Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Ogród za domem
AutorWiadomość
Ogród za domem [odnośnik]19.11.17 15:35
First topic message reminder :

Piddletrenthide 79

Tylnym wyjściem można wydostać się do skromnego ogrodu pana Wrighta. To, co zwraca szczególną uwagę, to stary, rozłożysty dąb, którego pień otacza skonstruowana przez Joe okrągła ławka, a także charakterystyczna latarnia. Chłopiec z sąsiedztwa twierdzi, że to latarnia z Narnii. Próbował tłumaczyć Josephowi o co chodzi z tą Narnią, ale... póki co trochę bezskutecznie.
W zasadzie, jeśli już zastanie się Josepha, to najlepiej zacząć szukać go właśnie w ogrodzie. To w nim spędza najwięcej czasu. Wiecznie coś przycina, przekopuje, przesadza, wsadza, kosi trawę... Choć ogródek jest niewielki, zawsze znajdzie się w nim coś do zrobienia.


Beat back those Bludgers, boys,
and chuck that Quaffle here
No team can ever best the best of Puddlemere!


Joseph Wright
Zawód : Bezrobotny
Wiek : 28 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
What if I'm far from home?
Oh, brother I will hear you call.
What if I lose it all?
Oh, sister I will help you out!
Oh, if the sky comes falling down, for you, there’s nothing in this world I wouldn’t do.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Zjednoczeni z Puddlemere
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5364-joseph-e-wright https://www.morsmordre.net/t5428-do-joe#123175 https://www.morsmordre.net/t5417-joe-w#122688 https://www.morsmordre.net/f108-piddletrenthide-79-kamienny-domek https://www.morsmordre.net/t5462-skrytka-bankowa-nr-1335#124469 https://www.morsmordre.net/t5441-joe-wright

Re: Ogród za domem [odnośnik]28.10.18 18:10
Czuł się zakłopotany i szczęśliwy, zagubiony i radosny, bliski płaczu i śmiechu; czuł tak wiele na raz, że prawie nie dowierzał w skalę swych emocji. To nie było możliwe, nie dla niego, zamkniętego w kołowrocie poczucia winy oraz rozgoryczenia przeszłością. Grzechy, które popełnił, sprowadzając na cały czarodziejski świat zagładę, wydawały się teraz nieważne, a każdy błąd wymazany. Kochali go a on kochał ich, całym sercem, całym sobą, poruszony aż do kręgosłupa, dziwnie mięknącego pod wpływem życzeń, przytuleń, poklepań po plecach i prezentów, wkrótce szczelnie wypełniających umięśnione ramiona. Ledwo unosił kolejne pakuneczki, w końcu postanowił odkładać je na stolik, gdzie oczekiwały ponownego zachwytu: a każdy z nich był już otworzony, obejrzany, wypieszczony westchnieniami podziękowań, nieistotne, czy ktoś przyniósł mu zebraną własnoręcznie koniczynkę, narysowaną laurkę czy złotą bransoletę. Liczył się gest, pamięć, fakt, że zgromadzili się tutaj wszyscy razem. Tego wieczoru kaszlał teatralnie tak często, by ukryć łzy wzruszenia, że naprawdę zaczęło piec go gardło - szybko zajadł dyskomfort fasolką Bertiego Botta. Rozgryzł ją z niejakim lękiem, wkrótce rozsmakowując się jednak w truskawce. Wybitne. Wyśmienite. Wibrujące na języku setką doznań. Uniósł kciuk w górę, odnajdując wzrokiem ulubionego cukiernika, po czym cmoknął z zadowoleniem, chyłkiem sięgając po kolejną. Miał nadzieję, że nikt nie przyuważy tego łakomstwa.
Spoglądał na Hanię, składającą życzenia Foxowi, bardzo czujnie taksując wzrokiem jubilata. Dopiero gdy siostra opuściła jego bezpośrednią bliskość, podszedł do Fredericka i prawie złamał mu żebra w niedźwiedzim uścisku. - Ale traktuj ją dobrze, co? Jak mi przyjdzie kiedyś płacząc, choćby troszeczkę, to urwę ci łeb przy samej lisiej kicie - obiecał solennie, rechocząc mu raz jeszcze do ucha. Dopiero wtedy odkleił się od lorda, poczochrał mu czuprynę, dodając tym samym arystokratycznego uroku jego prezencji. W porę pochwycił kieliszek wykwintnego trunku, wybałuszając oczy to na Hannah, to na młodszego brata. - Od kiedy stać nas na takie frykasy? - zagrzmiał wesoło, preferowali niemalże rodzinną ognistą whisky. Odchrząknął też gwałtownie, unosząc w górę kieliszek - z braku łyżeczki posłużył się własnymi, brudnymi od ziemi rezerwatu paznokciami, którymi postukał w szkło, kulturalnie prosząc o ciszę. Lycus Malfoy byłby z niego dumny. - Chciałem podziękować wszystkim, którzy tu przyszli. Jesteście...jesteście wspaniali - odchrząknął, a poza krawędzią gęstej brody wykwitł czerwonawy rumieniec. - Chciałbym też specjalnie podziękować mojemu rodzeństwu, które zorganizowało to przyjęcie-niespodziankę. Josie, jesteś prawie tak przystojny jak ja, prawie tak mądry jak ja i prawie tak świetnie latasz na miotle - ale kocham cię bardziej niż siebie samego - wygłosił w konwencji słabego żartu, mrugając do młodszego braciszka. - Haniu, nie ma piękniejszej Gru... - zaczął wzruszony, w porę powstrzymując się przed publicznym otrzymaniem od siostry kopniaka w kolano. - Gruszeczki od ciebie. Jesteś mądra i odważna. Kocham cię nad życie - Kiedyś bał się uczuć, bał się mówienia o nich: ale nie dziś, nie w tym gronie. Wzniósł toast i wygulgał cały kieliszek a część zielonego płynu spłynęła mu po brodzie.
Czas się bawić - szybko przemierzył prowizoryczny parkiet i porwał do tańca Hannah, chcąc podrzucić ją w powietrze i nieudolnie poswingować. Tak, jak robili to mając lat pięć i pół, w domowej kuchni, gdy jej małe pięty stały na jego dużych stopach.


