Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Szklarnia
AutorWiadomość
Szklarnia [odnośnik]15.11.17 11:29
First topic message reminder :

Szklarnia

Szklarnia została dobudowana stosunkowo niedawno - przynajmniej w porównaniu do czasu istnienia samego zamku. Znajduje się pod jego prawym skrzydłem, przy najwyższej wieży. Otoczona grubym murem, wybudowana z jasnego kamienia oraz grubego szkła; nie prezentuje się tak bogato jak oranżeria mieszcząca się na drugim końcu rezydencji. I tak przeznaczona jest jedynie dla członków rodziny, skrzętnie chowana przed oczami osób niepowołanych. W środku bowiem hodowane są rozmaite rośliny, nie tylko te przyjazne czy legalne. Najważniejsze jednak, że szklarnia jest źródłem najlepszych alchemicznych ingrediencji.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Szklarnia - Page 2 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Szklarnia [odnośnik]27.01.21 2:55
Sam nie był do końca pewny, co właściwie zamierzał zrobić. Złapanie Edgara za rękę, dotyk fizyczny ewidentnie nie przekonał nestora o tym, że wszystko czego doświadczał, było prawdą. Jednakże zetknięcie trwało tylko krótką chwilę. Gdyby Craig mógł dłużej szarpać rękaw kuzyna, może ten poszedłby po rozum do głowy? Nie był tego pewny. Przez krótką chwilę myślał nawet o tym, by po prostu towarzyszyć Edgarowi wszędzie - chodzić za nim jak cień i przekonywać go uparcie - a przecież miał całkiem niezły dar przekonywania - że jest realny, że nie jest zmorą, która nawiedza nestora Burke'ów, robiąc mu wyrzuty że zostawił ciało kuzyna w podziemiach. Uznał jednak, że mogłoby to mieć efekt odwrotny od zamierzonego. Bo przecież na co dzień się tak nie zachowywał. Podążanie za Edgarem krok w krok było więc raczej niezwykle słabą opcją. Poza tym, prędzej czy później starszy Burke po prostu mógłby w niego cisnąć klątwą. I pewnie by się przy tym nie hamował. Bo przecież byłby przekonany, że celuje w zjawę, a nie w prawdziwego, żywego członka rodziny.
- A wiesz, że to nawet kuszące - mruknął, spoglądając na drzwi, za którymi zniknął Edgar. Bo przecież duchy czy zjawy nie mogły zrobić krzywdy. Ale osoba materialna już owszem. Nie zamierzał jednak póki co o niczym decydować, planował rozważyć inne pomysły. Pobicie nestora własnej rodziny na pewno nie spotkałoby się z aprobatą pozostałych krewnych. Chociaż czasami były rzeczy ważne i ważniejsze.
- Chyba będzie go musiał zbadać uzdrowiciel - dodał jeszcze, spoglądając znów na Primrose. Owszem, obaj skorzystali już z fachowej pomocy medycznej, Craig chociaż obolały i poznaczony bliznami, czuł się fizycznie całkiem dobrze - no, może poza faktem, że był zmęczony. Nikt jednak nie przebadał ich głębiej pod kątem psychicznym. Zdawało się z resztą, że przecież z Edgarem było wszystko w porządku. Najwyraźniej jednak halucynacje, których mógł doznać w podziemiach, nie zamierzały go tak łatwo zostawić w spokoju. Nie był tylko pewny czy Cassandra sobie z tym poradzi. Prawdopodobnie trzeba będzie posłać po jakiegoś magipsychiatrę z Munga. I oby potrafił działać cuda, bo Craig naprawdę nie chciał za każdym razem przekonywać Edgara, że tak, naprawdę żyje.
- Wiem, że się martwisz, ale spróbuj iść odpocząć. Zajmę się nim, jeszcze będzie cię przepraszać na kolanach - spróbował zażartować, nawet jeśli nieszczególnie mu było do śmiechu. Nie chciał jednak, by Prim się zadręczała - choć z pewnością tak będzie. Złożył więc jeszcze krótki pocałunek na jej włosach. Musieli przezwyciężyć jeszcze trudniejsze przeszkody, niż dotąd sądzili. Ale dadzą radę.
Zawsze dają.


monster
When I look in the mirror
I know what I see
One with the demon, one with the beast
The animal in me
Craig Burke
Zawód : Handlarz czarnomagicznymi przedmiotami, diler opium
Wiek : 34
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
If I die today, it won’t be so bad
I can escape all the nightmares I’ve had
All of my angry and all of my sad
Gone in the blink of an eye
OPCM : 8
UROKI : 16
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 35
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t3810-craig-maddox-burke https://www.morsmordre.net/t3814-blanche#70697 https://www.morsmordre.net/t3813-zwiazki-lorda-burke#70693 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t6332-skrytka-bankowa-nr-965#159559 https://www.morsmordre.net/t3842-craigowe#71823
Re: Szklarnia [odnośnik]27.01.21 15:37
Musieli jakoś dać sobie radę z tą sytuacją, która zdawała się patowa, ale czy to pierwszyzna? Już nie raz ich rodzina wychodziła obronną ręką z najróżniejszych sytuacji. Ta zwyczajnie była jedną z wielu. Załamywanie się nie miało sensu i miała tego pełną świadomość. Musiała być silna i odważna, tak jak zawsze jej mówiono. Nie chciała być odbierana jako ta słaba, którą cały czas należy się zajmować. Ich rodzina miała siebie nawzajem, zawsze gotowi do działania w obronie jej członków. Z zewnątrz trochę zdystansowani, może mrukliwi czy nieokrzesani, nie lubiący za dużych przyjęć, kochający spokój, ale zawsze oddani sobie, gdyż rodzina jest najważniejsza jak powtarzał każdy nestor. Zaśmiała się cicho pod nosem, ledwo dostrzegalnie słysząc słowa kuzyna, który cały czas trzymał ją przy sobie w geście troski i ochronnym, jakby chciał ją odgrodzić od zła całego świata. Nie był jednak w stanie, a Primrose musiała kiedyś z tym światem się zmierzyć i obydwoje o tym doskonale wiedzieli.
-Tak, to dobry pomysł. – Zgodziła się z Craigiem. Uzdrowiciel mógł coś zaradzić lub zasugerować kontakt z kimś bardziej obeznanym w temacie umysłu. Praca przy talizmanach pokazała jej, że ludzkie myśli i postrzeganie świata były bardzo podatne na bolesne czy silne sugestie. Nie do końca wiedziała jak to działa, ale ulegały im nawet bardzo silne osoby, takie jak Edgar. Uniosła głowę aby zerknąć na kuzyna.
-Nie – pokręciła głową. – Dość już odpoczęłam. Jestem potrzebna w domu. Należy sprawdzić nastroje wśród mieszkańców hrabstwa. Zorientować się o czym mówią i jak mówią. Mam też dużo zamówień na talizmany. Borgin ostatnio wspomniał, że przyszły kolejne ingrediencje, które zamówiłam jakiś czas temu. Mam też umówionych parę spotkań.
Nie ona tu była zmęczona i poturbowana, nie ona wymagała odpoczynku tylko oni, a sami chcieli pracować więc jak Prim mogła siedzieć i czekać aż problemy się same się rozwiążą. Tak się nigdy nie działo, należało im pomóc. Odsunęła się od kuzyna na wyciągnięcie ramion by uśmiechnąć się słysząc jego żart.
-To dopiero będzie coś – odparła lekko rozbawiona tą wizją. -Jak wpadniesz na jakiś pomysł daj mi znać.  Porozmawiam z Adeline, warto aby wiedziała co się wyczynia. Miałyśmy ćwiczyć nasz duet. Na razie bardziej jej przeszkadzam niż pomagam.
Rozłożyła bezradnie dłonie, ale ćwiczyła wytrwale grę na skrzypcach i coraz częściej słychać było czyste nuty i pewność w wykonywanej melodii. Odrobiona normalności w tym pokręconym czasie była im bardzo potrzebna.
-O i napisałam do Aquili jak prosiłeś. – Dodała jeszcze i uścisnęła jego dłonie. - Staram się jej jakoś pomóc przejść przez okres żałoby po bracie. Jest silna, upora się z tym. Jestem tego pewna.



May god have mercy on my enemies
'cause I won't

Primrose Burke
Zawód : Badacz artefaktów, twórca talizmanów, B&B
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Problem wyjątków od reguł polega na ustaleniu granicy.
OPCM : 5
UROKI : 6
ALCHEMIA : 30
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 8
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica
Szklarnia - Page 2 E331336106fb118b6485453aee90de3a
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8864-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8880-listy-do-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8879-primrose-burke https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t9143-skrytka-bankowa-nr-2090#276327 https://www.morsmordre.net/t8894-primrose-e-burke
Re: Szklarnia [odnośnik]28.01.21 3:38
Właściwie nie spodziewał się, że Primrose zareaguje tak żwawo. Że tak stanowczo zaprzeczy jego słowom. Lista rzeczy do zrobienia, które mu przedstawiła, była jednak faktycznie wyjątkowo długa. Właściwie to nawet poczuł ulgę. Bo jeśli Prim była tak zdeterminowana, aby zabrać się do pracy, znaczyło to, że hart ducha pozostał w niej silny. Nie łamała się i to właśnie było to, co Craig tak bardzo w niej cenił. Czasami się zapominał - bywały takie momenty, że w jego oczach Prim cały czas była małą dziewczynką. Tymczasem była już przecież dorosła, samodzielna i silna. Świadomość tego, że kuzynka bez trudu zajmie się wszystkimi swoimi zadaniami, a także pracą związaną z działalnością sklepu, sprawiła, że zrobiło mu się jakoś lżej.
- Dobrze. Widzę, że masz ręce pełne roboty - troska o Edgara na krótki moment zeszła na dalszy plan. Mężczyzna spojrzał na Primrose z pewnym uznaniem, a także wdzięcznością w oczach. Kuzynka oraz siostra zajmowały w sercu Craiga szczególne miejsce. Nie odczuwał podobnej więzi nawet z Edgarem. Ba, nawet ze swoim bratem. W razie potrzeby bez zawahania oddałby za nie życie. - W takim razie ja udam się na odpoczynek. Ale zanim to zrobię, nakreślę list do Cassandry - poinformował Primrose. Panna Vablatsky już nie raz wykazała się niezwykłymi umiejętnościami uzdrowicielskimi. Może i Edgarowi będzie w stanie pomóc. Jeśli nie, kolejny list wysłany zostanie do Zachary'ego. Jako pracownik Munga był zaznajomiony z personelem szpitala. Wiedział, kto był jednocześnie skuteczny... i dyskretny. Bo przecież nie mogli pozwolić na to, by rozniosło się, że nestor Burke'ów zwariował. No, o ile sam Edgar nie zdążył się już o to zatroszczyć.
- Jestem pewien, że wkrótce będziesz grać niczym prawdziwy wirtuoz - dodał jej otuchy. Ćwiczyła wytrwale, na pewno wkrótce będzie widać tego efekty. A gdy będzie już gotowa zaprezentować swoją kompozycję, Craig z ochotą i w skupieniu wysłucha wszystkiego, co tylko będzie chciała zagrać. I na pewno przymknie oko (ucho?) na jedną czy dwie fałszywe nuty.
- Dziękuję. Jesteś niezastąpiona - odwzajemnił ten uścisk, zerkając na jej dłonie. Na raz zebrało się nad ich głowami mrowie czarnych chmur. Był jednak pewien, że lada moment znów wyjrzy na nich słońce. Blackom jednak, a w szczególności Aquili, ciężko będzie je dostrzec.
Posłał kuzynce jeszcze jeden, słaby uśmiech, a następnie puścił jej dłonie. Odprowadził ją do drzwi szklarni, potem jednak ich drogi się rozeszły. Ona udała się do swoich obowiązków, on także - najpierw o gabinetu, by napisać wspominany list. Kolejną godzinę lub dwie zamierzał przeznaczyć na odpoczynek. Faktycznie, bardzo tego potrzebował.

zt x2


monster
When I look in the mirror
I know what I see
One with the demon, one with the beast
The animal in me
Craig Burke
Zawód : Handlarz czarnomagicznymi przedmiotami, diler opium
Wiek : 34
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
If I die today, it won’t be so bad
I can escape all the nightmares I’ve had
All of my angry and all of my sad
Gone in the blink of an eye
OPCM : 8
UROKI : 16
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 35
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t3810-craig-maddox-burke https://www.morsmordre.net/t3814-blanche#70697 https://www.morsmordre.net/t3813-zwiazki-lorda-burke#70693 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t6332-skrytka-bankowa-nr-965#159559 https://www.morsmordre.net/t3842-craigowe#71823
Re: Szklarnia [odnośnik]17.04.21 18:35

4 listopada 1957


Nie od dzisiaj wiadomo, że dzieci zawsze pragną dostać się tam, gdzie wstęp jest absolutnie wzbroniony. Chęci wzrastają wraz z brakiem tłumaczeń, a ostatnimi czasy w Durham Castle po prostu brakowało na nie czasu. Taki stan rzeczy wykorzystywały najmłodsze maki rosnące w Burke'owym ogrodzie, wsuwając swoje czerwone główki wszędzie, gdzie się tylko dało. Skoro brakowało tłumaczeń na zakaz wstępu, brakowało ich również na zgodę, czyż nie? I skąd znowu na przykład taka Orianka miała wiedzieć, czy tego dnia uzyska zgodę na zajrzenie do szklarni?
Nie, żeby gdzieś pod kaskadą ciemnoczekoladowych włosów, jak zawsze starannie zaplecionych w gruby warkocz pojawił się pomysł o spytanie kogoś o zgodę!
Sama szklarnia, jako taka, nie stanowiła dla Oriany terra incognita. Wręcz przeciwnie, zdarzało jej się odwiedzać to miejsce dość często, zazwyczaj oczywiście pod czujnym okiem któregoś z członków rodziny lub guwernantki. Próbowano obudzić w niej zainteresowanie magiczną roślinnością, jakby w antycypacji do zbliżającej się wielkimi krokami nauki w Szkole Magii. I tak oto Oriana potrafiła bez zająknięcia wymienić nazwy roślin rosnących w równych szeregach pierwszej, "oficjalnej" części szklarni. Coraz częściej jednak uważne spojrzenie podobnych burzowemu niebu oczu zwracało się ku części drugiej, schowanej za grubą kotarą tajemnicy, pod której zajrzenie stało się w jednej chwili największym marzeniem małej lady Burke.
Co spowodowało taki stan rzeczy? Dojrzenie odległej sylwetki wuja Xaviera kierującego się bezpośrednio do szklarni właśnie. Może gdyby wuj poruszał się w jakimś towarzystwie — chociażby młodszych kuzynów Oriany, sześcioletnich bliźniąt — uwaga najstarszej z cór Edgara ześlizgnęłaby się z niego jak woda z gumowej, kąpielowej kaczki. Znalazłaby sobie inny obiekt tymczasowego zainteresowania, pozostawiając Xaviera samego sobie. Ale czymże byłby wtedy kolejny dzień w Durham bez elementu kontrolowanego chaosu rozsiewanego uparcie przez jednego z jego małych duszków?
Gdy wuj zniknął za drzwiami szklarni, Oriana przesuwała się — powoli, z wymuszoną atencją do dźwięków, które po sobie zostawiała. Starała się jednocześnie wstrzymać oddech; na krótko, bowiem wobec emocji i naturalnej ciekawości, które wypełniały jej ciało jak gorące powietrze przepełniało balon turystyczny, podobny zabieg nie był możliwy do utrzymania przez dłuższy czas. Gdy brakło sił w płucach, gdy ręce zaczynały trząść się w ostatecznym ostrzeżeniu, nabierała głośny haust powietrza. Co powiedziałby jej ojciec, gdyby ją zobaczył? Zapewne przeraziłby się, mając w pamięci toczącą ich ciała chorobę, a później zganił za wyjątkowo niemądre pomysły.
Ich niemądrość dotarła wreszcie do dziecięcego umysłu, przez co Oriana postanowiła o nagłej zmianie planu. Z bardzo rzadkich i świszczących oddechów przeszła do ich mnogości, choć stały się znacznie płytsze. Zgrały się także z krokami — gdy lewa noga opierała się pewnie o glebę, następował wdech. Wydech, gdy prawa. Korzystając z faktu, iż wuj nie zamknął za sobą drzwi, prześlizgnęła się przez wnękę, później przesuwając się, krokiem nawet tanecznym, pod ścianę, w kierunku większego krzewu, którego bujne liście mogły na moment zamaskować jej obecność.
Pytanie tylko na jak długo?


my daddy's got a wand
you better run

Oriana Burke
Zawód : lady Durham, córka nestora Burke
Wiek : 8 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
I'll clean my room. In exchange for your immortal soul.
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : -
SPRAWNOŚĆ : -
Genetyka : Czarownica

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t9450-oriana-burke https://www.morsmordre.net/t9472-listy-do-oriany-burke https://www.morsmordre.net/t9471-duszek-durham https://www.morsmordre.net/t9473-o-burke
Re: Szklarnia [odnośnik]18.04.21 16:17
Taki dzień jak ten postanowił zrobić sobie wolnym. Rzadko kiedy brał wolne, był podręcznikowym przykładem pracoholika. Ale jak widać, nawet taki pracoholik jak on potrzebował dnia wolnego. Dnia, podczas którego nie będzie musiał myśleć o Palarni, o artefaktach, o koncercie, którzy przygotowywał z Primrose. Po prostu chciał się odciąć i odpocząć. Nie miał tylko pomysłu jak dokładnie spędzić ten dzień. Gdyby mógł spędziłby go z dziećmi i małżonką, ale Charlotte zabrała bliźniaki i pojechała w odwiedziny do matki. Był więc sam ze sobą…akurat dzisiaj.
Pospał dłużej niż zawsze, zjadł jakieś śniadanie, pokręcił się po zamku, aż w końcu wpadł na pomysł udania się w jedno miejsce, gdzie mógł zrobić coś co robił bardzo rzadko. Narzucił na siebie tylko płaszcz, po czym na spokojnie wyszedł z zamku. Przeszedł przez ogród na moment zatrzymując się przy ulubionej fontannie jego córki. Rozejrzał się w około, mając dziwne wrażenie, że ktoś tu jeszcze jest. Nie dostrzegłszy jednak nikogo, lekko wzruszył ramionami, po czym ponownie ruszył przed siebie.
W końcu udało mu się dotrzeć do szklarni. Jednak nie zatrzymał się w jej pierwszej części, o nie, tu ktoś mógł go zobaczyć z okien zamku. Lawirował między roślinami bez najmniejszego problemu, aż w końcu dotarł do szklanych, nieprzezroczystych drzwi prowadzących do drugiej części szklarni. Z kieszeni płaszcza wyciągnął klucz, po czym wszedł do środka, nie zwróciwszy uwagi, że nie domknął za sobą drzwi. W tej części hodowane były rośliny rzadkie w tych stronach, trujące, do których nie chcieli by miały dostęp dzieci. Wszyscy wiedzieli, że dzieci spędzały czas w szklarni, bo w końcu to tutaj było można najlepiej nauczyć je znajomości nazw i właściwości znajdujących się tu roślin. Pomimo, iż Burkowie definitywnie mieli inny system wychowywania swoich dzieci, to jednak przykładali dużo uwagi do posiadanej przez nich wiedzmy. Im więcej nauczą się w domu, tym łatwiej będzie im w szkole.
W szklarni było całkiem ciepło, więc Xavier zdjął z siebie płaszcz, po czym usiadł na jednym z kilku ogrodowych krzeseł. Na moment przymknął oczy i odetchnął świeżym powietrzem, a po chwili sięgnął do kieszeni i wyciągnął z niej paczkę papierosów. Uchodził za człowieka, który nie pali, a jednak raz na jakiś czas lubił sobie usiąść w spokoju i odpalić papierosa. Dlatego też krył się z tym tutaj, gdzie nikt go nie widział, i oddawał się swojej małej przyjemności. Pewnie wielu wydałoby się to dziecinne, że dorosły mężczyzna, chował się ze swoim nałogiem, ale on nic sobie z tego nie robił.
Odpalił i zaciągnął się, pozwalając dymowi na moment wypełnić jego płuca, a moment później wypuścił go, robiąc sprawnie kółka z dymu. Uśmiechnął się sam do siebie, po czym rozejrzał się po szklarni. Jego uwagę przykuła jedna rzecz…nie było tu wiatru, a jednak liście krzewu pod ścianą definitywnie falowały, jakoby ktoś nimi poruszał. Przez dłuższą chwilę wpatrywał się w niego intensywnie, aż w końcu udało mu się dojrzeć zarys małej postaci. Dość szybko domyślił się któż to kryje się w cieniu liści…no cóż, na schowanie papierosa było definitywnie za późno, na pewno mała Oriana zdążyła przyłapać wuja na gorącym uczynku. Pokręcił głową z rozbawieniem.
- Nie ładnie się tak skradać Oriano. – odezwał się spokojnie.
W jego głośnie nie było gniewu, wręcz przeciwnie, był rozbawiony faktem, że dał się podejść małej dziewczynce. Teraz jednak wolał aby wyszła z ukrycia, zwłaszcza, że nie był do końca przekonany, czy krzew, za którym się chowa, nie był przypadkiem trójący.


I know what you are doing in the dark
I know what your greatest desires are.
Xavier Burke
Zawód : artefakciarz, organizator wszelaki, menager Palarni Opium
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
I know what you are doing in the dark, I know what your greatest desires are
OPCM : 12
UROKI : 12
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 20
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t9606-xavier-burke-w-budowie https://www.morsmordre.net/t9631-korespondencja-lorda-burke#292826 https://www.morsmordre.net/t9629-xavier-bukre#292806 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t10032-skrytka-bankowa-nr-1569#302913 https://www.morsmordre.net/t9630-xavier-burke#292819
Re: Szklarnia [odnośnik]25.04.21 11:50
— Nieładnie, to jest palić... Pani guwernantka mówiła nam ostatnio, że od takiego palenia robią się dziury w sercu! — gdyby ktoś nie zwracał uwagi na nagłe zamieszanie, które miało miejsce w rodowej szklarni panów Durham, mógłby dojść do wniosku, że podobna rezolutna uwaga została wypowiedziana przez krzak, nie zaś przez pierworodne dziecko lorda. Swoją drogą, krzak mówiący głosem córy nestora — to dopiero nowość zdolna podbić rynek magicznych roślin! Zielarze z całego kraju, ba, może nawet z całego świata, rzucą się na wynaleziony przez Burke'ów gatunek i zrobią z niego należyty użytek. Kto wie, może poza rzucaniem trochę nieprawidłowych ciekawostek na temat wpływu palenia na organizm czarodzieja, okaże się pożyteczne też w innych dziedzinach życia?
Tymczasem jednak przyłapanych na gorącym uczynku Burke'ów było już dwoje. Dorosły mężczyzna i mała dziewczynka, która wreszcie wystąpiła spomiędzy objęć krzewu, trzymając się jednak za lewą dłoń w sposób nietypowy; zupełnie tak, jakby palce lewej dłoni przyciskały fragment skóry prawej, który mógł... boleć?
I bolał. Dokładniej szczypał niemiłosiernie, bo wychodząc spomiędzy uporządkowanych, ale dalej chaszczy, Oriana musiała musnąć jakąś pokrzywopodobną roślinę, w efekcie czego na wierzchu prawej dłoni pojawił się najpierw rumień, a potem kilka białych bąbli do kompletu. Wrodzona duma i kiełkujący wstyd będący wynikiem przyłapania nie pozwalał jednak zabrać głosu w tej sprawie. Zakazywał nawet wplątania prośby o pomoc pomiędzy gesty i słowa, bo ze względu na swą chorobę miała już okazję odczuwać ból znacznie bardziej przykry, co prowadziło ją do prostego wniosku: tym razem również trochę poboli i przestanie.
Pociechą w tym trudnym czasie okazała się jednak reakcja wuja. O wiele przyjemniej było bowiem wysunąć się z kryjówki, gdy miało się uzasadnione podejrzenie, że i tym razem kara może zostać niewymierzona. Swoją drogą, właśnie takie podejście do życia, jakie prezentował Xavier, należało do ulubionych postaw wyznawanych przez dorosłych mieszkańców zamku. Jednym było bowiem postępowanie przedstawicieli rodu względem osób z szeroko pojętego "zewnątrz", innym wszelkie potyczki rozgrywane wśród makowej czerwieni. Świadomość, że zawsze odnajdzie bezpieczeństwo u boku któregoś z krewnych, że zawsze może liczyć na ich pomoc oraz to, że zawsze zostanie oceniona sprawiedliwie, dawała dziecięcemu umysłowi komfort, poczucie bezpieczeństwa znacznie silniejsze od tego, które swe źródło miało miejsce zupełnie gdzie indziej. Niewiele dłużej będzie jej dane cieszyć się dziecięcą nieświadomością co do ogromu chaosu, który rozlał się po świecie wraz z wybuchem wojny.
A o ile mocniejsze jest bezpieczeństwo odnajdywane we wspólnocie od tego, które wynika z samych tylko praktycznych zabezpieczeń?
Stawiała kroki ostrożnie, zwracając uwagę na to, by czarny bucik nie nadepnął przypadkiem na żaden okaz rośliny. O tyle o ile jej obecność w szklarni mogła pozostać tajemnicą, jeżeli wuj zechce dotrzymać słowa o ich wspólnym sekrecie, należało zadbać o to, by żaden, nawet najmniejszy szczegół nie zdradził jej obecności. Dlatego też przy Xavierze znalazła się trochę wolniej, niż chciałoby tęskniące za powiewami wiatru serce.
— Czemu akurat tutaj? — pytanie, które zawisło w powietrzu tuż obok dymu, stanowiło tylko pierwszą cegiełkę w ścianie ciekawości, którą Oriana zdolna była zbudować w zatrważająco szybkim tempie. Samo spojrzenie ciemnobłękitnych oczu, intensywność oczekiwania na odpowiedź mogła stanowić zapowiedź tego, iż Xavierowi trudno przyjdzie odgonienie się od obecności córki swego kuzyna.


my daddy's got a wand
you better run

Oriana Burke
Zawód : lady Durham, córka nestora Burke
Wiek : 8 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
I'll clean my room. In exchange for your immortal soul.
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : -
SPRAWNOŚĆ : -
Genetyka : Czarownica

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t9450-oriana-burke https://www.morsmordre.net/t9472-listy-do-oriany-burke https://www.morsmordre.net/t9471-duszek-durham https://www.morsmordre.net/t9473-o-burke
Re: Szklarnia [odnośnik]26.04.21 16:40
Mężczyzna na słowa dziewczynki pokręcił głową z lekkim rozbawieniem. Sam się teraz czuł trochę jak dziecko przyłapane na gorącym uczynku. A, że został przyłapany to nie ulegało żadnej wątpliwości. Ale nie to go rozbawiło. Jedno to to, że nie do końca zgadzał się z palenie robi dziury w sercu, raczej w płucach. Ale nic nie powiedział, bo jednak palenie miało mimo wszystko wpływ na działanie serca, z pewnością je utrudniało, jeśli paliło się zdecydowanie za dużo. O swoje zdrowie jednak Xavier się nie obawiał, bo palił minimalne ilości. Co prawda pewnie jakiś tam wpływ to miało na jego zdrowie, ale nie tak wielki jak przy nałogowych palaczach. Drugie co go rozbawiło był gadający krzak. Gdyby nie fakt, że doskonale zdawał sobie sprawę z faktu iż Oriana znajduje się między zaroślami, naprawdę byłby szczerze zaskoczony, że odezwał się do niego krzak. Byłby to jedyny w swoim rodzaju gadający krzak, który z pewnością stał by się fenomenem na skalę światową.
Gdy dziewczynka wyszła w końcu z zarośli spojrzał na nią uważnie, ale łagodnie zarazem. Nie umknął jego uwadze fakt, że Oriana trzyma się za dłoń, które była mocno zarumieniona. Nie spodobało mu się to. Nigdy nie był dobry z zielarstwa i szczerze mówiąc nie koniecznie wiedział jakie rośny były hodowane w tej części szklarni. Wiedział jednak, że jak każdy Burke, mała Oriana była dumna i nie było opcji by sama z siebie pokazała mu, że ją boli. Jak każdy członek ich rodziny, widział, jak zaciska zęby i na pewno nie piśnie słówkiem.
Zaciągnął się jeszcze dwa razy porządnie papierosem, po czym rzucił niedopałek na ziemię i przygasił butem. Następnie wyciągnął różdżkę, mruknął pod nosem krótkie zaklęcie, a niedopałek spalił się na popiół nie zostawiając po sobie żadnego śladu.
Xavier schował różdżkę, po czym ponownie skupił wzrok na dziewczynce. Uśmiechnął się łagodnie i lekko wzruszył ramionami.
- Mało kto tutaj przychodzi. - powiedział lekko rozbawiony puszczając jej oczko - Ale jak widać dzisiaj miałem towarzystwo w swojej wędrówce do tego miejsca. Chyba nie koniecznie cię tu wpuszczają z tego co mi się wydaje. - uniósł brew ku górze.
Domyślał się, że podobnie jak on, mała chciała wykorzystać fakt, że nikt jej nie widzi. Nie było opcji żeby był zły czy ją za to ukarał.  Teraz oboje będą musieli dotrzymać tajemnicy, co by ani jedno, ani drugie nie wpadło w tarapaty. Znał Orianę na tyle by wiedzieć, że pomimo swojego młodego wieku, młoda Lady Burke była bardzo inteligentną dziewczynką i doskonale zdawała sobie sprawę z zależności jaka w tym momencie między nimi się zrodziła.


I know what you are doing in the dark
I know what your greatest desires are.
Xavier Burke
Zawód : artefakciarz, organizator wszelaki, menager Palarni Opium
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
I know what you are doing in the dark, I know what your greatest desires are
OPCM : 12
UROKI : 12
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 20
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t9606-xavier-burke-w-budowie https://www.morsmordre.net/t9631-korespondencja-lorda-burke#292826 https://www.morsmordre.net/t9629-xavier-bukre#292806 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t10032-skrytka-bankowa-nr-1569#302913 https://www.morsmordre.net/t9630-xavier-burke#292819
Re: Szklarnia [odnośnik]03.05.21 18:05
Wskazanie błędu w rozumowaniu dziewczynki — w końcu jak słusznie zauważył Xavier, palenie potrafiło robić dziury, ale jak już to w płucach, nie sercu, w dodatku Oriana mogłaby przypomnieć sobie przynajmniej jeden incydent wypalenia dziury także w ogrodowej ceracie, gdy pozostawiony nieopatrznie niedopałek uszkodził nakrycie stołu jadalnego służącego rodowym pachołkom — przyjęte zostałoby z zaskakującym, jak na wiek spokojem. Najstarsza córka Edgara nie należała bowiem do dzieci, które w sytuacji podważania ich oczywistych lub nie mądrości oburzały się z całą mocą zamkniętą w niewielkich ciałkach, a w najgorszym wypadku zdolne były wybuchnąć płaczem, tupnąć nóżką i wysyczeć pod nosem kilka słów groźby, bo rodzice na pewno się dowiedzą i coś z niechcianym moralizatorem zrobią!
Wręcz przeciwnie. W swej, w pewnym sensie typowej dla rodziny, w której przyszło jej wzrastać, pogoni za wiedzą, bardzo łatwo przyjmowała autorytety. Zwłaszcza jeżeli były starsze od niej samej i nosiły to samo nazwisko.
Wokół wuja Xaviera narosła atmosfera swego rodzaju niedostępności. Nie z powodu częstych wypadów do palarni opium, albo jak mówiły to guwernantki dla załatwienia ważnych spraw, ale z prostego faktu, że przez bycie tylko i aż kuzynem jej ojca, w dodatku zajęty własną rodziną, nie mógł poświęcić pozostałej gromadce dzieci Durham tyle czasu, co na przykład jego brat. Obie pary bliźniąt zwykły od czasu do czasu przeprowadzać pewną licytację, w której przebijały się na zasługi ojców i matek. Oriana z pomocą siostry oraz bycia po prostu starszą od Xavierowych pociech, a przez to też bardziej rezolutną, wynajdowała takie powody, dla których Edgar jawił się jako ideał ojcostwa (raz przyjął w gabinecie samego Merlina!), że gdyby wydostały się one poza dziecięcą jaźnię, wzbudziłyby wyłącznie śmiech i pełen politowania dla wybujałej, dziecięcej wyobraźni uśmiech.
Podobne słowne potyczki nie zakańczały się bowiem w momencie, gdy zaogniona dyskusja zwracała uwagę wszelkiej maści opiekunek czy guwernantek. Oriana pamiętała wszystkie słowa tak Cornela, jak i Melody; słowa, które w jej oczach ubierały wuja Xaviera w garnitur ojca odpowiedzialnego, kochającego, wręcz wzór Burke'owych cnót.
Żalem byłoby przegapić możliwość sprawdzenia prawdziwości podobnych twierdzeń na własnej skórze!
— Pani mówi — oho, takie rozpoczęcia zwiastowały kolejną historię, która w oczach dziecka jawiła się jako przełomowa. Warto było posłuchać! — Że tutaj rośnie taki bardzo duży krzak, który daje żółte jagody, ale w pełnię księżyca pożera małe dzieci!
Przejęcie wypełzające z każdego elementu fizys dziewczynki — skupionej na opowieści twarzy, delikatnie drżącego, zwłaszcza przy końcowych głoskach głosiku, w dodatku mocniejsze przyciśnięcie bolącego miejsca — wszystko to dodawało sprawie niepotrzebnej dramaturgii. Wisienką na torcie okazało się teatralne rozejrzenie na boki, w poszukiwaniu podobnej roślinki.
Xavier musiał przyznać, że kreatywność guwernantki w wymyśleniu przekonującego wyjaśnienia była godna podziwu. Lecz niewiele było rzeczy w magicznym świecie zdolnym powstrzymać małych czarodziejów przed dalszym poznawaniem jego sekretów!
— I dlatego nas tu nie wpuszczają... — ściszenie słów mogłoby zwiastować koniec mrożącej krew w żyłach opowieści, lecz jeszcze nie teraz! — Ale pomyślałam, że wuj... Że wuj na pewno nie pozwoliłby, żeby jakiś krzak zrobił mi krzywdę!
Szeroki uśmiech, ukazujący świeże ubytki w uzębieniu (jak te dzieci dorastają...) stanowił prawdziwą kropkę nad i.
Bo chyba Oriana nie kłamała?


my daddy's got a wand
you better run

Oriana Burke
Zawód : lady Durham, córka nestora Burke
Wiek : 8 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
I'll clean my room. In exchange for your immortal soul.
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : -
SPRAWNOŚĆ : -
Genetyka : Czarownica

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t9450-oriana-burke https://www.morsmordre.net/t9472-listy-do-oriany-burke https://www.morsmordre.net/t9471-duszek-durham https://www.morsmordre.net/t9473-o-burke
Re: Szklarnia [odnośnik]05.05.21 16:29
Xavier z delikatnym uśmiechem widniejącym na twarzy obserwował dziewczynkę. Oriana przechodziła dokładnie ten sam system wychowawczy jak on, Craig i reszta jego rodziny. Nawet jeśli była dziewczynką nic nie stało na przeszkodzie by rozwijała swoją ciekawość do świata oraz rzeczy, nie koniecznie dla dziewcząt przeznaczonych. Z resztą miała idealny przykład do naśladowania, którym była Primrose, jej ciotka. Xavier nigdy nie ukrywał, że była jego ulubiona kuzynką, zawsze się świetnie dogadywali, mieli wspólne tematy do rozmów, podobne zainteresowania. I to właśnie w małej Orianie widział jakby kopie Prim. Podobne bystre i ciekawe spojrzenie, chęć dążenia do poznania prawdy i odpowiedzi na męczące ją pytania. Tak, zdecydowanie Oriana była kopią Prim z lat młodzieńczych. To był jeden z powodów, dlaczego lubił wchodzić w rozmowę z córką kuzyna. W przeszłości raczej nie uważał się za człowieka, który lubi dzieci. Wręcz przeciwnie, kiedy był nastolatkiem uciekał od dzieci najdalej jak mógł. Jednak kiedy urodziły się jego dzieci, okazało się, że naprawdę nieźle się odnajdował w roli opiekuna…ojca. Wtedy też zaczął zwracać również bardziej uwagę na Orianę, która jako najstarsza w swoim pokoleniu wiodła prym wśród makowych pociech w Durham, czasami śmiał nawet stwierdzić, że była prowodyrem niektórych, ciekawych, zdarzeń z udziałem dzieci.
Wysłuchał jej historii, którą pięknie wymyśliła guwernantka, by chociaż trochę zniechęcić dzieci do wchodzenia do tej części szklarni. Z drugiej strony jednak, sam tak naprawdę nie był w stu procentach przekonany, czy to była bujda. Z zielarstwa orłem to on nie był mimo wszystko.
Podszedł do niej bliżej, po czym ukucnął przed nią, patrząc na dziewczynkę uważnie, ale zarazem łagodnie, nadal delikatnie się uśmiechając.
- Oczywiście, że nie pozwoliłbym by jakakolwiek roślina zrobiła ci krzywdę. – odparł zgodnie z prawdą, po czym nachylił się do niej i sięgnął po jej dłoń, na której widniały bąble – Ale to należy opatrzeć. – powiedział spokojnie delikatnie opuszkami palców przejeżdżając po bąblach, nie chcąc sprawić dziewczynce jakiegokolwiek bólu. – Powiemy, że byliśmy razem na spacerze w ogrodzie i przez przypadek wpadliśmy w pokrzywy, co ty na to? – zaproponował puszczając jej oczko, po czym podniósł się z kucków i sam wsadził rękę w krzaki, z których wyszła przed chwilą Oriana.
Faktycznie, coś go ukuło, nawet więcej niż jeden coś i po chwili na jego dłonie również pojawiło się kilka bąbli, jednak on bólu nie odczuwał tak mocno jak mała. Nie chciał by mała dostała reprymendę za to, że wtargnęła do miejsca w którym nie powinna się pojawiać. Owszem, z pewnością powinna takową reprymendę otrzymać, ale mimo wszystko Xavier czuł się na swój sposób winny, bo jednak nie domknął za sobą drzwi.


I know what you are doing in the dark
I know what your greatest desires are.
Xavier Burke
Zawód : artefakciarz, organizator wszelaki, menager Palarni Opium
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
I know what you are doing in the dark, I know what your greatest desires are
OPCM : 12
UROKI : 12
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 20
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t9606-xavier-burke-w-budowie https://www.morsmordre.net/t9631-korespondencja-lorda-burke#292826 https://www.morsmordre.net/t9629-xavier-bukre#292806 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t10032-skrytka-bankowa-nr-1569#302913 https://www.morsmordre.net/t9630-xavier-burke#292819
Re: Szklarnia [odnośnik]12.05.21 18:05
Niewątpliwie posiadanie w bliskiej rodzinie wzoru różnych kobiecych postaw mogło dać Orianie większą możliwość świadomego wyboru swojej ścieżki w przyszłości. Przykład, który płynął z góry, znajdował swe źródło głównie w Adeline i Primrose. Były oczywiście inne żeńskie krewne, jak chociażby starsza siostra Xaviera, babcie, ciotki i praciotki, były nawet guwernantki, ale tylko ślepy nie zauważyłby wpływu, jaki na małą Orianę wywierały obie lady Burke. Adeline zarażała córkę głównie miłością do sztuk pięknych, odpowiedniej prezencji i wychowania. Trudno było o lepszy wzór prawdziwego piękna, tak zewnętrznego jak i wewnętrznego, do którego aspirowała każda szlachetnie urodzona dama. W połączenie krwi Crouchów i Parkinsonów musiało dać osobę o nieprzeciętnej inteligencji, dumie i aparycji. Primrose z kolei budziła chyba najbardziej przylegającą do Oriany cechę — ciekawość. Głód wiedzy towarzyszył jej już od najmłodszych lat, gdy paradowała pokracznie między pokoleniem swych rodziców, jeszcze niekoniecznie zdolna do utrzymania równowagi na miękkich nogach, a już uparcie sięgająca po księgi, pergaminy i wszelkiego rodzaju zwoje, jakie tylko mogła dostać w swe pulchne paluszki. Uwielbiała spędzać czas z ciotką również dlatego, że i ona była szlachcianką z krwi i kości. Świadomą swych obowiązków, zdolną do wypełniania ich w sposób przynoszący dumę rodowi, silną w swej delikatności. Osoby, która — o to należy spytać Oriany za kilka lat, gdy umiejętność postrzegania rzeczywistości i wyciągania wniosków wreszcie osiągnie odpowiedni dla takich przemyśleń poziom — nie żyła wyłącznie po to, by być czyjąś ozdobą. Chciała żyć na swych warunkach i prawach, jednocześnie nie przekraczając cienkiej granicy, którą jedni nazywali statusem quo, inni zaś dobrym smakiem.
Ukucnięcie przyjęte zostało z kolejnym, szerokim uśmiechem. Najgorszą rzeczą, którą można było zrobić Burke'owym latoroślom, w tym także Orianie, było mówienie do nich z góry. Z pozycji władzy, którą oczywiście dzierżyli — ojciec nad dzieckiem, pater familias nad rodem — a która kłuła dziecięce, nienawykłe do podobnych okazów siły oczy. Bo i nie było powodu, by unosić się ponad część swych krewniaków tylko ze względu na wiek, jeżeli głównym celem każdego z nich — Burke'a małego, czy dużego — było utrzymanie rodzinnej jedności.
— Ooooch! — przeciągnięty wyraz zachwytu sprawił, że przepełniona nagłym przepływem szczęścia Oriana przestąpiła z nogi na nogę, a nienosząca śladów spotkania z krzakiem dłoń zacisnęła się w piąstkę i przylgnęła szybko do pucułowatego policzka. — Jesteś najlepszy, wujku!
Ach, ci dziecięcy faworyci. Szkoda, że wkupywanie się w łaski dorosłych nie przychodziło z podobną łatwością.
Ciche, jakby stłumione nieco zbyt późno syknięcie rozległo się w chwili, gdy ciepłe palce Xaviera przesunęły się po pokrywających drobną dłoń bąblach. Sama Oriana napięła się nagle, w pierwszym odruchu próbując wyrwać dłoń, powstrzymać nieprzyjemne pieczenie. Brwi ściągnęły się ku środkowi, usta zacisnęły w wąską kreskę, jakby dumne znoszenie cierpienia, bez przyznania wprost, że odczuwa się ból, skropliło się także w tej części krwi, którą Oriana otrzymała od swego ojca.
Musisz być silna, Oriano.
Ileż razy to słyszała?
— Mhm... — choć starała się, jak mogła, smutne przytaknięcie przysłoniło na moment towarzyszącą jej do tej pory radość. Gdy tylko Xavier poruszył się, wyraźnie zmierzając w kierunku krzaka, wyciągnęła ku niemu zdrową dłoń. — Wujku, nie! Będzie bolało!
Ale nawet tak gorące próby zapobieżenia piekącej katastrofie okazały się być niewystarczające.
Mimo wszystko podeszła jednak bliżej wuja, z wyraźnym zainteresowaniem oglądając zmiany zachodzące na jego skórze.
— Tylko nie możemy pójść do pani Vablatsky... Pani Vablatsky na pewno się dowie, że to nie pokrzywy i od razu powie tacie... — ściszony w konspiracji ton głosu, jak i długie, wyczekujące akceptacji chytrego planu spojrzenie zapraszało do udziału w kolejnej już wspólnej tajemnicy.
Oj, chyba nie powinni byli zostawać sam na sam zbyt długo. W takim tempie zapełnią swymi spisanymi paktami całą bibliotekę Durham w niecały tydzień!


my daddy's got a wand
you better run

Oriana Burke
Zawód : lady Durham, córka nestora Burke
Wiek : 8 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
I'll clean my room. In exchange for your immortal soul.
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : -
SPRAWNOŚĆ : -
Genetyka : Czarownica

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t9450-oriana-burke https://www.morsmordre.net/t9472-listy-do-oriany-burke https://www.morsmordre.net/t9471-duszek-durham https://www.morsmordre.net/t9473-o-burke
Re: Szklarnia [odnośnik]18.05.21 19:39
Xavier od zawsze wiedział, że dzieci nie lubią gdy patrzy się na nie i mówi się do nich z góry. Sam był takim dzieckiem i choć rozumiał hierarchię panującą w rodzinie, to jednak zawsze z lekkim uśmiechem przyjmował fakt, kiedy ktoś zniżał się gdy do niego mówił. Zwłaszcza, że za młodu, Xav wcale nie był wysokim chłopcem, dopiero z czasem wystrzelił w górę.
Dlatego też doskonale wiedział, że taki gest z jego strony zostanie przez Orianę przyjęty z uśmiechem i zadowoleniem. Nie umknęło jego uwadze również fakt, że oparzenia, które widniały na jej dłoni naprawdę ją bolały. Ta nagła zmiana wyrazu twarzy definitywnie o tym świadczyła. Znał to z resztą doskonale. Jego dzieci zachowywały się tak samo. Nawet jeśli Cornel był tym silniejszym, śmielszym i odważniejszym bliźniakiem, to Melody również często gęsto robiła dobrą minę do złej gry. Zwłaszcza kiedy coś przeskrobała i wiedziała, że jeśli pokaże, że coś ją boli to wpakuje się w tarapaty. A musiał przyznać, że jego dzieci nadzwyczajnie często pakowały się w tarapaty, czasami zastanawiał się po kim one to mają, a potem przypominał sobie jaki on był w dzieciństwie i pytanie odchodziło w dal. Nie zmieniało to jednak faktu, że mimo, że był raczej miękki w stosunku to dzieci, to nie wszystko uchodziło im płazem. Karał je owszem, jednak kary były równie edukacyjne co porażki jego latorośli, bo nie chodziło tylko o to by je ukarać, ale by też przy okazji się czegoś nauczyły.
W tym jednak przypadku, było inaczej. Nie zamierzał w żadnym wypadku wymierzać kary, ponieważ jakby nie patrzeć był jedną z przyczyn, przez, którą doszło do poparzenia dłoni córki kuzyna.
- Nie boli aż tak bardzo. – powiedział spokojnie kręcąc głową i też spojrzał na swoją dłoń z lekkim zaciekawieniem, lekko zaskoczony z jaką prędkością bąble pojawiły się na jego skórze. – Zdecydowanie. Pani Vablatsky jest zbyt mądra by dać się w ten sposób oszukać. – pokiwał lekko głową zgadzając się ze słowami dziewczynki, po czym zamyślił się na chwilę.
Znał pewną uzdrowicielkę. Spotkał się z nią poprzedniego miesiąca, rozmawiali o artefaktach co prawda, ale wspominała, że zajmowała się uzdrawianiem swojego czasu. Może mógłby do niej napisać?
- Na pewno coś razem wymyślimy. Na razie będzie trzeba to chociaż przemyć zimną wodą. – odparł spokojnie patrząc na dziewczynkę uważnie.


I know what you are doing in the dark
I know what your greatest desires are.
Xavier Burke
Zawód : artefakciarz, organizator wszelaki, menager Palarni Opium
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
I know what you are doing in the dark, I know what your greatest desires are
OPCM : 12
UROKI : 12
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 20
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t9606-xavier-burke-w-budowie https://www.morsmordre.net/t9631-korespondencja-lorda-burke#292826 https://www.morsmordre.net/t9629-xavier-bukre#292806 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t10032-skrytka-bankowa-nr-1569#302913 https://www.morsmordre.net/t9630-xavier-burke#292819
Re: Szklarnia [odnośnik]21.05.21 15:12
Oczywiście nikt, nawet sama Oriana, nie zamierzał kwestionować zasadności kary w procesie wychowawczym. Choć dziewczynce daleko było do rozumowania podobnego do tego, które zadziało się w głowie kuzyna jej ojca, podstawowe zrozumienie pojęć takich jak kara czy nagroda należało do jednej z pierwszych lekcji, które musiał odebrać każdy urodzony i wychowany w szlacheckiej rodzinie. Podobnie strach przed karą nie był niczym w gruncie rzeczy złym; spełniał bowiem funkcję prewencyjną, chroniąc tak dzieci (przed własną głupotą i niedoświadczeniem), jak i rodziców (przed konsekwencjami dziecięcych wybryków).
Jednakże Burke'owie cechowali się czymś jeszcze, co przez kolejne lata będzie w dalszym ciągu niewiadomą w umyśle Oriany. W ich przypadku powiedzenie o wole, który zapomniał swego okresu cielęcego, nie odnajdywało przełożenia na rzeczywistość. Taka postawa przemawiała do tej pory najgłośniej przez Primrose, Xaviera i Craiga, lecz można było przypuszczać, że odciążony od nestorskich obowiązków Edgar również zdecydowałby się na łagodniejsze, choć lepiej użyć słowa "wyrozumiałe" podejście do swych latorośli. Już teraz była im wdzięczna — wciąż nieświadomie — za podarowanie jej wyjątkowo spokojnych, w porównaniu z dziećmi z innych warstw społecznych, lat dzieciństwa.
— Bo wujek jest duży i silny... — ściśnięte ze wciąż obecnego w ciężkim powietrzu wypełniającym szklarnię żalu gardło ledwo pozwoliło tym kilku słowom prześlizgnąć się, niemal ukradkiem. Jakby na potwierdzenie pewnego niewygodnego położenia (w końcu trudno było okazywać własną słabość przed kimkolwiek, a już będąc ośmiolatką z dużym poczuciem konieczności bycia jak najdoroślejszą, zadanie to stawało się potrójnie trudne), lewa noga zgięła się lekko w kolanie, by następnie wykręcić się o kilkadziesiąt stopni do środka. Burzowe spojrzenie Oriany skupiło się tymczasem w ubitej ziemi szklarni, którą teraz uparcie rozdłubywała samym czubkiem swojego trzewika.
Trwała tak kilka długich chwil, słuchając z delikatnie łaskoczącym poczuciem dumy (w końcu wuj zgodził się z jej zdaniem o pani Vablatsky!), cóż do powiedzenia miał wuj. Dopiero w momencie, w którym zasugerował rozwiązanie w postaci obmycia pokrytych bąblami rąk zimną wodą, poderwała głowę ku górze, a jej wargi — wcześniej zaciśnięte w próbie opanowania bólu — rozchyliły się lekko, pozwalając ustom na przebranie w nieco szalbierczy, lecz szczery uśmiech.
— Mam pomysł, wujku... — słowa ściszone do konspiracyjnego szeptu i wyczekujące spojrzenie skupione w ciemnych tęczówkach należących do kuzyna jej ojca zapraszały wręcz do małej... współpracy. — Żeby nikt nie zauważył, możemy na razie...
W tym samym momencie zdrowa ręka Oriany pociągnęła rękawem jej sukienki, chowając zaciśniętą w piąstkę dłoń pod materiałem.
— Zakryć to rękawem! I pobiec od razu do łazienki — szeroki uśmiech i tańczące w oczach iskierki, podobnie jak powracające na policzki rumieńce sugerowały, że Oriana była wyjątkowo dumna ze swojego planu. — Co o tym sądzisz, wujku?


my daddy's got a wand
you better run

Oriana Burke
Zawód : lady Durham, córka nestora Burke
Wiek : 8 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
I'll clean my room. In exchange for your immortal soul.
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : -
SPRAWNOŚĆ : -
Genetyka : Czarownica

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t9450-oriana-burke https://www.morsmordre.net/t9472-listy-do-oriany-burke https://www.morsmordre.net/t9471-duszek-durham https://www.morsmordre.net/t9473-o-burke
Re: Szklarnia [odnośnik]25.05.21 16:07
Kary były naturalną koleją rzeczy w procesie wychowywania dzieci. Nie karane za młodu dzieci, wyrastały na rozpieszczonych dorosłych, będących przekonanymi o swojej bezkarności. A taki rodzaj człowieka w jego mniemaniu był najgorszy. Fochy, obrazy majestatu i w ogóle. W momencie kiedy w dzieciństwie są stosowane odpowiednie techniki wychowania, potem też jest łatwiej w życiu dorosłym i przede wszystkim na to zwracali uwagę Burke’owie. Co jednak nie zmieniało faktu, że raz na jakiś czas można było zrezygnować z kary.
-To prawda, ale mimo wszystko trochę boli. Pamiętaj Oriano, każdy, nawet najbardziej odważny i najsilniejszy, zawsze czuje ból. – odparł spokojnie lekko kiwając głową.
Dorośli zawsze kreowali się w oczach dzieci jako niezniszczalni. Ale Xavier wyznawał zasadę, że powinny wiedzieć, że wcale tak nie jest, że nawet dorośli mogą mieć gorszy dzień, wstać lewą nogą i nie zawsze mieć humor i tak samo może ich coś boleć. W jego mniemaniu sprawiało to, że dziecko zdawało sobie wtedy sprawę z tego dlaczego czasami na przykład rodzic mu na coś nie pozwala (bardziej niż do tej pory) albo na przykład nie ma ochoty się z nim bawić czy po prostu nie ma humoru. I choć jednocześnie rodzić miał wzbudzać w dziecku szacunek i respekt, to przecież mógł się również jawić jako człowiek.
Widział, że ból doskwiera dziewczynce, więc postanowił, że nie ma co więcej tracić czasu. Widząc jej niecny plan zakrycia dłoni rękawem pokiwał głową z uśmiechem.
- Myślę, że na razie to świetny pomysł. – powiedział spokojnie, po czym sam również zakrył swoją dłoń rękawem koszuli, by mała widziała, że robi to samo co on, utwierdzając ją tym samym w genialności jej pomysłu. – Tak więc, skoro nasze obrażenia są już idealnie zakryte, tak, że nikt nie nigdy nie domyśli naszego małego przewinienia, możemy już kierować się w stronę zamku, a tam prosto do łazienki. – uśmiechnął się do niej konspiracyjnie, po czym podniósł się z kucków i wyciągnął do niej dłoń licząc, że ją złapie.
Rozejrzał się jeszcze po szklarni, upewniając się, że nie zostawili po sobie żadnych śladów, po czym oboje opuścili szklarnie swoje kroki kierując prosto do łazienki by omyć zranione dłonie.

zt x2


I know what you are doing in the dark
I know what your greatest desires are.
Xavier Burke
Zawód : artefakciarz, organizator wszelaki, menager Palarni Opium
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
I know what you are doing in the dark, I know what your greatest desires are
OPCM : 12
UROKI : 12
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 20
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t9606-xavier-burke-w-budowie https://www.morsmordre.net/t9631-korespondencja-lorda-burke#292826 https://www.morsmordre.net/t9629-xavier-bukre#292806 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t10032-skrytka-bankowa-nr-1569#302913 https://www.morsmordre.net/t9630-xavier-burke#292819
Re: Szklarnia [odnośnik]03.07.21 10:19
| 17/12/1957

Jego wizyty w Durham Castle powoli stawały się rutynowe i zaczynał się przyzwyczajać. Dzisiaj akurat był tu z powodu Xaviera, a raczej dlatego, że miał do niego ogromną prośbę, na którą odmowy nie zamierzał przyjmować. Przyjaciel był mu niezbędny w tej kwestii, a mógł na niego liczyć ze wzajemnością oczywiście. Ich życie nie było proste, wręcz przeciwnie, a każdym kolejnym miesiącem napotykali na drodze liczne komplikacje, z którymi musieli się mierzyć w mniej lub bardziej wymyślny sposób. Czasem zagrożone było ich życie i choć Mathieu wiedział, że Xavier na spotkaniu Rycerzy jeszcze nie był, nie został wprowadzony w ich szeregi, to pewnego dnia stanie się jednym z nich. Wszystko pozostawało kwestią czasu.
Poinstruowano go, że znajdzie Xaviera w szklarni. Po co Lord Burke miałby się tam udawać? Mniejsza. Mathieu znał drogę, jeszcze trochę i po Durham będzie mógł przemieszczać się po ciemku z opaską na oczach. Poprawił plaszcz i skierował się w tamtą stronę. Xavier powinien za to częściej odwiedzać Chateau Rose, Mathieu był pewien, że kilka kroków po różanym zamku i Lord Burke potrzebowałby mapy, aby wrócić na właściwą trasę. Nie to, że nie wierzył w przyjaciela. Sam też nie do końca pewnie czuł się krocząc po kamiennych posadzkach Durham Castle jakby był u siebie.
Znalazł się na miejscu dość szybko, rozejrzał się, jednak nie znalazł tam wysokiej sylwetki Xaviera Dojrzał za to młodą Lady Burke, która najwyraźniej nie zauważyła jego obecności. Mathieu uśmiechnął się, nawet dość subtelnie jak na własne standardy i podszedł do Oriany. - Lady Burke. - przywitał się. Młoda dama zasługiwała na taki sam szacunek jak starsza dama. Przynajmniej z takiego założenia wychodził Mathieu. - Przekazano mi, że znajdę tu Xaviera. Nie widziałaś go może? - spytał, przyglądając się uważnie temu, co robi młoda panienka Burke. Był ciekaw co mogła robić, szklarnia to dość nietypowe miejsce, więc nie mógł się nawet domyślać o co chodziło. - Czym się tu zajmujesz? - spytał, przekręcając głowę w bok. To nic złego, pytać młodą Damę co robi w takim miejscu. Szczególnie, że znali się, bo Mathieu był częstym gościem w murach tego zamku. Przyjaźń z Xavierem, teraz dodatkowa z Primrose robiła swoje.



Mathieu Rosier


The last enemy
that shall be destroyed is

death
Mathieu Rosier
Zawód : Opiekun smoków
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Here’s the misery that knows no end
OPCM : 30
UROKI : 10
ALCHEMIA : 3
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 35
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7310-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/t7326-ehecatl https://www.morsmordre.net/t7325-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t7421-skrytka-bankowa-nr-1782#202976 https://www.morsmordre.net/t7339-mathieu-rosier
Re: Szklarnia [odnośnik]03.07.21 18:41
Obecność gości w Durham Castle powoli przestawała dziwić. Oriana zdążyła przyzwyczaić się do nowych rejestrów kroków, choć wciąż nie mogła przypisać ich do konkretnej twarzy lub imienia i nazwiska. Wiedziała co prawda, kim są czarodzieje odwiedzający jej krewnych — poznała już panią Wroński, kilkukrotnie widziała się nawet z lordem Rosier, choć często przelotnie i bez szans na dłuższą konwersację. Wuj Xavier mówił, że mieli bardzo poważne kwestie do przedyskutowania i żeby pod żadnym pozorem nie przeszkadzać, a tym bardziej nie podsłuchiwać! Oriana należała do dzieci raczej grzecznych, więc słuchała się podobnych nakazów i w dane dni omijała skrzydło zamku, w którym odbywały się takie spotkania. Ciocia Primrose również nie dzieliła się szczególnie relacjami ze spotkań z lordem Mathieu, więc postać gościa obrosła swoistą legendą, w której głównym motywem były smoki z Kent jadający czerwone róże na kolację.
Nie wiedziała nawet, że dzisiejszego dnia przypadało kolejne zaplanowane spotkanie Xaviera. Ostatnimi czasy Oriana zbliżyła się do wuja na tyle, że wspólne spędzanie czasu stało się swego rodzaju rutyną. Tak oto i dzisiaj powrócili w miejsce, które stało się świadkiem ich pierwszej, niewielkiej tajemnicy; z tą różnicą, że tym razem nie przekraczali granicy zamkniętej części szklarni, pozostając wśród grządek porośniętych przez rośliny bardziej pospolite i zdecydowanie mniej trujące przy bezpośrednim kontakcie. Uwagę zjawiających się w szklarni mogła zwracać jednak nie tylko postać małej lady Burke, a przede wszystkim rosnący obok niej krzak czerwonych róż. Krzak, który z pewnością lepiej prezentowałby się w oranżerii, a jednak wyraźnie stanowił centrum uwagi małej lady, aż do czasu posłyszenia głosu, który... chyba nie miał się tu znaleźć?
Choć jeszcze chwilę wcześniej małe palce sunęły po delikatnych płatkach kwiatu, nagle wszystko przestało mieć znaczenie. Oriana odwróciła się na pięcie, wyjątkowo ciekawa do kogo należał rozbrzmiały w pomieszczeniu głos. Gdy burzowe spojrzenie spoczęło na lineaturze twarzy mężczyzny, nie miała już wątpliwości.
— Lordzie Rosier — najpierw uprzejme dygnięcie, poprzedzone złapaniem rąbków welurowej sukienki w dwa palce. Później dopiero uprzejmy, wesoły uśmiech, który pojawił się na... nieco spąsowiałej z nagłych emocji twarzy dziewczynki. — Wujek wyszedł na chwilę, zdaje się, że na spotkanie lorda.
Choć Xavier przekazał jej tylko, że wróci za chwilę, nagła obecność Mathieu pozwoliła na snucie bardzo odważnych teorii. Bo to przecież niegrzecznie kazać gościowi czekać, czyż nie? A teraz ważna rola zabawiania lorda przypadła małej Orianie... Tak odpowiedzialne zadanie, wreszcie mogła się wykazać!
— Razem z wujkiem sprawdzaliśmy, jak miewa się nasza róża. Zasadziliśmy ją razem z naszym ogrodnikiem kilka miesięcy temu — słowa płynęły swobodnie, jakby początkowe zaskoczenie było już tylko wspomnieniem przegnanym z łatwością przez prostą wymianę uprzejmości i uśmiechów. — Lord zna się na roślinach?


my daddy's got a wand
you better run

Oriana Burke
Zawód : lady Durham, córka nestora Burke
Wiek : 8 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
I'll clean my room. In exchange for your immortal soul.
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : -
SPRAWNOŚĆ : -
Genetyka : Czarownica

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t9450-oriana-burke https://www.morsmordre.net/t9472-listy-do-oriany-burke https://www.morsmordre.net/t9471-duszek-durham https://www.morsmordre.net/t9473-o-burke

Strona 2 z 3 Previous  1, 2, 3  Next

Szklarnia
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach