Wydarzenia


Ekipa forum
Oranżeria
AutorWiadomość
Oranżeria [odnośnik]15.11.17 11:28
First topic message reminder :

Oranżeria

Ogromna oranżeria jest osobnym, szklanym budynkiem znajdującym się po lewej stronie zamku. Jest niezwykle wysoka, wykonana z grubego, wzmacnianego magią szkła, rama zaś stworzona została z ciemnego metalu. W środku dodano kamienne elementy, zwłaszcza filary, podłogę oraz ławki. Oprócz najróżniejszych roślin, w tym tych najbardziej egzotycznych, oranżeria mieści również niewielkie oczko wodne, kilka fontann oraz wspaniałych rzeźb. Bez względu na porę roku we wnętrzu budynku zawsze jest ciepło, powietrze zaś wilgotne, stanowiąc w ten sposób idealne warunki dla roślinności.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Oranżeria - Page 3 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Oranżeria [odnośnik]24.01.21 22:20
Kiedy pierwszy raz odziana w modny pantofel stopa Adeline przekroczyła próg posiadłości w Durham, miała wrażenie, że więzi wytworzone w murach zamczyska przesiąkły ich zimnem. Teraz, kiedy już prawie dekadę spędziła w towarzystwie rodziny swego męża, przekonała się, że chłód ziejący z korytarzy i spojrzeń Burke'ów jest przeznaczony jedynie dla świata poza Durham, dla obcych. I chociaż nie pojmowała rezerwy, którą być może opacznie rozumiała jako brak zainteresowania, to podziwiała wytrwałość i moc łączących ich więzi. Stabilne i niezachwiane. Zdaniem Adeline było to niezwykłe. Czym innym są poczucie obowiązku wobec rodziny, rodowego nazwiska, a czym innym prawdziwy, surowy szacunek do siebie nawzajem, którego zapewne nie mogła zaznać w londyńskiej posiadłości. Naturalnie, Crouchowie wydawali na świat czarodziejów dumnych i uczyli przywiązania do nazwiska. Niemniej jednak zmysł polityczny gubił szczerość w zmyślnie złożonych zdaniach.
- Spotkałam się z kilkoma teoriami na temat odejścia od magii naszych przodków. Według jednej z nich, różdżka sprawiała, że czarodzieje o słabszym potencjale magicznym mogli sięgnąć po magię. Druga zaś głosi, że to wszystko jest kwestią pojawienia się przodków Ollivanderów, którzy do dziś trzymają monopol na wytwarzanie różdżek na wyspach - nie jej było oceniać prawdziwość tych tez, wszakże nie wszystko co zostało uwiecznione na pergaminie musiało być prawdziwe, albo mądre. Czasem, przerzucając stronice kolejnych ksiąg - kiedy sama posiadała już sporą wiedzę w dziedzinie historii - miała jedynie ochotę złapać się za głowę, a rzeczony rękopis wrzucić do płonącego kominka. Adeline niesamowicie dbała oto, aby przeszłość została należycie uwieczniona na kartach historii. Wszakże to z niej płynie cała wiedza i mądrość, z której teraz korzystają ci, którzy nie powinni mieć do niej dostępu.
Delikatny, nieco powściągliwy uśmiech nie schodził z twarzy Adeline. Cóż, nie była zachwycona tym, co stało się w teatrze, a raczej tym, co miało tam miejsce względem plotek. Nauczyła się jednak, że jeżeli chciała zdobyć rzetelną informację musiała szukać jej u źródła. - Liczyłam, że zechcesz mnie wtajemniczyć w to, co stało się podczas twojego spotkania z lordem - łagodny ton okraszony był stanowczą nutką zaplątaną gdzieś między słowami. Nie miała w zwyczaju ganić za nic, jednakże już sama reakcja Primrose na wspomnienie rzeczonego incydentu dawała wiele do myślenia. Zatem z cierpliwością oczekiwała na to, aż szwagierka odkryje przed nią prawdziwe szczegóły spotkania z lordem Carrow, z którego osobą w mniejszym lub większym stopniu Adeline była zaznajomiona.
- Z pewnością będą zachwycone - odparła. Dzieci uwielbiały słuchać historii przed snem. Czasem jedynie Adele nuciła słowa znanej sobie kołysanki, która pozwalała im zasnąć. Dużo częściej robiła to, kiedy były jeszcze w wieku niemowlęcym, a ona tuliła je w swych ramionach i cicho nuciła spokojne melodie.
Adeline Burke
Zawód : Arystokratka
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
part of her mystery
is how she is calm
in the storm and
anxious in the quiet
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7494-adeline-burke#206410 https://www.morsmordre.net/t7710-eunomia#213518 https://www.morsmordre.net/t7708-makowa-pani#213516 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle
Re: Oranżeria [odnośnik]24.01.21 23:07
Kiedy mogła rozmawiać o teoriach, snuć akademickie dysputy była w swoim żywiole. Nie musiała ukrywać się z bystrością umysłu aby nie zawstydzić tych, którzy wiedzą mniej. Przeważnie chodziło o mężczyzn co Prim wyjątkowo irytowało. Nie mogła pojąc tego, że zdanie dwuletniego chłopca było ważniejsze od tego, które wypowiadała dziewczynka w tym samym wieku. Nie podobała się jej wielka niesprawiedliwość jaka nadal była obecna w rodzinach tradycyjnych. Chłopców uczona  mieć aspiracje, a dziewczynki od najwcześniejszych lat spowalniania i ograniczana. Gdy chłopcy dorosną, ich siostry będą przygotowywane do życia w domu, podczas gdy oni będą za rączkę prowadzeni przez bogaty świat nauki. Miała to szczęście, że jej nikt nie zabraniał nauki, wręcz przeciwnie była do tego zachęcana i pchana. Zapewne tiara przydziału zauważyła ten potencjał i młoda lady Burke wylądowała w Ravenclaw, w przeciwieństwie do jej braci, którzy byli dumnymi adeptami domu Węża. Nie wstydziła się swojego przydziału, a rodzina zapewniła ją, że są dumni. Z pełnym wsparciem mogła dalej podążać ścieżką nauki, ale jej ambicje nie kończyły się na wiedzy dla samej siebie. Pragnęła coś odkryć i pokazać owe odkrycie światu. Udowodnić, że kobieta, i to z rodu arystokratycznego jest stworzona do czegoś więcej niż wyglądu, tak jak postrzegała ją większość społeczeństwa. Teraz snuła rozmowę z bratową co ją bardzo cieszyło, gdyż pamiętała dzień, w którym zorientowała się, że Adeline nie należy do zwykłych panien na wydaniu, choć modelowo wpisywała się w ramy idealnej żony nestora rodu.
-Sądzisz, że mogliby stracić monopol i tym samym odpuścić innych twórców do tego biznesu? Czy może różdżki przestały być tak potrzebne?
Była ciekawa wizji świata, w której czarodzieje nie używają różdżek, albo nie stanowią one jedynego narzędzia ich pracy przy korzystaniu z magii. Choć ona sama już nie potrafiła się bez różdżki obejść to chętnie by doświadczyła innego sposobu używania magii.
Słysząc słowa bratowej westchnęła głucho, mogła się domyślić, że tak będzie zainteresowana tym co się wydarzyło. Edgar nie usłyszał jej oto głowy, ale nie zdziwiłaby się gdyby poprosił o wybadanie tematu swoją żonę. Może takie podejście do tematy, tym razem, było bezpieczniejsze. Zwłaszcza, że wydarzenia tego wieczoru wciąż były żywe w pamięci młodej czarownicy.
-Musiało kiedyś dojść do tej rozmowy - mruknęła i spojrzała z ukosa na Adeline. - Lord Ares Carrow, obraził mnie oraz naszą rodzinę. - Odpowiedziała po dłuższej chwili milczenia. - Podejrzewam, że jest w tym trochę mojej winy. Tak sądzę, ale nie wiem gdzie mogłam popełnić błąd, żeby zasłużyć sobie na takie traktowanie. Byłam zbywana półsłówkami, traktowana jak natrętna, nic nie znacząca mucha, która przeszkadza mu w zbieraniu myśli. Zasugerował abym też pewnymi sprawami nie zaprzątała sobie głowy i zajęła się pracą w tym naszym sklepiku.
Rysy twarzy Primrose nabrały ostrości, a jej oczy ciskały gromy jakby przed sobą właśnie miała postać lorda Carrow.
-Następnie zaś oznajmił mi, że ze względu na naszą sytuację musi ukrócić znajomość. Nadal nie rozumiem co miał na myśli, ale ewidentnie dawał mi do zrozumienie, że w czymś mu uchybiłam.
Pominęła kwestię, że w tańcu kiedy wykonywali kolejne figury nie wiedziała gdzie oczy podziać, a jego dotyk sprawiał, że budziło się w niej coś, czego nie potrafiła nazwać. Nie wiedziała dlaczego ten mężczyzna tak na nią działa. Z jednej strony chciała być na niego zła i nim gardzić, a z drugiej coś w środku niej ubolewało nad tym, że już nigdy więcej go nie zobaczy. Było to tak irracjonalne, że Primrose nie wiedziała jak sobie z tym poradzić. W trakcie rozmowy z bratową starała się trzymać emocje na wodzy więc zacisnęła mocno dłonie na materiale wełnianych spodni.



May god have mercy on my enemies
'cause I won't

Primrose Burke
Zawód : Badacz artefaktów, twórca talizmanów, B&B
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Problem wyjątków od reguł polega na ustaleniu granicy.
OPCM : 4 +1
UROKI : 1
ALCHEMIA : 28 +5
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 6 +2
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica
Oranżeria - Page 3 E331336106fb118b6485453aee90de3a
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8864-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8880-listy-do-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8879-primrose-burke https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t9143-skrytka-bankowa-nr-2090#276327 https://www.morsmordre.net/t8894-primrose-e-burke
Re: Oranżeria [odnośnik]16.02.21 20:57
Niestety, gdyby miała wskazać jeden mankament w obecnej strukturze rodzin szlacheckich to mogło to być nieco protekcjonalne traktowanie młodych dam, chociaż z czasem Adeline nauczyła się, że każdy ma do spełnienia jakąś rolę i rola matki oraz żony nie była mniej istotna od roli wielkiej uczonej. Wręcz przeciwnie. Jako matka odnajdowała się w roli guwernantki, nauczycielki muzyki, bajkopisarki, pocieszycielki. Z kolei bycie żoną było jednoznaczne z zaakceptowaniem obowiązków częściowego prowadzenia domu, bycia wsparciem i służenia słowem porady, kiedy nastąpi czas zwątpienia. Była filarem swojej małej rodziny, a teraz także - przynajmniej w swoim własnym pojmowaniu tytułu jaki spadł na barki jej męża - całego rodu Burke. Ważne jest, aby małe dziewczynki były świadome wagi roli, którą przyjdzie im odgrywać w przyszłości.
- Sądzę, że jako czarodzieje przyzwyczailiśmy się do wygody jaką proponują różdżki. W obecnych czasach nieliczni czarodzieje są w stanie używać magii bez pośrednictwa różdżki. Podejrzewam zatem, że na ich miejsce pojawiliby się kolejni różdżkarze, tudzież musielibyśmy sięgać po te wytwarzane w innych częściach Europy. Moglibyśmy też zastąpić je czymś innym - cóż, do dobrego szybko można się przyzwyczaić, prawda? Kreatywność i pomysłowość czarodziejów nie znała granic i z pewnością w miejsce różdżek mogłoby pojawić się coś nowego.
Z łagodnym, niezdradzającym wiele wyrazem twarzy wsłuchiwała się w słowa wypowiadane przez Primrose. Starała się znaleźć zrozumienie dla jej oburzenia, chociaż nie zająknęła się słowem, pozwalając jej rozwinąć skrzydła i przedstawić swoją wersję wydarzeń. A kiedy emocje nieco uleciały wraz z wyrzuconymi w przestrzeń słowami usta nestorowej ułożyły się w łagodny uśmiech. Pozwoliła sobie również na poufały gest i wyciągnęła rękę w jej stronę. Blade, delikatne palce zacisnęły się na dłoni Primrose.
- Nie twierdzę, że wina leży po twojej stronie, Prim, wszakże nie ma żadnej wymówki, która usprawiedliwia haniebne zachowanie lorda Aresa względem ciebie. Niemniej jednak miast iść w parze z ignorancją lorda Carrow, następnym razem powinnaś zachować spokój. Niestety takie sytuacje dużo boleśniej odcisnąć mogą swe piętno na reputacji młodej damy niżeli lorda - nie chciała jej potępiać, przecież nie tędy droga. Sztuką było pchnąć dziewczę w odpowiednim kierunku, prawda? - Widzisz, my kobiety nie mamy tego przywileju wdawania się w ostre dyskusje, kiedy oczy widowni chcą widzieć nasz piękny uśmiech i nienaganne maniery. Musimy umiejętnie wybierać bitwy, do których podchodzimy oraz rozważnie stawiać następne kroki. Prawdziwa siła nie tkwi w bezmyślnym krzyku, a świadomym szepcie - miała nadzieję, że aluzja ukryta w słowach dotrze do Primrose i z czasem stanie się jej pocieszeniem. Niegdyś serce Adeline przepełniała furia. Przecież była błyskotliwa, a prawnicze zapiski nie miały przed nią tajemnic. A mimo to musiała ustąpić pola starszym braciom, ponieważ damie nie przystoi zajmować ministerialnego stanowiska, na którym swoją inteligencją mogłaby przyćmić innych lordów. - Pamiętaj tylko proszę, że nie jesteś sama - dodała jeszcze z zaskakująco dobrotliwym uśmiechem. Nie mówiła o braciach, czy kuzynach, którzy z pewnością byliby wstanie poruszyć niebo i ziemię, aby zawalczyć o jej honor. Ale czasem nawet oni nie rozumieli pewnych kwestii.
- Zostawmy jednak to niefortunne wydarzenie. Jest coś jeszcze o czym chciałabym porozmawiać - odparła pogodnie, na ile pogodnie mógł brzmieć głos lady Adeline. Spojrzenie jasnych oczu przeniosło się na twarz szwagierki.
Adeline Burke
Zawód : Arystokratka
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
part of her mystery
is how she is calm
in the storm and
anxious in the quiet
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7494-adeline-burke#206410 https://www.morsmordre.net/t7710-eunomia#213518 https://www.morsmordre.net/t7708-makowa-pani#213516 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle
Re: Oranżeria [odnośnik]17.02.21 14:35
Opanowanie magii bezróżdżkowej było jednym z marzeń lady Burke, ale żeby się za to zabrać potrzebowała mieć podstawową wiedzę na temat istoty magii oraz jej powstawania. Powoli zgłębiała różne traktaty, ale na razie mogła jedynie stwierdzić, że wie gdzie zacząć szukać informacji i miała zamiar to zrobić. Dział Ksiąg Zakazanych w bibliotece zdawał się być odpowiednim miejscem na zdobycie wiedzy, której tak łaknęła.
-Istnieje szansa, że sięgnęlibyśmy do istoty samej magii. Słyszałam o tym, że to emocje tworzą silną magię. Stąd powstało zaklęcie avada – odpowiedziała kiedy słowa bratowej wybrzmiały. – To właśnie silne emocje miały wpływ na to, że w ogóle się pojawiło.
Taka dyskusja była ożywcza dla spragnionego wiedzy młodego umysłu. Jednak rozmowa zaraz zeszła na Aresa Carrow a to generowało u niej dodatkowy stres. Jednak Adeline, jak zwykle zresztą, wykazała się taktem w takich kwestiach. Zaś drobny ale niezwykle ciepły gest nie uszedł je uwadze. Uśmiechnęła się blado do nestorowej.
-Gdy chodzi o inne osoby potrafię udzielać rad, ale gdy chodzi o mnie, tracę cały obraz i obiektywizm. – Przyznała otwarcie mając świadomość, że czasami demonizuje i działa zbyt impulsywnie. Zupełnie jak Charon. Słyszała słowa kobiety i przyjmowała je do siebie, rozumiała co chciała jej przekazać. Świat, w którym żyły był surowy, zarówno dla mężczyzn jak i kobiet, ale ta surowość na płci pięknej zostawiała więcej widocznych śladów. Cała poezja była przeciwko kobietom, tylko dziwnym zbiegiem okoliczności pisali ją mężczyźni. Westchnęła cicho i nakryła swoją dłonią rękę bratowej kiwając głową.
-Wiem – choć różniły się mocno to Prim miała pełną świadomość tego, że Adeline będzie obok niej. Ileż to razy wstawiała się za młodszą czarownicą kiedy Edgar marszczył brwi niezadowolony zachowaniem siostry. – To zabawne, ponieważ też chcę z tobą o czymś porozmawiać.
Spojrzała uważnie na Adeline ciekawa jak zareaguje na jej propozycje.
-Zbliża się wielkimi krokami jesień, a sytuacja w Anglii nie jest za wesoła, kto wie co się wydarzy za parę tygodni. – Rozpoczęła zastanawiając się jak przedstawić swoją propozycję. – Jak wiesz, zwykle jest przyjęte aby w tym okresie zrobić objazd po hrabstwie, spotkać się z dzierżawcami, zobaczyć jak im się żyje, jakie mają problemy czy plany. Zwykle robił to Edgar, a ja czasami mu towarzyszyłam, ale w tym roku… chciałabym abyśmy zrobiły to we dwie. Odciążyły go z tego obowiązku. Jest wystarczająco zajęty, ma sporo na głowie, a my mogłybyśmy porozmawiać z tymi ludźmi. Zobaczyć jak im się wiedzie, może w jakiś sposób pomóc. Co o tym myślisz?
W jej szarozielonych oczach odbijało się pytanie, które właśnie zadała. Poza sprawdzeniem co się dzieje w Durham, chciała również zobaczyć jakie są nastroje. Co ludzie myślą o obecnej sytuacji politycznej, czy są zadowoleni z obecnego stanu rzeczy, czy czują się bezpiecznie pod opieką lordów Durham, którzy w końcu należeli do Rycerzy i wspierali obecną politykę.