Make my messes matter, make this chaos count.
Benjamin Wright
Zawód : eks-gwiazda quidditcha, nadzorca w smoczym rezerwacie
Wiek : 33
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
may the bridges I burn
light the way
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Ogród za domem - Page 3 2548bf6970f74d0d9594e17b72bc2037
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t656-benjamin-wright https://www.morsmordre.net/t683-smok#2087 https://www.morsmordre.net/t3555-nokturnowa-rubryka-towarzyska#62778 https://www.morsmordre.net/f203-kornwalia-sennen https://www.morsmordre.net/t4339-skrytka-bankowa-nr-178#92647 https://www.morsmordre.net/t1416-jaimie-wright
Re: Ogród za domem [odnośnik]28.10.18 18:10
The member 'Benjamin Wright' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 66
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Ogród za domem - Page 3 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Ogród za domem [odnośnik]28.10.18 21:05
Przywitał się z nieznanym mu bliżej Josephem, by zaraz uśmiechnąć się trochę szerzej. Próżności nabierała powoli rozgłosu, aż smutno było myśleć o opuszczeniu tak wspaniałej cukierni. No cóż jednak to nie teraz i nie ma co myśleć o smutkach, pokiwał głową wesoło, potwierdzając przypuszczenia.
- Tak, pracuję tam od kilku miesięcy. - przyznał. - Bertie Bott. Miło poznać.
Dodał tylko z charakterystycznym dla siebie szerokim uśmiechem. Zaraz z resztą ten sam uśmiech posłał w kierunku Justine która zjawiła się w chwilkę po nim.
- Siemasz.
Spojrzał także w kierunku Ulyssesa którego szczerze cenił nawet, jeśli ten może niekoniecznie za nim przepadał. I w sumie to na widok starszego Ollivandera zaczął się zastanawiać, czy nie trafi tu gdzieś na Kostka. W sumie dobrze by było gdyby ktoś mu pomógł zaniżać średnią wieku na tej imprezie. Nie, żeby marudził! Nieważne z resztą. Więcej uwagi zwrócił na Rowan która stała z Charlene której nie znał za dobrze, ale kojarzył z Zakonu.
- Hej! - przywitał się z obiema. - To chyba przeznaczenie, że wszędzie na ciebie trafiam. Mogę ten fakt wykorzystać, żeby ci ukraść pierwszy taniec?
No bo przecież na pewno puszczą tu muzykę trochę potem i dadzą potańczyć, dla niego to było bardziej niż oczysite, skoro to urodziny? A nawet jak nie to jakoś Rowkę pozna, a może i Charlene, bo czemu nie, trzeba ludzi poznawać. Nie rozwijał jednak tematu, bo jeden z solenizantów się w końcu pojawił. Bott szczerzył się wesoło patrząc jak Joseph pokrętnie ale całkiem sprawnie próbuje jednak nadrobić fakt, że  Benjamin przyszedł wcześniej. Wyszło chyba z resztą całkiem dobrze!
Przyłączył się zaraz do życzeń ze swoim wszystkiego najlepszego i stu lat bez zmartwień. Nie znali się jakoś szczególnie dobrze, jednak to nie ma większego znaczenia w końcu, Zakon to wspólna sprawa która łączy ludzi w dość szczególny sposób, a Bertie do ludzi, szczególnie tych walczących o lepszą przyszłość miał szczególną porcję sympatii.
Chętnie też wypił toast, dość mocny swoją drogą, a na widok zadowolonego Bena sięgającego po kolejne fasolki tylko uśmiechnął się szerzej. Dobrze, że smakują! To na prawdę dawało mu masę radości, że ludzie doceniali jego pomysły.
Zaraz jednak zaczęła się impreza, więc zaczął wyszukiwać Rowan, którą przecież chciał porwać do tańca i jak tylko ją wyszukał, postanowił, że nie złapie jej za rękę i nie pociągnie jak troglodyta (co w sumie robił zazwyczaj, ale co tam!) ale nawet jak dżentelmen się ukłoni.
- A więc mogę zaprosić panią do walca?
Spytał wesoło, choć walca żadnego na pewno tańczyć nie zamierzał, nie sądził jednak by ona pomyślała że młody Bott może mówić poważnie.



Po prostu nie pamiętać sytuacji w których kostka pęka, wiem
Nie wyrzucę ST,
Chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wie MG.
Bertie Bott
Zawód : Pracownik w Urzędzie Patentów Absurdalnych, wlaściciel Cukierni Wszystkich Smaków
Wiek : 22
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Po co komu rozum, kiedy można mieć szczęście?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Ogród za domem - Page 3 Giphy
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t3352-bertie-bott https://www.morsmordre.net/t3460-jerry#60106 https://www.morsmordre.net/t3378-zapraszam-bardzo#57355 https://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 https://www.morsmordre.net/t3537-skrytka-bankowa-nr-844 https://www.morsmordre.net/t3389-bertie-bott
Re: Ogród za domem [odnośnik]13.11.18 9:18
To nie tak, że Joseph uważał posiadanie fałszoskopu jako podstawę do myślenia o związku... Nie, tym bardziej, że osobiście nie sądził, żeby mu się takie ustrojstwo przydało - za dobrze znał się na ludziach i był związkowym ekspertem - a przynajmniej za takiego się miał. Co innego Ben. Benajmin może i był starszy, ale był zdecydowanie zbyt naiwny w miłości, co już zdążyli wspólnie ustalić. Jego braciszek raz otwierał serce i przepadał z kretesem - można było z nim zrobić wszystko - a skoro nie miał wewnętrznego zmysłu wykrywania kłamstw (takiego, jaki miał na przykład Joseph), to trzeba było mu podarować fałszoskop. To przecież logiczne, prawda?
Odsunął się w końcu od brata, a zachęcony przez całkiem smaczną poprzednią fasolkę o owocowym smaku, sięgnął po kolejną. I tylko mimowolnie jego spojrzenie powędrowało do podniesionej przez Benjamina i tulonej Frances. Miał wrażenie, że blondynka nic się nie zmieniła przez te wszystkie lata. Może gdyby...
Skrzywił się nagle, kiedy po przegryzieniu fasolki poczuł na języku i podniebieniu jakby spalony... proch? pył? Obleśne. Faktycznie Bertie nie kłamał z tymi "wszystkimi smakami". Joe właśnie rozglądał się za czymś, czym mógłby spłukać ten nieprzyjemny posmak, kiedy na ratunek przyszła mu jego własna siostra i... Zielona Wróżka. Może być. I już miał krzyknąć za Hanią "zdrowie!" i bez zbędnych ceregieli wypić trunek i pozbyć się smaku popiołu z ust, ale... ech, Benjaminowi zebrało się na przemowy. Nie no, jasne, super... ale właśnie teraz? Kiedy miał usta pełne tego paskudztwa? A jednak wysilił się na prawie-tak-radosny-uśmiech jak Benjaminowy i uniósł kciuk do góry za podziękowania. Nie bardzo miał jak odpowiedzieć - wydawało mu się, że fasolka tym swoim popiołem oblepiła mu wewnątrz całe usta.
- Zdrowie! - zakrzyknął w końcu i czym prędzej wychylił zawartość swojego kieliszka. I choć nie przepadał za Zieloną Wróżką, to po tym popiele była wyjątkowo odświeżająca. O wiele lepiej.
W końcu zaczęła się impreza, muzyka momentalnie stała się głośniejsza, a Joe złapał pierwsze dziewczę, które akurat przechodziło obok i nie zważając na to, że Just chyba właśnie zmierzała do Lisa, Wright okręcił w zgrabnym piruecie i pozwolił bezpiecznie wylądować w swoich ramionach.
- Zatańczysz ze mną, mój najlepszy mężu na świecie? - zapytał uśmiechając się zawadiacko. - Żonie chyba nie powinno się odmawiać... - dodał rozbawiony odgrywaniem właśnie tejże roli.

[zt]


Beat back those Bludgers, boys,
and chuck that Quaffle here
No team can ever best the best of Puddlemere!




Ostatnio zmieniony przez Joseph Wright dnia 28.02.19 15:30, w całości zmieniany 1 raz
Joseph Wright
Zawód : Bezrobotny
Wiek : 28 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
What if I'm far from home?
Oh, brother I will hear you call.
What if I lose it all?
Oh, sister I will help you out!
Oh, if the sky comes falling down, for you, there’s nothing in this world I wouldn’t do.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Zjednoczeni z Puddlemere
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5364-joseph-e-wright https://www.morsmordre.net/t5428-do-joe#123175 https://www.morsmordre.net/t5417-joe-w#122688 https://www.morsmordre.net/f108-piddletrenthide-79-kamienny-domek https://www.morsmordre.net/t5462-skrytka-bankowa-nr-1335#124469 https://www.morsmordre.net/t5441-joe-wright
Re: Ogród za domem [odnośnik]14.11.18 19:41
Jamie tak, jakby nie potrafił trzymać języka za zębami, jakby nie mógł nie wyrazić tego co czuje, powiedzieć co myśli, zasugerować kosmatych wyobrażeń, które chodziły mu po głowie — nie potrafił, w istocie, po prostu wypluł to z siebie wszystko nagle, ściskając drugiego jubilata. Zmrużyła oczy, nie zawstydzona, ani zmieszania ani trochę. Splotła ręce na piersi, zaciskając mocno zęby. Tak mocno, że wypukłe policzki odznaczyły się jeszcze bardziej, a mięśnie twarzy spięły gniewnie. Z oczu ciskały pioruny, a gdyby tylko otworzyła usta, z ust i wypowiedziany słów powstałaby burza. Gwałtowna, wielka ulewa, która zmroziłaby go do szpiku. Postanowiła wypełnić je alkoholem. Pierwszym, ale z pewnością nie ostatnim kieliszkiem tego wieczoru. Musiał być wyjątkowy, tak jak wyjątkowi byli jubilaci. Po wszystkim stęknęła z niezadowoleniem, trunek był niedobry. Brzydki grymas wykrzywił jej twarz, ale postanowiła być twarda. Ukryła się za zgiętą ręką, którą przetarła czoło, tuż pod grzywką i westchnęła głośno.
— Od kiedy twój bardzo-sławny-i-popularny brat stawia — powiedziała z pełnym przekonaniem, po czym wyszczerzyła się do Josepha. Być może to od fanów otrzymał kilka interesujących butelek, którymi się ani nie pochwalił, ani nie podzielił, ale nie mogły się przed nią ukryć.
Przemówienie Bena przyprawiło ją znów o uśmiech. Kolejny tego dnia. Szeroki, szczery i pełen dumy. Patrzyła na niego — dogłębnie poruszonego i szczęśliwego zadowolona, że udało jej się to osiągnąć. Spojrzała na swojego drugiego brata, na Josepha, bez którego nie udałoby jej się tego osiągnąć, ogarnąć. Mimo najszczerszych chęci nie mogła tego uczynić w pojedynkę. Puściła mu oko i całusa w powietrzu, aby w sposób oczywisty i naturalny wzbudzić największą zazdrość w jego mężowi, który nie opuszczał go na krok. Podziękowania były zasłużone, lecz kiedy miał już wszystkim głośno zdradzić jej dziecięci, znienawidzony pseudonim, spoważniała i spiorunowała Bena wzrokiem. Nie było jej już do śmiechu. Miała się odwrócić po chwili i zostawić go z śmieszną Grubcią, a raczej wspomnieniem o niej, ale jakaś wcale nie dziwna, zidentyfikowana i nieodparta siła wciągnęła ją w sam środek bagna, a raczej wielkiego parkietu, na który wszyscy patrzyli.
— Jeszcze raz mnie tak nazwiesz to maszyną opitolę ci brodę we śnie  —zagroziła gniewnie, patrząc na niego trochę z dołu, choć jak na kobietę była wysoka. Mogła się gniewać, ale niezbyt długo, udawać tez nie potrafiła. Ujęła jego dłoń i obróciła się w piruecie, który pewnie dla mistrza tańca pozostawiałby wiele do życzenia. Ale jej to nie przeszkadzało, czuła się swobodnie. Tu przy nim, wśród najbliższych. Spódnica zatrzepotała, kiedy powróciła przodem do brata. Przetarła mu przelotnie dłonią brodę, na której zostały resztki zielonego alkoholu i uśmiechnęła się lekko, patrząc w jego duże, piwne oczy.
— Naprawdę jesteś szczęśliwy? — spytała całkiem poważnie, korzystając z chwili, w której byli blisko siebie. Podała mu drugą dłoń i oparła się na jego szerokiej, odstającej piersi.



Like a river flows
Surely to the sea
Darling, so it goes
Some things are meant to be

Hannah Wright
Zawód : Wytwórca mioteł
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna


take me back to the night we met


OPCM : 25 +5
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Ogród za domem - Page 3 Tumblr_oxmjfhKUXW1u5i578o4_r1_400
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5207-hannah-wright https://www.morsmordre.net/t5219-poczta-hani https://www.morsmordre.net/t5220-hania https://www.morsmordre.net/f343-baker-street-221b https://www.morsmordre.net/t6218-skrytka-bankowa-nr-1286 https://www.morsmordre.net/t6213-h-wright
Re: Ogród za domem [odnośnik]16.11.18 17:04
Przez dłuższy czas zastanawiał się, na jaką fasolkę natrafił tym razem: miętosił cukierek w buzi, starając się dociec pochodzenie dziwacznego smaku, rozpływającego się po języku. Odpowiedź znalazł dopiero po prawie minucie mlaskania. - Orzeszki! Ziemne, chyba. Albo włoskie! - wykrzyknął, machając do Bertiego. Bott ruszył już w tany, ale Wright na migi pokazał mu swoją przepastną jamę gębową, wyszczerzoną w uśmiechu, po czym uniósł kciuk do góry w niewerbalnym przekazie dotyczącym wychwalanej jakości wyrobów cukiernika. Zastanawiał się, czy nie sięgnąć po kolejny, ale na razie powstrzymał się od eksperymentów. I tak przesadził z bodźcami a dość elegancki - jak na standardy Wrightów - trunek przepalił mu gardło, nieco ograniczając zdolności delektowania się różnorakimi niespodziankami, zaklętymi w niewielkich fasolkach. Przełknął więc chrupkie orzeszki i po odebraniu kolejnej porcji życzeń i wychynięciu toastu do dna, porwał swoją najlepszą ze wszystkich swych sióstr na prowizoryczny parkiet. Pociągnął ją może odrobinę za mocno, nie panował jednak nad rozsadzającą go radością. Dobry humor zawsze wiązał się u Benjamina z nadmierną żywiołowością; wszędzie było go pełno, potrzebował wyrzucenia z siebie nadmiaru dobrych emocji: a raczej emanowania nimi wokół, by nasycić niespożytą energią otaczających go ludzi. Jego przyjaciół, krewnych, Zakonników; dalszych i bliższych znajomych, których obecność dalej wywoływała w nim szczęśliwe zakłopotanie.
Zaśmiał się głucho, wesoło, gdy groźba Hannah dotarła do jego uszu, przedzierając się przez radosne myśli, coraz głośniejsze dźwięki muzyki i szmer rozmów, przerywanych raz po raz wybuchami śmiechu. Dawno nie słyszał czegoś takiego, beztroski, czystej radości, zabawy. Jakby wrócił do przeszłości bez wojen i ofiar, bez błędów i poświęceń, bez tragedii i bólu. Przymknął oczy, chcąc zachować ten moment, by móc go potem pielęgnować i wsłuchiwać się w niego podczas cięższych, szarych dni. Uśmiechnął się lekko, pochylając się nad Hannah w mocno niezgrabnym tańcu. - Jaką maszyną? Do szycia? - spytał głupkowato, pozwalając siostrze na wykonanie fenomenalnego piruetu. Wyglądała przepięknie, zwiewnie i silnie jednocześnie, a spódnica barwnie okręcała się wokół jej długich nóg. - Właściwie możesz spróbować, może brak brody nieco by mnie odmłodził. Dodał ...nonszalancji? Nie jestem już pierwszej świeżości - pokręcił dziwnie podbródkiem, chcąc wskazać całe to zamieszanie. Świętowali przecież jego starość. Chwilę później już zezował, zastanawiając się, co też Hannah czyni z jego brodą. - Co, ubrudziłem się? Czy chcesz transmutować sobie dłonie w nożyczki? - zagadnął prawie poważnie, puszczając jej oko - i dłoń, na moment, by obtancować ją dookoła całkowicie sprzecznie z dobiegającą do nich muzyką. Rytm mu w ogóle nie przeszkadzał, czuł się jak ramora w wodzie.
Pluskająca się uroczo z drugą ramorką, przemawiającą ludzkim głosem. I zadającą bardzo poważne pytanie. Wright zadumał się na chwilę, depcząc przy tym stopy siostry - jednoczesne poruszanie się i myślenie nie wychodziło mu zbyt dobrze - ale wbrew pozorom odnajdywanie odpowiedzi nie zajęło mu reszty wieczoru. W końcu uśmiechnął się, poruszył zabawnie brwiami i przytulił brunetkę w tańcu, mocno, po bratersku, kładąc szorstką brodę na czubku jej rozczochranej nieco głowy. - Jestem. Mam wokół ludzi, których kocham. Z wzajemnością. To najważniejsze - powiedział z całkowitą pewnością, powstrzymując nieposłuszne myśli, wymykające się gdzieś w bok, ku komuś, kto nie odwzajemnił tego uczucia, niszcząc je i rzucając w błoto. Bolesna wizja Percivala nie była jednak w stanie zepsuć mu tego wieczoru, nie tutaj, nie wśród tylu bliskich, prezentów, muzyki, alkoholu i jedzenia. Uścisnął siostrę raz jeszcze a potem - rzucił się z nią w tan, jeszcze bardziej żywiołowy niż wcześniej, okręcając ją wokół własnej osi i przeginając przez podłożone ramię, tak, że zamiotła włosami parkiet. Wyglądała wspaniale, tańczyła wspaniale i była najwspanialszą siostrą na całym świecie. Musiała widzieć to w jego ciepłym spojrzeniu, pełnym blasku i radości, niewidzianych tam od naprawdę dawna.


| Benjamin zt, dziękuję wszystkim za przybycie :pwease:


Make my messes matter, make this chaos count.
Benjamin Wright
Zawód : eks-gwiazda quidditcha, nadzorca w smoczym rezerwacie
Wiek : 33
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
may the bridges I burn
light the way
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Ogród za domem - Page 3 2548bf6970f74d0d9594e17b72bc2037
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t656-benjamin-wright https://www.morsmordre.net/t683-smok#2087 https://www.morsmordre.net/t3555-nokturnowa-rubryka-towarzyska#62778 https://www.morsmordre.net/f203-kornwalia-sennen https://www.morsmordre.net/t4339-skrytka-bankowa-nr-178#92647 https://www.morsmordre.net/t1416-jaimie-wright
Re: Ogród za domem [odnośnik]29.12.18 23:20
Wewnętrzne rozedrganie zdawało się nie cichnąć, kiedy wraz z krwią płynęło czyste i nieskalane niczym zmieszanie. Nigdy nie sądziła, iż przyjdzie jej być na jakimkolwiek przyjęciu tą osobą, która kurczowo trzyma się rąbka szaty jedynej przyjaznej jej duszy. A przecież to nie była do końca prawda, przecież znała Justine wiszącą na równie znajomym Josephie, sam solenizant nie był jej obcy, a i chyba kątem oka mogła dostrzec młodszego Botta, o samej Charlene nie wspominając! Tylko, może to było jakieś takie złudne wrażenie, ale gołym okiem było widać, iż zebrani są związani ze sobą naprawdę głębokimi więzami i czuła się doprawdy nie na miejscu, naruszając tak harmonijną przestrzeń. Niemniej nie przeszkadzało to jej w niczym, wymienić kilka cierpkich uwag, jeśli chodziło o labirynt z przyjaciółką, acz rudowłosa panienka postarała się ze wszystkich sił pominąć pewne zawstydzające fragmenty. Takie jak kaprysząca niezmiernie magia, totalny brak talentu, jeżeli chodziło o rozeznanie się w terenie, śpiew godny upośledzonego kota, któremu ktoś zarysował struny głosowe, o marnych popisach aktorskich nie chciała nawet wspominać. W zasadzie szczerze pragnęła zapić te wspomnienia czym prędzej, upokorzenie było tak wielkie, iż z pewnością jej umysł z sadystyczną satysfakcją będzie o tym przypominać akurat, jak będzie się szykowała do snu. Była o tym przekonana. Może zdoła wyłudzić od Charlie parę eliksirów słodkiego snu? Czy w jej przypadku istniało coś takiego jak fałszywa recepta, jeśli sama była uzdrowicielem? Tak wiele pytań, tak wiele wątpliwości odrywających rozgorączkowany umysł od jednego, zasadniczego pytania: co ja tu do stu gargulków i leniwych kugucharów w ogóle robię?!
Nie tylko owe rozterki na dobre oderwały panienkę Sprout od wewnętrznego samobiczowania, które miało się bardzo dobrze, odkąd tylko postawiła niewielką stópkę na terenach Festiwalu Lata, dziękuję bardzo. Nie, nie, nie. Znajomy, nazbyt jaskrawy uśmiech oraz pogodny błękit tęczówek zwrócił jej uwagę, przez co sama nie była w stanie powstrzymać zdradzieckiego uniesienia warg.
Proszę uważać panie Bott, bo jeszcze się pan przyzwyczai — odpowiada lekko Red, odrywając się od ciemnych chmur osiadłych pod płomienną czupryną — Możesz, acz ostrzegam, iż w deptaniu butów nie mam sobie równych — dodaje również, nie wstydząc się wcale swoich marnych umiejętności tanecznych. W latach szkolnych zawsze lubiła sobie wyobrażać, iż przyszłość jej będzie w głównej mierze składać się na prywatkach oraz potańcówkach, więc uda się jej posiąść tę jakże arcytrudną umiejętność, lecz rzeczywistość okazała się nazbyt okrutna — w dodatku posiadała ona niezliczoną ilość nudnych, ciężkich ksiąg oraz płynów ludzkich i zwierzęcych, o których istnieniu nawet nie miała pojęcia. Żałowała, że nie mogła żyć nadal w nieświadomości. Pomachała jeszcze Bertiemu, kiedy wszyscy rzucili się składać życzenia solenizantowi i jakoś tak skrzywiła się podświadomie, kiedy obserwowała, jak Ben radośnie papla z jakąś prześliczną blondynką. Patrząc na Frances, mogła tylko westchnąć żałośnie, nigdy nie będzie tak wysoka, jak czarownica, tak też zauważenie jej nigdy nie będzie proste. Chyba nawet Rowan im dłużej tak patrzyła, tym bardziej przekonywała się, iż może to jednak najwyższy czas porzucić precz dziecięce zauroczenia i ruszyć dalej, rzucić się w wir randek pracy. Tak zrobi, jak przystało na dojrzałą i dorosłą kobietę, a że zasuszy sobie wianek złapany dzielnie przez eks gwiazdę quidditcha to już jej problem. W końcu przychodzi czas i na nią, tak też składa najlepsze życzenia Benjaminowi, podając mu pakunek. To były w zasadzie dwa prezenty, jednym z nich był prześlicznie ilustrowany leksykon ze zwierzętami, wydany dosyć niedawno, drugim zaś była...czapka. Czapka zresztą nie byle jaka, bo wyjątkowo kiczowata — jaskrawo zielona i to tak, że aż oczy bolały, dodatkowo była w kształcie smoczego pyska, tak że twarz właściciela z paszczy wystawała, dziergana z magicznej wełny...w zasadzie Red nie wiedziała nawet z czego, ale była mięciutka! A co najlepsze! Oczy rzeczonego smoka — dosyć zezowate swoją drogą — ruszały się, podobnie jak miniaturowe czerwone skrzydełka umiejscowione na wysokości uszu. Było to szpetne i tandetne, tak też Rowan z miejsca się zakochała, gdyż miała nieznaczną słabość do kiczowatych rzeczy. Panu Foxowi, którego nie znała w ogóle, ale wstyd tak z pustymi rękoma przyjść, przyniosła jeden z najdroższych wyrobów Macmillanów, z którego tak ten ród słynął. Po podarkach oraz toaście mogła nieco odetchnąć i podnieść się na duchu, bo Red! Misiu pysiu, nie zrobiłaś z siebie kretynki, brawo! Jeszcze trochę, a może będzie z ciebie wyrób okołoludzki. Ten moment zdecydował się wykorzystać Bertie, który kłaniając się, zaprosił ją do tańca. Nie mogła się nie roześmiać na ten widok, tak też sama dygnęła, bo jak to tak mogła zostawić bez odzewu!
Wasza odwaga mi nad wyraz imponuje panie Bott, nie śmiałabym więc odmówić waszej prośbie — mówi Red, podając mu dłoń i pozwalając się poprowadzić do tańca. Naprawdę miała nadzieje, że nie skrzywdzi zbytnio cukiernika, obcasy szpilek potrafiły być bolesne! Plus, naprawdę nie chciała się tego dnia zbłaźnić.


I'd rather watch my kingdom fall

...I want it all or not at all
Rowan Sprout
Zawód : Uzdrowicielka na oddziale urazów pozaklęciowych
Wiek : 23
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
And if you take my hand,
Please pull me from the dark,
And show me hope again...

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Zwierzęcousty
...but I want to live and not just survive
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5850-rowan-sprout https://www.morsmordre.net/t5911-cytra https://www.morsmordre.net/t5914-big-bad-red https://www.morsmordre.net/f188-pokatna-26-3 https://www.morsmordre.net/t5912-skrytka-bankowa-nr-1460 https://www.morsmordre.net/t5928-rowan-sprout
Re: Ogród za domem [odnośnik]11.01.19 12:56
- Oh, byłoby to najmilsze z przyzwyczajeń. - odpowiedział zaraz jakże szarmancko, bo przecież Boty to takie szarmanckie stworzenia jak mało co innego i uśmiechnął się szeroko i wesoło jak to on do swojej przyszłej partnerki do tańca która dzisiaj może nawet zostać lady, a jak ktoś zechce przedyskutować z Bertiem sprawę możności nadawania tytułów przez byle Boty to niech spada.
Dalej jednak musiał ją zostawić, bo życzenia i w ogóle, zrobiło się troszkę chaotycznie ale co poradzić, sporo osób tu się dzisiaj zjawiło świętować kolejny rok który Ben z Foxem przeżyli, gratulować im i tak dalej.
W końcu mógł jednak wrócić, skłonił się elegancko, a jakżeby inaczej, a kiedy usłyszał jej śmiech i dostrzegł dygnięcie to tylko bardziej był zadowolony. Bo to przecież najlepsze co może być, kiedy kobieta ma dzięki tobie dobry humor, co nie? Mogła mieć już wcześniej, bo w sumie byli na imprezie, ale takimi detalami Bertie Bott nie zamierzał się tego wieczoru przejmować.
- Te buty, a także kryjące się pod nimi palce gotowe są przyjąć na siebie każde stąpnięcie czy przydepnięcie jako ofiarę za ten cenny taniec. - zapewnił zaraz, zerkając na swoje buty i jakoś wybitnie nie przejmując się ich losem, czym jest bowiem gładki nosek buta w perspektywie tańcowania z uroczą partnerką? Zaledwie gładkim noskiem buta rzecz jasna.
Zaraz złapał podaną mu dłoń i pociągnął ją lekko ku parkietowi. Może nie walec ani nie walca chciał tańczyć, a coś znacznie bardziej energicznego, może sam mistrzem tańców też nie był ale jego zdolności były na tyle przeciętne by móc się dobrze bawić. A przez dobrą zabawę Bott ten niecny rozumie kręcenie partnerką i okręcanie i obracanie i czasem tańczenie w miejscu coby złapała oddech zanim ją lekko podniesie w odpowiednim - we własnej opinii - momencie. Oczywiście wszystko na tyle na ile pozwalała im przestrzeń, dali radę jednak nie obijać się jakoś wybitnie mocno o ludzi. No, może czasem, troszeczkę.
- Mam nadzieję, że nie czuje się pani nadto wyczerpana, panienko Sprout, moje buty jak widać zachowały dawną gładkość więc skorzystawszy z odrobiny trunku proponowałbym powtórkę. - zaproponował dalej w tonie jakże elegancko-szarmanckim jakby właśnie odstawili tutaj jakiś taniec balowy, a nie rockowo-potańcówkowe wygibasy, ale takich szczegółów nikt przecież znać nie musi, prawda? - Czym zajmowała się pani dotychczas podczas Festiwalu?
Zagadnął zaraz, czekając aż Red wskaże którego trunku powinien jej jako dżentelmen nalać.



Po prostu nie pamiętać sytuacji w których kostka pęka, wiem
Nie wyrzucę ST,
Chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wie MG.
Bertie Bott
Zawód : Pracownik w Urzędzie Patentów Absurdalnych, wlaściciel Cukierni Wszystkich Smaków
Wiek : 22
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Po co komu rozum, kiedy można mieć szczęście?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Ogród za domem - Page 3 Giphy
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t3352-bertie-bott https://www.morsmordre.net/t3460-jerry#60106 https://www.morsmordre.net/t3378-zapraszam-bardzo#57355 https://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 https://www.morsmordre.net/t3537-skrytka-bankowa-nr-844 https://www.morsmordre.net/t3389-bertie-bott
Re: Ogród za domem [odnośnik]08.02.19 15:03
Unosi dłoń, opuszkami palców skrywając dolną wargę muśniętą karminową szminką, gdy jakże szarmancka odpowiedź ulatuje spomiędzy ust mężczyzny, o pogodnym błysku zaległym w błękitnych oczach. Ma ochotę się roześmiać, niczym nastoletni podlotek, bo przecież wiadomo, iż urok płynący w żyłach przedstawicieli rodziny Bott, nie jest li jedynie pustymi słowami próżno głoszonymi. Zamiast tego uśmiecha się jednak figlarnie, brew jedną unosząc, lecz nie potwierdza tego stwierdzenia przyzwyczajeń dotyczącego. Gdyby jednak było dziewczątku dane zajrzeć do Bercikowej głowy i nie oślepnąć od nadmiaru optymizmu oraz pogody ducha, tak zgodziłaby się, że z niej to by była wspaniała wprost lady i Sprouty, to generalnie powinny zostać szlachtą. Byli piękni, utalentowani i potrafiliby wykarmić cały świat, o ile naturalnie wpierw oni spróbowaliby przysmaków przez siebie wykonanych pierwsi. Żołądki w końcu posiadali równie wielkie, co serca i nikt nie śmiał temu, jakże śmiałemu oraz prawdziwemu stwierdzeniu zaprzeczyć. Przyjęcie jednak trwało, Benjamin z zainteresowaniem przyglądał się prezentom, każdy rozmawiał z każdym i trochę Rowan przestała się czuć aż tak bardzo wyobcowana, choć przecież potrzeba ucieczki — tudzież słynnego rodzinnego taktycznego odwrotu — nie przemijała. Zerknęła w trzymany kieliszek, wypijając zaraz alkohol do dna. Będzie dobrze Red! Było nawet lepiej, bo jej przyszły niedoszły partner taneczny pojawił się w polu widzenia, gotowy zaciągnąć ją na parkiet i sił pozbawić, w tej muzycznej gorączce.
Widzę, że odwaga pana zdaje się nie opuszczać. Jestem pod wrażeniem — mówi więc lekko rudowłosa, pozwalając by większa dłoń, zamknęła w uścisku tą nieco mniejszą. I nagle już nie stoi sztywno, troska nie osiada na duszy, której wedle kolorytu włosów wcale nie powinna posiadać, a świat nagle staje się rozmazaną plamą. Bo oto jest okręcana, z miejsca na miejsce przesuwana w rytmie skocznej melodii i nie może zaprzeczyć, że w pewnym momencie po prostu zaczyna się śmiać radośnie.
Przy panu, panie Bott nie sposób odczuć znużenia. Z radością powtórzę nasz taniec, sprawdzając jednocześnie wytrzymałość pańskich butów — odpowiada jakże grzecznie, niczym prawdziwie dobrze wychowana panienka z wyższych sfer, jednocześnie jakże elegancko wskazując paluszkiem na butelkę ognistej. Klasa sama w sobie, a co! — Cóż, uczestniczyłam w atrakcjach naturalnie, acz przyznam, że wprawiły mnie w stany lękowe, niż szampańską zabawę. Ale wróżenie było interesujące — zdradza, pomijając pamięcią wszelkie zawody, w których jakże majestatycznie poległa i skupiając się bardziej na wieczorze spędzonym z Maxine i Rią, kiedy wygłupiały się, jak za szkolnych lat. To było miłe, nawet jeśli trafiła się jej dosyć dwuznaczna wróżba — A pan, panie Bott? Czy zdołał pan jeszcze oczarować jakąś damę, poza moją skromną osobą? — pyta wesoło, odbierając szklaneczkę. W zasadzie nie miała pojęcia, co Bertie wyrabiał w wolnym czasie, wszystko, co o nim wiedziała, to to, że zdaje się mieć on zawsze dobry humor, potrafi piec niesamowite torty, a jego mama szyje....intrygujące swetry.


I'd rather watch my kingdom fall

...I want it all or not at all
Rowan Sprout
Zawód : Uzdrowicielka na oddziale urazów pozaklęciowych
Wiek : 23
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
And if you take my hand,
Please pull me from the dark,
And show me hope again...

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Zwierzęcousty
...but I want to live and not just survive
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5850-rowan-sprout https://www.morsmordre.net/t5911-cytra https://www.morsmordre.net/t5914-big-bad-red https://www.morsmordre.net/f188-pokatna-26-3 https://www.morsmordre.net/t5912-skrytka-bankowa-nr-1460 https://www.morsmordre.net/t5928-rowan-sprout
Re: Ogród za domem [odnośnik]12.02.19 1:03
Nie odpowiedział na wspomnienie o odwadze. Ta oczywiście miała wiele oblicz, przejawiała się różnymi gestami, a jeśli chodzi o taniec i bardziej lub mniej niewinne podrywanie miłych pań, Bertiemu nigdy tej najbardziej gryfońskiej z cech nie brakowało. Widocznie z resztą i rudowłosa co najmniej trochę jej w sobie miała, zaraz dumnie wstępując z nim na parkiet i pozwalając się kręcić w tym jakże eleganckim walcu na miarę nowoniebogackiej samozwańczej szlachty jaką dzisiaj byli na potrzeby przedstawienia i dobrej zabawy. I wydawała się z tego kręcenia nawet całkiem zadowolona.
- Odprowadzenie panienki pod dom po tym przyjęciu na bosaka będzie w takim razie największą przyjemnością. - zapewnił z pełnią elegancji i nonszalancji, choć w sumie to tak źle nie było, jego buty dawały radę, palce też, ale gdyby trzeba było, na pewno nie zmieniłby zdania! Ostatecznie jednak czy ta drobna osóbka nieumyślnie byłaby w stanie wyrządzić mu krzywdę? Bo umyślnie na pewno potrafiłaby, młody Bott był nauczony że nie wolno niedoceniać kobiet, szczególnie tych drobnych, jednak nie zamierzał dawać jej przecież powodu do takich czynów. Jest w końcu dżentelmenem.
Zaraz złapał więc szklaneczkę do której nalał trochę wskazanego trunku dla dzisiejszej jego damy oraz dla siebie, zakręcił butelkę i odstawiwszy ją na miejsce podał rudowłosej szkło, by zaraz stuknąć z nią toast.
- Tak więc proponuję by drugi toast tego wieczoru był toastem za młodość, urodę i wdzięk. Nasz oczywiście i oby trwały wiecznie. - zaznaczył jeszcze i uśmiechnął się jakże szarmancko, nim szkło stuknęło o szkło, a alkohol rozgrzał trochę gardła i przełyki w ten przyjemny, charakterystyczny sposób.
- Trzeba przyznać, że tegoroczny Festiwal był bardzo emocjonujący, szczególnie dla wrażliwszych dusz. - stwierdził, a w sumie to i mało powiedziane, doskonale pamiętał zimny dreszcz jaki mu przebiegł po plecach na widok monstrualnego wiklinowego potwora który miotał w nich ogniem, a chwila w której postanowiono wsadzić ich do Tower nadal wydawała się być jakimś dziwnym żartem, którego nawet on do końca nie rozumiał, a w dziedzinie żartów rozumiał przecież wiele! Choć jednocześnie pewnie by zaraz biegł zapisywać się znowu gdyby konkurencję ponowiono. - Akurat wróżenie sam pominąłem. Mam nadzieję, że wosk wskazał panience najlepszą przyszłość? - podpytał jeszcze, popijając ze swojej szklaneczki.
- Cóż, jakkolwiek wrażliwy bym nie był na kobiece piękno, dziś pani jest jedyną damą jaką mam zamiar usilnie starać się oczarować. - stwierdził zaraz, a o dziwo była to najbardziej konkretna odpowiedź jaką był w stanie udzielić, bo jakoś to jego uczuciowe życie z natury lubiło się samo komplikować. Bez jego pomocy, oczywiście! Nie wypadało z resztą uroczej partnerki obrzucać swoimi niepewnościami, nadziejami, wahaniami i wszystkim innym, a już tym bardziej na zabawie! - Ciekaw jestem za to, czym tak urocza dama może zajmować się na codzień, pomijając rzecz jasna rozsiewanie wdzięku i uroku dookoła siebie. - zdradził własne pytanie, proponując zaraz też drobną dolewkę alkoholu. Wieczór się swoją drogą robił późny, ściemniało się dookoła, a przez to oświetlony namiot w którym panowała zabawa nabierał jeszcze więcej uroku.



Po prostu nie pamiętać sytuacji w których kostka pęka, wiem
Nie wyrzucę ST,
Chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wie MG.
Bertie Bott
Zawód : Pracownik w Urzędzie Patentów Absurdalnych, wlaściciel Cukierni Wszystkich Smaków
Wiek : 22
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Po co komu rozum, kiedy można mieć szczęście?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Ogród za domem - Page 3 Giphy
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t3352-bertie-bott https://www.morsmordre.net/t3460-jerry#60106 https://www.morsmordre.net/t3378-zapraszam-bardzo#57355 https://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 https://www.morsmordre.net/t3537-skrytka-bankowa-nr-844 https://www.morsmordre.net/t3389-bertie-bott
Re: Ogród za domem [odnośnik]07.04.19 14:09
Stanęła na palcach, by obrócić się wokół własnej osi w piruecie, który zainicjował Ben. Podczas tego tańca czuła się lekko tak, jak wtedy, gdy siadała za każdym razem na miotle, która wznosiła ją w górę, wysoko, ponad głowy, dachy, drzewa. Jej spódnica zafalowała, podobnie jak koszula. Rozpuszczone ciemne włosy dały się porwać, rozwiewając na boki, a uśmiech nie schodził jej z twarzy ani na chwilę.
— Nie, głupku — skarciła go, zwalniając, by podać mu obie dłonie, a później jedną z rąk oprzeć na jego ramieniu, oddając się ruchom jego ciała, kiedy ją prowadził. — Dziadek miał w warsztacie taką maszynę do cięcia wici z miotły. Kiepsko działała, chciał usystematyzować produkcję, ale zaniechał tego pomysłu. Mogłoby to wygolić twoje krzaki na twarzy — wyjaśniła mu, przyglądając mu się z politowaniem. Pamiętała, że pokazywał jej jak tego używać, ale nigdy samodzielnie nie próbowała. Oddawała się sprawdzonym, tradycyjnym sposobom — zaklinała narzędzia, cięła wszystko własnymi dłońmi, nie oddając ani jednej rózgi przypadkowi.
Oparła policzek na jego szerokim, wielkim ramieniu, wtulając na chwilę nos w szyję, pozwalając by gęsta broda drapała ją po nosie.
— Ben, mam jeszcze gdzieś plakat z tobą na miotle, jak jeszcze twoja twarz przypominała pupę buchorożca — westchnęła, znów odchylając się, by na niego spojrzeć. To była dobra chwila, dobry moment — widziała go szczęśliwego, uśmiechniętego, pełnego determinacji i wiary w jutro. Ona też wierzyła, że jutro, które nadejdzie będzie lepsze niż wczoraj, które pozostawili za sobą.
— Gdybym była taka dobra z transmutacji już dawno zajęłabym się twoją fryzurą. Musisz zadbać o siebie, Jamie. Jak już sam stwierdziłeś, jesteś nie pierwszej świeżości, powinnam Ci znaleźć w końcu jakąś seksowną zawodniczkę, którą pojmiesz za żonę, z którą spłodzisz małego nicponia, któremu będę mogła ustrugać małą, dziedzięcą miotłę. – Nawet nie wiedziała, że brzmiała i mówiła jak mama, że tego wieczora była do niej bardziej podobna niż kiedykolwiek.
I chciała, by ten wieczór nigdy nie dobiegał końca, by zabawa nie kończyła się nad ranem, goście nigdy nie rozchodzili do domów, a przyszłość, nawet ta spowita nadzieją i wiarą nie nadchodziła.

| han zt



Like a river flows
Surely to the sea
Darling, so it goes
Some things are meant to be

Hannah Wright
Zawód : Wytwórca mioteł
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna


take me back to the night we met


OPCM : 25 +5
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Ogród za domem - Page 3 Tumblr_oxmjfhKUXW1u5i578o4_r1_400
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5207-hannah-wright https://www.morsmordre.net/t5219-poczta-hani https://www.morsmordre.net/t5220-hania https://www.morsmordre.net/f343-baker-street-221b https://www.morsmordre.net/t6218-skrytka-bankowa-nr-1286 https://www.morsmordre.net/t6213-h-wright

Strona 3 z 3 Previous  1, 2, 3

Ogród za domem
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach