Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 [SEN] Książę i żebrak

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Louis Bott
avatar

Niemagiczni
Niemagiczni
https://www.morsmordre.net/t1671-louis-bott https://www.morsmordre.net/t1846-niemugolska-poczta-lou#24237 https://www.morsmordre.net/t1672-louis-bott#17379 https://www.morsmordre.net/f95-baker-street-69 https://www.morsmordre.net/t5152-louis-bott
Student astrofizyki i kosmologii, pracuje dorywczo, uliczny grajek
21
Mugolska
Kawaler
I don't recognize these eyes
I don't recognize these hands
Please believe me when I tell you that
0
0
0
0
0
0
5
4
Mugol
this is not who I am

PisanieTemat: [SEN] Książę i żebrak   06.12.17 13:21

Postać odziana w czarny płaszcz z kapturem nasuniętym tak, by zasłaniał twarz, znów stała przede mną. Wokół panowały ciemności rozproszone jedynie słabym, mdłym, żółtym i chybotliwym światłem.
Serce waliło mi jak młotem w piersi, ale tym razem nie zamierzałem się cofnąć, ani tym bardziej uciekać. Postąpiłem krok do przodu, potem kolejny. Nieznajomy bezszelestnie uczynił to samo. Wpatrywałem się w niego bez słowa, ale choć staliśmy już całkiem blisko siebie, wciąż nie byłem w stanie dostrzec jego twarzy. Obrócił w palcach różdżkę, po czym powoli ją uniósł.
Instynkt podpowiadał, żebym uciekał i to już, w tej chwili, strach przyspieszył jeszcze bicie mojego serca, ale nie ruszyłem się z miejsca, a jedynie uśmiechnąłem kpiąco.
- Próbujesz mnie przestraszyć? - mruknąłem wciąż mierząc go spojrzeniem. - Wiesz w ogóle kim ja jestem? - dodałem lodowato. Dokładnie w tym samym momencie jednym ruchem ręki odrzuciliśmy swoje kaptury.
Miał bladą twarz i krótkie, brązowe włosy ułożone na gładko, lśniące brylantyną. Cały czas wykrzywiał kpiąco wargi. Spod zmarszczonych brwi przypatrywały mi się niemal czarne oczy ziejące wrogością. Moje oczy.
- Lordzie Bott! - pukanie i męski stłumiony przez zamknięte drzwi głos wyrwał mnie z tego jakże zajmującego zajęcia mierzenia się spojrzeniem z własnym odbiciem w zwierciadle. Prychnąłem i odwróciłem się od jego tafli na pięcie. Jednym nonszalanckim machnięciem różdżki sprawiłem, że zasłony w wielkich oknach się rozsunęły wpuszczając do wnętrza przestronnej, bogato zdobionej sali początkowo niemal oślepiające światło. Znad zgaszonych świec unosiły się teraz cieniutkie smużki dymu.
- Wejść - oznajmiłem władczym i trochę znudzonym zarazem głosem. Durna służba zawsze znajdowała idealny moment do przeszkodzenia. Chyba tylko czekała na moje krótkie chwile relaksu, żeby właśnie wtedy wleźć z buciorami do pokoju. Już dawno nie dostali batów, to pewnie dlatego.
Drzwi uchyliły się i do środka wślizgnął się starszy człeczyna. Doskonale znałem jego twarz. Jak byłem dzieciakiem na polecenie mojego świętej pamięci ojca uczył mnie astronomii... teraz bał się własnego cienia. Brzydziłem się go i nim gardziłem. Już dawno powinienem go odesłać z dworu... powstrzymywała mnie tylko świadomość jego psiego oddania szlachetnej rodzinie Bott.
- Obyś miał dobry powód, Proof - warknąłem mierząc go złowróżbnym spojrzeniem. - Mówiłem, żeby mi nie przeszkadzać. Czy w tym krótkim poleceniu, jest dla ciebie coś niezrozumiałego? - dodałem powoli obracając w palcach różdżkę. Lubiłem żłobienia w tym jakarandowym drewnie.
Sługa najpierw spojrzał przestraszony na różdżkę, potem znów na mnie. Doskonale wiedział co go czeka, jeśli uznam jego pretekst za zbyt błahy. Miałem wrażenie, że zaraz postanowi się wycofać i czmychnąć gdzie pieprz rośnie.
- L-lordzie...
- Mówże! - warknąłem zniecierpliwiony. Koniecznie musiałem go odesłać. Do niczego się nie nadawał ten bezużyteczny sługa. Wierny czy nie, działał mi na nerwy.
- Z-złapaliśmy go, lordzie - wyrzucił z siebie w końcu z przejęciem. - Złapaliśmy tego mugola!
No! I to były dobre wiadomości! Uśmiechnąłem się. Może zbyt drapieżnie, bo przestraszony Proof cofnął się o krok.
- Na co jeszcze czekasz? Wprowadź go! - poleciłem znów marszcząc brwi.
Z pokorą zaczął giąć się w pokłonach wycofując z pomieszczenia tak, by nie odwrócić się do mnie plecami. W końcu się nauczył co znaczy szacunek. Mój ojciec zdecydowanie za bardzo pobłażał służbie. Odprowadziłem go ponurym spojrzeniem do zdobionych drzwi.
Na chwilę pozostawiony samemu sobie spojrzałem na ogród. W zasadzie cała jedna ściana sali była jednym wielkim oknem. Szyby były tak czyste, że zdawało się, że w ogóle ich nie ma. Tak, jakbym jednym rzutem oka przenosił się na zewnątrz.
Choć był już początek lata, zielone drzewa i piękne marmurowe posągi pokrywał biały, śnieżny puch. Nawet fontanna znajdująca się zaraz za tarasem, zamarzła. Lodowe sople tworzyły nad nią finezyjny, kryształowy kształt.
- Lordzie Bott, oto on.
Oderwałem spojrzenie od zaśnieżonego ogrodu. Do sali wkroczyli trzej mężczyźni. Dwóch - wielkich i barczystych - znałem, pracowali dla mnie. Tylko ten, którego trzymali za fraki, był mi zupełnie obcy. Przekrzywiłem głowę zaintrygowany przyglądając mu się z ciekawością, jakby był egzotycznym zwierzęciem. Różdżka w mojej dłoni znów zawirowała, kiedy obróciłem ją kilkukrotnie, jakby korciło mnie, żeby jej użyć na nieznajomym mężczyźnie. Korciło.




Look up at the night sky
We are part of this universe, we are in this universe, but more important than both of those facts is that universe is in us.

Powrót do góry Go down
Craig Burke
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t3810-craig-maddox-burke https://www.morsmordre.net/t3814-blanche#70697 https://www.morsmordre.net/t3813-zwiazki-lorda-burke#70693 https://www.morsmordre.net/f173-durham-rezydencja-w-tees-valley https://www.morsmordre.net/t3842-craigowe#71823
Handlarz czarnomagicznymi przedmiotami
32
Szlachetna
Kawaler
I will burn your kingdom down
If you try to conquer
Me and Mine
3
15
0
0
1
20
9
9
Czarodziej

PisanieTemat: Re: [SEN] Książę i żebrak   29.12.17 11:43

Kiedy otworzył oczy - oni już byli na jego tropie. Nie miał pojęcia, jakim cudem znalazł się nagle w zaśnieżonym ogrodzie. Przecież jeszcze kilka minut temu pił herbatę w swoim własnym domu. Spoglądał za okno i nie potrafił uwierzyć w to co widzi. Cały świat przykrywała gruba warstwa puchu. Musiał się zastanowić, skąd wytrzaśnie pieniądze na ogrzewanie. Przecież drewno kosztowało, a w kominku trzeba było czymś palić. Mieszkanie na szczęście było małe, nagrzewało się więc względnie szybko. Wszystko to jednak było szaleństwem. Nie powinien zastanawiać się nad takimi rzeczami w czerwcu. W czerwcu! Przecież właśnie o tej porze roku odprowadzał matkę do pracy w cienkiej koszuli z podwiniętymi rękawami! Zbierał czereśnie i truskawki w ogrodzie razem z ojcem, a potem spędzali całą rodziną długie wieczory i robili konfitury. Najlepsze na świecie!
Wszystko oczywiście było dziełem ich własnych rąk. Żadnej magii, bo przecież magia nie istniała. A przynajmniej tak mu się zdawało, aż do momentu wystąpienia tych przedziwnych anomalii. Nadal nie bardzo mógł uwierzyć w to, co ludzie gadali. Ilekroć próbowali wciągnąć go w dysputę na ten temat, machał na nich ręką i szedł dalej. To pewnie były jakieś przeklęte zmiany klimatyczne, może po prostu zima postanowiła zamienić się miejscami z latem? Na pewno dziwnie będzie obchodzić święta przy pogodzie, gdzie słońce będzie świecić jasno cały dzień a żar lać się będzie z nieba, ale i do tego da się przecież przywyknąć.
Ten dzień był wyjątkowo męczący, po pracy w mieście, musiał spędzić kolejnych kilka godzin na rąbaniu drewna na opał do domu. Miało to swoje plusy, widział jak z okna sąsiedniego domu obserwowała go jego młodziutka i ponętna sąsiadeczka Jane. Tym bardziej więc starał się wyglądać podczas swojej pracy jak siłacz, dla którego łupanie wielkich szczap drewna to był pikuś. Wiedział, że mu się udało, ilekroć posyłał mu niej spojrzenie, uśmiechała się zalotnie i chichotała. Oj, chyba będzie musiał ją niedługo odwiedzić!
To popisywanie się swoją siłą opłacił jednak bólem mięśni, które próbował jakoś rozmasować, rozkoszując się przy kominku kubkiem herbaty. Pił sobie spokojnie, pił, czknął... I znalazł się nieopodal jakiejś zaśnieżonej rezydencji! Nawet nie zdążył się porządnie rozpędzić z zamiarem ucieczki stamtąd (lordowie wszelakiej maści nie lubili gdy wchodziło się na ich teren! A zastanawianie się skąd właściwie się tam wziął, postanowił zachować na później!) kiedy jakaś niezidentyfikowana siła poderwała go za nogi do góry! Kolejne wydarzenia potoczyły się tak szybko, że właściwie zlały się w jedno - zaciągnięcie do środka rezydencji, wleczenie go po korytarzach, poszturchiwanie, kopanie go... Oszołomienie minęło nieco dopiero w chwili, gdy weszli do jakiejś wielkiej sali i zatrzymali się. Widok ulizanego mężczyzny o złowrogim spojrzeniu nie wróżył niczego dobrego, wiedział to od razu.
To musi być tutejszy lord, przemknęło Craigowi przez myśl. Cholera, przecież nie wlazłem tutaj specjalnie! To jakaś chora pomyłka!
- Ja mogę wytłumaczyć... - zaczął cicho.




His smile fair as spring, as towards him he draws you;
His tongue sharp and silvery as he imploresyou
Powrót do góry Go down
 

[SEN] Książę i żebrak

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Książę Endymion...
» Śnieżna Księżniczka
» Księgarnia Esy i Floresy
» Niebieska Strefa Księżyca
» Księga eliksirów

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Wprowadzenie :: Archiwa Departamentu Tajemnic :: Myślodsiewnie-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18