|zt



May god have mercy on my enemies
'cause I won't

Primrose Burke
Zawód : Badacz artefaktów, twórca talizmanów, B&B
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Problem wyjątków od reguł polega na ustaleniu granicy.
OPCM : 4 +1
UROKI : 1
ALCHEMIA : 28 +5
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 6 +2
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica
Oranżeria - Page 3 E331336106fb118b6485453aee90de3a
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8864-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8880-listy-do-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8879-primrose-burke https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t9143-skrytka-bankowa-nr-2090#276327 https://www.morsmordre.net/t8894-primrose-e-burke
Re: Oranżeria [odnośnik]01.05.21 23:09
1 listopada '57

Przybywając do Durham spodziewała się zastać zapraszającego ją lorda raczej w gabinecie opatrzonym mnogością rodowych herbów, nie w oranżerii. Kiedy służka prowadziła ją naprzód krętymi uliczkami pomiędzy bujną roślinnością, Wren pozwoliła badawczemu spojrzeniu skoncentrować się na mijanej zieleni; niektóre gatunki wyglądały na nietutejsze, miały w sobie zdecydowanie więcej koloru niż oferowała brytyjska szaruga. W powietrzu unosił się orzeźwiający zapach, a do uszu docierał dźwięk płynącej wody w fontannie, do której zbliżała się w towarzystwie przewodniczki.
Granatowa szata szeleściła cicho w rytmie stawianych kroków, u jej boku znajdowała się zaś elegancka torba z polerowanej skóry, model nowszy niż ten, który Azjatka dotychczas zabierała ze sobą na spotkania. Być może to fakt obracania się głównie wśród arystokratów ostatnimi czasy spowodował potrzebę zaopatrzenia się w nowe rzeczy; teraz wyglądała dostojniej, choć wciąż skromnie, jak orientalnego pochodzenia handlarz znający swoje miejsce w hierarchii społecznej. Bogate suknie nie były jej przeznaczone. Nawet ta, którą otrzymała od Francisa, spoczywała głęboko w szafie, nienoszona nigdzie indziej jak w zaciszu własnego salonu, przed lustrem zamrażającym niewypowiedziane marzenia.
Nigdy nie będę należeć do tego świata.
Służąca zatrzymała się niebawem i skłoniła, zapowiadając nadejście zamawianego gościa, a kiedy postąpiła do boku, Wren spojrzała na siedzącego przed sobą mężczyznę. Wyglądał młodo, twarz miał przystojną, szatę absolutnie nienaganną - w takim otoczeniu mógł przypominać zagubionego w dżungli wędrowca, rozbitka z jakiegoś wystawnego promu, nie lorda kojarzonego z działalnością owianego konkretną sławą sklepu na Nokturnie.
- Lordzie Burke - odezwała się miękko i skinęła mu głową z wyraźnie zarysowanym szacunkiem. Nie musiał na niego pracować, właściwie żaden przedstawiciel konserwatywnej szlachty nie musiał tego robić... choć przykrym okazywał się fakt, że godne urodzenie czasem rozmijało się z płytkim, nijakim charakterem. Częstszym zaskoczeniem okazywały się kobiety. Błyszczały jak diamenty w rodzinnych koronach, obdarzone ponadprzeciętną inteligencją i świadomością własnych potrzeb. Nie wszystkie, rzecz jasna, jednak Azjatka ostatnimi czasy miała okazję obcować właśnie z tego rodzaju arystokratkami. - Wren Chang, dziękuję za przyjęcie. Mam nadzieję, że nie przyszłam zbyt wcześnie? - zaznaczyła, na moment powracając wzrokiem do nietypowego wyboru otoczenia.



it was a desert on the moon when we arrived. gathering all of my tears, heartbreak and sighs, jade made a potion ignite and turned the night into a radiant city of light.
Wren Chang
Zawód : handlarz krwią
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
tell her i wasn't scared.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8598-wren-chang#252999 https://www.morsmordre.net/t8601-yue#253113 https://www.morsmordre.net/t8604-punkt-pobran-krwi#253124 https://www.morsmordre.net/f252-pokatna-56-2 https://www.morsmordre.net/t8602-skrytka-bankowa-nr-2037#253118 https://www.morsmordre.net/t8603-wren-chang#253121
Re: Oranżeria [odnośnik]18.05.21 12:46
Faktem było, że oranżeria nie należała do typowych miejsc gdzie omawiano sprawy biznesowe. Nadawało się jednak jak każde inne, tym bardziej że Burke dość miał już swojego gabinetu. Ostatnimi czasy spędzał tam zdecydowanie zbyt wiele godzin. Z resztą, ponury wystrój zamku mógł wystraszyć jego dzisiejszą rozmówczynię, a przecież to miała być luźna, przyjemna rozmowa powiązana z interesami. Stąd też wybór padł na oranżerię - chyba najbardziej kolorowe miejsce na całych ziemiach kontrolowanych przez Burke'ów.
- Panno Chang. Witam w zamku Durham - przerwał lekturę, którą postanowił umilić sobie czas oczekiwania na gościa. Nie miał go wiele, był człowiekiem raczej zajętym, a zaproszona przez niego handlarka zjawiła się w zamku punktualnie. Książka będzie musiała więc zaczekać, dlatego Burke odłożył ją na bok, swoją całkowitą uwagę poświęcając stojącej przed nim kobiecie. Nie spotykał wielu azjatów - choć wiedział, że były w Anglii miasta, a w nich poszczególne dzielnice, gdzie łatwiej było natknąć się na skoośnookiego, niż na rodowitego brytyjczyka. Sam nie zapuszczał się tam z raczej wiadomych powodów. Wstał, podchodząc bliżej i przez krótką chwilę z uprzejmym zainteresowaniem przyglądając się ciemnowłosej. Mógł zrozumieć, skąd brała się męska słabość do kobiet o takiej urodzie, tak. Nawet wśród szlachty. Egzotyczne zawsze kusi, szczególnie jeśli znajdowało się w zasięgu ręki. Taka już była natura ludzka.
- Niezmiernie się cieszę, że znalazła pani czas, aby przybyć tu osobiście - a spróbowałaby nie - Proszę usiąść, porozmawiamy o mojej małej prośbie - wskazał jej miękkie, niskie, podłużne siedzisko, idealnie wręcz dopasowane do ich otoczenia. Oranżeria była idealna, gdy potrzeba było miejsca do odpoczynku lub niezobowiązującej, luźnej rozmowy. Zaraz więc Craig powrócił na swoje miejsce, pstryknięciem palców wzywając skrzata, który tylko skłonił się nisko, a następnie usłużnie czekał aż Chang powie mu, czego chciałaby się napić.
- Jak dobrze rozumiem, handluje pani krwią, która swoje zastosowanie ma w celach kosmetycznych? - czego to sobie szlachcianki nie wymyślą, byle tylko się upiększyć. Ale coś w tym musiało być, jeśli interes Chang się kręcił. Craig właściwie chętnie by się dowiedział więcej - stąd przed dalszymi interesami, chętnie dowiedziałby się tego i owego - Opowie mi pani o tym trochę więcej? Na przykład o jej właściwościach...
Był skupiony na swojej rozmówczyni, toteż nie zauważył jeszcze, że, po raz kolejny, w najmniej odpowiednim momencie, z jego czaszki bardzo powolutku zaczynają wybijać się dwie wypustki - poroże, które męczyło go aż od dnia wyprawy do Gringotta, zawsze potrafiło wykazać się fatalnym wyczuciem czasu. Tak jak i teraz. Dobrze przynajmniej że jego porost nie bolał... Choć ogółem marna to była jednak pociecha.

Głupie poroże...


monster
When I look in the mirror
I know what I see
One with the demon, one with the beast
The animal in me
Craig Burke
Zawód : Handlarz czarnomagicznymi przedmiotami, diler opium
Wiek : 34
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
If I die today, it won’t be so bad
I can escape all the nightmares I’ve had
All of my angry and all of my sad
Gone in the blink of an eye
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t3810-craig-maddox-burke https://www.morsmordre.net/t3814-blanche#70697 https://www.morsmordre.net/t3813-zwiazki-lorda-burke#70693 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t6332-skrytka-bankowa-nr-965#159559 https://www.morsmordre.net/t3842-craigowe#71823
Re: Oranżeria [odnośnik]26.05.21 20:29
- To wspaniały zamek z niezaprzeczalnym charakterem. Jestem wdzięczna za możliwość zobaczenia go na własne oczy, lordie Burke - odpowiedziała spokojnie, bez krępacji znosząc męskie spojrzenie. Craig nie przyglądał się jej tak jak robił to niegdyś Haverlock Travers, bardziej przypominał jej nieodżałowanego lorda Alpharda Blacka, z którym interesy prowadziła z nieukrywaną przyjemnością, rada, kiedy tylko dzielił się z nią swymi przemyśleniami na temat magii krwi. Niezbadanej, enigmatycznej dziedziny, której schedę ona zamierzała kontynuować, choć w nie tak naukowym stopniu, jak robił to ów czarodziej.
- To dla mnie zaszczyt - Azjatka pozwoliła sobie na profesjonalny, kulturalny uśmiech, nim skinęła głową i zajęła wskazane przez gospodarza miejsce. Oranżeria dodawała biznesowym rozmowom nieodpartego uroku, musiała to przyznać; wśród bujnej flory o nasyconej zieleni milej było dyskutować o pięknie. Na ręce pojawiającego się nieopodal skrzata złożyła prośbę o zwykłą herbatę, by następnie całość swojej uwagi skoncentrować na rozmówcy. To, że będzie posiadał związane z nieznajomością produktu pytania, było wręcz oczywiste - należało na nie tylko cierpliwie poczekać, a lord Burke prędko przeszedł do konkretów. - Dokładnie tak, sir. Z moich usług korzysta znamienita część świadomych swoich potrzeb lady, a także ich krewnych, którzy dbają o swoje żony, siostry, córki czy matki - Chang wyjaśniła melodyjnie, tonem jednak niesugerującym czczych przechwałek. Jeszcze tego by brakowało, by próbowała popisać się przed kimś, kto prędko zwęszyłby puste obietnice. Na szczęście do tego było jej daleko. - To rewolucyjna metoda kosmetyczna, jednocześnie znajdująca pożytek w mugolach, z których w innych okolicznościach nie ma pożytku w naszym świecie. Mugolkach, rzecz jasna. Dziewicach, czystych, nietkniętych, o nietuzinkowej, wspaniałej urodzie - kontynuowała; u jej boku znów pojawił się skrzat i na niewielkim stoliczku obok fotela ustawił herbatę parującą z eleganckiej filiżanki, za którą zamiast jemu, podziękowała skinieniem głowy arystokracie. Choć pracowite, te magiczne stworzenia nie miały w sobie personalnej wartości.
Z każdym jej słowem aparycja lorda Burke stawała się... co najmniej osobliwa. O ile nie można było odmówić mu szlachetnego wyglądu i nienagannej prezencji, o tyle z głowy zdawało się wyrastać poroże, którego w ludzkiej czaszce winno brakować; Wren jednakże nie zatrzymała wzroku na tym ewenemencie, nauczona doświadczeniem, że szlachetnie urodzonym nie odmawiało się niczego. Może akurat miał taki kaprys? Zapragnął urozmaicić swój wygląd, by uradować bratanice, siostrzenice, inne dzieci krążące po zamku? Tym bardziej nie śniło jej się nawet, by zadawać pytania. Nie drgnęła jej brew czy powieka, kiedy z szacunkiem spoglądała na swojego potencjalnego zleceniodawcę.
- Taki zabieg pielęgnuje skórę. Sprawia, że staje się widocznie wypoczęta, pozbawiona niedoskonałości i dobrze nawilżona - ciągnęła dalej, tuż po małym łyku parującego napoju. Jakość była przepyszna, smak o wiele bogatszy niż wszelkie lury obecnie dostępne na rynku dla mniej zamożnej części społeczeństwa. - Można smarować krwią dowolne części ciała, albo korzystać z całkowitej kąpieli - zakończyła wreszcie. Kto wie, może los postanowi ją dziś zadziwić i okaże się, że lord Burke chciał skorzystać z jej oferty dla siebie, nie krewniaczki? - Czy zaspokoiłam lorda ciekawość? - spytała uprzejmie.



it was a desert on the moon when we arrived. gathering all of my tears, heartbreak and sighs, jade made a potion ignite and turned the night into a radiant city of light.
Wren Chang
Zawód : handlarz krwią
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
tell her i wasn't scared.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8598-wren-chang#252999 https://www.morsmordre.net/t8601-yue#253113 https://www.morsmordre.net/t8604-punkt-pobran-krwi#253124 https://www.morsmordre.net/f252-pokatna-56-2 https://www.morsmordre.net/t8602-skrytka-bankowa-nr-2037#253118 https://www.morsmordre.net/t8603-wren-chang#253121
Re: Oranżeria [odnośnik]03.07.21 13:40
- Miło słyszeć tak pochlebne słowa o swoim domu- kiwnął głową z uznaniem. Domyślał się, że kobieta musiała nauczyć się sposobów wysławiania oraz zachowania w obecności szlachty - musiała, jeśli chciała wciskać im swój towar. Póki co szło jej bardzo dobrze, panna Chang zrobiła na nim pozytywne wrażenie.
Burke'owi naprawdę ciężko było uwierzyć w to, że mugole nadają się do czegoś konkretnego. A już w szczególności że ich paskudna, brudna, niemagiczna krew może okazać się w jakikolwiek sposób wartościowa. Przecież nie kryła się za tym żadna magia - mugole byli je całkowicie pozbawieni. Właściwie bliżej im było do zwierząt, ale nawet zwierzęta miały w oczach lorda Burke więcej wartości, niż byle niemagiczne ścierwo, udające normalnego człowieka. Gdyby Wren zaczepiła go na ulicy, rozpowiadając o cudownym działaniu oferowanego przez nią produktu, wyśmiałby ją zapewne i zwymyślał od wariatek. Tymczasem... potwierdzenie cudownego wpływu mugolskiej krwi na stan skóry szlachcianek znajdywało swoje potwierdzenie na salonach. Musiało tkwić w tym zapewne jakieś ziarno prawdy, inaczej pogłoski na temat towaru panny Chang byłyby zgoła inne. Stąd też zainteresowanie samego lorda Burke.
Nie, nie zamierzał kupować specyfiku dla siebie. Mimo tych plotek, krążących po balach i przyjęciach szlachty, nadal czuł pewien opór na samą myśl o mugolskiej krwi. Do tej pory wydawało mu się, że nadawała się jedynie do klątw i eliksirów. Poza tym, nie był aż tak próżny, uważał, że zabiegi oraz kosmetyki, których obecnie używa, w zupełności mu wystarczają. Jeśli jednak mógł sprawić przyjemność swoim kuzynkom, czemu miałby nie skorzystać?
- Nadal stanowi to dla mnie tajemnicę, jak coś tak bezwartościowego może produkować tak cenny specyfik. Jestem jednak gotów pannie zawierzyć, zważywszy na to, co słyszałem o efektach tej kuracji. - to nie tak, że miał cokolwiek do stracenia. Czym było kilka galeonów? A nawet jeśli Primrose i Adela uznają, że nie wykorzystają krwi w celach kosmetycznych, nie zmarnuje się ona. Klątwy potrzebowały przecież odpowiedniej bazy. - Dużo ma panna klientów? - dopytał jeszcze. "Znamienita część lady i ich krewnych" nie mówiło mu wiele. - W jakiej ilości i formie dystrybuuje panna swój towar? - padło kolejne z pytań. Dopiero też wtedy Craig poczuł, że coś jest nie tak. Starczyło z resztą by spojrzał pod odpowiednim kątem, a już dostrzegł, że to znów się stało. Zaklął cicho w myślach, może odrobinę pobladł, nie dał jednak w żaden sposób po sobie poznać, że rosnące z jego czaszki poroże wywołało u mężczyzny poczucie lekkiej paniki oraz złości. Musiał zachować kamienną twarz, może okazać lekkie rozczarowanie. Był panem tej sytuacji. Nie mógł przecież okazać braku kontroli w obecności kobiety. - Proszę nie zwracać uwagi - rzucił tylko, niemal od niechcenia. Nie uszło jednak jego uwadze, że azjatka dobrze radziła sobie z ignorowaniem poroża, nawet zanim ją o to poprosił. Burke postarał się za to, by ta sytuacja ta wyglądała na całkowicie normalną, ba, spodziewaną nawet.


monster
When I look in the mirror
I know what I see
One with the demon, one with the beast
The animal in me
Craig Burke
Zawód : Handlarz czarnomagicznymi przedmiotami, diler opium
Wiek : 34
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
If I die today, it won’t be so bad
I can escape all the nightmares I’ve had
All of my angry and all of my sad
Gone in the blink of an eye
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t3810-craig-maddox-burke https://www.morsmordre.net/t3814-blanche#70697 https://www.morsmordre.net/t3813-zwiazki-lorda-burke#70693 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t6332-skrytka-bankowa-nr-965#159559 https://www.morsmordre.net/t3842-craigowe#71823
Re: Oranżeria [odnośnik]26.07.21 17:51
W pewien specyficzny sposób ów mężczyzna przypominał jej nieodżałowanego lorda Alpharda. Miał w sobie magnetyzm, miał w sobie ciekawość, miał w sobie determinację - wszystko posiadał zatem na właściwym miejscu, mimo oczywistych oporów i niepewności decydując się kierować otwartym umysłem. Mugole byli bydłem. Stworzeniami, które należało hodować dla przyjemności czarownic spragnionych odnawialnego piękna nieuchronnie starzejącej się fizyczności. Ich zbędna obecność na świecie, jakim powinni władać wyłącznie czarodzieje odpowiedniego urodzenia, stała jednak w kontraście do tego, co płynęło przez ich żyły. Dziewcząt, młodych, ślicznych i przede wszystkim czystych. Na mężczyznach Wren nie zależało, jeszcze nie. Może kiedyś?
- Piękno kryje się w każdej krwi, lordzie Burke - odparła na jego wygłoszoną rezerwę. Głos wciąż miała miękki, ale pewny, przedstawiając fakty, nie bajki, jakimi karmiło się dzieci, by w wyobraźni zaszczepiać marzenia; Azjatka nie musiała sięgać po fałszerstwo, dowody skuteczności kuracji, jak zauważył szlachcic, były głośne i ewidentne. Pierwsza powiedziała o nich otwarcie lady Morgana, udzieliwszy wywiadu wydaniu Czarownicy, które Chang wspominała z niekrytą satysfakcją - wtedy jej interes rozkwitł niczym skrupulatnie pielęgnowana chryzantema w cesarskim ogrodzie. - Ale mugole są dla nas zbędni, ich istnienie znaczy tyle, ile znaczenia ma śnieg zeszłej zimy. Ja jedynie znalazłam dla nich... pożytek. Dla ich nienaruszonych córek o nieprzeciętnej urodzie. Powinny służyć lepszym od siebie - wyjaśniła bez zawahania, bez cienia wyrzutów sumienia, empatii. Wren nie miała ich za grosz wobec dziewcząt, które skrywała przed publicznym okiem, czerpiąc z nich jak ze źródeł pozbawionych dna.
Na następne pytanie mężczyzny przekręciła delikatnie głowę do boku, patrząc na niego uprzejmie, acz nienachalnie. - Proszę mi wybaczyć, sir, ale zawsze oferuję moim klientom i klientkom pełną anonimowość; zdradzę jednak tyle, że z moich usług korzystają przynajmniej trzy szlachetne rody, a także wiele rodzin czystej krwi o odpowiednio ugruntowanych poglądach - sprecyzowała. Była bowiem częstym gościem u Blacków, Selwynów i Carrowów, niemal nie mając miejsca w kalendarzu, by pomieścić w nim wszystkie także czarownice niższej klasy. Nie przeciągała też możliwości udzielenia następnych konkretów. - Zasadniczo jedna fiolka krwi wystarcza na dwa zabiegi na twarz. Oferuję też kąpiele na całe ciało, z wiadomych względów wymagają większego nakładu pracy - i towaru -, co czyni je droższymi, ale bardziej wydajnymi. W przypadku wyrażenia chęci nadzoruję kąpiel i sprawuję pieczę nad kąpiącą - mówiła rzeczowo, z pełną premedytacją nie spoglądając na rogi wyrastające z głowy arystokraty. Nie było to czymś, z czym Azjatka byłaby zaznajomiona - ale kim była, by oceniać jego, cóż, przyjemności? Niekonwencjonalne nawyki? Ekstrawaganckie magiczne życzenia? Nie miały znaczenia, kiwnęła więc głową na znak zrozumienia. - Oczywiście pierwsza fiolka krwi, którą mam dziś przy sobie, jest dla lady Burke na wypróbowanie - dodała i sięgnęła do skórzanej torby, wydobywając z niej czarne, drewniane pudełeczko zdobione rodowymi symbolami władców Durham. Podarek postawiła na stole przed Craigiem; w środku znajdowała się szklana ampułka wypełniona płynnym karminem w otoczeniu czarnej gąbki.



it was a desert on the moon when we arrived. gathering all of my tears, heartbreak and sighs, jade made a potion ignite and turned the night into a radiant city of light.
Wren Chang
Zawód : handlarz krwią
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
tell her i wasn't scared.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8598-wren-chang#252999 https://www.morsmordre.net/t8601-yue#253113 https://www.morsmordre.net/t8604-punkt-pobran-krwi#253124 https://www.morsmordre.net/f252-pokatna-56-2 https://www.morsmordre.net/t8602-skrytka-bankowa-nr-2037#253118 https://www.morsmordre.net/t8603-wren-chang#253121
Re: Oranżeria [odnośnik]17.03.22 18:28
|26.03.1958 - późne popołudnie

Primrose wraz z Evandrą zajechała pod Durham po przedziwnej przejażdżce konnej. Dawno nie miały okazji ot tak się spotkać i zwyczajnie spędzić miło czas w swoim towarzystwie. Cały czas w pracy, w dążeniu do polepszenia sytuacji w kraju, w dbaniu o magiczne społeczeństwo, aby ich byt był zapewniony. Pomiędzy jednym punktem pomocowym,a  drugim, w ciągłym biegu zapomniały o sobie i o tym aby złapać oddech i zwyczajnie na chwilę oderwać się od pracy. Ich rodziny walczyły, dążyły do spełnienia obietnicy, w której czarodzieje nie będą się musieli ukrywać i polegać terrorowi mugoli. Płacili za to ogromna cenę. Niewinni czarodzieje umierali, a inni dali sobie wmówić, że mogą żyć w zgodzie z mugolami i teraz jako rebelianci dopuszczali się okrutnych czynów w imię wydumanych ideałów.
Zeskoczyła sprawnie z siodła i poleciła służbie aby pomogła lady doyenne, która źle się poczuła, a Prim nie mogła dopuścić aby stała się jej jakaś krzywda. Polecenia wydawała pewnym głosem i bez zawahania jakby zarządzała wręcz całą armią wojskowych, a nie służbą, która rzucała się aby wypełnić każde polecenie lady Burke.
-Usiądziemy w oranżerii. - Powiedziała i spokojnym, niespiesznym krokiem wraz z przyjaciółką wkroczyłą do ciepłego i przyjemnego wnętrza. Nawet tutaj dało się wyczuć, że miejsce to należy do rodu Burke. W idealnym stanie utrzymana roślinność, elegancja i surowość dekoracji, ale dobranych z niezwykłym smakiem. Przy oczku wodnym stał nieduży okrągły stoliczek a przy nim kute krzesła przyozdobione miękkimi poduszkami. -Zaraz przyniosą nam herbaty. Jak się czujesz? - Trochę się zaniepokoiła stanem Evandry mając nadzieję, że nie odzywa się złowieszcza choroba, która na niej ciążyła. Była gotowa pomóc czarownicy jak tylko potrafiła.
Zdjęła rękawiczki, które wcisnęła za pas spodni do jazdy konnej i rozpięła wełniany kubrak specjalnie przystosowany do jazdy wśród chłodnych, jeszcze o tej porze, wzgórz Durham. Służba zadziała niczym w idealnie nakręconym zegarku więc nie musiały długo czekać aż pojawi się taca z czajnikiem, filiżankami i małą paterą z cytrynowymi ciasteczkami; uwielbianymi przez mieszkańców zamku. Szybki ruch różdżką i ciepły napar został rozlany do czarek. Przyjemny zapach zachęcał do upicia paru łyków. -Purpurowa knieja ma to do siebie, że potrafi zaskoczyć, aczkolwiek czegoś takiego się nie spodziewałam. - Przyznała po chwili kiedy upiła pierwszych łyków herbaty.



May god have mercy on my enemies
'cause I won't



Ostatnio zmieniony przez Primrose Burke dnia 23.03.22 15:26, w całości zmieniany 1 raz
Primrose Burke
Zawód : Badacz artefaktów, twórca talizmanów, B&B
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Problem wyjątków od reguł polega na ustaleniu granicy.
OPCM : 4 +1
UROKI : 1
ALCHEMIA : 28 +5
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 6 +2
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica
Oranżeria - Page 3 E331336106fb118b6485453aee90de3a
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8864-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8880-listy-do-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8879-primrose-burke https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t9143-skrytka-bankowa-nr-2090#276327 https://www.morsmordre.net/t8894-primrose-e-burke
Re: Oranżeria [odnośnik]23.03.22 10:52
26 marca 1958, późne popołudnie
Podobne napady zdarzały się w ostatnim tygodniu coraz częściej, zmuszając do zatrzymania i głębszego oddechu. Przestrzeń przed oczami spowijała ciemność, ciało opuszczała siła, z nosa spływała strużka czerwieni, a to wszystko mimo przyjmowania niezbędnych medykamentów. Czy to moment, w którym powinna zwrócić się do Zacharego z prośbą o diagnozę? Nie chciała go niepokoić, wszak serpentyna miała to do siebie, że atakowała wedle własnego kaprysu, zwłaszcza teraz, kiedy niepokój spędzał sen z powiek, dodatkowo osłabiając organizm. Evandra chciała szczerze wierzyć, że wzmacniając swoje ciało, jak i umysł, uczyni siebie bardziej odporną na ataki choroby, lecz wysiłek fizyczny miał to do siebie, że z początkiem trudno było przyzwyczaić organizm do cięższej pracy. Tym chętniej znajdowała czas, by choć raz w tygodniu wcisnąć się w siodło i przemierzyć najbliższe, okoliczne tereny Kent celem poprawienia sprawności. Z nadzieją spoglądała także na nadchodzące miesiące, kiedy to temperatura w Anglii miała sprzyjać wodnym aktywnościom, pozwalając wreszcie na upragnione lekcje pływania.
- O wiele lepiej, dziękuję, kochana - odparła w odpowiedzi na pytanie przyjaciółki, gdy znalazły się już w oranżerii zamku Durham. Półwila zdjęła z głowy kapelusz, oswobadzając złote włosy spod nacisku i zajęła miejsce w kutym, ozdobnym krześle. By móc odetchnąć pełniejszą piersią, rozpięła guziki wełnianego płaszczyka. Już kilka miesięcy temu, idąc śladem lady Burke, zrezygnowała ze spódnic do jazdy konnej, decydując się na wygodniejsze bryczesy. Ułożywszy skórzane rękawiczki na blacie stolika, przebiła szczupłymi palcami taflę wodnego oczka, z malującą się na twarzy ulgą przyjmując odrobinę chłodu wody. - Jak pewnie wiesz, magia atakuje, by zaraz wszystko samej naprawić. Nie ma żadnych powodów do obaw, potrzebuję tylko chwili oddechu. - Przypadłość lady doyenne nie była tajemnicą, nie przed zaufaną przyjaciółką, z którą wspierały się od wczesnych lat w Hogwarcie. Ataki bywały zróżnicowane, od takich, których efekt mijał w zaledwie kilka sekund, po przykuwające do łóżka i trwające kilka dni. W szkole nie raz musiała rezygnować z zajęć, zwłaszcza tych wymagających wysiłku czy wywołujących silny stres. Najbardziej irytującym przedmiotem były jednak eliksiry, gdzie czasem już po przekroczeniu progu sali lekcyjnej uderzała ją fala intensywnych zapachów, zmuszając do odwrotu.
- Ja również, przyznaję, ale czy życie nie nauczyło już nas, by spodziewać się niespodziewanego? - przytaknęła z bladym uśmiechem, przyjmując czarkę z aromatyczną herbatą. - Mam nadzieję, że nic mu się nie stanie. Biedactwo, nie sądziłam, że ta przypadłość sięga także dzieci. - Pokręciła głową z niedowierzaniem, pozwoliwszy aby związany z tym wydarzeniem szok odszedł już niepamięć. - Samo miejsce jest bardzo urokliwe i romantyczne. Chętnie wybrałabym się tam także późną wiosną. I koniecznie musisz się ze mną udać na Wyspę Wight, jeszcze nigdy nie przemierzałam jej konno, to musi być niezwykłe doświadczenie. - Podekscytowała się już na samą myśl, a radość przywołała na twarz Evandry delikatny, zdrowszy rumieniec. Tereny rodzinnej wyspy były bliskie jej sercu i szczerze kochała każdy jej zakamarek, nawet jeśli nie miała dotychczas okazji, by zwiedzić ją całą. Dziś, kiedy nie była ograniczona do powozów, świat zdawał się stawać przedeń otworem.



Why do I like thunderstorms? Because it shows that even nature needs to scream sometimes.
Evandra Rosier
Zawód : Arystokratka
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
I am blooming from the wound where I once bled.
OPCM : 0
UROKI : 4 +1
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 11 +4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Półwila

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8762-evandra-rosier https://www.morsmordre.net/t8771-dzwoneczek#260729 https://www.morsmordre.net/t8766-wanda#260651 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t9233-skrytka-bankowa-nr-2076#280737 https://www.morsmordre.net/t8767-evandra-rosier#260654
Re: Oranżeria [odnośnik]23.03.22 16:54

Niezwykle cieszyła się na spotkanie z przyjaciółką. Durham posiadało parę urokliwych miejsc, choć uważano je za pochmurne i ponure, to dzisiejsza ich wyprawa wyraźnie temu przeczytała. Teraz zaś mogły odetchnąć, złapać oddech po tej przedziwnej przygodzie.
-Pamiętam swoją czkawkę i to jak byłam przerażona. - Przytaknęła, chociaż nic jej się nie stało tak wspomnienie pozostało żywe. Czkawka była dla niej nie lada nauczką i przeżyciem, z którego wyciągnęła sporo wniosków. Nie uszło jej uwadze, że lady doyenne też zdecydowała się na spodnie do jazdy konnej, co bardzo ją cieszyło. Damskie siodło nie dość, że niezbyt wygodne do tego było szkodliwe dla samego wierzchowca, u którego obciążano jeden bok poprzez nienaturalny dosiad. Jazda w klasycznym siodle była znacznie wygodniejsza i dawała więcej przyjemności z samej przejażdżki.
Uśmiechnęła się na widok rumieńca na jasnej i pięknej twarzy przyjaciółki, kiwnęła głową.
-Oczywiście, że się wybiorę, a ciebie zapraszam znów w maju. Wtedy rozkwitają w pełni maki i można zobaczyć całe połacie nimi usiane. - Była w końcu Makową Damą, Burke ukochali maki, które stały się ich oficjalnym herbem tak mocno wpisanym w ich ród. Uspokoiła się widząc, że lady doyenne odzyskuje powoli siły i nie wydaje się zbytnio przemęczona. Możliwe, że rzeczywiście zbyt się przejęła jej stanem. Uznała, że nie będzie do tego wracać i skupiła się na swojej herbacie. Kątem oka dostrzegła sowę, która leciała wprost do ptaszarni gdzie zapewne zostanie od niej odebrany list.
-Czytałaś najnowszy artykuł w Horyzontach Zaklęć? - Zagadnęła przyjaciółkę zmieniając nagle temat, a jeden z tych, który ją ostatnio palił. -Dość kategorycznie wyrażał się o roli kobiety i wpływu używania magii na jej stan zdrowia i zdolność rodzenia dzieci. Zadziwia mnie skąd wzięli swoje teorie, jakie badania poczynili i na jakiej ilości kobiet, żeby dojść do tak… przedziwnych wniosków. - W głowie kołatał się jej już myśl aby sięgnąć po pióro i odpisać panu Mulciber, ale nie mogła tego robić pod wpływem emocji, bo wtedy na pewno by potwierdziła jego śmiałą teorię. Zresztą nie jedną. Filiżanka opadła cicho na spodeczek, a lady Burke sięgnęła po ciasteczko aby skosztować łakoci. W cieple oranżerii mogły swobodnie rozmawiać bez obaw, że ktoś im przerwę nagłym wtargnięciem.



May god have mercy on my enemies
'cause I won't

Primrose Burke
Zawód : Badacz artefaktów, twórca talizmanów, B&B
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Problem wyjątków od reguł polega na ustaleniu granicy.
OPCM : 4 +1
UROKI : 1
ALCHEMIA : 28 +5
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 6 +2
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica
Oranżeria - Page 3 E331336106fb118b6485453aee90de3a
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8864-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8880-listy-do-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8879-primrose-burke https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t9143-skrytka-bankowa-nr-2090#276327 https://www.morsmordre.net/t8894-primrose-e-burke
Re: Oranżeria [odnośnik]25.03.22 13:43
Pokiwała głową ze zrozumieniem, opadając wygodniej na oparcie krzesła, kątem oka sprawdzając czy zostały już w oranżerii same i czy może otwarcie mówić o swoich obawach.
- Oh, to nie podlega żadnej dyskusji - zawtórowała, pamiętając i własną czkawkę teleportacyjną, która przytrafiła jej się w najgorszym z możliwych momentów. Do dziś nie miała pewności czy gorzej wspomina samą przypadłość nagłego przenoszenia się z jednego miejsca na drugie, czy też informacje, jakie uzyskiwała podczas każdego z zaskakujących spotkań. Nikomu nie przyznała się jeszcze do szczegółów pamiętnych chwil, zwłaszcza tych dotyczących jednego z Rycerzy, z którym liczyła, że nigdy więcej się nie spotka, a mimo to los wciąż stawiał ich na swojej drodze. W przesłanym liście deklarował milczenie i jeśli życie mu było miłe, słowa dotrzyma, lecz z tyłu głowy półwili nadal błąkał się pewien niepokój. Nie chodziło jej wcale o sam akt desperacji i swoją chęć zemsty, a wylany z siebie żal i podburzenie obrazu idealnej pary nestorskiej w oczach obcej osoby.
- Pola usiane makami muszą tworzyć niesamowity obraz - rozmarzyła się z uśmiechem. Rozlana po horyzont czerwień przyciągała i kusiła, by się w niej zanurzyć bez opamiętania. Połacie maków, krzewy róż, spływająca po drewnianych deskach egzekucyjnego podestu krew…. Evandra zamrugała kilkakrotnie, dziwiąc się własnemu skojarzeniu, które naraz przywołało ścisk w żołądku oraz jeżący się na karku dreszcz. Prędko spojrzała na Primrose, ale ta sięgała już wzrokiem w kierunku lotu sowy.
- Tak, miałam… wątpliwą… przyjemność - przytaknęła ostrożnie, ciesząc się ze zmiany tematu, ale i nie wiedząc co przyjaciółka wywnioskowała z treści artykułu. Komentarz o przedziwności wniosków wskazywał na to, iż również ma mieszane uczucia. - Zastanawiałam się czy został tam zamieszczony na poważnie. Naprawdę kobiety tracą możliwość przekazywania potencjału magicznego? - Starała się ostrożnie kluczyć wokół tematu, na którym nie znała się przecież najlepiej. Dopiero zaczynała zagłębiać się w teorie magiczne, a treść tekstu w Walczącym Magu dotyczyła nauki, która była jej obca. - I co mają zrobić te, które podnoszą różdżki, by nas chronić? Choćby w szeregach Rycerzy Walpurgii znajdują się kobiety. - Myślała o tych wszystkich czarownicach, jakie widziała w styczniu w Stoke-on-Trent. Była wśród nich madame Mericourt, która nie wyglądała, jakby miała stracić swoją moc, o nieumiejętności podniesienia różdżki przeciwko wrogowi nie wspominając. Słowa, jakoby pęd, żądza i fantazja nie były domeną czarownic, w ogóle się do niej nie odnosiły. Ujęła swoją filiżankę w dłonie, zamyślając się ze wzrokiem utkwionym w parujący napój. - Czy to znaczy, że zostaną stamtąd usunięte? Przez wzgląd na ich dobro? Dobro całego społeczeństwa?



Why do I like thunderstorms? Because it shows that even nature needs to scream sometimes.
Evandra Rosier
Zawód : Arystokratka
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
I am blooming from the wound where I once bled.
OPCM : 0
UROKI : 4 +1
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 11 +4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Półwila

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8762-evandra-rosier https://www.morsmordre.net/t8771-dzwoneczek#260729 https://www.morsmordre.net/t8766-wanda#260651 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t9233-skrytka-bankowa-nr-2076#280737 https://www.morsmordre.net/t8767-evandra-rosier#260654
Re: Oranżeria [odnośnik]27.03.22 1:38
Pola usiane makami rzeczywiście były piękne i zachwycały swoim wyglądem. Śmiało mogła stwierdzić, że przyjaciółka może oniemieć z zachwytu. Sama doświadczając tego piękna co roku, za każdym razem przystawała aby napawać się tym widokiem. Uśmiechnęła się delikatnie wiedząc, że to właśnie to miejsce pokaże lady doyenne. Mogła spokojnie planować kolejną ich wyprawę konną.
-Na początku myślałam, że to jakiś niesmaczny żart, ale im dłużej czytałam tym coraz bardziej uświadamiałam sobie, że autor realnie tak sądzi. - Westchnęła cicho. -Następnie zobaczyłam kto popełnił… ten absurdalny artykuł. - W głosie lady Burke dało się wyraźnie usłyszeć oburzenie, którego nie kryła przed przyjaciółką. Upiła łyk herbaty i pokręciła głową. -Gdyby tak było, to rodzaj czarodziejski nie dotrwałby do lat pięćdziesiątych. - Mruknęła ponuro. Nie wiedziała skąd rzeczone teorie zostały wyciągnięte, nie znalazła absolutnie ani jednego udowodnienia tez, jedynie śmiałe stwierdzenia; bez poparcia. -Nie wiem czy zwróciłaś uwagę, ale w kwestii kobiet badania prowadzili sami mężczyźni i to oni wypowiadają się o naszej fizjonomii i postępowaniu. - Pokręciła z dezaprobatą głową. Sama myśl, że mężczyzna może w pełni zrozumieć kobiecie była niedorzeczna. Na Merlina, ona sama miała problem aby zrozumieć nie raz mężczyzn i nigdy nie śmiałaby rościć sobie prawa do bycia znawczynią ich natury, a już przecież babki mówiły, że mężczyźni są mniej skomplikowani. -O tym samym pomyślałam. Co z kobietami, które walczą? Skoro magia jest tak szkodliwa dla potencjału magicznego to wszystkie zostaną usunięte? - Myśl ta nie dawała jej spokoju od rana, od momentu kiedy sięgnęła po pióro aby napisać długi list do pana Mulcibera. Nie wiedziała czy jej odpowie, czy podejmie polemikę z kobietą. Z jego artykułu wybrzmiewało, że uważa płeć piękną za gorszą, taką, która jest zależna od mężczyzn, a jej zdolności magiczne są mocno upośledzone. -Przyznam się, że aż się we mnie zagotowało kiedy przeczytałam ten artykuł. - Filiżanka znalazła się na spodeczku kiedy lady Burke starała się nie wybuchnąć. - Pozwoliłam sobie na napisanie do pana Mulcibera list, w którym wykazałam, że w artykule brak podstawowych informacji jak długo badania były prowadzone i na jakiej grupie kobiet. Bez tak podstawowych danych ciężko nazwać ten artykuł naukowym. - Chętnie wdałaby się w polemikę z człowiekiem, który uważał, że kobietom brakuje racjonalności, a ich jedyną powinnością jest rodzenie dzieci i zajmowanie się domem. -Równie dobrze mógłby zabrać na różdżki i je złamać. - Powiedziała zła na samą myśl, że zapewne część mężczyzn chętnie by to zrobiła. Czuła jak narasta w niej gniew, gotów wybuchnąć kolejną falą i wylać się na ziemię niczym gęsta maź wszystkich niesprawiedliwości jakich doświadczały każdego dnia, tylko dlatego, że urodziły się kobietami.
W tym momencie do oranżerii wkroczył Maczek niosąc list, który bez słowa podał lady Burke. Primrose odebrała korespondencję i zamarła. -Od Ramseya Mulcibera. - Od razu otworzyła list i zaczęła wertować go wzrokiem. -Ma tupet… - Mruknęła pod nosem marszcząc coraz bardziej brwi. -Co za… człowiek! - Podniosła gniewne spojrzenie na przyjaciółkę. -Posłuchaj… “Z przyjemnością także zapoznam się z Twoim zdaniem na temat „racjonalności” według kobiet, lady Burke, i chętnie wyjaśnię, dlaczego w moim rozumieniu wyklucza się z kobiecą histerią.” Histerią? - Westchnęła i wróciła do treści listu. -”Jako mężczyzna, czarodziej i numerolog widzę interesujące umysły, ale jednocześnie smutną prawdę o porzuceniu domowego ogniska na rzecz spełniania egoistycznych kaprysów.” Egoistycznych?! Wkład wielkich kobiet w świat nauki nazywa - egoistycznym kaprysem? Nawet nie potrafi docenić ich wiedzy. -Przekręciła kartkę na drugą stronę. -Widzę w Tobie mądrość, lady Burke i wielki potencjał. Wierzę, że to młodość przemawia przez Ciebie i ostatnie doświadczenia. Przykro mi, że czyny lorda Carrowa pchają Cię ku takim wnioskom, jednak potrafię zrozumieć, że ból w mądrych kobietach rodzi wściekłość, a ta musi być odpowiednio ukierunkowana. - Odłożyła wściekle list na blat stolika. -Mój list zrzuca na karb Carrowa. On nie ma tu nic do rzeczy. Ten nadęty bufon. - Wstała gniewnie od stolika.



May god have mercy on my enemies
'cause I won't

Primrose Burke
Zawód : Badacz artefaktów, twórca talizmanów, B&B
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Problem wyjątków od reguł polega na ustaleniu granicy.
OPCM : 4 +1
UROKI : 1
ALCHEMIA : 28 +5
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 6 +2
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica
Oranżeria - Page 3 E331336106fb118b6485453aee90de3a
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8864-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8880-listy-do-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8879-primrose-burke https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t9143-skrytka-bankowa-nr-2090#276327 https://www.morsmordre.net/t8894-primrose-e-burke
Re: Oranżeria [odnośnik]06.04.22 15:41
Siedząc wygodnie w oranżerii łapała spokojny oddech. Mało eleganckim gestem założyła jedną nogę na drugą, lecz w kameralnym otoczeniu mogła sobie na to pozwolić. Upiła łyk z filiżanki, zasłuchana w słowa przyjaciółki, na której licu pojawiały się coraz to wyraźniejsze oznaki oburzenia związane z przeczytanym w Horyzontach Zaklęć artykułem. Choć sama także poczuła się urażona zawartym w gazecie tekstem, nie uniosła się tak, jak lady Burke, lecz nie dlatego, że zgadzała się z przytoczonymi informacjami, a dlatego, że nie sądziła, by ktokolwiek wziął je na poważnie.
- Wydaje mi się, że to wyłącznie głupstwa wypisywane, by straszyć rebeliantów. Ramsey Mulciber to poważny, inteligentny czarodziej, bliski przyjaciel Tristana, nigdy nie wpadłby na pomysł, by określić czarownice jako niezdolne do abstrakcyjnego myślenia, czy niezdolne do obrony własnej - starała się ją uspokoić, nieco obawiając iż posłana tak pospiesznie i z gorącą głową sowa mogła zostać odebrana jako potwierdzenie zawartych w artykule słów, a te miały być przecież tylko żartem. - Gdyby teoria o zanikaniu umiejętności magicznych była prawdą, czarodziei już dawno nie byłoby na świecie - westchnęła, nadal utrzymując spokojny ton. Niepokojące było wyłącznie to, iż Horyzonty Zaklęć czytane były nie tylko przez rebeliantów i pozostawało ryzyko, jakoby inni czytelnicy sięgając po opracowanie tych badań zwyczajnie obrażą się na gazetę, traktując artykuł jako podważenie powagi oraz poziomu, bądź, co gorsza, kpinę z nich samych. - Wygląda to tak, jakby tekst pisał ktoś nieobyty z historią magii. Jest to nieco przykre, lecz wkrótce zacznę sądzić, iż artykuły są tam pisane przez redaktorów Czarownicy. - Wywróciła oczami, odstawiając filiżankę na spodeczek. Sądząc po posturze, pozycji, jak i miłym usposobieniu Evandry, że treść zamieszczana na łamach magazynu dla kobiet trafia w jej gusta. W istocie, aby dopasować się w gusta, jak i łaski innych dam, musi wiedzieć jakie panują obecnie trendy w modzie, lecz od tego ma przecież garderobiane oraz zaufanych doradców z Domu Mody. Porady sercowe wraz z instrukcją do miłosnych rytuałów leżą poza zasięgiem jej zainteresowań, gdyż do tej pory w żadnym nie znalazła informacji jak pogodzić się z kochanką swojego męża. Dotychczas najchętniej sięganymi przez doyenne lekturami były Walczący Mag oraz Horyzonty Zaklęć, czy naprawdę powinna porzucić je teraz na rzecz samych magicznych podręczników? - Oh proszę cię, nie ma potrzeby, by się tak unosić. Musiało dojść do nieporozumienia... - przerwała, widząc jak do oranżerii wkroczył Maczek, by wręczyć Primrose list. Brwi Evandry powędrowały ku górze, a i usta wykrzywiły się w uśmiechu. - Proszę, zaraz wszystko się wyjaśni.
Szczerze przekonana, że Mulciber swoim listem załagodzi buntownicze zapędy lady Burke sięgnęła znów po swoją filiżankę, spokojnie czekała aż ta zapozna się z treścią, jednak naprędce przesuwające się po tekście spojrzenie szlachcianki nie wróżyło niczego dobrego. Półwila skinęła głową, ciekawa słów autora artykułu, lecz słuchając kolejnych zdań coraz mniej dziwiła się zachowaniu Primrose. Już miała westchnąć ciężko, zrzucając całą winę na karb nieporozumienia, kiedy słysząc wzmiankę o Aresie zakrztusiła się herbatą i rozlała resztę zawartości swojej filiżanki na blat stolika. Prędko sięgnęła po chusteczkę, by przesłonić nią usta.
- Bardzo przepraszam, ale cóż Carrow ma tu do rzeczy? - odezwała się od razu zduszonym głosem, mrugając kilkakrotnie załzawione oczy i natychmiast podniosła się z miejsca, by spływający po stoliku napar nie poplamił jej stroju. - I jak on to sobie wyobraża? Określił jak wygląda ta odpowiednio ukierunkowana wściekłość? Nie wierzę, że szanowany czarodziej wyciera sobie twarz takimi pozbawionymi sensu słowami - zapowietrzyła się z zaskoczenia, nie wiedząc jeszcze czy oburzył ją sam tekst, czy też fakt, iż został napisany z pełnym przekonaniem.



Why do I like thunderstorms? Because it shows that even nature needs to scream sometimes.
Evandra Rosier
Zawód : Arystokratka
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
I am blooming from the wound where I once bled.
OPCM : 0
UROKI : 4 +1
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 11 +4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Półwila

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8762-evandra-rosier https://www.morsmordre.net/t8771-dzwoneczek#260729 https://www.morsmordre.net/t8766-wanda#260651 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t9233-skrytka-bankowa-nr-2076#280737 https://www.morsmordre.net/t8767-evandra-rosier#260654

Strona 3 z 5 Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next

Oranżeria
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach