak i po części miesiące nie były zbyt łaskawe dla nikogo, więc okazja, aby upewnić się w poglądach, była jedną z lepszych.
Kiedy padły pytania, nie odpowiedział od razu. Chociaż również nie przeciągał chwili ciszy w sposób, który byłby już dość nietaktowny. Dał sobie jednak chwilę na zastanowienie i pozbycia się odruchu, odpowiadania w sposób neutralny, a przy tym niedający żadnych konkretów. Finalnie jednak i tak uległ temu w jakimś stopniu, rezygnując z bardziej wylewnej odpowiedzi, pomimo świadomości, że ma przed sobą zaufaną osobę.
- Tak jak zawsze, chociaż uciążliwość ostatnich zdarzeń staje się dokuczliwa.– odparł. Od kilku, jak nie kilkunastu długich miesięcy, nie mógł liczyć na spokój i nudną rutynę na większości płaszczyzn życia. Jednak to właśnie ostatnie tygodnie burzyły wyjątkowo porządek dnia. Większość wydarzeń, chociaż obserwowana przez niego, nie wydawała się istotna. Dlatego, póki nic nie zaburzało jego codzienności w sposób bardziej brutalny, tak nie mógł narzekać.
- Moja córka… daje się pochłonąć pasją, korzysta z tego, że może rozwijać się w kierunkach, które ją interesują – minimalnie ważył słowa, uważając ile mówi.- Jest strasznie podobna do swej matki, pod wieloma względami. Prawie jakbym widział Laurenę, gdy była jeszcze lady Carrow. – zdradził, ale nie był z tego powodu jakoś zirytowany. Nie mógł jej zabronić bycia sobą, a przynajmniej nie zamierzał reagować, póki nie było to jakkolwiek niepokojące.- Patrząc na Nią, jestem w szoku, jak szybko minęły te lata – dodał już ciszej, ledwo słyszalnie.
Uniósł znów spojrzenie na kuzyna, bo wcześniej prawie nieświadomie odwrócił wzrok, skupiając spojrzenie na otoczeniu.
- Jak z tobą? Jak radzisz sobie w obecnych czasach? – spytał. Był tego ciekaw, świadom, że z tym może być obecnie różnie. Sięgnął po lampkę wina, spoglądając przez chwile na czerwień trunku w krysztale. Upił łyk, nie wątpiąc, że wino jest dobrej jakości. Odczekał moment, nim zapytał o jeszcze jedną kwestię.- Nie znudziło ci się jeszcze kawalerskie życie? - słychać było cień rozbawienia w głosie Hesperosa, ale ta konkretna emocja nie odbiła się w spojrzeniu ani mimice.
Hesperos Crouch
Zawód : znawca prawa międzynarodowego, tłumacz
Wiek : 38 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
Jeśli twoje marzenia zaczynają się nagle spełniać, strzeż się.
Bo wkrótce czeka cię bolesne rozczarowanie.
OPCM : 10
UROKI : 8
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 3
CZARNA MAGIA : 14
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7293-hesperos-crouch https://www.morsmordre.net/t7328-talassa https://www.morsmordre.net/t7331-hes-crouch https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t7401-skrytka-bankowa-nr-1781 https://www.morsmordre.net/t7375-hesperos-crouch
Re: Oranżeria [odnośnik]01.07.19 12:49
- Masz absolutną rację - odpowiedział bez wahania, pozwalając sobie na delikatne drgnięcie kącików ust. Ich spotkania będą teraz zdecydowanie częstsze - wiedział to, biorąc chociażby pod uwagę fakt, że przecież Craig widział Hesperosa na ostatnim spotkaniu rycerzy. Nie było to może spotkanie towarzyskie, ale nic nie stało przecież, aby połączyć przyjemne z pożytecznym. Craig jako śmierciożerca miał z resztą zamiar doglądać, czy kuzyn na pewno opowiada się po odpowiedniej stronie - nie miał zamiaru dopuścić, aby kolejna zaufana osoba go zdradziła.
Nie mógł powiedzieć, że w pełni rozumiał uczucia Hesperosa. Jak to zostało z resztą po chwili poruszone, wciąż był kawalerem. Był jednak także ojcem chrzestnym swojego siostrzeńca, mógł więc obserwować jak małe niemowlę z czasem przeistacza się w dziecko - i chociaż nie znał jego ojca zbyt dobrze, coraz częściej dostrzegał w chłopcu cechy swojej siostry, a nawet samego siebie. Oboje byli tak samo ciekawscy za młodu, tak samo żądni przygód i odpowiedzi. Guwernantki miały problem z upilnowaniem ich i tak samo miało się to w przypadku młodego Tobiasa. Wiedział jednak, że Hesperos odczuwać musi podobne emocje głębiej - zważywszy na to, że jego żona odeszła. - Jesteśmy na co dzień tak pochłonięci sobą, że nie zauważamy ani tego, jak rzadko widujemy się z najbliższymi, ani jak ci najbliżsi przeistaczają się z dzieci w pięknych dorosłych - mruknął z namysłem. Cieszył się, że Lavinia miewała się dobrze. Jeśli była faktycznie tak powabna jak wspominał Hesperos, będzie mieć w życiu z górki. Będzie tylko musiała trafić na odpowiedniego kandydata na męża. Ale póki co... niech korzysta ze swojej swobody.
- Ja? Ja poświęcam czas nauce oraz pracy - wzruszył ramionami. Niecały miesiąc wstecz Edgar złożył na jego barki dodatkowy ciężar związany z rodzinnym interesem. Doglądanie palarni a także dilerka opium nigdy nie były dla Craiga zbyt pociągające, tym od zawsze zajmował się najstarszy z jego kuzynów po tej stronie rodziny. Nie narzekał jednak, jeśli miał okazję zdjąć odrobinę obowiązków z barków nestora, to to zrobił. Wciąż jednak pozostawała kwestia bycia śmierciożercą, a tej Craig również nie mógł zaniedbać. Właściwie to było priorytetem, dlatego każdą wolną chwilę poświęcał na szkolenie swoich umiejętności. To pozwalało oczyścić umysł. Poza tym, tyle razy zawiódł, że zaczynał powoli czuć się w szeregach rycerzy jak niepotrzebne brzemię.
- A trochę i owszem, ale co ja poradzę, że jestem zajętym człowiekiem? Nawet z kuzynem nie miałem kiedy się spotkać. A i wybór też raczej średni! - ponownie wzruszył ramionami, podchwytując to rozbawienie w głosie Hesperosa. Och, nie to, żeby nazywał wszystkie obecne panny na wydaniu pokrakami, ale niewątpliwie wybór był dość ograniczony. Niedawno jeszcze miał okazję na ożenek, ale świeżo upieczony nestor Edgar się wtrącił i wszystko popsuł. Poza tym, wciąż żałował, że nie udało mu się zatrzymać przy sobie Estelle. - Wszystko w swoim czasie, Hesperosie - upił łyczek wina. - Tymczasem powiedz mi jeszcze, kuzynie, jakie są twoje myśli po tamtym wieczorze spędzonym w Wywernie?


monster
When I look in the mirror
I know what I see
One with the demon, one with the beast
The animal in me
Craig Burke
Zawód : Handlarz czarnomagicznymi przedmiotami, diler opium
Wiek : 34
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
If I die today, it won’t be so bad
I can escape all the nightmares I’ve had
All of my angry and all of my sad
Gone in the blink of an eye
OPCM : 8
UROKI : 16
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 35
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t3810-craig-maddox-burke https://www.morsmordre.net/t3814-blanche#70697 https://www.morsmordre.net/t3813-zwiazki-lorda-burke#70693 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t6332-skrytka-bankowa-nr-965#159559 https://www.morsmordre.net/t3842-craigowe#71823
Re: Oranżeria [odnośnik]07.07.19 0:13
Skinął lekko głową, gdy Craig zgodził się z nim i porzucili ten jeden temat. Naprawdę uważała, że drążenie tego jest bezsensowne, a finalnie może doprowadzić jedynie do nieporozumień i zachwiania tego póki co przyjacielskiego spotkania.
Upływ czasu był ciężki do zauważenia, gdy dawało się porwać obowiązkom niezwiązanymi z pracą, jak i z nią samą. Jednak wystarczyło mieć dzieci, nawet nie swoje własne, a w bliskim otoczeniu, aby zrozumieć, jak lata uciekają i to czasami wręcz drastycznie. Crouch nie mógł powiedzieć, że czuje się staro, nie przekroczył jeszcze magicznej czterdziestki, która co prawda zbliżała się nieubłaganie, ale na razie była poza zasięgiem myśli. Niestety obserwując swoje dzieci, często łapał się na poczuciu, że poświęcił większość życia pracy i ominęło go zbyt wiele rzeczy. Paradoksalnie wiedział również, że mając nawet szansę, nie zmieniłby by nic. Wszystko, co osiągnął było ważne dla niego samego.
- No proszę, cóż za głęboka myśl – stwierdził, ale zdecydowanie nie był to przytyk, a jedynie minimalne zaskoczenie, że takie słowa słyszy z ust kuzyna.- Chyba podziwiam ludzi, którzy potrafią pogodzić wszystko ze sobą i równie łatwo rozgraniczyć poszczególne dziedziny życia, znajdując czas na wszystko i dla wszystkich – przyznał, pozwalając sobie na nieco większą szczerość. Przy kimś innym, najpewniej pozostawiłby te słowa myślą, ale kuzynowi ufał na tyle, aby wiedzieć, że ich rozmowa w większości pozostanie między nimi.
- Nauce i pracy, dość wymagające połączenie – stwierdził, ale mógł jedynie życzyć powodzenia Craigowi, aby dał radę pociągnąć i z jednym i z drugim. Co prawda nie był świadom, że pod pojęciem praca obecnie kryło się również nowe zajęcie kuzyna. Względem nauki nie wnikał, chyba zwyczajnie nie mając dziś nastroju, aby słuchać rozwinięcia tego tematu i prawdopodobieństwa, że jeszcze bardziej upewni się we własnych brakach, które są wynikiem jego zwykłej niechęci do brania się za kolejną rzecz. Przyjdzie na to pora, kiedyś.
- Nawet nie mogę zarzucić ci, że zwyczajnie jesteś wybredny – rzucił podtrzymując jeszcze przez chwilę rozbawienie w głosie. Faktycznie nie mógł mu tego zarzucić, bo zwyczajnie nie poświęcał uwagi, które lady są na wydaniu. Wątpił, aby ponownie przyszło mu zostać mężem, więc nawet nie spoglądał w ich stronę. Również z tego porodu nie potrafił określić czy obecne panny mogą nie ujmować urodą.
Przytaknął zgadzając się z tym, że wszystko w swoim czasie. Zdecydowanie lepiej było wstrzymać się z zakładaniem rodziny i kolejnymi obowiązkami.
W końcu padło pytanie, które chyba musiało i może podświadomie czekał na nie. Mimo że minął równy miesiąc od owego spotkania, Hesperos raczej nie rozmyślał o tym wszystkim w bardziej szczególny sposób. Co prawda po powrocie do Pallas Manor, przez dłuższy czas analizował to, czego przyszło mu się dowiedzieć, ale o dziwo nie pojawiły się wątpliwości. Cały czas był pewien decyzji, jaką podjął przekraczając próg sali i nawet teraz, to poczucie nie minęło.
- Długo zwlekałeś z tym pytaniem – stwierdził, chyba odruchowo migając się od odpowiedzi.- Chyba minimalnie zaskoczyła mnie ilość znajomych twarzy… albo fakt, zobaczenia tych konkretnych osób w tamtym momencie. Jednak niczego innego nie powinienem się spodziewać po wydarzeniach ze Stonehenge – chwilowo unikał wyjawiania większych przemyśleń, sam chcąc je na nowo poukładać w głowie.- Nie straciłem pewności, że wtedy trafiłem w to miejsce, w którym faktycznie powinienem się znaleźć – odparł, nie mając jednak pewności czy faktycznie musi zapewniać o tym. Bawił się przez chwilę zawartością szkła, patrząc jak delikatnie poruszane wino, obmywa ścianki, pozostawiając przez moment delikatnie czerwone ślady na krysztale.
- Przez lata nawiązywałem znajomości, które umożliwiały mi unikanie konsekwencji pewnych mało legalnych działań, docierałem do furtek w prawie – upił nieduży łyk, podnosząc wzrok na kuzyna i przy tym odkładając kieliszek na blat.- Jeśli okażą się teraz przydatne i jeszcze niespalone po zmianach w Ministerstwie, wystarczy słowo, aby pomogły innym – wyjaśnił. Było to co prawda ograniczone, cudów zrobić nie mógł, ale przy zachowaniu zdrowego rozsądku i odpowiedniej współpracy, można było sięgnąć po więcej.
Hesperos Crouch
Zawód : znawca prawa międzynarodowego, tłumacz
Wiek : 38 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
Jeśli twoje marzenia zaczynają się nagle spełniać, strzeż się.
Bo wkrótce czeka cię bolesne rozczarowanie.
OPCM : 10
UROKI : 8
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 3
CZARNA MAGIA : 14
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7293-hesperos-crouch https://www.morsmordre.net/t7328-talassa https://www.morsmordre.net/t7331-hes-crouch https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t7401-skrytka-bankowa-nr-1781 https://www.morsmordre.net/t7375-hesperos-crouch
Re: Oranżeria [odnośnik]22.07.19 11:26
- A to jest w ogóle możliwe? - parsknął cicho. Obaj skupiali się na pracy, nie mając czasu dla rodziny. Jeśli Craig miał kogoś pod ręką - na przykład własne kuzynostwo - to zdarzało mu się spędzać wieczory z nimi. Prowadził długie rozmowy z Letycją, czasami nawet wciągnął Edgara w jakąś pogawędkę. Chociaż teraz, jako nestor, jego kuzyn miał jeszcze mniej czasu. A Craig nie chciał go przecież odciągać od obowiązków. Craig nie był pewien, jak miałby wciągnąć w swoje życie jeszcze małżonkę i - co w końcu zapewne musiało nastąpić - dziedzica.
- Nie bój się kuzynie. Jestem niemal pewny, że w tym roku w końcu zmuszą mnie do stanięcia na ślubnym kobiercu. Adelaida pewnie tak zacznie suszyć Edgarowi głowę, że będzie zmuszony jej ulec. - pokręcił głową z lekką rezygnacją. Chociaż Burke'owie nie przejmowali się za bardzo opiniami innych rodów, nie mogli zupełnie odstawać, robić za odszczepieńców. Więc za jakiś czas możliwe że Edgar faktycznie będzie musiał ulec słowom starej Nottówny. Chyba że Craig jednak się postara i sam kogoś sobie znajdzie. Strasznie irytująca sprawa.
- Preferowałeś bym od razu przeszedł do rzeczy? - uniósł brew. Craig wolał choć przez chwilę zwyczajnie pocieszyć się z towarzystwa kuzyna. Nie widzieli się szmat czasu, jak obaj zdążyli już zauważyć. Przejście od razu do głównego tematu, który Craig chciał poruszyć byłoby zwyczajnie niegrzeczne. Burke skinął jednak głową, uznając, dalszą wypowiedź Hesperosa za zadowalającą. - Stonehenge to był ogromny sukces. Pomimo tego, co stało się z miejscem i ile żyć zostało straconych. Na szczęście, tego akurat nie zrzucono na nas - mruknął, zamyślając się na chwilę. Całe zgromadzenie widziało kto tak naprawdę rzucał zaklęcia. I chociaż rycerze mieli wiele za uszami, między innymi spalenie Ministerstwa, Craig czułby się bardzo dotknięty, gdyby oskarżono ich jeszcze o unicestwienie jednego z miejsc będących dziedzictwem kulturowym Wielkiej Brytanii.
- Bardzo radują mnie twoje słowa. A te znajomości, o których wspominasz Hesperosie, na pewno okażą się z czasem niezwykle przydatne - skomentował krótko, nie rozwijając jednak swojej myśli. Faktem jednak było że nie raz i nie dwa któryś ze szlachciców z ich grona popełniał jakiś błąd. Potykał się podczas wykonywania misji i jego raczej niezbyt legalne działania stawały się widoczne, a tożsamość odkryta. Tak było chociażby w przypadku samego Burke'a oraz jego wycieczki do Azkabanu. I gdy już stamtąd powrócił dzięki pomocy pozostałych śmierciożerców, nie było mowy, aby mógł otwarcie znów zacząć działać. Najpierw trzeba było pozbyć się powodów, dla których wymiar sprawiedliwości mógłby się do niego przyczepić. I chociaż dziś Wizengamot sprawia władzy problemy, to właśnie kontakty jednego z Blacków okazały się na tyle przydatne, że pewien sędzia zgodził się pomóc im oczyścić Craiga z zarzutów. - Ale jeśli nie jesteś pewien, na ile są aktualne, radzę ci się upewnić. - stwierdził jeszcze, upijając kilka łyków ze swojego kieliszka. Crouchowie na pewno mieli więcej kontaktów w Ministerstwie niż chociażby Burke'owie. W końcu lordowie z Durham nie dość, że niemal zupełnie nie interesowali się polityką, to jeszcze ogółem nie stanowili zbyt towarzyskiej grupy. Jeśli nie należałeś do rodziny, lub nie mieli do ciebie jakiejś sprawy, równie dobrze mogłeś dla nich nie istnieć.


monster
When I look in the mirror
I know what I see
One with the demon, one with the beast
The animal in me
Craig Burke
Zawód : Handlarz czarnomagicznymi przedmiotami, diler opium
Wiek : 34
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
If I die today, it won’t be so bad
I can escape all the nightmares I’ve had
All of my angry and all of my sad
Gone in the blink of an eye
OPCM : 8
UROKI : 16
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 35
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t3810-craig-maddox-burke https://www.morsmordre.net/t3814-blanche#70697 https://www.morsmordre.net/t3813-zwiazki-lorda-burke#70693 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t6332-skrytka-bankowa-nr-965#159559 https://www.morsmordre.net/t3842-craigowe#71823
Re: Oranżeria [odnośnik]24.07.19 23:12
- Ponoć jest, ale najwyraźniej kompletnie poza naszym zasięgiem – odparł po prostu. Nigdy nie potrafił pogodzić jednego i drugiego, mógł skupić się na jednej kwestii kosztem drugiej. Zawodził rodzinę albo zawalał pracę, tak już to po prostu było. Teraz, chociaż mniej czuł się temu winny, nie musząc znosić pełnego złości lub smutku spojrzenia żony. Jedynie ona potrafiła wymusić u niego pewien dyskomfort, gdy godzinami nawet w domu przesiadywał nad zabranymi z pracy dokumentami.
- Zwykle nie interesuje mnie życie innych, ale tym razem, aż sam jestem ciekaw kogo ci wybiorą, kuzynie – niemal prychnął, spoglądając na niego. Nie spoglądał na to przez pryzmat konkretnych dam, a prędzej rodów. Z kim ród Burke postanowi poprawić lub umocnić relacje, wybierając Craigowi żonę? Całkiem interesujące, spoglądając z perspektywy relacji rodowych.
Lekko wzruszył ramionami, gdy padło pytanie. Czy wolał? I tak i nie. Z jednej strony lekka rozmowa, była przyjemną odmianą i pozwalała zapomnieć o wszelkich irytujących rzeczach. Jednak z drugiej, gdzieś na granicy świadomości żyła przecież myśl, że w końcu zejdą na aktualniejsze i ważniejsze tematy, więc odwlekanie ich było niepotrzebne.
- Nie można nie zgodzić się z tym, że Stonehenge, faktycznie było sporym sukcesem. Takich wydarzeń chyba wszystkim było potrzeba, nawet jeśli dostarczyły też problemów i niepotrzebnych ofiar – przyznał. Upił wina, czując jak trunek po którymś już łyku nieco koi nerwy w ten dobry sposób.- Przyznam, że akurat mnie zaskoczyło, że nie padły oskarżenia – kiedy sprawa po Stonehenge rozeszła się trochę po kościach, próbował zrozumieć jakim cudem. Najlogiczniejsze było przecież obwiniać tych, którzy przyczynili się do niemile widzianych zmian. Nie mniej cieszył się z takiego obrotu sytuacji, tak było po prostu łatwiej, gdy nie było zarzutów większych niż te wypowiedziane na szczycie.
- Spokojnie, na dniach będę już wiedział co i jak, ale nie sądzę, aby wiele mostów spaliło się wraz ze zmianami w Ministerstwie – stwierdził, mając przynajmniej taką nadzieję. Nawet jeśli nie wszystko wyjaśni się w najbliższych dniach to koniec roku i początek kolejnego powinien całkowicie rozjaśnić sytuację. Liczył jedynie, że nie zostanie nieprzyjemnie zaskoczony, obrotem sytuacji, która nie będzie mu na rękę.
Hesperos Crouch
Zawód : znawca prawa międzynarodowego, tłumacz
Wiek : 38 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
Jeśli twoje marzenia zaczynają się nagle spełniać, strzeż się.
Bo wkrótce czeka cię bolesne rozczarowanie.
OPCM : 10
UROKI : 8
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 3
CZARNA MAGIA : 14
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7293-hesperos-crouch https://www.morsmordre.net/t7328-talassa https://www.morsmordre.net/t7331-hes-crouch https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t7401-skrytka-bankowa-nr-1781 https://www.morsmordre.net/t7375-hesperos-crouch
Re: Oranżeria [odnośnik]29.07.19 11:40
- Mówisz jak przekupka na targu - Craig zmarszczył lekko nos, wypowiadając te słowa. Oczywiście zrozumiał przekaz, niemniej nie znaczyło to, że nie mógł się z kuzynem nieco podroczyć. Sojuszników mieli wielu - zdecydowana większość Anglii była im przychylna. Wybór tej jednej, konkretnej rodziny, z którą mieli jeszcze umocnić swoje stosunki jednak wciąż nie został podjęty. Craig najchętniej w sumie jeszcze bardziej oddaliłby w czasie moment porzucenia swojego stanu kawalerskiego, ale wiedział, że już nie może zwlekać. Już dawno temu Tristan radził mu rozejrzeć się za jakąś kobietą, w przeciwnym razie zostaną mu same szaradziarstwa lub stare panny z defektami. W międzyczasie pojawiło się co prawda kilka lady, które dopiero dorosły do zamążpójścia, jednak Burke nie był pewien, czy chciał pod swoim dachem i w swoim łożu podlotka. Takie dziewczęta zwykle bardzo długo posiadały jeszcze mentalność dziecka, a on nie miał czasu na niańczenie swojej przyszłej żony.
- Spokojnie, oskarżenia nie są potrzebne - odpowiedział, zmieniając odrobinę pozycję i rozsiadając się wygodniej. Ministerstwo skupiło się na odbudowie, minister na umacnianiu swojej władzy. Ale winni zostaną prędzej czy później ukarani. A czemu nic konkretnego nie wypłynęło ze społeczeństwa? Nie był pewien, ale też nie mógł powiedzieć, żeby im to specjalnie przeszkadzało. Może ludzie już byli na tyle przerażeni, że obawiali się głośniej sprzeciwić ministrowi. Byłaby to całkiem przyjemna wizja, choć Burke nie wierzył w nią całkowicie. Musieli mimo wszystko być czujni, ten wąż prędzej czy później mógł jednak się odwrócić i boleśnie ich ugryźć.
- Kiedy już dowiesz się tego, możesz wysłać mi sowę. Tak dla pewności, żeby lepiej mi się spało - parsknął cicho. Lubił wiedzieć, kiedy wszystko było pod kontrolą. Kiedy nic mu się nie wymykało, kiedy wiedział wszystko. Nie było to proste, ani patrząc z pozycji szlachcica, ani też śmierciożercy. Dookoła pełno było spiskowców, zdrajców i zwyczajnych kłamców.
Burke uniósł swój kieliszek z winem, chcąc wznieść cichy toast - nie wypowiedział nic, ale Hesperos mógł się domyślić, za co pili. Za rycerzy, za czarnego pana, za władzę szlachetnej krwi i za wytępienie szlamu. Czyż to nie była piękna wizja?

zt x2


monster
When I look in the mirror
I know what I see
One with the demon, one with the beast
The animal in me
Craig Burke
Zawód : Handlarz czarnomagicznymi przedmiotami, diler opium
Wiek : 34
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
If I die today, it won’t be so bad
I can escape all the nightmares I’ve had
All of my angry and all of my sad
Gone in the blink of an eye
OPCM : 8
UROKI : 16
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 35
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t3810-craig-maddox-burke https://www.morsmordre.net/t3814-blanche#70697 https://www.morsmordre.net/t3813-zwiazki-lorda-burke#70693 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t6332-skrytka-bankowa-nr-965#159559 https://www.morsmordre.net/t3842-craigowe#71823
Re: Oranżeria [odnośnik]04.11.20 23:13
15 września 1957


Dotykając delikatnych płatków przypominających swoją strukturą jedwab oderwała się na chwilę od lektury. Patrzyła na miękką linię zagięcia różowych płatków, które przechodziły płynnie w zieleń, a potem sztywną łodygę. Ciepłe powietrze otulało i wkradało się w każdy zakamarek ciała, wilgotna aura skręcała włosy w loki oraz rozleniwiała Primrose, która wyciągnęła się na ławce. Nogi skrzyżowała w kostkach, a pod plecami umościła wygodnie sobie poduszkę. Było tu znacznie cieplej niż w chłodnych i ciemnych murach Durham, a przez szklany sufit przebijały się nieśmiało promienie jesiennego słońca. Rozpięła zapiętą pod szyję bluzkę, a zdobną kameę schowała do kieszeni spodni. Pozwalała sobie na ubranie wełnianych, luźnych spodni jak spędzała czas w domu. Wiedziała, że na zewnątrz takie ubranie kobiety co poniektórych może szokować, ale nie tutaj. Nie w Durham. Lubiła przychodzić do oranżerii i słuchać świergotu ptaków oraz szumu wody, to uspokajało pozwalając zebrać skołatane myśli, a tych było wiele w głowie Primrose. Czasami zastanawiała się czy dobrze robi ignorując pewne rzeczy, czy powinna udawać, że ich nie widzi? Udawanie nie było trudne, każdy kto urodził się w rodzinie z dwudziestki ósemki potrafił udawać – gorzej lub lepiej, ale jednak. Pewnych rzeczy się nie mówiło doskonale o nich wiedząc, pewne rzeczy były do niewymówienia i nie należało zadawać pytań. Bezsilność bywała nieznośna i jednocześnie usadzała na miejscu nie dając możliwości do zrobienia czegoś głupiego. Książka leżała na kolanach, a Prim mimowolnie bawiła się pierścionkiem z zielonym oczkiem – jedną z niewielu pamiątek jakie miała po starszej siostrze. Jej myśli mimowolnie popłynęły w jej kierunku. Gdzie teraz była? Co robiła? Czy jest zadowolona z obranej ścieżki? Nie wypowiadano w domu jej imienia, ale widziała jak matka parę razy ukradkiem oglądała jej zdjęcia. Tęskniła, ale nic nie wspominała na ten temat. To była ta rzecz, o której wszyscy wiedzieli, ale nikt nie mówił. Primrose przymknęła oczy skupiając się na dźwiękach oranżerii...
Potrzebowała chwili wytchnienia. Miała dużo pracy, ostatnio nic innego tylko tworzyła nowe amulety, podejmowała próby łączenia substancji i run jakby gonił ją czas. Jakby za chwilę świat miał się skończyć. Zarywała noce, aż w końcu zasnęła w pracowni i wtedy uznała, że czas na chwilę zrobić sobie przerwę. Z przyjemnością spotkała się z Evandrą Rosier i udzieliła jej lekcji jazdy konnej oraz zamówiła ilustracje run od uzdolnionej artystki – choć to ostatnie sprawiło, że uświadomiła sobie jak wiele ryzykuje. Kiedy powróciła z jarmarku do domu i przywitał ją radosny śmiech bratanków zmroził ją zimny pot. Mogła narazić ich życie, bezbronnych dzieci. Jako dorosła powinna pomyśleć, zastanowić się. Wiedziała, że Edgar postawił zaklęcia obronne wokół zamku, nie dopuściłby do tego aby coś im się stało, ale i tak ryzykowała. Westchnęła przeciągle, ta bezsilność kiedy wiesz, że coś się dzieje, ale nie wiesz co. Domyślasz się tylko i nie możesz zadać pytania, a nawet jak je zadasz to nigdy nie uzyskasz odpowiedzi.
Spojrzała na pierścionek i uśmiechnęła się smutno do własnych myśli.



May god have mercy on my enemies
'cause I won't

Primrose Burke
Zawód : Badacz artefaktów, twórca talizmanów, B&B
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Problem wyjątków od reguł polega na ustaleniu granicy.
OPCM : 5
UROKI : 6
ALCHEMIA : 30
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 8
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica
Oranżeria - Page 2 E331336106fb118b6485453aee90de3a
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8864-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8880-listy-do-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8879-primrose-burke https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t9143-skrytka-bankowa-nr-2090#276327 https://www.morsmordre.net/t8894-primrose-e-burke
Re: Oranżeria [odnośnik]14.11.20 14:48
15/09

Ostatnie promienie wrześniowego słońca dotarły także do odległego Durham. Grzechem byłoby nie skorzystać z dobrodziejstwa tak pięknego dnia, dlatego dzisiejszego dnia lady Burke przywdziała jedną ze swoich letnich, prostych kreacji i postanowiła spędzić trochę czasu z dziećmi na świeżym powietrzu. Mimo swojego, jak mogłoby się wydawać, chłodnego i statecznego obycia, Adeline nader wszystko kochała swoje dzieci i do obowiązków matki podchodziła z odpowiedzialnością i miłością. Chciała wychować swe pociechy na godnych lordów i lady rodu Burke, dlatego wymagała od nich posłuszeństwa i dyscypliny. Nie mogła jednak powstrzymać matczynego ciepła, troskliwości, z jaką przeczesywała ciemne loki swoich córek. Obserwowała zatem, jak jej dzieci początkowo nieśmiało zerkające na matkę, w końcu poddały się dziecięcej wyobraźni. Nie mogła powstrzymać uśmiechu, formującego się na jej ustach. W dłoni dzierżyła kwiat wręczony przez jej najsłodszego synka. Rozkoszowała się tym momentem, bowiem wiedziała, że już niedługo chłopiec przejdzie pod opiekę swego pana ojca i z jej chłopca stanie się mężczyzną, przedstawicielem dumnego rodu Burke. Jednakże nikt nie będzie mógł już jej zabrać tego cudownego wspomnienia.
Bierność miała stać się jej największym brzemieniem, miała zdziałać wiele, jednocześnie nie robiąc nic. Najtrudniejszym zadaniem ze wszystkich było stać i patrzeć, pilnować, aby twoja twarz nie zdradziła żadnego sekretu, skrywanego przez myśli. Ona, przywodząca na myśl greckie rzeźby, chciała stać się ostoją. Czyż nie taka była rola nestorowej? W swoich wyobrażeniach, stając się żoną opiekuna rodu, stała się matczyną postacią.
Cień oferowany przez oranżerię kusił, zatem lady Burke, pozostawiając swoje pociechy pod opieką guwernantki schroniła się w szklanych murach egzotycznego ogrodu. Zmierzając w stronę ławek, tak licznie rozsianych po oranżerii, jej spojrzenie niemalże od razu wyłapało sylwetkę szwagierki. - Prim - melodyjny głos Adeline wydobywa się spomiędzy warg, w akompaniamencie stukotu obcasów, odbijającego się głuchym echem po szklanym pomieszczeniu. Nieco zaskoczona skupiła swe spojrzenie na brązowowłosej. Nie spodziewała się jej spotkać tutaj. Przyzwyczaiła się do tego, że siostra jej męża była damą raczej niepokorną, krążącą własnymi ścieżkami. - Miałabyś coś przeciwko, gdybym do ciebie dołączyła? - zagaiła uprzejmie, chociaż nie spodziewała się negatywnej odpowiedzi ze strony Primrose.
Adeline Burke
Zawód : Arystokratka
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
part of her mystery
is how she is calm
in the storm and
anxious in the quiet
OPCM : 10
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7494-adeline-burke#206410 https://www.morsmordre.net/t7710-eunomia#213518 https://www.morsmordre.net/t7708-makowa-pani#213516 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle
Re: Oranżeria [odnośnik]14.11.20 18:02
Gdzieś w tle słyszała radosny śmiech dzieci Edgara w ogrodzie. Sięgnęła ponownie po książkę, która traktowała o numerologii i zagłębiła się w rozdziale mówiącym o dwuczłonowych nazwach oraz różnych określeniach tego samego w innych językach, a dopasowaniu cyfry i jej znaczeniu. Ostatnio Frances zadała jej trudne pytanie i Prim miała zamiar za wszelką cenę odnaleźć odpowiedź na nie, chociażby tylko teorie, spekulacje, ale coś co pozwoli im choć musnąć tej tematyki. Przewróciła kolejną kartkę gdzie autor przytaczał przykład i dokładnie go rozrysowywał. Oczy się jej zaświeciły, bo właśnie dotarła do tego czego tak długo szukała. Wodziła wzrokiem po kartce starając się dokładnie zrozumieć o czym pisał autor. Dźwięki w tle przestały istnieć. Nie słyszała szumu wody, ptasich śpiewów ani śmiechu dzieci. Wszystko dookoła przestało istnieć, liczyło się to co właśnie młoda kobieta czytała. Okazało się to bardziej skomplikowane niż myślała, ale to jej nie odstraszało. Wręcz przeciwnie sprawiło, że zaciekawiła się jeszcze bardziej. Była tak pochłonięta zawartością książki, że nie usłyszała jak szwagierka nadchodziła. Dopiero jej głos sprawił, ze Prim podniosła gwałtownie głowę i spojrzała w oczy Adeline. Kobiety idealnej, żony nestora rodu, jej brata. Na początku Prim unikała jej ja ognia. Nie potrafiły znaleźć wspólnego języka, choć bardziej  panna Burke do tego nie dążyła. Widziała jak żona brata oczekuje atencji i jak się irytuje kiedy jej nie dostaje. Musiała się przystosować do życia w Durham i istniała obawa, że tak się nigdy nie stanie. Lady Burke brylowała na salonach, pozostając na świeczniku, a tym samym pozwalając na to aby Prim nadal mogła być w cieniu. Co młodej pannie bardzo odpowiadało, gdyż jak większość członków rodu Burke nie przepadała za wystawnymi balami i spotkaniami towarzyskimi. Co nie znaczy, że w nich nie uczestniczyła. Bywała na nich, bo tak wypadało. Ba! Czasami czerpała z nich przyjemność, nie była w końcu ponurą osobą, ale wybitnie towarzyską i rozrywkową również. Musiało trochę wody upłynąć nim najmłodsza latorośl państwa Burke przekonała się do szwagierki. Zaczęły ze sobą rozmawiać, przebywać, nawet dzielić się myślami. Prim zaczęła jej ufać, traktować jak rodzinę, nie taką wżenioną, ale jak rodzinę z krwi.
-Proszę – kobieta zdjęła nogi z ławki by zrobić miejsce szwagierce.  Nie miała zamiaru być dla niej nieuprzejmą. Nie było powodu, choć czasami gdy zbytnio ją strofowała to Prim potrafiła prychnąć lub  odgryzała się. - Słyszę, że dzieciaki dokazują.
Zagadnęła wskazując ruchem głowy kierunek skąd dochodziły odgłosy zabawy.
-Ostatnio ciągle chcieli słuchać bajki o Selkie – Dodała jeszcze Prim, której zdarzało się zachodzić wieczorami do bratanic i bratanka aby opowiedzieć im bajkę na dobranoc. Ot, taka jej mała słabość do dzieci brata. Do obcych podchodziła z dystansem, ale te nie były obce. Widziała w nich rysy rodu Burke, złagodzone urodą ich matki.



May god have mercy on my enemies
'cause I won't

Primrose Burke
Zawód : Badacz artefaktów, twórca talizmanów, B&B
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Problem wyjątków od reguł polega na ustaleniu granicy.
OPCM : 5
UROKI : 6
ALCHEMIA : 30
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 8
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica
Oranżeria - Page 2 E331336106fb118b6485453aee90de3a
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8864-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8880-listy-do-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8879-primrose-burke https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t9143-skrytka-bankowa-nr-2090#276327 https://www.morsmordre.net/t8894-primrose-e-burke
Re: Oranżeria [odnośnik]18.12.20 7:25
Adeline nigdy nie odnalazła przyjemności w brodzeniu między zawiłościami numerologii. Wolała w całości poddawać się studiowaniu starożytnych run, które pomagały w zgłębieniu wiedzy ukrytej w meandrach historii, zaklętej w starych księgach, mapach, zwojach i manuskryptach. To właśnie sprawiało jej prawdziwą przyjemność, odkrywanie kart przeszłości. Swoim zamiłowaniem do wiedzy prawniczej chwaliła się nieco mniej, jednakże jako córka Crouchów posiadała naturalny talent do lawirowania między podstępnymi zapiskami kodeksów i dokumentów. Z oczywistych względów nigdy nie było jej dane rozpocząć kariery w podobnym kierunku, zatem nieco mniej oficjalnie służyła swoją opinią, sugestią mężowi, jeżeli ten zechciał jej słuchać oczywiście. Wszakże Adela po latach spędzonych jako małżonka Edgara wiedziała, że być może mowa była srebrem, ale to milczenie skrzyło się złotem.
Tak wiele zmieniło się od chwili, w której po raz pierwszy przekroczyła próg zamku Durham do chwili obecnej. Kapryśność będąca przywilejem młodości, ustąpiła chłodnemu opanowaniu, które nieustannie stanowiło tarczę dla lady Burke, za którą skrywała swoje prawdziwe myśli.
Cieszyło ją, że od tego czasu jej relacje z bratową uległy poprawie. Primrose stała się dla niej kimś na kształt młodszej siostry, której nie miała, a o której marzyła chyba każda dziewczynka. I chociaż do młodego dziewczęcia było jej daleko - co niesamowicie przeżywała zważywszy, że w tym roku obchodziła okrągłe, trzydzieste urodziny - to zalążek tej potrzeby posiadała siostry nadal pozostał. Wraz z doświadczeniem, które zebrała jako żona i matka chciała ułatwić jej to, co przecież nieuniknione. Może nie teraz, nie w tym miesiącu, ale w końcu Edgar będzie musiał wydać swą siostrę za mąż, nie tylko dla jej dobra - wszakże historia zna niewiele starych panien, które mogły poszczycić się szacunkiem - ale także dla dobra rodu. Wszakże mariaże zawsze zwiastowały poprawę relacji, zacieśnienie więzi i zawarcie umowy, sojuszu korzystnego do obydwóch stron.
- Dziękuję, mam nadzieję, że nie oderwałam cię od czegoś ważnego- odparła uprzejmie, siadając obok niej. Z typową dla siebie dbałością o szczegóły, szybkim ruchem ręki wyprostowała materiał sukni na jej udach. Postanowiła dzisiaj nie psuć zarówno sobie, jak i Primrose humoru, dlatego żaden komentarz, nawet taki owinięty w uprzejmość, odnośnie jej dzisiejszego ubioru nie wypłynął z ust Adeline. - Och tak, słoneczne dni zdarzają się niezbyt często, dlatego korzystają z każdej chwili - odparła, a na jej twarzy pojawiło się pewnego rodzaju rozrzewnienie. Można było zarzucić jej wiele wad - nawet jeżeliby się ich wyparła - ale z pewnością nie to, że była złą matką.
- A to stąd ich zainteresowanie tą historią - uśmiech na bladej twarzy Adeline rozszerzył się nieco. - Wczorajszego wieczoru dziewczynki prosiły o tę bajkę - osobiście nigdy nie opowiadała im tej historii, nie żeby miała coś przeciwko. Przynajmniej teraz wiedziała skąd to zainteresowanie.
Adeline Burke
Zawód : Arystokratka
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
part of her mystery
is how she is calm
in the storm and
anxious in the quiet
OPCM : 10
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7494-adeline-burke#206410 https://www.morsmordre.net/t7710-eunomia#213518 https://www.morsmordre.net/t7708-makowa-pani#213516 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle
Re: Oranżeria [odnośnik]21.12.20 13:54
Nauka i poszerzanie swoich horyzontów było dla niej bardzo ważne. Nigdy nie pasowało jej rola ładnego dodatku do mężczyzny. Chciała być mu partnerką w życiu, oparciem i ostoją, na której może polegać. Wobec tego musiała wiedzieć i orientować się w świecie. Widziała to szybkie spojrzenie po swoim ubiorze, ale nie skomentowała. Nie chciała dzisiaj nikomu psuć humoru, zwłaszcza że ostatnio miała mało czasu dla siebie. Głównie spędzała dni w pracowni albo na spotkaniach gdzie coraz częściej była proszona o pomoc w interpretacji run, symboli, w stworzeniu talizmanu czy po prostu by wyjaśnić zawiłości numerologii. Sprawiało jej to ogromną frajdę, ale jednocześnie miała coraz mniej czasu dla siebie i rodziny. Jeszcze dochodziły do tego lekcje nauki grania na skrzypcach. Nauczyciel pan Roots bywał w Durham dwa razy w tygodniu i przez dwie godziny uczył pannę Burke grać na tym pięknym instrumencie. A przez resztę dni ona sama znajdowała czas aby ćwiczyć godzinę dziennie i opanowywać coraz trudniejsze utwory. Po dwóch miesiącach była w stanie zagrać trzy melodie, a nauczyciel zapewniał, że teraz będzie jeszcze trudniej. Spojrzała wyczekująco na bratową. Skoro przyszła to zapewne chciała o czymś porozmawiać, być może poruszyć jakiś temat. Iście delikatny i kobiecy, taki, którego Edgar nie wiedziałby jak poruszyć, a matka nie chciałaby. Cóż, nestorowej było bliżej do Prim jeżeli chodzi o język czy podejście do życia. Istniała szansa, że jej słowa młoda panna Burke weźmie do serca.
-Czytam o kształtowaniu rzeczywistości poprzez wzory i układy cyfr w numerologii kiedy jeszcze była jedynie magia bezróżdżkowa, a przewodnikami energii były druidzkie kostury – odpowiedziała zaznaczając zakładką miejsce, w którym skończyła czytać i odłożyła książkę na bok. Kwestie rytuałów w okresie celtów i dzikich praw magii były fascynujące i mogły pomóc w jej badaniach nad artefaktami. Powoli wysnuwała dość mocną i ciekawą teorię, ale nadal szukała dowodów na jej poparcie, a musiała je mieć jeżeli chciała ową teorię pokazać światu. Pragnęła zaistnieć inaczej niż tylko szlachcianka i panna Burke.
Promienie słoneczne, które przebiły się przez zieleń oranżerii zagrały na ciemnych włosach czarownicy tworząc jasne refleksy na pasemkach. Szaro zielone oczy w tym otoczeniu zdawały się być bardziej zielone niż normalnie. Ogólnie cała postawa Prim jakby spoważniała i stała się bardziej wycofana, czyżby nabierała powoli cech typowych dla rodu Burke, zrzucając opierzenie młodzieńczego wieku, a na ich miejsce ubierając pióra kruka by zacząć unosić się na własnych skrzydłach dorosłości?
-Obiecałam im baśń o pewnym trytonie i jego ogrodzie kości – Prim nie potrafiła śpiewać więc nawet nie wyrywała się do kołysanek, ale snucie opowieści to co innego.
-Szykuje się co w najbliższym czasie? – Uznała, że należy zapytać. Chyba, że bratowa chce jedynie spędzić chwilę w spokoju z dala od dzieci, to wtedy Prim wróci do czytania swojej książki.



May god have mercy on my enemies
'cause I won't

Primrose Burke
Zawód : Badacz artefaktów, twórca talizmanów, B&B
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Problem wyjątków od reguł polega na ustaleniu granicy.
OPCM : 5
UROKI : 6
ALCHEMIA : 30
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 8
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica
Oranżeria - Page 2 E331336106fb118b6485453aee90de3a
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8864-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8880-listy-do-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8879-primrose-burke https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t9143-skrytka-bankowa-nr-2090#276327 https://www.morsmordre.net/t8894-primrose-e-burke
Re: Oranżeria [odnośnik]16.01.21 0:33
Skrzypce - lady Burke miała je w dłoniach jedynie kilka razy by z kapryśnością godną panienki Crouch rzucić nimi w kąt. Jej smukłe palce dużo śmielej sunęły po gładkiej powierzchni fortepianowych klawiszy. Wygrywane przez nią melodie były raczej płynne, nawet jeżeli naznaczone nieczystościami. Kiedyś grywała więcej, teraz kiedy siadała do fortepianu, pod nosem nucąc cicho melodie, miała wrażenie jakby jej palce wykonane były z drewna. Nie chciały już z taką lekkością uderzać w odpowiednie tony. Kto wie, może gdy dziewczynki podrosną na tyle, aby złapać za instrument, Adeline znajdzie chwilę bądź dwie aby przysiąść wspólnie przy fortepianie i ponownie, chociaż na chwilę, oddać się w kojące ramiona muzyki.
Czy coś ją trapiło? Trudno orzec, wiele spraw błądziło w myślach nestorowej, ta jednak w dogodnym dla siebie momencie wyciągała je na światło dzienne, konfrontując z członkami rodziny. Niezmiernie dziwiła się relacji swej teściowej z córką. Adeline otrzymała wiele ciepła od swej pani matki, która dbała o ich więź. I tego samego lady Burke pragnęła dla siebie i swoich dzieci. Zatem jak można porzucić własne dziecko? Stracić nim zainteresowanie? A może Adele jedynie wyolbrzymiała to, co rejestrowały jej oczy. Wszakże żadna z nich; ani szwagierka, ani teściowa, nie należały do kobiet nader otwartych.
- Och, iście fascynujący okres w naszej historii, nieprawdaż? - zamiłowanie do historii pchnęło Adeline w objęcia historii magii na terenie Wielkiej Brytanii, obecnej wśród celtów. Fascynujące, jak wiele wieków temu magia nie potrzebowała żadnego przewodnika w postaci różdżki, aby poddać się woli czarodzieja. Teraz? Wraz z utratą różdżki stawali się bezsilni i to równie mocno fascynowało co przerażało.
Na jej twarzy pojawił się błogi uśmiech. Promienie słoneczne wypełniały oranżerię, gubiące się w gąszczu roślin, które rzucały cienie. I w tym świetle Adeline nie mogła nie zauważyć pewnej powagi w obliczu szwagierki, którą przyjęła z pewnego rodzaju ulgą. Obawiała się, że wychowanie wśród braci bez kobiecej delikatności, sprawi iż Primrose zacznie się dusić w małżeństwie, które prędzej czy później zaistnieje. Nie dbała o komfort przyszłego męża Primrose, jednakże chciałaby jej oszczędzić niepotrzebnych trudności. Oderwanie się od swojego rodzinnego życia było i tak wystarczająco ciężkim przeżyciem.
- Rozpieszczasz je, moja droga - w jej głosie nie pobrzmiewała jednak nagana, któż miał je rozpieszczać jak nie ciotka? W jej głosie tkwiła pewna miękkość.
- Co masz na myśli? - znały się tyle długo, aby wiedzieć, że najczęściej lady Burke inicjowała rozmowy z jakiegoś powodu i to, że wiele przywar można było przypisać Adeline - oczywiście nie zdaniem samej damy - ale głupota nie była jedną z nich. Jednakże pozostał jej prawdopodobnie irytujący Burke'ow zwyczaj owijania wszystkiego w bawełnę. - Miałam jedynie nadzieję na chwilę rozmowy, tak dawno nie miałyśmy okazji spokojnie porozmawiać - niewinnie brzmiące zdania opuściły jej usta, a srebrno jej włosów zalśniło w nielicznych promieniach słonecznych, kiedy poprawiała spływające na jej szczupłe ramiona pasma.
Adeline Burke
Zawód : Arystokratka
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
part of her mystery
is how she is calm
in the storm and
anxious in the quiet
OPCM : 10
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7494-adeline-burke#206410 https://www.morsmordre.net/t7710-eunomia#213518 https://www.morsmordre.net/t7708-makowa-pani#213516 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle
Re: Oranżeria [odnośnik]16.01.21 22:20
Matka zawsze była obok, gotowa wspierać córkę, udzielić jej cennych rad, troszczyć się na swój sposób. Nie była wylewną kobietą i na pewno nie okazywała w swoich uczuć otwarcie. Jednak zawsze czuwała nad córką, interweniowała kiedy trzeba. Raz, gdy jeden z chłopców obraził Prim, sprawił, że zalała się łzami matka poruszyła niebo i ziemię aby ów młodzieniec poniósł stosowną karę. To prawda przedstawiciele rodu Burke nie byli zbyt wylewni, ale wystarczył jeden gest dłoni, skrzywienie, spojrzenie i już wiedzieli, że coś się dzieje. Ktoś by mógł stwierdzić, że byli zimni i oschli, ale Prim nie czuła większego ciepła i oddania jak to, które zapewniali jej bracia i kuzyn. Z czasem okazało się, że też i bratowa. Musiało trochę wody upłynąć, ale Prim przekonała się do żony brata i zaczęła traktować ją jak siostrę. Z czasem mówiła coraz więcej, ukazywała swoje myśli, patrzenie na świat, a Adeline na początku zaskoczona chyba starała się zrozumieć szwagierkę i chciała poznać jej świat. Kiedy zaś zagadnęła na temat historii oczy panny Burke zaświeciły się w ekscytacji.
-Potrafili czerpać energię magii prosto ze źródła, czuli jej przepływ przez rośliny, drzewa. Stąd kostury, które z czasem zamieniły się na różdżki, ale nie były im niezbędne do rzucania czarów. - Podchwyciła temat prostując się, aż poduszka upadła na ziemię. Pochyliła się aby po nią sięgnąć i kontynuowała dalej. - Magia rytualna, odpowiednie wzory i pozyskiwali potężną moc, nad którą potrafili panować. Nie wiem dlaczego z czasem ta wiedza zanikła czy też została zapomniana. Pomyśl tylko jakbyśmy wrócili do źródła i mogli korzystać z wiedzy Celtów. Choć… być może, właśnie dlatego nie jest już pamiętana. W obawie przed tym kto z takiej magii by korzystał.
Były osoby, które miały predyspozycje i zdolności do opanowania takiej sztuki, ale nie były godne aby ją poznać. Magia, zwłaszcza taka potężna wymaga pokory, ale wielu jej brakowało. Poza tym powinni z niej móc korzystać najbardziej uprzywilejowani, co w rozumieniu panny Burke oznaczało rody szlachetnej krwi, które od wieków zajmowały się spajaniem i opieką nad magicznym społeczeństwem. Bycie szlachtą niosło za sobą wiele przywilejów ale również obowiązków. Jednym z nich była troska o innych czarodziei i czarownic. Jednak wielu o tym zapominało i patrzyło krzywo na przedstawicieli arystokracji.
-Myślałam, że przyszłaś porozmawiać o incydencie w teatrze - przyznała otwarcie. Nawet do Prim doszły słuchy, że poszła plotka w świat o tym jak porzuciła lorda Carrowa na parkiecie, a następnie spędziła z nim długie minuty na tarasie sam na sam. Jednocześnie nie mając pojęcia, że Edgar już widział się z rzeczonym lordem kiedy ona zamawiała grafiki u pewnej artystki. Mimowolnie skrzywiła się na wspomnienie tamtego wieczoru. Evandra obiecała się spotkać z Primrose za dwa dni, w końcu Ares był jej kuzynem, może mogłaby coś doradzić?
-Skoro tak, to dostaną jeszcze opowieść o króliczej łapce - zaśmiała się niezwykle delikatnie i czule kiedy jej myśli powędrowały do dzieci brata. Nigdy nie będzie z tych ciotek, które dają słodycze i soczyste buziaki, raczej z tych, które budzą trochę grozę ale jednocześnie oferują niezwykłe historie. Tak jak kiedyś Edgar karmił złakniony umysł Prim opowieściami z dzikich krajów.



May god have mercy on my enemies
'cause I won't

Primrose Burke
Zawód : Badacz artefaktów, twórca talizmanów, B&B
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Problem wyjątków od reguł polega na ustaleniu granicy.
OPCM : 5
UROKI : 6
ALCHEMIA : 30
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 8
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica
Oranżeria - Page 2 E331336106fb118b6485453aee90de3a
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8864-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8880-listy-do-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8879-primrose-burke https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t9143-skrytka-bankowa-nr-2090#276327 https://www.morsmordre.net/t8894-primrose-e-burke

Strona 2 z 4 Previous  1, 2, 3, 4  Next

Oranżeria
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach