Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Wejście do Ministerstwa
AutorWiadomość
Wejście do Ministerstwa [odnośnik]25.06.15 20:58
First topic message reminder :

Wejście do Ministerstwa

Każdy czarodziej, mimo że bez problemu korzystający z magii, musi dostać się w jakiś sposób do pracy. Większość przenosi się za pomocą Sieci Fiuu wprost do Ministerstwa; szczególnie lubują się w tym spóźnialscy, jednak przez możliwość przeciążenia w godzinach szczytu - przed rozpoczęciem zmiany i po jej zakończeniu - część czarodziejów zmuszona jest korzystać z innych form wejścia. Najczęściej używają tego ukrytego pod postacią publicznych toalet na kilku ulicach, teleportując się w jego pobliże lub zażywając porannej dawki ruchu w postaci spaceru. Pomimo różnych lokalizacji 'toaletowych wejść' tworzą się niewielkie kolejki, co stanowi wprost idealną okazję do poznania nowych osób z innych departamentów, skomplementowania sukienki koleżanki, czy też krótką wymianę zdań z kolegą z przeciwnej strony korytarza. Po przejściu przez toalety trafia się do długiego korytarza, gdzie ochrona sprawdza różdżki pracownikom, przez co kolejka tylko się powiększa - dlatego oddając się w niej plotkom lepiej uważać, kogo ma się wokół siebie.

Ministerstwo Magii jest chronione potężnymi zaklęciami, uniemożliwiającymi bezpośrednią teleportację do jego wnętrza.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Wejście do Ministerstwa - Page 2 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Wejście do Ministerstwa [odnośnik]07.10.16 12:53
Ben może nie przekonał mnie do końca, ale nie zamierzałam dłużej drążyć tematu. Niech będzie, że to tylko drobne problemy. Oby to były naprawdę tylko przejściowe czarne chmury, bo jego wygląd i zachowanie mnie martwiły; musiałam się przecież o kogoś martwić, to było zachowanie mi najwłaściwsze. O Alastora, Cilliana, Raidena, Jaimiego - może to właśnie ta gruzińska krew kazała mi się o wszystkich troszczyć, kto wie. Czasem nawet żartowano, że miast do koleżanki czy żony bliżej mi chyba do matki wszystkich. Czasami wręcz szukałam jakiegoś punktu zaczepienia, niepokojącego znaku, który kazałby mi się o kogoś zatroszczyć, ale tym razem nic mi się nie wydawało, o czym informowały mnie te wszystkie straszące fioletem siniaki.
No dobrze — mruknęłam ostrożnie, siląc się nawet na uśmiech. Ujęłam pergamin i zerknęłam na treści pytań.
Przecież wiadomo, jak odpowiem na te niedorzeczności. Co za głupota.
Ale wiesz, Jaimie, drzwi na Maxwell Lane zawsze stoją dla ciebie otworem — dodałam z naciskiem. — Jeżeli miałbyś jakiś problem lub... no nie wiem... z którym nie potrafiłbyś sobie poradzić, to wiesz, gdzie nas szukać. Alastor zawsze się cieszy, gdy u nas bywasz.
Zaśmiałam się krótko, gdy mężczyzna wspomniał o Ognistej, jednocześnie wpisując odpowiedzi w arkusz, więc równie dobrze mogłam wyśmiewać to, co znajdowało się na pergaminie.
Ognistej nie wypiję przy dziecku, Ben, ale tobie zaproponuję szklaneczkę. Ale tylko jedną! — zastrzegłam, unosząc żartobliwie palec. — Bo potem będę musiała cię odwozić na miotle, jeszcze byś mi spadł i trzeba byłoby zeskrobywać cię z jakiegoś budynku albo kij wie czego.
Gość
Anonymous
Gość
Re: Wejście do Ministerstwa [odnośnik]07.10.16 15:19
Zwinięty w rulon referendalny głos nieco zmiął się pod wpływem piąstek rozbawionego Alastora i kilku elegancko ubranych czarodziei, stojących nieopodal, spojrzeli na brodacza z wyraźnym zdegustowaniem, oddalając się gdzieś w rejony bardziej odpowiednie dla przedstawicieli wyższych sfer. Benjamin nie przejął się tym zbytnio; zdawał sobie sprawę, że każde, malownicze nie, które przed chwilą wykaligrafował na pergaminie jest dla obecnego rządu warte tyle, co nic. A może i jeszcze mniej. Działanie pod publiczkę, iluzja demokratycznego wyboru, wzmocnienie poczucia wspólnoty tych gardzących mugolami: nawet ktoś niezbyt biegły w sztuce myślenia - a do takich zaliczał się także, wbrew inteligenckim pozorom, Wright - orientował się w tej pozie szytej grubymi nićmi populizmu. I demagogi. Cóż, przynajmniej nie mógł spisać tego deszczowego dnia na marne. W końcu spotkał się z Alastorem i...Tamuną, doskonale sprawującą się w roli matki. Także tych dużych dzieci.
- Wiem, Tammy, i wierz mi, gdyby działo się coś poważnego, załomotałbym do waszych drzwi od razu, chwilę potem parcelując się już na tej waszej wygodnej kanapie - odparł, odrobinę poruszony troską swej drogiej, gruzińskiej przyjaciółki. Owszem, kłamał, ale oszukiwał także i samego siebie, będąc pewnym, że czuje się coraz lepiej i że w ogóle nie myśli już o Percivalu, złamanym zaufaniu, utracie Inary, pękniętym sercu, nokturnowych utarczkach, kończących się zasobach narkotyków, problemach finansowych, coraz ciemniejszych nastrojach społeczeństwa, niebezpiecznych misjach Zakonu i innych, wesolutkich aspektach życia człowieka poczciwego. Godnie ruszającego w końcu w kierunku jednej z urn. Pozwolił Alastorowi wrzucić swój głos, po czym odwrócił się znów w stronę Tamuny, uśmiechając się lekko. - Daj spokój, Al powinien od małego wiedzieć, czym jest dobra zabawa. Zwłaszcza, mając takiego chrzestnego - rzucił dumnie, już myśląc o tym, jaką imprezę wystawi Alastorowi na siedemnaste urodziny. Niech się schowają te psidwakosyńskie Sabaty; wujek Ben pokaże, na co go stać. O ile nie zaćpa się/nie zamarznie/nie zginie, służąc Zakonowi - a wszystko to tylko w ciągu nadchodzących trzech tygodni. - Tobie też należy się chwila nieskrępowanej zabawy. Jak za dawnych czasów. Jedzenie, tańce, Ognista, swawole. Może nawet zaakompaniuje ci na pandurii! - zaproponował, ponownie podrzucając brzdąca, co wywołało głośny pisk radości chłopca, znów pociągający za sobą szereg głów, odwracających się w ich stronę.


Make my messes matter, make this chaos count.
Benjamin Wright
Zawód : eks-gwiazda quidditcha, nadzorca w smoczym rezerwacie
Wiek : 33
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
may the bridges I burn
light the way
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Wejście do Ministerstwa - Page 2 2548bf6970f74d0d9594e17b72bc2037
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t656-benjamin-wright https://www.morsmordre.net/t683-smok#2087 https://www.morsmordre.net/t3555-nokturnowa-rubryka-towarzyska#62778 https://www.morsmordre.net/f203-kornwalia-sennen https://www.morsmordre.net/t4339-skrytka-bankowa-nr-178#92647 https://www.morsmordre.net/t1416-jaimie-wright
Re: Wejście do Ministerstwa [odnośnik]25.10.16 16:20
Zwinęłam w ciasny rulon pergamin z odpowiedziami (zdecydowanie bardziej schludny niż ten Benjamina, który poturbowany został przez Alastora) i wrzuciłam go do urny, spoglądając z ukosa na mężczyznę. Nie wiem, czy ufałam Jaimiemu w tej sprawie - w końcu ten wygląd to chyba nie jest przelotny problem - ale jednocześnie wcześniej nie dał mi powodu, by nie wierzyć jego słowom. W duchu obiecałam sobie, że jeszcze to wszystko z niego wyciągnę, zupełnie jak na przesłuchaniu, ale nie teraz. Teraz tylko odetchnęłam cicho, że mam już za sobą tę błazenadę i mogę z uczuciem wypełnionego (ale czy dobrze?) obywatelskiego obowiązku wyjść z Ministerstwa.
Możesz mi coś zagrać — zgodziłam się, uśmiechając się wesoło. — Nie obrażę się. Dawno nie słyszałam niczego na pandurii... — wspomniałam w zamyśleniu, odchodząc nieco na bok, by nie blokować kolejki do urny. Dawno także nie byłam w samej Gruzji. Może powinnam zaproponować Cillkowi wyjazd na urlop w tamte strony? Nie przysługiwało nam dużo wolnego, ale czasem i aurorzy muszą odpocząć! Poza tym chciałam, by Alastor znał tamte strony nie tylko z opowieści, jak ja Anglię poznawałam przez opowiastki matki.
To co? — spytałam, gdy stanęłam obok Bena, zachęcająco wyciągając rękę w stronę kominków. — Na Maxwell Lane?
Gość
Anonymous
Gość
Re: Wejście do Ministerstwa [odnośnik]25.10.16 19:02
Kręcący się na ramieniu Alastor stanowił przyjemny ciężar, ale Benjamin czuł się coraz bardziej przytłoczony dziejącym się dookoła chaosem. Atrium wypełniało się po brzegi dzielnymi obywatelami, zamierzającymi poprzeć działania rządu Wilhelminy Tuft - co do tego nie było wątpliwości; głosy sprzeciwu zapewne będą stanowiły zaledwie ułamek o ile rasistowskie pomysły nie zostaną przyjęte przez kłamliwą aklamację - i Wright oprócz fizycznego głodu poczuł także przejmującą frustrację i dziwne rozżalenie. Ile okrutnych osób mijał podczas krótkiego spaceru od wejścia aż do urny? Ile z nich z chęcią widziałoby antymugolskie oddziały, chroniące czarodziejów przed skalaniem nieczystą krwią? Ilu z nich pogardzałoby jego dobrotliwym ojcem, który nigdy nie skrzywdziłby nawet bahanki? Nie chciał świata pełnego takich nienawistników a wesołe odgłosy, które wydawał z siebie Alastor, nieświadomy doniosłości referendalnego łgarstwa, tylko pogłębiały gorzki posmak odpowiedzialności. Za siebie i przyszłość małego chłopca.
Poprawił go ponownie na ramieniu i kiwnął tylko głową na sugestię Tamuny. Śmiertelny Nokturn wyjątkowo mógł poczekać na swoją nieprzytomną kolej a perspektywa znalezienia się w przytulnej kuchni Moody'ch nagle zyskała na atrakcyjności. Zagracona kawalerka już dawno straciła miano domu - czyżby dlatego, że zniknęły stamtąd drobiazgi, pozostawione przez Percivala? - a Wright potrzebował teraz chociaż namiastki spokoju i ciepła. Uśmiechnął się więc do Tammy i posłusznie ruszył za nią w kierunku kominków, starając się odsunąć od siebie niewesołe myśli.

zt <3


Make my messes matter, make this chaos count.
Benjamin Wright
Zawód : eks-gwiazda quidditcha, nadzorca w smoczym rezerwacie
Wiek : 33
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
may the bridges I burn
light the way
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Wejście do Ministerstwa - Page 2 2548bf6970f74d0d9594e17b72bc2037
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t656-benjamin-wright https://www.morsmordre.net/t683-smok#2087 https://www.morsmordre.net/t3555-nokturnowa-rubryka-towarzyska#62778 https://www.morsmordre.net/f203-kornwalia-sennen https://www.morsmordre.net/t4339-skrytka-bankowa-nr-178#92647 https://www.morsmordre.net/t1416-jaimie-wright
Re: Wejście do Ministerstwa [odnośnik]10.12.16 22:29
10 marca

Jeśli to referendum ma cokolwiek wspólnego z demokracją, uroczyście zaklinam się, a jeśli się mylę, niech Merlin mi świadkiem i niechaj ukarze mnie w jakiś spektakularny sposób. Na przykład przyprawi o trzy garby, albo wielką kurzajkę na nosie, której nie zwalczą moje metamorfomagiczne talenty. W każdym razie moja haniebna pomyłka powinna być widoczna z odległości kilku stóp. I najlepiej, aby powodowała, że przechodnie będą omijać mnie szerokim łukiem.
Taki właśnie czuję się pewny swojego światopoglądu. I tego, jak brutalna jest rzeczywistość pod cienką warstwą propagandy, zwanej dla niepoznaki konwenansami.
Do bram Ministerstwa musiały bić dzisiaj tłumy, bo pomino prób, od godziny nie mogłem trafić na wolą sieć w kominku. Postanowiłem więc wybrać się drogą klasyczną, niemal pewien, że natrafię na korowód uprzejmie przepychających się gentelmanów. Nie pomyliłem się – kolejka do toalety przerosła moje oczekiwania. Do tego stopnia, iż zacząłem się zastanawiać, czy Ministerstwo w jakiś sposób zabezpieczyło się na ten dzień – w końcu taka liczba nietypowo ubranych ludzi w jednym miejscu mogła wydać się mugolom dość podejrzana. Niemniej, zapewne nie powinienem nawet myśleć o podważaniu kompetencji organów władzy. Bo jeszcze ktoś wpadnie na pomysł, aby zacząć szkolić magiczną policję na legilimentów. W zasadzie przy obecnym umiłowaniu przez Ministerstwo absurdów, nie wydawało mi się to szczególnie niemożliwe.
Stałem spokojnie w kolejce za elegancko ubraną kobietą, która musiała wylać na siebie cały flakonik perfum, bo ich zapach agresywnie wgryzał się w ścianki mojego nosa. Jej cierpliwość musiała jednak ulec wyczerpaniu, gdyż po pięciu minutach od mojego pojawienia się, kobieta postanowiła ruszyć szturmem do przodu, tym samym uwalniając mnie od swojego perfumowego terroru. W jej ślady ruszył tęgi czarodziej pozbawiony szyi, który znajdował się przed nią, a później jeszcze jakiś wystylizowany na teddy boya młodzian. Rotacja popędliwej ludności sprawiła, że przede mną znalazła się dość wysoka blondynka. Niemal mleczny odcień włosów był na tyle charakterystyczny, że trudno było pomylić ich właścicielkę z kimś innym.
- Cześć Margo. - Zasalutowałem pogodnie, wykonując krok do przodu, jako, że nie uważałem mówienia do czyiś pleców za przejaw dobrego wychowania. Ja, Frederick Fox, promyczek ponurego Londynu. Dobry nastrój zdawał się nie spływać z mojej twarzy nawet podczas najbardziej żałosnych sytuacji. - Zastanawiam się, kto w naszym rządzie ma na tyle tupetu, aby zwoływać ten teatrzyk i nazywać go referendum. Wybitnych mamy polityków. Obowiązuje zapewne jakieś tajne głosowanie, ale nigdy nie potrafiłem trzymać języka za zębami. A już zwłaszcza wtedy, kiedy trzeba. Coś mi podpowiada, że jako osoba o niezbyt szlachetnym statusie krwi, będziesz pierwszą, która zagłosuje na wprowadzenie policji antymugolskiej. Podobnie zresztą jak wszyscy inni mieszkańcy Anglii. - Wypowiedź zwieńczyłem nonszalanckim uśmiechem, szczerze wierząc w to, że wyniki głosowania były już dawno przesądzone.


Kundle, odmieńcy, śmieci, wariaci,
obywatele degeneraci,
ej, duszy podpalacze,
Róbmy dym
Frederick Fox
Zawód : Rebeliant
Wiek : 33 (36)
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Kawaler
fire is catching
and if we burn
you burn with us
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag
Wejście do Ministerstwa - Page 2 Giphy
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t2155-frederick-fox#32552 https://www.morsmordre.net/t2178-poczta-fryderyka#33148 https://www.morsmordre.net/t2176-fantastic-mr-fox#33126 https://www.morsmordre.net/f413-devon-lisia-nora https://www.morsmordre.net/t3769-skrytka-bankowa-nr-605#69393 https://www.morsmordre.net/t2332-freddie-fox#35856
Re: Wejście do Ministerstwa [odnośnik]12.12.16 0:50
Kremowe nitki wystające z wysłużonych, strzępiących się rękawiczek, nigdy nie przeszkadzały jej tak, jak tego ranka.
Szarpała je bezwiednie, z nietypową dla siebie nerwowością raz po raz zaciskając szczupłe palce na nierównych resztkach nieskazitelnego niegdyś materiału, tylko po to, żeby sekundę później pociągnąć stanowczo za luźne sznurki, najprawdopodobniej z każdą minutą pogarszając ich stan. Czynność sama w sobie nie przynosiła ulgi, miała jednak pewien ustalony rytm, który pozwalał na milczące odmierzanie upływającego czasu, dzielącego ją od chwili, w której będzie mogła zaszyć się w stacji czarodziejskiego pogotowia ratunkowego. Wątpiła co prawda, żeby biuro zgłoszeń okazało się chociaż odrobinę spokojniejsze niż tłum, w którym znajdowała się obecnie, ale tamte korytarze miały przynajmniej w sobie znajomą, przyjazną aurę.
Czego nie można było powiedzieć o czekającej przed toaletą gromadce czarodziejów.
Być może miała z tym coś wspólnego jej własna wyobraźnia, ale przelatujące nad głową rozmowy i dyskusje bezsprzecznie przywodziły jej na myśl buczenie stada niespokojnych pszczół. Wrodzone poczucie przynależności do świata i naturalna życzliwość gdzieś tymczasowo jej umknęły, sprawiając, że wyjątkowo nie obdzielała uśmiechem wszystkich dookoła, zamiast tego z opuszczoną jak najniżej głową oczekując na własną kolej. Nie do końca rozumiała, dlaczego właściwie czuła się tak niepewnie; wiedziała o planowanym referendum już od jakiegoś czasu, zresztą – napięta atmosfera nie pojawiła się nagle, a narastała już od pamiętnej noworocznej przemowy, wygłoszonej przez Minister Magii. Być może chodziło o to, że do tej pory udawało jej się skutecznie ignorować rozbrzmiewające coraz głośniej, antymugolskie głosy; bo owszem, robiła to z pełną świadomością, trochę naiwnie licząc na to, że jeżeli będzie wystarczająco długo udawać, że problemy nie istnieją, to one rzeczywiście samoistnie odejdą w niepamięć. Czas dobrowolnej ślepoty dobiegł jednak końca, a przed oczami miała niepodważalny tego dowód. Co oznaczało to dla niej samej? Wolała się nad tym nie zastanawiać.
Podniesiona czujność spowodowała, że prawie podskoczyła, gdy do jej uszu dotarło jej własne imię. Odwróciła się z lekką dezorientacją, przez moment próbując odszukać źródło głosu, odprężając się dopiero, gdy jej spojrzenie zatrzymało się na twarzy znajomego aurora. Uśmiechnęła się, tym razem całkowicie szczerze, bo widok przyjaznej pary oczu automatycznie poprawił jej nastrój. – Freddie – przywitała się, starając się, żeby zdenerwowanie i wyraźna ulga nie przedostały się między sylaby. Słuchała jego wypowiedzi, zastanawiając się, ile było prawdy w pobrzmiewającej w jego tonie lekkości i nonszalancji. Czy faktycznie uważał, że referendum zwołano jedynie na pokaz, a prawdziwe decyzje zapadły już dawno, za zamkniętymi drzwiami? Przygryzła wnętrze policzka; nie mogła uczciwie przyznać, że taka możliwość nie przeszła jej przez głowę, ale do tej pory stanowczo odmawiała uwierzenia w jej realność. Nie pozwalała jej na to zarówno wciąż trzymająca się w całości wiara w ludzi, jak i przerażenie alternatywą. – Och, tak, policja antymugolska to właśnie to, czego potrzebuję, żeby czuć się bezpiecznie – odpowiedziała, całkiem lekko, choć nadal nieświadomie szarpiąc za postrzępioną krawędź rękawiczki. – Nie mogę spać po nocach ze strachu, że moi mugolscy sąsiedzi zdradziecko planują zalać mi mieszkanie. – Nie planowała tego, ale w jej wypowiedzi odbiło się echo złości. Słabe, ale wyczuwalne.
Nie wiedziała, co irytowało ją bardziej – własna bezsilność, czy fakt, że właśnie drastycznie spóźniała się do pracy, zmuszona do odpowiadania na absurdalne pytania w jeszcze bardziej absurdalnym referendum, zamiast wykorzystywać każdą drogocenną minutę na ratowanie ludzkiego życia.


sorrow weighs my shoulders down
and trouble haunts my mind
but I know the present will not last

and tomorrow will be kinder


Margaux Vance
Zawód : starszy ratownik magicznego pogotowia ratunkowego
Wiek : 27
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna

all those layers
of silence
upon silence

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t1789-margaux-vance https://www.morsmordre.net/t1809-parapet-margie https://www.morsmordre.net/t1791-margo https://www.morsmordre.net/f192-st-james-s-street-13-8 https://www.morsmordre.net/t4449-skrytka-bankowa-nr-479#95033 https://www.morsmordre.net/t1817-margaux-vance
Re: Wejście do Ministerstwa [odnośnik]25.12.16 23:42
Jestem niepełnosprawny emocjonalnie.
Mam na to niezbite dowody. Po pierwsze – posiadam przeszczepiony kręgosłup moralny. Każdy Malfoy to potwierdzi, a jak powszechnie wiadomo, głos jednego Malfoya liczy się podwójnie w stosunku do głosu szarego obywatela. Po drugie – jestem uodporniony na strzały Erosa. Pewnego dnia dość nieumyślnie ulokowałem uczucia w nieodpowiednim miejscu, a teraz nie mogę ich odzyskać. Gniją sobie samotnie, zupełnie bezużyteczne. Po trzecie – pomimo bystrości aurora, pozostaję ślepy na ludzkie nastroje. Tak bardzo nie chcę przemienić się w Ponuraka, że ignoruję ich występowanie w moim otoczeniu.
Albo przynajmniej dobrze udaję, że ich nie widzę.
Sposób, w jaki mówi do mnie Margo skutecznie usypia moją czujność. Wprawia mnie w rozbawienie i skłania do kontynuacji żartu. A w tej dziedzinie jestem niekwestionowanym mistrzem.    
- I pewnie mają pralki automatyczne? - Złość, która niepostrzeżenie wkrada się do wypowiedzi Margaux, zupełnie nieświadomie postanawiam zwalczyć przy pomocy wrogów naturalnych. Humoru i beztroski. - Dziwne, że żadna prasa jeszcze nie zdążyła donieść o tym, jak szarlatańskie, zagrażające życiu każdego czarodzieja przedmioty, mugole potrafią trzymać w domu. Może powinienem złożyć donos do informatorów Proroka? Ktoś powinien zająć się tematem tak, jak Walczący Mag zajął się zdrajcami krwi! - Za każdym razem, kiedy sięgałem po periodyk, wprost pękałem z dumy. Gdyby nie Malfoyowie, arystokraci nie mieliby tematów do rozmów. - Miód na moje serce. - Kontynuuję swój słowotok, nawet nie dopuszczając do świadomości, że Margie mogłaby odpuścić sobie tak wysmakowaną lekturę. - Dobrze, że ten tekst nie pojawił się piętnaście lat temu, inaczej w domu z pewnością zaczęliby się zastanawiać, czy moje włosy mają odcień miodowy, czy może jednak bardziej miedziany... A może raczej posłaliby dziennikarza na szafot? - Wszystko kręciło się wokół polityki.  
Przyglądam się jej bacznie, ze swoim typowym, łebskim uśmiechem, niemal oczekując, aż odpowie tym samym. Ale ona tylko skubie tą swoją rękawiczkę, zmuszając mnie do przeanalizowania wszystkich wykonywanych przez siebie gestów. Mija dłuższa chwila, zanim zaczynam podejrzewać, że coś jest nie tak.
- Wyglądasz na... - celowo przedłużam ostatnią sylabę, w pośpiechu szukając odpowiedniego synonimu dla zdenerwowanązafrasowaną. - Dodaję, starając się zabrzmieć nieco poważniej. W końcu stawiałem diagnozę! Choć nawet biały uniform nie pomógłby mi w byciu bardziej wiarygodnym.


Kundle, odmieńcy, śmieci, wariaci,
obywatele degeneraci,
ej, duszy podpalacze,
Róbmy dym
Frederick Fox
Zawód : Rebeliant
Wiek : 33 (36)
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Kawaler
fire is catching
and if we burn
you burn with us
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag
Wejście do Ministerstwa - Page 2 Giphy
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t2155-frederick-fox#32552 https://www.morsmordre.net/t2178-poczta-fryderyka#33148 https://www.morsmordre.net/t2176-fantastic-mr-fox#33126 https://www.morsmordre.net/f413-devon-lisia-nora https://www.morsmordre.net/t3769-skrytka-bankowa-nr-605#69393 https://www.morsmordre.net/t2332-freddie-fox#35856
Re: Wejście do Ministerstwa [odnośnik]29.12.16 1:01
Zdawała sobie sprawę, że przejmowała się za bardzo. Wszystkim; jej wrodzona, czy może wyuczona we wczesnym dzieciństwie potrzeba zbawiania świata, przez lata w żaden sposób niepowstrzymywana, urosła z czasem do niezdrowych rozmiarów, wykraczając poza granice zwyczajnej ludzkiej empatii. Nie mogła uszczęśliwić wszystkich, to było oczywiste, ale nie przeszkadzało jej w próbowaniu, poza tym – w pewnym sensie pomagało jej samej, sprawiając, że czuła się potrzebna. Na właściwym miejscu, nie jak złodziej, który podstępem dostał się do miejsca, do którego tak naprawdę nigdy nie powinien był należeć.
Nowa polityka ministerstwa komplikowała sprawy, bo dawała jej więcej powodów do zmartwień, niż była w stanie przyjąć na raz. Mugole stanowili całkiem liczną grupę osób i dopiero teraz uświadamiała sobie, jak sporą część jej codzienności budowała ich obecność; co czekało uśmiechniętego staruszka spod trójki, który nigdy nie zapominał podrzucić jej nowej książki do czytania? Jak zmiany w czarodziejskim prawie miały odbić się na czarnowłosych bliźniaczkach, którym czasami podrzucała rysowane opowieści? I jak w tę nową układankę mieli wpasować się jej rodzice, ludzie niemagiczni, ale z oczywistych powodów uświadomieni o istnieniu tej drugiej, niedostępnej dla większości mugoli strony?
Oczywiście na żadną z tych rzeczy nie miała wpływu, ale to tylko sprawiało, że niepokoiła się bardziej, choć wciąż jeszcze udawała, z pewną dozą ulgi podejmując frederikową grę w bagatelizację. – Automatyczne pralki to jeszcze nic – szepnęła konspiracyjnie, jakby zdradzała mu przerażający, brudny sekret. – Słyszałam, że ci pode mną mają te-le-wi-zor. Nie wiem, czemu nikt jeszcze nie zainterweniował, już sama nazwa brzmi śmiercionośnie. – I z całą pewnością tak właśnie ową zdobycz technologiczną przedstawiłby Walczący Mag; Margaux skrzywiła się nieznacznie na wspomnienie szmatławej gazety, zazwyczaj omijanej przez nią szerokim łukiem, ale jednak od czasu do czasu wpadającej jej w ręce – najczęściej podczas przedłużających się dyżurów w Mungu. – Tak właściwie – powiedziała, przekrzywiając głowę i udając, że przygląda się Fredowi badawczo – twoje włosy w tym świetle wyglądają odrobinę rudo. Ale może to efekt uboczny naszej rozmowy; odsunąć się na bezpieczną odległość? – zapytała z zatroskaniem, wciąż próbując przyrzucić rosnącą powagę sytuacji całą stertą kiepskiego aktorstwa.
Najwidoczniej zbyt kiepskiego.
Przygryzła wewnętrzną stronę policzka, natychmiast zostawiając w spokoju biedną rękawiczkę i spoglądając na Freda z miną złapanego na gorącym uczynku winowajcy. Naprawdę stan jej ducha był aż tak oczywisty? – Och, to nic takiego – odpowiedziała, w zamierzeniu lekko, jednocześnie robiąc dwa kroki do przodu, w ślad za posuwającą się w ślimaczym tempie kolejką. – Jestem spóźniona do pracy – dodała, nie pokrywając w ten sposób nawet jednej piętnastej prawdy, ale nie miała ochoty wspominać, że to wszystko kojarzyło się jej z czymś, co już kiedyś widziała. Z inną wojną, tę samą, która wygnała ją z ukochanej Francji, niby mugolską, ale przecież opierającą się na tym samym; oni, my – wprowadzanie tych słów do użytku powszechnego nigdy nie kończyło się dobrze.
A oni właśnie zaczynali to robić.


sorrow weighs my shoulders down
and trouble haunts my mind
but I know the present will not last

and tomorrow will be kinder


Margaux Vance
Zawód : starszy ratownik magicznego pogotowia ratunkowego
Wiek : 27
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna

all those layers
of silence
upon silence

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t1789-margaux-vance https://www.morsmordre.net/t1809-parapet-margie https://www.morsmordre.net/t1791-margo https://www.morsmordre.net/f192-st-james-s-street-13-8 https://www.morsmordre.net/t4449-skrytka-bankowa-nr-479#95033 https://www.morsmordre.net/t1817-margaux-vance
Re: Wejście do Ministerstwa [odnośnik]21.01.17 18:40
Zakryłem usta dłonią, gry Margaux zniżyła głos do szeptu, nerwowo strzelając oczami to na lewo, to na prawo. Ktoś w istocie mógłby podejrzewać, że planowaliśmy właśnie bojkot na referendum – bo kto inny, jak nie zdrajca krwi w towarzystwie mugolaczki, miałby mieć niecne zamiary? Jakby nie patrzeć – oboje stanowiliśmy margines społeczeństwa, w niektórych kręgach plasujący się zapewne niżej od szumowin z Nokturnu. Może powinienem bardziej niepokoić się rządami Ministerstwa, patrząc na to, że w większej mierze jego struktury zasilali arystokraci, w tym spora część mojej rodziny?
- Nie martw się, Margo, Ministerstwo dba o nasze bezpieczeństwo i jestem pewien, że nic nam nie grozi, dopóki nie spojrzymy w oczy tego potwora. Podobno może uzależniać. Słyszałem, że jedno małżeństwo z mojego sąsiedztwa również posiada taki wynalazek. Wszyscy z okolic schodzą się jak do świątyni oglądać programy. To niemal obiekt kultu! A, jak wiadomo, tło religijne jest zawsze świetnym pretekstem do wojny. - Stwierdzam z wystarczająco silną egzaltacją, by Vance wyczuła, iż moje słowa były wyłącznie kpiną wymierzoną w kierunku wszystkich, którzy posiadali kompleks wąskich horyzontów. W domowym zaciszu sam dostawałem białej gorączki, nie potrafiąc pojąć geniuszu, który sprawił, że ktoś – bez użycia magii – pomniejszał ludzi i wysyłał ich do plastikowych pudełek. Ba, nawet mnie, jako czarodziejowi, wydawało się to absolutnie niewykonalne.
Ale Walczący Mag z pewnością posiadał stosowne stanowisko wobec tego wypaczenia. Jakim cudem arystokracja, która chełpiła się wysoka kulturą i ponadprzeciętną inteligencją, przyjmowała wszystkie kłamstwa bez mrugnięcia okiem? Co poszło nie tak?  
- Kto wie, może moja matka miała sekretny romans z jakimś Weasleyem? W końcu zakazany owoc kusi najbardziej, a to by wyjaśniało, dlaczego  od zarania stanowiłem ewenement na całą rodzinę. - Powiedziałem, drapiąc własny podbródek, jakbym właśnie rozwiązywał największą zagadkę w historii. - Absolutnie zabraniam ci się odsuwać. - Rzuciłem w odpowiedzi na autoironię Margaux, może nawet trochę za ostro, jakbym poczuł się oburzony faktem, że odważyła się widzieć siebie w roli problemu. - Czuję się lepszym człowiekiem od całej śmietanki towarzyskiej, kiedy stoisz obok. - Wyjaśniłem, już łagodniej, uśmiechając się jakoś tak niepewnie. Może nie był to najlepszy dobór słów, ale na całe szczęście Margie nie była Seliną, która doszukiwała się zajadłych strzał wymierzanych w jej stronę w co drugiej sylabie. A może tylko uśpiła moją czujność? - I pomyśleć, że oboje jesteśmy straceńcami, bo społeczeństwo ma problem z naszym statusem urodzenia. - Dodałem po chwili, jakoś tak mniej pogodnie, choć uparcie próbowałem utrzymać uśmiech na twarzy.
Ta krótka komedia, którą chcieliśmy rozegrać, zaczęła zmierzać w niepokojąco ponurym kierunku.
- Nic nie wskazuje na to, aby spóźnienie było twoim jedynym zmartwieniem. - Podkreślam, ale kiedy tylko krzyżuję spojrzenia z Margaux, poddaję się, momentalnie bagatelizując własne spostrzeżenie. Ucieczka w beztroskę była przecież łatwiejsza od przełknięcia rzeczywistości. - Ale jeśli chcesz, możemy rozegrać scenkę. Udasz, że mdlejesz, ja narobię wokół szumu, a wtedy błyskawicznie znajdziesz się na oddziale ratunkowym. - I tak szybko, jak wyplułem z siebie te słowa, zacząłem je analizować, dochodząc do wniosku, jak beznadziejnie próbowałem posklejać w całość Margaux, nie mając najmniejszego pojęcia o tym, jak łączyć ze sobą poszczególne kawałki. Zasłoniłem jedynie oczy dłonią, jakbym nagle poczuł się niewystarczająco silny, by stanowić jej koło ratunkowe, zupełnie tak, jakby świadomość konsekwencji tego referendum dotarła do mnie dopiero teraz. - Coraz trudniej oszukiwać samego siebie.


Kundle, odmieńcy, śmieci, wariaci,
obywatele degeneraci,
ej, duszy podpalacze,
Róbmy dym
Frederick Fox
Zawód : Rebeliant
Wiek : 33 (36)
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Kawaler
fire is catching
and if we burn
you burn with us
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag
Wejście do Ministerstwa - Page 2 Giphy
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t2155-frederick-fox#32552 https://www.morsmordre.net/t2178-poczta-fryderyka#33148 https://www.morsmordre.net/t2176-fantastic-mr-fox#33126 https://www.morsmordre.net/f413-devon-lisia-nora https://www.morsmordre.net/t3769-skrytka-bankowa-nr-605#69393 https://www.morsmordre.net/t2332-freddie-fox#35856
Re: Wejście do Ministerstwa [odnośnik]01.02.17 15:17
Nie była dobra w kłamaniu. Panowanie nad własnym głosem, mimiką i gestami w ten sposób, żeby zgodnie zaprzeczały myślom, zawsze pozostawało daleko poza polem jej umiejętności. Udawanie wychodziło jej tylko przez chwilę; utkane z iluzji bańki mydlane odbijały zniekształcony obraz dopóki nie poruszył ich mocniejszy podmuch wiatru. Pękały bezpowrotnie w zetknięciu z solidną prawdą, zwyczajnie znikając, nie pozostawiając po sobie niczego – może za wyjątkiem orzeźwiającej mgiełki, również wysychającej w przeciągu kilku sekund.
Tak było też teraz. Przesadny, podkolorowany entuzjazm, pozorna beztroska i ironiczne żarty, składały się w lekką komedię tylko przez moment, zbyt wątłe i słabe, żeby przytłoczyć realność rozgrywających się wszędzie dookoła scenek. Uśmiechała się jeszcze, trzymając się ostatnich strzępków wymykającego jej się z palców zaprzeczenia, tak nietrwałych, jak luźne nitki, wysuwające się z wysłużonej rękawiczki, jednak błyszczące zaniepokojeniem oczy zaczynały opowiadać już całkiem inną historię. – Cóż, całe szczęście, że ktoś postanowił zrobić z tym porządek. Nikt nie chce przecież kolejnej wojny – odpowiedziała cicho, orientując się mgliście, że najprawdopodobniej właśnie to ostatnie słowo stanowiło ostrą krawędź, przebijającą ostatecznie delikatną powierzchnię ułudy. Wrażenie wysuwającej się spomiędzy palców rzeczywistości powróciło, wraz z towarzyszącym mu poczuciem bezsilności. A tego nienawidziła najbardziej; świadomości, że żadne z nich tak naprawdę nic nie znaczyło. Jej głos, jakikolwiek by nie był, miał (w najlepszym wypadku) zginąć pośród tysięcy innych, biorąc pod uwagę, że ktoś w ogóle miał w planach policzyć skrupulatnie wszelkie za i przeciw. Niosących się wzdłuż horyzontu grzmotów nie można było powstrzymać poprzez dołączenie się do burzowej kakofonii.
Może dlatego próbowała uciekać się do humoru – bo tylko tyle można było zrobić wobec nieuniknionego?
Spojrzała na Freda uważnie, z jasnymi brwiami zmarszczonymi lekko w wyrazie konsternacji, jakby próbowała w milczeniu zadecydować, czy wciąż jeszcze żartował, czy jednak postanowił również – idąc jej śladem? – porzucić prześmiewczą otoczkę. Jakiekolwiek wnioski wysunęła z tej krótkie obserwacji, pozwoliły jej w następnej sekundzie rozluźnić napiętą nieco twarz i posłać aurorowi łagodny (i tym razem zupełnie szczery) uśmiech, w którym pobrzmiewały też ciche nuty wdzięczności. – W takim razie chyba naprawdę jesteś ewenementem – przyznała. Większość ludzi mogąca pochwalić się szlachetnym urodzeniem oraz spora część tych, którzy takiego statusu nie posiadali, obawiałaby się stanąć obok, zupełnie jakby pokrewieństwo z mugolami było co najmniej chorobą zakaźną, zdolną do przenoszenia się z jednego czarodzieja na drugiego, i w jakiś sposób zagrażającą czystości płynącego w ich żyłach błękitu. Margaux zazwyczaj udawało się ignorować wszechobecną niechęć bez większego problemu i po prostu skupiać się na niezliczonych, dobrych rzeczach, jakimi miała szczęście cieszyć się w życiu, ale niewidzialne podziały zdawały się tamtego ranka jakieś bardziej namacalne niż normalnie.
Nie jesteśmy straceńcami – zaprzeczyła, poważniejąc nagle, choć tylko na moment. Nie, spóźnienie nie było jej jedynym zmartwieniem, było jednak najmniejszym, na jakim mogła się skupić, a to z kolei pomagało odciągnąć jej myśli od innych obaw, póki co czających się gdzieś na krawędzi pola widzenia w postaci niewyraźnych cieni. Nie chciała zastanawiać się nad tym, że być może jej dni pracy w pogotowiu i tak były już policzone; że to samo mogło czekać również Justine, że wkrótce materializująca się z nietrafionego pomysłu policja antymugolska będzie im stale patrzeć na ręce. Dopóki mogła denerwować się spóźnieniem, mogła jednocześnie cieszyć się z faktu, że miała jeszcze dokąd się spóźniać.
Podciągnęła wyżej kącik ust. – Mam lepszy pomysł – rzuciła. – Ty zemdlejesz, a wtedy ja, jako ratowniczka, będę zobowiązana udzielić ci pierwszej pomocy i przetransportować do izby przyjęć w Mungu. W ten sposób ulotnimy się stąd oboje i może nawet ktoś usprawiedliwi naszą nieobecność – powiedziała, porzucając już jednak próby wykrzesania z siebie fałszywego entuzjazmu. Westchnęła cicho, wypuszczając powietrze przez nos. – Niektórym wychodzi to całkiem nieźle – zauważyła. Wciąż nie mogła pojąć, jakim cudem aprobujący nowe dekrety i rozporządzenia urzędnicy, byli w stanie przekonywać samych siebie, że to, co robili, miało cokolwiek wspólnego ze sprawiedliwością.


sorrow weighs my shoulders down
and trouble haunts my mind
but I know the present will not last

and tomorrow will be kinder


Margaux Vance
Zawód : starszy ratownik magicznego pogotowia ratunkowego
Wiek : 27
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna

all those layers
of silence
upon silence

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t1789-margaux-vance https://www.morsmordre.net/t1809-parapet-margie https://www.morsmordre.net/t1791-margo https://www.morsmordre.net/f192-st-james-s-street-13-8 https://www.morsmordre.net/t4449-skrytka-bankowa-nr-479#95033 https://www.morsmordre.net/t1817-margaux-vance
Re: Wejście do Ministerstwa [odnośnik]16.02.17 21:54
Dotychczas żyłem w przekonaniu, że moja beztroska pozostanie jedynym niezachwianym elementem tego uniwersum, ale rzeczywistość musiała regularnie poddawać mnie narkozom, podczas których - w akcie zazdrości - wyszarpywała moje najcenniejsze źródło energii. Zupełnie nagle zacząłem tracić swoje kolory, blednąc, co tym samym ściągało mnie do poziomu przeciętności, z ram której próbowałem za wszelką cenę uciec. Zwyczajnie nie godziłem się na postęp choroby zwanej codziennością – nie w oprawie podziałów społecznych, kłamstwa i zaskarbiania ludzkiej wolności. Czułem potrzebę wynalezienia antidotum, choć obawiałem się, że epidemia trwała już w tak zaawansowanej skali, że jedynym wyjściem była eksterminacja.
Słowa Margaux spadły na mnie niczym gilotyna.
Żartobliwy ton zdawał się zwrócić przeciwko mnie, zmywając z twarzy uśmiech i strzępy pogodności, które wyskubywałem niczym ziarnka piasku. Chciałem być Fantastycznym Panem Lisem, ale żadna kpina nie była już w stanie złagodzić smaku gorzkiej prawdy.
- Nikt. - Powtórzyłem echem za Vance, bez większego entuzjazmu, pozwalając kącikom ust zadrgać w nerwowym geście. Wydałem z siebie ciche westchnienie, wraz z którym zdawały ulotnić się resztki nadziei.
Wojna była nieunikniona i wiedzieliśmy o tym oboje, desperacko próbując zachować pozory normalności – ale nie wierzyłem ślepo w przechylenie się szal losu. Wezwanie do referendum było jawnym zerwaniem paktu neutralności w stosunku do świata mugolskiego – świata, z którego pochodziła Margaux, i który nie przestawiał mnie zadziwiać swoją odmiennością i wyjątkowością. Świata, który przez wielu czarodziejów pozostawał niezrozumiany.
Ludzie zawsze obawiali się tego, czego nie znali. Mugole podobno lubili straszyć swoje dzieci opowieściami o czarownicach. Miały wzbudzać respekt, siać zamęt – rzeczywistość była jednak inna. I wystarczyło spojrzeć na Margaux, by rozwiać wszelkie wątpliwości. Jak ktoś, kto ilustrował książki dla dzieci, miałby je porywać albo smażyć w piecu?
- Tak bardzo, jak lubię czuć się wyjątkowy, akurat w tej sytuacji wolałbym przeciętność. - Odparłem, a Margo z łatwością mogła wyczuć nutę frustracji w moim tonie. Im dłużej przyglądałem się jej nerwowym gestom, tym coraz więcej rozumiałem. Bała się – i nie było w tym niczego hańbiącego. A jednak, pomimo zajadłych strzał losu wymierzonych prosto w jej drobne ciało, potrafiła jeszcze wykrzesać z siebie uśmiech. Było w tym coś pokrzepiającego, podobnie jak w jej stanowczym zaprzeczeniu, które kazało mi wierzyć, że pod tą delikatną aparycją drzemała siła charakteru.    
- Masz rację. - Jeden bodziec wystarczył, by zmienić moje nastawienie. - Być może rewolucjoniści lepiej oddają rzeczywistość. - Dodałem pewnie, niemal dumnie, zniżając głos do szeptu – ktoś w tłumie jeszcze mógłby pomyśleć, że planowaliśmy  borutę.
I wcale nie byłby daleki od błędu.
- To całkiem bystry plan, ale wiesz co... - zawiesiłem na chwilę głos – chcę tam iść. Podpisać ten głupi świstek, nawet, jeśli sprawa jest z góry przegrana. Chcę, żeby wiedzieli, że nie zatańczę tak, jak mi zagrają. Zamierzam robić swoje. - Moja impertynencka natura nie pozwalała mi na obojętność, ani tym bardziej na ucieczkę. Już raz próbowałem wypisać się ze świata. Okazało się to niemożliwe. - Może to jakaś nowa, uodporniona odmiana wirusa znieczulicy? Jeśli tak, zapewne mamy do czynienia z epidemią. - Niechętnie zgodziłem się z Margaux. O ile członkowie Zakonu Feniksa zdawali się posiadać trzeźwe spojrzenie na aktualną sytuację polityczną, zdecydowana większość społeczeństwa albo nie wyrażała zainteresowania zachodzącymi zmianami, albo nie widziała w nich zagrożenia.
A wojna... wojna była już przesądzona.


Kundle, odmieńcy, śmieci, wariaci,
obywatele degeneraci,
ej, duszy podpalacze,
Róbmy dym
Frederick Fox
Zawód : Rebeliant
Wiek : 33 (36)
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Kawaler
fire is catching
and if we burn
you burn with us
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag
Wejście do Ministerstwa - Page 2 Giphy
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t2155-frederick-fox#32552 https://www.morsmordre.net/t2178-poczta-fryderyka#33148 https://www.morsmordre.net/t2176-fantastic-mr-fox#33126 https://www.morsmordre.net/f413-devon-lisia-nora https://www.morsmordre.net/t3769-skrytka-bankowa-nr-605#69393 https://www.morsmordre.net/t2332-freddie-fox#35856
Re: Wejście do Ministerstwa [odnośnik]04.03.17 23:21
Była pewna ironia losu w fakcie, że to Ministerstwo Magii stało się gospodarzem feralnego referendum, jawnie i ostatecznie służącego materializacji niewidzialnej dotychczas granicy pomiędzy przenikającymi się światami. To przecież właśnie imponujący, rządowy gmach był w końcu miejscem, w którym Margaux spotkała się z otwartą dyskryminacją po raz pierwszy; wychowywana pod zbudowanym z miłości i akceptacji kloszem, nie była przyzwyczajona do segregowania ludzi według płynącej w ich żyłach krwi, dopóki jej staranna edukacja we francuskich murach Beauxbatons nie dobiegła końca. Stawiając pierwsze kroki w przestronnym, ministerialnym atrium, była pewna, że staż w Czarodziejskim Pogotowiu będzie jedynie kolejnym etapem nieskrępowanego odkrywania tajemnic magicznego świata; nie spodziewała się, że oprócz prowadzenia bohaterskiej walki o ludzkie życie, będzie musiała walczyć też o siebie, każdego dnia udowadniając, że różdżka nie znalazła się w jej dłoni w wyniku przypadku ani chytrego podstępu.
Nawet wtedy była jednak gotowa przełknąć gorzką rzeczywistość; świat nie był idealny, wiedziała to od zawsze, ale od zawsze też wierzyła, że można było go uleczyć. Odważne, niewypowiedziane wizje, które tworzyła sobie we własnej głowie, przedstawiały codzienność przepełnioną wzajemnym zrozumieniem, w której czarodzieje i mugole funkcjonowaliby nie tylko pokojowo, ale również dzieliliby się ze sobą wiedzą. Bardzo długo trzymała się nadziei, że taki stan rzeczy można było osiągnąć zwyczajną dobrocią, mimo że szklaną kulkę idealistycznej naiwności próbowano wytrącić jej z rąk wielokrotnie. Dzisiaj się bała – ale robiła to nie tyle dlatego, że jej własna przyszłość pokrywała się niespokojną, trudną do przejrzenia mgłą, a ze względu na ponurą realizację, że świat zmierzał w kierunku dokładnie odwrotnym do tego, w którym zmierzać powinien. Ministerstwo – instytucja, której zaufała, i której oddała prawie dziesięć lat swojego życia – sprawiała właśnie, że czuła się jak zdrajca i osoba skrajnie niewdzięczna; bo czy dalsze zasilanie jego struktur nie oznaczało, że biernie podpisywała się pod ustawą celującą w ludzi, którzy dali jej wszystko, co dać jej mogli – i jeszcze więcej?
Nie chciała wojny i nienawidziła faktu, że konieczność wpychała jej w ręce broń i robiła z niej – z nich – działających poza prawem rewolucjonistów, o których szeptem mówił Fred, ale czy bezczynność nie była w tym przypadku zbrodnią znacznie gorszą? – Czy my jesteśmy szaleńcami Freddie? – zapytała, również zniżając głos, pozwalając, by na kilka sylab wdarła się w niego niepewność. Mimo że jej wizja rzeczywistości wciąż jeszcze składała się z kontrastujących czerni i bieli, to ostatnio wbrew sobie zaczynała się zastanawiać, czy na pewno postawiła się po właściwiej stronie. – Czy to reszta świata stanęła na głowie? – A jeżeli tak, to: dlaczego? Czy istniała w ogóle jasna i sensowna odpowiedź na to pytanie? Wytłumaczenie, które wyjaśniłoby sposób rozumowania społeczeństwa, coraz chętniej rezygnującego z samodzielnego myślenia na rzecz gotowych, podsuwanych im pod nos tez?
Uśmiechnęła się, wbrew wszystkiemu ciesząc się, że zbiorowa agresja nie dosięgnęła jeszcze wszystkich i w kolejne posłane aurorowi spojrzenie wlała tyle ciepła, ile tylko była w stanie w sobie odnaleźć. Nie potrafiła inaczej wyrazić wdzięczności, która wypełniała ją na myśl, że nie była zupełnie bezbronna wobec przelewającej się wokół nich fali; że nie tylko ona zdawała się poruszać w przeciwnym do nurtu kierunku i że w razie czego miała się kogo przytrzymać, żeby nie stracić równowagi i nie dać się wciągnąć pod wodę. Zawsze bała się wody. – Masz rację. I… całkiem możliwe. – Przesunęła wzrokiem po otaczających i czarodziejach i czarownicach, żałując (i jednocześnie dziękując Merlinowi), że nie była w stanie przeczytać ich myśli. – Ale wiesz, nie spotkałam się jeszcze nigdy z wirusem, który żyłby wiecznie – odpowiedziała, mając nadzieję, że jej słowa miały w sobie ziarno prawdy, a nie były jedynie pustym frazesem.
Nie mogły być.


sorrow weighs my shoulders down
and trouble haunts my mind
but I know the present will not last

and tomorrow will be kinder


Margaux Vance
Zawód : starszy ratownik magicznego pogotowia ratunkowego
Wiek : 27
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna

all those layers
of silence
upon silence

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t1789-margaux-vance https://www.morsmordre.net/t1809-parapet-margie https://www.morsmordre.net/t1791-margo https://www.morsmordre.net/f192-st-james-s-street-13-8 https://www.morsmordre.net/t4449-skrytka-bankowa-nr-479#95033 https://www.morsmordre.net/t1817-margaux-vance
Re: Wejście do Ministerstwa [odnośnik]18.03.17 17:07
Dzisiaj wiem, że rodzina zatruwała mi umysł, ale kiedy po raz pierwszy przekroczyłem progi Hogwartu, byłem gotów splunąć na każdego, kto w swoich żyłach nie posiadał choćby kropli krwi magicznej. Mogłem mieć anielską buźkę, ale pod jej skorupą gnił parszywy charakter. Gdybym pozwolił zdusić swój nastoletni bunt, najpewniej biegałbym dziś po sabatach i mógł poszczycić się gromadką rumianych dzieci. Na całe szczęście mój system wartości uległ zachwianiu, a chwilowy kaprys okazał się przepisem na nowe życie. Nie zmyślone przez przodków, nie ukartowane z góry za sprawą nestorów i powinności – prawdziwe, wolne od wiary w cudze przekonania. Swój świat wybudowałem w większej mierze na porażkach niż sukcesach. I choć struktura społeczeństwa najchętniej uplasowałaby mnie gdzieś na marginesie, wiedziałem, że byłem od nich wszystkich lepszy – bo co za idioci głosili przekonania o mugolach zagrażających naszemu istnieniu? Większość z nich nigdy nie doświadczyła świata, w którym żyli niemagiczni. Pełen sprzeczności, podziałów, dobra i zła w niczym nie różnił się od naszego.
Szukanie usprawiedliwienia dla zbrodni pod osłoną większego dobra nadal było zbrodnią. Dlaczego byliśmy tak słabym gatunkiem, że potrafiliśmy jedynie wszczynać kolejne wojny i siać zniszczenie? Dokąd prowadził ten absurd? Byłem oburzony bezczelnością rządu, który zmuszał czarodziejów pochodzenia mugolskiego do brania udziału w referendum. Nie chodziło nawet o przyzwoitość, a jawną dyskryminację. Dyskryminację, która stanowiła jedynie uwerturę – czego? O tym mieliśmy się dopiero przekonać.
- Owszem. Ale być może w tym szaleństwie jest metoda. - Spojrzałem na Margie z błyskiem w oku. Sprzeciw ustanawianym konwenansom wdarł się do mojej krwi i nawet transfuzja od najszlachetniejszego dawcy nie byłaby w stanie go wyplenić. Wielu zdążyło okrzyknąć mnie pomyleńcem, nie szczędząc i bardziej kąśliwych epitetów. Ale wszystkie te słowa były niczym ujadanie psa, który spuszczony z łańcucha stawał się zupełnie niegroźny. - Tego nie wiem, ale jedno jest dla mnie wiążące. Nie zniosę braku tolerancji. Gdybym był w stanie, nadal podpisywałbym się jako Lycus Malfoy.
Ludzie wierzyli w to, co było dla nich wygodne – a mnie uwierały podziały, choć mogłem z koroną na głowie zbierać należne zaszczyty. Tak naprawdę nigdy nie należałyby do mnie. Czym była arystokracja, jeśli nie umownym podziałem, na który się zgodziliśmy? Jej odejście nie zachwiałoby równowagi świata, choć większość wychuchanych szlachciców z pewnością nie potrafiłaby odnaleźć się w świecie. W czym jednak leżała wina mugoli? Byli - podobnie jak trolle, gobliny, olbrzymy, centaury, wile, syreny, czy skrzaty – częścią świata. Jego najbardziej kruchym tworem – i może dlatego najliczniejszym. I może właśnie ta kruchość sprawiała, że dokonywali rzeczy niemożliwych, których mój umysł pojąć nie potrafił. Dlaczego mieliśmy czuć się zagrożeni, kiedy jednym machnięciem różdżki to my potrafiliśmy zatrzymać czas, a nawet odwracać jego bieg?
Nie potrafiłem tego zrozumieć.
- Jesteś specjalistką w tej dziedzinie, ufam więc twojemu osądowi. Najwyraźniej musimy tylko znaleźć antidotum, zanim choroba zdziesiątkuje całą populację. - Uśmiechnąłem się, znacznie pogodniej niż przed chwilą, dostrzegając bliźniaczy nastrój Margaux. Być może nie działo się dobrze, ale wiedzieliśmy, że nie wszystko było jeszcze stracone – nie, kiedy Zakon Feniksa jednoczył coraz większą grupę ludzi nie zgadzających się na przyjęcie zasad, które nie znajdowały poszanowania dla całej ludzkości, a jedynie wąskiej elity.
Kolejka migrowała powoli, ale pochłonięty rozmową z Vance nawet nie zauważyłem, kiedy znaleźliśmy się przed wejściem do wychodka.
- Panie przodem. Widzimy się na dole.


Kundle, odmieńcy, śmieci, wariaci,
obywatele degeneraci,
ej, duszy podpalacze,
Róbmy dym
Frederick Fox
Zawód : Rebeliant
Wiek : 33 (36)
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Kawaler
fire is catching
and if we burn
you burn with us
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag
Wejście do Ministerstwa - Page 2 Giphy
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t2155-frederick-fox#32552 https://www.morsmordre.net/t2178-poczta-fryderyka#33148 https://www.morsmordre.net/t2176-fantastic-mr-fox#33126 https://www.morsmordre.net/f413-devon-lisia-nora https://www.morsmordre.net/t3769-skrytka-bankowa-nr-605#69393 https://www.morsmordre.net/t2332-freddie-fox#35856
Re: Wejście do Ministerstwa [odnośnik]08.04.17 18:20
Choć z zewnątrz ich rozmowa sprawiała wrażenie niezobowiązującej pogawędki, słuchała każdego jego słowa zaskakująco uważnie, bezwiednie szukając w nich pewnego rodzaju potwierdzenia. Potrzebowała pewności; potrzebowała jasnych przekonań i stanowczych stwierdzeń, bo mimo że sama wydawała się zazwyczaj nienaruszoną ostoją spokoju, to wewnętrznie chwiała się jak wszyscy. Ostatnio chwiała się może nawet bardziej, niewerbalny atak na mugoli odbierając mocno personalnie i dosłownie na krótką chwilę pozwalając, żeby podkopał jej budowane starannie poczucie własnej wartości. Słabość nie trwała długo, ale wystarczyła, by do krwioobiegu wkradły się wątpliwości, przekształcające niegroźne szepty we wrogie pomrukiwania, a między neutralne spojrzenia wpychając nieme oskarżenia. – Być może – przytaknęła cicho, milcząco życząc im obojgu, żeby to była prawda.
Przesunęła się dalej ku przodowi kolejki, nie próbując nawet powstrzymać słabego, błąkającego się po jej ustach uśmiechu, wywołanego kolejnymi słowami aurora. – Całe szczęście, że się tak nie podpisujesz. Frederick Fox brzmi zdecydowanie lepiej – powiedziała z przekonaniem, żartując tylko połowicznie i posyłając mężczyźnie przelotne spojrzenie. Nigdy nie zastanawiała się nad tym, kim był wcześniej, ani ile musiało kosztować go wyrwanie się z rodziny tak głęboko zatopionej w magicznych tradycjach; być może wcale nie chciała tego robić. Nie miała w zwyczaju przywiązywać wagi do przeszłości, doskonale zdając sobie sprawę, że ludzie nie zawsze lubili się w niej zanurzać; ona nie lubiła – nawet biorąc pod uwagę, że aktualnie przyszłość nie przedstawiała się ani trochę bardziej kolorowo.
Chociaż starała się za wszelką cenę nie popadać w paranoję, momentami nie potrafiła powstrzymać się od przesuwania wzrokiem po otaczających ich czarodziejach i intensywnego zastanawiania, w których miejscach oficjalnego blankietu postawią swoje krzyżyki. Z jednej strony, nie umiała tak po prostu przestać wierzyć w naturalną, niewymuszoną, ludzką dobroć; z drugiej nie była pewna, czy zdanie magicznej społeczności miało jeszcze w ogóle jakiekolwiek znaczenie. Skoro ci, którzy stali u władzy, postawili się już po jednej ze stron, to czy nadzieja na dialog nie stanowiła już tylko oznaki skrajnej naiwności? Westchnęła bezgłośnie; nie chodziło tu już nawet o tolerancję. Nie pragnęła jej – potrzebowała jedynie zrozumienia. – Znajdziemy – odpowiedziała cicho… i poczuła, jak ogarnia ją niewyjaśnione, przytłaczające zmęczenie; zupełnie jakby to jedno krótkie słowo uświadomiło ją, jak wielki ciężar zdecydowali się nieść na własnych barkach. Mieli zamiar sprzeciwić się wszystkim i wszystkiemu, poruszając czymś, co pozostawało nienaruszone od pokoleń; chyba naprawdę byli szaleńcami.
Odwzajemniła jednak uśmiech Freddiego i mimowolnie wzięła głębszy oddech, przygotowując się do przekroczenia progu Ministerstwa, którego już dłużej nie potrafiła nazywać swoim. – Widzimy się na dole – powtórzyła, kiwając jeszcze głową w jego stronę i znikając za drzwiami niepozornej kabiny; zastanawiając się, jak to się stało, że życie wywróciło się do góry nogami na polecenie jednej osoby.

| zt? <3


sorrow weighs my shoulders down
and trouble haunts my mind
but I know the present will not last

and tomorrow will be kinder


Margaux Vance
Zawód : starszy ratownik magicznego pogotowia ratunkowego
Wiek : 27
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna

all those layers
of silence
upon silence

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t1789-margaux-vance https://www.morsmordre.net/t1809-parapet-margie https://www.morsmordre.net/t1791-margo https://www.morsmordre.net/f192-st-james-s-street-13-8 https://www.morsmordre.net/t4449-skrytka-bankowa-nr-479#95033 https://www.morsmordre.net/t1817-margaux-vance
Re: Wejście do Ministerstwa [odnośnik]16.05.19 15:06
13.02

Trzynaście stron zostało mi do końca przygód Heńka Farfocla, który swoją niespokojną naturą i zamiłowaniem do kobiecego ciała oraz mocnych trunków, od razu skradł moje serce. To był bohater, z którym pośrednio nawet się utożsamiałem, więc nic dziwnego, że każdy kolejny wers czytałem z zapartym tchem, zastanawiając się czy ostatecznie uda mu się wrócić z podróży do przeszłości, czy całą misję chuj nagle strzeli i tyle z tego będzie. Autor powieści naprawdę lubił zaskakiwać, bez przerwy nurzając się w nagłych zwrotach akcji, więc serio, S E R I O, totalnie nie wiedziałem czego się spodziewać. Kolejne strony wręcz pożerałem wzrokiem, relaksując się w kiblu w Ruderze i dopiero docierając do ostatniej zauważyłem... jej brak. Bo tam gdzie powinna się znajdować, sterczało tylko kilka kawałków nierówno urwanego papieru oraz krótka notatka mówiąca mniej więcej tyle, żebym walił się na ryj, podpisano Stefan. Znaczy, no nie dosłownie oczywiście, ale o to w tym wszystkim chodziło. Nie powiem - zdenerwowałem się, do tego stopnia, że od razu postanowiłem go nawiedzić, żeby wyjaśnić tą przedziwną sprawę. Nie miałem bladego pojęcia o co ten huncwot może się na mnie gniewać! Ja za to miałem wystarczający powód, by dostał ode mnie srogie wciry. Tylko gdzie szukać tego przeklętego szczura? Pora była taka, że raczej nie zastałbym go w domu, więc z braku laku ruszyłem w podróż do Ministerstwa, żeby może złapać go po, w czasie, tudzież jeszcze przed pracą. Nieszczególnie lubiłem to miejsce, z oczywistych względów, ale jak się nie ma co się lubi, to się... coś tam, nieważne.
Pogoda raczej nie sprzyjała spacerom, a ja włóczyłem się po tych wszystkich kiblach i sobie wyobrażałem, że co? Sam nie wiem, że gdzieś tam na niego wpadnę? Musiałbym mieć naprawdę sporo szczęścia i kiedy powoli docierało do mnie, że to raczej nierealne, to nagle bach! Widzę na horyzoncie znajomą czuprynę pana Cattermole'a; ruszam w ślad za nim, mrużąc lekko oczy, pociągając nosem i szczękając zębami. Przechodzę przez wrota szaletu publicznego akurat by dostrzec, w której kabinie znika ten mały chujek i nie czekam już dłużej. Z hukiem otwieram drzwi, po czym łapię Steffena za wszarz i wyciągam z muszli, żeby mi czasem zaraz nie zwiał! Bo dosłownie dopadłbym go kilka sekund później i już bym się musiał obejść smakiem. Na mojej twarzy maluje się czysty gniew, co w sumie wygląda trochę zabawnie, bo miałem lico niedostosowane do tego żeby się na kogoś wkurzać, ot co.
- TU CIĘ MAM! ODDAWAJ CO MOJE! - wrzeszczę. Dobrze, że póki co jesteśmy tutaj jedynymi żywymi duszami.






Ostatnio zmieniony przez Johnatan Bojczuk dnia 29.09.19 23:05, w całości zmieniany 1 raz
Johnatan Bojczuk
Zawód : maluje, kantuje, baluje
Wiek : 25
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
kto kombinuje ten żyje
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t5318-johnatan-bojczuk https://www.morsmordre.net/t5328-majtek#119230 https://www.morsmordre.net/t5329-ahoj-przygodo#119234 https://www.morsmordre.net/f167-gloucestershire-okolice-bibury https://www.morsmordre.net/t7231-skrytka-bankowa-nr-1332 https://www.morsmordre.net/t5516-johnatan-bojczuk

Strona 2 z 5 Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next

Wejście do Ministerstwa
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach